menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Demokracja barbarzyńców 30-12-2006 20:45
Po przebudzeniu chwytam pilota. Włączam telewizor. Mężczyźni w kominiarkach wkładają na szyję Saddama Husajna pętle z grubego sznura. Dlaczego ci kaci nie mają odwagi pokazać swoich twarzy?  Teraz media przez kilkadziesiąt godzin będą żywić się obrazem mordowania człowieka. Wiadomo, drań, bandzior, ale trudno spokojnie patrzeć jak w imię sprawiedliwości pozbawia się życia. Zresztą o jakiej sprawiedliwości można mówić po procesie przypominającym farsę? To wybiórcza sprawiedliwość. Saddam po dokonaniu zbrodni, za którą został teraz skazany, przez wiele po niej był partnerem do rozmów z Amerykanami. Ramsfeld w czasie swojej wizyty uśmiechał się do niego i ani słowem się nie zająknął na ten temat. Teraz George Bush coś bełkocze, że powieszenie Saddama to krok milowy irackiej demokracji. O jakiej on mówi demokracji? Tej wprowadzanej barbarzyńskimi metodami? Dość. Wyłączam telewizor. Przez cały dzień w domu nie ma włączonych informacji.

(16) komentarzy / skomentuj

18 rocznica sukcesu śledczych 29-12-2006 15:18
Po raz 18 przedłużono śledztwo w sprawie zabójstwa w 1998 roku byłego szefa policji gen. Marka Papały. To rekord śledztwa, którego jeszcze kilka miesięcy temu, w związku z postępowaniem ekstradycyjnym Edwarda Mazura, niektórzy komentujący dziennikarze, politycy, uznali za śledztwo uwieńczone sukcesem.  Powstały artykuły wychwalające pod niebiosa ekipę śledczą. Nikt nie zadawał trudnych pytań prokuratorom i policjantom zajmującym się sprawą.

Ile jeszcze ma być takich rocznic, by ktoś serio zapytał o efekty dochodzenia potwierdzone wyrokami sądowymi. Może zamiast fiestowania usłyszelibyśmy odpowiedź na pytania: Dlaczego zginął generał Papała? Kto go zabił? Kto zlecił zabójstwo?

(4) komentarzy / skomentuj

Czy w wojsku nadal malują trawę? 29-12-2006 10:06
Natrafiłem na wpis w blogu Roberta Chojnackiego, członka zespołu De Mono, a w nim można przeczytać historyjkę, która pokazuje, że w wojsku czasy malowania trawy na zielono nie minęły. Dla nie wiedzących o co chodzi, przypomnę obyczaj polegający na tym, że w jednostkach wojskowych przed wizytami ważnych dygnitarzami robiono generalne porządki, czasami nawet malowano trawę na zielono tak jak to miało miejsce w latach osiemdziesiątych podczas wizyty generała Wojciecha Jaruzelskiego w jednostce wojskowej w Elblągu.

Zmieniają się systemy, rządy, a w wojsku wszystko po staremu. Media rozdzierają szaty nad wykorzystywaniem policjantów jako taksówkarzy i posłańców z kanapkami, niech zajrzą do koszar. Każda jednostka wojskowa to folwark mniej lub bardziej rozgarniętego, mniej lub bardziej pijącego dowódcy. Testy sprawnościowe ministra Sikorskiego nie zmienią menalności kadry wojskowej. Jeden z wojskowych powiedział mi, że "każdego cywila, czy to prezydent, czy minister, generałowie uziemiają salutowaniem, celebrą, dupowłaztwem. Sikorski tak jak wszyscy także jest łasy na to.”

Robert Chojnacki pisze: „Lecimy do Sochaczewa tam jest lotnisko wojskowe, może damy radę jakoś wylądować. (…)Poruszając się coraz wolniej i tracąc wysokość po kilku minutach w oddali dostrzegliśmy wąski pas lotniska (...) - Zaaresztują nas zobaczysz Stasio warknął sam do siebie - ale nie było już wyjścia. Jakież było nasze zdziwienie gdy podchodząc do lądowania zauważyliśmy kręcące się po pasie samochody z zimowej szkoły jazdy, takich jakich teraz pełno się porobiło (...)

Ostatecznie wszystko się udało i ku zdumieniu wszystkich uczących się przelecieliśmy lotem ślizgowym nad ich głowami, po czym miękko wylądowaliśmy na pasie. Po wyjściu z samolotu wytłumaczyliśmy krótko przyczynę naszej niespodziewanej wizyty i udaliśmy się do namiotu na herbatkę. Po ok.20 min. przyjechał do nas ,widocznie na zwiady samochód z napisem ŻW w celu uzyskania wyjaśnień o tajemniczym lądowaniu niezidentyfikowanego statku powietrznego. Dalej było już nieco "żwawiej" bo zdarzenia następowały w iście "ekspresowym tempie", tj. po następnych 20 min. Przyjechał kolejny samochód który w asyście uzbrojonych po zęby żołnierzy odeskortował nas do sztabu jednostki na przesłuchanie. Jednym słowem było tak jak przewidywał Stasio. Już na miejscu oznajmiono nam , że jesteśmy zatrzymani ponieważ wtargnęliśmy bezprawnie na teren lotniska, i bez pozwolenia z wieży wylądowaliśmy na terenie jednostki wojskowej. Po prostu kula w łeb i już !!! Oczami wyobraźni widziałem siebie skutego kajdanami w stosownym pasiaku jak dużą szczotą ryżową czyszczę za karę na mokro kilkukilometrowy pas startowy i tak codziennie w deszcz i upał do końca mojego marnego żywota

Patrzyłem na to wszystko myśląc - Gdzie ja jestem? Co ja tutaj robię? - To tak jakbym cofnął się w czasie do okresu wczesnego Gierka i Jaruzelskiego. Koniec świata. Nie pomagały żadne nasze tłumaczenia, że samolot miał awarię, że byśmy się pozabijali, że to i owo. Sytuacja robiła się nie ciekawa i tylko cud jakiś mógł nas wybawić z tej opresji. Tym cudem jak się później okazało była i to w całej swojej rozciągłości panna Krysia , sekretarka dowódcy, która akurat wniosła do gabinetu małą kawę dla swojego szefa. Kątem oka spojrzała na nas i widocznie rozpoznała moje skruszone oblicze stojące gdzieś w kącie pod ścianą, bo już za chwilę wyciągnęła z gabinetu dowódcę wraz z jego ordynansami i nie było ich jakąś dłuższą chwilę. Po pewnym czasie całe Towarzystwo wróciło do pokoju a na ich twarzach malował się tajemniczy uśmieszek. Pan Dowódca nieśmiało zagadnął: To Pan to ten śpiewak, czy jak tam? a ja na to , że tak dajmy na to, czy coś w tym stylu. Na to Pan Dowódca: A to bardzo przepraszam Szanownych Panów za poniesione straty moralne, bo widocznie zaszło małe nieporozumienie towarzyskie itp.

(…)Od tego momentu nasza rozmowa przyjęła bardzo pozytywny, wręcz towarzyski charakter. Pan Dowódca jednym telefonem błyskawicznie załatwił odholowanie samolotu do pierwszego wolnego hangaru i ogólnie rzecz biorąc zrobiło się bardzo miło i sympatycznie. Na kolejnym etapie naszej już jakże miłej pogawędki przeleciał błyskawicznie do zupełnie innych, jakże istotnych dla strategii i obronności założeń i tematów stawiając zasadnicze pytanie o fundamentalnym wprost znaczeniu dla naszej wspólnej przyszłości... To czego się napijemy Panowie? czysta czy kolorowa? Jeżeli chodzi o mnie to zawsze czysta, a najchętniej w postaci nisko skondensowanego 42% syropu ziemniaczanego z nalepką LUKSUSOWA na opakowaniu zbiorczym, tj. szklanym. O całym późniejszym Grand Finall nawet nie wspomnę, bo to akurat objęte jest klauzulą "Ściśle Tajne". Reszty zasadniczo też już nie pamiętam, a Wy możecie jedynie się tego domyślać”
(1) komentarzy / skomentuj

O pryszczatych 28-12-2006 21:59
Mama wróciła ze szpitala do domu. Kuracja antybiotykowa zakończona, więc można spokojnie pić Cuba Libre. Wczoraj w rozmowie z Piotrem Pytlakowskim ten porównał dzisiejszych dziennikarzy stojących w jednej linii z rządzącymi, gotowymi do wsparcia słowem pisanym i mówionym, do „pryszczatychi”. Tak w latach pięćdziesiątych nazywano dziennikarzy „wspierających władzę.”  Wymieniliśmy nazwiska obecnych pryszczatych, zebrała się niezła dziennikarska śmietanka.

Właściwie przestałem oglądać informacje w telewizji. Na chwilę dzisiaj włączyłem „Kropkę nad i”. Ludwik Dorn z niechęcią wyznał Monice Olejnik, że ma uczucie dyskomfortu z zasiadania w rządzie razem z Andrzejem Lepperem. Pragmatyzm polityka jest jednak ważniejszy. I słusznie. Opozycja, która dzisiaj krzyczy sama dla utrzymania władzy weszłaby w konszachty z Lepperem. Dorna można czasami polubić za szczerość. W polityce nie ma przecież moralności. Ta występuje wyłącznie w spotach wyborczych.

(3) komentarzy / skomentuj

Wigilijne opowieści o zatrzymaniu organizatorów przemytu 28-12-2006 13:47
„Polscy policjanci we współpracy ze szwedzkimi organami ścigania udaremnili przemyt 1,5 tony kokainy z Ameryki Południowej do Polski (…) o czarnorynkowej wartości 300 milionów zł. To największa udaremniona próba przemytu kokainy do Polski.

Sprawa miała swój początek na początku grudnia w Goeteborgu, gdzie Szwedzi znaleźli i zabezpieczyli 1360 kg kokainy. Szwedzcy i polscy funkcjonariusze ustalili, że narkotyki miały trafić do Polski. Do Polski popłyneły jednak nie narkotyki, a podstawiona przez policjantów substancja. (…) Wspólne śledztwo policjantów Centralnego Biura Śledczego, Komendy Wojewózkij Policji i Prokuratury Okręgowej w Szczecinie doprowadziło do zatrzymania organizatorów przemytu.” Tyle komunikat prasowy KGP. Czyli sukces. Ale czy na pewno i jeśli jest, to czyj tak naprawdę?

Funkcjonariusz zajmujący się sprwami narkotyków  zwraca mi uwagę na kompeltny brak zufania do polskich służb. Inaczej by pozwolono na kontrolę tej przesyłki i nikt by się nie bawił w podmianę na mąkę. „Kokę zatrzymano, ale już nigdy nie dowiemy się gdzie miała iść.” Podważa też fakt, że polskie służby i prokuratura zatrzymali organizatorów przemytu. „Zatrzymano polskiego słupa i kontrolera z meksyku. Wedzą ile wiedzą, czyli nie wiele. Dlatego płonne są nadzieje prokuratory, że poznamy w tej sytuacji osoby naprawdę stojące za tym przerzutem. Nawet gdyby Meksykanin zdecydował się być świadkiem koronnym.

Tyle koki to jest ilość niespotykana, nie wystarczy kupić kokę, trzeba ją też sprzedać. Za tym przerzutem musiał stać ktoś naprawdę gruby a nie jakić Meksykanin i polski budowlaniec.”

Mój rozmówca powątpiewa, że w tej sprawie w ogóle wzięto zakładników, o czym dzisiaj donoszą media. „Owszem Kozina załatwił taką możliwość Polakom, ale taka ilość  stoi poza możliwościami polskich grup przestępczych. To był dil na Europę, oraganizowany przez świat a nie przez Polaków. Polska to był zawsze kraj tranzytowy, ze zmiennym systemem rozpowadzania.”

http://www.policja.pl/portal/pol/1/4963/
http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34317,3816120.html
(2) komentarzy / skomentuj

Czy w sprawie Gudzowatego chodzi o prawdę? 27-12-2006 22:38
Praktycznie bez echa przeszła dzisiejsza informacja, że prokuratura postawiła zarzut płatnej protekcji Tadeuszowi Jacewiczowi. Wkrótce usłyszeć ma go Lech Jaworowicz. Obaj mieli nakłaniać Aleksandra Gudzowatego do wręczenia łapówki synowi Leszka Millera. Tymczasem dzisiaj w mediach ważniejszą wiadomością była sprawa ankiety Giertycha. I kolejny odprysk kanapkowy Surmacza. A wiec tematy, które nie mają takiej rangi jak ten. To pryszcze przy tym. W sprawie pojawia się przecież nazwisko ówczesnego premiera rządu RP.

Wokół sprawy Aleksandra Gudzowatego trwa dziwna gra. Toczy się powoli, niemal w cieniu. Media są jakby niechętne w nagłaśnianiu sprawy. A jeśli się to dzieje, to jakby półgębkiem. Można także zapytać, dlaczego mając do wyboru kolekcję taśm Gudzowatego, tak naprawdę poznaliśmy zapis mało znaczących taśmy z zapisem nagrań rozmowy Gudzowatego z Michnikiem, a nie z żądaniem łapówki od Gudzowatego? Pojawiły się tylko prasowe artykuły.

Jeden z moich rozmówców uważa, że mediom nie zależy na uwiarygodnianiu Gudzowatego. Dlatego dzisiaj ważniejsza była chęć liczenia uczennic w ciąży przez Romana Giertycha. Dlaczego nie zależy? Bo to miałoby godzić w Michnika, Gazetę Wyborczą. Może coś jest na rzeczy, ale nijak nie mogę się zgodzić z tym, że sprawa płatnej protekcji oznacza uwiarygodnienie się Gudzowatego. Gudzowaty w tej sprawie też nie działa przejrzyście. I najważniejsze, kto naprawdę wierzy, że Gudzowaty to święty polskiego biznesu?

Prokuratura, która jakby mogła to do ostatniego dnia trzymałaby w więzieniu Lwa Rywina, w tej sprawie wydaje się być miękka. Porównajmy to z działaniem w innych sprawach o charakterze korupcyjnym. Prokuratura tym razem nie zatrzymuje podejrzanych przy pomocy brygad antyterrorystycznych w asyście kamer. Nie organizuje konferencji prasowych. Zgada się na kaucje. A przecież zeznania Jana Bisztygi, Aleksandra Gudzowatego i zapis nagrania wydają się być twardymi dowodami.

Inny mój rozmówca, bliski współpracownik Aleksandra Gudzowatego, wspomniał, że w ogóle prokuratura nie zajęłaby się sprawą, gdyby nie interwencja jednego z byłych polityków. Kto ma teraz interweniować, byśmy poznali kolejną warstwę sprawy Gudzowatego? Sam zainteresowany Aleksander Gudzowaty też przycichł. Czy ktoś z dziennikarzy prowadzi śledztwo dziennikarskie w tej sprawie? O co w ogóle chodzi w sprawie Gudzowatego? Czyj interes jest teraz ważniejszy? Gudzowatego? Millera? Tej czy innej grupy polityków? Czy na pewno w sprawie Gudzowatego chodzi o prawdę?
(5) komentarzy / skomentuj

I po świętach 26-12-2006 18:50
O północy mama trafiła do szpitala. Dowiedziałem się o tym już po nocnej nerwówce siostry. Miałem wyłączone i wyciszone telefony. Rozmawiam z obolałem mamą podpiętą pod kroplówkę. Głos wycieńczony. Zastanawiam się czy wsiadać w samochód i gnać do Elbląga, ale w czym ja mam teraz pomóc? Mama musi przede wszystkim spać. Rozmawiam z lekarzami. Jutro będzie wiadomo, kiedy wykonają zabieg. Wieczorem będzie wiecej niż zazwyczaj Cuba Libry. Może lepiej już odstawić antybiotyk.


(3) komentarzy / skomentuj

Na skróty 25-12-2006 00:15
Na kilka dni przed świętami dopada mnie choroba. W czasie spotkania z Mariuszem Łapińskiemu, dzień po jego konfrontacji z Aleksandrem Kwaśniewskim, wypisuje mi antybiotyk, co prawda ma inną specjalizację, ale też jest lekarzem, recepty miał przy sobie. W zamian za poradę medyczną dostaje ode mnie przeczytaną książkę Ziemkiewicza  „Michnikowszczyzna”. Niech idzie dalej, drugi raz jej przecież czytać nie będę. Łapiński z Ziemkiewiczem mają podobne poglądy, co wielu może zaskoczyć. Kuracja idzie po woli. Może dlatego, że teraz krzyżuję Cuba Libre z lekiem. A może powinienem pójść do specjalisty. Tony Benett przyśpiewuje. Wszyscy zmęczeni Wigilią poszli spać. Jeszcze dochodzą jakieś zabłąkane smsy z życzeniami. W skrzynce odbiorczej jest już ich 256. Smsy, e-maile, ani jednej kartki w tym roku. Na skróty zawsze szybciej.

(5) komentarzy / skomentuj

Ciche odejście 19-12-2006 00:40
Jeszcze kilkanaście dni temu rozmawiałem z Witkiem Gadowskim. Spotkaliśmy się przypadkowo na dworcu kolejowym. Wspominał o pracy nad kolejnym sledczym filmem. Ostatni zrobił wraz z Jarosławem Jabrzykiem, Przemysławem Wojciechowskim o aferze związanej z prywatyzacją PZU. Tym razem „o gazie”. Kilka dni temu słyszę, że został dyrektorem ośrodka TVP w Krakowie. Rzucił wszystko w cholerę. Niemożliwe. Chwytam za telefon. Wysyłam smsa z pytaniem. Potwierdza. Właściwie, czemu byłem zaskoczony? Sam mam to ochotę rzucić. Rozmawiałem niedawno z kilkoma osobami, które już to zrobiły, albo są bliskie tego. Wzniosłe gadanie o dziennikarstwie śledczym, jego roli, sile, misji. Przybywa tylko wrogów, marne poczucie bezpieczeństwa dla siebie i rodziny. Tapla się człowiek w bagnie. Ciągła szarpanina. Paskudny rodzaj dziennikarstwa, dokumentu, reportażu. Więcej dajesz, niż uzyskujesz.

(5) komentarzy / skomentuj

Mataczenie śledztwem 18-12-2006 22:05
Były kłamstwa, teraz słyszymy o zacieraniu śladów w śledztwie. Zapis wideo, na którym zarejestrowano urzędników MSWIA i policjantów bawiących się w warszawskim klubie został skasowany. A podobno wszystko miało być wyjaśnione. Czy policja, prokuratura dojdzie, kto stał za mataczeniem śledztwa? Gdyby nie dotyczyło to urzędników MSWiA i policji, dawno byłby areszty. Są równi i równiejsi. Faktem jest tylko śmierć dwójki policjantów odwożących rozklekotanym radiowozem dygnitarza MSWiA. Resztę da się zmanipulować. Przy coraz wieszej bierności mediów w tej sprawie.

(3) komentarzy / skomentuj

Chłopaki uzdrawiają piłkę nożną 18-12-2006 20:30
Pretendent na uzdrowiciela polskiej piłki nożnej Ryszard Czarnecki pisze w swoim blogu: „Sobota wieczór - obchody 50-lecia tygodnika "Piłka Nożna". Długa rozmowa z Listkiewiczem. Boniek mówi do mnie, że za wcześnie wystartowałem z kampanią wyborczą na prezesa PZPN - mam inne zdanie. Pogadaliśmy we trójkę: Listek, Zibi i ja. Boniek jest za zjazdem PZPN w 2008 roku - ja optuję za terminem rok wcześniejszym, Listkiewicz tak samo. Tłumaczę Zbyszkowi, że skoro obecny prezes PZPN obiecał zjazd w tym roku - to słowa trzeba dotrzymać. Boniek na to: "no i co z tego, że tak powiedział. Ty, ja i Michał mówiliśmy różne rzeczy - i co?"

(2) komentarzy / skomentuj

Sprawa Szeremietiewa: Farmus uniewinniony z zarzutu korupcji 18-12-2006 11:33
„Na 2 i pół roku więzienia za ujawnienie tajnych informacji skazał w poniedziałek Sąd Rejonowy w Warszawie Zbigniewa Farmusa, b. asystenta wiceszefa MON Romualda Szeremietiewa. Jednocześnie sąd uniewinnił Farmusa od zarzutu korupcji. Przypomnę, że właśnie media zarzuciły żądanie łapówek od zagranicznych koncernów zbrojeniowych. W rozmowach Farmus powoływać się miał na swego szefa. Słucham komentarza na gorąco sprzed sądu w TVN24. Dziennikarka mówi o licznych wątpliwościach jakie były w związku z tą sprawą. Jakoś ich w szeroko dostępnych mediach do emisji programu „Konfrontacja” i artykułu Piotra Pytlakowskiego w „Polityce” nie artykułowano.
 
Przypomnę. „Były wiceminister obrony Romuald Szeremietiew zniknął ze sceny politycznej w 2001 roku. Najpierw artykuł w gazecie, potem szukanie dowodów. Dopiero po dwóch latach zarzuty, a po czterech proces opatrzony klauzulą tajności. Od 5 lat Szeremietiew jest bez wyroku, ale w oczach opinii publicznej już został skazany.”

Stanisław Remuszko wyjawił na portalu Prawice.net, że bezskutecznie próbował opublikować artykuł o sprawie Szeremietiewa – „Dług honorowy”. Zamieszczenia tego tekstu odmówiły następujące dzienniki: „Fakt”, „Gazeta Wyborcza”, „Nasz Dziennik”, „Nowy Dzień”, „Rzeczpospolita”, „Super Express”, „Trybuna” i „Życie Warszawy”, oraz tygodniki: „Gazeta Polska”, „Głos”, „Nasza Polska”, „Newsweek”, „Ozon”, „Polityka”, „Przegląd”, „Przekrój”, „Tygodnik Powszechny”, „Tygodnik Solidarność” i „Wprost”.

Po emisji programu „Konfrontacja” (22.03.2006) na łamach rzeczpospolitej ukazał się tekst Małgorzaty Soleckiej, kierownika działu krajowego "Rzeczpospolitej" zatytułowany „Naruszone prawo”  wzywający tak naprawdę do zdjęcia z anteny programu. Do tej pory  po takim apelu na Woronicza 17 spadały głowy. Solecka zarzucała:” Program "Konfrontacje" ma wybitnie autorski charakter. Treści tam prezentowane i zapraszani goście nie pierwszy raz budzą kontrowersje. Nie jest to jednak prywatne medium, lecz telewizja publiczna.”. Szefowa działu krajowego „Rzeczpospolitej” szła dalej: „autor programu łamie zasady etyki dziennikarskiej i stronniczo przedstawia problem”.

Media, dziennikarze milczeli. Udawano, że nic się nie wydarzyło.

(6) komentarzy / skomentuj

Michnikowszczyzna (4)- Optymizm Ziemkiewicza 17-12-2006 14:31
Dobiłem do końca. 398 strony. Rozumiem, że po przeczytaniu książki Rafała Ziemkiewicza część inteligencji może zrzucić wszystko na Michnika i po sprawie, nie na swoją małość, konformizm, hipokryzję, pyche. To Michnik stworzył taki a nie inny system opinii w Polsce. My jesteśmy zwolnieni z odpowiedzialności za niego. Cóż my biedaki mogliśmy zrobić?

Prawda, zgadzam się z Ziemkiewiczem, że Gazeta Wyborcza stworzyła salon, jednych wynosząc na piedestał, innych zrzucając na niziny, decydując o tych piszemy a tych zmilczamy, mając przez wiele lat monopol dotarcia do opinii publicznej. Do dzisiaj to „boskie naznaczanie” ma miejsce u redaktorów Gazety. Teraz nawet wzmocnione poczuciem wojny z niedawnym anty-salonem. Nie usprawiedliwia to jednak niezauważenia prawdy o polskiej inteligencji, a zwłaszcza tej związanej z mediami, która po prostu choruje na pragmatyzm. W przeciwieństwie do Ziemkiewicza nie uważam, że zaraziła się pragmatyzmem od Michnika. Dzisiaj, kiedy pękł monopol opiniotwórczy Gazety Wyborczej to co Ziemkiewicz nazywa „michniwszczyzną” panoszy się po wielu redakcjach. Jego kumple i koleżanki, także mają problem ze słuchaniem odmiennego zdania, chcą narzucić swoją wizję rzeczywistości, historii, tak jak i Gazeta Wyborcza ustalają kogo zapraszamy do naszego salonu, a kogo nie. Polemika z nimi oznacza stanie się ich wrogiem. Także dzielą świat na swoje towarzystwo i obce.


Na tylnej okładce książki można przeczytać, że Rafał Ziemkiewicz książką „Michnikowszczyzna” poszedł na noże z redaktorem naczelnym „Gazety Wyborczej”. Zgoda. Ale czy udało mu się zasztyletować Michnika? Czy w ogóle uda mu się wywołać publiczną debatę nad podniesionym problemem?

Rafał Ziemkiewicz, wierzy, że jesteśmy bliscy uzdrowienia naszej publicznej debaty. Jest większym optymistą niż ja.
(14) komentarzy / skomentuj

Michnikowszczyzna (3): Michnik to nie Jaruzelski 17-12-2006 05:21
Rafał Ziemkiewicz pisze, że największą hańbą rządów „posolidarnościowych” w III RP było spychanie w niepamięć prawdy o zbrodniach popełnianych przez komunistów w latach osiemdziesiątych. Przypomina mi się rozmowa z profesorem Witoldem Kleszą, który nieudolnie tłumaczył mi, dlaczego większość prokuratorów w IPN zajmuje się sprawami ścigania zbrodni hitlerowskich i stalinowskich, a nie zbrodniami popełnianymi  w latach osiemdziesiątych.  Tak jak Rafał zauważa, tamci sprawcy nie liczą się od dawna, są już za starzy by tak naprawdę ponieść konsekwencje, przejść proces sądowy. Dlaczego mając do wyboru te a nie inne sprawy świadomie doprowadził do sytuacji, że na przykład w procesie zabójstwa księdza Popiełuszki nie doszliśmy do etapu przesłuchania generała Czesława Kiszczaka? Nie postawiono mu zarzutu matactwa śledztwem, na co są dokumenty w IPN?

Dobijam do strony 272 i zaczynam odnosić wrażenie, że opisując III RP Ziemkiewicz tak naprawdę nie punktuje Adama Michnika, tylko III RP. Trudno mi uznać, że Michnik jest odpowiedzialny za III RP, tak jak Jaruzelski za lata osiemdziesiąte. Pogubiły się Ziemkiewiczowi proporcje. I tak jak słusznie zauważa Rafał, Michnik nie jest jedynym winnym, ale nie podając tych innych, nie opisując ich roli, robi z Michnika czarnego luda. Podświadomie to Michnik staje się wszystkiemu winny.

Pojawia się pytanie, gdzie i co robili inni dziennikarze w III RP? Nie ulega kwestii, że Gazeta Wyborcza miała i ma do dzisiaj potężną siłę, ale nie usprawiedliwia to milczenia innych mediów. Oni nie są odpowiedzialni za bagno III RP?

Wspominając o aferalności, mafijności III RP warto zauważyć, że niektórzy ówcześni dziennikarze śledczy pracujący w Gazecie nie pisali o tym, nie podawali się do dymisji, nie chodzili z listami protestacyjnymi, a dzisiaj, po opuszczeniu redakcji są zwolennikami IV RP i są aż niesmaczni w swej gorliwości. Nie wierzę, że Rafał tego nie widzi.

Nazbyt uprościł Ziemkiewicz dzieląc rzeczywistość medialną na tę nazwaną „Michniszczyzną” i drugą, z takimi tytułami jak „Ład”, „Tygodnik Solidarność”, „Młoda Polska”, „Najwyższy czas”, „Gazeta Polska” i jak sam je nazywa inne prawicowe bieda-pisma. Rafał zdemonizował wpływ Michnika na polską inteligencję.

Ziemkiewicz przywołuje w swojej książce tezy, ustalenia, artykułu autorstwa mojego i Wojciecha Sumlińskiego „Prawdziwa mafia” opublikowanym w tygodniku „Wprost” wraz z programem telewizyjnym „Konfrontacja”, cytuje go, zapominając podać naszych nazwisk. Choćby w przypisie. Przyznam, że ta nonszalancja dla cudzej pracy dziennikarskiej, w tym wypadku śledczej, w książce jest wymowna. Lekkość pisania czasami okazuje się wadą. Zwłaszcza, kiedy dotyka tematów „śledczych” następuje ich tabloidalne ujęcie, by inaczej powiedzieć uproszczenie.
(0) komentarzy / skomentuj

Michnikowszczyzna (2): Zmilczanie Ziemkiewicza 17-12-2006 00:54
Na stronie 180 książki „Michnikowszczyzna” Ziemkiewicza pada zarzut, że „nigdy nie ukazał się w gazecie Michnika wywiad z kimś, kto padł ofiarą stanu wojennego, komu odbito nery, zabito ojca, komu złamano karierę (Ziemkiewicz sporządził listę publikacji do 2005 roku) (…) 13 grudnia to w „Gazecie Wyborczej: tylko coroczne święto generała Jaruzelskiego i jego podwładnych oraz okazja do oficjałki postkomunistów.” Ostre słowa, które jeśli nie prawdziwe winny być zbite z łatwością listą artykułów publikowanych w czasie kolejnej rocznicy stanu wojennego.

Argument, że nie polemizujemy z Ziemkiewiczem jest nie do przyjęcia. Nie można według swego widzimisie uznawać, że na niektóre głosy krytyki odpowiadamy, prostujemy fałszywe informacje, a na niektóre już nie. Z tymi osobami polemizujemy bo są nam godni a z drugimi nie, bo nie są na naszym poziomie. To przejaw pychy, za którą też jest czasami krytykowana Gazeta Wyborcza, a raczej niektórzy jej dziennikarze. Zmilczenie pojawienia się książki Ziemkiewicza jest zaprzeczaniem pluralizmu w mediach, posiadania innych poglądów. Publicystyka Ziemkiewicza może być odbierana za arogancką, czasami rubaszną, ale nie jest to publicystyka w stylu Bubla, którą można zbyć. W wyszukiwarce Gazety Wyborczej, po wpisaniu Kryterium wyszukiwania: „michnikowszczyzna ziemkiewicza”, liczba znalezionych tekstów wynosi zero.
(1) komentarzy / skomentuj

Michnikowszczyzna (1) 16-12-2006 20:58
Od kilku dni miałem problem z nabyciem książki Rafała Ziemkiewicza „Michnikowszczyzna”. Najbliższe księgarnie, te po drodze, mieszczą się w salonach EMPIK. Ku mojemu zaskoczeniu książki nie było. Nikt mi nie był też w stanie odpowiedzieć, kiedy się pojawi. Nie wierzę w przypadki. Komu to mogło zależeć, by książka Ziemkiewicza nie trafiła na listę bestsellerów EMPIK? Dlaczego nie wierze w przypadek, kiedyś Anna Bojarska, za książkę „Czego nauczył mnie August” wywołała w Polsce skandal. W głównych bohaterach, guru i jego uczniu, rozpoznało się dwóch sławnych ludzi - Kuroń i Michnik. Książka była blokowana, autorka szkalowana. Właściwie po tej książce Bojarska została marginalizowana, uznana za wariatkę.

W jej blogu można przeczytać. „Ale zawsze urządzano się tak, żeby moje książki wychodziły choć w parę dni po Targach Frankfurckich. I żeby ich nie było w bibliotekach choćby miast wojewódzkich. I - broń Boże! - w księgarniach polskich zagranicą. I żeby choć ta druga nie miała żadnej promocji, gorzej - anty-promocję. Okaleczyć wypowiedź dla radia i zrobić z niej bełkot? (…) Własne próby załatwiania przekładów moich (innych) książek. A jakże, trafia się świetny tłumacz, wydawnictwo Laffont, jedno z najlepszych, prosi o pośpiech, chcą to wydać zaraz, na jesieni... W parę dni później dzwoni słodka poprzednio Zofia Bobowicz i ryczy w słuchawkę: "Ta książka nie powinna się ukazać NIGDZIE, a zwłaszcza w Polsce! Ja to wiem od... hm... Michnika!”

Na szczęście czasy się zmieniają i książkę Ziemkiewicza można kupić prościej niż Bojarskiej. Wątpię także w reperkusje, które miałyby zniszczyć Ziemkiewicza za „Michnikowszczyzne”.

Pierwsze zaskoczenie z lektury to wstęp, przydługie tłumaczenie Rafała Ziemkiewicza, dlaczego to nie obnaży do końca Adama Michnika. Pierwszy zgrzyt to nazwanie Adama Michnika „Urbanem III Rzeczpospolitej. Można wieszać wszystkie psy III RP na Michniku, ale porównać go do Jerzego Urbana? To tak jakby na jednej szali położyć dorobek „Gazety Wyborczej” i propagandę stanu wojennego firmowaną przez Urbana. Rafał zaprzeczył sobie, zapewniając w drugim akapicie książki, że rozczarują się ci, którzy oczekują mocnych słów, jadowitych złośliwości i grubych obelg. Jego książka miała być wolna od tego.

Postanowiłem dzielić się na bieżąco refleksjami, uważam bowiem, że to jedna z ważniejszych książek, głosów w dyskusji o naszej rzeczywistośći.
(2) komentarzy / skomentuj

Brudne interesy tłamszą wolność mediów 14-12-2006 23:03
Projekt dokumentalnego serialu śledczego z Piotrem Pytlakowskim o piłkarskiej mafii, który już miał ruszać w tym miesiącu nagle został zablokowany przez osoby (zwłaszcza przez N.), które mają przełożenie na media. Ich brudne interesy mogły być przypadkowo odkryte. Co ja piszę? Jak przypadkowo? Po uszy w nich siedzą.

Już przy filmie "Klatka" poznałem siłę sportowej mafii. Ich wpływy na media i np. policję. Do dzisiaj najście watahy żołnierzy z gangu mokotowskiego, do którego należeli policjanci, i kiboli na moją osobę w czasie premiery filmu w Multikinie na Ursynowie, pomimo zarejestrowania na kamerach zdarzenia nie zostało do dnia dzisiejszego (minęły trzy lata) wyjaśnione przez policję. Ówczesny komendant stołeczny i późniejszy zastępca komendanta głównego policji generał Siewierski postanowił utopić śledztwo. Do dzisiaj nie wezwano mojej osoby na przesłuchanie ani ekipy telewizji polskiej. Zarejestrowany na taśmach obraz wrzucono do śmietnika? Siewierski i jego koledzy powinni wiedzieć co się z nimi stało?

Zresztą wspomniany N. pojawia się w czasie dokumentacji filmu i książki o zabójstwie generała Marka Papały. Jest uczestnikiem tego samego towarzystwa, w którym doszło do takiej zbrodni. Sitwa jednym słowem.

