menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Szanowny Panie Redaktorze! 25-06-2006 22:57

Szanowny Panie Redaktorze! A może zamiast robić filmy i programy dotyczące patologii mających
miejsce w Polsce po prostu powiedzieć publicznie  na antenie- Ludzie uciekajcie z tego chorego kraju bo tu jest syf. Piotr, Tomaszów Maz.  Original Message. Sent: Sunday, June 25, 2006 11:00 PM. Subject: List
(7) komentarzy / skomentuj

Koniec Konfrontacji? 24-06-2006 09:39

Internauta zamieścił komentarz na moim blogu: "Panie Latkowski na miłość Boską. Tyle Pan żeś piał o zależności mediów, o układach i układzikach. Teraz się kocioł dzieje w tvp taki że hej, a Pan nas raczysz głodnymi kawałkami o prokuratorach warszawskich..." Odpowiem krótko. Kilkanaście godzin po programie o zabójstwie generała Papały, usłyszałem, że zdjęto mój program Konfrontacja z jesiennej ramówki.
(32) komentarzy / skomentuj

Kto rozliczy śledztwo w sprawie zabójstwa generała Papały? 20-06-2006 22:31

- To śledztwo przypomina pusty garnek, który tylko od czasu do czasu pobrzękuje. Nikt się już nim z energią nie zajmie. Nikt nie gryzie trawy, by dopaść winnych śmierci komendanta Papały – mówi były funkcjonariusz MSWiA dla programu Konfrontacja TVP2. Śledztwo w sprawie zabójstwa byłego komendanta Policji nadinsp. Marka Papały trwa już osiem lat. 25 czerwca 1998 roku wieczorem z zimną krwią, jednym strzałem zabito komendanta na parkingu przed jego własnym domem w Warszawie. Wykrycie sprawców uznano za sprawę honoru polskiej Policji. Czas pokazał, że to puste zapewnienia.

Komendant na prochach

Informator z Zarządu Wywiadu Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego wyjawia, że od września 1997 roku, służby, wiedziały o tym, że ówczesny komendant główny policji Marek Papała nie mógł funkcjonować normalnie bez zażywania środków farmakologicznych.  Silnych środków uspokajających i innych. Z innych informacji wynika, że prawie co weekend komendant ukrywał się  przed światem jak to określił rozmówca z ABW w „ zapchlonej daczy pod Warszawą”.  Dlaczego policja i prokuratura nie doszły do dnia dzisiejszego przyczyny takiego fatalnego stanu komendanta policji? Co było tego podłożem? Te informacje każą inaczej spojrzeć na powszechnie prezentowany fakt, że generał Marek Papała tylko w ostatnim okresie, kiedy już nie był komendantem głównym policji, tuż przed śmiercią, był osoba zdenerwowaną, obawiającą się czegoś lub kogoś. W kontaktach korzystał wówczas przede wszystkim z budek telefonicznych, a nie z telefonu domowego.

Leszek Miller był  do października 1997 szefem MSW.  Marek Papała był jego podwładnym. Razem odbywali wówczas podróż do Stanów Zjednoczonych, gdzie odnotowano zły stan psychiczny komendanta. Pytany, czy dotarła do niego notatka, czy sam nie zauważył niepokojącego stanu Marka Papały, twierdzi, że o niczym nie wiedział. O jego niepokojącym zachowaniu przed śmiercią dowiedział się z prasy. Prokurator Jerzy Mierzewski stwierdził, że ten watek od razu wykluczono na początku śledztwa, pozwoliła na to m.in. sekcja zwłok.

Miller nie czuje się winny, że do dnia dzisiejszego nie ma wyroku dla sprawców mordu na komendancie Papale, na jego jak twierdzi przyjacielu. Kieruje zarzuty w stronę ówczesnego premiera Jerzego Buzka i ministra MSWiA Janusza Tomaszewskiego. Zauważa, że w takich sprawach liczą się pierwsze miesiące, a te zostały zmarnowane. Chciano wykorzystać sprawę Papały do celów politycznych, pogrążeniu lewicy. Fakt, że kolejne lata należały do niego jako premiera jakoś go nie skłaniają do uderzenia się także i w swoją pierś.

Zbadać wszystkie wątki

Ryszard Bieszyński były dyrektor departamentu ABW ds. karnych nie ma wysokiego mniemania o sposobie prowadzenia czynności śledczych przez prokuraturę. Zwraca uwagę, że prokuratura powinna badać wszystkie wątki, a nie prześlizgiwać się po nich. Także osobiste i rodzinne. W tym miejscu wskazuje, że wielu rozmówców mówiło o konflikcie rodzinnym, ale nie chciało tego, tu cytat: „powiedzieć tego na papier.” Między innymi w czasie przesłuchania w UOP wspominał o tym generał Roman Kurnik.

Prokurator Jerzy Mierzewski odpowiada na te zarzuty, że początkowo współpracował z UOP, ale wtedy śledztwo nie szło właściwym torem. Postanowił zrezygnować ze współpracy i oprzeć się na doświadczonych policjantach. Pytany, czy nie widział zagrożenia, że są także doświadczeni w układach policyjnych, odparł, że nie ma zaufania  do młodych wilczków.

Według prokuratora Jerzego Mierzewskiego zleceniodawcą jest Edward Mazur. Nasi rozmówcy z ABW i MSWiA jednoznacznie stwierdzają, że jest to osoba, która w aktach służb specjalnych pojawia się już w latach pięćdziesiątych jako współpracownik. Mylą się jednak ci, którzy uważają, że jest on tylko dobrym znajomy ludzi służb związanych z PZPR i SLD. Mazur współpracował z każdą nową ekipą, jaka pojawiała się w służbach. To KM zwerbował go do UOP-u i z tej współpracy był bardzo zadowolony. Edward Mazur jednak to nie tylko współpracownik polskich służb, ale też CIA, jak oświadczają rozmówcy z MSWiA i ABW. Czy to nie jest faktyczna przyczyna problemów z jego deportacją z USA do Polski?

Warto przypomnieć, że 27 lutego 2002 Edward Mazur został zatrzymany w Polsce. Podstawą były zeznania Artura Z. pseudonim Iwan, członka gangu płatnych morderców z Gdańska. To jego Edward Mazur miał namawiać do zastrzelenia Papały. Biznesmenowi jednak nie postawiono zarzutu zlecenia zabójstwa generała, bo sprzeciwiły się temu Ministerstwo Sprawiedliwości i warszawska prokuratura apelacyjna nadzorująca śledztwo w sprawie śmierci  Marka Papały. Według tych instytucji nie było wystarczających dowodów winy Edwarda Mazura.

Jakie dowody posiada prokuratura przeciwko Mazurowi? Czy jest tylko zeznanie Artura Z.? Wskazanie bezpośrednie Mazura przez Artura Z.? Z ustaleń wynika, że w zeznaniach nie ma nazwiska Papały, mówi się w nich tylko o „Głównym Psie”. Dowody, że Mazur był w Gdańsku są wątłe. Tak było do niedawna. Teraz według jednego z prokuratorów, dzięki współpracy służb, możliwej po zmianie rządu, wątek sprawczy Mazura jest coraz bardziej silniejszy.

Dwa lata temu prokuraturze udało się po walce stoczonej z ABW uzyskać dostęp do tajnych operacyjnych materiałów służb specjalnych, w których przewija się Edward Mazur. Sprzeciwiał się temu m.in. Ryszard Bieszyński –ówczesny dyrektor departamentu ABW ds. karnych. Zgodę na zapoznanie się z pełnymi aktami wydał Andrzej Barcikowski. Prokurator Jerzy Mierzewski zapoznawał się z nimi w ABW. Z niezrozumiałych powodów zapoznał się tylko z mniejszą częścią, ku zaskoczeniu dwóch moich rozmówców z ABW. Jak to jest możliwe, że prokurator nie chce poznać dokładnie wszystkiego, co na temat Edwarda Mazura mają polskie służby, przy tym uważa go ciągle za najważniejszego podejrzanego w sprawie? Pytany o to Jerzy Mierzewski zaprzecza, stwierdza, że to jest kłamstwo ludzi z dawnego UOP.

Wszyscy bali się tego ruszać

Prokurator Mierzewski nie zajął się wszystkimi tropami śledztwa. Na przykład wątek paliwowy jest dopiero obecnie realizowany. Dlaczego nie był wcześniej? Jak mówi policjant z Centralnego Biura Śledczego – Wszyscy bali się tego ruszać. Prokurator Mierzewski natomiast stwierdza, że dopiero niedawno ten wątek wyszedł w śledztwie.

Zarzuca się śledczym, że obawiano się także przesłuchiwać niektóre ustosunkowane osoby, które pojawiły się w śledztwie. Do dnia dzisiejszego np. nie wyjaśniono co takiego łączyło generała Papałę z ks. Jankowskim? Często razem jeździli na Jasną Górę. Wiadomo, że dwa dni przed śmiercią na prośbę ks. Jankowskiego generał Papała zorganizował spotkanie z Edwardem Mazurem. Odbyło się one w Warszawie, w hotelu Victoria, gdzie zjedli obiad. Ks. Jankowskiemu towarzyszył ochroniarz, który zainteresował śledczych z UOP. Jednak nie mieli oni podstaw służbowych by prowadzić śledztwo w tym kierunku. Sprawdzić kolejny wątek. Prokurator na to nie pozwalał. Prokurator Mierzewski zaprzecza, że niektóre osoby były specjalnie traktowane, ks. Jankowski był przesłuchiwany dwukrotnie.

Czy policja może być sędzią w swojej sprawie?

Czy policja może być sędzią w swojej sprawie? Czy przynajmniej w 2001 roku prokurator nie powinien podjąć decyzji o odsunięciu policji od śledztwa. Natrafilismy na zeznania Anny Marszałek, dziennikarki śledczej Rzeczpospolitej, zeznała ona o informatorze, który wskazał jej nowe tropy w sprawie morderstwa Papały, wskazał by zainteresować się ludźmi policji, wymienił między innym generała Romana Kurnika. Policja i prokurator zlekceważyli jego informacje, podobnie jak dziennikarka, która uznała, że jej informator jest niepoważny, dlatego o tym nie napisała. Sprawą zainteresował się jednak UOP, który uznał, że należy sprawdzić wątek o zaangażowaniu wysokich funkcjonariuszy MSW w zabójstwo generała. Jednak nie doprowadzono tego do końca. Dlaczego? Być może wyjaśnieniem będzie to, że po ostrym przesłuchaniu generała Romana Kurnika przez UOP, ten poskarżył się i zaczął interweniować u zwierzchników. Jeśli UOP miał takie naciski, to o jakich naciskach można mówić na policjantów prowadzących śledztwo, skoro byli podwładnymi generała Kurnika i jego otoczenia?

Leszek Misiak, dziennikarz tygodnika OZON w styczniu 2003 roku otrzymał anonim od warszawskich policjantów, w którym pisali: „Jak wygląda sprawa Marka Papały to mu dobrze wiemy. Nie chodzi tu o narkotyki (celowo błędnie przyjęty ślad), a o handel bronią i sprzętem specjalnym POLICJI. Wykończyli go najbliżsi współpracownicy. Niektórzy zajmują wysokie stanowiska państwowe.. M.Papała wiedział o grożącym mu niebezpieczeństwie i ubezpieczył się na astronomiczną jak dla policjanta sumę tj. 250.000 złotych. My dużo wiemy, ale boimy się mówić, gdyż „Ci” ludzie mogą decydować o naszym losie.”

Z pozyskanych informacji wynika, że była to polisa wystawiona na jego nieletnią wówczas córkę. Opiewała w przypadku śmierci gwałtownej Marka Papały na 300.000. W otrzymaniu tych pieniędzy przez córkę pomógł skutecznie później generał Roman Kurnik.

O zaangażowaniu w sprawę zabójstwa Papały funkcjonariuszy MSW mówił też świadek koronny Piotr. O jego zeznaniach cztery lata temu pisali Maciej Wisniowski i Dorota Paradecka w tygodniku NIE. Zwrócił się do nich, bo twierdził, że prokuratura i policja nie chce go słuchać w kwestii korupcji w MSW i powiązań przestępców ze światem politycznym.

O tym, że z policji musiały być przecieki świadczy fakt, że dwa dni później kiedy ówczesny szef MSWiA Marek Biernacki otrzymał informacje o tym, że śledztwo natrafiło na  ślad udziału w morderstwie Niemczyka, ten kilka dni później uciekł.

Dlaczego do dzisiaj wątek udziału w zabójstwie generała Marka Papały wysokich funkcjonariuszy MSW nie został do końca zbadany przez prokuraturę, policję i ABW?  Takich pytań jest wiele, kiedy się poznaje kulisy śledztwa, o którym się mówi, że jest najważniejsze, że to sprawa honoru policji, wymiaru sprawiedliwości i państwa polskiego.

Powołać nową ekipę śledczą

– Dżungla – tak miał w 2000 roku prokurator Jerzy Mierzewski określić, jak wygląda śledztwo w sprawie zabójstwa komendanta Papały. Czy przez kolejne lata coś się zmieniło? Im głębiej wchodzi się w ten świat, tym bardziej właściwym wydaje się być określenie – to dżungla, w której nawet nie wiadomo czy można wykarczować ścieżkę prowadzącą do jakiejkolwiek drogi, rzeki. A co mówić do tej właściwej.

Wielu rozmówców wskazuje, że po ośmiu latach trzeba podjąć „męską decyzję” i zmienić ekipę śledczą. Sukcesy są ich wątpliwe. Wątek bezpośrednich wykonawców morderstwa Marka Papały nie był sukcesem prokuratury i policji, jak się uważa powszechnie, ale przyszedł z agentury więziennej. Po tylu latach „uczepili się swojej tezy i są już nieprzesiąkalni na inne tropy”. A w takiej sprawie trzeba sprawdzić wszystko. Teraz trzeba dać szansę innym.

Kto rozliczy śledztwo w sprawie zabójstwa generała Marka Papały? Dokona bilansu? Przejrzy je pod kątem popełnianych błędów? Czy w wymiarze sprawiedliwości znajdzie się ktoś odważny by podjąć zdecydowane działania w sprawie śledztwa, które tylko od czasu do czasu odżywa w mediach?

Sylwester Latkowski
______
O sprawie generała Marklla Papały w  dzisiejszym programie autorstwa Sylwestra Latkowskiego „Konfrontacja”, godz 22.45, Program 2 TVP. W studio na żywo gośćmi będą Ludwik Dorn (v-ce premier, szef MSWiA), Marek Biernacki (były szef MSWiA), Zbigniew Wasserman (kordynator ds. służb specjalnych), Janusz Kaczmarek (prokurator krajowy),  Leszek Misiak (Ozon). W felietonach Leszek Miller (były premier), Maciej Wiśniowski (Nie), Dorota Paradecka (Wiadomości24). Telefoniczne Ryszard Bieszyński (były dyrektor departamentu ABW ds. karnych ).



(6) komentarzy / skomentuj

Gra o PZU 19-06-2006 00:08

Sms do Edwarda Miszczaka po obejrzeniu filmu Witolda Gadowskiego, Jarosława Jabrzka, Przemysława Wojciechowskiego „Gra o PZU” wemitowanym w TVN: „Panie Edwardzie, cieszę się, że miał Pan i Pana stacja odwagę puścić film chlopakom. Wiem, że nie było to proste i łatwe. To co oni robią jest siła każdej stacji telewizyjnej.”
(6) komentarzy / skomentuj

O warszawskich prokuratorach 17-06-2006 23:26

- Warszawscy prokuratorzy znani są z tego, że zamiast odważnie wszczynać śledztwa, wolą je umarzać lub odmawiać prowadzenia – powiedział dla Rzeczpospolitej prokurator krajowy Janusz Karczmarek.
(1) komentarzy / skomentuj

Dżungla 16-06-2006 23:55

Przed 23 kończę spotkanie z nazwijmy go głębokim gardłem z ABW. Trzy godziny siedzenia w samochodzie, gdzieś na bocznej drodze pod Warszawą. Kolejne spotkanie, odbyłem ich już kilkadziesiąt, w związku z pracą nad programem Konfrontacja poświęconym zabójstwu komendanta głównego policji generała Marka Papały. Kiedyś prokurator Mierzewski prowadzący sprawę Papały, zapytany, co słychać w śledztwie, odparł – Dżungla. I ja im dłużej wchodzę w ten świat, tym bardziej uważam za właściwe określenie – to dżungla, w której nawet nie wiadomo czy można wykarczować ścieżkę prowadzącą do jakiejkolwiek drogi, rzeki. A co mówić do tej właściwej.
(1) komentarzy / skomentuj

Pytlakowski o manipulacjach dziennikarskich 15-06-2006 18:13

Piotr Pytlakowski w artykule „Dzika policja”  zamieszczonym na łamach „Polityki” przytacza dwa przykłady manipulacji w mediach mediach. Z Piotrem przygotowujemy odcinek „Konfrontacji” poświęcony prywatnym detektywom (Emisja 28 czerwca, TVP 2, godz. 22.45). Jednym z bohaterów jest detektyw Krzysztof Rutkowski. Piotr opisuje jak to „Superwizjer” (TVN) i program Fajbusiewicza „997” (TVP2) opisując sprawę porwania Krzysztofa Olewnika dokonują manipulacji, przemilczając o znaczącym w tym zdarzeniu fakcie. W „Konfrontacji” opowiedzieliśmy o tym z Piotrem, skonfrontowaliśmy z zarzutami ojca porwanego Krzysztofa z detektywem Rutkowskim. Pytlakowski pisze: „W obu audycjach ani słowem nie wspomniano o roli, jaka w tej historii odegrał Krzysztof Rutkowski. – Pan redaktor z „997” oświadczył, że nie powie o Rutkowskim, bo się z nim przyjaźni – ujawnia Włodzimierz Olewnik. W „Superwizjerze” nieobecność wątku związanego z Rutkowskim wyjaśniła się podczas przerwy reklamowej. Pojawiła się tam zajawka kolejnego odcinka pradokumentalnego serialu „Detektyw” o przygodach Krzysztofa Rutkowskiego.” Autorzy mieli ten wątek, ale szefostwo TVN nakazało im go wyciąć.

PS. Mam nadzieję, że Edward Miszczak nie umieści na TVN-owskiej czarnej liście także Piotra Pytlakowskiego, bo ja tam już trafiłem za to, że w „Konfrontacji” wspomniano o dwóch cenzorskich ingerencjach TVN, stacji, w której niby tego się nigdy nie czyni i nie wypada o tym mówić o tym publicznie. Gazeta Wyborcza, Rzeczpospolita, Press nie uczyni z tego newsa, jak to było ostatnio w sprawie Kunicy.
(1) komentarzy / skomentuj

Kamikadze? 14-06-2006 21:56

Kiedy wczoraj telefonicznie rozmawiałem z Jackiem Kurskim na chwilę przed wejściem do studia „Teraz My”, myślę, że nie spodziewał się tego, co wywoła, mówiąc o bilboordach prezydenckich Donalda Tuska. „Dwa Tuski prosto, trzy w lewo”. Po programie wysłałem mu sms-a, w którym porównałem go do kamikadze. Dzisiaj spotykając się na lotnisku z wysokim przedstawicielem prokuratury, ten rzekł: „To być albo nie być Kurskiego. Ostatecznie może zniknąć ze sceny politycznej.” Przyznałem mu rację. Inna sprawa, że jeśli będą jakieś dowody to okażą się niepełne, ktoś coś powie ale nie do  końca, tak jak to zawsze z każdą aferą w Polsce bywa. Zazwyczaj otrzymujemy spreparowaną namiastkę prawdy, doskonale to można pokazać na przykładzie sprawy zabójstwa generała Papały, nad którą teraz pracuję.

Dużo teraz zależy od dziennikarzy, którzy będą chcieli, nie będą się bali, przestaną politykować, kierować się swoim sympatiami, i sprawdzą wszystkie tropy w tej sprawie. W co niezbyt wierzę.
(16) komentarzy / skomentuj

Do lesbijek i gejów (a także Gaudena, Pacewicza i Sierakowskiego) 11-06-2006 11:25

Druga poranna kawa, a w „Loży prasowej” TVN24 ciągle o paradzie wolności, prawach geji, homofobii. Porażka polskiej drużyny z Ekwadorem nie wywołała takich emocji. Poza Piotrem Zarembą, reszta komentatorów okazuje się być szpicą wolnego społeczeństwa. Liberalizmu! Przecieram oczy ze zdumienia. Zaremba słusznie zauważa, że niezgoda na pewne żądania środowisk gejów i lesbijek nie może być uznawana za brak tolerancji, że pod płaszczykiem walki o wolność mniejszości seksualnych, kryją się też i konkretne postulaty. Tego Gauden, Pacewicz i Sierakowski nie chcieli zauważyć. Potwierdzić. Myślę, że w głębi duszy mają gdzieś jakby to powiedział Michał Witkowski, autor „Lubiewa,” pedałów, cioty i ciotki, ich problemy dnia codziennego. Dla nich to dobry przyczynek do sporu politycznego i nic więcej za tym nie stoi. Rozprawy z prawicą. Dokopać Giertychowi – jak to stwierdził Pacewicz, opwiadajac o rozmowie z dawnym opozycjonistą, który włączył się  za jego namową do „marszu równości”, choć sam stracił żonę, bo wybrała orientację lesbijską.

W Polsce staje się tak, że środowiska homoseksualne winduje większa część mediów, komentatorów, na wysokie nuty „Walki o wolność, prawa człowiek i demokrację”. Te same media, ci sami komentatorzy, nie widzą tego jak często te środowiska, ich animatorzy, przywódcy i przywódczynie dają przyzwolenie w ramach większej wolności na to, na co już nie powinno być zgody. Na patologie, obscenizm, szarganie wartości tej nieznośnej większości społeczeństwa.

