menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Z zawodowego doświadczenia: Nikt w tym resorcie nie czuje się za nic odpowiedzialny 26-01-2009
Pozwoliłem sobie w tej formie przytoczyć komentarz Elżbiety Petruk, zamieszczony pod jednym z ostatnich moich wpisów na blogu, do ostatnich wydarzeń związanych ze śmiercią Roberta Pazika, zabójcy Krzysztofa Olewnika. Elżbieta Petruk przez wiele lat pracowała jako psycholog więzienny, następnie jako kierownik działu penitencjarnego w zakładzie karnym, w 2007 roku w stopniu majora przeszła na emeryturę:
„Pracowałam w więzieniu i wiem, że samobójstwa tu zdarzały się i będą się zdarzały. Prawdą jest, że służba zobowiązana jest do zapobiegania i przeciwdziałania samobójstwom, ale też prawdą jest, że zewnętrzna ochrona sprawcy autodestrukcji przed nim samym praktycznie nie do końca jest możliwa. Wszystkie dyskusje o prześcieradle Pazika, monitorowaniu go i w ogóle o możliwości powieszenia się w celi spaliłyby na panewce, gdyby na przykład w nocy cichutko, pod przykryciem przegryzł sobie żyły. Znam taki przypadek ze swojego zawodowego doświadczenia. Więc dla mnie nie jest to problem tylko samobójstwa uwięzionego.

Medialna histeria, jak to określił minister Ćwiąkalski dotyczy zupełnie innego problemu – dotyczy stanu wymiaru sprawiedliwości, poziomu pracy funkcjonariuszy i urzędników ministerstwa sprawiedliwości, sprawności policji, poczucia bezpieczeństwa obywateli i ochrony ich praw przez urzędy do tego powołany. Pazik pośmiertnie przysłużył się społeczeństwo, bowiem wywołał debatę na temat układów polityczno-bisnesowo-przestępczych, mataczenia w śledztwie, nieudolności i niechlujstwa w wykonywaniu obowiązków przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości – jak to celnie określi premier Tusk. Mam prawo do takiej oceny, bowiem jestem jednym z obywateli naszego kraju, którzy na własnej skórze tego doświadczyli.

Panowie ministrowie Ćwiąkalski i Cichosz, pan prokurator Staszak nie czują się winni, a wiceminister Cichosz wręcz jest zbulwersowany takim określeniem premiera. A ja zapraszam – jeśli tylko Panowie ci są zainteresowani przyniosę im na tacy nie tylko przykłady niechlujstwa, ale też sposobu działania w którym sprawiedliwość pozostaje tylko w nazwie tego resortu.

Jedynie idiota obciążałby personalną odpowiedzialnością tych Panów za śmierć konkretnego skazanego, ale czy Pan Cichosz obejmując swój urząd zapoznał się ze stanem więziennictwa? Czy zainteresował się chociażby medialnymi wydarzeniami, które zdarzyły się od roku 2006, a które jak nigdy dotąd psuły wizerunek tej służby? Jelenia Góra - funkcjonariusz strzela z wieżyczki, Wrocław - osadzony zabija konkubinę podczas widzenia, Sieradz - funkcjonariusz ostrzeliwuje radiowóz policyjny, Katowice - dyrektor okręgowy aresztowany. Kraków – Rumun kończy swe życie śmiercią głodową, Olsztyn – popełnia samobójstwo Franiewski pierwszy z porywaczy Olewnika. Lublin – areszt naszpikowany telefonami komórkowymi. Te opisywane przez prasę wypadki powinny dać do myślenia ministrowi odpowiedzialnemu za więziennictwo.

W Płocku odbierają sobie życie kolejni - Kościuk i Pazik. Przy trzecim przypadku nie dziw, że pojawia się określenie „domniemane samobójstwo”, ale ci, będący najbliżej sprawy są najbardziej zdziwieni i uparcie twierdzą – nic się nie dzieje. Coś się jednak dzieje i w zakresie więziennictwa to przede wszystkim odpowiedzialny za ten resort powinien zadać sobie to pytanie?

