menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Gdzie się podziały weksle polityków SLD? 23-11-2007

W ubiegłym tygodniu poznaliśmy niektórych bohaterów najgłośniejszych ostatnio ze spraw – Ministerstwa Finansów, Grafa, samorządowców z tzw. układu warszawskiego – którą kiedyś z uwagi na występujące w poszczególnych działaniach przestępczych te same osoby nazwano ośmiornicą warszawską.

Zajmiemy się teraz kancelarią prawną doradztwa podatkowego Vis Lex, należącą do Tomasza Macieja J. Według śledczych to najważniejsze ogniwo w tzw. aferze Ministerstwa Finansów. To tutaj przychodzili chętni, by otrzymać zwrot podatku, załatwić swoje zobowiązania względem Skarbu Państwa.

- Do kancelarii przychodzi Rudolf Skowroński, chce załatwić zwrot VAT – mówi w rozmowie ze mną i Piotrem Pytlakowskim („Polityka”) dwa dni po wyjściu z więzienia, współpracujący z wymiarem sprawiedliwości za złagodzenie wymiaru kary Adam J., ksywa Małolat. – Proponuje nam wszystkim łapówkę w wysokości 10 proc. od załatwionego odzysku VAT. Kiedy mówię o tym staremu (Grafowi), okazuje się, że Lazarowicz ma jakieś wonty do S. (Tomasza, człowieka dawnego Pruszkowa, obecnie związanego z jedną z ważniejszych grup rosyjskojęzycznych w Warszawie). Między nim staje Grzegorz Żemek (były szef FOZZ) i nagle wpadam w jakaś chorą matnię. Raz dostaje jedno polecenie, a zaraz polecenie jest odwołane.

Adam J. wyrzuca to wszystko z siebie jednym tchem. Plącze wątki. Trudno go chwilami zrozumieć. Czasami odnosi się wrażenie, że to jego wizja, a nie prawda. Prokuratura uważa jednak, że być może ten, jak sam o sobie mówi, „zawodowy oszust” nie zasługuje na zostanie świadkiem koronnym, ale część opowiadanych przez niego historii jest prawdziwa. Na tyle, że posiłkuje się Adamem J. w kilku procesach, jako świadkiem oskarżenia, a jemu samemu pozwala na uniknięcie wysokiego wyroku.

Dotarliśmy do zeznań Adama J., w których rozwija wątek Skowrońskiego, jako klienta kancelarii Vis Lex: – Pobrałem od niego pieniądze w kwocie 250 tys. złotych, celem załatwienia firmie Skowrońskiego InterCommerce zwrotu podatku. Jego firma miała stałe zlecenie dla kancelarii (Tomasza Macieja) J. na obsługę podatkową i prawną. Pieniądze, które mi i J. przekazał na spotkaniu Rudolf w kwocie 250 tys. złotych miały posłużyć do skorumpowania urzędników państwowych z aparatu skarbowego, tj. dyrektora głównego urzędu skarbowego na Ż. i pracownicy urzędu skarbowego, która piastowała funkcję dyrektora od spraw podatku VAT i której urząd był właściwy do umorzenia podatku.

Właściciel kancelarii zaprzecza temu, a osoba znająca Rudolfa Skowrońskiego nie wierzy, że ten mógł tak beztrosko przekazać taką wysoką kwotę. Tym bardziej, że według tego, co mówi Adam J., Rudolf Skowroński już raz padł ofiarą oszustwa. Wcześniej miał za pośrednictwem kancelarii Vis Lex przekazać 40 tys. złotych łapówki dla pracującej w ministerstwie finansów Elżbiecie Z., nie uzyskując w zamian spodziewanej pozytywnej decyzji. Zaufałby po raz drugi? Adam J. kontynuuje swoją wersję zdarzeń prokuratorowi: - Na tym pomysł z pomocą Skowrońskiemu zakończył się. Nikt z nikim nie spotykał się z urzędników, aby wykorzystać te pieniądze na łapówki. Grupa przestępcza oszukała go wykorzystując naiwność oraz zaufanie do Tomasza Macieja J., który z nim współpracował i załatwiał mu bezprawne sprawy w urzędach. Pieniądze te miały zostać podzielone na trzy części: jedna dla Tomasza Macieja J., druga dla Grafa i Piotra A., trzecia dla Adam J.

