menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Olewnik oskarża detektywa Rutkowskiego: Pomógł nas oskubać z pieniędzy. 06-04-2008
Włodzimierz Olewnik : „Rutkowski pomógł nas oskubać z pieniędzy. Kierownik jego grupy podesłał nam informatora, który wyłudził około milion złotych. Płaciłem za informacje, niby dogadywanie się z innymi gangsterami.”

Do tej pory nikt z policji, prokuratury nie wyjaśnił roli w tym nieudolnym śledztwie detektywa Krzysztofa Rutkowskiego.

(4) komentarzy / + dodaj komentarz
do kryminału z nim
Autor: gosc
2008-04-06 18:43:28
....

Głosuj na senatora Rutkowskiego!
Autor: ~bater
2008-04-06 19:32:58
wybory 2008

TVN
Autor: AR
2008-04-11 20:04:47
A co na to TVN? Jakoś dziwnie w relacjach sprawy Olewnika pomijają temat detektywa Rutkowskiego...
Pamiętacie serial detektyw? Żenujące wygłupy Rutkowskiego, który prawie w każdym odcinku łamał prawo? Ktoś go w końcu wylansował i co? Wstyd?!

Nie wiem czy mogę, ale chciałabym przypomnieć pewiem artykuł.
Autor: zmorka
2008-04-12 02:07:27
Przekroj nr 29/2004

\'DETEKTYW KOŃCZY SHOW


Jeśli detektyw KRZYSZTOF RUTKOWSKI naprawdę jest kolejnym wcieleniem barona von Münchhausena, to bez trudu sam się wyciągnie z bagna, w które wpadł po same uszy

STEFAN MAKUŁA

Marcina M. bandyci uprowadzili 31 marca w Oborach. Przerażona matka zadzwoniła do detektywa Krzysztofa Rutkowskiego, bo wiedziała z telewizji, że tylko on może pomóc. Detektyw przyznał, że jest najlepszy. Wystarczy podpisać umowę, zapłacić 20 tysięcy złotych (plus VAT) i zaraz rozpoczną się poszukiwania na szeroką skalę. Potem było jak w telewizorze: detektyw zapłacił sto tysięcy złotych okupu i czekał, aż chłopak wróci do domu. Zamiast Marcina bandyci przysłali jego palec i zażądali więcej pieniędzy. Kilka dni później zmasakrowane ciało 26-letniego Marcina M. policja znalazła w lesie pod Grodziskiem. Krzysztof Rutkowski nie ma sobie nic do zarzucenia.
Jednak policjanci z wydziału terroru kryminalnego, którzy na co dzień zajmują się porwaniami, twierdzą, że do śmierci Marcina mogły się przyczynić nieudolnie prowadzone negocjacje z porywaczami.

ŚMIERTELNY WRÓG TERRORU
Krzysztof Rutkowski zajął się uprowadzeniami z konieczności. Gdy skurczył się rynek kradzionych samochodów, na którym dorobił się majątku, wybrał porwania, bo to gwarantowało godziwe zyski.
- Zwykle uprowadzenia dotyczą bardzo bogatych rodzin, które gotowe są zapłacić każde pieniądze, by odnaleźć najbliższych - mówi R., jeden z byłych współpracowników detektywa.
By prowadzić takie poszukiwania, trzeba mieć wiedzę, siatkę informatorów, możliwości techniczne i rzeszę ludzi, których Rutkowski nie miał.
- Dlatego ogranicza się do negocjacji z porywaczami i nadzoruje przekazanie okupu - opowiada R. - Nigdy nie słyszałem, żeby porywacze zażądali pozbycia się Rutkowskiego, a zawsze domagają się odsunięcia od sprawy policji. Bo policja jest dla nich zagrożeniem, a Rutkowski gwarantem dostarczenia okupu.
Już pięć lat temu policjanci z warszawskiego wydziału terroru kryminalnego zorientowali się, że działalność Rutkowskiego ogranicza się do wyciągania pieniędzy od sparaliżowanej strachem rodziny.
Gdy w 1999 roku za namową policjantów ojciec uprowadzonego Artura K. przegonił detektywa, nie płacąc mu ani grosza, Rutkowski wypowiedział wojnę wydziałowi terroru, a za śmiertelnego wroga uznał komisarza Tomasza Omena.
W październiku 2003 roku ludzie Rutkowskiego poinformowali Centralne Biuro Śledcze, że komisarz Tomasz Omen pomagał gangsterom w porwaniu biznesmena L. z Piaseczna. - Nie trafili z terminem, bo Tomek był wtedy na urlopie w górach - mówi przyjaciel Omena.
Trzy miesiące później pracownicy Rutkowskiego zabronili rodzinie przekazywania policji informacji o porwanym Krzysztofie G., bo - jak twierdzili - komisarz Omen jest osobą najbardziej podejrzaną o kontakty z kidnaperami.

