menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Wczoraj krótkie spotkanie z Maciejem Świeszewskim ( i jego synem Olkiem), zajęło tyle czasu by wypić zimową herbatę. 30-12-2010 17:21

(0) komentarzy / skomentuj

Top tematy w amerykańskich mediach w 2010r. 29-12-2010 13:51

Co najbardziej interesowało Amerykańskie media? The Associated Press, w ubiegłym tygodniu opublikowała sondaż zrobiony wśród redaktorów agencji na najważniejsze tematy 2010 r.
Miejsce pierwsze zajął:  Wyciek ropy w Zatoce Meksykańskiej. (2) Przejęcie reformy systemu opieki zdrowotnej przez kongres USA. 3) Wybory do Senatu i Izby Reprezentantów USA, tzw. wybory śródokresowe (midterm), czyli odbywające się w środku kadencji prezydenta USA ; (4) Gospodarka amerykańska; (5) Haiti; (6) Ruch tea party; (7) Akcja ratunkowa górników w Chile; (8) Irak ; (9) Wikileaks; (10) Afganistan.


(1) komentarzy / skomentuj

Korekta "Polskiej mafii" 28-12-2010 20:22

Od świąt wpatrzony w ekrany, montuję. Zakończyłem post scriptum do „Ściganego” i trwam w „Ostatniej Wieczerzy”. Dzisiaj na chwilę przerwałem montaż, by nanieść poprawki na złamanej już do druku książce „Polska mafia”.

Dzwonił Maciej Świeszewski, jest w Warszawie. Jutro wpadnie do mnie.  Zmęczony był podróżą pociągiem, trasa Gdańsk- Warszawa dostarcza podróżnym ekstremalne doświadczenia.

Dzwonili z sekretariatu sejmowej komisji śledczej ds. nacisków. "Zapraszają" na przesłuchanie na 13 stycznia 2012 roku. Po trzech latach przypomniano sobie o inwigilacji ( i zaznaczę, że sprowadzanie inwigilacji tylko do podsłuchów jest śmieszne) dziennikarzy. To już przeszłość. Mnie interesuje bardziej dzisiejszy czas. Jakoś nie widzę różnicy, więcej, wyczuwam coraz większe poczucie pewności siebie i bezkarności obecnych służb specjalnych i policji wobec mediów.


(0) komentarzy / skomentuj

Dziecko towarem na sprzedaż 28-12-2010 09:40

Elton John i jego partner David Furnish zostali rodzicami. W Boże Narodzenie w Kalifornii matka zastępcza urodziła dla nich syna - podał magazyn "US Weekly". Powołując się na przedstawiciela 63-letniego muzyka, napisał, że żadne informacje dotyczące umowy z matką zastępczą, ani jej tożsamość nie zostaną ujawnione.

Kontrakt na dziecko, a czemu nie? W dzisiejszym świecie "progresywności" wszystko uchodzi jeśli zaklasyfikowano jako "poprawnie politycznie" i jest się Eltonem Johnem. Oto usankcjonowano odebranie dziecku prawa do prawdziwej matki. Dziecko stało się towarem na sprzedaż.


(0) komentarzy / skomentuj

Zero 27-12-2010 21:33

Ma rację Bronisław Wildstein. Film “Zero”, debiut fabularny Pawła Borowskiego,powinien stać się wydarzeniem kulturalnym mijającego roku, przeszedł nieomal bez echa.


http://blog.rp.pl/wildstein/2010/12/27/polski-film/

 

(0) komentarzy / skomentuj

Zielone Święta Bożego Narodzenia (Kapsztad) 24-12-2010 09:15

(1) komentarzy / skomentuj

Owoce morza (dopiero po kilku whisky pracuje żołądek po wizycie w tym lokalu, położonym tuż przy policyjnym areszcie i miejskim sądzie w Kapsztadzie) 24-12-2010 09:13

Zdj. Sławomir Woźniak
(0) komentarzy / skomentuj

Zagubieni (Kapsztad) 23-12-2010 20:34

Zdjęcie: Sławomir Woźniak

(0) komentarzy / skomentuj

Bronx w Kapsztadzie 22-12-2010 22:06

(0) komentarzy / skomentuj

Vista Alegre Aged 40 Years 21-12-2010 20:53

Dziennikarza śledczego Sylwestra Latkowskiego co roku odwiedza św. Mikołaj i choć prezenty, które dostawał od niego w okresie PRL, nie zawsze spełniały oczekiwania, teraz ma jeszcze większy problem. – W zeszłym roku dostałem wino Porto warte 600 zł. I jestem przerażony. Co z tym zrobić? Wypić w ciągu jednego wieczoru to aż żal, więc postawiłem w gabinecie na biurko i stoi do dziś – mówi Latkowski.

Rzeczpospolita: Święty Mikołaj w skarpetach frotte, Ewa Łosińska , Grażyna Zawadka , Wojciech Wybranowski
http://www.rp.pl/artykul/2,582351.html


(0) komentarzy / skomentuj

Gdy wrogość przekracza pewien pułap, to na sensowną polemikę nie ma już przestrzeni 20-12-2010 21:10

Montaż idzie jak krew z nosa. Więc po kilku godzinach wbiłem się w buty i znalazłem się na mieście. Pozałatwiać trochę zaległości jeszcze w tym roku. Wychodząc z banku przypadkowo spotykam Małgorzatą Szmajdzińską. „Najgorsze, że przez ten cały czas nie możemy spokojnie przeżyć żałoby. Media na to nie pozwalają” – mówi. Resztę rozmowy przemilczę. Niech zostanie między nami.

Środowiska opiniotwórcze i media dążą do eliminacji osób niepokornych - pisze Bronisław Wildstein. Szkoda, że Bronek nie pamiętał o tym, gdy został prezesem TVP.
 
Artur Domosławski, Dziennikarz Roku 2010 Press, wyjaśnia w Newsweek, dlaczego nie udzieli miesięcznikowi wywiadu.- Gdy wrogość przekracza pewien pułap, to na sensowną polemikę nie ma już przestrzeni - mówi.
 
Press, niestety ma to do siebie, że nazbyt często zamiast obiektywizmu tworzy podział na swoich i obcych. Zamiast obiektywizmu zieje wówczaas niechęcią lub nienawiścią do "nie naszych, nie swoich".


(1) komentarzy / skomentuj

Pod napięciem. Centrum Kapsztadu. 20-12-2010 15:57

(0) komentarzy / skomentuj

Remanent 19-12-2010 22:20

Popołudnie w opustoszałym biurze Platforma Mediowa Point Group. Kwadrans z Michałem Lisieckim (prezesem) walczymy z ekspresem do kawy, by wreszcie usiąść i spokojnie dokonać remanentu tego roku.
 
Na chwilę wpadam do centrum handlowego i po dwudziestu minutach uciekam, nie wytrzymuję dłużej shopingu.
 
Wczoraj Paweł Szwed na Facebook zauważył: „Cynizm służb tajnych wszelkich krajów i czasów jest niewątpliwy, ale artykuł w NYT z ub. weekendu mnie poruszył. Wiadomo, ze Amerykanie pomogli uciec Klausowi Barbi do Ameryki Pld, teraz sie okazuje, ze CIA współpracowała m.in. z Rudolfem Mildnerem "odpowiedzialnym za egzekucje setek, a nawet tysięcy członków polskiego ruchu oporu" i Antonem Mahlerem, który "jako agent Gestapo przesłuchiwał Hansa Scholla i który służył w Einsatzgruppe B na Białorusi" (formacji, która wymordowała tam 45 tys ludzi). NYT przypomina, że ze "znanym sadystą i niemieckim kolaborantem", ukraińskim nacjonalista Mykola Lebiedziem CIA współpracowała do lat 80.”

Wieczór. Z Twitter(a): "БЕЛАРУСЬ В ЕВРОПУ! ЛУКАШЕНКО В ЖОПУ."


(0) komentarzy / skomentuj

Święta idą 18-12-2010 18:14

(0) komentarzy / skomentuj

Niektórzy próbują powstrzymać znakami drogowymi 17-12-2010 19:44

(0) komentarzy / skomentuj

Odpowiedzialnych nie ma 15-12-2010 22:17

‎13 grudnia dopadł mnie na krańcu świata. Przypadkowo. patrząc na zegarek, na datę, uświadomiłem sobie,że to kolejne nie rozliczna polska sprawa, która się już mało kto zajmuje, mało kogo obchodzi.A ja do dzisiaj pamiętam jak tłukli chłopaków na ścieżce zdrowia, przeraźliwie wycie chłopak okładanego w milicyjnej suce. Rozwiązanie klasy maturalnej.


(2) komentarzy / skomentuj

No Smoking 15-12-2010 20:07

(0) komentarzy / skomentuj

Plan podróży 10-12-2010 22:39

Zerkam na plan podróży. Blisko czterdzieści godzin w samolotach i na lotniskach w ciągu 5 dni.  Wcześniej rozmowa z Rafałem Samborskim czy wypłynął na powierzchnię „Ostatniej Wieczerzy”, czy się utopił. Montaż idzie. Wydawnictwo przysłało projekt okładki do książki „Polska mafia”. Przed świętami ostatnia korekta i wyczernianie kolejnych nazwisk, ale książka wyjdzie.


(1) komentarzy / skomentuj

Kalisz: ABW zacierala ślady 10-12-2010 19:19

Poseł Ryszard Kalisz mówi w rozmowie z "Gazetą", że ktoś celowo wytarł odciski palców na broni, z której postrzeliła się Blida. Chciał w ten sposób ukryć, kto naprawdę dotykał broni

Agnieszka Kublik: Co naprawdę działo się w domu Blidów po śmiertelnym strzale? Wczoraj "Gazeta" opisała, jak funkcjonariusze ABW po śmierci Barbary Blidy bez przerwy gdzieś wydzwaniali. I wymieniali się komórkami, więc niemożliwe jest ustalenie, które połączenia w tym natłoku rozmów były istotne. Co gorsza, obecna ABW nie pomaga komisji się w tym rozeznać, bo nie potrafi rozszyfrować części numerów. To zacieranie śladów? A jeśli tak, śladów czego? Jaką pan ma hipotezę?

Ryszard Kalisz, szef sejmowej komisji śledczej badającej okoliczności śmierci Barbary Blidy: Między śmiercią Blidy ok. 6.15 a 10.50, kiedy zaczęło się zabezpieczanie śladów, dom był we władaniu oficerów ABW - szefa grupy realizacyjnej Grzegorza S i wiceszef ABW Grzegorza Ocieczka. Więc za wszystko, co tam się działo, odpowiedzialność spada na ABW. A działy się tam niezwykle dziwne rzeczy, np. nie zbadano wielu śladów, było tam bardzo dużo osób. Funkcjonariusze mają wspólny interes, by nie powiedzieć, jak było naprawdę.

Zacierali ślady?

- Wiele rzeczy jest niepokojących. Kwestie związane z niezbadanymi dowodami, np. nitkami na rewolwerze Blidy czy kurtką agentki ABW Barbary P. Kurtka była czysta, a funkcjonariuszka mówi, że reanimowała Blidę, gdy z rany tryskała krew. Więc kurtka powinna być zabrudzona krwią. Nie jest.


Poseł Danuta Pietraszewska z komisji śledczej uważa, że mogło dojść do podmiany kurtki.

- To wielce prawdopodobne. Dowodu na to komisja nie ma, ale na podstawie wielu poszlak łączących się w logiczny ciąg z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, że tak właśnie było. Kolejna poszlaka, o której napisała "Gazeta" w czwartek, to mnogość połączeń wykonywanych z jednego telefonu, średnio to było jedno połączenie na kilka sekund. Czyli funkcjonariusze ABW nie mogli nic innego robić w tym czasie. Z kim rozmawiali? Kto wydawał im dyspozycje?

ABW nie chce komisji pomóc w rozszyfrowaniu tych połączeń?

- Twierdzi, że nie ma już takich możliwości technicznych. Moim zdaniem chodzi o tajemnicę państwową. Mówi o tym w "Gazecie" członek komisji Marek Wójcik, że to była kombinacja operacyjna. Takie kombinacje podlegają w służbach najwyższej tajemnicy. Źle jest, jeżeli służą do zacierania śladów.

Jakie ślady zacierali funkcjonariusze ABW? Że doszło do szamotaniny funkcjonariuszki z Blidą i wtedy padł śmiertelny strzał?

- Przestrzegam zasady z kodeksu postępowania karnego, że wątpliwości nie wolno rozstrzygać na niekorzyść podejrzanego. Jeżeli tak, to nie ma dowodów, że śmierć nastąpiła w wyniku szarpaniny. Ale dowodów mieć nie możemy, bo przez ostatnie 4 min życia Barbara Blida była tylko z funkcjonariuszką ABW. Co wtedy mówiła agentka, co tam się działo, nie wiemy. Nie ma na to żadnych dowodów poza zeznaniem Barbary P. Funkcjonariuszka mówi, że w chwili strzału była od Blidy w odległości nie większej niż metr. Ale Henryk Blida mówi, że gdy usłyszał strzał, pobiegł do łazienki i zobaczył funkcjonariuszkę siedzącą na oparciu fotela.

Mogła w tym czasie wybiec z łazienki.

- No właśnie. Niestety, prokuratura nie sprawdziła, czy czasowo to możliwe. Ale biorąc pod uwagę kąt strzału, teza o szarpaninie jest uprawniona. Napiszemy o tym w raporcie komisji, ale przypomnimy zasadę o nierozstrzyganiu wątpliwości na niekorzyść podejrzanego.

Jak pan tłumaczy brak odcisków palców na rewolwerze, z którego postrzeliła się Blida? Powinny być jej i jej męża, bo jej dotykał już po strzale.

- Bardzo prosto: ktoś je wytarł. I to dokładnie. Nie chciał, żeby można było sprawdzić, czyje odciski tam były.

Czyli musiałby być nie tylko Barbary i Henryka Blidów.

- Tak, to kolejna poszlaka. W prawie karnym poszlaki tworzą dowód, kiedy łączą się w nierozerwalny ciąg logiczny. Tu mamy wiele poszlak. Komisja w raporcie będzie musiała się zastanowić, czy ten ciąg jest logiczny i nierozerwalny.

Do kogo funkcjonariusze ABW mogli dzwonić?

- Znowu poszlaka: możemy przyjąć, że dzwonili do osób, które traktowali jako swoich szefów formalnych bądź tzw. autentycznych, politycznych. Bo musimy założyć, że mogli się konsultować politycznie, co robić. A więc musimy przyjąć, że ta ilość telefonów była po to, by nie można było ustalić, do kogo naprawdę dzwonili. I kto do kogo. Czyli kto i na jakim szczeblu hierachii państwowej wydawał im dyspozycje.

Chcieli coś ukryć, bo mieli coś do ukrycia. Te kontakty miały nie wyjść na jaw.

- Dokładnie tak. I to jest kolejna poszlaka.

Kiedy raport będzie gotowy?

- Już mam napisaną dużą część projektu. Potem czeka nas dyskusja w komisji. Więc raport powinien być gotowy wiosną przyszłego roku.

Kalisz: ABW zacierała ślady, rozmawiała Agnieszka Kublik 2010-12-10, Gazeta Wyborcza

http://wyborcza.pl/1,75248,8795230,Kalisz__ABW_zacierala_slady.html

(1) komentarzy / skomentuj

Święczkowski zapomniał, że był u Kmiecik 10-12-2010 09:23

- Sprawdźcie, kto z obecnego kierownictwa katowickiej prokuratury bywał w ośrodku należącym do Barbary Kmiecik - apelował do dziennikarzy Bogdan Święczkowski, b. szef ABW. Sprawdziliśmy. Wśród gości był również Święczkowski

Kmiecik w latach 90. była na Śląsku potentatem w handlu węglem. Nazywano ją "Alexis polskiego górnictwa". Była też właścicielką ośrodka jeździeckiego w Chruszczobrodzie k. Dąbrowy Górniczej. W lutym 2005 r. została aresztowana. Według prokuratury, powołując się na znajomość z Barbarą Blidą, posłanką SLD, próbowała wyłudzić 700 tys. zł rządowych dotacji na usuwanie szkód górniczych. Na wolność Kmiecik wyszła dopiero za rządów PiS, gdy w ABW zaczęła składać zeznania obciążające Blidę.

Służbami specjalnymi kierował wtedy Święczkowski. W kwietniu 2007 r. jego ludzie próbowali zatrzymać byłą posłankę SLD, ale zakończyło się to jej samobójczą śmiercią. Kilka dni temu TVP 2 wyemitowała film Sylwestra Latkowskiego i Piotra Pytlakowskiego "Wszystkie ręce umyte. Sprawa Barbary Blidy". Po premierze Święczkowski, b. szef ABW, jako świeżo upieczony radny klubu PiS sejmiku województwa śląskiego zorganizował konferencje prasową. Skrytykował na niej fabularyzowany dokument pokazujący przebieg akcji w domu Blidy. Zapowiedział, że wytoczy proces autorom filmu.

Podczas konferencji stanął też w obronie Grzegorza Ocieczka, swojego zastępcy w ABW. W filmie była bowiem relacja szefa stadniny, której właścicielką była Kmiecik. Mężczyzna mówił, że częstym gościem w ośrodku był Ocieczek. "Za nic nie płacił. Płaciłem ja, a w gruncie rzeczy pani Kmiecik" - ujawnił kierownik stadniny.

Święczkowski podczas konferencji twierdził, że na organizowane w ośrodku imprezy jeździło wiele znanych osób na Śląsku. - Sprawdźcie, kto tam bywał z obecnego kierownictwa katowickiej prokuratury apelacyjnej i okręgowej - zaapelował do dziennikarzy.

Sprawdziliśmy i okazało się, że na jednej z imprez pojawił się sam Święczkowski. Jesienią 2004 r. w Chruszczobrodzie bawili się bowiem prokuratorzy i sekretarki z wydziału do walki z przestępczością zorganizowaną prokuratury okręgowej. Święczkowski był tam wtedy zatrudniony.

- To była składkowa impreza integracyjna - wspomina jeden z uczestników zabawy. Część jej uczestników nocowała w stadninie, pozostali wrócili do domu.

Święczkowski początkowo zaprzeczał, że tam był. Kiedy powiedzieliśmy mu, że w prokuraturze krążą zdjęcia z tej imprezy, stwierdził, że był na niej jako kierowca: - Zawiozłem tam kolegów i byłem co najwyżej godzinę. Wtedy byłem młodym prokuratorem w wydziale i nie balowałem.

Dodał, że nie wiedział wtedy, iż właścicielką stadniny jest Kmiecik. Kilka miesięcy po tej imprezie Kmiecik wraz z córką zostały zatrzymane przez śląską policję.

Marek Wójcik (PO) z komisji śledczej badającej okoliczności śmierci Blidy już zgłosił wniosek o ponowne przesłuchanie Ocieczka. Bo o jego kontaktach z Kmiecik komisja dowiedziała się już po przesłuchaniu. Wójcik nie wyklucza, że będzie też wniosek o przesłuchanie Święczkowskiego.

Święczkowski zapomniał, że był u Kmiecik, Marcin Pietraszewski, Gazeta Wyborcza, 2010-12-09


http://wyborcza.pl/1,75248,8795233,Swieczkowski_zapomnial__ze_byl_u_Kmiecik.html

 

(0) komentarzy / skomentuj

Gorące telefony ABW w domu Blidów 09-12-2010 12:53

Gorące telefony ABW w domu Blidów
Agnieszka Kublik, Wojciech Czuchnowski 2010-12-09,Gazeta Wyborcza

Niezwykłe zachowanie funkcjonariuszy ABW zaraz po śmierci Barbary Blidy. Przez kilka godzin bezustannie wydzwaniali. Rekordzista, oficer z Katowic - aż 225 razy. Co tak gorączkowo uzgadniali?

Oględziny miejsca śmierci Blidy zarządzono dopiero po trzech godzinach. Ale wcześniej oficerowie niemal bez przerwy dzwonili. Nie wiadomo, do kogo.

Tadeusz Sławecki, poseł PSL z komisji śledczej badającej okoliczności śmierci Blidy: - Rzeczywiście, tych rozmów było mnóstwo. Nie da się ich wytłumaczyć koniecznością powiadomienia przełożonych o śmierci Blidy. Tak można wytłumaczyć parę telefonów, ale nie kilkadziesiąt czy kilkaset! Moim zdaniem tyle dzwonili, bo szukali wyjścia z sytuacji.

Marek Wójcik (PO), członek komisji: - Co gorsza, ustalenie, kto do kogo dzwonił, jest szalenie trudne, jeśli w ogóle możliwe, bo funkcjonariusze zeznali, że wymieniali się telefonami, pożyczali je sobie, gdy się rozładowywały. Eksperci od służb specjalnych mówili mi, że takie zachowanie to kombinacja operacyjna w celu uniemożliwienia ustalenia, kto z kim i kiedy rozmawiał. Agenci ABW są szkoleni, by tak właśnie zacierać ślady swoich rozmów.

- Duża liczba połączeń to metoda zacierania śladów, by w ich natłoku ukryć te istotne - mówi b. oficer ABW.


Barbara Blida, była posłanka SLD, zginęła 25 kwietnia 2007 r. od strzału z własnego rewolweru Astra 680 chwilę po wejściu do jej domu ABW z nakazem rewizji i zatrzymania. Była wtedy w łazience, zapewne razem z porucznik Barbarą P.

Komisja śledcza dostała z ABW płachty z wydrukami billingów funkcjonariuszy, którzy byli tego dnia w domu Blidy. Można z nich wyczytać, że Barbara P. dzwoniła aż 50 razy. - I to nawet mniej więcej wtedy, gdy miała, jak zeznała, reanimować Blidę metodą usta-usta - mówi Danuta Pietraszewska (PO) z komisji śledczej.

Dalej: ¨ wiceszef ABW Grzegorz Ocieczek dzwonił 123 razy do 29 osób; ¨ porucznik K. - 59 razy do 33 osób; ¨ Tomasz F., kierowca ekipy (z wydziału operacyjnego ABW), miał cztery komórki, które - jak przyznał - pożyczał kolegom, a sam dzwonił ośmiokrotnie do ABW; ¨ Michał Cichy, naczelnik wydziału śledczego ABW w Katowicach - 225 połączeń do 73 osób!

ABW odpowiada: "Kombinowanie nie jest standardową procedurą w ABW". Rzeczniczka płk Katarzyna Koniecpolska-Wróblewska dodaje: "ABW nie dysponuje informacją, by na miejscu zdarzenia, po śmierci B. Blidy, funkcjonariusze wymieniali się telefonami".

Ale w łódzkim śledztwie na temat zdarzeń w domu Blidów wyodrębniono osobny wątek dotyczący "zachowania funkcjonariuszy ABW po śmierci Blidy".

Komisja śledcza spiera się z ABW o wartość informacji na temat połączeń funkcjonariuszy przekazanych przez Agencję.

ABW twierdzi, że były bardzo szczegółowe. I że odpowiedziała na 59 wniosków komisji.

Ale dla posłów to za mało. Mówią, że komisja dostała billingi, które sama musiała analizować - osobno wydruki z nazwiskami abonentów, a osobno z godzinami połączeń. Skojarzenie - kto, do kogo i o której - to mrówcza praca. I najważniejsze: ABW nie podała wszystkich abonentów, do których dzwonili agenci, bo niektóre telefony na kartę były już nieaktywne, a innych Agencja nie rozszyfrowała.

Wyniki wstępnej analizy billingów, którą zrobili posłowie, są dziwne. Np. z telefonu Barbary P. pierwsze połączenie wykonano do... gabinetu masażu, potem do agencji reklamowej i sklepu z obuwiem dziecięcym. Osiem razy dzwoniła do ABW.

Posłanka Pietraszewska podejrzewa, że w tych rozmowach mogło chodzić o mataczenie, m.in. o zamianę kurtki. Porucznik P. weszła do domu Blidów we własnej kurtce z czarnego dżinsu marki Levis. Była w nią ubrana, gdy padł strzał. Ale na kurtce, którą skierowano do badania, nie było już ani cząsteczek GSR (Gun Shot Results - po strzale rozchodzi się chmura z tymi cząsteczkami), ani śladów krwi Blidy, którą reanimowała metodą usta-usta. Krew była na kurtce agenta stojącego dalej.

Zamieniona kurtka? Zatarte ślady?
Agnieszka Kublik, Wojciech Czuchnowski 2010-12-09, Gazeta Wyborcza

SPRAWA BLIDY. Co ukrywają funkcjonariusze ABW, którzy byli w domu Barbary Blidy w dniu jej śmierci? Kolejne poszlaki wskazują, że w domu Blidów zacierano ślady, by ukryć prawdziwy przebieg zdarzeń.

Oficjalna wersja: Blida strzeliła do siebie z rewolweru, który ukrywała w łazience. Obecna przy tym porucznik ABW Barbara P. nie mogła nic zrobić.

Z taką wersją zdaje się zgadzać Henryk Blida, mąż Blidy obecny przy zatrzymaniu. Odrzuca hipotezę, że strzał mógł paść w momencie szamotaniny. Jednocześnie twierdzi, że por. P. w ogóle nie weszła do łazienki, w której zginęła jego żona. Według niego agentka cały czas siedziała na oparciu fotela przed łazienką.

Ale Barbara P. zeznaje, że w łazience była razem z Blidą. Podczas pierwszego przesłuchania twierdziła, że nie słyszała strzału. Dopiero po przeprowadzeniu eksperymentu procesowego, z którego wynikało, że nie mogła go nie słyszeć, przyznała, że słyszała, ale nie skojarzyła z wystrzałem z rewolweru. Zeznała też, że w momencie strzału stała na wyciągnięcie ręki od Blidy, odwrócona do niej tyłem. Ale nie ma na to dowodów poza jej słowami.

Po strzale z rewolweru Astra w łazience rozeszła się chmura pyłów z cząsteczkami GSR. Znaleziono je na ciele i ubraniu zmarłej. Ale nie na kurtce agentki.

Donat Paliszewski, b. prokurator, który napisał dla komisji śledczej badającej okoliczności śmierci Blidy analizę kryminalistyczną, twierdzi, że "jeżeli agentka znajdowała się w bliskiej odległości od ofiary, to musiała mieć kontakt z cząstkami GSR".

Tych cząstek nie było także na rękach agentki. To akurat nie dziwi - przed badaniem umyła ręce. Uniemożliwiło to analizę śladów.

Ale na dłoniach i kurtce agentki znaleziono cząsteczki ołowiu z innej broni. Z jakiej, skoro - jak sama zeznała - dawno nie strzelała, a ręce umyła?

Posłanka komisji Danuta Pietraszewska (PO) przypuszcza, że cząstki mogły pochodzić z kurtki innej funkcjonariuszki, która niedawno strzelała. - Zostały na dłoniach porucznik P., bo dotykała kurtki, ubierając ją - mówi Pietraszewska.

Dlaczego porucznik miałaby podłożyć do badania cudzą kurtkę? - Gdy zobaczyła w ręku Blidy broń, rzuciła się na nią, zaczęły się szamotać i padł strzał. Wpadła w panikę - stawia hipotezę Pietraszewska.

Poszlaką, że tak mogło być, jest wlot po kuli. Z analizy toru pocisku wynika, że Blida oddała strzał w dół pod kątem ok. 20 stopni i w prawo pod kątem ok. 30 stopni. Naturalnie nie da się tak wygiąć ręki, a w trakcie szamotaniny - tak.

Dowodem, że po strzale ekipa ABW wpadła w panikę, jest np. wytarty rewolwer Blidy. Nie ma na nim ani odcisków palców Blidy, ani jej męża. A powinny być i jedne, i drugie - Blidy, bo miała go w ręce, i męża, bo na polecenie funkcjonariusza ABW przełożył rewolwer z podłogi do umywalki. Na rewolwerze znaleziono za to dwie nitki - białą wełnianą i zieloną syntetyczną. Czy pochodziły ze szmatki, którą broń przetarto? Prokuratura nie, wie skąd się tam wzięły.

Odzież z miejsca dramatu została zapakowana do siedmiu worków. Kierowca ABW Tomasz F. zeznał, że sprawdzał, czy worki są dobrze zapakowane. - Czy mógł wtedy podmienić kurtkę Barbary P.? - pyta Pietraszewska. - Nie wiem, bo prokuratura tego nie sprawdziła. Co gorsza, jak zauważył ekspert komisji dr Michał Gramatyka, odzież funkcjonariuszy "została opisana w sposób umożliwiający jedynie grupową identyfikację".

Ale skąd agentka mogłaby wziąć inną kurtkę? Posłanka PO uważa, że mogła ją przywieźć jej koleżanka Bogusława P. (filmowała zatrzymanie). - Nie wiadomo, na czyje polecenie Tomasz F. kazał Bogusławie P. razem z kamerą jechać do ABW w Katowicach. Pojechała sama, a wróciła służbowym autem z kierowcą, by oddać kamerę naczelnikowi, który - uwaga! - cały czas był w domu Blidów. - Po co więc w ogóle gdzieś jechała? - pyta Pietraszewska. - Dostała specjalne zadanie? Gdy na kurtce Barbary P. nie odkryto śladów cząsteczek GSR z broni Blidy, prokuratorzy powinni sprawdzić, czy to kurtka agentki. Nie sprawdzili.

Zapytaliśmy o to prok. Rafała Sławnikowskiego z łódzkiej prokuratury okręgowej, który badał okoliczności śmierci Blidy. Odpowiedział: - Bo nie miałem wątpliwości. Badałem, czy w tej kurtce była wtedy w domu Blidów. Ustaliłem, że tak. "Gazeta": A brak cząstek GSR na tej kurtce?

