menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Błąd Mierzewskiego 07-09-2008
Prokurator Jerzy Mierzewski od 10 lat zajmuje się sprawą Papały bez szczególnych efektów. Nie ma aktów oskarżenia, sprawców, zleceniodawców. Jak długo jeszcze będą winni temu wszyscy, tylko nie on? Tym razem zarzuca on mi, a także innym dziennikarzom, którzy odważyli się krytycznie wypowiedzieć o przebiegu śledztwa, jego torpedowanie. Tymczasem nie chodzi mi o atakowanie prokuratora ani samego śledztwa. Chodzi mi o to, żeby śledczy przestali dreptać w miejscu. Żeby naprawili błędy tam, gdzie je zrobili. I wreszcie po tych 10 latach przestali się kreować na jedynych sprawiedliwych, którym wszyscy rzucają kłody pod nogi. Niech przestaną grać na emocjach i zaczną dyskusję merytoryczną.

Mam świadomość, że teraz najważniejsze będzie spacyfikowanie mojego filmu; najlepiej, by w ogóle nie doszło do premiery.

Poniżej publikuję rozdział książki „Zabić Papałę” zatytułowany „Błąd Mierzewskiego”. Nie tylko ja popełniam błędy…
Błąd Mierzewskiego

Paweł Biedziak, ówczesny rzecznik prasowy komendanta głównego policji:
- Byłem świadkiem najczarniejszego dnia w historii polskiej policji, kiedy zapadła tajemnicza decyzja o zwolnieniu Edwarda Mazura z izby zatrzymań. Widziałem rozpacz i brak wiary, że coś pozytywnego w tej sprawie się zdarzy. A potem, jak po wyjściu na wolność poszedł imprezować z rządzącymi, postanowiliśmy puścić przeciek, by choć ludzie się o tym dowiedzieli.

Edward Mazur po opuszczeniu policyjnej izby zatrzymań udał się na tradycyjną, organizowaną co roku, imieninową imprezę Mirków (Wierzbowskiego i Rusinowicza), Zdzisława Skorży (wiceszefa ABW przyjaciela Waldemara Pawlaka) i Romana Kurnika do restauracji Belvedere w Warszawie. Z 240 gości niewielu chce dziś pamiętać, że uścisnęli wtedy dłoń Edwarda Mazura. Impreza ta powtarzała się do roku 2005; wcześniej, w 2004, ze wspólnych imienin zrezygnował Zdzisław Skorża.

W mediach i ustnych relacjach rozpowszechniano przez wiele lat pogląd, że za zwolnieniem Edwarda Mazura stał Urząd Ochrony Państwa, a zwłaszcza pułkownik Ryszard Bieszyński. Prokurator Jerzy Mierzewski przedstawiany był jako osoba, która heroicznie walczyła do końca o aresztowanie Mazura. Miał wręcz zagrozić dymisją.

Dziennikarz śledczy, który od lat pisze o tej sprawie, mówi:
- Mierzewski wmawiał mi, że był bohaterem, że go zgnoili, że się stawiał. To samo opowiadał innym.

Dzisiaj już możemy więcej powiedzieć, co działo się w dniach 27 i 28 lutego 2002 roku w prokuraturze.
16 czerwca 2005 roku wszczęto śledztwo w sprawie wypuszczenia Edwarda Mazura po zawiadomieniu prokuratury przez sejmową komisję śledczą PKN „Orlen” o podejrzeniu popełnienia przez ówczesnego prokuratora krajowego Karola Napierskiego przestępstwa. Miało ono polegać na bezprawnym zwolnieniu Edwarda Mazura, zatrzymanego w sprawie zabójstwa Marka Papały.

Kiedy pod koniec 2005 roku pytałem o to ówczesnego prokuratora krajowego Janusza Kaczmarka, ten powiedział:
- Postępowanie trwa zbyt długo. Mam wrażenie, że coś innego działo się w tym gabinecie, niż dzisiaj ludzie mówią.

13 stycznia 2006 roku umorzono prokuratorskie śledztwo. Wznowiono je ponownie 6 lutego 2006 roku. Nie bez wpływu na tę decyzję było toczące się postępowanie ekstradycyjne Edwarda Mazura. Śledztwo umorzono ponownie w listopadzie 2007 roku.

Pierwsza narada została zwołana przez prokuratora apelacyjnego w Warszawie, Zygmunta Kapustę, przed południem 28 lutego 2002. W naradzie wzięli udział prokuratorzy: Zygmunt Kapusta; Bogusław Michalski – zastępca prokuratora apelacyjnego w Warszawie, nadzorujący pion do spraw przestępczości zorganizowanej; Artur Morgała – nadzorujący śledztwo; Marek Deczkowski – pełniący obowiązki zastępcy prokuratora okręgowego w Warszawie oraz Jerzy Mierzewski.