Na stronie niezależnego portalu kobiet Lesbijka odkrywam apel pedofilów: „Nie dyskryminujcie pedofilii tylko dlatego, że życzą sobie tego "obrońcy moralności" i skandalizujący dziennikarze. Chcecie, by ludzie rozumieli waszą miłość? To i wy postarajcie się zrozumieć miłość innych mniejszości!
Proszę o rozpowszechnienie i opublikowanie mojego listu na Waszej stronie.
STOP psychozie strachu przed pedofilami!
Misiaczek
Redaktor strony "Mały Książę"
PS. Pedofile popierają starania homoseksualistów o legalizację związków partnerskich i prawo do adopcji dzieci. Uważamy, że dzieciom będzie lepiej u was, niż w
domach dziecka.”

Oczywiście gorliwie zamieszczono apel, na szczęście poprzedzono go krytyką, ale ku mojemu zaskoczeniu zdecydowano się podać pełny adres dwóch stron pedofilskich, tych, które określają się same jako „strony o pozytywnej pedofilii i seksualności dzieci.”  Z jednej strony protest, z drugiej przyzwolenie na to by propagować adres stron pedofilskich. Aby uciąć od razu dalsze wyjaśnienia, że na tych stronach nie ma zdjęć pornograficznych warto wskazać, że są za to linki innych stron pedofilskich zawierające już zdjęcia, które mogą zaspokoić już tylko chore umysły pedofilii.

Zapytałem twórców, prowadzących stronę, jaki cel im przyświecał by upowszechnić linki dwóch pedofilskich stron. Mój e-mail pozostał bez odpowiedzi. Rozumiem, że napisałem w czasie kiedy odbywała się parada równości w Warszawie, ale minął kolejny dzień i brak wyjaśnienia.

Ale to nie jedyny brak konsekwencji, w proteście Lesbijskiego portalu można przeczytać, że „Nie interesuje nas, że środowisko pedofilskie wspiera nasze dążenia do
zawierania związków partnerskich lub nawet popiera adopcje dzieci przez pary
jednopłciowe (chociaż my tych postulatów w Polsce nie wysuwamy)”. Wystarczy zajrzeć do anonsów na tym portalu a tam zawisło ogłoszenie o treści(pisownia oryginalna): DZIECKO        sobota, 10 czerwiec 2006 WITAMY WSZYSTKIE PANIE.JESTEŚMY PARĄ GEJÓW - 29 I 27 LAT. POSZUKUJEMY KOBIETY ALBO PARY KOBIET, KTÓRE TAK JAK MY BARDZO PRAGNĄ DZIECKA. CHCIELIBYŚMY MIEĆ DZIECKO I Z TOBĄ/WAMI JE WYCHOWYWAĆ.PROSIMY O MAILE.POZNAJMY SIĘ.”
Dlaczego w takim razie ten anons nie został wykasowany?

W moim programie „Nakręcona noc” wielokrotnie dawałem wyraz swojego stosunku do homoseksualizmu, feminizmu. Obrywałem za to od środowisk prawicowych. Po emisji programu „Zatrzymać gejów?” Straciłem co tygodniową emisję programu. Zredukowano mnie. Jestem zwolennikiem prawnego uregulowania związków homoseksualnych na drodze cywilnej bez możliwości adopcji dzieci. Dostrzegam brak tolerancji wobec środowisk homoseksualnych, ale jakoś nigdy nie przyszło mi do głowy by pójść na paradę wolności, odwiedzić protestujących w Le Madame, bo poznałem niektórych przywódców, animatorów tych środowisk i mam o nich nienajlepsze zdanie. Po pierwsze, sami nie potrafią być tolerancyjni na odmienne poglądy. Nie mieści się im w głowie, że kogoś może zniesmaczać, drażnić afiszowanie się homoseksualizmem i nie oznacza to braku tolerancji. Przy czym pod płaszczykiem demokracji, praw człowieka, tolerują także postawy, osoby, które reprezentują patologię. Panie Guden, Pacewicz, Sierakowski, odwiedźcie internetowe strony gejowskie, lesbijskie, nocne lokale gejowskie i potem zajmijcie stanowisko. Powiedzcie także o tej drugiej, ciemniejszej stronie. Bo nie jest to rzeczywistość wyłącznie kolorowo-piknikowa.

A teraz idę wypić trzecią kawę. Jest słonecznie. W ogrodzie, w wózku wygrzewa się moja córka, obok siedzi żona. Taki społeczny model rodziny mi odpowiada i taki obraz rodziny: kobieta, mężczyzna i dziecko będę starał się kształtować w świecie mojej córki. A swojemu trzy i pół letniemu synowi, kiedy widzi całujących się panów, mówię, że to jest złe, że są chłopcy i dziewczynki. Nie chcę by stał się tak nowoczesny i wyzwolony. Nie jestem w stanie prowadzić z nim głębszych dysput. I nie mówicie mi wtedy, że kształtuje w nim brak tolerancji dla mniejszości seksualnych. Dla kilkuletniego dziecka jest coś albo złe albo dobre. Cienie, szarości, to będzie kolejny etap rozwoju. A gdyby, na moje nieszczęście, stał się kiedyś gejem, zapewniam, że nie wyrzucę go z domu, nie wydziedziczę. Nadal będę go kochał.
(11) komentarzy / skomentuj

Plusy dodatnie, plusy ujemne 09-06-2006 13:25

Film dokumentalny "Plusy dodatnie, plusy ujemne" wrocławskiego reżysera Grzegorza Brauna znalazł się w internecie. Dokument zrealizowany dla wrocławskiego ośrodka Telewizji Polskiej opowiada o domniemanej agenturalnej przeszłości Lecha Wałęsy. Kilka miesięcy temu TVP nie zgodziła się na jego emisję.
Więcej oraz linki: Piąta Władza http://5wladza.blogspot.com/
Original Message. From: Artur Chodziński
(13) komentarzy / skomentuj

Wyjazd albo areszt 08-06-2006 18:24

Spotkanie z X i Z, ludźmi związanymi ze światem mediów. Opowiadają o dziwnej rozmowie z funkcjonariuszem ABW, który zaproponował im, by wyjechali z kraju, bo grozi im aresztowanie. Wybucham śmiechem. Niedowierzam. Po chwili jednak rozumiem, że to nie żarty. Złożyli u notariusza informację o tej rozmowie, tak na wszelki wypadek.
(12) komentarzy / skomentuj

Kara śmierci 08-06-2006 12:11

Dla wszystkich zwolenników kary śmierci, wierzących w nieomylność sądów, niekwestionowaną fachowość prokuratury i policji: „Sąd Najwyższy uchylił wyrok skazujący Tomasza K. za zabójstwo 10-latka z Lisewa Malborskiego - informuje TVN24. Podczas gdy Tomasz K. odbywał karę pozbawienia wolności, do zabójstwa chłopca przyznał się inny mężczyzna.”
(2) komentarzy / skomentuj

Teksty na polityczne zamówienie 07-06-2006 23:54

W felietonie „Styl posła Zawiszy groźniejszy niż przewiny Urbańskiego” Dominika Wielowieyska pisze: „Jakby ktoś miał wątpliwości, zastrzegam: nie uważam, by dziennikarze pisali teksty na jakieś polityczne zamówienia. Po prostu politycy wybierają sobie z mediów to, co akurat im pasuje, a standardy przyzwoitości dostosowują do swoich planów taktycznych.” A ja nie wierzę w to, co napisała Wielowieyska. Uważam, że napisała to przekornie. Dobrze wie, że ten i inne artykuły nie powstałyby nigdy, gdyby nie było konkretnego politycznego zapotrzebowania.
(3) komentarzy / skomentuj

Nina Terentiew odchodzi 07-06-2006 22:21

Rozmawiałem z nią wczoraj. Kilka godzin po tym jak złożyła dymisję i kilka godzin przed północą. Miała tyle wolności w  głosie, jakby pozbyła się uciążliwego wrzodu. Dzisiaj na chwilę odwiedziłem ją w jej gabinecie. Dawno jej tak nie widziałem w dobrej formie, tak silną. Wznoszącym toast na wieść, że podała się do dymisji – „Na pohybel Carycy”, muszę popsuć samopoczucie, bo ani w niej grama było przegranej. Tylko na korytarzu Dwójki ludzie jacyś pogubieni, jeszcze bardziej sztucznie się uśmiechający niż zazwyczaj. Nazywano ich dworem, no, więc dwór Terentiew się skończył. Teraz zostaną tylko ci, którzy są dobrzy albo nowy szef lub szefowa stworzy swój nowy dwór. Dworsze orszaki to taka właściwość Woronicza 17. Tutaj więcej zyskasz pochlebstwem, uległością… I jakoś nie widzę, żeby się to zmieniało, pomimo, że kolejni prezesi, dyrektorzy przychodzą i odchodzą. Przed wejściem do budynku TVP powinien być napis „Niepokornych nie wpuszczamy. Niepokornych sczyszczamy”. Terentiew miała jednak taką właściwość, że czasami wbrew innym i sobie niepokornych dopuszczała i tolerowała.
(4) komentarzy / skomentuj

Zemsta Gasińskiego 05-06-2006 22:57

Bogdan Gasiński, bohater filmu „Zwariowałam” Marii Wiernikowskiej, informator Andrzeja Leppera, wykazał się specyficznym poczuciem humoru. Postanowił ukarać Sławomira Zielińskiego za uniemożliwienie Wiernikowskiej dokończenia reportażu o Klewkach. Kilka dni przed emisją filmu zadzwonił do hotelu Forum w Warszawie, podał się za Sławomira Zielińskiego, byłego dyrektora Programu 1 TVP i zarezerwował dla siebie pokój hotelowy, na rachunek telewizji. Pojawił się bez bagażu, jako adres zamieszkania podał Al. Jerozolimskie. Nie wzbudził tym niepokoju, braku zaufania. Recepcja nie pytając o dwód osobisty, o potwierdzenie rezerwacji, wydała mu klucz do pokoju 504. Spędził w hotelu dwie doby (24-26 maja) i nagle ulotnił się, nie płacąc za pokój, ani za rachunki w restauracji. Kilka dni później Sławomir Zieliński otrzymał telefon z hotelu Forum, z prośbą o uregulowanie należności w wysokości tysiąca złotych. Ku swojej irytacji, usłyszał: „Znajomych się nie wybiera”. Dosyć, że musiał się zmagać z Wiernikowską i jej reportażem o Klewkach, teraz po latach przyszło mu się ciągać po komisariatach policji tłumacząc, że nie zna Gasińskiego, po raz pierwszy na oczy zobaczył go właśnie w filmie Wiernikowskiej „Zwariowałam”.
(3) komentarzy / skomentuj

Fałszywe tropy 02-06-2006 21:24

Przeglądam teksty na temat zabójstwa Marka Papały. Wiele z nich to teksty inspirowane przez służby, a nawet przez osoby, które były zainteresowane by taki a nie inny obraz przedstawiono opinii publicznej. Ku mojemu zaskoczeniu informatorami były osoby, które znalazły się same pod lupą śledczych. Czytam w jednym z tekstów „inny nasz rozmówca, wieloletni oficer służb specjalnych, jest innego zdania.” I dalsza część artykułu, to jego wersja zdarzeń, która ma oddalić jakąkolwiek inną tezę zbliżającą do jego własnej osoby i jego grupy. Bez trudu identyfikuję tajemniczego rozmówcę, bo sam dzisiaj się z nim spotkałem. Tylko jak można mówić w tym samym artykule raz o kimś pod nazwiskiem, podając, że był na celowniku śledczych, a za chwilę jako tajemniczym bezstronnym informatorze? Można, jak widać, bo takie to czasami jest nasze dziennikarstwo śledcze.
(4) komentarzy / skomentuj

Kardynał Dziwisz knebluje usta 31-05-2006 15:39

Kardynał Dziwisz zakneblował usta księdzu Zaleskiemu. Tomasz Sakiewicz w rozmowie telefonicznej nie kryje zdenerwowania i zaskoczenia decyzją. Właśnie jest w Krakowie, wieczorem ma być u mnie w programie. Faksem otrzymuję listę agentów dziennikarzy z lat 60 i 70. Nikt już nie zatrzyma tej fali, a tego typu ruchy wywołują tylko niepotrzebne konwulsje trupa PRL-u.
(6) komentarzy / skomentuj

Zwariowałam Wiernikowskiej 27-05-2006 12:32

Kiedy wchodzisz na teren dwuznaczności, tam gdzie jest więcej pytań niż odpowiedzi, gdzie wszystko otacza tajemnica, niedomówienia, krętactwa, kłamstwa, przemilczenia, prowokacje, musisz się liczyć z tym, że stracisz proste, zero jedynkowe spojrzenie na rzeczywistość. I często dasz się wyprowadzić w pole. Ośmieszyć lub zderzyć się ze ścianą. Maria Wiernikowska robiąc film, który zainicjowało sejmowe przemówienie Andrzeja Leppera o…  No, właśnie o czym? O łapówkach? Styku polityki z biznesem….Nie, w świadomości ludzi było to bajdurzenie o Klewkach. Lepper, którego informatorem nie był tylko Bogdan Gasiński, jak to przekazywały media, ale też biznesmen Rudolf Skowroński wpadł  w świat, który go przerósł. Nagle okazało się, że zamiast twardych dowodów ma ośmieszonych talibów w Klewkach i zootechnika Gasińskiego.

Po jakimś czasie Bogdan Gasiński trafił do więzienia, a Rudolf Skowroński, gdzieś przepadł. Niby został porwany, w co nikt nie chce uwierzyć. Prokuratura umorzyła postępowanie w tej sprawie i nadal ściga Skowrońskiego listem gończym. Piotr Pytlakowski kilka tygodni temu proponował mi wyjazd do Olsztyna, gdzie Gasiński, będący już na wolności,  miał wskazać kryjówkę Skowrońskiego. W sprawie przemówienia sądowego zapadł uprawomocniony wyrok skazujący Andrzeja Leppera za pomówienia. Ostatnio jeden z generałów oświadczył Marii Wiernikowskiej, o tym, że został rozpuszczony w kwasie solnym. Prawda, że trudno się w tym wszystkim połapać?

Ale wróćmy do filmu Wiernikowskiej, która naiwnie chciała to wszystko złożyć w jedną całość. Okazało się, że znana reporterka wzięła kamerę i… z Klewek wyrósł przed nią obraz Polski jako kraju korupcji, układów, mętnych interesów, powiązań polityków z szemranymi biznesmenami i służb, tych cywilnych i wojskowych, które jak wyznaje Wiernikowskiej beztrosko szef FOZZ, Grzegorz Żemek, konkurują ze sobą. Nagle ze zdziwieniem ulubienica Woronicza 17, spostrzegła, że decydenci przestają już się do niej uśmiechać, atmosfera tężeje, aż wreszcie słyszy, że dalszej realizacji filmu nie będzie. „Jeszcze ta wariatka naprawdę coś odkryje!” Od tej pory Wiernikowskiej przyszywa się gębę wariatki i z taką etykietką ląduje na marginesie TVP. Bierze te swoje kilkaset złotych miesięcznie i czeka.

Nastaje Jan Dworak. Wraz ze zmianą ekipy w TVP dostaje możliwość dokończenia dzieła, ale szybko i nowa ekipa związana z ludźmi z Platformy Obywatelskiej wspierana przez lewicową opcję wiecznie tam obecną, orientuje się, że „szalona Wiernikowska” wpadła na coś na co nie powinna, gdyby jeszcze komunistów obnażała, a tu pojawiają się takie szacowne osoby jak senator Smoktunowicz. I firma Intercommerce, o której wkrótce będzie głośno, a o której to ciągle w filmie mowa, a nie o Klewkach. Służby na Woronicza 17 podniosły znowu łeb, by obrócić jej film w śmieszność, bzdet. I znowu zaczynają się problemy.

Kilka tygodni temu pisze do mnie e-maila Maria Wiernikowska. Od razu ją zapraszam do studia Konfrontacji. Pytam o film. Otrzymuję jedyną kopię vhs-a jaką posiada. Oglądam. Widząc „Zwariowałam” rozumiem, że nie wolno pozwolić by machina TVP znowu przemieliła ten film w niebyt. W Konfrontacji pokazuję fragment i następnego dnia wysyłam faks do Bronka Wildsteina: „Zwracam się z uprzejmą prośbą o umożliwienie zaprezentowanie filmu Marii Wiernikowskiej „Zwariowałam” w programie „Konfrontacja”.

Produkcja tego filmu została wstrzymana przez poprzedniego szefa jedynki, a przy obecnych władzach także nie widać jakiejś szczególnej przychylności.

Autorka filmu także wyraża chęć takiej prezentacji filmu.

Proszę o w miarę możliwości pilną pozytywną decyzję, bym mógł pokazać film 31 maja br. Myślę, że problem posiadania praw przez Program 1 nie stanowi przeszkody, zwłaszcza, że dotychczas jakoś nie pałał chęcią pokazania go szerszej publiczności.”

Wiedziałem, iż jeśli on nie wyrazi zgody, to będzie ostateczny koniec dzieła Wiernikowskiej. Wierzyłem jednak w to, że Wildstein nawet nie będzie wchodził w szczegóły i intuicyjnie da zielone światło. Na szczęście tak się stało.. Po moim faksie do niego, zaledwie nie minęła godzina, zadzwonił do Terentiew i wyraził zgodę. Nagle machina Woronicza 17 zaczęła pracować w innym kierunku – film Wiernikowskiej może mieć 50 minut a nie musi mieć 25 minut, co nagle stało się przeszkoda nie do przejścia, i ma się ukazać na antenie. Ostatnie ruchy Krzysztofa Talczewskiego, szefa dokumentu jedynki, nie warte są nawet szerszego komentarza, albo się ma klasę albo jej się nie ma panie Talczewski. Małość z Pana wyszła.

Więc w dwa tygodnie dało się załatwić emisję filmu Marii Wiernikowskiej „Zwariowałam”. A kolaudacja, choć chwilami nie pozbawiona ostrej wymiany zdań była konstruktywna. Marysia jednak nie jest jeszcze do końca pewna, dzieli się ze mną swoimi obawami. Do emisji zostało jeszcze trzy dni.  Przyznam, że i ja jeszcze spodziewam się nagle pojawiającej się rafy.
(29) komentarzy / skomentuj

Kolaudacja Wiernikowskiej 26-05-2006 13:39

Film Marii Wiernikowskiej „Zwariowałam” będzie wyemitowany. Bez żadnej cenzury. Dawno w tak dobrym nastroju nie wychodziłem z Woronicza 17.
(4) komentarzy / skomentuj

Nie dać się zwariować 25-05-2006 14:57

Taniec wokół filmu Marii Wiernikowskiej trwa.A już myślałem, że jest spokój, przecież Bronisław Wildstein, zaakceptował, zgodził się. Cztery lata Wiernikowska się kopała z Woronicza 17, ja od dwóch tygodni i jeszcze bardziej ją rozumiem. Talczewski, szef dokumentu jedynki, obrażony. Nie chce uznać faktu, że tak naprawdę wpisał się przy końcu produkcji tego filmu jako kolejna przeszkoda do jego powstania. Na szczęście Terentiew zachowuje spokój, ale buldogi pod dywanem już zaczynają się kłębić, gryźć. Przede mną kolejna ekspertyza prawna, którą można streścić w jednym zdaniu – film nie do emisji. Jutro kolaudacja, na którą zostałem zaproszony. Gdzieś w tym wszystkim ginie to, co najważniejsze w tym filmie, a co napisał Wildstein recenzując książkę: "Wiernikowska odsłania obraz kraju korupcji, przemożnych układów wywodzących się z PRL-u i ciągłej obecności dawnych służb komunistycznych" - napisał Bronisław Wildstein.” Na Woronicza 17 jednak nadal się ludzie boją własnego cienia, a politycy dla nich to święte krowy. Wychodzą też barwy polityczne, które rzutują na spojrzenie na film „Zwariowałam”
(4) komentarzy / skomentuj

Zawiadomienie do prokuratury 24-05-2006 13:28

Wczoraj do telewizji przed emisją dzisiejszego  programu Konfrontacja – „Układ Lekowy cz. III – Sprawa Łapińskiego i lobbingu firm farmaceutycznych”, wpłynęły pisma z kancelarii prawniczej oraz zawiadomienie do prokuratury jakie złożyli przeciwko mojej osobie Marek Matraszka i Aleksandra Zieleniewska z firmy CEC sp. Z o.o. Za każdym razem jak zaczynam się zabierać za sprawy związane z koncernami farmaceutycznymi, urzędnikami tzw. służby zdrowia zagęszcza się atmosfera. Dają mi do zrozumienia, skoro wiesz jakie pieniądze stoją za nami, zrezygnuj. Mamy najlepszych prawników, najlepszych pijarowców, lobbystów, swoich dziennikarzy. Zderzysz się ze ścianą.

Marek Matraszek to ten, o którym Wojtek Czuchnowski napisał w artykule „Co ujawnił Andrzej Barcikowski” (Gazeta, 2003-11-26): „Szef ABW poinformował posłów (na utajnionym posiedzeniu Sejmu RP), że w najbliższym czasie na łamach polskich gazet ukażą się materiały prasowe na temat nadużyć w przemyśle farmaceutycznym, nieprawidłowości przy powstawaniu ustawy o grach losowych oraz dalszy ciąg tekstów o nieprawidłowościach przy kontrakcie na dostawy gazu.

