menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Zabić Papałę: Utajniona droga zawodowa pułkownika Romana Kurnika 24-02-2009
- Kurnik to niejednoznaczna postać. Siłą jego są powiązania personalne. Papała trzymał Kurnika, bo on go chronił od gówna, jakie jest w MSW –twierdzi pułkownik Jan Bisztyga, były doradca premiera Leszka Millera.
- Rzeczywiście byli nierozłączni – mówi były zastępca prokuratora generalnego PRL Hipolit Starszak – Nie pamiętam żadnej rozmowy z Papałą, która by się odbywała bez Kurnika.
Generał Andrzej Anklewicz, który po upadku rządu SLD, tak jak Kurnik, znalazł się poza aparatem władzy, wspomina, że gdy w prywatnej firmie pracował z Kurnikiem, przebywając z nim wiele godzin w jednym pokoju, ten miał kilkanaście razy w ciągu dnia kontaktować się z Markiem Papałą.
- Kurnik to kuglarz – krótko podsumowuje go były komendant główny policji w latach 1998-2001 generał Jan Michna.
Roman Kurnik w wywiadzie dla RMF skarży się:
 - Próbowano w mediach wykreować mnie jako osobę, która szkodzi przełomowi w budowie nowej rzeczywistości w kraju.
Media mało wiedzą o karierze zawodowej Romana Kurnika. Powielają zasłyszane plotki.
- Były szef kadr SB, wielka postać o wielkich wpływach w Komendzie Głównej Policji w latach 90., później w MSWiA. Czy to prawda? - pyta Roman Osica, dziennikarz RMF FM.
Roman Kurnik:
- Oświadczam jednoznacznie: nigdy nie byłem szefem kadr SB, nigdy nie byłem generałem SB.
Kurnik to kluczowa postać w karierze zawodowej generała Marka Papały, ale także dla sprawy wyjaśnienia zabójstwa komendanta. Dlatego tak ważna będzie odpowiedź na pytanie: Kim właściwie jest Roman Kurnik, skąd się wziął i kto za nim naprawdę stoi?
Kiedy pragnę ustalić, jak wyglądała droga zawodowa Romana Kurnika,  na początku zwracam się do Biura Prasowego KGP, a potem bezpośrednio do ministra MSWiA Janusza Kaczmarka z prośbą o możliwość przeczytania i sfilmowania  teczki personalnej Kurnika. Natrafiam na opór. Kaczmarek wyraża zgodę, ale z Komendy Głównej Policji słyszy, że poprosili o opinię Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych, który się temu sprzeciwia.
- Oni panu nic nie wydadzą – słyszę od jednego z dyrektorów KGP. - Tutaj Kurnik nadal ma wpływy, swoich ludzi.
Ponownie zwracam się z interwencją do ministra MSWiA Janusza Kaczmarka. Umawiamy się w jego służbowym mieszkaniu na Gżegżółki w Warszawie. Wolał utajniać nasze kontakty. Wiedział, jaką niechęcią darzą mnie ówczesny minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro i ekipa policyjno-prokuratorska do sprawy zabójstwa generała Marka Papały.
- Niech ktoś napisze na kartce historię jego zawodowej drogi. Kiedy wstąpił do MSW? Kiedy i jaki stopień otrzymał? Jakie pełnił funkcje zawodowe? Nie muszę mieć w rękach teczki. Droga zawodowa Kurnika nie może być utajniona. Chyba nie chce pan także chronić Kurnika?
- Panie Sylwestrze, w takim razie załatwię tę sprawę osobiście.
Zapewnienie ministra Janusza Kaczmarka okazało się jednak bez pokrycia. Później się dowiedziałem od jednego z funkcjonariuszy KGP, że poproszono, by teczkę osobową Kurnika ściągnęła do prokuratury grupa prokuratorska do sprawy zabójstwa generała Marka Papały. W ten sposób zdjęli sobie z głowy problem ujawnienia jego prawdziwej drogi zawodowej. Janusz Kaczmarek nic nie zrobił, by pomóc. Z czasem doszedłem do wniosku, że raczej zależało mu na tym, by uzyskiwać ode mnie wiedzę o postępach nad książką i filmem w sobie wiadomym celu.