W uzasadnieniu umorzenia śledztwa przez prokuraturę okręgową w Katowicach czytamy:
„Przed naradą prokurator Michalski zapoznał się, na polecenie prokuratora Zygmunta Kapusty, z częścią akt sprawy, dotyczącą zabójstwa generała Marka Papały, w szczególności tomów akt zawierających zeznania Artura Zirajewskiego. W tym zakresie, na potrzeby zwołanej narady, przeprowadził analizę zgromadzonego materiału dowodowego, wówczas jako jedyny prokurator spośród prokuratorów nadzorujących i przełożonych”.

Michalski przedstawił zebranym wyniki przeprowadzonej analizy.  Wytknął Jerzemu Mierzewskiemu:
- brak pouczenia Artura Zirajewskiego o treści art. 183 kpk, co w jego ocenie stanowiło błąd formalny przesłuchania ;
- obawa odwołania zeznań przez Artura Zirajewskiego, w szczególności po dokonaniu stosownego pouczenia lub nawet utrata tego dowodu po przedstawieniu mu zarzutu popełnienia przestępstwa.

W uzasadnieniu  katowiccy prokuratorzy piszą:
„Omówiono też wątpliwości (zarówno, od aut.) co do wiarygodności świadka Artura Zirajewskiego, wynikające ze zmieniania przez niego treści zeznań w trakcie kolejnych przesłuchań, jak i umorzenia śledztwa przez prokuratora Janusza Regulskiego. Wskazywano, że jest to świadek niewiarygodny, który już raz zaprzeczył swym obciążającym zeznaniom. Fakt istnienia podobnych wątpliwości nie został zanegowany przez żadnego z prokuratorów uczestniczących w naradzie.

W szczególności, w ocenie jej uczestników, nie budził sporu fakt popełnienia przez prokuratora Jerzego Mierzewskiego błędu formalnego, w postaci wspomnianego braku pouczenia świadka o treści art. 183 kpk, zwłaszcza podczas przesłuchań w dniu 22 stycznia i 27 lutego 2002, kiedy świadek składał zeznania obciążające Edwarda Mazura”.

Naradę przerwano po tym, kiedy Zygmunt Kapusta zadzwonił do Karola Napierskiego, by zreferować mu informację o zatrzymaniu Edwarda Mazura i wątpliwości związane z głównym dowodem, jakim są zeznania Artura Zirajewskiego. Napierski zażądał zwołania narady w prokuraturze krajowej. Odbyła się ona następnego dnia rano.

Wzięli w niej udział Karol Napierski; Andrzej Kaucz, kierujący w 2001 roku, w ramach Prokuratury Krajowej, grupą prokuratorów kontrolujących bieg śledztwa w sprawie zabójstwa generała Marka Papały; Artur Kassyk, nadzorujący śledztwo z ramienia biura do spraw przestępczości zorganizowanej prokuratury krajowej; Bogusław Michalski; Artur Morgała; Marek Deczkowski oraz Jerzy Mierzewski.
„Nastąpiła wymiana opinii pomiędzy uczestnikami narady. Zaprezentowane przez prokuratora Bogusława Michalskiego wątpliwości, dotyczące dowodu z zeznań Artura Zirajewskiego, nie były kwestionowane przez żadnego z uczestników narady.

Co do dalszego postępowania z zatrzymanym Edwardem Mazurem, Jerzy Mierzewski już na początku narady zaprezentował stanowisko, iż wymienionemu należy przedstawić zarzut popełnienia przestępstwa, a następnie wystąpić z wnioskiem o zastosowanie względem niego tymczasowego aresztowania.

W dalszym toku narady nie reprezentował już jednak w tym względzie tak zdecydowanego, jednoznacznego stanowiska. Zapytany wprost przez Karola Napierskiego, jak zachowa się Artur Zirajewski po uprzedzeniu go o treści art. 183 kpk, oświadczył,  iż odwoła on złożone przez siebie zeznania, zaś zapytany o stanowisko co do dalszego postępowania z Edwardem Mazurem nie odpowiedział, wykonując gest świadczący o niezdecydowaniu, rozkładając ręce”.

Jak zachowali się inni uczestnicy narady?

