menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Już nie tylko blog... Za kilka dni nowy serwis Latkowski.com 13-10-2011 19:23

(0) komentarzy / skomentuj

Były senator Michał Okła (Świętokrzyskie) wreszcie nie będzie chroniony immunitetem. 10-10-2011 12:19

(0) komentarzy / skomentuj

Komenda policji we Włoszczowie „pod przykryciem.” Miejsce, w którym wtargnięcie na posesję, próba podpalenia uznawane jest za wykroczenie, a nie przestępstwo. 06-10-2011 23:02

(0) komentarzy / skomentuj

Niestety w Polsce politycy pociągają za sznurki w mediach 04-10-2011 22:04

Nie mam nadziei, że skandaliczna wypowiedź polityka Adama Hofmana, który proponował odsunięcie z pracy w redakcji dziennikarza Jakuba Sobieniewskiego, zostanie solidarnie napiętnowana przez całe środowisko mediów.


(0) komentarzy / skomentuj

Kwestia wiarygodności Tomasza M. jest dla całej sprawy kluczowa. Czy zawodowy oszust może w ogóle być wiarygodny? Tego świadka nienawidzą zarówno gangsterzy, jak i prokuratorzy. 28-09-2011 10:00

Fragment stenogramu z podsłuchu rozmowy pomiędzy ludźmi z tzw. miasta. Do dnia dzisiejszego nie ustalono kto z policji przekazywał im informacje o zeznaniach Tomasza M.

Nazywa się Tomasz M. W świecie przestępczym nazywają go Bankierem, Oszustem lub Łochem (to frajer, który daje się oskubać). Jest podejrzanym i oskarżonym w wielu sprawach sądowych, a jednocześnie korzysta z nadzwyczajnego złagodzenia kary za zeznania obciążające innych. Zwolniono go z aresztu, w swoich procesach odpowiada z wolnej stopy i dostaje łagodne wyroki,odsiadki w zawieszeniu, a grzywny sądy rozbijają mu na raty. Żadnego polskiego przestępcy, który nie dostał statusu świadka koronnego,nie objęto, jak jego, całodobową ochroną i nie umieszczono w tajnym mieszkaniu w nieznanym miejscu oraz nie zapewniono wiktu i opierunku na koszt państwa.
Na spotkania z nami zajeżdża z obstawą. Najpierw teren sprawdzają funkcjonariusze z ochrony, potem pojawia się on w kamizelce kuloodpornej. Podczas upału poci się niemiłosiernie.

Poślizg na Mydełku

Bankier jest cenny, bo obciąża tuzy poznańskiego półświatka: rodzinę B. (zwanych Makowcami), Mydełka, Andrzeja K. i jego żołnierza Szopkę(którego dziewczyną była znana dzisiaj prezenterka pogody w jednej z telewizji, o jej roli Bankier też zeznaje). Opowiada śledczym o Tomaszu P., Marcinie P. Jacku N., Pawle R. i uważanym za najważniejszego na tym terenie Janie L., ps. Lejek.
Najwięcej ma do powiedzenia w sprawie kredytów wyłudzanych w poznańskich bankach. Uczestniczył w tym procederze, jako jeden z mózgów całego przedsięwzięcia. Dzisiaj sam szacuje z lekka, że uzbierało się jakieś 18 mln zł, które banki straciły. Ujawnia, kto z bankowców współpracował z gangiem, kto brał łapówki. Obciąża kilku adwokatów i przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości (ci pierwsi pośredniczyli w przekazywaniu pieniędzy, ci drudzy mieli je brać). Na czarnej liście Bankiera są też sprzedajni gliniarze. To z ich powodu Tomasz stał się oczkiem w głowie funkcjonariuszy policyjnego Biura Spraw Wewnętrznych (BSW). Moment do tego był jak najbardziej odpowiedni, bo akurat w tym samym czasie przestali go hołubić oficerowie z CBŚ. Mieli powód – Tomasz poważnie obciążył kilku z nich. Prokuratorzy mają z tą częścią zeznań Bankiera kłopot. Podejrzewają, że świadek rzuca oskarżeniami w policjantów, których BSW chce akurat odstrzelić.

Więcej o sprawie w artykule Sylwestra Latkowskiego i Piotra Pytlakowskiego "Rozgrywany" w dzisiejszej "Polityce".


(0) komentarzy / skomentuj

Chodzę po zaułkach 26-09-2011 22:48

Anna Kobierska: Przygotowuje Pan kolejną swoją książkę do druku. „Człowiek z lasu” taki ma być jej tytuł?

Sylwester Latkowski: Taki ma mieć tytuł. Do druku jednak jeszcze daleko, czeka mnie jeszcze trochę pracy, sporo wizyt w Świętokrzyskim.

Tym razem dotykać będzie ona wątków Skarżyska, Starachowic. Dlaczego wybrał Pan akurat te miasta jako fundament książki?

Świętokrzyskiemu przyglądam się od dawna. W książce „Przykrywkowcy” (współautor Piotr Pytlakowski), jeden z rozdziałów jest poświęcony głośnym wydarzeniom tzw. starachowickiego przecieku. Od dawna rozmawiam z osobami znającymi ten teren. Kilka lat temu byłem dwa dni z kamerą w Skarżysku - Kamiennej, w Rejowie, gdzie odbywał się zlot motocyklowy. Myślę, że jeden z zarejestrowanych wówczas wymownych obrazków znajdzie się w książce. Ostatnio zgłosiło się do mnie kilka osób opisując rzeczywistość, w którą trudno uwierzyć. Odkąd ludzie wiedzą nad czym pracuję, przesyłają mi dokumenty, opowiadają o kolejnych puzzlach składających się na obraz tutejszego świata.

Zajmujemy się czymś z różnych powodów: ciekawości, fascynacji, potrzeby zmiany… Czym Pan się kierował decydując się na wybór tych miast?

Po książce „Polskiej mafii” i kolejnych odsłonach sprawy Olewnika, postanowiłem, opisać problem jaki dotyka lokalną Polskę – sitwy, sitewki, które tworzą lokalną mafię. Polska jest nimi przeżarta, to prawdziwy problem dotykający ludzi żyjących w mniejszych społecznościach. Układy u dołu, sięgające samej góry.

Kiedy Pan tak śledził różne wątki, powiązania, koneksje… Co Pan sobie myślał?

Polskie państwo nie radzi sobie z problemem zwalczania lokalnych mafii. W ogóle nie dostrzega problemu.

A może dostrzega, ale powiązania bywają tak mocne?

Tak ja wyżej.

Na ile fabuła książki jest zgodna z faktami, z rzeczywistością, na ile będzie to fikcja?

To będzie Polska bez fikcji.

Spotykał się Pan i wciąż spotyka z różnymi ludźmi pracującymi, mieszkającymi w Skarżysku. Zarówno z „gangsterami” jaki i policjantami. Na ile ich informacje są dla Pana przydatne, a ile w tym mitomanii?

Nie spotykam się tylko z ludźmi ze Skarżyska. Bo ta książka nie jest tylko o Skarżysku. A w pytaniach dotyka pani problemu, jaki miałem pisząc „Polską mafię” i tak samo wyjaśnię. Zawarte w książce wypowiedzi oraz rozmowy oparte będą na dokonanych przeze mnie nagraniach lub protokołach przesłuchań policyjnych, prokuratorskich i sądowych. Wielu rozmówców godzi się na rozmowę pod warunkiem zachowania anonimowości. Staram się potwierdzać usłyszane od rozmówców i przeczytane w dokumentach informacje. Nigdy jednak nie można mieć całkowitej pewności co do wiarygodności ostatecznego obrazu. Należy pamiętać, że świat przestępczy to niezawierane na piśmie umowy, zobowiązania, groźby i plany. Zazwyczaj opis wydarzeń opiera się na ustnych, a zatem ułomnych i nie zawsze motywowanych szczerymi intencjami, relacjach świadków opowiadających o nich prokuratorom lub dziennikarzom. Czytelnik powinien więc zachować ostrożność w wyciąganiu prostych wniosków. Podaję źródła i kontekst – to powinno pozwolić ocenić wiarygodność, wskazać, w co wierzyć, a w co nie.

Jest Pan ostatnimi czasy częstszym bywalcem w tutejszym regionie. Jest ktoś lub coś, co Pana szczególnie zaciekawiło, może zafascynowało, albo w jakiś inny sposób poruszyło?

Raczej zajmuję się podszewką, chodzę po zaułkach, to nie jest obraz, który zachwyca. Choć dostrzegam piękno przyrody i życzliwość ludzi. Przy pracy wspiera mnie wiele osób stąd.


Wiem, że cały czas przygląda się Pan tutejszemu życiu, na różnych płaszczyznach… Czy to wciąż do tej samej publikacji, czy szykuje Pan coś innego?

Rozważam powstanie filmu dokumentalnego. Na pewno w miedzy czasie powstaną publikacje prasowe, poprzedzające książkę. Proszę także zaglądać na mojego bloga i facebook.

Kiedy Pan tak się nasłuchał opowieści, naoglądał materiałów w sprawie, ma obraz ludzi i powiązań – przeogromnych –Co Pan wówczas czuje?

Nie ja tu jestem najważniejszy.

Co Pan myśli o ludziach, którzy dają się zastraszać, przekupywać, milczą lub nawet krzywdzą swoim działaniem innych…

Życie nie jest takie proste, rzeczywistość nie jest czarno-biała. Ludzie mają prawo do słabości. Bywają jednak ludzie tak nikczemni, tacy dranie, dla których czynów trudno znaleźć wyjaśnienie i je usprawiedliwić.

Czy takie zachowania też Pan zaobserwował w Skarżysku?

Spotykam tutaj więcej dobrych ludzi niż złych.

Książka to odzwierciedlenie rzeczywistości czy próba oceny, analizy? W jakim kierunku poszedł Pan?

Nie będę oceniał. Powtórzę, książka ma być reporterskim zapisem dokumentującym naszą polską rzeczywistość – Polskę lokalną.

Co Pan czuje, kiedy myśli o „człowieku z lasu” i jego wciąż żywych powiązaniach?

Sukcesem policji i prokuratury było jego zatrzymanie, ale moim zdaniem na ławie oskarżonych obok niego powinien zasiąść przynajmniej jeden z polityków, kilku samorządowców, policjantów i biznesmenów. „Śruta”, bo tak tez go nazywano, nie działał w próżni. Zastanawiam się czy nie stał się on swoistym kozłem ofiarnym mającym przykryć prawdziwą tutejszą mafię.

Myśli Pan, że Pana książka coś zmieni? Poruszy kogoś, kogo powinna?

Nie wiem. Mam dużą pokorę i świadomość ograniczonego wpływu, ale dlaczego to ma mnie zniechęcać?

Tygodnik Skarżyski, 8 września 2011

(0) komentarzy / skomentuj

Winni dziennikarze 26-09-2011 20:26

Według Andrzeja Czumy „ciekawość pewnych dziennikarzy jest dla nich ważniejsza niż interes państwa”, dlatego należy ukrócić dostęp obywateli do informacji publicznej. Jakże były minister sprawiedliwości nie znosi dziennikarzy. (Tak jest, TVN24)


(1) komentarzy / skomentuj

Wybiórczość 25-09-2011 21:59

Czym się różni próba samospalenia od próby samobójczej Wojciecha Sumlińskiego? Tylko tym, że miał kolegów dziennikarzy (w tym mnie)? Tym, że nie pasuje to każdej opcji politycznej? Nie ma świętych? Pokazuje, w czym naprawdę tkwimy? Miejmy nadzieję, że w mediach będzie siła wyjaśnić co jest prawdą, a co nadinterpretacją, pomówieniem?


(0) komentarzy / skomentuj

Pociąg do Polski Zybertowicza 25-09-2011 18:46

Mam niedosyt po lekturze książki Andrzeja Zybertowicza „Pociąg do Polski. Polska do pociągu”, za mało w niej konkretów, argumentów, które profesor musiał poznać gdy był blisko władzy i służb.

Oczywiście, wiem, że to zbiór jego publicystyki, ale niedosyt pozostaje. Może Andrzej Zybertowicz zdecyduje się napisać, na przykład, książkę o Wojskowych Służbach Informacyjnych, choćby po to by wykazać to co raportem nie udało się wytłumaczyć i wyjaśnić? Odpowiedzieć też wprost, dlaczego druga część raportu nadal spoczywa w prezydenckim archiwum?

Z Andrzejem Zybertowiczem zgadzam się w wielu kwestiach – jak „układów” trawiących Polskę , mafii, wpływu służb na naszą rzeczywistość, ale trudno mi przyjąć do wiadomości, że oto grzeszne są tylko środowiska związane lub bliskie z PO, PSL (tutaj warto zapytać, czemu obecny wiceszef ABW pozostał zmilczany, a rolę czarnego charakteru gra tylko Krzysztof Bondaryk?) i SLD, a PiS to „biała lilija”.  Tytuł rozdziału „PiS można oszukać, ale nie przekupić” doskonale oddaje takie myślenie. A w Polsce „układy” są ponadpartyjne. Za rządów PiS w służbach także dochodziło do patologii, jak wcześniej i obecnie.

Czekam na kolejną książkę Andrzeja Zybertowicza, bo choć on ostatnio zbyt często kieruje się wyborem politycznym w ocenie polskiej rzeczywistości, trudno mu nie odmówić także trafnych spostrzeżeń. Lektura jego książek nie jest czasem straconym.


Andrzej Zybertowicz "Pociąg do Polski. Polska do Pociągu", Prohibita 2011

(1) komentarzy / skomentuj

Lumpenart 24-09-2011 21:48

Lumpenart from Sylwester Latkowski on Vimeo.


(0) komentarzy / skomentuj

Włoszczowa. Miasto i gmina. Kolejny dzień poznawania. W przeciwieństwie do Skarżyska opis panujących tu układów jest prostszy, tutaj rządzi tylko jeden układ. 23-09-2011 21:05

(0) komentarzy / skomentuj

Nowy kanal video po zamknięciu przez You Tube 22-09-2011 01:14

(0) komentarzy / skomentuj

You Tube usunął cały mój profil LatkowskiSylwester. Powód? Jedna osoba zgłaszająca. Interesujące jest to, że You Tube jakoś nie potrafi zablokować notorycznie rozpowszechnianie moich filmów. A osoba zgłaszająca tłumaczy mi,że to pomyłka. Oczywiście You Tube milczy. 21-09-2011 11:25

(0) komentarzy / skomentuj

Często próbowano grać kartą Zachara 21-09-2011 08:16

– Główny świadek obrony Edwarda Mazura, gdański gangster Daniel Z., ps. Zachar, został aresztowany. Grozi mu dożywocie – informowała „Rzeczpospolita” w styczniu 2007 roku.
– Daniel Z. został zatrzymany, bo ciążą na nim bardzo poważne zarzuty podżegania i pomocnictwa w zabójstwie. Ponieważ istniała obawa matactwa, wystąpiliśmy z wnioskiem o areszt – powiedział rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu, prokurator Leszek Karpina.
Według„Rzeczpospolitej” Daniel Z.,ps.Zachar miał być jednym ze świadków obrony Edwarda Mazura w procesie ekstradycyjnym; miałby podważyć zeznania obciążające Mazura. Powoływał się na swoją dobrą znajomość z Zirajewskim. Poznać się mieli dziesięć lat temu, kiedy ten ostatni był bramkarzem w jednym z gdańskich klubów nocnych.
– Zirajewski był prawą ręką Zachara – opowiada trójmiejski złodziej samochodów. – Wiedział sporo o interesach Daniela, bo z kilkoma kompanami tworzyli bojówkę do zadań specjalnych Zachara. Na pewno dzięki Zacharowi poznał Nikodema Skotarczaka. Jednak to nie ta półka, by rozmawiać z Mazurem na temat zabójstwa generała Papały – dodaje.
Podobnie uważa obrońca Zachara, mecenas Ryszard Bafia. Jego zdaniem, zeznania Daniela Z. w amerykańskim sądzie skompromitowałyby polski wymiar sprawiedliwości.


Policjanta rozpracowującego grupę Nikosia pytam o Zachara i jego aresztowanie.
– Chłopak z Wrzeszcza. Zaczynał od stania na bramkach. W latach 80. słynął w mieście z tego, że się dobrze bił. Kradł samochody, handlował spirytusem. Zakręcił się koło Nikosia. Razem jeździli do Zgorzelca. Słynna wojna z Caringtonem. Przy Nikosiu zarobił największe pieniądze. Mówiono, że psychicznie zawsze dobrze czuł się w grupie. Ale był pazerny. Chciwy. Ostatnio się wyciszył. Aresztowano go, zarzucając podżeganie do zabójstwa. Ale to dziwne, bo tam też przewijał się Odys z Gdańska i jego wypuszczono po trzech dniach za kaucją.
– Może w związku z tym, co mówią media, że miał świadczyć na rzecz Mazura?
– Mówiono, że Zachar miał zaproponować Mazurowi pół miliona dolarów za złożenie zeznań przed sądem.
–Media pisały, że było odwrotnie, to Mazur chciał przekupić Zachara („Super Express”: „Mazur dotarł do Daniela Z. za pośrednictwem pary Polaków prowadzących w Niemczech agen- cję towarzyską. Kobieta i mężczyzna poznali w latach 90. gdańskich mafiosów ściągających haracze od właścicieli domów publicz- nych. Znajomi Mazura obiecali skontaktować jego wysłannika z Danielem Z. Wszystko działo się w roku 2006, tuż przed zatrzy- maniem Mazura”.).
– Na pewno rozmawiali ze sobą. Negocjowali. Na tyle jednak były to poważne rozmowy, że zdecydowano się go areszto- wać pod pretekstem starej sprawy. Wyszło, że na chwilę zerwał się ze smyczy Małgorzacie Wierchowicz. A on raczej nie powi- nien występować przeciw niej, dzięki Wierchowicz chodzi na wolności. Jak siedział we Wrocławiu, znowu musieli się dogadać i wyszedł na wolność.
W maju 2008 roku rozmawiam z jedną z osób, która była zdziwiona faktem przesłuchiwania go przez śledczych zajmują- cych się sprawą zabójstwa Marka Papały. Pytano ją o polonijnego dziennikarza Andrzeja Wąsewicza z chicagowskiego tygodnika „Express”. Okazało się, że prokuratura prowadzi czynności śled- cze, mające ustalić, czy to nie on w imieniu Edwarda Mazura pro- ponował pieniądze za złożenie korzystnych zeznań przez Artura Zirajewskiego.
Andrzej Wąsewicz nie od razu wyjaśnia, dlaczego stał się obiektem zainteresowania polskiej prokuratury. Po dwudziestu minutach kluczenia, przekazywania niepełnych wersji wydarzeń, wreszcie decyduje się mówić:
– Ja panu zdradzę pewną rzecz, skąd się to wszystko wzięło.
Z Polski przyjechały do Chicago dwie osoby, które wystąpiły z propozycją...
– Właściciele domu publicznego z Niemiec?
– Tak, tak. Oni się zgłosili (w 2005 roku, od aut.), biorąc chyba kontakt telefoniczny z książki, nawiązując kontakt z panem Mazurem. Zadzwonił do mnie bardzo wzburzony, nie wiedząc, co z tym fantem zrobić. Podejrzewał prowokację. Poprosił mnie, czy nie mógłbym wziąć udziału w spotkaniu. Chciał mieć świadka. Do takiego spotkania doszło w hotelu. Tamte osoby stwierdziły, że osoby związane z Zirajewskim są w stanie uzyskać prawdziwe zeznania Zirajewskiego (...) Zeznania, które rzuciłyby nowe światło (na sprawę, od aut.) oraz oddaliły zarzuty od Edwarda Mazura. On podziękował za to wszystko. Powiedział, że nie jest tym zainteresowany. Natomiast mnie to zaintrygowało. I później, w trakcie luźniejszej rozmowy, dziewczyna zapytała, czy może redakcję by to zainteresowało? (Mazura miało nie być przy tej części rozmowy, oddalił się gdzieś, według Andrzeja Wąsewicza, od aut.). A może też bym napisał książkę o niej, bo ona jest ciekawą osobą, miała ciekawe życie w Niemczech. Oni wyjechali ze Stanów. Do Polski czy do Niemiec, nie wiem. Później zadzwoniła ta dziewczyna i pytała, czy dalej byłbym zainteresowany. Mówię, że oczywiście z dziennikarskiego punktu widzenia tak, ale musiałbym mieć więcej konkretów. Powiedziała, że może mi dać telefon do Zachara, żebym tam zadzwonił. Tak zrobiłem. On potwierdził to, o czym mówiliśmy. Żadne kwoty nie padały. Oczywiście mówiłem mu, że pracuję nad książką. Powiedział, że to jest bomba, podniosłoby to nakład. Później mieliśmy jeszcze jeden telefon. Ale zaznaczam, że wiedziałem, że on jest na podsłuchu, ale nie miałem nic do ukrycia. Może te rozmowy są nagrane, więc można to skonfrontować.
Redakcja wysłała mnie w 2005 roku, żebym sprawdził, czy jest to opłacalne z wydawniczego punktu widzenia. Poleciałem do Gdańska na dwa dni, by porozmawiać z Zacharem. Ale ważna rzecz. Mazur nic o tym nie wiedział. Później się dowiedział, ale nie wiem, w jaki sposób. Do dzisiaj mnie to trapi. W Gdańsku
spotkałem się z Zacharem, który przedstawił mi propozycję. Ma kontakt z Zirajewskim (...)
– Zirajewski przecież jest w więzieniu.
– Ale jest jego dziewczyna. Dziecko tej dziewczyny. Jakieś kontakty musiały być, bo Zachar był zorientowany w jego życiu osobistym (...) Zirajewski mówił, że w Gdańsku wszyscy się śmieją z wersji polonijnego śladu. Jest możliwość... że może to być prze- łom w śledztwie, spowodować inne nastawienie do całej sprawy. Padła nawet sugestia, czy mógłbym być wspólnikiem w inwestycjach wydawniczych, że jakby się książka dobrze sprzedała, moż- na by zarobić. Może w Polsce byłyby jakieś wydawnictwa tym zainteresowane. Zadałem mu pytanie, jak ja mogę to zweryfikować, jak mogę porozmawiać z Zirajewskim, na czym stoję. Okazało się, że nie ma żadnych gwarancji, że Zirajewski może złożyć jakieś zeznania, że Zachar może namówić go do złożenia praw- dziwych zeznań. W jaki sposób, nie wiem. Ale rozumiałem, że się dobrze znają, że być może utrzymują bliskie kontakty. Powiedziałem, że zwrócę się z ustaleniami do wydawnictwa, ponieważ jest to poważna sprawa, że pewnie sami tego nie wydamy, ale byłby na pewno ktoś zainteresowany ze strony polskiej i amerykańskiej.
– W Polsce wydawnictwa nie płacą dużych pieniędzy.
– Wiem, znam realia w Polsce, ale gdyby był to przełom w sprawie generała Papały i ukazuje się książka w nakładzie 50 tysięcy, to przy odpowiedniej cenie można by na tym coś zarobić. Być może w Stanach również.
– Dla Zachara nie mogły być to duże pieniądze.
– Nie, ale ja miałem jeszcze jedno wrażenie z tej rozmowy. On był zainteresowany, by Zirajewski przyznał się, że kłamał w po- przednich zeznaniach. Zachar był zainteresowany nie tyle pie- niędzmi, co zdyskredytowaniem Zirajewskiego. Mało tego, powiedział, że byłby skłonny sam zeznawać, przyjeżdżając do Sta- nów. Później, kiedy toczył się proces Mazura, Zachar powrócił do tej sprawy. (...) Wyraźnie zaznaczam, że to był kontakt z Polski.
– Jaki interes miała ta para z Niemiec, że składała taką propozycję?
– Przypuszczam, że zostali wysłani na rekonesans – czy istnieje możliwość przeprowadzenia takiej operacji. Okazało się, że pan Mazur nie jest zainteresowany, więc zwrócili się do mnie. Przypuszczam, że wyszło to od dziewczyny. To ona cały czas mówiła, że chciałaby wydać książkę o swoich przygodach w Niemczech, gdzie prowadziła agencję towarzyską. Ma rewelacyjne informacje. Żebym wydał książkę...
– Dlaczego Mazur się z nimi spotykał? Kiedy ktoś nie chce być powiązany ze światem przestępczym, z tą sprawą, to się nie spotyka.
– To nie leży w jego naturze. Jeżeli otrzymał telefon...
– Ale on od lat nie odbiera telefonów, tylko jego żona.
– Otrzymał telefon, że mają jakieś ważne informacje w sprawie; powołali się na osobę, którą Mazur zna z Polski. Co to za osoba, nie wiem. Mazur od razu uciął dyskusję, nie był niczym zainteresowany.
– Ale wcześniej wykazywał zainteresowanie sprawą?
– W miarę upływu czasu stawał się coraz bardziej podejrzliwy, ostrożny. To ja dałem się nabrać, on nie uwierzył. Nie chciał, by go powiązano ze światem przestępczym, z jakąś grupą trójmiejską...
– Ale mimo wszystko się spotkał.
– Ale nie wiedział, co to są za ludzie. Przeczuwał coś i dlatego poprosił mnie o wspólne spotkanie. Tam nie padały żadne sumy. Usłyszeliśmy tylko, że w Polsce są ważne materiały i zainte- resowaniludzie. Ale Mazur uznał to za prowokację. Wiem, że prokuratura może przypuszczać, że ja jestem wysłannikiem Mazura; on sam może być wściekły na mnie, że pojechałem do Polski. To była moja samodzielna decyzja. Nie wkładałem peruki. Pojechałem na swoim paszporcie. Spotkałem się z tymi ludźmi. Zdawałem sobie sprawę, że za Zacharem jeździ policja, a jego telefony są podsłuchiwane.
– Czy to prawda, że Zachar sam zadzwonił do pana w czasie procesu ekstradycyjnego?
– Tak. To, o czym mówiłem, zeznałem adwokatom Mazura: że jest świadek w Polsce, który jest gotów zeznawać (...) Adwokat Mazura poinformował o tym również innych, w tym prokuratora Marsa (...) Wiem, że moja druga rozmowa z Zacharem została nagrana, a on wkrótce został aresztowany.
 
Rozdział "Aresztowanie świadka obrony Mazura" z  książki Sylwestra Latkowskiego "Zabić Papałę"

(0) komentarzy / skomentuj

Tonny Benett twierdzi, że Gerge W.Bush nazwał wojnę w Iraku błędem. 21-09-2011 07:01

(0) komentarzy / skomentuj

Jedynka w Katowicach 20-09-2011 21:56

Ostatnio ze zdziwieniem odkryłem, że Jedynką Ruchu Palikota w Katowicach jest zastępca redaktora naczelnego tygodnika NIE, Andrzej Rozenek. I tyle o apolitycznych dziennikarzach. Choć Rozenek (jak Sakiewicz) w przeciwieństwie do innych zdarł z siebie maskę. Inni są nadal niby niezależni, obiektywni itd.
A prawda jest smutna. Mamy już tylko wojujące ze sobą media i dziennikarzy, którzy okopali się po każdej ze stron.  Dla tych nielicznych, którzy jeszcze tego nie uczynili, nastał ciężki czas, mogą oberwać przypadkowo odłamkiem.


(1) komentarzy / skomentuj

Minister Sikorski: "Waszczykowski to szpion"? 14-09-2011 20:30

Tomasz Wróblewski (redaktor naczelny „Dziennika Gazety Prawnej”) na Facebook napisał: "Wczoraj na spotkaniu z naczelnymi Sikorski powiedział, ze Waszczykowski to szpion. Amerykanie nie dopuszczają go do stołu, a nasze ABW odebrało mu dostęp do akt niejawnych. Na pytanie dlaczego nie zawiadomił prokuratury i kontrwywiadu odpowiedział, ze jakoś nie pomyslał? Ciekawe dlaczego teraz pomyslał?"


(0) komentarzy / skomentuj

Jakoś trzeba było zagłuszyć wieści o nadchodzącej wojnie i kryzysie. 14-09-2011 20:00

Maciej Świeszewski wpadł do Warszawy. Krótki lunch. Dołączył do nas Mirosław Gronicki, były minister finansów w rządzie Marka Belki. Więc mało było rozmowy o sztuce, zwłaszcza, że inaczej się nie dało po nieszczęsnej wypowiedzi obecnego ministra Jacka Rostowskiego, wieszczącego wojnę. W pewnym momencie pojawiła się butelka wina, jakoś trzeba było zagłuszyć wieści o nadchodzącej wojnie i kryzysie.


(0) komentarzy / skomentuj

Trzy języki to zna byle kelner w Szwajcarii 13-09-2011 21:32

Wczoraj spotkanie z autorem „Nielegalnych”. On popijał piwo, ja jadłem kwaśnicę.  Książka jego stała się najlepiej sprzedającym się polskim ebookiem, wkrótce premiera w księgarniach. Powieść wywołała krytykę prawicowych mediów, co śmieszy, skoro to tylko thriller szpiegowski. Zastanawiające jest dlaczego byli decydenci wywiadu, jak Generał Pęk et consotres, próbują także zdyskredytować autora, pisząc w stylu - „Trzy języki to zna byle kelner w Szwajcarii czy Luksemburgu”.  Jak odpiera autor: „Zapomnieli jednak dodać, że w Polsce, na jednego plus czterech szefów Agencji Wywiadu za PIS, żaden nie znał nawet jednego (z polskim też było słabo), a tu taki kelner zna. Dziwne?! Byliśmy jedyną służbą wywiadowczą w świecie, której Szef rozmawiał ze Scarlettem, czy Dyrektorem CIA przez tłumacza. Po kimś tak wspaniałym jak Andrzej Ananicz myślałem, że spalę się ze wstydu bo niestety byłem tego wielokrotnie świadkiem. No i po polsku też trzeba było mieć coś do powiedzenia. Pisząc książkę doskonale wiedziałem, że tak będzie. I nie jestem też zaskoczony, że mają tak słabe pomysły. No cóż, żaden z nich nie ukończył kursu wywiadowczego i słabo rozbierają się w dezinformacji i inspiracji, a to abc profesji.”


(0) komentarzy / skomentuj

Najprawdziwsze wyznanie Polikota 08-09-2011 22:27

Najprawdziwsze wyznanie Janusza Polikota w książce "Kulisy Platformy". Niestety tacy są politycy i tym jest polityka.Palikot w rozmowie z Anną Wojciechowską: "To był trochę teatr. Ja mówiłem coś kontrowersyjnego, po czym niemal wszyscy w Platformie rzucali się, by mnie potępić w mediach, grożąc karami. W ten sposób nadawali tylko rozgłos moim słowom, akcjom. Opozycja się na to nabierała, na to potępienie ze strony PO, i również ruszała do komentowania. I tak wytwarzało się ileś tam godzin komentarzy, które naturalnie odwracały uwagę od innych spraw. Tak to działało. Wykorzystywałem sytuacje, kiedy Platforma miała kłopoty, bo wiedziałem, że wtedy będą mnie pompować."


(0) komentarzy / skomentuj

Testowanie byłego ministra sprawiedliwości? 08-09-2011 19:34

Jedną z jego ulubionych rozrywek było testowanie ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego. Podczas spotkań przy alkoholu w sejmowym pokoju Drzewieckiego wchodził i rzucał: „Kto nie był w KLD, na baczność!”. Wszyscy do tego przywykli i zbywali to śmiechem. Mnie sam czasem dopytywał, kiedy nie wstawałem: „A ty co? Byłeś w KLD?”. „Tak, Grzegorz, przecież ja zakładałem nawet KLD, nie pamiętasz?” – odpowiadałem żartem. I tylko jeden Ćwiąkalski ze swoim urokiem profesora, wstawał i salutował, po czym otrzymywał od Schetyny reprymendę: „Spocznij”. Grzegorz dziesięć razy wchodził, to Ćwiąkalski dziesięć razy salutował. Minister, nawiasem mówiąc, miał niestety skłonność do alkoholu.

"Kulisy Platformy" Z Januszem Palikotem rozmawia Anna Wojciechowska, Wydawnictwo Czerwone i Czarne


(0) komentarzy / skomentuj

Brutalność i uwodzenie, przeplatane depresją Tuska 08-09-2011 14:01

Michał Majewski i Paweł Reszka to firma, która gwarantuje, że książkę będzie się czytało jednym tchem i tak jest z ich najnowszym dziełem „Daleko od miłości”.
Trudno być obiektywnym czytelnikiem, jeśli samemu sie pisało książkę o premierze i w pewnym momencie powiedziało się – dość i zawiesiło ją na kołku.
Autorzy na pewno są „daleko od miłości” do Donalda Tuska i co jest wiadomo, ze wzajemnością. Premier ich nie znosi. Szef Platformy Obywatelskiej spodziewać się więc mógł bardziej chłoszczącej go książki, a tu zaskoczenie. Majewski z Reszką nie zrobili z premiera tarczy strzelniczej. Rzecznik rządu Paweł Graś na pewno odetchnął po lekturze. 
Okazało się, że otoczenie  premiera Donalda Tuska jest bardziej lojalne i mniej przecieka niż prezydenta Lecha Kaczyńskiego (bohater książki "Daleko od Wawelu").
Nie oznacza to jednak, że premier dostał panegiryk, książka pokazuje krytyczny, bez PR-owej zasłony, portret Donalda Tuska.

Michał Majewski i paweł reszka "Daleko od miłości", Wydawnictwo Czerwone i Czarne


(0) komentarzy / skomentuj

To będzie reporterski zapis dokumentujący naszą polską rzeczywistość - Polskę lokalną 05-09-2011 08:46

Marcin Sztandera: "Człowiek z lasu" to pseudonim Leszka K., który zlecał zamachy na skarżyski Wtórpol i którego proces toczy się przed Sądem Okręgowym w Kielcach. Skąd pomysł książki?

Sylwester Latkowski: - Zaczęły się do mnie zgłaszać osoby związane ze sprawą Leszka K., zarówno poszkodowani, jak i ci oskarżeni w tej sprawie. Opowiadali historie, w które trudno uwierzyć. Myślałem, że minęły czasy, o których kiedyś premier Leszek Miller powiedział, że Skarżysko to miasto, gdzie władza skumplowała się z mafią. A były poseł Henryk Długosz, odwiedzając je, dla własnego bezpieczeństwa zabierał ze sobą broń. Potem dostawałem sygnały od wkurzonych policjantów, że ich szefowie bratają się z miejscowymi politykami, biznesem. Nie ma lepszego przykładu, czym jest mafia w Polsce: układy na dole sięgające góry. Rolą dziennikarza jest opisywanie rzeczywistości. I tak będzie w tej książce, która ukaże się wiosną przyszłego roku. Z drugiej jednak strony, gdy okazało się, że policja może stosować wobec mnie działania operacyjne, to musiałem to zgłosić.

Jak to wyglądało? Śledzono pana?

- Jeden z moich rozmówców po prostu wiedział, skąd przyjadę, potem otrzymałem kilka informacji świadczących o tym, że ktoś podąża moimi śladami. Ostatnio dowiedziałem się, i to w piśmie z policji, że jako nieznana osoba (mężczyzna podający się za Sylwestra Latkowskiego) stanowiłem zagrożenie bezpieczeństwa dla wysokiej rangi policjanta z komendy wojewódzkiej w Kielcach. Domniemuję, że natychmiast dokonano sprawdzenia mojej osoby. Oczywiście było to kłamstwo, każdy mój rozmówca wie, kim jestem i w jakim celu ze mną rozmawia. Mógł to być pretekst, by poznać choćby moje bilingi. Czekam na wyjaśnienie tej sprawy przez Komendę Główną Policji. To jest prawdziwa przyczyna, dlaczego publicznie poinformowałem, że pracuję nad książką. Bo nie wiem, co się jeszcze wydarzy.

O czym będzie więc ta książka?

- To będzie reporterski zapis dokumentujący naszą polską rzeczywistość - Polskę lokalną, i to nie tę z pogranicza, ale oddaloną o 140 kilometrów od Warszawy, z okolic Szydłowca, Skarżyska, Starachowic. Czas wreszcie poważnie zająć się tym problemem. Nie wolno zostawiać ludzi samych sobie na pastwę lokalnych sitew. To państwo, mając policję, prokuraturę, sądownictwo, wojewodów, powinno walczyć z mafijnymi układami. Nie może być tak, jak natrafiłem przy pracy nad "Człowiekiem z lasu", że niektórzy policjanci troszczą się o los polityków, samorządowców, a nie zwykłych ludzi.

To wszystko działo się wokół gangu Leszka K.?

- Ten gang jest tylko punktem wyjścia. I chociaż uważam, że samo jego zatrzymanie to kawał dobrej policyjnej i prokuratorskiej roboty, to moim zdaniem ława oskarżonych w tej sprawie jest za krótka, bo brakuje na niej polityków, samorządowców, policjantów i biznesmenów. Przestępcy nie działali w próżni. Książka zacznie się od sprawy zabójstwa maturzysty z Suchedniowa, która pokazuje, jak nieumiejętnie działał wymiar sprawiedliwości, pozostawiając jego rodziców samych sobie.


http://kielce.gazeta.pl/kielce/1,35255,10228979,Nowa_ksiazka_Latkowskiego_m_in__o_mafii_w_Skarzysku.html

(0) komentarzy / skomentuj

Lepsze niż szwedzkie, bo polskie 03-09-2011 21:43

Po lekturze polskiej powieść szpiegowskiej „Nielegalni”, napisanej pod pseudonimem Vincent V. Severski -  przez polskiego oficera wywiadu, który przez lata funkcjonował jako agent pod przykryciem. Oto mamy powieść nie gorszą od modnych w Polsce szwedzkich kryminałów. Książka nie spodobała się prawicowym recenzentom i mediom, bo autor nie ukrywa, co sądzi o decydentach w służbach z czasów PiS. Akurat polityczny wątek to najsłabsza strona tej książki, ale rozumiem, że autor musiał dać upust swoim przekonaniom i w ten sposób się zemścić. Autor i wydawnictwo zapewnia, że na tym nie koniec, powstanie trylogia.


