menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Dlaczego nie można pić z Kittlem i jak Gawlikowski uniknął zostania czubkiem 15-07-2007

Ileż można wywnioskować ze wspólnego picia? Stwierdzenia faktu, że się wypiło nie planując tego z tym i owym. Jak przeczytałem, dużo. Dla niektórych mój wpis o pobycie w Krakowie na konferencji dotyczącej dziennikarstwa śledczego, jak widać po niektórych blogach, komentarzach, wywołał wstrząsające reakcje. Junona,  pisząca o sobie: „Warszawianka,Pracownik PR, Błądząca, bo Poszukująca, Pasjonatka tego i owego” w swoim blogu napisała: „Panie Jacku zrobiłam kiedyś "ołtarzyk", tak teraz mi się sprawa rypła. (…) Jeśli się pan utożsamił w jakimkolwiek_to_bądź względzie z Kittelem, to ja panu z żalem (nad sobą i kolejnym moim roczarowaniem) definitywnie, choć z żalem, ale już dziękuję. Ale co tam, Latkowski podobno pił do rana na wiadomej konferencji (o której pan też blogował). Wspomniał o dwóch innych kompanach, którzy się "zmęczyli" wcześniej. Czyżby pan był wśród nich ?

Faktycznie, naprawdę jacy jesteście, panowie żurnaliści - nie wie nikt...Dokładnie jak politycy. Prędzej czy później - ręka rękę myje. Mocodawcy i tapeta na ścianie płaczu - to jedyne zmienne. Żal...”

Ręka rękę myję… No cóż. Piło się dobrze, ale żeby od razu ręka rękę myła?  Pamiętam nazbyt jeszcze jak to na stronach Rzeczpospolitej za program o Szermietiewie wzywano do zdjęcia Konfrontacji. Bertold nie protestował. Ale jakoś nie zamierzam chować do niego i Anki Marszałek urazy. Rzeczywistość nie jest zero jedynkowa.

Potem kolejne wbicie sie we mnie pazurami Junony: „Doprecyzowuję: Latkowski w Krakowie twórczo "wchłaniał" do rana z rzeczonym Bertoldem. Bez tego uściślenia, cały mój poprzedni wpis nie ma sensu.  Tak czy siak, bez sensu panowie. Nikogo, komu ufać...”

O kiedy to picie ma coś twórczego? U mnie, tylko w czasie montażu i to nie zawsze i nie przy takiej ilości. Kraków, noc. Ten, z którym przyjechałem, Piotrek Pytlakowski się zmęczył wcześniej i zostawił mnie na starym rynku. Na szczęście pozostali okazali się dobrymi kompanami do picia. Dobrze się z nimi dotrwało do rana. Mam rozumieć, że picie z Kittlem jest niepolitycznie poprawne?

Następnie czytam, jakąś rozdygotaną odpowiedź Jacka Łęskiego, który nagle chce się przypodobać Junonie. Na marginesie, Jacek ( tam w Krakowie mówiliśmy sobie na ty, a nie na pan) także byś przestał już wznosić się na górne C, bo to męczące.  Co cię uraziło, napisanie, że się piło z tym i owym? Przecież nie z tobą.  Problemem w mediach jest właśnie brak informacji kto z kim ciągle, a nie od przypadku pije i uprawia życie towarzyskie, kto z kim tworzy układzik. Kilku takich kumpli od kieliszka, prawicowych kumpli od kieliszka, kiedyś postanowiło się na mnie odegrać za to, że ruszyłem ich kolegę. I odegrało. Ale dość tego pisania, wolę się napić, tym razem sam, bez Bertolda Kittla. Choć tylko dlatego, że go nie ma obok mnie. Kiedyś mieliśmy ze sobą wymianę e-maili, po której dla mnie Bertold ma ludzką a nie gazetowa twarz. To co ostatnio zrobił, jeśli było prawdziwe a nie wyrachowane, tylko potwierdza moje tamtejsze odczucia.

Junona, a ty czasami sobie wypij, bo nie wiem, jak wytrwasz w tym świecie PR. Świecie, który jak wiadomo jest rzeczywistością czystą jak łza.

PS 1. Czasami warto nakłuć igłą nadmuchany niebotycznie balon.

