menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Zlecenie Lichockiego na Borowskiego 24-05-2008
Pułkownik Aleksander Lichocki pomimo kolejnych zmian politycznych doskonale poruszał się po świecie służb, biznesu i dziennikarzy. Dla tych ostatnich był cenionym informatorem. Nie przeszkodziło mu to, że znalazł się w raporcie weryfikacji WSI, gdzie można przeczytać:

„K. ocenił, że kontakty por. Polaszczyka z politykami prawicy z lat 1991-1993 mogły być inspirowane przez wysokich rangą byłych oficerów Szefostwa WSW: płk. Aleksandra Lichockiego (ostatniego szefa Zarządu I Szefostwa WSW) oraz płk. Marka Wolnego (ostatniego szefa Oddział II w Zarządzie III, a wcześniej szefa Oddziału III w Zarządzie I Szefostwa WSW)93. Według K. por. Polaszczyk utrzymywał w tym czasie częste kontakty z tymi oficerami.”
Obecnie, po akcji ABW, w czasie której został zatrzymany, rozmówcy niechętnie przyznają się do kontaktów i znajomości z Aleksandrem Lichockim. Z konieczności (tajemnica dziennikarska) milczałbym i ja na ten temat, ale kiedy usłyszałem jak chwali się dziennikarzom z kim to on się nie spotykał, uznałem, że Lichocki upadł na głowę, bo rzadko informator sam się demaskuje i zwalnia dziennikarza z tajemnicy zawodowej. Ale nie tylko ten fakt powoduje, że pragnę szerzej napisać o kontaktach z Lichockim. Wielu dziennikarzy powinno dokonać kwerendy swoich kontaktów z Aleksandrem Lichockim, by nakreślić wreszcie jego prawdziwy portret. Kim naprawdę jest Lichocki? Jakie zadania realizował w ostatnich latach w mediach? Ile prowokacji, zadań, udało mu się zrealizować dzięki mediom?

Moje kontakty z płk Aleksandrem Lichockim są ubogie. Nie zdążyliśmy przejść na „ty” jak uczyniło to z nim wielu dziennikarzy. W czasie programu „Konfrontacja” w pierwszej połowie roku 2006 odbyłem z nim tylko trzy spotkania. Zachęcił mnie do nich dziennikarz, z którym współpracowałem przez pewien okres. Lichocki był przekonany, że nie wiem z kim się spotykam, gwarantować miał mu to organizator spotkania, chwalił się tym ostatnio w rozmowach z dziennikarzami „Dziennika,” wspomniała mi o tym Anna Marszałek. (Wymienił wówczas wielu dziennikarzy, z którymi się kontaktował). Rzeczywiście Lichocki i dziennikarz mogli tak myśleć. Niestety pułkownik był na tyle popularną postacią, że jeden z dziennikarzy uświadomił mi kim jest osoba „bawiąca się w super tajemniczą postać o wszechpotężnej wiedzy o kulisach działania tajnych służb w Polsce.” Znał dobrze zażyłość dziennikarza z Lichockim. Ów dziennikarz krył tożsamość Lichockiego nie tylko przede mną, ale też innymi osobami, z którymi współpracował. Dla mnie miał być on tylko „panem Olkiem”.

Lichocki znał Macierewicza i jego ludzi?

Aleksander Lichocki w czasie spotkań budował obraz człowieka o dużej wiedzy i szerokich kontaktach, wręcz wpływach na decydentów. O Maciarewiczu, mówił Antoni. Przy mnie zadzwonił na jego telefon komórkowy. Numer do szefa komisji weryfikacyjnej otrzymałem właśnie od niego. Prawdziwy, jak później sprawdziłem. Nie dodzwonił się jednak. Natrafił na automatyczną sekretarkę. Do dzisiaj nie wiem, czy blefował, czy naprawdę był wówczas w tak dobrych stosunkach jak wynikało to z rozmowy. Dziennikarz, który zorganizował spotkanie z Lichockim do dzisiaj twierdzi, że wówczas (połowa 2006 roku) pułkownik był związany z „towarzystwem Macierewicza.” Fakt jest jednak taki, że niby dobre stosunki z Macierewiczem nie uchroniły go od znalezienia się w raporcie weryfikacji WSI.

Na pewno Lichocki miał dobry kontakt z jednym z dostojników kościelnych, z którym bez problemu połączył się telefonicznie i umówił się z nim następnego dnia na poranną kawę. Rozmowa dotyczyła powiązań tegoż dostojnika kościelnego z ludźmi zajmującymi się devloperstwem w Warszawie.

Papała to czuły punkt Lichockiego

Jedno ze spotkań dotyczyło sprawy zabójstwa generała Marka Papały. Aleksander Lichocki wykazywał szczególne zainteresowanie tym tematem. Jak twierdzili moi informatorzy pułkownik Aleksander Lichocki na miesiąc przed zabójstwem generała Maraka Papały miał spotkać się z pułkownikiem Janem Bisztygą i rozmawiać o zagrożeniu dla byłego komendanta głównego policji. Wkrótce okazało się, że Lichocki zaczął mnie unikać, a dziennikarzowi, który zorganizował spotkanie ze mną zrobił scenę, że rozpytuję o niego na prawo i lewo.

 - Gumka myszka – powiedział Lichocki do dziennikarza, grożąc, że wymaże go ze swoich kontaktów.

Dla dziennikarza był na tyle cennym źródłem informacji, że po rozmowie ze mną nasze stosunki ochłodły.