Rudolf Skowroński, jak na razie, nie może osobiście odnieść się do spraw dziejących się w kwietniu 2004 r., bo według jednych ukrywa się w Polsce, m.in. od czasu do czasu bywa w Warszawie, a według innych na Białorusi. Policja przestała już wierzyć w to, że został porwany sprzed swego domu. Ostatecznie w czerwcu 2007 r. znalazł się na policyjnej „top liście” poszukiwanych.

Skowroński jest poszukiwany za „korumpowanie i wywieranie wpływu na urzędników państwowych w Izbach Skarbowych i Urzędach Kontroli Skarbowej oraz Ministerstwie Finansów”.

Adam J. zaproponował spotkanie ze Skowrońskim, który niby miał się na to zgodzić, ale do dnia dzisiejszego do niego nie doszło. Być może dlatego, że sam pod koniec września ponownie opuścił Warszawę i udał się do Poznania, gdzie ma, jak mówi osoba, która się z nim ostatnio widziała, pomóc CBŚ rozpracowywać gang zajmujący się handlem narkotyków.

Czy Graf przejął kancelarię J.?

Według niektórych rozmówców Adam J. często zasłaniał się Grafem, by robić własne interesy. Wzmacniał w ten sposób swoja pozycję. W zeznaniach przed prokuratorem także woli umniejszać swoją rolę, twierdząc, że był tylko żołnierzem Janusza G. Dlatego z ostrożnością należy przyjmować to, co mówi na temat swojego udziału w kancelarii Tomasza Macieja J.:
„Dostałem polecenie od Janusza Grafa dostania się do kancelarii Vis Lex. Chodziło o przejęcie kontaktów i dokumentów, jakie posiadał pan J. Chodziło o polityków SLD i Samoobrony. W momencie kiedy było wiadomo, że może wygrać PIS wszystkie służby chciały się przypodobać nowej władzy, Graf także.

Przez jednego z gangsterów, Vandama, zostałem poznany z sekretarką pana J. (Tadeusza Macieja). Jest młodą dziewczyną, na piątym roku studiów. Masz ją w sobie rozkochać poleca Graf. Moją specjalizacją były kobiety. Więc zaprzyjaźniłem się z panią Edytą N., która studiowała prawo. Zamieszkałem z nią. I tak znalazłem się w kancelarii Vis Lex. Po dwóch miesiącach mam już tam własny gabinet. Poznałem tam różnego rodzaju ludzi. Przede wszystkim poznałem Rudolfa Skowrońskiego na polecenie pana Grafa. Na polecenie Grafa poznałem panią Elżbietę Z., którą pracowała w Ministerstwie Finansów. I te wszystkie wałki załatwiała. Poznałem pana Piotra M. (przedsiębiorca spod Komorowa). Poznałem ojca Maćka. Ojciec był generalnie wobec nas nieufny. Miał swoje układy w ABW i sprawdził nas. Wiedział, kto my jesteśmy.”

W celu inwigilacji kancelarii Vis Lex wspólnik Małolata i niby żołnierz Grafa, Marcin S. „przyprowadził swoją znajomą – specjalistkę od komputerów, która w czerwcu 2004 r. zainstalowała specjalny program w komputerze kancelarii Vis Lex i dzięki czemu mogliśmy przeglądać e-maile, które wysyłał za granicę i które do niego przychodziły.”

Kancelaria, poza załatwianiem spraw podatkowych, według zeznań złożonych w prokuraturze przez Adama J., miała się także zajmować zakładaniem spółek poza granicami Polski. Pomagać w tym miała konkubina właściciela kancelarii Krzysztofa Sz.. Małolat twierdzi, że Krzysztofa Sz. była „słupem w spółkach w Anglii i Belize. Wiem, że za słupowanie Sz. otrzymywała po 1000 funtów rocznie od każdej spółki od Tomasza J. Tych spółek był 12. Te spółki służyły do prania pieniędzy. J. za te spółki płacili nie znani mi politycy z SLD.”