Jego zdaniem te materiały inspirowane są przez konkurencyjne firmy, działające za pośrednictwem lobbystów docierających do dziennikarzy i polityków. Z kolei lobbyści pozostają na usługach obcych wywiadów. Szef ABW wymienił przy tym nazwiska dwóch domniemanych agentów wywiadu rosyjskiego i ukraińskiego oraz nazwisko Marka M., którego przedstawił jako agenta wywiadu brytyjskiego.”
(6) komentarzy / skomentuj

Nie takie głupie słowa Wierzejskiego 22-05-2006 23:32

Niestety muszę potwierdzić słowa Wojciecha Wierzejskiego, posła LPR: „Według mnie istnieje takie założenie, że najłatwiej werbować informatorów wśród homoseksualistów, bo oni mają coś na sumieniu”. W czasie pracy nad filmem „Pedofile” taki sam pogląd wyrażali w rozmowach ze mną funkcjonariusze policji i służb. Wiele spraw pedofilskich nie ujrzało światła dziennego, bo agenturę się chroni, nawet pedofilską. Zapytajcie o akcje „Hiacynt”. Wyśmiewanie teraz tych słów przysłania problem przyzwolenia w pewnych kręgach na pedofilię. O innych poglądach Wierzejskiego związanych z gejami nie chce mi się mówić. Szkoda słów. PS 1. Realizując film "Pedofile" wyraźnie zaznaczyłem, że gej to nie pedofil. PS 2. W tamtym roku odbyłem rozmowy sondażowe dotyczące realizacji dokumentu „Polski gej”. Jak się można domyślać, z zerowym skutkiem. Temat nie był i nadal nie jest politycznie poprawny w Polsce. Ktoś zaproponował bym założył fundację, ogłosił zbiórkę publiczną, i podał konto, by ludzie mogli sfinansować ten projekt. Wiele osób by dało pieniądze, ale nie pod swoim nazwiskiem. Inni słysząc to, stwierdzili, że wtedy powiedziano by, że to geje sami zrzucili się na film o sobie.

(6) komentarzy / skomentuj

Powrót 20-05-2006 01:39

Muszę wrócić do świata, do rzeczywistości. A trudno mi. Nie chcę. Najchętniej oplótłbym się z dziećmi w kokonie i nie wychylał głowy. Docierają do mnie jakieś odgłosy, po których jeszcze bardziej wciskam w ramiona swoje dzieci. Paskudny jest ten świat. Ale póki jest we mnie trochę sił, trzeba coś próbować robić. Choć przyznam, że mam ochotę się wycofać.
(4) komentarzy / skomentuj

Marianna 17-05-2006 21:05

Godz 11.35: 3495,57,33
(5) komentarzy / skomentuj

5 złotych na xero 14-05-2006 21:38

Co słychać u Leszka Możdżera? Uwielbiam jego ironię, dystans. Na swojej internetowej stronie pisze: „9 maja w Sopocie, w apartamencie Znanego Artysty odbyła się tajna próba z muzykami jazzowymi trójmiasta. Ćwiczono 3 utwory przeznaczone do nagrania na najnowszą płytę Jego Ekscelencji Przemysława Dyakowskiego, który również na rzeczonej próbie był obecny. Doszło do równomiernych poćwiczeń instrumentalnych i ustaleń aranżacyjnych, a po próbie jeden muzyków z sekcji rytmicznej pożyczył drugiemu 5 złotych na xero.” Ale jak widać od realizacji PUB 700 artyści w Polsce nadal biedują, w bufetach jedzą na kreskę i ciągle od wszystkich na wszystko pożyczają.
(3) komentarzy / skomentuj

To nie jest grozba panie Latkowski! 10-05-2006 17:49

Zapowiedz ochrony dobr osobistych jest zwyklym prawem kazdego czowieka. To po pierwsze, po drugie moze pan obublikuje tresc rozmowy z redaktorem Rybakiem. To jest wazniejsze niz publiowanie mojego listu. Juz pan zapomniał,  co Rybak panu mówił? Nie w smak panu to powtorzyć! Pisze pan na swojej stronie o "saloniku dziennikarskim" a sam  jest pan niewiele lepszy. Robi pan temat,  ktory został zrobiony przez innych. To nie tylko pana przywara. Jak wygladały relacje z tej afery? Do mnie dzwoniono co piec minut  (wtedy byłem ok) z prosbą o informacje, ale jak przyszło do cytowania zrodla, to nazwało sie to inaczej: To  my, to ja dziennkarz. Totalne świnstwo.... Oprych Jaskiernia miał godziny... nowak zero, nawet wtedy gdy nalatywano na mnie. Czy to jest normalne - korzystać z wiedzy kogoś  a nie dac mu glosu  na własną obronę. Podaobnie jest z TVN UWAGA, tez zawsze dzwonią, a jak przychodzi  do programu, to ja Cybula i temu podobne. Jezeli chodzi o moj protest glodowy, to zapytaj sie pseudodzienkarzu sledczy ministra Ziobry lub kogololwiek w MS, co ten protest glodowy przyniosł.

... a przyniosł to:
przestrzeganie art 351 kpk

inwentaryzacje 120 tys zawieszonych postępowan karnych

kontrole oświadczen majatkowych prokuratorów, sedziów oraz komorników

teraz bedzie kontrola upadlosci

inwenartyzacje okolo 8 tys postepowan cywilnych, prowadzonych dłuzej niż 8 lat, ktorym grozil Strasburg ( sprawy ruszyly z miejsca )

Inwentrayzacje postępowan karnych, w ktorych umorzono postępowanie
karne na niepoczytalnośc (skutek sledztwa w sprawie psychiatrów)

postęp w sprawie karnej Ewy Błaszczuk, łacznie  z jej aresztowaniem. inwenatryzacje  okolo 40 tys osob nieodsiadujacych kary. W wynku tego powołano w MS departament nadzoru nad wykonaniem kary. Okazało sie

inwenatryzacje spraw karnych, ktorym grozi przedawnienie i w ktorych zagineły akta sledztwa lub procesu sadowego. Postęp w sparawie procesu KOLMER HOLDING

Doprowdzenie do oskarzenia w kilku duzych prywatyzacjach, miedzy innymi w sprawie DOLINY NIDY

obecne sledztwa z mojego zawiadomienia:

w sprawie Wassermanna o PKN ORLEN
w sprawie posla Zawiszy o pranie brudnych pieniedzy
w sparwie przetragu na UMTS - w PO w Świdnicy
w sprawie Kaczynskiego i zagarnietych przez niego nieruchomosci
w sprawie grupy inwestycyjnej BŁASZCZUK
w sprawie prywaztyzacji Jelcza i Stara
w sprawie BMF
w sparwie łapowki Marcinkiewicza

itd
Nie bede wymieniał dalej, bo i tak pan nie ogarnie całości. Powiem jeszcze jedno - gdyby pan pomyslał o moim udziale w  tym programie, to wyleciał by pan z Woronicza z wielkim hukiem. Nie zrobił pan tego, bo jest pan takim samym konformistą  jak wielu  z tych, ktorych pana atakuje. Do Krasuckiego panu jeszcze wiele brakuje. To  miedzy innymi  jego czas teraz pan wypełnia.  Pana sukces to jedynie to, że pana wpuscili na Woronicza- nic wiecej

wiecej na www.raportnowaka.pl

------
Data: 2006-05-10 17:42:15
Autor: zbigniew nowak
E-mail: info@raportnowaka.pl
IP: 83.15.200.170
Tytuł: gdzie odpowiedz na zadane pytania - prosze je też opublikować
Komentarz:
To nie jest grozba panie Latkowski!
(3) komentarzy / skomentuj

Były poseł Nowak straszy sądem 10-05-2006 09:51

Były poseł Zbigniew Nowak, ten od najdłuższej głodówki w dziejach Sejmu RP, straszy mnie sądem, na kilkanaście godzin przed dzisiejszym programem przesłał mi e-maila. Pisownia oryginalna: „Szanowny Panie Latkowski! Informuje Pana, iz to ja doprowadziłem moim zbieraniem informacji o "grach losowych" oraz zawiadmieniem, w oparciu o ktore zostało wszczete prowadzone do dziś w PA w Gdansku śledztwo. Gydby nie moja inicjatywa, nie było by "afery z jednorekimi bandydami i posełem Jaskierną". Dalej  informuje pana, iż to ja zainspirowałem wszystkie trzy tytuly prasowe, nadto  to ja na bieząco przekazywałem im informacje.
 
Rozumiem, ze nie w smak panu  moj udział w  jutrzejszym programie,  nie nalegam też na to aby wziać w nim udział, ale szczytem braku rzetelnosci dziennkiarskiej jest nie nawiazanie z moja osobą kontaktu, szczegolnie wtedy, gdy o ontekscie mojej osoby mowił panu red. Rybak. Krotko mówiąc  kradnie pan cudzy temat oraz wykazuje daleko idacą nierzetelność.
 
Po analizie jutrzejszego programu zastrzegamn sobie prawo złożenia pozwu w trybie konstytucjnego zakazu cenzury.Na koniec - moze pan powiedzieć, dalczego  jako osoba, ktora ujawniła i doprowadziła do naglosnienia całej sprawy nie zostałem zaproszony do udzialu w programie? Nie musi pan mnie zapraszać, ale nie moze pan stosować cenzury
 
pozdrawiam
Zbigniew NOWAK

-----Original Message-----
From: raportnowaka [mailto:info@raportnowaka.pl]
Sent: Wednesday, May 10, 2006 8:06 PM
To: latkowski@latkowski.com
Subject: prośba o udzielenie odpowiedzi”

(5) komentarzy / skomentuj

Klika godzin na Woronicza 09-05-2006 00:26

Spędziłem kilka godzin na Woronicza 17. Paraliż, który zamienia się w degrengoladę z przekonaniem, że będzie jeszcze gorzej. Zastanawiam się, czy komuś zależy na tym, by TVP naprawdę była silną telewizją publiczną? Mogą sobie w ostatnim Wprost dziennikarze stacji komercyjnych mówić, że tylko u nich jest niezależność, ale to bzdura. W TVN i Polsat jest tak samo cenzura, czasami gorsza niż  w TVP, bo bezkarna. Żadne media nie chcą o tym wspominać. Nikt z tego nie zrobi newsa, afery.
(3) komentarzy / skomentuj

Tolerancja po polsku 09-05-2006 00:12

Henryk Ubaka, jak podała kilka dni temu Gazeta Wyborcza od 12 lat ma ten sam problem. „Nie dość, że znieważają go na służbie, to nikt nie wierzy, że jest policjantem. (…) Nie ma dnia, by ktoś nie nazwał go czarnuchem albo brudasem”. Wspomina jedno z pierwszych doświadczeń pracy w policji - „Przyjmowałem zgłoszenia o przestępstwie. Następny w kolejce był starszy pan. Kiedy mnie zobaczył, zrezygnował. Bo nie po to walczył o wolną Polskę, żeby w policji służył Murzyn.”
(1) komentarzy / skomentuj

Smsowe wezwanie do bojkotu 08-05-2006 10:57

Otrzymałem smsa, który rozesłany został wśród dziennikarzy, z prośbą o przekazanie dalej. Doskonale oddaje panujące nastroje wśród ludzi mediów: „Dziennikarze! Bojkotujcie Leppera i Giertycha. Odmawiajcie relacjonowania ich wystąpień i konferencji. Nie dopuszczajcie przed kamery i mikrofony. Nie cytujcie w prasie. Unikajcie tytułowania ich ministrem i wicepremierem. Ratujcie godność Rzeczpospolitej.”

(8) komentarzy / skomentuj

Trzeci palec 08-05-2006 00:20

Leszek Możdżer napisał na swojej oficjalnej stronie, dając się porwać gorączce politycznej: „Trzeci palec najdłuższym palcem w historii IV RP. Z porównań, analiz doniesień prasowych oraz obserwacji własnych rąk, wyraźnie wynika, iż palec trzeci, będący w samym centrum arytmetycznego podziału dłoni, jest bez żadnych wątpliwości palcem najdłuższym. Dziękujemy!”

Po przeczytaniu, wysłałem Leszkowi sms-a: „Widzę, że politykujesz. Pchnij fortepian pod Belweder i zagraj… No, właśnie co?” Po chwili odpowiedź: „ Jakieś ludowe piosenki może?”- odparł. „A rewolucja?”-pytam. „A takie tam, gadaliśmy o tym, że ZAIKS nie ma konkurencji i dlatego świadczy usługi na niskim poziomie”.
(0) komentarzy / skomentuj

Zmarła ostatnia pasażerka Titanica 07-05-2006 22:59

PAP donosi, że w wieku 99 lat zmarła w swym domu w Worcester w stanie Massachusetts Szwedka z pochodzenia Lillian Gertrud Asplund, ostatnia amerykańska i prawdopodobnie ostatnia na świecie pasażerka Titanica.
(1) komentarzy / skomentuj

Afera, której nie będzie 06-05-2006 22:12

Zachęcony przez Witka Gadowskiego, przeczytałem jego artykuł „Milczenie Owiec,” opublikowany w nowym miesięczniku „Niezależna Gazeta Polska”, który po przejęciu przez firmę King&King „Gazety Polskiej” ma przekształcić się w tygodnik. Opisuje on raport WSI, z którego wynika, że Rosjanie przy pomocy siatki wywiadowczej GRU, „chcą opanować polski przemysł energetyczny, ciężką chemię i przemysł naftowy. W dalszym etapie planują uzależnienie naszych koksowni od dostaw węgla koksującego ze Wschodu.” W każdym kraju Zachodnim od razu byłby to news wszystkich mediów, a u nas cisza, jakby to była political fiction. Nawet WSI, tajne służby, nie wydają prostującego komunikatu. Zero komentarza. Uznano, że Gadowski oszalał? Nie chcą wchodzić w polemikę z oszołomstwem? Ale przecież to poważny reporter poważnej stacji TVN. Może przynajmniej „Fakty”? Też milczą. O co w tym wszystkim chodzi? Dlaczego z jakieś sprawy robi się aferę, newsa, a inną przemilcza? Układ medialny? Dobry humor redaktora? Wpływ służb? I tak będzie to kolejny śledczy tekst zakopany, przemilczany. Szum informacyjny wszystko jest w stanie zagłuszyć.

Na marginesie, dziennikarstwo śledcze w Polsce dogorywa. I można się puszyć w restauracjach przy Placu Trzech Krzyży, nagradzać, ale taka jest naga prawda. Czy ktoś słyszał o tym by przez pół roku, rok, redakcja opłacała jakiegokolwiek dziennikarza, pokrywała wszystkie koszty by powstał jeden tekst śledczy lub reportaż telewizyjny?
(3) komentarzy / skomentuj

Lektura na weekend 05-05-2006 23:03

Scena z osiedlowego kiosku, w którym poza prasą jest miód, powidło i piwo. Proszę o tygodnik „Nie” i „Gazetę Polską”. – „To, wszystko?” – upewnia się sprzedawca. Potwierdzam, na co ten komentuje: - „Naprawdę jest pan ekstremalny.”
(1) komentarzy / skomentuj

Transformacja polskiej wsi z perspektywy cmentarza 04-05-2006 23:53

Aktualny numer Polityki. Znakomita rozmowa Wiesława Myśliwskiego ze Zdzisławem Pietrasikiem. Na okładce jednak ani słowa o niej, za to „Co z nami zrobiły telefony komórkowe?” Kogo interesuje dzisiaj w Polsce pisarz? Książka? Chyba, że jest to „Kod Da Vinci.” Wszystko się tabloizuje, nawet tygodniki opinii…

Myśliwski zwraca uwagę: „Kiedy jeżdżę na Wszystkich Świętych a groby, to zostawiam samochód na wsi, ponieważ do cmentarza nie mogę dojechać. Przestrzeń wokół cmentarza zastawiona jest samochodami. No i sam cmentarz – bogactwo. Zapada wieczór, to nad cmentarzem łuna. Ta perspektywa cmentarza jakby kwestionowała pogląd, że na wsi jest bieda. Ale jest. Swoją drogą powinien się ktoś pokusić o napisanie pracy „Transformacja polskiej wsi z perspektywy cmentarza”. Może doszedłby do jakiejś ukrytej prawdy.”
(1) komentarzy / skomentuj

Sprawa Łapińskiego 30-04-2006 21:39

Przygotowuję program „Konfrontacja” poświęcony sprawie Mariusza Łapińskiego, byłego ministra zdrowia. Ilekroć o tym słyszą moi rozmówcy kręcą z niedowierzaniem głową. Łapiński to dla nich czarna postać. Wszystko już wiadomo. Facet jest skończony. Media nakreśliły taki jego wizerunek, że nikt nie chce nawet wysłuchać jego argumentów. Przyznam, że sam sobie pomógł tym, kiedy to zaczął głośno wyrażać nieprzychylne opinie o mediach. A nie był to dobry czas b y mówić o układzie medialnym, czarnym PR. Nad tym wszystkim unosi się także szeptana opinia, że należy do mitycznej grupy hakowej.
Postanowiłem jednak, by po kilku latach, kiedy opadły już emocje, przynajmniej nie są tak silne, dać prawo się wypowiedzieć Mariuszowi Łapińskiemu, zwłaszcza, że on sam jest w stanie wykazać argumenty na swoją obronę. Mnie szczególnie zainteresował wątek zaangażowania czarnego PR, by go zniszczyć. Jak pisze sam: „Nie może być tak, że w czterdziestomilionowym kraju w centrum Europy, grupa interesu przeznacza środki finansowe i wynajmuje agencję lobbingową od czarnego PR-u, poprzez której działania doprowadza do odejścia konstytucyjnego Ministra.”
W uzasadnieniu pozwu przeciwko Stowarzyszeniu Przedstawicieli Firm Farmaceutycznych, Mariusz Łapiński pisze: „W dniu 19.10.2001 roku zostałem powołany przez Prezydenta RP na funkcję Ministra Zdrowia. Jednym z istotnych kierunków działań w programie powstałej wówczas koalicji było uporządkowanie polityki lekowej państwa. Było to spowodowane dramatycznym, corocznym wzrostem wydatków ponoszonych przez państwo na leki refundowane oraz tym, że ceny wielu leków importowanych do Polski były jednymi z najwyższych w Europie. Działania jakie podjął resort, którym kierowałem polegał na przeprowadzeniu po raz pierwszy negocjacji cen z importerami i producentami leków. Pozwalała na to przyjęta w połowie 2001 roku Ustawa o cenach z 5 lipca 2001 roku. W wyniku przeprowadzonej w kwietniu 2002 roku nowelizacji list refundacyjnych leków doszło do obniżenia cen wielu leków głównie importowanych. Ta decyzja spowodowała znaczne zahamowanie wzrostu wydatków na leki refundowane przez system ochrony zdrowia. Jednocześnie według wyliczeń ministerstwa zdrowia obniżył przychody firm farmaceutycznych ze sprzedaży leków, głównie importowanych o około 1 mld zł w skali roku, dzięki czemu można je było wydac w innych częściach systemu opieki zdrowotnej, jak chociażby na poprawę funkcjonowania zadłużonych szpitali. Efektem był znaczny spadek zysków firm farmaceutycznych importujących leki do Polski.
         Jedną z istotnych informacji dotyczących rynku farmaceutycznego jaką uzyskałem w trakcie wykonywania obowiązków Ministra Zdrowia był materiał ministerstwa finansów przygotowany dla Premiera RP odnośnie procedury obejścia prawa przez niektóre z firm importujących leki do naszego kraju, która wpłynęła do Kancelarii Premiera dnia 24.06.2002 roku.  Zawierała ona dane o nieprawidłowościach występujących w obrocie refundowanymi lekami pochodzącymi z importu, polegającymi między innymi na zawyżaniu wartości celnej leków importowanych. Wyliczono zawyżoną wartośc celną na 2 954 571 tys. zł, w tym niekorzystne skutki dla kas chorych w wysokości 1 516 147 tys. zł. Ze względu na znaczne straty kas chorych jako Minister Zdrowia skierowałem tę informację do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w celu zbadania odpowiedzialności osób i firm za doprowadzenie do znacznych strat finansowych w systemie opieki zdrowotnej w Polsce. Jednocześnie podjęliśmy działania, aby wyeliminowanie tego typu omijanie prawa poprzez zmianę tzw. Ustawy o cenach, chcąc wprowadzi urzędowe hurtowe i detaliczne ceny leków. Działania mające na celu odzyskanie niesłusznie uzyskanych zysków firm importujących leki i wprowadzenie takich rozwiązań prawnych, które zapobiegłyby w przyszłości omijaniu prawa mogły spowodowa spadek przychodów tych firm sięgających według różnych szacunków kwoty od 3 do 5 mld zł.  
   Jako Minister Zdrowia Rządu RP swoimi działaniami mającymi ograniczy wydatki obywateli i państwa na importowane leki refundowane, zagroziłem wielkim zyskom zagranicznych firm farmaceutycznych w Polsce. Spowodowało do podjęcie przez te firmy działań  mających na celu usunięcie mnie z zajmowanego stanowiska.
    Przedstawicielem firm importujących przeważającą częśc leków jest Stowarzyszenie Przedstawicieli Firm Farmaceutycznych w Polsce, które obecnie zmieniło nazwę na Stowarzyszenie Przedstawicieli Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych.  Jak zeznaje były prezes stowarzyszenia Jerzy Stęczniewski, w sprawie prowadzonej przez Prokuraturę Apelacyjną w Warszawie o sygnaturze Ap.II Ds 11/04 dotyczącej działań wymierzonych przeciwko b. Ministrowi Zdrowia  M. Łapińskiemu przez grupę przestępczą, związaną z rynkiem farmaceutycznym ( w sprawie tej zostałem uznany za pokrzywdzonego), w stowarzyszeniu powołano grupę ds. PR. Szefem jej został Jerzy G., wiceprezes stowarzyszenia i prezes firmy „A”. W skład tej grupy wchodził także Robert P. z firmy „S”. Dla zrealizowania swoich celów stowarzyszenie wynajęło firmę C.,  agencję lobbingową kierowaną przez prezesa Marka M.  W tej firmie segmentem farmaceutycznym zajmowała się pani Aleksandra Z.  
      Podejmując się działań ograniczających w znacznym stopniu zyski firm importujących leki do Polski byłem świadomy działań, które mogą by podjęte przeciwko mojej osobie. Zwróciłem się do Premiera RP Leszka Millera o ochronę kontrwywiadowczą. Spotkałem się wówczas z Szefem Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Andrzejem Barcikowskim i Szefem Agencji Wywiadu Zbigniewem Siemiątkowskim. Zostałem zapewniony o takiej ochronie. Szef Agencji Wywiadu informował mnie o tym, że zlecenia do atakowania mojej osoby w mediach przekazywane są z poza Polski przez firmy farmaceutyczne. Według materiałów, w tym operacyjnych posiadanych przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego tzw. czarny PR, mający oczerni mnie, jako Ministra Zdrowia  i moich współpracowników  organizowała  firma CEC Government Relations pana Marka Matraszka na zlecenie Stowarzyszenia Przedstawicieli Firm Farmaceutycznych. Szef ABW Andrzej Barcikowski informował o tym posłów na tajnym posiedzeniu Sejmu w dniu   25.11.2003 roku.        Według uzyskanych informacji niektóre firmy farmaceutyczne z wymienionego wyżej stowarzyszenia przeznaczyły znaczne kwoty pieniężne (mówi się o 10 mln) , w celu usunięcia mnie z zajmowanego stanowiska Ministra Zdrowia.  Pieniądze te były wykorzystywane do tzw. czarnego PR-u prowadzonego przeciwko mojej osobie przez firmę C. Działania te w efekcie doprowadziły do odwołania mnie z funkcji Ministra Zdrowia i zablokowały wyegzekwowanie przez Polskie Państwo od firm będących w Stowarzyszeniu Przedstawicieli Firm Farmaceutycznych należnych kilku miliardów zł.
    Nie można wykluczy, że działalnośc ta łamała prawo i miała charakter spisku wymierzonego w konstytucyjnego Ministra Rządu Polskiego. Wskazuje na to sprawa oskarżenia przez pana Atle Flo - Prezesa firmy Merck Sharp & Dohme, szefa gabinetu politycznego ministra zdrowia Waldemara Deszczyńskiego o składanie firmie propozycji korupcyjnej. Firma MSD jest członkiem Stowarzyszenia Przedstawicieli Firm Farmaceutycznych, zaś jej przedstawicielka Jolanta Sabbat, odgrywającą istotną rolę w tej sprawie, występowała w imieniu stowarzyszenia, zaś wiceprezes stowarzyszenia pan Jerzy G., pracował w przeszłości w firmie MSD. Przemawiają za tym zeznania składane pod przysięgą dwóch dyrektorów firmy MSD spotykających się z panem Deszczyńskim, którzy  negują składanie im propozycji korupcyjnej (sprawa w prokuraturze apelacyjnej Ap II Ds. 10/03).
Nie może byc tak, że w czterdziestomilionowym kraju w centrum Europy, grupa interesu przeznacza środki finansowe i wynajmuje agencję lobbingową od czarnego PR-u, poprzez której działania doprowadza do odejścia konstytucyjnego Ministra, który w interesie obywateli i Państwa Polskiego  narusza interesy tej właśnie grupy. Działania, które podejmuję mają za cel pokazanie tego patologicznego mechanizmu, tak aby nie można go było zastosowac przeciwko innym ministrom stojącym na straży interesu publicznego.”  
(22) komentarzy / skomentuj