Lista zleceń Lichockiego

Od początku pułkownik Aleksander Lichocki nie wzbudzał mojego zaufania, mieszał prawdziwe fakty, często pozyskane z gazet a nie z archiwów tajnych służb, z kłamstwami. Należało uważnie go słuchać i oddzielać ziarna od plew, zakładając, że więcej będzie w tym brudu, manipulacji, niż prawdy.

Pułkownikowi Aleksandrowi Lichockiemu zależało by upowszechniać niby wiarygodne informacje, które miały skompromitować Marka Borowskiego, Zbigniewa Bębenka (Prezesa ZPR), Ireneusza Wilka (byłego Generalnego Inspektora Kontroli Skarbowej w rządzie Jerzego Buzka, obecnie pełnomocnika rodziny Olewników), płk Zenona Bilewicza (zastępcę szefa wywiadu w latach 2002-2005), płk Janusza Luksa (W latach 90. kierował wywiadem Urzędu Ochrony Państwa.), gen. Jana Podgórskiego (byłego szefa wojskowego szpitala na Szaserów), płk Romana Kurnika, Włodzimierza Jermanowskiego, Zdzisława Skorże (obecnego v-ce szefa ABW), Mirosława Rusinowicza, płk Afekta, gen. Zbigniewa Nowka (byłego szefa AW)

W pierwszej połowie 2006 roku najważniejsza dla pułkownika Aleksandra Lichockiego  była jednak postać Marka Borowskiego. To on w czasie spotkań stawał się najważniejszym negatywnym bohaterem jego opowieści.

- Kto dał zlecenie Lichockiemu na Borowskiego? – zapytałem po kolejnym spotkaniu z dziennikarzem, który dostarczył mi nowe informacje od pułkownika. – Chcą utracić Borowskiego, by wpłynąć na wybory prezydenckie.

Wówczas Marek Borowski, po wyborczej porażce jako przewodniczący SdPl uczestniczył w 2006 w tworzeniu koalicji Lewica i Demokraci celem wspólnego udziału w wyborach samorządowych. W tych wyborach ubiegał się o stanowisko Prezydenta Warszawy. Ostatecznie zajął trzecie miejsce, przegrywając z Kazimierzem Marcinkiewiczem i Hanną Gronkiewicz-Waltz.

Nie skorzystałem „z rewelacji Lichockiego.”

Kto wprowadził w środowisko dziennikarskie Lichockiego?

Pułkownik Aleksander Lichocki był przez wiele lat dla dziennikarzy informatorem, z niektórymi zbliżył się na tyle blisko, że mówiono o wzajemnej przyjaźni.  Patrząc z perspektywy czasu na jego kontakty z dziennikarzami, poznając kolejne nazwiska, śledząc publikacje prasowe, można odnieść wrażenie, że pułkownik Lichocki był jednym z aktywniejszych ludzi dawnych służb w mediach.

Dziennikarz Leszek Misiak jest jednym z tych, który nie wypiera się kontaktów z Aleksandrem Lichockim, już w 2007 roku wspominał w Gazecie Polskiej , jak działał:

„W końcu marca 2004 roku, gdy pracowałem w "Superexpressie" zadzwonił do mnie mężczyzna, który powiedział, że ma dla mnie informacje o tajemniczym wypadku syna Bronisława Komorowskiego, który został potrącony, gdy przechodził po pasach na zielonym świetle. Twierdził, że potrącił go mercedes jednego najbogatszych Polaków, który jechał w obstawie dwóch lancii BOR z pokazu Ferrari w hotelu Victoria. Syn Komorowskiego został ciężko ranny. Informator bardzo dokładnie zrelacjonował przebieg zdarzenia, od czasu wyjścia syna posła z Filharmonii w towarzystwie dziewczyny i kolegi. Według niego śledztwo tuszowano, a nagranie z monitoringu skrzyżowania ulic Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej, gdzie doszło do tragedii, urywa się dziwnym trafem tuż przed najechaniem auta na chłopca.

Poinformował mnie, że Bronisław Komorowski był czasie wypadku w Finlandii, a gdy wrócił zadzwonił "wściekły" do komendanta stołecznego policji, Siewierskiego, że policja nic nie robi. Podczas kilku spotkań informator nie tylko w szczegółach zrelacjonował przebieg przesłuchań dotyczących wypadku, ale skontaktował mnie z pełnomocnikiem Komorowskiego w tej sprawie mec. Maciejem Bednarkiewiczem. Spotkałem się z mecenasem. Byłem jedynym dziennikarzem, który posiadał informacje w tej sprawie. Ówczesny premier, Józef Oleksy, pytany przez Monikę Olejnik, skąd były auta eskortujące mercedesa, odpowiedział, że z Urzędu Geodezji i Kartografii. Sprawa wypadku, jak się dowiedziałem, nigdy nie znalazła finału w sądzie.

W tamtym czasie nie wiedziałem kim jest ów informator, jego nazwisko nic mi nie mówiło. Przedstawiał się jako lobbysta, mówił, że często bywa w Sejmie, kiedyś nawet spotkałem go przed Sejmem. Prawie dwa lata później dowiedziałem się, że to pułkownik WSI, były szef Zarządu I Szefostwa WSW, Aleksander L.”

Leszek Misiak w rozmowie ze mną wspomina kilka spotkań z Lichockim, zapamiętał go jako miłośnika czerwonego sok grejpfrutowego. Ulubionym miejscem spotkań było pięterko w restauracji „Bez Kantów” przy ulicy Królewskiej. Lokal ten uchodził za „knajpę ludzi WSI”.

- Kłaniali mu się tam w pas – mówi Leszek Misiak. – Kiedyś widziałem jak witał się z zarządem Orlenu, czym nie omieszkał się pochwalić.  Kontakty z nim się ucięły, gdy zacząłem go wypytywać o ludzi WSI w TVP.

