menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Wszyscy byli odwróceni (wersja rozszerzona) 22-09-2007

Sprawdziliśmy w Trójmieście jak narodził się układ. Nie ten opisywany przez premiera, ale układ zależności między Januszem Kaczmarkiem, Konradem Kornatowskim, Jarosławem Marcem, Zbigniewem Ziobro,  i ... Rafałem R.

Dwóch ministrów, komendant główny policji, szef CBŚ i jeden z największych polskich biznesmenów. A miedzy nimi postać z cienia – Rafał R. (dalej Rafał), prywatny detektyw z Trójmiasta, właściciel firmy zajmującej się „systemem bezpiecznego biznesu”. To u niego założono podsłuch, który okazał się ogniskiem epidemii.  Z Rafałem przez telefon kontaktowali się adwokaci, politycy i dziennikarze, on też do nich telefonował, „zarażał” kolejne ogniwa.

Ministrowie i detektywi

Według Janusza Kaczmarka jesienią 2006 r. do resortu sprawiedliwości dotarła wieść, że ktoś wynajął  firmę PR, która miała szukać materiałów dyskredytujących Zbigniewa Ziobrę. Minister w to uwierzył, był zaniepokojony (potem publicznie opowiadał, że ktoś szykował na niego zamach). Ale sam Kaczmarek też obsesyjnie obawiał się, że ktoś szuka na niego haków. Minister i jego prawa ręka (trudno w to dzisiaj uwierzyć, ale wtedy relacje między nimi były bardzo bliskie) wzajemnie podsycali w sobie lęki. Kaczmarek, jak dowiadujemy się od jednego z prokuratorów, często serwował Ziobrze informacje o wiszących nad głową ministra niebezpieczeństwach. Ziobro nie był mu dłużny, też informował o swoich ustaleniach, a usłużni funkcjonariusze  służb specjalnych karmili obu panów dostępem do wiedzy operacyjnej i podsłuchów. Prawdopodobnie tą drogą dotarła do nich informacja, że detektyw Rafał ma jakieś kwity, których ujawnienie może zaszkodzić ministrowi.

Faktem jest, że coś na rzeczy było. Rafał spotkał się wtedy z dziennikarzem „Polityki” i pytał, czy byłby zainteresowany, gdyby ktoś przekazał mu materiały natury obyczajowej kompromitujące ministra sprawiedliwości. Towarzyszył mu wysoki mężczyzna. Dziennikarz (jeden z niżej podpisanych) odrzekł, że nie jest ofertą zainteresowany. Wyjaśnił detektywowi i jego znajomemu, że poważne media nie zajmują się życiem intymnym nawet najbardziej znanych postaci. Później Rafał tłumaczył, że takich materiałów wcale nie miał, sondował jedynie, czy na tego rodzaju towar byłby zbyt. Mężczyzna, który mu towarzyszył to notariusz, przedstawiciel grupy innych notariuszy, którzy chcieli detektywowi zlecić skompromitowanie ministra, którego z wielu powodów nie lubili. On się przed takim zamówieniem wzbraniał i wykorzystał spotkanie z dziennikarzem „Polityki” aby udowodnić potencjalnym zleceniodawcom, że takich sensacji nie da się sprzedać.

