menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Jednak idzie do aresztu 08-08-2008

Mam spotkanie z jednym z polityków Platformy Obywatelskiej, kiedy przychodzi do mnie sms: „Jednak idzie do aresztu…”. Czytam na głos wiadomość.
- To głupie zamykać chłopaka, skoro już dwa razy się ciął – komentuje mój rozmówca. – Dobrze się to przecież nie skończy.
- Niech Ćwiąkalski i Bondaryk nadal umywają ręce od kwestii aresztu Sumlińskiego, zobaczymy dokąd to ich doprowadzi – odpieram. – Tu nie chodzi o to, czy jest winien czy nie, czego wydaje się nadal nie rozumieją.


(18) komentarzy / + dodaj komentarz
Ministrze Ćwiąkalski! Proszę o wyjaśnienie zaniedbań w sprawie Wojtka Sumlińskiego!
Autor: Anna Marszałek
2008-08-08 14:58:19
Długo zastanawiałam się, czy zabierać głos. Przeciw były co najmniej dwa argumenty. Po pierwsze, tylko winni się tłumaczą, a już zmuszenie mnie do odpowiedzi dałoby satysfakcję tym, którzy na mnie plują — kłamią, nadinpretowują fakty, wylewają bezmyślną zawiść (często zawodową, bo sami są dziennikarzami), albo powtarzają równie bezmyślnie plotki i wypowiedzi niechętnych mi polityków. Po drugie — cokolwiek powiem jest interpretowane przeciwko mnie, bo paru opisanych przeze mnie łapówkarzy (i to z lewej i prawej strony sceny politycznej) i paru anonimowych zawistników już mnie osądziło i wydało wyrok.

Teraz jednak granica absurdu w szkalowaniu mnie została przekroczona. Nie tylko powtórzono brednie o moich rzekomych związkach ze służbami specjalnymi. Ale zrobiono coś znacznie gorszego — zaatakowano moją rodzinę, zarzucono zaszczucie Wojtka Sumlińskiegi i udział w prowokacji WSI przeciwko komisji weryfikacyjnej, a w 2001 r. przeciwko Szeremietiewowi. Jad nienawiści u ludzi, którzy to głoszą jest tak silny, że oberwało się nawet Sylwestrowi Latkowskiemu, tylko dlatego, że ośmielił się mieć inne zdanie na mój temat.

A może by tak przemówiły fakty?

Punkt 1 — sprawa Szeremietiewa
Romualda Szeremietiewa oskarżyła prokuratura i toczy się jego proces. Nie jest moją winą, że trwa to tak długo. Nie ja odpowiadam za taki a nie inny akt oskarżenia, który — nawiasem mówiąc — prokuratura tak spartoliła, że bardziej nie można.
Ja natomiast odpowiadam za tekst, który pokazywał, jak jego asystent żąda łapówek oraz bierze takowe, a Szeremietiew od tego swojego człowieka (o którym mówił, że jest tak biedny, że musiał mieszkać w mieszkaniu komunalnym) pożycza dwieście tysięcy złotych, bo mu brakuje na willę... Wszystkie zarzuty z mojego tekstu podtrzymuję.
Działalność Szeremietiewa od lat budziła wiele wątpliwości. Czy naprawdę Państwo uważają, że jest normalne, iż poseł i wiceminister obrony prowadzi razem ze swoim asystentem fundację i domagają się na nią wpłat od zależnych od swojego resortu firm zbrojeniowych i handlujących bronią?
Ale nie o etykę tu tylko chodzi. Złamane zostało także prawo. Nie jest prawdą, że Szeremietiew i jego asystent Zbigniew Farmus zostali całkowicie oczyszczeni z zarzutów. Wprawdzie mówi tak oficer służb PRL szkolony w dezinformacji generał Sławomir Pelelicki, ale jakie ma argumenty — „bo Romek jest jego przyjacielem”. A wtóruje mu inny przedstawiciel służb — mecenas Wojciech Brochwicz. Co wie o sprawie? Nic, ale jest przyjacielem Petelickiego. Żaden z nich nie miał wglądu w akta sprawy, a mogą wiedzieć o niej tyle, ile Szeremiew albo Farmus im powiedzieli...
Tymczasem my pisząc tekst w 2001 r. dotarliśmy do świadków i ustaliliśmy fakty. Oto one: Przedstawiciel koncernu z RPA twierdził, że Farmus żądał od niego 100 tysięcy dolarów za przetarg na armatohaubice. Świadkami tego żądania była pewna kobieta z firmy handlującej sprzętem specjalnym oraz Robert Poczman, przedsiębiorca z Wołomina znany bardziej jako „kasjer mafii”. Kobieta potwierdziła nam, że słyszała to żądanie Farmusa. Poczman — był „świadkiem obrony” Farmusa, a przy okazji przyznał się, że to on spłacił długi Szeremietiewa za budowę domu. Bezinteresownie? Wątpię. Zwłaszcza, że sam chwalił się pośrednictwem w operacjach specjalnych dla MON np. z Indiami.
Firma z RPA jak wiadomo z przetargu odpadła. — Mój szef chciał wiedzieć, dlaczego. Poszedłem do Farmusa i kupiłem po 10 tysięcy dolarów za sztukę dokumenty przetargowe konkurencji — opowiadał nam przedstawiciel tego koncernu.
W tekście ta informacja jest opisana przez inne źródło, do którego dotarliśmy.