Smutne tylko w tym wszystkim jest to, że brudne interesy glejtują porządni ludzie. Takie niestety jest życie. Trzeba spłacać raty, mieć co dziecku kupić pod choinkę. I nie mogą wprost powiedzieć,a zwodzą. A nawet same się oszukują, by nie widzieć prawdy o tym, ile naprawde dzisiaj można powiedzieć prawdy?

(6) komentarzy / skomentuj

Spotkanie z Możdżerem po 4 latach 14-12-2006 01:48

(7) komentarzy / skomentuj

Chore serce Kiszczaka 12-12-2006 23:28
Rozmowa z jednym z generałów policji. Smutne wnioski. Ile jest polityki a ile sprawiedliwości w wymiarze sprawiedliwości?

Wjeżdżam ruchomymi schodami do Galerii Mokotów. Mężczyzna przede mną odwraca się i mówi: Jak pan nie wstydzi się robić takich programów? Po chwili, towarzysząca mu kobieta zwraca uwagę, że to nie ja prowadzę ten program, za który miałbym się wstydzić. Przepraszają mnie. Ze wstydu nie wspomnę, o jaki chodziło program.

Jeden z lekarzy opowiadał mi jak to odmówił leczenia Czesława Kiszczaka, nie chciał widnieć na zaświadczeniach sądowych. Kiszczak podobno naprawdę ma chore serce. Przyznam, że jakoś mnie nie wzrusza chore serce Kiszczaka. W więzieniach także są szpitale, skoro za mniejszą zbrodnie trzymało się chorego na serce Rywina, to tym bardziej można by choć trochę potrzymać Kiszczaka. Przynajmniej trzynaście dni.

Kiszczak żalił mu się na Aleksandra Kwaśniewskiego, nie tylko, że to agent, ale przede wszystkim na to, że jak była jakaś tam rocznica okrągłego stołu to zaprosił Wojciecha Jaruzelskiego, a o nim zapomniał, a przecież to on był architektem tamtego wydarzenia.

Zdjęcie z Magdalenki: Bujak, Sekuła i Kiszczak.

(11) komentarzy / skomentuj

Doktor Sokołowski i Cuba Libre 11-12-2006 23:16
„Po Bogu najważniejsza dla mężczyzny jest jego żona. Dojrzały, wiarygodny i odpowiedzialny mężczyzna powinien być gotów traktować swoją żonę jako najdroższą mu osobę i skarb, droższą niż praca, przyjaciele, swoi rodzice, a nawet własne dzieci. Miłość do żony oprócz tego, że powinna być wierna, uczciwa i dozgonna, może być opisana bardzo konkretnymi słowami: lojalność, poświęcenie, przyjaźń, łagodność, troskliwość, zaufanie.” – wyjawia, naucza, jak kto woli w swoim blogu Wojciech „Fryz” Wierzejski . (http://wierzejski.blog.onet.pl/)

By nie odchodzić za daleko od LPR-u, przytoczyć warto wpis z bloga Wojciecha Orlińskiego: „W weekend wicepremier Giertych poradził akcjonariuszom Agory, by sprzedawali udziały. W poniedziałek Agora zanotowała wzrost o 4,7% - najmocniejszy tego dnia wśród wszystkich akcji indeksu WIG-20. Panie premierze - tak w sumie to ja nawet pana lubię :-).” (http://wo.blox.pl/html)

Ale najbardziej zaskoczył mnie w czasie przeglądu internetowych dzienników wpis w blogu oburzonych członków MDI, czyli Pawła Kasprowa i Macieja Gorzelińskiego (co z przeprosinową whisky?). Nigdy nie przypuszczałem, że Gorzeliński i Kasprow są aż takimi specjalistami od walki wyzwoleńczej na Kubie.  Oczami wyobraźni widzę jak Rafał i Maciek latają z wywrotową bibułą po Hawanie pomiędzy jednym a drugim barem popijając Cuba Libre.

Czytam: „Przez dwa dni w Hotelu Sheraton odbywa się konferencja dotycząca Kuby. (…) W czasie przerwy wymieniliśmy opinie dotyczące wystąpienia w czasie panelu Pawła Smoleńskiego z “Gazety Wyborczej”. Opowiadał o swoich dokonaniach na wyspie i o tym, że nie mógł trafić do jednego z dysydentów więc zostawił przeznaczone dla niego rzeczy u… XXX (tutaj padło nazwisko i miejscowość). Wymienienie publicznie na takiej konferencji nazwiska znanego kubańskiego dysydenta wraz z informacją o przesyłce jaką zostawił red Smoleński wywołało oburzenie kilku osób w tym Ireny Lasoty. Również inna osoba bardzo aktywnie zaangażowana w działalność na rzecz opozycji, która zresztą po raz kolejny kilka dni temu odwiedziła wyspę, nie ukrywała zdziwienia takim postawieniem sprawy (”przecież dla niego to kolejna wizyta policji”). (…) Co innego wymieniać go w gronie ludzi na wyspie, którzy warci są publicznego docenienia a co innego mówić o szczegółach jego działalności za które Castro nawet na łożu śmierci może bezwzględnie ukarać…” (http://blog.marazm.pl/)

Zadziwiająco na swoim blogu milczy Michał Karnowski, czyżby posłuchał Leppera i zakopał się trzy metry pod ziemię? Nie wierzę.

Przyznam, że próbuję ostatnio nabrać dystansu do tego wszystkiego, co wokół jest tak bardzo poważne, zwłaszcza, gdy np. czytam donos, skargę na mnie rzecznika komendy stołecznej policji doktora Mariusza Sokołowskiego za felieton „Policyjne kłamstwa”. Kiedyś po programie „Nakrecona noc” o niechęci młodych do policji, którą Sokołowski negował, podinspektor doktor poleciał na skargę do dyrektor TVP2 Niny Terentiew, tam w jej gabinecie stwierdził, że wypowiedź rzecznika prasowego nagrywana dla telewizji powinna być autoryzowana, inne jego intelektualne ejakulacje pominę, teraz wypłakuje się do Aleksandra Koraba, redaktora naczelnego „Metropolu”. Krótko mówiąc Sokołowski twierdzi: „Od samego początku mówiliśmy dziennikarzom, co się wydarzyło, co ma swoje odzwierciedlenie w komunikatach prasowych, w przekazach agencji informacyjnych.” Jakoś nie zauważył, że w przekazie na zewnątrz, medialnym, a nie tym szeptanym w zaufaniu, off the record, nie było tego na początku widać.

Ale kończąc, panie podinspektorze doktorze Mariuszu Sokołowski, przepraszam pana za „tajną misję”, której pan nie zaprzeczał, pomimo, że media tym żyły. Nie wydał pan specjalnego komunikatu. Sprostowania. Niech pan nadal żyje w przekonaniu, że wówczas była właściwa informacja o tym, co się wydarzyło. Zresztą po chwilowym przekazie prawdy ponownie zaciągnięto kurtynę milczenia, przemilczeń. Zapewniano, że poznamy wszystkie szczegóły tej tragedii. Mija czas i co? Czyżby policja chciała w tej sprawie pójść śladem śledztwa w sprawie zabójstwa generała Marka Papały, które trwa już osiem lat?
(7) komentarzy / skomentuj

Puściły nerwy 09-12-2006 23:34
Na marginesie dzisiejszej informacji, że Aneta Krawczyk kłamała twierdząc, że Stanisław Łyżwiński jest ojcem jej dziecka. Specjalne wydanie 24 godzin. Dochodzi do spięcia pomiędzy głównymi medialnymi filarami tej seks-afery Marcinem Kąckim, autorem tekstu w Gazecie Wyborczej, który dał początek sprawie i Tomaszem Sekielskim, współautorem obok Andrzeja Morozowskiego programu „Teraz my”, w którym wystąpiła Aneta Krawczyk, ujawniając kolejne szokujące informacje. Ten wywiad potem wielokrotnie był powtarzany. Marcin Kącki zarzucił autorom programu „Teraz my” zafałszowanie wizerunku Anety Krawczykj twierdząc, że Krawczyńską umieszczono w luksusowym hotelu, zmieniono wygląd, np. fryzurę, makijaż. W domyśle musiało to wywołać reakcję na osobą nie obytą z mediami, co skutkowało takim a nie innymi wypowiedziami. Taką Krawczyk, jaką ujrzał w programie, według niego nigdy nie była. Z kolei zaproszony do studia dziennikarz „Dziennika” Leszek Krassowski zwrócił uwagę Marcinowi Kąckiemu, na wybiórczość, zarzucił, że w swoim tekście pominął ważne jak się okazuje z dzisiejszej perspektywy informacje, które mogły dać inne spojrzenie na Anetę Krawczyńską. Wyjawił, że Aneta Krawczyk wcześniej zjawiła się u niego, ale jak widać uznał, że nie jest wiarygodna by stać się bohaterką tekstu.

(16) komentarzy / skomentuj

Kolejna afera z Lepperem? 08-12-2006 23:46


Zapytano mnie, czym się obecnie zajmuję, bo słuch po mnie zaginął. Jak nie ma ciebie na ekranie telewizora to nie istniejesz. Więc  opowiedziałem o pracy nad książką i filmem o sprawie zabójstwa generała Papały, pracy nad innym projektem filmowym, dokumentowaniem kilku tematów, w tym ponownym wkroczeniu w temat pedofilów. Mój rozmówca zainteresował się, czy ktoś mnie wspiera? Nie, żadna telewizja, żadna redakcja. Pracuję na razie samodzielnie. Pokiwał głową z niedowierzaniem, pożyczył mi sukcesu i odszedł w przekonaniu, że jestem wariat, który brnie w trudne tematy bez zabezpieczenia. Może ma rację.

Po raz pierwszy zjadłem obiad w sejmowej restauracji „U Hawełka” i zdumiony zostałem przy kasie jego rachunkiem. Trzynaście złotych za porządny obiad w centrum Warszawy. Rzeczywiście posłowie mogą się odrealnić żyjąc na Wiejskiej.
Z pobytu w sejmie utkwiła mi zasłyszana rozmowa posła Piechoty, który żalił się dziennikarce, że niestety nie udało mu się ewakuować z Sejmu. Przegrał w wyborach o prezydenturę Szczecina. Jeśli większość polityków sejm traktuje jako miejsce zesłania, swoja Syberię, trudno się dziwić, że taki a nie inny obraz płynie z Wiejskiej.

Tak jak było do przewidzenia w niepamięć popada sprawa dwójki policjantów, którzy zginęli w wypadku, po odwiezieniu do domu b. urzędnika MSWiA. Zgodnie ze scenariuszem spadły już głowy komendanta komisariatu na dworcu centralnym i urzędnika MSWiA. Policjanci boją się rozmawiać o tej sprawie, nawet przy gwarancjach pełnej anonimowości. Okazuje się jednak, że mają spaść kolejne głowy, jedna z nich ma należeć do rzecznika KGP Pawła Biedziaka. Biedziak zbyt szybko uznał, że nie chce tuszować sprawy i zaczął dziennikarzom ujawniać prawdę. Czyli robić to, co powinien. Gdyby od początku przyjęto inną politykę informacyjną wymiar tej tragedii miałby inny obraz. A tak nad tym wszystkim krąży odór krętactwa. Widać jednak, że w MSWiA tego nie rozumieją.

Wieczorem w TVN24 Andrzej Lepper obwieszcza, że w poniedziałek Gazeta Wyborcza zrobi z niego szpiega, wspomina o duszpasterzu z Ukrainy, płk. Kinajło, który miałby świadczyć o jego związkach ze wschodnimi służbami. W Gazecie Wyborczej o niczym jednak takim nie słyszeli. Przemyka to jak widzę niezauważenie,a jest coś na rzeczy. Może warto zapytać wicepremiera, o co chodzi w tej sprawie, bo od jakiegoś czasu ktoś próbuje „domniemanymi związkami Andrzeja Leppera ze wschodnimi służbami” rozgrywać. Coś ugrać dla siebie. A może warto by to uciąć, jeśli to nieprawda. Dlaczego niektórzy zaczęli tym grać?
(7) komentarzy / skomentuj

Grzechy raportu likwidacyjnego WSI 07-12-2006 00:53
Likwidacja WSI to była konieczność. Inna sprawa to jej forma. Zastanawia mnie wymienienie w raporcie likwidacyjnym WSI kilku nazwisk, które nie były agenturą medialną WSI, nie wykonywały według tego raportu żadnych zadań dla WSI, a pojawiły się bo… No, właśnie, tylko dlatego, że są znane, gdyby nie było tego kryterium wraz z tymi nazwiskami powinna pojawić się cała lista nazwisk. Przecież twórcy raportu, jego redaktorzy, winni zdawać sobie sprawę z faktu, że tym samym ubabrają te nazwiska całym błotem, nieuczciwością działań WSI, jakie zawiera ten dokument. Dla wielu osób będzie nie ważne, że te osoby nie były agentami, nie współpracowały, wystarczy, że się pojawiły w raporcie likwidacyjnym WSI.

(6) komentarzy / skomentuj

Show Anety Krawczyk 06-12-2006 21:59
Po wczorajszym występie Anety Krawczyk w programie „Teraz MY”, po dzisiejszym dniu na pewno już nie chodzi o moralność, zasady, przestępstwo, molestowanie, bezbronność, upokorzenie, ból a o show. Afera rozporkowa stała się show medialnym. Aneta Krawczyk wpisała się w ten show już nie jako ofiara, której należy współczuć, a w głównego aktora. Aneta Krawczyk nie chciała już być Anetą K., kobietą bez twarzy. Nawet intymne szczegóły ujrzały światło dzienne, a nie pozostały utajnione w prokuratorskich a potem sądowych protokołach. Ile jest już w tym wszystkim prawdy, a ile kreacji?

Aneta Krawczyk nie wie jeszcze tego, że za chwilę zostanie zmieciona przez inne, nowe wydarzenie medialne, a wówczas pozostanie sama i dozna prawdziwego upokorzenia. Jest dorosła, sam to wybrała, ale co mają powiedzieć jej dzieci, których naznaczyła tym medialnym show na wiel lat?

(14) komentarzy / skomentuj

Dobre samopoczucie Kalisza 05-12-2006 23:36
Trwa transmisja wydobywania wraku samochodu z ciałami policjantów. Jeszcze nie spoczęli na ziemi. W dolnym okienku pojawia mniejszy ekran. Rozpoczyna się konferencja prasowa SLD. Przecieram oczy ze zdumienia. Kto się okazuje osobą mającą największy tytuł do krytyki obecnego kierownictwa MSWiA? Były szef tego ministerstwa Ryszarda Kalisz. Zbulwersowany jest „mechanizmami panującymi w policji i ministerstwie”. To Ludwik Dorn, obecne władze, są wyłącznie winne temu, co się dzieje. Kalisz spokojnie łże i nawet nie mrugnie mu powieka. On oczywiście nie wie, co działo się za jego kadencji. A był to okres przedłużania PRL-owskiego system sprawowania władzy. Za Kalisza także pito w ministerstwie i na komisariatach, policyjne radiowozy wykorzystywano jako taksówki. Dorn dostał to w spadku. Inną sprawą jest mijający czas sprawowania przez niego władzy i brak zmian w systemie panującym w policji i MSWiA. To nadal księstwo feudalne, gdzie szeregowi policjanci i pracownicy muszą trzymać „ruki po szwom”. Policjanci są traktowani z buta.

Usłyszałem dzisiaj, że teraz najbardziej boją się tego, że wyjdzie kto pił z Tomaszem Serafinem. Nikt się nie chce znaleźć na liście partnerów od kieliszka Serafina.
(9) komentarzy / skomentuj

Kontratak Wierzejskiego 04-12-2006 23:14
Wydawało się, że Wojciecha „Fryz” Wierzejski już niczym nie może zaskoczyć. A jednak. Mając do dyspozycji medium jakim jest interent i własny blog, którego jest panem i władcą, redaktorem naczelnym, prezesem wydawniczym, postanowił nawrzucać dziennikarzom:
„Pospolite gnidy, sprzedajne prostytutki. Gorzej - robią aferę z niczego, by pogrążyć Polskę. By nas oszkalować przed światem. By dać argumenty naszym przeciwnikom. Przeciwnikom Polski. To nie są zwykłe prostytutki. To volksdeutsche!”


Wierzejski idzie jeszcze dalej:

„A dziennikarze ci powinni być przesłuchani na okoliczność współpracy z obcymi wywiadami i przyjmowania zleceń na szkalowanie określonych grup politycznych.”


I można by się śmiać z tego blogowego wojownika, uznać go za kolejnego internetowego świra, oszołoma, ale Wojciech Wierzejski jest wice - prezesem LPR, partii, która wraz z PIS i Samoobroną rządzi naszym krajem. To już przestaje być śmieszne. W dniu dzisiejszym na konferencji prasowej chwalił się tym, że właśnie jedzie do kancelarii premiera by m.in. rozmawiać na temat wprowadzenia zmian w ustawie o prawie prasowym.
(15) komentarzy / skomentuj

Policyjne kłamstwa cd. 03-12-2006 18:38
W policji, w MSWiA, nadal pokutuje przekonanie, iż wszystko co niewygodne dla nas da się zakopać trzy metry pod ziemię. Kiedyś rzecznik stołecznej policji Mariusz Sokołowski przekonywał mnie, że skrót CHWDP nie oznacza tego co oznacza, a Chwalmy Wszyscy Działania Policji. Mówił to cynicznie do kamery, nawet się nie uśmiechnął.
Kiedy zaginęła dwójka policjantów, ten sam rzecznik od Chwalmy Wszyscy Działania Policji wmawiał nam historyjkę o specjalnym tajnym zadaniu wydanym przez dyrektora MSWiA. O tym, że po raz ostatni kontaktowali się o 3 nad ranem. Kiedy wreszcie policjanci z komisariatu kolejowego, ich koledzy, rozpisali się w internecie, pojawiły się przecieki, jak wygląda prawda, stało się jasne, że dłużej nie można już utrzymywać wersji o „specjalnym zadaniu”. Do akcji wstąpił rzecznik prasowy ministerstwa spraw wewnętrznych Tomasz Skłodowski. Przedstawił nową wersję: "Urzędnik MSWiA spieszył się do domu do Siedlec, bo następnego dnia miał wyjechać służbowo za granicę. Nie mógł sobie poradzić, dlatego poprosił znajomych funkcjonariuszy o pomoc." Wyjaśniło się także, że o 3 rano zaginionych policjantów zarejestrowały kamery na stacji paliw, a nie jak podawano miał miejsce kontakt z nimi. Ile jeszcze czasu musi upłynąć byśmy poznali prawdę, kto i dlaczego wysłał policjantów? Na razie pozostaje nam wersja internetowa: „Ten tajemniczy dyrektor z MSWiA . Pił gorzałę na kolejowym a oni potem dostali polecenie odwiezienia go do domu, pod Siedlce. Byli w mundurach ale na wierzchu mieli cywilne kurtki. Tylko ta panna miała klamkę. Stacji nie mieli. Tego typa co mieli odwieźć odstawili na adres. Oficjalna wersja dla prasy jest, że realizowali zadanie służbowe. (…) Inspektorat szaleje na kolejowym.”

Kto stanie się kozłem ofiarnym tej sprawy? Odpowiedź jest prosta, zna ją każdy w policji i MSWiA. Najniższy rangą, czyli szef policyjnego komisariatu, który nie miał odwagi odmówić swojemu zwierzchnikowi i wysłał ludzi, by go odwieźli do domu. Dyrektor poda się do dymisji. Chyba nikt nie liczy na to, że do dymisji poda się szef policji, który poczuje się odpowiedzialny za to, co dzieje się w podległej mu służbie. A policjanci mówią, że nie jest najlepiej. Kilka konferencji prasowych i można odwrócić kota ogonem. To scenariusz, który dzieje się zawsze. Nic się jak widać nie zmienia w policji i MSWiA, poza szefami. A może tym razem będzie inaczej?

PS. Mój rozmówca z KGP potwierdza wersję internetową  o wydarzeniach tamtej nocy.

Felieton opublikowany 5 grudnia na łamach dziennika Metropol.
(15) komentarzy / skomentuj

Policja manipuluje opinią publiczną w sprawie zaginionych policjantów 03-12-2006 12:24
Drugą dobę trwają poszukiwania dwojga policjantów z warszawskiego Komisariatu Kolejowego Policji, którzy zaginęli w nocy z piątku na sobotę, gdy wracali ze służby do stolicy. To wersja oficjalna przekazywana ciągle do mediów. Podesłano mi linki policyjnego forum internetowego.

A tam czytam:
„Ten tajemniczy dyrektor z MSWiA to były naczelnik z kolejowego. Pił gorzałę na kolejowym a oni potem dostali polecenie odwiezienia go do domu, pod Siedlce. Byli w mundurach ale na wierzchu mieli cywilne kurtki. Tylko ta panna miała klamkę. Stacji nie mieli. Tego typa co mieli odwieźć odstawili na adres. Gdy wracali zatrzymali się na stacji benzynowej, na siusiu. Oficjalna wersja dla prasy jest, że realizowali zadanie służbowe. (…) Inspektorat szaleje na kolejowym."

Policjanci od początku sceptycznie podchodzili do komunikatu policji, wersji przekazanej do mediów, piszą:

 „Jakie zadanie specjalne zlecone dla zwykłych krawężników z komisariatu kolejowego...?!!!! i to prawie 100 km od Warszawy!!! Jeżeli potwierdzą się informacje o wykorzystaniu policjantów jako taksówkarzy dla pijanego wysokiego funkcjonariusza MSWiA, to nie widzę innej możliwości, jak podanie się do dymisji 01 KGP”.

„Ministerstwo MSWiA coś zleca to jest to polecenie dla CBŚ lub KSP a nie dla patrolowców z trzyletnim stażem pracy. Ponadto czy na specjalne zadania jedzie się z jedną sztuką broni krótkiej na dwoje gliniarzy i to ni w mundurach ni po cywilnemu. Dodajmy poszukiwania nadzwyczajne zlecone przez samego Bieńkowskiego /tak przynajmniej jest w telegramach rozesłanych do wszystkich komend/. Do tego dodajmy jeszcze byłego naczelnika z KKP, który pracuje w tym ministerstwie, który zlecił "zadanie specjalne". Szkoda mówić.”

Co dalej? Wykonałem telefon do jednego z oficerów KGP. Odparł: „Coś takiego słyszałem.” Potem komentarz do tego, co dzieje się w policji. Zarzut do dziennikarzy, do mnie, że podajemy wersję wygodną dla MSWiA i policji, bo boimy się być odcięci od źródeł informacji.

Jeśli prawdą jest to, co napisał na jednym z internetowych forum policjant, potwierdzałoby to, że w policji, MSWiA, nadal się nic nie zmienia. W policji, w MSWiA nadal pokutuje przekonanie, iż wszystko da się ukryć, zamotać. Tam nie ma co mówić o IV RP, skoro jeszcze panuje duch PRL-u.
(5) komentarzy / skomentuj

Noworoczne życzenia Jaruzelskiego 29-11-2006 23:35
Wojciech Jaruzelski jest pierwszą w tym roku osobą, która już teraz składa życzenia z okazji Nowego Roku 2007. List skierowany do dziennikarzy datowany jest 24 listopada 2006. Co się takiego stało, że Jaruzelski tak szybko poczuł atmosferę noworoczną? Nawet śniegu jeszcze na ulicach nie ma. Okazuje się, że do życzeń dołącza swój artykuł „Minęło 25 lat”, z którego to się możemy dowiedzieć, jakim to dobrem dla Polski był stan wojenny. 13 grudnia mija właśnie 25 rocznica wprowadzenia na polskie ulice czołgów i transporterów bojowych. Jaruzelski w trosce o właściwy opis tamtego czasu przesłał gotowca. Po co się mają męczyć redaktorzy i samemu pisać? Dlaczego też mają popełniać błędną interpretację? Generał w artykule przypomina jak się poprawnie powinno myśleć o jednym z większych draństw w najnowszej historii Polski.

(10) komentarzy / skomentuj

Śląska węglowa gangrena 27-11-2006 13:27
W cieniu tragedii w kopalni Halemba ukrywa się smutna prawda o Śląsku. Być może nigdy by do tej tragedii nie doszło.  Jakiś czas temu wpadł w moje ręce raport o jednym z holdingów węglowych. Wnioski? Śląsk od lat toczy gangrena węglowej korupcji. Kopalnie otaczają się wianuszkiem pośredników, zewnętrznych firm. To nie przypadek, że w Halembie została wynajęta zewnętrzna firma do wykonania prac. Moi rozmówcy zgodnie podkreślają, że to pośrednicy ustalają w Polsce ceny węgla. I to zarówno poprzez narzuconą marże na sprzedaż węgla, ale też narzuty na sprzedawane kopalniom maszyny, drewno, usługi, zwiększając tym samym koszt wydobycia. Podają przykłady. Drewno do kopalń sprzedają ludzie, którzy „nie mają nawet zapałki w kieszeni”.

Na Śląsku jak grzyby po deszczu wyrosły zakłady przetwórstwa odpadów, tzw. mieszalnie. Stał się to niezwykle dochodowy biznes. Kopalnie wydobywając węgiel przy okazji wydobywają tzw. kamień i muł węglowy, które uznaje się za odpad niemający wartości energetycznej. Kopalnia pozbywa się tego jak śmieci, płacąc odbiorcom za wywóz. Odbiorcami okazują się być tzw. mieszalnie, które już na tym etapie mają pierwszy zysk. Następnie kupowany jest pełnowartościowy węgiel, zazwyczaj jest to ukraiński, bo jest tańszy, i miesza się go z kamieniem węgielnym, dolewając utleniacz. Po tej procedurze mieszalnia ma produkt, który sprzedaje jako węgiel. Często odbiorcami są elektrownie. Przebitka na tym procederze jest dziesięciokrotna.

Warto zapytać szefostwo kopalni, dlaczego same nie „mieszają”? Dlaczego wiedząc, że jest to powszechnie znany na Śląsku proceder jeszcze płacą za to, że ktoś zabiera od nich kamień węglowy i muły węglowe?

Kolejny przykład. Jak to jest możliwe, że państwo godzi się na sprzedaż gruntów z torowiskami prywatnym osobom? Przez te grunty przebiegają tory kolejowe prowadzące do kopalń. Działki kupowano po 10 tysięcy złotych, dzisiaj żąda się za nie 100 tys. złotych.

Z niezrozumiałych powodów kopalnie nie szukają bezpośrednich dostawców. Gdyby nie pośrednicy, tona węgla kosztowałaby dwa, trzy razy mniej. Warto zauważyć, że w radach nadzorczych spółek pośredniczących zasiadają osoby, które same kiedyś handlowały wierzytelnościami.

Komu może zależeć na takim stanie? Dlaczego państwo nie reaguje? Zmieniają się rządy, opcje polityczne, a na Śląsku ta gangrena trwa. Czyżby dlatego, że węgiel na Śląsku jest ponad podziałami politycznymi? Z niego żyją całe rodziny. Bez rozbicia tego układu wzajemnych powiązań, interesów, nie ma mowy o zmianie Śląska.

Felieton ukazał się na łamach dziennika Metropol, 27 listopada 2006
(8) komentarzy / skomentuj

Wierzejski najpiękniejszy na świecie 26-11-2006 17:29
Oto cała prawda o politykach, zapatrzonych w siebie, przekonanych o swojej mądrości, wszechwiedzy, nieomylności, ale też jak się okazuje po lekturze blogu Wojciecha Wierzejskiego, oni są także najpiękniejsi, najbardziej seksi i męscy. Wierzejski pisze: „Od kilku tygodni przygotowywałem się do dzisiejszego pokazu w ramach Gali Fryzjerskiej w Hotelu Victoria w Warszawie. Zresztą nie ja jeden, bo także posłowie: Ryszard Kalisz, Tadeusz Cymański, Krzysztof Sikora i Jan Bury. Specjalnie na tę okazję uszyto stroje wieczorowe, fryzury modelowano nam kilka dni temu (autor: w czasie gdy górnicy ginęli w Halembie?) i odpowiednio dobrano osoby towarzyszące – Miss Polonie z kolejnych lat (…) Na pewno na portalach i w telewizji będą pokazywać zdjęcia i wszyscy ocenią, że – nieskromnie mówiąc – wypadłem najlepiej :). Najwięksi styliści fryzjerstwa, spotkani przy okazji tej Gali radzili mi, bym nieco zapuścił włosy, ot „tak ze dwa centymetry”, wówczas mogę się do nich zwrócić w przyszłości i oni „zrobią ze mną coś fajnego”. Skorzystam z tych życzliwych porad.”

Myślałem, że już bardziej się zbłaźnić nie mógł  polityk „laleczka, cherubinek” Wojciech Wierzejski (LPR) niż przegrywając z Gamoniami i Krasnalami, okazało się że wystarczyło dwa tygodnie od tamtego dnia, aby stwierdzić, że to jest możliwe, wystarczy przeczytać jego wpis w blogu „Gala fryzjerska.”
(9) komentarzy / skomentuj

Teoria wielkiego spisku w sprawie Papały 26-11-2006 11:38
Mój rozmówca zwrócił uwagę, że w sprawie zabójstwa generała Marka Papały zbyt wiele osób straciło do niej dystans. Nie potrafią już oderwać się od ustalonych z góry wniosków. Doszło do sytuacji, że choćby bojąc się kompromitacji zaczyna obowiązywać jedna wersja. Inne możliwości się eliminuje. Zresztą jak podkopywać zaufanie do prokuratorów i policjantów, kwestionować ich wiarygodność? Podważać ich wieloletnie śledztwo?

A może nie ma wielkiego spisku mafii, ludzi służb, MSW by wyeliminować zagrażającego im generała policji? Może za śmiercią generała Marka Papały kryje się inna prawda, bardziej prozaiczna, z którą od dawna nie potrafi pogodzić się zespół śledczych pracujących nad tą sprawą? Od jakiegoś czasu obowiązuje zasada unikania tropów wiodących w przeciwnym od założonego kierunku. Dlatego wiele wątków nie zostało wyjaśnionych do końca. Może historia wielkiego spisku stała się dla wszystkich ważniejsza niż próba dotarcia do prawdy?

(1) komentarzy / skomentuj

Gazowe OPEC 25-11-2006 11:42
Rafał Kasprow i Maciej Gorzeliński, po uszy zanurzeni w sprawy ropy i gazu z racji pr-owskiej obsługi J&S, na blogu Marazmblog, nie omieszkając złośliwie wytknąć indolencję polskim służbom i dziennikarzom, informują: „Powstaje nowy światowy kartel. Gazowy. Tak wynika przynajmniej z tajnego raportu doradców ekonomicznych NATO (...) Rosja buduje kartel razem z Algierią, Qatarem, Libią, krajami azji centralnej i Iranem. Nie ma nic o Norwegii, której filozofia działania wyklucza raczej przystąpienie do takiego kartelu. Biorąc jednak pod uwagę informacje jakie zostały ujawnione kiedy miesiąc temu amerykańska komisja papierów wartościowych nałożyła 5 mln USD kary na Statoil za “korumpowanie” w związku z zawieranymi umowami można się spodziewać jakiś “niejawnych” porozumień. Zdecydują się w nich zapewne i losy eksploatacji złóż Stokhmana należących do Gazpromu, na które norwegowie chcą eksploatować, jak i losy polskiej rury. Ciekawe jak tam wiedza polskich służb na temat toczących się negocjacji? Może warto skontaktować się z Danielem Dombay’em w Brukseli lub Neilem Bucklay’em w Moskwie zamiast z naszymi polskimi “dziennikarzami-ekspertami”. Znajdziemy gdzieś telefon.”


http://blog.marazm.pl
Na zdjęciu Rafał Kasprow podczas śniadania w Genewie, sierpień 2006.
(2) komentarzy / skomentuj

Nocny patrol 25-11-2006 09:32
Pięciu policjantów trafiło do szpitala po zderzeniu ich służbowych samochodów - radiowozu ford transit i nieoznakowanego poloneza, do którego doszło o północy  z czwartku na piątek na skrzyżowaniu ulic w Bydgoszczy.(www.ifp.pl)

(1) komentarzy / skomentuj

Czy Polska to Wietnam? 24-11-2006 22:17
Trafił do mnie artykuł, który uważam, że dla zasady powinien być spokojnie przeczytany i bez jakichkolwiek inklinacji politycznych rozważony. Mam nadzieję, że po prostu ktoś manipuluje MSZ. Artykuł ukazał się w magazynie Kontarteksty, autorem jest Robert Krzysztoń:
Ambasada szpieguje, MSZ pomaga Robert Krzysztoń :: Polska :: 23 listopada 2006, 06:58
Od redakcji: Poniższy tekst Roberta Krzysztonia ujawnia fakt przekazania przez Ambasadę Wietnamu posłance Alinie Gut (Samoobrona) kopii prywatnego listu autora do Janusza Śniadka. List ten Ambasada Wietnamu uzyskała w drodze podsłuchu elektronicznego, czyli za pomocą działań swojego wywiadu. Oczywisty fakt szpiegowania przez obce państwo obywateli polskich nie tylko nie zdziwił posłanki Gut, przewodniczącej Polsko-Wietnamskiej Grupy Parlamentarnej  (popierającej wietnamskich komunistów) oraz Departamentu Azji i Pacyfiku MSZ, ale postanowili oni wesprzeć starania wietnamskich komunistów o storpedowanie  zjazdu antykomunistycznej opozycji wietnamskiej w Warszawie. Jarosławowi Kaczyńskiemu gratulujemy „odzyskanego" MSZ oraz koalicjantów popierających komunistyczny reżim.

Informowaliśmy już o konferencji wietnamskiej opozycji demokratycznej w Warszawie i o powołaniu Wietnamskiego Komitetu Obrony Robotników.

Przypomnijmy krótko, że konferencja ta jest odpowiedzią na ogromną falę strajków w Wietnamie, na powołanie tam Komitetu Założycielskiego Wolnych Związków Zawodowych. Fali strajków towarzyszy akcja zbierania podpisów - są ich już tysiące - pod deklaracją demokratyczną, zwaną Deklaracją Ruchu 8406 (od daty publikacji dokumentu).

Wietnamczycy wybrali Polskę jako symbol drogi, na którą świadomie weszli. W Sejmie RP spotkali się przedstawiciele wszystkich nurtów opozycji demokratycznej, reprezentowanych na emigracji. Opozycjonistów z samego Wietnamu zatrzymała w kraju bezpieka, jedną z osób zgarniając już z płyty lotniska.

Wielki to honor dla Polski, że tak bardzo jest obecna w szlachetnym dziele wietnamskiej wolności. Ale zdarzyli się i tacy Polacy, którzy inaczej o tym myślą.

Wobec planów warszawskiej konferencji zaprotestowała Ambasada Socjalistycznej Republiki Wietnamu. Trudno się jej dziwić... Można za to dziwić się panu Jackowi Najderowi (nie, nie, żaden krewny!), dyrektorowi Departamentu Azji i Pacyfiku, który postanowił protest wesprzeć i przysłał do Ministerstwa Gospodarki, na terenie którego miała się pierwotnie odbyć konferencja, opinię, w której uznał organizację imprezy wspierającej walczących o wolność i niechętnej komunistycznej, ludobójczej dyktaturze za niepożądaną na terenie instytucji Państwa. Dyrektor Najder napisał, że nie, nie napisał dlaczego.

