menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Plujcie dalej, ja będę robił swoje, by Wojtka Sumlińskiego nie zmielił na wióry wymiar sprawiedliwości 07-08-2008
Nie czytam wszystkiego, co ukazuje się forach, blogach, czasami ktoś mi coś podeśle, sam znajdę. Lektura jest smutna. Pokazuje, że tak naprawdę niektórzy mają gdzieś dramat Wojtka Sumlińskiego i jego rodziny, dla nich najważniejsza jest polityczna nawalanka.

O co mi chodziło i chodzi w sprawie Wojciecha Sumlińskiego? O to by nie popełnił samobójstwa w areszcie. O to by nie stosowano wobec niego aresztu wydobywczego. O to, by służby, prokuratura się opanowały i odstąpiły od swego myślenia, że z Wojtka można mieć „plastycznego świadka.” Nie tylko w sprawie Wojtka tak postępują, co jakoś nie stało się tematem. Zbyt często oficerowie i prokuratorzy wykazują cynizm, bezduszność w tym zmiękczaniu, łamaniu świadka, podejrzanego. O tym wszystkim rozmawiałem z wieloma osobami.

Kiedy otrzymałem tekst "ty sprzedajny chuju” (adresat nadał z komputera IP 83.20.50.98), gorzko się uśmiechnąłem, wiedziałem, że po ostatnim moim wpisie na blogu, teraz na mnie zostanie wylany kubeł pomyj i stanę się agentem, piątą kolumną, Dlaczego? Bo mam odwagę mówić własnym głosem i mam gdzieś teorie spiskowe, które teraz nie pomogą Wojtkowi. Takim gadaniem nie można pomóc Sumlińskiemu. Trzeba to robić czynem i uwzględniać realia.

Plujcie dalej, ja będę robił swoje, by Wojtka Sumlińskiego nie zmielił na wióry wymiar sprawiedliwości.


(10) komentarzy / + dodaj komentarz
hokejus
Autor: hokejus
2008-08-07 13:03:16
Przepraszam, ale czegoś nie rozumiem. Pod poprzednim pańskim wpisem są komentarze Kataryny i Nurniego i nie zauważybłem by ich siłą były inwektywy w stylu \"ty chuju\". Raczej są to racjonalne pytania, pozostawione bez odpowiedzi (niewymijającej).

Być może były również i obelgi, a pan je wyciął. Mogę to zrozumieć. Ale teraz to głupio wygląda, bo do postawionych wczoraj sensownych pytań pan się nie odnosi, a do obelg tak.

A co tu jest do rozumienia? ...
Autor: onyks
2008-08-08 01:04:45
najpierw \"numer\" z Kaczmarkiem, teraz druga kombinacja i pokaz na kogo obecna GTW (grupa trzymająca władzę) może liczyć. Kiedyś \"urąbali\" Szeremietiewa teraz Sumlińskiego. Jedna robota. Jeszcze trzeba urąbać Ziobrę i szlus można odebrać przelewy. Takie mamy merdia i merdialistów po 89r. Nic się nie zmieniło prócz nazw i fasady. Jak był prl tak jest, nigdzie nie odszedł choć go Bolesław przeganiał z żoną i dzieckami ;-) Jajca to są a nie polityka. Jajca z coraz biedniejszych ludzi. A jak ktoś jest niewygodny to mu termometr w d... i niech ogląda taniec na wodzie. Na stojąco oczywiście.

Intrydze sie nie przebacza.Przebacza sie czasami zasludze.N.B.
Autor: Errata
2008-08-08 08:10:47
Wciaz pan nie odpowiedzial na pytania zadane przez internautow!
Dlaczego nie udzieli pan odpowiedzi,piszac o pluciu!
Jaki zwiazek maja proste pytania z inwektywami!
Wystarczy spojrzec na tekst,a jest chyba czytelny?!
http://cogito62.salon24.pl/87333,index.html

Zauwaze niesmialo,ze plucie ma pan opanowane:
\"Termometr
Autor: Sylwester Latkowski 2008-08-06 01:46:11
Proszę naprawdę poszukać termometru i zmierzyć gorączkę i udać się do najbliższego specjalisty..\"


