menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Zmowa milczenia nad inwigilacją mediów 24-11-2007

Mijają kolejne miesiące i nadal trwa cisza w związku z inwigilacją mediów. W prasie (m.in. Gazeta Wyborcza, Polityka, Newsweek, NIE) pojawiły się konkretne nazwiska osób (Marek Balawajder, Wojciech Czuchnowski, Romana Daszczyński, Maciej Duda, Bertold Kittel, Sylwester Latkowski, Anna Marszałek, Roman Osica, Piotr Pytlakowski, Igor Ryciak, Andrzej Rozenek, Krzysztof Wójcik) i nikt z polityków nie chce tego wyjaśnić. Co jest prawdą, a co fikcją? Jak wyglądała? Czemu służyła? Były podstawy, czy nie?

Przy tym niektórzy dziennikarze także nie są tym zainteresowani. Stowarzyszenia dziennikarskie milczą. Wyznanie Janusza Kaczmarka, że odsłuchiwanie przez Zbigniewa Ziobro i Bogdana Święczkowskiego w gabinecie ministra sprawiedliwości nagrań z podsłuchów dziennikarzy było z jego strony „ściemą” uogólniono do stwierdzenia, że Kaczmarek zaprzeczył inwigilacji dziennikarzy. A to nieprawda. Nie zaprzeczał inwigilacji, a tylko odsłuchiwaniu podsłuchów przez ministra sprawiedliwości i szefa ABW.

O prokuraturze i służbach wolę nie mówić, bo tym zawsze na rękę jest to, aby trwała cisza nad tą sprawą. Wolą nadal wykorzystywać posiadane narzędzia, dzięki którym tak łatwo przypodobać się rządzącym i ukryć swoje błędy lub popełniane przestępstwa. Pragną mieć wgląd w to, co robią media i jeśli to możliwe, by móc je pacyfikować.

Nadal ciągnę własne dziennikarskie śledztwo. Pojawia się w nim kolejne nazwisko osoby, którą można dopisać do listy inwigilowanych dziennikarzy. Na celownik miał trafić także Robert Zieliński z „Dziennika”.  Zajmowanie się funkcjonariuszami wymiaru sprawiedliwości i jego bezpośredniość w kontaktach z nimi musiała się tak zakończyć. 

Warto pamiętać, że Inwigilacja to nie tylko podsłuchy, ale i obserwacja, robienie wywiadów, sprawdzanie kont bankowych, finansów, rozpoznanie środowiskowe, zaglądanie do łóżek. Krótko mówiąc także szukanie haków.

Jeden z funkcjonariuszy od tzw. techniki CBŚ wyjaśnił mi, że coraz częściej u tzw. wrażliwych figurantów (polityków, dziennikarzy, osób publicznych) stosuje się podsłuch w samochodzie, lokalu, wtedy to już nie ma problemu z legalizacją, pozostawianiem śladów u prowaiderów telekomunikacyjnych. Wykorzystywani są także do tego prywatni detektywi, którzy często okazują się być po prostu agentami służb. Następuje pomiędzy nimi i służbami wymiana usług.

- Śladów tej inwigilacji nigdy nie znajdziecie – stwierdził. – Nawet jak znajdziecie pluskwę, nikt do niej się nie przyzna.

Inwigilacja to problem występujący od lat i nie sprowadzajmy jej tylko do ostatniego okresu. Od lat pojawia się ten sam problem, tylko zawsze jest wyciszany. Zapomniany.

Paweł Biedziak, który dobrze wie, jak wyglądają kulisy nadużyć służb, w Gazecie Wyborczej zaproponował wprowadzenie uregulowań prawnych, by ten stan rzeczy wreszcie przerwać. Przynajmniej utrudnić nadużywanie środków inwigilacji.

„Pora zakończyć kontrole operacyjne (m.in. podsłuchy, podglądy) uruchamiane przez policję i służby specjalne bez zgody sądu – pisze Paweł Biedziak. -  Dzisiaj funkcjonariusze za zgodą prokuratora mogą bez aprobaty sędziego w sytuacjach niecierpiących zwłoki podsłuchiwać wybrane osoby. Muszą tylko skierować do sądu prośbę o wyrażenie zgody w przyszłości. Jeśli przez pięć dni sąd nie zgodzi się na zastosowanie podsłuchu, funkcjonariusze powinni zniszczyć nagrania. Ale jak mówią złośliwi, "co się nasłuchali, to wiedzą". Zorganizowanie i opłacenie grupy specjalnie przygotowanych sędziów, którzy dyżurując przez 24 godziny w sądach okręgowych, wydawaliby zgody na wszystkie kontrole operacyjne, nie powinno być większym problemem.”

Jeszcze niedawno podobny pogląd wyrażał w rozmowie ze mną poseł Marek Biernacki. Jako były szef MSWiA, długoletni członek komisji do spraw służb specjalnych musi jeszcze więcej wiedzieć o patologiach związanych ze stosowaniem inwigilacji niż Paweł Biedziak.  Może tym razem, jako szef sejmowej komisji  spraw wewnętrznych i administracji, członek komisji służb specjalnych, wymusi na rządzących projekt ustawy zmieniający obecny stan rzeczy?  Może jemu uda się nie poddać presji służb?

PS. Tygodnik "Newsweek" w artykule Macieja Dudy wraca do sprawy inwigilacji mediów (ZOBACZ TUTAJ). Należy mieć nadzieję, że środowisko dziennikarskie w tej kwestii przestanie się dzielić na prawicowe i lewicowe, rządowe i antyrządowe. Nie będą też miały znaczenia ambicje poszczególnych dziennikarzy.

Powinna nas łączyć sprawa wyjaśnienia kulis inwigilacji mediów, zmiany prawa tak, by uniemożliwiać takie działanie.

Tak jak i razem powinniśmy stać w obronie Katarzyny Hejke i Tomasza Sakiewicza - dziennikarzy "Gazety Polskiej, których warszawski sąd kazał zamknąć na 48 godzin.

Winniśmy wreszcie twardo żądać usunięcia z kodeksu karnego przepisów karzących za nadużycie wolności słowa (artykuł 212 kk).