O spotkania z ministrem sprawiedliwości dobijał się w ubiegłym roku Jerzy Godlewski, prywatny detektyw z Zielonej Góry. Koniecznie chciał ostrzec Ziobrę przed prowokacją rzekomo szykowaną przez innego detektywa Krzysztofa Rutkowskiego (uwaga na marginesie: wyjątkowe nagromadzenie prywatnych detektywów wokół szefów resortu sprawiedliwości faktycznie mogło wywołać w nich stany lękowe).  Janusz Kaczmarek mówił nam w słynną już noc poprzedzającą jego zatrzymanie: - Ziobro miał przekonanie, że Godlewski chce go zniszczyć. Kiedyś Marzec powiedział mi, że rozmawiał z ministrem Ziobro i Święczkowskim i powiedział im, że Godlewski to jest agent agentów. Oni to chwycili, że on ma jakieś tam specjalne satelity, specjalne kamery. Nie mogą go rozpracować, bo jego dom to  wielka twierdza. Ziobro stwierdził, że jego, czyli proroka południa bierze Święczkowski, proroka północy, czyli mnie, bierze Marzec (chodziło o działania osłonowe – przyp. aut.). Służby włączone w osłonę „proroków” zaczęły wchodzić sobie w paradę.  Doszło do sytuacji, że CBŚ zaczęło rozpracowywać Rafała, uważanego za współpracownika ABW.

Spółka z ograniczonym zaufaniem

Linia frontu  - po jednej stronie Kaczmarek, Kornatowski i Marzec, a po drugiej Zbigniew Ziobro – to obraz stworzony przez dziennikarzy. Prawdziwe podziały przebiegały w sposób bardziej skomplikowany.

Jarosław Marzec poznał Janusza Kaczmarka – wówczas prokuratora apelacyjnego - w 2001 r. kiedy został szefem CBŚ w Gdańsku. Współpraca im się układała, Kaczmarek za bardzo nie wtrącał się w pracę operacyjną CBŚ, a Marzec zadeklarował pełną lojalność. Poza plecami nazywał Kaczmarka trochę złośliwie „Słońce Bałtyku”. Z kolei  Janusz Kaczmarek skarżył się znajomym, że ma uczucie, iż Marzec go inwigiluje. Ale drobne złośliwości i niejasne podejrzenia nie przeszkodziły we współpracy. Kiedy Kaczmarek zajął fotel prokuratora krajowego zaprotegował Marca u ówczesnych władz resortu spraw wewnętrznych i ten  został naczelnikiem warszawskiego zarządu CBŚ.  Awans sprawił mu radość, chociaż jednocześnie spowodował kłopoty. Marzec nie chciał zdać służbowego mieszkania jakie miał w Gdańsku. Mówił, że w Warszawie jest na chwilę, a jego małą ojczyzną jest Gdańsk, tam chce wrócić, kiedy przejdzie na emeryturę. Targował z ministrem Dornem przydział drugiego mieszkania służbowego w stolicy, ale przepisy są jednoznaczne. Policjant, nawet najwyższy w hierarchii, nie może mieć dwóch lokali służbowych. Marzec żalił się, że z powodu bezdusznych przepisów musi koczować w jakiejś pakamerze w starej kotłowni. Nie wiemy, czy jego sytuacja mieszkaniowa uległa poprawie, kiedy Kaczmarek powołał go na szefa centrali CBŚ. Początkowo był nawet przymierzany na stołek komendanta głównego, ale podobno nie przyjął propozycji.  – Powiedział mi, że nie chce zostać komendantem w takiej konstelacji jaka jest – mówi jeden z bliskich współpracowników Marca. – Obawiał się, że będzie musiał firmować decyzje Kaczmarka, a te go drażniły, uważał, że prokuratorzy na policji się nie znają. Nie krył rozdrażnienia, kiedy jego przełożonym mianowano Kornatowskiego.

– Miał bardzo dobry kontakt ze Zbigniewem Ziobro – mówi kolega Marca z KGP - często spotykał się z nim, albo rozmawiał przez telefon. To niepokoiło Kaczmarka.

Ale, według naszych rozmówców, Kaczmarek uspokoił się, a Ziobro obraził, kiedy Marzec poproszony przez ministra sprawiedliwości o podjęcie jakichś działań, oświadczył, że musi to skonsultować ze swoim ministrem.