„(...) Znany poseł SLD przedstawił \"Rz\" inną historię. - Przedstawiciel jednego z zagranicznych koncernów, które przegrały przetarg w MON, mówił mi, i to w obecności dyplomatów ze swego kraju, jak kupował od Farmusa dokumenty - opisuje poseł. - Jego szefowie chcieli znać oferty konkurencji i tajne protokoły posiedzeń komisji przetargowej. Przedstawiciel ten opowiedział mi, że umówił się z Farmusem w jego gabinecie w budynku przy alei Niepodległości. Wymiana odbywała się niemal bez słów. Farmus przynosił żądany dokument i wychodził na pół godziny, a przedstawiciel w zamian przekazywał kopertę. Za każdy dokument dawał 10 tys. dolarów. Miał w ten sposób zdobyć trzy dokumenty i zapłacił 30 tys. dolarów. Kiedy mówiłem, że to niemożliwe i zapytałem o dowody, pokazał mi mikrofilm.
- Powtórzy pan to w sądzie?
- Tak.(...)”
I powtórzył. Farmus został skazany za bezprawne udostępnienie przedstawicielowi koncernu z RPA tajnych dokumentów, jednak sąd pierwszej instancji nie dopatrzył się w tym korupcji. Z doświadczenia sądu najwyraźniej wynikało, że takie rzeczy robi się za darmo. Państwo też tak uważacie? Zobaczymy, co powie sąd II instancji...
Spisek WSI!
Medialni i anonimowi obrońcy Szeremietiewa ogłosili jako prawdę objawioną, że tekst był częścią spisku WSI przeciwko Szeremietiewowi, a miało chodzić o odsunięcie go od przetargu na samolot wielozadaniowy.
Bzdura! Ale skoro taka jest linia obrony Szeremietiewa, to chętnie spotkam się z nim w sądzie, jeśli kiedykolwiek zdecyduje się na proces.
Proszę zwrócić uwagę tylko na jeden aspekt. Gdyby było tak, że na zlecenie WSI dziennikarze załatwili uczciwego Szeremietiewa, to powinno się to znaleźć w raporcie Macierewicza jako sztandarowy przykład bezprawnych operacji tych służb. Naprawdę nie zastanowiło Państwa, że Macierewicz, który nie ma powodów, by darzyć mnie sympatią, nigdy nie stanął w obronie Szeremietiewa, a ta sprawa nie znalazła się w raporcie? Powiem więcej, w rozmowie ze mną Antoni Macierewicz przyznał, że „Szeremietiew nie jest czysty”.
Punkt 2 — sprawa Sumlińskiego.
Czy się to Państwu podoba czy nie, to ja zdemaskowałam podejrzaną działalność pułkownika Aleksandra Lichockiego. To nie mnie on wprowadził w błąd (Antoni Macierewicz kłamał, twierdząc, że się do czegoś takiego przyznałam). Niestety to dziennikarze, których chcecie uznawać za swoich bohaterów, całe lata traktowali tego emeryta WSW jako swojego wiarygodnego informatora. Ciekawe, że nie mają odwagi się ujawnić i przyznać, jakie tematy robili na podstawie doniesień tego skompromitowanego oficera służb wojskowych PRL. Już przemilczę moralność Kalego tych, którzy insynuując moje związki ze służbami, jakoś nie dopatrują się niczego złego, kiedy do takich zażyłych kontaktów przyznają się prawicowi dziennikarze...
Ale wróćmy do faktów: pierwsze nasze informacje, że aneks można kupić na czarnym rynku (nigdy nie użyłam określenia „na bazarze”, jak ironicznie mówił Macierewicz i jego poplecznicy) pochodziły z innych źródeł, a nie od Lichockiego. Już tutaj na blogu Latkowskiego o tym pisałam, więc nie będę powtarzać.
Kiedy kilka miesięcy później z ofertą sprzedaży aneksu zgłosił się do mnie przez pośrednika Lichocki, natychmiast powiedziałam, „sprawdzam” i wraz z kolegami opisaliśmy reportersko (czyli z pokazaniem okoliczności) jego działalność.
