menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Tacy nie zabijają? (wersja rozszerzona) 07-11-2007

Po ponad 3 latach od zabójstwa gracza giełdowego Piotra Głowali, wydano Europejski Nakaz Aresztowania ukrywającego się poza Polską Janusza Lazarowicza, b. prezesa XIV NFI. To on miał podżegać do zabójstwa. Dotarliśmy do Lazarowicza i innych bohaterów tej historii. Jako pierwsi przedstawiamy ich wersje i porównujemy je z ustaleniami prokuratury.

Piotr Głowala w imieniu Grzegorza Wieczerzaka (b. prezesa PZU Życie) kontaktował się z Januszem Lazarowiczem. Próbował odzyskać od niego dług, jaki Lazarowicz miał wobec Wieczerzaka (to wersja b. prezesa PZU, dług dotyczył rozliczeń biznesowych). Lazarowicz roszczenia nie uznawał, nie oddał ani złotówki. Rozmowy z Głowalą nagrywał. Na taśmie zachowały się słowa, które dzisiaj są – według śledczych - jednym z dowodów jego winy. Powiedział do Głowali: „Pan sobie kopie grób”.

27 maja ciało gracza giełdowego znaleziono w pobliży wsi Brześce (k. Góry Kalwarii). Miał rozrąbaną głowę i potężne rany rąbane szyi. Śledczy uznali potem, że narzędziem zbrodni była jakaś biała broń, szabla albo maczeta. Ofiara była przed śmiercią torturowana.  

Jesteś małym oszustem

Od początku przyjęto kilka możliwych wersji zdarzeń. Wiedziano, że Głowala obracał się w różnych kręgach. Był znany wśród kolekcjonerów dzieł sztuki, handlował obrazami. Mieszkał w Komorowie, wśród sąsiadów miał osoby uznawane za członków grupy pruszkowskiej. Spekulował na giełdzie, z tego powodu popadł w długi. Wiedziano wreszcie, że to on w imieniu Grzegorza Wieczerzaka chciał odzyskać pieniądze od Janusza Lazarowicza.
Krótko przed śmiercią Głowali do Lazarowicza dotarła wiadomość, że Grzegorz Wieczerzak szykuje jakiś atak. Lazarowicz – to akurat argument na jego korzyść – nie sięgnął po jakieś szczególnie drastyczne środki. Wynajął agencję PR, aby ratować wizerunek. – Wiedzieliśmy, że Wieczerzak chce zorganizować konferencję prasową i opluć Lazarowicza. Poradziłem mu więc, aby uprzedzająco ujawnił dziennikarzom fakty o swoich relacjach z Wieczerzaniem i nagrał kolejne rozmowy z Głowalą – opowiada Maciej Gorzeliński z agencji MDI.  Przez następnych kilka dni Lazarowicz twierdził, że Głowala nie odbiera telefonu. A potem  zadzwonił do Gorzelińskiego i przerażonym głosem oznajmił, ze właśnie byli u niego faceci z CBŚ,  w sprawie zabójstwa Głowali.
Gorzeliński ma nadzieję, że Lazarowicz nie ma nic wspólnego z zabójstwem. – To typ miękkiego, uczuciowego mężczyzny, tacy raczej nie zabijają – mówi. – Morderca nie przekazuje prokuratorowi nagrania w którym mówi „Pan sobie kopie grób”. Chciałbym wierzyć, że ktoś go w to wrabia.
Prawdopodobnie właśnie to nagranie rozmowy z Głowalą (ale też zeznania żony Głowali i Grzegorza Wieczerzaka) skierowało śledczych na trop Lazarowicza. Zaczęto go prześwietlać. Badano przepływy finansowe z NFI, którym kierował. W świecie biznesowym stolicy pojawiły się pogłoski, że z NFI wyprowadzono ponad 50 mln zł, że Lazarowicz wdał się w interesy z mafią. Do Gorzelińskiego dotarła wiadomość, że jego klient ma podejrzane konszachty z Januszem Grafem uważanym za gangstera powiązanego z grupą pruszkowską. – Spytałem go, czy to prawda – wspomina Gorzeliński. – Odrzekł, że to bzdura, w ogóle nie zna Grafa. Kiedy później jego znajomość z tym gangsterem została niezbicie potwierdzona, zadzwoniłem do niego i powiedziałem, że jest małym oszustem. Od tej pory nie utrzymujemy kontaktów.