Kto skontroluje NIK? 26-04-2006 12:16

W Polsce są instytucje, ich szefowie, którzy uważają, że nie podlegają krytyce, szermują wtedy takimi słowami, jak deprecjonowanie autorytetu, działanie na szkodę demokracji. Itp. Okazuje się, że szefostwo Najwyższej  Izby Kontroli także wyznaje taki pogląd. Nie podlega krytyce, kontroli społecznej.

Kilka miesięcy temu poświęciłem jeden z programów Konfrontacja, m.in. Najwyższej Izbie Kontroli - Kto skontroluje NIK? Gośćmi  w studio byli m.in. Julia Pitera, Przemysław Gosiewski, Wojciech Wierzejski. Właśnie dotarła do mnie wiadomość, że za zapowiedź tego programu została ukarana negatywną oceną kwalifikacyjną główna specjalistka kontroli państwowej NIK Danuta Bodzek. To kolejne reperkusje wywoływane samą zapowiedzią programu. Za zapowiedź programu „Układ medialny”, podała mnie do sądu firma King&King. Teraz szefostwo NIK-u kara swego urzędnika, ale co ciekawe za to, że przez kilkadziesiąt sekund inspektor Danuta Bodzek stała w milczeniu obok mnie. W programie już nie wzięła przecież udziału.

W uzasadnieniu negatywnej oceny czytam, że Danuta Bodzek przekazała „wiele nieprawdziwych informacji przedstawicielom środków społecznego przekazu”. Dowodem na to jest notatka służbowa rzecznika prasowego NIK Małgorzaty Pomianowskiej. To nieprawdopodobne, ale z naszych rozmów, towarzyszyli mi współautorzy programu: Mariusz Gierszewski (Radio Zet), Wojciech Sumliński (Wprost), sporządzono notatkę, która była dowolną interpretacją naszych pytań, rzucanych luźno tez. Tym bardziej jest to zaskakujące, bo na prośbę pani rzecznik  przyjęliśmy, że nasza półoficjalna rozmowa nie będzie przez nas wykorzystana w programie. Ale jak widać Małgorzata Pomianowska specyficznie pojmuje swoje kontakty z dziennikarzami.

A więc w NIK możesz być ukarany za to, że stoisz w milczeniu przy zapowiedzi programu oraz za notatkę służbową, będącą luźną, nie zweryfikowaną relacją rzecznika prasowego z naszych rozmów. Relacją, której prawdziwość nikt nie sprawdził. Nie wiadomo, czy pani rzecznik oddała w niej prawdziwy obraz naszej rozmowy. A może ta notatka stała się kolejnym elementem walki z niepokornym urzędnikiem? Na marginesie, w tej sytuacji warto od razu w kontaktach z panią rzecznik mieć przy sobie urządzenia rejestrujące i nagrywać, by pozostał autentyczny ślad z rozmów, a nie jej dowolna interpretacja, obarczona jeszcze takimi wadami jak właściwości pamięci pani rzecznik, które nie są powszechnie znane.

Rzecznik NIK, jak i rozmawiający z nami inni urzędnicy NIK doskonale wiedzieli, że opieramy się o dokumenty i to je weryfikowaliśmy.  I to dokumenty, które nie dotyczyły sprawy wyłącznie Danuty Bodzek.

O co w tej sprawie właściwie chodzi? W pierwszym programie „Układu lekowego” natrafiliśmy na kontrolę szpitala  przy ulicy Niekłańskiej. Na kontrolę, która zapoczątkowła całą serię zdarzeń, które pokazują, co tak naprawdę daje dziś siłę osobom łamiącym prawo. Wbrew pozorom nie jest to kij bejsbolowy, ani karabin maszynowy, ale bezsilność przedstawicieli rozmaitych agend rządowych i instytucji w walce z wszechobecnym układem i korupcją – jak wspomniał Wojtek Sumliński, w programie Konfrontacja.

Cała historia zaczęła się wiosną 2002 roku, gdy kontroler NIK, Danuta Bodzek, natrafiła na nieprawidłowości w fundacji działającej na bazie szpitala przy ulicy Niekłanskiej. Pojawiają się tam takie nazwiska jak były minister zdrowia Marek Balicki, obecny prezes holdingu farmacetycznego Andrzej Kleszczewski, Bogdan Skwarka, były szef Kancelarii Senatu, a dziś dyrektor departamentu prawnego Najwyższej Izby Kontroli, Jacek Ciszecki. Dziwne powiązania, których nikt do tej pory nie mógł przeciąć.

Sprawa ciągnie się w prokuraturze  od marca 2005 roku kiedy wszczęto śledztwo. Chodzi o dwa wątki, w tym jeden dotyczący - niedopełnienia obowiązków przez kontrolerów NIK, które miało polegać na tym, że nie została zawiadomiona ani prokuratura ani policja, o tym że zaistniało przestępstwo obietnicy udzielenia korzyści majątkowej głównemu specjaliście NIK.

Mariusz Gierszewski ustalił, że  postępowanie istnieje, są przesłuchiwani pracownicy NIK którzy przeprowadzali kontrole, ale także ci pracownicy którzy mogą cos wiedzieć na temat notaki służbowej złożonej przez Panią Bodzek.

W programie miałem czelność zapytać: Jak to jest, że nawet NIK lekceważy doniesienia o korupcji? Czy potem należy się dziwić, że przodujemy w rankingu krajów skorumpowanych?

W sprawie kontroli „układu lekowego” widzimy przez cały czas dość dziwną postawę niektórych funkcjonariuszy NIK. NIK wniósł o wszczęcie postępowanie przygotowawczego przeciwko Andrzejowi Kleszczewskiemu o złamanie tzw. ustawy antykorupcyjnej dopiero 22 maja 2003,  po interwencjach poselskich i nagłośnieniu tego przez media? Kto wstrzymywał w NIK te wnioski? Jak się to ma do wniosku prokuratora o warunkowym umorzeniu postępowania karnego, w którym uzasadnieniu czytamy, że „okoliczności popełnienie przez Andrzeja Kleszczewskiego zarzucanego mu czynu nie budzą wątpliwości”. NIK te wątpliwości posiadał. Tłumacząc je niepoważnym - ironicznym brzmieniem notatki sporządzonej przez swojego pracownika, który informował o próbie korupcji.

Wojciech Sumliński zadał w programie kolejne pytania:

W tej sprawie pojawiają się jednak pytania bez odpowiedzi. Jak to możliwe, że dyrektor NIK, pan Józef Kalisz, nie nada jej urzędowego biegu, schowa ją do akt i tym samym nie pozwolił, by oceną jej wiarygodności zajęła się prokuratura? Jak to możliwe, że O istnieniu takiej notatki departament prawny NIK dowiedział się dopiero od dziennikarzy? Jak to możliwe, że wiedział O tym wiceprezes NIK, Piotr Kownacki i nic z tym nie zrobił? Czy to tylko przypadek, że wieloletni współpracownik Piotra Kownackiego, Józef Mikosa były dyrektor generalny NIK, jest zarazem wieloletnim współpracownikiem Andrzeja Kleszczewskiego i pracuje dziś na stanowisku dyrektora generalnego w Holdingu Farmaceutycznym?


Po programie oprócz ukarania Danuty Bodzek, Najwyższa Izba Kontroli w swoim biuletynie zamieściła komunikat rzecznika prasowego Małgorzaty Pomianowskiej, w którym oskarżono nas – moją osobę, Mariusza Gierszewskiego (Radio Zet), Wojciecha Sumlińskiego (Wprost) o manipulację, naruszenie zasad etyki dziennikarskiej. Nie ważne, że zamieściliśmy wypowiedź pani rzecznik NIK, co więcej była przez cały czas na żywo w łączeniu telefonicznym, z czego korzystała i odnosiła się do dyskusji w studio. Z zaproszenia do studia przecież nikt z NIK nie przyjął.

Ponieważ pani rzecznik źle wypadła w programie, uznała, że może napluć na nas pod szyldem Najwyższej Izby Kontroli. Wiedziała, że szefostwo NIK ma za sobą. Szefostwo uznało,  że trzeba także jeszcze bardziej przykręcić śrubę głównemu specjaliście kontroli państwowej Danucie Bodzek i wystawiono jej negatywną ocenę za pracę w 2005 roku, za co grozi jej wydalenie z Najwyższej Izby Kontroli.

Kto skontroluje Najwyższą Izbę Kontroli? Warto po raz kolejny o to zapytać.
(22) komentarzy / skomentuj

O głupich skandalach 20-04-2006 11:38

Kiedy znowu słyszę o skandalu z Nieznalską, zastanawiam się, kiedy to wreszcie polscy artyści skandal będą czynili w inny sposób, niż profanowanie symboli religii chrześcijańskiej.
Trwa proces o obrazę uczuć religijnych za wystawienie przez Nieznalską w Gdańsku "Pasji" z krzyżem, w który wmontowała zdjęcie męskich genitaliów. Tym razem Nieznalska miała zostać ukrzyżowana. Nago. I to w Wielki Piątek w austriackim Salzburgu - pisze Gazeta Wyborcza, jednocześnie zamieszcza jej wyjaśnienia, w których wojownicza artystka zamienia się w wmanewrowaną i wykorzystaną. Niewiniątko mówi: „- A wszystko przez niemieckiego organizatora performance'u Markusa Hanka, który uknuł niecny plan, żeby zrobić szum wokół siebie.”  Nieznalska oskarża o wywoływanie „szumu wokół siebie”, przecieram oczy ze zdumienia. Wiadomo, że aura jej gdańskiego procesu nie miała nic wspólnego z medialnym zamętem. Nieznalska opędzała się od mediów, żądała, by wyrzucić dziennikarzy z sali sądowej. Odmawiała wywiadów. Nieznalska jest przecież osobą miłująca ciszę wokół siebie.

Okazuje się, że skandal miał wyglądać inaczej - „Faktycznie miałam na koniec zostać przywiązana do krzyża, ale to nie prawda, że miałam być naga. Stanowczo odmówiłam. Uzgodniliśmy, że będę przewiązana białą szatą jak Jezus. Nie zgodziłam się także na zawieszenie mi na szyi tabliczki z napisem ofiara.”  Prawda, że to nie to samo, co przybicie męskich genitaliów do krzyża? Spokorniała nam Nieznalska. Jedyne jej natręctwo twórcze to chrześcijański krzyż, z którym uważa, że można wyczyniać wszystko co jej się żywnie podoba. I ten Jezus, który ją ciągle prześladuje. Jakoś nie ma problemów z symbolami religijnymi islamu, żydów. Te je nie irytują. Nie prześladują. Nie stają się obiektem jej działań, o których niektórzy piszą, że są twórcze, a ja pozwolę sobie mieć odmienne zdanie. To hucpa i nic więcej.

Na koniec Nieznalska oświadczyła, że  wynajęła niemieckiego adwokata i złożyła sprawę do sądu przeciwko Hankowi o naruszenie dóbr osobistych. Tak, nieprawdopodobne, Nieznalska uznaje dobra osobiste! Podaje do sądu innego człowieka „sztuki”! Czyżby zapomniała o wolności twórczej, wypowiedzi? Przyznam, że straszenie przez Nieznalską sądem Marksa Hanka całkowicie obnaża i ośmiesza linie jej obrony w gdańskim procesie. Rozumiem, że teraz ci, którzy występowali w jej obronie, także ochoczo będą protestować i walczyć o Hanka. Przecież chodzi o wolność twórczą.

Osoba dobrze znająca Nieznalską powiedziała mi, że jest to prosta dziewczyna, nie do końca rozumiejąca, co się wokół niej dzieje. Użyła dosadniejszych słów. Zdarzenia z Austrii to potwierdzają.

PS. Dodam, że jestem przeciwnikem karania więzieniem Nieznalskiej. Wytaczania karnych procesów  w tego typu sprawach.

Felieton dla dziennika Metropol

(4) komentarzy / skomentuj

Lepperomania 18-04-2006 11:55

Przegląd poświątecznej prasy. Nadal trwa lepperomania. Na pierwszych stronach Lepper i rozdzielanie włosa na czworo. Oba konkurencyjne tygodniki zamieszczają wywiad z Lepperem. Żadnego nie chce mi się czytać. Lepper tryumfuje, a inteligencja jest nadal zdziwiona, zaskoczona i obrażona.
PS. Wczoraj przy whisky rozmawialiśmy o nadziejach związanych z nowym dziennikiem, jaki od dzisiaj się ma ukazywać. O, naiwności, jakby od tego rzeczywistość w Polsce miała się zmienić na lepsze. Moi rozmówcy przede wszystkim cieszyli się z tego, że „Dziennik” dokopie „Gazecie Wyborczej”. Nie pamiętam dokładnie, ale nawet ktoś wzniósł toast za to i szklanki stuknęły kilka razy. Zadzwoniłem do jednego ze wczorajszych kompanów, czy czuje się lepiej po lekturze „Dziennika”. Odparł, że ma fatalne samopoczucie… Ma kaca.
(2) komentarzy / skomentuj

Lobbysta Kotlinowski 16-04-2006 21:04

W prologu ostatniego programu „Konfrontacja” przytoczyłem artykuł Izy Kosmali w tygodniku „NIE” - „Na hemoroidy Kotlinowski” Jak lobuje marszałek Sejmu.” Okazuje się, że na dwie złożone przez marszałka Kotlinowskiego interpelacje jedna dotyczy leku generycznego służącego do leczenia hemoroidów.
Przedstawiłem widzom interpelacje pana marszałka i krótko mówiąc, marszałek  opowiada się za droższym lekiem firmy Servier. Żąda wycofania tańszego leku z rynku. Jako powód podaje, że decyzję o dopuszczeniu tego leku wydano z naruszeniem prawa. Kiedy zapytałem go w rozmowie telefonicznej, co go skłoniło do takiej interpelacji, odpowiedział, że być może go wprowadzono w błąd. Zwrócił uwagę, że to olbrzymi rynek, w grę wchodzą olbrzymie pieniądze. Niestety nie chciał powiedzieć tego samego na żywo. Na koniec zapytałem: Warto byłoby się dowiedzieć, kto go nakłaniał do tej interpelacji v-ce marszałka sejmu?
I co dalej? Nic. Cisza. Dziennikarze, którzy tak ochoczo opisywali rynek farmacetyczny, nieprawidłowości, korupcje, milczą. Nie widzą sprawy, problemu. Niestosowności zachowania v-ce marszałka sejmu Kotlinowskiego. Nie pytają go o to, nie drążą sprawy. Nie wszczynają śledztwa dziennikarskiego. Dlaczego? Prawda jest smutna, bo nie odpowiada to interesom grup farmaceutycznych, którzy mają w kieszeni niektórych naszych dziennikarzy.
(6) komentarzy / skomentuj

Nowe zasady etyczne w TVP 09-04-2006 21:07

Czytam, że zarząd telewizji publicznej zmodyfikował zasady etyki dziennikarskiej obowiązujące w tej instytucji. „Do dotychczas obowiązujących dodał m.in. zakaz pracy dla wojskowych lub cywilnych służb specjalnych, a także przyjmowania zleceń od tych instytucji. Stwierdził też, że dziennikarze, którzy w przeszłości współpracowali z tajnymi służbami PRL-u, nie mają ”moralnego prawa” do pracy w telewizji publicznej”(PAP).

Jakoś nie zauważyłem paniki na korytarzach przy Woronicza 17. Nikt nie pakuje kartonów, nie opróżniania biurek. A w Kaprysie i stołówce nawet nie usłyszy się komentarza do uchwały. Uchwałami przecież nie oczyści się telewizji publicznej z agentury i współpracowników służb.

Zastanawiające jest, dlaczego chce się z Woronicza wyeliminować tylko ludzi służb związanych z PRL, a nie także z tych po 1989, z obecnymi? Czyżby aktualni wspólracownicy i agenci mają „moralne prawo” pracować w TVP?
(6) komentarzy / skomentuj

Dziennikarskie święte krowy 05-04-2006 09:54

Po moim ostatnim programie „Konfrontacja” poświęconym sprawie Romualda Szeremietiewa, byłego wiceministra obrony narodowej, który od pięciu lat nie może przebić się ze swoją wersją wydarzeń, a w oczach opinii publicznej jest już skazany, jest winien, pomimo, że do dzisiaj nie ma sądowego wyroku, trudno nie mieć smutnych refleksji, że w naszym dziennikarskim środowisku są święte krowy. Nietykalni. Dziennikarze, którzy nigdy się nie mylą, ich prawdy są prawdami ostatecznymi, zawsze wygłaszają jedynie słuszne opinie i to z wiadomej pozycji – pouczających mędrców. Nie wolno podważać ich artykułów, dopuszczać do głosu ludzi, którzy ich tekstami zostali osądzeni publicznie i skazani w niebyt. Tym bardziej jeśli to dotyczy nagrodzonych dziennikarzy i nagrodzonych artykułów.

Za danie głosu drugiej stronie (oskarżonej, może nawet i słusznie), by mogła się wypowiedzieć, odpowiedzieć, przedstawić swoje argumenty, od razu jest się zaatakowanym. Oskarża się za nie profesjonalizm, brak etyki, naruszanie prawa, branie udziału w jakiejś niecnej kampanii medialnej. Prosi się o pomoc kolegów ze swojej redakcji i innych by wsparli w słownej chłoście. Wzywa się Rade Etykę Mediów, by ta wydała wyrok. Nawołuje się do egzekucji medialnej.

No, cóż, salonik dziennikarski, który raz już naznaczył swoją wielkość, od tego ma takie narzędzia jak nagrody dystrybuowane w swoim kręgu, programy, do których się zaprasza tylko wybranych, kolorowe okładki, robione w samouwielbieniu wywiady, sesje fotograficzne kreujące ich na piękniejszych niż są w istocie, nie może uznać, że pluralizm, wolność słowa, brak cenzury, odmienne poglądy są czymś, co także i ich może dotknąć.

Salonik zapomina, że media będące czwartą władzą, mogą zniszczyć człowieka. Nie chce uświadomić sobie, że bycie czwartą władzą nie oznacza bezkarności. Salonik bardzo źle reaguje na krytykę. Z niechęcią przyjmuje patrzenia na ręce. Dlaczego? Czy my, przedstawiciele czwartej władzy, się nie mylimy? Nie popełniamy błędów? Czy nami nie manipulują? Salonik zapomina, że jesteśmy tak samo omylni i grzeszni jak reszta społeczeństwa. Ani lepsi ani gorsi.