Nie było w tym ani spisku ani współdziałania ze służbami. Przeciwnie, weszliśmy tą publikacją w drogę ABW, która jak się potem okazało od jesieni ubiegłego roku razem z prokuraturą po doniesieniu Leszka Tobiasza prowadziła śledztwo w sprawie Lichockiego.
Myślę, że w krótszym czasie udało się nam dziennikarskimi metodami sprawdzić nawet więcej niż ABW i prokuraturze, dzięki czemu uniknęliśmy w tekście oczywistych błędów, które popełnili śledczy.
Przykład: Lichocki opowiadał, że aneks do raportu sprzedał Agorze Piotr Bączek i jeden z dziennikarzy „Wprost”, którego także Lichocki znał osobiście. Uważaliśmy taką transakcję za bzdurę i nie ujawniliśmy w tym kontekście ani nazwiska Bączka ani tego dziennikarza. Nie przeszkadza to panu redaktorowi odsądzać nas od czci i wiary...
Od początku też Lichocki chwalił się przyjaźnią z Wojtkiem Sumlińskim. Oczywiście nie znamy wszystkich dowodów zebranych w śledztwie, ale na dziś wiadomo, że:
1. Pułkownik WSI Leszek Tobiasz chciał sobie załatwić pozytywną weryfikację.
2. Za 200 tysięcy złotych obiecał mu to Aleksander Lichocki, powołując się przy tym na Sumlińskiego i jego kontakty w komisji weryfikacyjnej.
3. Doszło do umówienia spotkania z Leszkiem Pietrzakiem, członkiem komisji weryfikacyjnej i historykiem IPN z Lublina. Spotkania odbyły się w restauracji na Krakowskim Przedmieściu w pobliżu Placu Zamkowego.
4. Na pierwsze takie spotkanie Pietrzak przyszedł z Sumlińskim. Dziennikarz — jak sam twierdzi — tylko się przywitał, i natychmiast wyszedł.
Czego w tej chwili nie wiem: Np. czego dotyczyły te dziwne ujawnione w liście przez samego Sumlińskiego rozliczenia finansowe z Lichockim? Kto dokładnie umówił spotkanie Pietrzaka z Tobiaszem? Co wynika z podsłuchów telefonicznych założonych przez ABW Lichockiemu? O czym rozmawiali przez telefon z dziennikarzem?
Konkluzja! Nadal uważam, że dziennikarz został przez Lichockiego wplątany w swoją nieczystą grę. Nie przesądzam o winie czy niewinności, ale ABW i prokuratura powinny pokazać jednoznaczne dowody przestępstwa, którego miał się dopuścić Sumliński. To, co wiadomo dotychczas, to tylko poszlaki.
Wojtek Sumliński, niezależnie od swoich błędów, do których się częściowo przyznaje, nie powinien trafić do aresztu. ABW — tu zgadzam się z Sylwetrem Latkowskim — powinna się wytłumaczyć ze swoich gier wobec Sumlińskiego, w tym tworzenia jego portretu psychologicznego i budowania atmosfery osaczenia, która doprowadziła do próby samobójczej.
I na koniec — przyłączam się do apelu trójki dziennikarzy — Sylwestra Latkowskiego, Wojciecha Czuchnowskiego i Tomasza Sakiewicza — do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego, by wyjaśnić, dlaczego zbagatelizowano pierwszą próbę samobójczą Wojtka Sumlińskiego i nie odnotowano jej w notatce służbowej. Kilka dni po zatrzymaniu Wojtka powiedział mi o tym bliski znajomy dziennikarza, który widział ślady. — W przypływie rozpaczy Wojtek tarł nadgarstkami o kant stołu — opowiadał mi wtedy.
Z ostatniej chwili!
Utrzymanie przez prokuraturę aresztu dla Wojtka uważam za skandaliczne.
Nie z powodu solidarności zawodowej, ale dlatego, że areszt powinno się stosować w ostateczności. Np. wobec bandytów zagrażających zdrowiu lub życiu innych lub podejrzanych rzeczywiście mataczących w śledztwie.
Trudno się oprzeć wrażeniu, że Wojtek jest tylko pionkiem w politycznej rozgrywce. PiS i część publicystów robi z niego bohatera i ofiarę spisku, a dla odmiany PO i prokuratura chcą udowodnić, że to wielki zbrodniarz i powinien siedzieć.
A gdzieś tam został samotny Człowiek!