(14) komentarzy / + dodaj komentarz
sprawa Sakiewicza
Autor: Quake
2007-11-24 18:23:41
Zanim ktokolwiek zacznie bronić redaktora Sakiewicza, niech najpierw zapozna się z istniejącymi przepisami. Pozwoli to na uniknięcie publicznego opowiadania bzdur. Polecam ten link:

http://www.krs.pl/admin/files/100307.doc

\"stwierdzić należy, że każdy oskarżony zgodnie z treścią art. 75 § 1 kpk ma obowiązek stawić się na wezwanie sądu. Niezrealizowanie tej powinności rodzi określone prawne konsekwencje procesowe w tym zatrzymanie i doprowadzenie na rozprawę. Nie ma wśród nich możliwości przymuszenia oskarżonego do uczestniczenia w procesie poprzez na-łożenie grzywny czy innej pieniężnej kary porządkowej. Unormowanie to służy tylko i wyłącznie egzekwowaniu przez sądy zlekceważonych przez stronę obowiązków procesowych, co – w konsekwencji – ma zapewnić sprawne orzekanie. Nie ma przy tym żadnego znaczenia kogo personalnie zatrzymanie i doprowadzenie dotyczy i w jakiej sprawie jest sto-sowane. Sądy orzekają w granicach obowiązującego prawa, a krytyka ich działania podobnie jak krytyka innych instytucji, bez zapoznania się z okolicznościami sprawy, nie może być uznana za rzetelną.
W przekonaniu Krajowej Rady Sądownictwa, zwłaszcza krytyka przedstawiana przez Prezesa Rady Ministrów winna mieć na celu dbałość o wiarygodność organów państwa, w tym wymiaru sprawiedliwości i w żadnym wypadku nie powinna podważać podstaw pań-stwa prawa.
Pogląd powyższy dotyczy także dziennikarzy i wydawców, którzy przedstawiając komentarze, opinie, krytyki powinni zgodnie ze swymi obowiązkami wynikającymi z prawa prasowego, szczególnie dbać o pełne, rzetelne i prawdziwe przedstawianie poglądów, bacząc by nie wprowadzały one w błąd społeczeństwa.

Wskazując na powyższe Krajowa Rada Sądownictwa za wysoce niestosowne uważa wystąpienie Prezesa Zarządu TVN SA Piotra Waltera do Sądu Okręgowego w Warszawie, w którym nie kwestionując prawnej poprawności działania sądu w przedmiocie zatrzymania i przymusowego doprowadzenia redaktorów „Gazety Polskiej” zwrócił się o niestosowanie wobec dziennikarzy przewidzianych prawem środków. Podjęte przez sąd działania w tej sprawie, są bowiem prawną konsekwencją lekceważenia przez oskarżonych swoich podstawowych obowiązków procesowych, a nie mają żadnego związku z zagwarantowaną konstytucyjnie wolnością słowa.
Krajowa Rada Sądownictwa wyraża przekonanie, że dbałość o praworządność i respektowanie zasad państwa prawa jest i będzie przedmiotem troski nie tylko władzy sądowniczej ale w równym stopniu władzy ustawodawczej i wykonawczej zaś przedstawiciele mediów będą komentować rzetelnie, dbając o to by przedstawiana interpretacja nie wprowadzała w błąd społeczeństwa.\"

lepa yemsta sedziow
Autor: gosc
2007-11-24 18:35:07
Odwołali się. Chcieli przyjsc dobrowolnie.
Czemu ma sluzyc taki wyrok
To nie bandyci

grzywna a potem doprowadzenie
Autor: tychol
2007-11-24 19:13:37
Czy sędzie nie mógł ukarać grzywną i ponownie wezwać? Jesli by kolejny raz nie przyszli, to wtedy niech sięga po ostrzejsze środki. A tak temida okazał się nie tylko ślepa, ale i głupia

Za PO/PSL będzie tak samo
Autor: kolturka
2007-11-24 19:15:32
Mentalności polskiej władzy siętak z dnia na dzień nie zmieni. Usmieszek Tuska nie wystarczy

W starciu z politykami nie wygrywają ani ci dziennikarze, którzy im wiernie służyli, ani też ci, których podsłuchiwano
Autor: Salon42
2007-11-24 20:16:54
W okopach

Listy OD redakcji – taka nowa forma rozwinęła się w polskiej prasie na przełomie sierpnia i września. Jako wyraz protestu lub tłumaczeń, zależnie od tego, czy politycy ustawili dziennikarza albo redakcję po swojej czy po przeciwnej stronie.
24 sierpnia, „Gazeta Wyborcza”, list Wojciecha Czuchnowskiego do ministra Ziobry: „Zwracam się do Pana z pytaniami: Kiedy byłem podsłuchiwany?; Co się stało z nagraniami i sporządzonymi z nich stenogramami? (...); Czy chciał Pan, by CBŚ kontynuowało podsłuchiwanie mojego telefonu? (...) Brak szczegółowej odpowiedzi będzie oznaczał, że przyznaje się Pan do winy”.
29 sierpnia, „Dziennik”, list otwarty Jerzego Jachowicza do Janusza Kaczmarka: „Prostuję Pana informację (o inspirowaniu dwóch tekstów J.J. przez Zbigniewa Ziobrę – przyp. red.), ponieważ sugeruje ona, jakobym wypełniał jakieś polityczne zamówienia. Tymczasem wie Pan przecież od lat, że należę do licznej grupy tzw. dziennikarzy apolitycznych, którzy skaczą do gardła każdemu, kto narusza prawo lub go nadużywa”.
1 września, „Polityka”, komentarz Jerzego Baczyńskiego: „Czy dziennikarze, również naszej gazety, byli podsłuchiwani? Czy są podsłuchiwani nadal? Jak mamy się tego dowiedzieć, skoro służby specjalne są całkowicie w rękach władzy, a polityczna i prawna kontrola nad nimi jest czysto iluzoryczna? Skoro wszystko jest objęte tajemnicą? (...)”.