W dzisiejszym Antysalonie Ziemkiewicza w TVP Info powiedziano o powszechnym przekonaniu, że już nikt nie wierzy, aby coś zmieniło się w wymiarze sprawiedliwości. Jeden z uczestników programu stwierdził, że dzisiaj minister wymiaru sprawiedliwości powinien być jak wynalazca: wszyscy wiedzą, że nic się nie da zrobić, a on jedyny tego nie wie. Inny metaforycznie mówił o Twardyjewiczach w służbie więziennej, czyli sytuacji kadrowej. Wydaje się, że obydwaj mają rację. Sytuacja jest bardzo trudna. Tym trudniejsza, że nikt w tym resorcie nie czuje się za nic odpowiedzialni."

(18) komentarzy / + dodaj komentarz
brak samokrytycyzmu
Autor: kb
2009-01-26 14:16:12
W dzisiejszej \"Wyborczej\" dyrektor aresztu w Płocku także nie czuję się za nic odpowiedzialny. Skąd biorą się tacy ludzie?
Ciekawe, gdzie teraz będzie pracował? Gdzie się uchowa?

Długo nikt niczym się nie zajmie.. chyba ,że tak jak teraz- na pokaz..
Autor: obserwator
2009-01-26 15:32:13
Obserwując wydarzenia ostatniego tygodnia i słuchając w telewizji wypowiedzi dotychczasowych decydentów w MS mam wrażenie, że rzeczywiście mają nas, obywateli RP za durniów. Ginie trzeci świadek w sprawie, a panowie ministrowie nie widzą w tym nic niepokojącego! Mało tego, gdyby nie media i upór rodziny Olewników sprawa porwania K. Olewnika odłożona byłaby ad acta i nikt nie mówiłby o nieprawidłowościach w śledztwie, bo po prostu nie ujrzałyby one światła dziennego. Pan Ćwiąkalski z cynicznym uśmiechem łaskawie godzi się przyjąć odpowiedzialność polityczną, pan Cichosz w ogóle nie ma sobie nic do zarzucenia! Skoro nie czuje się odpowiedzialny to może to stanowisko nie jest potrzebne? Przeciąć wstęgę gdzieś potrafi byle figurant. A więziennictwo to odrębny temat. Piąte koło u wozu o którym mówi się tylko wtedy, gdy więzienia pękają w szwach albo, gdy wybuchnie afera. A to sprzyja temu, że na stanowiskach są no może nie do końca Twardyjewicze, bo ten był po prostu idiotą, ale tacy, którzy załatwiają swoje osobiste cele, cel penitencjarny mając daleko gdzieś. Ministerstwu na więziennictwie nie zależy, społeczeństwo nie będzie przecież bronić bandytów więc hulaj dusza!