PS 2. Z uwagą przeczytałem komentarz Macieja Gawlikowskiego, który zamieściła na swoim blogu Kataryna.:

„Udawane zdziwienia...
> W okresie szczytowym Kwaśniewszczyzny wspartej
> Michnikowszczyzną atmosfera w mediach była tak duszna,
> że rzygać się chciało.

A wcześniej niby było lepiej?
A w mediach zarządzanych nie przez Michnika czy SLD-owców było lepiej?
Przypomnij sobie jak było w TVP za Wieśka kiedy robiliśmy razem Puls Dnia. Przypomnij sobie telefony "z góry", naciski, narzucanie gości, zakaz zapraszania niektórych osób, np. Czabańskiego (bo komuś podpadł). Przypomnij sobie to, kiedy Maciek jako dyrektor anteny kazał mi zmienić temat Pulsu w rocznicę 13. Grudnia, bo postanowił dowartościować Andrzeja Wajdę (co podobno miało jeszcze inne podteksty - natury biznesowej).
Może już tego nie pamiętasz ale dla mnie to ważny moment, bo m.in. za to wyleciałem z roboty.
Dyrektor anteny nagle wydaje mi przez telefon polecenie (jako redaktorowi programu), że 13.12. gościem Pulsu ma być Wajda a tematem rozmowy jego heroiczna postawa wobec komunistów. Stanowczo odmówiłem, więc usłyszałem bluzg w słuchawce, następnie w ogóle zdjęto tego dnia Puls a Wajda zaprezentował swą martyrologię w oprawie dnia Jedynki w rozmowie z Kraśką.
Minęło parę tygodni i Krzysiek Nowak wypowiedział pamiętne dla mnie słowa: "Wiesiek stracił do ciebie zaufanie! Nie możesz dłużej pracować w Pulsie Dnia, bo to nasz okręt flagowy i musimy mieć tam ludzi pewnych".
Zostałem wywalony z dnia na dzień na zbity pysk.
Co prawda pisałeś list do Wieśka z protestem w mojej sprawie (podpisali go wszyscy z naszej redakcji oprócz Piotra S.), ale żeby ktoś się mocniej postawił... Co to, to nie :-)
Załogę w ten sposób zastraszono, szefem Pulsu został kumpel Wieśka z Łodzi - właściciel dwóch pralni chemicznych, gość bez doświadczeń pracy w telewizji (ba, w jakiejkolwiek redakcji!), człek ponury i mało lotny, za to łapiący w lot pomysły "góry". I komuś to przeszkadzało? :-)

> Ja uważałem, że przestrzeń dziennikarskiej wolności
> jest tak ograniczona, że lepiej dać sobie spokój.

A wtedy, za czasów Pulsu, uważałeś "przestrzeń wolności" za wystarczającą? :-)

> Rozumiem, że dziś i on ma podobne odczucie.

Tak. I jego zdziwienie nagłym "ograniczeniem przestrzeni " jest równie nieszczere jak Twoje, które opisujesz (wybacz!).
Nie jesteście dziećmi i nie mów mi, że mieliście jakiekolwiek złudzenia - Ty parę lat temu, a Bertold parę tygodni temu.
Dziwi mnie tylko forma wypowiedzi Bertolda. Czułem niesmak po tym tekście. Chyba zbytnio przegiął pałę - może wpłynie to dobrze na wysokość kontraktu w nowej redakcji ale na dłuższą metę mu się nie opłaci, nie przysporzy wiarygodności.

> Wszystko bez słowa komentarza kolegów po fachu.

I to Ty pierwszy rzucasz kamieniem??? :-)))

> w czasach, gdy z
> zawodu w latach 1998 - 2004 wypychano wartosciowych
> ludzi to reszta najczęściej milczała, co najwyżej
> przekazywała prywatne wyrazy ubolewania.

Podobnie jak Ty w 1995 roku kiedy wywalano np. mnie za brak politycznej dyspozycyjności. A złudzeń, co do politycznego charakteru sprzątnięcia mnie przez kolegów-pampersów nie miałeś (co jasno napisałeś w liście do Wieśka, który mam gdzieś w domowym archiwum).