Jak kelnerzy
Lawina pytań ruszyła po tym, jak 22 sierpnia były minister spraw wewnętrznych i administracji Janusz Kaczmarek oskarżony przez ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę o to, że był źródłem przecieku o akcji Centralnego Biura Antykorupcyjnego przeciwko Andrzejowi Lepperowi, zeznawał przed sejmową komisją ds. służb specjalnych. Mówił wprost, że minister Ziobro inwigilował i podsłuchiwał m.in. dziennikarzy oraz zbierał materiały przeciwko niezależnym mediom. Wymienił nazwiska dziennikarzy, o których wiedział, że byli inwigilowani. W tej grupie byli: Marek Balawajder (RMF FM), Wojciech Czuchnowski („Gazeta Wyborcza”), Maciej Duda (do niedawna „Rzeczpospolita”, obecnie „Newsweek Polska”), Bertold Kittel (do niedawna „Rzeczpospolita”), Sylwester Latkowski (freelancer), Roman Osica (RMF FM), Piotr Pytlakowski („Polityka”), Igor Ryciak („Newsweek Polska”). Kaczmarek wymienił też tych, którym Ziobro miał ponoć podsuwać materiały uderzające w przeciwników. Byli to: Anita Gargas (TVP), Tomasz Sakiewicz („Gazeta Polska”) i Jerzy Jachowicz („Dziennik”).
Wkrótce Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymała Janusza Kaczmarka. TVP w porze najlepszej oglądalności transmitowała specjalną konferencję prokuratury, na której podważyła ona wiarygodność byłego ministra.
Jednak wśród dziennikarzy bomba już poszła w górę. Zaczęto sprawdzać, jakim sposobem mogli być podsłuchiwani. Piotr Pytlakowski pisał w „Polityce”: „Z dwóch niezależnych źródeł potwierdzono mi, że moje i innych dziennikarzy numery telefonów komórkowych znajdują się w »Rejestrze wniosków i zarządzeń dotyczących kontroli operacyjnych« Komendy Głównej Policji. To znaczy, że byłem (nie tylko ja) podsłuchiwany jako tzw. figurant przez wydział techniki operacyjnej CBŚ”.
Zeznania Kaczmarka potwierdziły podział mediów na te, które PiS uważał za swoje, oraz te, które są mu wrogie. – Wśród tych pierwszych władze zaczęły szukać przychylnych dziennikarzy i sprzedawać im informacje, na których ukazaniu się im zależało – twierdzi Wojciech Czuchnowski. Anna Marszałek z „Dziennika” dodaje: – Liczba przecieków ze strony władzy wzrosła w ostatnich dwóch latach o kilkaset procent, ale takie materiały dostają tylko zaufani, pewni dziennikarze.
– Kaczmarek potwierdził to, co wielu z nas widziało i czuło, ale na co nie było dowodów: że w wykonaniu części dziennikarzy dziennikarstwo śledcze zmieniło się w przesyłowe. Że niektórzy z nas stali się kelnerami, a zamawiającymi dania i szefami restauracji byli politycy – komentuje Tomasz Lis, członek zarządu Polsatu.

Tekst niewygodny
Większość wymienionych przez Kaczmarka dziennikarzy informacja o ich inwigilowaniu nie zaskoczyła. – Wiedzieliśmy o tym od jakichś dwóch, trzech miesięcy z różnych źródeł, ale to nie były informacje w żaden sposób weryfikowalne – mówi o sobie i Marku Balawajderze Roman Osica z RMF-u.
– Atmosfera nieufności zapanowała od początku rządów PiS-u. Mówiło się: „To nie na telefon, spotkajmy się”. Jednak dowodów na to, że ktoś nas podsłuchuje, nie było do maja – przyznaje Piotr Pytlakowski.
Igor Janke, domagający się w „Rz” powołania komisji śledczej, by sprawdziła informacje Kaczmarka, jakoś zapomniał dodać, że jego dziennik miał wiosną napisany tekst na ten temat, tylko go nie opublikował. Przygotowali go dla „Rzeczpospolitej” Maciej Duda i Bertold Kittel. Jednak szefostwo gazety uznało, że jest za słabo udokumentowany i nie dało go do druku.
– Już ponad rok temu wiedziałem o naradzie u ministra Ziobry z udziałem między innymi Marzeny Kowalskiej, szefowej warszawskiej Prokuratury Apelacyjnej, Konrada Kornatowskiego, ówczesnego wiceszefa tej prokuratury, i Janusza Kaczmarka. Ziobro chciał wtedy zdobyć moje billingi – opowiada dziś Maciej Duda. – To było po cyklu moich tekstów dotyczących śledztwa w sprawie zabójstwa generała Marka Papały i o krakowskich prokuratorach działających pod rządami Ziobry. Wielu prokuratorów zaczęło mnie wtedy ostrzegać, że też mogę być podsłuchiwany. Jednak dowodów na to nigdy nie miałem.
Na przełomie zimy i wiosny br. Duda i Kittel znowu dowiedzieli się o podsłuchiwaniu dziennikarzy. – Mieliśmy informacje z dwóch niezależnych źródeł. Dowiedzieliśmy się, że podsłuchiwano detektywa Rafała Rutkowskiego z Gdańska, a poprzez niego telefonujących doń dziennikarzy, między innymi Pytlakowskiego i Kittela. Wiedzieliśmy, że wysocy urzędnicy państwowi odsłuchali przynajmniej część nagrań, bo rozpoznali głos jednego z dziennikarzy. Sprawdziliśmy to. Rzeczywiście, nagrany został ten dziennikarz, o którym mówili – opowiada Duda. W swoim tekście dla „Rz” opisali to, ale niemal bez nazwisk i szczegółów. – Po zeznaniach Kaczmarka okazało się, że zakres tego, o czym wiedzieliśmy, pokrywał się w dużej mierze z tym, co powiedział on komisji do spraw służb specjalnych – kończy Duda.
Gdy na początku sierpnia Zbigniew Ziobro w TVN 24 mówił o dymisji Janusza Kaczmarka, stwierdził, że były minister nagrywał na dyktafon dziennikarzy, m.in. Dudę. Sam dziennikarz opowiada: – Gdy przyszedłem do ministerstwa na rozmowę z ówczesnym dyrektorem Biura do spraw Przestępczości Zorganizowanej Bogdanem Święczkowskim, okazało się, że nie będę rozmawiał z nim, tylko czeka na mnie Kaczmarek. Wszedłem do jego gabinetu, a on pokazał mi na kartce napis „Uważaj, bo cię nagrywam” i dyktafon ukryty w stercie akt. Tłumaczył się potem, że zrobił to na polecenie Zbigniewa Ziobry.
Piotr Gabryel, zastępca redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej”, pytany, dlaczego gazeta nie opublikowała tekstu o podsłuchach, mówi krótko: – To wewnętrzne sprawy redakcji.
Michał Kobosko, redaktor naczelny „Newsweek Polska”, żałuje, że tekstu Dudy i Kittela nie opublikowano. – Gdy stawia się tego rodzaju oskarżenia, trzeba mieć oczywiście dowody. Nie znam tego artykułu, ale to źle, że się nie ukazał, choćby w ostrożnej formie. To byłby ważny element w procesie oczyszczania środowiska dziennikarskiego – mówi Kobosko.
– Gdy czytam ten tekst dzisiaj, myślę, że pisaliśmy go, zachowując dużą ostrożność – mówi Maciej Duda. – Adwokat „Rzeczpospolitej” dopuścił artykuł do druku od strony prawnej, ale kazał usunąć wiele szczegółów. Gdyby się ukazał, nawet tak okrojony, może te sprawy zaczęłyby być wyjaśniane wcześniej – dodaje.