Uważam, że powinniśmy bronić dziennikarza w dalszym ciagu.
Autor: Anna Wojciechowska
2008-08-08 15:29:17
Pomóżcie zorganizować protest. Musimy więcej wiedzieć o decyzji prokuratury - kiedy i gdzie chcą go aresztować.
Myślę że środowisko dziennikarskie powinno pomóc w organizacji takiego protestu. Potrzebujemy dziennikarzy którzy nie boją sie podejmować trudnych tematów. Ciężko się żyje w kraju w którym
trwa między grupami politykomafii walka na śmierć i życie, człowiek się czuje jak przed zapowiedzianym na 100% trzęsieniem ziemi - nie wiadomo skąd i w którym miejscu przyjdzie nieszczęście

@ Anna
Autor: robert zielinski
2008-08-08 16:09:59

Choć mam żywe podejrzenia, że Wojciech Sumliński mógł popełnić nie tylko błędy, przyłącze się do protestu.
Skandalem jest uparte, bezpodstawne dążenie prokuratury do aresztowania dziennikarza.
Rozstrzygający dla mnie jest fakt, że przez trzy miesiące Wojciech nie mataczył w sprawie.

Ps.
Dodam jeszcze, że od lat widzę jak Anna pracuje. Znam wielu dziennikarzy a tylko kilku tak uczciwych jak ona.
Historię o przenosinach archiwum WSI napisaliśmy razem. Jej efektem było pojawienie się Lichockiego.
Ale to z niezależnych od siebie źródeł usłyszeliśmy, że raport jest oferowany \"na rynku\". Więcej nawet: że są biznesmeni którzy znają akapity na swój temat. I rzeczywiście to z ich środowiska otrzymaliśmy dość konkretne informacje o treści aneksu.