Zabili go mieczem

Janusz Graf od wielu miesięcy przebywa w areszcie. Zatrzymano go pod m. in. zarzutem wyłudzeń podatku VAT i korumpowania urzędników ministerstwa finansów. Później do tej listy dopisano udział w zabójstwie Piotra Głowali. Ten sam zarzut mają Robert R. (zwany Robertem z „Czarnego Kota” – hotelu przy ul. Okopowej ) i Andrzej L., ps. Rygus.
Przeciwko Grafowi i jego wspólnikom zeznania złożyło kilku niezależnych świadków. Obciążają też pośrednio Janusza Lazarowicza. Jednym z nich jest Adam J. ps. Małolat. W zamian uzyskał w swojej sprawie (o oszustwa) nadzwyczajne złagodzenie kary. Dwa tygodnie temu wyszedł z więzienia. Odbył rozmowę z dziennikarzami „Polityki”. Oto jego relacja (spisana z nagrania dyktafonowego):
„Ja uciekłem z Warszawy, kiedy zaczęła się sprawa Głowali. Ja jestem oszustem, zawodowym przestępcą, ale ja nie jestem mordercą. Wiem, że Głowala zginął dlatego, ze chciał zrobić krzywdę Lazarowiczowi.
Było tak. Lazarowicz zalega pieniądze Głowali i Wieczerzakowi. Szantażują Lazarowicza.  Do gry wchodzi Graf. Nie mogą zabić Wieczerzaka. Wiedzą, że on ma dokumenty i jak mu się coś stanie one wyjdą. Ma na nich wszystkich dokumenty. Ale muszą go zastraszyć. Pada na Głowalę. Głowala jedzie na spotkanie z Lazarowiczem. Niby ma dostać jakieś pieniądze. Głowala mówi, że jak dostanie pieniądze, odda im jakieś papiery. Przyjeżdża na spotkanie i pobierają go z ulicy.
Miałem jechać do ministerstwa finansów. Stary (Janusz Graf – przyp. aut.) mnie wysłał do Roberta z Czarnego Kota, bo mieli mi dać ochronę. Byli bardzo zdenerwowani. Wszyscy ubrani nie na przestępców. Robert nie chce mi dać ludzi. Mówi, że za chwilę pobierają Głowalę.  Wiec ja się zawijam ze spotkania i sam jadę z pieniędzmi do ministerstwa finansów.
Pobierają go. Wywożą do lasu. Myślą, ze ma dokumenty. Nie ma dokumentów. Zaczynają się tortury.
Jest potem spotkanie na Kajki. U Janusza Grafa w domu. Ja, Stary, Lazarowicz. Usłyszałem, ze nie żyje i że mam zapomnieć o tym co widziałem.
Oni go torturowali. Oni się nad nim znęcali. On był ileś godzin torturowany. Na końcu mieczem samurajskim podcięli mu szyję. A nie zakopali go, tylko porzucili,  by nastraszyć  Wieczerzaka. W piątek miała być konferencja Wieczerzaka, że ujawni pewne rzeczy. I faktycznie Wieczerzak się przestraszył. Wieczerzak tak się obsrał, ze powiedział, że nie ma nic do powiedzenia.
Wykonawcami byli dwaj Czeczeni. Jeden jest zatrzymany, a drugi zginął w wypadku samochodowym pod wiaduktem. Był też Robert z Czarnego Kota, który siedzi za to.  Był też Andrzej L., ksywa Rygus. I jeszcze było kilku pomocników, jak oni go pobierali.
Oprócz mnie jeszcze zeznaje przyszły świadek koronny od tej grupy Modlińskiej, gdzie kilka głów zostało wykopanych,  Piotrek K.. ksywa Kopiak. Najważniejsze są moje zeznania, bo ja niestety przy tym wszystkim byłem”.
Adam J. składał zeznania m. in. do sprawy finansowych przestępstw popełnianych przez urzędników ministerstwa finansów, do sprawy Głowali i do sprawy Janusza Grafa.