(0) komentarzy / skomentuj

Sejmowa grupa Monty Pythona 31-08-2011 22:56

Czytam, że komisja śledcza ds. nacisków przyjęła raport. Znaczy to tyle, że już nikt nie wpadnie na pomysł wzywania mnie na idiotyczne przesłuchania. W czasie ostatniego ( w trybie ściśle tajnym :) ) głównie dochodziło do pyskówki z przewodniczącym Andrzejem Czumą, ku zdziwieniu Marzeny Wróbel i Arkadiusza Mularczyka. To była najzabawniejsza komisja w historii parlamentaryzmu, członkowie stworzyli sejmową odmianę grupy Monty Pythona.


(0) komentarzy / skomentuj

Dobre na czytankę dla pierwszoklasisty 29-08-2011 22:08

Oglądam naiwną relację Macieja Worocha/Marka Osiecimskiego (TVN24) z Libii. Poważna stacja informacyjna nie powinna być telewizją śniadaniową, a w tym stylu była ta relacja w programie "Polska i Świat".
Zero wejścia w problem zmian w Libii, jakiś naiwny hura optymizm, dobre na czytankę dla pierwszoklasisty.


(0) komentarzy / skomentuj

Spotkanie w Empik Cafe 29-08-2011 17:48

(0) komentarzy / skomentuj

W Skarżysku jak w buszu? (video) 29-08-2011 17:29

http://www.tvskarzysko.pl/aktualnosci/4588-w-skarysku-jak-w-buszu.html

 

(1) komentarzy / skomentuj

Przypadek? 29-08-2011 15:46

Zatrzymanie prezydenta Starachowic – skreślono go z PiS trzy dni przed akcją CBA. Przypadek? Pracując nad "Człowiekiem lasu" zauważyłem, że służby przeciekają tam jak durszlak, pobratali się tam z politykami i samorządowcami.


(0) komentarzy / skomentuj

CBA zatrzymało prezydenta Starachowic 29-08-2011 14:40

W świętokrzyskim żyje się z samorządów, ze spółek skarbu państwa. Ostatnio wpadł mi w ręce dokument , w którym czynsz dzierżawny ustalono poniżej kosztów amortyzacji i podatku od nieruchomości. Uczynił to znany polityk ze Skarżyska Kamiennej, który był dyrektorem tej instytucji. Przypadkowo taka życzliwość dotyczyła firmy należącej do jego przyjaciół biznesmenów. Sprawę prokuratura oczywiście umorzyła.


(0) komentarzy / skomentuj

Migawka z dokumentacji "Człowieka z lasu" (Rejów, Skarżysko-Kamienna) 28-08-2011 15:12

http://www.facebook.com/pages/Cz%C5%82owiek-z-lasu/264167010268768

 

(0) komentarzy / skomentuj

Niech się potopią 28-08-2011 14:26

Dotyczy to znanego z poszanowania praw człowieka kraju – USA. Władze Nowego Jorku nie zamierzają dokonać ewakuacji przed huraganem Irena aresztu Rikers Island, gdzie przebywa około 12 tysięcy osób, w większości czekających na proces, a więc w świetle prawa niewinnych.


(0) komentarzy / skomentuj

Parkowanie w tym miejscu będzie zgłaszane do urzędu skarbowego.(Dziedziniec szpitala w Skarżysku-Kamiennej) 28-08-2011 12:28

(0) komentarzy / skomentuj

Niektórzy policjanci, i to wysokiego szczebla, bardziej troszczą się, aby nie spadł włos z głowy politykom niż zwykłym ludziom 26-08-2011 20:57

NM: Dlaczego właśnie Skarżysko, a nie jakieś inne miejsce w Polsce? Wiele przecież jest miejscowości, a nawet miast w naszym kraju, gdzie występują podobne zjawiska jak te, z którymi można spotkać się w Skarżysku właśnie.

Sylwester Latkowski: Zgłosiły się do mnie w tym samym czasie różne osoby, opowiadając historie, w które trudno uwierzyć. Myślałem, że, minęły czasy o których kiedyś Leszek Miller powiedział, że Skarżysko-Kamienna to miasto, w którym miejscowa władza skumplowała się z mafią. A były poseł Henryk Długosz odwiedzając Skarżysko dla własnego bezpieczeństwa zabierał ze sobą broń. – „Ludzie, którzy chcieli mi pogrozić, mówili, że wiedzą, jaką trasą i jakim samochodem jeżdżę do Warszawy i żebym uważał na tiry.”. Słowa wypowiedziane w 2002 roku wydają się nadal być aktualne. Dzisiaj zmienił się tylko kolor partii polityków, których to dotyczy.

NM: Kiedy ukaże się książka?

S.L.: Pracę zamierzam ukończyć w tym roku, cały czas rozważam, czy także nie nakręcić filmu dokumentalnego. Każde spotkanie mam udokumentowane, w związku z tym.


NM:Co skłoniło Pana do napisania tej książki i czy ewentualnie chciałby Pan coś tą publikacją zmienić?


S.L.: Sprawa Olewnika, której od lat się przyglądam, pokazała, jak wygląda lokalna Polska. Nie ma lepszego przykładu czym jest mafia w Polsce: układy na dole, sięgające góry. Ale nie o mafii to książka, a o Polsce, tej dzisiejszej, oddalonej o 140 kilometrów od Warszawy, Skarżysko i okolice, na chwilę zawitam także do Starachowic, Szydłowca; te miasta będą metaforą naszej dzisiejszej lokalnej Polski. Czas wreszcie poważnie zająć się tym problemem. Nie wolno zostawiać ludzi samych sobie na pastwę lokalnych sitewek i sitew. Tu państwo, mając policję, prokuraturę, sądownictwo, polityków, posłów i senatorów, wojewodów, powinno walczyć z mafijnymi układami. Nie może tak być, jak natrafiłem przy pracy nad „Człowiekiem z lasu”, że niektórzy policjanci, i to wysokiego szczebla, bardziej troszczą się, aby nie spadł włos z głowy politykom niż zwykłym ludziom. Przekazują informacje dotyczące śledztw, w których pojawiają się ich nazwiska.


http://kielce.naszemiasto.pl/artykul/1053123,sylwester-latkowski-napisze-ksiazke-o-skarzysku-kamiennej,id,t.html#a090542538908ecc,1,3,5

 

(0) komentarzy / skomentuj

Punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia 26-08-2011 10:40

Wiceminister spraw wewnętrznych Adam Rapacki zapomniał, jak sam kiedyś był na ostrzu służb idących na skróty, ale punkt widzenia zalezy od miejsca siedzenia. Będąc u władzy ma poczucie bezpieczeństwa. "Zapytaliśmy pilotującego projekt wiceministra, czy uważa, że to w porządku, aby tak znaczące poszerzenie uprawnień policji i służb przemycać w Sejmie w ekstraszybkim trybie, bez uczciwej debaty? - - To może rzeczywiście nieszczęśliwie wyszło. Jeśli projekt będzie budził duże kontrowersje, to jesteśmy skłonni zrezygnować z uprawnień, które nie są konieczne do wykonania unijnych decyzji, i powrócić do tego w przyszłym parlamencie - zadeklarował.


Więcej... http://wyborcza.pl/1,75478,10176050,Policji_ciagle_malo.html#ixzz1W7dD9HY4
(0) komentarzy / skomentuj

Człowiek z lasu na Facebook 25-08-2011 16:49

(0) komentarzy / skomentuj

Człowiek z lasu – o czym będzie książka, nad którą pracuję? 25-08-2011 13:51

W Polsce, czyli w buszu…. Książka będzie reporterskim zapisem dokumentującym naszą polską rzeczywistość – Polskę lokalną.
Jest to opowieść prawdziwa, rozgrywa się w miastach położonych około 140 kilometrów od Warszawy, stolicy Polski. 
Skarżysko-Kamienna to miasto, w którym – jak powiedział kiedyś premier Leszek Miller – miejscowa władza skumplowała się z mafią. Były poseł Henryk Długosz odwiedzając Skarżysko dla własnego bezpieczeństwa zabierał ze sobą broń. – „Ludzie, którzy chcieli mi pogrozić, mówili, że wiedzą, jaką trasą i jakim samochodem jeżdżę do Warszawy i żebym uważał na tiry.”. Słowa wypowiedziane w 2002 roku wydają się nadal być aktualne.
Nie ma lepszego przykładu czym jest mafia w Polsce: układy na dole, sięgające góry. Ale nie o mafii to książka, a o Polsce, tej dzisiejszej… oddalonej o 140 kilometrów od Warszawy… Skarżysko i okolice, na chwilę zawitam także do Starachowic… Szydłowca…. te miasta będą metaforą naszej dzisiejszej  lokalnej Polski.


(1) komentarzy / skomentuj

Szkoda życia na ten cyrk 23-08-2011 21:39

Przed południem napisałem: Przebudziłem się i włączyłem telewizor. Widzę konferencję Zbigniewa Chlebowskiego. Powtarzają hazardową? Nie, Chlebowski nie jest spocony i nerwowo nie przeciera czoła chusteczką. Dobrze upudrowany, w tle flagi polskie i unii europejskiej. Chlebowski „idzie w senatory”. Senat wydaje się być dla wielu dobrym miejscem dla wykluczonych z głównego nurtu polityki. Tylko co nam po takim senacie?
Potem, pod wpisem na Facebook, dodałem: Chlebowski ma zapewnioną wygraną? Rzekomy kontrkandydat do Senatu z PO w jego okręgu to spadochroniarz niezwiązany z regionemktóry był już w PiS i PJN. Kandydat PiS do Senatu właśnie się przed chwilą wycofał. Informacja z komentarza na G+ Marka Urbańskiego.
Kilka godzin później na Twitter odpowiedział Ryszard Wawryniewicz: Witam, to jestem tym kandydatem, który się wycofał z wyborów - startowałem jako niezależny, z poparciem PiS. Stwierdziłem, że szkoda życia na ten cyrk, który się w tej chwili rozgrywa.


(0) komentarzy / skomentuj

Chlebowski "idzie w senatory" 23-08-2011 11:36

Przebudziłem się i włączyłem telewizor. Widzę konferencję Zbigniewa Chlebowskiego. Powtarzają hazardową? Nie, Chlebowski nie jest spocony i nerwowo nie przeciera czoła chusteczką. Dobrze upudrowany, w tle flagi polskie i unii europejskiej. Chlebowski „idzie w senatory”. Senat wydaje się być dla wielu dobrym miejscem dla wykluczonych z głównego nurtu polityki. Tylko co nam po takim senacie?


(1) komentarzy / skomentuj

Umowa na czarny kryminał podpisana 22-08-2011 15:44

Umowa na powieść, czarny krytminał, podpisana z Weltbild/Świat Książki. W księgarniach ukaże się na wiosnę. Motto powieści:„... po osiągnięciu pewnego punktu wszystkie niebezpieczeństwa są mniej więcej takie same...” (Raymond Chandler „Długie pożegnanie”).


(0) komentarzy / skomentuj

Po lewej historia...a w naszych mediach utknęli w lokalnym temacie od kilku godzin wałkowanym... W tym czasie na SKY relacja, nie przerywana żadną reklamą, a u nas górale i piwo...W 3 stacjach informacyjnych nawet pasków nie uaktualniają, utknęli w wypadku lotniczym w Krakowie... 21-08-2011 23:42

(1) komentarzy / skomentuj

Mafia pruszkowska 21-08-2011 19:34

– Chcę złożyć oświadczenie – powiedział w dniu 18 września 2002 roku Janusz P , ksywa „Parasol”, jeden z szefów „Pruszkowa”, na najgłośniejszej dotąd rozprawie świata przestępczego w Polsce. W przeciwieństwie do współoskarżonych, zabierających głos przed nim, zdecydował sięn na dłuższą wypowiedź:
Jeżeli chodzi o zarzut kierowania grupą przestępczą, to pragnę
oświadczyć, że nigdy nie kierowałem taką grupą, jest to kolejne
pomówienie mojej osoby przez pragnącego uniknąć odpowiedzialności
karnej znanego bandziora, bezwzględnego cwaniaka
Jarosława Sokołowskiego, potocznie zwanego „Masą”, a skrywanego
przez pracowników UOP-u i Prokuraturę za kurtyną, jaką jest
instytucja świadka koronnego. [...] Sokołowski został w fachowy
sposób wykorzystany do kampanii wyborczej byłej koalicji. Nie
jest to nawet tajemnicą, że wykreowanie w tym czasie mafii pruszkowskiej
miało służyć panu Krzaklewskiemu, Biernackiemu i innym
z tego zgrupowania do zwycięstwa w drodze o fotel prezydencki.
Większość ludzi interesujących się polityką wie, że wiele
porażek, takich jak zwiększenie bezrobocia, popycha ich do środków
nadzwyczajnych, takich jak zwiększanie przestępczości,
a w tym przypadku do wykrywania mafii pruszkowskiej, nagłaśniania
tego. Taki natarczywy, jednostronny atak mediów wręcz
każe ludziom myśleć i wierzyć, że całe to zło, ten pogłębiający się
kryzys, a zatem wielka bieda, to wina „Pruszkowiaków”. A powstrzymać
to może pan Krzaklewski ze swym człowiekiem od zadań
specjalnych, czyli panem Biernackim. [...]


Proszę Sądu, ale gdzie dowody. Przecież Sokołowski w swych
zeznaniach twierdził, że o tej lub innej sprawie to słyszał w mieście
lub, co najbardziej śmieszne, to, że ja i inni oskarżeni wielcy
szefowie chodziliśmy do nic nieznaczącego „kapitana” „Masy”, co
miał pistolet ze spawaną lufą, prosiliśmy o audiencję jak u biskupa
i spowiadaliśmy się, co, gdzie i jak napsociliśmy. Tutaj chciałem
zwrócić uwagę na Sokołowskiego, na używane przez niego
słowa, takie jak: „zarzut”, „kapitan”, „porucznik”, „adiutant”, „ekskluzywny
ochroniarz” i tym podobne, te słowa są wsadzone przez
funkcjonariuszy CBŚ w jego usta. Takie słowa są tylko na filmie.
Chyba że agenci CBŚ zostali nauczeni przez FBI. Zostawiam to bez
komentarza. [...]
Proszę Sądu, ja wiem, że do 1988 roku Sokołowski donosił na
policję. Konkubent, który żył z matką Sokołowskiego, powiedział
mi, żebyśmy uważali na „Masę”, bo on kapuje na policję. Także ja
do tej pory nie podzieliłbym się z Sokołowskim najmniejszą tajemnicą.
Moja znajomość i jego to tylko to, że jesteśmy z jednego
miasta, i przypadkowe spotkania na jakimś przyjęciu, gdy byłem
proszony przez wspólnego znajomego. Przeważnie z takiego przyjęcia
Sokołowski, jak zobaczył mnie, to znikał. Obawiał się, że
będę mu dokuczał i ubliżał od kapusiów. Sam Sokołowski nie zaprzecza
w swych zeznaniach, że nienawidzimy się już od nastu
lat. Także te jego brednie o rzekomym opowiadaniu mu o różnych
sprawach to stek kłamstw, wymysł jego lub jego nauczycieli. [...]
Proszę Sądu, ten materiał złożony z różnych domysłów, plotek
i wybujałej fantazji, którą na komendzie potraktowano z przymrużeniem
oka, posłużył ludziom rządnym władzy do napisania scenariusza
pod tytułem mafia pruszkowska, którym mieli torować drogę
do władzy kraju. Ja i inni oskarżeni jesteśmy produktem ubocznym
tej żarliwej, bezpardonowej walki o władzę ludzi, dla których wątek
ten jest powiedzeniem „cel uświęca środki”. Proszę Sądu, areszto307
wany zostałem 25 sierpnia 2000 roku i do zakończenia śledztwa
w lutym 2002 roku nawet ani raz nie byłem przesłuchiwany w tej
sprawie. Za to chętnie byłem przesłuchiwany i wypytywany o rzekome
moje kontakty z politykami, takimi jak pan Falandysz, Wachowski,
pan prezydent Wałęsa, Gomółka, Kolasiński, gorliwie
mnie wypytywano o pana Kalisza, Millera oraz jego brata, który
mieszka w Żyrardowie. Na moje pytanie, co to ma wspólnego ze
sprawą, w której jestem zatrzymany, to przesłuchujący odpowiedział
mi, że jak mu opowiem o moim kontaktach z Millerem i jego
bratem, to te bzdury, co „Masa” opowiada, to żebym się nie martwił
o to, bo za dwa dni będę w domu. Biorąc to wszystko pod uwagę,
upewniłem się w przekonaniu, że całą tą sprawę „Pruszkowa” nakręcili
liderzy partii pana Krzaklewskiego, by przy pomocy tej sprawy
głosić wielki sukces, który miał torować im drogę do władzy
w rządzie, a zarazem skompromitowania przeciwników.
Takiej rozprawy dotąd w Polsce nie było. Podjęto szczególne środki bezpieczeństwa. Na potrzeby procesu, w budynku sądu przy ulicy Kocjana 3, na terenie dawnych koszar na Bemowie, powstała specjalnie zabezpieczona sala. Przedzielona została kuloodpornymi szybami, tak by oddzielić oskarżonych od reszty uczestników postępowania. Przed wejściem do sali, po gruntownym sprawdzeniu wchodzących, odbierane im były telefony i inne środki łączności. W czasie przesłuchań świadków koronnych okolicy strzegli antyterroryści i ubrani po cywilnemu funkcjonariusze z Wydziału
Ochrony Świadków CBŚ.
Przewodniczący VIII Wydziału Karnego Sądu Okręgowego w Warszawie, sędzia Marek Celej, stwierdził, że: „Jest to bardzo poważny proces i będzie on egzaminem dla instytucji świadka koronnego. Na przykładzie procesu gangu pruszkowskiego będzie się można przekonać, czy ustawa o świadku koronnym sprawdzi się w praktyce.
Proces „Pruszkowa” oparto głównie na zeznaniach świadków koronnych, to dzięki nim udało się oskarżyć szefów gangu pruszkowskiego o stworzenie i kierowanie zbrojną grupą przestępczą, produkcję i handel narkotykami, zabójstwa,
rozboje i wymuszenia.
W Polsce, tak jak i w innych krajach bez instytucji świadka koronnego, nie byłoby możliwe rozbicie zorganizowanej przestępczości. Zdawały sobie z tego sprawę wszystkie strony: przestępcy, prawnicy, wymiar sprawiedliwości. Dlatego był to tak ważny proces. Tak naprawdę gra szła o instytucję świadka koronnego, a nie o „Pruszków”.
Jarosław Sokołowski, pseudonim „Masa”, główny świadek koronny, który miał pogrążyć „Pruszków”, stał się ikoną tej instytucji i zarazem jej największym problemem – twierdzi rozmawiający ze mną prokurator. Być może to nie on powinien uzyskać ten status. Stało się jednak. I teraz za wszelką cenę będzie się bronić jego wiarygodności. Patrzono przez palce na jego wcześniejszą działalność. Nie wyjaśnił także wszystkiego ze swojej przeszłości.
Pojawienie się na sali rozpraw „Masy” w roli świadka koronnego wywołało emocje u oskarżonych. Zza kuloodpornej szyby z nienawiścią patrzyli na niego uważani przez prokuratora Jerzego Mierzewskiego za szefów mafi i pruszkowskiej: Robert B , Leszek Danielak, pseudonim „Wańka”, Mirosław Danielak, pseudonim „Malizna”, Ryszard Szwarc, pseudonim
„Szwarc” (dawniej „Kajtek”), Sławomir F , pseudonim „Fabian”, Jacek G , Artur Hyla, Kazimierz K , Zygmunt L , pseudonim „Sandokan”, Marek O , Wojciech Paradowski, Dariusz P , Janusz P , pseudonim
„Parasol” i Zygmunt Raźniak, pseudonim „Bolo”.
Jarosław Sokołowski zaczął przed sądem opowiadać:
Grupa pruszkowska składała się z kilku odłamów. Ta grupa się
przeorganizowała w trakcie lat dziewięćdziesiątych. Część tej grupy
wywodzi się z recydywistów, którzy w latach osiemdziesiątych
okradali fabryki ze srebra, natomiast odłam pruszkowski wywodzi
się ze starej grupy „Barabasza”, on nazywał się Ireneusz Piszczałkowski.
Ja wywodzę się z pruszkowskiego odłamu, byłem ochroniarzem
Wojtka Kiełbińskiego, który współpracował z gangsterami
i w Pruszkowie, i w Warszawie. Na początku lat dziewięćdziesiątych
odłam pruszkowski i warszawski połączyły się i stworzyły jedną
grupę pod tytułem mafia pruszkowska. W połowie 1996 roku
powstał zarząd „Pruszkowa”, to jest obecny zarząd. Zarząd to są
ludzie, którzy rządzą i dokonują różnych przestępstw. W skład zarządu
wchodzą Janusz P , Ryszard Szwarc, Zygmunt Raźniak,
panowie Danielakowie i pan Zieliński, pseudonim „Słowik”.
Zygmunta Raźniaka86 poznałem w latach osiemdziesiątych, kiedy
byłem ochroniarzem Kiełbińskiego; był on zapraszany na różne
imprezy i Wojciech Kiełbiński znał wcześniej Zygmunta Raźniaka.
Kiełbińskiego wprowadził do grupy człowiek o pseudonimie „Ali” –
nazywa się on Zbigniew K . W tym samym okresie co
pana Raźniaka poznałem pana Szwarca i panów Danielaków. Natomiast
„Parasol”87 była to legenda i sława „Pruszkowa”. Każdy
pruszkowianin znał pana „Parasola”. Każdy mówił, że to jest niesamowity
twardziel, człowiek, z którym nie warto zaczynać. Mówiono,
że w areszcie, w którym przesiedział łącznie pięć lat, nic
nie jadł, przypalali go papierosami, dotykali członkiem po twarzy,
ale nie robiło to na nim żadnego wrażenia i jak nic nie mówił, tak
nie mówił.
W tym momencie na ławie oskarżonych zawrzało. W stenogramie z rozprawy czytamy:
Na miejscach wydzielonych dla oskarżonych słychać nieartykułowane
krzyki, których z uwagi na dzielącą szybę nie można rozpoznać.
Przewodniczący poucza, że taka sytuacja nie może być tolerowana,
i jednocześnie informuje, że można podejść do mównicy.
– „Parasol” wtedy wybuchł – wspomina jeden z obrońców oskarżonych. – „Masa” wiedział, co chce uzyskać. Jak pognębić „Parasola”. Dla grypsującego, a takim był „Parasol”, kontakt z męskim członkiem to śmierć w więzieniu. Jak to oni mówią – oznacza to „wrzucenie do wora”. Gorzej niż frajer, czyli zwykły więzień.
Do mównicy podszedł „Parasol” i zdenerwowany zaczął mówić:
– Wczoraj mi zwrócił sąd uwagę, że powiedziałem „bandzior” na Sokołowskiego,
a on mnie obraża i sąd nie zwraca uwagi. Ja powiem: to Sokołowski
był największym pedałem i on wszystkim obciągał.
Sędzia Marek Walczak uspokoił nastroje, zwrócił uwagę obu stronom, by na sali sądowej wyrażać się stosownie. Po chwili Jarosław Sokołowski kontynuował swoje zeznanie, opisując narodziny mafi i pruszkowskiej.

Fragmenty Rozdziału 33 „Mafia pruszkowska" z książki Sylwestra Latkowskiego „Polska mafia”.

(0) komentarzy / skomentuj

I wyszło jak zwykle. Polska mafia górą. 19-08-2011 15:33

Po dziewięciu latach  śledztwa Prokuratura Okręgowa w Warszawie bez zwoływania konferencji, cichutko, wydała z siebie oświadczenie: „Nie uprawdopodobniono iż majątki 18 liderów grupy pruszkowskiej i osób z nimi powiązanych rodzinnie i towarzysko pochodzą chociażby pośrednio z czynów zabronionych. Nie uprawdopodobniono, ze do spółek powiązanych z grupą pruszkowską wprowadzano środki finansowe pochodzące z przestępstw."
Warto wspomnieć jak było głośno o rozbiciu "Pruszkowa". Prokuratorzy i policjanci dumnie wypinali piersi. Niektórzy zostali okrzyczani pogromcami mafii. I wyszło jak zwykle. Polska mafia górą.


(0) komentarzy / skomentuj

Żołny 40 13-08-2011 20:21

– W czasie jednego ze spotkań na Żołny Sasin wstał i uroczystym głosem obwieścił, że teraz chciałby wznieść toast za przyszłego prezydenta Polski, Edwarda Mazura. Wstaliśmy i wznieśliśmy ten toast – mówi , świadek w śledztwie o zabójstwo generała Marka Papały, który miał wziąć udział w procesie ekstradycyjnym Edwarda Mazura w Chicago.
Przebywał tam wówczas na wezwanie FBI. Czekał na stawienie się przed sądem. Nagle oświadczono mu, że nie będzie powołany przez prokuratora na świadka. „Strona polska zrezygnowała” – usłyszał od amerykańskich funkcjonariuszy FBI. Prokurator Jerzy Mierzewski, który prowadził wówczas sprawę Papały i był w stałym kontakcie z reprezentującą stronę polską przed sądem w Chicago prokuraturą amerykańską, nigdy nie wyjaśnił , dlaczego postanowił go skreślić z listy świadków.
– Mazura poznałem w Chicago w 1989 roku – opowiadał mi , gdy spotkałem się z nim w 2008 roku w Warszawie. – Nasza znajomość trwała do 1992 roku, kiedy to w bardzo nieprzyjemnych okolicznościach się rozstaliśmy.
Edward Mazur zaproponował mu wspólny interes w Polsce. Zapewniał, że nie mają co martwić się o pieniądze, bo zna ludzi, którzy mają do nich nieograniczony dostęp.
– Miałem zorganizować towar. Były to pocztówki i ozdoby świąteczne. O zbyt miałem się nie martwić. Niestety, kontener z towarem opóźnił się i przyszedł do Polski po świętach.
W czasie pobytu w Warszawie był zapraszany do willi przy ulicy Żołny 40, będącej rezydencją Edwarda Mazura na początku lat dziewięćdziesiątych. Dom dzisiaj stoi zamknięty, nie robi wrażenia okazałego. Mazur przeprowadził się potem do apartamentowca przy ulicy Jana Pawła II.
– Józef Sasin to był jego cień. Nigdy nie widywałem Mazura bez towarzystwa Sasina – wspomina. – Bardzo bliskim jego przyjacielem był Zbigniew Pudysz.


Generał Zbigniew Pudysz to tajemnicza postać, którą ludzie znali bardziej z publikacji książkowych i częstych występów w telewizji, gdzie „popularyzował prawo” (…) W 1989 roku generał Zbigniew Pudysz brał udział w przygotowaniach obrad okrągłego stołu. W czerwcu 1990 roku został dopuszczony przez szefa Urzędu Ochrony Państwa, doktora Krzysztofa Kozłowskiego, do prac Centralnej Komisji Kwalifikacyjnej powołanej uchwałą Rady Ministrów z dnia 21 maja 1990. W ten sposób miał wpływ na dobór kadr do nowych służb. Został zwolniony ze służby 3 września 1990 roku w stopniu generała brygady.
Zbigniew Pudusz ma od tej pory dużo wolnego czasu, by pielęgnować swoje sąsiedzkie znajomości z Józefem Sasinem, Hipolitem Starszakiem, Józefem Oleksym, Zbigniewem Sobotką, Władimirem Ałganowem i innymi mieszkańcami ulicy Wiktorii Wiedeńskiej, równoległej do ulicy Królowej Marysieńki w warszawskim Wilanowie. To poprzez Józefa Sasina miał poznać Edwarda Mazura.
– Kiedy pierwszy raz Mazura spotkałem, była już mowa o Bakomie – kontynuuje swą opowieść niedoszły świadek w procesie ekstradycyjnym Edwarda Mazura. – Bardzo często Józef Sasin z Edwardem Mazurem wyjeżdżali do posła PSL-u, Zbigniewa Komorowskiego. Mazur mi pokazywał wzory opakowań jogurtów. Otwierali firmę Bakoma. Wyjeżdżając z codziennych biesiad w willi przy ulicy Żołny, często zdarzało się tak, że Sasin mówił do Mazura: „Jedziemy do Sejmu, do Pawlaka”.
Mój rozmówca, gdy wraca do tamtych czasów, staje się nerwowy. Wyznaje, że do dzisiaj boi się tamtych ludzi. Opowiada o zdarzeniu niszczącym wizerunek Edwarda Mazura jako polonijnego biznesmena, który nigdy nie używał siły w prowadzonych przez siebie interesach.
– Edward Mazur zainwestował w nasz wspólny biznes 100 tysięcy dolarów. Mieliśmy obaj zarobić po 20 tysięcy. Firma nie wywiązała się na czas. Mazur zadzwonił między ósmą a dziesiątą wieczorem. Zaczął krzyczeć: „Jak, kurwa, nie przyjedziesz teraz do mnie, to wygarniemy cię z chałupy!”. Wziąłem taksówkę i pojechałem do niego. Kiedy wszedłem do domu, siedział sam w salonie. Zaczął znowu na mnie krzyczeć, co raczej się mu nie zdarzało, bo to nie jest człowiek, który podnosi głos. Nie ma tego w zwyczaju. Po pięciu minutach weszło do pokoju trzech mężczyzn.
Jeden tak zwany dresiarz, troglodyta, nie chciałbym tego typa w nocy spotkać, drugi to też potężny człowiek w garniturze, białej koszuli i krawacie (w kolejnej rozmowie wyjawił mi nazwisko tej osoby, którą okazał się znany warszawski diler samochodowy – od aut.). Trzeci to jego kierowca, Staszek. Zwróciłem się do Mazura, który siedział po mojej prawej stronie: „Edward, dlaczego to robisz? Przecież nie ma najmniejszej potrzeby, żeby coś takiego robić. To tylko kwestia czasu, żebyś odzyskał swoje pieniądze. Nie jestem winny temu, że towar jest i leży”. Na co Mazur zrobił gest, jakby chciał zasugerować, że on tu nie ma nic do powiedzenia. To nie od niego zależy. ( stwierdził w innej rozmowie, że mogły to być pieniądze Pudysza lub Sasina, albo mieli oni być udziałowcami w zyskach z tej transakcji – od aut.). Kiedy zwróciłem się do jednego z tych mężczyzn, on zamachnął się ręką w stronę mojej twarzy, ale został powstrzymany przez tego drugiego. Wówczas w jego ręce zobaczyłem pistolet skierowany w moją stronę. „Dżentelmen”, który mierzył do mnie z pistoletu, kazał mi iść do sąsiedniego pokoju. Tam wymuszono na mnie napisanie oświadczenia, deklarację, kiedy oddam Mazurowi pieniądze. Zabrano mi paszport. Wypuszczono mnie na szczęście wolnego. Następnego dnia zadzwoniłem do Mazura, żeby oddał mi paszport.
Musiałem wracać do Stanów. On powiedział, bym przyjechał do niego na Żołny. Tak uczyniłem. I kiedy wszedłem do domu, ku mojemu zdziwieniu zobaczyłem Sasina, Pudysza oraz człowieka, który dzień wcześniej mierzył do mnie z pistoletu, siedzących obok Mazura. Mazur zgodził się oddać mi paszport. Kilka dni później razem opuściliśmy Polskę.
To był ostatni raz, jak się widzieliśmy.
Wspomina kilku innych znajomych Mazura, których poznał dzięki niemu, ale najbardziej utkwiło mu w pamięci spotkanie z Józefem Oleksym.
– W momencie, kiedy miał przyjechać na Żołny, było poruszenie.
Wszyscy mówili: „Kudłaty” jedzie, „Kudłaty” jedzie... Zapytałem Mazura, co to za „Kudłaty”? Kto to jest? On odpowiedział, że Oleksy. Był to rok 1991. Wtedy poznałem na Żołny Józefa Oleksego.

Fragmenty Rozdział 9 „Żołny 40” z książki Sylwestra Latkowskiego „Polska mafia”.

http://www.swiatksiazki.pl/webapp/wcs/stores/servlet/product,195884?Type=Vote&langId=1&productSku=7697_1&productId=195884&catalogId=10201&Vote=6&storeId=10001&y=16&x=27&ddkey=TopProductsDisplay

 

(2) komentarzy / skomentuj

Nowe zdjęcia w albumie "Ostatnia Wieczerza" na Dwu Brzegach (aut.Julia Lewandowska) 13-08-2011 12:35

(1) komentarzy / skomentuj

Hipokryzja 10-08-2011 22:34
Państwowy pogrzeb Andrzeja Leppera jest upokorzeniem państwa polskiego… A politycy od prawej do lewej pokazują, że są największymi hipokrytami.

(0) komentarzy / skomentuj

Angielski humor 10-08-2011 21:21

Twitt do Pawła Grasia: Wysyłając ministra do spraw wykluczonych @arlukowicz na pogrzeb Andrzeja Leppera, pokazaliście,że lubicie angielski humor i Monty Pythona.


(0) komentarzy / skomentuj

Tło w samobójstwie Andrzeja Leppera 08-08-2011 18:46

A wszystko znowu krąży wokół pewnej osoby... Tło jest najciemniejsze i najciekawsze w samobójstwie Andrzeja Leppera. Teraz odbywa się taniec by ono wyszło na wierzch. By wykorzystać to w kampanii wyborczej. Godne polecenia są stenogramy podsłuchów złożone w kancelarii tajnej w prokuraturze w Zielonej Górze i Rzeszowie.
Ten mój wpis na Facebook dobrz e skomentował Andrzej Rozenek: "Teraz odbywa się taniec by ono wyszło na wierzch" - o ile dobrze się domyślam tego "tła" to chodzi o to, żeby ono NIE wyszło na wierzch i wiele osób nad tym ciężko pracuje..."


(0) komentarzy / skomentuj

Lepper leit-motif’em kampanii wyborczej? 07-08-2011 22:47

Jesień 2010 roku to kres finansów Andrzeja Leppera (dom, gospodarstwo) i Samoobrony. Wówczas Lepper rozpoczął rozpaczliwe ruchy. Od dłuższego czasu  Andrzej Lepper częściej przebywał w Warszawie niż u siebie. Uważał, że jest pozostawiony przez jego układ, który chronił… Szatański plan zwrócenia się do strony przeciwnej miał być dla nich sygnałem… Nie pozostawiajcie mnie... Lepper może być leit-motif’em kampanii wyborczej – mówi osoba go dobrze znająca i dodaje: - Kluczem jest jego najbliższy współpracownik, on dokładnie wie co się wydarzyło, gdzie leży przyczyna… Pada jego nazwisko.


(0) komentarzy / skomentuj

"Ostatnia Wieczerza" na Festiwalu "Dwa Brzegi" 06-08-2011 18:55


(0) komentarzy / skomentuj

W drodze na prapremierę "Ostatniej Wieczerzy". Festiwal Dwa Brzegi 04-08-2011 14:25

(0) komentarzy / skomentuj

Ręce, które leczą 04-08-2011 14:03


(0) komentarzy / skomentuj

Poezja, mafia i dziewczyny 04-08-2011 12:29

(0) komentarzy / skomentuj

Po prostu go spalcie 03-08-2011 11:21

Sylwester Latkowski: Rzadko można spotkać artystów, którzy mają wyraziste poglądy, niezgodne z obowiązującym nurtem. W dodatku poglądy Macieja na sztukę są zbliżone do moich. On nie znosi awangardystów, ja się z nich śmieję. Rzadko też można spotkać człowieka, który nie traktuje sztuki komiksowo, co akurat w tym filmie będziecie mieli okazję zobaczyć.

Obraz „Ostatnia wieczerza”  jest kontrowersyjnym dziełem, jaka jest pańska opinia na jego temat?

S.L.: Mnie nie obchodzi obraz, ja nie zrobiłem tego filmu dla obrazu, zrobiłem go dla Macieja Świeszewskiego. To samo było kiedyś z „Pubem 700”. Każdy myślał – nawet  Leszek – że robię film o  „Śnie nocy letniej”, a powstał „Pub 700”. Nie o Leszku Możdżerze generalnie, ale o Leszku Możdżerze w tym danym okresie, w tym czasie. Mnie interesuje człowiek, artysta, to co on myśli, nie interesuje mnie płótno.
 
Czego się dowiemy o artyście z tego dokumentu ?

S.L.: Powiem tak, na przykład w Trójmieście niektórzy spodziewają się awantury. Ten film jej nie wywoła. Oczywiście, może nie spodobać się establishmentowi, ale chcę przypomnieć, że „Pub 700” na tym właśnie festiwalu też się establishmentowi nie spodobał, a publiczność go pokochała. Myślę, że tak samo będzie z tym filmem. Powstawał przez lata, miałem z czego wybierać, nie łatałem. Będzie tutaj można wyczuć oddech, tak potrzebny jeżeli mówi się o sztuce, o artystach.

Czy otaczająca Pana rzeczywistość i kręcenie w tym czasie innych filmów miało wpływ na „Ostatnią wieczerzę”?

S.L.: Kręciliśmy trzy lata, może cztery. W międzyczasie dopadł nas Smoleńsk. Mieliśmy już pomysły zdjęciowe, a tu nagle znaleźliśmy się w największej paranoi, od której już od roku nie potrafimy się uwolnić. Wszystko to w filmie widać, bo jest on przecież swoistym dziennikiem artysty.

Planuje Pan nakręcenie kolejnego dokumentu o którymś z artystów?

S.L.: Najchętniej jeszcze raz wziąłbym na warsztat Leszka Możdżera. Uważam, że Możdżer  jest  innym Możdżerem niż był, obecnie jest ciekawszy. Mam jeden  projekt, o którym nie chcę na razie mówić. Ale tutaj są potrzebne dość duże, jak na nasze warunki, pieniądze. Będę o nie walczył. Zobaczymy co z tego wyniknie.