....Elektryczna wiadomość....
Autor: Piotr Sieńko
2008-08-08 17:04:36
Część zarządu \"Pruszkowa\" wypuszczono na wolność za współpracę ze śledczymi, a Wojtek ma iść siedzieć? Skandal - bez względu na to jakie są materiały procesowe! Niepojęte!

Pekin 2008` albo Białoruś - bis.

No i co , znów banuje pan moje wpisy?
Autor: kura56
2008-08-08 21:40:05
Prawdę jednak mówią o panu \" na mieście\".

Robert Zieliński
Autor: Anna
2008-08-08 22:54:57
Wystarczyły Wam \"opowieści paru ludzi intreresów\" że mogą kupić raport, a nawet\"cytowali fragmenty\"?!!! I to Wam wystarczyło jako przyczynek do zainicjowania histerycznej, medialnej nagonki na komisjęMacierewicza? A gdzie rzetelnośc, gdzie sprawdzenie u źródła? Mieliście raport w ręku? Z kogo sobie kpiny robicie. Czy Wy nie czujecie, nie czuliście wtedy jak pięknie wpisujecie w kolejne scenariusze słuzb? Podobnie postąpiliście z informacjami o \"nielegalnym\" i tajnym przewożeniem dokumentacji komisji weryfiakcyjnej do BBN-u. To też była rzetelna i sprawdzona informacja? Zachowaliście się jak stado zgłodniałych sępów, Tak Wasze artykuły zostały odebrane przez wielu z Waszych czytelników.
Byliście - tego nie wiem czy z głupoty, czy z rozkazu na głównym froncie walki z przeciwnikami bandy z WSI. Jeden i drugi powód kompromituje Was jako niezależnych dziennikarzy. Wierzę jednak w ludzi, dlatego mimo wszystkich \"splotów okoliczności\" które dzieją się po Waszych publikacjach, chcę wierzyć że jesteście uczciwymi ludźmi. Najwyższy czas jednak zweryfikować swoich informatorów i stawiać rzetelność nad tanią, ale tragiczną w skutkach sensację. Mało brakowało , a mielibyście krew kolegi na rękach!!!! Czy są pieniądze które są tego warte? Sądzę, że sprostacie oczekiwaniom swoich czytelników i
wyjaśnicie do końca sprawę z Wojtkiem. Że wykorzystacie wszystkie swoje możliwości i wpływy żeby Wojtek odzyskał swój warsztat i owoce pracy, oraz co najważniejsze, wiarę w ludzi i w swoją przyszłość


Sami śledczy
Autor: iz
2008-08-09 08:49:45
sie odezwali! I to dopiero teraz, po kilkunastu dniach po tym, jak część środowiska dziennikarskiego wzięła w obronę Sumlińskiego. To skandal. Jakos nie widziałem podpisów red. Marszałek i red. Zielińskiego pod listem protestującym przeciwko zatrzymaniu WS. Powód znam - wiecie, że grozi Wam ostracyzm w śrdowiski, że za chwile zamkna \"Dziennik\" z tym \"elitarnym\" działem śledczym, no i gdzię robotę trzeba będzie znaleźć? Tylko gdzie? W Gazecie Wyborczej????

Do Anny
Autor: Anna Marszałek
2008-08-09 19:24:00
Nie wystarczyły nam „tylko opowieści”. Znamy nazwiska konkretnych ludzi, którzy zdobyli rozdziały aneksu do raportu o WSI na swój temat. Informacja z listopada była prawdziwa i nie miała nic wspólnego z Lichockim, o którego działaniach wówczas nie wiedzieliśmy.

@ adwersarze
Autor: Robert Zielinski
2008-08-09 20:49:35
Mam przynajmniej odwagę wystąpić pod prawdziwym imieniem, nazwiskiem. Wy zaś plujecie z wygodnej pozycji, nie? Co prawda dolatuje jedynie do poziomu rynsztoka.
A jeśli chodzi o list - nie podpiszę się pod petycją na której jest nazwisko Doroty Kani. Najpierw niech się wytłumaczy z pieniędzy od złodzieja-biznesmena-filaru III Rp.