Mało jednak do dzisiaj jest znanych faktów z działania tej kancelarii. Żadna z zaangażowanych w nią osób nie mówi całej prawdy, jeśli w ogóle decyduje się zeznawać. Opieranie się jedynie na zeznaniach Adama J. i Marcina S, który raczej zeznaje to, co usłyszał od tego pierwszego, wcale tej wiedzy nie poszerza. Trudno im obu bezkrytycznie wierzyć. Dla śledczych kancelaria Vis Lex wydaje się być jednak najważniejsza w tzw. aferze Ministerstwa Finansów. Małolat stwierdza wprost: „Ja z tej kancelarii codziennie wychodziłem z reklamówką pieniędzy.”

Nie wszystko dało się załatwić

Najlepszą „załatwiaczką spraw” w aferze Ministerstwa Finansów była pani Elżbieta Sz.. Wkrótce po aresztowaniu zwolniona ze względu na stan zdrowia. Kobieta nie mająca skrupułów, jak mówią o niej jej znajomi. Gdy czasami jej się nie udawało załatwić sprawy, nie poczuwała się do zwrotu łapówki. Omal nie doprowadziło ją to do konfliktu z Grafem. Jak zeznaje Małolat właściciel kancelarii Vis Lex zlecił mu, żeby grupa Grafa wyegzekwowała od niej nie tylko 40 tys. złotych łapówki od Skowrońskiego, ale także 30 tys. złotych pobranych od Pawła M., przedsiębiorcy spod Komorowa.

W tym miejscu warto się zatrzymać. Paweł M. to kolejna osoba oskarżona w tzw. sprawie Ministerstwa Finansów. Obecnie przebywa w areszcie. Na jego przykładzie widać, jak opowieści Adama J. są czasami mało wiarygodne.

Ten też przez kancelarię chciał skorumpować Elżbietę Z. i ewentualnie innych urzędników pracujących nad firmą Pawła M. Po tym zleceniu Tomasza Macieja J. na wyegzekwowanie łącznie 70 tys. złotych od Elżbiety Z. Maciej zabrał mnie do firmy Pawła M., gdzie poznałem wymienionego i wspólników. Zobowiązałem się na spotkaniu, że załatwię zwrot podatku dla firmy i wyegzekwuję pieniądze w kwocie 30 tys. złotych od Z. Przyjąłem wówczas kwotę 100 tys. złotych na wydatki związane z korumpowaniem pracowników skarbowych. M. wręczył mi również gadżety w postaci długopisów oraz scyzoryków szwajcarskich z logo jego firmy w celach marketingowych.

Znajomy Tomasza Macieja J. wyjaśnia, że Paweł M. przyszedł do kancelarii, bo chciał doprowadzić do zniwelowania długów firmy. Nikt nie wręczał łapówki w sposób, o jakim opowiada Adam J. W dniu 20 kwietnia 2004 r. zawarto pomiędzy firmą przedsiębiorcy spod Komorowa umowę pożyczki z Tomaszem Maciejem J. na kwotę 145 447 złotych, która w przeciągu miesiąca miała być zwrócona.

Można przyjąć hipotezę, że w ten sposób Paweł M. zabezpieczał się przed ewentualną bezskuteczną próbą załatwienia sprawy w Ministerstwie Finansów. Gdyby wszystko się pozytywnie zakończyło, umowę pożyczki zawsze można zniszczyć. Część tej kwoty miała otrzymać Elżbieta Z. Okazało się jednak, że sprawa jest niemożliwa do przeprowadzenia w Ministerstwie Finansów z uwagi na zaległości w ZUS, które wpierw firma Pawła M. musiałaby uregulować. W związku z tym, należało zwrócić pieniądze Pawłowi M. Jak mówią świadkowie, Elżbieta Z. się do tego się nie poczuwała, Tomasz Maciej J., postanowił sam zwrócić pieniądze, najpierw 50 tys. złotych, a potem 25 tys. złotych firmie Pawła M. Kiedy właściciel kancelarii Vis Lex trafił do aresztu pozostałą różnicę zwrócił syndykowi firmy Pawła M. jego ojciec. Czy znając prawdę, w jaki sposób zabezpieczał się Paweł M. należy uważać, że nie uczynił podobnie Rudolf Skowroński?