Przemalowani
Autor: paciorek@o3.pl
2008-08-08 09:08:36
Panie Latkowski! moze pytanie z innej beczki kiedy przeprowadzicie w swoich szeregach, czystki, kiedy przestaniecie wypisywac totalne nie sprawdzone informcje podsylane wam przez bylych esbekow,czy stac was bedzie aby o swoich kolezankach i kolegach napisac krytycznie weryfikujac ich dotychczasowe osiagniecia mam namysli A Marszalek.Pan zadaje pytanie czy moze ktos zabronic Panu pisac krecic filmy nie ! ale istnieje cos takiego jak wola poddania sie krytyce ktora zatraciliscie.Broni Pan dziennikarza, czyli nie sa wazne prawda jaka by ona nie byla tylko solidarnosc ktora pietnujecie u innych czy p Sumlinski podlega innemu prawu niz wszyscy inni obywatele czy tylko on przezywa osobisty dramat?Trzymacie sie kurczowo mitu ludzi nie omylnych,szlachetnych,a tak nie jest w waszych szeregach tez sa zwykle \"swinie\" ktore daly sie przekupic za kariere,pieniadze i maja nadzieje ze to nigdy nie ujrzy swiatla dziennego.d

Niech się pan przestanie kreować na obrońcę Wojtka
Autor: kura56
2008-08-08 10:37:48
Niech pan zostanie przy swoich przyzwoitych Czuchnowskim i Marszałek. Pomoc dla red. Sumlińskiego i jego rodziny wzięli już inni w swoje ręce. To dzięki anonimowym internautom powstało konto SDP, to oni wpłacają datki na pomoc rodzinie pozbawionej środków do życia.

Kilka słów o tymczsowym aresztowaniu...
Autor: biesio
2008-08-08 10:44:14
W pełni zgadzam się z panem, że tymczasowe aresztowanie jest najbardziej dotkliwym środkiem zapobiegawczym. Powinno zatem być stosowane wyłącznie w sytuacjach procesowych uzasadniających jego stosowanie. Bezwględnie ma pan rację- tymczasowe aresztowanie nie może mieć charakteru aresztu wydobywczego bądź kary - w przypadku jego długotrwałego stosowania. Uważam, że organa ścigania powinny być na tyle przygotowane, że przed tzw. procesową realizacją dysponują na tzw. ręku - dowodami uzasadniającymi możliwość popełnienia p-twa przez tzw. figuranta, a z dowodzeniem nie będą czekały kiedy sąd zastosuje tymczasowe aresztowanie. Sytuacja procesowa powinna być absolutnie jasna zanim organa ścigania podejmą jakiekolwiek czynności procesowe. Kiedy po jakimś czasie, stosuje się w sytuacji co najmniej wątpliwej procesowo -tymczasowe aresztowanie, sens jego stosowania ma prawo być oceniany jako bezzasadny, a nawet krytyczny. Argumenty, które są wysuwane przy jego stosowaniu nie dają się w żaden sposób pogodzić się z podstawowymi prawami podejrzanego; prawem do odmowy składania jakichkolwiek wyjaśnień / przedstawiciele organów ścigania interpretują to uprawnienie jako prawo do składania wyjaśnień przez podejrzanego/, prawo do bezkarnego składania wyjaśnień nawet obciażających inne osoby , prawo do perfidnego kłamania etc. Niestety prawo nie ma duszy i za każdym tymczasowym aresztowaniem kryją się osobiste dramaty, tak jak w tym przypadku. Uważam jednak, że lepiej wypuścić na wolność jednego przestępcę bez wątpienia winnego, niż zastosować tymczasowe aresztowanie w stosunku do osoby niewinnej. Wydaje mi się, że aby to zrozumieć trzeba mieć świadomość, że \"życie\" organów ścigania to nie pewność co do \"białego\" lub \"czarnego\", ale do szarości. Taki bowiem jest również prawdziwy odcień naszego życia. Te kilka słów w żaden sposób nie rozstrzyga o winie lub niewinności kogokolwiek, ale jest przyczynkiem do innego sposobu stosowania prawa - tego z sensem a przede wszystkim z DUSZĄ. Pozdrawiam.

Sumliński idzie siedzieć
Autor: kataryna
2008-08-08 13:33:58
Areszt podtrzymany.

