menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Kittel o dziennikarstwie śledczym 03-07-2007

Bertold Kittel na http://www.goldenline.pl/5999 pisze:

"Kierownictwo mediów biesiaduje z władzą i redaguje teksty pod jej dyktando" (...)

"Zrobiliśmy masę fajnych rzeczy, jechaliśmy po bandzie na maksa, walczyliśmy z całym światem. (...) Zaczęto mówić, że dziennikarstwo śledcze "Rzepy" jest wzorcem, punktem odniesienia. (...) Nie mówię, że nie popełnialiśmy błędów, ale czasem coś za bardzo chcieliśmy zrobić, bo nie byliśmy zimnymi technokratami. Ale nigdy, nigdy, nigdy nie zrobiliśmy niczego pod dyktando władzy ani kogokolwiek innego" (...)

"Dziś pytam siebie, gdzie są nasze ideały. Dlaczego dziennikarstwo stało sie zawodem prostytutki władzy? Dlaczego określenie "dziennikarz śledczy" staje się etykietką pudla warującego na progu sekretariatu ministra, czekającego na ochłap z rządowego biurka? Dlaczego praca w prorządowych mediach dla tak wielu ludzi staje się powodem nie do wstydu, ale do dumy? Dlaczego głównym osiągnięciem dziennikarzy staje się puszczenie w Internecie często zmanipulowanej informacji wyłącznie w celu osiągnięcia cytowalności? Dlaczego nie mówimy głośno o wstrzymywaniu materiałów, manipulowaniu, przewalaniu tekstów, o promowaniu uzależnionych miernot?

O tym, co czujemy, kiedy mówimy informatorom o ochronie źródeł, o zachowaniu tajemnicy zawodowej w firmie, w której kierownictwo popija aperitify z władzą, a bezpośredni zwierzchnicy płacą raty mafijnym lichwiarzom. Patrzę na łamanie kręgosłupów świetnych reporterów. W gazetach, w telewizji, w radiu. Dziś każdy ma do zapłacenia hipotekę. Co miesiąc. Więc jak zetną tekst, nie puszczą materiału, to po prostu udaje, że to nic takiego, że im jeszcze pokaże, jak znajdzie robotę. A jak nie może znaleźć, to jest skazany. I idzie chlać z kolegami, narzeka, a potem idzie do roboty, której nienawidzi. To jest ludzkie, tak bardzo ludzkie, jak ludzkie musi być to, co robimy. Większość z nas marzyła o tym, żeby być dziennikarzem. A Większość z nas marzyła o tym, żeby być dziennikarzem. Ale z czasem zapomnieliśmy, o co tak naprawdę nam chodziło. Idziemy na łatwe kompromisy, dostając za to premie, wyższe limity na komórki, laptopy itp. Naprawdę jesteśmy dobrze opłacanymi marionetkami, które wiedzą, w co grają i się na to godzą. (..) Ktoś kiedyś powiedział, że sława trwa pięć minut. Niesława trwa o wiele dłużej"


(11) komentarzy / + dodaj komentarz
Nowa forma ogłoszenia - szukam innego pracodawcy
Autor: salon42
2007-07-03 11:55:11
Czyli BK szuka pracy. Przy okazji napisał prawdę o swojej profesji .

Bertold Kittel o sobie
Autor: kama98
2007-07-03 12:00:15
Zaskoczona jestem, że to wychowanek Wyborczej, a może niesłusznie? Znalazałm jego wypowiedź. "W redakcji "Gazety w Krakowie" stawiałem pierwsze kroki w dziennikarstwie. Było to 12 lat temu. Miałem 17 lat, kiedy w Nowym Sączu zaczęto wydawać mutację "Gazety". W szkole średniej w Rabce prowadziłem gazetkę szkolną, w której opisane zostały praktyki wręczania kosztownych prezentów nauczycielom. W ramach "pedagogicznego podejścia" zostałem wyrzucony ze szkoły. Kolega, który już pisywał do "Wyborczej" namówił mnie bym opisał tę historię, i tak się zaczęło. Byłem tym strasznie przejęty. Gdzieś po roku, kiedy skończyłem liceum, przeniosłem się do Krakowa. Pisywałem już informacje bieżące, relacjonowałem różne drobne wydarzenia. "GwK" była najlepszą szkołą dziennikarską, a sam zaliczyłem wiele dziennikarskich wpadek. Najzabawniejszą anegdota, jaką zapamiętałem z tamtych czasów, dotyczy wydrukowania próbnych kolumn po wprowadzeniu nowej makiety: graficy powpisywali do rubryk notowań absurdalne nazwy kantorów wymiany walut, jakieś tam "żabie cycki", "rybka", "pipka" itd. Takie rzeczy zawsze się mszczą, bo potem niezauważone idą do druku.