W czyim imieniu Aleksander Lichocki prowadził ożywione kontakty, często je inicjując, z dziennikarzami? To pytanie, na które nie znamy odpowiedzi, jak i na kolejne - Kto wprowadził pułkownika Aleksandra Lichockiego w środowisko dziennikarskie, na pewno nie był to Wojciech Sumliński? Sumliński poznał Lichockiego już jako zaufanego informatora innych dziennikarzy.

(37) komentarzy / + dodaj komentarz
Kim jest ów tajemniczy dziennikarz?
Autor: kataryna
2008-05-24 23:44:56
Ciekawa jestem przez kogo Lichocki do Pana dotarł. Z Pańskich współpracowników kojarzę tylko Pytlakowskiego. To chyba nie on?

To nie Piotr Pytlakowski
Autor: Sylwester Latkowski
2008-05-24 23:53:24
jak wyżej

Przepraszam
Autor: Sylwester Latkowski
2008-05-25 09:38:39
Wpisy z takimi a nie innymi personaliami dziennikarza są blokowane. To od dziennikarzy zależy czy uznają, że Lichocki jest dla nich nadal informatorem, czy nie, choć on sam się obnażył i tak jak w moim przypadku zwolnił mnie z tajemnicy dziennikarskiej.

(wycięto)
Autor: robert zieliński
2008-05-25 09:42:42
Strzelam. Na swoją odpowiedzialność. I cieszę się, że nie-drogiej Katarynie odpowiedź się nie spodoba: ( wycięto imię i nazwisko dziennikarza).
Ps.
I pytanie do autora: czy nazwisko Lichocki ma coś wspólnego z inną, niezwykle znaną osobą z tym samym nazwiskiem?
I jeszcze innym, znanym nazwiskiem, które zasiadało w Komisji Weryfikacyjnej?

Co marszałek Komorowski miał wspólnego z LIchockim?
Autor: aver
2008-05-25 12:51:11
Takie pytanie nasuwa się po wyznaniach Leszka Misiaka.
Kto zada trudne pytanie panu marszałkowi?

ten dziennikarz
Autor: kataryna
2008-05-25 13:49:52
Rozumiem ochronę informatorów ale nie bardzo rozumiem ochronę kogoś kto wprowadzał w dziennikarskie środowisko manipulatora ze służb przedstawiając go kolegom dziennikarzom jako Olka, ułatwiając mu kręcenie dziennikarzami. Poczuwa się Pan do lojalności wobec kogoś takiego?


Nie znam tego pana...
Autor: Joanna Lichocka
2008-05-25 13:59:27
Robert Zieliński zadał pytanie, odpowiadam - jak sądzę nigdy tego pana nie spotkałam i go nie znam.

Dziękuję
Autor: robert zielinski
2008-05-25 15:29:10
J. L dziękuję. Kończy to spekulacje i atmosfera staje bardziej \"transparentna\".

proszę mi nie przeszkadzać
Autor: Salon42
2008-05-26 12:50:54
Lichocki nie chciał rozmawiać z „Rz”: – Jestem osobą prywatną, proszę mi nie przeszkadzać.

zlecenie Lichockiego
Autor: jagna
2008-05-26 14:29:13
dziekuje za obszerny tekst , i nauczka sprawdzac i jescze raz sprawdzac jesli chce sie byc profesjonalnym dziennikarzem

Nie ja ich poznałem
Autor: Leszek Misiak
2008-05-26 15:18:21
Słyszałem, że po mieście krąży plotka, że to ja poznałem Lichockiego z Sumlińskim. Więc wyjaśniam: Sumlińskiego poznałem w 2004 roku, gdy zatrudniałem się w \"Życiu\". Tymczasem, jak wiadomo z wypowiedzi Sumlińskiego dla prasy, panowie znali się od 1998 roku, o czym też dowiedziałem się niedawno. W tamtych latach nie miałem pojęcia o istnieniu ani Lichockiego, ani Sumlińskiego.
Mój tekst z \"Gazety Polskiej\" w 2007 r., zacytowany w blogu, nosił tytuł \"Komorowski i WSI\". Na końcu zadałem w nim pytania: \"Jaki interes miał wysoki rangą oficer WSI, by występować jako rzecznik Bronisława Komorowskiego? Co łączy czy łączyło obu panów? Czy była to znajomość prywatna czy też miała inny charakter? Te pytania chcieliśmy zadać marszałkowi Komorowskiemu. Niestety, nie znalazł czasu, by porozmawiać z \"GP\". (...) Więc zadaję te pytania publicznie\".
Nikt dotąd nie rozliczył Komorowskiego z tej znajomości.
Z A. Lichockim spotkałem się kilka razy i tylko w sprawie wypadku syna B.Komorowskiego. Gdy zacząłem zbierać informacje o WSI w TVP i nieświadom, kim jest, zapytałem go o to, urwał kontakt. Kiedyś zadzwoniłem do niego, ale nie chciał rozmawiać. O tym, kim był, dowiedziałem się z raportu o WSI.