„Artur Morgała nie zabrał w czasie narady głosu, zaś Artur Kassyk podzielał stanowisko  zaprezentowane przez Bogusława Michalskiego. Andrzej Kaucz i Marek Deczkowski, dostrzegając ryzyko decyzji o przedstawieniu zarzutów Edwardowi Mazurowi, opowiadali się jednak za takim rozwiązaniem. Bardziej jednoznaczne stanowisko reprezentował przy tym Andrzej Kaucz. Bogusław Michalski sformułował też wniosek, iż materiał dowodowy jest niewystarczający do przedstawienia Edwardowi Mazurowi zarzutu popełnienia przestępstwa, w związku z czym należy wymienionego niezwłocznie zwolnić i przesłuchać w charakterze świadka. (…) Było to wyłącznie stanowisko własne prokuratora Bogusława Michalskiego. Naradę zakończył prokurator Karol Napierski, akceptując stanowisko prokuratora Bogusława Michalskiego stwierdzeniem, że  również w jego ocenie brak jest podstaw do przedstawienia zarzutu. (…) Po tych słowach prokurator krajowy zwrócił się do wszystkich zebranych mówiąc, że wszystko jest jasne i uczestnicy opuścili gabinet.

Po zakończeniu narady Jerzy Mierzewski, w swej ocenie wykonując polecenie prokuratora krajowego, przesłuchał Edwarda Mazura w charakterze świadka jeszcze w dniu 28 lutego 2002 roku, o godzinie 14.50, a następnie zarządził jego zwolnienie. Faktyczne zwolnienie Edwarda Mazura nastąpiło w wymienionym dniu o godzinie 16.20 na nakaz zwolnienia wystawiony przez zastępcę biura służby kryminalnej komendy głównej policji Jerzego Skryckiego”.

Śledczy z prokuratury okręgowej w Katowicach po analizie prawnej zachowań uczestników narady, przesłuchaniu jako świadków innych osób i zapoznaniu się z analizą zebranego materiału dowodowego doszli do następujących wniosków:

„W żadnym wypadku brak pouczenia (o treści art. 183 kpk, od autora)  nie dyskwalifikował dowodu z zeznań Artura Zirajewskiego. Notabene, kiedy prowadzono dyskusje o konieczności uprzedzenia świadka o treści art. 183 kpk, istniała możliwość bardzo szybkiego konwalidowania tego ewentualnego braku. Chybione były też zarzuty, formułowane w czasie narad, że świadek zmieniał zeznania obciążające Janusza Regulskiego. Doszło w istocie do umorzenia postępowania prowadzonego w tej sprawie, jednak na skutek zaniedbań i błędów prowadzącego śledztwo, w żadnym zaś fragmencie Artur Zirajewski zeznań swych nie zmienił (…)

Nie ulega natomiast kwestii, że zwolnienie, bez przedstawienia zarzutu, w dniu 28 lutego 2002 roku podejrzanego Edwarda Mazura wyrządziło szkody w śledztwie, negatywnie wpłynęło na możliwość pociągnięcia domniemanego sprawcy do odpowiedzialności karnej (…)
Bez wątpienia ani prokurator Karol Napierski, ani żaden z przełożonych prokuratora Jerzego Mierzewskiego nie wydał mu pisemnego polecenia służbowego co do treści czynności procesowej. Więcej nawet, okoliczność tę przyznał nawet prokurator Jerzy Mierzewski; ani Karol Napierski, ani żaden z innych uczestników narad nie zwrócił się bezpośrednio do referenta sprawy z wyrażonym ustnie poleceniem przeprowadzenia określonych czynności procesowych i zakazem przeprowadzenia innych. Nie sposób bowiem traktować wygłaszanych w trakcie wymiany poglądów własnych, subiektywnych, nawet nietrafnych czy błędnych ocen jako poleceń służbowych, których forma jest wszak ściśle określona w ustawie.

In concreto Jerzy Mierzewski działając w błędzie uznał, że otrzymał polecenie służbowe. Ta błędna analiza znaczenia wypowiadanych słów, usprawiedliwiona okolicznościami, wynikła, bez żadnej wątpliwości, z faktu podsumowania rozmowy osobiście przez prokuratora krajowego – najwyższego zwierzchnika służbowego wszystkich prokuratorów w ramach struktury opartej na hierarchicznym podporządkowanie prokuratury, zdenerwowania z powodu nieuznania przez rozmówców przedstawionych własnych racji, rozczarowania i niepokoju o dalszy tok śledztwa (…)

Równie niewątpliwie jednak podkreślić należy, że formułowanie rażąco błędnych ocen materiału dowodowego, rażąco błędnych ocen prawnych, a w konsekwencji doprowadzenie do oczywiście błędnych decyzji procesowych, które wyrządziły realne, wymierne i, być może, nieodwracalne szkody w śledztwie, winno być przedmiotem analizy w trybie postępowania służbowego”.