Obszernie za to argumentowała swój sprzeciw przewodnicząca Polsko-Wietnamskiej Grupy Parlamentarnej, posłanka Alina Gut („Samoobrona"). 25 października, na trzy dni przed rozpoczęciem konferencji przysłała rzadkiej urody list panu Ministrowi Gospodarki. List zaczyna się od informacji, iż ambasada SRW poinformowała prezydium Polsko-Wietnamskiej Grupy Parlamentarnej o „prywatnej inicjatywie", „wymierzonej przeciwko oficjalnym władzom Wietnamu". Łza się w oku kręci, toż to język z czasów, gdy po raz pierwszy byłem młody. Piętnowano wówczas „prywatną osobę - Lecha Wałęsę". Pani poseł pisze o oficjalnych władzach Wietnamu, ani słowem zaś nie wspomina o władzach nieoficjalnych, więc nie wiem, jak tę „oficjalność" rozumieć.

Dalej komplementuje mnie pani poseł, pisząc, że jestem głównym organizatorem konferencji. Organizował ją Instytut Paderewskiego, organizowało Stowarzyszenie Wolnego Słowa, ale nade wszystko zorganizowali ją wietnamscy inicjatorzy powołania Komitetu Obrony Robotników. Ale dalej pisze o mnie pani poseł mniej ciepło. Przypomina, że „w przeszłości reprezentował już interesy środowisk wietnamskich w Polsce i współpracował z posłami w ubiegłej kadencji. Współpraca ta została zawieszona, gdy okazało się, iż za rzekomo bezinteresowne reprezentowanie Wietnamczyków w Polsce, p. R. Krzysztoń przyjmował pieniądze i próbował poszerzyć swoją strefę wpływów w środowiskach politycznych.". Wyjaśniam, że w poprzedniej kadencji kierownictwo Komisji stanowili posłowie Piotr Gadzinowski i Cezary Stryjak (obaj z SLD, dziś Gadzinowski jest zastępcą posłanki Gut). Jak z nimi współpracowałem, można sprawdzić w archiwum „Kontratekstów", w materiałach prasowych etc. Martwi mnie trochę, że ci panowie oświadczają, iż współpracę ze mną zawiesili. Apeluję, żeby nie odwieszali bo dla mnie obrzydliwa! Zarzuty o łapownictwo posłanka Gut następnego dnia odwołała, więc się nie będę czepiał. Za to nie mogę się oprzeć zachwytowi nad zarzutem „poszerzania swojej strefy wpływów politycznych". Wspaniały, mądry zarzut! Gratuluję, Pani Poseł!

Strasznie ważne są te słowa o mnie, bo, jak pisze posłanka Gut i to wytłuszczonym drukiem „w związku z powyższym, zwracam się z uprzejmą prośbą o nie udzielanie zgody na udostępnienie pomieszczeń Ministerstwa Gospodarki na potrzeby zorganizowania ww. konferencji.". „Powyższe", to ja. Dalej są inne, jak rozumiem, mniej ważne powody.

Wspomaganie działalności antykomunistycznej może negatywnie wpłynąć na dobre stosunki Polski z reżimem wietnamskim. To pierwszy z kolejnych argumentów posłanki Gut. Jak oprzeć się pokusie zacytowania kolejnego zdania pióra Autorki? „Możliwe jest również, że zorganizowanie ww. konferencji na terenie gmachów Ministerstwa ma na celu podniesienia rangi spotkania i może dać do zrozumienia opinii publicznej, że polskie władze wspierają działalność opozycyjną w Wietnamie.". Cóż za przenikliwość! Istotnie, organizowanie ważnej konferencji, odbywającej się w ważnym momencie historii, w prestiżowym miejscu ma na celu podniesienie jej rangi. Obserwatorom, Pani Poseł, aż zapalają się często takie chochliki w oczach. Nawet jeśli konferencja źle wpływa na stosunki.

A dalej jest o tym, że MSZ przychylnie odnosi się do powyższych tez.

Minęło czasu mało - wiele, jeden dzień konkretnie i posłanka Gut pospieszyła z kolejnym listem. 26 października napisała Ministrowi Gospodarki, że „zaszła istotna nieścisłość". Ta nieścisłość to informacja o moich machinacjach finansowych, będąca „jedynie cytatem zasłyszanej w środowisku wietnamskim opinii, nie znajdującej potwierdzenia w faktach". Domyślam się w jakim środowisku „wietnamskim" porusza się pani poseł. Dalej posłanka Gut prosi Ministra o wybaczenie tego, że pomówiła mnie. Bardziej by mi się podobało, gdyby poprosiła o wybaczenie oczernionego, ale dobrze, bez tego wybaczam!


Następnie posłanka Gut oświadcza, iż „podejmując inicjatywę uniemożliwienia zorganizowania konferencji opozycji Wietnamskiej" „działałam w dobrej wierze, a jako przewodnicząca Polsko - Wietnamskiej Grupy Parlamentarnej czuję się zobowiązana do utrzymywania jak najlepszych oficjalnych stosunków polsko - wietnamskich." No, różnie pojmujemy etos polityka i parlamentarzysty... Ale pisanie „opozycji Wietnamskiej" z dużej litery jest już nadmierną kurtuazją, przymiotniki pisze się z małej litery, np. „parlamentarzysta „Samoobrony", ale „samoobronny (?) parlamentarzysta".



Część ponura

Wesołe są listy posłanki Gut, lekko i przyjemnie się je czyta, tylko nie należy pić przy tym kawy, jak ja, bo się można zakrztusić, tak jak mnie to się zdarzyło.

Drugi list zawiera załącznik, opisany przez posłankę Gut słowami następującymi: „Załącznik: List p. R. Krzysztonia informujący o organizowanej konferencji, przekazany Polsko - Wietnamskiej Grupie Parlamentarnej przez Ambasadę Wietnamu w Warszawie.". Ów załącznik to kserokopia listu, który wysłałem do Przewodniczącego KK NSZZ „Solidarność" Janusza Śniadka. List mówi o konferencji, mówi, po nazwisku, o osobach w nią zaangażowanych, mówi o sytuacji w Wietnamie i o tym, czego należałoby oczekiwać od „Solidarności" w tej sytuacji. Nb. „Solidarność" stanęła na wysokości zadania.

Rzecz w tym, że jest to list PRYWATNY! Posłanka Gut posłużyła się prywatnym listem, upubliczniła go, ani Przewodniczący Śniadek, ani ja jej do tego nie upoważniliśmy! Czy posłanka Gut jest świadoma, że naruszyła prawo? Ale, co ważniejsze, posłanka Gut pisze, że dostała ten list od ambasady SRW. Czy posłanka Gut jest świadoma tego, że tym samym ona dopiero zaszkodziła tym stosunkom Polski z reżimem, które potrzebne nam są, jak koniowi owies? Czy posłanka Gut wie, jak nazywa się taka działalność poselstwa dyplomatycznego, która polega na wchodzeniu w przestępczy sposób w posiadanie różnych dokumentów, dotyczących polityki wewnętrznej państwa, które owo poselstwo gości? Czy aby nie nazywa się to szpiegostwem? Zdałoby się, że dość nawet inteligencji posła „Samoobrony", żeby to pojąć, zanim się palnie, na druku sejmowym, rzecz opatrując własnoręcznym podpisem!

Skoro posłanka Gut tak dobrze życzy stosunkom polsko- reżimowym, po co było ten reżim wysypywać? Teraz już mleko się rozlało i, rzecz jasna, sprawa wędruje do właściwych służb. Polskich...

Robert Krzysztoń
Wstęp i tytuł od redakcji
 
Od redakcji: Komunistyczny reżim w Wietnamie łamie prawa człowieka na wielką skalę. Na porządku dziennym są tortury, skrytobójstwa, cenzura, obozy koncentracyjne. Ofiary wietnamskiego komunizmu liczy się nie w dziesiątkach czy setkach tysięcy lecz w milionach. Wspieranie tego reżimu przez organy niepodległego Państwa Polskiego to hańba.

http://www.kontrateksty.pl/index.php?action=show&type=news&newsgroup=3&id=1995

(0) komentarzy / skomentuj

Przeludnione więzienia 24-11-2006 18:21
Najwyższe od 19 lat przeludnienie w jednostkach penitencjarnych jest głównym problemem polskiego więziennictwa - powiedział w Kaliszu dyrektor generalny Służby Więziennej Jacek Pomiankiewicz. Poinformował, że w zakładach karnych przebywa obecnie ponad 89 tys. więźniów, a 39 tys. skazanych oczekuje na wykonanie kary na wolności. Ponad 35 tys. z nich minął termin stawienia się do odbycia kary. Ta informacja podana przez PAP przemknęła niezauważona.

Kogo to interesuje? Na tym nie zrobi się kapitału politycznego. A społeczeństwo polskie podkręcane przez media i tak preferuje model chiński – pod mur i rozstrzelać. Tymczasem zbliżamy się do standardów Rosji i Białorusi. Jak w warunkach przeludnienia można przestrzegać polskich więzieniach przestrzegać aresztach przestrzegać zapis artykułu 5 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, który mówi, że nie wolno nikogo torturować ani karać lub traktować w sposób okrutny, nieludzki lub poniżający.

Warto przy tym przypomnieć, że przeludnienie dotyczy także ludzi tymczasowo aresztowanych, którzy póki sąd ich nie skaże są w świetle prawa osobami niewinnymi. Co roku kilkuset tymczasowo aresztowanych jest uniewinnianych przez sądy, a co najmniej drugie tyle wychodzi na wolność, bo prokuratura umarza postępowanie. 

Jeśli nie zmieni się polityka karna i coraz częściej będzie się karało więzieniem, nie budując nowych więzień, niedługo czekają nas bunty w więzieniach, a z kryminałów będą wychodziły potencjalne żywe bomby a nie ludzie.

Oczywiście są jeszcze prawa człowieka, przepisy Uni Europejskiej. Ale kto się upomni? Prof. Jan Kochanowski, rzecznik praw obywatelskich, zajęty jest raczej pouczaniem dziennikarzy niż pilnowaniem praw obywateli.

(1) komentarzy / skomentuj

Tragedia w kopalni Halemba 21-11-2006 23:24
A powiydzcie mi fto wpuścioł firmy do roboty na doł? ludzie ło ty robocie zielonego pojyncia niy majom ale robić muszom. a pijondze jak z bezrobocia (Andrzejzeszlafauz)

Jeden z emerytowanych górników twierdzi, że i teraz i w przeszłości żeby nie przerywać wydobycia, przy wzroście poziomu metanu w pobliżu czujników tego gazu, wdmuchiwano strumień sprężonego powietrza, co powodowało że wskażniki pokazywały DOPUSZCZALNĄ NORMĘ METANU. Straszne, ale myślę, że w naszej rzeczywistości bardzo, bardzo, prawdopodobne Kto za to odpowie????? Jak będzie to "komuch", być może. Ale jak "słuszny" ukręci się łeb sprawie.Historia zna takie przypadki...
Wielka tragedia rodzin tych górników, ale winny okaże się pewnie przypadekalbo może SKARBEK ??? (...)

Czytam i oglądam to wszystko i szlag mnie trafia. Co roku przed Barbórką coś takiego się zdaża. Ekspert Poncyliusz najpierw mówi o eksploatacji nadpoziomowej (nie ma czegoś takiego) następnie za 10 minut w innym kanale o eksploatacji podpoziomowej (ktoś jednak podpowiada). Myślałem, że czasy specjalistów od wszystkiego mineły (patrz dyrektor, który kazał osuszyc staw w "poszukiwany, poszukiwana" Barei) jednak nie. Kolejnym pomysłem (już na drugi dzień po tragedi) Poncyliusza jest zamknięcie Halemby. Też pracuję na dole, idę o każdy zakład, że w Halembie nie ma ani jednego górnika, który by o czmś takim pomyśłał nawet w obliczu tak wielkiej tragedi. A zapomniał bym o przywilejach górniczych(może ktoś z tych ekspertów wreszcie powie narodowi co to za przywileje). Przywilejem górniczym jest nagroda Barbórkowa wypłacana raz do roku (w każdej firmie jest dzień energetyka, cukiernika, posła też. Przeważnie też około Bożego Narodzenia w firmach pracownikom wypłacane są jakieś premie).
Drugim przywilejem jest Karta Górnika dodatek w wysokości 70 % stawki bez, kórego górnik zarabiał by około 1000 zł (zlikwidujmy KG i podnieśmy stawki i po przywileju). Trzecim przywilejem jest emerytura po 25 latach pracy w trzydziestokilku stopniowej temperaturze, w atmosferze gdzie tlen nigdy nie stanowi 21 % itp. Wszystkim tym którzy chcą mówic o przywilejach górniczych polecem dwie rzeczy: po pierwsze wizytę w poczekalni górniczego ośrodka zdrowia, oraz lekturę nekrologów (z szczególnym uwzględnieniem wieku zmarłego) na kopalnianych bramach. (melvin   22.11.06, 09:21)

Katowickie forum internetowe gazeta.pl


(7) komentarzy / skomentuj

Prawicowy gej 21-11-2006 00:03
Internauta przesłał mi linki blogów prowadzonych przez geji, z pytaniem, czy wiem, że czytają mnie pedały i czy nie jest to dziwne, że tak się ze mną identyfikują? Odpisałem mu, że dziękuję za informacje i informuję go, że moja strona internetowa nie ma założonego filtra heteroseksualnego. Na to odparł mi, w krótkim e-mailu, że na mieście mówi się, że jestem pedziem. Musiałem mieć coś z Michałem Wiśniewskim, że tak zgodził się mi odkryć, do prowadzenia Nakręconej nocy zaprosiłem pedała, wie co mówi, bo widuje go w Utopi, z innym pedałem latałem z książką Lubiewo Michała Witkowskiego, kompromitując bogu ducha winnego Zbigniewa Religię pytaniem, dlaczego homoseksualiści nie mogą mieć prawo do wspólnego rozliczania się przed urzędem skarbowym? Następnie zrobiłem z niego pijaka. Kilka moich wpisów jest wybitnie progejowskich. Kropką nad i jest zrobienie przeze mnie filmu o „Pedofilach”, gdybym nie był pedziem nie mógłbym tak głęboko wejść w ich świat. Rozmawiali ze mną jak ze swoim.

Przygwożdżony takim rozumowaniem, postanowiłem już nie polemizować z tym, czy jestem czy nie gejem, a zerknałem na linki podesłanych blogów. Oto fragmenty jednego z blogów, prowadzony przez prawicowego geja, dla którego mistrzami są Maciej Rybiński i Igor Zalewski, mnie zaledwie tylko czytuje: http://naiwny-pedal.blog.pl/:

jola ma przyjsc, zdjecie znika. jola wychodzi, zdjecie sie pojawia. rodzice maja przyjechac, zdjecie znika. rodzice wyjezdzaja, zdjecie sie pojawia. marcin wpada, zdjecie znika. marcin wypada, zdjecie sie pojawia. damian wkracza, zdjecie znika. damian oddala sie, zdjecie sie pojawia. koniec. zdjecie nie bedzie znikac. znudzilo mi sie to chowanie i wystawianie. odtad adoracja bedzie permanentna. :-)

ucieszylem sie, gdy praca nr 1 zadzwonila i zlecila mi tlumaczenie z wloskiego. kasa za to zadanie juz tak bardzo mnie nie ucieszyla, ale stwierdzilem, ze przetlumaczenie czesci poteznego "arcydziela" o zyciu chrystusa i poczatkach chrzescijanstwa moze byc interesujacym wyzwaniem. dupa. przed wyjazdem troche w tym podlubalem, a na dobre zabralem sie za to dopiero po powrocie. siedze wiec nad tym od prawie dwoch tygodni, a juz od kilku dni kwicze. boze, jakie to nudne. nie jest to literatura, tylko zbiorowa praca pozbawiona stylu, wiec to tlumaczenie przypomina zwykle przepisywanie. czasem nawet jest tak doslownie - przepisuje (a raczej wklejam) np. wersety biblii. ozywiam sie tylko wtedy, gdy mam jakies problemy z tlumaczeniem nazw wlasnych. zazwyczaj dotyczy to jakis dupereli, o ktorych nie mialem pojecia, wiec sprawdzam sobie, jak jakis krolik czy miasteczko zwie sie po polsku, a przy okazji troche o tym czytam. wlasnie ta lektura daje mi najwiecej satysfakcji. no, ale to ma juz niewiele wspolnego z tlumaczeniem. kazdego kolejnego ranka coraz trudniej mi sie za to zabrac. a gdy mam jakies historyczne watpliwosci, to skwapliwie korzystam z okazji do oderwania sie od pracy.

jesli ktos twierdzi, ze geje sa w polsce przesladowani, to klamie. dwaj faceci moga sie publicznie calowac otwarcie i bez problemow.
zanim o 2.01 w nocy wsiadlem przy hali mirowskiej do 604, na przystanku pocalowalem sie z pewnym gosciem. nie bylo to zadne ciotowskie buzi-buzi, ale pelnokrwisty, choc moze nieco niespodziewany, namietny "calus". musze dodac, ze stalo sie to w czasie, gdy autobus stal juz na przystanku, drzwi byly otwarte, a kilku gosci patrzylo sobie na nas przez okno. po tym - ze tak powiem - incydencie wszedlem do autobusu srodkowymi drzwiami, przeszedlem do przodu i usiadlem. wtedy zdalem sobie sprawe, co zrobilem. troche sie hmmm... balem. no, ale nic. luz, jak to mowi marcin. dojechalem do centralnego, tam posiedzialem sobie w autobusie az do odjazdu na kabaty (prawie kwadrans) i spokojnie bez zadnych ekscesow dotarlem na wyscigi.
604 - gay-friendly bus. no, szok. nie pierwszy zreszta tej nocy.

slychac tylko polskich kibicow, a ja widze tylko boruca. jak pozbyc sie jego zony oraz kubu? :-)
dlaczego od mistrzostw ogladam mecze reprezentacji? chyba jednak nie tylko dla boruca (i innych).
moze po prostu polubilem pilke?
(4) komentarzy / skomentuj

Film o dziennikarzach 20-11-2006 14:53
Pojawiły się plotki, że kręcę film o dziennikarzach. Niniejszym dementuję. Kiedyś złożyłem projekt takiego filmu w telewizji publicznej, ale utknął gdzieś na czyimś biurku lub w koszu na śmieci. To drugie miejsce jest pewniejsze. Obecnie pracuję tylko nad filmem dokumentalnym i książką „Zabić Papałe”. Przygotowuje także od lipca projekt serialu dokumentalnego z Piotrem Pytlakowskim. Nie wiem, czemu ma służyć rozpowszechnianie takich informacji? Co ma wywołać? Opowiadanie bzdur, rozpowszechnianie plotek i pogłosek, niesprawdzonych informacji, w tym się lubuje część świata mediów.

(4) komentarzy / skomentuj

Prawda i szczerość 20-11-2006 12:22
Zapis spotkania Leszka Możdżera w Gazecie Wyborczej. Pytanie z sali: Czy zgodzi się Pan ze mną, że najważniejsze w przekazie muzycznym są prawda i szczerość?
- Brzmi to pięknie, choć - niestety - zbyt idealistyczne. Czasami w poszukiwaniu szczerości i prawdy zastanawiamy się, czy zmarnować cztery godziny na ustawianie mikrofonów pod odpowiednim kątem, i prześladuje nas myśl, że każda godzina wynajęcia studia kosztuje 200 zł. I czasem poprzestajemy na brzmieniu, które nie do końca jest szczere i prawdziwe.”
Leszek jak zwykle szczery do bólu. Każdy z nas mógłby powiedzieć to samo o swojej dziedzinie życia.

(2) komentarzy / skomentuj

Który agent-dziennikarz jest bardziej szkodliwy? 18-11-2006 21:42
Ostatnio spotkania z dziennikarzami, zaczynają się lub kończą pytaniami: kto jest na tej lub innej liście? kto wkrótce zostanie uznany za agenta? Jeden z członków sejmowej komisji specjalnej powiedział w rozmowie ze mną, że celowo najdłużej jak mógł odkładał zapoznanie się z raportem WSI, by po pierwsze móc spokojnie odpowiadać dziennikarzom: nie czytałem, nie wiem. Bo to ich najbardziej interesuje w raporcie. Pozostałe kwestie są dla nich drugorzędne. Po drugie, by nie być podejrzanym o ujawnienie tajemnicy państwowej. Uważa bowiem, że przekazanie raportu do komisji miało zwiększyć krąg podejrzanych o przeciek do mediów.

Jednym z moich rozmówców był dziennikarz śledczy, który obecnie ilekroć zajmuje się jakąś sprawą opisuje ją z perspektywy ABW. A konkretnie jednej z frakcji, bo ta instytucja nie jest jednolita. Dla niego śledztwo dziennikarskie sprowadza się do publikacji kontrolowanego przecieku tejże instytucji lub do napisania artykułu zgodnego z jej stanowiskiem. Oczywiście, on, który wiesza psy na współpracownikach dawnych służb nie ma sobie nic do zarzucenia.


Warto się zastanowić, czy dla dzisiejszych mediów bardziej szkodliwym nie jest aktualny współpracownik służb niż były agent służb III RP. Jeśli środowisko chce się oczyszczać z ludzi dawnych służb, powinno także zająć się dzisiejszymi agentami, tajnymi współpracownikami służb specjalnych. To, że są to służby IV RP niczego nie usprawiedliwia i nie wyjaśnia, zwłaszcza, że w służbach nadal są ludzie z minionych lat. IV RP nie oznacza nagłego cudownego przemienienia złych służb w dobre.

Prawdziwymi szkodnikami w mediach są aktualni agenci służb, a nie dawni, o których teraz obecnie tak głośno. Ich siła oddziaływania jest już mniejsza niż dawniej. Myślenie, że lustracja oczyści środowisko jest naiwne, jeśli nadal tolerowana będzie agenturalna współpraca dziennikarzy z aktualnymi służbami. Niech pamiętają to ci, którzy tak ostro karcą za współpracę ze służbami PRL-u, zapominając o współczesnej agenturze w mediach.
(6) komentarzy / skomentuj

Wybory dla umysłowo chorych 18-11-2006 13:21
Panie redaktorze (…) Pragnę podać Panu temat dotyczący kształtowania się władzy w terenie na bazie wyborów.Przegrałem te wybory 14 głosami i nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, iż te wybory przegrałem w Domu Pomocy Społecznej o statusie dla umysłowo chorych w O. pow. P. (71 do 30 w domu tym jest zatrudniona żona mojego kontrkandydata, zostały przygotowane specjalne instrukcje pisemne dla pensjonarjuszy jak głosować) Są jeszcze inne przyczyny np. kiełbasa wyborcza zakrapiana wódką, ale to już odrębny temat.Pozdrawiam! Mirosław B.


(3) komentarzy / skomentuj

Zanim Wiśniewski wyląduje w więzieniu 17-11-2006 14:10
Michał Wiśniewski, bohater mojego filmu „Gwiazdor”, staje się dzisiaj trzecim medialnym bohaterem dnia po Zygmuncie Solorzu oskarżonym o współpracę z SB i Zbiegniewie Relidze, który „pieprzy to wszystko”. Co jest przyczyną? Prokuratura w Pabianicach postawiła Wiśniewskiemu zarzut i wypuściła go za poręczeniem majątkowym w wysokości 10 tys. złotych.

Zanim media zdepczą Wiśniewskiego, warto by wcześniej dowiedziały się kim jest jego były wspólnik Alfred Reimann, który złożył doniesienie do prokuratury, a który to od kilku lat walczy z Wiśniewskim, różnymi metodami.

Alfred Reimann, dawny bramkarz, potem doradca finansowy, nie tylko Wiśniewskiemu dał się we znaki, oto, co Matthias Reim, gwiazda niemieckiej piosenki, powiedział dla tygodnika Bunte w marcu 2001:„Oto historia Matze i Alfreda, o dwójce przyjaciół. Historia dobrych i złych czasów – marnego końca Matze, 43 letniego gwiazdora niemieckiej sceny muzycznej. Obecnego bankruta. Zwycięzca list przebojów ma ponad 20 milionów długów. Zawdzięcza to Alfredowi Reimannowi, który doprowadził go swoimi finansowymi machlojkami do ruiny. (…) Alfred musi zniknąć z mojego życia. Nie chcę go już nigdy widzieć. Powinien się wstydzić, że coś takiego zrobił przyjacielowi”.

Komentarz Michała Wiśniewskiego zamieszczony na stronie zespołu Ich Troje:

Drodzy Państwo,
:-) w sprawie dzisiejszych sensacji:
Mój były wspólnik Alfred Reimann po raz kolejny złożył w prokuraturze doniesienie. Poprzednich kilka było umarzanych przez Prokuraturę. Tym razem wymyślił coś nowego ...
Chce aby pieniądze zarobione przez zespół Ich Troje w 2001 roku trafiły do niego i to w całości ... fajnie ? może jest jeszcze ktoś chętny ? Wystarczy złożyć doniesienie a z pewnością pojawię się w prokuraturze ... W twoim mieście !

Przypominam Państwu, że jestem regularnie w różnych prokuraturach lub sądach. Raz jestem skarżony za to, że leżałem za długo na fance w trakcie koncertu - raz skarży mnie potrójny zabójca o kradzież tekstu a czasami jadę setki kilometrów aby sam skarżyć o groźby zabójstwa. Czasem tłumaczę się przed władzami Malezji z twórczości zespołu ich troje ponieważ zostałem wpisany na listę artystów zakazanych w tym kraju przez fundamentalistów islamskich. Śmieszne ? Eee tam ...

Czekam obecnie na pozwy z Tajlandii o podjudzanie do puczu wojskowego, z Ghany o korupcję w tamtejszym związku piłki nożnej oraz z Wietnamu gdzie oskarżany jestem o koklusz, syfilis i aids.

Dementuję przy okazji pogłoski o tym, że znałem Edwarda Mazura. Nie byłem również tajnym współpracownikiem SB no chyba, że ktoś w końcu ujawni moją teczkę.

Ale do tego momentu - jestem i będę niewinny ...
P.S.
Prosiłbym aby w myśl zasady: nie ważne jak się mówi, byleby się mówiło - tego typu sensacje wypływały nie na miesiąc a na dzień przed wydaniem płyty. A przypominam, że ukaże się 18-go grudnia. Uff ~!
(4) komentarzy / skomentuj

Jak wylatuje się na bruk? 15-11-2006 22:32
Właśnie miałem dziś okazje zapoznać się technika wywalania w mojej firmie. Poleciał dyrektor pionu - dosyć ważna figura - kilkunastu podwładnych, wysoka pensja, samochód, bonusy etc. O 11 miałem u niego spotkanie – omawialiśmy projekty na najbliższe tygodnie, miał szerokie plany. O 15 praktykantka z HR przyniosła mu kopertę, w środku tekst: w związku z reorganizacja zostaje zwolniony z obowiązku świadczenia pracy. Dostał 1/2 h na spakowanie, hasła do systemów wyłączono natychmiast, telefony tez, z dołu przylazł ochroniarz, niby pomagać w noszeniu kartonów, wszelkie służbowe dobra musiał zdać od razu. Jak na 8 lat pracy w firmie całkiem uprzejme potraktowanie, w końcu mogli go skopać po schodach nie? (Zainteresowany1)
Kasia9634: dostałam wypowiedzenie pocztą i ani słowa po przyjściu do pracy.

Ania: Mój kolega dostał w niedzielę wypowiedzenie SMs'em.

Anmar123: Też miałem "miłe" rozwiązanie stosunku pracy. W Sylwestra miałem "dyżur" czyli miałem byś do końca racy jako jeden z działu. W dziale kadr też siedziała koleżanka. Chciała mi wręczyć wypowiedzenie. Odmówiłem przyjęcia, Była wściekła, bo musiała jeszcze z tym iść na pocztę - polecony. 2 stycznia portierka na powitanie powiedziała: Panie M. nie mogę pana wpuścić na teren zakładu.
Krzysztof: kiedyś pracowałem w firmie, która 2-m pracownicom przysłała wypowiedzenia poczta kurierska - dostały i pokwitowały odbiór przesyłki w sobotę, czyli rozpoczął im się 2-tygodniowy okres wypowiedzenia.

Reo: A mnie wywalił z firmy nowy szef polskiego oddziału. Najpierw przez godzinę słuchał mojej prezentacji, zadawał rzeczowe pytania itp. a na koniec mówi – oto wypowiedzenie. Byłem mocno zaskoczony.
Ale ponieważ nie miałem już nic do stracenia przynajmniej mu powiedziałem co o
nim myślę - ty ch..u!

REP: Miałam podobnie...wezwano mnie meilem, cały zespół miał omawiać strategie marketingową dla swoich regionów na następny rok, miał być dyrektor firmy i się przysłuchiwać...ważne miało być ...przygotowywałam się długie godziny. Po przyjeździe okazało się, ze nikt nic nie wie o żadnym spotkaniu. W firmie stawić
miałam się po wypowiedzenie, jak się okazało po godzinie...nie potrafiłam się pozbierać przez lata...depresja po utracie pracy, która była dla mnie wszystkim, utrata wiary w ludzi, potem rozpad rodziny ...

Zofia: Mnie powiadomiono przez telefon. Na dzień przed wygaśnięciem umowy. I tak miałam szczęście, bo w tej firmie zdarzały się przypadki, że ludzie przychodzili do pracy, przebierali się w robocze ubrania, a dopiero potem się dowiadywali, że mogą sobie iść do domu. Wierzę w to, że te sk....., które tak
traktują ludzi, też poznają smak takiego "pożegnania".

http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=23&w=51931063&v=2&s=0
(8) komentarzy / skomentuj

Układ lekowy trwa 15-11-2006 00:08
Kilkakrotnie w programach Konfrontacja poruszałem problem istnienia układu lekowego w Polsce. Jak widać, nic się nie zmienia po mimo zmiany władz. Ostatnio w związku z aferą w Jelfie, która próbowała zamieść sprawę corhydronu pod dywan wypowiedział się minister Bolesława Piecha, który wspomniał o naciskach wywieranych przez firmy farmaceutyczne na Ministerstwo Zdrowia i ludzi tam pracujących. Te słowa przeszły bez echa. Nie zainteresował się tym minister sprawiedliwości, prokurator krajowy.
Dotarł do mnie list byłego ministra zdrowia Mariusza Łapińskiego do Igora Rycika autora artykułu „Człowiek ze sterylizatora” w „Newsweek”, który jeśli zawiera prawdę powinien wywołać burzę, a przynajmniej zajęcie stanowiska w nadchodzącym numerze Newsweeka. A przede wszystkim reakcję prokuratury. Łapiński pisze: „Pragnę poinformować, że w ABW są materiały wskazujące na to, że przeciwko firmie CC-med działania medialne podejmowała firma Promed.” Krótko mówiąc kolejny przykład wojny koncernów farmaceutycznych, do której używa się mediów, dziennikarzy. Przypomnę, że koncerny farmaceutyczne mają jeden z największych budżetów pr-owskich i robią z tego użytek. Przy tym jak mówi minister Piecha mają potężną siłę, bo potrafią zastraszać funkcjonariuszy państwa.
(7) komentarzy / skomentuj

To, co wydaje się tak oczywiste już nie jest takie pewne 14-11-2006 22:51
Jestem teraz po zdjęciach. W dokumencie zapisuje się kilkadziesiąt godzin taśm, ale są takie rozmowy jak ta dzisiejsza, trwająca cztery godziny, o których się wie już w trakcie rejestracji, że na pewno trafi do filmu. Inne spojrzenie na śledztwo w sprawie zabójstwa Papały, które przygwoździ widza. To, co wydaje się tak oczywiste już nie jest takie pewne.

(0) komentarzy / skomentuj

Gamonie i Krasnoludki górą 12-11-2006 23:35

Wybory samorządowe. W Warszawie wyborcy woleli głosować na kandydata Gamoni i Krasnoludków niż Wojciecha Wierzejskiego z LPR.
(13) komentarzy / skomentuj

Kłótnia o kiełbasę 12-11-2006 00:20

Polacy to kłótliwy i zawistny naród. Polacy za granicą zawsze są w ogonie, jako mniejszość narodowa nie potrafią wybrać jednej reprezentacji narodowej. Polonia zawsze jest skłócona, co więcej często Polacy wstydzą się swojej narodowości. Ten kto mieszka lub mieszkał poza granicami naszego kraju, wie o czym mówię.

Dobrym tego przykładem jest dwóch braci w USA, którzy pokłócili się o kiełbasę. Jak podaje portal internetowy polonii w USA "Expatpol" spór ten rozstrzygnął ostatnio sąd federalny. Chicagowski dziennik nie omieszkał wyśmiać tego sporu.

„Poszło o to, który z synów Franka Bobaka -seniora rodu chicagowskich masarzy Bobaków, rodem z Podhala - ma prawo do wytwarzania znanych kiełbas i sprzedawania ich pod znakiem firmowym Bobak Sausage.

W lutym bieżącego roku Bobakowie przeprowadzili reorganizację w borykającej się z kłopotami firmie Bobak Sausage Co. Jej początek dał w 1967 roku Frank Bobak, który zaczynał od robienia kiełbas w domowej wannie. Firma rosła i z czasem otwarła swą wytwórnię oraz główny sklep w dzielnicy McKinley Park, gdzie osiedliło się wielu Polaków, w większości z południa Polski. Po reorganizacji rodzinnego biznesu Stan miał zostać prezesem firmy i zająć się produkcją , a John odpowiadać za sprzedaż wyrobów w trzech sklepach Bobak Sausage na przedmieściach Chicago. Konflikt rozpoczął się wtedy, gdy-jak twierdzi Stan- usłyszał, że John zakupił dużej wydajności sprzęt do produkcji kiełbas. Wkrótce potem zauważył spadek zamówień na wyroby firmy z dwóch sklepów na zachodnich przedmieściach Chicago. Dla Stana stało się jasne, że John przystąpił do produkcji własnych kiełbas i sprzedaży ich jako produktów pochodzących z wytwórni Bobak Sausage Company, ulokowanej na południu Chicago i należącej do Stana. Ten niewiele myśląc podał brata Johna do sądu federalnego oskarżając go o naruszenie prawa do znaku firmowego Bobak Sausage Co(…)

Umowa sądowa kończy spór, ale nie kładzie kresu animozjom jakie podzieliły rodzinę Bobaków. Stan Bobak stwierdził, że jego brat John jest osobą niepożądaną w wytwórni Bobaków na południu Chicago. Stan przyznaje też, że czułby się źle odwiedzając sklepy brata- Johna.”