- To był strzał z przyłożenia, wtedy chmura cząsteczek GSR jest niewielka. Tak samo mało było ich na innych przedmiotach w łazience. Ale Paliszewski zauważa tu sprzeczność: jeśli strzał został oddany z przyłożenia, nie mogło być chmury, bo wtedy cząsteczki zostają wtłoczone w ranę. Tymczasem chmura była niemal na całym ciele Blidy, czyli to nie był strzał z przyłożenia, a więc chmura winna opaść i na agentkę.

http://wyborcza.pl/Polityka/1,103835,8790368,Gorace_telefony_ABW_w_domu_Blidow.html

(0) komentarzy / skomentuj

Wstęp, czyli dlaczego powstała ta książka 08-12-2010 12:07

Sprawą samobójstwa Barbary Blidy – tak przecież brzmiały komunikaty - byliśmy tak samo zaskoczeni, jak większość Polaków. 25 kwietnia 2007 r., jak poinformowano, do wieloletniej posłanki z Sojuszu Lewicy Demokratycznej, byłej minister budownictwa, przyszli funkcjonariusze ABW, bo była podejrzana o związki z tzw. mafią węglową i korupcję. Według tej wersji, za zgodą agentów udała się do łazienki i tam wykorzystując nieuwagę towarzyszącej jej funkcjonariuszki, wyjęła rewolwer, przyłożyła sobie do piersi i strzeliła. Wszystko wydawało się logiczne. Popełniła samobójstwo z obawy przed kompromitacją. A to znaczyłoby, że faktycznie popełniła zarzucane jej czyny, tak przynajmniej komentowali to politycy z PiS. Ale samobójstwo nie pasowało do rysunku psychologicznego Barbary Blidy. Uważano ją za osobę wyjątkowo twardą, energiczną i mocno stąpającą po ziemi. Nie wpadała w depresję, potrafiła walczyć do końca, przynajmniej w swoich zmaganiach politycznych. Dlaczego więc miałaby się w tak spektakularnych okolicznościach zastrzelić?! Nie zrobili tego politycy, których wcześniej w podobny sposób potraktowano: Emil Wąsacz (minister skarbu w rządzie Jerzego Buzka) i Aleksandra Jakubowska (działaczka SLD, była rzecznikiem rządu, wiceministrem kultury i szefem gabinetu politycznego premiera Leszka Millera). Wąsacza atakowały SLD i PSL, zarzucano mu nieprawidłowości podczas prywatyzacji Domów Centrum, Telekomunikacji Polskiej i PZU, został zatrzymany przez Centralne Biuro Śledcze już za rządów PiS, LPR i Samoobrony. Sąd uznał potem to zatrzymanie za bezzasadne. Jakubowską z kolei aresztowano, także w czasach PiS, pod zarzutem przyjęcia łapówki w wysokości pół miliona złotych. Do dzisiaj nie zapadł w tej sprawie prawomocny wyrok.                               
***
Głębiej zainteresowaliśmy się historią Barbary Blidy po rozmowie jaką w nocy z 29 na 30 sierpnia 2007 r. odbyliśmy ze świeżo zdymisjonowanym (8 sierpnia) ministrem spraw wewnętrznych i administracji Januszem Kaczmarkiem. To właśnie wtedy zrodził się pomysł napisania tej książki i nakręcenia filmu dokumentalnego o tej historii. To przecież jasne, że dziennikarze muszą głębiej, niż tylko na potrzeby bieżącej publicystyki, przyglądać się zdarzeniom, które budzą wątpliwości, a szczególnie, kiedy można domniemywać, iż zostało naruszone nie tylko prawo materialne, ale i prawa ludzkie. Jeżeli państwowy aparat ścigania używa całej swej mocy, aby dopaść byłą minister i jest choćby cień podejrzenia, że sprawa ma motywy polityczne, to już wystarczający powód, aby przez specjalną lupę zbadać okoliczności. Do pracy nad książką przystąpiliśmy bez z góry założonej tezy. Nie chcieliśmy wykorzystywać tej sprawy jako armaty do – łatwego przecież i powszechnie stosowanego -  walenia w PiS. Ale nie zamierzaliśmy też angażować się w bezkrytyczną obronę Barbary Blidy. Jedyny plan jaki przyjęliśmy, to jak najdokładniejsze przyjrzenie się okolicznościom i dopiero potem wyciągnięcie wniosków.Dziennikarz korzysta z innych narzędzi niż prokurator, często gryf tajności pozbawia go wglądu w materiały śledcze. Musi używać innych metod. Rozmawiać ze świadkami zdarzeń, zbierać relacje i dostępne dokumenty, analizować je i porównywać. Tak też uczyniliśmy.


(3) komentarzy / skomentuj

W rękach Samborskiego 08-12-2010 11:18

Wpadła Rafał Samborski (montażysta), zabrał dyski z materiałami „Ostatniej Wieczerzy”. Nasze ustalenia, to brak ograniczeń. Nie patrzymy na metraż, ma być dobry film i tyle. Przez kilka dni będzię miał wszystko w swoich rękach, ja musze odpocząć, dojść do siebie, by znowu wejść w Wieczerzę.


(0) komentarzy / skomentuj

Kiedyś prasa starała się dotrzeć do tajemnic ambasad, dziś to ambasady proszą ją o poufne informacje. 07-12-2010 22:51

Umberto Eco w Liberation przy okazji sprawy WikiLeaks  zwraca uwagę, że akta tworzone przez tajne służby składają się wyłącznie z wycinków prasowych. „Amerykańskie „rewelacje” na temat obyczajów seksualnych Berlusconiego są niczym więcej niż zbiorem informacji, które można było od miesięcy przeczytać w pierwszej z brzegu gazecie (z wyjątkiem tych, które należą właśnie do niego), a przeraźliwie karykaturalna postać Kadafiego to od dawna pożywka dla autorów kabaretowych skeczy. Zasada, że tajne akta mają się składać wyłącznie ze znanych już wiadomości, leży u podstaw tego, że tajne służby w ogóle mają co robić”
Na koniec Umerto Eco zauważa: „I jeszcze ostatnia uwaga. Kiedyś prasa starała się dotrzeć do tajemnic ambasad, dziś to ambasady proszą ją o poufne informacje.”


(0) komentarzy / skomentuj

Szwajcarska wybiórczość 07-12-2010 18:41

Szwajcarskie banki chronią konta nazistów, handlarzy narkotyków, polityków, ale nie Wikileaks.


(1) komentarzy / skomentuj

"Agent Tomasz i inni. Przykrywkowcy" w wersji ebook 06-12-2010 19:18

(0) komentarzy / skomentuj

Zmiana ról (Banksy) 04-12-2010 20:58

(0) komentarzy / skomentuj

Obejrzało ponad trzy miliony widzów 03-12-2010 16:40

W czasie emisji filmu "Wszystkie ręce umyte. Sprawa Barbary Blidy"  TVP 2 zgromadziła średnio 3,08 mln widzów i osiągnęła 19,68 proc. udziału w grupie 4+ oraz 14,08 proc. w 16-49 - wynika z danych Nielsen Audience Measurement. Stacja w tym czasie była liderem rynku telewizyjnego.


(3) komentarzy / skomentuj

Dlaczego nie można dojść do prawdy 03-12-2010 14:47

Nikt filmu o śmierci Blidy nie widział, a już o nim piszą i mówią! Film nie był jeszcze zmontowany, fizycznie go nie było, a już krzyczano, że jesteśmy hienami. Z Sylwestrem Latkowskim, współautorem, razem z Piotrem Pytlakowskim, filmu "Wszystkie ręce umyte. Sprawa Barbary Blidy" rozmawia Robert Walenciak.

Dlaczego zdecydowaliście się kręcić taki film?

Rozmawialiśmy kiedyś z Piotrem Pytlakowskim o naszych planach, o tym, czym warto się zająć. I wtedy mu powiedziałem, że ze wszystkich spraw, którymi się zajmujemy, które omawiamy, ta pokazuje najmocniej, jak zdegenerowany i zdeprawowany może być wymiar sprawiedliwości, prokuratura, służby specjalne... I jakie mogą być tego skutki. Ci ludzie mogą być tak zdemoralizowani, że politycy, którzy mają pewne ciągotki, mogą spokojnie ich wykorzystywać.

Bo zgadują ich myśli i nie mają skrupułów?

Na tacy im przynoszą! Gdyby wymiar sprawiedliwości był normalny, to nawet zdeprawowany polityk nic by nie zrobił, nie mógłby krzywdzić innych, bo zderzyłby się ze ścianą. Bo prokurator czy oficer powiedziałby mu: tak robić nie można.

Tu tej ściany nie było. Przeciwnie.

Ano właśnie... Nie ma innej sprawy, która by to mocniej pokazywała. Owszem, były sprawy warte kamery, ale nie były naznaczone śmiercią. Wielu ludzi niesłusznie trafia do aresztu, kończy się to zniszczonym życiem, zniszczoną karierą. Ale tutaj nie ma człowieka!


Bali się filmu o Blidzie

Skąd wiedzieliście, że sprawa Barbary Blidy jest przykładem na zdeprawowanie aparatu ścigania? Że nie jest tak, jak mówił Zbigniew Ziobro i jak powtarzano po jej śmierci?

Pamięta pan, w 2007 r., tuż przed zatrzymaniem, był u mnie w domu Janusz Kaczmarek. Opowiadał o wielu sprawach, m.in. o sprawie Barbary Blidy. Był zaprzyjaźniony z prezydentem Lechem Kaczyńskim, jego rodziną, i opowiadał, że pani Kaczyńska w ogóle nie mogła zrozumieć, jak można było tak postępować. Tam prawie do łez doszło, co ten Ziobro zrobił, co on wyrabia. Prezydent i jego żona byli zaszokowani sprawą. Kaczmarek opowiadał, że bardzo to przeżyli. Mówił nam też o tym, że w sprawie śmierci Blidy spotkał się tajnie, jako minister, z posłem Grabarczykiem. Podchodziliśmy do jego słów z dystansem, ale okazało się, że rzeczywiście Grabarczyk z nim się spotkał. Potwierdziły się też inne jego opowieści.

Także te, w jaki sposób osaczano Blidę...

Dlatego zdecydowaliśmy: chcemy taki film robić. Złożyliśmy do Agencji Filmowej TVP jego projekt. Pół roku był blokowany! I powiem panu ciekawą rzecz – w tym samym czasie ukazał się, podpisany przez stu dziennikarzy, z nazwiskami, protest w sprawie filmu "Generał". Że jest wolność twórcza, więc taki film telewizja ma prawo puścić. I tak dalej. A w tym samym czasie – ci dziennikarze o tym wiedzieli – blokowany był w Agencji Filmowej projekt filmu o Barbarze Blidzie.

Wiedzieli i milczeli...

Okazało się, że oni mogą robić filmy, jakie chcą, bo to jest wolność twórcza, bo jak nie – to są protesty. A naszemu filmowi to prawo zostało odebrane.

Funkcjonariusze dają odpór

Nie złości pana reakcja części mediów na ten film?

To jest dla mnie szokujące. Nikt filmu nie widział, a już o nim piszą i mówią! Film nie był jeszcze zmontowany, fizycznie go nie było, a już krzyczano, że jesteśmy hienami.

To objaw strachu, że film się ukaże.

Ale jak można nazwać kogoś hieną, nie widząc filmu? A środowisko na to nie zareagowało. Setka obrońców wolności twórczej milczała. Osoba przedstawiająca się jako szanujący się dziennikarz, nie oglądając filmu, mówi to samo. Mam więc prośbę do Michała Karnowskiego, niech już od tej pory nigdy nie opowiada o etyce. Bo on to napisał jeszcze przed obejrzeniem filmu i to go dyskwalifikuje jako dziennikarza.

Próbował pan dociec, dlaczego tak duża grupa was zaatakowała? Prewencyjnie? Żeby bronić PiS, czy raczej mają wyrzuty sumienia, bo trzy lata temu o Barbarze Blidzie pisali świństwa?

Coś takiego się stało w Polsce, że dziennikarze przeszli na opcje polityczne. Niech więc nie mówią, że są apolityczni! Niech przynajmniej noszą etykietki partyjne na swoich marynarkach, kiedy występują w telewizji i kłamią. Jeżeli pan miłośnik piosenek rosyjskich porównuje aktorkę, która grała rolę, do gestapówki... To niech pan Skwieciński ma odwagę pisać, gdy się przedstawia, że był finansowany przez szefa NBP, który był związany z PiS. A nie mienić się niezależnym publicystą! Znam branżę muzyczną, trochę się zajmowałem muzyką, nakręciłem "Blokersów", "Gwiazdora", "Nakręconych", czyli show-biznes po polsku... I widzę, że po raz pierwszy dokonano analizy tekstu piosenki.

Skwieciński się pochylił...

Piosenka zawsze jest ułomna, zawsze jest prosta, oczywiście poza piosenką literacką. I teraz – dajcie mi przykład jednej piosenki z ostatnich 10 lat, której treść byłaby tak analizowana! A do tego doszliśmy.

Proszę pana, wie pan, jak w czasach PRL analizowano takie rzeczy? Mamy spadkobiercę.

Chłopcy ileś lat temu się pogubili. Myśleli schematycznie. Wiedzieli, że powstaje film, więc – myśląc schematycznie – uznali, że to musi się wiązać z polityką.

Dają odpór, bo przypominanie sprawy Blidy jest dla PiS niewygodne?

Oni tak myślą. Że tak będzie. Więc reagują. A wie pan, że w filmie, którego nie widzieli, słowo IV RP nie pada ani razu? Że nie robię tam żadnej egzegezy, kiedy było spotkanie u premiera – to, na którym rozmawiano o Barbarze Blidzie. W ogóle tego nie analizuję, nie wnikam, kto mówi prawdę. Podaję to, co mówi Kaczyński, podaję to, co mówi Kaczmarek, bez komentarza. To dla mnie nie jest najważniejsze. Dla mnie najważniejsze jest to, że doprowadzono do mataczenia po tym, co się w domu Blidy wydarzyło; że uszło to na sucho i że to jest w tym kraju bezkarne.

Dlaczego zatarto ślady?

Dlaczego doszło do mataczenia?

Nie rozumiem roli pana Ocieczka i innych prokuratorów na miejscu tragedii. Co przez trzy godziny tam robili? Dlaczego najlepsi prokuratorzy doprowadzili do tego, że doszło do zadeptania śladów, nikt ich nie zabezpieczył, funkcjonariusze umyli ręce... Dlaczego do tego doszło? Jaki w tym mieli interes? A jeżeli są takimi fachowcami, to dlaczego do dzisiaj jeszcze pracują? Dlaczego państwo polskie utrzymuje z podatków nas wszystkich takich funkcjonariuszy i takich prokuratorów? Dlaczego jeśli ktoś z nas coś zrobi w pracy źle, to wylatuje na bruk, a prokurator i funkcjonariusz ABW jest zwolniony z odpowiedzialności za źle wykonaną pracę? Dlaczego tam jest tak, że ręka rękę myje i takie sprawy zawsze kończą się umorzeniami? Dlaczego nie można dojść prawdy, kto jest winien? Mnie, jako człowieka, to boli.

Było dwóch prokuratorów, którym powierzono wcześniej sprawę Blidy, Jacek Krawczyk i Emil Melka, którzy mówili otwarcie, że w aktach tej sprawy nic na Blidę nie ma. Więc odbierano im sprawę...

Uznajmy przez chwilę, że nie mieli racji. Że były jakieś dowody przeciwko Blidzie. Ale w takim razie po co po jej śmierci ściągano wszystkie policyjne dokumenty, w których mogła się pojawić, i szukano na nią haka? To znaczy, że nic na nią nie mieli. Bo gdyby coś mieli, to nie musieliby szukać. I to jedno ich dyskwalifikuje. Bo materiałów obciążających szuka się przed aresztowaniem, a nie po. Mam inne pytanie: dlaczego przez pięć dni po śmierci Barbary Blidy, a może i dłużej, inwigilowano dom Blidów? Czego się bano?

Po śmierci?

Przez pięć dni po śmierci Barbary Blidy w jej domu były włączone podsłuchy. Bano się, że rodzina coś powie? Że może mąż zacznie inaczej kojarzyć rzeczywistość, którą zapamiętał? Bo on ich de facto broni.

Owszem, mówi, że wersja z szarpaniną jest mało prawdopodobna, że jest przekonany, że żona popełniła samobójstwo.

Jest dziś ich jedynym alibi. Mówi, że zapamiętał, jak funkcjonariuszka ABW przysiadła na fotelu przed łazienką, w której śmierć poniosła Barbara Blida. Chociaż ja pokazywałem panu Henrykowi, że ta funkcjonariuszka mogła po strzale cztery kroki zrobić do tyłu, przysiąść i on w tym czasie ją zobaczył... My w filmie przedstawiamy dwie hipotezy śmierci. Mówimy o tym, że sama to zrobiła, i jest wersja szarpaniny. I mówimy, dlaczego ta wersja jest możliwa.

Tajemnica łazienki

Wiele faktów za nią przemawia. Choćby to, że trudno strzelić do siebie prawą ręką (a Blida była praworęczna) z lewej strony. Od dołu. A taki był wlot kuli.

Dodam, że zgodnie z zeznaniami funkcjonariuszki ABW była ona w łazience w momencie strzału. Więc jej zeznania i zeznania pana Henryka się wykluczają. Wedle jej zeznań Barbara Blida musiałaby nienaturalnie trzymać broń, a do tego musiałaby jeszcze po strzale wykonać piruet. Przekręcić się o 180 stopni. Druga sprawa – jeżeli przyjmiemy, że Barbara Blida chciała się zabić, to dlaczego nie zrobiła tego od razu, zaraz po wejściu ABW? A ona chodziła po domu, rozmawiała. Czekała, aż zabiorą jej broń? Więcej – przed śmiercią zadzwoniła do swojej prawniczki, prosząc ją o przyjazd. Po co by to robiła, gdyby chciała się zabić? Tam jest za dużo znaków zapytania, żeby zamknąć oczy. Mam też pytanie: dlaczego nie zrobiono portretu psychologicznego pod kątem, czy była w stanie popełnić samobójstwo?

Piszą publicyści związani z prawicą, że była znerwicowana, że miała kłopoty ze zdrowiem...

Zapominają o jednej rzeczy. Mamy badania: nie używała żadnych środków uspokajających, psychotropowych ani alkoholu. Rozmawiała bardzo spokojnie i konkretnie przez telefon z prawniczką.

Jak pan odbiera internetowe komentarze, że Blida zabiła się, bo się bała, że nikt niewinny się nie zabija? Tak piszą na forach.

Po pierwsze, nie wiemy do końca, jak było. Po drugie, chyba ktoś nie rozumie, co znaczy kogoś zaszczuć.

Ona była zaszczuta?

Zaszczuć sytuacją. Nie wiem, co funkcjonariuszka ABW powiedziała jej w łazience. Nie wiem, czy jej nie obraziła, nie upokorzyła. Czy ci, którzy to piszą – wiedzą? Byli tam? Czy wiedzą, co się tam w ogóle działo? Niech zamilkną! A to, co wypisują anonimowe trolle internetowe i wielcy publicyści, tacy jak miłośnik rosyjskich piosenek... Przez to jest podział w środowisku, przez to nie możemy się bronić, kiedy nas podsłuchują aktualne służby. Ja nie patrzę, czy dziennikarz ma poglądy lewicowe, czy prawicowe, bo każdy ma prawo do swojego spojrzenia. I to szanuję. Zawsze też staję w obronie dziennikarzy, którzy są podsłuchiwani przez służby, rozgrywani. Stoję razem z Sumlińskim, z Gmyzem. Ale i tak patrzą na mnie politycznie.

Barbara Kmiecik: wymusili te zeznania

W sprawie bulwersujące są inne badania – kurtki, którą miała na sobie funkcjonariuszka. Nie wykryto na niej żadnych śladów prochów strzelniczych z broni Blidy. Wynika więc z tego, że najpewniej to nie była jej kurtka.

Sprawa kurtki jest co najmniej dziwna. Wszystko wskazuje na to, że kurtka nie jest jej. Ale idźmy dalej. W takiej sytuacji cała odzież funkcjonariuszki powinna trafić do badania. Bluzka, spodnie. A tego nie badano! A ona umyła ręce! Mam jeszcze jedno pytanie: jeżeli to było samobójstwo, to po co robiono te całe cyrki? Co robiono w domu Blidów przez następne godziny?

Po co robiliście ten film? Macie jakiś cel?

Chciałbym, żeby przeprowadzono jeszcze raz porządną wizję lokalną. I nie z manekinem dwukrotnie większym niż Barbara Blida, ale z osobą jej wzrostu. Żeby sprawdzić, czy ten piruet, który podobno w momencie śmierci wykonała, był możliwy. Tam jest jeszcze jeden element – dlaczego broń, z której padł strzał, znalazła się za szlafrokiem? Broń ma swoją wagę, zawsze spadnie. Powinna być na podłodze. Przez godzinę próbowaliśmy różnie ją ustawiać i zawsze spadała.

Na broni nie znaleziono żadnych odcisków palców, wszystko wskazuje, że została wytarta.

...

Jako jedyni dotarliście do Barbary Kmiecik, której zeznania były jedynym dowodem przeciwko Blidzie.

Dotarliśmy. Ona mówi chyba niewygodne dla funkcjonariuszy i prokuratorów rzeczy. Mówi, że wymuszono na niej te zeznania. Że aresztowano jej córkę. Że są ludzie niezłomni, ale ona nie jest. I powiedziała to, co chcieli usłyszeć. Że grozili jej, że bała się o córkę. Że zastraszyli ją i mówiła pod presją.

Ten, kto wymusił na niej fałszywe zeznania, powinien za to ponieść odpowiedzialność karną.

Chciałbym, żeby ktoś za to poniósł konsekwencje. A mamy taką sytuację, że atakuje się nas, bo przypominamy sprawę po trzech latach i zadajemy niewygodne pytania.

Po co nagrywaliście byłego szefa ABW Bogdana Święczkowskiego ukrytą kamerą?

Żadną ukrytą kamerą! Było tak: robiliśmy rozmowę do książki o Barbarze Blidzie ze Święczkowskim i jego zastępcą Grzegorzem Ocieczkiem. Dyktafon leżał na stole. Zbigniew Ziobro nie pozwolił im występować w filmie, ale zgodził się na książkę. Wzięliśmy więc tę nagraną oficjalnie taśmę i użyliśmy cytatów z niej w filmie. Nie było żadnej ukrytej kamery. Owszem, w dziennikarstwie śledczym coś takiego się robi, ale my z tego zrezygnowaliśmy. Zarzucanie nam takich rzeczy jest draństwem. Co więcej, napisał to dziennikarz, który ma ksywę "Telegraf", który był przy początkach nagonki na Barbarę Blidę. Bliski kolega pana Ocieczka. I dla mnie było szokiem to, że on teraz cokolwiek w tej sprawie pisze. Bo moja wiedza o nim jest taka, że powinniśmy go wziąć przed kamerę i zrobić z nim wywiad o roli mediów w tej sprawie. Niech powie o roli, jaką odegrał w tej tragedii.

Koledzy Zbyszka

Dla mnie przygnębiające było, jak łatwo media kupiły na początku sprawy wersję Ziobry.

My, media, powinniśmy uderzyć się w piersi. Nie powinniśmy bezrefleksyjnie przyjmować tego, co nam dają prokuratorzy, policjanci, szefowie ABW. Zacznijmy wreszcie im nie wierzyć! Sprawa Olewnika też jest przecież taka. Nie może być tak, że dziennikarzowi przynosi się materiały operacyjne, a on już wierzy, że tak jest. Po tylu latach już powinniśmy się tego nauczyć.

Łatwiej uwierzyć...

I mamy tak, że przychodzi taki "publicysta" i mówi: ja wiem więcej. Choć ani jednej części dokumentu nie widział, tylko mu Zbyszek Ziobro powiedział albo kolega Bogdan Święczkowski. Oni są na ty. Mamy sceny, gdzie oni są kumplami – dziennikarze i oni. Umawiają się na kawę. Kamera to nagrała. Ci sami dziennikarze, którzy nas teraz atakują. Niech mają umiar, niech powiedzą: to mój kumpel. Wszystko jest zawsze zmachrowane, każdy próbuje szyć buty...

Wam?

A nikt nie zakłada, że są ludzie, dla których polityka jest drugorzędna, że są ponad to. My w tym filmie pokazujemy: służby są ponad wszystkimi. Czy to jest SLD, PO, PiS itd. Dzisiejszemu szefowi ABW Krzysztofowi Bondarykowi zarzucamy to samo...

Że służby są bezkarne?

Nakręciliśmy film o problemie, a nie o sprawie politycznej. Weźmy jeszcze jedną rzecz – otóż z zeznań funkcjonariuszy, którzy przyszli zatrzymać Barbarę Blidę, wynika, że mają problemy ze słuchem, z percepcją.

Bo twierdzą, że strzału nie słyszeli...

Mam więc propozycję dla Krzysztofa Bondaryka, żeby w Katowicach przy tabliczce Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego dodał pod spodem tabliczkę Zakład Pracy Chronionej.

Tygodnik Przegląd

(1) komentarzy / skomentuj

Marek Wójcik o filmie "Wszystkie rece umyte. Sprawa Barbary Blidy" (Gorący temat) Video 02-12-2010 20:54

(0) komentarzy / skomentuj

„Wszystkie ręce umyte. Sprawa Barbary Blidy” – w poniedziałek we WPROST dokument na DVD 02-12-2010 15:18

(0) komentarzy / skomentuj

Kaczmarek tańczy z diabłem, a Ziobro nóżką kiwa... 01-12-2010 23:31

Kaczmarek: "Do pewnego czasu też wierzyłem w układ. Ale tańcząc z diabłem, to nie pan zmienia diabła, tylko on pana zmienia". To zdanie na pewno zostanie zapamiętane. Powinno.

W filmie o tragedii spowodowanej przez ambicje polityków chcących za wszelką cenę uchwycić mityczny "układ" polityki jest niewiele. Autorzy mocno ograniczyli kontekst śmierci Barbary Blidy, nie przypominając poprzedzających ją akcji wyprowadzania aresztantów przed obiektywy kamer, nie przywołali nawet słynnego przemówienia Kazimierza Kutza (w 2007 r. senatora PO) o tym, że Blida "jest ofiarą kamiennych serc", ani wystąpień z trybuny sejmowej o "krwi na rękach".

Były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro pokazany jest migawkowo, jak podczas przesłuchania przed komisją śledczą pewnym głosem wygłasza wyuczone formułki, ale pod stołem nerwowo porusza nogą.

Jest też Janusz Kaczmarek, kiedyś jedna z głównych postaci rządu PiS, dziś skłócony z tym środowiskiem i chętnie udzielający informacji o tajemnicach tamtej ekipy. Na pytanie, czemu nie odszedł, jeśli dostrzegał patologie, odpowiada: "Do pewnego czasu też wierzyłem w układ. Ale tańcząc z diabłem, to nie pan zmienia diabła, tylko on pana zmienia".

To zdanie na pewno zostanie zapamiętane.

Latkowski z Pytlakowskim stworzyli przyzwoity teatr faktu. Przypomnieli samą Blidę, która z czynnej polityki odeszła w 2005 r. i dziś w większości relacji medialnych kwitowana jest już tylko jako "była posłanka SLD i była minister budownictwa". Pokazali, że na Śląsku była naprawdę kimś. Ceniono ją za to, że nie wypierała się korzeni, podziwiano życiową drogę od stanowiska inżyniera na budowie po ministerialny fotel.

Fabularyzowane sceny z zakończonej śmiercią Blidy próby zatrzymania przez ABW (w roli Blidy Adrianna Biedrzyńska; w roli męża - Andrzej Lipski) przeplatane są rozmowami z bohaterami tych wydarzeń.

Najciekawsza - z Barbarą Kmiecik, "śląską Alexis", przyjaciółką Blidy, której zeznania rzuciły na byłą posłankę cień podejrzenia.

Kmiecik zgodziła się wystąpić przed kamerą, ale ma się wrażenie, że nie mówi wszystkiego. Na pewno chce się usprawiedliwić: "Gdyby zamknięto panu dziecko, gdyby stracił pan wszystko, gdyby mówiono, że za chwilę aresztują panu żonę, to czy skazałby ich pan na to? Ci wszyscy, którzy mnie sądzą, niech postawią sobie takie pytanie".

Opowiada, jak w areszcie "pracowali" nad nią agenci ABW. Od nich usłyszała, że jeśli opowie o Blidzie, "to z jej rodziną będzie może inaczej". Jej córka siedziała wtedy dwie cele dalej.

Ale nie chce wprost powiedzieć, że jej zeznania były fałszywe: "Mówiłam to, co chciałam mówić".

Dwa dni przed premierą zaprotestowali przeciwko emisji filmu dwaj inni jego bohaterowie: Bogdan Święczkowski, b. szef ABW, i jego zastępca Grzegorz Ocieczek, dzisiaj prokuratorzy "w stanie spoczynku". Domagali się usunięcia swoich wypowiedzi, które określili jako "wspomnienia chronione prawem autorskim". Zapewne powodem były niewygodne dla Ocieczka fakty pokazane w filmie. Według relacji szefa stadniny, której kiedyś właścicielką była Kmiecik, Ocieczek bywał tam wielokrotnie: "Za nic nie płacił. Płaciłem ja, a w gruncie rzeczy pani Kmiecik to pokrywała" - ujawnia.

Niby to nic kompromitującego, tyle że Blidzie też zarzucano przyjmowanie od Kmiecik usług i prezentów.

Tak jak wielokrotnie pisaliśmy w "Gazecie", film wylicza masę błędów popełnionych na miejscu śmierci Blidy. Trzygodzinny odstęp od momentu strzału do chwili wejścia ekipy zabezpieczającej ślady, tabuny funkcjonariuszy przewijających się przez dom, tajemnicze zniknięcie odcisków palców z rewolweru, umycie rąk przez agentów z grupy, która miała dokonać zatrzymania - co udaremniło badanie na obecność cząstek prochu po wystrzale.

Czy może to oznaczać, że ślady celowo zacierano, bo Blida nie popełniła samobójstwa, lecz rewolwer wypalił w trakcie szamotaniny z funkcjonariuszką? Taka scena jest w filmie pokazana jako alternatywa wobec wersji oficjalnej. Tak twierdzi przed kamerą b. szef CBŚ Jarosław Marzec. Ale nie chce się do tego odnieść Henryk Blida, mąż Barbary.

Ten film jest też w dużej części opowieścią o nim, budowlańcu po zawodówce, żyjącym w cieniu żony, który teraz nie może znaleźć sobie miejsca w pustym domu, gdzie na biurku ciągle leżą dokumenty, które ostatnio przeglądała, a w garderobie wiszą jej ubrania.

Sceny z jego udziałem należą do najbardziej poruszających, mimo że on sam trzyma emocje na wodzy.

Henryk Blida oprowadza po domu, pokazuje, gdzie znalazł martwą żonę, gdzie siedziała funkcjonariuszka ABW, która poszła za nią do łazienki. Ogląda stare zdjęcia i archiwalne filmy. Nikogo nie oskarża, nie komentuje tego, że poza niskiej rangi oficerem ABW nikt nie poniósł żadnych konsekwencji, a komisja śledcza pracuje już trzy lata.

Ale to on na końcu mówi: "Nie wierzę, że państwu polskiemu zależy na wyjaśnieniu tej sprawy".