Nigdzie nie uciekniesz

Spotkaliśmy się z innym ważnym świadkiem w tej sprawie. To Mariusz P., przedsiębiorca budowlany. Przed laty założył firmę budowlaną „Mardex”. Mariusz P. w 2003 r. dowiedział się, że w centrum Warszawy, u zbiegu Hożej i Mokotowskiej można okazyjnie kupić dwie działki – w sumie ponad 2,2 tys. metrów za ponad 9 mln zł. Szukał do tej transakcji wspólnika, który zapewni finansowanie nie tylko zakupu, ale i późniejszej inwestycji. Planował wybudowanie obiektu za ok. 60 mln zł. Szacował, że nieruchomość będzie potem można sprzedać za ok. 120 mln zł. Trafił się Janusz Graf, dawny znajomy.
Grafa znał od lat, ale nigdy nie było między nimi zażyłości. – To raczej był znajomy mojego brata – mówi. Bratem Mariusza jest Wojciech P., właściciel firmy budowlanej, zaprzyjaźniony w latach 90. z gangiem pruszkowskim. To jego kiedyś gangsterzy próbowali wprowadzić na fotel wiceministra budownictwa, ale awans uniemożliwiła policja.  Mariusz P. sprzedał Grafowi swój dom w Aninie. – Kiedy dowiedział się, o interesie jaki miałem na oku, zaproponował, żebym dopuścił go do spółki, on ma teraz super układy, załatwi pieniądze – opowiada Mariusz P. Graf  poznał go z Januszem Lazarowiczem i Arkadiuszem D. (wiceprezesem XIV NFI). Obiecali pożyczkę, ale pod warunkiem, że Graf będzie miał połowę Mardexu. Tak się stało. – Przez 1,5 roku załatwiłem wszystkie pozwolenia na budowę, zrobiłem plany architektoniczne, przygotowałem inwestycję do startu – kontynuuje P. – Ale okazało się, że już im nie jestem potrzebny.
Jest pewien, że Lazarowicz z Grafem z góry zaplanowali przejęcie jego spółki. Działka w najlepszym punkcie miasta była warta nieczystej gry. – Przelewali na rzecz inwestycji kolejne transze, a potem zmuszali mnie do ich wypłacania i oddawania im. Zrobili sobie pralnię brudnej kasy.
W końcu padło żądanie, aby przepisał swoje udziały na Grafa. Nie chciał się zgodzić. Zaczął być zastraszany. Pod dom podjeżdżali bandyci, odbierał telefony z pogróżkami, Graf pobił jego pracownika. Kiedyś w tajemnicy wykupił sobie wycieczkę do Egiptu. Na miejscu okazało się, że w tym samym hotelu mieszka Graf. – Roześmiał się i powiedział, że nigdzie nie ucieknę, znają mój każdy krok – mówi Mariusz P. Właśnie w tym Egipcie Graf po pijanemu opowiedział mu o sprawie Głowali. – Wyznał, że to Lazarowicz zlecił zabicie tego chłopaka, ze szczegółami opowiedział, jak to się odbyło. Chwalił się tym, ani cienia skruchy. A następnego dnia spytał, czy wiem po co mi to ujawnił i sam odpowiedział:  żebyś wiedział, że z tobą możemy zrobić to samo.
Mariusz P. zaczął obawiać się o życie. W dniu kiedy jego żona uległa tajemniczemu wypadkowi (spadła ze schodów, przeszła trepanację czaszki, dziś już odzyskała sprawność, ale okoliczności wypadku nie pamięta), ugiął się. Podpisał Grafowi  przyrzecznie sprzedaży swojej części spółki Mardex. Zgodził się nawet na zaproponowaną cenę – zaledwie 200 tys. zł. Potem jednak umowę zmieniono. – Lazarowicz zdenerwował się, że to będzie źle wyglądało, jak Graf nabędzie spółkę, na którą kasę wykłada NFI – tłumaczy. – Kazał swojemu prawnikowi spisać ze mną umowę na 400 tys. zł, a nabywcą była spółka Foxone, zależna od NFI. Ale i tak zapłacili mi tylko połowę.
Dzisiaj Mariusz P. występuje w tej sprawie w dwóch rolach. Toczy się przeciwko niemu proces o działanie na szkodę spółki i wyprowadzenie z niej ok. 7 ml zł (pieniądze które wypłacał m. in. na żądanie Grafa). Jest też jednym z ważniejszych świadków w sprawie przeciwko Grafowi i Lazarowiczowi.