Naiwność oszustów podatkowych ukarana

W tej sprawie jeden oszust natrafiał na drugiego oszusta – opowiada funkcjonariusz CBŚ znający sprawę. Przy tym każdy czuł się bezkarny, bo nikt przecież nie pójdzie ze skargą na policję. Problemy zaczęły się, gdy ktoś postanowił wymierzyć na własną rękę sprawiedliwość, wynajmując bandytów. Dochodziło do pobić i wymuszeń, ale o tym nikt nie chce zeznawać. A już na pewno powiedzieć całej prawdy. W połowie 2004 r. coś się musiało wydarzyć między nimi, że w ich sprawnym dotąd mechanizmie przestępczym nastąpiło pęknięcie.

Rzeczywiście, nagle ścigana przez ludzi Grafa ma być, według Adama J., główna „załatwiaczka” z Ministerstwa Finansów, pani Elżbieta Z., a jak sam opowiada Małolat zostaje on pobity przez Grafa: - „Siedziałem dokładnie na fotelu fryzjerskim, zostałem uderzony bardzo silnie w głowę. Spadłem z tego fotel i zaczął mnie okładać. Zerwałem się i uciekłem.” Działo się to w obecności drugiej żony Grafa, której udało się pomóc uspokoić męża. – „To Anka broniła mnie przed starym i to, że żyję zawdzięczam jej, bo wiedziałem, co się dzieje.”

Natomiast konkubina Tomasza Macieja J. zeznaje w śledztwie: - „Ja miałam od J. (Adama, ksywa Małolat) groźby z powodu tego, że jak będziemy cokolwiek na niego inicjować do organów ścigania, to nasze dzieci znajdziemy pod ziemią. Te groźby były sukcesywnie, powtarzane latem 2004 r. Zapowiedział, że jesteśmy śledzeni i podsłuchiwani. Ja w zeszłym roku dowiedziałam się od swojego syna, że do niego podeszło dwóch mężczyzn i powiedzieli mu, że mieli zlecenie od J. (Adam, ksywa Małolat), żeby go połamać. Kiedyś byliśmy na grillu u znajomych w Łomży, a w drodze powrotnej, jakby zacięło się koło w samochodzie Volvo Adama J. J. pożyczył nam go. Wpadliśmy w poślizg, zataczaliśmy koła na jezdni. Miałem takie przypuszczenie, że samochód specjalnie mógł być niesprawny”.
Wielkie poszukiwanie akt kancelarii Vis Lex

Jest rok 2005, po pobiciu u fryzjera przez Grafa Adam J. decyduje się uciec z Warszawy i zamieszkać w Poznaniu, u kolejnej uwiedzonej przez siebie kobiety. Stamtąd podejmuje kontakt z CBŚ. Nie jest to jego pierwsza współpraca z organami ścigania. Wcześniej, jak sam przyznaje, pracował dla policji, jako informator. Miało to się odbywać za wiedzą Janusza G. Kontakty z policją miały być wykorzystywane do likwidowania konkurencji: - „Chcieli kogoś wykończyć i stary kazał bym przekazał na terror kryminalny jakąś informację – opowiada Adam J. – Byłem zarejestrowanym informatorem. I oni mogli wtedy dokonać realizacji. Kiedyś stary postanowił zamknąć Roberta R. z Czarnego Kota. (jeden z aresztowanych w związku z zabójstwem Piotra Głowali). Poróżniły ich interesy. Dostałem numer telefonu komórkowego do Roberta i przekazałem wydziałowi terroru kryminalnego. Był poszukiwany. Dzięki temu Robert został położony w Promenadzie na ziemi. Robert trafił do więzienia.”

Przed ucieczką Adam J. miał zabrać dokumentację z kancelarii Vis Lex. To dzięki niej negocjował z CBŚ i ABW stan swojej sytuacji prawnej. Pośredniczył w tym także dawny policjant, obecnie prywatny detektyw z Trójmiasta, Rafał R. Z Adamem J. poznał go Tomasz S. z Komorowa. Małolat jednak przeliczył się, uważając, że wyjazd z Warszawy zapewni mu spokój. Wkrótce okazało się, że poszukuje go prywatny detektyw Krzysztof Rutkowski. On sam w rozmowie podczas realizacji programu Konfrontacja (TVP2) nie zaprzeczył temu, że szukał Adama J. Do dzisiaj jednak jednoznacznie nie można powiedzieć, kto go wynajął: - Jesienią 2005 r. miałem w Komorowie najazd zorganizowany przez detektywa Krzysztofa Rutkowskiego – mówi prokuratorowi Tomasz S. – Mnie nie było w domu. Ojciec ich wpuścił, myśląc, że to policja. Nie powiedziano mu o co chodzi. Domyślam się jedynie, że temat mógł dotyczyć J. i dokumentów dyskredytujących SLD zabranych z kancelarii mecenasa J.