Jako dziennikarz, na co przede wszystkim zwraca Pan uwagę tworząc dokument?

S.L.: Najważniejszy jest czas spędzony z bohaterem. Najlepiej jak najdłuższy. Przyjeżdżam też sam, bez  ekipy, aby rozmawiać z moimi bohaterami. Tak rodzą się wspaniałe przyjaźnie. Myślę, że czas spędzony razem jest najważniejszy. Profesor po raz pierwszy zobaczy ten film tutaj. A wszyscy dziennikarze co mu robią? Pytają, czy się nie boi, czy wie, jak wygląda ten film? Biedny, trochę się ostatnio tym denerwuje, ale ufa mi. To jest najważniejsze, kiedy druga osoba nie boi się oddać Ci swojego  życia. To tak naprawdę jest swoiste małżeństwo z bohaterem.

A czy wie Pan od początku zetknięcia się z osobą czy kamera ją polubi ?

S.L.: Tak, to już mam. Tak było ze Świeszewskim. Nie znałem jego obrazu, a stwierdziłem, że zrobię o nim film. Dopiero jak już zacząłem kręcić, to dowiedziałem się o całej awanturze wokół obrazu i – przepraszam – ale to też mnie nie do końca interesuje. Ta cała awantura mnie śmieszy. To znaczy, że my nie dorośliśmy do rozmowy o  sztuce. Możemy się nie zgadzać – klasycyści z awangardystami – i to jest naturalne. W sztuce musi by dyskurs, czyli dwie przeciwne strony, bo inaczej mamy jałowość. Nic nowego nie powstaje, jeżeli czegoś takiego nie ma. A u nas jest gilotyna – albo tak, albo tak. Taka polska krytyka, w której nie akceptuje się faktu, że ktoś może myśleć inaczej, a dzieło i tak jest wartościowe.

Wersja filmu pokazywana na festiwalu jest ponoć wersją skróconą? Czego będzie w niej brakować?

S.L.: Dopiero jutro zdecydujemy o ostatecznej formie. Okazało się, że obraz będzie wystawiony w Muzeum Królewskim, w Brukseli. Myślałem o tym, żeby nagrać tam ostatnią scenę. Było kilka pomysłów na zakończenie tego filmu. Żona Macieja Świeszewskiego powiedziała: „Słuchaj, a czemu nie zrobicie tak, jak w książce? Spalcie go, spalcie ten obraz, bo on tylko przynosi problemy.”
 
Rozmawiały: Natalia Grzeszczyk i Alma Asuai, www.dwabrzegi.pl


(0) komentarzy / skomentuj

Oni mnie w tym filmie w ogóle nie interesują 03-08-2011 01:04

Co skłoniło Pana do kręcenia filmu o "Ostatniej Wieczerzy", monumentalnym obrazie gdańskiego malarza Macieja Świeszewskiego?
Muszę powiedzieć, że bardziej niż "Ostatnia Wieczerza" zainteresował mnie sam pan Maciej Świeszewski. To artysta, który ma bardzo wyraziste poglądy na życie i na sztukę. Uważam, że w dzisiejszym komiksowym świecie to jest rzadkość i dlatego postanowiłem zrobić ten film.

Obraca się Pan w tym filmie jedynie "wewnątrz" świata przedstawionego na płótnie Świeszewskiego, czy może kamera wychodzi poza ścisły krąg uczty i jej teologiczne przesłanie?
Zainteresowało mnie głównie to, co dzieje się poza przestrzenią eksponowaną na płótnie "Ostatniej Wieczerzy". Obraz Świeszewskiego jest w moim filmie jedynie punktem wyjścia. Chodziło mi o dokument, który ma być rodzajem filmowego dziennika artysty malarza i zapisem jego zmagań nie tylko z materią sztuki, ale i z codziennością.

Czy to znaczy, że kamera nie bada portretów apostołów?
Nie, oni mnie w tym filmie w ogóle nie interesują.

Czy zatem rozmawiał Pan w osobami, które zgodziły się służyć malarzowi w charakterze modeli?
Rozmawiałem z pisarzem Pawłem Huellem, autorem głośnej powieści "Ostatnia Wieczerza", oraz z ks. Krzysztofem Niedałtowskim, autorem znakomitej monografii "Zawsze Ostatnia Wieczerza". Wspominają oni przebieg pracy z Maciejem Świeszewskim z okresu, gdy jego dzieło powstawało.

Zwracał się Pan może także do krytyków sztuki, aby zechcieli skomentować dzieło malarza?
Nie. Nie kręciłem filmu w stylu "gadających głów". I nie zamierzałem robić tego filmu w reakcji na awanturę, jaka towarzyszyła wystawieniu tego obrazu przed kilku laty. Zresztą, co smutne, nie doczekałem się na ponowne publiczne wystawienie dzieła Świeszewskiego.

Kto jest autorem zdjęć?
Nad obrazem pracowali Piotr Piesiak, oraz doświadczony operator Tomasz Michałowski, a także Bartosz Piotrowski. Korzystaliśmy też z materiałów wykonanych przez Video Studio Gdańsk.

O przygotowanie oprawy muzycznej do filmu poprosił Pan Leszka Możdżera.
Jego muzyką jestem zauroczony od dawna. To jest nasze ponowne filmowe spotkanie. W roku 2002 zrealizowałem film "PUB 700", którego bohaterem filmu był właśnie Leszek Możdżer. Film ten na Festiwalu Filmowym w Kazimierzu uznano jako najlepszy polski film dokumentalny. Ale do dzisiaj pamiętam kontrowersje i awanturę wokół tamtego filmu. Po pokazie rzucili się na mnie krytycy. Ale publiczność "PUB 700" pokochała i film dostał od widzów w Kazimierzu nagrodę. Robię filmy dla widzów.

Kiedy będzie można obejrzeć filmową "Ostatnią Wieczerzę" w Gdańsku?
Myślę, że późną jesienią. Warto będzie o tym filmie podyskutować, bo dzisiaj robi się mało filmów o sztuce i pracy artystów.

Z Sylwestrem Latkowskim, reżyserem filmu dokumentalnego "Ostatnia Wieczerza", rozmawiał Henryk Tronowicz, Dziennika Bałtycki


(0) komentarzy / skomentuj

Kazimierz wymarły 03-08-2011 00:49

Pierwsze zdziwienie. Kazimierz wymarły, a kiedyś na rynku i w lokalach o tej porze panował gwar.  Pozostał mini barek. Kaseta emisyjna dotarła.


(0) komentarzy / skomentuj

Taśma emisyjna 02-08-2011 18:10

W Kazimierzu. Dwie godziny po przyjeździe spotkanie z czytelnikami w plenerowym Empik-u. Potem powtarzanie tego samego, raz do kamery TV a raz do dyktafonu. I już można odetchnąć. Spokojniej by się oddychało gdyby przyszła informacja z Warszawy, że taśma emisyjna na jutrzejszą prapremierę „Ostatniej Wieczerzy” jest gotowa i w drodze na festiwal.


(0) komentarzy / skomentuj

Sycylijski Shiraz 01-08-2011 19:10

Powrót z polskiego buszu. Butelka sycylijskiego „shiraz” (Denatile Shiraz Nero D’avola). Według sprzedającego rzadkie wino, bo w Europie nie wyrabia się „shirazów”. Czego to sycylijska mafia nie wymyśli? A jutro kierunek Kazimierz.


(0) komentarzy / skomentuj

Nie ma lepszego przykładu czym jest mafia w Polsce: układy na dole, sięgające góry. 31-07-2011 20:25

Jutro wyjazd 145 km od Warszawy. Nie ma lepszego przykładu czym jest mafia w Polsce: układy na dole, sięgające góry. Materiał do książki zebrany w ponad połowie. Czas zamykać temat i upublicznić, bo ten taniec wokoło zaczyna być już męczący (grożenie sądami, nasyłanie żuli, by ostentacyjnie spisywali numer  rejestracyjny mojego samochodu, który potem miałby być podpalony, co jest miejscową specjalnością; byli i aktualni funkcjonariusze CBŚ, którzy tak się zbratali z miejscowymi politykami i bandytami, że już pozapominali po czyjej stronie powinni być). Ot, polski busz.


(0) komentarzy / skomentuj

Fillmowy powrót apostołów 29-07-2011 10:43

Link do artykułu:http://trojmiasto.gazeta.pl/trojmiasto/1,35636,10025091,Powrot_apostolow__Zobacz_Ostatnia_wieczerze_Latkowskiego.html

 

(0) komentarzy / skomentuj

Zwiastun filmu "Ostatnia Wieczerza" 27-07-2011 21:02

(0) komentarzy / skomentuj

Muzyka Leszka Możdżera w filmie "Ostatnia wieczerza" Sylwestra Latkowskiego 26-07-2011 19:15

Leszek Możdżer napisał muzykę do filmu dokumentalnego Sylwestra Latkowskiego "Ostatnia wieczerza". Prace nad nagraniem zakończono właśnie we wrocławskim studiu 701. Trójmiejski pianista już raz komponował dla Latkowskiego, do filmu z 2002 r. "PUB 700", którego bohaterem był sam Możdżer.

Tamten obraz został uznany w roku premiery za najlepszy polski film dokumentalny na festiwalu Dwa Brzegi w Kazimierzu Dolnym. Pierwszy publiczny pokaz "Ostatniej wieczerzy" odbędzie się już 3 sierpnia, znów w Kazimierzu, na tegorocznej edycji festiwalu. Nowy film jest poświęcony postaci gdańskiego malarza prof. Macieja Świeszewskiego i jego słynnego, kontrowersyjnego obrazu "Ostatnia wieczerza". Gośćmi Dwóch Brzegów będą, obok Świeszewskiego, pisarz Paweł Huelle oraz ks. Krzysztof Niedałtowski, którzy w dokumencie Latkowskiego wystąpili. Wszyscy po premierze wezmą udział w dyskusji z publicznością. Rozmowa może mieć wysoką temperaturę!

Trójmiejski pianista jest nie tylko autorem partytury, ale wziął udział w nagraniu ścieżki dźwiękowej do "Ostatniej wieczerzy" także jako instrumentalista. Oprócz niego w sesjach wzięli udział gitarzyści Artur Lesicki i Łukasz Wójcik oraz dziewięcioosobowy zespół smyczkowy The Film Harmony Orchestra.
Sylwester Latkowski jest znany ze swojego dziennikarskiego i reżyserskiego temperamentu, można więc spodziewać się sporej burzy, zwłaszcza w Gdańsku, w którym obraz "Ostatnia wieczerza" i zainspirowana nim powieść Huellego kilka lat temu spory skandal już spowodowały.


Polska The Times, Dziennik Bałtycki, Tomasz Rozwadowski, 2011-07-25

(0) komentarzy / skomentuj

Plakat do filmu "Ostatnia Wieczerza" - projekt Iwona Murawska 24-07-2011 11:31

(1) komentarzy / skomentuj

Z planu i poza planu Ostatniej Wieczerzy (muzyka Leszek Możdżer) 24-07-2011 00:30

(0) komentarzy / skomentuj

Literatura mafijna: straszny jest ten świat 23-07-2011 23:45

Kurs franka w Polsce, niemiecki biznes gazowy i grecki kryzys. Śmieci w Neapolu, rumuńskie szwalnie i strzelanina w Duisburgu. Według znawców mafii, to jeden łańcuch zdarzeń.

W Polsce w ostatnich latach wydano kilka intrygujących książek o mafii. Wcale nie thrillerów epatujących krwią, lecz poważnych, popartych żmudną pracą śledczą opisów struktur przestępczych. Czy autorzy tych książek są wiarygodni? Włoskiego pisarza i dziennikarza Roberto Saviano („Gomorra”) uwiarygodnili mafiosi z kamorry, którzy wydali na niego wyrok – dostał od włoskiego rządu ochronę. Jurgen Roth („Europa mafii”), 66-letni dziennikarz, należy do czołówki niemieckich reporterów śledczych i od lat alarmuje, że mafia wdziera się na salony. Misha Glenny („McMafia”) to korespondent brytyjskich mediów w wielu krajach świata, ekspert w kwestiach mafijnych powiązań szczególnie w Rosji, na Bałkanach, w Chinach i Ameryce Płd. David Fisher („Księgowy mafii”) to znany amerykański pisarz. Sylwester Latkowski („Polska mafia”) to dokumentalista, autor śledczych książek i filmów, m. in. o śmierci gen. Papały.
Roberto Saviano opisał kamorrę, czyli Neapol i okolice, ale też ekspansję chińskiej mafii do Europy. Jurgen Roth powiązał strzelaninę w Duisburgu, interesy gazowe i związki spekulantów giełdowych z mafią. Misha Glenny oplótł mackami ośmiornicy cały świat. David Fisher, spisując spowiedź Roberto Escobara, rodzonego brata słynnego szefa kolumbijskiego kartelu narkotykowego Pablo Escobara w „Księgowym mafii” uwiecznił mechanizm rodzenia się przestępczości obezwładniającej kraj obszarowo prawie cztery razy większy od Polski, a o jedną trzecią ludniejszy. Natomiast Sylwester Latkowski w „Polskiej mafii” przeprowadził precyzyjną genezę rodzimej odnogi złego świata mafiosów. Książka Latkowskiego oparta jest głównie na dokumentach archiwalnych, autor wyciąga z nich wiele nieznanych dotąd faktów z życia powszechnie znanych w Polsce bohaterów.
W zbliżonym czasie, ale zupełnie niezależnie od siebie sportretowali różne oblicza mafii.  Czy ich ustalenia są spójne, uzupełniają się nawzajem? 

Mafia mieszczańska
Jurgen Roth definiuje najpoważniejsze zagrożenia z niemieckiego punktu widzenia. O ile Saviano uważa neapolitańską kamorrę za mafijną potęgę w Europie, to Roth na czele stawia ‘ndranghetę – mafię kalabryjską. To jej sześciu młodych członków z wioski San Luca padło ofiarami zbiorowego mordu, jakiego dokonano w 2007 r. w niemieckim Duisburgu. Zostali podziurawieni kilkudziesięcioma pociskami, a na koniec każdy dostał jeszcze strzał w głowę, z tzw. przyłożenia. Sprawców nie schwytano, chociaż nie było tajemnicą, że strzelali sąsiedzi z San Luki,  przedstawiciele innego klanu ‘ndranghety. Dokonali faidy, czyli zemsty, na Sycylii zwanej vendettą.
‘Ndrangheta działa w Niemczech od lat 70. XX wieku. Po upadku muru berlińskiego kasjerzy mafii masowo inwestowali we wschodnich landach, kupowali, co było do kupienia; ziemię, upadające fabryki, ledwo dyszące firmy. Szacuje się, że uprano wtedy od 100 do 200 mld brudnych dolarów. Niemiecki wywiad, według Rotha, ocenia roczne obroty włoskich organizacji przestępczych na terenie Niemiec na 100 mld euro. ‘Ndrangheta inwestuje w duże pakiety akcji na giełdzie we Frankfurcie. Pieniądze mafii, pisze Roth, są instrumentem niedemokratycznej władzy gospodarczej i politycznych wpływów. I dodaje: „Mafii nie można już traktować, jako regionalnego zjawiska kryminalnego, lecz trzeba dostrzec fakt, że zaczyna ona wyrastać na siłę, która jest w stanie określać politykę w Europie”.
Taką siłą są też rosyjskie gangi działające w Niemczech: sołncewski, izmaiłowski i tambowski. Rzadko sięgają po przemoc fizyczną (a jeżeli już to działają bezwzględnie), używają nowoczesnych metod, można rzec, biznesowych. To zjawisko Roth określa mianem nowej mafii, albo mafii mieszczańskiej. Twierdzi, że w ten sposób rosyjska nowa mafia zdobyła silne wpływy w niemieckim sektorze paliwowym i energetycznym. Ostrzega, że rozlewa się po całej Europie, działa w Grecji, Hiszpanii, na francuskim południowym wybrzeżu, a szczególnie atrakcyjne są dla niej nowe kraje UE, takie jak Bułgaria czy Rumunia, gdzie od lat ma swoich rezydentów usytuowanych w ośrodkach władzy. W samej Rosji niektórzy mafiosi traktowani są niczym celebryci, niektórzy umościli się w bliskim otoczeniu Kremla. Siła mafii pozwala jej manipulować nie tylko na rynkach finansowych, ale też wpływać na decyzje natury politycznej. A to już pokazuje, że rosyjskie i włoskie grupy przestępcze wypełniają wszystkie znamiona wynikające z klasycznej definicji mafii.
Mechanizmy opisane przez autorów cytowanych książek są podobne, czasem pojawiają się też te same postacie. Misha Glenny i Jurgen Roth dopisują własne puenty do losów znanych rosyjskich i włoskich mafiosów, to ważne uzupełnienia dla obserwatorów podziemia przestępczego. Na szczęście, a to też wynika z dociekań Saviano, Rotha, Glenny i Latkowskiego, nie istnieje międzynarodówka mafijna, organizacje zawierają co prawda sojusze, ale też ostro między sobą rywalizują, czasem aż do krwi. Używane są uniwersalne metody. Brudne pieniądze trzeba wyprać. Dlatego organizacje przestępcze inwestują w przemysł i banki. W Rumunii zakładają fabryki produkujące tekstylne podróbki znanych firm. Na Bałkanach przejmują placówki bankowe na własność, w Niemczech zdobywają, przy pomocy korupcji wpływy w bankowych władzach. Jeżeli zastanawiamy się dlaczego prywatne banki z Niemiec i Francji tak chętnie pożyczały pieniądze niestabilnej Grecji, to Roth daje przynajmniej częściową odpowiedź – podobnie chętnie banki pozwalały przepuszczać przez konta należące do mafiosów miliardy euro pochodzące z nieudokumentowanych źródeł. Oto co łączy kryzys grecki, strzelaninę w Duisburgu i szwalnie w Rumunii.

Polskie ślady
Polskie ślady, na szczęście, rzadko pojawiają się w książkach zachodnich publicystów. Szczegółowo opisywani są mafiosi rosyjscy, serbscy, bułgarscy, Czarnogórzanie, Czesi, Węgrzy, a nawet Litwini. Roberto Escobar, opisując interesy swojego brata nie wspomina o Polsce, jako odbiorcy kolumbijskiej koki, mówi ogólnie o Europie Wschodniej, jako rodzącym się na początku lat 90. nowym rynku na ten towar. Jeszcze niedawno pasjonowaliśmy się opisywaną przez świadka koronnego Jarosława S. ps. Masa historią kolumbijskiej transakcji narkotykowej gangu pruszkowskiego. Żywym zastawem miał być wtedy sam Andrzej Z., ps. Słowik, jeden z bossów Pruszkowa. Ale Roberto Escobar - jak można domniemywać - o czołowym polskim mafioso nawet nie słyszał.
Roberto Saviano o Polsce wspomina mimochodem, jako o jednym z krajów byłego bloku wschodniego, w którym kamorra kupowała broń za zgodą władz komunistycznych. U Rotha pojawia się Marian Kozina, w wersji międzynarodowej - Riccardo Fanchini, a według niemieckiego autora - Richard Rotmann. Roth przyznaje, że don Riccardo urodził się w Polsce, ale podkreśla, że jednak bardziej jest Niemcem i to nie tylko z racji niemieckiego obywatelstwa, w jakie się zaopatrzył, ale też z powodu faktu, że w Niemczech prowadził swoje  biznesy, a w berlińskim hotelu urządził wystawne 50. urodziny. Gośćmi na przyjęciu byli znani gangsterzy z całego świata, ale też i politycy (nie polscy, na szczęście).
Najgłośniejszą, jeśli nie jedyną postacią z Polski, której nazwisko utrwaliła literatura mafijna, pozostaje więc osoba już historyczna. W encyklopedii „Mafia Amerykańska” Carla Sifakisa (wydana w Polsce w 2007 r) wiele miejsca poświęcono postaci Meyera Lanskiego, polskiego Żyda, urodzonego w 1902 r. w Grodnie jako Majer Suchowliński (zmarł w 1983 r.).  Sifakis nazywa go ojcem chrzestnym amerykańskiego syndykatu, organizacji-matki, z której narodziła się za oceanem mafia we współczesnej postaci. Miał pseudonim Mały. Sam Lucky Luciano do przyjaciół mawiał o nim z szacunkiem: słuchajcie Małego. Lansky’ego wyróżniała nieprawdopodobna smykałka do ciemnych interesów. Jeden z agentów FBI miał o nim powiedzieć, że gdyby zajął się legalnym biznesem, byłby prezesem rady nadzorczej General Motors.
Rodzimi współcześni gangsterzy, tacy od haraczy, narkotyków i strzelanin, to raczej drugi plan. Sylwester Latkowski cytuje Masę, który samokrytycznie przyznaje, że polski świat przestępczy, w którym on działał, to mafia podrzędna, podwórkowa. Groźniejsza jest organizacja gangsterów w białych kołnierzykach; oni nie noszą broni, ale kalkulatory. To polska nowa mafia. Wzory czerpie ze świata, także od zachodnich sąsiadów.

więcej na http://www.polityka.pl/kultura/aktualnoscikulturalne/1517646,1,literatura-mafijna-straszny-jest-ten-swiat.read


(0) komentarzy / skomentuj

Biały rum i Amy Winehouse. Live from Bush Empire & Porchester Hall, London, 2007... i kilka dodatków. Ilu się zapiło i zaćpało i ani grama nie pozostawiło tego, co ona? Przeklęta 27-ka. 23-07-2011 23:31

(0) komentarzy / skomentuj

Mix 21-07-2011 23:17

Właśnie Leszek Możdżer skończył mix muzyki do filmu "Ostatnia Wieczerza". Ostatnie trzy dni solidnie przysiadł. Za godzine będę mógł wejść na ftpa i wysłuchać.


(0) komentarzy / skomentuj

Tajne przez poufne 20-07-2011 18:50

Wróciłem do Warszawy. Po drodze zaliczyłem jakiś GS-owski (gminnej spółdzielni, dla tych co nie wiedzą) hotel w lesie. O części pobytu w Poznaniu nie mogę powiedzieć, bo prokuratura w tajnej kancelarii oklauzulowała mnie tak, że zapamiętałem tylko tył monitora z plakietą ABW poświadczającą certyfikat bezpieczeństwa komputera i napis poufne. A na poważnie, chyba wymyślono niezły sposób kneblowania ust dziennikarzom.


(0) komentarzy / skomentuj

9:54 18-07-2011 17:26

Jutro rano muszę być w Poznaniu. Zaglądam w rozkład jazdy PKP. Ostatni dzisiaj pociąg z Warszawy odchodzi o 23.30. I do Poznania zajeżdża po 9 godzinach i 54 minutach podróży. Miejsc sypialnych brak.


(0) komentarzy / skomentuj

Postanowienie o umorzeniu dochodzenia w sprawie kierowania gróźb bezprawnych wobec Krzysztofa Piesiewicza 17-07-2011 21:31

(0) komentarzy / skomentuj

Hipokryzja w tym przypadku zaliczyła dno 17-07-2011 11:37

Nie rozumiem, ściga i lustruje się byłych agentów i ludzi służb, a bez problemu akceptuje się współczesnych. Więcej, nawet staje się w ich obronie - współcześni agenci i ludzie służb mają prawo wchodzenia do polityki.

Mnie jednak trawią wątpliwości. Którzy, współcześni czy byli, są bardziej niebezpieczni? Którzy z nich są bardziej związani ze współczesnymi służbami, choćby poprzez kontakty towarzyskie? Byli, których kumple już nie pracują w służbach? Byli, którzy nie mają współczesnej wiedzy o aktualnie pracujących agentach, nie znają zawartości wspólczesnych akt operacyjnych, itd...?

Hipokryzja w tym przypadku zaliczyła dno.


(0) komentarzy / skomentuj

Dzień przed prapremierą "Ostatniej Wieczerzy" spotkanie z czytelnikami książek w EMPIK CAFE 15-07-2011 14:37

(0) komentarzy / skomentuj

45-tka 13-07-2011 15:41

45-tka rozpoczęta w nie urodzinowych klimatach. Rozmowa z…, nadzorowana przez biuro ochrony  świadka koronnego. Kiedy po południu dzwonią z jednej ze stacji telewizyjnych, a wreszcie piszą, że chcą umówić się na rozmowę w sprawie zorganizowanej przestępczości, odpisuję, że dzisiaj jest to niemożliwe. Aż za dużo jej miałem wokół siebie, czas odetchnąć…


(1) komentarzy / skomentuj

Ten film kilka lat temu pokazano w TVP i upchnięto do archiwum. Dzisiaj czytam, o wstrząsającym raporcie. Nagle na oczy przejrzano? (Oczywiście wiele rzeczy zmieniło się na plus od tamtego czasu) Część dalsza filmu jest w archiwum TVP. 12-07-2011 22:11

(0) komentarzy / skomentuj

Kałamarzem w ośmiornicę (cały artykuł Piotra Pytlakowskiego w najnowszej Polityce) 12-07-2011 21:34

(0) komentarzy / skomentuj

Za nasze pieniądze pawie pióra wbijają... 11-07-2011 22:40

Warte powielenia z Twitter. Tomasz Skory: "Goście, których nie znosimy wydają kasę, którą mają od nas, żeby nam wmówić, źe są nam potrzebni do rządzenia naszą kasą."


(0) komentarzy / skomentuj

Polska popitka za greckie pieniądze 11-07-2011 21:41

Krótka wymiana na Twitter z Tomaszem Rudomino. TR: "Dziś u ambasadora w sprawie gali polskiej w listopadzie na 600 vipów i honorowym patronatem kilku prezydentów. Jutro kosztorys z ministrem S." JA: "I t"ak na hulanki i popitkę przepuścicie z min. Sikorskim nasze ostatnie zaskórniaki budżetowe. Ot, pokazać się i umrzeć." TR: "Zgoda co do jednego, promocja to i owszem hulanki oraz popitki."I na Facebook dodał TR: "Zaskórniaki czyli schowane pieniądze, jednak nie, bo promocja PL to wielka sprawa, dlatego pieniądze daje nam ukochana Bruksela by Polska mocną była. Amen. A popitka musi być." JA: Skoro jest dziura w budżecie to tylko ze schowanych pieniędzy? TR: "bo to greckie pieniądze..."


(0) komentarzy / skomentuj

Z planu i poza planu "Ostatniej Wieczerzy" 10-07-2011 21:42

(0) komentarzy / skomentuj

RPA 2009/2010 09-07-2011 22:44

(0) komentarzy / skomentuj

Turystyczny (pocztówkowy) Egipt tuż przed rewolucją (2011) 09-07-2011 22:14

(0) komentarzy / skomentuj

Nysyros (2010) 09-07-2011 22:08

(0) komentarzy / skomentuj

Zdjęcia do filmu "Kamilianie" (Włochy, 2004) 09-07-2011 22:04

(0) komentarzy / skomentuj

Grupa została otwarta dla wszystkich, ściana czeka na przemyślenia, dyskusję.... 09-07-2011 12:55

(0) komentarzy / skomentuj

Zdjęcia z planów filmowych 09-07-2011 00:23

(0) komentarzy / skomentuj

Kalisz przed Trybunał Stanu? 08-07-2011 16:49

Powstał makiaweliczny plan zemsty na Ryszardzie Kaliszu, za wnioski w raporcie Blidy, także postawić go przed Trybunał Stanu za... sprawę Krzysztofa Olewnika. Miejsce wcielenia w życie - sejmowa komisja sprawiedliwości. Wyjdzie, nie wyjdzie, nie o to przecież chodzi.


(0) komentarzy / skomentuj

Wymowny dokument. Ilu dziennikarzy udało sę zwerbować? 06-07-2011 10:29

(1) komentarzy / skomentuj

Czwarty miesiąc na liście bestsellerow Świata Książki 03-07-2011 22:37

(1) komentarzy / skomentuj

Warszawa, Ursynów, godz. 15.30 03-07-2011 17:01

(0) komentarzy / skomentuj

Ilu dziennikarzy pija z kubka CBA? 02-07-2011 19:33

Czym trzeba sobie zasłużyć, by otrzymać kubek z logo CBA? Według jakiego klucza CBA rozdaje kubki ze swoim logo? Redakcja "NIE" otrzymała kilka, a jak to wygląda gdzie indziej? Ilu dziennikarzy pija z kubka CBA? Podobno nie ma głupich pytań, są tylko głupie odpowiedzi :)


(0) komentarzy / skomentuj

Krótkie oświadczenie. 30-06-2011 22:38

 Przewałem pisanie książki o premierze Donaldzie Tusku. Wymiękłem.


(0) komentarzy / skomentuj

Zamknęli operatora? 27-06-2011 15:55

Godz. 14.10. wykręcam numer centrali Komendy Wojewódzkiej w Kilecach i słyszę automat: "Dzień dobry, Komenda Wojewódzka POlicji w Kielcach, proszę czekać na zgłoszenie się operatora". I tak przez siedem minut, wkoło to samo." Oczywiście operator się nie zgłosił. Próbuję po piętnastej, także bez efektu. Jak wakacje, to wakacje.


(0) komentarzy / skomentuj

Minęło 13 lat... (Zabić Papałę. Początek filmu) 25-06-2011 19:11

(1) komentarzy / skomentuj

Będzie przełom? 25-06-2011 15:32

(0) komentarzy / skomentuj

Ostatnia Wieczerza na Festiwalu Dwa Brzegi 25-06-2011 12:20

(0) komentarzy / skomentuj

Aneta zrobiła plakaty do trzech moich pierwszych filmów... (video) 24-06-2011 01:11

(0) komentarzy / skomentuj

To nie Bejrut, to plaża w Wilanowie 23-06-2011 20:10

(0) komentarzy / skomentuj

Zmęczona Polska 23-06-2011 13:08


(0) komentarzy / skomentuj

50-groszowy protest 19-06-2011 23:31

Wróciłem z miejsca w Polsce (Skierniewice), gdzie jeden z księży z abony skrytykował czytanie Gazety Wyborczej i oglądanie TVN, zachęcał do lektury Naszego Dziennika i włączania TV Trwam. Od tamtej niedzieli, w ramach protestu, kilka osób rzuca na tacę tylko 50 groszy.


(4) komentarzy / skomentuj

My tu o prezydencji, XXI wieku, a w Polsce po staremu 15-06-2011 15:21

Dzwonię do prokuratury rejonowej w Skarżysku Kamiennej, proszę o podanie adresu e-mail. Pani nie zna. Łączy mnie z sekretariatem, po chwili wraca do mnie i mówi, że niestety kierowniczki nie ma.
- Prokurator rejonowy nie ma e-maila? – jestem zdziwiony.
- Prokuratura ma tylko jeden adres, ale zna go tylko pani kierowniczka – słyszę wyjaśnienie.


(0) komentarzy / skomentuj

Do Igora Janke 13-06-2011 22:42

Igor, masz dużo racji w tekście , który napisałeś "Cafe "Gazeta", czyli wszystkie zbrodnie Marka Pasionka”. Ale w jednej kwestii błądzisz, kiedy usprawiedliwiasz z kontaktów prokuratora z politykami ( jeden z b. szefów ABW nim się stał). Pamiętasz Starachowice? O co wtedy szło? Chciałbym żyć w kraju, w którym prokurator trzyma się z dala od polityków i robił swoje, a nie na kawę i polowania się z nimi umawia.


(1) komentarzy / skomentuj

Edek 08-06-2011 13:47

Przeczytałem reportaż „Pokoleniowy”… Zabrakło mi w nim tego demona, który już u szczytu sławy go gniótł, wyniszczał, i nie była to wódka. Kieliszki i szklanki zawsze mu towarzyszyły. Ale to już sprawa Edka. Warto przeczytać tekst Marcina Kołodziejczyka opublikowany w aktualnej „Polityce”.


(1) komentarzy / skomentuj

Głucha noc 06-06-2011 00:46

Dobry film o problemie samplowania, czyli „Złodzieje praw autorskich” (reż. B.Franzen,K.Mcleod). W Polsce ofiarą tego sporu padła „Głucha Noc” Peja/Slums Attack. Dzisiaj legalnie nie można wysłuchać tego utworu, ani obejrzeć teledysku. Legalnie można tylko wysłuchać „Chmurami zatańczy” Stana Borysa.
Należy powiedzieć wprost, że nie byłoby polskiego hip hopu, tego najbardziej trzymającego się ulicy, gdyby nie pożyczanie, cytowanie… samplowanie. Trzymając się prawniczego legalizmu większość płyt z przełomu XX i XXI wieku należałoby aresztować i zakazać ich słuchania.


(1) komentarzy / skomentuj

Nie da się zmilczeć. W Świecie Książki nadal na liście bestsellerów 02-06-2011 20:55

(3) komentarzy / skomentuj

Centrum miasta gdzieś w Polsce (w którym spędzam ostatnio trochę czasu) 31-05-2011 23:19

(2) komentarzy / skomentuj

Nikt z prokuratorów nie poniósł konsekwencji. Przeciwnie, większość z nich robiła i nadal robi karierę w prokuraturze. 31-05-2011 12:10

Stanowisko Komisji Śledczej do zbadania prawidłowości działań organów administracji rządowej w sprawie postępowań karnych związanych z uprowadzeniem i zabójstwem Krzysztofa Olewnika przyjęte w dniu 17 maja 2011 r.
 
8. 3. Nadzór Prokuratury Krajowej
             Do dnia 31 marca 2010 r. najwyższą w hierarchii cywilnego pionu prokuratury jednostką organizacyjną była Prokuratura Krajowa, którą kierował Prokurator Krajowy. Zastąpiła ją Prokuratura Generalna kierowana przez Prokuratora Generalnego.
Sprawa uprowadzenia i zabójstwa Krzysztofa Olewnika została w dniu 10 października 2002 r. zarejestrowana w Biurze do Spraw Przestępczości Zorganizowanej Prokuratury Krajowej na polecenie ówczesnego Dyrektora Biura prokurator Prokuratury Krajowej Ryszarda Rychlika (obecnie prokuratora w stanie spoczynku), w związku z rozpoznaniem skargi adwokata Jerzego Jamki z dnia 07.10.2002 r. Śledztwo początkowo nadzorowane było przez Danutę Bator - prokuratora Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie delegowaną do Prokuratury Krajowej (obecnie zastępca Dyrektora Departamentu Postępowania Sądowego Prokuratury Generalnej).
Realizacja czynności związanych z nadzorem zlecenia była także przez Sławomira Górnickiego - prokuratora Prokuratury Krajowej, ówczesnego zastępcę Dyrektora Biura do Spraw Przestępczości Zorganizowanej Prokuratury Krajowej (obecnie zastępcę Dyrektora Departamentu  Postępowania Przygotowawczego Prokuratury Generalnej), zaś od stycznia 2003 r. do listopada 2005 r. przez Pawła Korbala – wówczas zastępcę Dyrektora Biura do Spraw Przestępczości Zorganizowanej Prokuratury Krajowej (obecnie zatrudniony w Instytucie Wymiaru Sprawiedliwości).