Prokurator nie pomógł
Dziennikarze wymienieni jako sprzyjający PiS-owskiemu rządowi nabrali wody w usta. Anita Gargas, szefowa publicystyki i reportażu TVP 1, zgodziła się odpowiedzieć tylko na pytania zadane na piśmie i tylko wówczas, jeśli opublikujemy obok tekstu całość pytań i odpowiedzi. W kwietniowej „Polityce” Jerzy Baczyński pisał: „»Misja specjalna« to modelowy program publicystyczny TVP IV RP. Ma on, najkrócej mówiąc, demaskować i odsłaniać ohydę układu, który rządził Polską, zanim władzę objęła koalicja PiS, Samoobrony i LPR”.
Na rozmowę nie godzi się Jerzy Jachowicz, również wskazany jako wykonawca polityki Ziobry. W liście otwartym do Kaczmarka zaprzeczał, że był inspirowany przez ministra sprawiedliwości i tłumaczy okoliczności powstania swoich tekstów. Brzmi przekonująco. Tyle że jego nazwisko, umieszczone wśród dziennikarzy przychylnych PiS-owi, nie dziwi jego kolegów. Pamiętają np. jak krytykował dziennikarzy TVN-u za potajemne nagranie PiS-owskich polityków, próbujących przekupić Renatę Beger, by za stanowiska przeszła do nich. Pisał też o tym w „Dzienniku” w tekście „Przeciwko PiS działa stary układ”.
Na rozmowę godzi się Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny „Gazety Polskiej”, i tak komentuje informacje Kaczmarka: – Minister Ziobro dzwoni do redaktora naczelnego „Gazety Polskiej” i daje przeciek? Czysty idiotyzm. Janusz Kaczmarek oskarżył nas o współpracę z politykami PiS-u, bo chciał zastraszyć wszystkich dziennikarzy, którzy pisali lub mówili o jego przestępstwach.
I stwierdza zaskakująco otwarcie: – To ja próbowałem wpływać na Zbigniewa Ziobrę, by podjął pewne śledztwa. Nie chciał. Dopiero po naszym tekście w sprawie tak zwanych kwitów Kwaśniewskiego, czyli nadużyć w Komitecie do spraw Młodzieży i Kultury Fizycznej, minister kazał na nowo wszcząć postępowanie. Różniliśmy się natomiast co do oceny Radia Maryja, które zarzuca „Gazecie Polskiej” kłamstwa i manipulacje, i ciągle nas atakuje za ujawnienie współpracy arcybiskupa Stanisława Wielgusa z SB. Ziobro chciał mediować, żeby doprowadzić do wyciszenia awantury – kończy Sakiewicz.

A w kraju cisza
Do listy osób, którym Kaczmarek zarzucił, że część ich tekstów lub programów jest inspirowana przez Zbigniewa Ziobrę, wielu dziennikarzy mogłoby dopisać kolejne nazwiska. Wymieniają zarówno dziennikarzy, jak i całe redakcje (TVP, „Wprost”, „Rzeczpospolita”, „Gazeta Polska”), ale – jak przyznają – nie mają na to żadnych dowodów. Wojciech Czuchnowski: – Po tekstach widać, kto jak postępuje. Wierzę, że większość z tych dziennikarzy realizuje swoje własne poglądy i idee, ale zabrnęli w ślepy zaułek. Stali się słupami ogłoszeniowymi władzy, choć nikt się nie przyzna, że pracuje na wrzutkach.
Inwigilowanego Romana Osicę z RMF-u wcześniej próbowano wciągnąć do dziennikarzy dyspozycyjnych. – Członek obecnej władzy dał mi przeciek i spodziewał się, że w zamian będę unikał tematów niewygodnych dla PiS-u – przyznaje.
– Zawsze było tak, że rządząca partia była przychylniejsza mediom mającym tę samą orientację polityczną. Dopiero PiS podzielił radykalnie dziennikarzy na swoich i obcych – mówi Anna Marszałek z „Dziennika”.
Inaczej widzi rzeczywistość Tomasz Sakiewicz z „Gazety Polskiej”. – Dziennikarstwo jest dzisiaj zdecydowanie lepsze niż dawniej. Jest silna konkurencja mediów, wzajemnie patrzymy sobie na ręce. Kryzys nastąpi wówczas, gdy wszyscy będziemy mieć takie same poglądy. Tak, jak było na początku lat 90., kiedy dziennikarze o poglądach innych niż te w „Gazecie Wyborczej” byli spychani na margines – mówi.
Roman Osica zwraca uwagę, że dziś nie chodzi tylko o różnicę poglądów: – Nastąpiła olbrzymia polaryzacja mediów: na te, które idą z falą rządu, i na te, które idą pod prąd. Tak samo jest z dziennikarzami: u niektórych przekonania biorą górę nad obiektywizmem.
Co gorsza, podział w środowisku tak się pogłębił, że wydaje się, iż przepaść jest już nie do zasypania. – Jeszcze w ubiegłym roku, przy okazji ujawniania taśm Beger, dziennikarze z różnych mediów podpisali się solidarnie pod listem do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. SDP krytykowało prowokację zastosowaną przez TVN, my nie zgadzaliśmy się z takim stanowiskiem. Dzisiaj taka wspólna akcja nie byłaby już możliwa – uważa Czuchnowski.
Kiedy pojawiły się informacje o inwigilowaniu dziennikarzy, SDP już nawet nie zajęło stanowiska. Za granicą byłoby to nie do pomyślenia. Świadczy o tym natychmiastowa reakcja organizacji Reporterzy bez Granic, która zaapelowała o wyjaśnienie doniesień w sprawie podsłuchiwania przez ABW i CBŚ polskich dziennikarzy. Kilka dni później, po zatrzymaniu Kaczmarka w mieszkaniu Sylwestra Latkowskiego, Reporterzy bez Granic domagali się powołania komisji parlamentarnej, która wyjaśni informacje Kaczmarka o podsłuchiwaniu i inwigilacji dziennikarzy w Polsce. Z krajowych środowisk dziennikarskich żaden głos protestu nie popłynął.
– Mam wrażenie, że dziennikarze doszli do ściany. Zamiast pięknie się różnić, zaczęli ze sobą wojować niczym politycy – stwierdza Michał Kobosko.