Kciuki za Lazara

Przez pośredników udało nam się skontaktować z samym Januszem Lazarowiczem. Właśnie dowiedział się, że Polska wydała za nim Europejski Nakaz Aresztowania. To uproszczona forma ekstradycji. Lazarowicz ma obywatelstwo brytyjskie, co komplikuje całą procedurę. Nie ujawnił nam, gdzie teraz przebywa. Rozmawialiśmy z nim telefonicznie. Podano nam portugalski numer kierunkowy (w Portugalii ma nieruchomość), ale rozmowa mogła być przekierowana do innego kraju. Fragmenty rozmowy publikujemy w ramce.
Wersja Lazarowicza nie zmieniła się od jego wyjazdu z Polski (ok. 1,5 roku temu). Zaprzecza wszystkiemu, nie zlecał zabójstwa Głowali, to raczej on jest ofiarą wrogich działań innych osób, w tym Mariusza P. i Grzegorza Wieczerzaka. Janusza Grafa znał krótko. Nie wiedział, że jest gangsterem, uważał go za biznesmena.

O jego komitywie z Grafem opowiada Adam J., ps. Małolat, który przez 13 lat działał w grupie Grafa, był jego zaufanym i kierowcą. Poznał go w 1994 r. Zapamiętał Grafa jako potężnego (prawie 140 kg) mężczyznę, porywczego i groźnego. Potem Adam J. trafił na jakiś czas do więzienia, a kiedy wyszedł, Graf był jak odmieniony.  - Janusz wcześniej latał w dresie Adidasa,  jeździł mercedesem i miał brudne paznokcie. Wychodzę i widzę faceta w garniturze, ze złotym zegarku na ręku. Zadbanego. Ogolonego. Stara się normalnie wysławiać. Nie przeklinać. Na swoje przyjęcie weselne zaprosił bardzo mało osób z miasta.
Przyjęcie weselne odbywało się w Czarnym Kocie. Tam Adam J. po raz pierwszy ujrzał Lazarowicza. Był świadkiem ślubnym Grafa. J. jest pewien, że Grafa z Lazarowiczem poznał kiedyś Grzegorz Żemek, z którym Graf był bardzo zaprzyjaźniony. – Za Żemkiem stały WSI, podobnie jak za Lazarowiczem i Grafem – uważa Adam J. Twierdzi, że to służby załatwiły Grafowi pozwolenie na broń. Miał austriackiego Waltera P99, w wersji oryginalnej. Dostał go w prezencie od Lazarowicza.  Miał też bębenkowy, małokalibrowy rewolwer, chyba 7,65. W sprawie zezwolenia na broń dla Grafa śledztwo prowadzi prokuratura w Ostrowii Mazowieckiej.
Niektórzy właśnie opieką służb tłumaczą wieloletnią bezkarność Janusza Grafa. Już siedem lat temu obciążył go zeznaniami świadek koronny Jarosław S., ps. Masa. Ujawnił napad na tira dokonany przez niego, Wojciecha K., ps. Kiełbasa i Janusza Grafa. Śledczy nie pociągnęli tego wątku. Trudno też zrozumieć, dlaczego w marcu 2006 r. pozwolono na bezpieczny wyjazd z Polski Janusza Lazarowicza, chociaż już wtedy podejrzewano go o zlecenie zabójstwa Piotra Głowali. On sam wyznaje, że nigdy nie był w tej sprawie przesłuchany jako podejrzany. Teraz starania o wydanie go Polsce mogą się skończyć podobnie jak próba ekstradycji Edwarda Mazura.
Brak Lazarowicza  odwleka proces zabójców Głowali. To szansa dla Janusza Grafa i wykonawców zbrodni. W areszcie trzymają kciuki, aby polski wymiar sprawiedliwości nie dopadł  Lazara, jak go nazywają. Sam Lazarowicz nie zamierza prokuraturze ułatwiać zadania. Dobrowolnie nie przyjedzie do Polski, nie stawi się na przesłuchanie. Zamierza uciec jak najdalej.