> Tylko, że syf nie zaczął się ani wczoraj ani dzisiaj. (...)
> W III RP też obowiązywała zasada, że pokorne cielę
> dwie matki ssie. Dobrze widać to na przykładzie całego
> towarzystwa z Polityki, czy medialnych tuzów TVN i
> Polsatu.

Syf był, jest i będzie. Nie miej złudzeń.
Będzie, dopóki w tym zawodzie będą dominować ludzie bez charakterów, bez honoru, bez jaj. A taką selekcję negatywną widać nie tylko wśród ekip TVN-u czy Polityki. Także w tzw. naszym środowisku.
Każda władza woli mieć w tym cyrku swoje małpki. Małpki skaczące w rytm podanej muzyki a nie zwierzęta z rodziny kotowatych mogące użreć przy próbie tresury :-)
Dlatego z Wiadomości musiał teraz odejść Radek Rybiński - człowiek porządny, uczciwy i dobry fachowiec.
Dlatego dla odmiany teraz karierę w tym głównym politycznym ołtarzyku zacznie niejaki Horodyski - mierny adept dziennikarstwa wyrzucany z krakowskich redakcji a to za dziennikarską nieuczciwość, a to za okradanie pracodawcy (robił na lewo na sprzęcie radiowym reklamy PiS-u). I taki ktoś zostanie reporterem politycznym Wiadomości. Kiedy spotkałem Jarka Grzelaka, powiedział mi, że biorą go, bo "nie ma kim robić". Brzmiało to mało przekonująco :-) Nie ma kim robić... mokrej roboty :-)

Jeszcze jedną historyjkę Ci przypomnę - cykliczne imprezki organizowane w połowie lat 90-tych w Klubie Architekta (tak to się chyba nazywało) przez Annę Marszałek, gwiazdę dziennikarstwa śledczego. Dałem Ci się wyciągnąć raz na taki jubel mimo wstrętu do salonowych imprez. O mało nie skończyło się to mordobiciem, bo okazało się po jakiejś godzinie, że popijający obok mnie piwo gruby gość jest działaczem Ruchu NIE Urbana i równocześnie jakimś doradcą SLDowskiego szefostwa MSW. Część uczestników tego "salonu" to były jakieś szemrane typy z bezpieki, wywiadu, SLD, wojskówki czy innych gangów a większość to kwiat dziennikarstwa, zwłaszcza śledczego. Wszyscy pili sobie z dziubków, sztama była, że hej!
Powstrzymaliście mnie wtedy przed rękoczynem a mocno podpity urbanoid nie ryzykując starcia czmychnął z lokalu, wsiadł za kierownicę służbowej lancii z granatowym kogutem za szybą i odjechał z piskiem opon.
Tak w symbiozie z komunistyczną gangsterką żyli wówczas dziennikarze śledczy i nawet nikogo to nie dziwiło, nie oburzało, nikt szat nie rwał z tego powodu.
Wiem, że takie odświeżanie pamięci kolegom nie przysparza mi ich sympatii, ale od czego do cholery są blogi...
Też jestem bliski rzucenia dziennikarskiej roboty, ale niczego poza tym w życiu robić nie umiem, więc się nadal męczę :-)
Bogu dzięki, że pracuję od 10 lat jako free lancer, zawsze to lepiej. Z telewizji pewnie bym dawno odjechał prosto do czubków.
Pozdrawiam.”


(7) komentarzy / + dodaj komentarz
Było, jest i będzie
Autor: Ślązak
2007-07-16 12:38:20
Od połowy lat 90 niewiele się zmieniło. Nadal odbywają się wspomniane przez Ciebie imprezki - zmieniają się ich składy, zestawienia gości, ich mocodawcy i redakcje, które reprezentują. Ludzie są jednak ci sami. Spotykają się i piją, nie dlatego, że pałają do siebie sympatią, ale że dostali polecenie "zerknięcia" co u konkurencji (polecenia nie wydała redakcja broń Boże). Inni spotykają się z kolegami i koleżankami, bo utrzymywanie znajomości może byc w dalszej perspektywie korzystne. Kilku redaktorów chadza na wódeczki, bo wiedzą, że gdy grunt zacznie im się palić pod nogami, koledzy od kieliszka mogą wyciągnąć do nich rękę:

- Maciej D. chadza z Bertoldem i jego bliźniakiem (bliźniaki to teraz modne w tym kraju - Kaczyńscy, Karnowscy etc.) - życie mu uratowali, gdy wyleciał z tabloidu;
- Robert Z. z Marszałkową i bliźniakami - opcja była jedna - takie układy zawsze się przydadzą; padnie gazeta, koledzy pomogą;
- Stara Wyborcza trzyma się razem - Blik, Cieśla etc. - krzywdy nie dadzą sobie zrobić;

To tylko kilka przykładów. I tak jak piszesz: piją razem, dziubkują sobie - może ktoś podpowie temat, może da informatora, może załątwi robotę, może wciągnie na niejawny...

Gorzej będzie, jak zacznie wychodzić wreszcie, które z nich, skąd się w tym zawodzie wzięło, po którego kto jechał na granicę - gdy wpadł z granatem dla terrorystów, kto komu płacił, kto za co apartament w Warszawie kupił i takie tam...

do komentatora
Autor: Robert Zieliński
2007-07-16 13:41:27
Mam pytanie dlaczego moje nazwisko jest podawane w poetyce prokuratorskiej? Jedynie przez inicjał nazwiska, jakbym miał postawione zarzuty?

Otóż zarzutów nie mam postawionych. A moje nazwisko brzmi w pełni: Robert Zieliński. Z tego co pamiętam to tylko raz byłem bliski statusu podejrzanego. Marzył o tym wysługujący się SLD prokurator, który dziś wysługuje się Ministrowi Zbigniewowi Ziobrze!

Mam jeszcze pytanie do odważnego komentatora, który napisał:
"Spotykają się i piją, nie dlatego, że pałają do siebie sympatią, ale że dostali polecenie "zerknięcia" co u konkurencji (polecenia nie wydała redakcja broń Boże). "

Rozumiem, że wydającym polecenia były Służby Specjalne? To poważny zarzut. Mam nadzieję, że ślązak będzie na tyle odważny, aby napisać to z imienia i nazwiska? Choć sądzę, że ukryje się pod nickiem na zawsze. Ze strachu o dostanie w mordę.


Ślązak napisał?
Inni spotykają się z kolegami i koleżankami, bo utrzymywanie znajomości może byc w dalszej perspektywie korzystne. Kilku redaktorów chadza na wódeczki, bo wiedzą, że gdy grunt zacznie im się palić pod nogami, koledzy od kieliszka mogą wyciągnąć do nich rękę:

A gdzie chadzają publicystki i publicyści Wprost, Gazety Polskiej, IAR-u? Są abs (yn) t - ynentami?


Ślązak napisał:
Gorzej będzie, jak zacznie wychodzić wreszcie, które z nich, skąd się w tym zawodzie wzięło, po którego kto jechał na granicę - gdy wpadł z granatem dla terrorystów, kto komu płacił, kto za co apartament w Warszawie kupił i takie tam...

O właśnie, niech wreszcie zacznie wychodzić. Np. kto i komu oraz jak pomógł na Ukrainie.
W ten sposób można obrzucić błotem każdego.

Spokojnie kolego Redaktorze
Autor: Slązak
2007-07-16 15:56:35
Nikt koledze Redaktorowi nie zarzuca, że go służby wysyłały sprawdzać co u konkurencji... Ten fragment dotyczył akurat kogoś innego np. wymienionych przez kolegę tytułów. Ale widać uderz w stół... :)))

A że kolega lubi koleżeńskie, oportunistyczne koterie, czego przy wódeczce z informatorami nie kryje, co oni potem między sobą wymieiają i plotki, to wszem i wobec wiadomo, zwłaszcza w tak znamienitym jak dziennikarskie, towarzystwie. Więc nie ma się co obruszać, za prawdę... chyba, że w oczy kole...