Lichocki kolejekcjonował dziennikarzy...
Autor: Anna Marszałek
2008-05-26 16:03:56
Lichocki przechwalał się kontaktami z dziennikarzami. Wymieniał mnóstwo nazwisk, podkreślał swoją zażyłość z nimi, mówił z kim jest na Ty, a na kim się zawiódł i z kim już nie rozmawia.
Myślę, że odezwał się do mnie, bo moje nazwisko chciał sobie do tej kolekcji dołączyć. Ale tu się przeliczył — dwumiesięczna znajomość ze mną zakończyła się opisaniem jego działalności.

prostuję
Autor: wojciech sumliński
2008-05-26 19:16:31
Po raz kolejny pojawia się nie do końca rzetelna informacja, którą chciałbym sprostować. Leszek Misiak pisze, iż Sumliński w wypowiedziach dla prasy mówił, iż zna Lichockiego od 1998 roku. Otóż jak już to wielokrotnie mówiłem, Aleksandra Lichockiego poznałem na przełomie 1997/1998 roku, gdy wraz z innymi dziennikarzami śledczymi Życia szukałem informacji, które mogłyby być pomocne w procesie, który wytoczył Życiu Aleksander Kwaśniewski (sprawa Kwaśniewski - Życie). Docieraliśmy wówczas do ludzi służb, m.in. gen Czempińskiego, płk. Lichockiego i wielu, wielu innych. Czy jednorazowe, kilkunastominutowe spotkanie, które zresztą nie dostarczyło żadnych konkretnych informacji, można określić jako znajomość? Czy o dziennikarzu, który w tym czasie dotarłby np. do gen . Kiszczaka czy Jaruzelskiego, by spróbować wydobyć od nich jakąś informację (nieskutecznie zresztą), możnaby powiedzieć, że poprzez sam fakt krótkiej rozmowy został znajomym tych panów? Ocenę pozostawiam kolegom dziennikarzom. Po tym jednorazowym spotkaniu nie miałem z Lichockim kontaktów, aż do roku 2004, gdy nastąpiła zbieżność dwóch faktów: z jednej strony mocno wniknąłem w polską rzeczywistość lat 80, a drugiej zaś dowiedziałem się od kilku kolegów ( m.in. od Leszka Misiaka), że jest pewien człowiek, były wiceszef kontrwywiadu, który ma dużą wiedzę i jest otwarty na spotkania z dziennikarzami. Tak więc faktyczna moja znajomość z Lichockim datuje się nie na rok 1998 jak mylnie ( zapewne poprzez skrót myślowy) interpretuje się moją wypowiedź dla prasy, a na rok 2004.

:)
Autor: robert zieliński
2008-05-27 01:26:20
Najzabawniejsze, że płk L. zdemaskowała najwyższa stopniem w kraju Anna Marszałek:))))))
To Ty Aniu w końcu cywil czy żołnierz?
(I bez pomocy majora, majora, majora)

Kwiat dziennikarstwa sledczego w notatniku lichockiego?
Autor: jaszyn
2008-05-27 12:43:15
Ten wpis p. Latkowskiego oraz zawarte pod nim komentarze dobitnie pokazuja jak to panL. mogł swobodnie kierować znaczną cześcia dziennikarzy prowadzac z nimi swoista gre operacyjna. Niestety rto dobrze pokazuje jak dziala owo srodowisko. Czy to stad nastolatek GP Piotr N. brał swoje informacje a teraz opisuje sprawe na lamach RZ ? Czy inni dziennikarze tez \"maja /mieli tematy\" od pana z WSI ktory rozgrywał ich?

A może cywilny koordynator...
Autor: Anna Marszałek
2008-05-27 14:42:16
Nie tylko Ty chciałbyś wiedzieć. Ale nawet szefowie kiedyś WSI i UOP a potem ABW, AW, SKW, SWW i CBA, nie licząc CBŚ, policji skarbowej i celnej, tego nie wykryli...

uzupełnienie sprostowania
Autor: wojciech sumliński
2008-05-28 08:07:24
Po zamieszczeniu na blogu Sylwestra Latkowskiego informacji o moich kontaktach z Lichockim zadzwonił do mnie Leszek Misiak, który wyjaśnił mi, że spotykając się z Lichockim w roku 2004 nie wiedział, że jest to były szef kontrwywiadu. Miał wiedzę tylko o tym, że A. Lichocki jest człowiekiem dobrze poinformowanym mającym ciekawe informacje - dotyczące m.in. wypadku syna Bronisława Komorowskiego - i dlatego się z nim spotykał. Za nadinterpretacje wypowiedzi Leszka, udzielonej w 2004 roku, przepraszam.

Do p. Marszalek
Autor: Jaszyn
2008-05-28 15:16:28
Skoro ci wszyscy szefowie chcieli wiedziec a sie nie dowiedzieli to chyba byli slabymi szefami:P Srodowisko dziennikarskie nie wyglada na nieprzemakalne. Dzis do znajomosci z L. nikt sie nie chce przyznawac, za jakis czas nikt go nawet nie bedzie poznawał mimo ze wczesniej wspolpraca byla owocna. Z drugiej strony glupo było by wyjsc na wala i przyznac sie do tego ze było sie inspirowanym przez L. Pani tez bazowała na jego newsach ? (odpowiedzi nie oczekuje). Z drugiej strony p. Marszałek jak to jest z tym dziennikarstwem ? Sprawdzacie kto i co wam przekazuje czy im wieksza sensacja i tajemnica tym lepiej? A potem okazuje sie ze było to zamowienie lobbystów... konfabulacje fantastów... element gry na salonach władzy.

Do p. Jaszyna!
Autor: Anna Marszałek
2008-05-28 17:20:51
Mój wpis o szefach służb był odpowiedzią dla Roberta Zielińskiego, który napisał tak: „Najzabawniejsze, że płk L. zdemaskowała najwyższa stopniem w kraju Anna Marszałek:))))))
To Ty Aniu w końcu cywil czy żołnierz?
(I bez pomocy majora, majora, majora)”.