Wieczerzak tymczasem ma się dobrze

Tymczasem Grzegorz Wieczerzak, główny antagonista Lazarowicza, nieoczekiwanie jest dzisiaj na fali. Sprawę o wielomilionowe straty, na jakie miał narazić PZU Życie (pisano o 180 mln zł, na jakie miały wyciec z PZU, m.in. poprzez NFI), po błędach biegłych, sąd cofnął do prokuratury, a ta jakoś nie spieszy się z działaniami. Wieczerzak korzysta z sytuacji i stara się brać odwet na przeciwnikach. Składa doniesienia do prokuratury na swoich prawdziwych i wyimaginowanych wrogów. Wytoczył m.in. sprawę o ochronę dóbr osobistych byłemu ministrowi spraw wewnętrznych Markowi Biernackiemu, który kiedyś nazwał Wieczerzaka aferzystą. Według niektórych, także finansowo Wieczerzakowi powodzi się nieźle (ponoć odzyskał kontrolę nad częścią spółek, którymi kiedyś władał).

Ma wysokie notowania u części polityków PIS. Z Przemysławem Gosiewskim współpracował podczas prac sejmowej komisji śledczej ds. PZU. Pomagał mu w charakterze nieformalnego eksperta.

Wokół jednej z największych afer ostatniej dekady – gdzie mamy wątki korupcji, defraudacji, szantażu, zabójstwo – zrobiło się cicho.

Sylwester Latkowski
Piotr Pytlakowski

Rozszerzona wersja artykułu "Typy spod czarnego kota" opublikowanego na łamach Polityki, Nr 44,  3 listopada 2007


(2) komentarzy / + dodaj komentarz
Głucho, cicho
Autor: cube
2007-11-09 11:54:15
Jak to wszystko ładnie układa się z wszystkimi innymi głośnymi sprawami, którymi również Pan zajmował się w Konfrontacji. Aż dziw bierze jak o tym wciąż cicho (o powiązaniach politycy-w.s.i.-mafia-biznes)...