Salonik dziennikarzy będzie długo trzymał się mocno razem, wydawał werdykty, karał, naznaczał, ale warto zauważyć, że czas jego świetności już minął. Tylko w swoim mniemaniu nadal mają jeszcze taką siłę jak kiedyś. Trochę masek już spadło, makijaż się zmywa, z niektórych twarzy. Na szczęście.

Felieton opublikowany na łamach dziennika Metropol.
(19) komentarzy / skomentuj

Rok po… 02-04-2006 13:22

Włoska " La Repubblica" podaje, że rok po śmierci papieża Jana Pawła II odsłonięto 302 pomniki papieża, dedykowano mu 530 szkół, 15 szpitali, 912 ulic, sprzedano też 4 miliony książek na jego temat.
(3) komentarzy / skomentuj

Szeremietiew odpowiada 01-04-2006 09:28

Romuald Szeremietiew przysłał mi pismo. Dlaczego do mnie i Piotra Pytlakowskiego? Jak zwykle w ramach równości stron, prawa do wypowiedzi, przedstawienia swoich racji musi uczynić to innymi drogami. Anna Marszałek pisząc kolejny raz o nim, nawet nie skontaktowała się z nim. Cóż taki styl pracy dziennikarskiej. Małgorzata Solecka, szefowa działu krajowego, która tak pouczała o etyce dziennikarskiej, naruszeniu prawa, nie zareagowała. Tak, wiem, co usłyszę, że to była tylko informacja. Na marginesie, ukazała się ona wyłącznie tylko po to, by pomóc koleżance redakcyjnej Annie Marszałek w udowadnianiu swojej tezy. Dlaczego nie ukazała się w 2004 roku? Taki znakomity dziennikarz śledczy przeoczył?

Romuald Szeremietiew, pisze:

Piaseczno, w dniu 30marca 2006 roku

Poruszony „naruszeniem prawa do obrony” przez TVP 2 zasłużonej dziennikarki „śledczej” Anny Marszałek informuję, że ona („Naruszone prawo – odpowiedź” ) podaje kolejny raz nieprawdziwe informacje na mój temat. Przy czym nie pytała mnie o opinię, a więc tym samym ona naruszyła moje prawo do obrony. A skoro red. Solecka, a za nią red. Marszałek żalą się na TVP, za naruszenie „prawa do obrony” p. Marszałek to rozumiem, iż tylko p. Marszałek słuzy prawo do obrony – mnie nie!

W związku z tym co napisała red. Marszałek informuję:
1.    Pan Zbigniew Farmus przed wyjazdem do Polski sprzedał w Toronto swój dom, otrzymując 230 tys. dolarów, łącznie dysponował kwotą około 300 tys. dolarów. Dowody w tej sprawie oraz dokumenty potwierdzające przywóz sumy wystarczajacej na udzielenie mi pożyczki przedstawił stosownym urzędom po wyjściu z aresztu śledczego.
2.    W czasie jedynej mojej rozmowy z red. Marszałek (26.06.01.) powiedziałem jej, że p. Farmus jest człowiekiem oszczędnym i żyjącym skromnie, np. nie ma samochodu. Red. Marszałek wyciągnęła z tego fałszywy wniosek, że p. Farmus jest osobą ubogą, która nie mogła udzielić pożyczki. Znamy liczne przykłady osób zamożnych żyjących oszczędnie więc wnioskowanie red. Marszałek było nieuprawnione.
3.    Umowa pożyczki zawarta między mną, a p. Farmusem jest aktem cywilno prawnym. Spłacam ten dług w formie uzgodnionej z pożyczkodawcą. Ponadto nie mam żadnych innych długów. Należności za budowę domu uregulowałem. O sposobie uregulowania poinformowałem właściwy urząd. Na marginesie przypominam, że red. Marszałek pisała jakobym umowę pożyczki rejestrował w urzędzie skarbowym po ukazaniu się jej artykułu. Artykuł ukazał się w lipcu 2001 r., na umowie pożyczki data rejestracji to styczeń 1999 r.
4.    W następstwie artykułu red. Marszałek „Kasjer w MON”, poddającego w wątpliwość pochodzenie mojego majątku urząd skarbowy przeprowadził szczegółową kontrolę moich dochodów i wydatków z kilku ostatnich lat. I stwierdził ich prawidłowość. Red. Marszałek kwestionowała tę decyzję (art. „Fiskus zadowolony, prokurator zdziwiony”). W rezultacie także Mazowiecka Izba Skarbowa, a następnie prokuratura apelacyjna badały rzetelność tej deczyzji i nie znalazły niczego nagannego. Dlatego prokurator Zbigniew Jaskulski, rzecznik prasowy prokuratury apelacyjnej w Warszawie pytany przez dziennikarza „Angory” (wrzesień 2005 r.) nie „dziwił się”, ale stwierdził: „... urząd skarbowy nie dopatrzył się żadnych nieprawidłowości. Zresztą ta sprawa od początku nie była objęta aktem oskarżenia.” Informuję też, że kierownik urzędu skarbowego w Piasecznie nie jest znajomą mojej żony – taką insynuację przekazała red. Marszałek słuchaczom Radia Tok-FM – sugerując, że miało to zasadniczy wpływ na korzystną dla mnie deczyzję urzędu.
5.    Red. Marszałek analizując moje wydatki uznała, że w ciągu prawie 60 lat życia moim jedynym dochodem były pobory otrzymywane w MON w okresie 1997-2001 i na tej podstawie ogłosiła, że wydawałem więcej niż miałem. Uważała, że ja i żona, osoby bezdzietne, które całe życie pracowały i żyły oszczędnie (potwierdził to tzw. wywiad środowiskowy UOP – red. Marszałek powinna go znać) nie dorobiły się żadnego majątku, a nasz dom i działka to dowody mojego łapownictwa.
Rozumiejąc zaś niedosyt „merytoryczny” red. Marszałek po obejrzeniu programu „Konfrontacja” przypominam, że jest to efekt nałożonego na mnie obowiązku zachowania tajemnicy w toczacym się postępowaniu. Mimo próśb nie otrzymałem zgody na mówienie o tym jak wygladało śledztwo i jak oceniam stawiane mi zarzuty. To ograniczenie jak wiadomo nie dotyczy red. Marszałek, która może mnie bez przeszkód przedstawiać w najciemniejszych barwach i z czego skwapliwie korzysta.


Ps. Zanim zdążyłem powyższe ogłosić p. Marszałek ponownie – zapominajac o moim prawie do obrony – posmarowała mnie w swojej Rzepie. W związku z tym wysłałem pismo do min. Sprawiedliwości wraz z krótkim opisem mojego “przestępstwa” 

Piaseczno, 2006-03-31

Sz. Pan Zbigniew Ziobro

Minister Sprawiedliwości RP

Szanowny Panie Ministrze,

W dniu dzisiejszym red. Anna Marszałek na łamach dziennika „Rzeczpospolita” napisała o zarzucie jaki wobec mnie i p. Zbigniewa Farmusa wysunęła prokuratura apelacyjna, a odnoszącym się do działań Fundacji Niepodległości Polski. Skoro zarzut przedstawiono na łamach ogólnopolskiego dziennika, to wymaga on pilnego wyjaśnienia. Zwłaszcza, że wg mnie sprawa nie jest trudna procesowo - wystarczy zbadać wiarygodność dowodów świadczacych o niewinności oskarżonych.
Tymczasem z przyczyn niezrozumiałych sąd od czerwca 2004 r. nie podjął żadnej deczyzji.


Proszę Pana Ministra o interwencję w tej sprawie.

Z poważaniem.

Romuald Szeremietiew

Opis sprawy
W nocy z 25 na 26.06.01. mialo miejsce włamanie do mojego biura poselskiego i mieszczącego sie pod tym samym adresem lokalu Fundacji Niepodległości Polski (FNP). Po zakończeniu czynności policji w miejscu włamania moja wspólpracownica porządkując rzeczy stwierdziła, że włamywacze skradli teczkę z dokumentami Fundacji w której były także rachunki.
W tym samym dniu w moim biurze w MON zjawili się dziennikarze Anna Marszałek i Bertold Kitttel z informacjami, że mój asystent dopuszcza się praktyk korupcyjnych. W artykule w „Rzeczpospolitej” dziennikarzę, moi rozmówcy z 26.06.01., postawili zarzut, iż Fundacja była mniejscem dokonywania nielagalnych operacji finansowych.
W następstwie prokuratura podjęła śledztwo i w dniu 7.08.02. prok. Elżbieta G. postawiła mnie i Z. Farmusowi zarzuty sfałszowania podpisów na dokumentach FNP i defraudacji w ciągu siedmiu lat 70 tys. PLN.
Od 29.01.04. postępowanie prowadziła prok. Monika P.. Po ustaleniu za pomocą ekspertyz grafologicznych, że ani ja, ani Farmus nie fałszowaliśmy podpisów ten zarzut został umorzony. Jednocześnie prok. Przybysz odrzuciła wnioski dowodowe obrony – nie chciała sprawdzać na co została wydana zakwestionowana suma pieniędzy.
W dniu 28.06.04. prok. P. skierowała do sądu akt oskarżenia (Sąd Rejonowy dla Warszawy Śródmieścia)w sprawie defraudacji pieniędzy FNP.
Dnia 13.09.04. obrona osakrżonych złożyła wniosek w sądzie o umorzenie postępowania wobec braku znamion popełnienia czynów zabronionych przez prawo.
W związku z trudnościami jakie powstały w następstwie działań prokuratury władze Fundacji postanowiły ją zlikwidować. Po powołaniu likwidatora w trakcie porządkowania dokumentów Fundacji odnaleziono oryginały rachunków opiewających łącznie na ponad 80 tys. PLN (okazało sie, że włamywacze skradli teczkę z kserograficznym odbitkami tych rachunków). Rachunki obrona 10 października 2005 r. złożyła w sądzie.
Do dziś (31.03.06) sąd nie rozpatrzył wniosku obrony, nie wyznaczył też terminu rozprawy.

Do wiadomości:
1.    Red. Piotr Pytlakowski, Tygodnik „Polityka”
2.    Red. Sylwester Latkowski, TVP 2.
(7) komentarzy / skomentuj

Do Anny Marszałek 29-03-2006 22:38

Anno, jeśli miałby to być program o Tobie, wówczas zadałbym się Twoją współpracą z ludźmi służb, przy powstawaniu tego artykułu (na marginesie, także przy innych). Zadałbym pytanie, dlaczego tak bezkrytycznie publikujesz „dostarczone” przez nich „kwity”? Gdzie jest weryfikacja, czyli typowa praca dziennikarza śledczego? Czy nie uważasz, że ludzie służb chcieli coś ugrać tym artykułem? O tym, że publikujesz smsa bez podania kontekstu, czyli poprzedniej, naszej wymiany smsowej, łącznie z Twoimi smsami, bez opowiedzenia, jak wypytywałaś się o nas, o program, na tzw. mieście, jest delikatnie mówiąc manipulacją. A Twoje ostatnie oświadczenie, pozwól, że nie skomentuje, bo podtrzymam, że próbowałaś wpływać na jednego z gości, co słyszało kilka osób w studio po programie.

Zarzucasz także, że nie dopuszczono do głosu prokuratora krajowego, jakoś nie usłyszeliśmy od niego takich pretensji. Jak to jest, że ty zawsze wiesz lepiej, kto jest winien? Kto nie? Kto co myśli, czuje?

W poprzedniej replice odpowiedzieliśmy Tobie z Piotrem Pytlakowskim na resztę argumentów. Pozwól, że już dalej nie będę się wciągał w polemikę z Tobą, bo widzę, że straciłaś jasność widzenia.

PS. Skoro twierdziałaś(poprzez Małgorzatę Solecką), że był to mój prywatny sms, dlaczego go upubliczniłaś bez zgody nadawcy?
(8) komentarzy / skomentuj

Cenzurowanie nożem do cięcia tapet 28-03-2006 10:26

Z zażenowaniem pomyślałem, jak nisko musiał upaść wydawca, który nożem do cięcia tapet cenzurował miesięcznik „Sukces”, wycinając dosłownie felieton Manueli Gretkowskiej. Jakże on musiał upokorzyć dziennikarzy, których zmusił by nożem dc cięcia tapet pozbawiać feralnej strony z dziewięćdziesięciu tysięcy egzemplarzy?
(3) komentarzy / skomentuj

Równość stron 28-03-2006 09:37

Po pięciu dniach „Rzeczpospolita” zamieściła naszą (Piotra Pytlakowskiego i moją) replikę na tekst Małgorzaty Soleckiej. Na dwunastej stronie, w listach. Warto zaznaczyć, że tekst Soleckiej ukazał się na drugiej stronie gazety. Jutro redakcja ma się odnieść do naszej repliki. Tym razem replikę na naszą replikę ma napisać Anna Marszałek. Czy także ukaże się na 12 stronie? Jako list Marszałkowej do Rzeczpospolitej? Specyficzne rozumienie równości stron reprezentuje szefostwo redakcji Rzeczpospolitej. Choć musze przyznać, że i tak z Piotrem Pytklakowskim musimy być zadowoleni, że wydrukowano naszą replikę na jakiejkolwiek stronie. Nawet w listach. Nie wszyscy taką możliwość otrzymują. Oczekuję na dalsze pouczanie, czym jest etyka dziennikarska, naruszanie prawa, telewizja publiczna, program autorski, itp.
(11) komentarzy / skomentuj

Kali być czwarta władza i mieszkać w red. Rzeczpospolita! 25-03-2006 15:59

Komentarz Romualda Szeremietiewa, jaki pojawił się na moim blogu: „Kali być czwarta władza i mieszkać w red. Rzeczpospolita! Przeczytałem tekścik p. Soleckiej z Rz., jak to panowie redaktorzy L. (TVP2) i P. ("Polityka") potargali etykę dziennikarską, bo w ich programie niżej podpisany nie tylko bronił się, ale też, jak pisze p. Solecka, "atakował", wyrażając opinię, że dziennikarze Rz. w dniu 26.06.01. przesłuchiwali go niczym esbecy. No i tym biednym "zaatakownym" przez obwiesia R.Sz. prowadzący program nie dali szans obrony. Ha, oto przestępstwo co się zowie.

Tak się jednak składa, że "zaatakowani" przeze mnie, a nie przez redaktorów prowadzących program "Konrontacja", od lipca 2001 r. wiele razy pisali przedstawiając mnie jako osobę podejrzaną, skorumpowaną, itp. itd. Oboje państwo dziennikarstwo (Marszałek, Kittel) ani razu nie zapytali mnie jakie jest moje stanowisko w związku z tym co to raczyli na mój temat pisać w swojej Rzepce. Nigdy nie zniżyli się, aby zapytać co sądzę o ich zarzutach - prawda to czy nie? A przecież ich dziennik mimo to jest/był uznawany za medium wiarygodne!!!
I oto, gdzy w TVP2 powiedziałem kilka słów prawdy ich szefowa przypomniała nagle o etyce dziennikarskiej. Szkoda, że o tym nie pamiętała, gdy jej uhonorowani licznymi nagrodami dziennikarze "śledczy" pisali o mnie kłamstwa. Hneryk Sienkiewicz w "Pustyni i w puszczy" opisał model etyczny niejakiego Kalego: "jak ja ukraść krowę to dobry uczynek, jak mnie krowę ukraść, to uczynek zły". Pani red. Solecka zapewne uważa, że jak Anna Marszałek ukraść krowę, to etyczny dziennikarsko uczynek, ale jak ktoś powie głośno, że Marszałek krowę ukradła, to popełnia czyn bardzo nieetyczny.

Jest też powiedzenie jak to diabeł ubrany w ornat ogonem na mszę dzwoni.

Pani red. Solecka, to kto? Jeszcze pocziwy Kali, czy może już na "mszę" dzwoni?
Szeremietiew (2006-03-25 05:05:16)”
(1) komentarzy / skomentuj

Marszałkowa i Kittel rękami Soleckiej 24-03-2006 14:15

W dzisiejszej Rzeczpospolitej Anna Marszałek i Bertold Kittel., rękami  Małgorzaty Soleckiej, która jakoś nie zadzwoniła przed napisaniem oskarżycielskiego tekstu pt.  „Naruszone prawo” do Piotra Pytlakowskiego i do mnie, co ciekawe samo podnosi kwestie dania głosu drugiej strony.

Solecka pisze: „W środę późnym wieczorem drugi program TVP oddał czas antenowy byłemu wiceministrowi obrony narodowej.

Romuald Szeremietiew przedstawiał swoją linię obrony w sprawie, którą przed ponad czterema laty uruchomiła publikacja "Rzeczpospolitej". Anna Marszałek i Bertold Kittel ujawnili w niej m.in., że ówczesny asystent Szeremietewa Zbigniew Farmus żądał łapówek od zagranicznych koncernów zbrojeniowych. W rozmowach Farmus powoływał się na szefa.

Szeremietiew nie tylko się w środę bronił, ale również atakował. - Podczas rozmowy z autorami tekstu czułem się jak w czasie przesłuchań przez Służbę Bezpieczeństwa - mówił.

Autorem programu "Konfrontacje" jest Sylwester Latkowski. Jako współautor występował Piotr Pytlakowski z "Polityki", który zresztą opublikował właśnie reportaż o sprawie Szeremietiewa. Teza - publikacja sprzed czterech lat - nie znalazła do tej pory sądowego finału, ale człowiek formalnie niewinnyjuż został osądzony. W domyśle - przez dziennikarzy "Rzeczpospolitej" i opinię publiczną.

Piotr Pytlakowski nie zadał sobie trudu poproszenia autorów tekstu z lipca 2001 roku o komentarz ani o informacje - choćby dotyczące pracy nad tekstem. Jedyną próbę kontaktu z Anną Marszałek podjął Sylwester Latkowski, przysyłając w poniedziałek po 23.00 SMS z prywatną sugestią, że może skomentować wypowiedzi Szeremietiewa przez telefon.

Program "Konfrontacje" ma wybitnie autorski charakter. Treści tam prezentowane i zapraszani goście nie pierwszy raz budzą kontrowersje. Nie jest to jednak prywatne medium, lecz telewizja publiczna. Jeśli autor programu łamie zasady etyki dziennikarskiej i stronniczo przedstawia problem, a zaproszeni przez niego goście rzucają na nieobecne w studiu, pozbawione szans obrony osoby poważne oskarżenia, telewizja publiczna jest za to w pełni odpowiedzialna.

Małgorzata Solecka, kierownik działu krajowego "Rzeczpospolitej"”

Przyznam, że gdybym sam miał odpowiedzieć, napisałbym mocniej, ale postanowiliśmy razem z Piotrem Pytlakowski napisać replikę, mając nadzieję, że się ona ukaże i także na drugiej stronie, a nie jak to zwykle bywa. Atak w widocznym miejscu a sprostowania gdzieś tam na kolejnych stronach.

„Przywołani do tablicy przez red. Małgorzatę Solecką, wyjaśniamy, że nie robiliśmy programu o sprawie Anny Marszałek i Bertolda Kittela, ale o sprawie Romualda Szeremietiewa. Uznaliśmy, że prawie po pięciu latach od wybuchu afery, ten skazany na milczenie człowiek ma prawo wyrazić swoje opinie i swoją linię obrony. Program był na żywo, nie podlegał cenzurze i Szeremietiew z tego skorzystał. Ale nazywanie atakiem refleksji byłego wiceministra, że podczas rozmowy z dziennikarzami „Rz” czuł się jak w czasie przesłuchań przez SB, to lekka przesada. Mówienie o odczuciach jest chyba prawem każdego człowieka w kraju, gdzie obowiązuje wolność słowa. Na marginesie, red. Solecka nie zauważyła, że podczas audycji broniliśmy prawa dziennikarzy „Rz” do takiego, a nie innego przedstawiania rzeczywistości i mitygowaliśmy naszych rozmówców, aby nie zamieniali dyskusji w sąd nad dziennikarzami.

Zarzut, że redaktorzy „Rz” nie zostali poproszeni o komentarz i informacje, jak pracowali nad swoim tekstem, wydaje się chybiony. Autorzy publikacji z 2001 r. całą sprawę skomentowali właśnie wtedy – ujawnili wykryte przez siebie nieprawości i je ocenili. Żaden dziennikarz śledczy nie odsłania tajemnic swojego warsztatu, a przed sądem jak lew broni anonimowości informatorów. Red. Marszałek dostała sms-y, które wbrew twierdzeniu red. Soleckiej, nie były prywatnymi sugestiami, ale zaproszeniem do telefonicznego skomentowania „na żywo” treści jakie padną w telewizyjnej audycji. Nie skorzystała z tego. Wiemy natomiast, że wcześniej próbowała wpływać na osoby zaproszone do udziału w „Konfrontacji”, aby tego nie czyniły. Dlaczego? I czy to, według upominającej się o zasady etyki dziennikarskiej red. Soleckiej, jest etyczne?

Sylwester Latkowski (Konfrontacja,TVP2)
Piotr Pytlakowski (Polityka)

(10) komentarzy / skomentuj

Sprawa Szeremietiewa 23-03-2006 21:43

Wczoraj w Konfrontacji z Piotrem Pytlakowski zajęliśmy się sprawą Romualda Szeremietiewa. Dlaczego? Piotr w swoim artykule napisał w „Polityce”: „Były wiceminister obrony zniknął ze sceny politycznej w 2001 roku. Najpierw artykuł w gazecie, potem szukanie dowodów. Dopiero po dwóch latach zarzuty, a po czterech proces opatrzony klauzulą tajności. Od 5 lat Szeremietiew jest bez wyroku, ale w oczach opinii publicznej już został skazany.” Uznaliśmy razem, że warto wreszcie dać mu głos. Dla mnie ważne też było to, co napisał Stanisław Remuszko na portalu Prawice.net (http://prawica.net/index.php?q=node/3048, który bezskutecznie próbował opublikować artykuł o sprawie Szeremietiewa – „Dług honorowy”. Remuszko wyjawia, że zamieszczenia tego tekstu odmówiły następujące dzienniki: „Fakt”, „Gazeta Wyborcza”, „Nasz Dziennik”, „Nowy Dzień”, „Rzeczpospolita”, „Super Express”, „Trybuna” i „Życie Warszawy”, oraz tygodniki: „Gazeta Polska”, „Głos”, „Nasza Polska”, „Newsweek”, „Ozon”, „Polityka”, „Przegląd”, „Przekrój”, „Tygodnik Powszechny”, „Tygodnik Solidarność” i „Wprost”.

