menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Pęczak przypomina mi korzenie 07-02-2008

Wczoraj Mirosław Pęczak, zaciągnął mnie z Piotrem Pytlakowskim do Elbląskiego Salonu Polityki. Po raz pierwszy od wielu lat nocowałem w tym mieście.  Choć nie obyło się bez kilku szklanek whisky, a noc w hotelowym łóżku nie należała do spokojnych. To miasto jest nadal dla mnie traumą. Wiąże się ze wszystkim co najgorsze w moim życiu.
- Może wreszcie dzięki temu przezwyciężysz swoją niechęć – wspierająco rzucił Mirek.
Na pamiątkę pobytu wręczył mi książkę „Co się lubi, co się ma. Uczestnictwo w kulturze. Elbląg i powiat elbląski”, którą napisał wspólnie z Jackiem Nowińskim, obecnym dyrektorem Biblioteki Elbląskiej, a moim dawnym znajomym z początku lat 90-tych. Pęczak jest bardziej elblążaninem niż ja.
W dedykacji napisał „z pamięcią o jego (czyli mojej) krytycznej opinii o rodzinnym mieście”. Choćby po lekturze tej książki nikt nie powinien się dziwić, że z ulgą przyjmuję, iż tam już nie mieszkam. Autorzy piszą: „Nasze badania pokazały sytuację paradoksalną. Niby wszystko się zmienia, ale kultura (Elbląga – od aut.), zwłaszcza ta o zasięgu lokalnym zastygła w swojej postaci znanej  jeszcze z czasów PRL.”
Przy tym ten nieznośny brak dystansu do siebie, nadmierna wrażliwość na swoim punkcie niektórych elblążan jest irytująca. Oto Piotr Szarzyński nazwał  w swoim artykule elbląską starówkę, atrapą starówki i od razu się oberwało Mirosławowi Pęczakowi za swojego redakcyjnego kolegę.
 Słuchając słów oburzenia nie rozumiałem, o co chodzi?  Pamiętam z dzieciństwa , że nic prawie nie zostało ze starówki, została zniszczona w czasie II wojny światowej.  Resztki rozebrano i w postaci cegieł wywieziono do Warszawy, by odbudować tamtejsze stare miasto. Ta nowa starówka ciągle powstaje od dwudziestu lat i jak na razie jest atrapą dawnego starego miasta Elbing.
Choć przyznam, że jak w każdym mieście „z dala od drogi” spotkać tu można fantastycznych ludzi, od których niejedna przybłęda warszawska mogłaby się nauczyć bycia europejczykiem. Kilku nawet się zjawiło na naszym wieczorze.

Na zdjęciu moja pierwsza klasa z elbląskiej średniej szkoły.  Rok 1981. Cztery miesiące przed stanem wojennym. Ten pierwszy od lewej młodzieniec w szytym na miarę garniturze będącym szkolnym mundurkiem, to ja. Wychowawcą był polonista Bogdan Brzeziński, dzięki któremu przetrwałem szkołę, której specjalnością była obróbka skrawaniem.

(0) komentarzy / + dodaj komentarz
Zobacz również ...


menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Sylwester Latkowski znów zaskakuje - tym razem pozytywnie. "Kamilianie" to oszczędny, ale poruszający dokument. Byli już rugbyści, blokersi. Był polski show-biznes. Tym razem enfante terrible polskiego dokumentu zrobił film o zakonnikach. Ale tak naprawdę to film o życiu, a raczej śmierci. Kamilianie - bohaterowie filmu to ludzie, którzy swoje życie ofiarowują chorym. Niby to nic wielkiego. Kilka tysięcy polskich pielęgniarek codziennie robi to samo. Jednak Kamilianie to nie pielęgniarze, nie lekarze - to bracia w śmierci.
Śledczak Kamilianie Gwiazdor Pedofile
Nakręceni Pub 700 Klatka To my, Rugbiści
powered by Admin.Starla v3 CMS