To chyba jednak troche więcej na tym interesie Panowie zarobili...
Autor: splkm
2007-11-13 22:18:55
Raport bieżący 33/2007
W nawiązaniu do raportu bieżącego nr 92/2006 z dnia 28.11.2006 i raportu bieżącego nr
17/2007 z dnia 09.03.2007, Zarząd Zachodniego Funduszu Inwestycyjnego NFI S.A. z siedzibą
w Warszawie (Fundusz) informuje, iż został spełniony warunek zawieszający wykonanie umów
sprzedaży przez Spółkę Mardex Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością Spółka Komandytowa
z siedzibą w Warszawie - (podmiot pośrednio zależny od Funduszu) nieruchomości
znajdujących się w Warszawie przy ul. Hożej 1A i Mokotowskiej 73 w skład których wchodzą
niezabudowana działka przy ulicy Hożej nr 1A o powierzchni 408m2 oraz zabudowana działka
przy ulicy Hożej 1/3 oraz Mokotowskiej 73, o powierzchni 1468 m2 wraz z posadowionym na
niej budynkiem mieszkalnym o powierzchni użytkowej 1950 m2. Warunkiem zawieszającym (o
czym Fundusz informował raportem bieżącym nr 17/2007) było nie wykonanie przez Prezydenta
m. st. Warszawy prawa pierwokupu przysługującego mu na podstawie art. 109 ust. 1 pkt 1
Ustawy z dnia 21.08.1997 r.
o gospodarce nieruchomościami.

W związku z powyższym w dniu dzisiejszym Spółka Mardex Spółka z ograniczoną
odpowiedzialnością Spółka Komandytowa zawarła następujące umowy rozporządzające dotyczące
przeniesienia własności wyżej opisanych nieruchomości, spełniające kryterium zbycia
aktywów o znacznej wartości:
1. Umowę sprzedaży prawa użytkowania wieczystego działki gruntu oznaczonej numerem
ewidencyjnym 48/2 o powierzchni 408 m2 położonej w Warszawie przy ul. Hożej 1A, za ceną w
kwocie netto 29.000.000 zł powiększoną o należny podatek od towarów i usług VAT.
2. Umowę sprzedaży prawa użytkowania wieczystego działki gruntu oznaczonej numerem
ewidencyjnym 48/3, o powierzchni 1468 m2 wraz z posadowionym na niej budynkiem
mieszkalnym o powierzchni użytkowej 1950 m2 za cenę w kwocie 29.000.000,00 zł.

Nabywcą jest spółka pod firmą Wisła spółka z ograniczoną odpowiedzialnością Spółka
Komandytowa z siedzibą w Warszawie, ul Królewska 27. Spółka Wisła spółka z ograniczoną
odpowiedzialnością Spółka Komandytowa będąca stroną kupującą jest podmiotem wskazanym
jako nabywca przez Spółkę Redshank Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością z siedzibą w
Warszawie, ul. Królewska nr 27, która to spółka była stroną przedwstępnych umów
sprzedaży.

Nie występują powiązania pomiędzy Funduszem i osobami zarządzającymi lub nadzorującymi
Funduszu a nabywającym aktywa opisane w niniejszym raporcie.

Podstawą uznania zbywanych aktywów za aktywa o znacznej wartości jest wartość tych
aktywów w stosunku do kapitałów własnych Funduszu.

Zobacz również ...


menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Sylwester Latkowski, twórca "Blokersów" "Klatki" i "Śledczaka", tym razem opowiada o świecie seksualnej dewiacji Ten film wywołuje wstrząs. Temat pedofilii powraca do mediów przy okazji kolejnych spraw o wykorzystywanie seksualne dzieci. Pojawiają się artykuły, reportaże, wywiady. Tym razem oglądamy pełnometrażowy dokument. Wszystko zaczyna się sceną rozgrywającą się w samochodzie. Młody gej, świadek w sprawie posądzenia ks. Jankowskiego o pedofilię, opowiada o swoich przeżyciach związanych z tą sprawą. W końcu wyciąga telefon komórkowy i dzwoni do swojej matki, by przyznać się do udziału w tej historii. W trakcie rozmowy mężczyzna zaczyna płakać. Ma świadomość, że środowisko, w którym się wychował ...
Śledczak Kamilianie Gwiazdor Pedofile
Nakręceni Pub 700 Klatka To my, Rugbiści
powered by Admin.Starla v3 CMS