W czerwcu 2004 r. nadzór nad postępowaniem PR IV Dsn 122/02 przejął Jerzy Szymański - prokurator Prokuratury Krajowej (obecnie Dyrektor Departamentu Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Generalnej). Odzwierciedla to adnotacja na okładce akt sprawy zalecająca Prokuratorowi Okręgowemu w Warszawie nadesłanie aktualnej informacji o ustaleniach w sprawie kradzieży samochodu policyjnego wraz z aktami śledztwa. Tym samym kolejne wpływające w tej sprawie pisma były dekretowane na referenta przez prokuratora Prokuratury Krajowej Józefa Piechotę, który od grudnia 2003 r. do listopada 2005 r. pełnił funkcję Dyrektora Biura do Spraw Przestępczości Zorganizowanej Prokuratury Krajowej.
Prokurator Jerzy Szymański rozpoznawał między innymi skargę Włodzimierza Olewnika z dnia 9.05.2004 r. skierowaną na ręce Ministra Sprawiedliwości Marka Sadowskiego. W dniu 18.06.2004 r. prokurator Jerzy Szymański zlecił Zastępcy Prokuratora Apelacyjnego w Warszawie zbadanie zasadności zarzutów podnoszonych przez skarżącego i udzielenie mu odpowiedzi w terminie do dnia 15.07.2004 r.
W dniu 30.06.2004 r. prokurator Jerzy Szymański odebrał złożoną w trakcie rozmowy telefonicznej z Danutą Olewnik-Cieplińską skargę na działania policji i prokuratury we wskazanym postępowaniu. Tego samego dnia rozpoznawał także wniosek Włodzimierza Olewnika z dnia 09.06.2004 r. skierowany na ręce Ministra Sprawiedliwości Prokuratora Generalnego o przekazanie materiałów postępowania innej jednostce prokuratury oraz wyjaśnienie wszystkich okoliczności związanych z zaginięciem akt głównych sprawy dot. uprowadzenia Krzysztofa Olewnika. W odpowiedzi prokurator Jerzy Szymański powiadomił wnioskodawcę, iż Prokurator Apelacyjny w Warszawie został zobowiązany do udzielenia mu odpowiedzi i stwierdził brak podstaw do powierzenia prowadzenia sprawy innej jednostce prokuratury.
Następnie prokurator Jerzy Szymański wziął udział w spotkaniu Ministra Sprawiedliwości – Prokuratora Generalnego z Danutą Olewnik w dniu 08.07.2004 r. i na powyższą okoliczność sporządził notatkę urzędową w dniu 09.07.2004 r. W notatce tej zawarto adnotację, iż uwagi wynikające z tej rozmowy przekazano bezpośrednio prokuratorowi Robertowi Skawińskiemu z Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

W toku realizowanego nadzoru prokurator Jerzy Szymański spotkał się w dniu 20.108.2004 r., wraz z ówczesnym zastępcą Prokuratora Generalnego – Kazimierzem Olejnikiem z prowadzącymi i nadzorującymi postępowanie prokuratorami w Prokuraturze Apelacyjnej w Warszawie, zlecając dogłębną analizę przebiegu śledztwa i opracowanie planu dalszych czynności. Była to jego ostatnia czynność albowiem od września 2004 r. nadzór nad postępowaniem został przejęty przez Macieja Florkiewicza – prokuratora Prokuratury Okręgowej w Lublinie delegowanego do Prokuratury Krajowej (obecnie prokuratora Prokuratury Apelacyjnej w Lublinie). Wyżej wymieniony nadzór ten sprawował do dnia 01.10.2007 r.
W okresie od listopada 2007 r. do kwietnia 2008 r. dalszy bezpośredni nadzór nad sprawą przejął Robert Tarsalewski - prokurator Prokuratury Krajowej.
W okresie od 23.04 do 12.05.2008 r. nadzór sprawowany był przez Wojciecha Dutkowskiego - prokuratora Prokuratury Okręgowej w Gliwicach, delegowanego do Prokuratury Krajowej, zaś od 12.05.2008 r. był sprawowany przez Jacka Bilewicza - prokuratora Prokuratury Apelacyjnej we Wrocławiu, delegowanego do Prokuratury Krajowej.
W tym czasie funkcje Dyrektora Biura do Spraw Przestępczości Zorganizowanej Prokuratury Krajowej pełnili:
od listopada 2005 r. do stycznia 2006 r. Paweł Korbal - prokurator Prokuratury Krajowej (obecnie w Instytucie Wymiaru Sprawiedliwości),
od stycznia 2006 r. do września 2006 r. Bogdan Święczkowski – początkowo prokurator Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach, delegowany do Prokuratury Krajowej, a następnie od września 2006 r. prokurator Prokuratury Krajowej (obecnie prokurator w stanie spoczynku),
od września 2006 r. do lutego 2007 r. – Konrad Kornatowski – początkowo prokurator prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku delegowany do Prokuratury Krajowej, a następnie od lutego 2007 r. prokurator Prokuratury Krajowej (obecnie poza służbą),
Od lutego 2007 r. do grudnia 2007 r. – Krzysztof Sierak prokurator Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach delegowany do Prokuratury Krajowej, następnie prokurator Prokuratury Krajowej,
od grudnia 2007 r. Krzysztof Parchimowicz, prokurator Prokuratury Krajowej.
Realizacja czynności związanych z nadzorem nas sprawą PR IV Dsn 122/02 w latach 2006 – 2007 zlecana była także przez ówczesnych zastępców Dyrektora Biura do Spraw Przestępczości zorganizowanej Prokuratury Krajowej:
Tomasza Szałka, prokuratora Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach, delegowanego do Prokuratury Krajowej (obecnie prokuratora Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach),
Krzysztofa Karsznickiego, prokuratora Prokuratury Apelacyjnej w Łodzi delegowanego do Prokuratury Krajowej, a następnie prokuratora Prokuratury Krajowej (obecnie Dyrektora Departamentu Współpracy Międzynarodowej Prokuratury Generalnej),
Jerzego Gajewskiego, prokuratora Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach, delegowanego do Prokuratury Krajowej.

Jednocześnie postępowanie w sprawie niedopełnienia, w okresie od października 2001 r. do maja 2006 r. w Sierpcu, Płocku, Warszawie i innych miejscach województwa mazowieckiego obowiązków służbowych przez funkcjonariuszy organów ścigania wykonujących czynności w toku śledztwa dotyczącego uprowadzenia dla okupu i zabójstwa Krzysztofa Olewnika, tj. o czyn z art. 231§1 kk od grudnia 2007 r. do maja 2008 r. nadzorowane było (za sygn. PR III Dsn 45/2008/ Białystok) przez Sławomira Górnickiego – prokuratora Prokuratury Krajowej (obecnie zastępcę Dyrektora Departamentu Postępowania Przygotowawczego Prokuratury Generalnej). W maju 2008 roku sprawa została przejęta przez Biuro do Spraw Przestępczości Zorganizowanej Prokuratury Krajowej i dołączona do nadzorowanej za sygn. PR IV Ds. 122/02 sprawy uprowadzenia i zabójstwa Krzysztofa Olewnika.

We wskazanym okresie tj. od grudnia 2007 r. do dnia 08.05.2008 r. funkcję Dyrektora Biura Postępowania Przygotowawczego Prokuratury Krajowej pełnił prokurator Prokuratury Krajowej Jerzy Zientek.
W okresie od zarejestrowania sprawy PR IV Ds. 122/02 Biuro do Spraw Przestępczości Zorganizowanej Prokuratury Krajowej nadzorowani niżej wymienieni prokuratorzy, pełniący funkcje lub obowiązki Prokuratora Krajowego:
Od 17.12.2001 r. do 31.10.2005 r. – Karol Napierski (obecnie prokurator w stanie spoczynku); faktyczny nadzór sprawował ówczesny zastępca Prokuratora Generalnego Kazimierz Olejnik (aktualnie prokurator Prokuratury Generalnej),
Od 31.10.2005 r. do 08.02.2007 r. – Janusz Kaczmarek (obecnie poza służbą),
Od 04.04.2007 r. do 14.05.2007 r. – Tomasz Szałek (obecnie prokurator Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach),
Od 14.06.2007 r. do 21.11.2007 r. – Dariusz Barski,
Od 21.11.2007 r. do 20.01.2009 r. – Marek Staszak (aktualnie prokurator Prokuratury Generalnej).


Akta podręczne prokuratury, szczególnie pochodzące z pierwszej fazy śledztwa, wskazują na niedostateczny nadzór służbowy realizowany nad prokuraturą prowadzącą śledztwo. W swojej istocie sprowadzał się on do żądania informacji i nie nosił cech „nadzoru konsultacyjnego”.
W żaden sposób nie wskazano właściwych kierunków czynności, jakie winny zostać zrealizowane w niniejszej sprawie. W tej kategorii nieprawidłowości należy także umiejscawiać brak decyzji jednostek nadrzędnych na Prokuraturą Rejonową w Sierpcu o przejęciu sprawy i przekazaniu jej do Prokuratury Okrętowej lub Apelacyjnej.
Pomimo, że postępowanie zostało zarejestrowane w biurze do spraw Zwalczania Przestępczości Zorganizowanej Prokuratury Krajowej na polecenie ówczesnego dyrektora biura R. Rychlika w związku ze skargą pełnomocnika pokrzywdzonego Włodzimierza Olewnika, praktycznie w okresie do czasu przeniesienia spraw do pionu zwalczania przestępczości zorganizowanej – nadzór ze strony Prokuratury Krajowej nie był realizowany. Wykonywano jedynie czynności związane z trybem skargowym oraz dokumenty o charakterze analitycznym – krytyczna analiza dotychczasowego postępowania prokurator D.Bator .

19 maja 2004 r. Włodzimierz Olewnik wystosował pismo – skargę na ręce Ministra Sprawiedliwości Prokuratora Generalnego Marka Sadowskiego dot. nieprawidłowości w prowadzaniu śledztwa. Ponadto 9 czerwca 2004 Włodzimierz Olewnik wystosował kolejne pismo - skargę skierowaną na ręce Ministra Sprawiedliwości Prokuratora Generalnego Marka Sadowskiego na postępowanie Prokuratury Okręgowej w przedmiocie zatrzymania S.Kościuka i nie przedstawieniu mu zarzutów z jednoczesnym wnioskiem o przekazanie materiałów postępowania innej jednostce prokuratury oraz wyjaśnienie wszystkich okoliczności związanych z zaginięciem akt głównych sprawy dot. uprowadzenia Krzysztofa Olewnika.

Zbadanie i rozpatrzenie skarg zostało zlecone prok. Jerzemu Szymańskiemu prowadzącemu nadzór nad śledztwem dot. porwania Krzysztofa Olewnika (Dsn 122/02) z Biura do Spraw Przestępczości Zorganizowanej Prokuratury Krajowej. Ten zaś wysłał w tej sprawie stosowne pismo do Prokuratury Apelacyjnego w Warszawie z poleceniem by poruszone w skargach zarzuty zbadać i udzielić odpowiedzi bezpośrednio skarżącemu z jednoczesnym poleceniem przesłania odpisu odpowiedzi do wiadomości.
Warto w tym miejscu zacytować fragment zeznań złożonych przed Komisją przez prok. Szymańskiego: przeczytałem tę skargę i pilnie zadzwoniłem właśnie tego samego dnia do, o ile pamiętam, do pani prokurator okręgowej Janczarskiej, żądając przedstawienia informacji i planu śledztwa w tej sprawie, która dotyczy porwania, znaczy porwania samochodu, kradzieży i zagubienia akt, ponieważ to już, no, zapaliła się czerwona lampka, że sprawa zaczyna być rzeczywiście bardzo bulwersująca i, no, rządzą tą sprawą jakieś, powiedziałbym, niewyjaśnione, rzeczy, że sprawa jest rzeczywiście bulwersująca. No i na piśmie w związku z tym, że uzgodniłem z dyrektorem (Jerzy Piechota), moje stanowisko też takie było, że najpierw sprawę trzeba dokładnie wyjaśnić, jak ona wygląda, na jakim jest etapie, czy rzeczywiście są tego rodzaju zaniedbania, jak pokrzywdzeni twierdzą, w każdym razie powiedziałem jedno, że na ówczesny czas, czyli na czerwiec 2004, nie ma podstaw do przekazania sprawy do innej prokuratury. I powiedziałem przełożonemu, panu dyrektorowi Piechocie, że sprawa jest dla mnie zupełnie nowa, nie znam jeszcze jej szczegółów, więc poczekamy na stanowisko prokuratury apelacyjnej, ale w każdym razie zleciłem 30 czerwca, pisemnie, panu prokuratorowi apelacyjnemu w Warszawie, no, zbadanie, bardzo dokładne zbadanie sprawy.

Jak z tego wynika, prok. J.Szymański nie podjął żadnych osobistych czynności, mających na celu wyjaśnienie poruszonych w pismach pokrzywdzonego nieprawidłowości a zleconych przez Prokuratora Generalnego, całkowicie zawierzając ustaleniom nadzorowi I instancji.

W związku z tą skargą Naczelnik Wydziału Nadzoru nad Postępowaniami Przygotowawczymi Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie prok. Kazimierz Radomski 15 czerwca 2004 (a więc już po nawet po zatrzymaniu S.Kościuka i kradzieży akt sprawy) wystosował w odpowiedzi pismo do Biura ds. Przestępczości Zorganizowanej Prokuratury Krajowej, w której zawarł własną ocenę śledztwa oraz ocenę jakości sprawowanego przezeń nadzoru służbowego.

Całkowite, wręcz aroganckie rozminięcie się z rzeczywistością, będące przejawem źle rozumianej solidarności korporacyjnej, wymaga ponownie zacytowania obszernych fragmentów tego kuriozalnego pisma: Nadzór służbowy jest prowadzony na bieżąco zgodnie z zasadami, a wiedza nadzorującego postępowanie prokuratora na temat przeprowadzonych czynności i podejmowanych w wyniku ich analizy wynika także z bieżącej i osobistego (sic!) zapoznawania się z aktami głównymi V Ds. 290/02. Bieżąca kontrola tego śledztwa pozwala na stwierdzenie, iż jest ono prowadzone prawidłowo, przy dobrej koncentracji czynności procesowych, zważywszy zwłaszcza, iż główną podstawą tego śledztwa są czynności operacyjne, wnikliwie, z gromadzeniem dowodów w odpowiednim momencie i kolejności, a także przy dokonywaniu ich analizy we wzajemnej korelacji oraz efektywnie.

Warto w tym miejscu dodać, iż zapoznanie się w owym czasie z aktami sprawy V Ds. 290/02 było niemożliwe bowiem oryginały akt głównych znajdowały się w rękach sprawców kradzieży, a proces odtwarzania akt głównych dopiero się rozpoczynał.

W dniu 30 czerwca 2004 r. prok. Jerzy Szymański odebrał, złożoną w trakcie rozmowy telefonicznej z Danutą Olewnik-Cieplińską skargę na działania policji i prokuratury we wskazanym postępowaniu. Tego samego dnia rozpoznał także wniosek Włodzimierza Olewnika. W odpowiedzi prokurator Jerzy Szymański powiadomił wnioskodawcę, iż Prokurator Apelacyjny w Warszawie został zobowiązany do udzielenia mu odpowiedzi, stwierdzając jednocześnie brak podstaw do powierzenia prowadzenia sprawy innej jednostce prokuratury.

Odpowiedź na zarzuty zawarte w piśmie z 9 czerwca 2004 r. wysłana została za pismem z dnia 14 lipca 2004 r. podpisanym przez Naczelnika Wydziału Nadzoru nad Postępowaniami Przygotowawczymi Prokuratury Apelacyjnej prok. Kazimierza Radomskiego.

Osobliwość zawartych w wzmiankowanym piśmie stwierdzeń, świadczących o całkowitej nieznajomości (wbrew temu co napisano) akt sprawy wymaga zacytowania jego części: „Ocena całokształtu zgromadzonego w śledztwie V Ds. 290/02 materiału dowodowego doprowadza do konkluzji braku niniejszej sprawie chociażby minimalnych dowodów bezpośrednich, jak też ciągu poszlak uzasadniających w stopniu dostatecznym podejrzenie popełnienia przez tego mężczyznę jakiegokolwiek przestępstwa (sic!), a zwłaszcza współuczestniczenia przez niego w uprowadzeniu Krzysztofa Olewnika i wymuszenia rozbójniczego na członkach jego rodziny okupu. Z tych względów decyzja prokuratora o odstąpieniu od przedstawieniu zarzutów popełnienia przestępstwa była w zupełności słuszna.

Komisja ustaliła, iż nikt z nadzoru nie zapoznawał się choćby z częścią akt sprawy ani nie konsultował się w powyższej kwestii z referentem sprawy.

Należy wyraźnie podkreślić, iż w omawianym okresie tj. prowadzenia śledztwa V Ds. 290/02 przez V Wydział Prokuratury Okręgowej w Warszawie instancyjny nadzór służbowy sprawowany przez:
Wydział Nadzoru nad Postępowaniami Przygotowawczymi Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie przez prokuratorów referentów, kolejno: Irenę Dąbrowską – Malesa i Ewę Lizakowską, kierowany przez prokuratora Kazimierza Radomskiego,
Biuro do Spraw Przestępczości Zorganizowanej Prokuratury Krajowej przez prokuratorów kolejno: Danutę Bator, od 01.06.2004 r. Jerzego Szymańskiego, kierowane przez Ryszarda Rychlika, od grudnia 2003 r. Jerzego Piechotę, w sensie merytorycznym de facto nie istniał.

W wyniku prac Komisja ustaliła, iż żaden z nadzorujących śledztwo V Ds. 290/02 ww. prokuratorów z Prokuratury Apelacyjnej, jak i prokuratorów Biura ds. PZ Prokuratury Krajowej nigdy osobiście nie zapoznawali się nawet z częścią akt głównych sprawy.

Ich nadzór sprowadzał się jedynie do wymiany korespondencji związanej z kolejnymi wnioskami o przedłużanie śledztwa oraz wyegzekwowaniem kwartalnej informacji od referenta o postępach w sprawie.

Nie zauważono przy tym by nadzorujący egzekwowali lub próbowali uzyskiwać wyjaśnienia od referenta dlaczego nie były wykonywane czynności zaplanowane, a zawarte we wcześniejszych wnioskach o przedłużenie śledztwa. Wymagałoby to jednak wysiłku sięgnięcia do wcześniejszych kwartalnych wniosków i porównanie ich treści.

Minister Sprawiedliwości – Prokurator Generalny M.Sadowski 8 lipca 2004 r. w obecności prok. J.Szymańskiego przyjął siostrę Krzysztofa Olewnika - Danutę. W następstwie spotkania min. M.Sadowski polecił Zastępcy Prokuratora Generalnego prokuratorowi Kazimierzowi Olejnikowi, żeby przejął nadzór nad tym postępowaniem: osobiście w rozmowie wyraziłem życzenie i prośbę, żeby nie przekazywał tego rutynowo podległym prokuratorom, tylko żeby dokonał sam oceny, pomimo no, nawału obowiązków, jakie ma zastępca prokuratora generalnego, żeby no po prostu zapoznał się z aktami, choćby z podstawową częścią tych akt i ukierunkował śledztwo.

Prok. Kazimierz Olejnik na polecenie Ministra Sprawiedliwości Marka Sadowskiego przejął nadzór nad tym postępowaniem. Prok. Olejnik po osobistym zapoznaniu się z aktami sprawy, a także m.in. po rozmowie telefonicznej z A. Rapackim, byłym zastępcą Komendanta Głównego Policji, który był wówczas oficerem łącznikowym, postanowił niezwłocznie przenieść prowadzenie śledztwa do innej jednostki tj. do Wydziału VI Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Zeznając przez Komisją tak ocenił dotychczasowy poziom prowadzenia śledztwa: Rzeczywiście ta sprawa to jest jeden wielki dramat i kompromitacja. Na tamtym etapie. Taka jest moja ocena i taką ocenę dzisiaj formułuję prokuratury i policji, bo obydwa te organy, każdy w różnym zakresie odpowiadał i różne czynności podejmował, ale ilość błędów w tej sprawie, ilość niewłaściwych zachowań, no, była aż niewyobrażalna.

Równie krytycznie ocenił sposób prowadzenia nadzoru przez Prokuraturę Krajową: „Razem ze sprawą, z aktami głównymi, dostałem chyba albo od razu, albo krótko później akta nadzoru biura PZ Prokuratury Krajowej. Chcę delikatnie ocenić wtedy moje wrażenia z tej oceny, ale były one również złe. Był może ten jeden dobry dokument bądź jeden bardzo dobry moment analizy akt przez panią prokurator Bator, (jeszcze przed przejęciem sprawy przez Wydz. V PO w W-wie - KS) ale było to w roku dwa tysiące, z tego, co pamiętam, dwa tysiące drugim chyba albo trzecim. Natomiast później te działania były takimi działaniami formalnymi, a jak już… No, jak ja przeczytałem akta, wtedy, no, na początku, w sierpniu, to miałem świeżo w pamięci obraz tej sprawy, jak, no, gdzieś tam widziałem takie pisma z pierwszego półrocza, z maja, z czerwca, no, że sprawa idzie śpiewająco, że nie ma problemów, że rytmicznie, że cało... kompleksowo, że wszystko jest ujęte, no, to była wirtualna rzeczywistość.

Mimo tak krytycznej – jak najbardziej słusznej zdaniem Komisji - oceny dotychczasowej działalności referentów sprawy oraz nadzoru, prok. K.Olejnik nie podjął żadnych działań o charakterze dyscyplinarnym lub choćby wyjaśniającym powody zaniechań i zaniedbań.

Niedopełnienie obowiązków służbowych w tej kwestii świadek usiłował uzasadnić w sposób następujący: Kiedy te akta czytałem, no, to mnie też krew zalewała, i wtedy rzeczywiście moja ocena była bardzo surowa, i bardzo realnie i poważnie zastanawiałem się, co w tym zakresie zrobić, bo nie mam wątpliwości, że wszystkie te osoby, które zachowały się, no, w sposób, który rzeczywiście narusza porządek prawny, zasady przyzwoitości, powinny ponieść określone konsekwencje. Ale uznałem, że nie wtedy. Uznałem, że gdybym wtedy wdrożył takie postępowanie, to bym spowodował siłą rzeczy, naraziłbym na szwank główny nurt postępowania, jakim było wykrycie sprawców, uwolnienie Krzysztofa Olewnika i podjęcie w tym zakresie działań. No, pracuję wiele lat w prokuraturze w różnych obszarach, przy różnych sprawach, jawnych i tajnych, i wiem, że w tej sprawie, no, to spektrum zainteresowań odnośnie prokuratorów, policjantów musiało być bardzo szerokie. Wiedziałem, że gdyby wobec tych wszystkich osób wdrożyć to postępowanie wtedy, to siłą rzeczy te osoby by się broniły, miałyby obrońców, byłby wyciek informacji. To mogłoby wtedy narazić na szwank główny nurt postępowania, którym było uwolnienie Krzysztofa, jeżeli żył, zatrzymanie sprawców. Uważałem, że te działania... tym bardziej że wtedy w 2004 r., jeżeli chodzi o przewinienia dyscyplinarne, no, w dużej części się już poprzedawniały, bo takie są terminy. Można było mówić o innych. Uważałem, że ten nurt działań powinien zostać wdrożony później, po pozytywnym zakończeniu sprawy.

Nikt z ww. prokuratorów sprawujących bezpośredni nadzór służbowy, jak i nadzór instancyjny nie poniósł za niedopełnienie wyżej opisanych obowiązków służbowych żadnych konsekwencji służbowych. Przeciwnie, większość z nich robiła i nadal robi kariery na kierowniczych szczeblach Prokuratur, w tym Prokuratury Generalnej (J.Mamej, A.Janczarska, A.Pogorzelski, U.Bator, J.Szymański).

(0) komentarzy / skomentuj

Wazelina 28-05-2011 21:48

Najlepszym komentarzem do ostatnich dwu dni w Polsce jest jedno słowo – WAZELINA.


(0) komentarzy / skomentuj

Wybrańcy narodu 27-05-2011 01:09

- Tego nie znam – mówi wicemarszałek Stefan Niesiołowski, patrząc na zdjęcie pokazane przez dziennikarkę TVN 24 (Czarno na białym).
- To wasz poseł! - informuje.
- W takim razie źle wyszedł na zdjęciu - odpiera Niesiołowski.


(0) komentarzy / skomentuj

Dzisiaj rozpoczęła się sądowa konfrontacja Olewnika z Rutkowskim, a tak wyglądała w 2006 roku... 26-05-2011 21:24

(0) komentarzy / skomentuj

Wnioski z obrad komisji do spraw służb specjalnych w sprawie Jarosława Ziętary 26-05-2011 21:13

W dniu dzisiejszym odbyły się obrady komisji do spraw służb specjalnych, na których wiceszef ABW i przedstawiciele Komendanta Głównego Policji przedstawili informację dotycząca sprawy zaginięcia poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary”.
Jakie wnioski z dzisiejszej komisji? Śledztwo było źle prowadzone, cała lista nieprawidłowości zawarta jest w policyjnej analizie kryminalnej, która niestety nie została zaprezentowana komisji. Miejmy nadzieję, że stanie się to wkrótce.
Jakie związki miał Jarosław Ziętara ze służbami? Te pytanie zadają sobie dziennikarze. Wiceszef ABW zaprzeczył, że był ich agentem i chcieli go zwerbować (wówczas UOP). To sam dziennikarz miał starać się podjąć współpracę  (pracę?) ze służbami. Tropy prowadzą do Agencji Wywiadu. I tutaj przewiduję problem, Agencja Wywiadu nie przedstawi nigdy stanu faktycznego, nawet komisji do spraw służb specjalnych.
Kolejne obrady komisji do spraw służb specjalnych za dwa tygodnie.


(0) komentarzy / skomentuj

Ksywa 24-05-2011 00:36

Broda wczesniej posługiwał się ksywą Kapusta.


(0) komentarzy / skomentuj

Czy prokuratura była konsekwentna? Nie zapominajmy o niej, koncentrując się na ABW 22-05-2011 22:32

http://patrz.pl/zdjecia/worms-4-cel-kaczynski

 

(0) komentarzy / skomentuj

Amnezja? PiS: ABW powinna ścigać...wpisy w internecie 22-05-2011 21:39

Beata Kempa: Internetowe wpisy powinny zostać poddane szczegółowym badaniom.Trzeba przeanalizować wpisy przeciw Jarosławowi Kaczyńskiemu, a także pozostałym politykom PiS. Zadaniem ABW jest ścigać tych, którzy takie opinie, oceny formułują.


http://wyborcza.pl/1,76842,8538492,PiS__ABW_powinna_scigac_agresywne_wpisy_w_internecie.html

 

(0) komentarzy / skomentuj

Ułaskawienie dla Jerzego Jachowicza 21-05-2011 13:23

Miejmy nadzieję, że prezydent ułaskawi Jerzego Jachowicza.  

Warto zauważyć to co Piotr Pytlakowski, na profilu Facebook „Dziennikarze kryminalni”, napisał:

„Rzecz dotyczy komentarza, a nie newsa, czy reportażu. W komentarzu autor ma prawo do wyrażania opinii i snucia własnych domysłów. Nie można ludzi skazywać za głoszenie poglądów, nawet jeśli kogoś one urażają. Nie można natomiast kłamać, to jest karalne. Rozumiem jednak, że sąd nie skazał JJ za nieprawdę.”

To kolejny wpis w tej sprawie, i tym razem już ostateczny. Skorygowany. Zresztą, wkrótce powinniśmy poznać uzasadnienie wyroku, co jednak nie zmienia mojego poglądu, że należy wspierać apele o ułaskawienie Jerzego Jachowicza (nawet, jesli w jakimś aspekcie się pomylił). Sprawa zabójstwa generała Marka Papały to dla dziennikarza chodzenie po polu minowym.


(0) komentarzy / skomentuj

Szósta rano 21-05-2011 10:33
Ewa Siedlecka w dzisiejszej „Gazecie Wyborczej” w komentarzu napisała: „Władza, która boi się słów krytyki, jest śmieszna. Ale jeśli do obrony przed nimi angażuje organy ścigania – przestaje to być śmieszne.”
To najlepszy komentarz do posłania  o 6 rano funkcjonariuszy ABW do właściciela strony internetowej „Antykomor.pl”.
Inną sprawą jest to co było na tej stronie, co nie miało nic wspólnego z satyrą, szerzenie nienawiści i nawoływanie do czynów karalnych ( w sieci są już skany części zawartości tej internetowej strony). Niestety w Polsce interenet, nie wiadomo dlaczego, uważany jest za medium, w którym do wszystkiego ma się prawo, z wolnością bez granic. Wolnością, która nazbyt często sprowadza się do plucia, wyzwisk i innych podłości,  dokonywanych anonimowo.  I chyba czas pomyśleć o walce z tym plugastwem, choćby przez moderowanie tej""wolności" (zamieniającej się w bezkarność), przez  właścicieli stron, portali. No, tak… ale zaraz usłyszę - cenzura!

(0) komentarzy / skomentuj

Nielegal 20-05-2011 22:35

(0) komentarzy / skomentuj

Odczepcie się od Możdżera 20-05-2011 10:38

Leszkowi Możdżerowi zachciało się ratować klub Sfinks, zrobić porządną scenę muzyczną w Sopocie. Włożył już sporo własnych pieniędzy w ten projekt, a w zamian ma polskie piekiełko.
Niedawno PIS-owski radny wymusił na nim oświadczenie, że nie jest złodziejem, a teraz po anonimowym donosie, Możdżera ściga CBA.
Powód? Bo poparł w wyborach nie tego prezydenta, co powinien. Może eurodeputowany Jacek Kurski tym razem zrobi protest pod Sfinksem, w proteście szykanowania Leszka Możdżera, i tym samym uspokoi swoich lokalnych partyjnych działaczy.


(0) komentarzy / skomentuj

Sprawa Zientary 19-05-2011 20:42

Mam nadzieję, że 26 maja (czwartek) w godz. 11-12.30 pod salą posiedzeń 233/bud. K będą dziennikarze. Odbędą się obrady Komisji do Spraw Służb Specjalnych, na których „Informacja Szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Komendanta Głównego Policji dotycząca sprawy zaginięcia poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary”.


(0) komentarzy / skomentuj

Ku przemyśleniu, że każdy kibol jest neandertalczykiem i wywodzi się z marginesu społecznego 18-05-2011 22:52

Piotr Pytlakowski ujawnił dzisiaj w tygodniku "Polityka", że Piotr Staruchowicz (dla niektórych kibol numer 1) jest synem nauczycielki i ojca dziennikarza. Dodam, po krótkim przeglądzie internetu, że jego ojciec ma w CV pracę w Gazetecie Wyborczej, Rzeczpospolitej, Press i Pulsie Biznesu.To tak ku przemyśleniu i uogólnianiu, że każdy kibol jest neandertalczykiem i wywodzi się z marginesu społecznego.


(0) komentarzy / skomentuj

Gorący temat (zapis programu) 17-05-2011 18:35

http://www.tvp.pl/publicystyka/polityka/goracy-temat/wideo/sylwester-latkowski-17052011/4412797

 

(0) komentarzy / skomentuj

Na marginesie "Eugeniki" Brauna 16-05-2011 22:26

Magdalena Gawin, Oświadczenie w sprawie filmu „Eugenika – w imię postępu”
14 maja br w  TVP program 2 wyemitowano film na temat amerykańskiej eugeniki: „Eugenika – w imię postępu” w reżyserii Grzegorza Brauna, w którym wykorzystano mój wizerunek i wypowiedzi bez mojej wiedzy i zgody.
Moje wypowiedzi pochodzą z wywiadu, jakiego udzieliłam 3 lata temu Maciejowi Gawlikowskiemu do filmu dokumentalnego na temat związku eugeniki z psychiatrią. Kilka tygodni po nagraniu  otrzymałam informację, że realizacja filmu została zawieszona. Na tym jak mi się wydawało sprawa skończyła się. Nie skończyła się i przybrała zaskakujący epilog. Powstał inny film, o innej tematyce nakręcony przez innego reżysera, do którego wmontowano moje wypowiedzi. Film nie przeszedł żadnej redakcji naukowej, padające w nim sformułowania budzą zastrzeżenia merytoryczne i nie służą poważnej refleksji na temat eugeniki.
Za treść i wymowę filmu, który powstał z naruszeniem praw autorskich i dobrych obyczajów, nie odpowiadam, jak również za ekscesy, których dopuszcza się Grzegorz Braun.


Magdalena Gawin, adiunkt w IH PAN, autorka: „Rasa i Nowoczesność. Historia polskiego ruchu eugenicznego 1880-1953”, pomysłodawczyni i kuratorka wystawy „Eugenika. Walka ze Zwyrodnieniem Rasy” prezentowanej w sali wystawowej w Bibliotece Uniwersyteckiej w kwietniu 2008, redaktor (razem z Kamilą Uzarczyk) i współautorka pracy zbiorowej „Eugenika -Modernizacja -Państwo. Z historii rasizmu i ruchów eugenicznych w Europie I poł. XX w.” , która ukaże się niebawem.
 
Maciej Gawlikowski ( na Facebook): Magdę Gawin nagrywałem do swojego filmu, który miał być na temat historii polskiej eugeniki i konsekwencji tego ruchu dla polskiej psychiatrii i szerzej - nauki.
Mimo zatwierdzenia przez TVP mojego scenariusza i skierowania go do produkcji, nastąpiło rozejście się naszych dróg z producentem filmu - Robertem Kaczmarkiem. Było to po ukończeniu przeze mnie filmu o KPN-ie i po związanych z nim ogromnych naciskach środowiska związanego z Antonim Macierewiczem.
Producent, mając prawa zbywalne do materiałów, jakie zdążyłem do filmu o eugenice zrealizować, zdecydował się pokazać je w innym kontekście, w innym filmie, realizowanym pod tym samym tytułem przez Grzegorza Brauna. Nie poinformował o tym nawet Magdy Gawin, nie mówiąc o uzyskaniu zgody. O wszystkim dowiedziałem się po fakcie.

(0) komentarzy / skomentuj

Rozmowa Rymanowskiego (zapis programu) 13-05-2011 11:07

http://www.tvn24.pl/13783,1,rozmowa.html

(1) komentarzy / skomentuj

Mafia w Polsce: układy na dole sięgające góry 12-05-2011 23:00

(0) komentarzy / skomentuj

Ku przemyśleniu, jeden z komentarzy na Facebook 12-05-2011 13:16

Zbigniew Stryjewski napisał:
Ustawił się cały szereg winnych, ale nikt nie poniósł konsekwencji!
Zapewniam Pana, że każdy inny policjant na szczeblu komendy miejskiej, powiatowej w dól, poniósł by przynajmniej konsekwencje dyscyplinarne. A tu proszę, opisuje Pan, że całe kierownictwo KGP to święte krowy. Trzeba by było jeszcze dotrzeć czy nie kwitowali nagród za czas swojej działalności. A ta sprawa dobitnie wykazuje, że wszystkie nagrody winni zwrócić.
Wspomina Pan o wprowadzeniu przez funkcjonariuszy BSK A. Rapackiego. To A. Rapacki sam się wprowadził w błąd. Tu postawił bym mu, innym z kierownictwa KGP też, nawet zarzut zaniechania, zlekceważenia doniesienia o przestępczym działaniu. Dorzucił bym powiadomienie prokuratury, by sprawdziła czy nie doszło do czynu przestępczego przez te wszystkie kierownictwa MSWiA i KGP!!!
Moja ostania służba na stanowisku kierowania w KMP w Koszalinie, zakończyła się wszczęciem mi postępowania dyscyplinarnego oraz powiadomieniem prokuratora o podejrzeniu popełnienia przeze mnie czynu przestępnego (wstępnie komendant do wyjaśnienia sprawy wybrał człowieka, policjanta, nie mającego ani kompetencji, ani wiedzy, ani predyspozycji).
W skrócie, chodziło o zgłoszenie zaginięcia 18, 19-latka na J. Jamno, podczas Mistrzostw Europy w bojerach. Wcześniej, coś ok. 13-tej (chyba, pamięć jest zawodna), kolega odebrał telefon, że ktoś z J. Jamno, na wysokości Mścić (droga do Mielna z Koszalina), słyszał wołanie o pomoc. Skierowałem tam dzielnicowego oraz pododział straży pożarnej we współpracy z dyż. straży pożarnej w Koszalinie. Poszukiwania trwały od 2 do 3 godzin, bez rezultatu. Wędkarze na jeziorze, blisko brzegu też nic nie słyszeli. Późnym popołudniem zadzwonił ojciec chłopaka. Opowiedział mi, że nie może znaleźć syna, który ślizgał się po jeziorze. Opisał mi całą sytuację wraz z ubiorem.
Od razu poczułem, że zdarzyła się tragedia, choć jak zawsze zostawiłem sobie 2 % nadziei, że wszystko będzie dobrze. Łudziłem się tym.
Ojca chłopca poprosiłem by sprawdził jeszcze brzegi jeziora oraz przy bazie mistrzostw w Mielnie. Jeżeli i to nic nie da, niech się zgłosi do jednostki. Tak było. Zgłosił się chyba coś ok. 19:30.
Te właśnie moją zwłokę, o nie podjęciu natychmiastowych poszukiwań, odczytano jako naruszenie dyscypliny służbowej oraz podejrzewano popełnienie przeze mnie przestępstwa. Całe szczęście dla mnie, że prorok nie dopatrzył się cech przestępstwa w moim postępowaniu.
Zostałem od tamtej służby sam na sam, ze swoją traumą. Byłem 200 dni na zwolnieniu lekarskim wliczając w to 12 tygodniową kurację w szpitalu psychiatrycznym w Otwocku.
Opisałem to, by mógł Pan poznać jak działają mechanizmy nadzoru, dodam wybiórcze mechanizmy, bo mój przypadek nie jest odosobniony.


(0) komentarzy / skomentuj

Jakie były związki Franiewskiego z tymi policjantami? 11-05-2011 23:12

(0) komentarzy / skomentuj

W sieci (obejrzyj) 11-05-2011 21:19

(0) komentarzy / skomentuj

Akta Krzysztofa Olewnika 11-05-2011 16:38

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,9577269,Akta_sprawy_Olewnika_w_sieci__m_in__ostatni_list_Franiewskiego.html

 

(0) komentarzy / skomentuj

Rebranding Arłukowicza 10-05-2011 20:26

Rebranding Arłukowicza jest niesmaczny. Ale taka jest polityka.


(0) komentarzy / skomentuj

Arłukowicz, jak każdy polityk potrafi rzucać słowa na wiatr 10-05-2011 15:19

Bartosz Arłukowicz kilkanaście miesięcy wcześniej o Platformie Obywatelskiej powiedział:
"Jezus Maria, jest tak plastikowa, że aż mnie to boli. Nie rozumiem, dlaczego ten plastik tak strasznie podoba się ludziom.
Arłukowicz o stylu rządów Tuska:
"Doda przynajmniej prowokuje. Nie potrafię znaleźć u Tuska niczego prowokującego. Jestem pediatrą i wiem, że on się zachowuje jak dziecko, które zasłania oczy i wchodzi pod stół. Dzieci wtedy myślą, że świata nie ma".
Dziennikarz: Wtedy byłby Pan całkiem fajny. Arłukowicz:
"I będę pasował nawet do Platformy. Tylko jeszcze ładniejszy krawat sobie kupię. Właśnie ta plastikowość PO strasznie mnie wkurza. Nie znoszę jej".
 
Fragmenty wywiadu Bartosza Arłukowicza dla "Polska the Times" z 13 grudnia 2009 roku.


(0) komentarzy / skomentuj

Na żywo 10-05-2011 14:17

Na ekranie telewizora po lewej stronie uśmiechnięty, wesoły premier Donald Tusk prezentujący logo polskiej prezydencji w Unii Europejskiej, a po prawej dramat pożaru w Wólce Kosowskiej. Na szczęscie dla premiera tylko w TVN24:)


(0) komentarzy / skomentuj

Ścigać pismaków 10-05-2011 13:04

Służby i policja, by pozyskać bilingi logują się do systemów telekomunikacyjnych za pomocą systemów o nazwie „Finezja”, „Poezja” czy „Pismak”. Zwłaszcza wymowna jest ta ostatnia nazwa, na co zwraca uwagę Bogdan Wróblewski w Gazecie Wyborczej.