Natomiast chętnie odpowiem na Pana pytania. Po pierwsze Lichocki nie był moim informatorem. Wbrew temu, co twierdzi Macierewicz, pisząc w listopadzie o tym, że aneks do raportu o WSI jest do kupienia na czarnym rynku, miałam zupełnie inne źródła informacji. Mało tego, znam ludzi, którzy poznali ten dokument i przeczytali rozdziały na swój temat (m.in. o handlu bronią, prywatyzacji TP SA, informatyzacjach robionych przez Prokom). Nawet nie znałam wtedy Lichockiego. Ten człowiek zgłosił się do mnie po tekście o tych błyskawicznych kursach oficerskich w SKW — czyli jakoś w marcu tego roku. Co działo się dalej, opisaliśmy dwa miesiące później. Kiedy zaczęliśmy go sprawdzać, okazało się bowiem, że ten sam człowiek oferował już wielu innych osobom aneks, ale także obiecywał pozytywną weryfikację albo wykreślenie nazwiska z dokumentu. Nasze ustalenia, ale także wątpliwości (czy nie jest przypadkiem prowokatorem) pokazaliśmy w tym tekście i komentarzu.
Chociaż to my zdemaskowaliśmy Lichockiego, zostaliśmy okrzyknięci przez Macierewicza „jego wspólnikami w prowokacji”.
Paradoks! Tak się bowiem składa, że Lichocki był informatorem zupełnie innych dziennikarzy, w tym takich, do których Macierewicz i PiS mają bezgraniczne zaufanie...

Mam pytanie
Autor: fingerling
2008-05-28 20:49:15
Czy zweryfikować oficera WSI może jeden członek komisji może potrzeba dwóch a może większa ilość? Czy może musi to zatwierdzić szef komisji? Jaka jest procedura?

do p. Marszalek
Autor: de_born
2008-05-28 21:32:49
To ja sie spytam, czemu go Dziennik nie kupil? Czemu nie zrobil tego chociaz jako prowokacji dziennikarskiej? Bo skoro byl/jest na rynku, to przeciez nie powinno byc z tym problemu? Od razu zaznacze - nie uwierze w historyjke, ze nie chcieliscie lamac prawa...

ps: prosze mi to wytlumaczyc, jak to w swiadku dziennikarskim jest, ze i Pani i Bertold Kittel utrzymujecie kontakty chyba nawet na w miare dobrej stopie z panem Latkowskim i to pomimo jego programu o sprawie Szeremietiewa? To pytanie zreszta tez sie odnosci do gospodarza blogu - ten odcinek Konfrontacji byl dosc kompromitujacy dla spolki Marszalek i Kittel...

Nie jest aż tak wspaniale
Autor: Sylwester Latkowski
2008-05-28 23:16:04
Anna i Bertold preferują wino a ja whisky… Kittel wybrał niemiecką markę a ja szwedzką… Marszałkowa nie zacytowała mnie w swojej książce o sprawie Papały a ja ją cytuję… Nie wspomnę już o takiej sprawie, że ja mam stopień szeregowca, bo za szybko zdymisjonowano Kaczmarka, co uniemożliwiło mój awans… a oni podobno to majorzy...

Zupełnie serio, obca jest mi zero jedynkowa rzeczywistość…

do pana Latkowskiego
Autor: de_Born
2008-05-29 03:02:17
Wydaje mi sie jednak, ze jezeli sie kogos oskarza (a taka byla wymowa Pana programu), ze pracujac dla sluzb usuwal politykow z zajmowanych przez nich stanowisk, to raczej nalezaloby ograniczyc kontakty? Czy moze tez wtedy sie Pan mylil? Albo taka praca dla sluzb, to nie jest nic zlego?

Proszę ponownie obejrzeć program
Autor: Sylwester Latkowski
2008-05-29 09:43:43
i aby zamknąć temat, powtórzę nie ma zero jedynkowej rzeczywistości
http://www.itvp.pl/konfrontacja
pozdrawiam

Do Anonimowego Adama
Autor: Sylwester Latkowski
2008-05-29 10:20:23
Usunięty wpis anonimowego Adama dowodzi, że dyskusja jak to bywa w internecie zmierza na mieliznę, czyli nie ważny jest głowny temat... Dlatego zamierzam zrezygnować z komentarzy... a nie bawić się w usuwanie...
Oskarżenia w stosunku do Anny Marszałek nie poparte dowodami i to przez bohaterskiego anonima będą usuwane... Proszę założyć swoje własne forum, bloga i pluć tam, oskarżać anonimowo...
Prosiłbym o zachowanie minimalnego poziomu dyskusji... a nie skrywać się pod płaszczykiem niby wolności jaka panuje w internecie... Rafał Ziemkiewicz nazwał kiedyś takie osoby....

@Gospodarz
Autor: de_Born
2008-05-29 10:32:57
Prosze Pana, ja ten program ogladalem kilka razy - zreszta nie znam nikogo, kto by inaczej go odebral. Co wiecej - rekcja owczesnej redakcji Rzepy raczej wskazuje, ze to moja interpretacja byla sluszna. Skoro jednak chce Pan zakonczyc temat, to sie zgadzam i nie bede go ciagnac.

Co do komentarzy - blokowanie ich nie jest wyjsciem, wiecej - bardzo wiele informacji ciekawych sie w nich przewija. To, ze ktos rzuca oskarzeniami, jakies anonimy etc., nie nalezy sie tym przejmowac, bo na tym polega tez wolnosc slowa (w internecie nie istnieje pojecie anonima).

posiadał dokumenty wojskowych służb Informacyjnych, które można powiązać z komisją weryfikacyjną WSI
Autor: swojak
2008-05-29 11:10:34
Wojciech Sumliński - „W moim mieszkaniu zarekwirowano trzy tysiące tajnych, poufnych i niejawnych dokumentów\"

2008-05-24 14:50:36

Wojciech Sumliński – dziennikarz z naszego regionu – bohater ubiegłotygodniowej akcji ABW w sprawie posądzenia o wyciek tajnych materiałów z archiwów WSI był gościem Grzegorza Skwarka w piątkowym (23 maja) programie Jak minął dzień.