Ministrze Ćwiąkalski! Proszę o wyjaśnienie zaniedbań w sprawie Wojtka Sumlińskiego!
Autor: Anna Marszałek
2008-08-08 14:36:07
Długo zastanawiałam się, czy zabierać głos. Przeciw były co najmniej dwa argumenty. Po pierwsze, tylko winni się tłumaczą, a już zmuszenie mnie do odpowiedzi dałoby satysfakcję tym, którzy na mnie plują — kłamią, nadinpretowują fakty, wylewają bezmyślną zawiść (często zawodową, bo sami są dziennikarzami), albo powtarzają równie bezmyślnie plotki i wypowiedzi niechętnych mi polityków. Po drugie — cokolwiek powiem jest interpretowane przeciwko mnie, bo paru opisanych przeze mnie łapówkarzy (i to z lewej i prawej strony sceny politycznej) i paru anonimowych zawistników już mnie osądziło i wydało wyrok.

Teraz jednak granica absurdu w szkalowaniu mnie została przekroczona. Nie tylko powtórzono brednie o moich rzekomych związkach ze służbami specjalnymi. Ale zrobiono coś znacznie gorszego — zaatakowano moją rodzinę, zarzucono zaszczucie Wojtka Sumlińskiegi i udział w prowokacji WSI przeciwko komisji weryfikacyjnej, a w 2001 r. przeciwko Szeremietiewowi. Jad nienawiści u ludzi, którzy to głoszą jest tak silny, że oberwało się nawet Sylwestrowi Latkowskiemu, tylko dlatego, że ośmielił się mieć inne zdanie na mój temat.

A może by tak przemówiły fakty?

Punkt 1 — sprawa Szeremietiewa
Romualda Szeremietiewa oskarżyła prokuratura i toczy się jego proces. Nie jest moją winą, że trwa to tak długo. Nie ja odpowiadam za taki a nie inny akt oskarżenia, który — nawiasem mówiąc — prokuratura tak spartoliła, że bardziej nie można.
Ja natomiast odpowiadam za tekst, który pokazywał, jak jego asystent żąda łapówek oraz bierze takowe, a Szeremietiew od tego swojego człowieka (o którym mówił, że jest tak biedny, że musiał mieszkać w mieszkaniu komunalnym) pożycza dwieście tysięcy złotych, bo mu brakuje na willę... Wszystkie zarzuty z mojego tekstu podtrzymuję.
Działalność Szeremietiewa od lat budziła wiele wątpliwości. Czy naprawdę Państwo uważają, że jest normalne, iż poseł i wiceminister obrony prowadzi razem ze swoim asystentem fundację i domagają się na nią wpłat od zależnych od swojego resortu firm zbrojeniowych i handlujących bronią?
Ale nie o etykę tu tylko chodzi. Złamane zostało także prawo. Nie jest prawdą, że Szeremietiew i jego asystent Zbigniew Farmus zostali całkowicie oczyszczeni z zarzutów. Wprawdzie mówi tak oficer służb PRL szkolony w dezinformacji generał Sławomir Pelelicki, ale jakie ma argumenty — „bo Romek jest jego przyjacielem”. A wtóruje mu inny przedstawiciel służb — mecenas Wojciech Brochwicz. Co wie o sprawie? Nic, ale jest przyjacielem Petelickiego. Żaden z nich nie miał wglądu w akta sprawy, a mogą wiedzieć o niej tyle, ile Szeremiew albo Farmus im powiedzieli...
Tymczasem my pisząc tekst w 2001 r. dotarliśmy do świadków i ustaliliśmy fakty. Oto one: Przedstawiciel koncernu z RPA twierdził, że Farmus żądał od niego 100 tysięcy dolarów za przetarg na armatohaubice. Świadkami tego żądania była pewna kobieta z firmy handlującej sprzętem specjalnym oraz Robert Poczman, przedsiębiorca z Wołomina znany bardziej jako „kasjer mafii”. Kobieta potwierdziła nam, że słyszała to żądanie Farmusa. Poczman — był „świadkiem obrony” Farmusa, a przy okazji przyznał się, że to on spłacił długi Szeremietiewa za budowę domu. Bezinteresownie? Wątpię. Zwłaszcza, że sam chwalił się pośrednictwem w operacjach specjalnych dla MON np. z Indiami.
Firma z RPA jak wiadomo z przetargu odpadła. — Mój szef chciał wiedzieć, dlaczego. Poszedłem do Farmusa i kupiłem po 10 tysięcy dolarów za sztukę dokumenty przetargowe konkurencji — opowiadał nam przedstawiciel tego koncernu.
W tekście ta informacja jest opisana przez inne źródło, do którego dotarliśmy.