Ścigany wówczas Adam J. dodaje: - „Pan Krzysztof Rutkowski bezprawnie naszedł moją mamę o 6.00 rano. Chciał wejść do mieszkania. To było w 2005 r. Potem dopadł Edytę N. (od aut. – sekretarkę kancelarii Vis Lex, byłą kochankę Adama J.) Na Ursynowie dopadł narzeczoną Tomka S. Edytę zaczął straszyć. Dopadł ją po telefonie. Maciej J. dał mu jej telefon. Namierzył ją po tym. Wziął ją do hotelu. Jego ludzie wpadli do jej matki pod Częstochową.

Wreszcie ja do niego zadzwoniłem. Wtedy specjalnie pojechałem do Szczecina. Zmieniłem miasto. Kupiłem sobie nową kartę i telefon. On chciał wiedzieć, jakim samochodem jeżdżę. Zmieniłem samochód. Zmieniłem sobie wygląd. Przefarbowałem włosy. Założyłem okulary. Zapuściłem brodę. Z tej rozmowy wynikało, ze mam jedno wyjście, oddać papiery. On reprezentował Grafa i Lazarowicza.”

Janusz Lazarowicz ścigany obecnie europejskim nakazem aresztowania w telefonicznej i e-mailowej rozmowie zaprzecza temu, że wynajmował Krzysztofa Rutkowskiego, nie zna zarówno detektywa jak i Adama J. Niektórzy z rozmówców uważają, że Rutkowskiego wynajął tak naprawdę Tomasz Maciej J., który wiedział, że jeśli o zaginięciu akt dowiedzą się jego byli i aktualni klienci będzie to koniec jego prawniczej i biznesowej kariery.

Ostatecznie Krzysztof Rutkowski rezygnuje ze ścigania Adama J.: - „Odpuścił, bo stanął naprzeciw ludzi uzbrojonych po zęby, Rosjan – wyjaśnia Małolat. – Myślał, że za nim stoi miasto, a tu był odłam. Bo stary (Graf ) się już nie liczy. To byli wspólnicy Tomka S. Chroni mnie Tomek i Emil K.”

Czy to naprawdę był sukces?

Wkrótce potem Adam J. trafia do aresztu, składa zeznania. W zamian ma obiecane otrzymanie statusu świadka koronnego. Aresztowani zostają Tomasz S, Elżbieta Z., Tomasz Maciej J. i jego konkubina z kancelarii Vis Lex, Paweł M. i inni. To właśnie dzięki zeznaniom Adama J. i Elżbiety Z. dochodzi do słynnego już zatrzymania urzędników Ministerstwa Finansów. Tak zaczyna się najgłośniejsze medialne śledztwo ostatnich lat.

Tomasz Maciej J., właściciel kancelarii Vis Lex, szybko decyduje się pójść na współpracę z wymiarem sprawiedliwości, jednak po jakimś czasie wycofuje się z niej. „Poczuł się oszukany przez prokuratora – wyjaśnia jego znajomy. – Nie potrzebnie go zatrzymali na lotnisku i wsadzili do aresztu. Mogli z nim normalnie rozmawiać, więcej by uzyskali. Choć może właśnie o to chodziło, by zamknąć mu usta?” Adam J. także uważa, że śledczy w tej sprawie z każdym postępują w ten sam sposób. Prawie krzycząc mówi:
– „Rudolf Skowroński w każdej chwili może się zgłosić na policję. To jest człowiek ze służb i on tak naprawdę się nie boi. Tylko jak można stawić się do prokuratury, jak oni obiecują różne rzeczy, a potem… To dzięki mnie jest sprawa Ministerstwa Finansów, Grafa, układu warszawskiego, sprawa Głowali. Jestem głównym świadkiem. Miałem dostać status świadka koronnego, nie dostałem nic. Pan wie, że mojej mamie, która ma 64 lata, przystawiono pistolet do głowy? Dopiero, gdy dowiedzieli się, że mam dokumenty, że mogę ich skompromitować z wiezienia, to zostawili mi rodzinę w spokoju. Mojemu koledze Marcinowi S., który siedzi w więzieniu, jego matce, spalono mieszkanie. Kobieta nie ma gdzie mieszkać. Czy pan uważa, że CBŚ to interesuje?.”