Pod artykułem jeden z komentatorów  napisał: A to nie jest do końca tak, jak ten dziennikarz napisał. Wbrew pozorom, to nie synowie się pokłócili a ich żony... Jednak na jedno wychodzi.
(6) komentarzy / skomentuj

Dopuściliśmy do akceptacji takich szumowin 11-11-2006 10:38

O ilu polskich miasteczkach można powiedzieć to samo? Komentarz jednego z byłych mieszkańców ponad trzytysięcznego Drobina po informacji o znalezieniu ciała zamordowanego Krzysztofa Olewnika. Czy ta śmierć zmieni społeczność Drobina?

„Tragedia jest wielka, młody chłopak, życie było przed nim (znałem osobiście jak i całą rodzinę), ale problem jest jeszcze inny. DROBIN - to jest problem. Cała masa bandziorów i chuliganów. Drobin słynie z dwóch rzeczy. Pierwsza to bandytyzm i bezprawie. Każde nowe pokolenie dorasta w tym syfie. Wiecznie widać grupki młodocianych często pijanych chłopców oczywiście czerpiących przykłady od starszych. Chodzą grupkami "bujają się". Ja dorastałem w czasach Ciuraków, Modelów, Pazików, Kojaków, Wilamów, Cajmerów itp. Ile razy oni rządzili na Drobinie. Na przykładzie takiego Cajmera można przeanalizować to co przez lata dzieje się w Drobinie. W ciągu kilku lat ze zwykłego smarkacza stał się jednym z groźniejszych bandytów, tylko dlatego że nikt nie reagował na to co wyprawił a potem to go się już wszyscy bali. Podejrzewam że wielu z tych byłych i nawet dorastających już nowych bandytów ma kolegów w śród was piszących te komentarze. Przecież taki Bokser to był cienki jak polsilver, a teraz okazuje się, że dopuścił się największej zbrodni. Pedro - zanosił się na nawet reprezentanta Polski w piłce nożnej (to ta druga rzecz z czego słynie Drobin - kuźnia talentów piłkarskich np. Kajcio śp.) a teraz zajmuje się porwaniami i morduje. W pale się nie mieści do czego dopuściliście, a może i ja mieszkając przez parę lat w Drobinie. Dopuściliśmy do akceptacji takich szumowin.

Ilu z was piszących na tym forum widziało co się dzieje na Drobinie kradzieże, rozboje, napady, podpalenia, w biały dzień butowanie ludzi na parku i przystanku i nic nie robiliśmy. Bo to przecież nie nas butowali. Ja przynajmniej mam satysfakcję że dostałem 3 razy po gębie bo się postawiłem. A wy teraz marsze chcecie organizować i gó.. zorganizujecie bo tacy już są mieszkańcy Drobina. Jak będą okradać sąsiada to pozamykacie okna i będziecie cicho siedzieć żeby wam nikt szyb nie powybijał zamiast dzwonić na policję. A jak będą bić na mieście waszego kolegę to pierwsi spie..cie, a potem dopiero będziecie się odgrażać co to wy nie zrobicie. Ilu z was przechodząc codziennie do guzuna do sklepu przechodziło obok tych bandytów i mówiło im cześć. Ludzie zacznijcie od siebie, zróbcie marsz ale odwagi, że macie dosyć bandytów w Drobinie. Ciuraków ktoś pognał w świat to może i resztę te da się wypier.... w kosmos. Pokażcie jacy jesteście odważni. Czy jesteście to w stanie zrobić? Nie wdawajcie się w polemikę między sobą , nie użalajcie się, weźcie się razem i zróbcie coś co pozwoli wam z podniesioną głową spojrzeć w lustro. A jak dalej wam odwagi brakuje to zróbcie to ze względu na Krzyśka.

Wyrazy najszczerszego współczucia dla całej Rodziny Olewników.”

http://www.drobin.mazowsze.pl/portal/content/view/34/1/#akoinputforum
(2) komentarzy / skomentuj

Dlaczego tylu dziennikarzy zgodziło się zeznawać w sprawie więzień CIA? 10-11-2006 12:10

Jakiś czas temu zwrócono się do mnie z  zapytaniem, czy nie zechciałbym stanąć i być przesłuchanym przed europarlamentarną komisję śledczą do zbadania sprawy rzekomego wykorzystania krajów europejskich przez CIA do transportu operacji nielegalnego przetrzymywania więźniów w Europie. Wahałem się przez kilka dni. Wreszcie odmówiłem. Dlaczego? Zbierałem dokumentację w tej sprawie, rozważając jeden z odcinków programu „Konfrontacja” o domniemanych tajnych więzieniach CIA w Polsce. Jakąś tam wiedzę posiadłem. Oczekiwano ode mnie także bym opisał przed komisją reakcję władz, polityków, gdy pytałem w tej sprawie, na dziennikarskie śledztwo. Mój rozmówca był miły, na pewno jego celem nie była żadna polityczna rozgrywka, jednak już skład komisji nie pozwalał mi tak powiedzieć. Poznałem wcześniej listę osób, które się zgodziły, by następnie się wycofać. Wreszcie ostateczną listę osób. Zaskoczyła mnie tak duża ilość dziennikarzy, proporcjonalnie do polityków, która się zdecydowała zeznawać przed komisją. Czy aby tutaj nie pomyliły się dziennikarzom role? Czy nie powinni uwzględnić wszystkich aspektów działania tej komisji? Mojemu rozmówcy z Brukseli odparłem, że raczej moją rolą powinno być zrealizowanie reportażu, dokumentu, programu, czy napisanie artykułu w tej sprawie, a nie zeznawanie przed komisją. Dlatego nie do końca rozumiem sensu zeznawania dziennikarzy w tej sytuacji. Wpierw niech się wypowiedzą wpełni w mediach, przedstawiając rzetelne śledztwo dziennikarskie, a nie biegną przed tymczasową komisję parlamentu europejskiego.

Poproszono, żebym przynajmniej pojawił się na uroczystej kolacji w restauracji Studio Buffo. Na nią się zgodziłem. Jednak zrezygnowałem, gdy posłuchałem rozmowy dwóch członków komisji w TVN24. Powtórka z naszej komisji bankowej, pomyślałem i zdjąłem garnitur.
(8) komentarzy / skomentuj

Dokument zepchnięty na margines 09-11-2006 12:41

Wczoraj wieczór spędziłem z Jerzym Kapuścińskim, szefem tworzonego kanału TVP Film. Przeprosinowa z mojej strony whisky dla niego, za słowa, które niesłusznie wypowiedziałem o nim, także na blogu. Rozmawialiśmy o sytuacji polskiego dokumentu. Ten gatunek zanika w Polsce, spychany jest na margines, odwrotnie niż to dzieje się na świecie.

Co się dzieje z dokumentem w telewizji publicznej? Gdzie jest pasmo do jego emisji? Do kogo i z kim ma się tam udać obecnie twórca? Czy jest tam akceptacja dla trudnych, czasami kontrowersyjnych, w tym śledczych i społecznych, dokumentów?
(4) komentarzy / skomentuj

Czy Polska jest wasalem USA? 08-11-2006 20:59

Trwa gra pozorów, czyli natychmiastowe wezwanie ambasadora USA na dywanik do naszego ministra spraw zagranicznych po ujawnieniu notatki z rozmowy wiceambasadora amerykańskiego z polskim urzędnikiem MSZ. Oczami wyobraźni widzę, jak ambasador nerwowo przebiera nogami przed drzwiami w oczekiwaniu na audiencję. Państwo także? Nie?

Amerykanie od dawna czują się bezczelnie w Polsce. Urzędnik ambasady amerykańskiej w to osoba mająca wielką władzę. Kiedyś odczułem to na własnej skórze. Oto wybrałem się z ekipą telewizji polskiej przed ambasadę USA, by sfilmować kolejkę oczekującą po wizy. Ekipa telewizyjna była oznakowana. Stanęliśmy pod drugiej stronie, by nie rejestrować zbliżeń, a jedynie zarysy ludzi oczekujących w upokorzeniu na upragnioną wizę. Po chwili pojawił się urzędnik z ambasady amerykańskiej i kazał nam odejść, na co zareagowałem, a jakim to prawem? Stoimy na polskiej ulicy, kilkadziesiąt metrów przed ambasadą. Czy ta ulica jest także terenem ambasady? Zażądał ode mnie dowodu osobistego.  Zaprotestowałem.  Legitymować ma mnie prawo tylko policja, jeśli popełniam jakieś wykroczenie. Reakcja? Urzędnik wezwał ruchem ręki, przyglądających się nam z boku policjantom, którzy do tej pory nic nie widzieli nagannego w naszym zachowaniu. Funkcjonariusze podeszli i ku mojemu zdziwieniu posłusznie wykonali polecenie. Zapytałem, a jakim to prawem słuchają się amerykańskiego urzędnika? Wzruszyli bezradnie ramionami. Wraz z całą ekipą przekazaliśmy dokumenty. Ekipie nadal kazałem filmować. Atmosfera gęstniała. Policjanci konsultowali się już na szczęście ze swoim szefem, jak mi później wyjawili, a nie z urzędnikiem amerykańskiej ambasady. Podobno urzędnik chciał, by nas zatrzymać i zawieźć na komendę stołeczną, ale szef skojarzył moje nazwisko i nie chciał mieć afery. Po sfilmowaniu kolejki odjechaliśmy. Niesmak jednak pozostał.

Kiedy wyemitowano nagranie z tego zdarzenia w programie „Nakręcona noc” nikt z władz telewizji nie pomyślał o tym, by napisać list protestacyjny do ambasadora i komendanta stołecznego policji. Zastanawiano się tylko, jakie będą konsekwencje tego antyamerykańskiego materiału.

Tradycyjnie bezczelny, pisze o amerykańskim urzędniku, który chciał dymisjonować naszego wicepremiera, minister Radek Sikorski. Smutne. Minister polskiego rządu uznał, że to normalne, iż amerykanie nas pouczają. Dlaczego od razu w czasie spotkania minister Jesień nie wstał i nie wyrzucił wiceambasadora za drzwi, a pokornie słuchał i notował?
(4) komentarzy / skomentuj

Kolejne groźby 08-11-2006 09:06

Dzień zaczyna się od telefonu od Piotra Sieńko. Włamano się do jego samochodu i włożono kolejną kartkę z groźbami. Na miejscu jest teraz ekipa dochodzeniowa policji.

Wczoraj miałem rozmowę z dziennikarzem, który wyraził wątpliwości – „Czy nie jest to kreowanie się Piotra Sieńki?” „Co w zamian uzyska?” – odparłem. Sprawę zgłosił na policję. Niech policja i prokuratura wyjaśnia. A my powinniśmy tego przypilnować. Pamiętam, jak w czasie realizacji filmu „Pedofile” z napaści na moją osobę policja i prokuratura zrobiła kolizję drogową. Dosłownie! Ktoś w centrum miasta, przy wyjeździe z ulicy Wilczej, próbował wtargnąć do mojego samochód, na szczęście miałem zablokowane drzwi, więc poza szarpaniem klamki, skończyło się na urwanym lusterku bocznym. Udało mi się zapisać numer auta, z którego wybiegł napastnik. Natychmiast zadzwoniłem na policję, mówiąc, w jakim kierunku jedzie auto ze sprawcą. Następnie zgłosiłem się na policję. Po kilku miesiącach policjant prowadzący sprawę powiedział mi, że sprawa nie jest prowadzona w związku z napaścią a kolizją drogową. Dosłownie! Doszło do sytuacji, iż sprawca w pewnym momencie otrzymał z policji lub prokuratury mój numer telefonu. Nie był to zresztą jedyny incydent, jaki mnie spotkał w czasie pracy nad filmem „Pedofile”. Jeden z dziennikarzy napisał o tym tekst, ale spadł, bo redaktor uznał, że jest to promocja filmu. Gdyby wówczas media nagłośniły problem, wsparły mnie, wyszłyby ciekawe kulisy, jak te, że istniała zainteresowana grupa policjantów, bym nie chodził z kamerą po środowisku męskich prostytutek, nocnym światku Żurawiej. Jeden z policjantów sam korzystał z usług nieletnich chłopców.

Piotr Sieńko: Poniżej przesyłam treść anonimu jaki dziś w nocy podrzucono mi do samochodu zaparkowanego przed blokiem, w którym mieszkam. Gdy rano wyszedłem by pojechać do pracy okazało się, że auto jest otwarte, jeden z zamków uszkodzony a na kierownicy leży kartka z poniższą zawartością. O ujawnionym anonimie powiadomiłem policję, która zabrała list do laboratoryjnej analizy, przeprowadziła oględziny miejsca włamania i zebrała odciski palców z drzwi samochodu.

TREŚĆ PODRZUCONEGO LISTU:
„Jesteś niereformowalny i dalej próbujesz podskakiwać… mówiliśmy ci odpierdol się od tych tematów, albo sam zrobisz sobie nimi krzywdę. Nie szukaj pomocy u wszystkich świętych bo to i tak na nic. Nie pomogą ci dziennikarze, nie pomoże „pani rzecznik” od ziobry. Niepotrzebnie jechałeś na rozdroże. Minister jest za cienki w uszach na te sprawy. Wykonaj jakieś ruchy a następnego ostrzeżenia już nie będzie.”


(9) komentarzy / skomentuj

Rzecznik Praw Obywatelskich pomylił role 07-11-2006 20:17

Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu uznaje prowokację dziennikarską, tymczasem nasz rzecznik praw obywatelskich Janusz Kochanowski uznał, że prowokacja dziennikarska jest sprzeczna z podstawowym sensem pracy dziennikarskiej. Czytam dalej: „utrwalenie pozyskanych informacji w jakiejkolwiek formie, np. za pomocą urządzeń utrwalających dźwięk czy obraz, stanowi niezwykły i nie budzący kontrowersji element warsztatu pracy dziennikarza" Przestrzega także dziennikarzy przed możliwymi konsekwencjami prawnymi upubliczniania nagrań, dokonanych bez zgody osoby nagrywanej (groźba kary grzywny lub ograniczenia wolności).Po takim oświadczeniu pan Kochanowski powinien podać się do dymisji i podjąć pracę prokuratora.

Bez prowokacji dziennikarskiej nie zrobiłbym filmów „Klatka” i „Pedofile”. Rozumiem, że przyłapany przeze mnie pedofil chcący współżyć seksualnie z czternastolatkiem może liczyć teraz na wsparcie pana Kochanowskiego.
(6) komentarzy / skomentuj

Piotr Sieńko: Prośba do kolegów dziennikarzy o pomoc 06-11-2006 14:07

Wczoraj wieczorem zadzwonił do mnie dziennikarz Piotr Sieńko. Jechał na policje, by zgłosić próbę jego zastraszenia. Dzisiaj przesłał mi list i kopię anonimu. Czasami warto by  pozostał ślad. Tym bardziej, że dotyczy to dziennikarza, który nia ma wsparcia jakiejkolwiek redakcji.

„Drodzy Koledzy Dziennikarze,
W związku z pogróżkami, jakie otrzymałem, zwracam się do Was z prośbą o interwencję w mojej sprawie. Poniższy anonim (skan oryginału w załączniku wiadomości) podrzucono mi wczoraj wieczorem do samochodu przed jedną z restauracji na warszawskiej Saskiej Kępie. O tym fakcie zawiadomiłem policję. Z informacji, jakie zawarte są w poniższym liście wynika, że dla swojego dobra powinienem przerwać zbieranie materiałów na potrzeby przygotowywanych od pewnego czasu publikacji. Oczywiste jest dla mnie, że bohaterowie tematów, którymi od dawna się zajmuję, nie chcą by cokolwiek na temat ich działalności, zostało ujawnione i ukazało się w prasie drukowanej lub innych mediach. Dlatego też grożą mi, próbują zastraszyć i odwieść od dalszego zbierania kompromitujących ich materiałów.

TREŚĆ LISTU Z POGRÓŻKAMI:

Zostaw „wojskowe” tematy albo szukaj dobrego lekarza. Bawisz się niebezpiecznymi zabawkami. Raz już dostałeś za to po dupie (zapomniałeś? Huta Warszawa = wylot z Super Expressu) nic Cię to nie nauczyło? Wtedy załatwiliśmy Ci kuroniówkę i wilczy bilet. Teraz nie będzie już tak delikatnie. Karierę skończysz młodo i przedwcześnie - w najlepszym przypadku w sali 515. Nikt Ci nie pomoże, ani kumple z CBŚ, ani nawet ta mała, z którą byłeś na Kocjana. Czołgi, samoloty, gazociągi i rosyjscy komandosi, to zabawki dla dorosłych. Odpierdol się od tego...

KILKA WYJAŚNIEŃ:

„wojskowe” tematy to  sprawy, którymi zajmuje się od ok. 2 lat, związane m.in. z przemysłem zbrojeniowym lub szeroko pojętym bezpieczeństwem państwa, w których występuje ten sam krąg osób wywodzących się ze środowiska dawnych WSI lub świata polityki, państwowych instytucji i biznesu z nim związanych.

Sala 515 - sala pooperacyjna oddziału chirurgicznego jednego ze szpitali, gdzie jeszcze tydzień temu przebywał członek mojej najbliższej rodziny.

„kumple z CBŚ” - przez ok. 5 ostatnich lat zajmowałem się m.in. tematyką kryminalną, w tym sprawami związanymi z pracą funkcjonariuszy Centralnego Biura Śledczego.

Kochana - warszawski sąd, w którym byłem w ubiegłym tygodniu. O tym, że odbyła się tam rozprawa, której się przyglądałem wiedziały prócz mnie tylko dwie poszkodowane w sprawie osoby.

„czołgi, samoloty, gazociągi i rosyjscy komandosi” – słowa klucze tematów, jakimi od wielu miesięcy się zajmuję:

1. Kłopoty ze zrealizowaniem bumarowskiego kontraktu na dostawy czołgów
dla armii Malezji.
2. System gazosygnalizatorów wojskowych wykrywających skażenia promieniotwórcze i chemiczne, opracowanych przez Polaków, które nie zostały dopuszczone z niewyjaśnionych przyczyn (nieoficjalnie przez naciski WSI) do masowej produkcji.
3. Kwestie dywersyfikacji dostaw gazu ziemnego do Polski %u2013 zabiegi rosyjskich służb specjalnych względem budowy gazociągu Jamał II oraz gazoportu LNG. Udział Aleksandra Gudzowatego w procesie dostaw gazu do Polski.
4. Kłopoty z wywiązaniem się Polski z kontraktu PZL Mielec (należących do państwowej Agencji Rozwoju Przemysłu) na dostawy samolotów skytruck do Indonezji.
5. Kwestie nieuregulowania umowy prywatyzacyjnej dawnej Huty Warszawa, grożące Skarbowi Państwa wypłatą włoskiemu koncernowi Lucchini nawet 1,5 mld zł odszkodowania.
6. Wątek restrukturyzacji FSO, związany z wyprowadzeniem spod kontroli państwowej należącego do fabryki Daewoo Towarzystwa Ubezpieczeniowego, dziś PTU.

Kilka z wyżej wymienionych tematów zostało w ostatnim czasie zablokowane z niewyjaśnionych przyczyn w kilku różnych redakcjach, z którymi współpracowałem lub współpracuję. Kilkanaście publikacji, które się ukazały zaowocowało obstrukcją ze strony redakcji, podczas prób ich kontynuacji, mimo, że nigdy przeciwko mnie ani żadnej redakcji, która publikowała te materiały nie wniesiono pozwu sądowego ze strony opisywanych w artykułach osób oraz instytucji. Jak wynika z podrzuconego anonimu, jedna z opisywanych przeze mnie powyżej spraw, mogła być bezpośrednim powodem, dla którego redakcja ponad rok temu, przedwcześnie rozwiązała ze mną umowę o pracę. Oficjalnie odmówiono bowiem
wówczas podania przyczyn, dla których wspomniana umowa zostałam rozwiązana.

W związku z powyższym, będąc od pewnego czasu „wolnym strzelcem”, niezatrudnionym na stałe w żadnej redakcji, która mogłaby stanąć za mną w obliczu prób zastraszenia, nie pozostaje mi nic innego jak tylko poprosić o solidarną dziennikarską pomoc, ze strony środowiska dziennikarzy, w którym od lat funkcjonuję i z którego się wywodzę. Nie jedno z Was może się przecież każdego dnia znaleźć w podobnej sytuacji. Liczę na Waszą pomoc.

Z poważaniem,
Piotrek Sieńko”
(18) komentarzy / skomentuj

Unik Kurnika 06-11-2006 12:27

- To unik – mówię Romanowi Kurnikowi, na to on nawet nie zaprzecza i odpowiada bezczelnie: - Tak.

Nie zgadza się na rejestrację rozmowy. Kurnik wybiera sobie rozmówców wśród tych, o których wie, że nie usłyszy trudnych pytań. Szuka dziennikarzy, którzy nie weszli głęboko w sparwę Marka Papały. Do jednego z nich potrafił nawet dzwonić, proponować wywiad, ale ten doskonale go przejrzał i odmówił.
(1) komentarzy / skomentuj

No Direction Home Bob Dylan 05-11-2006 23:48

Patrząc na dokument Martina Scorsese  „No Direction Home Bob Dylan”, pomyślałem, czy u nas mógłby powstać taki film i nie myślę tylko o czasie jego trwania, ponad trzy godziny, ale przede wszystkim o żyjącym bohaterze sceny muzycznej? Czesław Niemen? Nikt inny mi nie przychodzi do głowy. Zresztą, kiedyś z Piotrem Metzem myśleliśmy o filmie dokumentalnym o Czesławie Niemenie. Jeszcze wówczas żył. Pewnego wieczoru długo rozmawialiśmy o tym, rozstaliśmy się w przeświadczeniu, że trzeba go zrobić, ale potem, następnego dnia przyszło otrzeźwienie. Która z telewizji, który z producentów, która z wytwórni muzycznych, kto zaangażowałaby się w taki projekt w Polsce? Czesław Niemen odszedł… Odchodzą także inni, którzy warci są by podsumować ich niecodzienną biografię.
(4) komentarzy / skomentuj

Odkręcanie złego wizerunku Mazura 04-11-2006 22:56

W mediach seria wywiadów z ludźmi, którzy wyrażają głębokie zdziwienie, że Edward Mazur jest podejrzewany o zlecenie zabójstwa Marka Papały, ludzi, którzy wprost mówią, iż wątpią w winę Mazura. To dopiero początek odkręcania złego wizerunku Edwarda Mazura. Leszek Misiak w najnowszej Gazecie Polskiej, w jednym z lepszych artykułów, jaki się ukazał o Mazurze w naszej prasie, wspomina, że w roku 2002, po zatrzymaniu Edwarda Mazura, około 50 osób – biznesmenów i polityków – podpisało petycję w jego obronie, która miała trafić do prokuratury. Pełnomocnicy Mazura czekają na właściwy moment by ujawnić ten list, twierdzi Leszek Misiak w rozmowie ze mną, który coś wie, a nie powiela bzdety o Mazurze. Jeśli byłaby to prawda, w saloniku powinno się zagotować. Choć czy ja nie przesadzam? Przecież media mogą bardzo szybko przejść nad tym do porządku dziennego, bo czuwaliby nad tym pr-owcy zainteresowanych w milczeniu osób.

W ogóle sensacja goni sensacje. Coraz głośniej o wspólnej fotografii Petera Kalwickiego, związanego z Ricardo Fanchinim-Koziną, z jednym z byłych premierów RP. Tenże premier miał bywać w domu Kalwickiego w Duseldorfie. Kozina to jeden z ostatnio rozpracowywanych wątków w sprawie zabójstwa gen. Marka Papały.

Prawda, czy plotki? Wszystko to służy jedynie gmatwaniu, zaciemnianiu sprawy. Postawa prokuratury jednak to umożliwia, nie można przez lata ciągle odmawiać odpowiedzi, zakrywać się tajemnicą i dobrem śledztwa.

(5) komentarzy / skomentuj

Dlaczego nie wystąpiłem z wnioskiem do IPN? 04-11-2006 13:26

Bernard zapytał, czy wystąpiłem do IPN z wnioskiem o udostępnienie dokumentów lub zapytaniem o status „pokrzywdzonego”? Po co? Co miałbym zrobić z dokumentem wydanym przez IPN? Oprawić i powiesić sobie na ścianie? Co zyskałbym mając taki dokument? Nie pracuję na żadnym etacie, nie współpracuję z TVP, gdzie współpracownicy są do tego zobowiązani. No może, gdybym mógł to zrobić elektronicznie, poprzez Internet, zrobiłbym to, choć nadal nie wiem, po co? Lata siedemdziesiąte to przedszkole i szkoła podstawowa. Stan wojenny pamiętam z perspektywy ucznia średniej szkoły. Jako dwudziestokilkulatek nauczałem w wiejskiej szkole. Mieszkałem na wsi. Tam wydawałem lokalne pisemko, które próbowałem legalnie zarejestrować, współtworzyłem komitet obywatelski w gminie Ryjewo, dawne województwo elbląskie. Był to jeden z pierwszych komitetów obywatelskich na tym terenie. Za swoją działalność nigdy nie spotkała mnie żadna krzywda. Wtedy walka z PZPR nie wymagała już takiej odwagi. Ludzie albo się angażowali w zmiany albo nie. Pokrzywdzonym byłem jak każdy, komu się przyszło urodzić w PRL-u. Bo każdy urodzony w PRL może dzisiaj powiedzieć, że odebrano mu możliwość rozwoju, szansy na inne życie.
(13) komentarzy / skomentuj

Biznes to biznes? 02-11-2006 15:06

Pani Teresa z Drobina postanowiła dorobić sobie na zainteresowaniu porwaniem Krzysztofa Olewnika. Koło Drobina leży rodzinna wieś Krzysztofa Świerczynk. Skserowała artykuł z lokalnej gazety i sprzedawała po 50 groszy zainteresowanym. Spotkała ją za to krytyka na forum internetowym. Urażona, szybko odpowiedziała na portalu Drobin ONline:  „SZCZERE WYRAZY WSPółCZUCIA CAłEJ RODZINIE OLEWNIK - składa Teresa Satkowska.
 Dot. 2 komentarzy na temat ,,zarabiania pieniędzy na cudzym nieszczęściu".Wyjaśniam: Prowadzimy małą firmę, która m.in. świadczy usługi ksero:
- format A4 - 0,25 zł za stronę
- format A5 - 0,50 zł za stronę.
Przeprowadzamy kazdą sprzedaż w/w usługi przez kasę fiskalną.
Mamy szyld i ,,Zaświadczenie o wpisie do ewidencji działalności gospodarczej" Nr R.RG-6411-931/04-06.
Jest mi niezmiernie przykro że zostałam posądzona o nieuczciwość. Otórz jedno co mi przychodzi do głowy w związku z tymi komentarzami to,że ,,siła konia i głupota ludzka- to dwie rzeczy do końca nie zbadane".
A może w tym wszystkim chodziło o ,,wylizywanie" się rodzinie Olewnik- to życzę sukcesów.
ZARABIAM UCZCIWIE I WYOBRAź SOBIE, żE WCALE SIę NIE WSTYDZę. 
Jeszcze coś: pracownikiem Telekomunikacji nie jestem już od 5 lat i nazywam sie Satkowska a nie Szatkowska.
Z poważaniem Teresa Satkowska.” (Pisownia oryginalna.Źródło:http://www.drobin.mazowsze.pl/portal/content/view/34/)

Przyznam, że kilkakrotnie czytałem oświadczenie pani Teresy i nie wiem, jak je skomentować? O co mi zresztą chodzi? O co chodziło krytykującym ją internautą? Pani Terasa ma szyld. Zgłoszenie prowadzenia działalności gospodarczej. Świadczy usługi ksero. Więc w czym problem? Nie w tym przecież, że powielała artykuł bez zezwolenia redakcji i autora. Stojący przed cmentarzem sprzedawcy zniczy i kwiatów także zarabiają. Autor artykułu także zarobił na tekście, tak jak i gazeta zwiększyła swoją poczytność w regionie. Odczuwam jednak niesmak. Może zbyt blisko tej tragedii była pani Teresa, by tak na zimno podejść do sprawy, uznając, że wszystko to biznes?
(8) komentarzy / skomentuj

Osoba Zaufana 01-11-2006 12:48

Przez kilka dni wycierałem dywany gabinetów decydentów szukając wsparcia finansowego dla filmu o sprawie generała Marka Papały.  Może przesadzam z tym słowem wycierałem, bo rozmowy były miłe i nadużyciem byłoby powiedzenie, że byłem tam petentem. Nikt nie kazał czekać przed drzwiami, nie było problemu z wyznaczeniem spotkania. Wszędzie podawano dobrą białą kawę. Efekt? Zobaczymy. W przyszłym tygodniu kolejne zdjęcia.

Odezwał się Żwirek z komentarzem „Dziennikarze agenci”: Lista dziennikarzy agentów nie krąży, bo o liście wszyscy wiedzą od blisko dekady, a w momencie gdy opuści Rakowiecką błyskawicznie trafi do internetu. Krążą natomiast plotki kto jest na liście. Z moich przecieków wynika, że najbardziej ucierpią dwa najbardziej opiniotwórcze dzienniki (o długiej tradycji).

W 1997 r. Zbigniew Siemiątkowski polecił ówczesnemu szefowi UOP gen.Andrzej Kapkowski sporządzić listę dziennikarzy (i polityków) współpracujących z cywilnymi służbami specjalnymi. Warszawka dziś rzeczywiście plotkuje, że w najbliższych tygodniach ta lista zostanie opublikowana (razem z ujawnieniem dziennikarzy współpracujących z WSI).

Kategoria nie brzmi "Zaufany", tylko OZ (Osoba Zaufana) i jest dobrze znaną formą dobrowolnej współpracy, nieco słabszą niż TW (Tajny Współpracownik).

Warunkiem statusu OZ jest wyrażenie ustnej zgodny do podjęcia współpracy i zgodzenie się na poufne i systematyczne przekazywanie informacji oficerowi prowadzącemu. W teczkach OZ znajdują się polecenia zbierania konkretnych informacji, a także pisania artykułów "z tezą". "Wynagrodzeniem" OZ było zwykle przekazywanie przez oficerów informacji na wyłączność.”

Jednak wbrew temu co twierdzi „Żwirek” lista wyciekła i krąży. Od kilku dni trwa sprawdzanie, kto na niej jest. „Zaufany” to mój ironiczny skrót, bo śmieszą mnie te kategorie, podgrupy, rodzaje współpracy, a przede wszystkim dowolność kryteriów uznawania, czy ktoś jest „zaufany” czy nie. Ktoś kto raz otarł się o dziennikarstwo śledcze wie, że łatwo jest trafić na taką listę. Każdy UOP-owiec chciał mieć sowich zaufanych dziennikarzy i mógł tym chwalić się przed szefami. Czy lista zdziesiątkuje niektóre redakcje? Wątpię, bo wątpię w twarde dowody, sama lista pisana ręką służb nie wystarczy. I słusznie. Inną sprawą jest, że opisana powyżej współpraca to draństwo.
(8) komentarzy / skomentuj

Sprawa porwania Olewnika 31-10-2006 08:56

Kiedy piszę te słowa trwają zatrzymania w związku z porwaniem Krzysztofa Olewnika. Przypomnę czytelnikom, historia porwania Krzysztofa Olewnika liczy pięć lat. I może do teraz nie byłaby rozwiązana, gdyby nie decyzja prokuratora krajowego Janusza Karczmarka, który po programie Konfrontacja zdecydował przenieść na prośbę rodziny sprawę do Olsztyna. Dzisiaj już można powiedzieć z pewnością, że gdyby wymiar sprawiedliwości działał prawidłowo, gdyby biuro detektywistyczne Krzysztofa Rutkowskiego działało tak jak powinno, Krzysztof by żył.

Dwa lata temu ustalony został mężczyzna, który dzwonił do rodziny Olewników w imieniu porywaczy. Ponad 2 lata znana była osoba, która podkładała listy z żądaniem okupu. Rodzina Olewników nie otrzymała policyjnego negocjatora. Sama zakupiła sprzęt do nagrywania rozmów i przekazywała kopie nagrań policji i prokuraturze. Akcja przekazania okupu nie była monitorowana ani zabezpieczona, pomimo, że policja wiedziała o tym 24 godziny wcześniej. Jakby przykładów niedociągnięć policji i prokuratury było mało w tej sprawie, to na koniec skradziono akta prokuratorskie porwania Krzysztofa Olewnika. Od początku sprawy działał także detektyw Krzysztof Rutkowski, który wziął od rodziny pieniądze za sprawę i pozorując działania mamił ich, że pracuje nad sprawą. Tymczasem jak dzisiaj pokazuje śledztwo, jeden z ludzi Rutkowskiego jest zamieszany w to porwanie. Pamiętam jego hardość w czasie konfrontacji rodziny Olewników z nim, którzy wprost w oczy mówili mu o draństwie, którego się dopuścił. Przed programem trywializował to porwanie mówiąc, że mamy do czynienia z  samoporwaniem Krzysztofa. Ta wersja zresztą była powszechna wśród policjantów pracujących nad sprawą. Według nich Krzysztof Olewnik sam się porwał, następnie sam się zabił, wrzucił się sam do studni, gdzie trzy tygodnie leżał martwy, a potem sam się zakopał dwa metry pod ziemię.

Wielu osobom na rękę było nieudolne działanie policji i prokuratury. Pisanie skarg, wniosków, apeli nie przynosiło efektów. Dzięki temu można było od Olewników wyłudzać pieniądze za pomoc w odnalezieniu Krzysztofa. A żerowali: policjanci, politycy, funkcjonariusz CBŚ, dziennikarz.

Czy były oficer policji M., przyjaciel Rutkowskiego, który już za sam skandaliczny sposób prowadzenia śledztwa powinien wylecieć z policji, stanie przed wymiarem sprawiedliwości? Czy będzie determinacja, by wszyscy winni zostali ukarani? Czy sprawa w wymiarze sprawiedliwości nie zostanie zamieciona pod dywan pod pretekstem braków dowodów?


Tekst napisałem wcześniej, kiedy to dowiedziałem się, że jeden ze sprawców zaczął zeznawać. W poniedziałek zidentyfikowano DNA Krzysztofa. Wstrzymałem publikację, bo trwały zatrzymania. Wczoraj wieczorem zadzwonił do mnie ojciec Krzysztofa Włodzimierz Olewnik. Cieżko mu było mówić. Ja także nie wiedziałem, co powiedzieć. Brak słów.
(6) komentarzy / skomentuj

Zamknąć małolatów za grafitti 30-10-2006 22:04

W południe słyszę orzeczenie dzisiejszego wyroku Trybunału Konstytucyjnego. To kolejna deska do trumny i tak rachitycznego dziennikarstwa śledczego w Polsce.

Wieczorem słyszę jak wicepremier, minister edukacji Roman Giertych mówi, że dzieci za malowanie grafitii powinni być karani. Przypominają mi się czasy realizacji filmu „Blokersi”. Wydawałoby się, że tak głupie myślenie tamtego okresu, gdzie straż miejska w Opolu uczyła się jak rozpoznawać hiphopowca przed ich koncertem już minęły.