Konrad Kornatowski chociaż uważany za wiernego wasala Janusza Kaczmarka, od połowy lat 90. zawsze był  u jego boku, żalił się przyjaciołom, że Janusz blokuje jego karierę. – Ale on sam siebie blokował – mówi jego gdański znajomy. – Miał kłopoty przez alkohol.
A jednak Kaczmarek zaufał mu i powołał na stanowisko komendanta głównego policji. Na zewnątrz wydawało się, że stanowią mocny i zgodny tandem, ale to były pozory. Kaczmarek wyznał kiedyś jednemu z autorów tego tekstu, że Konrad wymknął się spod kontroli, kontaktuje się z Ziobro poza jego plecami. Dopiero ujawniony przez media zarzut udziału Kornatowskiego w tzw. zbrodni komunistycznej (miał jako prokurator w latach 80. tuszować dokonane przez milicjantów zabójstwo mieszkańca Trójmiasta) spowodował, że wrócił pod skrzydła Kaczmarka. Ten nie zamierzał go dymisjonować. Zapowiedział, że uczyni to dopiero  jeśli prokurator z IPN postawi Kornatowskiemu zarzuty. Odzyskanie Kornatowskiego było dla Kaczmarka bardzo ważne. Jego konflikt ze Zbigniewem Ziobro wchodził właśnie w stadium wojny. Był kwiecień 2007 r., Barbara Blida popełniła samobójstwo. Kaczmarek wiedział, że akcja przeciwko Blidzie była natury politycznej, a nie kryminalnej. Przestraszył się konsekwencji.

Uszy szeroko otwarte

Kaczmarek, Kornatowski i Marzec od dawna obsesyjnie obawiali się podsłuchów. Nagrania ich rozmów puszczone podczas słynnej prezentacji w sprawie m. in. hotelu Marriott,  dowiodły, że obawy były uzasadnione.
Jarosław Marzec domagał się od niektórych dziennikarzy, aby telefonowali do niego z budek telefonicznych, a nie własnych komórek, bo... licho nie śpi. Janusz Kaczmarek podczas spotkań z dziennikarzami na tematy wymagające dyskrecji rozmawiał poza swoim gabinetem. Przed rozmową wyjmował ze swojego telefonu baterię.
Doskonale wiedzieli, że podsłuchy to broń piorunująca. Sami przecież w swojej pracy chętnie z nich korzystali. Jarosław Marzec już w Gdańsku miał opinię podsłuchiwacza ponad miarę. - Postawił na to - mówi dawny funkcjonariusz gdańskiego CBŚ.  - Ze Szczecina sprowadził zaufaną osobę,  Krzysztofa Malinowskiego, którego mianował  naczelnikiem techniki w CBŚ w Gdańsku. To była jego pierwsza decyzja kadrowa. - Doświadczenie zawodowe miał, ale  z charakterem coś nie tak – ocenia jeden z byłych wiceszefów CBŚ.

Konrad Kornatowski był przez trójmiejskich policjantów lubiany, bo, jak twierdzą, rozumiał wymogi pracy operacyjnej. Szczególnie niezastąpiony bywał, kiedy należało szybko uzyskać zgodę sądu na podsłuch. Załatwiał to od ręki.

Podsłuchiwanie – to opinia psycholog Jolanty Świerczewskiej – może wejść w krew i nawet sprawiać przyjemność. A wtedy łatwo przekroczyć granice przepisów. Te mówią, że można objąć tzw. podsłuchem operacyjnym numery telefonów, które łączą się z numerem na którego podsłuchiwanie jest zgoda sądu. - Dzwonisz na telefon osoby rozpracowywanej  i chcesz nie chcesz trafiasz w sieć podsłuchiwanych, bo teraz przez pięć dni możemy cię słuchać bezkarnie i bez zgody sądu - wyjawia  funkcjonariusz zajmujący się inwigilacją w gdańskim CBŚ. Po stwierdzeniu, że rozmówca osoby podejrzanej sam nie jest przestępcą, a na przykład dziennikarzem, jego zapisane na taśmach podsłuchowych rozmowy powinny zostać skasowane, ale to tylko teoria.