NA TROPIE OMENA
Tropiąc komisarza Tomasza Omena, Rutkowski dowiedział się o napadzie na małżeństwo K., handlarzy ze Stadionu Dziesięciolecia. W tym samym czasie partnerowi Omena skradziono radiowóz. Okazało się też, że była żona komisarza jest sąsiadką małżeństwa K.
Odtąd detektyw był przekonany, że komisarz Omen poza kidnapingiem zajmuje się również rozbojem. - Wystarczyło połączyć w logiczną całość fakty, by wszystko się zazębiło - mówi Krzysztof Rutkowski, dla którego sprawa nagle stała się jasna: Omen użycza bandytom policyjnego samochodu, mąż jego byłej żony Adam Bochiński wystawia sąsiadów, a napada brat Adama z kolegą.
Dlatego Rutkowski oficjalnie poinformował policję, że napadu dokonali Jacek B. i Janusz Ś., a pomagał im Adam Bochiński, brat Jacka. Nie miał wątpliwości, że bandytą jest historyk sztuki z warszawskiego muzeum Jacek B. - niedoszły ksiądz, autor kilku książek, który nie miał nigdy żadnego konfliktu z prawem.
Na podstawie notatki detektywa Jacek B. i Janusz Ś. spędzili rok w więzieniu. - Dopiero w sądzie wyszło na jaw, że Rutkowski wyssał wszystko z palca - mówi Adam Bochiński, brat oskarżonego.
Choć detektyw zapewniał dziennikarzy, że jego informacje są na sto procent pewne, to w sądzie nie mógł sobie przypomnieć, skąd pochodzą. Coraz bardziej plątał się w zeznaniach. Czasem mówił, że muzeum to tylko przykrywka dla zbrodniczej działalności Jacka B., a czasem, że głównym podejrzanym jest Adam Bochiński, którego posądził o przemyt narkotyków i ściąganie haraczy.
Prokuratura na Woli wszczęła już śledztwo w sprawie składania fałszywych zeznań przez Krzysztofa Rutkowskiego.
Z podobnym wnioskiem do prokuratury zwrócił się też komisarz Tomasz Omen, który według Rutkowskiego miał brać udział w napadzie. Dzisiaj detektyw nie jest już tego pewny.
- Gdybym miał sto procent pewności, to- bym ich sam zatrzymał - mówi.

DOŻYNKI INFORMATORÓW
Dla Krzysztofa Rutkowskiego najczarniejszy był rok 2001. Wtedy to wycięto w pień jego policyjnych informatorów. Rzeź rozpoczęła się po serii artykułów w \"Trybunie\" opisujących, jak detektyw oszukiwał zachodnich ubezpieczycieli, jak podrabiał tablice rejestracyjne swoich samochodów i jak wykorzystywał policjantów.
- Rutkowski przypuszczał, że sypie księgowa, która właśnie odeszła z firmy - wspomina funkcjonariusz Komendy Stołecznej Policji. - Podesłał do niej policjanta, który zagroził, że jak dalej będzie gadać, to jej łeb utną. Przyleciała do nas na skargę i zaczęło się wielkie trzepanie.
Policjanci kolejno wylatywali z pracy. Rutkowski stracił dostęp do baz danych, billingów, do informacji tajnych i operacyjnych.
- Największe sukcesy miał, gdy policja była w totalnym rozkładzie - mówi wysoki funkcjonariusz Komendy Głównej Policji. - Informacje kupował od policjantów i od czasu do czasu wpadała mu taka perełka jak o ukrywającym się na Węgrzech Jędrzeju.
W 2001 roku Rutkowski brał każde zlecenie. Również od powiązanego z \"Pruszkowem\" \"Nastka\", któremu właściciele agencji towarzyskich nie chcieli płacić haraczu. - Rutkowski wpadł na genialny pomysł - mówi jeden z detektywów. - Szedł do straży granicznej i mówił, że w agencji X są nielegalni imigranci. Straż robiła nalot, deportowała prostytutki, sutenerzy zaczynali płacić, a Rutkowski znów był skuteczny.
Dariusz K., złodziej samochodów, który czeka na wyrok w areszcie, też mówi, że korzystał z pomocy Rutkowskiego. Zdaniem K. detektyw pośredniczył w sprzedaży kradzionych samochodów za granicę.
Rutkowski miał też pomóc biznesmenowi Piotrowi Głowali poszukiwanemu w ubiegłym roku listem gończym. Głowala, zabity dwa miesiące temu w tajemniczych okolicznościach, został przed rokiem skazany na więzienie. Za kraty nie trafił, bo zaczął się ukrywać. Rutkowski zgodził się wtedy poręczyć za Głowalę, ale za sto tysięcy złotych. Biznesmen zdążył się już pochwalić kilku osobom, że nie pójdzie siedzieć, bo poseł detektyw za niego poręczy. Do transakcji nie doszło - zanim zebrał pieniądze, wpadł w ręce policji.
- Niedługo zostanę posądzony, że brałem udział w ukrzyżowaniu Jezusa Chrystusa - mówi Rutkowski i zaprzecza, że w ogóle znał Głowalę, Dariusza K. czy \"Nastka\".