Strach pomyśleć, co przyniesie jutrzejszy dzień.
(8) komentarzy / skomentuj

Albo teczka na stół albo milczenie 29-10-2006 12:10

Internauta przysłał mi informację, że wreszcie Waldemar Pawlak odezwał się na swoim blogu w sprawie Edwarda Mazura. Pawlak uważa, że po opublikowaniu informacji w portalu Onet, że Mazur był agentem polskich służb, zmienia się już geografia dyskusji, więc on i jego niektórzy działacze PSL nie muszą już się tłumaczyć ze związków z Edwardem Mazurem.

W sprawie Mazura pojawiło się kilka newsów, jak ten, że Życie Warszawy, piórem Doroty Kani, odkryło, iż Mazur był agentem służb polskich PRL i IIIRP. Kilka miesięcy temu powiedziano to w programie Konfrontacja poświęconym sprawie generała Marka Papały. Przez wiele miesięcy wisiała na mojej internetowej stronie poszerzona kopia artykułu dla dziennika Metropol, gdzie o tym także była mowa, nawet podawałem inicjały osoby werbującej Mazura. Autorem, który już wcześniej wspominał o związkach Mazura ze specjalnymi służbami był Leszek Misiak. Wczoraj przez przypadek usłyszałem jak Witek Gadowski z Przemkiem Wojciechowskim raczą nagle nowym odkrytym dla mediów wątkiem,w aurze tajemniczości, bo nie chcą wymieniac nazwiska, który także został poruszony w Konfrontacji i w artykule w dzienniku Metropol. Już wtedy zwróciłem uwagę na postać księdza Jankowskiego, który pojawia się w sprawie. A ściślej watek jego ochroniarza. Zarzuciłem wówczas, że ks. Jankowskiego przesłuchiwano na kolanach. Przez chwilę chciałem zadzwonić do nich, ale machnałem ręką. Postanowiłem tylko wykasować artykuł ze swojej strony. Odgrzewanie starych kotletów pozwala jeszcze mediom toczyć umierajaca dyskusję o sprawie Papały. Z niezrozumiałych względów bez echa przeszedł wywiad prokuratora Jana Mierzewskiego przeprowadzony przez Wojciecha Czuchnowskiego, który ku nieszczęściu wielu osób nie wpisywał się w medialną falę komentarzy w tej sprawie. A warto by postawić w związku z nim kilka pytań.

Na drugą kawę zjawia się u mnie gosć, który sypie kolejnymi nazwiskami dziennikarzy z listy „Zaufanych”. Czekam, aż Rafał Ziemkiewicz, który twierdzi, że nic się już teraz w Polsce nie chowa pod kocem, zamieści listę na swoim blogu lub w felietonie. Tak jak przy taśmach Rywina warszawka gada i gada o tej liście i nawet nie wspomni, że takowa się pojawiła. Choćby po to, by ją wykpić.

Dlaczego ja nie publikuję tych nazwisk? Postanowiłem tylko wspomnieć o tym kuriozum. O fakcie jej istnienia. Dla mnie ta lista bez dowodów jest tylko kawałkiem papieru. Kategoria „zaufany”, czy uznanie kogoś za osobowe źródło poprzez kogo można przekazywać wybrane informacje do mediów ma w sobie tyle dowolności interpretacyjnych… Albo teczka na stół albo milczenie.

(4) komentarzy / skomentuj

TW i Zaufani 26-10-2006 22:34

Dowiedziałem się, że oto powstała lista zaufanych dziennikarzy UOP i ABW. Lista ta zaczyna krążyć. Rozmówca wymienił kilka nazwisk z tej listy. Znajdują się  na niej także dziennikarze kojarzeni z prawicą. Rozumiem, że teraz poza byciem współpracownikiem służb TW została wprowadzona kolejna grupa współpracująca tzw. „Zaufanych”.
(4) komentarzy / skomentuj

Nieetyczny apel rady etyki mediów 26-10-2006 22:16

To skandal, że takie brednie uchodzą radzie etyki mediów. Dzisiejszy apel „Odpowiedzialnie informować o ekstradycji Mazura” pokazuje, że te osoby przebywają na innej planecie. Czy zapomnieli ile lat już trwa ta sprawa? Czy nie zwracają uwagi na to, że to, co w USA jest sprawą normalną, upublicznianie wniosków, aktów oskarżenia, u nas nie jest przyjęte? Czy uważają, że jeśli dziennikarze w Polsce nie napisaliby tego, to obrońcy, osoby zainteresowane nie skorzystaliby z faktu, że wniosek o ekstradycję jest tam jawny? Nie wspomnę już tego, że poza dwoma świadkami, pozostali od lat są znani. Pisano o nich. Pouczanie, że publikowanie materiałów „powinno  się odbywać w porozumieniu z właściwymi organami wymiaru sprawiedliwości” jest skandaliczne.  A jak ktoś ma przeciwne, odmienne zdanie i by je wykazać musi powołać się, odnieść?” To nie etyczne robić z dziennikarzy współpracowników wymiaru sprawiedliwości. Oj, jak by chcieli teraz prokuratorzy, policjanci mieć taką władzę i dyktować co mogą napisać, a czego nie dziennikarze.
(2) komentarzy / skomentuj

Społeczni rzecznicy prokuratury 25-10-2006 23:27

Przyznam, że już nie jestem w stanie słuchać komentarzy w sprawie Edwarda Mazura, zwłaszcza niektórych dziennikarzy, którzy zamienili się w rzeczników prokuratury. Czy osiem lat tego śledztwa nie nauczyło ich także posiadania wątpliwości? Jak w ogóle można twierdzić, że rozwiązano sprawę śmierci Marka Papały? Jak można twierdzić, że rozpracowano tę zbrodnię? Wszyscy już dostali akty oskarżenia? Zostali skazani prawomocnymi wyrokami?

Kolejne zdjęcia do filmu, kolejne rozmowy. Trudno je robić, bo co chwila zastanawiam się, czy mówią to, co wiedzą, pamiętają, czy to co zasłyszeli i przeczytali? Niektórzy nawet zapomnieli co nie dawno mi mówili i dzisiaj zaprzeczają.
(2) komentarzy / skomentuj

Zamiast przeglądu prasy recenzowanie prasy 25-10-2006 10:43

Po przebudzeniu chwytam za pilota i włączam telewizor. Na ekranie w poranku TVN24 przegląd prasy w wykonaniu Katarzyny Kolendy-Zalewskiej. Na twarzy ma wyraz obrzydzenia, ironię. Dopiero się przebudzam, więc jeszcze nie dociera do mnie, o co chodzi? Co takiego wywołało w niej tak negatywne emocje? Okazuje się, że przed nią leży „Gazeta Polska”. I zamiast przeglądu prasy, wyboru artykułów, słyszę recenzję „Gazety Polskiej”. Zabrakło jej chyba pod ręką kubła na śmieci, bo tam najchętniej z obrzydzeniem rzuciłaby najnowszy numer „Gazety Polskiej.”

(10) komentarzy / skomentuj

Kulesza osiągnął cel 24-10-2006 00:21

Odwołanie prof. Witolda Kuleszy z funkcji szefa pionu śledczego IPN powinno stać się już dawno. Choćby jego stosunek do sprawy wyjaśnienia zabójstwa ks. Jerzego Popiełuszki powinien spowodować natychmiastową dymisję. A Klesza trwał, nawet przy obecnej władzy, i swoją inercją zniechęcał do tego by spróbować na nowo spojrzeć na tamte śledztwo. Dzisiaj falę chęci wyjaśnienie sprawy śmierci Popiełuszki zdławiono. Stało się to także przy akceptacji niektórych obecnych hierarchów kościoła pod pretekstem zagrożenia dla procesu beatyfikacyjnego ks. Jerzego. A tak naprawdę przed kompromitacją wynikającą z ich dziwnych powiązań z PRL-owską władzą. Kiedy kilka miesięcy temu, tuż po jego nominacji, rozmawiałem z prezesem Kurtyką i wydawało się, że coś się zmieni w śledztwie dotyczącym śmierci ks. Jerzego, nie myślałem, że Klesza jest tak silny, że jego wizyty u księdza prymasa Glempa będą tak skutecznym parasolem ochronnym. Tym bardziej, że orędownikami wznowienia śledztwa był Zbigniew Wasermann i Zbigniew Ziobro. Wspominano o powołaniu specjalnej komisji sejmowej. Dzisiaj już nikt o tym nie chce pamiętać. Muszę przyznać Kuleszy, że osiągnął cel. Kto się dzisiaj upomina o pełne wyjaśnienie sprawy zabójstwa ks. Jerzego Popiełuszki?
(4) komentarzy / skomentuj

Waldemar Pawlak nabrał wody w usta 21-10-2006 22:10

Euforia związana z zatrzymaniem Edwarda Mazura trwa. Przełom w śledztwie, obwieszczają niektórzy. Dlaczego komentatorzy nie powiedzą, że o osobach występujących w tym dramacie wiadomo od lat. Przypomnę wszystkim, że Mazura Jerzy Mierzewski, Elżbieta Grześkiewicz i Małgorzata Wierchowicz wytypowali już dawno temu jak zleceniodawcę i od czterech lat jesteśmy w podobnym miejscu jeśli chodzi o to kto jeszcze poza Mazurem i cynglami może zostać doprowadzony pod sąd. Jak aresztują kogoś innego poza Mazurem, wówczas można mówić o przełomie. Na dzień dzisiejszy przełomem jedynie wydaje się być wola decydentów dzisiaj rządzących by nie być hamulcowymi tego śledztwa. Teraz już trudno będzie zwalać zespołowi śledczemu na naciski z góry, na blokady.

W związku z aresztowaniem Edwarda Mazura zajrzałem na bloga Waldemara Pawlaka, a tam można tylko przeczytać: „Rano spotkałem się w Starachowicach z samorządowcami i mieszkańcami. Powoli zaczynają odbudowywać miejsca pracy w regionie. Spec Strefa daje większe możliwości przedsiębiorcom. Środki europejskie poprawiły infrastrukturę.” Żadnego komentarza o  Mazurze, żadnych wspomnień z ich znajomości, związków  Mazura z nim osobiście i jego partią PSL. Leszek Miller przynajmniej cynicznie gratuluje ministrowi Ziobro, a ten nabrał wody w usta. Dlaczego nikt z dziennikarzy nie podstawił kamery i mikrofonu Pawlakowi?
(5) komentarzy / skomentuj

News z opóźnieniem. 23.28 20-10-2006 23:28

O 21 radiowa agencja IAR, a potem Wirtualna Polska i Interia, podały za Życiem Warszawy, że Milan Subotić, były dziennikarz TVP, a obecnie sekretarz programowy TVN, był współpracownikiem wojskowych służb specjalnych PRL, a później WSI. Portale Onet i Gazeta milczą. Na czerwonym pasku, a nawet na niebieskim nie ma na TVN24 także tej informacji. Bez komentarza. Bo co tu komentować? Wybiórczość w podawaniu informacji? Ta nam się podoba, a ta nie? Ta słuszna a ta nie?

Inną sprawą jest, że prezentowana deklaracja współpracy podpisana przez Suboticia nie jest deklaracją współpracy z WSI a wywiadem wojskowym PRL. Więc jeszcze nie ma zaprezentowanych dowodów na współpracę z WSI. To jednak czepianie sie szczegółów.
(6) komentarzy / skomentuj

Nie tylko Edward Mazur 20-10-2006 18:40

Ekstradycja Edwarda Mazura, jeśli w ogóle do niej dojdzie, wcale nie musi oznaczać tego, że pojawienie się jego w polskim areszcie zmiecie SLD-owskie elity. Zresztą czemu miałaby tylko SLD-owskie? PSL-owskie elity także mają się czego obawiać w związku z ekstradycją Mazura. A może nawet bardziej. Czy nie naiwna jest wiara, że Edward Mazur pójdzie na współpracę z prokuraturą, zacznie sypać? Jak na razie nie ma żadnych podstaw, a to właśnie zeznania Mazura mogłyby być przełomem.

I najważniejsze, brak dowodów procesowych, że ktoś z tych elit działał ramie w ramie z Edwardem Mazurem. Lata prowadzenia tak a nie inaczej tego śledztwa, dzisiaj się mszczą takim a nie innym materiałem dowodowym.

Według moich rozmówców do dnia dzisiejszego nie jest znany motyw zlecenia zabójstwa Edwarda Mazura. To ciągle hipotezy, chodzenie we mgle.

Minister Zbigniew Ziobro może jednak ten dzień zaliczyć jako swój osobisty sukces.
(4) komentarzy / skomentuj

Jawne nagrywanie Bisztygi 17-10-2006 22:43

Rano telefon od Jana Bisztygi. Mocna wymiana zdań związana z moją wczorajszą wypowiedzią w TVN24. Efekt? Ku mojemu zaskoczeniu zgadza się na zdjęcia do filmu o zabójstwie generała Marka Papały. W godzinę organizuję sprzęt i operatora i nagrywamy dwu godzinną rozmowę.

Na koniec wracamy do tematu Aleksandra Gudzowatego, któremu doradza, jak to określił, w sprawach zewnętrznych. I w przeciwieństwie do Marcina Kosska, potwierdza, że się z nim przyjaźni.

(7) komentarzy / skomentuj

Gra taśmami Gudzowatego 17-10-2006 11:03

Wczorajsza wizyta w programie Bogdana Rymanowskiego w TVN24. Dopiero na miejscu dowiaduję się, że nie będzie nikogo z Gazety Wyborczej. Powinienem, zawrócić i wyjść. Z szacunku dla Rymanowskiego, postanawiam zostać. Wiedziałem jednak, że postawiony zostanę w roli adwokata Gazety Wyborczej, Adama Michnika. Przed wejściem rozmowa z szefem ochrony Aleksandra Guzowatego Marcina Kosska, która pogłębiła poczucie, że ta rozmowa na wizji nie będzie miała sensu. Kossek, jako człowiek do wynajęcia, wykonał swoją prace najlepiej jak mógł. Stroną jest Aleksander Gudzowaty, a nie on. Do tego świadomość, że w dziesięć minut, a nie jak planowano w dwadzieścia nie będzie czasu wyjaśnić czegokolwiek. Z trudem powstrzymywałem emocje. Powtórzyć teraz mogę tyle,że w sprawie Aleksandra Gudzowatego należy uważać na manipulacje upublicznianiem tej a nie innej informacji, tej a nie innej taśmy. Marcin Kossek w rozmowie przed wejściem na wizje przyznał, że przekazał prokuraturze tylko wybrane taśmy. Należy też odpowiedzieć na pytanie, co w całej sprawie robią ludzie dawnych służb pracujący obecnie na rzecz Aleksandra Gudzowatego?
(21) komentarzy / skomentuj

Gudzowaty, piękny i niewinny 13-10-2006 11:08

Aleksander Gudzowaty w rozmowie z Moniką Olejnik w porannej audycji Radia Zet, wyzywa mnie. Kreuje się na pokrzywdzonego. Biedaczek. To nie on nagrywa, tylko jego ochrona bez jego wiedzy. W ogóle w rozmowie z Moniką Olejnik cierpi na amnezje. Nie pamięta, kiedy rozmawiał  z Adamem Michnikiem. Rok? Trzy lata temu? Informuję Pana Gudzowatego, że szef jego ochrony Marcin Kossek chodził z propozycją dostarczenia taśm do dziennikarzy, proponował umówienie na spotkanie z samym Gudzowatym. Spotkał się m.in. z jednym z dziennikarzy Polityki, gdzie skarżył się, że nikt nie chce zająć się tematem, tu wymieniał gdzie był, a tu taki spisek, za którym stoją znaczące osoby w Polsce, by zniszczyć jego pryncypała. Rozumiem, że działał bez wiedzy i zgody swego szefa. Teraz Gudzowaty wywali oczywiście za to szefa swojej ochrony na bruk.
(22) komentarzy / skomentuj

Taśmy Gudzowatego 11-10-2006 22:49

Wyjaśniam. Program „Misja specjalna” ma upublicznić taśmy nagrane przez Aleksandra Gudzowatego. Miało się to odbyć inaczej, w minioną niedzielę, w porozumieniu z jednym z tytułów prasowych. Jednak, jaki mówi znajomy dziennikarz, "ujawnienia tego nie chce nikt.".

Jak się okazuje Gudzowaty od dawna, jak książkowy „szpion,” rejestruje swoje spotkania.  Zarejestrował m.in. spotkanie z Adamem Michnikiem. (Według dziennikarza to nie on rejestrował.) Teraz Gudzowaty chodzi po mieście i zapewnia, że taśmy przeciekły z prokuratury, on nie był źródłem ich upublicznienia. Prawda jest jednak inna. Ale dalej to niestety musi być przemilczane, by chronić źródła dziennikarskie.

Chłopcy, w tych nerwowych czasach, po prostu pokłócili się przy stoliku brydżowym. To nie jest ostatnia sprawa, która w związku z ich kłótnią teraz wypłynie na powierzchnie.
(34) komentarzy / skomentuj

Dziennikarze – marionetki polityków? 11-10-2006 15:07

„To co się dzieje teraz w Polsce, w mediach… Przestaje chodzić o prawdę, a o politykę. Politycy wykorzystują nas, media. Dlaczego mamy być ich narzędziami?” Tego sms-a- napisałem do dziennikarza, którego szanuję. Napisałem, po tym jak dowiedziałem się o kolejnej sprawie, aferze, zadymie, która zostanie wzniecona dziennikarskimi rękoma. Sprawie, która trafi na czołówki i którą natychmiast zawłaszczą do swoich celów politycy. Szybko zwołają konferencje prasową, wydadzą oświadczenie. To oni tak naprawdę nadadzą jej swoimi komentarzami ostateczny kształt nagłośnionej przez media sprawie. Tak jakby to oni ostatnio przejęli w Polsce funkcje redaktorów naczelnych.

Nie bądźmy naiwni, że ostatnie wydarzenia medialne nie mają związku z wojną polityków, z brudną kampanią, która się obecnie dzieje. Sekielski i Morozowski, którzy na pewno nie byli na pasku WSI, także zostali w nią wciągnięci. Zapewne nie spodziewali się, że tak to wszystko się skończy. Ich program od momentu kiedy wkroczył w to Maksymiuk, wkroczyło szefostwo Samoobrony, a potem Platforma Obywatelska i SLD, przestał być już zwykłym dziennikarskim działaniem. Jeśli Sekielski z Morozowskim myśleli, że mają wszystko pod kontrolą, dzisiaj powinni zrozumieć, że tak nie było. Przeciek do Gazety Polskiej nie był przypadkowy. Nie miał nic wspólnego ze żmudnym wielomiesięcznym śledztwem dziennikarskim. Ktoś rzucił dziennikarzom świadomie newsa. Co mieli zrobić? Czekać? Czy opublikować, wiedząc, że tym samym wymanewrowują się w politykę? Kolejne upubliczniane taśmy, tym razem Gudzowatego, to także rozgrywka. Dlaczego dopiero teraz? Dlaczego PAP otrzymał wpierw te, a nie inne dokumenty z szafy Lesiaka?

Każdy z dziennikarzy w pewnym momencie zastanawia się, a przynajmniej powinien, kto tak naprawdę kreci ogonem? Czy my? Czy to nami kręcą? Patrząc z perspektywy czasu muszę stwierdzić, że wiele razy zostałem wykorzystany. Stałem się przekaźnikiem nie swoich poglądów, nie tego co czułem? Dzięki mnie ktoś załatwiał swoje porachunki. Ile to razy tak naprawdę stawałem się marionetką polityków? A byłem przecież autorem i reżyserem programu.

Czy można się przed tym ustrzec? Chyba w dzisiejszych rozpolitykowanych czasach,  w tej nikczemnej wojnie, podziale na tę i tamtą stronę jest to niemożliwe. Jak z tego wyjdą media? Czy ostatecznie dokona się podział w środowisku dziennikarskim? Ilu z nas straci wiarygodność?

Felieton ukazał się na łamach dziennika „Metropol”.
(9) komentarzy / skomentuj

Milczenie ze strachu 09-10-2006 22:44

Praca nad filmem i książką o zabójstwie komendanta policji generał Mara Papały to natrafianie na każdym kroku na przeszkody, „dobre rady”, które mają mnie zniechęcić, zawoalowane mniej lub bardziej groźby, kłamstwa, manipulacje, przemilczenia. Najgorsze jest jednak milczenie, zasłanianie się tajemnica służbową, państwową, ale najgorsze jest milczenie wynikające ze strachu przed mówieniem o tej sprawie. Czego się nadal boją moi rozmówcy po tylu latach? Dlaczego nie wierzą, że żyją w innej rzeczywistości?
(7) komentarzy / skomentuj

A może tak za miasto 05-10-2006 23:24

Wróciłem z Antyradia, gdzie gościłem w audycji Tomka Kina. Nie widzieliśmy się rok czasu. Odkryłem go dla „Nakręconej nocy”. Zaskoczony jestem jego zmianą. On też zaskoczony moją. „Jesteś taki spokojny” - stwierdza. Jednak, kiedy w połowie audycji porusza sprawę poparcia lub jego braku Morozowskiego i Sekielskiego oraz sprawę generała Marka Papały, pojawiają się emocje. Muszą być na tyle silne, że w przerwie na muzykę wdziera się do studia Janusz „Kosa” Kosiński, by także rzucić swój komentarz. Kosa, to wieczny outsider, którego za niepokorność wiecznie wyrzucają na bruk z kolejnych miejsc pracy. Wleciał z suchą bułką, kiedy się orientuje, ukrywa ją za plecami. Kosa przycina swoją słowną kosą krótko Morozwskiego i wychodzi. Potem w eterze jest jeszcze więcej emocji. W ogóle radio to inna planeta niż telewizja.

Odczytuje teraz smsy, które napłynęły. Jeden z nich to wiadomość, że Bronisław Wildstein do wyborów na pewno nie zostanie odwołany, drugi przekazujący smsa rozsyłanego przez Adama Wajraka z Gazety Wyborczej: „Czarna procesja 7 października, godz 11, plac Piłsudskiego. Na czarno ubiorą się ci, którym obcy jest ten styl uprawiania polityki.” Piję teraz szklankę whisky i myślę, czy nie warto jednak w ten weekend wyjechać z dziećmi za miasto, by być z dala od tego kryterium ulicznego. Planowanych jest dziewięć manifestacji.

(24) komentarzy / skomentuj

Dlaczego idą na manifestację PO? 05-10-2006 12:02

Otrzymałem e-mail od dziennikarza, który na pewno nie jest ideologiczny, jest postacią jakby to powiedzieli młodzi „frikową”. Pisze on: „W sobotę idę na manifestację PO. Rozmawiałem wczoraj z Robertem Brylewskim, kiedy powiedział, że tez idzie, zapytałem, dlaczego podłącza się pod jakąś partie polityczną. Przecież to politycy, a więc ściema, tak czy siak. Odpowiedział, że to jedyny sposób na zamanifestowanie swojej niechęci wobec PiS. To tyle jeśli chodzi o jednego z ojców założycieli polskiego rocka alternatywnego. Mnie natomiast zafrapowała wczorajsza wypowiedź Gilowskiej. Zyta powiedziała, że trzech kolejnych lat kampanii wyborczej Polska gospodarka nie wytrzyma.
Więc może faktycznie lepiej byłoby olać manifestację. Jednak, sorry, tej pierwszej po prostu nie warto. Trzeba iść, choćby po to żeby, jak to napisał czołowy internetowy opozycjonista  Matka_Kurka, robić frekwencję. To wojna, trzeba iść na ulice. Wcale mnie to nie bawi, ale czuję, że tak trzeba.”
(23) komentarzy / skomentuj

Komentarz do „Kurestwa medialnego” Bogdana Chroboty 04-10-2006 23:45

Nerwy puściły Bogdanowi Chrobocie i napisał w swoim blogu „Kurestwo medialne. Casus Subotić”. Czytam komentarze i jestem zdziwiony krytyczną reakcją za tytuł, emocjonalność. Blog jest zawsze głosem bardziej wewnętrznym,prywatnym, intymnym, stąd i takie wpisy. To nie artykuł w gazecie. Właśnie dzięki temu możemy teraz przeczytać komentarze, które są poza oficjalną, dyktowaną przez media, rozmową o stanie mediów, środowiska dziennikarskiego.

Emocje jakie towarzyszą takiej rozmowie poznałem na własnej skórze, realizując „Układ medialny” w programie „Konfrontacja”. W komentarzach do wpisu Andrzeja Chraboty mamy nagą prawdę, którą zamiata się pod dywan. Press o tym nie napisze, przemilczy. Wyobrażacie sobie okładkę tego miesięcznika z tytułem „TVN cenzuruje, tak jak inni.”?

Maciej Gawlikowski w komentarzu pisze: „Czy Milan wstrzymał lub ocenzurował? Dowodów nie mam. Tobie nie muszę mówić, że o kulisach podejmowania decyzji przez szefostwa telewizji nie są informowani autorzy filmów. Fakty są takie, że gdybym nie sprzedał filmu "Zastraszyć księdza" do państwowej telewizji to nie ujrzałby światła dziennego. Proponowali mi, że zapłacą ale nie puszczą go w takiej formie. Miały zniknąć twarze ubeków i ich nazwiska a film zostałby przez nich "skrócony" o kilkanaście minut. Czy Milan był w gronie podejmującym te decyzje? Zgadnij kotku... :-)))
Jedynka film kupiła i wyemitowała bez ingerencji cenzury. Duża w tym zasługa Andrzeja Godlewskiego i Macieja Grzywaczewskiego.”

Tylko co, z tej dyskusji wyniknie? Czy to cokolwiek zmieni? Poza odkryciem politycznych podziałów. Nic. Choć musze uprzedzić Bogdana Chrabotę, że przyjdzie mu zapłacić cenę za ten wpis i przybędzie mu wrogów w środowisku, niektórych przyjaciół straci. Taka jest cena za mówienie wprost tego, co się myśli, czuje w naszym pluralistycznym, otwartym na poglądy środowisku medialnym.


(9) komentarzy / skomentuj

Wieczorny kac 04-10-2006 09:53

Mam kaca po wczorajszym wieczorze. Wielu powinno go zresztą mieć. Jeszcze w uszach mam rechot Andrzeja Morozowskiego i „Andrzej, daj spokój” Sekielskiego. Nerwy puszczają. Bogusław Chrobota swój wpis w blogu zatytułował „Kurewstwo medialne. Casus Subotica.” Wcześniej rozmawialiśmy telefonicznie, wnioski smutne. Media ubabrały się politycznie.

Wczorajsze „Teraz my”, mogło być sukcesem TVN-u, ale jak obserwowałem reakcję TVN przez cały wczorajszy dzień, można było przeczuwać, że zamiast kropki nad i, program zamieni się w rzeźnię. TVN jeszcze nigdy tak naprawdę nie musiał się tłumaczyć, był ponad krytyką i w sytuacji kryzysowej nie potrafił się odnaleźć. Przekonanie, że my jesteśmy najlepsi, najwięksi, najmądrzejsi, zgubiło wczoraj Morozowskiego i Sekielskiego, z zaakcentowaniem na tego pierwszego.

Pamiętam jak w programie „Konfrontacja” wytknięto cenzurowanie przez władzę TVN. Pokazano niewyemitowany materiał Faktów i opowiedziano historię filmu Witka Gadowskiego. Wpierw nie puszczono go w zaplanowanym terminie. Wołkowe „Życie musiało dać na przemiał wydrukowany nakład, zapowiadający emisję filmu. Film się ostatecznie ukazał, ale ocenzurowany. Autor nie miał wyboru, musiał się zgodzić na ingerencję. Reakcją na to było wpisanie mnie na czarną listę. Nie ważne było, że w tym samym programie mówiono o ingerencji dzisiejszej cenzury w telewizji publicznej, w Polsacie.

Przegranym wczorajszego wieczora jest także Tomasz Sakiewicz, który rzuca mikroportem u Bogdana Rymanowskiego, bo nie chce odpowiadać na pytania, następnie odmawia przyjścia do Sekielskiego i Morozowskiego. W ten sposób obniżył rangę dzisiejszej publikacji w „Gazecie Polskiej”, której szefuje.

Jak widać, wszystkim wczoraj puściły nerwy. Czy ktoś jest wygrany po wczorajszym dniu? Nie ma zwycięzców.
(20) komentarzy / skomentuj

Kontratak IV RP 03-10-2006 14:29

To co mówiło się pod koniec tamtego tygodnia w kuluarach, szeptem, to co było plotką, to co miało zatrząść światem mediów i polityków, dzieje się właśnie teraz. Publikacja w „Gazecie Polskiej” nie jest przypadkowa. Ale jakie to ma teraz znaczenie. Każdy teraz będzie odwracał kota ogonem. Dziennikarze, którzy próbowali wmawiać wszystkim obiektywność, odkryją swoje maski. Dziennikarze mają poglądy polityczne, swoje sympatie i dają temu wyraz. Czynią to tylko pod płaszczykiem autorytetu i obiektywności.

Jaki będzie świat mediów po tej burzy? SDP krytykuje, SDRP nagradza. Listy poparcia. Listy protestu. Oczyszczeniem mają być listy agentów służb, bo to niby przez nich tak źle się dzieje w mediach. Nie wierzę, że poznamy wszystkich agentów służb, zarówno cywilnych jak i wojskowych. Może na stosie spali się kilku niewygodnych. Nie wierzę także, że zapanują nowe standardy w świecie dziennikarskim. Bo nie układ medialny jest problemem, ale układy towarzyskie, które naprawdę rządzą mediami i nie mają zawsze czytelnych opcji politycznych.
(7) komentarzy / skomentuj

Znęcanie się w polskich komisariatach to codzienność 02-10-2006 22:21

Według aktu oskarżenia Sebastiana S., tak był mocno bity i kopany, że by zagłuszyć jego wycie z bólu zakneblowano mu usta. Nie jest to jednak akt oskarżenia skierowany przeciwko gangsterowi, a czołowemu opolskiemu policjantowi Tomaszowi J. Tenże funkcjonariusz kryminalne sprawy rozwiązywał nie za pomocą rzetelnej pracy śledczej a przy pomocy torturowania świadków i podejrzanych. Przez osiem lat w ten sposób uzyskiwał właściwe i słuszne zeznania. Tak „urobiony” podejrzany trafiał przed oblicze prokuratora i sądu, który oczywiście nie widział śladów pobicia zatrzymanych.

Agnieszka Łukowska w „Gazecie Wyborczej” zdumiona pyta, jak przełożeni, prokuratura, i sędziowie przez lata nie dostrzegali, jak w imię walki z przestępczością nagminnie łamano prawo? Odpowiedź niestety jest prosta. Znęcanie się psychiczne i fizyczne nad osobami przesłuchiwanymi jest codziennością w komisariatach i komendach policji. Poznałem wielu ludzi, którzy przeżyli w naszych komisariatach swoje „Guantanamo”. Nie wytrzymali i przyznawali się do tego, czego nigdy nie zrobili.

Czy ktokolwiek poza Tomaszem J, który „zewsząd był chwalony, bo miał bardzo dobre wyniki w wykrywaniu przestępstw”, odpowie za to? Czy komendant główny policji powała specjalną grupę do zbadania tej sprawy, by odpowiedzialność ponieśli inni policjanci, którzy przyzwalali na ten proceder? Minister sprawiedliwości zapyta prokuratorów, dlaczego milczeli, udawali, że wszystko jest w porządku? Ten proceder trwał lata. Musiano słyszeć krzyki, wycie z bólu, widzieć pobitych ludzi.

Zapewniam jednak, że tak się nie stanie. Szefowie Tomasza J. w policji nawet nie zostaną ukarani zabraniem premii. Prokuratorzy nie wniosą o rewizję procesów opartych o tak nikczemnie zdobyte przesłuchania. Minister sprawiedliwości nie zorganizuje konferencji prasowej związanej z walką z bestialstwem popełnianym w imieniu prawa. Nikt nie chce poważnie przyjrzeć się problemowi. A to, co dochodzi do mediów, to zaledwie wierzchołek góry.

Sprawa w Opolu skończy się na Tomaszu J. Dlaczego? Bo mamy do czynienia z solidarnością grup zawodowych – policjantów, prokuratorów, sędziów i nagminnym przekonaniem, wynikającym z braku umiejętności zawodowych, braku chęci do przeprowadzenia żmudnego śledztwa, że inaczej się nie da, jak tylko zastosować tortury psychiczne i fizyczne. Liczą się wyniki, a nie ich wiarygodność. Presja na zrobienie sprawy jest ważniejsza niż prawa człowieka i prawda w ogóle.

Felieton dla dziennika Metropol.
(5) komentarzy / skomentuj

Czarny worek Kurskiego 29-09-2006 20:49

Na lotnisku spotykam Jacka Kurskiego z czarnym foliowym workiem na śmieci. Wraca do Trójmiasta. Pytam, czy w związku z obecną sytuacją już się pakuje z Warszawy na stałe? Śmieje się. W worku ma gadżety wyborcze PIS. Koszulki, czapeczki. Trwają przygotowania do kampanii samorządowej. Kurski szefuje jej na Pomorzu. Zaprasza na lunch. W czasie naszej rozmowy, co chwila ktoś podchodzi i gratuluje Kurskiemu. Padają zapewnienia poparcia. „Jesteśmy z Wami.” Kurski rzuca mi: „Widać, co ludzie naprawdę czują. Nie jest tak źle, jak pokazują w mediach”. Twarz Kurskiego jest jednak zmęczona. Być może to tylko efekt wczorajszego maratonu po mediach.
(9) komentarzy / skomentuj

Taśmy Berger. Koniec IV RP? 26-09-2006 23:44

To co pokazano w programie „Teraz MY” w TVN zmieni nie tylko świat polityki, choć nie tak jak to niektórzy myślą. Politycy staną się tylko ostrożniejsi. Ten program jest także przełomem w mediach. Prowokacja stanie się zwykłym narzędziem pracy dziennikarskiej. Dotąd w Polsce nie było dla niej przychylności.
(54) komentarzy / skomentuj

Rywin jest takim samym więźniem jak inni 26-09-2006 21:56

E-mail do mnie: „Panie Redaktorze, bardzo Pana szanuje, ale z tym Rywinem to się Pan wygłupił...Rywin w sposób bezczelny odmówił współpracy z prokuratura (i komisja śledcza) bezceremonialnie ukrywając swoich mocodawców (bo w to, ze sam wpadł na pomyśl wyłudzenia kasy od organu Michnika chyba nikt nie wierzy). Kryje swoich zleceniodawców, bo pewnie boi się, ze gdyby ich ujawnił "popełniłby samobójstwo" w celi jak Baranina i kilku innych, ale motywacja to jego problem. Ważne jest to, ze kryje swoich "wspólników" - a jeśli tak, niech gnije za kratami, bo mu się to zwyczajnie należy.”
Moja odpowiedź: „Prawo do przepustek mają mordercy, gwałciciele, więc i Rywin powinien mieć. Ludzie „Pruszkowa”, także milczeli, nie sprzedawali wspólników i wychodzili na przepustki, otrzymywali zwolnienia warunkowe…”
(2) komentarzy / skomentuj

Wpuście Rywina 26-09-2006 14:54

Odmawianie Lwu Rywinowi prawa do przepustek z więzienia, odmawiania Lwu Rywinowi prawa do wcześniejszego warunkowego zwolnienie z więzienia, jest pozbawianiem Rywina praw człowieka.
(1) komentarzy / skomentuj

Zadeptać ślady zbrodni 25-09-2006 13:30

Praca na „Zabić Papałe” to kluczenie po ziemi ubitej przez prokuratorów, policjantów, killerów, gangsterów, adwokatów, ludzi służb, biznesmenów, dziennikarzy, urzędników państwowych, polityków, którzy wydają się robić wszystko by zadeptać ślady zbrodni. Po raz pierwszy zadeptali ślady na miejscu zabójstwa, gdzie przewaliły się ich tłumy, by spojrzeć na trupa komendanta Marka Papały.