- Pozostaje IPN – stwierdza Marek Biernacki, były szef MSWiA.
Dzięki jego wstawiennictwu spotykam się z prezesem IPN Januszem Kurtyką, któremu przedstawiam problem ponadrocznej walki o ustalenie podstawowych faktów z kariery zawodowej Kurnika.
Nie jest zdziwiony.
- W Polsce mamy do czynienia z podobną mafią służb jak w Rosji, tylko mniej krwawą – dzieli się refleksją.
Uzgadniamy, że skorzystam z jawnych zbiorów w IPN. Miesiąc po rozmowie mam w rękach szarą kopertę formatu a4, na której odręcznie zapisano: EAGP 79841, Kurnik Roman s. Aleksandra 01.01.1953. Dostaję również białą teczkę opatrzoną numerem IPN BU 1161/537 1926-9, w której znajduję kopię kserograficzną akt osobowych Romana Kurnika z Komendy Głównej Policji Biura Kadr i Szkolenia.
W szarej kopercie znajduje się tylko podanie do biura paszportów MSW, z którego wynika jedynie, że Roman Kurnik ma 171 centymetrów wzrostu, oczy piwne, włosy ciemne (obecnie ich nie posiada) i brak znaków szczególnych. Ostatni uzyskany przez niego stopień wojskowy to szeregowy. Przed 1989 rokiem wyjeżdżał w 1974 roku do Wielkiej Brytanii, w roku 1984 do Szwecji i w 1986 do Japonii. Jest w związku z żoną Grażyną. Posiada dwójkę dzieci, córkę (1981) i syna (1984).

Z akt osobowych Romana Kurnika można się zorientować, że na początku nie marzyła mu się praca przy Rakowieckiej 2, gdzie mieszczą się budynki MSWiA, dawniej MSW. Pragnął zostać pracownikiem dydaktycznym w Akademii Spraw Wewnętrznych.
W latach 1972-1990 była to resortowa uczelnia wyższa MSW o statusie akademii; kształciła oficerów milicji obywatelskiej, służby bezpieczeństwa i wojsk ochrony pogranicza.
Jego podanie zostało odrzucone przez kierownika w katedrze Akademii Spraw Wewnętrznych płk. dr. Tadeusza Zawadzaka.
Dwudziestotrzyletniemu Romanowi Kurnikowi nie pomógł dołączony do podania, zgodny z duchem czasów życiorys, napisany  31 maja 1976.
„Urodziłem się 1 stycznia 1953 w Łańcucie w rodzinie inteligenckiej. Ojciec mój był kierownikiem Wydziału Finansowego Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Łańcucie oraz członkiem Plenum KP PZPR”.
Jak zapewniał, w młodości udzielał się w organizacjach młodzieżowych. Uczęszczał do Liceum Ogólnokształcącego nr 1 im. H. Sienkiewicza w Łańcucie.
„W okresie tym pracowałem społecznie w ZMS jako członek Zarządu Szkolnego, w ZHP jako drużynowy(…) Szkołę średnią ukończyłem z wynikiem dobrym. W 1972 zostałem przyjęty na studia w Instytucie Organizacji i Kierownictwa Uniwersytetu Warszawskiego i Polskiej Akademii Nauk. W miesiącu wrześniu tego roku wstąpiłem do ZSP, gdzie pełniłem funkcję przewodniczącego Komisji Ekonomicznej. W 1974 roku zawarłem związek małżeński z Elżbietą. W styczniu 1976 roku wstąpiłem do PZPR i odbywam obecnie staż kandydacki”.

W dołączonej ankiecie personalnej Roman Kurnik zaznaczył, że jest bezwyznaniowy, co wielokrotnie później podkreślał, a kiedy został ojcem dwójki dzieci, własnoręcznie dopisywał przy adnotacjach o synu i córce - „nieochrzczone”.
W rubryce: zainteresowanie pozazawodowe wpisał „motoryzacja, majsterkowanie”.
Nie wiadomo, jak by się dzisiaj potoczyła droga życiowa Romana Kurnika, gdyby nie to, że wżenił się w rodzinę milicyjną. Jak się dowiaduję z ankiety personalnej Kurnika, ojcem jego żony Elżbiety był ppłk Sławomir Rusinowicz – od 1946 w Milicji Obywatelskiej, potem w Komendzie Stołecznej MO. Teściowa w latach 1950-1956 pracowała w Komendzie Głównej MO.
