menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Kolejne partactwa prokuratury w śledztwie w sprawie Krzysztofa Olewnika 12-09-2009

Kolejne fakty wskazują na to, że wbrew publicznym zapewnieniom nie wyjaśniono dokładnie samobójstw porywaczy Krzysztofa Olewnika, do jakich doszło w celach aresztów śledczych w Olsztynie i Płocku. Okazuje się, że prokuratorzy umarzali śledztwa pobieżnie badając tezę o „namawianiu przez nieustalone osoby do targnięcia się na własne życie lub udzielenie pomocy w dokonaniu samobójstwa, tj. doprowadzenia przez osoby trzecie do targnięcia się na życie” Franiewskiego, Kościuka i Pazika.

Prokuratorzy zaniechali sprawdzenia bilingów telefonicznych i kont bankowych funkcjonariuszy Służby Więziennej. Nie przeanalizowali kontaktów strażników, którzy mieli dostęp do porywaczy Krzysztofa Olewnika. Nie sprawdzono, czy nagle któryś z nich się nie wzbogacił?

Tym bardziej jest to zaskakujące w przypadku badania okoliczności śmierci Wojciecha Franiewskiego, szefa porywaczy Krzysztofa Olewnika,  które miało miejsce w nocy z 18 na 19 czerwca 2007 roku w celi nr 11 Oddziału I Aresztu Śledczego w Olsztynie.

Prokurator Piotra Dziekoński z prokuratury Rejonowej Olsztyn-Północ w Olsztynie  prowadził  śledztwo także „w sprawie niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy Służby Więziennej podczas dozorowania osadzonego w Areszcie Śledczym w Olsztynie Wojciecha Franiewskiego poprzez zaniechanie właściwego nadzoru nad wymienionym i umożliwienie mu dokonania samobójstwa oraz udzielenia Wojciechowi Franiewskiemu substancji psychotropowej w postaci amfetaminy.”  Przypomnę, że we krwi Franiewskiego stwierdzono amfetaminę i alkohol.

W ekspertyzie biegłego dr Zygmunta Gidzgiera (analiza przytoczona jest w książce „Olewnik. Śmierć za 300 tysięcy”, autorstwa mojego i Piotra Pytlakowskiego) czytamy, że „w oparciu o przeprowadzone badania toksykologiczne można przyjąć, że Wojciech Franiewski na kilka godzin przed śmiercią spożył alkohol w objętości około 50 g np. w postaci dwóch piw lub w postaci wódki, bądź w innej postaci. Nie można dokładnie ustalić na jaki czas przed śmiercią wymieniony spożył alkohol, natomiast w chwili zgonu w jego krwi już nie było alkoholu etylowego. Nie można też jednoznacznie wypowiedzieć się w jakim czasie i w jakiej ilości Wojciech Franiewski zażył amfetaminę. Niemniej, znając czas wydalania amfetaminy z organizmu przyjąć można, iż wymieniony zażył ten środek około 3 dni przed śmiercią, w małej dawce rzędu kilku mg.”

Prokurator Piotr Dziekoński w umorzeniu śledztwa sam przyznał, że w toku przeprowadzonego postępowania nie udało się uzyskać odpowiedzi na pytania: kiedy, gdzie, w jakich okolicznościach i od kogo nadzwyczajnie strzeżony aresztant Wojciech Franiewski otrzymał amfetaminę i alkohol. Napisał: „ustalenia nie wykluczają wersji, że zabronione środki zostały dostarczone osadzonemu przez jednego (albo i więcej) funkcjonariuszy SW”

Od śmierci w celach porywaczy upłynęły już lata. Czas zaciera ślady. Dopiero obecnie Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku, zajmująca się wyjaśnianiem sprawy Krzysztofa Olewnika, zauważyła oczywiste zaniechania w śledztwach badających samobójstwa Franiewskiego, Kościuka i Pazika. Przychodzi się im zmierzyć z kolejnym partactwem, nonszalancją w sprawie Krzysztofa Olewnika.

W tym miejscu dodam, że Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku, przy pomocy CBŚ, niedawno dokonała dokładnych przeszukań lokali związanych z  Wojciechem Franiewskim. Czynności śledcze trwały trzy dni, przeprowadzono je niezwykle skrupulatnie. Rozebrano między innymi piec, wiercono dziury w podłogach. Żonę Franiewskiego powtórnie przesłuchano. Jak się okazało odnaleziono interesujące materiały, między innymi notatki Wojciecha Franiewskiego. Dlaczego tyle lat musiało upłynąć by dopiero teraz dokładnie przeszukać lokale i pomieszczenia związane z Wojciechem Franiewskim?

Trudno się dziwić temu, że zwolennicy spiskowych teorii głoszą mniej lub bardziej fantastyczne tezy w sprawie Olewnika, skoro otrzymują kolejne argumenty.


(0) komentarzy / + dodaj komentarz
Zobacz również ...


menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Sylwester Latkowski znów zaskakuje - tym razem pozytywnie. "Kamilianie" to oszczędny, ale poruszający dokument. Byli już rugbyści, blokersi. Był polski show-biznes. Tym razem enfante terrible polskiego dokumentu zrobił film o zakonnikach. Ale tak naprawdę to film o życiu, a raczej śmierci. Kamilianie - bohaterowie filmu to ludzie, którzy swoje życie ofiarowują chorym. Niby to nic wielkiego. Kilka tysięcy polskich pielęgniarek codziennie robi to samo. Jednak Kamilianie to nie pielęgniarze, nie lekarze - to bracia w śmierci.
Śledczak Kamilianie Gwiazdor Pedofile
Nakręceni Pub 700 Klatka To my, Rugbiści
powered by Admin.Starla v3 CMS