menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Włodzimierz Olewnik: Nikt nam nie pomagał 27-11-2007

Na stronach internetowego wydania Płockiej Gazety Wyborczej regularnie pojawiają się relacje z procesu grupy porywaczy i morderców Krzysztofa Olewnika. Zakończyły się przesłuchania oskarżonych. Przed sądem stają świadkowie.  Hubert Woźniak opisał  zeznania ojca Krzysztofa:

„Aby pomóc rodzinie P. z Drobina, Włodzimierz Olewnik zatrudnił matkę Grzegorza P. i Roberta P. Ten ostatni odpowiada dziś za uduszenie jego syna Krzysztofa.

Z tego, co powiedział, wyłania się obraz pozostawionej bez pomocy rodziny obserwującej nieudolne działania policji i wydającej majątek na informacje, które choć trochę mogły naprowadzić na ślad zaginionego mężczyzny. Jednocześnie rośnie lista zagadek, które towarzyszyły śledztwu.

Krzysztof Olewnik został uprowadzony w nocy 27 października 2001 roku. Jego zniknięcie odkryto rano. Ojciec nie mógł dodzwonić się do syna, więc zatelefonował do jego wspólnika. A ten przyznał, że również bezskutecznie próbował się skontaktować z Krzysztofem. Zadeklarował, że pojedzie sprawdzić, co się dzieje. Wszedł do domu, zobaczył krew i zatelefonował do ojca. - Panie Włodzimierzu, coś się stało - powiedział.

Śledztwo stało w miejscu kilka lat. W tym czasie porywacze wzięli okup, swoją ofiarę udusili, a zwłoki zakopali.

Ojciec Krzysztofa opowiadał, co się działo zaraz po porwaniu. Pytał wtedy, czy policja założy podsłuch na telefony. Usłyszał, że funkcjonariusze nie mają takiego sprzętu i "że musi sobie sam radzić". Jeden z policjantów w końcu użyczył prywatnego dyktafonu, który udało się podłączyć do aparatu telefonicznego.

Potem Włodzimierz Olewnik musiał walczyć z lansowaną przez policję tezą o samouprowadzeniu. - Było dużo takich sugestii, jako rodzina wściekaliśmy się, gdy je słyszeliśmy - mówił.

Przyznał, że nadzorujący wówczas CBŚ gen. Adam Rapacki był jedyną z "osób wysoko postawionych", która przyznała, że popełniła wcześniej błąd. To dzięki staraniom Rapackiego powstała w końcu nowa grupa dochodzeniowa, która przejęła sprawę. Wśród osób, do których zwracał się bezskutecznie o pomoc, Olewnik wymienił jeszcze m.in. ówczesnego wiceministra spraw wewnętrznych Zbigniewa Sobotkę, późniejszego szefa tego resortu Ryszarda Kalisza i prokuratora krajowego Kazimierza Olejnika.

Zdaniem ojca Krzysztofa pomógł dopiero Janusz Kaczmarek, który przeniósł sprawę do prokuratury w Olsztynie, a ta sprawę uprowadzenia rozwikłała. Nie znalazła jednak rozwiązania wielu innych niejasności, choć prowadzi w tej sprawie oddzielne postępowanie.

Przykład - czym porywacze odjechali spod domu Krzysztofa Olewnika? Rodzinie wydaje się niemożliwe, że jego bmw. - Samochód miał bardzo skomplikowany system zabezpieczeń - zeznawał Włodzimierz Olewnik.

- Ale usłyszeliśmy od jednego z oskarżonych, że to Krzysztof powiedział, jak uruchomić ten pojazd - zauważył sąd.

- Niemożliwe, żeby ktoś to zrobił dzięki ustnej instrukcji - odparł świadek. - Gdy uczyłem się tego, ktoś musiał mi dokładnie pokazywać, jak wyłączyć zabezpieczenia.

W trakcie postępowania takich zagadek powstało więcej. Z jednej z warszawskich ulic został skradziony policyjny radiowóz z kompletem akt śledztwa. - Zaraz potem podszedł do mnie jakiś człowiek i przekazał kopertę - wspominał Włodzimierz Olewnik. - W środku była karteczka z wiadomością: "Akta miały zginąć. Dobrze, że w chwili kradzieży policjantów nie było przy nich, bo też musieliby zginąć".

Kolejna niejasność: kiedy Krzysztof Olewnik walczył o życie, śledczy mieli namiary na porywaczy w anonimie. Jednak go nie zweryfikowali. Czemu? Inna zagadka: dlaczego w telefonach do rodziny porwany prosił, by nie współpracować z policją, bo porywacze o wszystkim wiedzą? - Przez dwa lata, aż do śmierci chłopaka, funkcjonariusze stali w miejscu, a rodzina pełniła dyżury przy telefonie, gotowa w każdej chwili wyjechać z okupem do porywaczy - przypominał wczoraj Włodzimierz Olewnik.”

http://miasta.gazeta.pl/plock/0,0.html


(0) komentarzy / + dodaj komentarz
Zobacz również ...


menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Potężny mężczyzna powolnymi ruchami, nieco leniwie, goli głowę. Opowiada o swoim barwnym życiu, o więzieniu i drużynie rugby. Ale nie jest to kadr z amerykańskiego obrazu "Urodzeni mordercy", a jedna ze scen polskiego filmu dokumentalnego Sylwestra Latkowskiego o chuliganach Arki Gdynia, których teraz bardziej niż rozróby fascynuje męski, twardy sport.
(...) Kamera podąża za bohaterami niemal wszędzie. Jest na treningu, meczu, w szatni, w samochodzie i nawet w łazience.


Śledczak Kamilianie Gwiazdor Pedofile
Nakręceni Pub 700 Klatka To my, Rugbiści
powered by Admin.Starla v3 CMS