Nie ma wygranych
Co ciekawe, również inwigilowani przez służby specjalne dziennikarze nie mają poczucia moralnej satysfakcji. – Nie jestem w o wiele lepszej sytuacji niż ci, którzy są uważani za dyspozycyjnych – mówi Wojciech Czuchnowski. – Środowisko jest rozbite, niezdolne do zaprotestowania przeciw manipulacjom polityków – wyjaśnia.
On, Duda i Osica mają poczucie, że zostali sami. – Ziobro mnie atakuje w „Gazecie Polskiej”, mówiąc niemal wprost, że byłem dziennikarzem Kaczmarka – mówi Maciej Duda. – Gdzie jest Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich? Powinno krzyczeć, żądać wyjaśnień od władzy, walczyć o to, by zostało sprawdzone, czy dziennikarze byli inwigilowani. A oni nic nie mówią, zasłaniając się tym, że nie ma dowodów. SDP jest dziś organizacją prorządową. Albo się boi bronić dziennikarzy, albo nie może – zauważa z goryczą. Mówi to dziennikarz, któremu SDP przyznało w ub.r. Główną Nagrodę Wolności Słowa.
Zdaniem Michała Koboski w wyborach w 2005 roku PiS-owi udało się podważyć zaufanie części społeczeństwa do mediów. – Głosujący na tę partię w dużym stopniu dali się przekonać, że dziennikarzom nie trzeba ufać, bo media bronią jakiegoś tajemniczego i wszechmocnego układu. Teraz jesteśmy w nienormalnej sytuacji. Dziennikarze są zupełnie bezradni wobec tego, co się dzieje – ocenia naczelny „Newsweeka”.
Nawet zeznania Kaczmarka nie otrzeźwiły środowiska. Jerzy Baczyński, redaktor naczelny „Polityki”: – Polemika w mediach zmierza głównie do zadania ciosu, upokorzenia, trafienia celnym epitetem. Obie strony siedzą w swoich okopach, w gronie towarzyszy broni, prowadzą nawzajem ostrzał i nie próbują z tych okopów wyjść.
Co dalej? – Zaraza przyszła do świata dziennikarskiego z polityki i tylko stamtąd może przyjść uspokojenie. Jeśli nowa władza będzie mniej agresywna, sytuacja w mediach zacznie się uspokajać – uważa Baczyński.

Andrzej Niziołek
http://www.press.pl/press/pokaz.php?id=1437

I tak te \"burasy\" mają szczęście, że nie są w Rosji, bo za te wybryki dawno by
Autor: ~obiektywny
2007-11-24 20:20:59
\"odpoczywaliby\" w łagrze na Syberii!!
Całkowicie zgadzam się z definicją dziennikarzy Pana Dorna !
I nie dotyczy to wszystkich dziennikarzy ale głównie tzw. komercyjnych, którzy jakimś dziwnym trafem najczęściej są pochodzenia zydowskiego, i ktorzy nie mają żadnych zahamowań, żeby poniżać Polaków ich gradacje wartości, w szczególności władzę, która chce te wartości pielęgnować !!!
Dziwne ?
Zaczęła wracać pod rządami Kaczyńskich wiara w państwo i polskie wartości narodowe !
Jak to się stało, że wygrała opcja antypolska - nie rozumiem !
Okazało się, że spora część społeczeństwa jest podatna na medialne pranie mózgów - tragedia !!!
Jakby zły sen !
Nie mam wątpliwości, że tym złem, którym wykazał się wcześniej obóz Tuska (Mazwowiecki, Bielecki, Buzek), dopełni dzieła zniszczenia Polski

Dlaczego przerwano podsłuch?
Autor: netofil
2007-11-24 20:28:56
Natrafiłem na ciekawy głos na forum ui się podpisuję obiema rekoma. gdy policjanci zorientowali się, że mają do czynienia z dziennikarzem\" - pisze \"Newsweek\". A to znacze, ze policjanci na podstawie rozmowy doszli do wniosku, ze maja docznienia z potencjalnym przestepca i dlatego zaczeli go natychmiast obserwowac, zeby nie utracic cennych informacji dotyczacych przetepstw. Oczywiscie wystapili o pozwolenie. Wtedy zorientowali sie, przy sprawdzaniu personaliow, ze maja docznienia z dziennikarzem, panem Czuchowskim i przerwali obserwacje. Innymi slowy, CBS NIE miala podsluchiwaly dziennikarze, tylko faceta podejrzanego o przestepstwo. A szkoda, ze CBS rezygnujac nie wystapilo jednak o pozwolenie... rozmowa, ktorej byli swiadkami musiala byc naprawde wysoce interesujaca skoro zmusila ich do natychmiastowego dzialania.