„(...) Znany poseł SLD przedstawił \"Rz\" inną historię. - Przedstawiciel jednego z zagranicznych koncernów, które przegrały przetarg w MON, mówił mi, i to w obecności dyplomatów ze swego kraju, jak kupował od Farmusa dokumenty - opisuje poseł. - Jego szefowie chcieli znać oferty konkurencji i tajne protokoły posiedzeń komisji przetargowej. Przedstawiciel ten opowiedział mi, że umówił się z Farmusem w jego gabinecie w budynku przy alei Niepodległości. Wymiana odbywała się niemal bez słów. Farmus przynosił żądany dokument i wychodził na pół godziny, a przedstawiciel w zamian przekazywał kopertę. Za każdy dokument dawał 10 tys. dolarów. Miał w ten sposób zdobyć trzy dokumenty i zapłacił 30 tys. dolarów. Kiedy mówiłem, że to niemożliwe i zapytałem o dowody, pokazał mi mikrofilm.
- Powtórzy pan to w sądzie?
- Tak.(...)”
I powtórzył. Farmus został skazany za bezprawne udostępnienie przedstawicielowi koncernu z RPA tajnych dokumentów, jednak sąd pierwszej instancji nie dopatrzył się w tym korupcji. Z doświadczenia sądu najwyraźniej wynikało, że takie rzeczy robi się za darmo. Państwo też tak uważacie? Zobaczymy, co powie sąd II instancji...
Spisek WSI!
Medialni i anonimowi obrońcy Szeremietiewa ogłosili jako prawdę objawioną, że tekst był częścią spisku WSI przeciwko Szeremietiewowi, a miało chodzić o odsunięcie go od przetargu na samolot wielozadaniowy.
Bzdura! Ale skoro taka jest linia obrony Szeremietiewa, to chętnie spotkam się z nim w sądzie, jeśli kiedykolwiek zdecyduje się na proces.
Proszę zwrócić uwagę tylko na jeden aspekt. Gdyby było tak, że na zlecenie WSI dziennikarze załatwili uczciwego Szeremietiewa, to powinno się to znaleźć w raporcie Macierewicza jako sztandarowy przykład bezprawnych operacji tych służb. Naprawdę nie zastanowiło Państwa, że Macierewicz, który nie ma powodów, by darzyć mnie sympatią, nigdy nie stanął w obronie Szeremietiewa, a ta sprawa nie znalazła się w raporcie? Powiem więcej, w rozmowie ze mną Antoni Macierewicz przyznał, że „Szeremietiew nie jest czysty”.
Punkt 2 — sprawa Sumlińskiego.
Czy się to Państwu podoba czy nie, to ja zdemaskowałam podejrzaną działalność pułkownika Aleksandra Lichockiego. To nie mnie on wprowadził w błąd (Antoni Macierewicz kłamał, twierdząc, że się do czegoś takiego przyznałam). Niestety to dziennikarze, których chcecie uznawać za swoich bohaterów, całe lata traktowali tego emeryta WSW jako swojego wiarygodnego informatora. Ciekawe, że nie mają odwagi się ujawnić i przyznać, jakie tematy robili na podstawie doniesień tego skompromitowanego oficera służb wojskowych PRL. Już przemilczę moralność Kalego tych, którzy insynuując moje związki ze służbami, jakoś nie dopatrują się niczego złego, kiedy do takich zażyłych kontaktów przyznają się prawicowi dziennikarze...
Ale wróćmy do faktów: pierwsze nasze informacje, że aneks można kupić na czarnym rynku (nigdy nie użyłam określenia „na bazarze”, jak ironicznie mówił Macierewicz i jego poplecznicy) pochodziły z innych źródeł, a nie od Lichockiego. Już tutaj na blogu Latkowskiego o tym pisałam, więc nie będę powtarzać.
Kiedy kilka miesięcy później z ofertą sprzedaży aneksu zgłosił się do mnie przez pośrednika Lichocki, natychmiast powiedziałam, „sprawdzam” i wraz z kolegami opisaliśmy reportersko (czyli z pokazaniem okoliczności) jego działalność.
Nie było w tym ani spisku ani współdziałania ze służbami. Przeciwnie, weszliśmy tą publikacją w drogę ABW, która jak się potem okazało od jesieni ubiegłego roku razem z prokuraturą po doniesieniu Leszka Tobiasza prowadziła śledztwo w sprawie Lichockiego.