W telewizji pokazali. "Wszystkie ręce umyte. Sprawa Barbary Blidy", film Sylwestra Latkowskiego i Piotra Pytlakowskiego, 1 grudnia TVP 2


Więcej... http://wyborcza.pl/1,75478,8752281,Kaczmarek_tanczy_z_diablem__a_Ziobro_nozka_kiwa___.html#ixzz16tycVTpJ

 

(1) komentarzy / skomentuj

Film o śmierci Barbary Blidy dziś w TVP. Rekonstrukcja 01-12-2010 14:07

To, co autorów filmu nakręca, jest prozaicznej natury: ciekawość, jak naprawdę było. Dociekliwie, samodzielnie dopytać, a potem opowiedzieć.

Film Sylwestra Latkowskiego i Piotra Pytlakowskiego „Wszystkie ręce umyte” (TVP 2, 1 grudnia 2010 r., godz. 20.55), opowiadający historię Barbary Blidy, ma kilka intencji. Pierwsza – to usilna namowa do refleksji nad służbami specjalnymi, objawiającymi niszczycielską moc, gdy użyje się ich jako narzędzia politycznej intrygi. Drugą intencję widać w melodramatycznym klimacie filmu, stworzonym przez wzruszające wyznania Henryka Blidy.

Nieuchronnie film prowadzi też do refleksji nad dziennikarstwem śledczym, w którym obaj autorzy słusznie uchodzą za pierwszoligowców, a które zostało szczególnie boleśnie stargane niszczycielskimi zjawiskami w świecie mediów. Wydawało się kapitalnym narzędziem kontroli nad światem polityki i biznesu, nieomal esencją wolności słowa. Ale zbyt wiele newsów okazało się prowokacją, zbyt wiele afer – inscenizacją, w której dziennikarze zostali po prostu użyci. I wiele recenzji po przedpremierowym pokazie filmu cechuje jakże znajoma, paranoiczna podejrzliwość: komu to służy i kto za tym stoi?

To, co Pytlakowskiego i Latkowskiego nakręca, jest prozaicznej natury: ciekawość, jak naprawdę było. Dociekliwie, samodzielnie dopytać, a potem opowiedzieć. I jest to opowieść składna, choć uszyta jak patchwork: z aktorskiej rekonstrukcji i z autentycznych wywiadów. Autorzy trochę za dużo kręcą się po ekranie, niepotrzebnie zapędzili się w lirykę (pieśń, która reklamowała film, przysporzyła mu sporo złośliwych komentarzy). I bez liryki wyszła im alegoryczna opowieść o dwóch śląskich ambitnych Baśkach – białej i czarnej. Czarna – sławetna śląska Alexis, przynosi na plan porcelanowe filiżanki, żeby było ładniej. Na grób drugiej nie chodzi. Jest w tych postaciach prawda i koloryt naszych czasów. Szybkie kariery, wielkie pieniądze i głód życia – wreszcie dostatniego, wreszcie doniosłego.

Ewa Wilk, Polityka

PRZECZYTAJ TAKŻE: Nieznane fakty ze sprawy Barbary Blidy


(6) komentarzy / skomentuj

Mówili wierszem... 01-12-2010 09:13

Byli szefowie ABW: Wstrzymać film o Blidzie

Bogdan Święczkowski i Grzegorz Ocieczek, kierujący ABW w czasach rządów PiS, uważają, że ich relacje na temat wydarzeń z tego okresu chroni prawo autorskie. W piśmie do TVP domagają się wstrzymania filmu, w którym są ich wypowiedzi, do czasu ich wycięcia

"Publiczne rozpowszechnianie w filmie telewizyjnym wspomnień Bogdana Święczkowskiego i Grzegorza Ocieczka będzie rażącym naruszeniem ich praw autorskich" - ostrzega ich pełnomocnik w liście do kierownictwa TVP. Dodaje, że jeśli telewizja nie spełni żądań jego klientów, wystąpią do sądu o zakaz rozpowszechniania filmu oraz "wielomilionowe" odszkodowanie.

Pismo b. szefa ABW i jego zastępcy (dziś prokuratorów w stanie spoczynku) telewizja dostała wczoraj, na dwa dni przed premierą filmu "Wszystkie ręce umyte. Sprawa Barbary Blidy".

Autorzy - Sylwester Latkowski i Piotr Pytlakowski - badając kulisy śmierci b. posłanki SLD, rozmawiali m.in. ze Święczkowskim i Ocieczkiem. Rozmowy za ich zgodą nagrywali na dyktafon. Teraz b. szefowie ABW twierdzą, że dali zgodę na wykorzystanie rozmów tylko do książki, która powstawała razem z filmem.

- Już samo to, że oni nazywają swoje relacje "wspomnieniami", jest dziwne. To nie są żadne "wspomnienia", bo nie spotkaliśmy się u cioci na imieninach, tylko obaj byli proszeni, by odnieśli się do sprawy związanej ściśle z pełnioną przez nich funkcją publiczną. Jako osoby pełniące taką funkcję mają obowiązek odpowiedzieć na pytania, tak jak dziennikarze mają obowiązek im je zadać - mówi Latkowski.

Wczoraj w TVP trwały konsultacje z prawnikami, jak odpowiedzieć na żądanie Świeczkowskiego i Ocieczka, by wyciąć ich wypowiedzi. Nieoficjalnie wiadomo, że telewizja nie zastosuje się do tego i film zostanie wyemitowany bez zmian.

Zdaniem Latkowskiego nerwową reakcję b. szefów ABW wywołał jeden z wątków filmu, który może być kompromitujący dla Ocieczka. Autorzy nagrali relację Rolanda Cybulskiego, pracownika Barbary Kmiecik (to przyjaciółka Blidy, której zeznania obciążyły b. posłankę). Opowiada on, jak Ocieczek bywał w należącej do Kmiecik stadninie. - Jadł, pił, bawił się i nigdy za nic nie płacił. Kto płacił? Ja, a w gruncie rzeczy pani Kmiecik to pokrywała - mówi Cybulski.

W filmie Ocieczek zaprzecza. Ale sprawa jest dla niego niewygodna, bo wśród zarzutów wobec Blidy był również taki, że przyjmowała od Kmiecik drobne podarunki.

Gazeta Wyborcza


http://wyborcza.pl/1,75248,8745895,Byli_szefowie_ABW__Wstrzymac_film_o_Blidzie.html
(2) komentarzy / skomentuj

Ksiażka i film o sprawie Barbary Blidy (recenzja) 01-12-2010 06:50

Reżyser Sylwester Latkowski i dziennikarz Piotr Pytlakowski to płodny duet. Ledwie skończyli książkę o Olewniku, ledwie napisali o agencie Tomku z CBA, a tu już oferują film i książkę o Barbarze Blidzie, tragicznie zmarłej 25 kwietnia 2007 r. posłance SLD.
 
 
Film
 
 
Sekcja zwłok wykazała, że rewolwer, z którego zginęła Blida, był przyłożony do ciała ofiary pod nienaturalnym kątem i w takim miejscu, w które zazwyczaj nie strzelają samobójcy. Siostra Blidy i wiele innych osób, które ją dobrze znały, nie wierzą w samobójstwo. Również portret psychologiczny posłanki nie pasuje do samobójczyni. Po co kilka minut wcześniej dzwoniła do swojej mecenas, prosząc, żeby natychmiast przyjechała, bo jest u niej ABW? Czy ktoś, kto chce się targnąć na własne życie, myśli o takich sprawach? Wreszcie sam moment wystrzału. Huk słyszał tylko mąż posłanki, funkcjonariusze Abwery, w tym funkcjonariuszka siedząca rzekomo tuż pod drzwiami łazienki, nie słyszeli. Dlaczego? Czemu ciało leżało w innej pozycji niż ta wynikająca z zeznań funkcjonariuszki ABW? Po co pod pretekstem wypatrywania karetki pogotowia pozbyto się z domu Henryka Blidy – jedynego świadka spoza służb? Czemu wszyscy biorący udział w akcji oficerowie ABW umyli ręce przed badaniem sprawdzającym, czy nie mają śladów prochu? Czy zacierali dowody? Czego?To są wnioski, jakie płyną z warstwy śledczej filmu; nie odbiegają one od tego co wcześniej pisaliśmy w „NIE”, chociaż trzeba przyznać, że zebrane razem i dobrze udokumentowane argumenty przeczące samobójstwu robią wstrząsające wrażenie. Nasi uważni Czytelnicy przypomną sobie też, że ekipa ABW, która uczestniczyła w zatrzymaniu Blidy, składała się w sporej części z tych samych agentów, którzy kilka lat wcześniej brutalnie i jak się okazało całkiem niepotrzebnie zatrzymywali związanego z lewicą śląskiego biznesmena Krzysztofa Porowskiego. Pisaliśmy o tym nieraz, niestety nadaremno.Jest też inna warstwa tego filmu, która na mnie zrobiła większe wrażenie niż zestawienie ogólnie znanych faktów. To obrazy, wrażenia wizualne.Twarz Barbary Kmiecik, osoby na podstawie zeznań której wyprodukowano zarzuty wobec Blidy. Rzekomo wieloletniej przyjaciółki posłanki.Archiwalne nagrania z dnia tragedii pokazujące tłum funkcjonariuszy stojących przed domem Blidów, każdy ze słuchawką przy uchu, nerwowo wybierających kolejne numery. Do kogo dzwonili?Zbigniew Ziobro zeznający przed sejmową komisją śledczą - kamera nie pokazuje jego twarzy, tylko nerwowo dygające pod stołem nogi byłego ministra sprawiedliwości.Obrady komisji, przewodniczący Kalisz kompletnie niepanujący nad zespołem, a rozbawiony przy tym niczym chłoptaś, który ciągnie za warkocze koleżanki. Posłanka Danuta Pietraszewska, która nie pamięta, o co miała przed chwilą zapytać świadka, bo tak się właśnie ubawiła z jakiegoś niemądrego żartu. Dla kontrastu smutek i rozpacz rodziny zmarłej.Tak, w filmie są momenty ckliwe, wzruszające, ale w tym wypadku wyjątkowo nie przeszkadzają, bo jest to autentyczne wzruszenie. Film jest zgrabną kompozycją fabuły i dokumentu. Aktorka Ada Biedrzyńska dobrze odegrała rolę Blidy. Szczęśliwie warstwa fabularna jest dawkowana oszczędnie i tylko w tych momentach, gdy jest rzeczywiście niezbędna.Film Latkowskiego i Pytlakowskiego warto obejrzeć. Przejmujący.
 
 
Książka
 
 
Zaskoczenie. Książka nie jest ani powtórzeniem, ani rozwinięciem filmu. Treść krąży wokół sprawy Blidy, ale tak naprawdę jest portretem IV RP. Przerażającym, obrzydliwym, a momentami zabawnym. Lektura wskazana dla każdego, komu w pamięci zatarła się już atmosfera terroru i politycznego obłędu, kto nie pamięta, jakie państwo budowali nam Kaczyńscy. Ci, co mają dobrą pamięć dowiedzą się rzeczy nowych. Np. coś o Bogdanie Święczkowskim, szefie ABW w czasach gdy premierem był Jarosław Kaczyński: Na razie ma zamiar doradzać Antoniemu Macierewiczowi, szefowi powołanego przez PiS parlamentarnego zespołu ds. wyjaśnienia przyczyn katastrofy pod Smoleńskiem. Przygotowuje się do tej roli. Ogląda na Discovery cykl o największych katastrofach lotniczych i porównuje je z wypadkiem polskiego Tu-154M.Coś o Ziobrze: Ziobro w gabinecie powiedział: „Tak między nami, jakby tak do mnie strzelano, nie tak, żeby zabić, ale postrzelić, to PiS by niezłe punkty uzyskał”.Wynurzenia Barbary Kmiecik: Nie uważam, że przyczyniłam się do czegokolwiek złego. To czasy się przyczyniły. Ludzie się przyczynili (...) To nie ja jestem winna, to ekipa, która w taki sposób rządziła, jest winna tego, co się stało. To nie ja powinnam się wstydzić, tylko oni, że w taki sposób rządzili. Strachem i terrorem.Czy też słowa wypowiedziane przez Katarzynę Korzekwę, siostrę Blidy, świetnie podsumowujące książkę: Pytacie panowie, do kogo mam żal. Sama nie wiem, do kogo. Do Czwartej Rzeczpospolitej.
 
 
ANDRZEJ ROZENEK„Wszystkie ręce umyte. Sprawa Barbary Blidy” – książka i film Sylwestra Latkowskiego i Piotra Pytlakowskiego. Premierowa emisja filmu 1 grudnia 2010 r. w środę, 20.55, TVP 2.


(0) komentarzy / skomentuj

Wypominano prezenty jakie Barbara Blida miała dostawać od Barbary Kmiecik. Zbigniew Ziobro podczas niedawnych zeznań przed komisją śledczą mówił wręcz o sponsorowaniu Blidy przez Alexis. Gdyby zastosować podobne standardy, Grzegorz Ocieczek powinien też mieć postawione zarzuty, przynajmniej natury etycznej 30-11-2010 09:38

(1) komentarzy / skomentuj

Kto stoi za sprawą Barbary Blidy? 29-11-2010 22:49

(1) komentarzy / skomentuj

Film o Blidzie w TVP2 29-11-2010 13:48

Telewizja publiczna wyprodukowała fabularyzowany dokument o sprawie śmierci Barbary Blidy. Po raz pierwszy przed kamerą wypowiada się w nim Barbara Kmiecik, której zeznania obciążały b. posłankę SLD

- Gdyby zamknięto panu dziecko, gdyby stracił pan wszystko, gdyby mówiono, że za chwilę aresztują panu żonę, to czy skazałby ich pan na to? Ci wszyscy, którzy mnie sądzą, niech postawią sobie takie pytanie - mówi Kmiecik w filmie Sylwestra Latkowskiego i Piotra Pytlakowskiego pt. "Wszystkie ręce umyte".


Godzinny film zrealizowany jest w konwencji teatru faktu. Rozmowy z autentycznymi bohaterami wydarzeń i zdjęcia archiwalne przemieszane są z fabularnymi wstawkami odtwarzającymi sceny z poranka 25 kwietnia 2007 r., gdy do domu Barbary Blidy weszła ekipa ABW z nakazem zatrzymania i rewizji.

Byłą posłankę SLD gra Adrianna Biedrzyńska. Rolę męża Blidy - Henryka - Andrzej Lipski.

Część fabularna pokazuje dzień śmierci Blidy od wyjazdu agentów z siedziby ABW w Katowicach, poprzez ustawianie dwójki funkcjonariuszy z kamerą pod jej domem, wejście ekipy do domu i wreszcie tragiczny strzał, od którego zginęła.

Do wypowiedzi przed kamerą autorom udało się namówić Barbarę Kmiecik, przyjaciółkę Blidy i śląską bizneswoman. To jej zeznania, po aresztowaniu za udział w aferze węglowej, były podstawą do sformułowania przez prokuraturę zarzutów korupcyjnych wobec byłej posłanki. W zamian Kmiecik uchylono areszt.

Dzisiaj kobieta potwierdza, że w areszcie "pracowali" nad nią agenci ABW (ustaliła to też sejmowa komisja śledcza). Ich wizyty w celi aresztu nie były nigdzie protokołowane. Kmiecik twierdzi, że właśnie wtedy usłyszała, że jeśli opowie o Blidzie "to z jej rodziną będzie może inaczej" (jej córka siedziała dwie cele od niej). Jednak nie chce wprost stwierdzić, czy jej zeznania były fałszywe. - Mówiłam to, co chciałam mówić - ucina. Ujawnia, że po śmierci Blidy funkcjonariusze ABW sprowadzili się do jej domu. Oficjalnie, aby ją chronić, ale - jak podejrzewa - także po to, by pilnować, by nie próbowała publicznie opowiedzieć, jak wyciągano do niej zeznania.

Inny ciekawy wątek ujawniony przez Kmiecik to jej znajomość z ówczesnym wiceszefem ABW Grzegorzem Ocieczkiem. Wcześniej był prokuratorem w Katowicach, bliskim współpracownikiem Zbigniewa Ziobry, ministra sprawiedliwości w rządzie PiS. Ocieczek bywał prywatnie w jej stadninie koni i bardzo interesował się jej znajomością z Blidą. - Byłam wstrząśnięta, gdy zobaczyłam jego nazwisko na moim nakazie aresztowania - mówi Kmiecik.

Ocieczek pytany o to przez autorów, bagatelizuje znajomość. Zaprzecza też słowom b. dyrektora stadniny, że w czasie wizyt nigdy za nic nie płacił. Zeznając przed komisją, mówił, że "nie znał Kmiecikowej".

Film stawia znak zapytania, czy Blida popełniła samobójstwo, czy też jej broń wypaliła podczas szamotaniny z funkcjonariuszką, która poszła z nią do łazienki. Jako pierwsza pisała o tym "Gazeta", wskazując, że na rewolwerze zatarte są ślady palców, funkcjonariusze przed badaniem umyli ręce, ich odzież, którą mogła być podmieniona, a policyjnych oględzin dokonano dopiero po trzech godzinach.

W filmie pokazane są dwie wersje śmierci b. posłanki. Pierwsza: strzał oddany z własnej ręki w niewidocznej dla funkcjonariuszki części łazienki. Druga: strzał z nienaturalnego kąta 20 stopni, do którego doszło podczas szamotaniny.

W samobójstwo nie wierzy m.in. mec. Stanisława Mizdra, którą Blida wezwała po wejściu do jej domu ABW. - Po co mnie wzywała, jeśli miała zamiar się zabić? - pyta.

Film pokaże 1 grudnia telewizyjna "Dwójka", godz. 20.55

Wojciech Czuchnowski, Gazeta Wyborcza, 12.11.2010r.

Więcej... http://wyborcza.pl/1,75248,8647950,Film_o_Blidzie_w_TVP.html#ixzz1564o2kem

(1) komentarzy / skomentuj

O śmierci dziennikarstwa śledczego 28-11-2010 14:21

Roberto Saviano mówi wprost o śmierci dziennikarstwa śledczego. Dlaczego? Bo śmierć dziennikarstwa śledczego jest gwarancją ciszy nad skomplikowanymi przedsięwzięciami kamorry... U nas można wymienić na inne grupy interesów, polityków i służb. ( Z książki "Piękno i piekło")


(0) komentarzy / skomentuj

Godzinne spotkanie 25-11-2010 16:49

Godzinne spotkanie z Januszem Palikotem do książki. Przypominał zranione zwierzę. Oj, trochę ciosów odda! I słusznie!


(1) komentarzy / skomentuj

Prapremiera filmu o Barbarze Blidzie w Katowicach 24-11-2010 15:07

To moje pożegnanie z dziennikarstwem śledczym - zapowiedział Sylwester Latkowski, jeden z twórców fabularyzowanego dokumentu "Wszystkie ręce umyte. Sprawa Barbary Blidy" podczas wtorkowej prapremiery filmu w katowickim kinie Kosmos.

Zaproszenie wysłane czołowym politykom, między innymi członkom komisji śledczej ds. śmierci Barbary Blidy, przyjął tylko Grzegorz Napieralski, przewodniczący Sojuszu Lewicy Demokratycznej, z którym przyjechała Katarzyna Piekarska. - Dla SLD to sprawa bardzo ważna - powiedział.

Ponadgodzinny film Sylwestra Latkowskiego i Piotra Pytlakowskiego swoją premierę będzie miał w telewizyjnej Dwójce 1 grudnia. Wcześniej można go było jednak obejrzeć w Katowicach.
Gośćmi prapremierowego pokazu była rodzina Barbary Blidy - mąż Henryk i syn Jacek. Zjawili się także śląscy działacze SLD ze Zbyszkiem Zaborowskim na czele. Był marszałek województwa Bogusław Śmigielski.

W filmie "Wszystkie ręce umyte. Sprawa Barbary Blidy" można nie tylko zobaczyć rekonstrukcję wydarzeń z 25 kwietnia 2007 roku, kiedy w obecności agentów ABW we własnym domu zginęła jedna z najbardziej znanych kobiet w świecie polityki. Jest rozmowa z Barbarą Kmiecik, "węglową baronową", o sprawie mówi Janusz Kaczmarek, były szef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, a także wielu innych polityków oraz osób związanych ze sprawą.

- Robiąc ten film chcieliśmy pokazać, że nie można pewnych spraw po prostu zamieść pod dywan - podkreślał Latkowski.


- Dziękuję za ten film i za pytania, na które nie ma do dziś odpowiedzi. Te pytania jednak pozostaną i mam nadzieję, że ochronią innych - powiedział Jacek Blida.

- To nie jest film polityczny. Rządy się zmieniają, zmieniają się też polityczne opcje, a przez cały czas trwają ludzie służb specjalnych. Służb z nazwy apolitycznych, a w rzeczywistości rządzących naszą polityką - zauważył Piotr Pytlakowski.

- Czas emisji filmu w TVP2 nie jest przypadkowy. To tuż przed urodzinami Barbary Blidy i tuż przed barbórką - wyjaśniał Rafał Rastawicki, szef telewizyjnej Dwójki.

Powiedzieli nam:

Bogusław Śmigielski, marszałek województwa śląskiego
Film o sprawie Barbary Blidy budzi niepokój i smutek. Wiem, niestety,
jak działają mechanizmy systemu, ale mimo to mam nadzieję, że kiedyś ta sprawa zostanie w końcu wyjaśniona.

Grzegorz Napieralski, przewodniczący Sojuszu Lewicy Demokratycznej
To przestroga dla tych, którzy próbują wykorzystać system prawny dla własnych celów. Sprawiedliwość wymaga, by kilka poważnych pytań w tej sprawie zostało postawionych.

Ten film jest potrzebny po to, żeby już nigdy nie doszło do podobnej tragedii


Z Henrykiem Blidą, mężem byłej posłanki Barbary Blidy, rozmawia Grzegorz Lisiecki

Dziś obejrzeliśmy w kinie Kosmos prapremierę filmu Sylwestra Latkowskiego i Piotra Pytlakowskiego "Wszystkie ręce umyte. Sprawa Barbary Blidy". Czy miał pan wcześniej okazję zobaczyć film?
Nie, nie widziałem go i przyznam, że przed katowicką prapremierą byłem bardzo niespokojny. To była wielka niewiadoma. Po prostu nie wiedziałem, czego mam się spodziewać.

Film pana zaskoczył? Czy autorzy filmu pana zdaniem wiernie oddali okoliczności i przebieg tragedii z 25 kwietnia 2007 roku? Przecież pan był wówczas w państwa domu w Siemianowicach Śląskich.
W dziewięćdziesięciu procentach zgadzam się z tym, co dziś zobaczyłem na ekranie. Jednak nie wszystko jest takie, jak zapamiętałem. Wiem,co widziałem i co później zeznałem w prokuraturze i przed sejmową komisją śledczą. I za to mogę dać się poćwiartować. Na przykład kiedy biegłem do łazienki widziałem funkcjonariuszkę Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego siedzącą na kanapie przed drzwiami. Nie było jej w łazience.

Podczas projekcji był pan mocno wzruszony.
Tak, ale prawdę mówiąc nastawiałem się na znacznie gorsze obrazy, które mogły okazać się trudne do zniesienia. Wydawało mi się, że będzie krew, dużo krwi. I że tych fabularnych scen będzie dużo więcej.

Czy teraz, po projekcji, uważa pan, że taki film jest potrzebny? Czy opowiadanie o tej tragedii coś może zmienić, coś nam dać?
Tak, zdecydowanie taki film jest potrzebny. Dlaczego? Wierzę, że jeśli będziemy o tej sprawie pamiętać, to już nie dojdzie do podobnych sytuacji.

A czy taki fabularyzowany dokument może coś zmienić w sprawie Barbary Blidy? Czy zmieni coś w toczących się pracach komisji?
Nie. Nie wierzę w to.

Dziennik Zachodni, Grzegorz Lisiecki

http://www.dziennikzachodni.pl/kultura/336415,prapremiera-filmu-o-barbarze-blidzie-w-katowicach-wideo,id,t.html#drukuj_dol

zdjęcia: Agnecja Agora


(2) komentarzy / skomentuj

Kryminalna Warszawa 20-11-2010 21:13

Wczoraj spotkanie z autorką pitawala stołecznej metropolii „Warszawa kryminalna”  Heleną Kowalik omal nie przekształciło się w wiec wyborczy w sprawie przywrócenia kary śmierci, za sprawą, mającego tylko przeczytać fragmenty książki, aktora Emiliana Kamińskiego. Ku jego nieszczęściu zgromadzona publiczność była jakoś niepodatna na taką sugestię i chyba niezgodna z jego polityczną linią. Chwilami ciarki przelatywały po plecach, że oto Emilian Kamiński nie tylko słownych argumentów będzie używał.
 
Jeden z obecnych na sali prawników zauważył, że to dobrze, że spotkanie ma jeszcze dzisiaj miejsce, jutro by uznano je za złamanie ciszy wyborczej.

Ja wieczór przestałem z boku z sędzią Barbarą Piwnik, ale treść rozmowy obejmę „tajemnicą dziennikarską”: )


(1) komentarzy / skomentuj

Nie rozmawiam już o piosence, tylko o książce i filmie. Nie dam się wpuścić dalej w ten kanał.” 20-11-2010 13:18

W naszą rozmowę na Twitter z Kataryną wtącił się Drezyna, pisząc: "Wtrącę się. Piosenka w filmie jest tylko dalekim dopełnieniem Nigdy nie dźwiga całego ciężaru komentarza To podstawa.(…) W przypadku Pana filmu piosenka wybiła się ponad swoją rolę. A szkoda, bo temat ważny." Słuszna uwaga. Katarynie też napisałem na koniec, wiedząc, że tu nie chodzi o walory literackie piosenki, że to co się wydarzyło to dla wielu tylko pretekst, bo już dwa miesiące temu, bez znajomości filmu i książki zostaliśmy z Piotrem Pytlakowskim nazwani HIENAMI. Zarzucano, że film miał być elementem samorządowej kampanii wyborczej, a nie jest. Tu nie chodzi o piosenkę i teledysk, pokazują to komentarze, które zablokowałem, one nie dotyczyły piosenki, to był jad polityczny, w stylu:
 
„Żona złodziejka i komunistka zastrzeliła się, podczas przeszukiwania jej domu, gdyż nie chciał spędzić reszty życia w pierdlu za korupcje, a lewactwo robi z niej męczennice.... i kręcą o niej film!!!!!”
„Nagrajcie taki utwór, o żołnierzach wyklętych, a nie skorumpowanej komunistce popełniającej samobójstwo, chcąc uniknąć odpowiedzialności karnej.”
„Blida męczennicą? Przecież ona była uwikłana w przekręty węglowe!”
„Aferzystka przerażona perspektywą poniesienia konsekwencji swoich występków popełniła samobójstwo, a teraz kręcą film w którym zapewne zrobi się z niej świętą i ofiarę kaczystowskich siepaczy.”
„Czas spierdalać z tego kraju... jak już nagrywają pieśni o jakiejś kurwie z mafii paliwowej to znaczy że czas uciekać.”
„Szkoda że wszystkie komuchy w tym kraju nie strzeliły sobie w łeb.”

Więc aby zakończyć temat, odpisałem blogerce Katarynie: „Nie rozmawiam już o piosence, tylko o książce i filmie. Nie dam się wpuścić dalej w ten kanał.” I dodam - Proszę odnoście się teraz do zawartych w książce i filmie faktów, a nie w ramach dyskusji serwujecie wyzwiska.


(4) komentarzy / skomentuj

Wreszcie oddech 18-11-2010 23:58

Wreszcie oddech. Odcięcie się od wszystkiego. Wpadł Leszek Możdżer, pokazywałem mu zmontowane fragmenty „Ostatniej Wieczerzy”. Poczułem, że odda serce tworząc muzykę do tego filmu. Ukaże się także soundtrack, płyta „Ostatniej Wieczerzy”. Chwilami czuliśmy klimatu „PUB 700”.


(0) komentarzy / skomentuj

Jedynie śmierć mogła być zmazaniem hańby 18-11-2010 07:44

Kazimier Kutz o swojej ciotce -"„Dziewczyna oskarżona przez koleżanki, Niemki, o kradzież (pieniędzy lub książki, dziś nikt z rodziny dokładnie nie pamięta) - rzuca się pod pociąg. [Jej] pogrzeb jest manifestacją patriotyczną.
Wkrótce policja znajduje złodzieja. Kutz: - Siostra matki była najbiedniejszą uczennicą, jedyną Polką wśród Niemek pochodzących z bogatych mieszczańskich rodzin. Podejrzenie o kradzież musiało paść na nią. A ona, wychowana w surowym reżimie, ze strachu przed prześladowaniem w szkole i trochę przed matką -wybrała śmierć.
Maria Gołąb powtarza, co mówiono w domu o ciotce: - Była absolutnie, krystalicznie uczciwa. Posądzenie o coś takiego to był koniec jej świata.
- Jedynie śmierć mogła być zmazaniem hańby. Tak ją wychowała moja babka - dorzuca Kutz.”
Aleksandra Klich – Cały ten Kutz – wyd. Znak, Kraków 2009 – s.13-14


(0) komentarzy / skomentuj

"Broda" zeznaje 17-11-2010 15:34

Dwa cytaty:- Gdy ja prowadziłem śledztwo w sprawie zabójstwa generała Papały, Piotr K. był przesłuchiwany przez policję. Nie miał wtedy nic do powiedzenia o sprawie - powiedział prokurator Mierzewski.
- To bardzo ciekawe, że po 12 latach nowa ekipa prokuratorska znajduje nowego świadka - powiedział Marek Biernacki (PO).