Plotką nazwał istnienie na rynku aneksu do raportu SI. Jak sam przyznaje – w domu posiadał tajne dokumenty.

„W moim mieszkaniu zarekwirowano trzy tysiące tajnych, poufnych i niejawnych dokumentów. Były to dokumenty dotyczące sprawy ks. Popiełuszki, którą zajmuję się od kilku lat. Dokumenty prokuratorskie, więc takie, do których uzyskałem wgląd w taki sposób jak pozyskuje dziennikarz. Były tajne akta Jarosława Sokołowskiego, pseudonim „Massa”, najważniejszego świadka koronnego w Polsce. Były dokumenty osób represjonowanych w latach ‘80 przez służby bezpieczeństwa, które to osoby uzyskały wgląd do swoich teczek, jako właśnie represjonowane i miały prawo zapoznać się z tym kto na nich donosił i w jakich okolicznościach. Natomiast wszystkie te dokumenty miały klauzurę tajne. Były również dokumenty dotyczące świadków koronnych z Lubelszczyzny i nie tylko, nie ujawnionych dotąd.”

Jak dodaje – posiadał dokumenty wojskowych służb Informacyjnych, które można powiązać z komisją weryfikacyjną WSI ale nie był to aneks. Wojciech Sumliński zaprzecza zarzutom postawionym przez ABW jakoby wspólnie z Aleksandrem L. mieli oferować sprzedaż aneksu do raportu oraz płatnej protekcji czyli załatwienie pozytywnej weryfikacji oficerom WSI.

„Żeby być ścisłym, bo tutaj jest dużo przekłamań ofertę miał składać Aleksander Lichocki, który miał zostać nagrany jak składa taką ofertę Leszkowi Tobiaszowi i miał się w trakcie tych rozmów powoływać na mnie. Ja takich rozmów nigdy z nikim nie prowadziłem i jedynym dowodem, przynajmniej o żadnym innym mi nie wiadomo, miały być rozmowy między Aleksandrem Lichockim a Leszkiem Tobiaszem o tym, że ten pierwszy ma jakiegoś dziennikarza znajomego, który z kolei ma możliwości w Komisji. Z tego co mi wiadomo, to Aleksander Lichocki mówi, że zna dziennikarza – w formie opisowej nie używając nazwiska powołuje się na mnie.”

Jak dodaje Wojciech Sumliński – gdyby aneks był na rynku to juz dawno zostałby ujawniony. Dziennikarz przyznał, że w dokumenty które posiadał nie pochodzą z komisji weryfikacyjnej, mogą być jedynie z nią związane. Przyznał także, że od dłuższego czasu zbierał dokumenty o WSI gdyż miał napisać książkę o służbach

„Chcę jasno podkreślić, żeby nie było przekłamania, to nie są dokumenty, a przynajmniej ja o tym nie wiem, żeby były z Komisji Weryfikacyjnej, ale to mogą być dokumenty związane z Komisją Weryfikacyjną. To są dokumenty dotyczące nielegalnych operacji handlu bronią. Jakiś rok temu dostałem propozycję od Grzegorza Górnego z Frondy, dla którego właśnie kończyłem książkę o operacjach inwigilacyjnych w latach ’60 i otrzymałem propozycję aby po napisaniu tej książki napisać książkę o WSI. Argumentacja była taka, że taka książka jeszcze nie powstała i ten kto napisze pierwszy taką książkę w jakiś sposób przejdzie do historii, bo do tej książki będą odnosili się inni autorzy. Dlatego ja od wielu miesięcy zbierałem, skąd się tylko dało rozmaite materiały i dokumenty dotyczące Wojskowych Służb Informacyjnych.”

Jak przyznał dzięki temu uzyskał wgląd w dokumenty o klauzuli tajne i jak dodał – na takich dokumentach pracują wszyscy dziennikarze śledczy i jak do tej pory nikomu z nich nie zostały postawione zarzuty.
Po wyjściu z aresztu Wojciech Sumliński został objęty dozorem policyjnym
http://www.radiopodlasie.pl/index.php?m=275&idw=55&arch=0&start_id=0

Anna i Bertold preferują wino a ja whisky…
Autor: Anna Marszałek
2008-05-29 15:41:54
I od razu widać, że razem nie piliśmy. Od wina wolę dobrze zmrożoną czystą wódkę...

Do Pani Marszałek i p.Suminskiego
Autor: Jaszyn
2008-05-30 12:24:41
Zwracam honor jesli jest tak jak Pani mówi. Z drugiej strony pisze Paniz e zdemaskował pana L. po 2 miesiecznej znajomosci. Czyzby nie wpisała sie Pani w jego gre? Piszac o nim musiała Pani zebrac informacje o jego działalności. Czy taki spec od kontrwywiadu nie widział o tym i nie przygotował riposty?
Wracacajac jeszcze do p.Sumlińskiego czy norma jest ze dziennikarze sledczy posiadaja tajne akta świdków koronych za ktorych zycie przestepcy wyznaczyli nagrode? Czy w cywilizowanym kraju pisząc ksiązke o słuzbach dziennikarze mają na ich temat tajne akta zdobyte w niejasnych oklicznosciach? Czy wszyscy dziennikarze zajmjacy sie ta tematyka maga swobodnie je zdobyc?