(0) komentarzy / skomentuj

Ordynacja 24-09-2006 23:02

Jak pan skończy film o zabiciu psa, to proszę zabrać się za film o ordynacji, proponuje w komentarzu Adwojnowski i dalej:
- Kogo wybrałem w wyborach do sejmu?
- Nikogo (Jak mogłem kogoś wybrać skoro na karcie wyborczej było prawie 2oo nazwisk??)

- Czy posłowie są odpowiedzialni przed wyborcami?
- Nie. (Jeśli już, to boja się weksli a nie wyborców) .

- Czy posłowie zabiegają o wyborców?
- Nie, jeśli o cos zabiegają to o miejsce na liście w następnych wyborach.

- A kto ich może wpisać na listę?
- Baron.
- A który?
- Aa, tu już trzeba kombinować, kto będzie baronem, a kto nie będzie. Na kogo się wypiąć, a komu się podlizać i za co.

- Czy lokalna społeczność może się zorganizować i wystawić swojego kandydata to sejmu?
- Nie może. Bo trzeba zarejstrować komitet. Bo nie można wystawić jednego kandydata, tylko co najmniej tylu, ile jest miejsc w okręgu. Bo nawet jak ktoś w Pacanowie dostanie 1oo% głosów, to i tak nie zostanie posłem, bo jest prog. 5% w skali kraju. Czyli żeby zostać posłem w Pacanowie, na te sama partie musza głosować ludzie w Wąchącku.

- Czy w jakimkolwiek kraju z partyjna ordynacja zdarzyło się, ze jakąś partia uzyskała mandat do samodzielnego rządzenia?
- Nie, nie zdarzyło się. Takie rzeczy zdarzają się tylko w krajach z inna ordynacja wyborcza, gdzie glosuje się na ludzi a nie na partie (Anglia).
(4) komentarzy / skomentuj

Papież ofiarą politycznej poprawności 22-09-2006 12:50

Tłumy islamistów szargające wizerunkiem papieża Benedykta XVI. Podpalenia kościołów katolickich. Karcące słowa tureckiego premiera. Dystansujące się od papieża artykuły w prasie europejskiej. I milczenie europejskich polityków. Tak ochoczy do uchwał potępiających niesprawiedliwość, nietolerancje parlament europejski, także milczy. Więcej uwagi poświęcił więzieniom CIA w Europie.

Dlaczego milczy nasz prezydent i premier, którzy tak ochoczo przecież lubią przebywać w bliskości Benedykta XVI. Dochodzą tylko jakieś echa półsłówek i dyplomatycznych zawijasów.

Brak reakcji, poparcia papieża w sporze z islamem przez polityków europejskich, to przykład najgorzej rozumianej poprawności politycznej. Bali się wyjść na rasistów? Ksenofobów? Zdumiewa pobłażanie polityków na tak zmasowany atak na papieża. Czy aż tak są już słabi? Czy aż tak sparaliżował ich strach przed konfrontacją, z którą i tak już przychodzi nam żyć? Tylko ślepiec i głupiec nie widzi nowej krucjaty nawracania niewiernej Europy, katolików. I nie mam tu na myśli wyłącznie ekstremistów islamskich, których tak poprawnie polityczne media izolują od tej reszty dobrego islamu. Czy zrobiono badania populacji świata Islamu, by powiedzieć nam, że tylko 10 procent stanowią zwolennicy ekstremizmu islamskiego? A może jest ich więcej? Ilu jest tych, którzy naprawdę nie zgadzają się z dżihadem? Po której stronie jest większość? Wiemy? Nie wiemy. A może boimy się powiedzieć sobie prawdę? Proponuję się wybrać do kraju islamskiego i tam zacząć krzewić religię katolicką lub swój europejski styl życia, by poznać otwartość, tolerancję świata Islamu. Politycy jednak robią dobrą minę do złej gry. Nie oszukają rzeczywistości. Prędzej czy później przyjdzie zapłacić nam za to kolejne wysokie rachunki.

Dżihad islamistów stał się faktem. To nie tylko ekstremiści islamscy, ale w ogóle świat Islamu chce nam odebrać prawo do naszej cywilizacji, do takiego a nie innego stylu życia, w który wpisana jest wolność i swoboda. Pisząc te słowa mam świadomość, że od razu moje poglądy uznane zostaną przez poprawnie politycznych ludzi za ekstremalne. Tak się przecież nie mówi, tak nie wypada. Inna sprawa, że my w Polsce uznajemy, że jakby ten problem, spór, nas nie dotyczył. Tymczasem tak nie jest. Porozmawiajcie szczerze z naszymi polskimi przyjaciółmi wyznawcami Allacha? Zagośćcie w ich domach, a poznacie zupełnie inną twarz ludzi, których zaledwie od czasu do czasu mijacie w największych miastach w Polsce.

(8) komentarzy / skomentuj

O warcholstwie i chamstwie 21-09-2006 23:20

W sejmie łapanka, na chętnych do przystąpienia do koalicji. Matematyka, matematyka. Cel uświęca środki. Wieczorem Jarosław Kaczyński stwierdza, że ma dość warcholstwa swojego wicepremiera Andrzeja Leppera, na to ten chamstwo, po trzykroć chamstwo, klika łotrów. Pytam siebie, czy rok, dwa lata temu można się było tego spodziewać?
(4) komentarzy / skomentuj

Zabić głównego psa 19-09-2006 02:24

Kolejne rozmowy do „Zabić dużego psa”, powinno być „Zabić głównego psa”. Świadek Z. wskazując na Edwarda Mazura, zeznał, że ten użył określenia „główny” pies a nie „duży”. Powinienem to jeszcze przemyśleć. Co jakiś czas wracamy do niedawnego oświadczenia ministra Zbigniewa Zbiory o twardych dowodach. Rozmówcy podchodzą do tego sceptycznie. Milczę. Słucham. I najważniejsze, jaki jest motyw? Kto będzie się bał ekstradycji Mazura? Komorowski (Zbigniew)? Sobotka? Anklewicz? Kurnik? Oleksy?

Aresztowanie Emila Wąsacza. Na mieście słychać typy kolejnych nazwisk do zaobrączkowania. Mnie zastanawia, czy nie można było go po prostu wezwać do prokuratury, skoro się dotychczas stawiał, a nie o szóstej pięćdziesiąt wysyłać po niego funkcjonariuszy CBŚ i wieźć przez całą Polskę. Liczenie na złamanie Wąsacza? To raczej medialne igrzyska. Marketing polityczny ministra sprawiedliwości i prokuratury. Inna sprawa, że skuteczny.

Dzisiaj usłyszałem, jaka firma wywiadowcza zajmuje się moją osobą od kiedy zająłem się sprawą Papały. Na czyje zlecenie. Byłoby to czwarte ogniwo życzące mi jak najgorzej.

Przejąłem się tym? Dalszą część dnia zajał mi dywan z pokoju mojego syna, trzeba było odebrać go z czyszczenia. Potem szukanie „droida” do jego kolekcji. I kąpiel najmłodszego dziecka, Marianny. Kiedy jednak wieczorem zajałem się analizą zebranych materiałów, przez chwilę pomyślałem, czy moje lekceważenie takich informacji jak te dzisiaj, jest słuszne. Zwłaszcza, że kolejna osoba potwierdziła groźby, o których w poufnym piśmie z 4 lipca br. informowałem Bronisław Wildsteina, prezesa TVP. Pismo zostało zmilczane, dlatego później wręczyłem go Zbigniewowi Wassermannowi i po programie o sparwie Baraniny, poinformowałem prokuratora krajowego Janusza Karczmarka.

Druga w nocy. Wymiana e-maili z Michałem Wiśniewskim w związku z narodzinami jego trzeciego dziecka, córki Etiennette.
(5) komentarzy / skomentuj

Ucieczka na wieś 17-09-2006 22:42

W południe na chwilę wpadłem na wieś do Piotra Pytlakowskiego. W czasie zbierania przez niego grzybów rozmawialiśmy o wspólnym projekcie serialu dokumentalnego. Szliśmy lasem i ciągle rozmawialiśmy na tematy mające mało wspólnego z pięknem przyrody. Wracając do Warszawy pomyślałem, że może kiedyś rzucę to wszystko w diabły i wyląduję gdzieś głęboko Polsce. Może uciekłbym i teraz. Ale dzieci. Ich przedszkola, szkoły.
(1) komentarzy / skomentuj

Śmierć Fallaci 15-09-2006 23:55

Chciałem napisać o śmierci Oriana Fallaci. Ale co miałem napisać? Czytałem jej książki. W wielu sprawach z nią się zgadzałem. Szanowałem za mówienie wprost. Tak jak i ona nie znoszę poprawności politycznej.
(1) komentarzy / skomentuj

Układ krakowski 15-09-2006 23:21

Teraz zanurzam się w to, co dzisiaj się wydarzyło. Przeglądam strony internetowe. Internet wyparł praktycznie u mnie prasę. Czytam korespondencję e-mailową. Jeden z nich… zastanawiam się, czy go zacytować. A niech to: „W nawiązaniu do wczorajszej rozmowy mam jeszcze taką refleksję. Nie wierzę  ministrowi Ziobro, że dowody w sprawie Papały są pewne, mocne. Na tej samej konferencji prasowej mówił o prezydencie Krakowa i sprawie „kamienic”.  Twierdził, że to układ zwykłych przestępców.(…) Dzisiaj sąd uchylił areszt. (…) Lansowałem tezę, że oczekiwania ministra – nakierowane na  złapanie prezydenta Majchrowskiego, skutkują chaosem organizacyjno – intelektualnym w prokuraturze. Chłopcy się zwyczajnie pogubili i dzisiaj  przegrali. A minister mówił wczoraj pewnym głosem. Podobnie może być z  Papałą. To co zrobiono w sprawie Szerokiej 12 w Krakowie było zwykłym skurwy.... W areszcie przez trzy miesiące trzymali projektanta, który ma 4 dzieci i żonę w szpitalu i mówili, że wyjdzie od razu jak powie, że Majchrowski brał kasę. Jednemu z biznesmenów zajęli majątek o wartości kilkadziesiąt milionów zł i sugerowali kontrahentom, że jego spółka zapewne upadnie. A wszystko to przy zarzucie, że wyremontował kamienicę celem zakłócenia cyrkulacji ciągów kominowych w sąsiednim budynku, chcąc spowodować zagrożenie dla życia sąsiada… To samo można osiągnąć  wsadzając do komina reklamówkę i nie trzeba na to wydawać kilku milionów złotych. Minister jest jednak pewny, że zarzuty zostały świetnie skonstruowane. Ze stanowiska Ziobry nie będę wnioskował o mocy dowodów w sprawie Papały”.

Pełen emocji ten e-mail. Nie wiem, jaka jest prawda jeśli chodzi o układ krakowski. Tak, napisałem krakowski, bo nie wierze, że układ tylko istniał w Warszawie. Kraków niby pod rządami Majchrowskiego ma być wolny od układów? Śmieszne. Zresztą o nieprawidłowościach pisał także Wojciech Czuchnowski, autor tekstu o przyczynach dymisji  generała Adama Rapackiego, który wywołał taką burzę. Dzisiaj niektórzy zapomnieli o tym, że Czuchnowski na łamach Gazety Wyborczej atakował prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego, wietrząc w jego tekście jakiś spisek z Majchrowskim, chwytając się tak niskich argumentów jak ten, że żona Czuchnowskiego pracuje w urzędzie miejskim.

Co do wypowiedzi Zbigniewa Zbiory dotyczącej twardych dowodów związanych z Edwardem Mazurem, nie zgadzam się z moim rozmówcą. Ziobro ma podstawy by tak mówić. I to mu odpisałem.
(4) komentarzy / skomentuj

Pierwsze zdjęcia 15-09-2006 22:19

Pierwsze zdjęcia przesunięte o półtorej godziny. Dobrze, że nieodwołane. Prokurator krajowy Janusz Kaczmarek znalazł się niespodziewanie u ministra Zbigniewa Zbiory. Przed budynkiem ministerstwa sprawiedliwości więcej niż zwykle służbowych limuzyn. Trwa kolejna gorączka w ministerstwie wywołana zawirowaniami politycznymi. A ja tu przyszedłem w sprawie zabójstwa generała Marka Papały. Dzisiaj już oficjalnie mówię to, że pracuję nad filmem i książką „Zabić Papałe”. Kogo tak naprawdę interesuje już ta sprawa? Prokuratorów prowadzących? Karczmarka? Ziobro? Choć przyznam, że gdy wczoraj na konferencji prasowej dotyczącej powołania komisji do spraw inwigilacji opozycji, inwigilacji prezydenta Krakowa, gdy nagle Zbigniew Ziobro oświadczył, że mają twarde dowody na Edwarda Mazura i jadą do USA w sprawie jego ekstradycji do Polski, odebrałem to z niesmakiem, jako użycie tej sprawy do celów bieżącej polityki. Kolejny argument w politycznej pyskówce. To nie była specjalna konferencja poświęcona wyłącznie tej sprawie. Ale od razu zaznaczę, że mam przekonanie, iż dzięki Zbigniewowi Zbiorze, Januszowi Kaczmarkowi, prowadzący to śledztwo mogą wreszcie iść do przodu bez hamulców.

Dlaczego zdecydowałem się napisać książkę i zrealizować film dokumentalny poświęcony zabójstwu komendanta głównego policji, generała Marka Papały? Uważam, że  nie wyjaśniona od ośmiu lat śmierć powinna być wyrzutem sumienia policji, prokuratury, rządu. Wyrzutem sumienia Polski. Powinna, ale nie jest.

Przestrzegają mnie przed wchodzeniem w tę sprawę. Wiem, że nie przebaczy mi tej książki i filmu wiele osób. Ta sprawa odkrywa różne sitwy, śmierdzące układziki. Ludzi prawa, biznesu, polityki związanych przestępczymi związkami. Każdy z nich nie chce by przy okazji tej sprawy wyszła ich prawdziwa twarz.

Przez tyle lat udawało się im zamotać, przykryć pod dywan. Zmęczyć tym tematem nie tylko dziennikarzy, ale i Polaków.  Pogodziliśmy się z tym, że w tej sprawie nigdy już nie poznamy prawdy. Ta sprawa powinna być dla priorytetem, bo stanowi o tym, czy żyjemy w państwie, w którym naprawdę możemy wierzyć w  sprawiedliwość, uczciwość, w lepszą przyszłość.


Umawiamy się na kolejne zdjęcia po powrocie ze Stanów Zjednoczonych. Czy Janusz Kaczmarek nadal będzie takim  optymistą, że amerykanie wydadzą nam Edwarda Mazura, agenta swoich służb?
(4) komentarzy / skomentuj

Wydarzenie w polskim kinie 14-09-2006 10:56

Co ciekawego słychać w polskim kinie? Najważniejszym wydarzeniem nie jest film polski a wyrzucenie Anny Muchy z festiwalu filmowego w Gdyni za złe prowadzenie konferansjerki.

Gdyby nie film w reżyserii Krzysztofa Krauze i Joanny Kos-Krauze  „Plac zbawiciela” (film montował Krzysztof Szpetmański, z którym zawsze pracuję nad swoimi filmami) ten festiwal sprowadziłby się tylko do jakiś zawirowań na scenie z Anną Muchą i Dorotą Stalińską.
(2) komentarzy / skomentuj

Kto stanie się koronnym świata dziennikarskiego? 13-09-2006 23:25

Większość spotkań, a zwłaszcza ich treść muszę pominąć. W takich chwilach myślę, by zaprzestać pisania bloga.

Wieczorem spotkanie, w które wkrada się notorycznie telefon od dziennikarza Rzeczpospolitej. Coraz bardziej pijanego.  Dzisiaj zmiana nie tylko naczelnego, niektórzy dziennikarze wylatują już na bruk. Dzwonił jeden z nich.

Z dwoma rozmówcami poruszamy temat komisji śledczej do spraw mediów, która może być powołana po wyborach samorządowych. Ostatni rzuca: „Kto stanie się „Masą” świata dziennikarskiego?” Przypomnę, Masa to pseudonim świadka koronnego w sprawie „Pruszkowa".
(6) komentarzy / skomentuj

Wojna gangów 12-09-2006 22:10

Dzień zaczyna się od wojny gangów, jak mówi Aleksander Gudzowaty o walce obozu Aleksandra Kwaśniewskiego z obozem Leszka Millera. O synie Millera od dawno się mówiło w nienajlepszym kontekście, ale tylko mówiło. Kiedyś miał być aresztowany, ale ojciec ukrył go w Stanach Zjednoczonych. Potem tylko gadanie, gadanie i nic poza tym. Na lewicy owszem mają być aresztowania, ale nie młodego Millera a na przykład Wiesława K.

Przerywam lekturę prasy, by przy kawie, w szlafroku obejrzeć przesłuchanie Ewy Balcerowicz przed sejmową komisją do spraw bankowości. Kiedy pada pytanie o Ałganowa, wyłączam telewizor. Nie muszę być świadkiem upadku tej komisji i dewaluacji w ten sposób komisji sejmowych, które odegrały tak ważną rolę w pokazywaniu prawdy o naszym kraju.

Po południu. W środowisku dziennikarskim lekkie poruszenie. Tomasz Butkiewicz nie uprzedzając nagrał Wojciecha Czuchnowskiego. Przełom w dziennikarstwie? Nie. Od dawna jedni nagrywają drugich, tylko jeszcze nie publikowali tego.

(3) komentarzy / skomentuj

Naga prawda o polskim dziennikarstwie 11-09-2006 00:39

Naga prawda o środowisku dziennikarskim. Ostatnio ukazał się tekst, krótka recenzja o programie telewizyjnym. Reakcja. Dziennikarka zadzwoniła do autora i stwierdziła: "Jesteś kutas”. Następnego dnia autor usłyszał, że o nim też mogą zrobić program i kilka epitetów. Tym razem powiedział to nieznajomy głos z zastrzeżonego telefonu. Wszystko dotyczyło to śmiertelnie poważnego programu z udziałem śmiertelnie poważnych osób. Program nadawany jest przez stację, którą nadzorują śmiertelnie poważne i nobliwe osoby.
(8) komentarzy / skomentuj

Cena za Irak 09-09-2006 01:08

Skandal, który nie będzie skandalem, bo polskie media przemilczą lub zminimalizują wypowiedź attache wojskowego ambasady RP w Waszyngtonie gen. Kazimierza Sikorskiego polemizującego z artykułem opublikowanym na łamach "New York Timesa", w którym bagatelizowano wkład polskich wojsk do operacji w Iraku twierdząc, że USA niewiele z niego mają, chociaż udzielają Polsce pomocy na modernizację armii. Sikorki w liście napisał: „W rzeczywistości, jedna czwarta polskiego budżetu wojskowego, która miała pierwotnie pójść na modernizację sił zbrojnych, została wydana na wojnę w Iraku." Wysoką cenę płacimy za kompromitującą misję w Iraku. Uczestniczymy w niejednoznacznej wojnie, narażamy się na zamachy terrorystyczne i przy tym robimy to kosztem modernizacji naszej armii. A amerykanie i tak nas traktują jak piąte koło u wozu.
(5) komentarzy / skomentuj

Do trzech razy sztuka 08-09-2006 23:36

Dzień odwoływania spotkań. Przekładania zdjęć na przyszły tydzień. Jeden z moich rozmówców ujawnia pomysł reklamówki PIS wymierzonej przeciw PO. Fragmenty trzech walk Gołoty, wszystkie przegrane. To zderzone z przegranymi wyborami parlamentarnymi PO, wyborami prezydenckimi Donalda Tuska. Trzecią przegraną mają być wybory samorządowe.
Jadąc dzisiaj ulicą, patrząc na bilbord z Tuskiem i hasłem „Razem”, pomyślałem, czy aby komuś się nie pomyliła kampania samorządowa z prezydencką? Nawet te same zdjęcia wykorzystali.
Po raz kolejny widać słabość ekipy wyborczej, pr-owców platformy. Ale ci panowie zawsze mieli wysokie mniemanie o sobie.
(2) komentarzy / skomentuj

Umowa na książkę 07-09-2006 21:10

Rano spotkanie z ludźmi ze Stowarzyszenia Osób Poszkodowanych Przez Wymiar Sprawiedliwości „LEX”. Przyjechali z Łodzi. Jak mówią o sobie, postanowili się zjednoczyć by walczyć z bezdusznym wymiarem sprawiedliwości. Sądy, prokuratury mają niewyobrażalną władze nad losem pojedynczego człowieka. Potrafią zniszczyć. Przez lata interweniowali w swoich sprawach u „wszystkich świętych”. Bezskutecznie. Padają mocne słowa. O takich ludziach jak oni urzędnicy, prokuratorzy, sędziowie mówią pieniacze. Przeszkadzają im dobrym samopoczuciu, piszą skargi, odwołania, petycje.

Po południu podpisanie umowy na książkę z wydawnictwem „Rosner i spółka”. Długa rozmowa z Andrzejem Rosnerem o lustracji, prawdzie zawartej w teczkach. O wpisach w jego teczce, zdarzeniach, które nigdy nie miały miejsca. Sam ma status pokrzywdzonego. O samobójstwie spowodowanym pojawieniem się na liście Wildsteina. Osoba, która je popełniła otrzymała status pokrzywdzonego już po swojej śmierci. Nie wytrzymała czekania. Potem o mojej książce. Na koniec mówię, że sam nie wiem dokąd ona mnie zaprowadzi. „Spodziewam się, że wyjdzie niezłe bagno” – mówi Andrzej Rosner.
(1) komentarzy / skomentuj

Cała władza w ręce posterunkowego 06-09-2006 10:48

Patrząc na pierwsze strony dzienników zastanawiam się, dlaczego nie widać jako głównego wydarzenia próbę ustawowego wprowadzenia powszechnej inwigilacji w Polsce. Czyżby szefowie redakcji żyjący w PRL-u, przyzwyczajeni do cenzury, wchodzenia państwa z butami w życie prywatne, nie widzieli zagrożenia?

Trwają właśnie pracę w sejmie nad nowym prawem telekomunikacyjnym. Operatorzy komórkowi i internetowi przez pięć lat będą musieli przechowywać: treść wszystkich naszych SMS-ów i MMS-ów; wykaz wszystkich naszych połączeń komórkowych (również tych niezrealizowanych); treść naszych e-maili i dane ich adresatów; adresy stron, które odwiedzaliśmy w internecie.

Ktoś powie, nie ma sprawy. Dla naszego bezpieczeństwa warto poświęcić naszą prywatność. Przecież nie tak łatwy będzie dostęp do tych danych. I w tym właśnie tkwi sedno problemu. Ustawodawca chce, by bez zgody sądu, prokuratora generalnego, o dane te mógłby występować zwykły policjant prowadzący postępowanie, w którym pojawić się może każdy z nas, choćby jako świadek. Tak! Nie musimy być podejrzanymi, by nagle nasza intymna korespondencja i zapis sms-ów, rozmów telefonicznych trafił na komisariat policji.
Tak restrykcyjnych przepisów nie ma jeszcze w żadnym kraju europejskim – podaje o marginalnym zasięgu dziennik Metro, a reszta ogólnopolskich mediów milczy.
(10) komentarzy / skomentuj

Pierwsze zdania 05-09-2006 23:28

Po dwunastej zacząłem wstukiwać w twardy dysk pierwsze zdania książki. Wcześniej przygotowywałem pytania do piątkowej rozmowy otwierającej mój nowy film dokumentalny. Książka i film są związane ze sobą. Nie chcę na razie ujawniać więcej szczegółów.
(1) komentarzy / skomentuj

Prawda o niezniszczalnych 04-09-2006 22:01

Niszczarka trafiła do serwisu. Dwa worki dokumentacji związanej z programem Konfrontacja zniszczyły, jak reklamuje ją producent, niezniszczalną niszczarkę.
(2) komentarzy / skomentuj

Eliminacja jest najlepszym rozwiązaniem problemu 03-09-2006 11:12

Na marginesie ostatniego wpisu. Przypomniałem sobie jak po programie Konfrontacja zatytułowanym „Kryminał po polsku”,   zaczęliśmy ze Sławkiem rozmawiać o projekcie, do którego Sławek jest zapalony, a ja, no cóż, podszedłem do niego ze sceptycyzmem, bo pamiętałem jeszcze słowo „kryminalista” wypowiedziane przez osobę reprezentująca instytucję publiczną, które miało pozbawić mnie i takich jak on prawa do realizacji programów telewizyjnych, filmów dokumentalnych w telewizji publicznej. Według tej osoby nie powinienem zrobić żadnego ze swoich filmów dokumentalnych, żadnego odcinka „nakręconej nocy i „Konfrontacji”. Przypomniała mi się też reakcja i to, co powiedziałem Zbigniewowi Wassermannowi i Januszowi Kaczmarkowi w studio, gdy zareagowali lekkim poruszeniem na zapowiedź programu o więziennictwie, wiedząc, że będzie on krytyczny. Odparłem im, że skoro w Polsce nie potrafi się spokojnie i realnie podejść do tematu więziennictwa, ludzi skazanych, przebywających tam i wychodzących stamtąd, należy podjąć proste kroki eliminujące ten problem. Zakończmy mówienie o dawaniu drugiej szansy dla człowieka i każdego skazanego rozstrzeliwujmy pod więziennym murem.

Na razie Sławek pochłonięty jest projektem dla telewizji Polsat. I mam nadzieję, że to wejście jego w inny sposób niż dotychczas w media uda mu się.
(4) komentarzy / skomentuj

Nadal niewygodny temat 03-09-2006 10:23

Sławek Sikora, w swoim blogu zamieścił ciekawy pogląd na temat polskiego więziennictwa, polityki karnej. Już rok temu chciałem go zaprosić do programu „Nakrecona noc”, ale wówczas nie chcieliśmy zadrażniać sytuacji wokół niego. Ważyły się losy jego ułaskawienia. Pamiętam, jak powiedział, że tym razem może być różnie, gdy wejdzie ponownie za mury. On już w wiezieniu stał się malowanym ptakiem, a takiemu trudno tam przeżyć. Umówiliśmy się, że jego brat natychmiast przekaże mi informację, gdyby spotkało go jakieś draństwo za murem. By nie zostawiać go bez wsparcia, interwencji z zewnątrz, tam gdzie z człowiekiem można zrobić co się żywnie podoba. Na szczęście wszystko potoczyło się dobrze. Sławek jest już na wolności. Tak jak w programie Konfrontacja, tak i w blogu Sławek przedstawia wyraziste poglądy na temat więziennictwa, ale jakże można mieć inne, kiedy się tam było. Sikora pisze: „Pewnie jako jeden z ostatnich wziąłem udział w programie poruszającym temat polskich więzień czy aresztów śledczych. Do programu zostali zaproszeni przez Sylwestra Latkowskiego prof. Andrzej Bałandynowicz, Piotr Pytlakowski, pani wiceminister Sprawiedliwości ds. więźniów, Dyrektor Generalny Służby Więziennej płk dr Jacek Pomianowski i ja.

Mieliśmy okazję podyskutować o stanie więziennictwa w Polsce. Tylko przez 20 parę minut nie jest nikt wstanie o tym mówić. Sylwek postarał się wywołać oby nie ostatni raz sprawy z kratą w tle. Bo może się za jakiś czas okazać, że nikt tego drażliwego tematu nie będzie chciał poruszać. Przypomnę tylko, że ów niby nie problem jak niektórzy luminarze sceny politycznej sądzą, dotyczy rocznie blisko 160 tys. osób. Rotacja jest na poziomie ok. 83 tys. osób. To znaczy, że 83 tysiące co roku wpada do celi, lub pod celę i ją opuszcza. A bawiąc się w statystyki to przyjmijmy że ten jeden co dostał się w tryby wymiaru sprawiedliwości ma 4 osoby wspólnie z nim przeżywające traumę więzienia czyli matki, żony, siostry, kochanki, przyjaciółki, bracia, wujowie, kuzyni, znajomi, pracodawcy, podwładni, jednym słowem przekrój społeczeństwa. To sumując tych wszystkich wujków, siostry i kuzynów daje ok, 700 tys. ludzi zamieszanych w ten system. Proszę bardzo rocznie problemu więzień dotyka grupa ponad 700 tys. osób. Szanowni Panowie Politycy toż to potężny elektorat. Panowie a to tylko rok. A przeliczcie to przez tylko 15 lat wolności z Orłem w Koronie w tle. Toż to wielka liczba, a nie margines jak się zwykło mawiać. Niestety o więzieniu mówi się w Polsce bardzo mało. Jeżeli już to, gdy dowiadujemy się o drastycznym przypadku i wówczas jak z pod ziemi wyskakują chętni do zaostrzania kar. Nie powiem, ale sądziłem, że gdy minister Ziobro nastanie to zaraz zaczną się jatki. Takie stwarzał pozory. A tu profesjonalna praca. I przede wszystkim złapał wymiar sprawiedliwości za uzdę i w ciszy pracuje. Liczę, że jako młody człowiek wiekiem a nie doświadczeniem zrozumie, że nie potrzeba karać więzieniem ludzi choćby takich jak pijani rowerzyści, podobno w liczbie 17 tysięcy osób odsiadujący kary więzienia. Aż mi nie chce się w to wierzyć. Ale może jednak to prawda. Czy alimenciarze w liczbie też kilkunastu tysięcy. Po co ich trzymać w więzieniu i to na nasz koszt. Przypomnę, że skazanych na kary specjalne czyli dożywocie i 25 lat niech będzie 2000 osób, a na kary za zbrodnie niech będzie jeszcze 20 tys., no dobrze 30 tysięcy, pewnie i tak przesadziłem. To po kiego grzyba trzymać w więzieniu 83 tys. osób. Czyli ponad 50 tys. ludzi. Tylko po to by podatnik miał na co płacić? Panowie znajdźcie kary alternatywne. Choćby system probacji tak niechętnie w tym kraju wprowadzany, który się na całym świecie doskonale sprawdził przy drobnych przestępcach. Ale nie, my za wszystko karzemy karą więzienia i najlepiej długoterminową. To jest chore. Po co dziadka wsadzać do więzienia tylko za to że prowadził rower po dwóch piwach? Pytam, po co? I to są fakty. Ale prasa o tym nie pisze. Bo jaki dziennik by się sprzedał, z tytułem na pierwszej stronie dziadek jadący polną drogą po dwóch piwach trafił do więzienia na 6 miesięcy. To się nie sprzedaje. Jeszcze jedno w tej sprawie. Ten dziadek, może być każdego z nas dziadkiem. No może nie moim, bo moi dziadkowie już nie żyją.
Więzienie dotyczy każdego z nas. I o tym Szanowny Czytelniku pamiętaj. Każdy jest wstanie w ciągu jednej chwili przeistoczyć się, czy przepoczwarzyć w zdyscyplinowanego więźnia, stojącego za chwilę grzecznie z wybałuszonymi oczami, wpatrzonego w oddziałowego, który nadzoruje wydawanie choćby karmy śniadaniowej. I pomyśleć że ten przykładowy wybałuszony tymczasowoskazany był jakiś czas temu np. człowiekiem władzy.” (http://splacamdlug.blog.interia.pl/).
(0) komentarzy / skomentuj

Kaczyński o gejach na prawicy 01-09-2006 00:40

"Bardzo bym prosił, żeby Państwo nie wierzyli w mit Polski (...) homofobicznej" - apelował do dziennikarzy i eurokratów Kaczyński, zapraszając wszystkich do odwiedzenia Polski. Przekonywał, że problem homofobii w Polsce jest "cokolwiek wymyślony", a homoseksualiści cieszą się pełnymi prawami.
"Ludzie o tego rodzaju opcji zajmują bardzo wysokie stanowiska w życiu publicznym. I żeby było jasne - to są również ludzie z prawej strony" - powiedział premier. (...) Przypomniał, że "przez dziesięciolecia" o wielu osobach publicznych wiedziano, że są homoseksualistami, "i nikt z tego nie robił żadnego problemu". – podaje PAP. Teraz czas wreszcie, by któryś z ministrów, posłów, prezydentów miast, szefów firm, wreszcie, tak jak burmistrz Berlina, oświadczył – Jestem gejem i co z tego? Zwłaszcza powinien to zrobić jeden z ministrów obecnego rządu. To byłyby przełom w Polsce.Zakończyłaby się wreszcie hipokryzja w tym temacie.
(9) komentarzy / skomentuj

Niszczarka dokumentów 31-08-2006 23:18

Nie chce mi się pisać o ostatniej Konfrontacji. Nie obyło się jednak bez emocji. Ale niezwiązanych ze zdjęciem programu. Może trzy kropki są najlepszym komentarzem?