Myślę, że w krótszym czasie udało się nam dziennikarskimi metodami sprawdzić nawet więcej niż ABW i prokuraturze, dzięki czemu uniknęliśmy w tekście oczywistych błędów, które popełnili śledczy.
Przykład: Lichocki opowiadał, że aneks do raportu sprzedał Agorze Piotr Bączek i jeden z dziennikarzy „Wprost”, którego także Lichocki znał osobiście. Uważaliśmy taką transakcję za bzdurę i nie ujawniliśmy w tym kontekście ani nazwiska Bączka ani tego dziennikarza. Nie przeszkadza to panu redaktorowi odsądzać nas od czci i wiary...
Od początku też Lichocki chwalił się przyjaźnią z Wojtkiem Sumlińskim. Oczywiście nie znamy wszystkich dowodów zebranych w śledztwie, ale na dziś wiadomo, że:
1. Pułkownik WSI Leszek Tobiasz chciał sobie załatwić pozytywną weryfikację.
2. Za 200 tysięcy złotych obiecał mu to Aleksander Lichocki, powołując się przy tym na Sumlińskiego i jego kontakty w komisji weryfikacyjnej.
3. Doszło do umówienia spotkania z Leszkiem Pietrzakiem, członkiem komisji weryfikacyjnej i historykiem IPN z Lublina. Spotkania odbyły się w restauracji na Krakowskim Przedmieściu w pobliżu Placu Zamkowego.
4. Na pierwsze takie spotkanie Pietrzak przyszedł z Sumlińskim. Dziennikarz — jak sam twierdzi — tylko się przywitał, i natychmiast wyszedł.
Czego w tej chwili nie wiem: Np. czego dotyczyły te dziwne ujawnione w liście przez samego Sumlińskiego rozliczenia finansowe z Lichockim? Kto dokładnie umówił spotkanie Pietrzaka z Tobiaszem? Co wynika z podsłuchów telefonicznych założonych przez ABW Lichockiemu? O czym rozmawiali przez telefon z dziennikarzem?
Konkluzja! Nadal uważam, że dziennikarz został przez Lichockiego wplątany w swoją nieczystą grę. Nie przesądzam o winie czy niewinności, ale ABW i prokuratura powinny pokazać jednoznaczne dowody przestępstwa, którego miał się dopuścić Sumliński. To, co wiadomo dotychczas, to tylko poszlaki.
Wojtek Sumliński, niezależnie od swoich błędów, do których się częściowo przyznaje, nie powinien trafić do aresztu. ABW — tu zgadzam się z Sylwetrem Latkowskim — powinna się wytłumaczyć ze swoich gier wobec Sumlińskiego, w tym tworzenia jego portretu psychologicznego i budowania atmosfery osaczenia, która doprowadziła do próby samobójczej.
I na koniec — przyłączam się do apelu trójki dziennikarzy — Sylwestra Latkowskiego, Wojciecha Czuchnowskiego i Tomasza Sakiewicza — do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego, by wyjaśnić, dlaczego zbagatelizowano pierwszą próbę samobójczą Wojtka Sumlińskiego i nie odnotowano jej w notatce służbowej. Kilka dni po zatrzymaniu Wojtka powiedział mi o tym bliski znajomy dziennikarza, który widział ślady. — W przypływie rozpaczy Wojtek tarł nadgarstkami o kant stołu — opowiadał mi wtedy.
Z ostatniej chwili!
Utrzymanie przez prokuraturę aresztu dla Wojtka uważam za skandaliczne.
Nie z powodu solidarności zawodowej, ale dlatego, że areszt powinno się stosować w ostateczności. Np. wobec bandytów zagrażających zdrowiu lub życiu innych lub podejrzanych rzeczywiście mataczących w śledztwie.
Trudno się oprzeć wrażeniu, że Wojtek jest tylko pionkiem w politycznej rozgrywce. PiS i część publicystów robi z niego bohatera i ofiarę spisku, a dla odmiany PO i prokuratura chcą udowodnić, że to wielki zbrodniarz i powinien siedzieć.
A gdzieś tam został samotny Człowiek!

Zobacz również ...


menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Film dokumentalny, Produkcja Program II TVP & TPS Studio Filmowe, czas 64 minut; produkcja 2002 rok.
Nagroda: Najlepszy Polski film dokumentalny Festiwalu Filmowego w Kazimierzu nad Wisłą 2002.


Śledczak Kamilianie Gwiazdor Pedofile
Nakręceni Pub 700 Klatka To my, Rugbiści
powered by Admin.Starla v3 CMS