(0) komentarzy / skomentuj

Brak słów 17-11-2010 13:54

Prokuratura generalna odrzuciła apel dwudziestu przedstawicieli Sejmu, Senatu i Parlamentu Europejskiego z różnych ugrupowań politycznych w sprawie przekazania śledztwa dotyczącego zabójstwa Jarosława Ziętary do prokuratury spoza Wielkopolski. Jego porwanie i zamordowanie to jedyna we współczesnej Polsce niewyjaśniona zbrodnia, której ofiarą padł dziennikarz w związku z wykonywanym zawodem.
W załączniku informacja prasowa o odrzuceniu apelu oraz o sprawie Jarosława Ziętary.
Krzysztof M. Kaźmierczak, przedstawiciel KS "Wyjaśnić śmierć Jarosława Ziętary"


http://jarek.sledczy.pl/

(0) komentarzy / skomentuj

Adrianna Biedrzyńska "Byłam" (Wszystkie ręce umyte) 12-11-2010 20:33

(0) komentarzy / skomentuj

Filmowa zapowiedź książki "Wszystkie rece umyte. Sprawa Barbary Blidy" Sylwester Latkowski i Piotr Pytlakowski. Premiera 18 listopada 2010r. 11-11-2010 18:42

(1) komentarzy / skomentuj

Z Kościołem robione były różne interesy 10-11-2010 20:45

Odważne wyznanie byłego szefa MSWiA Krzysztofa Janika: Prawdą natomiast jest, że z Kościołem robione były różne interesy, w tym przez moją partię również. Nam poparcie Kościoła potrzebne było podczas referendum nad przystąpieniem do Unii Europejskiej.(money.pl)


(1) komentarzy / skomentuj

Podsłuchy i PiS 10-11-2010 18:14

Michał Kamiński do swoich kolegów: Chyba, że zaczniecie nas podsłuchiwać! A skad taka myśl? W PiS nie uznają przecież takich metod. Na pewno nie Zbigniew Ziobro:)


(0) komentarzy / skomentuj

Służby sa ponad wszystkimi 09-11-2010 09:45

Rok 2009, rok w którytm mieliśmy przestać być państwem STASI. Tymczasem służby nadal panoszą się w naszym prywatnym życiu. W Niemczech pytań o bilingi było 35 razy mniej niż w Polsce. Ale to nie tylko w tym problem. W Polsce nadzór sądowy obejmuje jedynie podsłuchy i kontrolę korespondencji. Większość metod inwigilacji jest poza jakąkolwiek zewnętrzną kontrolą. Powtarzam od lat by nie sprowadzać inwigilacji do podsłuchów...a także do pobierania bilingów...


(0) komentarzy / skomentuj

Agent Tomasz znowu w akcji 08-11-2010 22:04

Agent Tomasz znowu w akcji. Kilka tygodni temu agent Tomasz pojawił się u notariusza, by odkręcić transakcję zakupu przez siebie domu (tego niby należącego do prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego). Nie ustaliłem, czy i tym razem robił to jako agent pod przykryciem? :)


(0) komentarzy / skomentuj

Kolejny świadek? 08-11-2010 20:59

Elżbieta Jakubiak idzie śladem Janusza Kaczmarka: "Lech Kaczyński byłby dumny, że walczę z Ziobrą"


(0) komentarzy / skomentuj

Bajki a polityka 08-11-2010 12:47

Joanna Kluzik-Rostowska ma rację, że ma doświadczenie w opowiadaniu bajek. Opowiadała w czasie kampanii prezydenckiej bajkę o Jarosławie Kaczyńskim. Może tak pani posłanka zajmie się pisaniem bajek a nie polityką, w której za swoje wybitne osiągniecie uważa wykreowanie fałszywego wizerunku Kaczyńskiego.


(0) komentarzy / skomentuj

Gorący temat. Sprawa Barbary Blidy (video) 03-11-2010 20:05

http://www.tvp.pl/publicystyka/polityka/goracy-temat/wideo/03112010-1835/2995071


(0) komentarzy / skomentuj

Sms od zakonnika 01-11-2010 21:47

SMS, od Benka, Kamilianina: „Dziś Wszyscy Święci mają imieniny. Życzę więc dużo radości i proszę do nich dołączyć w przyszłości. Pozdrawiam”


(0) komentarzy / skomentuj

Szczyt hipokryzji Ziobro 29-10-2010 18:18

Szczyt hipokryzji Zbigniewa Ziobro, który twierdzi, że informacje, które wyciekają z prokuratury o śledztwie w sprawie zabójstwa w biurze PiS to przeciek kontrolowany. Według niego te wiadomości służą "politycznym celom". Kto jak kto, ale on wie doskonale co to przeciek kontrolowany i jak go użyć do celów politycznych.


(0) komentarzy / skomentuj

Ekstradycji nie będzie 27-10-2010 00:10

Janusz Lazarowicz, znany finansista, którego Prokuratura Okręgowa z Warszawy ściga od października 2007 r. europejskim nakazem aresztowania za podżeganie do zabójstwa gracza giełdowego Piotra Głowali, nie zostanie wydany Polsce. Ukrywa się (a raczej przebywa) w RPA. Dwa lata temu reporterzy „Polityki” odnaleźli go w Kapsztadzie (więcej w artykule Sylwestra Latkowskiego i Piotra Pytlakowskiego „Ścigany” – „P” nr 51/08). Upoważnił ich do powiadomienia polskiej prokuratury o miejscu swojego pobytu. Twierdził, że jest niewinny, ale do Polski dobrowolnie nie przyjedzie, bo nie chce trafić do – jak to określił – aresztu wydobywczego. Dopiero po naszej publikacji prokuratura wystąpiła do władz RPA o ekstradycję Lazarowicza.


Został zatrzymany w Kapsztadzie, ale po kilku godzinach sąd go zwolnił. Termin rozprawy ekstradycyjnej wyznaczono na październik 2010 r. Prokuratura z RPA miała podczas tego posiedzenia przedstawić uzyskane od polskich oskarżycieli dowody świadczące o winie podejrzanego. I oto podczas odbytej niedawno rozprawy południowoafrykański prokurator zaskoczył zarówno sąd, jak i Janusza Lazarowicza, wycofując się z wniosku ekstradycyjnego (czytaj: z oskarżenia) z braku dowodów winy. Finansista tak skomentował tę decyzję: - Dowodów prokurator nie ma, bo ich mieć nie może, nie zrobiłem nic, co miałoby związek ze śmiercią Piotra Głowali. Wierzę, że zwycięży sprawiedliwość!

Lazarowicz, chociaż wolny, wciąż nie może opuścić terytorium RPA i wrócić do Europy (na stale jest zameldowany w Londynie, tam mieszka jego żona i dzieci), bo wciąż obowiązuje wydany trzy lata temu list gończy. Jego sprawa przypomina historię Edwarda Mazura, podejrzewanego przez polską prokuraturę o udział w spisku na życie gen. Marka Papały. Dowody przeciwko Mazurowi amerykański sędzia rozstrzygający w sprawie ekstradycyjnej określił mianem bezwartościowych i odrzucił polski wniosek.

S.L. i P.P.

(0) komentarzy / skomentuj

Nauczka dla Kornatowskiego 26-10-2010 14:56

Były szef policji Konrad Kornatowski na śledczej komisji ds. Barbary Blidy dostał niezłą nauczkę od byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro. Bezwolne  wchodzenie jemu w 4 litery się nie opłaca. Okazało się, że to komendant główny policji szukał po śmierci haków na Blidę. Ziobro tylko prosił, sugerował a nie polecał dokonanie kwerendy. Kornatowski nie miał niczego na piśmie i jako doświadczony prokurator powinien odmówić wykonania czegoś, co jest na pograniczu prawa.  Trudno się z nie zgodzić z argumentacją byłego ministra sprawiedliwości. Zbigniew Ziobro jak zwykle kryty jak basen :)

Na marginesie, Konrad Kornatowski powinien za to teraz odpowiedzieć. Taka nauczka dla lizusów, dla wszystkich, którzy tak chętnie wchodzą w 4 litery swoim szefom.


(0) komentarzy / skomentuj

Brawo Ziobro, gratuluję wygranej! 26-10-2010 10:21

Przy tak nieudolnej komisji śledczej ds. zbadania śmierci Barbary Blidy były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro może dokonywać manipulacji. Uśmieszek przewodniczącego Ryszarda Kalisza tylko irytuje. Brawo Ziobro, gratuluję wygranej!


(0) komentarzy / skomentuj

I znowu władza pokazuje, że sama sie wyżywi i obroni 25-10-2010 21:47

Grzegorz Schetyna: „Jesteśmy w psychozie strachu i agresji.” Właśnie! Psychozę podkręcają teraz szef MSWiA i BOR, podgrzewają atmosferę dającą pożywkę dla kolejnych świrów.
Po drugie: Władza pokazuje, że będzie ścigała groźby karalne w internecie, ale tylko wobec siebie, na zwykłych ludzi nie starczy sił i środków. Bezpiecznie powinien czuć się każdy w kraju, a nie tylko politycy.


(0) komentarzy / skomentuj

Naga prawda o najlepszych z najlepszych 25-10-2010 19:40

Łódzka prokuratura apelacyjna, badająca sprawę śmierci gen. Marka Papały, po 12 latach zbada krew z miejsca zbrodnI - donosi TVN24.pl. Jak to możliwe? Przecież śledztwem zajmowali się najlepsi z najlepszych.


(1) komentarzy / skomentuj

W związku z ogólnonarodową tendencją w ostatnich dniach... 25-10-2010 18:20

(0) komentarzy / skomentuj

Kolejna kompromitacja polskiej prokuratury 25-10-2010 10:24

Od lat z Piotrem Pytlakowskim przyglądamy się sprawie Janusza Lazarowicza. To my musieliśmy go odnaleźć, to po naszej interwencji u ówczesnego prokuratora Edwarda Zalewskiego, ta wystąpiła o ekstradycję, choć przestrzegaliśmy, że ta sprawa jest szyta grubymi nićmi. Dzisiaj można przeczytać w mediach, o tym co na blogu pisze sam zainteresowany:

„Właśnie wróciłem z sądu z rozprawy ekstradycyjnej - a dokładniej się wyrażając to rozprawa się nie odbyła !!! Nie, nie, nie odroczenie ! Prokuratura w osobie jego Dyrektora stawiła sie w sądzie tylko po to tylko aby wycofać ich wniosek ekstradycyjny. Było to niesłychane posunięcie nie często praktykowane w tutejszym wymiarze sprawiedliwości. Ustne uzasadnienie pana Dyrektora było, że nie widzą możliwości przeprowadzenia rozprawy z uwagi na brak argumentów ze strony prokuratury - czytaj : braku dowodów”

„20 października 2010 rok. Budynek sądu w Kapsztadzie. Jesteśmy wcześniej niż został wyznaczony czas . Zjawiają się moi obrońcy i Dyrektor tutejszego oddziału prokuratury. Panowie adwokaci i prokurator rozmawiają, my stoimy z boku pełni napięcia. Podchodzi jeden z obrońców i informuje nas, że prokuratura nie będzie kontynuować i wycofuje swój wniosek o ekstradycję, który  bazowano na polskich dokumentach. Dlaczego, pytamy się ? Pan prokurator nie widzi możliwości argumentacji zasadności wniosku o ekstradycję opierając na dokumentach przesłanych mu z Polski ! Nie jestem pewny czy mam skakać z radości czy płakać ze szczęścia . No i co teraz, pytam ?  Nic, odpowiada adwokat wchodzimy na salę rozpraw i pan prokurator powie przed wysokim sądem, że wycofuje wniosek o moją deportację . A co dalej, drążę ? Nic, odpowiada, to tak jakby tej sprawy nigdy nie było. Nie do wiary szepczę, a kaucja ? Zostanie zwrócona natychmiast, pada odpowiedź !!!! Hura krzyczę, to znaczy, że jestem wolny !!! No nie do końca, tylko w granicach RPA, niestety. Chociaż dobrze, że to taki duży kraj, pocieszam się , więc się nie zanudzę . Robię dobrą minę do złej gry ! A może nasza dzielna, polska prokuratura też się kiedyś wreszcie pokwapi o uchylenie nakazu aresztowania i listu gończego !
 
Wchodzimy na salę sądową. Wszystko odbywa się bardzo szybko... tak jak mnie poinformowano..może trzy do pięciu minut. A gdzie jest orzeczenie sądowe, pytam ? Jakie orzeczenie ? Tej sprawy nie było, odpowiada mecenas. Jak to nie było ? A moje zatrzymanie ? To było, ale sprawa została zdjęta z wokandy i to jest koniec.”

Film o sprawie: http://sklep.fonografika.pl/product_info.php?products_id=9553


(0) komentarzy / skomentuj

Projekt okładki książki "Wszystkie ręce umyte. Sprawa Barbary Blidy" 23-10-2010 14:06

(1) komentarzy / skomentuj

Zawsze tak jest, że w kluczowych sprawach nie działają kamery, aparaty... 22-10-2010 22:49

(0) komentarzy / skomentuj

W internecie mobilizacja poparcia dla słów Beaty Kempy, która chce inwigilacji internetu przez ABW. Blogerzy i autorzy wpisów pozbywają się anonimowości, by ułatwić pracę ABW. Podobno Salon24 zawiesza działalność. Najbardziej znana blogerka już nie będzie używała pseudonimu... 21-10-2010 10:03

(0) komentarzy / skomentuj

Wolałbym tanie obiady dla studentów, tak jak w Ameryce 20-10-2010 11:04

Polityka, Polityka i obyczasje, s.130
(0) komentarzy / skomentuj

A tak od siebie, bez lansowania jednego słusznego przekazu, nie można? 19-10-2010 20:02

Ksero z tą samą ilustracją o hasłach PO pokazana godzinę temu przez Kamińskiego ( w programie Tak jest), wyciągnięta została teraz w Faktach po Faktach przez Czarneckiego. A tak od siebie, bez lansowania jednego słusznego przekazu, nie można?


(0) komentarzy / skomentuj

Dolewanie oliwy do ognia 19-10-2010 15:04

Tyle nienawiści w komentarzach, po każdej ze stron. Dolewanie oliwy do ognia. Przypomnieć warto, że to nie pierwsza tragedia, za którą stoi polityka (politycy i dziennikarze). Wygodna amnezja. Wnioski z dramatu, mordu w Łodzi, nie zostaną wyciągnięte. Rowy zostały wykopane. Każdy okopał się po swojej stronie i ma ochotę wyeliminować, zniszczyć przeciwnika, postawić na swoim.


(0) komentarzy / skomentuj

Rozenek donosi na szfa MON (Pierwsza strona tygodnika NIE) 18-10-2010 12:17

6 czerwca tego roku wiceminister w MON Marcin Idzik podpisał umowę o wydzierżawieniu na potrzeby najważniejszych osób w państwie dwóch samolotów embraer 175. Upoważnił go do tego min. Bogdan Klich. Pisałem, że są to samoloty nienadające się do tego celu. Nie przewożą VIP-ów w żadnym innym kraju na świecie. Dowodziłem też, że dzierżawa ta jest naruszeniem przepisów ustawy Prawo Zamówień Publicznych. Te same zastrzeżenia zgłosiło środowisko ekspertów lotniczych oraz branżowa prasa ze „Skrzydlatą Polską” na czele. Nikt na naszą krytykę rzeczowo nie odpowiedział. Czynności związane z podejrze-niami o korupcję prowadzą równolegle ABW i CBA. Wciąż nie wiemy, jakie motywy przyświecały kierownictwu MON. Prawo zostało jednak złamane jakiekolwiek były tego motywy. W związku z tym składam na ręce prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta poniższe zawiadomienie.


Warszawa, 2010.10.18
Szanowny Pan
Andrzej Seremet
Prokurator Generalny RP
Zawiadamiam o możliwości popełnienia przestępstwa między innymi z art. 231 kk (przekroczenie uprawnień) przez ministra obrony narodowej Bogdana Klicha i wiceministra obrony narodowej Marcina Idzika. Polega ono na:
• złamaniu ustawy Prawo Zamówień Publicznych,
• narażeniu skarbu państwa na straty o znacznych rozmia-rach.

Stan prawny
Prawo Zamówień Publicznych dotyczy zakupu przedmiotów, jak i usług, w tym również dzierżawy, wynajmu czy czarteru na kwotę przekraczającą 14.000 euro (ok. 56 tys. zł). Stosować je między innymi „jednostki sektora finansów publicznych”, czyli MON. Ustawa w art. 67 dokładnie reguluje postępowanie z wolnej ręki.
Wiceminister Idzik, podając podstawę prawną umowy wskazał na art. 67 ust 1 poz. 3. Przepis ten mówi, że można dokonać zamówienia bez przetargu Ze względu na wyjątkową sytuację niewynikającą z przyczyn leżących po stronie zamawiającego, której nie mógł on przewidzieć, wymagane jest natychmiastowe wykonanie zamówienia, a nie można zachować terminów określonych dla innych trybów udzielenia zamówienia.
Ową „wyjątkową sytuacją” jest zdaniem Idzika i Klicha katastrofa samolotu TU 154M, która wydarzyła się 10 kwietnia tego roku. Nie dało się jej przewidzieć, a remont drugiego tupolewa spowodował konieczność zapewnienia transportu lotniczego dla najważniejszych osób w państwie.

Kłamstwo
Ten argument jest nieprawdziwy. Stanowi nieudane wykorzystanie tragedii z 10 kwietnia do machinacji. Klu-czowe jest tu sformułowanie ustawy niewynikającą z przyczyn leżących po stronie zamawiającego. Otóż wyjątkowa sytuacja wynikła wyłącznie z przyczyn leżących po stronie zamawiającego, czyli MON.
Od 28 lutego 2008 r. MON posiadał gotowy do ogłoszenia przetarg na średnie samoloty dalekiego zasięgu (nr referencyjny postępowania 195/L/MON/ZIT/ZPU/ZO/2007). Mimo to wszelkie wysiłki kierownictwa resortu obrony zmierzały do bezprawnego pozyskania w jakikolwiek sposób samolotów embraer.
Minister Klich unieważnił gotowy przetarg, którego wymagania dyskwalifikowały embraera, a następnie wydał trzy decyzje:
Nr 220 z 2 lipca 2009 w sprawie powołania zespołu odpowie-dzialnego za zapewnienie przewozu ważnych osób w państwie (cytat z dokumentu: …w celu (…) przejęcia przez 36 Specjalny Pułk Lotnictwa Transportowego dwóch samolotów typu Embraer 175 LR)
Nr 287 z 20 sierpnia 2009 w sprawie kontynuowania prac zespołu odpowiedzialnego za zapewnienie przewozu ważnych osób w państwie (cytat z dokumentu: …w celu (…) przejęcia przez 36 Specjalny Pułk Lotnictwa Transportowego dwóch samolotów typu Embraer 175 LR)
Nr 40 z 3 lutego 2010 w sprawie zwiększenia możliwości transportu lotniczego dla najważniejszych osób w państwie w okresie przejściowym (cytat z dokumentu: …polecam przeprowadzić postępowanie mające na celu zawarcie umowy, której przedmiotem będzie udostępnienie dwóch samolotów Embraer 175 od Polskich Linii Lotniczych „LOT” SA w latach 2010-2013)
Katastrofa wydarzyła się przeszło dwa miesiące po ostatniej decyzji ministra Klicha, zatem nie można tłumaczyć nią machinacji z embraerem i zastosowania trybu z wolnej ręki.
Świadczy o tym również fakt, że w 2009 r. w Szwajcarii przeszkolono 12 pilotów z 36. SPLT (dwóch z nich zginęło w wypadku pod Smoleńskiem) do latania na embraerach, między innymi przy użyciu symulatorów lotu. Te kosztowne (kilka mln zł) szkolenia nabierają dodatkowego, makabrycznego znaczenia w kontekście faktu, iż w MON brakowało środków na przeszkolenie pilotów na symulatorach tupolewa(!). Na marginesie: przeszkolenie wojskowych pilotów do latania na embraerach okazało się zupełnie bezcelowe. Samoloty wydzierżawione przez MON są bowiem obsługiwane przez cy-wilne załogi.

Tylko embaer
Sąd Najwyższy w uzasadnieniu wyroku z 8 lipca 2001 r. określił zasadę: …skorzystanie z możliwości udzielenia zamówienia w trybie z wolnej ręki jest dopuszczalne wtedy, gdy okoliczności, iż zamówienie może wykonać tylko jeden wykonawca, ma charakter obiektywny, a nie opiera się na subiektywnym przekonaniu zamawiającego.
Tymczasem wkrótce po katastrofie smoleńskiej na ręce ministra Klicha wpłynęło takie pismo (fragmenty):
W imieniu całego kierownictwa i spółki Dassault Aviation pragnę wyrazić szczere wyrazy ubolewania dla Narodu Polskiego związane z katastrofą w Smoleńsku (…) pragniemy zadeklarować naszą gotowość do wszelkich rozmów z Ministerstwem Obrony Narodowej mających na celu przyszłe działania zmierzające do poprawy sytuacji polskich maszyn VIP, tj. natychmiastowego przekazania Siłom Powietrznym RP 1-2 maszyn klasy Falcon w standardzie VIP.
Dassault jest renomowanym francuskim producentem samolotów używanych w wielu krajach świata do przewozu najważ-niejszych osób w państwie.
Czyli kierownictwo MON nie mogło mieć „obiektywnego przekonania”, że dostawę może zrealizować tylko jeden wykonawca (EuroLOT). Nie mogło mieć nawet „subiektywnego przekonania”. Wiedziało, że jest co najmniej jeszcze jeden oferent. Zatem nie ulega wątpliwości, że minister i wiceminister świadomie złamali prawo.

Szkody finansowe
Najpierw Ministerstwo Skarbu dofinansowało EuroLOT kwotą 200 mln zł (w formie papierów wartościowych) na zakup embraerów. Następnie MON podpisało umowę dzierżawy tych samych embraerów na 3,5 roku (do 2013). Minister Klich na poczet tej umowy kazał zapewnić w budżecie resortu 50 mln zł na rok 2010 i po 35 mln na lata 2011-2013. Razem 155 mln zł. Nie jest to koszt ostateczny, jaki poniesie skarb państwa, bowiem MON wystąpiło do użytkowników, czyli kancelarii Sejmu, Senatu, premiera i prezydenta z wnioskiem o dodatkowy udział finansowy tych instytucji w kosztach eksploatacyjnych embraerów. Od przyszłego roku kancelarie będą płaciły określoną stawkę za każdą godzinę lotu. Na dodatek samoloty embraer 175 wymagają moderniza-cji do standardu VIP. Producent określił jej koszt na ok. 60 mln zł (za dwa samoloty). Nie wiadomo, co zdecyduje MON, czy będzie wozić premiera i prezydenta samolotem o komforcie zbliżonym do miejskiego autobusu, czy szarpnie się na przeróbkę embraerów.
Łącznie skarb państwa na szemrany interes z embraerami wydał co najmniej 355 mln zł. Za te pieniądze można było kupić trzy nowe samoloty najlepszych na świecie produ-centów (Dassault, Gulfstream, Bombardier), w pełni spełniające wymagania Sił Powietrznych, z okresem eksploatacji 30 lat. I zostało by jeszcze trochę grosza na kilkuletnią eksploatację.

Eksploatacja
Według skrzętnie skrywanych przez LOT statystyk dwa „rzą-dowe” embraery od czerwca do końca września zaliczyły łącznie 120 godzin lotu. W tym okresie czas łącznych przeglądów (nie przestojów!) tych maszyn wyniósł 1480 godzin. To oznacza, że na godzinę lotu embraera przypada przeszło 10 godzin napraw i konserwacji. Jest to wynik nieznany dotąd w historii lotnictwa!
Nie ma żadnego racjonalnego wytłumaczenia podjęcia decyzji o wydzierżawieniu samolotów embraer od EuroLOT-u. Jest za to jawne oraz świadome złamanie przepisów prawa, przekroczenie uprawnień i narażenie skarbu państwa na straty o wielkim rozmiarze. Liczę, że Szanowny Pan Prokurator potraktuje to doniesienie z właściwą sobie starannością i spowoduje wyjaśnienie tej bulwersującej sprawy i ukaranie winnych.
Z wyrazami szacunku,
ANDRZEJ ROZENEK
z-ca red. nacz. tygodnika „NIE”

(2) komentarzy / skomentuj

Dokumentacja do nowej książki 17-10-2010 19:32

(0) komentarzy / skomentuj

Wreszcie! Merkel o mniejszości islamskiej: Społeczeństwo wielokulturowe zawiodło 17-10-2010 14:09

Wreszcie Kanclerz Niemiec Angela Merkel powiedziała to, co dawno powinno być nazwane po imieniu, że w praktyce nie zadziałała koncepcja społeczeństwa wielokulturowego - "mulitkulti", jak nazwali je Niemcy - w którym ludzie o różnym zapleczu religijnym, kulturowym, etnicznym "żyliby obok siebie" szczęśliwie i zgodnie. To wielokulturowe podejście nie sprawdza się zwłaszcza wobec liczącej ponad cztery miliony ludzi mniejszości muzułmańskiej.


(0) komentarzy / skomentuj

Kryty jak basen 17-10-2010 12:22

 Zbigniew Ziobro robił wszystko, żeby być kryty jak basen - tak mówią w Radio Zet

(Żródło: Jacek Czarnecki w Loży Prasowej)


(2) komentarzy / skomentuj

To już nie jest jazda po bandzie. Wypadliście daleko za bandę. 14-10-2010 21:54


(0) komentarzy / skomentuj

Zabawy amerykańskich chłopców 13-10-2010 22:09

(1) komentarzy / skomentuj

Zabawy amerykańskich chłopców 13-10-2010 21:58

(1) komentarzy / skomentuj

Zabawy amerykanskich chłopców 13-10-2010 21:40

(1) komentarzy / skomentuj

Niepublikowana dotychczas rozmowa ze wspólnikiem Krzysztofa Olewnika została przeprowadzona w 2009 r., dwa dni po wyjściu Krupińskiego z aresztu, gdzie przebywał pod zarzutem udziału w porwaniu Krzysztofa Olewnika. Prokuratura ma problem z udowodnieniem mu winy - do dziś nie wpłynął do sądu akt oskarżenia przeciwko Krupińskiemu. 13-10-2010 10:51

(0) komentarzy / skomentuj

PRowska zagrywka 12-10-2010 15:30

Czytam w „Rzeczpospolitej” o przyznaniu ochrony dla ministra sprawiedliwości Krzysztofa Kwiatkowskiego. Przypominają mi się czasy, gdy Zbigniew Ziobro dostał ochronę przed zamachem… a naprawdę przed prywatnym detektywem G., który na dachu domu miał atrapę radaru (uważano, że to supernowoczesny system podsłuchowy)
Kiedy kilka miesięcy temu  przyznano ochronę prof. Bartoszewskiemu redakcja Wprost poprosiła urzędników o kserokopie listów, anonimów z groźbami. Okazało się, że owszem były obelgi i wyzwiska, kłopot był z przedstawieniem gróźb w ilości uzasadniającej lęk, że ktoś czyha na życie profesora.
Rację ma Robert Zieliński, który podsumował: PRowska zagrywka


(0) komentarzy / skomentuj

Zapowiadano rewolucję: Zostanie wprowadzony zakaz hazardu w Internecie. Jednym z głównych celów restrykcji jest ochrona dzieci i młodzieży przed uzależnieniem od tego typu gier. 12-10-2010 11:15

(0) komentarzy / skomentuj

Historia Jabłońskich, czyli obrona konieczna policjantów, cd. ( Tygodnik NIE) 11-10-2010 23:27

(0) komentarzy / skomentuj

Pytają, kim jest Danuta Bodzek,a tymczasem... 11-10-2010 13:17

Z archiwum bloga:
Kto skontroluje NIK?
26-04-2006 12:16
W Polsce są instytucje, ich szefowie, którzy uważają, że nie podlegają krytyce, szermują wtedy takimi słowami, jak deprecjonowanie autorytetu, działanie na szkodę demokracji. Itp. Okazuje się, że szefostwo Najwyższej Izby Kontroli także wyznaje taki pogląd. Nie podlega krytyce, kontroli społecznej.

Kilka miesięcy temu poświęciłem jeden z programów Konfrontacja, m.in. Najwyższej Izbie Kontroli - Kto skontroluje NIK? Gośćmi w studio byli m.in. Julia Pitera, Przemysław Gosiewski, Wojciech Wierzejski. Właśnie dotarła do mnie wiadomość, że za zapowiedź tego programu została ukarana negatywną oceną kwalifikacyjną główna specjalistka kontroli państwowej NIK Danuta Bodzek. To kolejne reperkusje wywoływane samą zapowiedzią programu. Za zapowiedź programu „Układ medialny”, podała mnie do sądu firma King&King. Teraz szefostwo NIK-u kara swego urzędnika, ale co ciekawe za to, że przez kilkadziesiąt sekund inspektor Danuta Bodzek stała w milczeniu obok mnie. W programie już nie wzięła przecież udziału.

W uzasadnieniu negatywnej oceny czytam, że Danuta Boczek przekazała „wiele nieprawdziwych informacji przedstawicielom środków społecznego przekazu”. Dowodem na to jest notatka służbowa rzecznika prasowego NIK Małgorzaty Pomianowskiej. To nieprawdopodobne, ale z naszych rozmów, towarzyszyli mi współautorzy programu: Mariusz Gierszewski (Radio Zet), Wojciech Sumliński (Wprost), sporządzono notatkę, która była dowolną interpretacją naszych pytań, rzucanych luźno tez. Tym bardziej jest to zaskakujące, bo na prośbę pani rzecznik przyjęliśmy, że nasza półoficjalna rozmowa nie będzie przez nas wykorzystana w programie. Ale jak widać Małgorzata Pomianowska specyficznie pojmuje swoje kontakty z dziennikarzami.

A więc w NIK możesz być ukarany za to, że stoisz w milczeniu przy zapowiedzi programu oraz za notatkę służbową, będącą luźną, nie zweryfikowaną relacją rzecznika prasowego z naszych rozmów. Relacją, której prawdziwość nikt nie sprawdził. Nie wiadomo, czy pani rzecznik oddała w niej prawdziwy obraz naszej rozmowy. A może ta notatka stała się kolejnym elementem walki z niepokornym urzędnikiem? Na marginesie, w tej sytuacji warto od razu w kontaktach z panią rzecznik mieć przy sobie urządzenia rejestrujące i nagrywać, by pozostał autentyczny ślad z rozmów, a nie jej dowolna interpretacja, obarczona jeszcze takimi wadami jak właściwości pamięci pani rzecznik, które nie są powszechnie znane.

Rzecznik NIK, jak i rozmawiający z nami inni urzędnicy NIK doskonale wiedzieli, że opieramy się o dokumenty i to je weryfikowaliśmy. I to dokumenty, które nie dotyczyły sprawy wyłącznie Danuty Bodzek.

O co w tej sprawie właściwie chodzi? W pierwszym programie „Układu lekowego” natrafiliśmy na kontrolę szpitala przy ulicy Niekłańskiej. Na kontrolę, która zapoczątkowła całą serię zdarzeń, które pokazują, co tak naprawdę daje dziś siłę osobom łamiącym prawo. Wbrew pozorom nie jest to kij bejsbolowy, ani karabin maszynowy, ale bezsilność przedstawicieli rozmaitych agend rządowych i instytucji w walce z wszechobecnym układem i korupcją – jak wspomniał Wojtek Sumliński, w programie Konfrontacja.