Byłem podwładnym dr Moczydłowskiego.
Autor: B
2009-01-26 17:58:55
Po namyśle postanowiłem jednak cos tu napisać. Inicjały użyte w tekście przeze mnie w stosunku do opisywanych osób są inicjałami prawdziwym,i a nie zmyślonymi na potrzeby tego wpisu. Gdyby autorowi bloga potrzebne były moje dane to chętnie się ujawnię pod warunkiem zachowania tajemnicy dziennikarskiej.
Byłem podwładnym dr Moczydłowskiego.
Przepracowałem w służbie więziennej 28 lat z tego ponad połowę na kierowniczym stanowisku aczkolwiek na „linii”, a nie w nadzorze. Mam pewne obserwacje, jednak do czasu odejścia z firmy nikt przy zdrowych zmysłach się nie wychyli, bo albo okrzykną go pieniaczem , albo polecą tak po dodatkach finansowych ,ze odechce się „pyskowania” raz na zawsze. Ja już teraz mogę. Jestem od roku w stanie spoczynku.
Problem polega na tym, że w SW nie ma żadnego mechanizmu pozwalającego poddawać krytyce ludzi bądź zjawiska w tej służbie występujące. Mam na myśli krytykę choć ostrą to jednak konstruktywną. Krytyka taka jednak nigdy nie była możliwa właśnie z uwagi na brak jakiegoś kanału to umożliwiającego bez narażania się u przełożonych nerwowo reagujących na wszelkie jej przejawy. A więc brak przepływu w górę tego co dzieje się „na dole” i to w odniesieniu to różnych relacji: strażnik –kierownik, kierownik-dyrektor, dyrektor-wyższy przełożony itd. W efekcie na odprawach w kuluarach wrzało od dyskusji, a na oficjalnej sali wiało nudą .
Pewną próbą umożliwienia takiego przepływu informacji krytycznej stało się powstanie związków zawodowych, jednak w ostatecznym efekcie instytucja ta się skompromitowała tak kadrowo jak i organizacyjnie. Przykłady? Proszę. Szefem związków zawodowych jest B.O-O. Dawny pracownik Okręgowego Zarządu Zakładów Karnych w Katowicach, a po rozwiązaniu tej struktury przez krótki czas zastępca Naczelnika AŚ w Sosnowcu. Karierę zakończył wyrokiem skazującym za mówiąc ogólnie doprowadzenie na początku lat 90-tych do buntu w tymże areszcie swoją skrajną niekompetencją . Od tamtego czasu poświęcił się pracy związkowej. Obecnie bierze kasę jako zastępca dyrektora Aresztu Śledczego w Katowicach (!) – cóż zbliża się czas odejścia trzeba wypracować godne uposażenie....
Drugi przykład z tego samego podwórka to pani L.S. – „Fogg” śląskiego więziennictwa, choć już na emeryturze nadal zatrudniona w medycynie pracy i dzielnie działająca nadal w związkach. Niedawno pozbyto na emeryturę się jej męża L.S. wieloletniego pracownika struktur wojewódzkich , odpowiedzialnego za inwestycje. Inwestycje na których połamał zęby poprzedni dyrektor okręgowy A.Ł. Podsumowując ten wątek związki zawodowe stały się (tam gdzie w ogóle udało się je założyć) przechowalnią ludzi z aspiracjami, ale bez kompetencji oraz uzurpujące sobie prawo do „zarządzania” służbą na zasadzie , że każdy przełożony to wróg. Co cwansi traktują związki jako trampolinę awansową. Przykład? –dawny przewodniczący W.G. obecnie zastępca dyrektora biura kadr w Warszawie.
Jeśli już mówimy o kadrach. O ile próbuje się zachować przynajmniej na etapie rekrutacji jakieś pozory to w efekcie ostatecznym i tak pierwszeństwo w przyjęciu do pracy ma tzw. „plecak” a nie np. absolwentka resocjalizacji, która z wyróżnieniem ukończyła studia, ale akurat nie ma nikogo z rodziny w więziennictwie. Nie jest ważne czy ktoś ma kompetencje – ważne jest kto z kim jest rodzinnie powiązany. Przykłady? Z marszu mógłbym wymienić kilkanaście w jednym inspektoracie. Efekt? Słaba powiązana koneksjami kadra od której ani to wymagać ani to zwolnić. Jakość pracy więc dramatycznie spada.
Nie miały ostatnio kadry także szczęścia do szefów. G.G, powiązany z aresztowanym byłym dyrektorem inspektoratu katowickiego został zatrzymany w swoim biurze w wawie przez CBA i po zwolnieniu postawiono mu zarzuty. Nie przeszkadza to jednak, by jego żona pełniła odpowiedzialną funkcję kadrową w inspektoracie, a ostatnio mówiło się o jej przeniesieniu do Warszawy.
Poprzedni dyrektor Biura Kadr CZSW został zmieciony w wyniku wewnętrznych rozgrywek warszawskich.