Jak widać nadal ma obowiązywać jedynie słuszna prawda wygłoszona 5 lat temu. Za to, że zdecydowałem się z Piotrem Pytlakowskim dać głos drugiej stronie, jak się jutro będzie można przekonać, mam zostać zaatakowany na łamach Rzeczpospolitej I zapewniam, że nie będzie to dający prawo głosu drugiej stronie artykuł. W przeciwieństwie do Anny Marszałek, której złożyłem propozycję, nie otrzymałem takiej możliwości.
(4) komentarzy / skomentuj

Proces toruński – komentarz Wojciecha Czuchnowskiego 22-03-2006 13:07

"Nie wiem w którym miejscu napisaem, że proces toruński zamknął sprawę? Oczywiście, że nie i najlepszym na to dowodem jest fakt, że IPN prowadzi śledztwo w sprawie sprawstwa kierowniczego zbrodni na ks. Popiełuszce. Proces toruński zamyka sprawę tylko w jednej sferze - dokładnego odtworzenia przebiegu wypadków od porwania do śmierci księdza. Tymczasem właśnie obalaniem tego wątku zajął się głównie prok. Witkowski. Uważam, że jest to fałszywy trop. Przy okazji Witkowski i Sumliński rzucili oskarżenie pod adresem Wlademara Chrostowskiego, kierowcy księdza. Z CHrostowskiego zrobili agenta SB. Wendemu zarzucili, że paktował z MSW w sprawie ogromnego odszkodowania dla Chrostowskiego. W swojej książce Sumliński przytacza nawet dokumenty śiwadczące o tym, że takie odszkodowanie wypłacono. Tyle tylko, ze cała sprawa jest fałszywką SB, której zależało na kompromitacji Wendego, który był zbyt dociekliwy.

Edward Wende nie żyje od 4 lat. do śmierci miał bardzo radykalny pogląd kwestie odpowiedzialności za śmierć księdza. Mówił o tym, ze jako współodpowiedzialni za zbrodnie przed sądem powinni stanąć generałowie Kiszczak i Jaruzelski. W 15 rocznicę śmierci księdza Wende- wówczas senator AWS - w wywiadzie udzielonym „Gazecie Polskiej”(20 X 1999) sporo miejsca poświecił postaci Chrostowskiego: „Chrostowskiego próbowano oczerniać w oczach opinii publicznej podejrzeniem, że był tajnym współpracownikiem SB. W rzeczywistości miał zginąć razem z księdzem. Po to przygotowano dwa komplety sznurów, dwa komplety worków z kamieniami itd. nie zabija się agenta tak wysoko ulokowanego w otoczeniu Kościoła, nie ryzykuje się też życiem takiego agenta. Gdyby nie Chrostowski, sprawa by się nie wydała, byłaby to kolejna zbrodnia nieznanych sprawców”- mówił mecenas. Chociaż wywiad ukazał się wiele lat przed publikacjami obciążajacymi Chrostowkiego,można w nim znaleźć odpowiedzi na wiele obecnych oskarżeń.

Przytaczam fragmenty:

Wende: niezwykle dramatyczny przebieg miało odtwarzanie przez Chrostowskiego wydarzeń z dnia uprowadzenia. Chrostowski utrzymywał, że wyskoczył z samochodu gdy jechał on 105 km. na godz. Esbecy wsadzili go do Wołgi i kazali określić tę prędkość. Aby mu to utrudnić przykryli licznik ręcznikiem. Mimo to, gdy Chrostowski stwierdził, że wołga jedzie dokładnie z taką szybkością przy jakiej wyskoczył, po zdjęciu zasłony okazało się, że na liczniku jest 105 km. /h Atmosfera podczas wizji była bardzo nieprzyjemna. Esbecy kpili z Chrostowskiego ”Może pan sobie jeszcze raz wyskoczy?”. Mnie poszturchiwali, pytali ”Co pan tu robi?”, udając, że mnie nie rozpoznają.(...)21 października Chrostowski chciał opuścić szpital SB w Toruniu i wrócić do Warszawy. Toruński szef SB płk chyba o nazwisku Łukasik, nie wyrażał na to zgody bo ”brak było decyzji z Warszawy”, dopóki nie przypomniałem mu że Chrostowski jest świadkiem i może robić co chce. ”Nie przewiduje pan chyba rozwiązań siłowych”- powiedziałem do niego. CHrosotwksi uległ i zgodził się wracać do domu samochodem funkcjonariuszy SB. Ja miałem jechać za nimi własnym. Pobiegłem więc po swój samochód, który stał od frontu gmachu. Gdy wróciłem na dziedzińcu nikogo już nie było.Wszystko zrozumiałem. Ruszyłem na trasę chcąc dogonić kolumnę.Na rogatkach Torunia zostałem zatrzymany przez patrol MO pod pretekstem kontroli drogowej.Trzymano mnie prawie godzinę. Dalej na trasie zatrzymywano mnie jeszcze dwukrotnie. Gdy dojechałem do parafii św. Stanisława Kostki gdzie spodziewałem się zastać Chrostowskiego wciąż go nie było. Dotarł po pół godzinie. Okazało się, że zawieźli go na lotnisko na Bemowie i trzymali tam dwie godziny. Samochody to ruszały to stawały. Jestem przekonany, że jego życie wisiało na włosku, decydowano co z nim dalej robić. Nie zapominajmy, ze wszyscy wtedy byli jeszcze wolni, zwłaszcza bezpośredni przełożony oprawców płk. Pietruszka. Przecież mogli upozorować wypadek drogowy, cokolwiek. (...)Jakiś czas potem na Rakowieckiej Chrostowski rozpoznawał sprawców, najpierw ze zdjęć a następnie bezpośrednio. Przedstawiano mu po pięciu mężczyzn, wśród których czterech było pozorantami a tylko jeden autentycznym sprawcą pierwszej grupie Chrostowski od razu rozpoznał Pękalę, który był kierowcą a Chrostowski siedział obok niego. Piotrowskiego Chrostowski nie widział, ale słyszał. Np. Piotrowski po tym jak założyli kajdanki Chrostowskiemu wpychając mu knebel do ust powiedział: ”To dla ciebie, żebyś nie darł mordy w czasie ostatniej twojej podróży”. Chrostowski rozpoznał po głosie zarówno Piotrkowskiego jak i Chmielewskiego. ”.

Właśnie w tym co napisał Sumliński na podstawie danych zebranych przez Witkowskiego najbardziej przykra jest sprawa Chrostowskiego. Sylwester napisał, że pisząc swój artykuł w ”Wyborczej” dopuściłem się ”draństwa”.
Waż słowa. Draństwem i ostatnim świństwem jest to co zrobili Sumliński i Witkowski Chrostowskiemu. Z bohatera i ofiar SB zrobili agenta. Witkowski przesłuchiwał Chrostowskiego w haniebny sposób. Polsat razem z Sumlińskim napadli go z kamerą. Zgnoili człowieka, który ostatnie 20 lat żyje w poczuciu winy, że uciekł z samochodu zostawiając swojego przyjaciela księdza Popiełuszkę w rękach oprawców.Taki i tylko na razie taki jest efekt ich pracy.
W rozmowie ze mną Chrostowski mówi, że czasem myśli, że wolałby zginąć razem z księdzem.

Historię z Chrostowskim tak skomentował mi sen. Krzysztof Piesiewicz, jeden z oskarżycieli posiłkowych w procesie toruńskim: : ”Dziennikarze-politrucy zaczynają deformować naszą rzeczywistość. To są ludzie, którzy tworzą świat, w którym nie ma miejsca na legendę. W tym świecie każdy był umoczony, każdy był agentem. Jeden z najpiękniejszych, najbardziej heroicznych okresów w dziejach Polski jest unurzany w kloace”.
Wojtek Czuchnowski
(2) komentarzy / skomentuj

Jakieś wariactwo – e-mail od Wojciecha Czuchnowskiego 21-03-2006 18:22

„Zaczęło się jakieś wariactwo, bo Witkowski chce mnie podać do sądu a widzę, że Sumliński w liście nieźle pojechal. Nie wiem czy chce mi się dyskutowac na tym poziomie. Od dawna zbieram materialy na temat sprawy kierowcy księdza Popiełuszki Waldemara Chrostowskiego, z którego duet Witkowksi i Sumliński zrobił agenta SB. Przy tej okazji takie osoby jak np. Krzysztof Piesiewicz, Krystyna Daszkiewicz, Anna Szaniawska, Tadeusz Fredro-Boniecki nie zostawiają suchej nitki na publikacji Sumlińskiego i materialach Polsatu. Aż mi głupio to wszystko przytaczać bo to nie są przyjemne opinie, dlatego próbuję to w tekście jakoś łagodnie sprzedać. Odnoszę wrażenie, że ani Sumliński ani Witkowski nie przeczytali dobrze stenogramów z procesu toruńskiego i nie porozmawiali z ważnymi świadkami. W przesłuchaniach prowadzonych przez Witkowskiego są kompromitujące go jako prokuratora błędy i zaniechania.

Czy naprawdę jest tak, że cały świat uwziął się na Witkowskiego i Sumlińskiego czy też może po prostu spaprali robotę i teraz są wściekli? Gdyby Sumliński trochę porozmawial z ludźmi pamiętajacymi sprawę ks. Popiełuszki usłyszałby, że esbecja  miała plan zatarcia śladów i skierowania podejrzeń na sprawców, których nigdy nie da się odnaleźć. Taka jest linia obrony zabójców księdza prezentowana w ich licznych wystapieniach po procesie. Elementem tego planu było podważanie wiarygodności Chrostowskiego ( to wyłącznie dzięki zeznaniom Chrostowskiego złapano zabójców) i niszczenie jego obrońcy mec. Wendego. Esbecja rozpuszczała - i do dzisiaj rozpuszcza fałszywe informacje o tej sprawie, w obiegu krążą spreparowane dokumenty. Jest to pokłosie niezrealizowanego planu sprzed 22 lat.

Zwróć uwagę, że prokuratura w Toruniu rozpatrujac teraz tą sprawę działała pod bezpośrednim nadzorem Ziobry. Myśle, że kogo jak kogo ale tej ekipy nie mozna podejrzewać, że działa w ramach ubeckiego układu chcącego ukryć prawdę. Mimo to nie znaleziono podstaw do wznowienia śledztwa.”
(4) komentarzy / skomentuj

Pozbawienie człowieka wolności myślowej 21-03-2006 11:55

"Kilkukrotnie już wysyłałem do Pana informacje dotyczące pozbawiania człowieka wolności myślowej. Nie wiem czy dotarła do Pana jakakolwiek informacja. Tym razem mam trochę poważniejszą. Mianowicie dotyczącą prokuratora z Zgorzelca woj.dolnośląskie.Przedstawiłem mu zdjęcie wszczepu doniosłem o pozbawieniu wolności przez wojsko. Nic nie zrobił i skierował mnie do stomatologa, chyba żebym wyrwał ząb. Teraz Rzecznik praw obywatelskich zajął się sprawa, ale nie zapowiada się żeby coś się ruszyło. Możesz mi poświęcić chwilkę, po prostu odpisz. Jak chcesz pomóc to napisz gdzie mogę udowodnić czy to nadaje informacje za pomocą fal elektromagnetycznych. Borys”
(4) komentarzy / skomentuj

Odpowiedź dla Wojtka Sumlińskiego 21-03-2006 10:53

Wojtek, ja już się przyzwyczaiłem, że jestem żydem, gejem, lewakiem, pisowcem, tanią dziwką, prostytutką, kryminalistą, więc mogę być i „siepaczem Piotrkowskiego i jego kompanów”, jak piszesz. Najwyżej wypiję jedną szklankę whisky więcej i jakoś tam ułagodzę nerwy. No, czasami człowiek wypić musi więcej, bo nie jest ze stali, marmuru, żelaza i go tam gdzieś w środku zaboli bardziej niż nawet powinno.

PS. A „WCZ”? Chyba muszę się z nim wreszcie umówić na whisky i pogadać, bo to sobie ostatnio obiecaliśmy. Każdy ma swoje słabości, wpadki. „W” przesadził, dokonał słowem draństwa. Może nie zakładał, że te kilkanaście zdań tak zaboli Ciebie, Andrzeja Witkowskiego? Tak wolę myśleć. Często zapominamy, że słowa zabijają, ranią, wywołują ból i dłużej żyją w człowieku niż gazeta, która trafia po przeczytaniu do kosza na śmieci.
(3) komentarzy / skomentuj

O manipulacji - e-mail od Wojtka Sumlińskiego 20-03-2006 10:26

„Sylwester. Nie wiem, jaka jest twoja opinia na temat oszczerczego, pełnego kłamstw i manipulacji tekstu w Gazecie Wyborczej. Moją opinię, po tym co napisałem zdanie wcześniej, już znasz. Skąd taka opinia? Ani w książce, ani we Wprost, ani w filmie dokumentalnym wyemitowanym w TV Polsat nie ma nawet pól zdania o tym, że to nie Piotrowski, Pękala i Chmielewski zamordowali księdza Jerzego - jest jedynie informacja, że musieli mieć wspólników. Autorowi-anonimowi, który pod tym paszkwilem podpisał się tchórzliwie jako "W" to nie przeszkadza, by wysuwać podle insynuacje. A to przecież tylko drobny przykład świadomej manipulacji, jednej z kilku, jakich dokonano w tym niedługim przecież tekście. Szczytem jednak wszystkiego jest wysuwanie oskarżenia, rzekomo przez informatorów dziennikarza- anonima, (równie anonimowych jak on sam), że informacje ze śledztwa prokuratora Andrzeja Witkowskiego są rozpowszechniane na zamówienie morderców księdza Jerzego, w celu ich rehabilitacji. Każdy, kto zna treść wspomnianych publikacji, a tym bardziej zna bezkompromisowość w tropieniu morderców z SB i uczciwość prokuratora Witkowskiego, wie, jaką podłość zawiera w sobie taka dezinformacja. Czy z tak podłym oszczerstwem, zamieszczanym w gazecie, której naczelny popija wódkę z Urbanem (wielokrotnym oszczercą księdza Jerzego w latach 80),a Kiszczaka (który najprawdopodobniej ma ścisły związek ze zbrodnią na kapelanie S)nazywa człowiekiem honoru - warto w ogóle polemizować?”

A tak na marginesie - jak się czujesz, jako autor programu, który aż dwie "Konfrontacje" poświęcił tej niewyjaśnionej zbrodni, a zatem - jak wynika z publikacji "W" ( według jednego z moich rozmówców tekst wygląda, jakby wyszedł spod pióra nie "W", lecz "tw" )- w dwójnasób propagował tezy najemnych siepaczy Piotrowskiego i jego kompanów?

(0) komentarzy / skomentuj

Gest rozpaczy prokuratora Witkowskiego 19-03-2006 00:13

List otwarty do Komisji Krajowej Solidarności prokuratora Andrzeja  Witkowskiego jest gestem rozpaczy. Cóż, więcej mu zostało niż apelować, pisać listy otwarte?

Generał Czesław Kiszczak, który w świetle widzianych przeze mnie dokumentów na pewno mataczył w sledztwie, wie, co mówi, oświadczając przed pierwszym programem „Konfrontacja”, że ta sprawa go nie interesuje. Spokojnie, bez irytacji odkłada słuchawkę telefoniczną. Ma świadomość, że stary układ jest nadal silny i nie pozwoli, by sprawa zabójstwa Ks. Jerzego Popiełuszki została ostatecznie wyjaśniona.

Dwukrotnie w „Konfrontacji” poruszano sprawę zamordowanego śledztwa. Spotkało się to z atakiem Kieresa i Kleszy z IPN. Skargą złożoną na mnie do prezesa TVP Jana Dworaka. Ale moje problemy są żadnymi, przy szykanach, przyprawianiu gęby „oszołoma” prokuratorowi Andrzejowi Witkowskiemu.

Andrzej Witkowski, pisze: nie ustosunkowując się w tym miejscu do sposobu, okoliczności i konsekwencji likwidacji zespołu śledczego a następnie odsunięcia mnie od prowadzenia tej sprawy w październiku 2004 roku, uprzejmie  informuję, iż w dniach 17 i 18 marca 2006 roku w niektórych publikacjach medialnych a przede wszystkim w „Gazecie Wyborczej”, doszło do rażącego przeinaczenia faktów odnoszących się do roli mojej osoby jak i zdarzeń dotyczących biegu tego postępowania a także znieważenia mnie jako prokuratora w związku z pełnieniem obowiązków służbowych.
 
Powyższa sytuacja ma swą pierwotną przyczynę w fakcie zwrócenia się do Prokuratury Okręgowej w Toruniu w listopadzie 2005 r. przez aktualnie prowadzącego śledztwo prokuratora IPN w Katowicach w celu dokonania oceny w zakresie zasadności wszczęcia postępowania w sprawie pociągnięcia do odpowiedzialności karnej osób nie będących funkcjonariuszami państwa komunistycznego za ewentualną pomoc w zabójstwie ks. Jerzego Popiełuszki oraz możliwości zainicjowania postępowania w przedmiocie wznowienia sprawy Sądu Wojewódzkiego w Toruniu  dotyczącej zabójstwa ks. Jerzego Popiełuszki. W związku z tym pragnę podzielić się z Państwem następującymi uwagami. 

Od 1984 roku wiadomo a w roku 1991 pogłębiono wiedzę, iż krąg osób mających związek z zabójstwem ks. Jerzego Popiełuszki sprowadza się do środowisk służb specjalnych PRL , a więc funkcjonariuszy państwa komunistycznego. Wysunięcie przez katowickiego prokuratora IPN sugestii, jakoby pomocy w zabójstwie księdza miała udzielić osoba spoza tego kręgu, jest niezrozumiałe i nie ma żadnego potwierdzenia w faktach.

Odrębne jest badanie zasadności wersji udzielenia pomocy ale w uprowadzeniu księdza, do czego obligują zebrane dowody. Gdyby założyć, że czynu takiego - przy uznaniu, iż nie ma on charakteru zbrodni przeciwko ludzkości -  mogła dopuścić się osoba nie będąca funkcjonariuszem państwa komunistycznego lub prawnie z nim nie utożsamiona, postępowanie w stosunku do niej byłoby obecnie  niemożliwe z racji ujemnej przesłanki przedawnienia. Z mocy art. 45 ust.1 ustawy z 18.12.1998 r. o IPN-KŚZpNP, do zajęcia stanowiska w tym względzie właściwy jest  IPN a nie prokurator jednostki powszechnej prokuratury.
 
Nieprawdą jest przypisywanie mi przez dziennikarza anonima, ukrytego pod pseudonimem W, Gazety Wyborczej, z 18-19.03.2006 r., jakobym domagał się aby w sprawie tej wystąpiono z wnioskiem o wznowienie procesu toruńskiego. 

O ocenę zainicjowania takiego postępowania, w oparciu o nowe fakty lub dowody nie znane przedtem sądowi, wskazujące na to, że skazany nie popełnił czynu lub  skazano go za przestępstwo zagrożone karą surowszą wystąpił prokurator IPN z Katowic.

Od początku wyrażałem pogląd, iż przyjęcie takiej podstawy ewentualnego wniosku o wznowienie zakończyłoby się porażką prokuratora zważywszy chociażby na fakt, iż nie żyją sędziowie zawodowi, którzy orzekali w procesie toruńskim oraz przy uwzględnieniu innych powodów łączących się z zaszłością tego procesu. 

W czasie, kiedy prowadziłem śledztwo, zgromadzono natomiast  materiał dowodowy uzasadniający podejrzenie popełnienia przez funkcjonariuszy SB czynów o charakterze zbrodni komunistycznych, w odniesieniu do których istnieje uzasadniona podstawa do przyjęcia, że mogło to mieć wpływ na treść orzeczenia zapadłego w procesie toruńskim. Byłaby to samoistna ( określona w art. 540§1 pkt. 1 kpk )  przesłanka wystąpienia z wnioskiem o wznowienie postępowania sądowego zakończonego prawomocnym orzeczeniem, w przypadku stwierdzenia popełnienia tych przestępstw w prawomocnie ukończonym, odrębnym postępowaniu karnym.

Trudno jest spekulować do jakich faktów i okoliczności, zawartych w przekazanych toruńskiej prokuraturze przez katowicki IPN dokumentach w postaci uwierzytelnionych kserokopii, odnosi się ocena o ich niewielkiej wartości dowodowej. Po prostu ich nie podano. W komunikacie PAP z 17 marca 2006 r.  jest jedynie wzmianka, że chodzi o materiały zebrane w okresie 2002/2004 przez IPN w Lublinie, który prowadził wówczas śledztwo w sprawie sprawstwa kierowniczego zabójstwa ks. Popiełuszki. To bardzo ogólne sformułowanie, które nie daje szansy na merytoryczne odniesienie.

Z dostępnych danych wiemy jeszcze, że są to materiały wyodrębnione z całości akt śledztwa w sprawie kierowania wykonaniem zabójstwa ks. Jerzego Popiełuszki, a więc stanowiące pewien ich fragment. Dokonujący oceny ich wartości dowodowej prokurator, nie mógł więc wziąć pod uwagę wszystkich związków wynikania ani zależności między ustalanymi na przestrzeni od 1984 roku faktami. Nie przekazano mu pełnej, koniecznej do tego celu bardzo obszernej dokumentacji, w tym przechowywanej w kancelarii tajnej. 