Cała historia zaczęła się wiosną 2002 roku, gdy kontroler NIK, Danuta Bodzek, natrafiła na nieprawidłowości w fundacji działającej na bazie szpitala przy ulicy Niekłanskiej. Pojawiają się tam takie nazwiska jak były minister zdrowia Marek Balicki, obecny prezes holdingu farmacetycznego Andrzej Kleszczewski, Bogdan Skwarka, były szef Kancelarii Senatu, a dziś dyrektor departamentu prawnego Najwyższej Izby Kontroli, Jacek Ciszecki. Dziwne powiązania, których nikt do tej pory nie mógł przeciąć.

Sprawa ciągnie się w prokuraturze od marca 2005 roku kiedy wszczęto śledztwo. Chodzi o dwa wątki, w tym jeden dotyczący - niedopełnienia obowiązków przez kontrolerów NIK, które miało polegać na tym, że nie została zawiadomiona ani prokuratura ani policja, o tym że zaistniało przestępstwo obietnicy udzielenia korzyści majątkowej głównemu specjaliście NIK.

Mariusz Gierszewski ustalił, że postępowanie istnieje, są przesłuchiwani pracownicy NIK którzy przeprowadzali kontrole, ale także ci pracownicy którzy mogą cos wiedzieć na temat notaki służbowej złożonej przez Panią Bodzek.

W programie miałem czelność zapytać: Jak to jest, że nawet NIK lekceważy doniesienia o korupcji? Czy potem należy się dziwić, że przodujemy w rankingu krajów skorumpowanych?

W sprawie kontroli „układu lekowego” widzimy przez cały czas dość dziwną postawę niektórych funkcjonariuszy NIK. NIK wniósł o wszczęcie postępowanie przygotowawczego przeciwko Andrzejowi Kleszczewskiemu o złamanie tzw. ustawy antykorupcyjnej dopiero 22 maja 2003, po interwencjach poselskich i nagłośnieniu tego przez media? Kto wstrzymywał w NIK te wnioski? Jak się to ma do wniosku prokuratora o warunkowym umorzeniu postępowania karnego, w którym uzasadnieniu czytamy, że „okoliczności popełnienie przez Andrzeja Kleszczewskiego zarzucanego mu czynu nie budzą wątpliwości”. NIK te wątpliwości posiadał. Tłumacząc je niepoważnym - ironicznym brzmieniem notatki sporządzonej przez swojego pracownika, który informował o próbie korupcji.

Wojciech Sumliński zadał w programie kolejne pytania:

W tej sprawie pojawiają się jednak pytania bez odpowiedzi. Jak to możliwe, że dyrektor NIK, pan Józef Kalisz, nie nada jej urzędowego biegu, schowa ją do akt i tym samym nie pozwolił, by oceną jej wiarygodności zajęła się prokuratura? Jak to możliwe, że O istnieniu takiej notatki departament prawny NIK dowiedział się dopiero od dziennikarzy? Jak to możliwe, że wiedział O tym wiceprezes NIK, Piotr Kownacki i nic z tym nie zrobił? Czy to tylko przypadek, że wieloletni współpracownik Piotra Kownackiego, Józef Mikosa były dyrektor generalny NIK, jest zarazem wieloletnim współpracownikiem Andrzeja Kleszczewskiego i pracuje dziś na stanowisku dyrektora generalnego w Holdingu Farmaceutycznym?


Po programie oprócz ukarania Danuty Bodzek, Najwyższa Izba Kontroli w swoim biuletynie zamieściła komunikat rzecznika prasowego Małgorzaty Pomianowskiej, w którym oskarżono nas – moją osobę, Mariusza Gierszewskiego (Radio Zet), Wojciecha Sumlińskiego (Wprost) o manipulację, naruszenie zasad etyki dziennikarskiej. Nie ważne, że zamieściliśmy wypowiedź pani rzecznik NIK, co więcej była przez cały czas na żywo w łączeniu telefonicznym, z czego korzystała i odnosiła się do dyskusji w studio. Z zaproszenia do studia przecież nikt z NIK nie przyjął.

Ponieważ pani rzecznik źle wypadła w programie, uznała, że może napluć na nas pod szyldem Najwyższej Izby Kontroli. Wiedziała, że szefostwo NIK ma za sobą. Szefostwo uznało, że trzeba także jeszcze bardziej przykręcić śrubę głównemu specjaliście kontroli państwowej Danucie Bodzek i wystawiono jej negatywną ocenę za pracę w 2005 roku, za co grozi jej wydalenie z Najwyższej Izby Kontroli.

Kto skontroluje Najwyższą Izbę Kontroli? Warto po raz kolejny o to zapytać.


(0) komentarzy / skomentuj

Krótka recenzja książki Michała Majewskiego i Pawła Reszki „Daleko od Wawelu” 10-10-2010 14:24

Książka o grach pałacowych, intrygach, zawiści, małości, otoczeniu, w którym wszystko jest rozedrgane i pozbawione planu i gdzieś w tym wszystkim człowieku, prezydencie Lechu Kaczyńskim, nie potrafiącym zawiązać krawata, popijającego czerwone wino, który ze swoją manią wszechogarniających go spisków (podsycanych przez jego urzędników),  czuł się w pałacu jak w uwierających, za małych o dwa numery, butach.  Gorzej w tej książce wypadł tylko premier Donald Tusk. Prezydent Kaczyński pomimo wszystkiego wzbudza sympatię, choćby poprzez litość, Tusk wychodzi na krwiożerczego cynika, bezwzględnie wykorzystującego ze swoim otoczeniem słabości Lecha Kaczyńskiego.


(0) komentarzy / skomentuj

Zasłyszane: Jeden z 10 bilingowanych dziennikarzy... 10-10-2010 13:20

Zasłyszane: Jeden z 10 bilingowanych dziennikarzy (wymieninionych w Gazecie Wyborczej), po ujawnieniu akt tajnych, może mieć poblemy środowiskowe. Wyjdzie na wierzch jego nadgorliwa współpraca ze służbami i pisanie tekstów na zlecenie.


(0) komentarzy / skomentuj

Niemenowa nie ma prawa do wszystkiego, jak jej się zdaje 10-10-2010 12:59

Dobre utarcie nosa: Stowarzyszenie "Niemen" z Supraśla może używać w swojej nazwie zwrotu "Niemen" - tak orzekł białostocki sąd okręgowy i oddalił apelację wdowy oraz córki artysty, które chciały zakazać używania pseudonimu artysty. Więcej...


http://bialystok.gazeta.pl/bialystok/1,35235,8486064,Wdowa_po_Niemenie_przegrala_ze_Stowarzyszeniem__Niemen_.html

(0) komentarzy / skomentuj

Lista inwigilowanych ludzi mediów ( z 2008 r.). Nie sprowadzajmy tylko do PiS 08-10-2010 13:13

Inwigilacja to nie tylko podsłuchy, ale i obserwacja, robienie wywiadów, sprawdzanie kont, finansów, rozpoznanie środowiskowe. To znane mi nazwiska, które znalazły się w zainteresowaniu służb, władzy w ciągu minionych trzech-czterech  lat.  Czyli za obecnego rządu PiS i SLD. Na marginesie za PO takze trwa inwigilacja dziennikarzy.

Wielu nazwisk dziennikarzy nei poznamy bo zanaleziono sposób by ich legalnie podsłuchiwać.

Część nazwisk poznałem w czasie przygotowanie układu medialnego.  Dostarczczono mi materiały od obyczajowych po finansowych haków. Osoby dostarczające to ludzie związani ze służbami. Więc nie odpowiada za to tylko obecna władza. Myśląc o inwigilacji nie sprowadzam wszystkiego do ludzi władzy, ale do służb, które tak naprawdę okazują się być ponad politykami. To państwo w państwie. To także wynik mojego śledztwa, które się ciągnie od maja 2007 roku. Lista ta jest dłuższa, ale tylko o tych osobach mam prawo napisać, bo wynika to z mojej wiedzy, że były w ten lub inny sposób inwigilowani. O to pierwsza lista nazwisk.

Ponizej z archiwum mojego bloga. Jest tam tez lista dziennikarzy opublikowana w 2007 roku.

Archiwum bloga:

Dla ABW wszystko jasne, wiedzą kto spiskował przeciwko nim 22-10-2009 23:01

Po południu zadzwonił Łukasz Kurtz i przeczytał zapis stenogramu podsłuchu z mojej rozmowy z Wojtkiem Sumlińskim z godziny 23.44, z dnia 29 lipca 2008 roku, którą odtajniono na rzecz cywilnego procesu wiceszefa  ABW Jacka Mąki. Rozmowa odbywała się chwilę po otrzymaniu przeze mnie pożegnalnego listu Wojtka.

Prokuratura odpowiada 06-11-2009 21:55
Prokurator Robert Majewski, szef wydziału Przestępczości Zorganizowanej prokuratury okręgowej na Pradze, do którego trafiło moje pismo z dnia 17 października br:

„Ponieważ potwierdzono dzisiaj, że rozmowy telefoniczne Wojciecha Sumlińskiego były podsłuchiwane, dokonano też nagrań moich rozmów z Wojciechem Sumlińskim.
 
Zwracam sie z pytaniem, czy - tak jak wymaga tego prawo -zostały zniszczone ponieważ nie posiadały wartości dowodowej.
 
Nasze rozmowy miały tylko i wyłącznie charakter prywatny i zawodowy (dziennikarski).
 
Proszę też o informację, czy w przypadku zniszczenia takich materiałów osoba podsłuchiwana, a nie podejrzana, nie powinna być o takim fakcie powiadomiona? Jeżeli tak, to proszę o powiadomienie mnie co stało się z nagraniami i stenogramami moich rozmów z Wojciechem Sumlińskim.”

Odpowiedział:

Pan Sylwester Latkowski

W odpowiedzi na Pańską korespondencję mailową z dnia 17.10.09r. dot. Sprawy Ap V Ds. 17/09 uprzejmie informuję, że zgodnie z art. 238 kpk Sąd zarządza zniszczenie utrwalonych w trybie art. 237 kpk  zapisów w przypadku stwierdzenia, że nie mają znaczenia dla postępowania karnego.

Wniosek o zniszczenie takich materiałów  kieruje prokurator prowadzący postępowanie, który do czasu zakończenia postępowania  ocenia zasadność i przydatność wszystkich dowodów, w tym zapisów treści rozmów telefonicznych. W przypadku stwierdzenia w toku śledztwa o sygnaturze Ap V Ds. 17/09, że zapisy konkretnych rozmów  telefonicznych nie mają znaczenia dowodowego dla postępowania karnego stosowny wniosek zostanie skierowany do sądu.

Nadmieniam, że przy analizie przedmiotowych rozmów – istotne są treści wypowiadane przez  podejrzanego, a nie osoba rozmówcy.

Robert Majewski

Zrozumiałem, dlaczego prokuratura nie odpowiedziała na moje ostatnie pismo w tej sprawie i schowała głowę w piasek. Jakoś odważniejsza była odtajniając podsłuchy i wyrażając zgodę na wykorzystanie dla prywatnej sprawy wiceszefa ABW.

Kiedy wchodziłem do studia Polsat News natknąłem się na posłankę PiS Betę Kempę i posłankę PO Julię Piterę. Ta pierwsza chętnie rozmawiała, druga się tylko uśmiechnęła. 
– Chichot historii – powiedziałem do Beaty Kempy. -  Wszystko się wywróciło do góry nogami. Wcześniej za waszych czasów ABW stało pod moim domem a teraz…
- My przynajmniej podsłuch Wojtka Czuchnowskiego kazaliśmy natychmiast zniszczyć – odrzekła.

Kilka godzin później na spokojnie przeczytałem stenogramy podsłuchów, pojąłem już jaką układankę ułożyło sobie ABW by wykazać, że Wojciech Sumliński zaaranżował spektakl medialny, w czasie którego miał upozorować próbę samobójczą, by w ten sposób uniknąć tymczasowego aresztu. Pomagać mu w tym mieli dziennikarze, a jak twierdzi jedna z osób bliska ABW,  brał w tym też udział ksiądz. Brakuje tylko analizy psychologicznej nagrań audio rozmów Wojtka, ale może one też się za chwile pojawią odtajnione na procesie wytoczonym przez Jacka Mąkę.  Smutne to wszystko.

Czy zniszczyliście moje podsłuchy (moje rozmowy z Sumlińskim)? 18-10-2009 09:49
Warszawa, 17 październik 2009

Pan Prokurator
Bogusław Michalski
Prokuratura Apelacyjna
w Warszawie
 
Ponieważ potwierdzono dzisiaj, że rozmowy telefoniczne Wojciecha Sumlińskiego były podsłuchiwane, dokonano też nagrań moich rozmów z Wojciechem Sumlińskim.
 
Zwracam sie z pytaniem, czy - tak jak wymaga tego prawo -zostały zniszczone ponieważ nie posiadały wartości dowodowej.
 
Nasze rozmowy miały tylko i wyłącznie charakter prywatny i zawodowy (dziennikarski).
 
Proszę też o informację, czy w przypadku zniszczenia takich materiałów osoba podsłuchiwana, a nie podejrzana, nie powinna być o takim fakcie powiadomiona? Jeżeli tak, to proszę o powiadomienie mnie co stało się z nagraniami i stenogramami moich rozmów z Wojciechem Sumlińskim.

Z poważaniem,
Sylwester Latkowski

Faktem jest, że od wielu lat służby specjalne i policyjne inwigilują media 17-10-2009 08:44


Spotkanie odbywało się w jednym z centrów handlowych, tuż po wyjściu Wojtka Sumlińskiego z izby zatrzymań, gdy sąd nie zgodził się na jego aresztowanie. Wojtek poprosił mnie bym towarzyszył jego spotkaniu z dziennikarką Anną Marszałek.  W blogu, pod datą 20-05-2008 22:31 widnieje wpis, opatrzony zdjęciem „smutnych panów”:

„Smutni panowie dwaj, w skórach, nie mający o czym ze sobą rozmawiać, którzy przykleili się do spotkania z jednym z bohaterów ostatniej akcji ABW.”

Obaj panowie zachowywali się bezczelnie, w ostentacyjny sposób przyglądali się nam.  Nie przyszli tu tylko by inwigilować Wojtka Sumlińskiego, ale pokazać jemu, nam, kto tu jest górą. Oddziaływali cały czas na niego. Poddawano go presji. Sporządzono jego portret psychologiczny, o czym pisałem wcześniej.  Dawno uznali, że Wojciech Sumliński to ich potencjalny „plastyczny świadek”, wystarczy go tylko złamać. Przy okazji pokazali jaki mają stosunek do mediów. Mamy się ich bać, mieć świadomość, że o wszystkim wiedzą. Kontrolują nas.

Kiedy Wojtek Sumliński przebywał w szpitalu doszło do incydentu przed moim domem. Znowu pojawili się "smutni panowie". Ale tu już muszę mieć upoważnienie dwójki dziennikarzy, którzy spotkali się wówczas ze mną w sprawie Wojtka Sumlińskiego, by opowiedziec więcej.

Czas może wreszcie na to by środowisko w kwestii inwigilacji mediów zajęło solidarne stanowisko, a nie zajmowało się sprawą inwigilacji incydentalnie. Faktem jest, że od wielu lat służby specjalne i policyjne inwigilują media. Pozornie tylko są to działania pod kontrolą prokuratorską i sądową.

Sprowadzanie inwigilacji do podsłuchów jest spłycaniem problemu 06-08-2009 12:52

Nie było nielegalnych podsłuchów…  To czego obawiali się minister Zbigniew Ziobro, niektórzy funkcjonariusze ministerstwa, prokurator krajowy Jerzy Engelking, inni prokuratorzy, którzy zaczęli używać nierejestrowanych kart telefonicznych, tzw. pre paidów?

Prokuratura w Zielonej Górze prowadziła śledztwo w taki sposób by nie narazić się nikomu, a nadzór temu przyklasnął. Więc sprowadzono śledztwo do kontroli papierów, jeśli było pokrycie w nich, to nie było sprawy. Prokuratorów nie interesowało to, że ktoś mógł manipulować przesłankami do zastosowania podsłuchu.  Na przykład występowano o podsłuch podając, że dana osoba jest podejrzewana o handel narkotykami, choć nigdy nie miała przedstawionych takich zarzutów.

Zresztą sprowadzanie inwigilacji do podsłuchów jest spłycaniem problemu.

Nielegalne działania operacyjne policji? 23-05-2009 20:14

- Małgorzata Wierchowicz zawsze miała nietypowe metody pracy śledczej, więc czemu nie miała się zgodzić na to by upić winem  Maciej Dudę. Bo upić go miała właśnie winem, Duda podobno jest miłośnikiem wina. Wierchowicz uważała, że Duda ze względu na swoją budowę i sposób wysławiania musi mieć problemy z nadużywaniem alkoholu.
- Bez żartów, tak stwierdziła?
- Tak.
- Z fizjonomii wyczytała? Barwy głosu? Zrobiła jego portret psychologiczny?
- Oczywiście Wierchowicz dzisiaj zaprzecza, że miała przeprowadzić działania operacyjne wobec Dudy przy pomocy wina.  Zaznaczyła jednak, że nie wyklucza, iż zasugerowano jej sprawdzenie bilingów dziennikarza. W czasie spotkań piła tylko kawę, herbatę, wodę mineralną. A Duda zamiast wina pił piwo i niestety nie upijał się, bo zaledwie kończył na dwóch szklankach.
- Czyli jednak nie nadużywa alkoholu.
- Wierchowicz nie raz spotykała się z Dudą, i nie tylko jak mówi teraz na protokół, by poznać jego źródła informacji. Wiadomo, że ekipa Papały dba o dobry pijar i z niektórymi dziennikarzami stara się dobrze żyć. Opisał pan sam sprawę pewnego przecieku w swojej książce („Zabić Papałę”). Wierchowicz prawie odniosła sukces, mówiła, że raz była bardzo blisko, bo Duda podał pewien szczegół ze śledztwa w sprawie Papały i wykonał przy niej telefon by potwierdzić tę informacje. Rozmowa trwała krótko i Duda ją potwierdził. Nie zakładał, że stanie się obiektem inwigilacji. Co jak co ale Wierchowicz nie miała przy nim zawsze zasznurowanych ust w sprawie śledztwa. Jednak po tym spotkaniu zażądała w trybie operacyjnym bilingów Dudy by ustalić z kim się kontaktował. Operacyjnym, czyli bez zgody prokuratury. Należy mieć świadomość, że ekipa „Generał” ma specjalny status i przymyka się oko na formalne sprawy. Doprowadziło to niektórych do demoralizacji, lekceważenia zasad pracy operacyjnej. Rozmówcą dziennikarza była nieznana kobieta z Trójmiasta. Raz ten telefon logował się w trzech przekaźnikach, w Popowni i w okolicach ministerstwa sprawiedliwości. Ostatecznie nie udało jej się ustalić czyj był to numer. Choć raczej w to wątpię.

- A co robiła Małgorzata Wierchowicz na spotkaniach u Ziobry?
- Polubili się, a minister wiedział, że szefowa grupy „Generał” czasami może wyświadczyć jakąś usługę, przy tym to skarbnica wiedzy o wielu osobach w Polsce. Wierchowicz oczywiście twierdzi, że na spotkania zapraszała ją prokuratura, a nie Ziobro.  Ma problem jednak z pamięcią Kowalskiej, która potwierdziła, że często się spotykali. Ziobro dzwonił do niej albo kazał żeby Wierchowicz zadzwoniła albo  przyjechała. Dlatego uważała, że prawdopodobna była sytuacja, w której Ziobro wydawał jakieś polecenie Wierchowicz. Obecnie się od niego dystansuje. Powiedziała, że jeżeli ktoś był podsłuchiwany to był ktoś nielubiany przez ówczesne kierownictwo resortu.
- Tak powiedziała?
- Tak
- Bardzo szczera wypowiedź.
- Czy był to jedyny dziennikarz wobec którego Małgorzata Wierchowicz podejmowała działania operacyjne?
- Wiem jeszcze o jednym przypadku, poza Dudą, sprawdzania operacyjnego dziennikarza.
- Na czyje zlecenie? W ramach jakiej tajnej policyjnej operacji? Kto je akceptował?
- Proszę nie żartować, większość rzeczy działo się na gębę. Wierchowicz powinna z każdego spotkania sporządzić notatkę, przedstawić ją przełożonym.
-  Czy chce pan powiedzieć, że dokonywano nielegalnych działań operacyjnych?
- Tak to wygląda.
- I co na to komendant główny policji, szef MSWiA?
- Proszę ich zapytać.

Lista inwigilowanych ludzi mediów za PIS ( Nie chodzi tylko o podsłuchy) 17-10-2008 23:07
Były minister Zbigniew Ziobro z uśmiechem na twarzy przekonuje, że inwigilacja za czasów, gdy rządził, zmalała. Na konferencji cytuje oficjalne dane o zakładanych podsłuchach. Za PIS według statystyki zmalała ich ilość. Tymczasem inwigilacja to nie tylko podsłuchy, ale i obserwacja, robienie wywiadów, sprawdzanie bankowych kont, finansów, kontrolowanie budowy domów, mieszkań, sprawy obyczajowe, rozpoznanie środowiskowe, grzebanie w życiorysie. Zbierano haki, tylko dlatego, że nie podobała się  ta czy inna osoba lub uznana została za przeciwnika politycznego. Jedną z grup podlegających inwigilacji (szeroko rozumianej, patrz wyżej) były media.

Poniżej lista osób, które według mojej wiedzy doświadczyły specyficznego zainteresowania niektórych decydentów PIS.To wiedza zgromadzona przez ostatnie lata. Część z nich padała już w publikacjach prasowych w Dzienniku, Gazecie Wyborczej, Newsweeku. Przypomnę tekst  mój  i Piotra Pytlakowskiego  „Wszyscy byli odwróceni” (Polityka), w którym opisaliśmy dlaczego niektórzy dziennikarze byli poddani inwigilacji.  Uważni czytelnicy bloga od lat  powinni pamiętać moje wpisy na ten temat. Proszę nie wymagać bym podawał swoje źródła informacji.

Jerzy Baczyński
Jan Wejchert
Mariusz Walter
Zygmunt Solorz
Nina Terentiew
Wojciech Czuchnowski
Romana Daszczyński
Maciej Duda
Piotr Pytlakowski
Bertold Kittel
Roman Osica
Andrzej Rozenek
Sylwester Latkowski
Tomasz Lis
Robert Zieliński
Krzysztof Wójcik
Monika Olejnik
Grzegorz Indulski
Tomasz Sekielski
Anna Marszałek
Janina Paradowska
Kuba Wojewódzki
Piotr Pacewicz
Łukasz Kurtz
Marek Kęskrawiec
Andrzej Stankiewicz
Piotr Śmiłowicz
Piotr Sieńko
Andrzej Morozowski
Jacek Żakowski
Marek Balawajder
Ewa Święcińska

Może już niektórzy zapomnieli, ale obowiązywała czarna lista dziennikarzy w ministerstwie sprawiedliwości. Do rozpracowywania dziennikarzy używano wysokich funkcjonariuszy policji i ABW.  Czasami wydawało się to wręcz śmieszne. Oto na jednej z narad powstał groteskowy plan rozpracowania Macieja Dudy. Zlecono to wysokiej randze funkcjonariuszce policji.  Dostała polecenie od Zbigniewa Ziobry i Janusza Kaczmarka,  by umówić  się z nim na wino (Duda jest podobno miłośnikiem wina), upić go i dowiedzieć się, kto jest jego informatorem. Załatwić także jego bilingi telefoniczne.

Zapytany o komentarz Maciej Duda (obecnie Newsweek), odpisał :

- Wiem o sprawie od swoich źródeł, które były świadkami tych ustaleń. Rok temu próbowałem na własną ręke ustalić, czy rzeczywiście powstał plan takiego niby operacyjnego rozpracowania mnie. Historia ta jest w sumie śmiechu warta, ale tak naprawdę czasami czuję ciarki ze strachu na plecach, gdyż wiem, że czy to politycy czy ludzie służb, czy wpływowi biznesmeni mogą sięgać po zupełnie nieformalne metody by zdobyć informacje o dziennikarzach lub by ich spróbować skompromitować. Każdej władzy zależy na kontrolowaniu mediów. Wielokrotnie padałem i padam ofiarą czarnego PR.  Wiem, że prokuratorzy w Zielonej Górze przesłuchują świadków, sprawdzają czy rzeczywiście próbowano mnie rozpracowywać. Wierzę, że to śledztwo zakończy się jednak sukcesem.

Śledczy z Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze sprawdzają przypadki inwilgilowania innych dziennikarzy. Chodzi tutaj o nielegalne, pięciodniowe podsłuchy zakładane w ramach operacji Centralnego Biura Śledczego gdy kierował nim Jarosław Marzec. Podsłuchiwani w ten sposób mieli być Wojciech Czuchnowski (GW), Bertold Kittel ( TVN i "Newsweek Polska"), Piotr Pytlakowski ("Polityka"), Sylwester Latkowski (niezależny dziennikarz, reżyser) oraz Łukasz Kurtz ("Polsat"). Oprócz nich media donosiły o podsłuchiwaniu Romana Osicy i Marka Balawajdera ( "RMF FM") oraz Roberta Zielińskiego ("Dziennik")

Wreszie Zbigniew Zioro powiedział prawdę 27-06-2008 19:21

Były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro wyjaśnił, dlaczego nie używano służbowych telefonów, a na karty pre-paid.  Tłumaczy Magdalenie Rubaj z "Dziennika": "Trzeba było zachować najwyższe standardy bezpieczeństwa, bo nasze państwo kontroluje podsłuchy w bardzo ograniczonym zakresie(...) Podkreślam, nasze państwo ma bardzo ograniczoną możliwość kontroli ewentualnych nielegalnych podsłuchów"


Jaki pretekst użyto by nadal inwigilować realizację filmu o sprawie zabójstwa generała Marka Papały? Podobno miało się coś zmienić w kwestii inwigilacji mediów? Dla kogo tak naprawdę zagrożeniem jest ten film? 19-12-2007 23:49

Godzina 14. Chińska restauracja na rogu Grójeckiej i Bitwy Warszawy. Miejsce spotkań policjantów i ludzi WSI oraz SKW. Spotykam się tam z jednym z dziesięciu członków nieistniejącej policyjnej grupy „Desperado”, powołanej przez generała Marka Papałę. Byli ludźmi z zewnątrz, z komend rejonowych. Oddani wyłącznie Papale. Wzbudzali niechęć u  funkcjonariuszy pracujących w Komendzie Głównej Policji. Jak mówi mój rozmówca, chodząc korytarzami komendy powinni używać lusterek, by widzieć co dzieje się za ich plecami.

W czasie naszej rozmowy do stolika obok, przysiada się mężczyzna. Nie wybrał innego, oddalonego od nas miejsca, pomimo, że było wolne.  Jakby zależało mu by być najbliżej nas, by dokładnie słyszeć naszą rozmowę. Zamawia piwo i zaczyna czytać gazetę od tyłu. Czyta ją na siłę, raczej błądzi po stronach oczami. Widać, że go nie interesuje albo jego uwaga jest skupiona na innej czynności niż lektura „Super Expresu”.

Spoglądamy na siebie porozumiewawczo z moim rozmówcą.
– Pani stolik dalej kilkukrotnie ustawiała na nas swoją torebkę - oznajmia. – Robi zdjęcia.

Jako były przykrywkowiec jest wyczulony na nienaturalne zachowania ludzi. Po jakieś chwili stwierdzam, że nie ma sensu dalej tu rozmawiać. Moje pytania zaczną coś im mówić, proszę byśmy wyszli na zewnątrz.

Kiedy mój rozmówca wraca beze mnie do lokalu, gdzie ma się odbyć imieninowa impreza jego znajomego, nasz sąsiad zabiera gazetę, bierze torbę i opuszcza lokal.

Później dowiaduję się, że pani ma na imię Anna, a sąsiad to Zbyszek. Byli to ludzie z "B-etki", policyjnej obserwacji

Czemu służyła ta inwigilacja?

Zmowa milczenia nad inwigilacją mediów 24-11-2007 16:40
Mijają kolejne miesiące i nadal trwa cisza w związku z inwigilacją mediów. W prasie (m.in. Gazeta Wyborcza, Polityka, Newsweek, NIE) pojawiły się konkretne nazwiska osób (Marek Balawajder, Wojciech Czuchnowski, Romana Daszczyński, Maciej Duda, Bertold Kittel, Sylwester Latkowski, Anna Marszałek, Roman Osica, Piotr Pytlakowski, Igor Ryciak, Andrzej Rozenek, Krzysztof Wójcik) i nikt z polityków nie chce tego wyjaśnić. Co jest prawdą, a co fikcją? Jak wyglądała? Czemu służyła? Były podstawy, czy nie?

Przy tym niektórzy dziennikarze także nie są tym zainteresowani. Stowarzyszenia dziennikarskie milczą. Wyznanie Janusza Kaczmarka, że odsłuchiwanie przez Zbigniewa Ziobro i Bogdana Święczkowskiego w gabinecie ministra sprawiedliwości nagrań z podsłuchów dziennikarzy było z jego strony „ściemą” uogólniono do stwierdzenia, że Kaczmarek zaprzeczył inwigilacji dziennikarzy. A to nieprawda. Nie zaprzeczał inwigilacji, a tylko odsłuchiwaniu podsłuchów przez ministra sprawiedliwości i szefa ABW.


O prokuraturze i służbach wolę nie mówić, bo tym zawsze na rękę jest to, aby trwała cisza nad tą sprawą. Wolą nadal wykorzystywać posiadane narzędzia, dzięki którym tak łatwo przypodobać się rządzącym i ukryć swoje błędy lub popełniane przestępstwa. Pragną mieć wgląd w to, co robią media i jeśli to możliwe, by móc je pacyfikować.

Nadal ciągnę własne dziennikarskie śledztwo. Pojawia się w nim kolejne nazwisko osoby, którą można dopisać do listy inwigilowanych dziennikarzy. Na celownik miał trafić także Robert Zieliński z „Dziennika”.  Zajmowanie się funkcjonariuszami wymiaru sprawiedliwości i jego bezpośredniość w kontaktach z nimi musiała się tak zakończyć. 

Warto pamiętać, że Inwigilacja to nie tylko podsłuchy, ale i obserwacja, robienie wywiadów, sprawdzanie kont bankowych, finansów, rozpoznanie środowiskowe, zaglądanie do łóżek. Krótko mówiąc także szukanie haków.