płonne nadzieje
Autor: Leszek Misiak
2007-11-24 21:17:10
Sylwku, masz zupełną rację, że niezaleznie czy chodzi o dziennikarzy pism prawicowych, lewicowych czy innych inwigilowanie dziennikarzy jest rzeczą skandaliczną. Ale cóż po świętym oburzeniu, skoro dobrze wiesz, że wobec dziennnikarzy śledczych nadal, sądzę, będą stosowane podsłuchy i szerzej rozumiana inwigilacja. Służby specjalne rządzą się swoimi prawami, a służbami kieruje... rząd. Więc zależnie od tego, kto nami rządzi, będą starali się inwigilować dziennikarzy niewygodnych dla tego rządu, z polecenia lub z nadgorliwości. To smutna konstatacja, choc nie oznacza, że trzeba się z tym godzić, masz rację.
Ale jest też druga strona medalu. Dziennikarze nie powinni wikłać się we współpracę ze służbami. Skoro niektórzy idą na tę współpracę, a nawet, jak ćwierkaja jaskółki, sami się zgłaszali, niech potem nie mają pretensji, że nowy garnitur specsłużb się nimi \"bardziej wnikliwie\" interesuje. Swoją drogą wśród nazwisk, które wymieniłeś, są koledzy, którzy popełnili publikacje, których powinni sie wstydzić. Nie wiem, czy zrobili to z niewiedzy - zbytniej ufności w prawdziwość informacji, które dostawali, czy z innych powodów. Niektóre były wręcz ewidentnie \"nadane\". Słuchać trzeba każdego, ale informacje od informatorów sprawdzać i obiektywnie przekazywać. Inna sprawa to obiektywizm mediów-pracodawców, a raczej udawany obiektywizm. Czy i na ile dziennikarz powinien naciskom wydawców ulegać? To kwestia jego uczciwości i wytrzymałości, no bo gdzieś trzeba pracować.... Na tym buduje się przez lata swój wizerunek. Prawdziwa twarz i tak z czasem staje się, przynajmniej w środowisku dziennikarskim, tajemnicą poliszynela - widać to po publikacjach. Jednemu to przeszkadza, innemu nie, albo uwikłany musi grać jak grał, bo nie ma wyjścia.
Ale tak czy inaczej całe nasze środowisko powinno zaprotestować przeciwko jakimkolwiek próbom inwigilacji, bo przyzwolenie na ten proceder otwiera bardzo szeroko furtkę do zamykania ust dziennikarzom. Jak to mówią, na każdego można coś znaleźć, albo spreparować. Ktoś upił się i usnął na ławce w parku, czy odwiedził agencje towarzyską, przepuścił kasę w kasynie itd.
Teraz z innej beczki. W komentarzu do Twojej opinii o mojej książce \"Walka o osocze\" ktoś napisał na Twoimj blogu, że uwikłałem się w walkę wyborczą pisząc tekst o Donaldzie Tusku. Fakt, to było ewidentnie w czasie kampanii i zrobiłem to świadomie, ale nie z powodów politycznych, ale etycznych. Tak jak uważam, że CBA miało święte prawo, a nawet obowiązek upublicznić sprawę Sawickiej, by ludzie mogli zdecydować, czy chcą głosować na nią w wyborach do senatu, tak chciałem, by wyborcy wiedzieli o wątpliwych etycznie decyzjach Tuska w sprawie jego gdańskiej fundacji. Powinniśmy wiedzieć o nawet (może zwłaszcza), niewygodnych faktach z biografi osób kandydujących do najważniejszych funkcji w państwie (oni oczywiście upublicznienie tej wiedzy zawsze nazwą działaniem politycznym). Nigdy nie działałem politycznie. W 1993 roku, gdy władzę miała prawica, wyciągnąłem aferę zięcia wicepremiera Goryszewskiego (przemyt kradzionych aut za granicę). Pracuję w \"Gazecie Polskiej\", ale od polityki sensu stricto uciekam, jeśli nie wiąże się ze sprawami śledczymi, którymi się zajmuję. Zapewniam, że napisałbym o aferze, w którą zamieszani byliby ludzie z PiS, tak jak pisałem o aferach postkomunistów. Co pewien czas dzwoni do mnie Superstacja z propozycją skomentowania wydarzeń politycznych i zawsze odmawiam. Argument mam zawsze jeden - nie jestem dziennikarzem politycznym, ale śledczym.
lem

śmiech mnie ogarnia
Autor: zx
2007-11-24 21:19:22
Kiedy czytam użalania się pismaków z powodu prób podsłuchiwania ich. \"Eksperci\" nie zdający sobie sprawy z tego, ze podsłuch telefoniczny jest tylko jednym to wcale nie najważniejszym sposobem inwigilacji. Macie karty bankowe,konta mailowe? Macie!
Wyciąg z waszych operacji bankowych potrafi dostarczyć mnóstwa informacji o sposobie życia i zainteresowaniach. Do tego wystarczy włączyć sie do systemu mnitoringu wizyjnego już można mieć dużo odpowiednich informacji , telefon jest dodatkiem.
Cieszcie się , że służby starały się podsłuchiwać was legalnie, a nie wypłakujcie się w mankiet że jesteście inwigilowani.
BTW, jeśli uważacie że teraz nie będziecie inwigilowani, to gratuluję tej pewności.

Prawica.net (komentarze)
Autor: Prawica.net (komentarze)
2007-11-25 09:31:57
Sąd podtrzymał swoją decyzję
Autor: Wojciech-Maltan, sob, 24/11/2007 - 20:31
w sprawie redaktorów GP. Sakiewicz się nie odwołał, Piotr Walter wystąpił o zastosowanie innych środków (jakich?).

Odpowiedź Prezesa Sądu Rejonowego na wystąpienie RPO

Wojciech
-------------

cytuję Wojciech-Maltan:
w sprawie redaktorów GP. Sakiewicz się nie odwołał, Piotr Walter wystąpił o zastosowanie innych środków (jakich?).

Odpowiedź Prezesa Sądu Rejonowego na wystąpienie RPO

Wojciech

I slusznie, gdyz prawo powinno byc dla wszystkich jednakowe.
Widocznie \"dziennikarze\" rzadza sie wlasnymi prawami, skoro protestuja przeciw zatrzymaniu Sakiewicza i jego redakcyjnej kolezanki.
Pan Latkowski - i to nie pierwszy juz raz, nie wszystko przyjmuje do wiadomosci jako przecietny czlonek polskiego spoleczenstwa....potwierdza to, ze elity naprawde rzadza sie wlasnymi prawami.

Zaloguj się lub zarejestruj aby komentować
I zgadzam się z Panem, i nie zgadzam
Autor: Wojciech-Maltan, sob, 24/11/2007 - 23:04
Sędzia okazał się wyjątkowym rygorystą (jeden powie i dobrze, drugi, że mógł z tym środkiem zaczekać), ale skoro nie było zażalenia, to trudno stwierdzić, czy utrzymałby decyzję. Podobno Sakiewicz miał jakieś problemy z otrzymaniem decyzji. Cudownie by było, jeżeli wszyscy sędziowie postępowaliby w ten sposób przy poważniejszych sprawach.

Szkoda, że dziennikarze GP nie wykorzystali tych dwóch lat, żeby przekonać Prezesa PiS do zmian w kodeksie karnym, a już były takie pomysły na komisji.

Wojciech
-------------

cytuję Wojciech-Maltan:
Szkoda, że dziennikarze GP nie wykorzystali tych dwóch lat, żeby przekonać Prezesa PiS do zmian w kodeksie karnym, a już były takie pomysły na komisji.
Wojciech
-------------
Gdyby zalezalo to tylko i wylacznie od Prezesa PiS, to zapewne, nie musial by Pan stawiac dzisiaj tego pytania.
POczekajmy, moze uczyni to Prezes PO - ma takie same mozliwosci, a nawet jeszcze wieksze.