Pani Anno Marszałek
Autor: Anna
2008-08-10 00:44:27
Proszę przeanalizować sobie Pani własną wypowiedź, \"znamy NAZWISKA osób, które przeczytały fragmenty.\"
Czy Pani OSOBIŚCIE przeczytała fragmenty, czy Pani OSOBIŚCIE miała w ręku oryginał do którego te fragmenty mogła porównać?
Nie Nie i jeszce raz nie, bo gdyby tak było, to posłużyłaby się Pani właśnie takim argumentem - Widziałam na własne oczy, czytałam, porównałam. Czy tak trudno wyobrazić sobie Pani sytuację, że ktoś powie że zna nazwiska osób, które powiedziały,że widziały jak Pani dajmy na to zarabiała jako tirówka, a ludzie którym by było to na rękę potwierdzali że tak mogło być. Pani dziennikarko, czy naprawdę nie ma Pani sobie nic do zarzucenia?
Po wtóre, jakie wydarzenia listopadowe były prawdą, o przepraszam - jaka ich wersja była prawdą - Pani pseudosensacyjny donos o nielegalnych działaniach, czy informacja ze strony kancelarii Prezydenta, że wszystko przebiega zgodnie z prawem i w porządku.
Tej drugiej oceny broni fakt nie podięcia działań prawnych przez wręcz palący sie do takiego załatwienia sprawy rząd Tuska.
Czy Pani nie interesuje prawda tylko pożywna sensacja?
To też chyba nie, bo nie widziałam nigdzie Pani alarmistycznych wystąpień po napadzie 01-07-2008 na BBN i kradzież wszystkich dokumentów z Komisji Weyfikacyjnej. Pani Anno dziennikarko , wzywam Pani sumienie i uczciwość

Pan Zieliński
Autor: Anna
2008-08-10 00:49:44
Szanowny Panie, miło mi się przedstawić - nazywam się Anna Potentas. Mam tylko malutkie pytanie, którym z pytań tak bardzo uraziłam Państwa, że miast polemiki łacniej coś o rynsztoku przychodzi wycedzić?

Do p. Anny!
Autor: Anna Marszałek
2008-08-10 07:40:31
Pani Anno!
Proszę zejść z tego górnego C i wejrzeć we własne sumienie zanim zacznie Pani rozliczać innych. Odrzuca Pani wszelkie moje informacje, robiąc jakieś analogie do tirówek. A jakie ma Pani dowody, że jest inaczej — oświadczenie Antoniego Macierewicza Kancelarii Prezydenta. Nie sprawdzała Pani przecież sama, jakie są fakty, tylko bierze pani tę sprawę „na wiarę” i założyła Pani, że to oni mówią prawdę a nie my. Mimo to jeszcze raz spróbuję Pani podać argumenty.
Jeśli interesuje Panią sposób weryfikacji informacji o tym, że ktoś poznał rozdział na swój temat, to wyjaśnię, jak to sprawdziliśmy. Po pierwsze dotarliśmy do niektórych z tych osób. To prawda, że żadna z nich nie pokazała nam dokumentu, ale też ryzyko dla nich byłoby zbyt duże, bo zdobyły tę wiedzę nielegalnie — dokument jest przecież ciągle tajny. Jedna z tych osób twierdziła, że przeczytała tekst w formie elektronicznej, inna, że widziała wydruk, ale tylko przerzuciła całość, a przeczytała rozdział o sobie. Odpytaliśmy ich dokładnie z treści i formy tego dokumentu (układu strony, rozdziałów itp.). Mając te informacje, skonfrontowaliśmy to z członkami komisji weryfikacyjnej, którzy potwierdzili nam prawdziwość informacji. Ponadto informacje te niezależnie od siebie sprawdzało kilku dziennikarzy, nie tylko Robert Zieliński i ja.
Czy tak trudno wyobrazić sobie Pani, że nie oparliśmy się na jednej wypowiedzi?
A co do oceny przewożenia akt? Rozumiem, że dla Pani jest normalna ewakuacja tuż przed zmianą władzy komisji wraz z aktami do BBN natomiast przewiezienie ich z powrotem to „napad i kradzież”? A może obie strony w tym wypadku są siebie warte wyrywając sobie te teczki?
A przy okazji, musiała Pani przeoczyć, że w sprawie wywozu akt do BBN i ich nielegalnego kopiowania toczy się w prokuraturze śledztwo...