DOBRY POLAK RUTKOWSKI
Gwiazda Rutkowskiego zaświeciła na początku lat 90., gdy ogłosił, że tylko on może powstrzymać falę kradzieży samochodów. Zapraszał wtedy dziennikarzy na prezentacje łapania złodziei. Gdy włamywacz próbował odpalić auto, z kartonu na tylnym siedzeniu wyskakiwał agent w kombinezonie \"Rutkowski Patrol\" i dusił bandziora.
Rodzinnym domem 44-letniego dziś detektywa był komisariat w Teresinie - ojciec milicjant wynajmował swój dom Milicji Obywatelskiej. Zaraz po technikum, w 1981 roku, Rutkowski poszedł na ochotnika do ZOMO. Potem do komisariatu na warszawskim Ursynowie. Wyleciał z milicji w 1985 roku, gdy okradł attaché wojskowego Egiptu, którego przyłapał z prostytutką na warszawskim Pigalaku.
Trzy lata potem poznał w austriackim Grazu swoją trzecią żonę Annę, absolwentkę dwóch uniwersytetów. Razem założyli biuro detektywistyczne. Rutkowski miał w nim odgrywać Rambo. - Ja miałam przekonać zachodnią policję, Interpol i firmy ubezpieczeniowe, że pośród tych złych Polaków, którzy kradną im samochody, jest jeden dobry - wspomina Anna.
Rutkowski szedł w Polsce na policyjny parking i spisywał numery samochodów. Anna w Wiedniu sprawdzała numery w bazie skradzionych aut i dogadywała się z ubezpieczeniem co do ceny. Ubezpieczyciel przysyłał Rutkowskiemu dokumenty, a on odbierał samo- chód z policji.
Wszyscy chcieli z Rutkowskim współpracować. Bo on był jedyny, a zachodnich firm szukających w Polsce samochodów setki.
- W końcu zachodni ubezpieczyciele założyli w Polsce własną firmę i to był koniec Rutkowskiego - mówi jeden z jego ludzi.

JAK DETEKTYW ZOSTAŁ POSŁEM
Detektywa Rutkowskiego dla polskiego parlamentaryzmu odkrył mecenas Andrzej D., który w 2001 roku był jego obrońcą w sprawie o nielegalne posiadanie broni. To on podszepnął Andrzejowi Lepperowi, że znane nazwisko przyciągnie wyborców do list Samoobrony.
- Już trzy dni po wyborach odbiła mu sodówka. Wydawało mu się, że jest ważniejszy od Leppera - mówi D. Dwa lata później mecenas Andrzej D. znów spotyka Rutkowskiego, którego teraz zatrudnił śląski baron paliwowy Henryk M., wcześniej również klient D.
Krzysztof Rutkowski, z wykształcenia mechanizator rolnictwa, miał zapewnić śląskiemu biznesmenowi obsługę prawną. Henryk M. wierzył, że zatrudniając znanego posła, zapewnia sobie nietykalność.
Pomylił się. W listopadzie 2003 roku funkcjonariusze CBŚ zamykają M., a Rutkowski zeznaje w prokuraturze, że aresztowanie to prowokacja dwóch agentów Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Jednym z nich miał być mecenas D. Detektyw ogłosił też, że D. chciał wymusić od barona paliwowego łapówkę w zamian za uwolnienie go z aresztu.
Mecenas D. złożył w sądzie prywatny akt oskarżenia przeciwko Rutkowskiemu i wystąpił o uchylenie mu immunitetu. Poseł detektyw przestraszył się nie na żarty. Napisał oświadczenie, że wszystko, co powiedział, to kłamstwa, i zobowiązał się, że odwoła swoje zeznania w prokuraturze.
- Ale słowa nie dotrzymał - mówi D.