- Rusinowicz to była nie tylko znacząca postać w stołecznej komendzie – mówi dawny funkcjonariusz MSW. – To była absolutna potęga. W strukturach warszawskiego ZOMO znajdował się batalion budowlany. To dzięki niemu powstawały dacze nad Zegrzem dla aparatu partyjnego i MSW, remontowano mieszkania.
Kilka miesięcy po odrzuceniu jego podania do Akademii Spraw Wewnętrznych Roman Kurnik składa podanie o przyjęcie do służby w charakterze funkcjonariusza MO. 27 grudnia 1976 Roman Kurnik – młodszy inspektor, zobowiązuje się do utrzymywania w ścisłej tajemnicy wszystkiego, co jest wiadome w związku z czynnościami w MSW. Skierowany do pracy w MSW został 15 stycznia 1977 roku.
W aktach personalnych odnotowano, że Roman Kurnik został polecony do MSW przez ojca swojej żony, ppłk. Sławomira Rusinowicza.
Pracując w MSW studiował na Uniwersytecie Warszawskim. 29 marca 1977 roku uzyskał tytuł magistra organizacji i zarządzania. 7 maja 1976 roku Roman Kurnik zdaje egzamin specjalistyczny na oficera Milicji Obywatelskiej z wynikiem bardzo dobrym. 4 grudnia  1978 roku zostaje inspektorem w IV grupie uposażenia. 12 lipca 1979 otrzymuje nominację na podporucznika MO, a 28 czerwca 1982 roku – porucznika MO. 7 sierpnia 1982 roku zostaje starszym inspektorem.
Na ręce dyrektora departamentu kadr MSW na bieżąco składa raporty o wyjazdach zagranicznych rodziny, zmianach miejsc pracy i stanowisk służbowych, a także o swoich sprawach prywatnych.
W raporcie z 24 czerwca 1980 roku informował, że „wyrokiem Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy w dniu 22 czerwca 1980 roku został rozwiązany mój związek małżeński z Elżbietą Kurnik, z powództwa żony”.
Następnie informuje o zawarciu małżeństwa z Grażyną z domu K. Podaje, że należała do ZSMP i jest obecnie w PZPR. Jako funkcjonariusz MO pracuje w MSW na stanowisku starszego referenta departamentu kadr. Siostra żony także pracowała w resorcie od 1960-1962 w Biurze „B” MSW (pion inwigilacji). Zwolniona z pracy za podejrzenie kradzieży 10 złotych.
Roman Kurnik, zdając sobie sprawę ze swoich słabości zawodowych, postanawia nadrabiać braki zaangażowaniem politycznym w PZPR i doskonaleniem się w rozgrywkach personalnych. 
- Motto Kurnika, jego wzór na karierę w pracy – to pięć procent pracy,  piętnaście procent szczęścia,  osiemdziesiąt procent podpierdalania – wyjawia członek grupy Desperados, ksywa Student. Znajmy Romana Kurnika.
W opinii służbowej z 24 grudnia 1979 roku czytamy:
„Ppor. Kurnik Roman jest zaangażowanym członkiem partii o skrystalizowanym światopoglądzie materialistycznym. Polecenia partyjne wykonuje chętnie i dokładnie (…) W Milicji służy od 3 lat. Jest to jego pierwsza praca zawodowa. Początkowo miał trudności w opracowaniu problematyki kadrowej. Szybko jednak opanował przepisy i metody. Z czasem zanotowano u niego duże postępy, a stosunek do pracy pozwolił przypuszczać, że będzie dobrym oficerem kadrowym (…) Przy większym nawale pracy jest trochę powierzchowny i w tej dziedzinie winien nad sobą pracować. Występują u niego jeszcze trudności w zakresie Departamentu Kadr – obsługiwana jednostka. Wyeliminowanie tych trudności pozwoli mu na pełne wykorzystanie swych umiejętności”.
Roman Kurnik zapoznał się z opinią i uwag nie zgłosił.