(1) komentarzy / skomentuj

"Ostatnia Wieczerza" zadebiutuje na Dwóch Brzegach 09-05-2011 16:30

Prapremiera najnowszego film dokumentalnego Sylwestra Latkowskiego "Ostatnia Wieczerza" odbędzie się 3 sierpnia br. na Festiwalu Filmu i Sztuki DWA BRZEGI w Kazimierzu Dolnym. Miejsce pierwszego publicznego pokazu nie wybrano przypadkowo. W 2002 roku  film Sylwestra Latkowskiego "PUB 700" uznano najlepszym polskim filmem dokumentalnym Festiwalu Filmowego w Kazimierzu. Bohaterem filmu był Leszek Możdżer, który jest obecnie autorem muzyki do filmu "Ostatnia Wieczerza". Obaj twórcy (Sylwester Latkowski, Leszek Możdżer) oraz bohaterzy (Maciej Świeszewski, Paweł Huelle i ks. Krzysztof Niedałtowski) będą gośćmi festiwalu, spotkają się po projekcji z widownią.


Krótko o filmie:  Punktem wyjścia filmowej opowieści jest historia powstania obrazu Macieja Świeszewskiego  "Ostatnia Wieczerza". Jednak Sylwestra Latkowskiego nie same dzieło zainteresowało, a człowiek, który je stworzył.  Filmowa "Ostatnia Wieczerza" to dziennik artysty, malarza Macieja Świeszewskiego. Kamera od kilku lat towarzyszy Świeszewskiemu,  zapisując jego zmagania nie tylko z materią sztuki, ale światem codziennym. Pierwsze zdjęcia odbyły się jesienią 2008 roku w Warszawie. Autorem zdjęć do filmu jest Piotr Piesiak, montażem zajął się Rafał Samborski, dźwiękiem Michał Leśniewski. Film powstał dzięki wsparciu mecenasów filmu Energa S.A. i NDI S.A.. Producentami są Film Skafander i ArtNet przy współfinansowaniu Państwowego Instytutu Sztuki Filmowej.

http://www.filmweb.pl/news/%22Ostatnia%20wieczerza%22%20zadebiutuje%20na%20Dw%C3%B3ch%20Brzegach-73341

(0) komentarzy / skomentuj

Wir hit the polish leute in the ass czy jakoś tak... 08-05-2011 14:11

Polacy w Niemczech są skłóceni, w przeciwieństwie do innych narodowości tam zamieszkałych nie są w stanie się zjednoczyć i wybrać jednej siły ich reprezentującej. Więcej, Polak wstydzi się tam, że jest Polakiem. Ale słowa redaktora naczelnego Super Expressu Sławomira Jastrzębowskiego w komentarzu „Jak Niemiec Polakowi” są warte przytoczenia i zastanowienia się nad naszymi relacjami:
„W Niemczech żyje na stałe ponad 2 miliony Polaków. Czy wiedzą Państwo, ile Niemcy w ramach dobrych stosunków i przestrzegania traktatu dają Polakom mieszkającym w ich kraju na naukę języka polskiego i utrzymanie różnych organizacji? ZERO EURO, ZERO.
Polacy mieszkający w Niemczech nie mają nawet statusu mniejszości narodowej. Związek Polaków w Niemczech "Rodło" bezskutecznie domaga się zwrotu majątku należącego przed wojną do tej organizacji i zagrabionego przez Hitlera.
Jak mi powiedział wczoraj szef "Rodła" Marek Wójcicki, chodzi o zwrot 350-400 mln euro. I co? I nic. I mamy podobno bardzo dobre stosunki z Niemcami. Takie stosunki to - proszę mi wybaczyć - ale nazwałbym jednak inaczej...”


 
Więcej
http://www.se.pl/wydarzenia/opinie/slawomir-jastrzebowski-jak-niemiec-polakowi_183696.htmlW

(0) komentarzy / skomentuj

Zaślepieni krótkowzrocznością i głupotą Politycznie Poprawnych 08-05-2011 10:45

Kiedy czytam, że co najmniej 8 osób poniosło w sobotę śmierć a ponad 100 zostało rannych w Kairze, po tym jak muzułmanie zaatakowali, a potem podpalili kościół Saint-Mina należący do chrześcijan obrządku koptyjskiego… Dziennikarz agencji AFP widział muzułmanów obrzucających chrześcijan koktajlami Mołotowa…  Kiedy czytam o tym, przypominają mi się słowa Oriany Fallaci z książki „Wściekłość i duma”. Książki, którą przerwała swoje dziesięcioletnie milczenie. Zamilkła 11 września. Fallaci ze wściekłością mówiła: „Zaślepieni krótkowzrocznością i głupotą Politycznie Poprawnych, nie zdajecie sobie sprawy lub nie chcecie zdać sobie sprawy, ze toczy się już wojna religijna.”
Czytam także, że piątkowy wiec salafistów w Kairze przerodził się w manifestację poparcia dla Osamy bin Ladena, zabitego przez amerykańskich komandosów przywódcy Al-Kaidy. Cieszyli się 11 września, a teraz się burzą… Czemu ich wtedy nie ogarniał gniew?


(0) komentarzy / skomentuj

Co jak co, ale "parcie na szkło" , to on miał... 07-05-2011 21:37

(0) komentarzy / skomentuj

Bohater i antybohater w jednym 06-05-2011 17:03

Tadeusz Kensy ( na Facebook Dziennikarze kryminalni): "U nas w Rzeszowie nie można się nudzić! Niedawno; z okazji 30. rocznicy chłopskiego strajku jeden z jego uczestników Józek P. równocześnie: 1. dostał Krzyż Kawalerski, 2. został dwukrotnie przez IPN zacytowany w okolicznościowym wydawnictwie jako bohater strajku i porozumienia, 3. w tym samym wydawnictwie został "zdemaskowany" jako TW. SB ps. "Julian"."


(0) komentarzy / skomentuj

Polska mafia. Rozdział 23 - Lechia 05-05-2011 20:08

Na początku lat osiemdziesiątych Nikodem Skotarczak miał problemy z otrzymywaniem zgody na wyjazdy poza granice Polski. Nie pomagały łapówki ani wstawiennictwo zaprzyjaźnionych ludzi służb. Odmowy w części utajnionej były uzasadniane tak: „W związku z postępowaniami karnymi, m.in. za paserstwo i pobicie oraz podatkowymi występowano
o zastrzeżenie dla niego wyjazdu z Polski”.
Skotarczak pilnie potrzebował wsparcia i jakiegoś uzasadnienia swoich częstych wyjazdów zagranicznych. Nikt już nie pamięta, albo nie chce sobie przypomnieć, jak to się stało, że postanowił wykorzystać Budowlany Klub Sportowy Lechia w Gdańsku jako przykrywkę do prowadzenia swoich szemranych interesów. To inna wersja niż ta, w której to Nikodem Skotarczak jest bezinteresownym sponsorem klubu: miał włożyć w niego ponad milion marek niemieckich, stając się tym samym ojcem sukcesu drużyny piłkarskiej, którego ukoronowaniem był awans w ciągu jednego sezonu (1982/1983) z III do II ligi i zdobycie Pucharu Polski.
Oficjalnie „Nikoś” został kierownikiem technicznym drużyny rugby i działaczem klubu. Od tej pory jego wyjazdy zagraniczne miały także charakter służbowy. Dyrektor klubu Jerzy Klockowski pisał do wydziału paszportowego WUSW w Gdańsku:
Zarząd BKS Lechia Gdańsk uprzejmie prosi o rozważenie możliwości przyśpieszenia wydania paszportu na wyjazd do RFN naszemu działaczowi ob. Nikodemowi Skotarczakowi [...] złożył wniosek o wydanie paszportu na wyjazd prywatny do RFN; a przy okazji ma przywieźć niezbędny sprzęt dla sekcji piłki nożnej, a przede wszystkim buty piłkarskie dla naszych piłkarzy.
Nikodem Skotarczak zaczął wyjeżdżać służbowo z drużyną rugby na oficjalne zawody sportowe. Ta dobra passa skończyła się jednak wpadką w grudniu 1984 roku. Został zatrzymany na przejściu granicznym w Kołbaskowie,
gdy wracał z RFN-u. „Nikoś” „w nowo zakupionym samochodzie ciężarowym usiłował przemycić 198 par spodni dżinsowych, 27 kaset magnetowidowych nagranych, łącznej wartości 1 miliona 125 tysięcy złotych”.
Stracił paszport.
W tym samym roku z rąk Kazimierza Rynkowskiego, ówczesnego prezydenta miasta, Nikodem Skotarczak otrzymał tytuł „Zasłużonego dla Gdańska” – w podziękowaniu za zasługi dla klubu Lechia.
 
Rozdział 23 z książki Sylwestra Latkowskiego „Polska mafia”


(0) komentarzy / skomentuj

Ponad milion wyświetleń filmów na kanale YouTube 05-05-2011 14:24

(0) komentarzy / skomentuj

Ostatnia Wieczerza: Kompozycja chińska 05-05-2011 13:40

(0) komentarzy / skomentuj

Po premierze filmu do Multikina na Ursynowie w Warszawie wjechali kibole Legii. Policja miała zdjęcia z monitoringu, ale do dzisiaj nic nie zrobiła. Minęło osiem lat. Pozdrawiam Komendę Stołeczną Policji. Za was sprawę załatwił ktoś inny 04-05-2011 21:05

(1) komentarzy / skomentuj

Bez komentarza 04-05-2011 20:22

Policja na zabezpieczenie finału Pucharu Polski wydała 938 tys. złotych. Nikogo jednak nie zatrzymała.


(0) komentarzy / skomentuj

A czas płynie... 04-05-2011 17:25

Krzysztof M. Kaźmierczak na profilu facebook "Dziennikarze kryminalni" przypomina, że dzisiaj mija 30 dni odkąd kancelarai premiera i Prokuratura Generalna otrzymały apele uczestników konferencji w Centrum Monitoringu Wolności Prasy w sprawie Jarosława Ziętary, czyli odpoiwedzi powinny zostać najpóźniej dziś wysłane...


(0) komentarzy / skomentuj

Uważam Że... 02-05-2011 15:43

Okładka tygodnika Newsweek (”Tupolew na krzyżu i 'herezja smoleńska”.) zniechęciła mnie do zakupu.  Zresztą Cezary Michalski niczego odkrywczego nie napisze.  Więcej, wiadomo, co właściwie napisze. Kupiłem, jak zwykle, tygodnik „Uważam Rze”, choć okładka także zniechęcała: „Ziemkiewicz kontra kłamstwa”, „Nagonka na opozycję”. Propagandówka. Okładka zamieniła się w sztandar walki opozycji z rządem i „obcymi” mediami. Po lekturze tygodnika konstatacja: po raz pierwszy rozjechał się redakcyjnie. Woda sodowa od sukcesu uderzyła w zmysł zdrowego rozsądku? Czy po prostu słaby tydzień?(ostatnio także słabe tygodnie zallicza "Polityka"). Największym rozczarowaniem jest Waldemar Łysiak, który nie potrafi między oczy wyłożyć swoją "łysą prawdę". Monotonny, co trudno mi zaakceptować. Abym nie stracił tytułu, który jak dotąd jest do czytania.


(0) komentarzy / skomentuj

Chłopi w wilanowskim apartamencie 30-04-2011 13:49

(0) komentarzy / skomentuj

Czemu mnie to nie dziwi? 28-04-2011 10:59

Wczorajszy „Dziennik” w artykule Roberta Zielińskiego opisał nieprawidłowości w KGP opisane przez NIK. Te nieprawidłowości obciążają biuro logistyki KGP. Czemu nie jestem zdziwiony? Bo od dawno wiadomo, co się tam dzieje. Oto bohater jednego z artykułów, napisanego wspólnie z Piotrem Pytlakowskim dla „Polityki”, który za karę został zastępcą Mazowieckiego Komendanta Wojewódzkiego Policji do spraw logistyki. A my z Piotrem Pytlakowskim staliśmy się wrogami publicznymi KGP.
Link do artykułu:
http://www.polityka.pl/kraj/300515,1,jak-policja-zarabia-na-mieszkaniach.read


(1) komentarzy / skomentuj

Ot, taka sobie mafijna znajomość Kiszczaka z Herszmanem 26-04-2011 21:51

W 1981 roku ukazała się krótka notatka w „Żołnierzu Wolności”:
Uważajcie, bracia Polacy zajmujący wysokie stanowiska, albowiem w Warszawie pojawił się znowu hochsztapler o nazwisku Herszman. Jego miejscem postoju jest Szwecja, ale Polskę lubi odwiedzać. W celach, powiedzieć można, zarobkowych. Był on tym, który wykantował Polskę przy budowie hotelu w Mrągowie. Do swych osiągnięć zalicza także okradzenie Zjednoczonych Przedsiębiorstw Cyrkowych na milion koron.
 
W swoim apartamencie miał rządówkę
 
– Miałem piętnaście lat zakazu wyjazdu za granicę – wspomina Marek Minchberg, pseudonim „Gruby Marek”. – Herszman chwycił za telefon, w swoim apartamencie miał rządówkę, zadzwonił do Kiszczaka i na drugi dzień dostałem telegram, że się mam zgłosić po paszport.
 
Fragment książki Sylwestra Latkowskiego "Polska mafia"


(0) komentarzy / skomentuj

Dzisiaj mija rocznica... 25-04-2011 21:59

(0) komentarzy / skomentuj

Owoc zatrutego drzewa, czyli pełny tekst orzeczenia sędziego europejskiego 2011 roku Dariusza Czajkowskiego 25-04-2011 17:28

Wielu prokuratorów, funkcjonariuszy policji i służb nie zgadza się z tym, ma wewnętrzny opór, gdy nie uznaje się dowodów z tzw. „zatrutego drzewa”. Uznają, że dozowlone jest wszystko, co nie jest prawem zabronione.  Na przykład podsłuch z innej sprawy powinien być  automatycznie wykorzystany w drugiej. Pozbyliby się najchętniej takiej przeszkody w ściganiu przestępców jak idea nie uznawania "owoców z zatrutego drzewa." Warto, by uważnie zapoznali się z wyrokiem sędziego Dariusza Czajkowskiego z Sądu Apelacyjnego w Białymstoku, który otrzymał tytuł "sędziego europejskiego 2011 roku.
W uzasadnieniu  nagrodzonego orzeczenia sędzia Dariusz Czajkowski napisał m.in., że posługiwanie się w procesie dowodami, które stanowią tzw. owoc zatrutego drzewa jest niedopuszczalne: nie spełnia ono podstawowych wymogów konstytucyjnych, narusza prawa obywatelskie i stoi w kolizji z postanowieniami konwencji międzynarodowych, których Polska jest stroną.
Zwrócił także uwagę, że dając możliwość wykorzystywania w sposób nieograniczony rezultatów działań operacyjnych, również tych nielegalnych, "włączając je okrężną drogą w materiał procesowy", legalizowałoby się de facto bezprawne działania organów państwa w imię walki z przestępczością.
- Obrazując dosadniej – otwierałoby ścieżkę do stosowania podsłuchów totalnych, gromadzenia w ten sposób wszystkich możliwych informacji o obywatelach, by następnie – pod pozorem legalności – przekształcać tę wiedzę na materiał procesowy, służący do walki z przestępczością. Takie działanie nie miałoby nic wspólnego ze standardami cywilizowanego państwa, stanowiąc niebywałe pole do nadużyć, charakteryzujących systemy totalitarne - głosi nagrodzone uzasadnienie.
Tutaj pełna  treść nagrodzonego orzeczenia sędziego Dariusza Czajkowskiego:


http://www.facebook.com/note.php?created&&note_id=145559105512859&id=315615305721

 

(0) komentarzy / skomentuj

Katastrofa Smoleńska 22-04-2011 16:43

Katastrofa Smoleńska przeistacza się w mit, czyli naczynie, które byle kretyn może napełnić mitami.


(0) komentarzy / skomentuj

Polska mafia. Rozdział "Strzały w Las Vegas" 22-04-2011 11:18

W połowie lat osiemdziesiątych, gdy zaczął się złoty czas dla złodziei samochodów, „Nikoś” przeniósł się do Niemiec. W 1986 roku uszedł z życiem ze strzelaniny, ranny trafi a do hamburskiego szpitala. Wkrótce został zatrzymany w kradzionym samochodzie w Berlinie Zachodnim. Trafi ł do więzienia, z którego uciekł. Podczas widzenia z bratem zamienił się z nim ubraniem i uciekł z więzienia.
Do Polski wrócił na początku lat dziewięćdziesiątych. Był ścigany listem gończym. Wymykał się zasadzkom policyjnym, zbiegł z konwoju policyjnego. W 1996 roku gdańska prokuratura zarzuciła mu zorganizowanie kradzieży i sprzedaży około trzydziestu samochodów. Proces nigdy się jednak nie rozpoczął.
Dzięki działaniom generała Adama Rapackiego niemiecka prokuratura przekazała materiały pięciu spraw karnych, tak by w Polsce można było wytoczyć Skotarczakowi sprawę karną. Tymczasem policja niemiecka zarzuciła stu pięciu współpracownikom Skotarczaka dokonanie stu czternastu przestępstw i odzyskała pięćdziesiąt dwa samochody. Hamburska prokuratura oskarżyła „Nikosia” o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, która w latach 1982–1988 ukradła w Niemczech dwadzieścia siedem luksusowych aut. Pięciu jego wspólników w 1996 roku trafi ło przed sąd. Według policji niemieckiej dla „Nikosia” pracowało ponad dwustu złodziei, kurierów samochodów i fałszerzy dokumentów. Jedna z list osób należących do siatki trafi ła już w latach siedemdziesiątych do MSW, o czym będzie mowa w dalszej części książki. Zlekceważono ją.
– Akta były przez półtora roku tłumaczone, a potem zaginęły w prokuraturze gdańskiej – wyjawia z goryczą Adam Rapacki i rzuca: – „Nikosia” chroniły służby.

Nad Nikodemem ciążyło fatum

W piątek 24 kwietnia 1998 roku w południe, w agencji towarzyskiej Las Vegas w Gdyni Nikodem Skotarczak rozmawiał ze swym przyjacielem i wspólnikiem Wojciechem Kurowskim, pseudonim „Kura”, kilka lat wcześniej zatrzymanym przez niemiecką policję w kradzionym samochodzie przypisywanym siatce „Nikosia”, jednym z założycieli towarzystwa ubezpieczeniowego Hestia. Wojciech Kurowski dzień wcześniej obchodził imieniny. Do lokalu wpadło dwóch zabójców. Padły strzały. Nikodem Skotarczak zginął, Wojciech Kurowski został ranny. O godzinie 12.24 policja zarejestrowała zgłoszenie o strzelaninie w lokalu. Nikodem otrzymał sześć śmiertelnych strzałów z „tetetki”, jego wspólnik tylko postrzał w nogi.
– Nad Nikodemem ciążyło fatum – mówi Wojciech Kurowski. – Pierwsza żona powiesiła się w kuchni, jego brat i matka zginęli w wypadku samochodowym.
Wielokrotnie w ciągu dwóch lat odwiedzam Trójmiasto, szukając przyjaciół i znajomych Nikodema Skotarczaka. Docieram do policjantów, którzy go inwigilowali, a także do oficera służb, który prowadził Skotarczaka.
– Kim był Skotarczak?
– Był najlepszym paserem, jeśli chodzi o sprzedaż kradzionych samochodów, i gdyby dalej się tym zajmował, do dzisiejszego dnia by żył. Ale on wdał się w gangsterkę z „Zacharem”, „Lelkiem”, wojnę z „Caringtonem”, w porwanie syna kafelkarza z Opoczna. Dlatego stało się tak, jak się stało.
– „Masa” go jednak uprzedzał, że wydano zlecenie na niego?
– My także. Miał propozycję, którą mógł przyjąć, bo był cenny dla służb. Miało być tak, że się miał poddać. Schować w więzieniu. Odkładał to. Wcześniej miał propozycję zawodowej ochrony, też się nie zgodził.
– Dlaczego?
– Bo nie wierzył, że to jest możliwe. Zabić go miał Pasza, Ukrainiec. Ale już nie żyje. Wystawił go ktoś z najbliższego towarzystwa. „Glinka” (Ryszard Glinkowski, pseudonim „Tata” – od aut.) na kilka dni przed tym, jak go zabił Siergiej Sienkiw, opowiadał, że wkrótce powie, kto sprzątnął „Nikosia”. Nie zdążył.
– Komu mówił?
– Majamiemu (były policjant z Trójmiasta – od aut.).
Pytam o ustalenia śledczych, o zeznania Artura Zirajewskiego, pseudonim „Iwan” (w styczniu 2010 roku zmarł nagłą śmiercią w gdańskim areszcie). „Iwan” opowiedział, że na początku 1998 roku spotkał się z Nikodemem Skotarczakiem, który pytał go, czy zna kogoś, kto mógłby zabić „grubego psa z Warszawy”. Wykonawca miał dostać 40 tysięcy dolarów.
Wkrótce doszło do kolejnego spotkania w restauracji hotelu Marina, gdzie mieli być także „Słowik” (jeden z liderów gangu pruszkowskiego) i Edward Mazur. Wówczas to pokazano zdjęcie „psa”, który miał zginąć – była to fotografi a generała Marka Papały, wyrwana z jakiejś gazety.
– „Nikoś” nie dopuszczał „Iwana” do stołu. Zirajewski mógł widzieć, że takie spotkanie się odbyło, bo był w Maksie, w Marinie. Kręcił się w tym czasie koło „Zachara”. Ale to, co powiedział, to mógł sobie tylko dopowiedzieć. Coś może podsłuchał.
– Hedberga jednak znał. Spotykał się z nim.
– Spotkał się z „Kartoflem” na krótko przedtem, zanim go zabili. „Nikoś” ukradł mu kontener kradzionych dresów i nie chciał go oddać.
Nikodem Skotarczak współpracował ze służbami PRL-u, milicją, a potem z policją. Jednym z ofi cerów prowadzących go w okresie PRL-u i w latach dziewięćdziesiątych miał być Edward M . Spotykam się z nim.
– Nie mogę mówić o tych sprawach, niech mnie pan zrozumie – słyszę.
Z Nikodemem Skotarczakiem jako agentem miał się także spotykać generał Adam Rapacki. Ten jednak zaprzecza, że widywał się z nim jako współpracownikiem służb, wspomina tylko o kilku wizytach w areszcie, w którym Skotarczak siedział. Nie pamięta, czy było to w Sochaczewie, czy w Skarżysku.
Z uzyskanych informacji wynika, że Nikodem Skotarczak współpracował z policją, między innymi wskazał jednego ze sprawców morderstwa w Szczecinie.
– Gdyby doszło do takiej rozmowy w Marinie, to służby lub policja by o tym wiedziały – twierdzi rozmówca z trójmiejskiej policji. – „Zachar” doniósłby, gdyby rozmawiano o zabójstwie policjanta, tak jak donosił o innych sprawach. „Nikoś” także by powiedział, zwłaszcza że miał na karku wyrok od „Pruszkowa”.
Drugi policjant dodaje:
– „Nikoś” sprzedawał swoich kolegów. Wystawił „Pepsiego” (zwanego też „Pepsi-Cola), swojego byłego wspólnika, z przemytem szamponu Zielone Jabłuszko. Jak pruszkowscy przyjeżdżali do Trójmiasta, to go gonili od stołu, bo uważali za konfi denta. Jak „Nikoś” wiedział, że „Pruszków” jest w Trójmieście, to pomagał ich tropić. Była taka słynna akcja w Sopocie, zatrzymanie pruszkowskich, gdzie znaleźliśmy broń. To „Nikoś” nam pomagał. I miałby spotkać się z nimi i rozmawiać o zabójstwie komendanta policji?
A już na pewno doniósłby taki rasowy agent jak Hedberg. W pracy operacyjnej jest kontrola źródła. Zakłada się podsłuch, prowadzi operacje. Na pewno by coś wyszło. Nie sądzę, że agent pozyskany dla służb nie powiedziałby o planowanym zabójstwie policjanta.
– Chyba że to ktoś ze służb, jego dawni mocodawcy stali za tym zleceniem – wtrącam.
– Tak, wtedy może by milczeli. Ale wszyscy agenci by się zmówili? Oni prowadziliby wszystkich? Poza tym my zajmowaliśmy się sprawą „Nikosia”, on był inwigilowany. Miał obserwację, były werbowane pod nim źródła. Nikt z nas nie wyłapał informacji o jakimś spotkaniu w Marinie z Mazurem, Hedbergiem, Haronem. Coś byśmy wiedzieli.
W sierpniu 2009 roku spotykam się w Sopocie z jednym z prawników, którego znajomy towarzyszył przy sekcji zwłok Nikodema Skotarczaka.
Znał też obrażenia Wojciecha Kurowskiego.
– „Kury” nawet nie chciano zabić, strzał oddano tak, jakby miał go otrzymać, ale aby nic mu się nie stało – opowiada. – Po co ta maskarada?
Wszystko świadczy o tym, że Nikodema wystawiono na śmierć. „Nikoś” świętował imieniny „Kury” poprzedniego dnia w restauracji Marco Polo. Byli z żonami. Pozostawili je i i rano przyjechali do Las Vegas. W klubie było kilka prostytutek, „Cwejk”, sprzątaczka i barman. Do Vegas przyjechali ochroniarze „Nikosia”, ale zniknęli tuż przed egzekucją. Lokal opuścił
także barman.
– „Zachar” twierdził, że „Nikosia” zabito w zemście za porwanie syna „Caringtona”.
– Najbardziej wiarygodna wydaje się wersja „Krakowiaka”, który miałby zlecić zabójstwo. „Nikoś” w latach dziewięćdziesiątych wszedł mocno w narkotyki. Chciano się go pozbyć ze „Śląska”. Ale ostatnio on miał tak wielu wrogów, że wyrok mógł wydać ktoś nawet nietypowany. Niech pan pamięta, on był konfidentem, wysoko ulokowanym. To mogło go zgubić, a nie narkotyki. Ktoś mógł chcieć się pozbyć niewygodnego świadka, jakim był „Nikoś”. Wspomina się o jednym ze znanych gdyńskich biznesmenów, który, co daje do myślenia, zawsze nienaturalnie interesował się tym zabójstwem.
Jakby czegoś się obawiał.

Fragment ksiażki Sylwestra Latkowskiego "Polska mafia"


(3) komentarzy / skomentuj

Dwa ważne teksty 21-04-2011 10:42

Dwa ważne teksty w dzisiejszej prasie. Artykuł o sprawie zaginionego dziennikarza Jarosława Zientary w Rzeczpospolitej i wywiad z prokuratorem Zbigniewem Niemczykiem o sprawie porwania Krzysztofa Olewnika w Gazecie Wyborczej.


(0) komentarzy / skomentuj

Po pierwszych zdjęciach 19-04-2011 22:01

(0) komentarzy / skomentuj

Wywiad w radiu Wnet (posłuchaj) 18-04-2011 18:46

(0) komentarzy / skomentuj

Jak wejść szefowi ABW w 4 litery? 12-04-2011 00:16

Przeczytałem właśnie laurkę szefa ABW Krzysztofa Bondaryka. Autor (osobiście go lubię i wspierałem) nie ma zielonego pojęcia o Bondaryku i w ogóle służbach. Pozostaje pytanie, co motywowało kogoś, by nakazać mu napisać taki wchodzący w 4 litery szefowi ABW tekst? Artykuł, który najwyżej powinien ukazać się w biuletynie sygnowanym przez agencję z Rakowieckiej.


(0) komentarzy / skomentuj

Litewska 10-04-2011 23:51

Wróciłem z Lublina i pół dnia spędziłem z dzieckiem w szpitalu na Litewskiej. Kiedy wchodziłem od czasu do czasu w net... Wszystko można zbrukać...


(0) komentarzy / skomentuj

Ostatnia Wieczerza: 10 kwietnia 2010 08-04-2011 21:29

(0) komentarzy / skomentuj

Dziennikarstwo to upadła kobieta ( wywiad dla prawica.net) 08-04-2011 11:26

Sylwester Latkowski: Zresztą dziennikarstwo to upadła kobieta. Dość tania do kupienia. Nie dorobiliśmy się silnych niezależnych mediów w Polsce. Dziennikarze stają się tego ofiarami, jedyne co czasami mogą zrobić to na Facebooku, Twitter, na blogu, a tak naprawdę w knajpie przy wódce wywalić całą prawdę. Ta w mediach jest podawana autocenzurze przez decydentów medialnych, którzy w czterech literach mają dziennikarzy i prawdę, którą mają do przekazania.


całość wywywiadu na http://prawica.net/opinie/25380

 

 

(0) komentarzy / skomentuj

Drugi obieg nie powstał po Smoleńsku, istnieje od lat 07-04-2011 11:09

Joanna Lichocka (współautorka filmu „Mgła”) twierdzi na łamach Rzeczpospolitej, że po Smoleńsku powstał drugi obieg medialny. "Dwie różne Polski, dwa obiegi, dwa kanały kolportażu". Podobnie uważa Witold Gadowski (były szef TVP1) w swoim ostatnim wpisie na blogu. Mylą się. Od lat powstają filmy, które mają problem z zaistnieniem, emisją w telewizji i wydawane są tylko na DVD lub są prezentowane na seansach w DKF-ach i innych miejscach.


(1) komentarzy / skomentuj

Wybiórczość rulez! 06-04-2011 22:23

Zabawne jak dzisiaj ci, którzy powoływali się wczoraj na niezależną prokuraturę w sprawie kolejnego umorzenia w sprawie Barbary Blidy, chcą ją rozliczać z umorzenia w sprawie hazardowej. Jak tak wierzycie prokuratorskim werdyktom, to o co wam teraz chodzi ?


(0) komentarzy / skomentuj

O Możdżerze i… o tym, że nie boję się przyjechać do Trójmiasta 06-04-2011 16:09

Czytając i nie wierzyłem własnym oczom, a jednak: „W poniedziałek w czasie debaty sopockich radnych na temat wyposażenia klubu Sfinks w sprzęt muzyczny padły ostre słowa. Według portalu Trójmiasto.pl jeden z radnych PiS stwierdził, że Leszek Możdżer, szef klubu nie jest godny zaufania. Zdaniem radnego zakupiony sprzęt mógłby wywieźć za granicę.
W efekcie radni PiS i klubu Kocham Sopot odrzucili projekt. Sfinks700 nie dostanie sprzętu a Leszek Możdżer nie będzie mógł go ukraść.
Oburzony Możdżer wydał oświadczenie w tej sprawie: - Nazywam się Leszek Możdżer, jestem synem Józefa i Lubomiry. Skończyłem Akademię Muzyczną w Gdańsku i od lat dziewięćdziesiątych prowadzę aktywną działalność jako artysta muzyk, między innymi w Sopocie. Nie jestem zainteresowany kradzieżami sprzętu ani działalnością kryminalną w ogóle.”
Dzwonię do kilku polityków z Trójmiasta i pytam ich, co się u nich wyrabia? Ot, zwykła zemsta polityków PiS za to, że Możdżer poparł w wyborach na prezydenta Jacka Karnowskiego. Zacietrzewienie polityczne odebrało im umysł.  Jackowi Kurskiemu wysyłam smsa, który zmilcza.
Rozmawiam z Leszkiem Możdżerem. Na szczęście ma dystans, śmiejemy się nawet z zaistniałej sytuacji. Choć znając go wiem, że przeżywa takie sytuacje. Mnie krew zalała.

Przy okazji, jeden z trójmiejskich polityków, świeżo po lekturze książki „Polska mafia”, zdziwiony pyta: - „Czy Ty się nie ukrywasz?” Odparłem, że zamierzam wkrótce przyjechać do Trójmiasta. 


(1) komentarzy / skomentuj

Kolejne umorzenie w sprawie Barbary Blidy 04-04-2011 15:49

Na pytanie o kolejne umorzenie w sprawie Barbary Blidy odpowiadam, że mam o tym takie same zdanie, jak Zbigniew Ziobro o umorzeniu w sprawie przeciekowej.


(0) komentarzy / skomentuj

Łukasz Kurtz: Geneza polskiej nafii wg Latkowskiego 02-04-2011 11:26

Nie tak łatwo znaleźć książkę o mechanizmach mafijnych, której autor nie uległby pokusie „pływania po temacie” jako wszystkowiedzący pseudoekspert. U Latkowskiego jest inaczej.


Wreszcie znalazłem czas na lekturę „Polskiej mafii” Sylwestra Latkowskiego... i teraz trochę żałuję tej zwłoki... Zamiast potoku felietonistyki śledczej opartej na tzw. anonimowych informatorach, w „Polskiej mafii” znajdziemy przede wszystkim dokumenty byłego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, archiwalne zeznania świadków i opisy własnych prób sprawdzenia, jak było naprawdę.

Latkowski nie unika też odniesień do ustaleń innych dziennikarzy. Autor, gdy porusza wątki wcześniej już opisane, wbrew powszechnej praktyce i marketingowym recepturom, nie wmawia czytelnikom "odkrycia Ameryki". Dzięki temu, zapraszając czytelnika do wspólnego układania puzzli, narrator sprawia, że jego towarzystwo nie męczy, wręcz przeciwnie - pokazuje, przytacza, cytuje, ale bez pretensji do własnej nieomylności.

Obraz polskiej mafii, szczególnie w okresie jej ekspansji od drugiej połowy lat 90., niby z grubsza jest znany, ale jej geneza sięga lat 70. Wiedza o niej stanowi instrukcję składania obecnej mozaiki. Próba jej odtworzenia dokonana przez Latkowskiego jest tym bardziej istotna, że autor, na podstawie konkretnych przypadków wykazuje powtarzający się mechanizm, który zagwarantował sukces późniejszym bossom polskich grup przestępczych. Nie stali by się nimi, bez zaangażowania kluczowych ludzi służb specjalnych PRL, którzy  penetrując środowiska przestępcze, podjęli z nimi współpracę a następnie przyczynili się do ugruntowania ich pozycji w III Rzeczpospolitej.

http://www.lukaszkurtz.com/2011/04/geneza-polskiej-mafii-wg-latkowskiego.html

(1) komentarzy / skomentuj

Rozmowa Rymanowskiego (zapis programu) 01-04-2011 12:22


(0) komentarzy / skomentuj

Skąd się wzięła polska mafia? (wideo) 01-04-2011 11:40

(0) komentarzy / skomentuj

Polska mafia - filmowy zwiastun książki 31-03-2011 20:00

(0) komentarzy / skomentuj

W Czarno na Białym i Rozmowa Rymanowskiego 31-03-2011 17:46

Dziś w programie Tomasza Sekielskiego „Czarno na Białym” (godz.20.23, TVN24) o narodzinach polskiej mafii i jej związkach z SB. Punkt wyjścia to książka”Polska mafia”. Wg. gen. Kiszczaka za jego czasów mafii nie było. Co innego wynika z dokumentów…
Kontynuacja tematu w programie „Rozmowa Rymanowskiego” (godz.21.00, TVN24), gośćmi będą Marek Biernacki,  Andrzej Dera i Sylwester Latkowski.


(1) komentarzy / skomentuj

Wpis gorzki 29-03-2011 18:42

Na pytanie, gdzie jest książka, nie chce mi się odpowiadać. W Polsce dystrybucja książek to gra w rosyjską ruletkę.  W wydawnictwie uspokajają, w ubiegłym tygodniu była na 6 miejscu listy sprzedaży tytułów „Świata Książki”, przy zerowej promocji.
Wczoraj stawiłem się na zorganizowanej w Warszawie konferencji prasowej, gdzie dziennikarze podpisywali petycję do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta i premiera Donalda Tuska w sprawie wznowienia śledztwa dotyczącego śmierci poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary.
TVP nie zająknęła się nawet o sprawie. Inne media odhaczyły.W większości materiałów które pojawiły się po konferencji widac było nawet problemy z wykorzystaniem gotowca - informacji prasowej z konferencji.
Anna Marszałek w komentarzu u mnie na Facebook gorzko napisała: „My jako dziennikarze zaniedbaliśmy kiedyś tę sprawę. Ale poczuwamy się do winy. Prokuratura takich rozterek nie ma. Po 20 latach sprawcy nie są wykryci, motyw nie jest ustalony, zleceniodawcy nie są znani, do tego przeciek. Prokuratura nic nie robi i nie zamierza. Polityków to nie obchodzi. A poza tym PO sobie ustaliła, że prokuratura jest niezależna. No więc jest. Nawet od swoich obowiązków. I kto ją z tego rozliczy? Dziennikarze?”
Leszek Możdżer zadzwonił z Bułgarii, pogadaliśmy o muzyce, którą przesłał do „Ostatniej Wieczerzy”. Po powrocie ponownie się nią zajmie.

Czym się zajmuję obecnie? Też o to jestem pytany. Zdzieram podeszwy trampek za kilkoma projektami.


(0) komentarzy / skomentuj

Wszystko na sprzedaż 27-03-2011 23:35

Irytująca jest bezmyślność władz Służewca i Adidasa. Młodym nawet kawałka muru nie zostawią, bo wszystko jest na sprzedaż.


(0) komentarzy / skomentuj

Polska mafia. Wstęp i wprowadzenie 22-03-2011 18:26

Wstęp
Zawarte w książce wypowiedzi oraz rozmowy oparte są na dokonanych przeze mnie  nagraniach lub protokołach przesłuchań policyjnych, prokuratorskich i sądowych.  Wykorzystałem także akta spraw operacyjnego rozpoznania oraz teczki tajnych  współpracowników ! osobowe i paszportowe, udostępnione przez Instytut Pamięci  Narodowej. Dotarłem do kilku analiz kryminalnych głośnych współczesnych spraw.
Przywołałem artykuły prasowe, których autorzy (między innymi Paweł Biedziak, Witold  Gadowski, Bogusław Gomzar, Marek Henzler, Grzegorz  Indulski, Jarosław Jakimczyk,  Dorota Kania, Rafał Kasprów, Bertold Kittel, Michał Kopiński, Leszek Kraskowski, Anna  Marszałek, Bianka Mikołaj ewska, Leszek Misiak, Jerzy Morawski, Piotr Nisztor, Ewa  Ornacka, Piotr Pytlakowski, Paweł Reszka, Marcin Rybak, Wojciech Sumliński) dokonali  weryfikacji informacji, zanim ujrzały one światło dzienne na łamach: „Dziennika”, „Dziennika Bałtyckiego”, „Dziennika Polskiego”, „Gazety Polskiej”, „Gazety Wyborczej”, „Nie”, „Polityki”, „Rzeczpospolitej”, „Super Expressu”, „Wprost”, „Życia Warszawy”.
Wielu rozmówców godziło się na rozmowę pod warunkiem zachowania anonimowości.  Występujący w książce jako R.Sz. wysoki funkcjonariusz służb, który zna je od  podszewki, swoją zawodową karierę zaczynał w czasach PRL!u, a na jej szczyt wspiął się po roku 1990. To między innymi dzięki jego wiedzy udało mi się natrafić w IPN!ie na  ślady interesujących śledztw (wiedział, pod jakim hasłem powinienem szukać, o jakie  akta zabiegać) i we właściwy sposób odczytać akta operacyjne.
 Niektórzy rozmówcy nie autoryzowali swoich wypowiedzi, pozostały jednak taśmy, które wiernie oddają ich treść. Uznałem, że słowa,  które wówczas padły, są na tyle istotne dla pokazania prawdy o mechanizmach przestępczego świata, aby zamieścić je w książce.