Wewnętrzne wojny i chęć przejmowania władzy za wszelka cenę doprowadziły do tego, że kadry dobrowolnie przyjęły na siebie w zasadzie większość funkcji dotychczasowo będących w kompetencjach komórek finansowych. Etatów nie bardzo przybyło – obowiązków i owszem.
Podobne zjawisko obserwowałem kiedyś z komórką ewidencji kiedy jej dyrektorem w wawie był niejaki pan B, imienia już nie wspomnę. Pana B dawno w firmie nie ma, ale przepisy pozostały. Skomplikowane, nieżyciowe wsadzające „na minę” coraz słabszą kadrę. Ileż to lat więziennictwo odpowiadało głową za to żeby sąd dobrze policzył ile skazany ma do odsiadki i czy aby już nie „przesiedział”? I nadal przepisy trwają bo nie ma nikogo mądrego ,żeby miał siłę przebicia w doprowadzeniu do zmian w tej i nie tylko tej kwestii. No i jeszcze długo nie będzie, bo każda próba krytyki uznana będzie za zamach na przełożonego tudzież malkontenctwo. Spada zatrudnienie więźniów?—rwetes żeby zatrudniać.....wzrasta zatrudnienie? No to pojawiają się oddalenia z miejsc pracy no bo statystycznie tak być musi. Wtedy przyjeżdża inna komórka kontrolna i drze szaty na stan tzw. „ucieczek” z zatrudnienia. I tak w kółko.
Brak systemowych uregulowań powoduje to ,że jeżeli trafi się ktoś o większej sile przebicia no to pilnuje swojego interesu i interesu swojej podgrupy zawodowej.
Nie ma koncepcji na system awansu w służbie. Tzw. taryfikator się nie sprawdził, nie ma pomysłu na tzw. rezerwę kadrową gdzie ustalono by jakieś czytelne kryteria co robić by awansować. W efekcie trwa wyścig szczurów, a awansowani są znowu krewni i znajomi królika.....Znakomicie to widać na przykładzie obsady stanowisk dyrektorskich w jednostkach Z reguły idą tam przekonani o swojej misji dziejowej dotychczasowi pracownicy inspektoratów. No i uczą się „życia” wyważając drzwi dawno otwarte, przy okazji narażając swoich podwładnych na niebezpieczeństwo. Przykłady? Ciężkie pobicie na spacerniaku skazanego pozostawionego kompletnie bez nadzoru i ochrony w AŚ w Zabrzu..., podkop w AŚ w Gliwicach (świeżutka sprawa) itd.itp. O przykładach podanych przez Panią E.Petruk nie wspomnę.
Finanse. Poprzednia ekipa wymyśliła sobie „Rządowy program pozyskania 17-tys miejsc” Adaptowano co się da by upchać kolejnych więźniów nie racząc pomyśleć ,że przecież więcej miejsc w więzieniach to więcej zagrożenia, więcej kosztów choćby za pranie, jedzenie opiekę medyczną, większe naturalne zużycie wszystkiego czym więziennictwo dysponuje w końcu większy wzrost napięć....itd. itp...I niechby się ktoś odważył odezwać przy pani minister Kępie.
Przeciętny obywatel jest święcie przekonany – i doprawdy nie wiem skąd takie przekonanie ma- że kadra w wiezieniu to siedzi wpatrując się w nowoczesne monitory śledzące czy aby skazany nie podnosi szpilki z podłogi.
Jaka to „technika” jest w tych więzieniach nie wspomnę z litości.
Prymitywne myślenie, że więzieniem załatwimy społeczne zagrożenia powoli przynosi efekty. I nie o sprawę Pazika tu idzie. Idzie o to ,ze po medialnej wrzawie i dziennikarskich pomysłach o papierowych prześcieradłach, sprawa przyschnie. Nie pojawi się żaden sensowny raport, żaden pomysł na naprawę bo tego nie da się załatwić dwoma czy dwudziestoma dymisjami. Do tego potrzebna jest najpierw dyskusja, potem koncepcja, następnie ludzie którzy potrafią wprowadzić ją w czyn , wsparcie polityczne i w końcu pieniądze. Przydała by się jeszcze lepsza komunikacja ze społeczeństwem nie ograniczająca się do pani rzecznik CZSW L.S.
Jeśli te warunki nie zaistnieją to za jakiś czas znowu pojawi się kolejna afera, a dziennikarze i wysoko postawieni politycy będą nadal mylić nazwy instytucji więziennych i naszej roli w szeroko pojętym aparacie wymiaru sprawiedliwości.
Wstydliwa i zakompleksiona służba niechętnie będzie widziana „na salonach”, nadal nikt się z nią nie będzie liczył, a drugi Moczydłowski pewnie się już nie trafi. To był jedyny człowiek mający jakiś pomysł i usiłujący go wdrażać dopóki nie upomniał się o minimum dla służby więziennej. Wtedy się Go pozbyto.
Sadzę też ,ze chyba nikomu się tego nie będzie chciało czytać.
B