Funkcjonariusz dawnego MSW:
- Karierze Kurnika pomagało umiejętne wżenianie się. Ojciec jego drugiej żony był jednym z bliższych współpracowników Babiucha. Kiedy trafił na Rakowiecką, znalazł się w jednym pokoju z Alicją Werens, platerówką. Werensowa prowadziła sprawy kadrowe pracowników departamentu kadr. Była na tyle zaufana, że została kadrową kadr. Kurnik wtedy prowadził sprawy kadrowe biura „A” (szyfrów, od aut.). Plotkowano o nich różnie. Werensowa wsparła karierę młodego wówczas chłopaka.
Czym zajmował się Roman Kurnik w MSW do 1984 roku (bo później zmienił się charakter jego pracy), mówi opinia służbowa z 15 listopada 1983 roku:
„Aktualnie jest odpowiedzialny za dobór kandydatów i obsługę kadrową departamentu Kadr, Komitetu Dzielnicowego PZPR w MSW, Zarządu Ochrony Funkcjonariuszy i Biura „A”. Dodatkowo ma przydzielone zadania współpracy z kierownictwem Wydziału dotyczące obsługi towarzyszy będących nomenklaturą MSW.”
Dzięki aktom osobowym KGP można wyodrębnić z opisu kariery zawodowej Romana Kurnika inną drogę niż ta przedstawiana oficjalnie – funkcjonariusza wydziału kadr MSW. Kurnik niechętnie o niej wypowiada się publicznie i wśród znajomych.
Okazuje się, że Kurnikiem zainteresowała się Służba Wywiadu i Kontrwywiadu MSW, z jej szefem na czele, podsekretarzem stanu, generałem brygady Władysławem Pożogą, zastępcą ówczesnego ministra spraw wewnętrznych Czesława Kiszczaka.
Departamenty I (wywiadu) i II (kontrwywiadu) nie miały nic wspólnego z pracą MO, co jednoznacznie pokazuje, że Roman Kurnik, pomimo noszenia później policyjnego munduru, miał związek ze służbami specjalnymi PRL.
23 lutego 1984, po wcześniejszym odbyciu kursu kodowego i szyfrowego, wiceminister spraw wewnętrznych, gen. bryg. Władysław Pożoga deleguje porucznika Romana Kurnika na trzy miesiące do Ambasady PRL w Sztokholmie na stanowisko drugiego szyfranta.
Oczywiście akta nie zawierają informacji, jakie prawdziwe zadanie miał wykonać na terenie Szwecji Roman Kurnik w tym okresie.
Szwecja była podówczas ważnym kanałem przerzutu pomocy dla podziemnej „Solidarności”. W Polsce służby bezpieczeństwa zaciekle walczyły z opozycją, dokonywały brudnych mordów politycznych. Dokładnie tego samego dnia, kiedy gen. Pożoga deleguje Kurnika jako szyfranta do Szwecji, zmarł  trzydziestojednoletni Zbigniew Tokarczyk, działacz NSZZ „Solidarność” i KPN, internowany w stanie wojennym i szykanowany przez SB. Ciało znaleziono koło jego domu. Sekcja wykazała urazy wątroby i płuc oraz ślady ciosów.
Dla służby bezpieczeństwa Szwecja była też ważna z innego względu. W latach osiemdziesiątych służby tajne PRL w celu pozyskania dodatkowych źródeł dochodów na swoje operacje specjalne zaczęły produkować i przemycać do Szwecji amfetaminę. Miała być produkowana w jednym z zakładów farmaceutycznych.
Organizacją stałego przemytu polskiej amfetaminy do Szwecji miał się zajmować miedzy innymi Kazimierz Hedberg, pseudonim Kartofel lub Czapeczka, o którym będzie więcej w dalszej części.
W 1995 roku Hedberg został skazany przez sąd w Sztokholmie na dwanaście lat więzienia za handel amfetaminą. Dzięki wpływom mocodawców, w 1997 roku wrócił do Polski i odzyskał wolność.
Według wniosku ekstradycyjnego i zeznań Artura Zirajewskiego był on uczestnikiem spotkania w hotelu Marina w Sopocie, gdzie omawiano zabójstwo generała Marka Papały.
- To nasz człowiek – wyznaje funkcjonariusz SB, potem UOP, a następnie ABW. – Prowadziliśmy go od lat osiemdziesiątych.