Paweł M., przedsiębiorca spod Komorowa, klient kancelarii Vis Lex, nadal milczy. Nie przyznaje się do dawania łapówek ani długopisów i scyzoryków. Jak pozostali aresztowani w tej sprawie odpytywany był o swoje kontakty z politykami SLD. Rok temu w czasie konfrontacji Tomasz Maciej J. odwołał zeznania przeciw niemu. Dwa miesiące temu na wolność wychodzi Adam J., a trzy tygodnie temu areszt opuszcza konkubina Tomasza J., Krzysztofa Sz.

Coraz więcej wiemy o kulisach tej sprawy, jednak nadal nie wiadomo co naprawdę zawiera archiwum kancelarii J.? Komu wierzyć? Adamowi J. czy konkubinie właściciela kancelarii Krzysztofe Sz., która zeznaje prokuratorowi, że w komputerach kancelarii są dane odnośnie jej działalności w 2004 r.? Dyski nie były zgrywane i archiwizowane, a wszystkie akta za 2004 r. nadal znajdują się w kancelarii. A więc nie ma niczego obciążającego na polityków SLD i Samoobrony, gwarancji bankowych, z których miały pójść pieniądze na kampanię wyborczą Kwaśniewskiego, żadnej wiedzy o tajemniczej walizce na kampanię SLD, dokumentów, które miałyby pogrążyć Grafa i Janusza Lazarowicza.

W ukrytym archiwum przez Adama J. nie ma też, jak twierdzi Tomasz S., dokumentów, jakie miał mu niby on sam przekazać. Tomasz S. wyjaśnia prokuratorowi: – „Nigdy nie było takiej sytuacji, o co pyta mnie przesłuchujący, abym przekazywał J. czy L. dokumenty dotyczące zeznań komisji orlenowskiej lub dotyczących Banku Solorza i Bykowskiego. Mogło być tak, że w ich obecności miałem dokument w postaci certyfikatu depozytowego z banku szwajcarskiego, który miałem, bo woziłem go w swoim samochodzie. Certyfikat był wystawiony in blanco i dotyczył banku Invest Bank z Poznania. Były to warunki banku, na jakich jest w stanie zapłacić za przekazanie weksli in blanco wystawionych przez Piotra Bykowskiego. On wystawił weksle In blanco, tzn. podpisał je jako zabezpieczenie, jako prokurent Invest Banku.

Bykowski wystawił te weksle, ale nie wiem po co. Ja widziałem te weksle w oryginale, nie było tam wpisanych kwot, ale były podpisy i pieczątka Bykowskiego. Ja próbowałem sprzedać weksle Bykowskiego, lecz nigdy nie posiadałem ich. W tym zakresie mam wiedzę, ale chce ją wykorzystać w swojej sprawie, w której jestem podejrzany, tzn. podejmę współpracę w zamian za przychylność przy traktowaniu mnie w mojej sprawie. Nigdy nie byłem w posiadaniu dokumentów dotyczących upadłości ani prywatyzacji Banku Staropolskiego.”

Tomasz Maciej J. i Krzysztofa Sz. twierdzą, że ich kontakty z politykami SLD sprowadzały się do mówienia sobie tylko „Dzień dobry”. Właściciel kancelarii Vis Lex był tylko sąsiadem Leszka Millera i Marka Ungiera. Dotarliśmy do potwierdzeń listów wysłanych z aresztu do Katarzyny Piekarskiej i Wojciecha Olejniczaka w dniach 24 i 25 maja 2007 r. przez Tomasza Macieja J., w których to jak mówi jego znajomy, tłumaczył skąd to nieporozumienie związane z kontami polityków lewicy w Szwajcarii. Czy pisząc jednak te listy Tomasz Maciej J. nie miał świadomości, że wpierw trafią one w ręce prokuratora? Na co liczył? Czego oczekiwał?