Jeden z funkcjonariuszy od tzw. techniki CBŚ wyjaśnił mi, że coraz częściej u tzw. wrażliwych figurantów (polityków, dziennikarzy, osób publicznych) stosuje się podsłuch w samochodzie, lokalu, wtedy to już nie ma problemu z legalizacją, pozostawianiem śladów u prowaiderów telekomunikacyjnych. Wykorzystywani są także do tego prywatni detektywi, którzy często okazują się być po prostu agentami służb. Następuje pomiędzy nimi i służbami wymiana usług.

- Śladów tej inwigilacji nigdy nie znajdziecie – stwierdził. – Nawet jak znajdziecie pluskwę, nikt do niej się nie przyzna.

Inwigilacja to problem występujący od lat i nie sprowadzajmy jej tylko do ostatniego okresu. Od lat pojawia się ten sam problem, tylko zawsze jest wyciszany. Zapomniany.

Paweł Biedziak, który dobrze wie, jak wyglądają kulisy nadużyć służb, w Gazecie Wyborczej zaproponował wprowadzenie uregulowań prawnych, by ten stan rzeczy wreszcie przerwać. Przynajmniej utrudnić nadużywanie środków inwigilacji.

„Pora zakończyć kontrole operacyjne (m.in. podsłuchy, podglądy) uruchamiane przez policję i służby specjalne bez zgody sądu – pisze Paweł Biedziak. -  Dzisiaj funkcjonariusze za zgodą prokuratora mogą bez aprobaty sędziego w sytuacjach niecierpiących zwłoki podsłuchiwać wybrane osoby. Muszą tylko skierować do sądu prośbę o wyrażenie zgody w przyszłości. Jeśli przez pięć dni sąd nie zgodzi się na zastosowanie podsłuchu, funkcjonariusze powinni zniszczyć nagrania. Ale jak mówią złośliwi, "co się nasłuchali, to wiedzą". Zorganizowanie i opłacenie grupy specjalnie przygotowanych sędziów, którzy dyżurując przez 24 godziny w sądach okręgowych, wydawaliby zgody na wszystkie kontrole operacyjne, nie powinno być większym problemem.”

Jeszcze niedawno podobny pogląd wyrażał w rozmowie ze mną poseł Marek Biernacki. Jako były szef MSWiA, długoletni członek komisji do spraw służb specjalnych musi jeszcze więcej wiedzieć o patologiach związanych ze stosowaniem inwigilacji niż Paweł Biedziak.  Może tym razem, jako szef sejmowej komisji  spraw wewnętrznych i administracji, członek komisji służb specjalnych, wymusi na rządzących projekt ustawy zmieniający obecny stan rzeczy?  Może jemu uda się nie poddać presji służb?

PS. Tygodnik "Newsweek" w artykule Macieja Dudy wraca do sprawy inwigilacji mediów (ZOBACZ TUTAJ). Należy mieć nadzieję, że środowisko dziennikarskie w tej kwestii przestanie się dzielić na prawicowe i lewicowe, rządowe i antyrządowe. Nie będą też miały znaczenia ambicje poszczególnych dziennikarzy.

Powinna nas łączyć sprawa wyjaśnienia kulis inwigilacji mediów, zmiany prawa tak, by uniemożliwiać takie działanie.

Tak jak i razem powinniśmy stać w obronie Katarzyny Hejke i Tomasza Sakiewicza - dziennikarzy "Gazety Polskiej, których warszawski sąd kazał zamknąć na 48 godzin.

Winniśmy wreszcie twardo żądać usunięcia z kodeksu karnego przepisów karzących za nadużycie wolności słowa (artykuł 212 kk).

Ściema Kaczmarka 01-09-2007 15:29
W czasie naszej (z Piotrem Pytlakowskim) rozmowy z Januszem Kaczmarkiem, kiedy poruszaliśmy sprawę inwigilacji mediów Kaczmarek przyznał się do kłamstwa. Janusz Kaczmarek był wówczas prokuratorem krajowym. W autorytecie prokuratora krajowego konfidencjonalnie poinformował o tym, że minister sprawiedliwości z szefem ABW odsłuchiwał nagrań z podsłuchów dziennikarzy.

Zapytany: - Czy to jest prawda,  że Ziobro i Świeczkowski słuchali w gabinecie Ziobry nagrań  dziennikarzy?
Odparł: – To jest nieprawda. Ja nie kojarzę takiej sytuacji, żebyśmy coś we trójkę słuchali. To jest moja ściema.

Pozostaje do wyjaśnienia kwestia, o której pisał Piotr Pytlakowski w „Polityce”, wspomniałem o tym we wpisie w blogu „Nie obwiniajmy za wszystko tylko Zbigniewa Ziobro”, roli CBŚ i ABW w sprawie wykorzystywania podsłuchów i innych działań operacyjnych związanych z detektywem, byłym policjantem, Rafałem R.  Dużo o tym może powiedzieć były szef CBŚ Jarosław Marzec i były szef delegatury trójmiejskiej ABW. Kaczmarek zaprzecza, że miał coś z tym wspólnego.  Nie można odpuścić sprawy inwigilacji mediów, wpływu służb na nie. Opowieści, że służby są czyste w tej kwestii można włożyć między bajki.

Nie obwiniajmy za wszystko tylko Zbigniewa Ziobro 27-08-2007 23:52

Ktaryna pyta: „Dlaczego dziennikarze przez tyle czasu nie pisnęli ani słowem, że byli podsłuchiwani i udawali, że dowiedzieli się o tym dopiero od Kaczmarka? Wiedzieli co najmniej od 29 lipca. Skąd ta zmowa milczenia? Dlaczego naciskali na usunięcie wpisu? Tylko proszę nie mówić, że prowadzili jakieś dziennikarskie śledztwo i dlatego Pana ocenzurowali.”

Odpowiadam:Prośba o wykasowanie wpisu była motywowana potrzebą prowadzenia dalszego śledztwa dziennikarskiego. To jest sprawa wymagająca niezbitych dowodów, potwierdzenia przez wiele źródeł informacji. Obiecałem, że nie będę dalej o tym pisał w blogu. Daliśmy sobie czas do początku września. Kto mógł wiedzieć co siewkrótce wydarzy? Dymisja Kaczmarka i ciąg dalszych wydarzeń?Czy warto było? Chyba nie. Bo dzisiaj sprawę inwigilacji, szczucia, szukania haków przykrywa się ”rewelacjami Kaczmarka”, sprowadzając wszystko do jego zeznań na komisji. A sprawa zaczęła się na początku roku 2007, a niektóre działania wobec mojej osoby miały miejsce już w 2006 roku.

Dopiero w ostatnim czasie, po wykasowanym wpisie w blogu, Piotr Pytlakowski uzyskał wgląd w „Rejestr wniosków i zarządzeń dotyczących kontroli operacyjnych” Komendy Głównej Policji. O tym napisze w najbliższej „Polityce”. Więc jednak prowadzono w tym czasie jak widać skuteczne śledztwo dziennikarskie. Co uzyskali Maciej Duda i Bertold Kittel powinniśmy zgodnie z ich zapewnieniami poznać na początku września na łamach „Newsweeka”.

Od razu zaznaczę, że w przypadku mojej osoby, jak i Piotra Pytlakowskiego, Bertolda Kittla, Wojciech Czuchnowskiego pojawia się także CBŚ. A to oznacza, że musiał o tym wiedzieć Jarosław Marzec i Janusz Kaczmarek (ówczesny prokurator krajowy). Zastanawiające dla mnie jest to, że Janusz Kaczmarek nie wspomniał ani słowem na komisji ds. służb specjalnych o sprawie detektywa Rafała R., która posłużyła do inwigilacji kilku dziennikarzy. Czy jest to sprawa, o której nie mógł mówić bez zwolnienia go z tajemnicy służbowej? Czy też dlatego przemilczał, bo nie był bez winy w tej sprawie? Prawdy nie znam. Mam nadzieję, że wkrótce to się wyjaśni.

Użycie sprawy Rafała R. w stosunku do mojej osoby skutkowało konkretnymi oddziaływaniami na pracę nad moim filmem i książką „Zabić Papałę”.

Wszyscy, którzy dzisiaj chcą sprowadzić sprawę podsłuchów, inwigilacji, szukania haków w sferze mediów do sprawy ostatnich zeznań Janusza Kaczmarka dokonują manipulacji. Świadomie chcą przykryć prawdziwy  problem, który wystąpił także w IV RP. Bo to, że w III RP służby także robiły to samo w stosunku do mediów jest oczywiste. Przykładem może być choćby Maria Wiernikowska i jej praca nad filmem „Zwariowałam”. Ale miało być podobno inaczej.

Kiedy słyszę, że dziennikarze byli podsłuchiwani bo istniała ku temu podstawa, to wyjawię, że moja działalność przestępcza w ciągu minionych lat miała odbicie w programach „Konfrontacja”, po których część osób uznała mnie za PIS-owca, a ostatnie półtorej roku będzie widoczne w filmie i książce „Zabić Papałę”. Życzę dobrego samopoczucia po premierze filmu i książki tym, którzy będę uzasadniali, czemu inwigilowali, knuli, uprawiali czarny PR wobec mojej osoby. W tym mojej rodziny.  Ludzie dawnych służb występujący w sprawie zabójstwa gen. Marka Papały nie doznali takiego zainteresowania służb, ludzi wymiaru prawa, co moja osoba, w czasie realizacji filmu.

Zapewniam, że są materialne dowody w tej sprawie. O tym na razie tyle. Dzisiaj, a także jutro i w środę odbywam kolejne spotkania w tej sprawie.  Od Rafała R. po Janusza Kaczmarka. Czy też to ma być podstawą do dalszej inwigilacji mojej osoby?

Biuro numerów 27-08-2007 00:31
L., znajomy dziennikarz, opowiedział o swojej ostatniej wizycie w prokuraturze okręgowej. Pani prokurator skarżyła się, że długo nie mogli uzyskać jego aktualnego numeru telefonu. Dopiero jak się zwrócili do ABW otrzymali od nich dwa obecnie używane przez niego numery. W tym znali numer nie zarejestrowany na jego osobę. Należy do redakcji jednego z prawicowych tytułów.

Przedsionek piekła? 25-08-2007 09:26
Tak jak pisałem wcześniej, to kwestia czasu. Powoli wychodzą pewne zdarzenia na powierzchnię. Poniżej zamieszczam wpis (datowany przed dymisją Janusza Kaczmarka), który po kilku godzinach publikacji w moim blogu, na prośbę dziennikarzy zdjąłem.  W tym czasie mieli zbierać kolejne informacje w sprawie inwigilacji mediów. Dzisiaj ukazał się tekst Wojciecha Czuchnowskiego. W najbliższej Polityce ma się ukazać artykuł  Piotra Pytlakowskiego. Nie wiem, co ostatecznie napisze Maciej Duda i Bertold Kittel, czy ich tekst kiedykolwiek się ukaże? Z czasem poznamy kolejne puzzle układanki, która nie jest taka prosta jakby się to komuś mogło wydawać – tylko Zbigniew Ziobro chciał inwigilować media. Nie tylko on. Zapewniam. Kto tak naprawdę był zainteresowany sprawą Rafała R?  Do czego naprawdę wykorzystano tę sprawę, a i być może samego Rafała R.?

Dla niektórych Polska to jednak kraj na podsłuchu
29-07-2007 22:59

Przejechałem ostatnio w ciągu kilku dni kilka tysięcy kilometrów polskimi drogami. Konieczność, a nie przyjemność. Odkąd na podsłuchach znaleźli się  Kittel, Pytlakowski, Ryciak i moja osoba, pretekstem miał być niejaki RR (Rafał R), doświadczając wątpliwej przyjemności wścibstwa  Z, Ś i K, należy zakładać, że jednak żyjemy w kraju na  podsłuchu.

Na marginesie, panowie, zazwyczaj ludzie kiedyś wyrastają z podglądania przez dziurkę od klucza. Czyżbyście zatrzymali się na etapie krótkich spodenek? Poczucie wszechwładzy, bycia Bogiem też przy tym będzie krótkotrwałe. Wiecznie na stołkach nie będziecie. Małość panowie pokazali, nic więcej. A  Bertold, Piotr, Igor i Maciej skoro nie chce  tekstu o tym wydrukować niezależna i wolna gazeta, wrzućcie to w Internet.

PS. Kolegów dziennikarzy pracujących zbyt często dla Z, Ś i K. prosiłbym by tym razem zrobili sobie wakacje, a nie posłusznie wykonali "brudną robotę".

Na koniec zacytuję Roberta Zielińskiego, który napisał na zamkniętym forum "Newsroom":  "A to co wiemy, to dopiero przedsionek piekła."

Oczywiście, że urojenia 03-08-2007 16:34
Kolejne wchodzenie w Sopot roku 1998. I dwa zdarzenia. Wieczór na Sopockim Monciaku. Rozmawiam z M. Dwukrotnie błyska flesz. Młody mężczyzna robi nam zdjęcie. Oczywiście, że jest to paparazzi lub mój fan. Następnego dnia. Biały Opel Omega przykleja się do mnie tak nieznośnie, że kilka moich nieprzepisowych manewrów demaskuje jego kierowcę. Zrobił sobie ze mnie przewodnika po Trójmieście. Tym razem to ja robię zdjęcia.


(0) komentarzy / skomentuj

Cóż za trafne uzasadnienie wyboru! 07-10-2010 14:40

Amerykański prawnik Clive Stafford Smith, założyciel organizacji "Reprieve" udzielającej pomocy prawnej więźniom Guantanamo w książce "Bad Men" napisał, że Polska i Rumunia zostały wybrane jako lokalizacja tajnych więzień, ponieważ po 1989 roku "przestały być państwami rządzonymi autorytarnie, ale demokratyczna tradycja jeszcze się w nich nie zakorzeniła, a dociekliwa prasa jeszcze nie dojrzała".


(0) komentarzy / skomentuj

Wraca stare? 06-10-2010 21:37

Dzisiejsze słowa Tuska. Krótko: Cel uświęca środki. Ostatnio przekonywał mnie do tego Bogdan Święczkowski. Język także mi kogoś przypomniał.


(0) komentarzy / skomentuj

Gorący temat (video) 05-10-2010 20:02

(0) komentarzy / skomentuj

Adrianna Biedrzyńska - nagranie finalnego utworu do filmu "Wszystkie ręce umyte. Sprawa Barbary Blidy 03-10-2010 18:24

"Byłam" muzyka i produkcja Piotr Krakowski, słowa Sylwester Latkowski i Piotr Krakowski.
Finalny utwór filmu Sylwestra Latkowskiego i Piotra Pytlakowskiego "Wszystkie ręce umyte. Sprawa Barbary Blidy.
Realizacja i mix nagrania wokalu Ady Biedrzyńskiej: Rafał Smoleń, Studiu Sound and More.
Realizacja teledysku Łukasz Kołtunowicz

http://www.facebook.com/album.php?aid=509718&id=315615305721&ref=mf

(2) komentarzy / skomentuj

Czas pokaże ilu było klakierów Palikota? 02-10-2010 21:51

Po dwudziestu minutach, korzystając z przewijania, nacisnąłem przycisk stop odtwarzacza. Nieudane show Palikota. Czy Środa raz by mogła wstać, a nie tylko z pozycji kanapy komentować rzeczywistość? Infantylne luzactwo, gdy prezenter straszył czerwoną kartką Kalisza. Zapachniało teatralną reżyserią. Czas pokaże ile było tam klakierów, a ile prawdziwych uczestników?


(0) komentarzy / skomentuj

Brutalnie czyli jak? 02-10-2010 14:09

Premier Donald Tusk zapowiedział, że problem dopalaczy będzie rozstrzygnięty w sposób "brutalny". Poprzez łamanie kości, tortury? Będziemy wywozić bez sądu do Szyman i tam jak z więźniami CIA?


(0) komentarzy / skomentuj

Hipokryzja mediów 02-10-2010 10:30

No to jak? Potępiamy dopalacze, czy nie? Barbara Pajchert na FB słusznie zauważa: "Palikot DOPALACZEM polskiej sceny politycznej twierdzi Kuba Wojewódzki w reklamie dzisiejszego kongresu posła. Przy akcji przeciw dopalaczom jaką prowadzi tvn24 od kilku dni brzmi to po prostu jak reklama i to reklama z drugim dnem. Szkoda, że nikt tego nie zauważył i w serwisach tvn24 najpierw pokazują Wojewódzkiego, a zaraz potem - kto właśnie się przekręcił po zażyciu dpopalaczy. Żenada :("


(0) komentarzy / skomentuj

Amerykańskie obietnice 30-09-2010 21:07

Sekretarz obrony USA w gabinecie prezydenta George'a W. Busha, Donald Rumsfeld, obiecał w 2004 roku wypłacić odszkodowania więźniom torturowanym i upokarzanym przez żołnierzy amerykańskich w więźniu Abu Ghraib. Do dnia dzisiejszego nie zapłacono ani jednego dolara.


(0) komentarzy / skomentuj

Przedawnione państwo prawa 30-09-2010 13:25

 W aktualnym numerze tygodnika „Nie” jest porażający artykuł Mateusza Cieślaka „Przedawnione państwo prawa”. Pokazuje on jak mamy nie tylko niesprawiedliwych sędziów ale przede wszystkim nie znających prawa. W publikacji poświęconej rzekomemu pobiciu ucznia przez dyrektora szkoły występuje pięciu takich sędziów. Wydawali wyroki, pomimo przedawnienia sprawy.


(0) komentarzy / skomentuj

Marcinkiewicz stracił resztki wiarygodności 29-09-2010 14:40

Historia medialnego ulubieńca zaliczyła dzisiaj swoje dno. 
Kataryna na Twitter słusznie skomentowała zeznania przed komisją naciskową byłego premiera Kazimierza Marcinkiewicza: "Jak trzeba o zbrodniach reżimu kaczystowskiego opowiedzieć pod przysięgą, to Kazio nie ma nic do powiedzenia." Odpowiedziałem jej: "Bo przez 9 miesięcy był ich uczestnikiem :) 
Mówiąc dłużej, z minuty na minutę, Marcinkiiewcz tracił resztki wiarygodności. W pewnym momencie nawet aparatura nagłaśniająca nie wytrzymała tego ślizgania się po wodzie i padła.
Teraz widzę zapowiedź jego występu w "Faktach po faktach". Rozumiem, że b. premier Marcinkiewicz odpowie na pytanie: Dlaczego rozpowszechniał, jak sam to określił, „plotki nie warte sprawdzenia” ? 


(0) komentarzy / skomentuj

Kabareton, czyli przesłuchanie Zbigniewa Ziobry przez sejmową komisją śledczą ds. śmierci Barbary Blidy 28-09-2010 19:21

(1) komentarzy / skomentuj

Zemsta komendanta 28-09-2010 18:48

(0) komentarzy / skomentuj

Komendant donosi na książkę 28-09-2010 18:37

(0) komentarzy / skomentuj

Komendant Główny Policji donosi 27-09-2010 17:26

Komendant Główny Policji Andrzej Matejuk złożył doniesienie do Prokuratury Okręgowej w Warszawie o popełnieniu przestępstwa ujawnienia tajemnicy państwowej w książce autorstwa mojego i Piotra Pytlakowskiego „Agent Tomasz i inni. Przykrywkowcy”. Więc wyposażony w czerwony identyfikator Świadek Numer O1 wylądowałem na trzecim piętrze prokuratury. Miejmy nadzieję, że na tym się zakończy.


(2) komentarzy / skomentuj

Migalski brał udział w wojnie gangów? 26-09-2010 21:19

Eurodeputowany Marek Migalski brał udział w wojnie gangów? Nie rozumiem jego wypowiedzi: "Jestem zaskoczony tymi słowami, ci ludzie przelewali krew za niego."


(0) komentarzy / skomentuj

Bez komentarza 26-09-2010 12:15

Jacek Nizinkiewicz: Czy Pani ma jakieś polityczne przemyślenia?

Joanna Mucha: Wydaje mi się, że mam.


(1) komentarzy / skomentuj

Honor politykom jest obcy 25-09-2010 21:50

Joanna Kluzik-Rostkowska cieszy się z wywiadu prezesa PiS dla "Newsweeka", ponieważ uznaje go za zaproszenie do prawdziwej debaty.

Gdy Tusk skończył przemawiać Andrzej Halicki był pierwszym, który zerwał się z miejsca, by na stojąco bić mu brawo.


(1) komentarzy / skomentuj

Tendencyjny odbiór transmisji zjazdu PO 25-09-2010 12:29

Na fladze narodowej wiszącej za mównicą, na której przemawia Donald Tusk jest pozioma rysa, skaza, kreska. Przy tym podświetlona. Czego to ma być symbol?

Sławomir Nowak na twarzy nie ma przyklejonego uśmiechu słuchając Donalda Tuska. Dlaczego? Nie chce jeździć superszybką koleją?

Uwaga o zmęczonych oczach, twarzach, jakie zauważy Tusk. Hmm… Kto w nocy popił przed zjazdem i nie jest w stanie teraz słuchać przewlekłego przemówienia prezesa?

Pierwsza uchwała zjazdu PO została przyjęta "optyczną większością".

Przemawiający Schetyna jest nudny jak flaki w oleju. Ożywia go tylko błyszczący garnitur od Armaniego.


(1) komentarzy / skomentuj

Tendencyjny wybór z lektury wywiadu Kaczyńskiego 25-09-2010 12:23

Kaczyński o Migalskim w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”: Przestałem widzieć dla niego miejsce od chwili jego występu w sklepie bieliźniarskim.

Warto pamiętać słowa Kaczyńskiego( jeśli chodzi o przeszłość jak i przyszłość): Ziobro działał na moje osobiste polecenie.

„ Ale Macierewicz to instytucja.” – mówi Kaczyński. Nie wyobrażam sobie, by inaczej powiedział o człowieku, który poznał zasoby archiwalne WSI (niewygodne nie tylko dla jego przeciwników politycznych).

Kaczyński o trafności diagnoz Staniszkis: Ona podejmuje próby rozpoznawania komunikatów z wyrazu twarzy czy też za pomocą innych zabiegów o niskim poziomie pewności.

Ulubione zdanie Kaczyńskiego: To człowiek ze sfery, z którą nie utrzymuję żadnych stosunków.


(0) komentarzy / skomentuj

To jest prawdziwe życie 24-09-2010 23:55

Trzy dni temu sąd nakazał mu zwrot zaległego czynszu - ponad 8 tys. zł. W piątek mężczyzna wrócił do sądu na tę samą salę, na której zapadł niekorzystny wyrok, na rozprawę tego samego sędziego, który prowadził rozprawę. Najpierw po prostu zakłócał proces, gdy przyszła policja wyskoczył z okna. Zginął na miejscu.


(0) komentarzy / skomentuj

Zatrzymanie przebiegało z uszanowaniem munduru strażaka 24-09-2010 14:25

 Rzecznik CBA o zatrzymaniu szefa straży pożarnej w Lublinie: "Zatrzymanie przebiegało z uszanowaniem munduru strażaka." Tzn? Kazali mu go wpierw zdjąć?


(0) komentarzy / skomentuj

A na cholerę mi to wszystko! 23-09-2010 21:06

Wizyta w wydawnictwie. Przeczytałem listę uwag prawnika do książki „Polska mafia”, z której wynika,  że wydanie książki staje pod znakiem zapytania. Choć szfowie mówią, że to nie prawnik zdecyduje. Piotr Pytlakowski słysząc to, a zna niektóre nazwiska bohaterów, mówi - Oni puszczą cię z torbami. Niepokoi się.
Siedzę w saunie, piję piwo i myślę: A na cholerę mi to wszystko!


(2) komentarzy / skomentuj

Wszystkie ręce umyte. Sprawa Barbary Blidy (2) 23-09-2010 17:30

(0) komentarzy / skomentuj

Piotr Ryba: Komisja zajmuje się ponoć naciskami 23-09-2010 07:13

Gazeta Wyborcza, Afera Gruntowa. Kto polował na rybę?(23.09.2010)
(0) komentarzy / skomentuj

Wszystkie ręce umyte. Sprawa Barbary Blidy. Plan filmowy 18.08.2010 22-09-2010 20:45


(0) komentarzy / skomentuj

Wszystkie ręce umyte. Sprawa Barbary Blidy (1) 21-09-2010 00:57

(0) komentarzy / skomentuj

Katowice. Gość Aktualności (video) 20-09-2010 18:45

(1) komentarzy / skomentuj

Blamaż policji, blamaż prokuratury… Zapomnieli, że jesteśmy w Europie. 17-09-2010 21:54

- Faktem niekwestionowanym jest udzielenie Zakajewowi statusu uchodźcy przez Wielką Brytanię - mówił w uzasadnieniu sędzia Piotr Schab. Dodał, że wynika to niezbicie z przedstawionych sądowi dokumentów. - Dlatego niepodważalne jest, że decyzja władz jednego z państw członkowskich skutkuje w tej mierze odpowiedzialnością całej Unii Europejskiej - wskazał sąd. Oznacza to, że Zakajew powinien być na terenie Polski traktowany jak cudzoziemiec. Sąd zwrócił też uwagę, że Rzeczpospolita Polska powinna udzielić Zakajewowi ochrony na swoim terytorium.


(1) komentarzy / skomentuj

Kadyrow: wydajcie "kameleona i gadułę". Być może chce Zakajewa przewieźć jednym ze swoich samochodów? 17-09-2010 16:06

(2) komentarzy / skomentuj

Kościelne ogłoszenie 17-09-2010 07:15

(0) komentarzy / skomentuj

Polecieli po pięciolinii (Funeral March) 16-09-2010 23:55

(0) komentarzy / skomentuj

Niewinnie odsiedzieli w więzieniu po 30 lat 16-09-2010 23:38

Wolność odzyskało dwóch Amerykanów ze stanu Missisipi, którzy odsiedzieli w więzieniu trzy dziesięciolecia, omyłkowo skazani za okrutny gwałt i zabójstwo. Ich niewinność wykazało badanie materiału genetycznego.

Trzeci mężczyzna, skazany za te same przestępstwa, popełnione w 1979 roku, zmarł w więzieniu w 2002 roku. Także o jego uniewinnienie - w tym wypadku pośmiertne - wniosła organizacja Innocence Project.

Badanie DNA przeprowadzone współczesnymi metodami pozwoliło także zidentyfikować faktycznego gwałciciela. Okazał się nim mężczyzna odsiadujący karę dożywotniego więzienia za inny gwałt, popełniony w 1981 roku.(PAP)


(0) komentarzy / skomentuj

Tyle lat trzeba było czekać 16-09-2010 10:14

Sześć lat temu zająłem się sprawą komendanta z Wyszkowa w programie "Konfrontacja". Tyle lat młyny "sprawiedliwości" mieliły... niestety

Archiwalny wpis na blogu: Knebel na ustach 21-09-2005 23:50 Pierwszy odcinek programu „Konfrontacja”. Po reportażu o aresztowanym byłym komendancie Andrzeju Sz. z Wyszkowa, dochodzi na wizji do spięcia z rzecznikiem prokuratury krajowej Julitą Kobczyk, wcześniej przez dwa dni prowadziliśmy ostre rozmowy telefoniczne. Pani prokurator nie jest przyzwyczajona, że to ktoś ja odpytuje, ktoś zadaje trudne pytania, a w ogóle jak ktoś może podważać wiarygodność postępowania prokuratury. Kiedy ją słuchałem w studio wewnątrz mnie trwa walka – zagryzać zęby i milczeć, czy wyrzucić wszystkie karty na stół, by przestała opowiadać dyrdymały. Kilka dni wcześniej poznałem kilka faktów, które pokazują w jaki sposób prowadzący sprawę prokurator Myśliński chce pogrążyć komendanta Sz. Ale mówiąc to postawię kilka osób w niekorzystnym położeniu, skrzywdzę ich. Prawda poza ozdrowieńczą mocą także potrafi wyrządzać szkodę. Sam sobie knebluję usta. Jeszcze nie nadszedł ten czas, powtarzam sobie i pozwalam na tokowanie rzeczniczki prokuratury. Jakże często poruszając sprawy dotyczące wymiaru sprawiedliwości dotyka się ściany zbudowanej z milczenia, przemilczeń, kłamstw, półprawd, a nie prawdy, tzw. sprawiedliwości. Prawda, sprawiedliwość, białe, czarne… Zawsze się jest tam w jakiś tam sposób utytłany błotem.


(0) komentarzy / skomentuj

Po co nam w takim razie Wywiad Skarbowy? 13-09-2010 21:36

Urząd Kontroli Skarbowej powinien wyjaśnić, dlaczego scedował sprawę kontroli oświadczeń majątkowych Janusza Palikota na CBA, skoro posiada on Wywiad Skarbowy. Służbę o dużych uprawnieniach. Przypomnę, że Wywiad Skarbowy posiada prawo do czynności operacyjno-rozpoznawczych, w tym umożliwiających uzyskiwanie informacji oraz utrwalanie śladów i dowodów w sposób niejawny, a więc mają prawo  do inwigilacji (m.in. podsłuchów), do agentury, itp.


(1) komentarzy / skomentuj

Dwa Gierki 10-09-2010 13:39

W wyniku polityki zadłużania państwa rozpoczętej przez Gierka, licząc w dzisiejszych dolarach, Polska zadłużyła się o 50 mld dolarów. Tusk zakłada, że dług publiczny w latach 2008-13 wzrośnie o 330 mld złotych, czyli o 100 mld dolarów. To „dwa Gierki” (Krzysztof Rybiński dla Gazety Wyborczej).
A media i politycy dalej zajmują się Krzyżem spod Pałacu, barierkami, wyrzuconymi i zawieszonymi w PiS...


(1) komentarzy / skomentuj

W praktyce nie mamy opozycji 10-09-2010 00:25

Roman Giertych ma dużo racji: "W praktyce nie mamy opozycji. Cała siła rządu polega na tym, że Polacy nie chcą Jarosława Kaczyńskiego"


(0) komentarzy / skomentuj

SB czy SBB? 09-09-2010 19:33

(0) komentarzy / skomentuj

Józef Skrzek o honorze 09-09-2010 19:00

(0) komentarzy / skomentuj

No i wyszła z niej "papierowa" Krystyna Janda 09-09-2010 16:30

 Już niektórzy chcieli z Elżbiety Jakubiak zrobić drugą Krystynę Jandę z "Człowieka marmuru", a tu takie fo pa: Jej spotkanie z prezesem to początek "dobrych, miłych rozmów o polityce". - Jestem członkiem PiS, ale część moich kompetencji czy uprawnień została zawieszona, ale jestem członkiem PiS - zaznaczyła posłanka(za Onet.pl)


(0) komentarzy / skomentuj

Bohaterka mimo woli 09-09-2010 00:00

Kamera długim ujęciem prowadzi Jakubiak… Niestety Jakubiak przemierzająca korytarze TVN24 to nie jest Janda z „Człowieka z marmuru”.