Trudno zresztą doszukiwać się ze strony katowickiego prokuratora IPN, chęci zakwalifikowania przekazanych do Torunia materiałów, jako wyczerpujących dowodów. Sam przecież upublicznił wcześniej część z nich w witrynie internetowej, w postaci zeznań świadków odebranych przez prokuratorów i policjantów z Lublina. Tym bardziej zastanawia powoływanie się teraz przez niego na ich niewielką wartość dowodową, którą sam w znacznej częśc; z tego punktu widzenia -  sprolongował.          

Niemniej nawet tak określony materiał dowodowy pozostawia szereg wątpliwości i dostarcza podstaw do ich dalszej procesowej weryfikacji  w celu określenia strony przedmiotowej sprawstwa kierowniczego do zabójstwa ks. Jerzego Popiełuszki. Zadane zostały istotne dla biegu sprawy pytania, na które pomimo szczerego przekazu świadków, nie ma wciąż odpowiedzi. Tego stanu rzeczy prokuratorowi w żadnej mierze nie wolno pomijać.
 
Kolejną kwestią wymagającą doprecyzowania są informacje, iż nie będzie śledztwa w sprawie zabójstwa ks. Popiełuszki. Są to informacje nieprawdziwe. Sprawa ta wciąż  ma prawny byt w odniesieniu do sprawstwa kierowniczego do zabójstwa księdza. Bieg postępowań przygotowawczych w przedmiocie zbrodni komunistycznych pozostaje w sferze decyzji prokuratora IPN i nie jest uzależniony od stanowiska prokuratora jednostki powszechnej prokuratury.

W Gazecie Wyborczej z dn. 18-19 marca 2006 r. , wspomniany „W: powołując się na nieoficjalne twierdzenia prokuratorów IPN dezinformuje opinię publiczną  m. in. , że informacje o nowych okolicznościach zabójstwa księdza rozpowszechniane były przez osoby związane ze skazanymi esbekami albo nawet przez nich samych. Jeden z prokuratorów IPN miał nawet twierdzić, że mordercom chodzi o to, by zaciemnić sprawę, a być może nawet doprowadzić do rehabilitacji.

Prowadząc śledztwo w sprawie kierowania wykonaniem zabójstwa ks.Jerzego Popiełuszki, w grudniu 2002 roku, w realizacji obowiązków służbowych, rozpowszechniłem w mediach komunikat o nowych okolicznościach ustalonych w tej sprawie w oparciu o zeznania złożone przez świadków, miejscowych rybaków, którzy w dniu 25.10.1984 r. w późnych godzinach wieczornych, kłusowali na tamie we Włocławku. Wypowiadałem się potem do wielu mediów na ten temat. Z tekstu artykułu kierowanego do opinii publicznej przez  „W” wynika, że prokuratorzy IPN pomawiają mnie o współpracę z mordercami ks. Jerzego Popiełuszki poprzez opublikowanie wskazanego komunikatu prasowego i inne publiczne wypowiedzi. „W” nie zatelefonował do mnie, nie poprosił o odniesienie się do brutalnego ataku i skomentowanie krzywdzących do bólu, przytaczanych wypowiedzi prokuratorów, zapewne moich dotychczasowych kolegów  z IPN.       

Tej samej miary oszczerstwa, jak należy wnosić z treści artykułu - kierowane są za pośrednictwem pióra ”W”, wobec autora książki „Kto naprawdę Go zabił?” oraz  twórców programów telewizyjnych na ten temat. Wykonując swą dziennikarską powinność, w której tajemnice nie wnikam - osoby te przyczyniły się do tego, że sposób prowadzenia sprawy po 13.10.2004 roku, poddany został owocnej, społecznej kontroli. To, z kolei, musiało bardzo uderzyć w jakiś rodzaj status quoowych anonimowych prokuratorów IPN, skoro posunęli się do tak bezprzykładnych i podłych oskarżeń.(…)

Chwila obecna jest nie tylko jedną z najtrudniejszych w dotychczasowej historii tego szarpanego na strzępy procesu, ale zarazem momentem decydującym w tej bezprecedensowej batalii.”

(1) komentarzy / skomentuj

Cenzorzy niespełna rozumu 18-03-2006 14:26

„Ktoś, kto dzisiaj chciałby cenzurować dziennikarzy, albo jest niespełna rozumu, albo chce zawracać Wisłę kijem” - mówi Bogdan Rymanowski w wywiadzie z Tomaszem Barańskim dla Super Expresu . Zgadzam się z nim, ale  tych niespełna rozumu, chcących zawracać Wisłę kijem jest wielu, w każdej redakcji znajdzie się taki. Także w redakcji TVN. Oczywiście, zawsze można to nie nazywać cenzurą, a określić jako ingerencję redakcyjną, itp.
(0) komentarzy / skomentuj

Szmajdziński, cyniczny obrońca wolności mediów 17-03-2006 12:47

Kiedy słucham, jak szef klubu SLD, poseł sejmowej speckomisji Jerzy Szmajdziński domaga się udostępnienia przez ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro materiałów prokuratury ze śledztwa prowadzonego w 2001 r. dla zbadania rzekomych powiązań dziennikarzy "Rzeczpospolitej" ze służbami specjalnymi zastanawiam się, czy Szmajdziński ma jakieś granice wstydu i cynizmu. Niech inni żądają, nie on, specjalista od nacisków na dziennikarzy, kneblowania im ust. Na własnej skórze odczułem jego stosunek do mediów. Maria Wiernikowska także jemu zawdzięcza, że nie mogła dokończyć swego reportażu o Klewkach.
(3) komentarzy / skomentuj

W czym jest problem? 17-03-2006 10:41

Podobno zwiastun najbliższej Konfrontacji, którą poświęce, wraz z Piotrem Pytlakowskim (Polityka), sprawie Romualda Szeremietiewa, wywołał poruszenie w „Rzeczpospolitej.” To dziwne, bo jeszcze we wtorek redaktor naczelny Grzegorz Gauden pytał mnie, czy jestem dziennikarzem, że nie kojarzy mojego nazwiska. Po drugie, z Piotrkiem Pytlakowskim nie robimy programu ani o Rzeczpospolitej, ani o Annie Marszałek, Bertoldzie Kittlu… W czym jest problem?
(2) komentarzy / skomentuj

Do Michała Karnowskiego 16-03-2006 10:31

Michał Karnowski w swoim Newsweekowym blogu pisze: „Do Sylwestra Latkowskiego. Po raz pierwszy od dłuższego czasu obejrzałem Twój program "Konfrontacje". Znowu o mediach. I powiem szczerze - ciekawie było. Dobry Ziemkiewicz, niezła Gargas, wyrazisty Kurski i coś małomówny Czuchnowski. Debata nie pływała jak to w "Konfrontacjach" wcześniej bywało, padło sporo ciekawych informacji.

Podziwiałem Twój radykalizm - nie wiedziałem, że masz tak zdecydowane poglądy na rolę Adama Michnika i inne sprawy. Nie mówiłeś o tym wcześniej. No, no, no...

Jakie to silne wiatry w Polsce wieją.”

Michał, a wydawało mi się, że za ostre, wyraziste, czasami radykalne poglądy na pewne sprawy nie lubi mnie salonik warszawskich dziennikarzy? Dobranocek to ja raczej nie robiłem nigdy… Adam Michnik? Jak nie zareagować na to, że dziennikarz, redaktor naczelny największego dziennika, ściga sądownie innego dziennikarza za felieton, zamiast mu po prostu odpisać na pierwszej stronie, jeśli go tak zabolały. To oczywiście w ramach wolności słowa, głoszenia poglądów, opinii, Michnik uznał, że Ziemkiewicz ma iść pod sąd.

Na marginesie, po ostatnim programie niektórzy zarzucili mi, że Latkowski stał się „pisowcem”. No, cóż, przypomnę, że kiedy robiłem „Nakręconą noc” protestowała Młodzież Wszechpolska, Nasz Dziennik, Radio Maryja…  Bardzo szybko można otrzymać jedną etykietę i za chwilę zamienia się ją na drugą. A dlaczego tak się stało? Bo powiedziałem kilka zdań Tuskowi i Rokici?. Na godzinę przed programem nawrzucałem asystentowi Rokity, mówiąc wprost, że Rokita i Tusk są hipokrytami, jeśli chodzi o walkę o wolność mediów, pluralizm. Sami mają problem z przyjmowaniem słów krytyki. Ponieważ byli ulubieńcami mediów, nie znoszą trudnych pytań. Wykazali nonszalancję i pychę w trwających przez dwa dni kontaktach z redaktorką programu Konfrontacja. Dlaczego jestem też Pisowy, a jak niektórzy by mnie nazwali reżimowy? Bo zdecydowałem się zaprezentować utwór muzyczny, który ma taką samą jakość muzyczną jak „Moherowe berety”, ale jest przemilczany i media udają, że nie ma innej politycznej piosenki niż „Moherowe berety”.

Z cenzurą, kneblowaniem ust, zawsze walczyłem. Przy każdym swoim dokumencie miałem o to mniejszą lub większą awanturę. Zawsze ktoś chciał zablokować emisję, coś wyciąć…

Michał, z tej całej histerii o układ medialny, komisję śledczą, płynie jeden pożytek, że zaczynamy mówić głośniej o tym, o czym się szeptało w naszym środowisku. Pamiętasz, jak w Nakręconej nocy odbyła się dyskusja o dziennikarstwie śledczym? Miałem przyjemność Ciebie gościć w studio. Odbyła się po pierwszej w nocy, teraz mogłem poruszyć ten temat przed 23. I nie ma już takiej jednostronności, jak w ostatnim Pressie, gdzie znowu lansuje się jeden punkt dziennikarskiego widzenia o tej niby histerii jaka zapanowała w związku z medialną wojną. Taki pluralizm A’ la Tomasz Lis, dla którego środowisko dziennikarskie  w starciu z PIS reprezentował Żakowski z Najsztubem. Lis wziął tylko jedną opcję świata mediów. Gdyby obok Żakowskiego siedziała Gargas tak by już nie wyglądał jego obraz dziennikarskiej Polski.

Właśnie widząc, jak ostatnio pluralistycznie ustawia się dyskusje o mediach, układzie medialnym, postanowiłem zaprosić Gargas, Misiaka, Sumlińskiego.

Na koniec, cieszę się, że obejrzałeś program z zainteresowaniem. Dziękuje za dobre słowa, przydały się, bo czuję się jak wyciągnięty z wyżymaczki. Mam nadzieję, że była to ostatnia cześć układu medialnego, bo myślę, że już wszyscy zaczynają być tym tematem zmęczeni.
(6) komentarzy / skomentuj

Zgorzelec, ekipa TV i mercedes 12-03-2006 23:49

Czasami nie wiem, co odpowiedzieć. E-mail ze Zgorzelca, od naczelnego pisma „Regiony”. „Pan Król zaprasza mnie "na kawę" (jeszcze 5 miesięcy temu czytałem  Wprost) ale mam "plan" spotkania Panów: Król, Tomek Sakiewicz GP, Elżbieta Isakiewicz ( nomen omen) - "wróg", Tomla. Jestem dla Państwa "obcy" i z drugiego krańca Polskie (tego bliżej Europy)- może cos ciekawego z naszej rozmowy wyniknie. W przyszłym tygodniu zaproponuję konwencję spotkania i termin. Tak, aby wszystkim Wam pasował. W załączeniu str. 1 nowego wydania Regionu. Proszę oglądać w poniedziałek Interwencje o "zakończeniu" sprawy - "Ujawnić oszustwa i korupcje w samorządzie Zgorzelca" - najprawdopodobniej, bo dziewczyna była lekko wystraszona, ale przyjechała z ekipa 3 osobowa i w mercedesie a to znaczy, że raczej program wyemitują.” Też, tak myślę, jeśli przyjechali mercedesem, to wyemitują… Ale tego nie napisałem w odpowiedzi.
(1) komentarzy / skomentuj

Sędziowie we własnej sprawie 10-03-2006 10:03

Kiedy słyszę jak redaktorzy, szefowie mediów, mówią, że woleliby, aby sami dziennikarze zajęli się nieprawidłowościami w swoim środowisku, zgadzam się z nimi. Tylko mam pytanie do nich, dlaczego od razu roszczą sobie prawo jako jedyni do ocen, rozstrzygnięć? Mają być sędziami we własnej sprawie? Przecież to ich decyzje warunkują co czytamy, widzimy? To ich ręka cenzuruje. To im trudno uznać niezależność dziennikarza, twórcy.

Przygotowując program „Układ medialny” doświadczyłem tej otwartości, chęci odpowiedzi na trudne pytania, rozliczania przez redaktorów. Zatrzaskiwali drzwi, nie odbierali telefonów, straszyli. Oczywiście w kolejnej loży prasowej będą piórkowali na najwyższych nutach jako nieskazitelni przedstawiciele IV władzy.
(3) komentarzy / skomentuj

Pięć dni później 06-03-2006 21:34

Takiego wsparcia nie otrzymałem dawno. Za to bardzo dziękuję. Na godzinę przed programem usłyszałem, że już „padłem”, „złamałem swoja karierę”. Nie wierzyłem. Prawda, mam złe zdanie o mediach, dziennikarzach, ale jakoś pod skórą czułem, że większość dziennikarzy nie zlinczuje mnie za to, że pokazałem to, co na co dzień zamiata się pod dywan. Mówią, że i tak się zemszczą. Odczekają i dołożą. Egzekucja ma nastąpić po drugiej części. Egzekucja słowem, bo słowa aotrafią zabijać. Nie wierzę. Może kilka ciosów urażonych władców dusz. Ale z tym się liczyłem. Większość ludzi mediów nawet jak było, jest nikczemnych, jakoś dziwnie w pewnych sytuacjach pokazuje lepszą swoją stronę. Czy myślicie, że Maleszka jest człowiekiem do gruntu złym? Naprawdę? Nawet w mordercach, których spotkałem odnajdowałem pokłady dobra. Wizja czarno biała nigdy nie jest prawdziwa.

Irytuje mnie hipokryzja jaką teraz widzę w sporze z Kaczyńskim, PIS-em. Obrona cnót dziennikarskich przybiera maskę śmieszności, śmieszności, bo hipokryta może z takim tupetem twierdzić, że w naszym środowisku jest tak jak być powinno. My biali a oni czarni! Politykom wara, od nas,zgadzam się, ale nie udawajmy, że stan jaki jest nie wymaga zmian. Są układy i układziki, niezależność redakcyjna, dziennikarska to często puste słowa. Mówienie, że służby nigdy niczego nie inspirowały i nie inspirują jest naiwną bajką.

Zastanawiam się jednak, czy 15 marca przedstawić drugą część „Układu medialnego”. Nie przesunąć emisji. Pokazać jacy też potrafią być dziennikarze.

Dlaczego się zastanawiam? Bo zawsze walczyłem z cenzurą i na jakikolwiek kaganiec nie ma we mnie zgody. Dzisiaj zapoznałem się z protokołami przesłuchania Jacka Marcinika, który, ku mojemu zdumieni, był dla prokuratorów istotną osobą majacą świadczyć o powiązaniach dziennikarzy ze służbami. Ten mitoman, medialny hochsztapler, o którym dzisiaj Jerzy Kamiński były producent Interwencji, a dzisiaj Superstacji, mówi, że to „mój najwierniejszy pies, bo wszędzie jest już spalony”, miał być świadkiem oskarżenia! Śmieszne. Żenujące. Więcej o jego zeznaniach napisze Piotr Pytlakowski w najbliższej Polityce.

Bzdurą jest mówienie, że niektórzy dziennikarze nie są na podwójnych etatach, nie realizują nikczemnych zadań służb, że nie dają się wykorzystywać i manipulować, ale jeśli w taki sposób chce się to udowodnić – wykorzystując takie postacie jak Jacek Marciniak, wówczas odzywa się we mnie bunt, niezgoda.
(12) komentarzy / skomentuj

Sześć godzin przed 01-03-2006 16:25

Sześć godzin do programu. Kolejny telefon,że po programie dopadnie mnie ostracyzm środowiska, że zmarginalizują mnie. A podobno mamy wolne media, wolność słowa, pluralizm. Chyba trzeba wyłączyć telefon.
(37) komentarzy / skomentuj

Nieetyczne nagrywanie 27-02-2006 17:02

Wypomniano mi, że nieetyczne było nagrywanie bez uprzedzenia… No, cóż, najlepiej zlikwidować dziennikarstwo śledcze. A nagranie szantażu mojej osoby? Kiedy zrozumiałem, jaki przebieg zaczyna mieć rozmowa, postanowiłem włączyć Record. Nie z nikczemności, braku etyki. Po co? By mieć dowód, że mnie szantażują. Cieszę się, że miałem taką możliwość. W to, że osoba szantażująca przyznała się by potem do tego, nie wierzyłem.
(2) komentarzy / skomentuj

Dwie wiadomości 27-02-2006 16:52

Pierwsza wiadomość. Nina Terentiew informuje, że Jan Dworak, pomimo protestów King&King daje zielone światło najbliższemu programowi „Konfrontacja. ” Kilkanaście minut później telefon od Tomka Sakiewicz, że radość przedwczesna. Kingi chcą uzyskać sądowy zakaz blokujący program. Tak, jak to kiedyś uczyniono z filmem Dederki.

(5) komentarzy / skomentuj

Włożyłem kij w mrowisko 26-02-2006 21:28

Ryszard Żmuda (King&King) ma wiele ciekawych poglądów. Dla niego Rzeczpospolita Polska JEST TAK ZWANĄ Rzeczpospolitą Polską. Żmuda twierdzi, że stek bzdur podał o nim Jerzy Urban i potem wszyscy powtarzają. Na pytanie, czy podał go do sądu, prycha. „Z Urbanem mam się procesować”? Tymczasem w pozwie przeciwko mojej osobie napisano, że oskarżanie King&King „może narazić na utratę zaufania potrzebnego dla prowadzenia działalności wydawniczej.” W telefonicznej rozmowie tłumaczy, że dlatego nie podaje do sądu za oszczerstwa, bo to go, ani ziębi ani grzeje, nie przeszkadza mu w działalności. Dla niego istotne jest jedno, co myślą o mnie władze demokratyczne republiki Konga. I mamy wszystko jasne, ale dlaczego ja, skoro tak twierdził wszystkie oskarżenia były mu obojętne, nagle jestem taki ważny, przecież program Konfrontacja nie ukazuje się w Kongo (Afryka) a w jego TZW Rzeczpospolitej…

Cały czas Żmuda mnie zapewniał… „oczywiście spotkamy się, nie ma problemu…

W tle się pojawia dziennikarz… Rozmawiamy o nim. Pytam Ryszarda Żmude: To nie jest dziwne, że dziennikarz lobbuje w takiej sprawach… Ten odpowiada: Ja panu powiem… zasada w życiu jest taka, że jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze

W dalszej rozmowie grozi prawnikami, procesami i mówi: Nie mamy zwyczaju tłumaczyć się dziennikarzom z tego co robi firma.. Nie będziemy się tłumaczyć Panu, ani Królowi, ani Urbanowi…

Potem znowu rozmowa, o tym dziennikarzu:
- Tak, dał mu mój telefon… - Żmuda potwierdza i dodaje: On zna wielu ludzi interesu… Padają znane nazwiska. Reaguję na trywializację. Pytam:
- Dziennikarz staje się akwizytatorem i to jest normalne?
-Proszę Pana, ja przychodzę i pytam czy Pan wiem, kto mi może napisać dobry artykuł…. I Pan mi mówi, no wie  Pan… może pan Pipczyński…
- I to jest takie normalne, że można pójść do dziennikarza, by napisał „dobry: artykuł?
- No oczywiście, a kogo mam zapytać? Księdza?
- To jest nieetyczne… jeśli chodzi o zasady dziennikarskie…
- Niech pan głupot nie opowiada. Ja szukam rzemieślnika, który by wykonał dobrze zleconą prace. Pan rozumie… I nie uwierzę, że żaden dziennikarz nie zrobił sponsorowanego tekstu… (Śmiech)
- To jest taka norma? – pytam.
- No, oczywiście, proszę Pana, Każdy dziennikarz popełnił to w ten i inny sposób. Ja wiem, że są dziennikarze.
- Są tacy, którzy tego nie robią.
- Ale ja nie wierze i już – podtrzymuje swoje stanowisko Ryszard Żmuda, człowiek, który pragnie władać gazetą w Polsce.

To tylko wyrywane fragmenty rozmowy obrazujące specyficzne podejście do dziennikarstwa, mediów, patriotyzmu jednego z ludzi King&King. Żmuda ujawnia też kilka innych rzeczy, które może niedługo będzie warto upublicznić.

Wymiana sms-ów z owym dziennikarzem pokazuje tylko, że rację mieli ci, którzy uprzedzali, że wkładam kij w mrowisko. Może już przy kolejnej próbie nacisku na mnie, bym się wycofał z tematu, powinienem zareagować publicznie? I opowiedzieć o szantażu, że ukaże się artykuł, w którym podważy się wiarygodność moich programów, filmów, bo moim współpracownikiem jest niby oficer służb (teczkę osobiście widział mój rozmówca). Czyli jestem manipulowany. Niestety nie pokazano mi dowodów. Cel rozmowy miał być prosty – nie ruszaj tego dziennikarza i innych, no, chyba, że z konkurencji.
(3) komentarzy / skomentuj

Kneblowanie ust 24-02-2006 02:23

„Rety!!! Ale skandal!!! Cenzura prewencyjna. Mam nadzieje, że się nie wycofasz?” To jeden z smsów, jako reakcja na wieść, że  do Sądu Rejonowego dla Warszawy Mokotów III Wydział Karny wpłynął akt oskarżenia przeciwko mojej osobie w sparwie z art. 212 paragraf 1 i paragraf 2 kk, za zapowiedź najbliższego  programu „Konfrontacji”. Tak, to niemożliwe, ale jednak. Nie za program, a za samą zapowiedź programu. Ale spólka King&King idzie jeszcze dalej, poza wytoczeniem mi procesu karnego, zwracają się do prezesa TVP Jana Dworaka „ze stanowczym żądaniem nie dopuszczenia do wyemitowania w programie jakichkolwiek informacji dotyczących relacji… itd… Kingi chcą mi zakneblować usta.