Zaloguj się lub zarejestruj aby komentować
Jak pan sam zauważył,
Autor: BadaczNetu, nie, 25/11/2007 - 00:41
Jak pan sam zauważył, zbieranie materiału dowodowego w przypadku tzw. wrażliwych celów, może być zrealizowane technikami operacyjnymi np. przez prywatnego detektywa. Oznacza to że takie działania mogą być prowadzone całkowicie z pominięciem istniejących procedur kontrolnych. Zmiany prawa, takie jak np. wyłączenie kontroli operacyjnych nic tu nie zmieni. No poza faktem, że np. w przypadku porwań, aktów terrorystycznych czy innych zupełnie uzasadnionych przypadków, odpowiednie służby, siądą z założonymi rękami i będą z palcem gdzieś czekały aż zlecenie przewędruje odpowiednią biurokratyczną ścieżkę.
Tworzenie wokół tego tematu jakichś histerycznych fobii, nie jest rozwiązaniem. Jeśli mówimy o przypadkach kilku dziennikarzy to w skali działań całych służb jest to jakimś zupełnym marginesem.
Ja osobiście będę się czuł lepiej jeśli będę wiedział że gdy mi ktoś porwie dziecko, to policja bez czekania na jaśnie pana sędziego, rozpocznie działania natychmiast i z wykorzystaniem wszystkich dostępnych środków.
To że kilku dziennikarzy będzie się z tego powodu gorzej czuło, akurat zupełnie mnie nie martwi. Nie chcę tu generalizować, ale wśród dziennikarzy jest całe mnóstwo ludzi dla których nie mam ani odrobiny szacunku.
Istotą działania służb jest ochrona interesów obywateli i państwa. Oczywiście są sytuacje gdy te służby są wykorzystywane niezgodnie z oczekiwaniami. Trzeba więc szukać metod kontroli, które takie przypadki ograniczą, ale nie można robić tego ograniczając im możliwość realizacji celów do których są powołane.
Na hasło inwigilacja ludzie są przewrażliwieni, co daje duże pole manewru różnym ignorantom i ludziom działającym w złej wierze.
Przykładowo: jakieś mocarstwo może sprowokować SKW do założenia podsłuchów jakiemuś dziennikarzowi, następnie rozdmuchać sprawę i poprzez np. dających się łatwo podpuścić dziennikarzy (wiadomo, zawodowa solidarność) rozpocząć histeryczną akcję lobbingową na rzecz ograniczenia możliwości SKW w zakresie wykorzystywania technik operacyjnych. Fajny prezent dla swoich agentów prawda ?
--
The man who reads nothing at all is better educated than the man who reads nothing but newspapers - Thomas Jefferson.

Zaloguj się lub zarejestruj aby komentować
Dodajmy, że zwłaszcza
Autor: Wojciech-Maltan, nie, 25/11/2007 - 00:53
wobec niektórych dziennikarz, Marszałek i Kittela, zainicjowali usunięcie wiceministra Rzeczypospolitej Polskiej. A takie miała Dziennikarka Roku materiały, nagrania, świadków. Widać, że ktoś nie zweryfikował swoich informacji. A przetargi szły w miliardy.

Tak się kończą gry z \"misiami\".

W sprawie porwania. Przypomniała mi się sytuacja (5-6-7 lat temu?), kiedy dziennikarz Wprost zastanawiał się, czy było etyczne zachowanie antyterrorystów. Otóż, do przedszkola w Luksemburgu ( albo w Niemczech:)) wpadł jakiś maniak, który przetrzymywał dzieci. Policja wymyśliła trik. Do człowieka wysłano dziennikarzy z kamerą, oczywiście nie byli to prawdziwi dziennikarze, a ateciaki, w kamerze chyba ukryli broń, i w ten sposób ujęli człowieka. Rozterki dziennikarza dotyczyły etyki takiego postępowania. Czy Policja powinna tak zrobić? Czy miała prawo do tego? Czy teraz maniacy, porywacze, terroryści nie będą strzelali do żurnalistów, jak do kaczek. Jakby ktoś normalny pozwolił dziennikarzowi zbliżyć się do terrorysty...no chyba że w \"Ekipie\".

Wojciech
-------------

Tajemnica tkwi gdzie indziej
Autor: Venissa
2007-11-25 10:40:59
A mnie się wydaje, że tajemnica tkwi gdzie indziej. Proponuję przeczytać jeden z ostatnich wpisów Pawła Paliwody oraz jeden z artykułów IPN-u.

\"Dziś przypominam w nim dwa artykuły, które w aktualnej sytuacji społeczno-politycznej uzyskują dodatkowe znaczenie. Naprowadziła mnie na nie lektura blogu Michaela (znakomity treściowo, pracowicie i w sposób przemyślany skomponowany).

Pierwszy to tekst Grzegorza Majchrzaka „Towarzysz Urban proponuje” zamieszczony w „Biuletynie IPN” z grudnia 2006 roku. Jerzy Urban proponował w 1983 roku szefowi MSW gen. Czesławowi Kiszczakowi powołanie w MSW specjalnego pionu propagandowego, do prowadzenia którego szczególnie rekomendował Mariusza Waltera („przedstawia tow. Mieczysławowi Rakowskiemu i mnie sporo interesujących koncepcji ogólnopolitycznych i propagandowych\"). Tekst pozwala lepiej zrozumieć ideologiczne podłoże, z jakiego wyrosła telewizja TVN, założona i kierowana przez Mariusza Waltera.

Źródła: http://www.ipn.gov.pl/portal/pl/24/4278/nr_11122006.html

http://wirtualnemedia.pl/document.php?id=2052646&rss=1. \"

Całość wpisu Paliwody na s.:

http://pawelpaliwoda.salon24.pl/48502,index.html

prorządowi nie pozwolą na wyjasnienie
Autor: Z lisa T
2007-11-25 13:57:11
\"dziennikarstwo prorządowe stało się dziennikarstwem obiektywnym, dziennikarstwo niezależne - w oczach niektórych stało się dziennikarstwem zależnym, a konformizm bardzo wielu pomylił się z obiektywizmem\".

cynizm sakiewicza
Autor: gosc
2007-11-25 14:43:11
Sankcja, która na polecenie Sądu ma być zastosowana wobec dziennikarzy Katarzyny Hejke i Tomasza Sakiewicza jest przez nich cynicznie wykorzystywana do ataku na Sąd i próby wykreowania się w mediach na męczenników walczących w obronie wolności słowa. Aby nie dopuścić do powstania tego szkodliwego mitu postanowiliśmy odstąpić od oskarżenia. Są to z naszej strony wyłączne powody odstąpienia od oskarżenia. Podtrzymujemy bowiem dotychczasowe zarzuty wobec dziennikarzy i będziemy dochodzić naszych racji na drodze procesu cywilnego.
Karol Smoląg, rzecznik Grupy TVN

Przeczytał pan komentraz Szeremietiewa?
Autor: hule
2007-11-25 21:50:07
Skąd ta zmowa?
Autor: RSz, nie, 25/11/2007 - 09:57
Panie Sylwestrze,

Zaskoczył Pan mnie tekstem „Zmowa milczenia nad inwigilacją mediów”. Rozważa Pan problem czemu to nikt nie chce wyjaśniać tej sprawy? A nawet – jak Pan słusznie podnosi: „niektórzy dziennikarze także nie są tym zainteresowani.” Wymieniał Pan nazwiska redaktorów - Marek Balawajder, Wojciech Czuchnowski, Romana Daszczyński, Maciej Duda, Bertold Kittel, Sylwester Latkowski, Anna Marszałek, Roman Osica, Piotr Pytlakowski, Igor Ryciak, Andrzej Rozenek, Krzysztof Wójcik.