...
Autor: Nat.
2009-01-26 18:47:14
ja też uważam, że Pazik przysłużył się pośmiertnie społeczeństwu... ale i tak - jak w Makbecie - w tej sprawie wygranych nie będzie...

psychopaciska
Autor: Nat.
2009-01-26 19:03:36
swoją drogą, opis pani psycholog więziennej - cichutkie przegryzanie sobie żył przez osadzonego - hmm...

... dla kontrastu - słyszałam o pani psycholog, która popełniła samobójstwo dręczona przez osadzonych psychopatów - nie dorobiła się stopnia majora i emerytury, była po 30-stce

Myslacy podwladny jest klopotem.
Autor: Gala
2009-01-27 14:30:40
Autor komentarza podpisany \"Nat\" poruszył, choć jakby nieco ironicznie, ciekawy problem. Po pierwsze: w literaturze tematu można znaleźć jeszcze ciekawsze przypadki. Np. oskarżony podczas procesu sądowego na znak protestu odgryzał sobie kawałki przedramienia i pluł nimi w kierunku sędziego. Po drugie: w więzieniach oprócz ludzi odbywających karę są ludzie, którzy z nimi pracują. To ciężka praca. Tak się składa, że znam osobiście panią major. Mówiła: gdybym pracowała z innymi walczyłabym o ich interesy. Pracuję ze skazanymi i jestem odpowiedzialna za wychowawców a to są moje priorytety. Była niewątpliwie wartościowym, ale i samodzielnie myślącym człowiekiem w służbie. Jak pokazała jej historia decydentom na takich ludziach nie zależy. A myślący podwładny to po prostu kłopot. Ot co.

..
Autor: Tom
2009-01-27 15:21:17
zgadzam sie w zupelnosci z pania major i wierze w slusznosc jej pogladow.

zwykły człowiek
Autor: A.H
2009-01-27 17:15:32
Zwykli ludzie nie wierza w te \"samobójstwa\" a osoby ,które powinny być zaniepokojone tymi zdarzeniami ,mówia o histerii medialnej i nie czuja się niczemu winne ...szok ....

Odpowiedzialność
Autor: Mietek
2009-01-28 04:33:36
Pod względem odpowiedzialności, ten kraj stacza się coraz niżej! To nie tylko w tym resorcie jest brak odpowiedzialności. Widać to coraz częściej wszędzie w medycynie, telekomunikacji, urzędach miejskich itp
Ja jestem tym brakiem odpowiedzialności przerażony coraz bardziej. Kiedyś takiego draństwa nie było. Teraz nawet nie ma do kogo się poskarżyć! Być może Czuma ma rację mówiąc o powszechnej zgodzie na dostęp do broni?:-) Może wtedy zaczną się liczyć z człowiekiem?:-)

ciekawostka
Autor: Kowalski
2009-01-28 13:02:44
czy to prawda, że na początku roku Ćwiąkalski balował na urodzinach u Henryka Stokłosy?