Odpowiedź na merytoryczne pytania fingerlinga...
Autor: Anna Marszałek
2008-05-30 13:06:09
Czy zweryfikować oficera WSI może jeden członek komisji może potrzeba dwóch a może większa ilość? Czy może musi to zatwierdzić szef komisji? Jaka jest procedura?

Procedurę przeprowadzania weryfikacjji opisano w Rozporządzeniu Prezesa Rady Ministrów z dnia 24 lipca 2006 r. „w sprawie trybu działania Komisji Weryfikacyjnej powołanej w związku z likwidacją
Wojskowych Służb Informacyjnych”. Z tych przepisów wynika, że komisja została podzielona na zespoły robocze, które przeprowadzały „wysłuchania” żołnierzy, prowadziły dokumentację weryfikacji i na koniec wystawiały dokument o sposobie jej zakończenia — czyli dawały certyfikat, że ktoś ją przeszedł pozytywnie lub nie. Na tym końcowym dokumencie powinny być podpisy wszystkich członków zespołu roboczego. Wynik przegłosowywano. Można było mieć zdanie odrębne, co się zaznaczało.
Z tego co wiem, w praktyce wyglądało to tak, że komisja podzieliła się na czteroosobowe zespoły. Ale nie we wszystkich wysłuchaniach brali udział zawsze wszyscy i często dokumenty podpisane były przez trzech albo nawet tylko dwóch członków komisji.

Do p. Jaszyna!
Autor: Anna Marszałek
2008-05-30 13:23:32
Czy taki spec od kontrwywiadu nie widział o tym i nie przygotował riposty?
Ten niby spec, to „dziadek-emeryt”, któremu się wydawało, że coś rozgrywa, a którym prawdopodobnie ktoś zagrał. To taki człowiek, który od kilkunastu lat był poza służbami, ale nie mógł się z nich wyleczyć. Chciał być stale na topie, więc ciągle gromadził jakieś informacje i ze służb (od dawnych kolegów z WSW, ale też SBeków), oraz od ludzi Kościoła, polityków i... dziennikarzy i „jako dobrze poinformowany” puszczał dalej. Jego informacje były mniej więcej w połowie prawdziwe. Reszta to były konfabulacje — np. wnioski na podstawie tego, co gdzieś usłyszał, albo plotki, których nie był w stanie zweryfikować.
On się nie spodziewał, że to wszystko tak się rozwinie (opisanie go w gazecie, przeszukanie i zatrzymanie), dlatego żadnej riposty przygotować nie zdążył.

Jeszcze do p. fingerlinga o roli przewodniczącego komisji weryfikacyjnej
Autor: Anna Marszałek
2008-05-30 13:51:38
Członkowie zespołu roboczego podpisują protokół z weryfikacji i przygotowują projekt stanowiska komisji weryfikacyjnej wraz z uzasadnieniem.
Dokument (co do zgodności oświadczenia weryfikacyjnego z prawdą) podpisuje natomiast przewodniczący komisji. On ma też głos rozstrzygający w razie, gdy w zespole roboczym opinie są podzielone po połowie.
Jeśli stwierdzi, że ktoś skłamał w oświadczeniu, to właśnie przewodniczący zawiadamia (ale na wniosek zespołu roboczego) prokuratora.
To przewodniczący zawiadamia też o wyniku weryfikacji żołnierzy WSI, którzy się jej poddawali oraz szefów SKW i SWW.



Dziennikarze podkulili ogony
Autor: http://cogito62.salon24.pl/76974,index.html
2008-05-30 19:50:05
Po wydarzeniach ostatnich tygodni i postawieniu płk. Lichockiemu zarzutów prokuratorskich, te pytania, zadane marszałkowi sejmu nabierają już ogromnego znaczenia. Okazuje się jednak, że nie ma nikogo, kto chciałby je zadać. „Czwarta władza” jest papierowym tygrysem.

Jeżeli wśród polskich dziennikarzy, brakuje takich, którzy mieliby odwagę zapytać o to Komorowskiego i jeśli wśród polityków wszystkich opcji, zdaje się panować zmowa milczenia wokół kontaktów z funkcjonariuszami komunistycznych służb – kto śmie przeczyć, że III RP jest tworem o strukturach mafijnych, nie mającym nic wspólnego z państwem prawa? Ulegając presji - jakoby o niektórych rzeczach nie wolno było mówić, niektórych ludzi o pewne rzeczy pytać – sankcjonujemy tę chorą, patologiczną rzeczywistość.

Czy w jakimkolwiek normalnym kraju jest do pomyślenia sytuacja, że marszałka Sejmu łączą wieloletnie, tajemnicze związki z funkcjonariuszami wojskowych służb specjalnych? Czy można nazwać normalną sytuację, gdy wobec przewodniczącego sejmowej komisji ds. obrony narodowej, istnieją podejrzenia o udziale w nielegalnych kombinacjach operacyjnych, prowadzonych przez oficerów rozwiązanych służb specjalnych?

Tych dwoje ludzi, wspólnie z pomniejszymi klakierami konsekwentnie, od wielu miesięcy dążyło do odbudowy, zabójczego dla Polski układu, w którym środowisko wysokich oficerów i agentów WSI odgrywało rolę nadrzędną. Dopięli swego – po rządowej nowelizacji ustaw, związanych ze służbami wojskowymi, weryfikacja żołnierzy WSI stała się fikcją i następuje pełna reaktywacja wpływów tych ludzi oraz ich medialna rehabilitacja.