Czytelnik tej książki po raz pierwszy zapozna się z wieloma dokumentami, które  przede mną znali tylko funkcjonariusze policji, służb i prokuratury. Stało się to możliwe dzięki poparciu mojej pracy przez tragicznie zmarłego w katastrofie smoleńskiej prezesa Instytutu Pamięci Narodowej Janusza Kurtykę.
Przytaczam obszernie ustalenia zawarte w książce i  filmie  Zabić Papałę  (książkę wydało wydawnictwo Rosner & Wspólnicy). Dzięki nowym faktom zostały one pogłębione  i uzyskały kolejne, wiarygodne potwierdzenia. Akta  sprawy zabójstwa generała Marka  Papały to historia polskiej przestępczości kryminalnej i gospodarczej minionych trzydziestu lat.
Starałem się potwierdzać usłyszane od rozmówców i przeczytane w dokumentach  informacje. Zamieszczałem je dopiero po uzyskaniu potwierdzenia. Nigdy jednak nie  można mieć całkowitej pewności co do wiarygodności  ostatecznego obrazu. Należy  pamiętać, że świat przestępczy to niezawierane na piśmie umowy, zobowiązania, groźby i  plany. Zazwyczaj opis wydarzeń opiera się na ustnych, a zatem ułomnych i nie zawsze  motywowanych szczerymi intencjami, relacjach świadków opowiadających o nich prokuratorom lub dziennikarzom. Czytelnik powinien  więc zachować ostrożność w wyciąganiu prostych wniosków. Podaję źródła i kontekst i to powinno pozwolić ocenić wiarygodność, wskazać, w co wierzyć, a w co nie.
Jestem wdzięczny przede wszystkim tragicznie zmarłemu prezesowi IPN!u Januszowi  Kurtyce, który otworzył przede mną archiwa Instytutu najszerzej, jak mógł ze względów prawnych, oddelegowując wielu pracowników, by służyli mi pomocą. Nie wszystkich poznałem osobiście, ale wszystkim dziękuję.
Dziękuję Piotrowi Pytlakowskiemu, ponieważ możliwość opisania tak wielu faktów była wynikiem naszej wspólnej reporterskiej pracy.
Sylwester Latkowski Warszawa, 26 września 2010 roku

Wprowadzenie

19 listopada 1987 roku w gazecie wiedeńskiej „Neue Kronen Zeitung” ukazał się artykuł  pt. Przemyt heroiny wartości ponad 100 milionów szylingów.
800 tysięcy szylingów rocznego zarobku nie wystarczało byłemu mistrzowi CSRS w
hokeju Jifiemu Bubli (38), dlatego został handlarzem narkotyków [...] Na ślad siatki
handlarzy narkotyków z siedzibą w Vancouver (Kanada) wpadli żandarmi z
Wydziału Kryminalnego w Wiedniu. Po zgonie 28!letniego mieszkańca Neustadt,
który przedawkował heroinę, ślad zaprowadził policjantów do Polaka mieszkającego
w Wiedniu. Jego zeznania były szokujące. Nikt inny  jak Jifi Bubla, przez 10 lat
gwiazda narodowej reprezentacji  CSRS w hokeju, uczestnik mistrzostw świata w
1977 roku w Wiedniu i następnie działacz kanadyjskiej NHL, był hurtowym
dostawcą trucizny. On przemycał heroinę do Wiednia, on skłonił działaczkę opieki
społecznej w Wiedniu do składowania trucizny i on porcjował heroinę o wadze 33
kilogramów i wartości 100 milionów szylingów. Mieszał ją z mlekiem w proszku i
pakował w pudełka po papierosach Marlboro i bombonierkach Ildefonso.
Kim był Polak, dzięki któremu austriacka policja dopadła mistrza hokeja  Czechosłowackiej Republiki Socjalistycznej Jifiego  Bublę? To urodzony w 1939 roku w Warszawie Wojciech Bohdan Papina. O ludziach takich jak on nigdy nie mówiło się w  Polsce jako o ludziach mafii. Do dzisiaj niewiele osób ma pojęcie, że oni istnieli. Skąd się w ogóle wzięli ?
W mediach mafię przez wiele lat sprowadzano do gangsterów z Pruszkowa i Wołomina. Szefowie służb i policji twierdzili i nadal twierdzą, że w Polsce mafii nie ma.
- Od miesięcy konsekwentnie namawiam do umiaru w ocenach, jeśli idzie o zjawisko  mafijności. Mówię cały czas, że obserwujemy zaczątki pewnych procesów mafijnych, zaś  o tej klasycznej, czy zbliżonej do klasycznej, mafii jeszcze mowy być nie może.  Nawołując do umiaru, absolutnie nie podejmowałem żadnych poczynań, których celem byłoby rozdmuchiwanie tego zagadnienia - stwierdził w Sejmie minister spraw wewnętrznych Andrzej Milczanowski (31 sierpnia 1995 roku). Milczanowski wypowiedział Milczanowski wypowiedział te słowa w momencie, kiedy struktury przestępcze,  jak nigdy dotąd w Polsce, mieszały się z biznesem i polityką. Kiedy to olbrzymia liczba  ludzi ze Służby Bezpieczeństwa, Milicji Obywatelskiej i służb wojskowych zasiliła prywatny biznes, przenosząc do niego, jako zasadę, konspirację, operowanie strachem, szantażem,  groźbą, pobiciem czy zabójstwem. Wnosząc ze sobą nabyte umiejętności szpiegowania, analizy i znajomość agentury, zarówno tej zwykłej (przemysłowej, partyjnej, rządowej), jak i kryminalnej.
- To był błąd w myśleniu, że Polska jest krajem wolnym od procesów dziejących się w Europie, zwłaszcza Wschodniej, którą dotknęły wszystkie kryminalne plagi związane z transformacją. W Rosji byli oligarchowie, u nas było o nich cicho. Postanowiliśmy zająć się sprawdzeniem doniesień o powiązaniach znanych biznesmenów z szarą strefą. Wojtek Walendziak miał stworzyć listę biznesmenów z całej Polski i zająć się sprawdzeniem, co jest prawdą, a co zwykłą plotką o  ich przestępczej działalności - mówi Marek Biernacki, który od 7 października 1999  do 19 października 2001 roku pełnił funkcję ministra spraw wewnętrznych i administracji w rządzie Jerzego Buźka. W tym czasie stał się jednym z autorów wniosku o wznowie nie śledztwa w sprawie tzw.  moskiewskiej pożyczki. W okresie jego urzędowania utworzono Centralne Biuro Śledcze. Wojciech Walendziak -wiceszef CBŚ w latach 2002!2003. Nadzorował min. instytucję świadka koronnego.
Zapytany o „listę biznesmenów”, były wiceszef CBS, Wojciech Walendziak, mówi o niej niechętnie, potwierdza jednak, że rozpoczęto wówczas rozpracowywanie niektórych biznesmenów. Jego niechęć jest zrozumiała, bo właśnie podjęcie działań wobec nich było przyczyną ataku na niego.
- Postanowiono złamać człowieka i zrobić z niego defraudanta ! wyjaśnia Marek Biernacki.
W mediach pojawiła się informacja o defraudacji w CBŚ około czterech milionów złotych przeznaczonych na program ochrony świadka koronnego. Podejrzanym miał być Wojciech Walendziak, który nadzorował instytucję świadka koronnego. Trwało właśnie wobec niego postępowanie dyscyplinarne. Nieważne było, że dotyczyło ono tylko nieprawidłowości w wewnętrznym obiegu dokumentów, a nie defraudacji - Walendziak musiał odejść z policji. Obecnie żyje w ciszy, pracując w prywatnym biznesie. W 2009 roku jego nazwisko ponownie pojawiło się publicznie. Na zlecenie komisji śledczej przeanalizował policyjne materiały ze sprawy porwania i zabójstwa syna biznesmena spod Płocka, Krzysztofa Olewnika.
- Czy na liście było nazwisko XXXXXXX  ? - pytam Wojciecha Wałendziaka. XXXXXXX to znany biznesmen z północy Polski, który pojawi się w dalszej części książki. Będę nazywał go „Biznesmenem z Północy”. To człowiek, który wspiął się na sam szczyt polskiego biznesu. Jak nikt inny zawsze był blisko świata biznesu, rządu i przestępców. Jak nikt inny zapracował sobie na status polskiego oligarchy, bo dzięki koneksjom politycznym zbudował swoje imperium. To dzięki nim uzyskiwał kolejne kontrakty z państwowych firm i instytucji.
Walendziak przytakuje. Ale nie chce o nim mówić. Pytam, czy wie, że akta ze sprawy rozpracowania „Biznesmena z Północy” trafiły do jego rąk. Sprzedał mu je jeden z funkcjonariuszy CBŚ z Gdańska.
Walendziak przytakuje. Ale nie chce o nim mówić. Pytam, czy wie, że akta ze sprawy
rozpracowania „Biznesmena z Północy” trafiły do jego rąk. Sprzedał mu je jeden z
funkcjonariuszy CBŚ z Gdańska.
Nie jest zdziwiony.
- Mogę teraz zrozumieć, dlaczego spotkało mnie to,  co spotkało, a Marek Biernacki przez lata był marginalizowany - odpiera.
Mijają lata i nadal można usłyszeć w mediach uspokajające słowa.
Dariusz Janas, były szef Wydziału Kryminalnego Komendy Stołecznej Policji, stwierdził, że w Polsce nie ma mafii. Według niego  grupy przestępcze w naszym kraju nie stworzyły jednolitej, stabilnej struktury, jak choćby te we Włoszech. Poza tym powiązania polskich gangsterów z politykami, prokuraturą i policją nie były zbyt mocne, skoro udało się ich aresztować. (RMF, 18 września 2002 roku).
Jakie to aresztowania miał na myśli szef największego i najważniejszego wydziału kryminalnego policji w Polsce (bo to w stolicy znajduje się epicentrum łączenia się świata przestępczego z biznesem i rządem) ? Czy zapuszkowanie Aleksandra Gawronika, byłego senatora, i kilku gangsterów z Pruszkowa zakończyło, według niego, problem powiązań świata przestępczego ze światem polityki?
Dopiero po zabójstwie ministra sportu Jacka Dębskiego (12 kwietnia 2001 roku) zaczęły się pojawiać w świadomości opinii publicznej takie postacie jak Jeremiasz Barański, pseudonim „Baranina", czy Ricardo Fanchini. A to właśnie między innymi tacy ludzie jak „Baranina", Fanchini i Papina tworzyli zręby prawdziwej mafii w Polsce.
Dlaczego przez wiele lat było o nich cicho, chociaż, co wynika z akt dawnego MSW, Służby Bezpieczeństwa (obejmujących lata osiemdziesiąte), do których dotarłem, byli już dobrze znanymi postaciami w świecie przestępczym? W latach dziewięćdziesiątych byli nadal bezkarni. Niektórzy pozostali bezkarni do dzisiaj. Czy Andrzej Milczanowski, zaprzeczając istnieniu mafii, nie wiedział o ich istnieniu? Kłamał czyjego okłamywano? Dlaczego znane ludziom służb osoby nadal mogą spokojnie prowadzić działalność i napychać swoje sejfy i kieszenie, nie przebierając w środkach, od przemytu po zlecenie zabójstwa? Powoli na światło dzienne wychodzą dokumenty, zaczynają mówić świadkowie, obnażając niewygodną prawdę ! stały i stoją za nimi służby specjalne: od cywilnych po wojskowe, policja kryminalna lub byli  funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa i Milicji Obywatelskiej. Można powiedzieć, że największych łajdaków w świecie przestępczym stworzyli ci, którzy mieli ich ścigać i łapać. ! Oni zawsze gotowi są kłamać, by chronić swoją reputację – mówi R Sz., który w wydziałach operacyjnych SB, potem UOP-u i ABW dosłużył się wysokiego stopnia, kilku „medalików”, jak nazywa państwowe i resortowe odznaczenia, marskości wątroby i zgorzknienia o smaku podłego wytrawnego wina bułgarskiego, którym mnie poczęstował w czasie spotkania - Podarunek od „przyjaciół stamtąd” - zapewnia.
Spotkał się ze mną po długich namowach jego znajomych. Ostatecznie drzwi jego domu otworzyła mi moja książka i film Zabić Popalę. Opisałem tam negatywnie kogoś, kto zaszedł mu za skórę, jego śmiertelnego wroga, byłego kolegę ze służb. Nie ukrywał rozgoryczenia działaniem instytucji, której poświęcił całe swoje życie.
- Tajne operacje, agentura, pomieszanie z poplątaniem intryg i spisków. Przekonani są o konieczności stosowania pozaprawnych, czasami wręcz bezprawnych metod. Jak nie można dojść do prawdy, można ją przecież sfabrykować... Posiadanie takich figurantów jak „Łysy" (ksywa Wojciecha Papiny) daje poczucie władzy, przekonanie, że wszystko się kontroluje. Rządzi się światem, który tak naprawdę jest nieznany. Oni nigdy się do tego nie przyznają, ukryją prawdę, by nie wyszło na jaw, że są ślepi.
Marek Minchberg, zwany „Grubym Markiem", o którym będzie mowa w dalszej części książki, dobry znajomy Wojciecha Papiny, mówi:
- Papinę znałem, zanim wyjechał do Wiednia. To był  krętacz i oszust, a do tego konfident. Ile razy siedział, tyle razy kapował.

(2) komentarzy / skomentuj

Polska mafia. Spis treści 21-03-2011 16:03

 

 

 

 

 

 

 

 

 

(0) komentarzy / skomentuj

Czy książka Sylwestra Latkowskiego "Polska mafia" zostanie zamilczana? - pyta na Facebook Anna Marszałek. 20-03-2011 19:07

Czy książka Sylwestra Latkowskiego "Polska mafia" zostanie zamilczana?W najnowszej książce Sylwester Latkowski stawia tezę, że prawdziwa mafia, to nie wykreowani przez media i policję na supermafijnych bossów gangsterzy, ale wybuchowa mieszanka ludzi ze służb i ich agentów. Wiążą ich na śmierć i życie (dosłownie, bo trup wciągu ostatnich 20 lat słał się gęsto) stare haki i wspólne nielegalne interesy na skalę międzynarodową. Przemyt samochodów, alkoholu, papierosów, narkotyków, wyłudzanie kredytów, hazard, w tym nielegalny zysk z tzw. jednorękich bandytów - nie byłyby możliwe na taką skalę bez parasola służb. Prawdziwie majfijne układy tworzą - zdaniem Latkowskiego - ludzie ze służb specjalnych PRL, wojskowych i cywilnych i ich następców z WSI, UOP, ABW i Policji z agentami. A wśród tych agentów są i znani gangsterzy i biznesmeni z listy 100 najbogatszych tygodnika "Wprost". Ochronę i bandytom i przestępcom gospodarczym zapewniali w PRL wysocy oficerowie SB i milicji. Nic się nie zmieniło po przemianach ustrojowych. Część z nich, pozytywnie zweryfikowanych, porobiła kariery w nowych służbach i policji. Część wprawdzie musiała odejść, ale pozakładała swoje interesy z dawnymi agentami, wspierana przez kolegów ze służb, liczących na swoją działkę w przyszłości czy miejsce pracy na resortowej emeryturze. Dawni cinkciarze, przemytnicy i oszuści stali się pracodawcami dla swoich byłych oficerów prowadzących i ich kolegów.
 


Dlaczego organa ścigania wolnej Polski były tak nieskuteczne w głośnych sprawach aferowych i kryminalnych - łącznie z zabójstwem komendanta głównego Marka Papały?
- Odbijaliśmy się od ściany. Ściany służb - przyznaje w rozmowie z Latkowskim Adam Rapacki, obecny wiceminister spraw wewnętrznych.
Do tego skorumpowani politycy, prokuratorzy, policjanci. Wszystko to powodowało, że nawet, jeśli podejmowano śledztwa, to jakoś dziwnie się ich losy toczyły - a to akta ginęły, a to zarzuty się przedawniały, a to były umarzane, a to niektóre nazwiska przemilczano, by nie wychodzić na zbyt wysoką półkę, a jak jakiś prokurator czy policjant był za bardzo dociekliwy, to dziwnym trafem coś mu się przydarzało i sam zaczynał mieć kłopoty. Preparowano zarzuty i zanim się oczyścił, albo już był na emeryturze, albo sprawę powierzano innemu, bardziej zaufanemu człowiekowi.
Gdyby Latkowski postawił taką tezę w formie publicystycznej, pojawiłyby się głosy: A gdzie dowody, że taki układ istnieje?
Sylwester jednak odwalił kawał roboty - posiedział w archiwach IPN, spotkał się z kilkudziesięcioma ludźmi ze służb byłych i obecnych oraz z ich agentami - gangsterami i z szemranymi biznesmenami, zamieszanymi w międzynarodowe afery. I znalazł dowody. Agentami  byli m.in. Nikoś, Baranina, Gawronik, Sekuła, Przywieczerski, Mazur. Książka dotyka bardzo wielu wątków, które przewijały się w mediach, ale wszystkie je pogłębia, dodając materiały źródłowe - m.in. o ochonie milicyjnej i esbeckiej skorumpowanych kolegów. Pisze kasie z FOZZ, która trafiała do polityków,  o dziwnym samobójstwie Sekuły, który zadłużony u mafii strzelać miał do siebie aż trzy razy, dziwnych losach spraw Lazarowicza i "Grafa". Wspomina nawet o Romualdzie Szeremietiewie, kreującym się na ofiarę dziennikarzy. W rozmowie z Latkowskim, zwany kasjerem mafii Robert Poczman, twierdzi , że pożyczył byłemu wiceministrowi obrony "dwieście tysięcy dolarów na chałupę"... Zapewnia, że nie był współpracownikiem służb wojskowych, ale jak mu się udało zajmować handlem bronią? - zastanawia się autor.
 
Wróćmy jednak do tytułowego pytania: Czy książka Latkowskiego będzie przemilczana?
Odpowiedź brzmi: Tak!
- A dlaczego?
- Bo tak...
Nikt nawet nie będzie się z tego tłumaczył. Czy zresztą dziennikarze jeszcze o cokolwiek pytają polityków, a oni traktują ich na tyle poważnie, by odpowiadać?

(0) komentarzy / skomentuj

"Pokaż majtki wiosną!" i odechciewa się lektury poważnej gazety 19-03-2011 18:54

Sobota. Kawa. Człowiek bierze do ręki gazetę, ale nie tabloid, coś co wydaje mu się poważnym tytułem. Z obowiązku musiałem przeczytać list Donalda Tuska (jako jeden z tych czterech według Palikota piszących książkę o premierze. Znam autorów drugiej Michała Majewskiego i Pawła Reszkę, pozostałych nie, choć podejrzewam, że w rozmnożeniu nas odegrała swoją rolę wyobraźnia pana Janusza). A tu na okładce dodatku Gazety Wyborczej "Wysokie obcasy" bije w oczy najważniejszy tytuł, wielkimi literami: "POKAŻ MAJTKI WIOSNĄ". I po lekturze. Nie będę psuł sobie smaku kawy.


(1) komentarzy / skomentuj

Czas zakończyć ten cyrk 16-03-2011 14:35

Wczoraj w programie Tomasza Sekielskiego „Czarno na białym” przewodniczący komisji naciskowej Andrzej Czuma zdyskredytował swoją komisję.Jak stwierdził: "Nadużyć za dużo nie było, one się mieszczą w normalnych granicach." Więc po co nadal wzywa na przesłuchania przed  komisję, którą sam nazwał komisją do spraw „prózniactwa CBA”? Może czas zakończyć ten cyrk? Nie marnować swojego czasu i innych? O pieniądzach publicznych nie wspomnę.


(0) komentarzy / skomentuj

Ostatnia Wieczerza krok do przodu 14-03-2011 18:17

Pierwszy próbny wydruk plakatu do "Ostatniej Wieczerzy" autorstwa Iwony Murawskiej. Rafał Samborski zamyka kolejną montażową wersję filmu. Do Wrocławia, do Leszka Możdżera wysłano materiały by mógł zacząć pracować nad muzyką. Pozostało jeszcze tylko wyżebranie kolejnych pieniędzy, aby zamknąć projekt. Premiera na pewno w tym roku.


(0) komentarzy / skomentuj

Białe kołnierzyki umyły ręce 14-03-2011 15:43

Trzy lata po światowym kryzysie wywołanym masowymi oszustwami ani jeden menedżer nie siedzi za kratkami. To błąd – mówi autor oscarowego dokument „Inside Job” Charles Ferguson (Za Gazetą Wyborczą) i dodaje: Zadzwoniłem do Goldman Sachs. Nie odpowiedzieli na moje pytania, ale słyszałem, że śmieją się tam, po drugiej stronie.


(0) komentarzy / skomentuj

OL 10-03-2011 22:00

Wczoraj długa wieczorna rozmowa z OL. Dzisiaj lektura jej książki. Kolejny telefon. Zobaczymy, do czego to doprowadzi.


(0) komentarzy / skomentuj

O samotności 07-03-2011 14:44

Wczoraj niedziela w zaciemnionym studio i długa rozmowa o książce "Polska mafia". Kamery nagrały naszą blisko dwugodzinną rozmowę. Na końcu refleksja, że najpewniej książkę będą chcieli zmilczeć. Mój rozmówca tego nie zrobi. Zapewnia. 
Dzisiaj rozmowa z dziennikarzem, który myśląc to samo, mówi, że zgłosi temat szefom. Dzięki temu nie mam poczucia samotności, uczucia, jakie towarzyszyło przy publikacji książki „Zabić Papałę".


(0) komentarzy / skomentuj

Szkoda tych ludzi na ten kraj 02-03-2011 00:09

(0) komentarzy / skomentuj

Dzięcioł wie, co myśli naród 01-03-2011 20:18

Poseł Janusz Dzięcioł (PO) stwierdził, że spełniono oczekiwania społeczne, przyznając nowe uprawnienia straży miejskiej. Zrobił sondę w domu Wielkiego Brata?


(0) komentarzy / skomentuj

Ostatnia Wieczerza. Zdjęcia robocze: ASP Gdańsk cz. 1 28-02-2011 00:11

(0) komentarzy / skomentuj

Umył ręce i jest czysty 26-02-2011 20:22

Były minister sprawiedliwości tworzy nowy rząd tymczasowy z siedzibą w Bengazi. - Libia jest jednością, jej stolicą jest Trypolis - mówi. - Kaddafi sam odpowiada za zbrodnie w kraju - mówi polityk.Minister do tej pory zawijał sreberka w rządzie Kadafiego.


(0) komentarzy / skomentuj

O sporcie 25-02-2011 21:49

Jan Krzysztof Bielecki do mnie: "Po panu widać, że nie uprawia pan żadnego sportu"


(0) komentarzy / skomentuj

Zdjęcia do filmu Ostatnia Wieczerza (ASP w Gdańsku, 23.02.2011r.) 24-02-2011 22:06

(0) komentarzy / skomentuj

Świętokradztwo i Ostatnia Wieczerza 22-02-2011 21:57

Na zdjęicach: Sylwester Latkowski, Michał Leśniewski, Michał Misiuro i Maciej Świeszewski

(0) komentarzy / skomentuj

Sitwa w sprawie Olewnika 21-02-2011 22:47

Poniżej fragment artykułu napisanego we wrześniu 2009 roku z Piotrem Pytlakowskim. Artykuł ostatecznie się nie ukazał. I nie chodziło o cenzurę. Po prostu, uznaliśmy,że damy czas prokuraturze. Co wynikło? Jutro Gazeta Wyborcza publikuje artykuł oparty m.in o rozmowę ze świadkiem Piotrem D.


Sprzysiężenie esbecko-policyjne
 
Gdańska prokuratura sprawdza kolejną hipotezę, o spisku zawiązanym przez grupę wywodzącą się z dawnej SB i MO, a potem ulokowaną w policji i innych służbach III RP. Opowiada o tym pewien starający się o status świadka koronnego płocki biznesmen. Za wielomilionowe oszustwa na podatku VAT skazano go na więzienie. Ukrywa się, ale z prokuraturą chce współpracować.
W latach 90. jego interesy szły świetnie, ale kiedyś został zatrzymany na granicy. Jako powód podano podejrzenie, że przemyca narkotyki. Narkotyków nie znaleziono, został zwolniony, a już niedługo zaprosił go na rozmowę komendant wojewódzki policji w Płocku Maciej Książkiewicz. Był przyjacielski, współczujący. Zaproponował przedsiębiorcy bliższą znajomość. Zaczęli spotykać się na gruncie prywatnym. Wkrótce biznesmen dopuścił komendanta do swojej spółki. To miała być dla niego gwarancja bezpieczeństwa. Tym bardziej, że Książkiewicz powoływał się na swoje mocne wejścia w Warszawie, opowiadał o przyjaźni z Romanem K., szarą eminencją w MSWiA. Skończyło się aferą. Kontrola skarbowa wykryła wielomilionowe wyłudzenia. Tę wersję potwierdzają wpisy do KRS. W zarządzie założonej przez biznesmena spółki wciąż zasiadają dwie osoby prawdopodobnie z rodziny byłego komendanta, noszą to samo nazwisko.
Według śledczych w podobny sposób próbowano podejść Włodzimierza Olewnika. Proponowano mu przejęcie upadających zakładów mięsnych na Służewcu. Oficjalnie właścicielem miał być podstawiony figurant, jakaś firma-słup. Nieoficjalnie zaś cichymi udziałowcami byliby Olewnik i Książkiewicz. Ten drugi miał dać know-how, a ten pierwszy pieniądze. Niewielkie, w sumie ok. 700 tys. zł. Sam Olewnik pytany o propozycje rzekomo składane przez Książkiewicza, odpowiada mgliście, że owszem, ten coś proponował, ale on, czyli Olewnik, udawał jedynie zainteresowanie, przeciągał rozmowy, nie ufał rozmówcy. Przed komisją śledczą dopowiedział, że Książkiewicz zaprosił go kiedyś do loży dla VIP-ów na wyścigi konne na Służewcu, miał tam być Waldemar Pawlak. Ale nie poszedł, bo nie interesował go biznes proponowany przez komendanta. „Nie lubię spółek” – oświadczył.
Maciej Książkiewicz do 1999 r. był płockim komendantem, a po reformie administracyjnej, został wiceszefem Mazowieckiej Komendy Policji w Radomiu. Swego czasu lansowano jego kandydaturę na stołek komendanta głównego. Nie wszyscy pamiętają, że popierali go wówczas ludowcy z PSL. We wrześniu 2003 r. w wieku 57 lat nagle zmarł we własnym domu. Według jednej wersji przyczyną był atak serca, według innej chorował na raka. Do dzisiaj niektórzy całkiem poważnie podejrzewają, że śmierć i pogrzeb byłego komendanta były jedynie mistyfikacją, rzekomo zmarły żyje i się ukrywa. Echa tej nieprawdopodobnej hipotezy pobrzmiewały też podczas obrad sejmowej komisji śledczej. Posłowie dopytywali świadków, czy byli uczestnikami pogrzebu Książkiewicza i czy było tam coś, co zwróciło ich uwagę.

(2) komentarzy / skomentuj

Nie będzie przełomu 21-02-2011 22:00

(0) komentarzy / skomentuj

W druku. Planowana premiera 23 marca 19-02-2011 09:49

(2) komentarzy / skomentuj

Moraliści z Hollywood 19-02-2011 08:54

Banksy nakręcił dokument„Wyjście przez sklep z pamiątkami, ktory jest nominowany do Oscara. Banksy ukrywa swój wizerunek, więc pojawiłs Najbardziej zakłamana, zdeprawowana, cyniczna i pozbawiona zasad branża filmowa, nie w puści na scenę Kodak Theatre zakapturzonego artysty, bo uwłaczałoby to powadze imprezy.


(0) komentarzy / skomentuj

Refleksja po konferencji polskich prokuratorów 18-02-2011 13:18

Jazda pociągiem polskich prokuratorów do Moskwy metaforycznie pokazuje jak w naszym prokuratorskim śledztwie smoleńskim jego tempo jest ważne.
Według rozkładu jazdy podróż z Warszawy do Moskwy trwa 18 godzin i 5 minut. Odprawa po stronie rosyjskiej trwa minimum 2 godziny.


(0) komentarzy / skomentuj

Po co być medialną tubą? 17-02-2011 11:19

Przebudziłem się, włączyłem TV. Jakiś gość przy pomocy telefonu, szklanki, butelki wody mineralnej i gazety jako ekspert wyjaśniał katastrofę smoleńską. Co jest? - pomyślałem. Potem było coraz bardziej ciekawie. Zamiast kontrolerów na wieży mogły być szympanse.
Nie tylko to dziwiło. Dlaczego polska agencja prasowa PAP współorganizowała ten „telemost”? Przygotowana była tak dobrze, że miała problem z tłumaczeniem pytań dziennikarzy. „Czy mógłby pan je dostarczyć na piśmie. Jest za skomplikowane” – usłyszał dziennikarz od przedstawiciela PAP. Skomplikowane? A jakich pytań spodziewał się PAP, wiedząc czego dotyczy konferencja? Dziennikarze mieli się pytać o pogodę w Moskwie?
Ostatnim zdziwieniem było to, że polscy dziennikarze nie wyszli manifestacyjnie z konferencji, widząc do jakiego medialnego cyrku ich zaproszono, że wydawcy telewizyjni nie przerwali transmisji, która miała tylko propagandowy cel. Po co być bezmyślną tubą jedynie słusznej rosyjskiej wersji?


(0) komentarzy / skomentuj

Sesja fotograficzna do plakatu filmu „Ostatnia Wieczerza”. Zdjęcia Krzysztof Górski. – „Światło było żmudnie ustawiane w taki sposób, by było identyczne, z tym na obrazie Ostatnia Wieczerza” – mówi autorka plakatu Iwona Murawska. 16-02-2011 19:19

(0) komentarzy / skomentuj

Po lekturze książki Romana Graczyka 14-02-2011 17:01

Po lekturze książki Romana Graczyka „CENA PRZETRWANIA? SB a „Tygodnik Powszechny”. Jeden z akapitów (s.10) właściwie dobrze podsumowuje tezę książki. Tak, tezę, bo autor ją miał pisząc. Któż jej zresztą z autorów nie ma? Słuszna teza? Dla mnie nazbyt zero-jedynkowa. Graczyk pisze: „Także 20-letni (1956/1957 – 1976) okres oficjalnego uczestnictwa środowiska w systemie politycznym nie może być lekceważony. Nie da się na poważnie bronić poglądu, że mimo wieloletniego partycypowania w instytucjach PRL-u środowisko cały czas prowadziło wojnę z systemem. Trzeba powiedzieć, że był to, specyficzny i powściągliwy, ale jednak udział w tym systemie. W sumie więc widać jasno, że nie lukrowany, lecz prawdziwy obraz środowiska nie jest aż tak krzepiący, jak chcą Żakowski, Jarocki czy Kraśko, choć pozostaje on ciągle krzepiący na ogólniejszym tle stosunków społecznych w PRL-u.”


(0) komentarzy / skomentuj

Raport w sprawie Krzysztofa Olewnika wyciekł do Internetu 12-02-2011 10:31

(1) komentarzy / skomentuj

Tak zwany wyciek 09-02-2011 19:20

TVN 24 ogłosił sukces, bo dziennikarze tej stacji dotarli do wstępnej wersji raportu komisji śledczej ds. śmierci Krzysztofa Olewnika i wyciągnęli daleko idące wnioski. Obwieścili mianowicie, że jeden z porywaczy Sławomir Kościsk prawdopodobnie wcale nie popełnił samobójstwa. Tak ma wynikać z opisu lekarza badającego zwłoki. Wiadomość podano w formie sensacji. News polega na tym, że lekarz stwierdził u denata obtarcia na przedramionach i uszkodzone żebra, co niechybnie wskazuje, że Kościuk został zamordowany. Ponoć nikt tego dotychczas nie ujawnił.

Otóż, wiadomość o urazach znalezionych na ciele samobójcy nie jest nowa. W wydanej w 2009 r. książce „Śmierć za 300 tysięcy” niżej podpisani przytoczyli opis uszkodzeń ciała, jakie stwierdzono u Kościuka. Miał dziwne ślady na przedramionach. Miał złamane żebra.                   więcej>>>


(0) komentarzy / skomentuj

Remake 08-02-2011 16:23

Pamiętacie? Pod kanapą w salonie domu Krzysztofa Olewnika po upływie ośmiu lat odnaleziono krew. W innym miejscu drugi ślad krwi. Jedna z nich miała być krwią ukraińskiej prostytutki, a okazało się, że była to krew Włodzimierz Olewnika (Druga krew też nie należy do kobiety, a do niezidentyfikowanego mężczyzny). To tak na podsumowanie dzisiejszego medialnego zamieszania, czyli „remake” znanych wcześniej informacji w sprawie Olewnika.


(0) komentarzy / skomentuj

Zabili Kościuka (rozdział z opublikowanej w 2009r. książki) 08-02-2011 11:57

„Zabili Kościuka” – taki sms rozsyłali między sobą adwokaci reprezentujący sprawców uprowadzenia i zabójstwa Krzysztofa Olewnika. Nikt z nich nie wierzył w wersję oficjalną, według której Sławomir Kościuk powiesił się w piątkowy wieczór, z 3 na 4 kwietnia 2008 roku, między 21.18 a 22.00 w celi numer 505 aresztu śledczego w Płocku.
Funkcjonariusze służby więziennej znaleźli go siedzącego w kąciku sanitarnym na muszli klozetowej. Powiesił się na prześcieradle, którego drugi koniec był przywiązany do kraty koszowej. Uwolnili pętlę z szyi Kościuka i przystąpili do reanimacji. Kilka minut później zjawił się lekarz, niestety po bezskutecznym masażu serca o godz. 22.19 stwierdził zgon.
„Denerwuje mnie atmosfera sensacji wokół tego zdarzenia, podgrzewana przez media” - mówił na łamach miesięcznika „Forum Penitencjarne” płk Artur Kowalski, dyrektor Zakładu Karnego w Płocku. – „Żaden dyrektor nie lubi, jak w jego jednostce dochodzi do samobójstwa, ale przecież takie wypadki się zdarzają. Nie wierzę, że Kościuk, którego media przedstawiły jako wyrachowanego zabójcę, nie mógł się załamać. Dostał przecież dożywocie z możliwością wyjścia na wolność najwcześniej po 30 latach. Miałby wtedy 82 lata”.
Sławomir Kościuk był rozchwiany emocjonalnie. Na wolności nadużywał alkoholu, miewał stany depresyjne. Pod wyroku jaki usłyszał w płockim sądzie, miał prawo popaść w rozpacz. Prokurator obiecywał mu przecież nadzwyczajne złagodzenie kary. Liczył na osiem lat, najwyżej piętnaście. To dawało jakąś perspektywę, dożywocie odbierało nadzieję. 
Tak jak w przypadku samobójstwa Wojciecha Franiewskiego psycholog i wychowawca nie zauważyli wcześniej w zachowaniu Kościuka niczego niepokojącego. Według nich, nie był osobą załamaną psychicznie. W postępowaniu wewnętrznym centralnego zarządu służby więziennej odtworzono okoliczności zdarzenia. Opisał je miesięcznik "Forum Penitencjarne":  


„Ok. 20.15 w oddziale piątym, gdzie przebywali w celach dla "niebezpiecznych" Sławomir Kościuk i Robert Pazik, odbył się apel wieczorny, przeprowadzony przez dowódcę zmiany i oddziałowego. W czasie apelu Kościuk zachowywał się spokojnie i nie zgłaszał żadnych potrzeb. Co ok. pół godziny obie cele, 505 i 508, były kontrolowane. W czasie ostatniej kontroli przed zdaniem służby, o 21.10, oddziałowy widział, że Kościuk leży na łóżku i ogląda telewizję.
To samo stwierdził kolejny oddziałowy, który kontrolował jego celę już o 21.18. Ok. 22 funkcjonariusz ten zaczął gasić światło w celach. Po dojściu do celi 505, ok. 22.04, nie zobaczył Kościuka przez wizjer. Uderzył ręką w drzwi celi i kilka razy go zawołał, lecz nie usłyszał odpowiedzi. O braku kontaktu zawiadomił stanowisko dowodzenia.
Dowódca zmiany stwierdził, na podstawie obrazu na ekranie monitora, że osadzony prawdopodobnie siedzi na muszli klozetowej w kąciku sanitarnym. Wziął ze stanowiska dowodzenia klucze do celi 505 i wraz z dwoma funkcjonariuszami przyszedł do oddziału piątego. W ich obecności oddziałowy otworzył celę i wszyscy zobaczyli Kościuka siedzącego na sedesie z pętlą na szyi. Ułożyli go na podłodze i rozpoczęli reanimację.”