Jakie zadanie wykonywał Roman Kurnik dla tajnych służb? Czy tylko wspierał w szyfrowaniu swego kolegę w ambasadzie PRL, czy też, jak potocznie mówiono, wysłano go „na wykopki”, czyli by sobie dorobił w tak wówczas cennych „zachodnich środkach płatniczych”? 
Kurnik jednak musiał się sprawdzić w pracy dla tajnych służb PRL, bo 19 czerwca 1985 roku generał Pożoga wnioskuje o delegowanie porucznika „wraz z rodziną w charakterze szyfranta do pracy w przedstawicielstwie dyplomatycznym PRL w Tokio (Japonia) na okres 2 lat”.
W związku z tym Roman Kurnik przechodzi do Grupy „Z” Biura „A” MSW w stopniu młodszego inspektora. Biuro „A” – to biuro szyfrów podlegające szefowi wywiadu i kontrwywiadu MSW. Oficjalnie Kurnik został delegowany do pracy w MSZ.
Po dwóch latach, pierwszego czerwca 1988 roku, Roman Kurnik wraca do Polski, którą wkrótce czeka zmiana ustrojowa. Do tej zmiany ludzie służb specjalnych PRL już się przygotowywali. Kurnik rozwiązuje stosunek służby z MSZ i po urlopie składa raport o powrót do MSW.

24 sierpnia 1989 sejm powołuje rząd Tadeusza Mazowieckiego. W ramach porozumienia tzw. resorty siłowe pozostają we władaniu ludzi dawnego PRL. Powstaje komisja ds. kadr centralnych, czyli MSW. W wyniku weryfikacji spośród 24 tysięcy funkcjonariuszy SB w UOP zatrudniono ok. 5 tysięcy, a dwa razy tyle trafiło do policji.
Roman Kurnik przechodzi weryfikację pozytywnie i składa wniosek o przyjęcie do służby w UOP. Jednak jego kandydaturę odrzuca Krzysztof Kozłowski, pierwszy szef Urzędu Ochrony Państwa.
Kurnikowi pozostaje się tylko cieszyć, że 16 lutego 1990 roku z rąk ministra MSW, generała Czesława Kiszczaka, otrzymał nominację na zastępcę dyrektora Departamentu Kadr Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.
Na tym kończy się zawartość akt osobowych, jakie udostępniono mi w Instytucie Pamięci Narodowej. Mogę się tylko posiłkować tym, co jest ogólnie dostępne w mediach i oprzeć na własnych ustaleniach.
Funkcjonariusz dawnego MSW, potem UOP:
- Gdyby lewica nie doszła ponownie do rządu, Kurnik znalazłby się dawno poza resortem. Kiedy komendantem głównym został Roman Hula (od 17 lipca 1991 do 14 stycznia 1992, od aut.), zawiesił Kurnika. Ten przychodził do pracy, ale odsunięto go od wykonywania ważnych spraw. Miał dobrowolnie odejść sam na wcześniejszą policyjną emeryturę. Po  odwołaniu Huli nastała era Kurnika. Zaczął budować swoją pozycję w policji i MSW. Obsadzał swoimi ludźmi komendy wojewódzkich i komendę główną.
W 1997 roku z nominacji gen. Marka Papały zostaje zastępcą Komendanta Głównego Policji.
Na wieść o tej nominacji miał zareagować sprzeciwem Urząd Ochrony Państwa, twierdzi generał Andrzej Anklewicz. Sądzi on, że ktoś z najbliższej rodziny donosił na Romana Kurnika.
Roman Kurnik po tej nominacji był pewny, że wreszcie otrzyma szlify generalskie. Uszył sobie nawet mundur generalski. Wniosek o nominację podpisał komendant Papała, jednak premier Włodzimierz Cimoszewicz nie przesłał go do prezydenta.
Po zwycięstwie AWS w wyborach 1998 roku Kurnik odchodzi do biznesu. Był w radach nadzorczych spółki Mennica Ochrona należącej do Mennicy Państwowej, Towarzystwa Finansowego Silesia, Przedsiębiorstwa Budowy Gazociągów i Obiektów Towarzyszących Megagaz (znanego z budowy fatalnie opóźnionej trzeciej nitki rurociągu Przyjaźń), SAZ First Class Biuro Podróży (posiadało umowę z Komendą Główną Policji na pośrednictwo w zakupie biletów lotniczych dla policjantów), a także Przedsiębiorstwa Budowy Szybów SA w Bytomiu.