Wszystko odbywa się przy milczącej akceptacji polityków opozycji, z których może jedynie Antoni Macierewicz ma dość rozumu i odwagi, by zauważyć grozę tej sytuacji. Nie alarmują dziennikarze, milczy o tym większość blogerów, nazywających się prawicowymi.

Dziadek -rozgrywacz?
Autor: Do p. Marszałek
2008-06-03 13:59:30
Pisze Pani ze \"dziadek-emeryt\" ze konfabulował, zbieral szczatki informacji i je analizował. To w takim razie ow dziadek mial możliwosci aby wprowadzic zmiany w aneksie czy nie? A moze nie bylo to takie trudne jak de facto czesto decydowaly 2 osoby? Czy istniala swoista gielda? W jednej z publikacji zakłada Pani kilka wersji i w każdej płk L. jest narzędziem, a moze zwyczajnie prozaicznie szuka sie skomplikowanego rozwiazania w prostej sprawie? Komisja weryfikacyjna nie jest jakims gremium słynnacym z kompetentnych członków. Nie mowiac juz o tym ze raport i aneks ciekna, moze poprostu L. podłaczył sie do kogos z komisji jesli nie bylo to trudne i tak mogl handlowac jako dysponent \"tajemnicy\"? Z drugiej strony Maciarewicz chyba nie daje nr telefonu na lewo i prawo? Z reszta ten ostatni stara sie ukuc teze o spisku ludzi WSI (sa nawet stosowne artykuly mowiace o utworzeniu sie takich grup http://www.rp.pl/artykul/137963.html). Wracajac do plk L. zdaniem Nisztora z Rzepy mial on proponowac Krauzemu aneks oraz wykreslenie jego nazwiska z tegoz raportu -jesli byl emerytem bez dostepu to chyba by sie mocno zbłaźnił wychodząc z taka oferta do takiej persony nie sądzi pani? (chyba ze wiadomosci pana N. z Rzepy sa naciągane).

Pół na pół...
Autor: Anna Marszałek
2008-06-03 19:09:10
Nie jestem w stanie przesądzić roli Lichockiego. Może wypowiedzą się dziennikarze, którzy znali go od lat. Ja oceniam jego wiarygodność pół na pół.
Miał prawdziwe informacje i rzeczywiście dobre kontakty z kimś w otoczeniu Macierewicza. Ale wątpię, by mógł skutecznie doprowadzić do wykreślenia czyjegoś nazwiska z aneksu.
Z drugiej strony, ewidentnie w niektórych sprawach konfabulował albo też podawał celowo nieprawdziwe informacje. Np. twierdził, że Piotr Bączek razem z jednym dziennikarzem sprzedał aneks do raportu o WSI Agorze za milion złotych. Twierdził też, że Agora odprzedaje po kawałku ten dokument zainteresowanym firmom, żeby się odkuć. Mówił o konkretnym człowieku z Prokomu, który miał ten aneks dla Krauzego kupił...

Bravo Rzepa ;)
Autor: Jaszyn
2008-06-30 16:06:21
Jeszcze troche a blog p. Latkowskiego będzie mozna przepisywać do woli i podpisywac jako artykuł ;)
\"Oficer z mnóstwem kontaktów czy mitoman\"
http://www.rp.pl/artykul/155269.html autor p. Nisztor. Jak widac jego źródła siegaja strony www.latkowski.com ;) i jakos dziewie stanowia kompilacje bloga z wczesniejszymi ustaleniami pana N.
\"Propozycja dla Krauzego?\"
http://www.rp.pl/artykul/139304.html
\"Krauzemu proponowano wykreślenie nazwiska z aneksu\"
http://www.rp.pl/artykul/138687.html
Zdaniem Nisztora Lichocki wykorzystujac bylego szefa ABW , doradce Krauzego Tarnowskiego usiłowal zaoferowac wykreslenie nazwiska Krauze z aneksu. Co ciekawe ów doradca uwaza go za mitomana choc wg. innych dosniesien sam go rekomendował do rady nadzorczej jednej ze społek. Cos tutaj nie pasuje albo autor znów zebral z sieci artykuły na ten temat, wypowiedzi roznych osob, połaczył je z informacjami z raportu o likwidacji WSI i jako \"wnikliwy dziennikarz sledczy\" pomieszła je albo teraz Tarnowski i jego pracodawca wypieraja sie zwiazków z pułkownikiem.
No chyba ze faktycznie Lichocki to jakis strasnzy mitoman co 45 minut biegajacy do toalety zmieniac kasety ;) a moze to autor p. Nisztor postanowił wczuc sie w role L. i postanowił zobaczyc jak to jest byc mitomanem;) i z braku laku tworzy w oparciu o strzepy informacji artykuły?

Zobacz również ...


menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Klatka – film dokumentalny. Praca nad filmem trwała od 24.10.2002 roku, zakończono ją  22 października 2003. Planowana premiera filmu - listopad 2003.
Scenariusz i reżyseria: Sylwester Latkowski; zdjęcia: Tomasz Michałowski, Karina Kleszczewska; montaż: Krzysztof Szpetmański; dźwięk: Igor Grątkowski; redakcja Jerzy Kapuściński, Grażyna Bryżuk; postprodukcja PAY studio TV; grafika: Studio Rogala: sprzęt do realizacji Mega TV; technika realizacji Sony IMX 16:9; producent wykonawczy Opusnet; Produkcja: Agencja Filmowa TVP dla Programu 2, Opusnet, T1-teraz, Sylwester Latkowski


Śledczak Kamilianie Gwiazdor Pedofile
Nakręceni Pub 700 Klatka To my, Rugbiści
powered by Admin.Starla v3 CMS