brawo
Autor: lokis
2007-07-03 12:14:38
Wreszcie ktoś powiedział wprost

Kto za Kittlem tym stał
Autor: ams
2007-07-03 13:11:10
To zapytajmy red. Kittla czym były jego materiały o wojewodzie Marku Kempskim, lub o ministrze rządu Buzka Jerzym Widzyku. Czy właśnie to nie była banalna prostytucja dziennikarska?

Mimo wszytsko, jednak szkoda, że Kittel w swojej niechęci do aktualnego kierownictwa Rzeczpospolitej ucieka się do tak prymitywnych oskarżeń. A może należałoby jednak zapytać — tak jak pyta Teresa Kuczyńska w materiale o Kittlu: „Kto za tym stał?

No patrzcie - jak na zamówienie WSI zgnoili R.Szeremietiewa ...
Autor: Elemel
2007-07-03 13:58:34
..to wtedy to mu to nie przeszkadzało. A teraz nagle się za moralizowanie wziął. Hehe.

święta racja
Autor: okidoki
2007-07-03 19:58:04
tylko co dalej?

Kittel popił?
Autor: Geralt
2007-07-04 08:25:51
Wydaje mi sie ze chyba popil, bo na trzezwo napisac cos takiego... Jakos mi go nie szkoda, po tym co wyprawial z Szeremetiewem jego slowa sa malo wiarygodne.

A teraz na bruku
Autor: Salon42
2007-07-04 11:29:36
Nie zakładał takiego obrotu sprawy. Zbyt szybko się to wydarzyło. Nie dogadał się jeszcze na mieście. Pozostaje mu tylko "Wyborcza". Anna Marszałek nie pozwoli by przyszedł do dziennika, jesli ma tam mocną pozycję.

Kataryny napisała. Zgadzam sie z nią
Autor: jurnalistabyly
2007-07-04 11:41:15
Wzruszające, normalnie się popłakałam. Ktoś gdzieś porównał to wyznanie Kittela do "taśm prawdy" Oleksego, ja wielu podobieństw nie znajduję. Owszem, obaj bardzo brutalnie przejechali się po swoich ale na tym podobieństwa się kończą bo Oleksy nie wiedział, że jego oskarżenia pozna ktoś poza Gudzowatym, a Kittel swoje opublikował właśnie po to, żeby poznali je wszyscy - żaden spontan, żadne chlapnięcie niechcący, tylko dobrze przemyślany ruch. Nie wiem w co gra Kittel ale w to że odezwało się jego dziennikarskie sumienie i wyrzucił z siebie najprawdziwszą prawdę jakoś nie wierzę, nie po słynnej akcji z Szeremietiewem za którą nawet Urban się kajał a Kittel się chyba nie poczuwa.

Nie wiem jak naprawdę jest w Rzepie, nie mam pojęcia jak z bliska wygląda medialny światek (wbrew temu co rozgłasza w internecie jakiś świr nie jestem Rafałem Kalukinem, ani nawet jego żoną), nie wydaje mi się jednak, żeby w Rzepie było tak jak to opisuje Kittel a on sam był ostatnim sprawiedliwym, który nie bacząc na interes własny podjął się zbożnego dzieła budzenia dziennikarskich sumień, ryzykując swoją karierę. No bez żartów. O co więc chodzi Kittelowi? Pewnie wkrótce się przekonamy jak poznamy skutki jego dziwnego ataku. Ja mam kilka teorii, z których najbardziej banalna jest taka, że Kittel dostał atrakcyjną propozycję pracy w innej gazecie i postanowił upiec trzy pieczenie na jednym ogniu - zaszkodzić swojej przyszłej konkurencji, przystroić się w piórka jedynego uczciwego, no i dać się wyrzucić (co jest nie bez znaczenia dla budowania legendy niezłomnego, poza tym jako zwolniony a nie zwalniający się dostanie pewnie odprawę). Obserwujmy bacznie karierę Bertolda Kittela, wkrótce powinno się wyjaśnić co go pchnęło do użalania się w internecie na swój ciężki los. Ta sprawa musi mieć ciąg dalszy bo nie wyobrażam sobie, żeby nie było reakcji Rzepy. A może nie będzie? W końcu kilka miesięcy temu też pojawił się szokujący wpis na internetowym blogu, czekałam wtedy na medialną burzę i się nie doczekałam, zero reakcji. A że chodziło o tego samego Bertolda Kittela więc przypomnę tamten wpis, autorstwa znanego producenta Macieja Strzembosza:

Maciej Strzembosz: Polskie media toczy gangrena. Tyle tylko, że jest to gangrena nie tylko i nie przede wszystkim polityczna, lecz przede wszystkim – korupcyjna. Oto przykład jak działa jamniczek. Bogatemu lobby K. nie podoba się działalność osoby A. Wynajmuje więc dziennikarza śledczego G. Dziennikarz bierze kasę i zobowiązuje się zniszczyć wiarygodność osoby A. Zaczyna więc krążyć i wypytywać: o rozwód, o rzekomo przerwaną ciążę, o rzekome wyremontowanie mieszkania ze środków publicznych, o rzekomy nepotyzm, o przydzielanie sobie i kumplom dotacji. Pyta o wszystko, oprócz naruszonych interesów lobby K. Ten aspekt jakoś dziwnie go nie interesuje. Następnie dziennikarz G. proponuje tekst różnym redakcjom. Nagle – pech. Redakcje nie biorą. A redaktor G. wziął (kasę od lobby K.).Zostaje więc ostatnia deska ratunku. Redaktor G. udaje się do redaktora B. mającego dużo silniejszą pozycję polityczną i zawodową. Nie wiadomo jakich argumentów używa. Ale teraz tematem zajmuje się redaktor B. Krąży po tych samych ścieżkach i wypytuje o to samo: o rozwód, o rzekomo przerwaną ciążę, o rzekome wyremontowanie mieszkania ze środków publicznych, o rzekomy nepotyzm, o przydzielanie sobie i kumplom dotacji. Ba, zadaje pytania na piśmie tym samym instytucjom, które dziwnym trafem nie różnią się niczym od pytań zadawanych przez redaktora G. Przygotowuje tekst. I w razie czego zezna z czystym sumieniem, że nigdy nie dostał zlecenia od lobby K. Redakcje są wobec takiego procederu właściwie bezbronne. Opinia publiczna jeszcze bardziej. Osoby obsmarowywane – takoż. Jeśli wystrzelisz dość gówna, zawsze się coś przyczepi.

Wtedy bardzo poważne oskarżenie nie doczekało się reakcji ani Kittela, ani jego macierzystej redakcji, ani - co dziwne - konkurencji, może teraz będzie okazja powyjaśniać stare sprawy, tym bardziej, że sam Kittel woła o rachunek sumienia. Jak myślicie, będzie burza czy głośna cisza?

Kataryna nableblała...
Autor: Yaro_s
2007-07-04 12:31:17
Zgodnie z teorią niejakiej kataryny Kittel mógłby pozostać wiarygodny tylko w sytuacji gdyby do końca życia nie znalazł już pracy. Co więcej "byłyjournalisto" jezeli niejaka kataryna chce oceniac innych na podstawie ich życiorysu, czy życia, czy też postępowania, to powinna ujawnić się również ze swojego zycia/życiorysu/postępowania czego bynajmniej zrobić nie chce twierdząc, że jej rzeczą jest bycie anaonimowym. Ogólnie rzecz biorąc uważam że cytatów z programu operacyjnego kryptonim "kataryna" raczej nie warto cytować.

Berthold Kittel
Autor: BB
2010-11-12 14:06:21
B.Kittel ma na sumieniu wiele nieslusznie oskarzanych ptrzez niego osob. Za co dostawal te nagrody?

Zobacz również ...


menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Sylwester Latkowski znów zaskakuje - tym razem pozytywnie. "Kamilianie" to oszczędny, ale poruszający dokument. Byli już rugbyści, blokersi. Był polski show-biznes. Tym razem enfante terrible polskiego dokumentu zrobił film o zakonnikach. Ale tak naprawdę to film o życiu, a raczej śmierci. Kamilianie - bohaterowie filmu to ludzie, którzy swoje życie ofiarowują chorym. Niby to nic wielkiego. Kilka tysięcy polskich pielęgniarek codziennie robi to samo. Jednak Kamilianie to nie pielęgniarze, nie lekarze - to bracia w śmierci.
Śledczak Kamilianie Gwiazdor Pedofile
Nakręceni Pub 700 Klatka To my, Rugbiści
powered by Admin.Starla v3 CMS