PS.
Miło mi, że Pani miała odwagę się przedstawić. Robert Zieliński odnosił się do całej grupy animowych komentatorów, którzy nie zamiast podjąć rzeczową dyskuję po prostu rzucają inwektywy.

O sumlińskim, prokuraturze i dziennikarzach śledczych
Autor: Obserwatorka
2008-08-10 18:44:32
Wielce Szanowni Dziennikarze Śledczy,
uprzejmie proszę nie wygłupiajcie się i nie próbujcie wmawiać niezorientowanym, że Sumliński mógł brać lub dawać jakieś pieniądze w związku z działaniami Komisji Weryfikacyjnej ds. WSI. Toż to w żaden sposób nie wynika z tzw. materiału dowodowego, którym dysponuje Prokuratura. Jeśli chcecie sami wierzyć, że z tego, że ktoś z kimś rozmawiał, ma wynikać przestępstwo, to nie jesteście dziennikarzami \"śledczymi\", a wyłącznie politycznymi poprawnymi idiotami. Poza tym, nie macie zielonego pojęcia o tym, czym jest i komu w Polsce służy Prokuratura. Zainteresujcie się w końcu, jakimi metodami i po co organa ścigania w Polsce załatwiają tysiące ludzi. I przypomnijcie sobie, co o jakości dowodów gromadzonych w Polsce przez Prokuraturę, mówił czarnoskóry amerykański sędzia Erlander Keys. Przepraszam za mało finezyjny ton dzisiejszej wypowiedzi, ale trudno znieść dziennikarzy - tuby propagandowe organów ścigania, opowiadających bzdury o rzekomej werykacji materiałow dostarczanych im przez służby.

popieram ostatni komentarz Obserwatorki
Autor: molson
2008-08-11 07:26:14
Radosna twórczość Prokuratur nie zna granic. Ludzie czy ten b...l kiedyś padnie!!??? Odsyłam do mojego wpisu 12.05.2008 na tym forum. Molson

Anna Kali Marszałek
Autor: R. Szeremietiew
2008-08-13 14:39:37
Red. Marszałek biadoli, że różni zawistnicy ją opluwają, szkalują, przekręcają fakty, gdy ona czysta niczym lilia. Sytuacja pani redaktor jest nie do pozazdroszczenie bowiem „cokolwiek powiem jest interpretowane przeciwko mnie, bo paru opisanych przeze mnie łapówkarzy (i to z lewej i prawej strony sceny politycznej) i paru anonimowych zawistników już mnie osądziło i wydało wyrok”.
Już zaczynałem współczuć, gdy okazało się, że jako opisany przez nią \"łapownik\" też mam sporo za uszami. No bo pani Anna (i jej przyboczny Bertold Kittel) przed laty dotarła do faktów, a tu prokuratura „spartoliła” akt oskarżenia i zdaje się ich całe działanie „śledcze” psu pod ogon. Łapownik Farmus już został uniewinniony, a łapownik Szeremietiew też uniewinniony być może – szczęśliwie proces trwa więc pani redaktor - mimo nieudolności prokuratury - nie traci chyba nadziei. Cieszy się nieświadoma biedaczka, że Farmusa uznali chociaż winnym ujawniania tajnych dokumentów – dobra i psu mucha. Nie zna wyniku odwołania i wyroku sądu okręgowego w tej sprawie.