Wychodząc z telewizji, producent przekazał mi stos korespondencji, która teraz leży na biurku i z którą nie wiem co zrobić. Listy ludzi, proszących o pomoc, zajęcie się ich sprawami. Dla nich Konfrontacja wydawała się być ostatnią instancją, bo reszta zawiodła. Nie mam sumienia by wrzucić je do niszczarki stojącej pod biurkiem. Co mam im odpisać? Moja według nich siła, moc sprawcza, interwencyjna, właśnie zakończyła się wraz z ostatnim odcinkiem programu Konfrontacja.
(6) komentarzy / skomentuj

Ostatnia Konfrontacja 30-08-2006 22:37

...
(13) komentarzy / skomentuj

Gasiński na wolności 29-08-2006 18:05

Bogdan Gasiński, dał znak z wolności: „Przez 2 m-ce gniłem w pierdlu. Dziennikarze zamiast zareagować na to szukali czajnika Kwasniewskiej. Dlatego Lepper zapłaci za to, bo ja nie rzucam słów na wiatr i nie pomogą mu żadne borowiki, bo są na to za głupie. Mnie zniszczono totalnie więc nie mam nic do stracenia a dziennikarze po kolei będą odwiedzali Hades. Ale żeby nie być gołosłownym to 2 września .......... Gasińki ten od Klewek”.
(5) komentarzy / skomentuj

Teheran, czyli sms-owa rozmowa z Kasprowem 27-08-2006 22:11

Weekend bez programów informacyjnych. Z dziećmi. Najważniejszym wydarzeniem w Polsce był zakup łóżka mojemu synowi. Reszta, warta wzruszenia ramion. Dzień wcześniej żywiołowa wymiana z Rafałem Kasprowem, byłym dziennikarzem, dzisiaj współwłaścicielem pr-owskiej firmy MDI, obsługującej m.in. J&S. Ostre sms-y, czemu podali do sądu tylko Jana Pińskiego a nie także Krzysztofa Trębskiego? Ponieważ jest weekend i mam dziecko na ręku, najmłodsze, Mariannę, postanawiam to skończyć. Do środowego programu Konfrontacja jeszcze kilka dni. Pytam, jak było w Teheranie? Po pobycie w Genewie, gdzie miałem zdjęcia do programu Rafał udał się do Teheranu. Kasprow pisze: „Wiesz, tam jak tutaj. Wszystko inaczej niż w TV :) My mówimy, że Żydów nie lubią, a oni, że… Arabów. Bo są Persami. Persami hezbolahu, ze to terroryści itd., itp.”
(17) komentarzy / skomentuj

Czarny humor Anny B. 27-08-2006 21:42

Anna Bojarska w swoim blogu pisze: Coś zabawnego? Wreszcie? Groteskowo zabawnego? Jak opis tego tygodnia, kiedy na 5 osób z mojej najbliższej rodziny jedna umarła, dwie padły ofiarą ciężkiego wypadku grożącego kalectwem co najmniej, czwartej zapowiedziano amputację nogi… Naprawdę, można umrzeć ze śmiechu!
Dobrze. Kiedy odwiedzałam go ostatnio w szpitalu, weszłam przez pomyłkę do pokoju 312 zamiast sąsiedniego i zobaczyłam koszmar. Leżał na boku, usta otwarte prawie na całą twarz, twarz powykrzywiana i cała w tikach, oczy zamknięte, nieprzytomny. Trzy razy biegałam po lekarza, pocieszającego mnie, że ‘tylko śpi’. Siedziałam przy nim przez dwie godziny. Głaskałam po rękach, prosiłam, żeby otworzył oczy. „Nie poznajesz mnie? C’est moi, ta femme!” Po dwóch godzinach okazało się, że to pomyłka, Żorż przez cały czas czekał obok, a kiedy go wreszcie zobaczyłam – w niezłej formie – właśnie go wywozili na jakieś wielogodzinne skanery i inne badania. Podczas gdy ja rozpaczałam nad nieznajomym!
Zresztą, czemu tu się dziwić. Podczas poprzedniej wizyty w szpitalu i poprzedniej choroby weszłam do właściwego pokoju, gdzie leżał Murzyn. Zapytałam,, gdzie jest mój mąż. „Ależ to on”. To czemu taki czarny? - Właśnie go wieziemy na reanimację. I tak jest nieprzytomny, nie ma pani na co czekać.” A czarny był jak sadza, od stóp do głów.
Dowlokłam się do domu z przesiadkami w metrze, nie wiem, jakim cudem, po czym porządnie się spiłam. Zabawne, prawda?

(0) komentarzy / skomentuj

Piwnica Sikory 26-08-2006 22:02

Z bloga Sławka Sikory: „Jestem na powrót w mojej, a raczej już nie mojej piwnicy. Tylko z niej korzystam. Postaram się  za kilka dni zrobić zdjęcie. Ależ wiele osób które mnie podejrzewały o sukces będą zadowolone. Żyje ten koleś w piwnicy. I dobrze niech tam żyje. To jego miejsce. Nawet ta piwnica nie jest zła. Mam gdzie siedzieć, przede wszystkim gdzie pisać, i święty spokój. No i mogę z niej wyjść. Nie podejrzewałem siebie, że nada w mnie siedzą małe przestrzenie. Jednak weszły w moje kości. Nikt jej nie zamyka, nie muszę nadsłuchiwać zbliżających się kroków. O i tu jednak się mylę, bo przecież kilka chwil temu nadsłuchiwałem czy ktoś po schodach nie schodzi, czy nie zakłóci mojego spokoju.” http://splacamdlug.blog.interia.pl/
(2) komentarzy / skomentuj

J&S vs Wprost 25-08-2006 23:22

Janek Piński, dziennikarz tygodnika Wprost, przesłał mi notatkę PAP, która daje wiele do myślenia. Na jej przykładzie można pokazać: jak media wybiórczo traktują spływające do nich informacje. Jak lekceważą to, co one zawierają.

PAP 17 listopada 2005 w depeszy podawał: „Ok. 10 mln. zł na cele charytatywne, sprostowania i przeprosin domaga się od "Wprost" cypryjska spółka J&S za - jej zdaniem - nieprawdziwe i naruszające dobra osobiste firmy informacje, które ukazywały się na łamach pisma.

W toczącym się przed warszawskim sądem okręgowym procesie zeznawał w czwartek m.in. Zbigniew Siemiątkowski. W spornych artykułach "Wprost" napisał m.in. o monopolistycznej pozycji J&S na polskim rynku w zakresie dostaw paliw. Znalazły się w nich również sugestie, że firma opłacała polskich urzędników i polityków. Teksty ukazywały się na łamach tygodnika od 15 sierpnia 2004 r. W czwartek odbyły się dwie odrębne rozprawy w sprawie dwóch tekstów autorstwa Jana Pińskiego i Krzysztofa Trębskiego: "Odsiecz wiedeńska" (z 21 listopada 2004 r.) oraz "Wielka Wsypa" (12 września 2004 r.). Napisali oni m.in, że J&S zmonopolizował zarówno tranzyt, jak i dostawy rosyjskiej ropy do Polski, co podrażało jej koszt. Według "Wprost", za taki stan rzeczy mieliby odpowiadać polscy politycy, którzy chronili J&S i nie robili tego "bezinteresownie". "Wprost" napisał też, że założyciele J&S - Ukraińcy Grzegorz Jankilewicz i Sławomir Smołokowski - otrzymali polskie obywatelstwo zaledwie po kilku miesiącach od złożenia wniosku, co zdaniem autorów artykułu było "ekspresowym terminem", jakiego nie miał wcześniej nikt w Polsce. Zeznający podczas środowej rozprawy były szef Urzędu Ochrony Państwa i Agencji Wywiadu Zbigniew Siemiątkowski zeznał, że wprawdzie nie może podać przykładów na korumpowanie polskich decydentów przez J&S, bo gdyby miał takie informacje to zawiadomiłby o tym prokuraturę, ale działania służb, gdy był ich szefem, były "ukierunkowane na sprawdzenie tej hipotezy, bo na podstawie zgromadzonych materiałów była ona bardzo prawdopodobna". "Proces dowodowy, prowadzony w UOP prowadził do wyjaśnienia, jak to się stało, że nieznana nikomu firma dostała tak lukratywny kontrakt i czy nie stoi za tym korupcja wśród decydentów odpowiedzialnych za dostawy paliw w Polsce" - powiedział Siemiątkowski. Dodał, że w dalszym ciągu ABW prowadzi postępowania w tej sprawie. Siemiątkowski, pytany o to, w jaki sposób spółka J&S zapewniła sobie tak mocną pozycję w dostawach rosyjskiej ropy dla polskich rafinerii, odmówił odpowiedzi, ponieważ - jak zaznaczył - nie został dla potrzeb tego procesu zwolniony z tajemnicy państwowej, którą objęta jest ta wiedza. Były szef UOP pytany, co sądzi o wypowiedzi byłego szefa UOP Gromosława Czempińskiego, że "za czasów AWS J&S miało zapewnioną ochronę polityczną, po dojściu do władzy SLD nic się nie zmieniło", powiedział, że zgadza się z tą opinią. Siemiątkowski potwierdził także informacje "Wprost" o błyskawicznym nadaniu obywatelstwa Jankilewiczowi i Smołokowskiemu. "Jak na polskie standardy było to ekspresowe tempo - normalnie trwa to ok. dwa lata" - powiedział. Dodał, że słyszał również, że miało to związek z naciskami z kancelarii ówczesnego prezydenta Lecha Wałęsy. Podkreślił jednak, że dowodów na to "nie można znaleźć w żadnych dokumentach". Według Siemiątkowskiego, wytaczanie procesów to stała metoda J&S. "Spółka również mi wytoczyła proces za nieprzychylną wypowiedź na temat J&S, jakiej udzieliłem w Radiu Zet. Takie procesy mają także posłowie z komisji śledczej ds. PKN Orlen - jeśli ktoś ma inne zdanie niż J&S, zostaje mu wytoczony proces" - powiedział. Na proces wytoczony przez J&S zwrócił we wrześniu uwagę Międzynarodowy Instytut Prasy (International Press Institute - IPI). W przesłanym do prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego liście wyraził zaniepokojenie częstymi w Polsce przypadkami kierowania powództw sądowych przeciwko czołowym tytułom prasowym (wymienił przy tym m.in. proces wytoczony "Wprost" przez J&S). Według IPI zagrażają one wolności prasy i finansowym podstawom działalności organizacji medialnych w Polsce.”

Ten proces powinien trafić na czołówki mediów. Dlaczego mało znaczące konferencje prasowe polityków są transmitowane na żywo, a nie ten proces? A powinien. Choćby ze względu na świadków jacy zeznają i temat jaki jest poruszany oraz ze względu na gigantyczne odszkodowanie. J&S żąda solidarnie od „Wprost” i Jana Pińskiego 6 milionów złotych złotych  i osobiście od dziennikarza 50 tysięcy złotych. Co ciekawe J&S nie podaje do sądu Krzysztofa Trębskiego, który był współautorem. Dlaczego? Co w ten sposób J&S chce uzyskać? Skłócić autorów? Rozbić solidarność? Czy Jan Piński ma być dla innych przykładem? Uważajcie, pomyślcie, zanim się za nas weźmiecie. Bo jeśli chodziło wyłącznie o sprawiedliwość za krzywdę wyrządzoną wizerunkowi J&S Krzysztof Trębski także powinien widnieć w pozwie.

Ten proces może być najważniejszym procesem wyznaczającym działanie mediów w Polsce. Może przesądzić o losie śledczego dziennikarstwa, które i tak jest rachityczne.
(3) komentarzy / skomentuj

Off The Record 22-08-2006 22:26

Po przebudzeniu włączam telewizor, a tam znowu awantura w sejmie. Tym razem o ustawę samorządową. Marszałek Jurek zapomniał zapytać, czy ktoś miał coś do powiedzenia. Szkoda, że nie z zastrzeżeniem, że coś sensownego.

Telefon dzwoni, ale nie odbieram. Po co? Podobno, kiedy człowiek schodzi z anteny telefon milknie. Jak nie byłem na antenie i robiłem tylko filmy telefon dzwonił częściej. Jedna z osób prowadzących program „X” postarzała się o dziesięć lat na wieść, że zdjęto ją z jesiennej ramówki. Zdejmowano mi już „Nakręconą noc”, więc zdjęcie „Konfrontacji” nie jest dla mnie wstrząsem.

Zwlekam się z łóżka po dwunastej na montaż felietonów do najbliższej „Konfrontacji”. Wczoraj poszedłem spać po trzeciej w nocy. Wojtkowi Sumlińskiemu mówię, żeby sprawdził czy jest w Polsce prof. Piotrkowski, bo warto w programie o Jeremiaszu Barninie, powiedzieć, że to służby, ubecja, stworzyły mafię w Polsce. Szefami byli ich konfidenci. Nie wiemy, czy Maciarewicz będzie gościem, bo teraz na głowie ma to, co powiedział w telewizji Trwam, że kilku polskich ministrów spraw zagranicznych to ludzie sowieckich służb.

Po montażu jadę do Sejmu, a raczej do hotelu sejmowego na spotkanie z jednym z gości programu. Rozmowa "off the record" (bez możliwości publikowania relacji i cytatów). Wnioski smutne. Właściwie opisując moje dni ciągle powinienem zastrzegać – nie do nagrywania, nie do powtarzania, lub ze względu na ogólnie przyjęte zasady, choć najważniejszy argument to - ze względów prawnych. Głównie rozmawiamy o wojskowych służbach informacyjnych. Tam nastąpiła nagła mobilizacja przeciwko Antoniemu Macierewiczowi. Wygląda na to, że już nie poznamy tego, co wydawało się, że będzie możliwe w związku z likwidacja służb. Macierewicz nie zobaczy wszystkich dokumentów.

Wieczorem spotkanie z Arkiem Delisiem, z którym zajmuję się projektami fonograficznymi. Przesłuchujemy nowe nagrania zespołu Milkshop. W międzyczasie rzuca, że spotkał się z Hirkiem Wroną, który wspomniał mu, że ma kaca po polskim hip hopie. Słów nie będę powtarzał, bo są mocne. Wyleczył się z hip hopu później niż ja, dlatego ja może nie mam kaca a raczej miłe wspomnienia. Pomyśleć, że jeszcze niedawno myślałem o nakręceniu Blokersów 2.

Dostaję telefony, e-maile z pytaniami, o co chodzi z czarnym PR. Postanowiłem milczeć, bo nie chcę wywoływać skandalu, choć powiem jedno – już kilka miesięcy temu ważnej osobie publicznej powiedziałem wszystko co wówczas wiedziałem, pytając, czy to prawda? Dzisiaj znam więcej szczegółów i mogę tylko ubolewać, że żyjemy w kraju bez zasad. Ale czemu się dziwię, skoro sam kiedyś w moim pierwszym wywiadzie związanym z premierą filmu „To my, Rugbiści”, z Aleksem Kłosiem dla Gazety Wyborczej, powiedziałem, że świat mediów, showbiznesu, polityki nie ma zasad. Wtedy byłem człowiekiem, który rok wcześniej opuścił więzienie i zamiast oczyszczania w nowym, porządnym świecie, co chwila stykał się z brudem. Próbowałem wokół siebie zrobić szklany klosz, by izolować się od tego wszystkiego, ale nieskutecznie. Ten stan trwa do dzisiaj. Jednak nadal nie straciłem wiary w to, że warto starać się nie dać się wdeptać w ziemię i nie przyjmować do wiadomości, że inaczej się nie da, niż usiąść do gry i akceptować grę znaczonymi kartami.


(11) komentarzy / skomentuj

Biernacki o reformie służb specjalnych 22-08-2006 02:11

W dzisiejszej Gazecie Wyborczej interesujący artykuł Marka Biernackiego, szefa sejmowej komisji służb specjalnych, dotyczący reformy służb specjalnych. Biernacki pisze: „Od paru lat wskutek działań nieprzemyślanych, a zabarwionych politycznie - czy to z lewej, czy z prawej strony - nasze służby specjalne znajdują się w stanie permanentnej reformy. I tak w 2001 r. była jedna służba cywilna (Urząd Ochrony Państwa) oraz jedna służba resortowa (Wojskowe Służby Informacyjne). Teraz w Polsce będzie aż pięć cywilnych służb specjalnych - Agencja Wywiadu, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Centralne Biuro Antykorupcyjne, Służba Wywiadu Wojskowego i Służba Kontrwywiadu Wojskowego. Wielość służb z natury rzeczy doprowadzi do chaosu kompetencyjnego, a tym samym osłabi skuteczność ich działania.

Podobnej sytuacji nie ma w żadnym z krajów NATO; być może jest to swoisty eksperyment na skalę światową. Co więcej, nasza decentralizacja struktur bezpieczeństwa idzie pod prąd tendencji światowych. Walka z terroryzmem wymusza bowiem integrację, a nie dezintegrację służb specjalnych. Gdy więc w Polsce likwidowano UOP, dzieląc go na dwie służby, Holandia połączyła cywilny wywiad i kontrwywiad w jedną służbę.”
(3) komentarzy / skomentuj

Prywatni detektywi 22-08-2006 00:01

Sprawa aresztowania Krzysztofa Rutkowskiego pod zarzutem działania w mafii paliwowej powinna być przyczynkiem do dyskusji na temat prywatnych detektywów w Polsce. Rutkowski powiedział mi wprost, że on tak jak wielu jego kolegów po fachu, chciałby mieć uprawnienia czyniące z niego prywatną policję, dlatego nie tylko wdziewają mundury przypominające brygady antyterrorystyczne, ale zachowują się jakby byli funkcjonariuszami policji.
Skąd się bierze takie myślenie? A co najważniejsze, skąd takie przyzwolenia na to, by agencje detektywistyczne zamieniały się prywatnych prywatną policje. Większość prywatnych detektywów to byli policjanci lub funkcjonariusze służb, zwłaszcza SB. Instytucja prywatnego detektywa to dla wielu policjantów furtka na dalsze zawodowe istnienie, gdy opuszczą policję. Stąd pewien parasol ochronny tolerujący i przyzwalający na to, co np. w USA, Niemczech nie byłoby do pomyślenia. Takie sceny jak w TVN-owskim  serialu „Detektyw” z udziałem Krzysztofa Rutkowksiego mogliśmy tylko obejrzeć w Polsce.
To pod policjantów i byłych funkcjonariuszy służb napisano ustawę o usługach detektywistycznych. Jeden z prywatnych detektywów powiedział mi o nich: „Sfrustrowani, niewykształceni, ale posiadający kontakty wśród służb i świata przestępczego oraz często doświadczenie operacyjne oficerów SB, którzy przeszli dwie weryfikacje z 89 i 94 roku, a później nie potrafili się odnaleźć odnaleźć strukturach policji. Nie znają prawa, nie mają zaplecza cywilnego, nie potrafią prowadzić działalności gospodarczej. Łamią przepisy – przemoc, przekupstwo, podsłuchy – bo tylko to potrafią. Nie potrafią napisać umowy, zarejestrować zlecenia.”
Dużo w tym racji. Ustawodawca założył, że oficerowie policji, wojska, UOP mają znaczną wiedzę zawodową oraz z zakresu prawa i egzamin na licencje prywatnego detektywa jest dla nich łatwiejszy, zostaję zwolnieni z najtrudniejszego, wielopunktowego testu. Były oficer musi zapamiętać wyłącznie odpowiedzi na kilka powtarzających się pytań ogólnych aby otrzymać ilość punktów niezbędną do zdania tej części egzaminu.
Aktualnie nastaje  nowa fala detektywów-windykatorów, pracowników dużych i sieciowych firm egzekwujących należności. Nie spełniają oni warunków ustawy w kwestiach obowiązkowego ubezpieczenia, rejestracji zleceń – nie muszą, bo ich formalnie nie wykonują, choć ustawa przewiduje czas rozpoczęcia zawodu.
Kolejną grupą są detektywi – amatorzy. Zajmują się najmniej wymagającymi zleceniami. Obserwują niewiernych małżonków. Zatrudnieni SA na etatach w agencjach ochrony, firmach ubezpieczeniowych, hipermarketach. Ogłaszają się w lokalnej prasie obok „detektywów” bez licencji i indykatorów.
Najmniej liczną grupę stanowią zawodowcy posiadający znaczącą wiedzę fachową, znający rynek, wyspecjalizowani, posiadający zaplecze kadrowe, inwestujący w sprzęt, szkolenia. Oni osiągają największe przychody, pracują dla największych firm. Zazwyczaj specjalizują się w branżach niszowych – wywiad gospodarczy, wspomaganie PR i HR, obsługa biur i rzeczników patentowych, ochrona własności intelektualnych. Swoje usługi świadczą dla dużych firm i korporacji m.in. z zakresu wykrywania kłamstw, grafologii, informatyki. Korzystają z doświadczeń najlepszych kancelarii prawniczych. Unikają przy tym rozgłosu. Dzielą się sukcesami z organami ścigania i dziennikarzami śledczymi. Kilka nagród prasowych z zakresu dziennikarstwa śledczego  to tak naprawdę praca prywatnych detektywów.

Felieton ukazał się na łamach dziennika Metropol

(1) komentarzy / skomentuj

Netzl vs. Kittel 21-08-2006 10:07

Kilka dni temu przecierałem oczy ze zdumienia, czytając relację z konferencji prasowej prezesa PZU Jaromira Netzela, który zaczął oskarżać  dziennikarza Rzeczpospolitej Bertolda Kittela. "Kto ma być beneficjentem bezprecedensowej kampanii przeciw mojej osobie?" "Czy prawdą jest, że honorarium za teksty trafiło na konto na Kajmanach?". Netzel posunął się dalej, nazywając go majorem. Majorem służb? Po takim oświadczeniu wydawałoby się, że prezes PZU nie ma już wyboru – musi wyłożyć dowody na stół, albo złożyć rezygnuje ze stanowiska. Mijają dni, a dowodów brak. Trwa teraz gra na czas. Czy Netzel liczy na to, że Antoni Maciarewicz znajdzie teczkę Kittela albo Nowek wyciągnie ją z szafy? Jak można o tym mówić nie mając jej w ręku? Kiedy stawia się takie pytanie, można usłyszeć: „Ale z jego tekstów widać jakieś dziwne kontakty z ABW, WSI.” Każdy dziennikarz śledczy ma takie swoje dziwne kontakty, inna sprawa co z nimi robi i jakie one mają przełożenie na napisany tekst. W sobotę spotkałem się z funkcjonariuszem WSI w związku z najbliższym programem „Konfrontacja” i czy to oznacza, że jestem człowiekiem tej służby?

Netzel swoim występem na konferencji zrobił dużo zła dla wizerunku PIS. Część działaczy PIS-u tego nie widzi. Pada deszcz a oni mówią, iż świeci słońce. A to, że jest mokro, to inna przyczyna. Można tak trwać przy swoim dalej, tylko dokąd to doprowadzi? „Nie dostarcza się wrogom amunicji” – powiedział w rozmowie ze mną jeden z polityków PIS.
(2) komentarzy / skomentuj

Zabić czarnym PR 18-08-2006 21:23

Mogłem się tego spodziewać, że zostanę zaatakowany za to, co robię w Konfrontacji. Ale są granice wytrzymałości. Prawdopodobnie zlekceważyłem to, co kilka miesięcy powiedziano mi w zaufaniu.

(15) komentarzy / skomentuj

Ominąłem 17-08-2006 17:23

Dzisiaj zabrałem się za lekturę tygodnika Wprost. Ominąłem artykuł "Donos pana Cogito".
(2) komentarzy / skomentuj

Faszyści stworzyli festiwal w Cannes 16-08-2006 12:14

Peter Greenaway w rozmowie zamieszczonej w miesięczniku Machina zwraca uwagę, że „wszystkie główne festiwale zostały stworzone jako propagandowe narzędzie w rękach faszystów. Mussolini stworzył Wenecję, rząd Vichy urządził Cannes, a Goebbels festiwal w Berlinie.” Czy tez komuś w Polsce zacznie to przeszkadzać? Rozumiem, że Andrzej Wajda odda „Złota palmę” za „Człowieka z żelaza”. Wezwie go do tego oczywiście Lech Wałęsa. Ministerstwo Kultury i Sztuki wyda zakaz uczestniczenia filmowców polskich na festiwalach o faszystowskich korzeniach.
(1) komentarzy / skomentuj

Kompromitacja Wałęsy? 16-08-2006 01:05

Adam Michnik zabrał głos w sprawie Guntera Grassa. Zatytułował go: „Wałęsa w sforze naganiaczy”. Michnik pisze: "Guenter Grass, wielki pisarz niemiecki, laureat literackiej Nagrody Nobla, zdecydował się ujawnić, że jako 15-latek zgłosił się na ochotnika do armii hitlerowskiej i przez pewien czas służył w jednostkach Waffen SS. Napisał o tym książkę, gdyż - jak to wyjaśnił w wywiadzie - to „był mój wewnętrzny przymus”, tamtą „winę odczuwałem jako hańbę”.

Taka postawa pisarza zasługuje na podziw i szacunek. Gdy pisarz, znany z uczciwości i odwagi, przez nikogo nieprzymuszony publicznie wyznaje swój błąd sprzed 62 lat, można tylko pochylić czoło, bowiem jest to przypadek całkowicie unikalny. Gdy jednak odzywa się natychmiast sfora naganiaczy, która wykorzystuje ten akt pisarza do rozpętania przeciw niemu nienawistnej nagonki - można tylko ubolewać nad małością ludzkiej kondycji.

Niestety, w tej sforze naganiaczy znalazł się także Lech Wałęsa. Uznał on za właściwe dorzucić swoje pogardliwe trzy grosze na łamach brukowego Springerowskiego dziennika „Bild”, skądinąd znanego z wrogości do Grassa, który wielokrotnie krytykował „Bilda” za publikacje zatruwające publiczne debaty w Niemczech.

Nie wiem, czy to któryś z doradców Wałęsy zasugerował mu tę deklarację - niemądrą i niegodną. Jeśli tak było, to powinien on zrezygnować z usług tego doradcy. Jeśli natomiast był to rezultat jego bezmyślnego gadulstwa, to Wałęsa powinien w przyszłości chwilę pomyśleć, zanim dokona tak osobliwego bilansu życia wielkiego pisarza. Literaturoznawstwo nigdy nie było mocną stroną Lecha Wałęsy.

O czym bowiem mowa? Chodzi o czyn - niewątpliwie naganny i pożałowania godny - popełniony przez nastolatka przed 60 laty. Ten czyn Grass dogłębnie przemyślał i wielokrotnie przekreślił całym swoim życiem; wszystkimi swoimi książkami. W tych książkach pisarz stworzył wspaniały pomnik Gdańska; także w niezapomnianym „Blaszanym bębenku” oddał hołd bohaterskim polskim obrońcom Poczty Gdańskiej.

W swych powieściach i esejach, w publicznych wystąpieniach i wywiadach był Guenter Grass konsekwentnym krytykiem i demaskatorem nazizmu, także zbrodni nazistowskich przeciw Polsce. Przez długie lata nie miała Polska w Niemczech bardziej konsekwentnego i bezinteresownego przyjaciela.

Płacił za to wysoką cenę. Nacjonaliści niemieccy atakowali go bezpardonowo, gdy uparcie powtarzał, że Niemcy muszą uznać ostateczny kształt granicy na Odrze i Nysie. Natomiast komuniści atakowali go, gdy wspierał uparcie, od samego początku, polską opozycję demokratyczną, współpracował z polską prasą pod-ziemną, występował w obronie więźniów politycznych w Polsce. Zapominanie o tym wszystkim dzisiaj jest głupotą i niewdzięcznością; przekreślanie tego wszystkiego z powodu błędu życiowego kilkunastolatka w 1944 r. jest po prostu nieprzyzwoitością.

Kilkunastoletni młodzi ludzie popełniają różne błędy - Lech Wałęsa wie o tym doskonale, bowiem jako młody człowiek - pisał o tym w swojej książce wspomnieniowej - dopuścił się czynów, które potem sam uznał za błędne i pożałowania godne. Te błędy wszakże przekreślił swoim późniejszym życiem. A przecież i dzisiaj nie brakuje chętnych - dość nikczemnej konduity - którzy chcieliby, poprzez przywołanie tamtej pomyłki życiowej młodego Wałęsy, unieważnić dorobek całego jego życia.

My, Polacy, domagamy się słusznie od niemieckiej opinii publicznej, by zrozumiała, że działania pani Eriki Steinbach i jej współpracowników obrażają pamięć zbiorową i zmysł moralny Polaków. Widzimy w tych działaniach - też słusznie - kłody rzucane na drodze polsko-niemieckiego pojednania.

Otóż Guenter Grass, który wysiedlenia Niemców z Gdańska opisał w „Blaszanym bębenku” z nieporównanym realizmem; którego siostra była podczas tego wysiedlania kilkakrotnie gwałcona przez wysiedlających, o czym pisarz publicznie opowiadał podczas debaty w Gdańsku, ten sam Guenter Grass przez lata konsekwentnie przypominał, że właściwymi winowajcami wszystkich niemieckich nieszczęść są niemieccy naziści, gdyż to oni rozpętali II wojnę światową, napadając na Polskę. Guenter Grass zawsze wykazywał olbrzymią wrażliwość na polską pamięć o tamtych dramatach.

Czyż nam, Polakom, tak trudno zrozumieć ówczesny dramat młodych Niemców ogłupionych totalitarną indoktrynacją propagandy nazistowskiej i Hitlerjugend, wciśniętych w koszmar wojny, strach przed bombami, w jeszcze większy strach przed bolszewizmem, który nadchodził ze wschodu? Czyż trudno zrozumieć, że wielu młodych Niemców pogubiło się wtedy i pobłądziło?

Taka przecież jest prawda o ówczesnym dramacie generacji młodych Niemców. Nie tylko Guenter Grass pobłądził. Inny Niemiec, rówieśnik Grassa, także spędził pod koniec wojny kilka miesięcy w mundurze armii hitlerowskiej. Ów Niemiec wspominał po latach, że choć pochodził z rodziny antynazistowskiej, to w 1940 r., podczas wielkich triumfów armii niemieckiej, odczuwał „pewien rodzaj patriotycznej satysfakcji”. Czy również na miejscu tego Niemca chciałby Lech Wałęsa z czegoś tam zrezygnować?

Na wszelki wypadek podaję dane personalne: ów Niemiec nazywał się Joseph Ratzinger, ostatnio bardziej znany jako papież Benedykt XVI.

PS Nie sporządziłem tych uwag, by zapewniać Guentera Grassa, że ma w Polsce wielu przyjaciół, którzy szanują go i podziwiają. Także nie po to, by go bronić - ten wielki pisarz i wspaniały człowiek nie potrzebuje mojej obrony. Napisałem to po to, by bronić Lecha Wałęsy. Przed nim samym.”

Dlaczego zamieściłem całą wypowiedź Adama Michnika? Bo się z nią całkowicie zgadam. Wczoraj w telefonicznej rozmowie z Jackiem Kurskim rozmawialiśmy na temat Grassa. Rozumiem go, ale też powiedziałem mu, że mam odmienne zdanie. Takie jakie wypowiedział Michnik. Od razu zaznaczę, że Jacek Kurski nie należy do ludzi, którzy nie uznają innej opinii niż jego własna. Piszę to dla ludzi, którzy go nienawidzą, często bez uzasadnienia.
(10) komentarzy / skomentuj

Dopiero po wyborach 16-08-2006 00:47

To wybory samorządowe, ich wynik zdecyduje o losach Polski w najbliższym czasie. To po nich nastąpią ważne decyzje rządzącego PIS-u. Do wyborów Jarosław Kaczyński nie chce podejmować decyzji, które oznaczają medialne mniejsze lub większe trzęsienie ziemi. To podsumowanie moich rozmów z politykami PIS.
(0) komentarzy / skomentuj

Góra kazała 15-08-2006 21:58

Góra kazała zdjąć zwiastuny zapowiadające program Konfrontacja. Ograniczyć do minimum. Nawet nie dziwi mnie taka małość. Celowe działanie by zaniżyć wyniki oglądalność programu. Oczywiście robią to ludzie, którzy mówią o wprowadzaniu zasad, których dotąd nie było na Woronicza 17.
(7) komentarzy / skomentuj

Przemijanie 15-08-2006 20:39

Boże, co to za czas, w którym profesorowie są młodsi ode mnie! – pisze w swoim internetowym dzienniku Krystyna Janda.
(0) komentarzy / skomentuj

Młoda Polska walcząca 15-08-2006 11:52

Komentarz zamieszczony na moim blogu, zatytułowany „Polska walcząca”. Kiedy go czytam słyszę dobiegającą mnie przemowę prezydenta w związku ze świętem żołnierza i chwały polskiego oręża. Heroin pisze: „To nie jest opowieść o konflikcie pokoleniowym... Należę do młodego pokolenia. Jestem jego częścią i jego obserwatorem. Patrzę na „schizofrenię ideologiczną” dziewcząt i chłopców. Kim chce być młody Polak? Co chce osiągnąć? Obcowanie z rówieśnikami ogarnia przerażeniem. Wirtualna rzeczywistość wysyła w świat pozerstwo, kłamstwo, lekkość bytu. Młodzi są ospali, wiecznie zmęczeni, mają gdzieś politykę, krwawą historię kraju, w którym przyszło im żyć.  Popijają browarki, marzą o lepszym życiu za friko, sportowym samochodzie, dobrej zabawie. Studenci medycyny obnażają swe wdzięki w sex-kamerkach. Absolwenci szkół artystycznych bez jakiegokolwiek wstydu zamieszczają swoje wizerunki w „randkach”. Wiem o czym się tam rozmawia z autopsji. Po takim eksperymencie dla osoby takiej jak ja, cały świat zdaje się być jednym wielkim oszustwem. Próbuję nie generalizować, być daleko od subiektywnej oceny. Codzienność jednakże weryfikuje do bólu cień nadziei. Tymczasem nas wyręcza pokolenie  wieku średniego. Walczy o przyszłość dorosłych przecież ludzi.  Należy iść ich śladem, walczyć o prawdę od podstaw, od pierwszych dni dorosłości, skoro jest dana. Nie mówić, że nikt o nas nie dba. Z naszym anemicznym nastawieniem do życia wychowamy pokolenie kalek, nie umiejących się podpisać i „studiujących zaocznie” bezwzględny ring, jakim jest życie.Ja również pragnę normalności, prawdy, dumy z bycia Polakiem. Dlaczego nam (Wam) młodym jest to bez znaczenia??? Co powiecie swoim   dzieciom? Że Heineken lepszy od Carlsberga? Tragifarsa. Z mocnym naciskiem na trag...”
(0) komentarzy / skomentuj

Guenter Grass 14-08-2006 10:35

Atak na Guentera Grassa przez polskich polityków, za to, że Grass przez trzy miesiące, tak przez trzy miesiące, jako szesnasto-siedemnastolatek, był w Waffen- SS w Dreźnie przyprawia mnie o niesmak. Niech wspomną siebie z młodości? Jacy byli? Co robili? Niech Wałęsa nie zapomina o swoich upadkach w życiu, o czym mówią jego bliscy współpracownicy, dokumenty w IPN. Dla nich nie ważne jest to, że potem całym swoim dalszym życiem Grass ścierał z siebie te skazę.
Czy politycy będą równie konsekwentni wobec dzisiejszego papieża? Benedykt udzielał się w Hitlerjugend i zadeklarował swoje hitlerowskie ideały w 1944 roku?
(4) komentarzy / skomentuj

Legalna mafia 13-08-2006 23:08

Wspomnienie z jazdy taksówką na dworzec lotniczy w Genewie. Kierowca przez cała drogę złorzeczył na mafię w Szwajcarii. Wskazywał na mijane banki, luksusowe samochody, prywatne samoloty i powtarzał „legalna mafia”.
(2) komentarzy / skomentuj

Cios poniżej pasa 13-08-2006 20:22

„Atakują rodzinę, osobę bliską tobie. Postanowili tak ciebie zaatakować. Bo to najbardziej boli. Wiedzą, że ty wytrzymasz atak na siebie.” I co mam powiedzieć? Co mam zrobić w obliczu takiego draństwa? Podskórnie jednak wierzę, że prawda wyjdzie na wierzch, że ktoś przegra grę jaką rozpoczął.
(3) komentarzy / skomentuj

Warszawa-Genewa-Warszawa 12-08-2006 20:49

Wylatuję do Genewy na rozmowę z udziałowcami firmy J&S. Rano dochodzą wieści o udaremnionych próbach zamachów w Londynie. Przed polskim dworcem lotniczym widzę brygadę antyterrorystyczną. Faceci w kominiarkach, z długą bronią, zachowują się nieznośnie ostentacyjnie. Zainteresowanie pasażerów wywołuje nasza skrzynia, w której załadowano oświetlenie na jutrzejsze zdjęcia. Spokojnie wnosimy ją jednak do wnętrza hali, nikt nawet nie podchodzi i nie pyta, co w niej jest. Chwilę po wejściu, tuż przed odprawą bagażu, komunikat o ewakuacji dworca. Ktoś zostawił torbę idąc do toalety i wszyscy muszą opuścić halę. Na szczęście wylatujemy tylko z dziesięciominutowym opóźnieniem.