Ryszard Żmuda przedstawiciel tej spółki, w czasie rozmów telefonicznych zwodził, przekładał terminy. Nawet nie miał odwagi się spotkać, porozmawiać, wyjaśnić. Ryszard Żmuda chyba naprawdę zbyt długo przebywał w Afryce i tam nauczył się pewnych standardów, jednym z nich jest przekonanie, że każdy dziennikarz jest do kupienia, a jeśli nie, to można go zdzielić po łapach aktem oskarżenia i po sprawie.
(2) komentarzy / skomentuj

Wiernikowska po czterech latach 23-02-2006 01:27

Nie potrafimy się umówić na spotkanie, rozmijamy się z Marią Wiernikowską. Właśnie napisała: „Zrozum, po czterech latach usiadłam wreszcie na montaż tych Klewek i musze coś z tego wydusić. Idzie mozolnie, siedzę po 12 godzin i do końca daleko. Za chwilę wszystkie afery wyjdą na jaw, a ja będę mogła półgębkiem mamrotać "a nie mówiłam?".” Wreszcie… Pomyślałem… Pozwalają Wiernikowskiej skończyć to, co Zieliński na żądanie Szmajdzińskiego zablokował. Szkoda, że tyle lat to trwało… Wiem, jak jej teraz jest trudno uporać się z materią, którą dotknął czas…
(2) komentarzy / skomentuj

Janda i cenzura 22-02-2006 01:07

Krystyna Janda w swoim blogu pisze: „Podobno cenzura wraca, wszelka, i obyczajowa i polityczna, w każdym razie kontrola mediów, ciekawe czy i sztuki... jestem tym żywo zainteresowana z powodu naszego teatru, przed nami dwie chyba "kontrowersyjne" premiery.” I po chwili sama przyznaje się do wpływania na twórców, cenzurowania… Janda pisze:”Przy akceptacji pierwszej wersji tekstu adaptacji Wojcieszka nie pozwoliłam żeby pozytywna, sympatyczna postać mówiła tekst: "Kocham ćpać!", Trochę się wstydziłam ingerując i powoływałam się na uczucia matki, ale było to ode mnie silniejsze, wprowadziłam osobistą cenzurę prosząc realizatorów o uwzględnienie mojej prośby.” Rządowa cenzura, cenzura władzy jest zła, ale cenzura dyrektora, właściciela teatru uchodzi, nie zagraża… sztuce… Takie schizofreniczne podejście do cenzury…
(1) komentarzy / skomentuj

Niewygodne tematy 20-02-2006 23:35

Jestem zmęczony robieniem filmów. Dokumenty rozbebeszyły mnie, żołądek nabawił się nadkwasoty. Na samą myśl o ostatnich miesiącach „Pedofilii” wyciągam z barku butelkę Jacka Danielsa i stawiam na biurku. Ciągnie mnie jednak, by znowu wejść w dokument. Myślę o „Układzie lekowym”, „Dziennikarzach”… „Pedofile 2” miały powstać po zmianie rządu. Ale nowa władza uznała, tak jak poprzednia, że najlepszymi agentami, ludźmi do manipulacji, wykorzystania politycznego są pedofile. Więc pewni panowie nadal będą autorytetami w tym kraju. Kilka tygodni temu napisałem do Jurka Kapuścińskiego,dyrektora programowego TVP Kultura, że zrobiłbym dokument o Annie Bojarskiej, polskiej współczesnej pisarce, jeszcze żyjącej, która wywróciła się po książce, w której dotknęła Michnika i Kuronia….Bojarska to skandal. Jurek, jak zwykle konformistycznie zbył to… Wydawałoby się, że kanał TVP Kultura powinien wnosić ferment, wszczynać dyskusje, a tymczasem jest kulturalnym odpowiednikiem Teleranka. I jeszcze jeden temat „Polski gej”…
(0) komentarzy / skomentuj

Wsadzić do więzienia za prowokacje z autem dla o. Rydzyka 18-02-2006 15:54

Jeśli władza zdelegalizuje prowokacje dziennikarskie, to będzie koniec wolności mediów. I nie chce mi się wierzyć, że u elity rządzącej dzisiaj taki głupi zapis zdobędzie uznanie i będzie wcielony w życie. Gdybym nie użył prowokacji dziennikarskiej nie powstałby filmy „Pedofile” i „Śledczak”. Planuję właśnie prowokacje dziennikarskie przy kolejnych odcinkach programu „Konfrontacja.”

Czytam właśnie doniesienie PAP, który podaje, że „eurodeputowani wybrani z list LPR: Urszula Krupa, Bogdan Pęk, Bogusław Rogalski i Witold Tomczak złożyli wniosek o wszczęcie postępowania karnego w związku z prowokacją dziennika "Fakt" wobec ministra rolnictwa Krzysztofa Jurgiela. Uważają oni, że gazeta znieważyła ministra jako funkcjonariusza publicznego. "Fakt" opisał jak jego dziennikarz podając się za asystenta o. Rydzyka poprosił telefonicznie Jurgiela o użyczenie duchownemu samochodu, gdyż jego samochód zepsuł się. Minister zgodził się i wysłał służbowe auto na wskazane miejsce w Warszawie.”

Myślę, że dużo trzeba mieć w sobie pychy, braku krytycyzmu, przekonania, że się reprezentuje państwo, społeczeństwo, by autorytatywnie napisać, że prowadzi to do „gwałtownej erozji autorytetu państwa i osłabienia kluczowych urzędów oraz bezkarnego atakowania instytucji publicznych. Nie da się odbudować państwa bez racjonalnej ochrony rządu i instytucji państwowych.”


Świadomie wymienię ponownie imiona i nazwiska eurodeputowanych, by się utrwaliły w świadomości, na kogo nie warto na przyszłość głosować, kogo należałoby bojkotować. Pani Urszulo Krupo, Bogdanie Pęku, Bogusławie Rogalski i Witoldzie Tomczyk chcieć ścigać karnie za to, że dziennikarz pokazał, iż minister rolnictwa nie rozumie funkcji, jaką pełni w państwie, że po prostu do niej niedorósł, chyba, że pod płaszczykiem ministerstwa rolnictwa działa firma taksówkowa, o czym nie poinformowano, świadczy o tym, że nie rozumiecie, czym jest demokracja i kontrola nad władzą. Rozumiem, że obawiacie się, iż jakiś dziennikarz za pomocą dziennikarskiej prowokacji przebije Wasz nadmuchany balon wielkości i doskonałości.

Przypomina mi to sytuację, kiedy to po mojej kolejnej wizycie w Sejmie RP zakazano mi wchodzenia z ekipą „Nakręconej nocy” na Wiejską, bo ośmieszam majestat posłów, krótko mówiąc robię z nich głupków.
(2) komentarzy / skomentuj

Plaga porwań 15-02-2006 21:13

Historia porwania Krzysztofa Olewnika liczy już blisko pięć lat i pokazuje, że nie jesteśmy przygotowani na walkę z porwaniami. A to porwania stały się ostatnio najbardziej dochodowym i bezpiecznym interesem świata przestępczego. Tak, bezpiecznym, bo bezkarnym.
Półtora roku temu ustalony został mężczyzna, który dzwonił do rodziny Olewników w imieniu porywaczy. Ponad 2 lata znana jest osoba, która podkładała listy z żądaniem okupu. Rodzina Olewników nie otrzymała policyjnego negocjatora. Sama zakupiła sprzęt do nagrywania rozmów i przekazywała kopie nagrań policji i prokuraturze. Akcja przekazania okupu (350.000 euro) nie była monitorowana ani zabezpieczona, pomimo, że policja wiedziała o tym 24 godziny wcześniej. Jakby przykładów niedociągnięć policji i prokuratury było mało w tej sprawie, to na koniec skradziono akta prokuratorskie porwania Krzysztofa Olewnika.
Ale to nie jedyny dramat jaki spotkał rodzinę. Stała się ona przysłowiowym jeleniem do skrojenia. Wyłudzono od niej setki tysięcy złotych za informacje, za pomoc w odnalezieniu Krzysztofa. Pisanie skarg, wniosków, apeli do władz przez wiele lat nie przynosiło efektów. Dopiero ostatnio coś drgnęło w sprawie i zaczyna się mówić o pociągnięciu do odpowiedzialności winnych tego skandalicznego śledztwa.
Sławek Świerzyński, lider zespołu Bayer Full, któremu także porwano syna, ale na szczęście odzyskał go po 48 godzinach, dzięki udanej akcji policji, po chwilowej radości doznał szoku. Oto sąd z braku wystarczających dowodów wypuścił na wolność osobę, którą syn Świerzyńskiego wskazał jako porywacza. Powód? Nieudolne postępowanie prokuratorskie, które nie wykorzystało wszystkich możliwości dowodowych.  Świerzyński wyznaje, że  nikt nie może się w Polsce czuć bezpiecznie. Jego znajomi otaczają się murami, instalują alarmy, wynajmują firmy ochroniarskie. Posyłanie dzieci do szkoły staje się takim stresem dla rodziców, że zapisują do szkoły pod fikcyjnymi nazwiskami.
Wszyscy moi rozmówcy mówią, że mamy plagę porwań, która będzie narastać. Przedstawiają smutny obraz służb, które nie chcą zauważyć tego problemu. Nie ma centralnej komórki w komendzie głównej policji zajmującej się porwaniami. Tymczasem koordynacja wszelkich śledztw, informacji dotyczących porwań i porywaczy jest niezbędna do walki z nową przestępczą plagą.
Sławek Świerzyński na bramie swego domu wywiesił tablicę, w której przestrzega:, „Jeśli nie pogryzie cię pies, to ja ciebie zastrzelę.”  Czyżby każdy z nas powinien pójść jego śladem?

Felieton opublikowany na łamach dziennika "Metropol"


(0) komentarzy / skomentuj

Walendziak, pierwszy ideolog IV RP 11-02-2006 01:57

Walendziak, pierwszy ideolog IV RP. Tytuł artykułu Pawła Smoleńskiego w Gazecie wzbudził moje zdziwienie. Próba ratowania Walendziaka? Jak mógł powstać tekst, który nie uwzględnia obecnego stanu rzeczy? Walendziak został zmarginalizowany. On i jego ludzie będą wycięci w pień. I nie chce mi się wierzyć, że dziennikarz piszący taki artykuł nie usłyszał tego od swoich rozmówców. Z kim w taki razie rozmawiał? Na Woronicza 17 każdy już wie, że to kres jego dni, póki Kaczyńscy będą rządzić. Ale nie autor artykułu.
(0) komentarzy / skomentuj

Karykatura Gaudena 06-02-2006 23:51

Każde spotkanie zaczyna się od wyrażenie zdziwienia publikacją karykatury Mahometa przez Rzeczpospolitą. Wzruszam ramionami i pytam, czy dziennikarze Rzepy ogłosili bojkot władz swego dziennika za bezmyślność, brak tolerancji? Nie… No, chyba,  że jutro obejrzę karykaturę gwiazdy Dawida, Matki Boskiej, Chrystusa, Jana Pawła II. Ale nie obejrzę. Przeczytam kolejne śmieszne wykręty Gaudena uzasadniające jego głupi postępek.
(0) komentarzy / skomentuj

Czas dojrzewania nowej afery 06-02-2006 17:06

Były wiceminister Janusz Zemke wylądował w zakładzie psychiatrycznym, Jerzy Szmajdziński wyprzedaje majątek, to plotki, które powtarzane są wśród dziennikarzy śledczych. Czy znowu czas pokaże, że plotki staną się prawdą? Czy musi dojrzeć sytuacja, by wreszcie otwartym tekstem napisać, przed czym ucieka była władza Ministerstwa Obrony Narodowej? Czego się obawia? Kogo? Właściwie każda medialna afera przez kilka tygodni, czasami miesięcy, dojrzewa w kawiarniach przy pl. Trzech Krzyży i redakcjach, aż wreszcie wybucha jako news. Zazwyczaj jakaś niewidzialna siła decyduje, a teraz to ujawniamy. Ta niewidzialna siła ma mało wspólnego z przejrzystością mediów.
(0) komentarzy / skomentuj

Bojkot w sejmie 03-02-2006 17:47

Nie wierzę w solidarność dziennikarską. Pojęcie solidarności w medialnym świecie nie istnieje. Ta nigdy nie miała i nie będzie miała miejsca. Taka już natura ludzi mediów. Nadużywa się w tym wypadku słowa „wolność mediów”, bo gdy co jakiś czas ktoś z nas ma problem z cenzurą, trzaskaniem drzwiami przed nosem, karaniem za niezależność opinii, to koledzy, stowarzyszenia milczą. Nie znam większych konformistów niż ludzie mediów.
(0) komentarzy / skomentuj

Maleszka górą 31-01-2006 12:08

Igor Janke w swoim blogu zwraca uwagę na fakt, który jakoś ginie przeciwnikom lustracji, otwarcia archiwów IPN. Janke pisze: „Maleszka był bardzo bliskim przyjacielem Wildsteina. Przez lata na niego donosił. Komunizm się skończył. Szesnaście lat po jego upadku Wildstein walcząc o ujawnienie materiałów SB najpierw został brutalnie zaatakowany przez „Gazetę Wyborczą”, potem stracił pracę w „Rzeczpospolitej”, teraz ma proces. Maleszka, choć poważnie zdegradowany, dalej pracuje w „Gazecie””.
(0) komentarzy / skomentuj

Tragedia w Katowicach 29-01-2006 11:12

Tragedia w Katowicach. Rozmawiam  z jednym z decydentów: - „Nie rób teraz o tym programu, jeszcze nie teraz. Tragedia byłaby wieksza, gdyby to wydarzyło się gdzie indziej, na przykład w Grudziądzu, a nie na Śląsku, gdzie pod reką są górnicze ekipy ratunkowe, szpitale…”. W telewizorach propaganda sukcesu, jeśli chodzi o akcję ratowniczą. Podkreśla się jej sprawny przebieg, zaangażowanie i profesjonalizm ratowników. Nie ma jeszcze zarzutów, że wraz z ta katastrofą państwo poległo. Brak właściwego nadzoru budowlanego, lekceważenie zasad eksploatacji, przepisów, itd… Co by się wydarzyło, gdyby nagle inspektorzy budowlani, specjalistyczne służby, uczciwie skontrolowały budynki w Polsce?
(0) komentarzy / skomentuj

Stabilizator myślowy 26-01-2006 17:51

Nie zezwalam na rozpowszechnianie moich danych osobowych, do momentu wyrażenia osobistej zgody. Nazywam się… Moja sprawa, choć bardzo trudna wymaga udziału konwersacji osoby kompetentnej do tego rodzaju wydarzenia.I mimo tego, że bariera wydaje się trudna do przekroczenia, a sprawa bardzo poważna. To myślę, że przy udziale osoby z profesjonalnym podejściem może okazać się prosta. A wymiar finału, z jakim nie miałem przyjemności się zetknąć,okaże się wzajemną korzyścią. Ponieważ sprawę mam z góry wygraną, a problem leży w chwilowej bezradności, w jakiej obecnie się odnajduję. Mianowicie w Anglii odkryłem implant dentystycznie wszczepiony, pochodzenia wojskowego, który przedstawiam na zdjęciu rentgena. Zdjęcie jest oryginalne te, które przedstawiam pochodzi z prywatnego ośrodka stomatologicznego mieszczącego się w... W pojedynkę trudno jest mi uzyskać pomoc. Tym bardziej, że moje wielokrotne próby korespondencyjnie z powiadomieniem, przedstawicieli praw człowieka do 20.012006r zostawały wygenerowana z Wirtualnej Polski. A w proceder są zamieszane osoby odgrywające znaczącą rolę Państwową. A nawet przez sekretarkę Rzecznika Praw Obywatelskich zostałem początkowo zbyty i oszukany. Są na to dowody, wciąż mam aktywny implant w zębie i od 20.01.2006r czekam najdalej dwa miesiące na odpowiedz od Rzecznika Praw Obywatelskich czy moja prośba o pomoc zostanie rozpatrzona. To skandal! Wyczerpałem wszystkie swoje możliwości, udowodnienia właściwości owego stabilizatora myślowego. Proszę o kontakt i pomoc w jakimkolwiek wymiarze będzie mile widziana. Gwarantuję pomyślne rozwiązanie problemu, a zainteresowanie się sprawą, okaże się dziennikarskim sukcesem jak i powodzeniem od strony kolegów i koleżanek po fachu. Z góry dziękuję za poświęcony mi czas. Mam nadzieję, że sprawę przekazałem pod właściwy adres i współpraca, jeżeli pan jest zainteresowany okaże się bardzo owocna.

(1) komentarzy / skomentuj

Postanowienia noworoczne Anny Bojarskiej 20-01-2006 18:40

Anna w swoim blogu zamiesciła postanowienia noworoczne:

1.      Odmuzułmanić się.

2.       Pracować. Codziennie.

3.      Nie zaniedbywać strony.

4.      Nie pisać więcej po polsku, to bez szans.

5.      Zmienić wreszcie nazwisko i – daj Boże – imię.

6.      Nabrać stanowczej asertywności. Na początek, np, zwolnić sprzątaczkę, która jest niechlujna, agresywna, i kradnie, co jej w ręce wpadnie: od grilla do kuchenki mikrofalowej po nożyczki do cieniowania włosów.

7.      Zadbać trochę o dom. Porządki w książkach i papierach (niewykonalne, ale postaram się).

8.      Być od czasu do czasu, choć przez chwilę, szczęśliwą.

(0) komentarzy / skomentuj

Medialna sitwa 17-01-2006 10:20

Dwa miesiące leżała u mnie książka byłego ministra zdrowia, profesora medycyny, Mariusza Łapińskiego „Walka z sitwą”. Wydana został przez samego autora, by jak mówi pokazać swoją prawdę. Nie chciało mi się do niej zaglądać, bo w głowie miałem wbite przez media oceny – facet jest niewiarygodny, gdzieś wyśmiano tę książkę wprost jako bajdurzenie skompromitowanego polityka. Tymczasem od kiedy wszedłem  w „układ lekowy”, realizując o tym program „Konfrontacja” zacząłem natrafiać na  fakty, które w innym świetle pokazują „gracza Łapińskiego.” Przy tym kreowane dotąd przez media białe postacie, okazywały się  mieć coś na sumieniu. Kiedy przed drugą częścią programu „układ lekowy” na dwie godziny przed drukiem wyleciał tekst zapowiadający emisję „Konfrontacji”, opisujący jedną z sitw w farmacji, zaświtała mi myśl, a może wysłuchać Mariusza Łapińskiego. Zażyć wcześniej jakieś środki zabezpieczające, by zaraza nie przeszła i poświęcić kilka godzin na lekturę. Potem się będę mógł przecież zdezynfekować alkoholem.

Po lekturze, kilka faktów z książki potwierdziło się z moimi niezależnymi ustaleniami. Dlaczego więc zrobiono z niego wariata? Skoro wierzy się świadkowi koronnemu ps. Masa, czemu nie uwierzyć Łapińskiemu? Przynajmniej w jakieś części może mówić prawdę. Doszedłem jednak do smutnego wniosku, że w wyjaśnieniu o co chodzi w sprawie Łapińskiego, najmniej zainteresowane są media. Skutecznie klinczują je grupy PR-owców, lobbystów i dziennikarzy, którzy w tej sprawie, jak i innych związanych z układem lekowym, popełnili grzech brania pieniędzy w zamian za nieczyste działania i brudne teksty. Rocznie firmy farmaceutyczne przeznaczają ok. 800 mln. zł na reklamę i PR, a wiec tyle ile ostatnio brakowało by dofinansować lekarzy rodzinnych. Łapiński pisze: „Jak tylko ogłosiłem, że biorę się za listę leków refundowanych zgłosili się do mnie dziennikarze, twierdząc, że przedstawiciele firm farmaceutycznych poszukują dziennikarzy, którzy wzięliby się za mnie. (…) Spotkałem się niedawno z szefem jednej z najskuteczniejszych firm od czarnego PR-u w kraju. Rozmawialiśmy o jednym dziennikarzu, który pisał artykuły atakujące moją osobę. Z 600 tys. złotych, które otrzymał za artykuły, za 300 tys. kupił sobie mieszkanie.” Od siebie mogę dodać, że działo się to za pośrednictwem lobbysty Marka Dochnala. O korumpowaniu dziennikarzy, czarnym PR, wspominali mi także wrogowie Łapińskiego. Jeśli to prawda co pisze w swej książce, to media czeka taki sam pogrom  jak po aferze Rywina SLD.

Felieton ukaże się  18 stycznia na łamach dziennika Metropol. Wkrótce program Konfrontacji poświęcony korupcji i agenturze w mediach.
(0) komentarzy / skomentuj
Zobacz również ...


menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Film dokumentalny, Produkcja Program II TVP & TPS Studio Filmowe, czas 64 minut; produkcja 2002 rok.
Nagroda: Najlepszy Polski film dokumentalny Festiwalu Filmowego w Kazimierzu nad Wisłą 2002.


Śledczak Kamilianie Gwiazdor Pedofile
Nakręceni Pub 700 Klatka To my, Rugbiści
powered by Admin.Starla v3 CMS