Tymczasem Adam J. nadal przystaje przy swoim i opowiada: - „Pan Tomasz J. w kancelarii Vis Lex zamontował kamery i wszystkie spotkania z politykami i biznesowe nagrywał. On to robił przez cztery lata. I zbierał na nich dokumenty. Jest 180 godzin różnych nagrań. I tego szukał stary (od ast. – Graf) i ja to wyniosłem z kancelarii. I dlatego za mną biegał Rutkowski Krzysztof wynajęty przez Lazarowicza i starego, a Rafał R. na polecenie S. (Tomasza) mnie chronił. Tylko, że on też chciał kupić te dokumenty na polecenie S. i na polecenie firmy P. On pracował dla, ich dwóch. Który by zapłacił więcej, to by dostał. Proponowali 4 mln złotych. Szukali mnie wszyscy – WSI, ABW. Ja nie kontaktowałem się z żadnych stałych telefonów. Zmieniałem mieszkania. Wyjechałem do Poznania, poznałem tam dziewczynę.

Ukrywałem się u niej. Jeździłem do innego miasta, by dzwonić z budki telefonicznej. Chodzą za mną ludzie z V wydziału CBŚ od Kitki i szukają ludzie z ABW. Zostawiają kontakt telefoniczny. Rozmowa jest krótka, albo idę na współpracę z nimi, albo daję dokumenty albo ginę”. Dokumentów jednak do dzisiaj Adam J. nikomu nie przekazał. Przynajmniej nie najważniejszych, wśród których mają być niby m.in. weksle podpisane przez polityków SLD, poręczanych przez prezesa jednej z firm ubezpieczeniowych. Sylwester Latkowski dla Gazety Finansowej


(9) komentarzy / + dodaj komentarz
PO da napisy THE END dla tej sprawy
Autor: gosc1
2007-11-23 18:00:09
Tej sprawy po zmianach w prokuraturze juz w ogóle nie będzie, skoro nawet PIS nie pozwolił by szła głebiej.

Ludzie NFI są wszędzie
Autor: TomekZ
2007-11-23 18:02:11
NFI to był taki dobry skok na kasę, tylu się pożywiło. I bez znaczenia była przynaleźność do tej lub innej partyjki.

To śledztwo zamiatania pod dywan
Autor: kozak
2007-11-23 19:12:26
To śledztwo zamiatania pod dywan

Stawiam na RPA
Autor: gosiak
2007-11-23 19:22:00
Lazarowicz wyjechał z Polski. - Ma obywatelstwo brytyjskie i RPA. Ustalamy, gdzie się ukrywa - mówi \"Rz\" wysoki rangą oficer CBŚ.
Ile jeszcze czasu będą ustalać?

Lazarowicz nadal trzyma łapę na Zachodnim?
Autor: Salon42
2007-11-23 19:31:12
Proszę przeanalizować zależności personalne w NFI Zachodnim, a może pan znajdzie tropy do postawienia tezy, ze Lazarowicz nadal ma wpływ na XIV NFI

Także
Autor: kostanty
2007-11-23 21:19:48
RPA!

Urwie się kiedyś ucho dzbana, Kaziu
Autor: 8skt9900
2007-11-23 21:24:48
Widzę w tv24 jak tmądrzy sie Kaziulek M, co biegał po Sheratonie z Łuczakiem. Zaprzecza, że miał cokolwiek z Krauzem.
Ma tupet.
Pan też go wycina z tekstów. Stawiam skrzynke,ze ten prawicowy polityk to on.

Taka sprawa jakcy swiadkowie
Autor: rex9
2007-11-24 11:05:43
Oparcie sprawy o konfabulanta, zawodowego oszusta świadczy, że ważny miał być cel a nie dojście do parwdy.