Gdy w 2001 roku SLD znów dochodzi do władzy, a premierem zostaje Leszek Miller, pułkownik Roman Kurnik zostaje doradcą w gabinecie politycznym szefa MSWiA Krzysztofa Janika.
- To za sprawą Kurnika komendantem głównym zostaje Antoni Kowalczyk (26 października 2001, od aut.) – mówi dawny funkcjonariusz MSW, potem UOP. – Prawie co tydzień meldował się u Kurnika, chociaż ten był tylko doradcą.
Kowalczyk odszedł ze stanowiska w październiku 2003 po ujawnieniu roli, jaką odegrał w aferze starachowickiej. Prokuratura postawiła Kowalczykowi zarzuty składania fałszywych zeznań w śledztwie dotyczącym „przecieku starachowickiego”. Kowalczyk złożył fałszywe zeznania przed prokuratorem. Twierdził, że nie przekazał informacji o planowanej akcji CBŚ przeciwko starachowickim samorządowcom i gangsterom wiceministrowi spraw wewnętrznych Zbigniewowi Sobotce, oraz że nie powiadomił prokuratury o przecieku informacji w tej sprawie.  3 grudnia 2007 został skazany za fałszywe zeznania i zatajenie prawdy na 1 rok i 2 miesiące pozbawienia wolności oraz trzyletni zakaz sprawowania funkcji publicznych.
Mój rozmówca twierdzi, że przy odwołaniu Romana Kurnika w 2002 roku wykorzystano pretekst, iż w oświadczeniu majątkowym pominął udział w radach nadzorczych kilku spółek.
Krzysztof Janik w wywiadzie z Konradem Piaseckim dla RMF FM tak tłumaczył się z jego nominacji:
- Mogę powiedzieć tylko tyle: nie wiem, co pan Kurnik robił wcześniej. Ja go poznałem, gdy w czasie prac sejmowych, bo ja byłem wtedy prostym posłem, przyprowadził go do mnie Papała. Potem, jak rozumiem, AWS go wyrzuciła ze stanowiska zastępcy komendanta głównego. Wrócił do resortu trochę w takiej atmosferze, że kolegom nieżyjącego Marka Papały trzeba pomagać.
Ludwik Dorn, ówczesny szef MSWiA w „Dzienniku” (2006.10.24) powiedział:
- Grupa Kurnika działała w MSW i Komendzie Głównej zawsze, niezależnie od tego, czy rządziła prawica, czy lewica. Najbardziej prawdopodobna hipoteza jest taka, że oni mieli haki na ważnych ludzi w Polsce.
Ludwik Dorn zapomniał dodać, że także i za jego czasów ludzie Kurnika byli w MSWiA i Komendzie Głównej Policji. Są tam zresztą do dnia dzisiejszego.
- Kurnik ma zdumiewająco aktualną wiedzę o tym, co dzieje się w resorcie – mówił mi w czasie rozmowy w 2007 roku generał Adam Rapacki, zanim został wiceministrem MSWiA.

Utajniona droga zawodowa pułkownika Romana Kurnika
Rozdział z książki Sylwestra Latkowskiego „Zabić Papałę”, wydawnictwo Rosner& Wspólnicy.

(1) komentarzy / + dodaj komentarz
E.M
Autor: eme
2009-02-24 19:07:52
głównym udziałowcem biura first class był Edward M.

Zobacz również ...


menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

 „Nigdy nie oczekiwałem, by Latkowski nakręcił mi laurkę. Mam świadomość  jego ostrego spojrzenia na rzeczywistość. Świadomie zgodziłem się, by to właśnie Sylwester pomógł mi zamknąć bolesne przeżycia, przeszłość.  Jestem ciekawy lustra Sylwestra Latkowskiego, rozumiem, że nie zawsze może oddawać to samo, co widzę ja i inne osoby, które pojawiają się w filmie” – Michał Wiśniewski.
Śledczak Kamilianie Gwiazdor Pedofile
Nakręceni Pub 700 Klatka To my, Rugbiści
powered by Admin.Starla v3 CMS