(0) komentarzy / skomentuj

Tak dzieje się tylko w bajkach 08-09-2010 21:00

Jak to możliwe, że poprzez wyrzucenie z PiS politycy, jak za działaniem czarodziejskiej Różki, stają się nagle piękni, dobrzy, mądrzejsi, do rany przyłóż?


(0) komentarzy / skomentuj

Maszynopis zakończony 05-09-2010 23:51

Zamknęliśmy dzisiaj z Piotrem Pytlakowskim maszynopis książki „Wszystkie ręce umyte. Sprawa Barbara Blidy.”


(0) komentarzy / skomentuj

Kłótnia o to, kto ma napisać rozdział o śledczej komisji sejmowej 04-09-2010 20:59

Kłótnia o to, kto ma napisać rozdział o śledczej komisji sejmowej w książce „Wszystkie ręce umyte. Sprawa Barbary Blidy.”
- Napiszę rozdział o śledczej komisji sejmowej w sprawie Blidy, ale nie licz, że oszczędzę ich – mówię Piotrowi Pytlakowskiemu.
- Nie możesz przecież…. Każda komisja jest taka sama…
- Co nie mogę, to są (tu pada niecenzuralne słowo)
- Szantażujesz mnie, bym ja napisał…
- Napisze, ale suchej nitki na nich nie zostawię… Indolencja… to delikatne słowo
- Nie, to ja już wolę – odpiera Piotr.


(0) komentarzy / skomentuj

Dedykowane Markowi Migalskiemu (który napisał: Niech to zabrzmi jasno i wyraźnie (zwłaszcza w siedzibie PO) – wybijcie to sobie tępymi młotkami z waszych głów, że mógłbym przejść do waszej partii! No way, nie ma bata, never ever! ) 04-09-2010 14:08
Andrzej Przemyski w komentarzu na momi Facebook napisał: "Gdzieś na początku lat 80-tych widziałem taką tablicę przy drodze (teraz to się banner nazywa):  NIE CHCEMY BRONI NEUTRONOWEJ. ZSMP BIAŁA PODLASKA. U dołu ktoś smołą (bo sprejów nie było) dopisał: A KTO WAM DAJE?"
(0) komentarzy / skomentuj

Tak ABW wchodziło do Blidy. Niestety film się im urwał. 04-09-2010 11:35

(0) komentarzy / skomentuj

Ktoś w redakcji upadł na głowę 04-09-2010 10:58

Ktoś w redakcji upadł na głowę, by przepuścić coś takiego: Tymczasem z zerowego wydania "Happy"(Nowy magazyn dla gejów), do którego udało się dotrzeć "Gazecie", wynika, że takie pismo wielu rodziców mogłoby bez problemu trzymać na szafce.


(0) komentarzy / skomentuj

Kaczyński nowym Poniatowskim 04-09-2010 10:52

Amelia Łukasiak na Twitter: Po przeczytaniu wywiadu z A.Górskim dla PiS wygląda to tak :" Panie strzeż mnie od przyjaciół bo z wrogami poradzę sobie sam"


(0) komentarzy / skomentuj

Nie dostrzegam, by Izrael miał z tymi ideami cokolwiek wspólnego 04-09-2010 10:31

Jest rok 1987. Hrabina MariaHelene Françoise Izabelvon Maltzan otrzymuje medal „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”. W czasie wojny uratowała życie kilkudziesięciu Żydom. Ambasador Izraela w Niemczech chce z tej okazji urządzić ogromną fetę. Ma pecha. Zaproszenie na przyjęcie przychodzi do hrabiny dzień po ataku Izraela na arabskie osiedla w Libanie. Maria von Maltzan odmawia udziału w uroczystości. Pisze do ambasadora: „Całe życie walczyłamo prawo do życia w pokoju wszystkich ludzi, niezależnie od koloru skóry i wyznania. Nie dostrzegam, by Izrael miał z tymi ideami cokolwiek wspólnego”. (Mariusz Urbanek, Wysokie Obcasy, 4.09.2010)


(1) komentarzy / skomentuj

Żeby wreszcie jakiś jasny komunikat dali... 03-09-2010 23:17

Straż Pożarna w Sokolnikach. Nie mają informacji, co im naprawdę grozi. Minister Miller zawija sreberka. Weekend przecież. Jak ich zaleje, to przyjedzie z TV, robić sobie Pijar jako ojciec opatrznościowy, troskliwy. Może także skarci "putinowsko" Sołtysa lub Wójta Gminy.


(0) komentarzy / skomentuj

Najlepsza strona Pospieszalskich 01-09-2010 23:37

(2) komentarzy / skomentuj

O Silidarnościowej wybiórczości 01-09-2010 21:54

Krzysztof Król na Facenook zauważył: Na stronie nadzwyczajnego zjazdu "S" jest omówienie wystąpienia Janusza Śniadka.W stosunku do tekstu wygłoszonego na zjeździe zniknęło tylko jedno nazwisko: śp. Arama Rybickiego!!!


(0) komentarzy / skomentuj

Ścigany na DVD. Moje i Piotra Pytlakowskiego śledztwo w sprawie Janusza Lazarowicza. 29-08-2010 18:31

Sprzedaż wysyłkowa filmu: http://sklep.fonografika.pl/product_info.php?products_id=9553

(1) komentarzy / skomentuj

Dziwię się zdziwieniu prokuratury 28-08-2010 22:48

Czytam: "Jak ustaliła „Rz” Lazarowicz został zatrzymany 9 lipca w RPA. Ujęto go w ramach prowadzonej przez Interpol operacji „Infra-Red”. Jej celem było złapanie 450 najgroźniejszych przestępców, którzy zbiegli ze swoich krajów. Jednak finansista już po kilku dniach opuścił areszt.
Według naszych informacji sąd w RPA zwolnił go za poręczeniem majątkowym. – Z naszej wiedzy wynika, że Janusz Lazarowicz przebywał w areszcie kilka dni. Wyszedł po wpłaceniu kaucji – potwierdza "Rz" Robert Majewski, zastępca prokuratora apelacyjnego w Warszawie. – Nie wiemy dlaczego tak się stało, zwróciliśmy się z oficjalnym zapytaniem do RPA jaki jest powód takiej decyzji."

Śmieszy mnie, gdy słyszę, że w wyniku akcji Interpolu złapano Janusza Lazarowicza, Interpol musiał się bardzo napracować, skoro my z Piotrem Pytlakowksim od 2008 roku podajemy gdzie przebywa. Więcej, po wpłynięciu wniosku ekstradycyjnego do RPA, rozmawiałem z nim na łamach tygodnika Wprost (3 maja 2010). Lazarowicz czekał, nie zamierzał uciekać. I czemu się dziwi prokuratura, która robiła wszystko, aby nie złapać Lazarowicza?

Od ponad dwu lat finansista Janusz Lazarowicz (b. prezes XIV NFI) ścigany jest dwoma listami gończym przez polski wymiar sprawiedliwości. Postawiono mu zarzut podżegania do zabójstwa Piotra Głowali (gracz giełdowy zamordowany w 2004 r.) oraz działania na szkodę spółki Raiffeisen, której był prezesem. Przez półtora roku prokuratura nie wiedziała (niektórzy uważają, że bardziej udawała iż nie wie) gdzie poszukiwany przebywa.
Realizując z Piotrem Pytlakowskim z „Polityki" film „Ścigany", odnaleźliśmy go w RPA (2008). Tam się z nim spotkaliśmy. Upoważnił nas do powiadomienia prokuratury, że mieszka w okolicy Kapsztadu.
Okazało się, że ujawnienie się Lazarowicza nie wywołało w prokuraturze entuzjazmu, a przynajmniej nie spowodowało żadnych działań. Dopiero po naszej rozmowie z ówczesnym prokuratorem krajowym Edwardem Zalewskim (czerwiec 2009) polskie organy ścigania wystąpiły z dwoma wnioskami do RPA o jego ekstradycję. We wrześniu 2009 roku trafiły one do Ambasady Polskiej w RPA. Minęło kolejnych osiem miesięcy i w sprawie nadal nic się nie dzieje. Janusz Lazarowicz wie o wnioskach ekstradycyjnych, wciąż mieszka pod Kapsztadem, nie ukrywa się i nikt go nie niepokoi. Ma obywatelstwo południowoafrykańskie.

- Prokuraturze tak naprawdę ta ekstradycja jest nie na rękę. Wystąpiła o nią bo musiała, ale materiał dowodowy nie uzasadnia wydania przez RPA swojego obywatela. To byłaby podobna klęska jak w sprawie ekstradycji z USA Edwarda Mazura – tłumaczy nam ociąganie się z podejmowaniem działań jeden z prokuratorów prokuratury generalnej.

Prokuratura ma czego się obawiać, bo na najważniejsze dowody składają się: zeznania zawodowego oszusta - jak sam o sobie nam powiedział - Adama J. (w sprawie na początku był świadkiem incognito, ale odebrano mu ten status), byłego świadka koronnego (stracił status za popełnione przestępstwa) Andrzeja L. ps. Rygus, który popełnił samobójstwo w areszcie, czy innego świadka koronnego Jarosława M. ps. Masa, którego śledczy często wyjmują jak królika z kapelusza, by wzmocnić wrażenie wagi oskarżeń (Masa wiedzę o zdarzeniu czerpie z plotek, które krążyły po mieście). Zeznania Grzegorza Wieczerzaka trudno uważać za obiektywne, skoro jest w sporze z Januszem Lazarowiczem. W liście do którego dotarliśmy (Wieczerzak przebywał wówczas w areszcie, były dostarczane przez jego ojca, pisane jego ręką i żony) czytamy: „Janusz wybaczam wam to co się stało i proszę o wybaczenie jeśli jest gdzieś w tym moja i mojej żony wina. Uczciwa wartość funduszy przy rozsądnym gospodarowaniu to jeszcze około 150 mln USD. Byłoby bez pośpiechu po 50 mln na głowę i nic nie trzeba robić tylko się pogodzić i nie oszukiwać się (…). Dlatego nalegam o zawarcie ugody i wprowadzenie ludzi do zarządów i rad wg klucza."

Wczoraj wieczorem (poniedziałek, 3 maja 2010 roku) połączyliśmy się telefonicznie z Januszem Lazarowiczem, by kontynuować rozmowę sprzed kilku dni:

- Gdzie pan teraz przebywa?
- W RPA, w swoim domu.

- Dlaczego się pan ukrywa?
- To, że nie przebywam na terenie Polski nie oznacza, iż się ukrywam. W Polsce przebywałem tylko czasowo. W czasie przesłuchań (2004 r.) legitymowałem się paszportem angielskim, jako adres do doręczeń podałem poza adresem w Wlk. Brytanii także polski. Pomimo tego żadna korespondencja nie wpłynęła. Prokuratura wbrew prawu nie wezwała mnie jako podejrzanego na przesłuchanie, które to przepisami procedury karnej jest przewidziane przed zastosowaniem tymczasowego aresztowania.

- A jednak pan opuścił Anglię i wylądował w RPA?
- Z prasy się dowiedziałem, że wydano list gończy. Co miałem robić? Nie będę Jurandem ze Spychowa, który pozwoli sobie wykolić oczy, obciąć język. Miałem pójść do polskiego aresztu i siedzieć bez wyroku przez wiele lat? (Potwierdza to długoletni areszt innych osób aresztowanych w tej sprawie, np. Janusza G. pseudonim Graf – od aut.) Dobrze wiedzieli, że mam także obywatelstwo RPA. Chwilami myślę, że komuś zależy, abym trwał w niebycie, jakby moja wiedza o NFI stanowiła dla kogoś zagrożenie. W tej sprawie nie chodzi, by złapać króliczka, ale by go gonić.

- Poza wnioskiem o ekstradycję w sprawie o podżegania do zabójstwa Piotra Głowali jest także drugi wniosek związany z działaniem nasz szkodę spółki Reiffeisen Investment Poland.
- Proszę spojrzeć na daty i na fakty, w czerwcu 2005 roku umarza się śledztwo w sprawie działania na niekorzyść spółki RIP a w połowie stycznia 2006 roku na polecenie prokuratury apelacyjnej sprawę się wznawia. Po czym bez mojej wiedzy, próby kontaktu ze mną, stawia się zarzut działania na szkodę spółki, uzyskuje się nakaz aresztowania i ENA. Jak to jest możliwe? W toku czynności śledztwa dokonano oględzin akt rejestrowych Raiffeisen Investment; przesłuchano członków Rady Nadzorczej w drodze pomocy prawnej w Austrii, zaprzeczyli jakoby RN miała jakiekolwiek roszczenia wobec mnie czy bym działał samowolnie. Prokuratura zrobiła to, by wzmocnić swoje działanie przeciw mnie w sprawie Głowali.

- Czyli spółka Reiffeisen niczego się od pana nie domaga?
- Tak, Reiffeisen nie czuje się poszkodowany, bo przyniosłem jako prezes w historii banku jeden z większych zysków. Na jednych transakcjach się zyskuje, na innych traci. Ręce opadają. Próbowano mnie także wrobić w aferę ministerstwa finansów, lewe finansowanie kampanii wyborczej. Zaczynam się czuć jak bohater Kafki.

- Co dalej pan zamierza?
- Nic. Czekam. Mam nadzieje, że ten koszmar się wreszcie zakończy. Nie boję się ekstradycji. Jestem spokojny o wynik procesu sądowego.

Wprost, nr 19, 2 maja 2010


http://latkowski.com/obszar/left/koronny/#1557

(1) komentarzy / skomentuj

Hotel pod Orłem 28-08-2010 21:26

Bydgoszcz. Hotel Pod Orłem. Ślęczę nad maszynopisem książki „Wszystkie ręce umyte. Sprawa Barbary Blidy.” Postanawiam zrobić przerwę, ugasić pragnienie piwem. Odkładam notebook i wstaję z  łóżka. Podążam do minibarku. Próbuje otworzyć drzwiczki lodówki. Nie uchylają się. Szarpię, na nic, jakby były przyspawane. Atrapa, cholera? Zauważam zamek po środku górnej części brązowych drzwiczek. Minibarek zamknięty na klucz? Czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Szukam klucza. Na lodówce stoją tylko szklanki i butelki z wodą mineralną. Omiatam wzrokiem pokój, biurko, stolik, szafki. Nigdzie nie ma klucza. Dzwonię na recepcję.
– Nie mogę otworzyć minibarku – mówię.
- Bo nie ma pan klucza – wyjaśnia spokojnie recepcjonistka.
- To  już wiem. Ile gwiazdek ma hotel?
- Cztery.
- I każdego gościa uważacie za złodzieja? Czy też walczycie z alkoholizmem?
- Zaraz przyniosą panu klucz.
Pominę, co odpowiadam. Trzy minuty później w drzwiach pojawia się pan ubrany jak przedsiębiorca pogrzebowy, czarne spodnie, czarna kamizelka i biała koszula, i wyciąga do mnie dłoń z małym kluczkiem.
Klucz pasuje. Minibarek na szczęście jest pełny.

Godzinę później poznaję wyjaśnienie. Zamknięto minibarki na klucz ze względu na artystów. W hotelu nocują wykonawcy "Bydgoszcz Hit Festiwal."


(0) komentarzy / skomentuj

Zmarli mają najlepszy widok 28-08-2010 12:18

(0) komentarzy / skomentuj

Kościół pod specjalnym nadzorem 28-08-2010 02:32

(0) komentarzy / skomentuj

Dziennik Zachodni, Grzegorz Lisiecki, 2010-08-21 28-08-2010 00:18

Dzwonek do drzwi. Do domofonu podchodzi Barbara Blida. Okazuje się, że przed domem są funkcjonariusze ABW. - Czego chcą? - pyta jej mąż Henryk Blida. - Przyszli mnie aresztować - słyszy w odpowiedzi.

Tak wyglądała pierwsza nakręcona w domu Blidów scena fabularyzowanego dokumentu Sylwestra Latkowskiego i Piotra Pytlakowskiego pt. "Wszystkie ręce umyte. Sprawa Barbary Blidy". W postać tragicznie zmarłej byłej posłanki i minister gospodarki wcieliła się Adrianna Biedrzyńska, jej męża zagrał natomiast Andrzej Lipski. Na planie filmowym pojawili się także m.in. Piotr Warszawski i Marta
Popławska. - To część fabularna naszego filmu, rekonstrukcja wydarzeń z udziałem aktorów - tłumaczy Latkowski.
Niemal 17 godzin trwał dzień filmowy w domu rodzinnym Barbary Blidy
Prace przy filmie rozpoczęły się wiosną, ale dopiero w tym tygodniu ekipa odwiedziła rodzinny dom Barbary Blidy w Siemianowicach Śląskich. - Ze względu na pana Henryka Blidę, reżyser chciał wszystkie sceny nakręcić w jeden dzień. Udało się: od 6 rano do 22.30 - opowiada Lipski. Rekonstrukcja wydarzeń w domu Blidów rozpoczyna się wieczorem, 24 kwietnia 2007, a kończy dzień później, kiedy rozgrywają się wszystkie dramatyczne wydarzenia. - Największe wrażenie wywarła na mnie scena, gdy ekipa pogotowia jest już w łazience, a ja patrzę na to z przestrzeni pokoju. Nie mogę jednak tego wytrzymać i odchodzę - relacjonuje Andrzej Lipski.
Dla Sylwestra Latkowskiego film jest niezwykle ważny. - Chcemy wykrzyczeć, że nie ma naszej zgody na zdegenerowany wymiar sprawiedliwości i polityków, którzy wykorzystują go do swoich celów.
- Zamierzamy podważyć tezę o samobójstwie Barbary Blidy - dodaje Piotr Pytlakowski.
Film powinien pojawić się na antenie TVP2 na początku października. W tym samym czasie wydana zostanie również książka pod takim samym tytułem oraz płyta DVD.
Cały czas czuliśmy ten niepokój

Rozmowa z Andrzejem Lipskim, aktorem
Praca przy takim filmie nie była chyba łatwa?
To było ogromne przeżycie dla nas wszystkich. Cały czas towarzyszył nam pan Henryk Blida i dla niego musiało być to szczególnie trudne. Jednak mimo że nam udzielał się jakiś niepokój, to pan Henryk był spokojny przez cały czas.
Film pokaże też to, co działo się dzień wcześniej?
Wieczorem, kiedy Henryk Blida kładł się spać, doszło do ostatniej rozmowy między nim a żoną, która pracowała do późna.

Wszystkie sceny udało się nakręcić w kilkanaście godzin.
Było to jednak bardzo intensywne i dynamiczne: plany, kontrplany, przebitki. Wszystko działo się szybko - otwieranie drzwi, cała ekipa pogotowia w łazience czy moje wejście do łazienki. Było też miejsce na plener. LIS

Zobaczycie wszystkie wątpliwości
Jacek Blida, syn Barbary Blidy

Nadzieje mojej rodziny związane z tym filmem nie dotyczą tylko wspomnień o mamie. Chcemy wierzyć, że pokazane zostaną te wątpliwości, których nie udało się rozwiać prokuraturze w czasie śledztwa w Łodzi, badającej okoliczności śmierci mamy. A prokuratorzy ustalili, że nie było żadnych nacisków na śledczych, którzy zamierzali postawić zarzuty mamie. Kamera może jednak pokazać akta ze śledztwa, na których są adnotacje przełożonego, z których wynika, jakie ten przełożony postawiłby zarzuty w sprawie węglowej. Jak traktować te adnotacje? Nie jako rodzaj nacisku na podwładnego? Widz będzie mógł sam wyrobić sobie zdanie na ten temat.
Przemawia na korzyść tego filmu także to, że realizatorzy rozmawiali z Barbarą Kmiecik i chcą postawić pytania Zbigniewowi Ziobrze. TES

Bez odpowiedzi
Już ponad trzy lata minęły od tragicznej śmierci Barbary Blidy. Była posłanka SLD oraz minister gospodarki przestrzennej i budownictwa zginęła 25 kwietnia 2007 r. od kuli z własnego rewolweru, gdy w jej mieszkaniu przebywali funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Do zbadania okoliczności jej śmierci Sejm powołał komisję śledczą. LIS

Dziennik Lisiecki, Grzegorz Lisiecki, 2010-08-21


(0) komentarzy / skomentuj

Wszystkie ręce umyte. Sprawa Barbary Blidy. Plan filmowy 18.08.2010 19-08-2010 20:12

(0) komentarzy / skomentuj

Wszystkie ręce umyte. Sprawa Barbary Blidy. Plan filmowy 17.08.2010 19-08-2010 20:02

 

(0) komentarzy / skomentuj

Wszystkie ręce umyte 16-08-2010 23:52

Mimo powołania sejmowej komisji śledczej trudno wyjaśnić okoliczności śmierci Barbary Blidy. Wydaje się, że służbom specjalnym, prokuratorom i wielu politykom najbardziej zależy na tym, by sprawę umorzyć.


Na 9.00 rano w środę, 28 lipca 2010 r., przed oblicze komisji śledczej do sprawy śmierci Barbary Blidy zaproszono Jarosława Kaczyńskiego. Dziesięć dni wcześniej tego samego oczekiwano od Zbigniewa Ziobry, byłego ministra sprawiedliwości w rządzie PiS. Nie stawił się, bo pojechał do sądu w Sosnowcu. Uzasadniał, że jako strona sosnowieckiego procesu (został pozwany przez Grzegorza Schetynę za słowa, jakie wypowiedział o byłym wicepremierze, dziś marszałku Sejmu: „ciemna postać tego rządu” i „człowiek od brudnych zadań”) chciał zadawać pytania świadkowi Bogdanowi Święczkowskiemu, byłemu szefowi ABW. Pytań nie zadał, bo świadek nie stawił się; już wcześniej poinformował sąd, że w tym czasie będzie przebywał na urlopie.

Jest mało prawdopodobne, aby Zbigniew Ziobro, przyjaciel Święczkowskiego, o tym nie wiedział. Wszystko wskazuje na to, że chciał uniknąć przesłuchania przez komisję do sprawy Blidy przed zeznaniami byłego premiera Jarosława Kaczyńskiego. Dlaczego? Ważne dla niego było, by wiedzieć, co jego szef opowie komisji o przebiegu narady w Kancelarii Premiera poprzedzającej zatrzymanie Barbary Blidy wiosną 2007 r. Musiał mieć świadomość, że różnica w ich wyjaśnieniach mogłaby stać się podstawą do postawienia mu zarzutu składania fałszywych zeznań.

Kruche dowody

Narada u premiera na temat tak zwanej mafii węglowej i kwestii postawienia zarzutów Barbarze Blidzie to jeden z kluczowych momentów w tej historii. Według jednego z jej uczestników, ówczesnego ministra spraw wewnętrznych Janusza Kaczmarka, odbyła się 3–4 tygodnie przed wejściem ABW do domu państwa Blidów (nikt nie pamięta dokładnej daty, ponieważ było to jedno z poufnych, niestenografowanych spotkań, które odbywały się nieregularnie). Minister Ziobro miał wówczas zreferować istnienie „układu lewicowego”, ujawnić związki lewicowych polityków z mafią węglową. Wymienił kilka nazwisk. Kaczmarek zapamiętał z tej listy byłego premiera Leszka Millera, byłego ministra Andrzeja Szarawarskiego i Barbarę Blidę. Te nazwiska pojawiły się w zeznaniach Barbary K., bizneswomen ze Śląska, i byłego posła SLD Ryszarda Z., na które powoływali się potem Ziobro i szef ABW Bogdan Święczkowski. – Premier Kaczyński zapytał mnie, jak to oceniam – mówi Janusz Kaczmarek. – Odpowiedziałem, że dowody są kruche, a zeznania świadków wątpliwe. Poparł mnie uczestnik narady prokurator Tomasz Szałek. Powiedział, że świadek Ryszard Z. jest niewiarygodny.

Zbigniew Ziobro w mediach zarzucił Kaczmarkowi, że kłamie. Narada dotyczyła innych spraw, twierdził, on nie referował sprawy Blidy, w ogóle nie miał na ten temat wiedzy. A Kaczmarek u premiera wcale głosu nie zabierał. Ziobro sugerował, że może odbyła jakaś inna narada, w której on nie brał udziału. Tymczasem Jarosław Kaczyński publicznie przyznał, że narada na ten temat się odbyła, brali w niej udział i Ziobro, i Kaczmarek, a premier poprosił, aby podczas zatrzymywania pani Blidy nie zakładać jej kajdanek.

Tych rozbieżności dotyczyły konfrontacje między Kaczmarkiem i Ziobrą oraz Kaczmarkiem i Jarosławem Kaczyńskim, jakie wiosną 2008 r. przeprowadziła łódzka prokuratura, badająca okoliczności śmierci Barbary Blidy. Prokuratura nadała zapisom z tych konfrontacji klauzulę tajności, po czym umorzyła śledztwo w wątku dotyczącym nacisków na prokuratorów. Z powodu gryfu tajności opinia publiczna nie wie, co w Łodzi zeznawali Kaczyński, Kaczmarek i Ziobro. Według naszych informacji, fakty podawane przez Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobrę znacznie się różniły, a to znaczy, że ktoś kłamał.

Okoliczności narady u premiera są istotne, bo wynikać z nich może, że sprawie Barbary Blidy nadano szczególne znaczenie z przyczyn politycznych. A to uzasadniałoby postawienie byłego ministra sprawiedliwości przed Trybunałem Stanu.

Nazwiska Blidy nigdy nie łączono z aferami aż do lutego 2007 r., kiedy w mediach zaczęły ukazywać się informacje (oparte, jak dziś już wiadomo, na sterowanych przeciekach ze śledztwa) o śląskiej Alexis, czyli Barbarze K., i o tym, że finansowała swoją przyjaciółkę Barbarę Blidę i innych polityków, aby zaskarbić sobie ich przychylność.

W wieczór poprzedzający akcję ABW w I Programie TVP wyemitowano program z cyklu „Misja specjalna” o mafii węglowej. Barbara Blida nie oglądała programu, ale musiała wiedzieć o emisji; materiał zapowiadano jako sensacyjny.

25 kwietnia 2007 r. parę minut po szóstej rano do domu państwa Blidów przy ul. Oświęcimskiej w Siemianowicach zastukali funkcjonariusze ABW. W trakcie wykonywanych przez nich czynności padł strzał, który stał się przyczyną śmierci Barbary Blidy.

Nie odbyła się zaplanowana konferencja prasowa, na której miano ujawnić związki Barbary Blidy z mafią węglową. Nie nakręcono filmu z wyprowadzania Blidy z jej domu (przed wejściem czekała funkcjonariuszka ABW z kamerą). Zgodnie z procedurą należało przeprowadzić postępowanie prokuratorskie w sprawie okoliczności śmierci byłej posłanki.

Pochopne umorzenie

W Ministerstwie Sprawiedliwości zdecydowano, że zajmie się tym prokuratura w Katowicach, ale po protestach, że to będzie śledztwo we własnej sprawie, postępowanie przeniesiono do Łodzi. Tam rozbito je na kilka wątków. Jeden dotyczył ewentualnych politycznych nacisków na prokuratorów z Katowic – został umorzony w lutym 2010 r. Drugi watek – błędów popełnionych przez funkcjonariuszy ABW na miejscu zdarzenia; wobec dwojga agentów ABW, kpt. Barbary P. i chorążego Mirosława K., postępowanie umorzono. Oskarżono jedynie Grzegorza S., dowódcę ekipy dokonującej zatrzymania, bo nie sprawdził, czy w domu Blidów jest broń.

Według prokuratora Tomasza Walczaka z Prokuratury Okręgowej w Łodzi, Barbara Blida podjęła „udaną próbę samobójczą”. Janusz Kaczmarek nazywa ten przypadek zabójstwem psychologicznym, kiedy odpowiednio stosowaną socjotechniką doprowadza się człowieka do targnięcia się na własne życie.

POLITYKA (jako pierwsza) dotarła do uzasadnienia umorzenia podpisanego przez prokuratora Walczaka. Według niego ofiara zastrzeliła się trzymając broń w prawej dłoni. Ale umorzenie wydaje się pochopne. Według autora ekspertyzy wykonanej na użytek komisji śledczej przez dr. Michała Gramatykę, kryminologa, nie można ustalić, czy ofiara trzymała rewolwer w lewej, czy w prawej ręce i którym palcem pociągnęła za spust. Nie wiadomo, gdzie w momencie strzału przebywała funkcjonariuszka, która miała pilnować Blidę, kiedy ta udała się do łazienki. Czy, jak zeznała, była na wyciągnięcie ręki od ofiary, czy – jak twierdzi Henryk Blida – na fotelu przed łazienką.

Nie można też wykluczyć, że Barbara Blida wcale nie chciała się zastrzelić. Kpt. Barbara P. zeznała, że w łazience zapytała Blidę o broń, ta odrzekła, że jej nie ma. Istnieje hipoteza, że przebieg rozmowy był inny. Blida zapytana o broń, wyjęła ją. Agentka ABW rzuciła się, aby wyrwać jej z ręki rewolwer, doszło do szamotaniny, podczas której padł śmiertelny strzał. Kąt, pod jakim oddano strzał, świadczy, że ręka była nienaturalnie wygięta, tak jakby ktoś wykręcił jej ramię próbując obezwładnić.

Zastanawia późniejsze zachowanie ekipy ABW. Zanim pobrano od funkcjonariuszy ślady z ich rąk i odzieży, bardzo dokładnie umyli dłonie (w wyniku późniejszego badania na dłoniach kapitan P. nie wykryto śladów prochu). Funkcjonariusz każdej służby jest szkolony na wypadek podobnych zdarzeń i ma zakodowane, że do czasu zbadania śladów nie może myć rąk.

Bezpośrednio po zdarzeniu wszyscy oficerowie ABW będący w domu gorączkowo gdzieś telefonowali i nieustannie wymieniali się aparatami. Praktycznie uniemożliwiło to zbadanie, kto z kim rozmawiał przez telefon.

Prokurator Walczak za istotną okoliczność uznał fakt, że ani dowódca ekipy ABW, ani dwoje biorących udział w czynnościach agentów nie przeszło specjalistycznych szkoleń dotyczących zatrzymywania i konwojowania osób. Dowódca por. Grzegorz P. ukończył jedynie trwający dwa tygodnie kurs oficerski w Centralnym Ośrodku Szkolenia UOP w Emowie. Kapitan Barbara P. uczyła się na kursie trwającym trzy tygodnie. Towarzyszący im chorąży sztabowy Mirosław K. zaliczył w 1993 r. trwający 27 dni kurs chorążych. Takich fachowców zatrudnia ABW. W policji oficerowie przechodzą trwającą cztery lata naukę w Wyższej Szkole Policji w Szczytnie. W ABW wystarczy kilkanaście dni, aby zostać specjalistą.