Skostniały resort bez chęci na zmiany.
Autor: Pracownik wymiaru sprawiedliwości.
2009-01-28 18:02:26
Dość długo po przeczytaniu wypowiedzi p. \"major\" zastanawiałem sie czy napisać coś co by mogło nie oczernić i obrazić kogoś ale aby mogło natchnąć niektórych do właściwych przemyśleń.
Od ponad 30 lat mam codzienny kontakt z tzw \"wymiarem sprawiedliwości\". Podczas swojej pracy \" przeżyłem już kilku ministrów i decydentów. Nawet wierzę, że wielu z nich chciało coś dobrego zrobić, ale .... nie udało się. Dlaczego? Prawdopodobnie przyczyn jest wiele. Ja chcę zwrócić uwagę tylko na kilka aspektów. Z moich doświadczeń wynika na przykład, że ministrowie zmieniają się (ostatnio dość szybko), ale dyrektorzy departamentów i naczelnicy wydziałów w MS przez długie lata pozostaja ci sami i tak naprawdę to oni \"rządzą\" tym tzw. wymiarem sprawiedliwośći. To od ich poglądów, przekonań itp zależy, w którym kierunku podążąć będą zmiany w resorcie. Niestety z moich doświadczeń wynika mówiąc dość delikatnie \" nie są to osoby na właściwym miejscu\". Może czas aby wreszcie te stanowiska zajęli ludzie otwarci na dyskusje i zmiany?
Od szeregu lat w resorcie \" rządzi\" jeden bardzo ważny dyrektor, nazywa sie on STATYSTYKA, - znacznie rozbudowana ale tak naprawdę niewiele dająca. A w tej statystyce dominują tak naprawdę dwie rubryki - \"wpłynęło\" i \"załatwiono\", nieważne jak, ale załatwiono. Istnieje cały czas przekonanie, że dla społeczeństwa najważniejsze jest to kiedy sprawa pojawiła się w sądzie i kiedy wydano w niej wyrok. Otóż moim zdaniem nic bardziej mylnego. Bardzo wielu interesuje w jaki sposób po wyroku ją wykonano, ale niestety nie bardzo interesuje to resort. Praktycznie całe wykonastwo traktowane jest w tymże resorcie jak tzw.piąte koło u wozu. Mówi się o nim dopiero wtedy, kiedy coś zostanie nagłośnione medialnie. Taka postawa decydentów trwająca od lat nie pozostała również bez wpływu na całą kadrę sędziowską i prokuratorską, która również tą cześć wymiaru sprawiedliwości traktuje dość marginalnie. Skutki takiego myślenia niestety ponosi \"szary obywatel\" bo co on czuje gdy widzi osądzonego przestępcę na ulicy \" bo nie ma miejsca w zk\", bo sąd zawiesił, bo zamienił na grzywnę, na pracę itp itd. Odpowiem myśli, że tak naprawdę można łamać prawo, bo potem\" jakoś się załatwi\". Dośc szczególne znaczenie ma to w odniesieniu do sądownictwa rodzinnego i nieletnich. To tam młodzi ludzie, niejednokrotnie na własnej skórze, poznają działanie \" wymiaru sprawiedliwośći\" i uczą się, oj bardzo szybko uczą się, a potem ......, a potem wszyscy biejemy na alarm jaką to złą mlódzież mamy.
Obserwując od wewnątrz cały wymiar sprawiedliwości niestety z przykrością stwierdzam, że tak naprawdę to żadna z osób obejmująca stanowisko ministra sprawiedliwośći nie miała pomysłu na działanie CAŁEGO wymiaru sprawiedliwośći. Tak ,bywali tacy co coś chcieli zrobić ale tylko wyrywkowo, a tutaj jak pokazuje rzeczywistość tak się nie da, potrzeba zreformować kompleksowo cały tenże wymiar sprawiedliwośći. Poczynając od zmian kodeksowych do zmian w zasadach wynagradzania WSZYSTKICH pracowników resortu.
Ciekawe co zrobi nowy Pan Minister, a może tym razem......?. Jestem z natury optymistą, ale niestety dośwdczenie mówi mi, że znów skończy sie tylko na \"medialnym\" załatwieniu kilku spraw, a wszystko inne pozostanie bez zmian.

Nie wiadomo - śmiać się czy płakać
Autor: Elżbieta Petruk
2009-01-28 20:33:34
\"Generał Paweł Nasiłowski zostanie nowym szefem Służby Więziennej - dowiedział się \"Wprost\" ze źródeł zbliżonych do Ministerstwa Sprawiedliwości.\" - http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Wiemy-juz-kto-bedzie-ratowal-honor-Sluzby-Wieziennej,wid,10794927,wiadomosc.html

gratuluje
Autor: wld
2009-01-29 18:29:59
Brawo Panie Sylwku.

Kilka miesięcy temu jeden z tygodników opisywał rzeczy straszne a dziejące się w min sprawiedliwości , pies z kulawą nogą nie podjął tego tematu. Dziś czytam,że nie wisielec a wizyta u Stokłosy zaszkodziła naszemu sprawiedliwemu, w jakim kraju żyjemy, jak możemy zarzucać coś Białorusi czy Rosji??Dobrze,że Pan podjął ten temat w kraju, gdzie bezpieczni są tylko wszechwładni prokuratorzy.