JEDNO TAK NAPRAWDE WYCHODZI Z BLOGÓW I WPISÓW KOMENTUJĄCYCH U PANA LATKOWSKIEGO:

- POZORNIE JESTESCIE PRZYJACIÓŁMI, KOLEGAMI PO FACHU, PRZEDSTAWICIELAMI WOLNEGO, PRESTIŻOWEGO ZAWODU, LUDŹMI WYKSZTAŁCONYMI NA POZIOMIE, A KOPIECIE POD SOBĄ DOŁKI, WCHODZICIE W UKŁADY, GOTOWI JESTEŚCIE W ŁYŻCE WODY JEDNO DRUGIEGO UTOPIĆ, BYLEBY TEMAT, NAGRODĘ, SŁAWĘ I POZYCJĘ ZDOBYĆ...

ŻAŁOSNE...

Żałosna to jest naiwność ludzi siedzących przed TV...
Autor: FFWD
2007-07-16 16:51:49
żałośnie dają się dymać wszelkiej maści komentatorom rzeczywistości. Każdy ma swoich ulubionych i ich słucha a na resztę pluje. Nie wie naiwniak, że wszyscy razem z politykami dymają społeczeństwo w określonym kierunku jak stado baranów na rzeź. Czasem ktoś się wyłamie i chlapnie prawdę o całości. Larum wtedy na pół świata bo się "elitki" wk...ły że ktoś karty odkrywa przed ciemnym ludem. "Myśmy są władza i basta" a pospólstwo ma tyrać i żreć co tam dano. I trzymać hołotę za pysk jak najdalej od prawdziwej zwykłej niekonfabulowanej prawdy. I wszystkie gęby pełne "dobraPolski" bo Ojczyzna najważniejsza. To tak odnośnie całego polityczno-medialnego światka. Obłuda fałsz i zakłamanie. Szacunek mam tylko do Pana panie Sylwestrze i dlatego tu zaglądam. Wiem uogólnianie to brzydki nawyk ;-(

ad Ślązak
Autor: robert zieliński
2007-07-17 02:31:09

Ślązak

Z twojego wpisu wynika, żeś na bieżąco z plotkami sprzed półwiecza. Dodatkowo, tak dobranymi, aby nie ruszać pewnej strony "koterii". Co jest pewnym tropem.

Fajniej byłoby, gdybyśmy zastosowali karciane reguły. W pewnym momencie pada komenda: kart na stół.

Kittel do którego pijesz wypracował kilka dymisji. Anna Marszałek również. Robert Z., niewspółmiernie mniej, lecz jednak.

Każda z tych spraw jest poddawana ocenie: czytelników, polityków, w końcu sądów.

Gdzie Ty się sprawdzasz? W pluciu do celu na mistrzostwach makroregionu śląskiego? Jakie masz prawo oceniać innych dysponując jedynie nickiem i garścią przed-potopowych plotek?

Mówiąc wprost kamiennogłowy - jeśli my rzucamy na kogoś oskarżenie, zostanie ono wielokrotnie zweryfikowane. Ty zaś rzuciłeś oskarżenie współpracy ze spec służbami (dla mnie spec-troski służbami) na wielu zacnych dziennikarzy. Jakie masz argumenty trollu?

Nie lubię ślązaków
Autor: Warszawiak
2007-07-17 08:34:15
Panie Robercie, co pan będzie gadał z anonimem. O panu świadczy to co pan robi.

Jednak niech pan nie pije z Kittlem
Autor: Salon42
2007-07-18 00:25:42
Wypił pan z Kittlem i już pana prawicowi zwolennicy sie odwracają. Komentarz na prawica.net Szkoda
Autor: Ekspe, wt, 17/07/2007 - 22:32
Szkoda Panie redaktorze, naprawdę szkoda.
Michnik też tak zaczynał. Duża tolerancja dla siebie i dla tych, co z nami piją. Potem nietolerancja dla tych, co mają jakieś zasady, zwłaszcza konserwatywne.
Do tej pory z przyjemnością czytałem Pana felietony.
Dzisiaj duży niesmak.
Życzę Panu żeby to był tylko krótki okres słabości.


Zobacz również ...


menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Film opowiada o aktualnej sytuacji panującej w polskich aresztach śledczych. Zdjecia rozpoczęto 1 września 2003 roku, ich zakończenie planowane jest w maju.
Śledczak Kamilianie Gwiazdor Pedofile
Nakręceni Pub 700 Klatka To my, Rugbiści
powered by Admin.Starla v3 CMS