Jest jednak problem. Zastanawiam się co by można zrobić, żeby łapownicy tacy jak Szeremietiew jednak ponieśli zasłużoną karę. Pani redaktor już raz pomogła prokuraturze wskazując świadka z RPA, niestety świadek okazał się niewiarygodny. (Na temat onego sporo pisał „Super Express” przy okazji przetargu na CEPIK – polecam: Leszek Kraskowski, Grażyna Zawadka, AFRYKAŃSKI ŁĄCZNIK SE, 2003.10.28; TO ON STAŁ ZA SPRAWĄ FARMUSA, SE, 2003.10.29; POLSCY SZTABOWCY POLOWALI W TOWARZYSTWIE HANDLARZA BRONIĄ, SE, 2003.12.08.)
No a inne „fakty” podawane dawniej, a co teraz na blogu p. Marszałek powtarza? Niestety, prokuratura i UOP/ABW nie zdołała znaleźć potwierdzających je dowodów. Gdyby więc pani redaktor ujawniła prokuraturze wszystkich swoich rozmówców z 2001 r. i zechcieli oni potwierdzić to, co państwo dziennikarstwo napisali, to można by sprokurować nowy i \"nie spartolony\" akt oskarżenia. Ostrzegam tylko, że może być kłopot z „faktem” pt. „mikrofilm”, który miał zawierać obiekt łapowniczej operacji Farmusa. „Znany poseł SLD”, który wg p. Marszałek miał jej o tym opowiadać, przed sądem i pod przysięgą zeznał, że nic nigdy takiego jej nie mówił. Chyba, że istnieje jeszcze jakiś inny „znany poseł”, który w śledztwie nie pojawił się? Nie traćmy nadziei.
I na koniec. Cieszę się, że red. Marszałek złożyła taką deklarację: „Wszystkie zarzuty z mojego tekstu podtrzymuję”. To na okoliczność, gdy zdecyduję się na proces, chociaż z panią redaktor spotkam się tam bez entuzjazmu. Cóż, jak to łapownik czujący respekt przed swym pogromcą medialnym.
Z łapowniczym pozdrowieniem
R. Szeremietiew


PS. Do wypowiedzi pani Marszałek
Autor: Szeremietiew
2008-11-15 21:09:14
Byłem w TVN24 i red. Rymanowski powołał się na tekst p. Marszałek ogłoszony na Pańskim blog\'u (gratuluję Panie Sylwestrze koledzy czytają Pański blog). A w związku z tym, co u Pana napisała red. Marszałek, ukazało się oświadczenia ministra Macierewicza.
-------------------------------------------
Oświadczenie
W związku z powołaniem się pana redaktora Bogdana Rymanowskiego w dniu12.11.08r. w TVN24 na moje rzekome rozmowy z panią Anną Marszałek oświadczam, że wszelkie informacje pani Marszałek na temat moich opinii o Ministrze Romualdzie Szeremietiewie są bezpodstawne. Ze względu na szczególną rolę pani Marszałek w życiu publicznym, w tym ze względu na jej udział w atakach na Komisję Weryfikacyjną nie udzielam jej żadnych wypowiedzi i nie prowadzę z nią żadnych rozmów.
Z poważaniemAntoni Macierewicz
Poseł na Sejm RP
Warszawa,
dn. 12. listopada 2008r.
------------------------------------
Czy będzie wobec tego jakieś oświadczenie p. Marszałek?

Zobacz również ...


menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Film opowiada o aktualnej sytuacji panującej w polskich aresztach śledczych. Zdjecia rozpoczęto 1 września 2003 roku, ich zakończenie planowane jest w maju.
Śledczak Kamilianie Gwiazdor Pedofile
Nakręceni Pub 700 Klatka To my, Rugbiści
powered by Admin.Starla v3 CMS