Ku naszemu zdziwieniu na lotnisku w Genewie spokojnie. Nie widać nerwowości. Nie ma policjantów w kominiarkach. Czy tutaj lekceważą środki ostrożności? A może reagują stosownie do zagrożenia? Zamiast facetów w kominiarkach przechadzają się agenci po cywilnemu?

Powrót z Genewy. Po wylądowaniu w Warszawie nie możemy wysiąść przez kwadrans z samolotu, bo zarządzono ewakuację dworca.
(2) komentarzy / skomentuj

Dementi Zbiory 09-08-2006 17:55

Jak można wytłumaczyć, że minister sparwiedliwości Zbigniew Ziobro dementuje na dzisiejszej konferencji prasowej informację o prowokacji wobec niego? Czy chodzi o dobro śledztwa, które jednak obejmuje także tę sprawę? Czy może minister uważa, że to nie była prowokacja Rutkowskiego a innego prywatnego detektywa - Jerzego Godlewskiego. Ten miał się  rok temu  zjawić się u Zbigniewa Ziobry z rewelacjami o prowokacji Rutkowskiego. W tej prowokacji  miała brać udział Kotecka, dziewczyna Rutkowskiego. Godlewski, jak sam twierdzi, miał być upoważniony przez Ziobrę, do zajęcia się sprawą. A co wydaje się być niemożliwe z posiadanych przeze mnie informacji. Prawda, że można się pogubić?
(4) komentarzy / skomentuj

Rutkowski zza krat nie daje o sobie zapomnieć 09-08-2006 11:34

Budzę się po siódmej. Nie jestem w stanie dalej ciągnąć snu. Pierwsza kawa i piszę scenariusz dzisiejszego programu „Konfrontacja”, poświęconemu warszawskiej ośmiornicy.

Słyszę, że Rutkowski zaczął sypać. Tak jakby tego dotąd nie robił. Inna sprawa, że mówi to co chce, a nie wyjawia całej prawdęy prokuratorowi. Dzisiaj w Konfrontacji ujawnimy z Piotrem Pytlakowskim kolejny wyczyn detektywa, którym jak dotąd nie zajęli się warszawscy prokuratorzy. Dlaczego? Dymisja prokuratora Bińczaka, rzecznika ministra Ziobry po tym, jak wyszła na jaw jego znajomość z Rutkowskim trochę wyjaśnia parasol ochronny jaki miał nad sobą detektyw.

Gazeta Wyborcza pisze, że w śledztwie przeciwko Rutkowskiemu pojawił się także sensacyjny wątek. Śledczy mają informacje, że po zwycięskich dla PiS wyborach detektyw miał przeprowadzić operację, której celem było zablokowanie nominacji Zbigniewa Ziobro na ministra sprawiedliwości. Jest to ciekawa historia, która być może teraz zostanie w pełni wyjaśniona. Przyznam, że kiedy pierwszy raz się o niej dowiedziałem robiąc program o Rutkowskim zastanawiało mnie, dlaczego zawieszono nad tym kurtynę. To ta sprawa wywołała lekkie zamieszanie w składzie gości do programu. Nie pojawił się ten, który miał być, po negocjacjach przyszedł inny.

Jak widać Rutkowski nawet zza krat jest gwiazdą mediów.


(2) komentarzy / skomentuj

Lepper obawia się smsa Gasińskiego 05-08-2006 00:10

Otrzymałem list od Bogdana Gasińskiego, przebywającego w Areszcie Śledczym przy ulicy Rakowieckiej w Warszawie, datowany na 2 lipca br. Gasiński przebywa tam drugi miesięc. „Zostałem aresztowany, bo wysłałem jednego sms do p. Wiernikowskiej z TVP, że zabiję Andrzeja Leppera. Oczywiście chodziło o zabicie polityczne, tj. usunięcie go ze sceny politycznej poprzez ujawnienie kwitów na Leppera z lat 2001-2003 (…) Żeby wszystko było jasne – nigdy nie wysłałem sms-a do Leppera o groźbach, tak jak piszą gazety – bo nie znam do niego telefonu. Dostanę 2 lata więzienia za to, bo na sprawiedliwość sprawiedliwość tym kraju nie ma co liczyć, a w tej sprawie jest nacisk z góry.” Areszt za smsa? Nie mieści mi się to w głowie. Rozmawiam z Marią Wiernikowską. Potwierdza. Sprawdziła w prokuraturze. Rozmawiała z Lepperem, ten nawet obiecał jej wycofanie skargi, że czuje się zagrożony ze strony Gasińskiego. Jednak tygodnie mijają a Gasiński siedzi za smsa w areszcie.

(4) komentarzy / skomentuj

Wczorajszy dzień 03-08-2006 01:47

Wczorajszy dzień. Zaczął się od spotkania ze Zbigniewem Wassermannem. Pod koniec rozmawialiśmy o szyciu butów ludziom, którzy próbują coś zmienić. Podałem konkretny przypadek oficera CBŚ. Przyznał mi rację. Sam na sobie doświadczył tego samego mechanizmu.  Pół godziny później na placu Trzech Krzyży w Szpulce czy Szparce, plączą mi się te nazwy, spotykam się z Rafałem Kasprowem z firmy MDI, która zajmuje się PR firm J&S, by omówić program Konfrontacja poświęcony J&S. Dla mnie raczej o branży paliwowej, która nie przypomina raczej świata zero jedynkowego. Po raz kolejny wyjaśnia mi jak to J&S uszyto buty. Polska to taki kraj szycia komuś butów, gdzie pomówienie, plotka, niedopowiedzenie kształtuje rzeczywistość, wynikałoby z tego. Najważniejsze dla mnie, że nie wycofują się z ustaleń. W przyszłym tygodniu nagranie rozmowy z udziałowcami J&S, a 30 sierpnia udział zarządu firmy w programie. Pod koniec dnia spotkanie ze znajomymi, którzy wchodząc do domu, mówią – Ale nic o telewizji (TVP), właśnie stamtąd wracamy.
(4) komentarzy / skomentuj

Pytlakowski, Gargas i sytuacja w TVP 03-08-2006 00:44

Jak mogę współpracować z Piotrem Pytlakowksim i jak mogłem zapraszać do programu Anitę Gargas – usłyszałem. Odparłem, że nie kieruję się podziałami w mediach. Pytlakowski to jeden z najlepszych  śledczych dziennikarzy. Ufam mu, a jestem raczej zranionym wilkiem, który nieufnie patrzy na ludzi. Nie wiem jaki był wcześniej  Piotr, ale tego, którego poznałem szanuję za to, czego brakuje innym - świadomości jak poplątana jest rzeczywistość. Mój życiorys przecież nigdy nie powinien mi pozwalać bym zapomniał, że nie zawsze czarne to czarne a białe to białe, są jeszcze odcienie szarości. Piotr przypomina mi o tym. Kiedy rozmawialiśmy o ostatnim akapicie artykułu, to on zwracał uwagę na to, co każdy człowiek powinien mieć, świadomość, że słowa mogą niesłusznie skrzywdzić. Przywracał we mnie wątpliwości, które w sobie przecież także miałem.

Atak na Anitę jaki teraz jest, no cóż, w Polsce nie lubi się wyrazistych poglądów. Być może jej największą zaletą jest to, co inni uważają za wadę? Inną sprawą jest to, czy podejmując się funkcji v-ce szefa publicystyki programu 1 TVP będzie się kierowała zasadą wolności słowa, braku cenzury politycznej? Czy będzie w stanie wbrew sobie tolerować osoby i poglądy, których nie znosi. Od razu muszę zaznaczyć, że wypowiadam te słowa, pomimo, że Anita nawet nie wysłała sms-a na wieść, że ściągają mi Konfrontację. I chcąc być politycznie poprawna dla obecnego układu układu TVP woli uznać, że nie zna moją osobę. Ale na tym się zatrzymam, obiecałem sobie, że nie będę się wypowiadał na temat tego, co dzieje się w telewizji publicznej. Może tylko tyle, że nie przeczytałem jeszcze ani jednego artykułu, który by napisał prawdę o sytuacji na Woronicza 17. Dlaczego? Nowy układ medialny, który dotąd krzyczał o innym układzie medialnym woli się poklepywać po plecach niż spojrzeć prawdzie w oczy. Dziennikarze opisujący TVP zamiast opisywać zajęli się uprawianiem gierek wokół TVP, opowiadając się za tą lub przeciwną stroną, mając gdzieś opis stanu faktycznego.
(4) komentarzy / skomentuj

List do Wassermanna 01-08-2006 23:26

Odczuwalny jest brak choćby kilkudniowego zwolnienia tempa. Dzisiaj, kiedy gnałem przez Warszawę z jednego spotkania na drugie zdałem sobie sprawę, że dłużej tak nie pociągnę. Muszę zwolnić. To, co zaczynam brać na swoje barki od września, pomimo, że już odejdzie mi ciężar Konfrontacji, całkowicie uwiąże mnie na wiele miesięcy w podobnym kieracie, być może nawet jeszcze gorszym. Ile razy można przekładać urlop, wypoczynek? Od lat nie miałem wakacji.

Dzisiaj patrzyłem na X, jak pisze przy mnie list  do Zbigniewa Wassermanna i myślałem, że IV RP zaczyna mieć swój prawdziwy sprawdzian wiarygodności głoszonych haseł. Czas upływa. X. słał już wiele listów, ale jakoś nie trafiły do koordynatora służb, teraz ja mam być gwarantem, że dotrze do jego rąk. W liście prosi o spotkanie. Od miesięcy prokuratorzy ścigający mafię paliwową, jakoś nie chcą go przesłuchać. Czyżby jego zeznania nie pasowały do układanki, jaką sobie ułożyli? A może ma rację, że tak naprawę ich działania chronią inny układ paliwowy? Zbyt małą mam wiedzę by rozstrzygać. Wiem jedno, że nienormalna jest sytuacja, że ktoś chce coś mówić, zeznać i nikt go od miesięcy nie chce wysłuchać. Gdyby był to pionek, rozumiałbym nawet, ale X. do nich nie należy.

Wczoraj wieczorem z Piotrem Pytlakowskim w redakcji Polityki do późna w nocy, kończyliśmy tekst. Przesiąkłem do granic niemożliwości dymem papierosowym. Piotr jeszcze nie kończy palić jednego papierosa a już zapala drugiego.I tak jak u X. mamy do czynienia z jakąś inercją wymiaru sprawiedliwości. Głośna niedawno sprawa cichnie, śledztwo staje w miejscu. Zwalnia bieg. Z policjantów, oficerów CBŚ, którzy chcą coś zrobić, którzy jak się wydaje są spoza układu, robi się oszołomów lub zabija czarnym PR, plotką.

Dlatego, kiedy X. rzucił mi dzisiaj, że zaskoczony jest brakiem mojego zdziwienia na to co mi wyjawił, chciałem mu powiedzieć, że od dłuższego czasu najważniejsze śledztwa w tym kraju ta jakaś gra na czas, w której najmniej już chodzi o to, by cała prawda wyszła na jaw.

Ślęczę teraz na zeznaniami komisji Orlenowskiej, przesłuchaniem Wiaczesława Smołkowskiego. Artykułami prasowymi dotyczącymi J&S. Dzisiaj na krótko się spotkałem ze Smołkowskim, by umówić się po czterech miesiącach rozmów poprzez pośredników, na wywiad do Konfrontacji. Branża paliwowa, w którą ostatnio wszedłem odmalowana jest jako imperium zła. Oto przede mną siedział przedstawiciel tego imperium.  I już nic nie było takie jasne i proste jak to można przeczytać w gazetach.

(5) komentarzy / skomentuj

Sztandar w kryminale 28-07-2006 18:04

Komentarz Romualda Szeremietiew do wpisu o sztandarze zakładu karnego w Barczewie: „Kiedy mnie sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego skazał na pięć lat za "próbę obalenia ustroju PRL przemocą", to z Rakowieckiej trafiłem do Barczewa. Ponure miejsce. Siedziałem w pawilonie izolacyjnym - budynek poklasztorny, cele ciemne, bez kanalizacji, deski podłogi bezpośrednio na gruncie - w zimie zimno jak diabli. Mieli tam też taką zmyślną celę w celi - delikwnta zamykało się w tej mniejszej, była b. szczelna, po pewnym czasie zaczynało brakować powietrza, człowiek zaczynał się dusić i wtedy obserwujący przez wziernik strażnik na chwilę otwierał drzwi - wchodziło powietrze i wsio ab ovo... wiem coś o tym bo jako szef buntu więźniów politycznych w tej celi trochę czasu spędziłem. Naczelnikiem kryminału był niejaki kpt. Lutrzykowaki (nazywaliśmy gofo Łotrzykowskim, a szefem "ochrony" krymianału kpt. Skuza, który mi osobiście obiecywał "połamanie kości". Byli też ludzie porządni, np. sież. Zdzisław Słoń,  który z nami trzymał, pomagał jak mógł, np. przynosząc z domu jedzenie. Ciekawe kogo zaproszono na to wręczenie sztandaru? Łotrzykowskiego, czy Słonia?
A swoją drogą sztandar? To w razie zagrożenia w jego obronie funkcjonariusze SW są gotowi polec? Jakoś trudno mi sobie wyobrazić p. nadanie Krzyża Walecznych za bohaterska obronę sztandaru więzienia przed kim? RSz - prosty więzień z Barczewa 1982-84 (wcześniej Rakowiecka, która jeszcze sztandaru nie ma - może się jednak mylę?)”
(1) komentarzy / skomentuj

Medialna śmierć Rutkowskiego 26-07-2006 10:43

Telewizja TVN zdecydowała o zdjęciu z letniej ramówki powtórkowych odcinków piątej serii „Detektywa”, gdzie Rutkowski w obecności kamer śledzi i zatrzymuje przestępców, podaje agencja prasowa. I tak wyniesiony w górę przez media, ich niedawny ulubieniec, z dnia na dzień jest przez nie zabijany słowem: „Nędzny koniec psiego detektywa,” „Detektyw mafii. Wreszcie cię dopadli detektywie”, „Twardy detektyw wymiękł” To tylko niektóre tytuły. Dzisiejszy artykuł w Fakt, to gwóźdź do jego medialnej śmierci: „Całe życie grał bohatera, a teraz zachowuje się jak zwykły mięczak! Były poseł detektyw Krzysztof Rutkowski (46 l.) jak histeryk mdlał wczoraj w Katowicach na sali sądowej przed aresztowaniem. Sędziowie jednak nie nabrali się na tanie sztuczki detektywa-bandziora i postanowili, że najbliższe 3 miesiące spędzi w areszcie.”
(11) komentarzy / skomentuj

Z dziennika Jandy 24-07-2006 01:32

Krystyna Janda w swoim internetowym dzienniku apeluje: „Moi Drodzy, nie zapominajcie wystawiać wody dla ptaków w te upały. W misce, talerzu, czymkolwiek.”
(8) komentarzy / skomentuj

Zatrzymanie Krzysztofa Rutkowskiego 23-07-2006 21:50

Oglądam telewizyjne zdjęcia z zatrzymania Krzysztofa Rutkowskiego. Pomimo, że w moim programie Konfrontacja stawiano mu zarzuty, kolejny prawdopodobnie  będzie postawiony 9 sierpnia, coś we mnie drgnęło. Współczucie? Dlaczego? Irytujący jest zwyczaj CBŚ, ABW, aby do aresztowania znanych publicznie osób używać brygady antyterrorystycznej. Kominiarki, długa broń. Najlepiej zatrzymać nocą, na ulicy, na dworcu, w miejscu publicznym. Zatrzymanie musi koniecznie być sfilmowane na kilka kamer i natychmiast dostarczone do mediów. Tak jakby nie można było wezwać Rutkowskiego pod byle pretekstem na komisariat policji lub prokuratury. Zmieniają się kolejne ekipy rządzące, ale zwyczaj pozostaje ten sam.

Ktoś powie, że tak samo Rutkowski zatrzymywał w TVN- owskim „Detektywie” i gdzieś miał to co czuli rzuceni przez niego na ziemię ludzie. Ale tym się właśnie mają różnić funkcjonariusze prawa od takich osób jak np. Rutkowski, by swoim zachowaniem pokazywać niestosowność pewnych działań.
(11) komentarzy / skomentuj

Albo wszystko przegramy albo zwyciężymy 22-07-2006 22:42

Dwa upalne dni spędziłem w kuluarach sejmu. Pojawiam się tam rzadko, tym razem musiałem w związku z tematem, do którego od jakiegoś czasu się przygotowuję, a o którym niedługo już będę mógł powiedzieć publicznie. Właśnie dom poselski został wybrany jako najbezpieczniejszy, by spotkało się kilka osób z gwarancją braku podsłuchów, ogonów.

Trwała walka o ordynację samorządową. Walka sprowadzała się do ściągania posłów, którzy byli poza sejmem. Kiedy już zebrano potrzebne kworum uwidoczniło się poczucie siły posłów PIS. „Jest nas dość by pogrążyć platformę” – słyszę przy recepcji nowego domu poselskiego.

Euforia zwycięzcy nie udzielała się jednak wszystkim. Jeden z moich rozmówców zaniepokojony jest sytuacją, w której rozgrywający w partii są ludzie, bo mają dostęp do Kaczyńskiego lub jego najbliższego otoczenia, zamiast argumentów posługują się plotką, by kogoś zdyskredytować lub zmarginalizować. „Tak niszczy się lub zniechęca ludzi”. Poznałem swego rozmówcę tuż po wygranych wyborach i wówczas tryskał energią i poczuciem wiary. Dzisiaj bije od niego rezygnacja.

Tej energii i wiary nie brakuje jednak Jackowi Kurskiemu, jednemu z tych, na których czekano by zebrać kworum: - „Albo wszystko przegramy albo zwyciężymy” – rzuca, na co wicina się w rozmowę Zygmunt Wrzodak. Po krótkiej polemice z Kurskim wspólnie zgadzają się, że najbliższy rok zdecyduje. Jeśli nie będzie konkretnych działań nikt już potem nie będzie wierzył w zmiany, przyśpieszenie.

Na drugim biegunie Posłowie Platformy Obywatelskiej. Przygaszeni. Ale nie widać katastrofy na twarzach. Ta na chwile gości na wieść o tym, że mają  startować w wyborach samorządowych, wyłącznie pod szyldem PO, bez łączenia komitetów. – „To już je poza dużymi miastami przegraliśmy” – rzuca jeden z nich. Na co drugi dodaje ironicznie: -„Ale za to ze sztandarem PO.”
(6) komentarzy / skomentuj

Granice śmieszności 18-07-2006 01:18

Z Gazety Wyborczej: „Wczoraj po raz drugi głosowano nad inną poprawką PiS, która w piątek poróżniła PiS i PO - żeby pracodawca mógł wyrzucić z pracy lub zwolnić z zajmowanego stanowiska kogoś, komu IPN wyda zaświadczenie mogące sugerować, iż był współpracownikiem tajnych służb. Poprawka w piątek nie przeszła, ale poseł Marek Suski (PiS) zażądał wczoraj ponownego głosowania. - Musiałem udać się do toalety, a w tym czasie niespodziewanie zarządzono głosowanie. Teraz hieny dziennikarskie nazywają mnie obrońcą ubeków! - argumentował Suski swoje żądania.
- Są jakieś granice śmieszności. Regulamin głosowania nie przewiduje uwzględniania potrzeb fizjologicznych posłów - protestowała Julia Pitera (PO).”
(3) komentarzy / skomentuj

Bez komentarza. Sztandar dla wiezienia w Barczewie 18-07-2006 00:45

Na stronie Centralnego Zarządu Służby Więziennej znalazłem informację: „Zakład Karny w Barczewie dołączył do elitarnego grona jednostek penitencjarnych, które mogą poszczycić się własnym sztandarem.(…) Mając na uwadze długoletnią historię zakładu (za datę przeznaczenia tych obiektów na więzienie przyjmuje się rok 1812, kiedy to ówczesne władze pruskie po sekularyzacji majątku zakonu bernardynów umieściły tam "dom karny") oraz zbliżającą się rocznicę 60-lecia jego powojennego istnienia, Stowarzyszenie Inicjatyw Obywatelskich w Barczewie, wspólnie z kołem emerytów i rencistów przy miejscowym zakładzie karnym, wystąpiły z inicjatywą ufundowania sztandaru dla jednostki. (…) Wykonanie sztandaru zlecono Annie Korybut-Dziemidowicz, artystce haftu. (…) W trakcie uroczystości funkcjonariusze i pracownicy SW usłyszeli wiele ciepłych słów. - Głównym bohaterem tej uroczystości są pracownicy zakładu, ale jest to też wielkie święto dla całej społeczności miasta i gminy - powiedziała Elżbieta Wąsowska, burmistrz Barczewa. - To miejsce jest z miastem związane od zawsze i niech tak pozostanie. Z przyjemnością myślimy, że jesteśmy z więzieniem na siebie skazani.” Notatkę podpisał anonimowy GWL.
(5) komentarzy / skomentuj

Mój Dług 17-07-2006 23:01

Przeczytałem książkę Sławka Sikory „Mój dług.” W środę Konfrontacja z jego udziałem. Temat zakładów karnych i aresztów ciągle u nas nie może doczekać się poważnej dyskusji. W mediach ciągle napotyka się na stereotypy więzienia i ludzi tam przebywających. Polskie więzienia są przeludnione i borykają się z konsekwencjami wieloletniego niedofinansowania. Nikt nie zastanawia się, co zrobić z problemem wychodzących z aresztów i zakładów karnych? Stygmatyzacja ludzi stamtąd praktycznie uniemożliwia im wchodzenie do rzeczywistości świata wolności. Jako karany, kryminalista stajesz się marginesem, któremu odmawia się prawa do poprawy, zmiany swego życia. W kraju chcreścijaństwa nie masz co liczyć na miłosierdzie. Skutek? Skazany jesteś na powrót zza kraty z kolejnym wyrokiem.

Przeglądam statystyki Centralnego Zarządu Służby więziennej. W pierwszym kwartale oficjalnie odnotowano 135 prób samouszkodzenia, 40 usiłowań samobójstwa 40. W celach izolacyjnych, tam gdzie trafia się za karę umieszczono 940 osób, z tego 216 tymczasowo aresztowanych. Statystyki nie ujmują danych dotyczących użycia przez funkcjonariuszy środków przymusu bezpośredniego, celi zabezpieczającej zwanej potocznie dźwiękami lub termosem. Dlaczego?


(5) komentarzy / skomentuj

Pytania bez odpowiedzi 17-07-2006 02:05

Kolejne pytanie, dlaczego zdejmują Konfrontacje? Prośba, naleganie o komentarz. A co tu komentować? – odpowiadam pytaniem na pytanie.
Po drugiej w nocy. Skończyłem pisanie początku tekstu, który jutro rano wyślę Piotrowi Pytlakowskiemu. Do 9 sierpnia coraz mniej czasu, a my toniemy od nadmiaru informacji, wątków i znaków zapytania. Afera, którą się zajęliśmy jest o tyle ważna, że wydaje się być pierwszym sprawdzianem IV RP, pokaże, czy obecni rządzący naprawdę mają wolę rozbijania układów bez względu na to kto za nimi stoi. Z naszych informacji wynika, że po pierwszej medialnej euforii śledztwo traci swój początkowy impet. Funkcjonariusze ABW i CBŚ już tak ochoczo nie podejmują nowych wątków, czyżby obawiali się odkrywać sieć powiązań prowadzących do biznesmenów, polityków i to nie tylko opozycji, ale i tych rządzących?
W piątek, wychodząc z prokuratury, powiedziałem Piotrkowi, że chce mi się wymiotować. Może to i dobrze, że ściągają mi Konfrontacje.
(3) komentarzy / skomentuj

Tolerancja według TVP3 w Opolu 15-07-2006 11:26

Jak podaje Gazeta Wyborcza Jacek Kruczkowski, dyrektor TVP 3 w Opolu, zażądał od organizatorów festiwalu „Nie zabijaj”, by „na piśmie przedstawili mu, o jakim braku tolerancji w Polsce mówią i wobec kogo tolerancję zamierzają na festiwalu promować.” Czego się tak obawiał dyrektor opolskiego ośrodka telewizyjnego w słowie tolerancja?
- Wcześniej zataili przed nami, że hasłem przewodnim jest tolerancja - mówi Kruczkowski, który obawia się, iż pod tym hasłem przemycana będzie promocja homoseksualizmu.”
Ostatnio w czasie montażu felietonów do programu Konfrontacja, montażysta opowiedział o swoim ostatnim pobycie w Londynie. Tam media pokazują Polskę jako kraj homofobów. Niedługo wstyd będzie tam pojechać.
(5) komentarzy / skomentuj

Holoubek o polskiej polityce 14-07-2006 11:05

Miesięcznik „Charaktery” opublikował wywiad z Gustawem Holoubkiem. Zapytany, co się teraz dzieje w polityce odparł: „Przytoczę taki obrazek obyczajowy, który moim zdaniem dobrze ilustruje to, co się teraz dzieje w polskiej polityce. W jednym z teatrów na próbie Kalina Jędrusik zapaliła papierosa. Na scenie nie wolno palić papierosów. Zbliżył się strażak i powiedział: Proszę zgasić papierosa, bo tu nie wolno palić. A Kalina jak Kalina - z wdziękiem odparła: Odpierdol się strażaku. I on strasznie się zamyślił, poszedł za kulisy i tam trwał jakiś czas. Potem nabrał powietrza, wrócił na scenę, ale tam już nie było Kaliny, tylko Basia Rylska. On jednak tego nie zauważył, bo oczy zaszły mu bielmem z wściekłości, i krzyknął do Rylskiej: Ja też potrafię przeklinać, ty kurwo stara!. Kompletnie zdumiona Basia pobiegła do Edwarda Dziewońskiego, który był reżyserem spektaklu, i powiedziała mu, że strażak zwariował, bo ją zwyzywał bez żadnego powodu. Dziewoński strasznie się zezłościł, poszedł do strażaka i powiedział: A pan jest chuj!. Przy czym strażak był inny. Więc tak wygląda życie polityczne w naszym kraju.”
Kilka dni temu pisałem o prostactwie polityków, teraz warto dorzucić do tego grona aktorów, a może od razu nas wszystkich, bo prostactwo rozpanoszyło się wszędzie.
(6) komentarzy / skomentuj

PiS-owski nominat drwi z braci Kaczyńskich? 13-07-2006 23:08

Internetowy portal Piąta Władza podaje „smakowitą historyjkę z Wrocławia: „Jak czytamy w "Gazecie Wyborczej Wrocław", okładkę najnowszego numeru magazynu "Notatnik Teatralny" zdobi zdjęcie dwóch pływających kaczek. Zresztą tę okładkę widzimy obok tekstu w "GW". Temat numeru - a zarazem hasło na owej okładce: "Sztuka i wolność".

Dowcip w tym, że redaktorem naczelnym "Notatnika Teatralnego" jest Krzysztof Mieszkowski, od niedawna kandydat na nowego dyrektora Teatru Polskiego we Wrocławiu. To stanowisko podlega dolnośląskiemu urzędowi marszałkowskiemu, tam zaś rządzi PiS. Mieszkowski, jeśli zostanie dyrektorem, to właśnie z nominacji PiS-owskich władz województwa.

Jesteśmy ciekawi, czy po publikacji okładki z kaczkami szanse Mieszkowskiego wzrosły, czy zmalały. Wszak wrażliwość braci Kaczyńskich na punkcie dworowania sobie z nich wydaje się być ogromna.”

Powoli zbliżamy się do granic absurdu. A może już je przekroczyliśmy?
(13) komentarzy / skomentuj

Więzienie 13-07-2006 21:58

"Więzienie nigdy nikogo niczego nie nauczy. To jest tylko bełkot socjologów, psychologów, mediów, którzy o tym mówią. Takie więzienia, jakie są w Polsce, nikogo niczego nie nauczą. Albo kogoś złamie, albo uczy bycia gorszym. Ja już przed więzieniem zmieniłem swoje życie, dlatego przetrwałem więzienie i nie stałem się bestią. Nauczyłem się bycia stabilnym, silnym w sensie psychicznym. Więzienie nauczyło mnie bycia skałą - popękaną wewnętrz, ale na zewnątrz potrafię być skałą. Żyję na granicy niewytrzymałości." Dobry wieczór. Odkryłam te słowa - zrobiło się tak smutno i...prawdziwie. Po blisko 25 latach pracy w więzieniu straciłam siłę. Walczyłam z mistyfikacją resocjalizacji, z hipokryzją systemu. Przegrałam. Zbieram się do odejścia. Pozdrawiam i życzę wytrzymałości.” Email od E.
(6) komentarzy / skomentuj

Prostactwo polityków 11-07-2006 10:54

Dobry humor nie opuszcza polityków. Ryszard Czarnecki, eurodeputowany Samoobrony, na swoim blogu pisze: „Poseł Zdzisław Podkański w drodze z lotniska Zaventem w Brukseli do europarlamentu zaproponował mi żartobliwie, choć z kamienną twarzą, aby wicepremier Andrzej Lepper przyznał nagrodę... Waldemarowi Pawlakowi! Za co? Podkański uzasadnił, przy entuzjastycznym wybuchu radości innego eurodeputowanego PSL-Piast Zbigniewa Kuźmiuka: "Nagroda za wydajność na jednego h...". Przytaczam, com usłyszał...”
Anonimowy internauta tak to skomentował -  „prostactwo”.
(2) komentarzy / skomentuj

O godności człowieka 10-07-2006 23:16

Przez ponad pięć godzin w ponad trzydziestostopniowym upale leżał nagi trup pod moim budynkiem. Kloszard? Robotnik z okolicznej budowy? Czarny worek tylko przez chwile go okrywał. Miejsca nie odgrodzono od widoku ludzi. Nikt się nie przejmował godnością zwłok człowieka.
(2) komentarzy / skomentuj

Parcie na szkło 08-07-2006 15:56

Wczoraj telefon: „Jak się czujesz w nowej rzeczywistości?” „Tak samo jak w poprzedniej. Angina dopadła mi gardło. Upał tak samo nieznośny. Chyba spędzę go w samochodzie, tam przynajmniej mam klimatyzację.” Potem słucham jak to wreszcie zacznie rządzić „twarda odmiana PIS-u. Układ teraz naprawdę ma się czego bać”. Dobiegają mnie komentarze polityczne i jestem zdziwiony ich zdziwieniem, że nastąpiła dymisja Marcinkiewicza. Chwilami myślę, że na jakiś czas TVN24 powinien wyłączyć nadawanie i może komentatorzy wróciliby do pisania, a nie kreowania zamków na piasku przed kamerą. Zauważam także u wielu z nich coraz bardziej głębsze objawy „choroby telewizyjnej”. Skutek, to pogłębiające się odrealnienie, przekonanie o posiadaniu większej niż powszechnie dostępna wiedzy, trafności spostrzeżeń, bo o nadzwyczajnej mądrości nie muszę już wspominać, i to nieznośne „parcie na szkło”. Tydzień bez studia telewizyjnego, kamery, do której można choćby wypowiedzieć jedno zdanie, jest tygodniem straconym. Drugi tydzień abstynencji doprowadza do nerwowości, trzeci tydzień to już pierwsze oznaki depresji.

Dzwoni Wojtek Sumliński, nasz tekst, który miał zająć osiem kolumn w najbliższym Wprost nie zajmie nawet jednej. Kaczyński nie tylko Marcinkiewicza załatwił, ale i nasz tekst „Mafia państwowa”.

Teraz poczułem nową rzeczywistość.

(5) komentarzy / skomentuj

Kolejne wejście Gasińskiego 01-07-2006 10:20

Kiedy rozmawiałem z Marią Wiernikowską o ostatnim hotelowym wyskoku Bogdana Gasińskiego, opisanym we wpisie „Zemsta Gasińskiego”, ta nie chciała do końca uwierzyć w historię. Bardziej wierzyła w prowokację. Teraz ze zdumieniem słyszę, bo dopiero dzisiaj czytam wczorajszą prasę, że sama wpakowała Gasińskiego do więzienia.

Historia jak z taniego sensacyjnego filmu: wicepremier, którego mają zabić, biuro ochrony rządu, antyterroryści w domu przeglądający telefon komórkowy z smsem, który nagle nabrał znaczenia o randze państwowej. – I jak ja mam teraz pomóc Gasińskiemu? – pyta i po chwil dorzuca: - A media teraz tylko znowu o talibach i Klewkach, a nie o Skowrońskim.

Teraz Wiernikowska może zacząć robić drugą część „Zwariowałam”. Ma dobry początek książki i filmu.
(3) komentarzy / skomentuj
Zobacz również ...


menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Sylwester Latkowski, twórca "Blokersów" "Klatki" i "Śledczaka", tym razem opowiada o świecie seksualnej dewiacji Ten film wywołuje wstrząs. Temat pedofilii powraca do mediów przy okazji kolejnych spraw o wykorzystywanie seksualne dzieci. Pojawiają się artykuły, reportaże, wywiady. Tym razem oglądamy pełnometrażowy dokument. Wszystko zaczyna się sceną rozgrywającą się w samochodzie. Młody gej, świadek w sprawie posądzenia ks. Jankowskiego o pedofilię, opowiada o swoich przeżyciach związanych z tą sprawą. W końcu wyciąga telefon komórkowy i dzwoni do swojej matki, by przyznać się do udziału w tej historii. W trakcie rozmowy mężczyzna zaczyna płakać. Ma świadomość, że środowisko, w którym się wychował ...
Śledczak Kamilianie Gwiazdor Pedofile
Nakręceni Pub 700 Klatka To my, Rugbiści
powered by Admin.Starla v3 CMS