No cóż, nie wiem jak Pan, ale ja mogę w zaprezentowanej grupie osób wskazać, nazwiska tych nie wykazujących „zainteresowania” wyjaśnianiem inwigilacji mediów. Moim zdaniem ci żurnaliści nie chcą niczego wyjaśniać z bardzo racjonalnych powodów. Ujawnianie ciemnych sprawek służb mogłoby przy okazji odsłonić drogi „przecieków” różnych materiałów do niektórych dziennikarzy, a może nawet wykazałoby, że są dziennikarze zatrudnieni nie tylko w redakcjach.

Istnieje też zapewne coś, co bym nazwał interesem wspólnym państwa „dziennikarzy śledczych”, zarówno uczciwych jak i tych „uczciwych inaczej” – po co podważać wiarygodność np. red. Marszałek i ujawniać ścieżki docierania do sensacji? To może przecież zaszkodzić w pracy innych \"śledczych\". No bo gdyby wspomniana pani okazała się mało wiarygodna, to i na innych padłby cień. Tak, tak, solidarność to piekna rzecz: patrz klatka z dziennikarzami przed Sejmem, gdy sąd chciał zamknąć gościa z Polic, który mimo wyroku, ze w gazecie napisał nieprawdę nie chciał tego odwołać.*
Więc w sprawie tej inwigilacji lepiej cicho sza!

Pan Panie Sylwestrze jawi mi się niczym taki samotny szlachetny don Kichot atakujący nawet nie kopią, ale patykiem swego tekstu potężny wiatrak dziennikarstwa śledczego.
Piszę to z całym szacunkiem nie podzielając jednak Pańskiego zdziwienia co do meritum sprawy - czemu nie chcą wyjasniać?

A co do możliwości \"iniwgilacyjnych\", w tym zwłaszcza tego podsłuchiwania. Kiedyś dziennikarka (Radio TokFM) pytała z troską w głosie min. Wassermana, koordynatora ds. służb w rządzie PiS, gdyby ktoś nie pamiętał, czy aby podległe mu służby nie podsłuchują Aleksandra Kwaśniewskiego. Minister stanowczo zaprzeczył. Powiedział też, że podsłuchy to są sprawy, o których decyduje niezawisły sąd.

Nie mam podstaw by nie wierzyć słowom koordynatora służb specjalnych. Jest jednak małe ale...

W 1992 r. przez dwa miesiące byłem ministrem obrony w rządzie premiera Jana Olszewskiego. Z racji zajmowanego stanowiska trafiły do mnie wnioski o założenie podsłuchów na telefonach stacjonarnych kilku osób podejrzewanych o współpracę z obcym wywiadem. Postanowiłem zbadać w jaki sposób realizuje się takie zadanie. Obejrzałem wtedy podsłuchownię WSI. I okazało się, że obsługujący ją technicy bez trudu mogą podsłuchiwać nie tylko telefon, na który mają zezwolenie, ale - gdyby tylko chcieli - także każdy inny telefon.
Oprowadzający mnie szef placówki z humorem opowiadał, jak przyłapał jednego z podwładnych, który podsłuchiwał telefoniczne rozmowy swojej żony – podejrzewał, że go zdradza.
Z tego co wiadomo w ciągu tych minionych lat możliwości podsłuchiwania telefonów, w tym komórkowych, niepomiernie wzrosły. Byłoby ciekawe dowiedzieć się jakie są możliwości, jeżeli w ogóle są, pilnowania, aby nielegalne podsłuchiwanie było niemożliwe? Nie trudno przecież sobie wyobrazić, że dla osiągnięcia jakichś mniej lub bardziej chwalebnych celów „tajniacy” mogą kogoś podsłuchiwać nie chwaląc się tym i tak zdobytą wiedzę wykorzystywać „operacyjnie”. Biorąc pod uwagę chociażby moje własne doświadczenia w tej kwestii zastanawiam się, czy podsłuch moich telefonów, gdy byłem posłem i ministrem był legalny, czy też został dopiero później „zalegalizowany”, gdy mnie wyrzucono z MON. Innymi słowy to co było przed lipcem 2001 r. było legalnym działaniem służb, czy też nie?

W bajce Czerwony Kapturek pyta Babcie/wilka: - Babciu, czemu masz takie duże uszy? Babcia/wilk: - Żeby cię wnusiu lepiej słyszeć. Jeżeli więc kontrola nie tylko nad podsłuchami, ale i nad PODSŁUCHUJĄCYMI jest taka jak w 1992 r., to twierdze, że „babcia” ma nadal „duże uszy” i może nas „słyszeć” bimbając sobie z niezawisłego sądu.

R. Szeremietiew
* Ps. Czy niejaki Netzel przeprosił już Kittela za nazwanie go \"majorem\", czy też \"major\" nie jest tym już zainteresowany?

Zobacz również ...


menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Sylwester Latkowski znów zaskakuje - tym razem pozytywnie. "Kamilianie" to oszczędny, ale poruszający dokument. Byli już rugbyści, blokersi. Był polski show-biznes. Tym razem enfante terrible polskiego dokumentu zrobił film o zakonnikach. Ale tak naprawdę to film o życiu, a raczej śmierci. Kamilianie - bohaterowie filmu to ludzie, którzy swoje życie ofiarowują chorym. Niby to nic wielkiego. Kilka tysięcy polskich pielęgniarek codziennie robi to samo. Jednak Kamilianie to nie pielęgniarze, nie lekarze - to bracia w śmierci.
Śledczak Kamilianie Gwiazdor Pedofile
Nakręceni Pub 700 Klatka To my, Rugbiści
powered by Admin.Starla v3 CMS