Postępowanie w sprawie śmierci Kościuka trwa do dzisiaj, chociaż początkowo uznano, że w zdarzeniu nie uczestniczyły osoby trzecie - osadzony sam się zabił. Biegli mają orzec, czy ilość psychotropów, jakie odkryto we krwi Kościuka (określono ich zawartość jako toksyczną), mogła wpłynąć na podjęcie samobójczej decyzji. Do dzisiaj też definitywnie nie ustalono, co było przyczyną złamania kilku żeber u ofiary i dziwnych otarć na przedramionach.

W przeciwieństwie do swojego przyjaciela od dzieciństwa, Wojciecha Franiewskiego, Kościuk nie był karany, a przynajmniej nie figurował w Centralnym Rejestrze Skazanych. Jego ojciec był znanym w czasach PRL adwokatem. Siostra skończyła prawo i też wykonuje ten zawód. Starszy o trzy lata brat, absolwent AWF, pracował z niepełnosprawnymi sportowcami, był działaczem Polskiego Związku Głuchych. W czasie kiedy w 2005 r. Kościuk trafił do aresztu pod zarzutem udziału porwaniu Krzysztofa Olewnika,  przed jego bratem otworzyła się perspektywa kariery politycznej. Po wygranych przez PiS wyborach, brat mordercy, został oficjalnym kandydatem na stanowisko wiceministra sportu. Ale do nominacji nie doszło. Media ujawniły bowiem, że ciążą na nim zarzuty w sprawie malwersacji finansowych. PiS i jego koalicjanci Samoobrona i LPR miały szczęście. Gdyby brat Kościuka dostał wtedy posadę rządową, działająca dzisiaj komisja śledcza miałaby niepodważalny dowód, że sprawa porwania i zabójstwa Olewnika, tak jak upierają się członkowie jego rodziny, faktycznie łączy się ze światem politycznym. 

"Olewnik.Śmierć za 300 tysięcy." Sylwester Latkowski, Piotr Pytlakowski, Świat Książki, 2009, s 175-177, rozdział "Zabili Kościuka"

http://swiatksiazki.pl/shop/product,155278,,Olewnik-Smierc-za-300-tysiecy,Sylwester-Latkowski-Piotr-Pytlakowski

(3) komentarzy / skomentuj

Idioci radni z Poronina 05-02-2011 20:31

Po wczorajszym dniu spotkań, tradycyjnej już co tygodniowej wątróbce z jabłkami z…. w restauracji nowego hotelu poselskiego, dzisiaj zamiast planowanego pisania książki o premierze Donaldzie Tusku (który zamienia się dla mnie w goniącego białego króliczka), zasiadłem przed ekranem i obejrzałem filmy dokumentalne. Koreański film "Złom z całego świata" w reżyserii Bong-Nam Park. W Chittagong, portowym mieście w Bangladeszu prawie połowa statków świata rozbierana jest tam na części. W tak zwanych stoczniach  dwadzieścia tysięcy ludzi ( w tym dzieci) pracuje w skrajnych warunkach. Po nim francuski „Dom” (reż. Yann Arthus-Bertrand). Piękne zdjęcia, ale już mniej to co wyrażają. Oba filmy przygnębiające.

Postanowiłem przerwać ten seans filmowy i zanurzyć się w książce Geralda Martina „Gabriel Garcia Marquez. Życie” . Marquez niczym Kapuściński budował swój życiorys na mieszaniu prawdy i fikcji. „Chyba żadne dzieło współczesnego pisarza nie ukazuje tak jak książki Garcii Marqueza urzekająco, wręcz tajemniczo, relacji między prawdą, fikcją, pozorami rzeczywistości i szczerością”

Paweł Szwed na Facebook, tak słusznie skomentował powrót Lenina do Poronina: "Trudno dać wiarę, że taki kretynizm może się publicznie akurat w Polsce ujawniać. Kończę "Rosję bolszewikow" Pipesa. Polecam tę lekturę zidiociałym radnym Poronina."


(0) komentarzy / skomentuj

A wystarczyło poczytać informacje na Facebook i Twitter 30-01-2011 20:10

Jeszcze w piątek i sobotę nasze telewizje uspokajały i przekonywały, że w kurortach w Egipcie jest bezpiecznie. Nie będzie tam protestów. Przecież to strefy pilnie strzeżone. A to, że pracują tam Egipcjanie wydawało się im bez znaczenia. Każdy kto tam był ostatnio odczuwał mniejszą lub większą niechęć do obcych.  Jedyne na co było stać telewizje, to radzenie wybierającym się tam Polakom by unikali chodzenia w krótkich spodenkach, bo to może ich sprowokować. Do czego? Do demonstracji przeciw Mubarakowi? Tego nie wyjaśniono. Można lecieć na wakacje, zapewniali prezenterzy i bezmyślnie robili PR biurom turystycznym, aby sprzedaż wycieczek trwała. Wtórował im w tym oczywiście nasz  MSZ. Wiadomo, mamy dobrze poinformowaną  służbę dyplomatyczną i wywiad. A dzisiaj zdziwienie. Jednak w kurortach protestują. Nagle biura wstrzymują wyloty, zaczynają ewakuować. Godzinę temu MSZ otrzeźwiało i stanowczo odradza wyjazdów do Egiptu. Kto z wydawców i prowadzących programy przeprosi tych, którzy wylecieli, bo ich posłuchali i teraz się muszą pakować lub zakupili wycieczkę? Oczywiście, teraz media będą odkręcać kota ogonem i uderzą w dzwon – nasi zagrożeni, ratujmy ich! A wystarczyło poczytać informacje na Facebook i Twitter, żeby nie opowiadać ludziom bzdur.


(0) komentarzy / skomentuj

Od trzech dni oglądam tylko ALJAZEERA 29-01-2011 16:35

Facebook i Twitter jako pierwsze w Polsce zauważyły to, co dzieje się w Afryce Północnej i jakie to ma znaczenie dla reszty świata, w tym naszego kraju. Dojście do władzy ortodoksyjnych islamistów oznacza przewrót geopolityczny. Tradycyjne polskie media pogubione, żyją w innym świecie. Ponizej kilka komentarzy dotyczących tej sytuacji, opublikowanych na Facebook.

‎22 stycznia Piotr Niemczyk napisał: „W Algierii i Jaordanii masowe demonstracje. W Egipcie kolejne samospalenia. Sudan i Liban na pograniczu wojny domowej. A w dzisiejszych Faktach TVN obok katastrofy smoleńskiej dwa najważniejsze tematy to: płatne towarzystwo na studniówkę i wielka kariera "nie masz cwaniaka nad warszawiaka".

Tomasz Butkiewicz: „Świetnie koresponduje z tym komentarz Naszkowskiej na wyborcza.pl o tytule: co tam świat, my mamy katastrofę! gdzie pomstuje na media, że na zajmują się rewoltami w Arabii. Obok na czołówce tekst o Kaczyńskim.”

Maria Mania Bnińska: „Ale Wyborcza - papierowa - tez się nie pokusiła o jakąkolwiek analizę sytuacji w Egipcie czy w Północnej Afryce. Tylko zestawienie wydarzeń. A wystarczyło oglądać wczoraj Al Jazeere i już gotowa analiza :) Ech, ręce opadają.”

Ja: Dzisiaj Wprost.pl podawał:"Kilkuset demonstrantów chce ustąpienia Mubaraka". Tymczasem jest ich ok 50 tys.. Wystarczy włączyć ALJAZEERA i widać na własne oczy, że więcej jest demonstrujących. 

Ja: Zapraszanie do studia telewizyjnego archeologa, który mówi, że nie wolno teraz chodzić tam w krótkich spodenkach nie objaśnia tego co się teraz dzieje w Egipcie.

Malgorzata Machowska: "Perełka sprzed 2 dni: PR pr.3, serwis wieczorny. Gdy na ulicach Kairu lała się krew pierwsza wiadomość brzmiała - ' Ponad 60% Polaków cierpi na nadwagę"

Elżbieta Wiśniewska: "Tak naprawdę to w tym co obserwujemy nie ma nic zaskakującego. Nasze media sa skupiione na naszych polskich sprawach a wrecz na plotkach. Tak jest łatwiej i wygodniej. Juz kilka razy w róznych sytuacjach porównywałam czołowki prasy angielsko i francuskojęzycznej zestaw nagłowków i kolejnośc tematów u nich podobana w Polsce zupełnie inna. Gdy wydarza sie cos w odległych krajach to zaczynamu ich szukać na mapie. To co dzieje sie w Egipcie może przeorac scene polityczna swiata a my o tym czy można nurkowac bezpiecznie. Więcej uwagi poswięcono rekinom w Sharm."

Fragment korespondencji z Piotrem Niemczykiem, który doskonale podsumowuje problem:” Obawiam się, że nadawcy mają badania, z których wynika, że "przeciętnego Polaka" nie obchodzi nic oprócz wewnętrznych sporów, albo bzdur w rodzaju "nie masz cwaniaka nad warszawiaka". Tyle że jak ma to kogokolwiek interesować, jeżeli serwisy informacyjne w ogóle o tym nie mówią.”


(0) komentarzy / skomentuj

Wśród dziennikarzy są oficerowie pod przykryciem 27-01-2011 19:08

Fragment książki "Agent Tomasz i inni. Przykrywkowcy." Bogdna Święczkowski, powiedział nam:
 – Jak powinien zdobywać wiarygodne dowody przykrywkowiec podczas akcji. Musi się z przestępcami zbratać, napić, jak ma te czynności dokumentować?
– Agent w miarę możliwości powinien byćł okablowany, jego rozmowy należy nagrywać, powinien mieć GPS, żeby było wiadomo, gdzie się porusza. Należy wykorzystywać inne osoby, agentów, którzy nie wiedząc, że to też jest agent pod przykryciem, będą sprawdzać, co robi, czym się zajmuje i jak. W ABW jest inna sytuacja niż na przykład w policji. Wielu funkcjonariuszy pracuje pod przykryciem w jakichś firmach, w instytucjach. Ich kontrolujemy innymi metodami.
– W jakich firmach?
– Ważnych z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa.
– W mediach też?
– W połowie lat 90. w redakcjach polskich mediów funkcjonowali oficerowie pod przykryciem. Nie agenci, ale kadrowi oficerowie UOP pod przykryciem.
– Po co?
– Po to, żeby werbować, uzyskiwać informacje, żeby wiedzieć. Nie wiem, czy w chwili obecnej wśród dziennikarzy są oficerowie pod przykryciem, ale agentów jest wielu. Zgodnie z prawem zresztą.
– Przecież jest zakaz werbowania dziennikarzy!
– Spójrzcie na ustawę o ABW. Można werbować, ale nie na dziko. Wyłącznie za zgodą prezesa rady ministrów lub ministra koordynatora. To wystarczy.
 
http://www.nexto.pl/ebooki/agent_tomasz_i_inni__przykrywkowcy_p13573.xml

 


(0) komentarzy / skomentuj

Karnowski ściga Możdżera (bo ten zatroszczył się o palaczy) :) 27-01-2011 08:13

(1) komentarzy / skomentuj

O sondzie 26-01-2011 11:22

Słyszę o uczestniczeniu w sensie nienawiści. Dlaczego nie można odpowiedzieć na pytanie: Jak skończy Kaczyński? Czy mam odpowiadać za wypowiedzi innych osób, z którymi się nie zgadzam? Nie mam prawa wypowiadać się dla tygodnika „NIE”? Po tym co ostatnio stało się w mediach, są tytuły i redaktorzy (w tym prawicowi, a raczej proPiS-owscy, bo mają gdzieś konserwatywne idee), którzy zeszli poniżej poziomu tygodnika „NIE” i jakoś medialny establishment tego nie zauważa. Przypomnę także hipokrytom, że poza „Urbanową aberracją” tygodnik NIE czasami jeszcze zamieszcza artykuły śledcze, których gdzie indziej coraz mniej. Oto moja odpowiedź jakiej udzieliłem w sondzie dla tygodnika „NIE”:


(2) komentarzy / skomentuj

Świeszewski. Dlaczego maluje? 23-01-2011 12:43

(0) komentarzy / skomentuj

A gdzie realizacja obietnicy wycofania z Afganistanu? 22-01-2011 23:13

St. szer. Marcin Pastusiak i cywilny ratownik medyczny Marcin Knap zginęli w wyniku eksplozji miny-pułapki podczas patrolu w afgańskiej prowincji Ghazni. Dwóch innych członków załogi zostało rannych i przebywa w szpitalu, a kilku pozostałych opatrzono ambulatoryjnie.


(1) komentarzy / skomentuj

Tak widzi świat wydawca 22-01-2011 21:45

Piotr Niemczyk na Facebook: W Algierii i Jaordanii masowe demonstracje. W Egipcie kolejne zamospalenia. Sudan i Liban na pograniczu wojny domowej. A w dzisiejszych Faktach TVN obok katatsrofy smoleńskiej dwa najważniejsze tematy to: płatne towarzystwo na studniówkę i wielka kariera "nie masz cwaniaka nad warszawiaka".


(0) komentarzy / skomentuj

Kilimandżaro (Huelle o sztuce współczesnej) 22-01-2011 18:11

(0) komentarzy / skomentuj

Idiota z TVP Kultura 21-01-2011 20:17

(0) komentarzy / skomentuj

Huelle: Dla awangardystów Ostatnia Wieczerza to skandal! 20-01-2011 22:02

(0) komentarzy / skomentuj

Stenogram ze 138. posiedzenia sejmowej komisji śledczej ds nacisków 20-01-2011 20:30

https://docs.google.com/viewer?url=http://orka2.sejm.gov.pl/KomSled6.nsf/0/FDC7D7E9BB1A2A29C125781B002F9513/$file/138_stenogram.pdf

 


(0) komentarzy / skomentuj

Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do Prezesa Rady Ministrów w sprawie pozyskiwania przez służby specjalne informacji objętych tajemnicą telekomunikacyjną 20-01-2011 20:11

Szanowny Panie Premierze
W związku z pojawiającymi się w środkach masowego przekazu informacjami dotyczącymi pozyskiwania przez poszczególne służby informacji objętych tajemnicą komunikowania się w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich został zbadany stan prawny obowiązujący w tym zakresie. Analiza tego stanu prawnego prowadzi do konkluzji, iż jest on niezgodny z Konstytucją RP oraz z Europejską Konwencją o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności.
Na wstępie należy wskazać, iż w myśl art. 159 ust. 1 ustawy z dnia 16 lipca 2004 r. - Prawo telekomunikacyjne (Dz. U. Nr 171, poz. 1800 ze zm.) tajemnica komunikowania się w sieciach telekomunikacyjnych, zwana dalej „tajemnicą telekomunikacyjną", obejmuje:
1) dane dotyczące użytkownika;
2) treść indywidualnych komunikatów;
3) dane transmisyjne, które oznaczają dane przetwarzane dla celów przekazywania komunikatów w sieciach telekomunikacyjnych lub naliczania opłat za usługi telekomunikacyjne, w tym dane lokalizacyjne, które oznaczają wszelkie dane przetwarzane w sieci telekomunikacyjnej wskazujące położenie geograficzne urządzenia końcowego użytkownika publicznie dostępnych usług telekomunikacyjnych;
4) dane o lokalizacji, które oznaczają dane lokalizacyjne wykraczające poza dane niezbędne do transmisji komunikatu lub wystawienia rachunku;
5) dane o próbach uzyskania połączenia pomiędzy zakończeniami sieci, w tym dane o nieudanych próbach połączeń, oznaczających połączenia między telekomunikacyjnymi urządzeniami końcowymi lub zakończeniami sieci, które zostały zestawione i nie zostały odebrane przez użytkownika końcowego lub nastąpiło przerwanie zestawianych połączeń.


W świetle powyższego tajemnica komunikowania się obejmuje nie tylko samą treść przekazu (komunikatu, rozmowy), lecz obejmuje ona również takie elementy jak dane dotyczące użytkowników, dane lokalizacyjne urządzenia końcowego czy też dane o próbach uzyskania połączeń. Z art. 159 ust. 2 pkt 4 Prawa telekomunikacyjnego wynika natomiast, iż zakazane jest zapoznawanie się, utrwalanie, przechowywanie, przekazywanie lub inne wykorzystywanie treści lub danych objętych tajemnicą telekomunikacyjną przez osoby inne niż nadawca i odbiorca komunikatu, chyba, że będzie to konieczne z innych powodów niż wskazane w art. 159 ust. 2 pkt 1-3, przewidzianych ustawą lub przepisami odrębnymi. Ponadto z wyjątkiem przypadków określonych ustawą, ujawnianie lub przetwarzanie treści albo danych objętych tajemnicą telekomunikacyjną narusza obowiązek zachowania tajemnicy telekomunikacyjnej (art. 159 ust. 3 Prawa telekomunikacyjnego).
W związku z powyższym wkroczenie w sferę tajemnicy komunikacyjnej jest możliwe co do zasady jedynie w przypadkach ściśle określonych ustawą. Zawarte w tym zakresie w Prawie telekomunikacyjnym rozwiązania korespondują z treścią art. 49 Konstytucji RP. Stanowi on, iż zapewnia się wolność i ochronę tajemnicy komunikowania się. Ich ograniczenie może nastąpić jedynie w przypadkach określonych w ustawie i w sposób w niej określony. Z art. 8 ust. 1 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności wynika zaś, że każdy ma prawo do poszanowania swojej korespondencji. Prawo to w rezultacie obejmuje bezpośrednie komunikowanie się z konkretnie oznaczonymi osobami. Korespondencja obejmuje przy tym wszelkie techniczne formy przekazywania wiadomości. Zgodnie z art. 8 ust. 2 Europejskiej Konwencji niedopuszczalna jest ingerencja władzy publicznej w korzystanie z prawa do poszanowania korespondencji, z wyjątkiem przypadków przewidzianych przez ustawę i koniecznych w demokratycznym społeczeństwie z uwagi na bezpieczeństwo państwowe, bezpieczeństwo publiczne lub dobrobyt gospodarczy kraju, ochronę porządku i zapobieganie przestępstwom, ochronę zdrowia i moralności lub ochronę praw i wolności innych osób.
Rozwiązania zawarte w Prawie telekomunikacyjnym nie budzą wątpliwości z punktu widzenia spełnienia standardu formalnego gwarantowanego przez art. 49 Konstytucji RP i art. 8 ust. 2 Europejskiej Konwencji. Ograniczenia w zakresie dotyczącym tajemnicy telekomunikacyjnej zostały bowiem wprowadzone ustawą. Poważne wątpliwości natomiast dotyczą innych aspektów wiążących się z gwarancjami ochrony tajemnicy telekomunikacyjnej.
W tym kontekście należy zwrócić uwagę na regulacje prawne dotyczące pokrewnej materii. Otóż obowiązujące przepisy prawa przewidują możliwość zarządzenia kontroli operacyjnej. Kontrola taka jest niejawna i polega m. in. na stosowaniu środków technicznych umożliwiających uzyskiwanie w sposób niejawny informacji i dowodów oraz ich utrwalanie, a w szczególności treści rozmów telefonicznych i innych informacji przekazywanych za pomocą sieci telekomunikacyjnych. Jednakże kontrola operacyjna jest zarządzana przez sąd, ma ona charakter subsydiarny (jest więc zarządzana, gdy inne środki okazały się bezskuteczne albo zachodzi wysokie prawdopodobieństwo ich nieskuteczności), a ponadto dotyczy ona co do zasady ściśle określonych czynów zabronionych, zaś materiały uzyskane w wyniku kontroli operacyjnej podlegają zniszczeniu, jeśli okazały się nieprzydatne z punktu widzenia prowadzonego postępowania (por. art. 19 ustawy z dnia 6 kwietnia 1990 r. o Policji - Dz. U. z 2007 r. Nr 43, poz. 277 ze zm.; art. 9e ustawy z dnia 12 października 1990 r. o Straży Granicznej - Dz. U. z 2005 r. Nr 234, poz. 1997 ze zm.; art. 36c ustawy z dnia 28 września 1991 r. o kontroli skarbowej - Dz. U. z 2004 r. Nr 8, poz. 65 ze zm.; art. 31 ustawy z dnia 24 sierpnia 2001 r. o Żandarmerii Wojskowej i wojskowych organach porządkowych - Dz. U. Nr 123, poz. 1353 ze zm.; art. 27 ustawy z dnia 24 maja 2002 r. o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Agencji Wywiadu - Dz. U. z 2010 r. Nr 29, poz. 154; art. 17 ustawy z dnia 9 czerwca 2006 r. o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym - Dz. U. Nr 104, poz. 708 ze zm.; art. 31 ustawy z dnia 9 czerwca 2006 r. o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służbie Wywiadu Wojskowego - Dz. U. Nr 104, poz. 709 ze zm.).
Powołane powyżej przepisy, z uwagi na to, że kontrola operacyjna z natury rzeczy ma charakter niejawny, mają charakter gwarancyjny. Ich celem jest przede wszystkim wykluczenie arbitralności działań podejmowanych w tym zakresie przez organy władzy publicznej.
Jednakże wymienione służby oprócz kontroli operacyjnej prowadzonej na podstawie wskazanych powyżej przepisów zostały wyposażone także w inne uprawnienia, których istota sprowadza się do ingerencji w tajemnicę komunikowania się. I tak w myśl art. 20c ust. 1 ustawy o Policji w celu zapobiegania lub wykrywania przestępstw Policja może mieć udostępnione dane, o których mowa w art. 180c i 180d ustawy Prawo telekomunikacyjne, zwane dalej „danymi telekomunikacyjnymi", oraz może je przetwarzać. Są to więc dane niezbędne do ustalenia zakończenia sieci, telekomunikacyjnego urządzenia końcowego, użytkownika końcowego (inicjującego połączenie, do którego kierowane jest połączenie), a także dane niezbędne do określenia daty i godziny połączenia oraz czasu jego trwania, rodzaju połączenia oraz lokalizacji telekomunikacyjnego urządzenia końcowego (art. 180c ust. 1 Prawa telekomunikacyjnego). Ponadto odwołanie się do art. 180d Prawa telekomunikacyjnego wskazuje, że w omawianym trybie Policja może pozyskiwać dane, o których w art. 159 ust. 1 pkt 1 i pkt 3-5, w art. 161 oraz w art. 179 ust. 9 Prawa telekomunikacyjnego. W grę wchodzi więc pozyskiwanie takich danych jak: dane dotyczące użytkownika; dane transmisyjne, które oznaczają dane przetwarzane dla celów przekazywania komunikatów w sieciach telekomunikacyjnych lub naliczania opłat za usługi telekomunikacyjne, w tym dane lokalizacyjne, które oznaczają wszelkie dane przetwarzane w sieci telekomunikacyjnej wskazujące położenie geograficzne urządzenia końcowego użytkownika publicznie dostępnych usług telekomunikacyjnych; dane o lokalizacji, które oznaczają dane lokalizacyjne wykraczające poza dane niezbędne do transmisji komunikatu lub wystawienia rachunku; dane o próbach uzyskania połączenia między zakończeniami sieci, w tym dane o nieudanych próbach połączeń, oznaczających połączenia między telekomunikacyjnymi urządzeniami końcowymi lub zakończeniami sieci, które zostały zestawione i nie zostały odebrane przez użytkownika końcowego lub nastąpiło przerwanie zestawianych połączeń (art. 159 ust. 1 pkt 1 i 3-5 Prawa telekomunikacyjnego). W ramach pozyskiwania danych dotyczących użytkownika będącego osobą fizyczną Policja w tym trybie może również pozyskać takie dane jak: nazwisko i imię; imiona rodziców; miejsce i data urodzenia; adres miejsca zameldowania na pobyt stały; numer ewidencyjny PESEL - w przypadku obywatela Rzeczypospolitej Polskiej; nazwę, serię i numer dokumentu potwierdzającego tożsamość, a w przypadku cudzoziemca, który nie jest obywatelem państwa członkowskiego albo Konfederacji Szwajcarskiej - numer paszportu lub karty pobytu; zawarte w dokumentach potwierdzające możliwość wykonania zobowiązania wobec dostawcy publicznie dostępnych usług telekomunikacyjnych wynikające z umowy o świadczenie usług telekomunikacyjnych (art. 161 ust. 2 Prawa telekomunikacyjnego). Policja może ponadto pozyskać także inne dane użytkownika, jeśli pozostają one tylko w dyspozycji dostawcy publicznie dostępnych usług telekomunikacyjnych takie jak: numer identyfikacji podatkowej NIP; numer konta bankowego lub karty płatniczej; adres korespondencyjny użytkownika, jeżeli jest on inny niż adres miejsca zameldowania użytkownika, a także adres poczty elektronicznej oraz numery telefonów kontaktowych (art. 161 ust. 3 Prawa telekomunikacyjnego).
Wreszcie w trybie określonym w art. 20c ust. 1 ustawy o Policji funkcjonariusze Policji mogą pozyskać prowadzony przez przedsiębiorcę telekomunikacyjnego elektroniczny wykaz abonentów, użytkowników lub zakończeń sieci, uwzględniający dane uzyskane przy zawarciu umowy (art. 179 ust. 9 Prawa telekomunikacyjnego).
W związku z powyższym nie ulega wątpliwości, że regulacja zawarta w art. 20c ust. 1 ustawy o Policji zapewnia funkcjonariuszom Policji szeroki dostęp do danych, które są objęte tajemnicą komunikowania się. Analogiczny dostęp do wymienionych danych został zapewniony Straży Granicznej (art. lOb ust. 1 ustawy o Straży Granicznej), wywiadowi skarbowemu (art. 36b ust. 1 pkt 1 ustawy o kontroli skarbowej), Żandarmerii Wojskowej (art. 30 ust. 1 ustawy o Żandarmerii Wojskowej i wojskowych organach porządkowych), Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (art. 28 ust. 1 pkt 1 ustawy o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Agencji Wywiadu), Centralnemu Biuru Antykorupcyjnemu (art. 18 ust. 1 pkt 1 ustawy o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym), Służbie Kontrwywiadu Wojskowego (art. 32 ust. 1 pkt 1 ustawy o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służbie Wywiadu Wojskowego).
Omawiane dane objęte tajemnicą komunikowania się są udostępniane: „w celu zapobiegania lub wykrywania przestępstw" (art. 20c ust. 1 ustawy o Policji); „w celu zapobiegania lub wykrywania przestępstw" (art. lOb ust. 1 ustawy o Straży Granicznej); „w celu zapobiegania lub wykrywania przestępstw skarbowych lub przestępstw, o których mowa w art. 2 ust. 1 pkt 14b, oraz naruszeń przepisów, o których mowa w art. 2 ust. 1 pkt 12", tj. także w celu zapobiegania i ujawniania przestępstw, o których mowa w art. 228-231 k. k., popełnianych przez osoby zatrudnione lub pełniące służbę w jednostkach organizacyjnych podległych ministrowi właściwemu do spraw finansów publicznych oraz w celu zapobiegania i wykrywania naruszeń krajowych przepisów celnych oraz ścigania naruszeń krajowych lub wspólnotowych przepisów celnych (art. 36b ust. 1 pkt 1 ustawy o kontroli skarbowej); „w celu zapobiegania lub wykrywania przestępstw, w tym skarbowych" (art. 30 ust. 1 ustawy o Żandarmerii Wojskowej i wojskowych organach porządkowych); w celu „realizacji przez AB W zadań, o których mowa w art. 5 ust. 1", tj. rozpoznawania, zapobiegania i zwalczania zagrożeń godzących w bezpieczeństwo wewnętrzne państwa oraz jego porządek konstytucyjny, rozpoznawania, zapobiegania i wykrywania przestępstw określonych w art. 5 ust. 1 pkt 2; realizowania, w granicach swojej właściwości, zadań związanych z ochroną informacji niejawnych oraz wykonywania funkcji krajowej władzy bezpieczeństwa w zakresie ochrony informacji niejawnych w stosunkach międzynarodowych; uzyskiwania, analizowania, przetwarzania i przekazywania właściwym organom informacji mogących mieć istotne znaczenie dla ochrony bezpieczeństwa wewnętrznego państwa i jego porządku konstytucyjnego, podejmowania innych działań określonych w odrębnych ustawach i umowach międzynarodowych (art. 28 ust. 1 pkt 1 ustawy o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Agencji Wywiadu); w celu „realizacji przez CBA zadań określonych w art. 2", tj. w celu 1) rozpoznawania, zapobiegania i wykrywania przestępstw wymienionych w art. 2 ust. 1 pkt 1, oraz ścigania ich sprawców, 2) ujawniania i przeciwdziałania przypadkom nieprzestrzegania przepisów ustawy o ograniczeniu prowadzenia działalności gospodarczej przez osoby pełniące funkcje publiczne, 3) dokumentowania podstaw i inicjowania realizacji przepisów ustawy z dnia 21 czerwca 1990 r. o zwrocie korzyści uzyskanych niesłusznie kosztem Skarbu Państwa lub innych państwowych osób prawnych (Dz. U. Nr 44, poz. 255 ze zm.), 4) ujawniania przypadków nieprzestrzegania określonymi przepisami prawa procedur podejmowania i realizacji decyzji w przedmiocie: prywatyzacji i komercjalizacji, wsparcia finansowego, udzielenia zamówień publicznych, rozporządzenia mieniem jednostek lub przedsiębiorców oraz przyznawania koncesji, zwolnień, zwolnień podmiotowych i przedmiotowych, ulg, preferencji, kontyngentów, plafonów, poręczeń i gwarancji kredytowych, 5) kontroli prawidłowości i prawdziwości oświadczeń majątkowych lub oświadczeń o prowadzeniu działalności gospodarczej osób pełniących funkcje publiczne, o których mowa w art. 115 § 19 k. k., 6) prowadzenia działalności analitycznej dotyczącej zjawisk występujących w obszarze właściwości CBA oraz przedstawiania w tym zakresie informacji Prezesowi Rady Ministrów, Prezydentowi RP, Sejmowi oraz Senatowi, 7) podejmowania innych działań określonych w odrębnych ustawach i umowach międzynarodowych (art. 18 ust. 1 pkt 1 ustawy o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym); w celu „realizacji przez SKW zadań określonych w art. 5", tj. 1) rozpoznawania, zapobiegania oraz wykrywania popełnionych przez żołnierzy, funkcjonariuszy SKW i SWW oraz pracowników SZ RP i innych jednostek organizacyjnych MON, przestępstw wymienionych w art. 5 ust. 1 pkt 1, 2) realizowania, w granicach swojej właściwości, zadań określonych w przepisach ustawy z dnia 5 sierpnia 2010 r. o ochronie informacji niejawnych (Dz. U. Nr 182, poz.1228), 3) uzyskiwania, gromadzenia, analizowania, przetwarzania i przekazywania właściwym organom informacji mogących mieć znaczenie dla obronności państwa, bezpieczeństwa lub zdolności bojowej Sił Zbrojnych oraz podejmowania działań w celu eliminowania ustalonych zagrożeń, 4) prowadzenia kontrwywiadu radioelektronicznego oraz przedsięwzięć z zakresu ochrony kryptograficznej i kryptoanalizy, 5) uczestniczenia w planowaniu i przeprowadzaniu kontroli realizacji umów międzynarodowych dotyczących rozbrojenia, 6) ochrony bezpieczeństwa jednostek wojskowych i innych jednostek organizacyjnych MON, 7) ochrony bezpieczeństwa badań naukowych i prac rozwojowych, 9) podejmowania innych działań przewidzianych dla Służby Kontrwywiadu Wojskowego (art. 32 ust. 1 pkt 1 ustawy o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służbie Wywiadu Wojskowego). Z powyższego wyliczenia wynika, że omawiane dane objęte tajemnicą komunikowania się są udostępniane Policji, Straży Granicznej oraz Żandarmerii Wojskowej w celu zapobiegania lub wykrywania wszelkich czynów stanowiących przestępstwo. Nie ma więc w tym przypadku znaczenia charakter czynu zabronionego.
Natomiast funkcjonariuszom Centralnego Biura Antykorupcyjnego, Służby Kontrwywiadu Wojskowego i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego są udostępniane dane objęte tajemnicą komunikowania się w celu realizacji ich wszystkich, bez wyjątku, ustawowych zadań. W przypadku pozyskiwania danych przez organy kontroli skarbowej ustawodawca odwołał się w zasadzie do ogólnej kategorii przestępstw skarbowych decydując o udostępnieniu organom kontroli skarbowej danych objętych tajemnicą komunikowania się. Ponadto ustawodawca odwołał się w zakresie ingerencji w tajemnicę komunikowania się do tak ogólnej kategorii jak zapobieganie i wykrywanie wszelkich naruszeń przepisów celnych (art. 2 ust. 1 pkt 12 ustawy o kontroli skarbowej).
Ustawodawca nie wyłączył również żadnej kategorii użytkowników z kręgu podmiotów, których dane mogą być pozyskiwane w tym trybie, chociaż dane te mogą być objęte tajemnicą notarialną, adwokacką, radcy prawnego, lekarską lub dziennikarską (art. 180 § 2 k. p. k.), której zniesienie jest możliwe wyłącznie, gdy jest to niezbędne dla dobra wymiaru sprawiedliwości, a dana okoliczność nie może być ustalona na podstawie innego dowodu.
Zwraca uwagę także i to, że omawiane przepisy dotyczące udostępnienia danych, o których mowa w art. 180c i art. 180d Prawa telekomunikacyjnego nie wprowadzają zasady subsydiarności. Obowiązek udostępnienia danych aktualizuje się po stronie podmiotu wykonującego działalność telekomunikacyjną w każdym przypadku, gdy zwrócą się o to odpowiednie służby, a nie tylko wówczas, gdy inne środki podejmowane w celu realizacji ustawowego celu okazały się bezskuteczne.
Przepisy dotyczące udostępniania odpowiednim służbom danych, o których mowa w art. 180c i art. 180d Prawa telekomunikacyjnego nie przewidują ponadto potrzeby ubiegania się przez te służby o zgodę sądu na wkroczenie w sferę tajemnicy komunikowania się. Z art. 28 ust. 1 ustawy o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Agencji Wywiadu, art. 18 ust. 1 ustawy o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym oraz art. 32 ust. 1 ustawy o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służbie Wywiadu Wojskowego wynika wprost, iż taka zgoda nie jest wymagana. Należy jednak przyjąć, że taka zgoda nie jest jednak wymagana także w pozostałych przypadkach, skoro podmiot prowadzący działalność telekomunikacyjną zobowiązany jest udostępnić dane objęte tajemnicą komunikowania się na pisemny wniosek szefa danej służby lub na ustne żądanie funkcjonariusza posiadającego pisemne upoważnienie (art. 20c ust. 2 ustawy o Policji, art. lOb ust. 2 ustawy o Straży Granicznej, art. 30 ust. 2 ustawy o Żandarmerii Wojskowej i wojskowych organach porządkowych, art. 36b ust. 2 ustawy o kontroli skarbowej).
Natomiast w ramach prowadzonego postępowania karnego (zarówno w fazie in rem, jak i w fazie in personam) podmioty prowadzące działalność telekomunikacyjną obowiązane są wydać sądowi lub prokuratorowi, na żądanie zawarte w postanowieniu, dane, o których mowa w art. 180c i art. 180d Prawa telekomunikacyjnego, jeżeli dane te mają znaczenie dla toczącego się postępowania (art. 218 § 1 k. p. k.). Postanowienie dotyczące tej materii doręcza się abonentowi telefonu lub nadawcy, którego wykaz połączeń lub innych przekazów informacji został wydany. Doręczenie postanowienia może być odroczone na czas oznaczony, niezbędny ze względu na dobro sprawy, lecz nie później niż do czasu prawomocnego zakończenia postępowania (art. 218 § 2 k. p. k.). Na postanowienie prokuratora przysługuje zażalenie do sądu właściwego do rozpoznania sprawy (art. 465 § 2 k. p. k.).
W świetle powyższego, w ramach prowadzonego postępowania karnego wkroczenie w sferę tajemnicy komunikowania się podlega kontroli sądowej. Taka kontrola jest natomiast wyłączona wtedy, gdy ingerencja w ową sferę ma miejsce poza ramami postępowania karnego. Kolejnym elementem, na który należy zwrócić uwagę jest usuwanie przez poszczególne służby zgromadzonych danych, o których mowa w art. 180c i art. 180d
Prawa telekomunikacyjnego. Art. 20c ust. 7 ustawy o Policji, art. lOb ust. 6 ustawy o Straży Granicznej, art. 30 ust. 6 ustawy o Żandarmerii Wojskowej i wojskowych organach porządkowych przewidują, iż dane te, jeśli nie zawierają informacji mających znaczenie dla postępowania karnego, podlegają niezwłocznemu komisyjnemu i protokolarnemu zniszczeniu.
Z kolei w myśl art. 36b ust. 5 ustawy o kontroli skarbowej minister właściwy do spraw finansów publicznych nakazuje niezwłoczne, komisyjne i protokolarne zniszczenie danych uzyskanych od podmiotu prowadzącego działalność telekomunikacyjną, w przypadku, gdy uzna wystąpienie z wnioskiem o te dane za nieuzasadnione. Art. 36b ust. 5 ustawy o kontroli skarbowej nie przewiduje więc w istocie zniszczenia danych, jeśli nie zawierają one informacji mających znaczenie dla prowadzonego przez organy skarbowe postępowania, lecz tylko wtedy, gdy sam wniosek o ich udostępnienie okazał się niezasadny. W związku z tym ustawodawca w tym przypadku w istocie dopuszcza taką sytuację, kiedy sam wniosek o udostępnienie danych był uzasadniony, zaś zgromadzone w wyniku jego realizacji dane nie zostaną zniszczone, pomimo że nie mają one znaczenia z punktu widzenia prowadzonego postępowania.
Natomiast przepisy art. 28 ustawy o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Agencji Wywiadu, art. 32 ustawy o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służbie Wywiadu Wojskowego, a także art. 18 ustawy o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym w ogóle nie przewidują możliwości usunięcia zgromadzonych przez te służby danych, o których mowa w art. 180c i art. 180d Prawa telekomunikacyjnego.
Przeprowadzona analiza przepisów regulujących materię dostępu poszczególnych służb do danych objętych tajemnicą komunikowania się wskazanych w art. 180c i art. 180d Prawa telekomunikacyjnego pozwala na sformułowanie wniosków natury ogólnej. Po pierwsze, omawiane przepisy nie regulują w sposób precyzyjny celu gromadzenia danych, gdyż odwołują się jedynie do zakresu zadań poszczególnych służb bądź ogólnego stwierdzenia, iż dane te są pozyskiwanie w celu zapobiegania lub wykrywania przestępstw. Po drugie, przepisy te nie wskazują kategorii osób, w stosunku do których niezbędne jest respektowanie ich tajemnicy zawodowej. Po trzecie, warunkiem uzyskania dostępu do tych danych nie jest wyczerpanie innych, mniej ingerujących w sferę praw lub wolności obywatelskich, możliwości pozyskania niezbędnych informacji. Po czwarte, dziedzina dotycząca pozyskiwania w tym trybie danych nie podlega żadnej zewnętrznej formie kontroli (a w szczególności nie podlega kontroli sądowej). Po piąte, istotna część danych gromadzonych przez służby nie podlega zniszczeniu także wtedy, gdy dane te okazały się nieprzydatne z punktu widzenia realizowanych zadań.
W związku z powyższym przyjęte przez ustawodawcę rozwiązania w interesującym zakresie powinny zostać ocenione na tle przewidzianych w Konstytucji RP i Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności standardów dotyczących tajemnicy komunikowania się. W literaturze przyjmuje się (por. S. Hoc, glosa do uchwały Sądu Najwyższego z dnia 22 stycznia 2003 r., sygn. akt I KZP 45/02, Przegląd Sądowy z 2003 r., Nr 11-12, s. 203; J. Misztal-Konecka, J. Konecki „Biling, jako dowód w postępowaniu w sprawach o wykroczenia", Państwo i Prawo z 2010 r., Nr 7, s. 84), że informacje zawarte w bilingu telefonicznym podlegają ochronie na podstawie art. 49 Konstytucji RP oraz na podstawie art. 8 Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. Według A. Bojańczyka (por. „Karnoprawne aspekty ochrony praw pracownika do tajemnicy komunikowania się", cz. I, Palestra z 2003 r., Nr 1-2, 49) „(...) prawo do tajemnicy komunikowania się obejmuje również i prawo do zachowania w tajemnicy przed innymi podmiotami faktu, że do komunikacji pomiędzy danymi podmiotami w ogóle doszło. Uznanie, że sam fakt komunikacji pomiędzy podmiotami nie jest objęty ochroną konstytucyjną z art. 49, w praktyce byłoby tożsame ze znaczącym faktycznym ograniczeniem tego prawa. Ustawa zasadnicza gwarantuje bowiem nie tylko tajemnicę przekazywanej informacji, lecz całego procesu komunikowania się - a więc i tego, że pomiędzy podmiotami doszło do komunikacji.
Prawo to nie może być więc rozumiane wyłącznie wąsko (znaczenie podstawowe), lecz konieczna jest jego pełna interpretacja, tak, aby obejmowało cały proces komunikowania się."Europejski Trybunał Praw Człowieka w wyroku z dnia 2 sierpnia 1984 r. (sprawa Malone przeciwko Zjednoczonemu Królestwu, skarga nr 8691/79, lex nr 80974) stwierdził zaś, że z samej swej natury biling musi być rozróżniany od podsłuchu, który jest zjawiskiem niepożądanym i bezprawnym w społeczeństwie demokratycznym, chyba, że istnieją ku niemu uzasadnione powody. Jednak użycie danych wynikających z bilingu może, w niektórych okolicznościach, stanowić naruszenie art. 8. Dane bilingowe zawierają informacje szczególnie o wybieranych numerach, które stanowią integralny składnik komunikacji telefonicznej. W efekcie, ujawnienie tej informacji policji, bez zgody abonenta, może również stanowić ingerencję w prawa zagwarantowane art. 8. W rezultacie trzeba przyjąć, że art. 49 Konstytucji RP oraz art. 8 Europejskiej Konwencji i Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności stanowią właściwy punkt odniesienia do oceny przepisów dotyczących wkraczania w interesującym zakresie przez służby w sferę tajemnicy komunikowania się.
Przede wszystkim - co już zostało wykazane powyżej - przepisy regulujące materię dostępu poszczególnych służb do danych objętych tajemnicą komunikowania się wskazanych w art. 180c i art. 180d Prawa telekomunikacyjnego nie regulują w sposób konkretny, kiedy możliwe jest wkroczenie w wolność komunikowania się. Przepisy te bowiem odwołują się wyłącznie do zakresu zadań poszczególnych służb bądź też do ogólnego stwierdzenia, że dane te są pozyskiwane przez służby w celu zapobiegania lub wykrywania przestępstw. Tymczasem z art. 49 Konstytucji RP wynika, że ograniczenie wolności i ochrony tajemnicy komunikowania się może nastąpić „jedynie w przypadkach określonych w ustawie". Nie wystarczy więc, że ustawodawca regulując kwestie związane z wolnością komunikowania się i jej ochroną odwoła się do klauzul ogólnych czy też ogólnych kompetencji organów uprawnionych do zbierania danych. Z punktu widzenia realizacji wolności określonej w art. 49 Konstytucji RP przepisy muszą być na tyle precyzyjne, aby mogły dostarczyć obywatelom wystarczających wskazówek, w jakiej sytuacji służby uzyskują prawo wkroczenia w sferę objętą zakresem tajemnicy. Nie jest więc w tym przypadku wcale wystarczające odwołanie się do tak ogólnych celów zbierania danych jak „zapobieganie lub wykrywanie przestępstw" czy też „realizacja zadań" określonych w przepisach prawa dla poszczególnych służb. Regulacja taka nie odpowiada bowiem precyzji wymaganej przez art. 49 Konstytucji RP i w istocie pozwala w sposób dowolny ingerować w tajemnicę komunikowania się.
Przedstawione stanowisko znajduje potwierdzenie w orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego. W wyroku z dnia 12 grudnia 2005 r. (sygn. akt K 32/04, OTK z 2005 r., Nr 11/A, poz. 132) Trybunał Konstytucyjny stwierdził, że „(...) w zakresie art. 49 Konstytucji (wolność komunikowania się) dopuszcza się ograniczenie tej wolności w przypadkach określonych w ustawodawstwie zwykłym. Oznacza to, że - po pierwsze - ustawodawca zwykły może decydować o zakresie wolności komunikowania się, jeśli - po drugie - uczyni to w akcie rangi ustawy, wskazującym - po trzecie - „określone przypadki" i „sposób ograniczenia" (wymóg konkretności, wyłączenie użycia w tych zakresach otwartych klauzul generalnych)". Otóż zdaniem Rzecznika Praw Obywatelskich przepisy art. 20c ust. 1 ustawy o Policji, art. lOb ust. 1 ustawy o Straży Granicznej, art. 36b ust. 1 ustawy o kontroli skarbowej, art. 30 ust. 1 ustawy o Żandarmerii Wojskowej i wojskowych organach porządkowych, art. 28 ust. 1 ustawy o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Agencji Wywiadu, art. 18 ust. 1 ustawy o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym oraz art. 32 ust. 1 ustawy o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służbie Wywiadu Wojskowego nie spełniają kryterium konkretności wymaganego przez art. 49 Konstytucji RP. Brak owej konkretności powoduje zaś, że wymienione służby w istocie w dowolnym i tylko przez siebie ustalonym przypadku, a nie przypadku określonym ustawą, mogą sięgać po dane objęte tajemnicą komunikowania się. Stąd też wymienione przepisy pozostają w kolizji z art. 49 Konstytucji RP.
Ze względu na brak konkretności przepisy te są także niezgodne z art. 8 ust. 2 Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. Przewiduje on, iż niedopuszczalna jest ingerencja władzy publicznej w korzystanie z prawa do korespondencji, z wyjątkiem przypadków przewidzianych przez ustawę. Jak zaś wskazał Europejski Trybunał Praw Człowieka (sprawa Malone) sformułowanie użyte w art. 8 ust. 2 Konwencji „przewidzianych przez ustawę" nie jest tożsame z prostym odwołaniem się do prawa krajowego, ale odnosi się także do jakości tego prawa. Oznacza to, że prawo krajowe musi być w tym zakresie wystarczająco precyzyjne i musi wskazywać obywatelom adekwatne okoliczności oraz warunki, w jakich władze są uprawnione stosować niejawne techniki zdobywania informacji. W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich przepisy te są również niezgodne z art. 49 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP. Z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP wynika, iż ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób.
Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw. Przesłanka „konieczności" ograniczenia, o której mowa w art. 31 ust. 3 Konstytucji RP jest merytorycznie tożsama z zasadą proporcjonalności. „Konieczność" zastosowania ograniczenia, do której odwołuje się art. 31 ust. 3 Konstytucji RP oznacza zaś w świetle orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego (por. wyrok z dnia 26 kwietnia 1999 r., sygn. akt K 33/98, OTK z 1999 r., Nr 4, poz. 71; wyrok z dnia 11 maja 1999 r., sygn. akt K 13/98, OTK z 1999 r., Nr 4, poz. 74) obowiązek ustawodawcy wyboru najmniej uciążliwego środka. Jeśli więc ten sam cel jest możliwy do osiągnięcia przy
zastosowaniu innego środka, nakładającego mniejsze ograniczenia na prawa i wolności jednostki, to zastosowanie przez ustawodawcę środka bardziej uciążliwego wykracza poza ramy tego, co jest konieczne.
W przypadku kontroli operacyjnej, będącej formą ingerencji w tajemnicę komunikowania się, regulowanej przepisami art. 19 ustawy o Policji, art. 9e ustawy o Straży Granicznej, art. 36c ustawy o kontroli skarbowej, art. 31 ustawy o Żandarmerii Wojskowej i wojskowych organach porządkowych, art. 27 ustawy o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Agencji Wywiadu, art. 17 ustawy o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym, art. 31 ustawy o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służbie Wywiadu Wojskowego ustawodawca dotrzymał warunków wynikających z zasady proporcjonalności. Ingerencja w tajemnicę komunikowania się jest możliwa jedynie wówczas, gdy „inne środki okazały się bezskuteczne albo zachodzi wysokie prawdopodobieństwo, że będą nieskuteczne lub nieprzydatne." Warunek ten nie został jednak dochowany w zakresie pozyskiwania danych, o których mowa w art. 180 c i art. 180d Prawa telekomunikacyjnego. Służby mogą bowiem wkraczać w sferę objętą konstytucyjną ochroną z mocy art. 49 Konstytucji RP w dowolnym momencie, a nie tylko wówczas, gdy jest to konieczne i niezbędne, a więc wówczas, gdy owych danych nie można było pozyskać w inny sposób. W rezultacie to komfort (wygoda) działania służb, a nie względy konieczności decydują o ingerencji w konstytucyjną wolność i ochronę tajemnicy komunikowania się. Tymczasem - na co zwracał uwagę Trybunał Konstytucyjny (por. wyrok z dnia 12 grudnia 2005 r., sygn. akt K 32/04, OTK z 2005 r., Nr 1 l/A, poz. 132) - „(...) nie wystarczy, aby stosowane środki sprzyjały zamierzonym celom, ułatwiały ich osiągnięcie albo były wygodne dla władzy, która ma je wykorzystać do osiągnięcia tych celów. (...) Minimalnym wymogiem konstytucyjnym jest to, aby przeszły one test „konieczności w demokratycznym państwie prawnym".
Nie wystarczy zatem sama celowość, pożyteczność, taniość czy łatwość posługiwania się przez władzę - w odniesieniu do użytego środka. Bez znaczenia jest też argument porównawczy, że podobne środki w ogóle bywają stosowane w innych państwach.
Tylko bowiem odwołanie się geograficznie i historycznie do środków koniecznych w demokratycznym państwie prawnym może mieć wartość perswazyjną. Chodzi zatem o zastosowanie środków niezbędnych (koniecznych) w tym sensie, że będą one chronić określone wartości w sposób, bądź w stopniu, który nie mógłby być osiągnięty przy zastosowaniu innych środków, a jednocześnie winny to być środki jak najmniej uciążliwe dla podmiotów, których prawo bądź wolność ulegają ograniczeniu (...)"•
Tak więc kwestionowane przepisy są również niezgodne z art. 49 w zw. z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP przez to, że pozwalają na pozyskiwanie danych objętych tajemnicą komunikowania się także wówczas, gdy nie jest to konieczne w demokratycznym państwie prawnym. Przepisy art. 20c ust. 2 ustawy o Policji, art. lOb ust. 1 ustawy o Straży Granicznej, art. 36b ust. 2 ustawy o kontroli skarbowej, art. 30 ust. 2 ustawy o Żandarmerii Wojskowej i wojskowych organach porządkowych, art. 28 ust. 1 ustawy o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Agencji Wywiadu, art. 18 ust. 1 ustawy o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym, a także przepisy art. 32 ust. 1 ustawy o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służbie Wywiadu Wojskowego powinny zostać ocenione także z punktu widzenia konstytucyjnego standardu prawa do sądu. Dochowanie tego standardu ma szczególne znaczenie w sytuacji, gdy dane o jednostce są pozyskiwane przez organy władzy publicznej bez jej wiedzy i zgody. Wówczas w sposób bezwzględny musi istnieć procedura zewnętrznej kontroli legalności działań podejmowanych przez organy władzy publicznej. Nie może bowiem być tak, że jedyną władzą oceniającą zasadności pozyskiwania danych objętych treścią art. 180c i art. 180 d Prawa telekomunikacyjnego są same służby. W wyroku z dnia 4 maja 2000 r. (Rotaru przeciwko Rumunii, skarga nr 28341/95) Europejski Trybunał Praw Człowieka stwierdził, że systemy niejawnej inwigilacji musza zawierać gwarancje procesowe stosowane do kontroli działań służb. Kontrola ta powinna być prowadzona przynajmniej przez organy zewnętrzne wobec służb dokonujących czynności operacyjnych. Pożądane zaś jest, aby w normalnych warunkach, kontrolę prowadziły organy sądowe. Kontrola sądowa zapewnia bowiem gwarancję niezależności, bezstronności oraz gwarancję stosowania właściwej procedury. Kontrola niesądowa, sprawowana przez inne organy zewnętrzne wobec kontrolowanych, o odpowiednio reprezentatywnym składzie - nie uchybia jednak Konwencji. Alternatywą wobec poddania czynności operacyjnych-rozpoznawczych kontroli sądu może być poddanie tych czynności kontroli sprawowanej przez specjalny organ, którego usytuowanie i skład powinien zapewniać niezależność od władzy wykonawczej.
W polskiej rzeczywistości konstytucyjnej ramy kontroli zewnętrznej wyznacza przede wszystkim art. 45 ust. 1 i art. 77 ust. 2 Konstytucji RP. Treść art. 77 ust. 2 Konstytucji RP przesądza w zasadzie o tym, że w sprawach dotyczących konstytucyjnych wolności i praw (a więc także w sprawie objętej zakresem art. 49 Konstytucji RP) takim zewnętrznym organem kontroli powinien być sąd. Jeśli bowiem - w świetle wyroku Trybunału Konstytucyjnego z dnia 10 maja 2000 r. (sygn. akt K 21/99, OTK z 2000 r., Nr 4, poz. 109) - „(...) art. 45 ust. 1 konstytucji dotyczy dochodzenia przed sądem wszelkich praw (także ustanowionych w innych aktach normatywnych niż konstytucja), to art. 77 ust. 2 konstytucji obejmuje swym zakresem jedynie prawa i wolności gwarantowane konstytucyjnie. W tym znaczeniu art. 77 ust. 2, stanowiąc uzupełnienie i rozwinięcie ogólniejszego ujęcia z art. 45 ust. 1, zawiera zarazem swoistą regulację szczególną w stosunku do art. 45 ust. 1 konstytucji. Płynie stąd istotny wniosek, co do zakresu dopuszczalnych ograniczeń praw do sądu.
Ograniczenia prawa do sądu ustanawiane normą ustawową, stosownie do art. 31 ust. 3 konstytucji, muszą uwzględniać kategoryczny zakaz zamykania drogi do sądu zawarty w art. 77 ust. 2 w zakresie dochodzenia konstytucyjnych wolności i praw (...)". Tymczasem powołane powyżej przepisy w sposób wyraźny bądź w sposób wynikający z ich kontekstu normatywnego (udostępnianie danych na pisemny wniosek szefa danej służby, ustne żądanie funkcjonariusza) wyłączają zarówno uprzednią jak też następczą zgodę sądu na ingerencję w konstytucyjną wolność i ochronę tajemnicy komunikowania się. Sfera ta nie podlega więc żadnej kontroli zewnętrznej, w tym przypadku kontroli sądowej. Dzieje się tak, chociaż pozyskiwanie danych, o których mowa w art. 180c i art. 180d Prawa telekomunikacyjnego jest wyłączone zarówno spod kontroli samego zainteresowanego (nie jest on powiadamiany o gromadzeniu dotyczących go danych) jak też jest wyłączone spod jakiejkolwiek kontroli społecznej.
Stąd też trzeba uznać, że omawiane przepisy są niezgodne z art. 45 ust. 1 i art. 77 ust. 2 Konstytucji RP. Wreszcie wskazać trzeba, iż przepisy art. 28 ustawy o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Agencji Wywiadu, art. 32 ustawy o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służbie Wywiadu Wojskowego, a także art. 18 ustawy o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym w ogólne nie przewidują możliwości usunięcia
zgromadzonych przez te służby danych, o których mowa w art. 180c i art. 180d Prawa telekomunikacyjnego, także wówczas, gdy dane te są nieprzydatne z punktu widzenia realizacji celu, dla którego zostały zebrane. Z kolei - na co już zwrócono uwagę - art. 36b ust. 5 ustawy o kontroli skarbowej przewiduje zniszczenie danych tylko wtedy, gdy minister właściwy do spraw finansów publicznych uzna wystąpienie o te dane za nieuzasadnione. W tym więc przypadku ustawodawca dopuszcza sytuację, gdy sam wniosek o udostępnienie danych był uzasadniony. Nie zostaną one jednak zniszczone, jeżeli następnie okaże się, iż nie są przydatne z punktu widzenia prowadzonego postępowania. W świetle powyższych regulacji prawnych należy uznać, iż w istocie w tym zakresie ustawodawca zezwala na gromadzenie i bezterminowe przechowywanie danych, które nie są niezbędne z punktu widzenia realizacji celów, dla których zostały zebrane. Dzieje się tak, chociaż z art. 51 ust. 2 Konstytucji RP wynika zakaz gromadzenia danych innych niż niezbędne w demokratycznym państwie prawnym.
Skoro gromadzenie danych nie spełnia w tym zakresie warunku niezbędności, to trzeba uznać, że wymienione przepisy są niezgodne z art. 51 ust. 2 Konstytucji RP przez to, że nie przewidują zniszczenia danych, o których mowa w art. 180 c i art. 180d Prawa telekomunikacyjnego w sytuacji, gdy nie zawierają informacji mających znaczenie z punktu widzenia realizacji ustawowych zadań przez poszczególne służby.
Mając na względzie powyższe uwagi, zwracam się do Pana Premiera stosownie do art. 16 ust. 2 pkt 1 ustawy z dnia 15 lipca 1987 r. o Rzeczniku Praw Obywatelskich (Dz. U. z 2001 r. Nr 14, poz. 147 ze zm.) o podjęcie działań w celu zmiany obowiązującego w interesującym zakresie stanu prawnego i jego dostosowanie do standardów konstytucyjnych. Będę wdzięczna za stanowisko Pana Premiera w tej sprawie.
Łączę wyrazy szacunku
Irena Lipowicz