W wywiadzie dla „Gazety Polskiej”  Zbigniew Ziobro wyraził swój pogląd na podsłuchiwanie: "Zgodnie z polską konstytucją nikt nie stoi ponad prawem - ani dziennikarze, ani tym bardziej politycy nie są wybraną częścią społeczeństwa. Jeśli mają na przykład związki ze zorganizowaną przestępczością, współpracują z handlarzami narkotyków, to nie widzę żadnych powodów, by zdejmować z nich odpowiedzialność za te czyny”. Dziennikarze śledczy często kontaktują się z osobami podejrzewanymi o przestępstwa, zdobywają od nich informacje. Według Ziobry „mają związki z przestępczością” i trzeba ich podsłuchiwać.

Janusz Kaczmarek odżegnywał się, jego podsłuchy dziennikarzy nie interesują. Mijał się z prawdą.
Według naszych informatorów podsłuchami objęto rok temu dwóch gdańskich dziennikarzy. Robili temat wymagający kontaktów z przestępcami i automatycznie wpadli w sieć. Jeden z nich był zaprzyjaźniony z Kaczmarkiem. Mówili sobie na „ty”, często spotykali prywatnie. Kiedyś dziennikarz zauważył, że Kaczmarek oszukał go. – Wprowadził mnie w błąd z premedytacją – opowiada. – Uraziło mnie to i w rozmowach telefonicznych z przyjaciółmi zacząłem nazywać go krętaczem. Potem zachodziłem w głowę, czemu Kaczmarek nagle usztywnił się, zdystansował się ode mnie. Dzisiaj już wiem, z podsłuchów dowiedział się co o nim myślę.

Janusz Kaczmarek lubił kontakty z dziennikarzami, łatwo się z nimi spoufalał, spotykał na drinkach, przechodził na „ty”. Być może wyobrażał sobie, że w ten sposób sprawuje nad nimi władzę, zabezpiecza sobie dobrą prasę. Tak naprawdę bał się tylko jednego dziennikarza, Bertolda Kittla (wtedy z „Rzeczpospolitej”). Podejrzewał, że Kittel szuka na niego haków. Próbował dowiedzieć się, co interesuje dziennikarza.

Sieć Rafała R.

Bertold Kittel często kontaktował się z gdańskim detektywem Rafałem. Do Rafała dziennikarze dzwonili  po informacje, miał dużą wiedzę o kulisach pewnych wydarzeń, o znanych osobach, o giełdowych machinacjach. Szef CBŚ Jarosław Marzec podejrzewał go o kontakty z rosyjską mafią. Janusz Kaczmarek tak opowiadał nocą poprzedzającą jego zatrzymanie: - Marzec miał zarejestrowaną sprawę z rezydentem rosyjskim i nagle pojawia się detektyw. Miedzy nami, ja znam doskonale byłego szefa ABW w Gdańsku, detektyw był ich zarejestrowanym agentem, miał im dostarczać informacje na temat przestępców, dziennikarzy. Marzec uważał, że detektyw ma związki z rosyjskim rezydentem, a szef ABW, że Marzec jest głupi, bo tamten jest ich człowiekiem. Szef ABW miał o detektywie zdanie, że to mitoman, ale pożyteczny, bo łatwo odsiać plewy od ziaren. On nie zagraża Zbiorze. Nie mogłem tego wyjawić Marcowi, bo to mi w zaufaniu powiedział mój przyjaciel, szef ABW w Gdańsku. Marzec myślał, że trafił w bingo, ma groźnego przestępcę, a według szefa ABW facet był pod pełną kontrolą.