Paranoja
Autor: J.N
2009-01-30 22:41:48
Przede wszystkim Panie Sylwku chce wyrazić słowa uznania dla Pana, że wciąż panu się chce. To jakiś chocholi taniec ta nasza rzeczywistość. Pan Nasiłowski został viceszefem SW w lipcu 2006. Był wowczas w stopniu majora. W niespełna półtora roku awansował z majora na podpułkownika, potem na pułkownika i wreszcie na generała. Chciałbym znać uzasadnienia tych wniosków. 15 listopada 2007 przestała byc viceministrem MS Beata Kempa- tajemnica poliszynela jest to, że wiernych jej pacholkow (Pomiankiewicz i Nasilowski )postanowiła wynagrodzić. A potem zagłodzil się Rumun. Nasiłowski przestał byc zastępca dyr. gen. SW. Oficjalnie sie temu zaprzecza, ale też nie podano przyczyny. Sądzę, że to była inicjatywa Pomiankiewicza - jakieś wióry powinny polecieć. Na stronie CZSW zero informacji - to też ciekawe. Służba tego Pana bardzo dobrze zna. Miał ksywke \"Konferansjer\" . Robi wiele szumu, ale to nie jest c zlowiek na ten czas. I kandydatura nie ta, bo \"ale to juz było\".To wszystko kiepsko rokuje, ale znając rzeczywistość premier bezmyslnie podpisze wniosek min. Czumy. A moze nie?

:P
Autor: Nat.
2009-02-01 13:54:31
chciałam zauważyć, że z mediów to tylko Sylwkowi od samego początku była bliska sprawa Olewnika (tragedia tego człowieka i dramat jego rodziny) - a nie że zajął się nią na fali popularności tego tematu w ostatnich tygodniach... tylko jego to obchodziło cały czas...! i jak w tym kontekście wypadają ci, którzy źle mówią o Sylwku? żałośnie!

SW
Autor: Funkcjonariusz
2009-03-08 22:17:40
Niestety czytając wypowiedzi osób, które pracowały lub pracują w SW zastanawiam się coraz częściej nad tym w co wdepłem. Praca (czytać służba) w SW jest niedozniesienia najwięcej osób to \"plecaki\", którzy charakteryzują się brakiem kompetencji -wychowawcą zostaje Pani lub Pan po fizyce, historii lub teologii. Którzy potem chcą jak najszybciej wyjechać na \"oficerkę\". Kontrole natomiast polegają na gnojeniu człowieka (znam osobiście osoby, które przed jak i po kontroli biorą leki uspakające) myślę, że długo jeszcze nie zobaczę specjalisty, który konstruktywnie i merytorycznie przeprowadzi kontrolę - z drugiej strony jak można oczekiwać takich rzeczy jak to \"placak\". Jak składałem dokumenty do SW to byłem pełen optymizmu, natomiast obecnie nie jestem przepełniony optymizmem i nadzieją. Zresztą widać to po wypowiedziach osób, które teraz dopiero mają odwagę pisać o patologicznej sytuacji jaka panuje w SW. Na koniec chciałbym podsumować to w następujący sposób -nie chcę być funkcjonariuszem BMW - bierny, mierny ale wierny. Niestety w jednostkach penitencjarnych jest spora grupa takich funkcjonariuszy. Może przełożeni są aż tak bardzo zakompleksieni, że boją się myślących podwładnych.

kulturka!
Autor: Nat.
2009-03-09 12:33:30
mam znajomego, który jest wychowawcą więziennym - po kulturoznastwie - do swojego aresztu wprowadza zespoły muzyczne na koncerty zamknięte, a także literaturę (poetów) - chce nawet zorganizować ogólnopolski konkurs literacki... to oficer z misją...

piszemy podobnie - nawet mogłabym przeczytać z nim nasze wiersze w duecie, ale boję się romantycznych zbirów po odsiadce

...
Autor: barczewiak
2011-01-29 14:50:31
Trzeba pracować, by znać realia więziennictwa...

Zobacz również ...


menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Film opowiada o aktualnej sytuacji panującej w polskich aresztach śledczych. Zdjecia rozpoczęto 1 września 2003 roku, ich zakończenie planowane jest w maju.
Śledczak Kamilianie Gwiazdor Pedofile
Nakręceni Pub 700 Klatka To my, Rugbiści
powered by Admin.Starla v3 CMS