- Wystąpienie RPO do Prezesa Rady Ministrów w sprawie pozyskiwania przez służby specjalne informacji objętych tajemnicą telekomunikacyjną - 17 stycznia 2011 r.

(0) komentarzy / skomentuj

Demarczyk 17-01-2011 23:09

Ewa Korzeniowska
Ciężarówka z żółtym dromaderem

    Powoli widownia Teatru Morskiego w Gdyni zapełnia się publicznością. Pośród elegancko ubranych ludzi w średnim wieku i starszych widać trochę studentów, jest garstka nastolatków. Gwar rozmów wzbija się w górę wraz z bukietem światowej sławy zapachów. W loży obok mnie jakiś obcokrajowiec opowiada po angielsku swojej towarzyszce, że w Warszawie najbardziej podobał mu się "Toilet Park". Instrumenty milczą, stojąc samotnie na czarnej scenie. Nagle zapada ciemność i cisza, po chwili na scenę spada jasny krąg światła. W jego środku, w błyszczącym chałacie, z rękoma wyciągniętymi wzdłuż ciała, prosta jak struna, stoi Ewa Demarczyk.
    Ni brzydka, ni ładna, tajemnicza, ubrana w czerń pieśniarka, która w latach 60. wzbudzała zachwyt śpiewając wiersze znanych i mniej znanych poetów. To dzięki niej poezja Rilkego, Baczyńskiego, Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, Micińskiego , Leśmiana, Tuwima i wielu innych trafiała do polskich domów. Z pieśniarki występującej w krakowskiej "Piwnicy Pod Baranami" artystka szybko stała się pierwszą damą piosenki poetyckiej w Polsce, nagradzaną na krajowych i międzynarodowych festiwalach. Jej sztuka wywarła duży wpływ na ludzi mego pokolenia, kochających śpiewaną poezję Okudżawy, Dylana, Cohena.
    Sylwetka tylko bardziej ciężka, ale ta sama fryzura, ten sam makijaż z silnie podkreślonymi oczami. Stoi nieruchomo. Zaczyna śpiewać "Jam - nie Osjan..." i wtedy okazuje się, ze śpiew też jest ten sam. Publiczność zamiera, jakby zahipnotyzowana jej niezwykłym, ciągle pełnym ekspresyjnej dynamiki głosem, który, choć nie zawsze wystarcza go w najwyższych partiach, chwilami wybucha jak gejzer paraliżując siłą i ekspresją. Prawie nie zmieniona jest interpretacja wykonywanych utworów, tylko jakby dojrzalsza, przepełniona jeszcze prawdziwszym bólem niespełnienia. Znany repertuar, do którego doszły dwie lub trzy mniej znane rzeczy. Publiczność najgłośniej oklaskuje pamiętne: "Tomaszów", "Pocałunki", "Grande Valse Brillante" czy tekst Galla Anonima o narodzinach Bolesława Krzywoustego. Te mniej znane, jak Piosenka o nocnym Krakowie czy "Nie mogę się rozstać z mamą" jakoś mniej przemawiają do słuchaczy, którzy identyfikują się z bohaterami wykonywanych przez Ewę Demarczyk  piosenek, nieszczęśliwych z miłości, niespełnienia, samotności, tęsknoty i śmierci. Taki jest właśnie ton koncertu, który kończy się dwoma utworami o tematyce wojennej. 


   Z żalem patrzę na gasnące światła i zastanawiam się, jak dostać się do garderoby pani Demarczyk. Podobno obrażona na media artystka nie udziela wywiadów, ale łudzę się, ze uda mi się zamienić z nią parę słów. Gdy widownia pustoszeje, wbiegam za kulisy. W końcu długiego korytarza widzę grupkę ludzi. Wśród nich parę osób trzymających mikrofony ze znakami stacji radiowych, gotowych do akcji; zza uchylonych drzwi dochodzi męski glos: pani Demarczyk nie udziela wywiadów!
Niepostrzeżenie dopycham się do drzwi, zaglądam do środka. Jakaś dziewczyna ubrana w żółtą kurtkę Radia Plus próbuje nakłonić panią Demarczyk do powiedzenia "paru słów do fanów".
    - Jakich fanów?! - denerwuje się artystka. - Proszę pani, jest pani bardzo młoda, ale powinna pani wiedzieć, ze ja nie śpiewam dla fanów, tylko dla publiczności. I dziś wszystko, co miałam do powiedzenia swej publiczności, powiedziałam podczas koncertu.
    - Pani Demarczyk nie udziela wywiadów - powtarza młody człowiek słusznego wzrostu, z długimi jasnymi włosami związanymi nad karkiem w ogon.
    - Jeśli nie udziela wywiadów, to może zechciałaby porozmawiać bez mikrofonu? - zaskoczona słyszę swój własny głos.
    - Porozmawiać mogę - zgadza się niespodziewanie gwiazda. - Pani wejdzie - wskazuje mi krzesło.
    Garderoba to zwykły pokój z lustrem i meblami, jak w stołówce. Przebrana już po koncercie artystka, w grubych spodniach i kurtce narciarskiej, opatulona wełnianym szalem, trzęsąc się z zimna rozdaje autografy i dziękuje za ciepłe słowa. Po wyjściu ostatniego wielbiciela wchodzą jeszcze dwaj panowie z ogromnym koszem róż.
    - Pani Ewo, to od sponsorów koncertu, bardzo pani dziękujemy - obaj młodzi ludzie kłaniają się w pas, całując rękę artystki.
 - A ja panom nie mam za co dziękować - mówi pani Demarczyk - I panowie dobrze wiedzą dlaczego. Żegnam panów.
    Na moment zrobiło się tak cicho, ze słychać było tylko mruczenie elektrycznego czajnika. Panowie sponsorzy wychodzą, a pan Paweł, kierownik grupy Ewy Demarczyk, który z bliska wcale już nie wydaje się być młodzieniaszkiem, z foliowej reklamówki, z której uprzednio wyciągnął czajnik, wyciąga słoik neski i szklane filiżanki. Przy okazji na podłogę rozwija się rolka papieru toaletowego. Po chwili pijemy gorąca kawę, palimy papierosy i gawędzimy, nie zwracając uwagi na szpetne wnętrze.
    - Widzi pani, jak dziś podróżuję? - patrzy świdrując mnie na wylot brązowymi oczami. - Niech pani napisze, że Ewa Demarczyk podróżuje po Polsce ciężarówką, a ściślej mówiąc, TIR-em, w którym przechowuje cały swój estradowy sprzęt.
   Zaprasza, bym została do jej wyjazdu i zobaczyła to na własne oczy. Odpala papierosa od papierosa - nic dziwnego, że chwilami głosu jej nie starcza. Czas nie jest dla niej zbyt łaskawy. Dobrze o tym wie i nie pozwala się fotografować. Ale to jeszcze ciągle ta sama twarz o wyrazie głębokiej melancholii, którą pamiętam z okładek płyt, choć z odrobiną agresji, której kiedyś chyba nie było w jej oczach.
    - Proszę pani, oni zabrali mi teatr! - wybucha.
Trzęsę się, sama nie wiem czy z emocji, czy z chłodu, przysłuchując się gwałtownej opowieści o utracie teatru.
    - W tej piosence o Krakowie miałam ochotę zamiast "kochany Kraków", zaśpiewać "okropny Kraków". Nienawidzę tego miasta rządzonego przez kler i...
    W tym miejscu zaczyna się historia Teatru Ewy Demarczyk, który jakoś nie ma szczęścia do lokali. Początkowo miał siedzibę w Krakowie przy ulicy Floriańskiej. Jednak księża, którzy odziedziczyli całą kamienicę po jakiejś swojej parafiance, po wygaśnięciu umowy wynajęli lokal nowemu najemcy, którym okazał się... McDonald's.
    W ramach rekompensaty pani Ewa dostała od miasta Krakowa budynek na Kazimierzu, w stanie nadającym się do rozbiórki. Gdy go wyremontowała, znalazł się właściciel byłej rudery. Odmawiała płacenia mu czynszu, gdyż remont budynku został przeprowadzony na koszt miasta, a nie właściciela. Wiosną 1999 roku prasę polską obiegła wiadomość, ze Teatr Ewy Demarczyk został wyeksmitowany z zajmowanej siedziby. Nigdzie jednak nie było wzmianki o tym, jak wyglądała eksmisja. Otóż któregoś poranka pani Demarczyk znalazła swój teatr na bruku, czyli sprzęt elektroniczny wartości kilkudziesięciu tysięcy dolarów po prostu zwalony na chodnik. Coś trzeba było z tym zrobić, więc wynajęła wielką ciężarówkę z wielbłądem na plandece i do niej załadowała sprzęt. Odtąd ciężarówka służąca jako magazyn jest także
ej środkiem lokomocji i domem z daleka od domu.
    Słychać pukanie, do pokoju wsuwa się nieśmiało dziewczyna. Spod nastroszonej grzywki widać pełną niepewności twarz.
    - Partycja! - wykrzykuje Ewa Demarczyk. Uściski. Radość powitania. Krótkie zdania o czasie minionym. Co się okazuje? Partycja to wielbicielka pieśniarki, która w czasach, gdy była nastolatką, nie tylko starała się wyglądać jak Demarczyk, ale jeszcze jeździła z Wybrzeża na każdy koncert. Dziś ma dwadzieścia dwa lata i robi magisterium z biologii; prowadzi doświadczenia na myszach, do czego przyznaje się ze skruchą. Nie ma więc niestety czasu, by jeździć na każdy koncert, no i pani Ewa nieczęsto obecnie występuje. Po chwili nasza rozmowa toczy się dalej, to znaczy głównie mówi pani Ewa. W swoim monologu dzieli się z nami opiniami na temat nowej Polski, którą jest rozczarowana, tak jak wielu do niej podobnych ludzi.
    Nie lubi tego, co się dzieje z językiem polskim, który ulega zubożeniu tak samo jak polska kultura zdana na łaskę i niełaskę niewybrednych sponsorów.
    - Czy pani zwróciła uwagę, jak się dziś w Polsce mówi? Dawniej wszyscy się nabijali z tego, jak mówi Wałęsa. Sama liczyłam kiedyś, ile razy mówił "przyszłem". Ale czy pani słyszy, jak mówią dzisiejsi politycy? I to już wcale nie zakrawa na dowcip. Marketing, ranking, konsulting, listing? Wie pani, nie zniszczyli polskiego języka i kultury ani zaborcy, ani okupanci, a teraz w wolnej Polsce sami siebie zaprzepaszczamy, hołdując obcej mowie i wartościom. Jak zniszczymy to co nasze, przestaniemy być narodem - w jej glosie słychać głęboka powagę - a staniemy się nacją. Tymczasem dzieje się tak, że Polacy nie chcą tego, co polskie, nie chcą promować rodzimych artystów, ani ich twórczości. Dlaczego? Bo są mało dochodowi. Ale czy ktoś kiedyś słyszał, aby prawdziwa sztuka była dochodowa!? Wie pani, było to na festiwalu piosenki aktorskiej we Wrocławiu. Zagadnął mnie Wojciech Młynarski, domagając się podziwu za to, ze wystawił w Warszawie jakiś angielski musical. Podobno lepiej niż Anglicy. A ja się pytam, co tu podziwiać? A dlaczego nie wystawił jakiegoś polskiego musicalu? To byłby dopiero powód do pochwał, gdyby zrobił to lepiej od Anglików!
    Ewa Demarczyk mówi dalej o swojej niechęci do nowego systemu, mało sprzyjającemu twórcom. Tak jak ona, wielu artystów wzbraniających się przed pop-kulturą żyje obecnie znacznie skromniej niż kiedyś.
    Tu przypomina mi się historia, którą usłyszałam niedawno od znajomego, mieszkającego w Warszawie w pobliżu Opery Kameralnej. Widuje ze swego okna, jak wieczorami pod rzęsiście oświetlony teatr kosztowne auta i limuzyny przywożą wytworną publiczność na koncert grany przez muzyków wystrojonych w czarne fraki. Po dwóch godzinach ekskluzywna publiczność
wraca w swój ekskluzywny świat, a muzycy w dżinsach i paltocikach podszytych wiatrem biegną na najbliższy przystanek, by złapać ostatni tramwaj do swojego M3.
    Ludzie nie uznający kompromisów, tacy jak Ewa Demarczyk czy wspomniani muzycy, rozczarowani są nowymi polskimi realiami i dlatego, zamiast rzucić się w wir robienia pieniędzy, odizolowują się od świata i klepią biedę. Właśnie takie życie obecnie wiedzie pieśniarka.
    - Wie pani, nie nadaję się do mieszkania w Krakowie, nie nadaję się do mieszkania w Polsce. Parę lat temu byłam w Ameryce, miałam tam podpisać kilka kontraktów na koncerty, ale było to zbyt trudne, gdyż Stany Zjednoczone nie są dla mnie. Tam nie wytrzymałabym nawet paru miesięcy. Zdecydowałam się wiec wrócić do kraju, ale już będąc na pokładzie samolotu wiedziałam, ze popełniłam błąd. Uświadomiłam to sobie czytając polskie gazety, z którymi przez parę tygodni nie miałam styczności. Tak wiec należę do ludzi, którzy nie potrafią już żyć ani tu, ani tam. Może powinnam była zamieszkać w Japonii?
    - Gdyby mieszkała pani za granicą, to nie mogłaby pani śpiewać po polsku polskiej poezji...  
    - Ależ proszę pani! Przecież miłość, ból, śmierć odczuwa się tak samo w każdym języku. Właśnie uświadomiłam to sobie w Tokio, gdy po koncercie cała publiczność klaskała przez piętnaście minut i na koniec wstała, co jest podobno zupełnie niespotykanym w Japonii zjawiskiem. Śpiewałam po polsku, w większości, a jednak coś z tego do nich dotarło, coś, co ma znaczenie bardziej uniwersalne niż język, bo przecież wszyscy jesteśmy zdolni do tych samych emocji. No tak, ale nie zostałam w Japonii. Zamiast osiąść w Los Angeles albo Tokio, przeniosłam się do Wieliczki - śmieje się, zapalając kolejnego papierosa.
    W Wieliczce mieszka sama w domu otoczonym ogrodem. Nie przyjmuje nie zapowiedzianych gości. Nie reaguje na pukanie do drzwi. Bywają tu tylko nieliczni, najbliżsi przyjaciele. Dużo czasu pochłania jej codzienna praca, zaś latem - jeśli nie ćwiczy - spędza czas w ogrodzie.
    - Rośliny są bardziej oddane niż ludzie - mówi z cieniem goryczy. - Gdy jakaś roślina słabo rośnie, to do niej przemawiam łagodnie, ale zapowiadam, ze jak się nie poprawi, to ją wyrzucę z mojego ogrodu. Gdy dalej nic się nie zmienia, wykopuję uparciucha z ziemi i na jego miejsce wsadzam lepszy, grzeczniejszy kwiatek.
    Ciekawe, czy z ludźmi Ewa Demarczyk postępuje podobnie? - pomyślałam. Może dlatego żyje samotnie, z dala od wielkomiejskich spraw, oddana ogrodowi, literaturze i pracy? Gdy dokucza jej chandra, sięga po kryminały. Ma ich pełna półkę. Czyta po kolei od pierwszego do ostatniego, aby kiedyś w przyszłości znowu powtórzyć te rundę.
    Można by tak jeszcze siedzieć i słuchać, gdyby nie pan Paweł, który przerywa rozmowę oznajmiając, ze wszystko jest już spakowane i pora ruszyć w powrotną drogę. Artystka włożyła na siebie jeszcze kilka warstw cieplej odzieży i wspólnie opuściliśmy budynek Teatru Morskiego w Gdyni. Na parkingu Ewa Demarczyk wsiada do szoferki wielkiego TIR-a z żółtym dromaderem na plandece. Dla niej czasy limuzyn i splendoru należą do przeszłości.
 
["Przegląd Polski" 24 III 2000]

http://www.ewa-demarczyk.republika.pl/Artykuly/korzeniowska.htm

 

(0) komentarzy / skomentuj

Sposób na życie (Nabaq) 15-01-2011 22:52

(0) komentarzy / skomentuj

Nabaq (Old Market) 14-01-2011 19:23
Nabaq (Old Market)
(0) komentarzy / skomentuj

Dobrze, że ten dzień się kończy. 13-01-2011 21:33

Przesłuchanie przed sejmową komisją śledczą ds. nacisków nie miało sensu, tak jak przewidywałem, bo to mecz do jednej bramki, a inwigilacja to nie tylko PiS, ale także dotyczy okresu rządów PO. Przy tym moja rolą jest wypowiadanie się poprzez film, książkę, artykuły, a nie składanie zeznań.

http://wiadomosci.onet.pl/kraj/latkowski-przed-komisja-naciskowa-bylem-inwigilowa,1,4108826,wiadomosc.html

Po południu pogrzeb Włodzimierza Ławniczka.

Dobrze, że ten dzień się kończy.


(1) komentarzy / skomentuj

Powrót 11-01-2011 21:14
Powrót do Polski, do zabłoconej i zimnej Warszawy. Oczywiście nic się nie zmieniło. Stan bez zmian. Śmiesznie i straszno.
(0) komentarzy / skomentuj

Kierunek Afryka 04-01-2011 10:03
Święta i Nowy Rok upłynął na montażu filmu „Ostatnia Wieczerza”. Teraz reset. Kierunek Afryka.
(0) komentarzy / skomentuj
Zobacz również ...


menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Sylwester Latkowski znów zaskakuje - tym razem pozytywnie. "Kamilianie" to oszczędny, ale poruszający dokument. Byli już rugbyści, blokersi. Był polski show-biznes. Tym razem enfante terrible polskiego dokumentu zrobił film o zakonnikach. Ale tak naprawdę to film o życiu, a raczej śmierci. Kamilianie - bohaterowie filmu to ludzie, którzy swoje życie ofiarowują chorym. Niby to nic wielkiego. Kilka tysięcy polskich pielęgniarek codziennie robi to samo. Jednak Kamilianie to nie pielęgniarze, nie lekarze - to bracia w śmierci.
Śledczak Kamilianie Gwiazdor Pedofile
Nakręceni Pub 700 Klatka To my, Rugbiści
powered by Admin.Starla v3 CMS