Ale opowieść Kaczmarka nie jest pełna. On też był zainteresowany wiedzą detektywa. Miał przekonanie, że ten dostał zlecenie na szukanie tzw. kont w Rydze. Wieść gminna niosła, że konta miały być założone na nazwisko Kaczmarka, który ukrył na nich łapówki od Ryszarda Krauze (za przysługi oddane mu w czasie afery Stella Maris – patrz: „POLITYKA”. Kaczmarek mówił nam, że żadnych kont za granicą nie otwierał, ale bał się prowokacji. Podejrzewał, że kont w Rydze szuka przy pomocy detektywa Rafała Bertold Kittel. Panicznie się tego bał,  dlatego postanowił kontratakować. Przekazał dziennikarzom informację, że widział jak minister Ziobro i  szef ABW Bogdan Święczkowski słuchali  nagrań z podsłuchów założonych u detektywa Rafała. Detektyw rozmawiał z dziennikarzami  ( w tym z Kitlem i niżej podpisanymi) . - To jest moja ściema – wyznał nam podczas ostatniej rozmowy przed zatrzymaniem. - Powiedziałem o tym by uzyskać informacje, co Kittel wie na ten temat ( konta w Rydze – przyp. aut.) . Obawiałem się Kittla.
Spotkał się w końcu z Kittlem. Ten wytłumaczył ministrowi, że nic nie wie o mitycznych kontach i wcale ich nie szuka. Kaczmarek trochę mu uwierzył, a trochę nie. W głębi duszy wciąż tliła się obawa, że redaktor też ściemnia. Bo tak naprawdę Janusz Kaczmarek przez ostatnie miesiące żył w nieustannym napięciu, wiedział, że ABW i CBA węszą wokół niego, szukają dowodów na korupcję. Ponoć chciał tego sam Ziobro. W ich walce Kaczmarek stał na z góry przegranej pozycji. Jedyne co miał w garści to podsłuch założony u detektywa Rafała.

Od byłego policjanta z Gdańska dowiedzieliśmy się, że inwigilowany przez CBŚ Rafał padł ofiarą kradzieży. Ktoś skopiował dane z jego komputera. Były tam zlecenia jakie dostawał, nazwy firm, daty i zakres prac jakie miał wykonać. Część tych informacji trafiła do firmy konkurującej z jego agencją. Firmę założyli byli policjanci. Wkrótce przejęli co lepsze zlecenia z listy Rafała. – Dostałem propozycję, aby odkupić od nich dane ściągnięte Rafałowi. Zrobiłem to za dziesięć tysięcy złotych – opowiada nasz informator. Nie ujawnia kto wyłożył pieniądze. Wskazuje jedynie, że były to osoby z bliskiego otoczenia Janusza Kaczmarka.

Detektyw Rafał żali się, że od kiedy konkurencja przejęła co lepsze kąski z jego  listy klientów, popadł w kłopoty finansowe. Na Kaczmarka nie szukał haków, chociaż, chciał nie chciał, niektóre fakty same wpadały mu do ucha. Nie był współpracownikiem ABW, ale pomagał czasem funkcjonariuszom, dzielił się wiedzą. W zamian też dostawał informacje, a przede wszystkim święty spokój. Nie wyklucza, że mógł być zarejestrowany w ABW jako kontakt operacyjny.

Janusz Kaczmarek pytany przez nas, czy wiedział o kradzieży danych z komputera Rafała, odpowiedział esemesem: „O R. R. (tu nazwisko detektywa) niech Pan pyta Ziobrę”.

Życie w konspiracji

Janusz Kaczmarek, który jeszcze niedawno codziennie wydawał oświadczenia, organizował konferencje prasowe, teraz zapadł się pod ziemię. Nie odbiera telefonów, nie pokazuje się ani w stolicy ani w Trójmieście. Poinformował nas esemesem, że "Od dwóch tygodni rozmawiam tylko z adwokatami i żoną".  Telefony odbiera jedynie żona byłego komendanta Głównego Policji  Krystyna Kornatowska i zapewnia, że nie utrzymują kontaktów z Kaczmarkami, a mąż publicznie nie będzie się wypowiadał.  Pod ziemie zapadł się także były szef CBŚ Jarosław Marzec. Nie stawił się na kolejny termin zeznań przed sejmową komisją ds. służb specjalnych. Podobno podupadł na zdrowiu, przeżywa załamanie nerwowe. Ukrywa się przed światem w głuszy leśnej, nad jeziorem. Zapewne łowi ryby, wędkarstwo to jego hobby.