Fragment książki „Zabić Papałę” – wydawnictwo „Rosner i Wspólnicy”, Warszawa 2008

(3) komentarzy / + dodaj komentarz
komentarz do dnia dzisiejszego
Autor: standy
2008-09-07 20:39:27
oglądałem dziś w jednej ze stacji tv. dawno już nie myślałem o tym co wtedy się zdarzyło . dla mnie. żyje się dalej, świat nie zatrzymuje się jak ktoś odchodzi. dlatego właśnie - nie czytając książki - jestem za. nie wszystkim jest dobrze żyć w rozmydlonej rzeczywistości.

gdzie jest książka?
Autor: jacek
2008-09-07 22:29:17
Pytam w EMPIKU - nie ma
w kolejnej księgarni - nie ma
tylko wysyłkowo ?

Nie tylko Latkowski ma wątpliwości...
Autor: Anna Marszałek
2008-09-10 20:16:42
TVN24 pokazała wdowę po generale Marku Papale, która w bardzo emocjonalnym wystąpieniu mówiła: „dość szkalowania dobrego imienia mojego męża”.
Kobieta ma prawo do takiej reakcji, ale dziennikarze mają prawo pokazywać fakty. Także te niewygodne. „Płacząca wdowa”, to tabloidowy chwyt, który powoduje jednak przemilczenie poważniejszych problemów podniesionych w książce Sylwestra Latkowskiego.
To prawda, że pokazał niejednoznaczną niekiedy postać generała Papały. Szkoda, że nie umiał się zdystansować do wątku gejowskiego czy lansowanego przez UOP a potem ABW wątku osobistego. Ale jego książka wcale nie jest o tym.
To jest w rzeczywistości poważny akt oskarżenia przeciwko śledczym. Latkowski dotarł do materiałów tajnego dotąd postępowania policyjno-prokuratorskiego i akt, np. z IPN, po które śledczy nie sięgnęli. Z ujawnionych przez niego dokumentów i wypowiedzi ludzi wyłania się zagmatwana plątanina podejrzanych interesów ludzi z dawnych i obecnych służb oraz ich agentów, brylujących na politycznych salonach. Ale co najważniejsze, książka pokazuje błędy w śledztwie i to tak poważne, że niektórych już nigdy nie będzie można naprawić. Latkowski oskarża o poważne czyny — manipulopwanie zeznaniami Zirajewskiego, manipulowanie okazaniami ze zdjęć i na żywo m.in. z udziałem Mazura, dogadywanie się śledczych z gansterami-policyjnymi agentami, by wzmocnili jedyną przyjętą przez prokuraturę linię śledztwa.
Jaka jest reakcja prokuratury na książkę? Merytorycznie — żadna.
Prokurator Jerzy Mierzewski w TVN24 zarzucił dziennikarzom, w tym Latkowskiemu i mnie, „torpedowanie śledztwa” . Reakcja była niemal tak samo emocjonalna, jak wdowy po generale. Zdaniem Mierzewskiego komuś chodzi bowiem o odsunięcie śledczych, czyli także jego, od sprawy.
Mnie o to nie chodzi. Nie zgadzam się z Sylwestrem Latkowskim w krytycznej ocenie tego prokuratora. Być może inny na jego miejscu nie osiągnąłby nawet tego, co Mierzewski. Pamiętam też czas, kiedy rzucano mu takie kłody pod nogi, a ja — wraz z wieloma innymi dziennikarzami — stawałam w jego obronie.
Ale, skoro po 10 latach, wyniki śledztwa są co najmniej wątpliwe, a niestety na pewno mizerne (nadal nie wiadomo, kto i dlaczego strzelał, ani kto i dlaczego tę zbrodnię zlecił), dziennikarze mają prawo zadawać trudne pytania. Sylwester Latkowski napisał dobrą książkę, po czym został zaatakowany na poziomie „gier emocjonalnych” i został z tym całkiem sam.
Gratuluję odwagi i życzę wytrwałości przy realizacji filmu!
Anna Marszałek

Zobacz również ...


menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

"Blokersi" to film o polskiej kulturze hip hopowej. Opowiada o młodych ludziach z wielkomiejskich blokowisk, o tym jak żyją, jaka jest dzisiaj ulica w Polsce. Poza raperami są tu grafficiarze, break dance`owcy i ludzie związani z kulturą hip hopu. Prawdopodobnie po raz pierwszy wiele osób zobaczy, czym jest w naszym kraju kultura hip hopu, kto w niej żyje i kto ją tworzy.


Śledczak Kamilianie Gwiazdor Pedofile
Nakręceni Pub 700 Klatka To my, Rugbiści
powered by Admin.Starla v3 CMS