LICHY WARSZTAT DETEKTYWA
Detektyw Marcin Popowski, oglądając w TVN serial \"Detektyw\", w którym Krzysztof Rutkowski gra główną rolę, zauważył kilka nieprawidłowości. Na przykład detektyw nie powinien do głowy zatrzymanych przykładać pistoletu, latać z nim po ulicy, wyważać kopniakiem drzwi i krzyczeć: \"Kriminal Policaj!\". Nie powinien też wysyłać do szantażystów księdza z wyciętymi z gazety banknotami imitującymi okup, bo po co narażać osobę duchowną na śmierć.
- Gdybym ja tak działał, już dawno bym stracił licencję - mówi Popowski. Krzysztof Rutkowski nie musi się tego obawiać, bo pozwolenie na działalność detektywistyczną wygasło mu 31 stycznia 2002 r. Dlatego zarejestrował biuro doradcze.
Mimo to skargi na niego płyną do Stowarzyszenia Detektywów Polskich. W jednej detektyw Jerzy Godlewski zarzuca Rutkowskiemu, że jego ludzie włamali mu się do garażu i wyprowadzili stamtąd luksusowego mercedesa SL 300 cabrio. Drugą złożył Włodzimierz Olewnik, któremu Rutkowski poszukiwał uprowadzonego syna Krzysztofa. Z pomo- cą firmy Rutkowskiego naciągacze wyłudzili od ojca porwanego 203 tysiące złotych i 150 tysięcy dolarów.
Krzysztof Rutkowski twierdzi, że wziął tylko 20 tysięcy złotych, a do sprawy dołożył z własnej kieszeni. - Ojciec ma żal, że mój punkt widzenia jest inny niż jego - mówi detektyw.

RUTEK SHOW
Detektyw Rutkowski nie zajmuje się zwykłymi sprawami. Do Bagdadu leci, żeby spotkać się z Paulem Bremerem, choć ten o spotkaniu nie ma pojęcia. Do USA jedzie szukać snajpera psychopaty, a do Iraku - Saddama Husajna.
Nawet grzecznościowy list, który Bill Clinton przesłał uczestnikom konferencji detektywów w USA, jest według Rutkowskiego osobistym podziękowaniem amerykańskiego prezydenta za jedną z akcji polskiego asa.
- Krzysztof w pewnym momencie uwierzył w swoją boskość i wtedy zapadł na chorobę telewizyjną, która trapi go do dzisiaj. Zawsze musi być w centrum uwagi - mówi Anna Rutkowska, była żona detektywa.
To przynosi rezultaty. Firma, która składa się z dwóch pokoików, luksusowych samochodów właściciela i jego dobrych perfum, daje rocznie prawie półtora miliona przychodu. Kłopoty mogą się dopiero zacząć, gdy właścicielowi skończy się immunitet.

STEFAN MAKUŁA\"

Zobacz również ...


menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Sylwester Latkowski znów zaskakuje - tym razem pozytywnie. "Kamilianie" to oszczędny, ale poruszający dokument. Byli już rugbyści, blokersi. Był polski show-biznes. Tym razem enfante terrible polskiego dokumentu zrobił film o zakonnikach. Ale tak naprawdę to film o życiu, a raczej śmierci. Kamilianie - bohaterowie filmu to ludzie, którzy swoje życie ofiarowują chorym. Niby to nic wielkiego. Kilka tysięcy polskich pielęgniarek codziennie robi to samo. Jednak Kamilianie to nie pielęgniarze, nie lekarze - to bracia w śmierci.
Śledczak Kamilianie Gwiazdor Pedofile
Nakręceni Pub 700 Klatka To my, Rugbiści
powered by Admin.Starla v3 CMS