Kilka miesięcy temu przedstawiciele funduszu nieoficjalnie przyznawali, że nie najlepiej czują się w biznesie
Autor: czytacz
2007-11-24 11:10:02
Zachodni już się nie boi mieszkań

Za niespełna dwa tygodnie fundusz ma ruszyć ze sprzedażą pierwszych loftów w Warszawie
Wczoraj NFI Progress pochwalił się na łamach prasy planami inwestycyjnymi, tymczasem na razie bez większego echa przeszła informacja o zbliżającym się rozpoczęciu sprzedaży loftów przez NFI Zachodni. Co prawda w ostatnich dniach handel akcjami funduszu mocno się ożywił, ale było to zapewne związane z odwołaniem dużej emisji z prawem poboru. Ewentualne zyski będą więc mniej rozwodnione. Wczoraj — już przy mniejszych obrotach — kurs spółki spadł o ponad 3 proc.

Tymczasem Zachodni już 22 października ma rozpocząć sprzedaż pierwszej puli 47 loftów. Wszystko idzie więc zgodnie z planem, bo właśnie na jesień władze funduszu zapowiadały rozpoczęcie realizacji projektu. Od strony formalnej brakuje tylko uprawomocnienia pozwolenia na budowę. Lofty powstaną w budynkach dawnych Polskich Zakładów Optycznych przy ul. Grochowskiej w Warszawie. Lokale maja mieć od 100 do 160 mkw., a proponowana cena to 11 tys. zł za mkw. To mniej, niż można się było spodziewać. Pierwszy etap (oddanie do użytku planowane jest na 2008 r.) miałby więc wartość około 70 mln zł.

Szacunki wielkości dostępnej łącznej powierzchni w PZO (a tym samym wartości projektu) nie są dokładne. Zależą m.in. od wysokości konkretnych kondygnacji. Pierwotnie Zachodni planował oddanie do użytku 150 luksusowych mieszkań, ale oczekiwania te opierano na założeniu tworzenia mniejszych lokali o powierzchni 80 mkw. Teraz minimalna wielkość do 100 mkw. Ostrożnie można szacować, że lofty w PZO przyniosą funduszowi w najbliższych dwóch latach około 200 mln zl przychodów i — przy optymistycznym założeniu osiągnięcia marży na poziomie 20 proc. — 40 mln zł zysku brutto.
Większy będzie drugi projekt, zlokalizowany tuż obok PZO , na ul. Mińskiej. Osiedle Praga z Okna ma liczyć 2,3 tys. mieszkań, a więc ich łączna powierzchnia przekroczy 140 tys. mkw. Przy średniej cenie 7,5 tys. za mkw. wartość projektu można szacować na przynajmniej 1 mld zł. Przynajmniej, bo Zachodni chce też wybudować lokale usługowe. Inwestycja rozciągnięta będzie w czasie, a większość przychodów powinno przypaść na 2010-11 r. Do projektów funduszu należy dodać budynki, które mogą powstać przy ul. Kasprzaka, na terenach należących do firmy VIS. To podmiot zależny od NFI Progress, ale z dużym prawdopodobieństwem nieruchomości te odkupi „czternastka”.
Co dalej
Głęboka woda
Władze Zachodniego nie precyzują na razie, jaka będzie struktura finansowania inwestycji. Można jednak oczekiwać, że — podobnie jak inni deweloperzy — przynajmniej 20 proc. kwot pochodzić będzie z pieniędzy własnych, a reszta z kredytów. Większą niewiadomą jest, jak spółka poradzi sobie w obszarze, w którym nie ma doświadczenia. Pamiętajmy, że kilka miesięcy temu zawarto nieskonsumowaną umowę inwestycyjną z Polnordem (zakładała przekazanie deweloperowi wszystkich gruntów obu powiązanych NFI w zamian za jego akcje). Kilka miesięcy temu przedstawiciele funduszu nieoficjalnie przyznawali, że nie najlepiej czują się w biznesie

Zobacz również ...


menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

 „Nigdy nie oczekiwałem, by Latkowski nakręcił mi laurkę. Mam świadomość  jego ostrego spojrzenia na rzeczywistość. Świadomie zgodziłem się, by to właśnie Sylwester pomógł mi zamknąć bolesne przeżycia, przeszłość.  Jestem ciekawy lustra Sylwestra Latkowskiego, rozumiem, że nie zawsze może oddawać to samo, co widzę ja i inne osoby, które pojawiają się w filmie” – Michał Wiśniewski.
Śledczak Kamilianie Gwiazdor Pedofile
Nakręceni Pub 700 Klatka To my, Rugbiści
powered by Admin.Starla v3 CMS