Marzec odwołany z funkcji dyrektora CBŚ, został przeniesiony do tzw. grupy stanowisk tymczasowych. To poczekalnia dla policjantów na których ciążą podejrzenia. Marzec boi się, że zostaną postawione mu zarzuty przekroczenia uprawnień (w jego laptopie znaleziono dokumenty, których nie miał prawa posiadać). Straci wtedy nie tylko pracę, ale i prawo do policyjnej emerytury.

Kaczmarek i Kornatowski  już nie będą prokuratorami. Zamierzali zdobyć uprawnienia adwokackie i wspólnie otworzyć kancelarię prawną. Jeżeli sąd uzna ich winnymi składania fałszywych zeznań, tych planów nie zrealizują.

Nad Kaczmarkiem nadal wisi podejrzenie uczestnictwa w przecieku o planowanej akcji CBA w resorcie rolnictwa. Służby specjalne szukają dowodów na korupcję jakiej miał się dopuścić w czasach, kiedy był prokuratorem w Gdańsku. Z naszych informacji wynika, że w ubiegłym tygodniu do Rygi pojechali funkcjonariusze ABW i CBA. Wciąż tropią jego tajne konta. Czy coś znaleźli, jeszcze nie ujawniono.

Według detektywa Rafała wiarygodność Kaczmarka i Kornatowskiego niebawem będzie zweryfikowana. Jeżeli prawdą jest, że wysługiwali się Ryszardowi Krauzemu, to ten nie pozostawi ich na lodzie. Zostaną zatrudnieni w jego firmach. Nie wiadomo tylko, w jakim charakterze.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że najważniejsi ludzie w tzw. aparacie ścigania – minister sprawiedliwości, minister spraw wewnętrznych, komendant gówny policji, szef Centralnego Biura Śledczego, szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego – ogromną część swojego czasu i energii poświęcali na śledzenie samych siebie.

Sylwester Latkowski
Piotr Pytlakowski

Artykuł opublikowany na łamach "Polityki" nr 38, 22 września 2007.


(3) komentarzy / + dodaj komentarz
Noatiusze dali zlecenie na Ziobro?
Autor: gosc
2007-09-23 11:41:20
Ziobro zabrał się przecież za kolejną korporację - notariuszy

Czyli prawdę móił Ziobro,
Autor: tvs
2007-09-23 12:40:23
że chcieli go wykończyć

Jak tam z niezależnością
Autor: SilentiumUniversi
2007-09-25 07:44:44
po publikacji w Polityce? Mam nadzieję, że da się utrzymać. Mam nadzieję, że nie będzie Pan naśladował Wołka

Zobacz również ...


menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Satyra dokumentalna. Po raz pierwszy kamera zagląda za kulisy szołbiznesu w Polsce. Obok znanych postaci ze sceny muzycznej jak Krzysztof Krawczyk, Marek Kościkiewicz, Robert Leszczyński, Maciej Maleńczuk, Myslovitz , Marek Sierocki, Piotr Metz, Hirek Wrona, Michał Wiśniewski, Negatyw, poznajemy nieznanych szerszej widowni decydentów, szare eminencje polskiego szołbiznesu. Film ukazuje przemilczaną dotąd stronę szołbiznesu w Polsce, w którym normą jest oszustwo, manipulacja.


Śledczak Kamilianie Gwiazdor Pedofile
Nakręceni Pub 700 Klatka To my, Rugbiści
powered by Admin.Starla v3 CMS