Kar (raczej) nie będzie

Barbara K., w latach 90. wymieniana na listach najbogatszych Polaków, miała firmę budowlaną, potem zajęła się handlem węglem. Blidę poznała w latach 80., kiedy jej firma współpracowała z Fabudem, państwową fabryką domów, gdzie Barbara Blida była naczelnym inżynierem. Razem z Andrzejem Szarawarskim, działaczem SLD, założyła Polskie Towarzystwo Węglowe, organizację lobbującą na rzecz pośredników w handlu węglem. Chętnie zapraszano ją na salony. Finansowo wspomagała lewicę.

Za kratami umieszczono Barbarę K. w 2005 r. pod zarzutem próby wyłudzenia dotacji rządowych na usuwanie szkód górniczych. Nie przyznawała się do winy. Zmiękła, kiedy dowiedziała się, że w areszcie umieszczono także jej córkę. Kiedy odwiedził ją agent ABW, zgodziła się zeznawać. Postawiła warunek – muszą zwolnić z aresztu zarówno ją, jak i córkę.

Na podstawie zeznań Barbary K. i jej dawnego współpracownika, byłego posła SLD Ryszarda Z. (składał je, kiedy Alexis siedziała w areszcie, obciążał wiele osób), rozpoczęto operację „Blida”. Następnym ruchem miała być akcja „Układ Lewicy”. Barbarze Blidzie chciano przedstawić zarzut, że w grudniu 1997 r. wzięła od Barbary K. 80 tys. zł, aby je przekazać Zbigniewowi B., prezesowi spółki węglowej. Miała to być łapówka za umorzenie Barbarze K. odsetek od niespłaconych należności za pobrany przez nią węgiel. Prowadząca tę sprawę asesor Prokuratury Rejonowej w Katowicach, delegowana do Prokuratury Okręgowej Małgorzata Kaczmarczyk-Suchan, 10 lipca 2007 r. umorzyła śledztwo z powodu śmierci podejrzanej (czyli Blidy). Powinna zrobić to znacznie wcześniej z powodu braku dowodów winy. Poza Barbarą K. nie było żadnych innych świadków, że Barbara Blida wzięła te pieniądze. A kluczowy w tej sprawie jest fakt, że Barbarze K. nie umorzono odsetek, musiała je spłacić, nie wiadomo więc, za co miała być ta łapówka.

Gdyby nie atmosfera tamtych dni, narady u premiera, gorączkowe szukanie haków na przeciwników politycznych, nie byłoby nacisków na prokuratorów, aby stawiali zarzuty na podstawie wątłych dowodów. Gdyby młoda prokurator-asesor potrafiła być samodzielna, Blida nie straciłaby życia, a Ziobro nie musiałby uciekać przed komisją śledczą.

Od śmierci Barbary Blidy minęły ponad trzy lata. Przez ten czas dowiedzieliśmy się, że nie było mafii węglowej (umorzono postępowania wobec podejrzanych o łapówkarstwo), że nie było nacisków politycznych (umorzenie śledztwa łódzkiego) oraz że ekipa ABW nie popełniła błędów (poza jej dowódcą). Niebawem zakończy swoje prace i ogłosi raport sejmowa komisja śledcza. Opisze błędy w śledztwie przeciwko Blidzie, wskaże osoby odpowiedzialne, ale nie ukarze winnych. Prokuratorzy, którzy naciągali prawo, dmuchali dowody, stosowali areszty wydobywcze, łamali charaktery asesorom prokuratorskim, dalej będą pracować w zawodzie. Nikt nie poniesie odpowiedzialności.

Sylwester Latkowski, Piotr Pytlakowski, Polityka, 12 sierpnia 2010

(4) komentarzy / skomentuj

Pusto w Monopolu 16-08-2010 23:16

O czwartej nad ranem kończę pisanie ostatniego rozdziału „Polskiej Mafii”. Sześć godzin później wchodzę do TVP. Na korytarzu spotykam Przemka Wojciechowskiego, przyjaciela Witka Gadowskiego, który obejmując fotel szefa TVP1 ściągnął go na Woronicza. Wybuchamy obaj śmiechem. Witamy się serdecznie, zaprasza bym wpadł do niego. Mówię, że dzisiaj nie mogę, dopiero za dwa tygodnie. – Ale czy będziesz jeszcze tutaj? – pytam i obaj wybuchamy ponownie śmiechem.


Kilka godzin później pociąg do Katowic. Czytam „Różowe strusie pióra” Hanny Krall.  Katowice witają deszczem. W hotelowej restauracji jestem zmuszony do słuchania jak „łowca głów” (kobieta w czerwonej spódnicy) odbywa kolejne spotkania kwalifikacyjne na stanowisko dyrektora oddziału banku. Po 23 ląduje w opustoszałej restauracji i barze Hotelu Monopol. W latach 80-tych bohaterzy książki „Polska mafia” byli tutaj królami. Tętniło tu nocne życie. Dzisiaj przesiaduje tutaj tylko jedna, podstarzała, pamiętająca tamte czasy, czarnowłosa, dziwka, bo trudno nazwać ją panienką lekkich obyczajów, i dwójka handlarzy, biznesmenów, cholera wie jak ich nazwać.

W recepcji hotelu, gdy odbieram klucz, słyszę, że o piątej rano zamówiono mi śniadanie. Na twarzy recepcjonistki  pojawia się uśmiechi. Czy naprawdę mam  podziękować, że jutro o tej porze mam się zwlec z łóżka?

(1) komentarzy / skomentuj

Ks. Dziwisz miał co innego na głowie... 12-08-2010 01:38

Dramatyczny list meksykańskiego księdza - adwokata poszkodowanych ", którzy w młodości cierpieli ciężkie i powtarzane agresje seksualne ze strony P. Marcial Maciel Degollado" do kardynała Dziwisza (2002 rok) - "...Moi klienci byli przedmiotem licznych nadużyć seksualnych w ciągu ostatniego dzieciństwa i młodości w Instytucji "Legio Christi". Poza tym byli przedmiotem licznych nadużyć w różne sposoby. Byli tez świadkami ciężkich przestępstw przeciwko moralności ludzkiej i religijnej. Upłynęło wiele lat i moi klienci zbliżyli sie do wpływowych księży i do wielu osób z hierarchii kościelnej i nie otrzymali żadnej odpowiedzi. Sprawa moich klientów ich nie interesowała..."
http://chiesa.espresso.repubblica.it/articolo/7684


(0) komentarzy / skomentuj

O tuszowaniu pedofilii 07-08-2010 22:59

Przygnębiająca lektura artykułu Artura Domosłowskiego „Sekret kościelnej monarchii” (Gazeta Wyborcza). Przytacza fragmenty książek będących podsumowaniem dziennikarskich śledztw w sprawie pedofilii w Kościele. Kiedy i czy w ogóle ujrzą one światło dzienne w Polsce? Jak sam pisze Domosławski: „Zanim bomba wybuchnie również w Polsce, nasza świadomość dostaje od zachodnich autorów ciężką strawę do przerobienia: odpowiedzialność za milczenie, być może za tuszowanie pedofilii, przez człowieka, który uchodzi w naszym kraju za świętego.”


Artur Domosławski przytacza m.in. ustalenia dziennikarskich śledztw, które powinny wywołać trzęsienie ziemi w polskim kościele.
„W1998 r. w liście do Kongregacji Nauki Wiary, którą kierował kardynał Joseph Ratzinger, obecny papież Benedykt XVI, ośmiu byłych legionistów oskarżyło Maciela o molestowanie seksualne. Jednak, jak pisze Barry, „przez następnych sześć lat Maciel miał gorliwe wsparcie trzech kluczowych postaci: kardynała Angelo Sodano, kardynała Eduardo Martineza, prefekta Kongregacji ds. Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego, oraz biskupa Stanisława Dziwisza, polskiego sekretarza Jana Pawła II.(…)
W tamtym czasie Sodano naciskał na Ratzingera, którego kongregacja miała kompetencje, by wszcząć śledztwo, żeby nie oskarżał Maciela, o czym już wcześniej pisaliśmy na łamach »National Catholic Reporter«. Ratzinger powiedział pewnemu biskupowi z Meksyku, że sprawa Maciela jest »delikatna«, i podał w wątpliwość, czy byłoby »rozsądne« wytoczyć mu wówczas proces.
W 2004 roku Jan Paweł II – lekceważąc zarzuty o złamanie przez Maciela prawa kanonicznego – uhonorował go podczas ceremonii w Watykanie, powierzając Legionowi administrowanie ośrodkiem edukacyjnym i konferencyjnym Jerozolimskie Centrum Notre Dame. Tydzień później Ratzinger wziął na siebie zatwierdzenie śledztwa w sprawie Maciela”.
W omówieniu tej i kilku innych książek o Macielu w renomowanym „The New York Review of Books” Alma Guillermoprieto pisze tak: „...otrzymane [od donatorów] pieniądze Maciel przekazywał do Watykanu. Wysłannicy Maciela regularnie dostarczali koperty z tysiącami dolarów w gotówce kluczowym hierarchom Kościoła. Prywatne audiencje z papieżem kosztowały nawet 50 tys. dolarów za spotkanie, a pieniądze przechodziły przez Stanisława Dziwisza...”

(1) komentarzy / skomentuj

Jeszcze ścigasz esbeków? 07-08-2010 22:24

W pociągu z Katowic do Warszawy z Piotrem Pytlakowskim spotykamy Jerzego Morawskiego. Piotr nie widział się z Jurkiem szmat czasu: - Jeszcze ścigasz esbeków? - zagaja rozmowę.


(0) komentarzy / skomentuj

Zdjęcia z planu filmu poświęconego Sprawie Blidy (Katowice 6-7 sierpień 2010) 07-08-2010 20:38


(0) komentarzy / skomentuj

Zakaz narzekania 07-08-2010 20:38

(0) komentarzy / skomentuj

Nazwałem ten krzyż "Krzyżem parkingowym". W ogóle od 3 sierpnia, kiedy kościół uznał, że krzyż to nie jego sprawa… to tylko przedmiot...(zdjęcie opublikowane na Facebook przez Marka Dębowskiego) 05-08-2010 23:30

(1) komentarzy / skomentuj

Chodnikowa lanserka 05-08-2010 14:47

Kamil Wroblewski na Twitter celnie podsumował śledczą komisję hazardową: Chodnikowa lanserka - tyle o komisji!


(0) komentarzy / skomentuj

O wybiórczości 05-08-2010 11:05

Czytam:"Posłowie PiS będą wnioskować do prokuratury o ujawnienie opinii publicznej wszystkich stenogramów z podsłuchów "bohaterów" afery hazardowej, a także skrzynki e-mailowej Marcina Rosoła, byłego szefa gabinetu politycznego ministra sportu - poinformowała Beata Kempa (PiS)." Szkoda, że posłowie PIS nie uczynią tego samego w sprawie Barbary Blidy, gdzie utajniono śledztwo, kneblując prawdę.


(2) komentarzy / skomentuj

Maciej Duda o śledztwie w sprawie więzień CIA 05-08-2010 10:43

Maciej Duda ("Dziennik") na Facebook pisze: "O więzieniach CIA w Polsce. Śledztwo prowadzi znany prokurator, który przez 12 lat nieudolnie łapał morderców generała Marka Papały. Teraz inni prokuratorzy muszą naprawiać błędy po tym prokuratorze i od nowa, jeszcze raz wszystko sprawdzać. Ustaliłem, że śledztwo w sprawie więzień CIA jest w marnym stanie. A pomysł z wnioskiem do Trybunału Stanu wobec polityków SLD nie znajduje odzwierciedlenia w materiale dowodowym."


(0) komentarzy / skomentuj

Klimaty jak z "Zemsty" Fredry. Tylko, że to nie komedia... 04-08-2010 09:56

„W czerwcu z rozkazu naczelnego prokuratora wojskowego Pasionek wyjechał do Rosji, by brać udział w czynnościach rosyjskiej prokuratury. Na miejscu okazało się jednak, że nikt na niego nie czeka. Rosyjski prokurator, który miał się nim zająć, był na urlopie. A pozostali prokuratorzy cofnęli Pasionkowi zgodę na wgląd w akta. Powód? Z Naczelnej Prokuratury Wojskowej nie dotarło zaświadczenie, że Pasionek jest wojskowym prokuratorem, specjalnie wysłanym do Moskwy.” (Maciej Duda, Prywatna wojna prokuratorów ze Smoleńskiem w tle) Polecam także uwadze artykuł Cezarego Gmyza:"Czy sekcja była rzetelna?", Rzeczpospolita (link do niego poniżej)


http://wiadomosci.dziennik.pl/wydarzenia/artykuly/297950,prywatna-wojna-prokuratorow-ze-smolenskiem-w-tle.html
http://www.rp.pl/artykul/517325_Czy_sekcja_byla_rzetelna_.html

(0) komentarzy / skomentuj

18-letniej Afgance nos i uszy obcięto wyrokiem trybunału talibów za to, że dręczona przez rodzinę męża nie wytrzymała i uciekła z domu. 03-08-2010 22:05

(0) komentarzy / skomentuj

Wojna o krzyż 03-08-2010 16:56

‎"Zbyt wielu ludzi wdrapuje się teraz na krzyż tylko po to, żeby ich można było widzieć z większej odległości, nawet jeśli w tym celu trzeba trochę podeptać Tego, który znajduje się na krzyżu od tak dawna." - Słowa Alberta Camusa słusznie przypomniała Beata Biel, komentując dzisiejsze wydarzenia przed Pałacem Prezydenckim.


(0) komentarzy / skomentuj

Sceny z wojny sopockiej 03-08-2010 13:10

Jacek Karnowski na swoim blogu o odwołaniu swego zastępcy: "Trudno wyobrazić sobie dalsze funkcjonowanie urzędu, kiedy dwóch prezydentów pracuje, a trzeci prowadzi przede wszystkim kampanię wyborczą. A już w ogóle nie można sobie wyobrazić sytuacji, kiedy jeden z nich idzie na prawie dwumiesięczny urlop, w czasie, kiedy inwestycje, które trzeba nadzorować trwają, część z nich podbiega końca i już należy myśleć o oddaniu ich do użytku i uruchomieniu działalności.
Cieszę się, że ta decyzja - jak twierdzi pan Wojciech Fułek,  przyniosła też Jemu ulgę. Szkoda jedynie, że nie miał na tyle odwagi cywilnej, aby sam zrezygnować."


Dzisiejsza Gazeta Wyborcza. Trójmiasto, donosi:"Tymczasem profesorowie Henryk Cześnik i Maciej Świeszewski wydali oświadczenie, w którym protestują przeciwko umieszczeniu ich nazwisk w honorowym komitecie poparcia Wojciecha Fułka na prezydenta Sopotu. – Owszem, nazwiska obu profesorów są w moim komitecie – tłumaczy Fułek. – Nie wiem, jak się tam znalazły,  ja tych podpisów nie zbierałem. Być może ktoś profesorom źle wytłumaczył, pod czym się podpisują. Będę to wyjaśniał.

Jerzy Hall w liście do redakcji Gazety Wyborczej, Trójmiasto, przypomina Jackowi Karnowskiemu, że nie miał kandydować ponownie na prezydenta Sopotu, deklarując jednocześnie, że na niego nie zagłosuje. Zwraca też uwagę Karnowskiemu: „Mam nie od parte wrażenie, że Jacek Karnowski za padł na ciężki przypadek amnezji. Mówiąc, że p. Julke zastawiał sidła na czołowych polityków, zupełnie zapomniał, że to właśnie on sam wprowadzał go na „salony”, poznawał z „pierwszoligowymi” politykami i promował wszędzie gdzie mógł i jak mógł. Wówczas był głuchy na płynące ostrzeżenia i odrzucał wszelką krytykę. Trzeba tą przykrą prawdę przypominać, bo Jacek Karnowski znów po czuł się mocno w siodle, a według mnie – nie po winien.

(0) komentarzy / skomentuj

Łaskawość Szczypińskiej 03-08-2010 12:59

Latem 2006 roku prośbę o ułaskawienie księdza Jerzego Ubermana, pedofila, dostarcza do Kancelarii Prezydenta posłanka słupska Jolanta Szczypińska. Jesienią 2004 roku Jerzy Uberman został skazany za „poddanie trzech małoletnich innej czynności seksualnej” na dwa lata więzienia w zawieszeniu na pięć lat, dozór kuratora oraz pięcioletni zakaz pracy z dziećmi.
Kogo zawstydzi, to co można wyczytać w artykule Bożeny Aksamit "Nie broń się i tak cię dostanę" (Gazeta Wyborcza)


(0) komentarzy / skomentuj

Sms od Szymborskiej 02-08-2010 12:25

Za Barbarą Pajchert, która zauważyła: - Podobno przysłała panu (Wisława Szymborska) SMS "Uwielbiam pana"? - Nie był bezpośrednio przez nią wysłany, przyszedł drogą okrężną, przez Michała Rusinka i Katarzynę Kolendę-Zaleską, ale podpisany, że to od Wisławy Szymborskiej. Z wywiadu Janusza Palikota dla Gazety Wyborczej.

No, to jak właściwie jest z tym sms-em? Dostał od Szymborskiej, czy od Rusinka... Kolendy-Zalewskiej...? Razem nadawali z jednego telefonu? A może Palikot sam sobie nadał z drugiego telefonu, z Iphona na BlackBerry lub odwrotnie (takich używa)?


(0) komentarzy / skomentuj

Punk Is Dead 02-08-2010 01:24

Bartosz Węglarczyk Spotkałem na Woodstock dwóch punków. Włosy na lakier, glany, koszulki Dezertera, wszystko jak należy. Ci walą do mnie z okrzykiem: "Kuuuu....a, Dzień Dobry TVN!". Myślę sobie: "Rany boskie, gdzie jest ochrona?". A oni do mnie: "Czy możemy sobie zrobić z tobą zdjęcie? Bo my kochamy Kingę Rusin!". No kuuuu.....


(0) komentarzy / skomentuj

DZIEWIEĆ DNI po zaginięciu Iwony Wieczorek policja odczytała nagranie z kamer straży miejskiej 29-07-2010 12:31

Kolejny sukces w śledztwie zaginionej dwa tygodnie temu dziewczyny. Roman Daszczyński i Marek Sterlingow (Gazeta Wyborcza Trójmiasto), donoszą: „DZIEWIEĆ DNI po zaginięciu Iwony Wieczorek policja odczytała nagranie z kamer straży miejskiej” 

W dzisiejszym wydaniu Gazety zamieścili celny komentarz:
„W poniedziałek pisaliśmy, że policja przeoczyła nagranie Iwony z monitoringu w Sopocie. To prze o cze nie można uznać za błąd, ale tak późne od nalezienie drugiego nagrania to już skrajna niekompetencja. Ktokolwiek stoi za zniknięciem Iwony miał czas, by zniknąć i zatrzeć ślady przestępstwa. Od nalezienie te go nagrania pozwoliłoby też przeszukać konkretny obszar.
Zadziwiające, że komendant wojewódzki policji kryje niekompetencję funkcjonariuszy z Sopotu. Zamiast ustami swojego rzecznika pokrętnie tłumaczyć powód opóźnienia, po winien zdymisjonować komendanta policji w Sopocie. A potem zastanowić się, jak to jest, że gminy wyda ją miliony złotych na monitoring, z które go policja nie korzysta.”


(1) komentarzy / skomentuj

Gorący temat (video) 29-07-2010 11:35

(0) komentarzy / skomentuj

No i zostałem "czerwoną szmatą" 29-07-2010 00:36

No i zostałem "czerwoną szmatą": "Dla Was czerwonych szmat śmierć blidy to tragedia, śmierć opozycjonistów z przed 1989 roku to statystyka.Dla mnie śmierć blidy to jedna czerwona świnia mniej, ktoś kto ma czyste sumienie nie strzela sobie w ten głupi łeb. Maria Głodzik "


(6) komentarzy / skomentuj

Niepokojące informacje 25-07-2010 23:49

Zbigniew Ziobro martwiący się o „niepokojące informacje” dotyczące śledztwa Smoleńskiego, może by tak miał także odwagę wyjaśnić „niepokojące informacje” związane ze śmiercią Barbary Blidy?

Krótko: Od tego co działo się w domu Blidów, gdzie zadeptano, zniszczono "fachowo" ślady. Po pytanie, jak to jest możliwe, że Jarosław Kaczyński złożył odmienne zeznania niż Zbigniew Ziobro dotyczące narady w 2007 r., na której poruszano kwestię śledztwa w sprawie węglowej. Itd, itd.


(3) komentarzy / skomentuj

Sztuka jarmarczna 23-07-2010 10:28

Ku przemyśleniu posłom z sejmowej komisji hazardowej i sejmowemu zespołowi Macierewiczowsko-Smoleńskiemu: W Europie sztuka cyrkowa rozkwitła w średniowieczu, kiedy pojawili się wędrowni kuglarze lub hecarze. Pokazy, zwane hecami, nie odbywały się na wielkich arenach lub namiotach, lecz na ulicach miast, jarmarkach i festynach.(Za Wikipedia). Panie i panowie, na jarmark, a nie do Sejmu.


(1) komentarzy / skomentuj

Kompromitacja nie tylko Sekuły 21-07-2010 11:38

Bartosz  Arłukowicz rozstrzelał Mirosław Sekułę punktując go, że napisał projekt sprawozdania mając gdzieś podpisy świadków pod protokołami przesłuchań. Wybiórczość, dowolność interpretacji prawa. Prawo?  Prawo to ja!


To kompromitacja nie tylko Sekuły, ale i Sejmu. Ktoś kto obserwował komisję hazardową może stracić całkowicie wiarę w prawo i państwo.
Strach myśleć, że mieliśmy takiego szefa NIK (2001-2007).

PS. Na koniec spekulacja, hipoteza, co wyraźnie zaznaczam, jak mogło dojść do takiej kompromitacji? Chyba jeden z dziennikarzy, który wspierał członków komisji (na marginesie, z takiej pomocy, korzystają też i inni członkowie tej komisji i innych) nie wykazał się dobrą pracą współtworząc sprawozdanie. Ale jak zna się jego artykuły, to nie jest to dla mnie zaskoczeniem.

(1) komentarzy / skomentuj

Wróciłem po 2-dniowym maratonie zdjęciowym Warszawa- Trójmiasto. Sprawa Blidy to kolejna wyjaśniona porządnie sprawa, jak inne.... od Jaroszewiczów, Papały po Smoleńsk. 21-07-2010 01:19


(1) komentarzy / skomentuj

Śledztwo Papały do poprawki 16-07-2010 09:44

(0) komentarzy / skomentuj

Co dalej? 13-07-2010 18:14

Sylwester Latkowski pracuje nad nowym projektem dziennikarskim w PMPG SA

Informacja prasowa

Sylwester Latkowski pracuje nad nowym projektem ramach Platformy Mediowej Pont Group (wydawca tygodnika WPROST). Nowy projekt jest związany z dziennikarstwem śledczym i interwencyjnym. W założeniu będzie wykorzystywał prasę, Internet oraz multimedia.

Projekt, nad którym pracuje Latkowski, będzie miał odrębną redakcję, ale będzie również korzystał z zasobów i archiwum tygodnika WPROST oraz portalu internetowego Wprost24.pl. Będzie również powiązany z witryną Wprost24.pl.

„Sylwester Latkowski jest znakomitym specjalistą w dziedzinie dziennikarstwa śledczego, dokumentalistą z ogromnym doświadczeniem, które chcielibyśmy wykorzystać znacznie szerzej niż jest to możliwe na łamach tygodnika opinii. Ponieważ w formule tygodnika, jaki rozwija nowe kierownictwo redakcji, nie ma na to miejsca, zdecydowaliśmy się na wydzielenie pionu interwencyjno-śledczego w nowy projekt” – mówi Michał M. Lisiecki, prezes PMPG SA i AWR WPROST.

Sylwester Latkowski od marca kierował działem Społeczeństwo w tygodniku WPROST. Jest reżyserem, scenarzystą, dziennikarzem, producentem filmów i wydawnictw fonograficznych. W 2001 roku otrzymał wyróżnienie Fundacji Kultury za książkę „Pamiętam jak...”. Prowadził programy telewizyjne „Nakręcona noc” i „Konfrontacja”. Jest także autorem książki "Zabić Papałę" oraz wspólnie napisanej z Piotrem Pytlakowskim "Śmierć za 300 tysięcy". Obecnie realizuje filmy dokumentalne "Ostatnia Wieczerza" oraz (wraz z Pytlakowskim) "Sprawa Blidy".

http://media.point-group.pl/pr/165481/sylwester-latkowski-pracuje-nad-nowym-projektem-dziennikarskim-w-pmpg-sa?rss=true


(0) komentarzy / skomentuj

I znowu dla Zanussiego "to jakaś dziewczyna".... 12-07-2010 15:58

I znowu Zanussi bezkarnie porównuje ofiarę do kata. Uchodzi to bez żadnej reakcji prowadzącego.


(0) komentarzy / skomentuj

Finał mundialu 12-07-2010 00:13

Umówić się w lokalu na oglądanie finału Mundialu i go nie oglądać? A jednak możliwe. I nie było to romantyczne spotkanie z piękną kobieta.


(0) komentarzy / skomentuj

Aby na pewno nie było poważniejszych spraw? 09-07-2010 16:31

Były wiceprokurator generalny Jerzy Engelking przed komisją śledczą badającą śmierć Barbary Blidy zeznał, że nie zna innego postępowania, które miałoby tak skumulowane występowanie znanych nazwisk. Panie prokuratorze, a Sprawa Papały, Orlenu?


(0) komentarzy / skomentuj

Syryjska plaża 2010 w obiektywie Marcina Dzierżanowskiego 08-07-2010 11:09


(2) komentarzy / skomentuj

Dla miłośników Gierka i PRL-u 05-07-2010 22:05

Służba Bezpieczeństwa PRL pilnowała moralności swoich funkcjonariuszy oraz Milicji Obywatelskiej. W 1985 roku wykazała się dużą skutecznością, i tak w sprawie operacyjnego sprawdzenia, krpt. Układy 1/0018 lub 0066/88, zajęła się sprawą Bogusław b. i małżeństwa Elżbiety i Andrzeja P. Oto krótkie podsumowanie:

„Bogusław B. 1985: kontakty z homoseksualistami. Funkcjonariusz SB uprawia praktyki homoseksualne, a w swoim mieszkaniu przyjmuje osoby z tego środowiska. Zwolniony na własną prośbę.
Seks grupowy. P. Elżbieta i Andrzej, zwolnieni w 1986; małżeństwo funkcjonariuszy nawiązało kontakt ze zwolennikami seksu grupowego z całego kraju, uczestnicząc w tych seansach.”


(6) komentarzy / skomentuj

Kościół przegrał 04-07-2010 21:37

Po dwunastu godzinach pisania „Polskiej mafii”  wyszedłem na powierzchnię.  Włączam telewizor. Durczok stwierdza,  że to była pierwsza „niehakowa” kampania wyborcza. Kwaśniewski nie wierzy, że kolejne także nie będą. Ma rację.
Pewnym przegranym tych wyborów jest na pewno Kościół, który po tragedii smoleńskiej stał się stroną w walce politycznej. Podzielił się bardziej niż dotąd.


(0) komentarzy / skomentuj

Najważniejszy dzień 04-07-2010 17:55

Znajoma wróciła z Chrztu Świętego. Ksiądz przez 40 minut przemawiał z ambony, jaki to ważny jest dzień. Okazało się jednak, że nie miał na myśli przyjęcia sakramentu przez dziecko, a dzień wyboru prezydenta.


(0) komentarzy / skomentuj

Awantura o Lichocką 03-07-2010 10:59

Awantura o Joannę Lichocką jest podszyta hipokryzją, bo nagle niektórzy się obudzili i krzyczą: nie ma zgody na dziennikarstwo polityczne. Dziennikarzy sztabowców, żołnierzy politycznych. A niby kim są czołowi publicyści, komentatorzy?  Każdy z nich od dawna już stracił obiektywizm. Po katastrofie smoleńskiej, niektórzy wręcz stracili resztki zasad i rozumu.

Czy redakcje prasowe i telewizyjne od dawna nie zamieniły się w przybudówki partii politycznych, stały się swoistymi pasami transmisyjnymi do realizacji partyjnych celów?
Nie znam żadnego tytułu prasowego i programu telewizyjnego, który nie jest naznaczony mniejszą lub większą przychylnością do danej opcji politycznej.

Słowem, którego najbardziej nie znoszą medialni decydenci, czołowi dziennikarze, to słowo parytet, niby owszem na zewnątrz go głoszą, ale już wewnątrz redakcji przybijają go osinowym kołkiem w redakcyjnej toalecie i robią swoje. Co dzieje się z tymi, dla których zachowanie w redakcji parytetu politycznego jest zasadą, lepiej nie mówić. Prędzej czy później będą musieli poszukać sobie pracy, nauczyć się żyć w cieniu celebrytów dziennikarskich i schodzić im z drogi.  Karierę trudno będzie im zrobić.

No chyba, że coś się zmieni… wyciągniemy wnioski, z tego co ostatnio stało się wręcz obrzydliwą formą dziennikarstwa… Ale ktokolwiek z nas w to wierzy?


(2) komentarzy / skomentuj

Bez polityki 02-07-2010 23:00

Kolejny dzień bez czytania gazet, oglądania wiadomości, stacji informacyjnych, kolejny dzień omijania polityki. Na chwilę wszedłem na twittera i FB, widzę, że gorączka wyborcza trwa.


(0) komentarzy / skomentuj
Zobacz również ...


menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

"Blokersi" to film o polskiej kulturze hip hopowej. Opowiada o młodych ludziach z wielkomiejskich blokowisk, o tym jak żyją, jaka jest dzisiaj ulica w Polsce. Poza raperami są tu grafficiarze, break dance`owcy i ludzie związani z kulturą hip hopu. Prawdopodobnie po raz pierwszy wiele osób zobaczy, czym jest w naszym kraju kultura hip hopu, kto w niej żyje i kto ją tworzy.


Śledczak Kamilianie Gwiazdor Pedofile
Nakręceni Pub 700 Klatka To my, Rugbiści
powered by Admin.Starla v3 CMS