menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Bez komentarza ( bezrefleksyjność mediów) 10-02-2010
Poniżej fragment rozdziału książki "Zabić Papałę", która ukazała się w 2008 roku:

- Mówiono, że "Zachar" miał zaproponować Mazurowi pół miliona dolarów za złożenie zeznań przed sądem.
- Media pisały, że było odwrotnie, to Mazur chciał  przekupić Zachara (Super Express: „Mazur dotarł do Daniela Z. za pośrednictwem pary Polaków prowadzących w Niemczech agencję towarzyską. Kobieta i mężczyzna poznali w latach 90. gdańskich mafiosów ściągających haracze od właścicieli domów publicznych. Znajomi Mazura obiecali skontaktować jego wysłannika z Danielem Z. Wszystko działo się w roku 2006, tuż przed zatrzymaniem Mazura.”)
- Na pewno rozmawiali ze sobą. Negocjowali. Na tyle jednak były to poważne rozmowy, że zdecydowano się go aresztować pod pretekstem starej sprawy. Wyszło, że na chwilę zerwał się ze smyczy Małgorzacie Wierchowicz.  A on raczej nie powinien występować przeciw niej, dzięki Wierchowicz chodzi na wolności. Jak siedział we Wrocławiu znowu musieli się dogadać i wyszedł na wolność.

W maju 2008 roku rozmawiam z jedną z osób, która była zdziwiona faktem przesłuchiwania jej przez śledczych zajmujących się sprawą zabójstwa Marka Papały. Pytano ją o polonijnego dziennikarza Andrzeja Wąsewicza z chicagowskiego tygodnika Express. Okazało się, że prokuratura prowadzi czynności śledcze mające ustalić, czy to nie on w imieniu Edwarda Mazura proponował pieniądze za złożenie korzystnych zeznań przez Artura Zirajewskiego.
Andrzej Wąsewicz nie od razu wyjaśnia, co było powodem, że stał się obiektem zainteresowania polskiej prokuratury. Po dwudziestu minutach kluczenia, przekazywania niepełnych wersji wydarzeń, wreszcie decyduje się mówić:
- Ja panu zdradzę pewną rzecz, skąd się to wszystko wzięło.  Z Polski przyjechały do Chicago, dwie osoby, które wystąpiły z propozycją…
- Właściciele domu publicznego z Niemiec?
- Tak, tak.  Oni się zgłosili (w 2005 roku – od aut.), biorąc chyba kontakt telefoniczny z książki, nawiązując kontakt z panem Mazurem. Zadzwonił do mnie bardzo wzburzony, nie wiedząc, co z tym fantem ma zrobić. Podejrzewał prowokację. Poprosił mnie, czy nie mógłbym wziąć udział w spotkaniu. Chciał mieć świadka. Do takiego spotkania doszło w hotelu. Tamte osoby stwierdziły, że osoby związane z Zirajewskim są w stanie uzyskać prawdziwe zeznania Zirajewskiego(…) Zeznania, które rzuciłyby nowe światło, oraz oddaliły zarzuty od Edwarda Mazura. On podziękował za to wszystko. Powiedział, że nie jest tym zainteresowany. Natomiast mnie to zaintrygowało. I później w trakcie, luźniejszej rozmowy, dziewczyna zapytała, czy może redakcję by to zainteresowało? (Mazura nie miało być przy tej części rozmowy, oddalił sie gdzieś na bok, według Andrzeja Wąsewicza – od aut.)  A może też bym napisał książkę o niej, bo ona jest ciekawą osobą, miała ciekawe życie w Niemczech. Oni wyjechali ze Stanów. Do Polski, czy do Niemiec, nie wiem. Później zadzwoniła ta dziewczyna i pytała, czy dalej byłbym zainteresowany. Ja mówię, że oczywiście z dziennikarskiego punktu widzenia, tak, ale musiałbym mieć więcej konkretów. Powiedziała, że może mi dać telefon do Zachara, żebym tam zadzwonił. To zrobiłem. On potwierdził to, o czym mówiliśmy. Żadne kwoty nie padały. Oczywiście, ja mówiłem mu, że pracuję nad książką. On powiedział, że to jest bomba, podniosłoby to nakład. Później mieliśmy jeszcze jeden telefon. Ale ja zaznaczam, że wiedziałem, że on jest na podsłuchu, ale nie miałem nic do ukrycia. Może te rozmowy są nagrane, więc można to skonfrontować. Redakcja wysłała mnie w 2005 roku, żebym sprawdził, czy jest to opłacalne z wydawniczego punktu widzenia. Poleciałem do Gdańska na dwa dni, po to by porozmawiać z Zacharem. Ale ważna rzecz. Mazur nic o tym nie wiedział. Później się dowiedział, ale nie wiem w jaki sposób. Do dzisiaj mnie to trapi. W Gdańsku spotkałem się z Zacharem i on przedstawił mi propozycję. Ma kontakt z Zirajewskim(…)
- Zirajewski przecież jest w wiezieniu.
- Ale jest jego dziewczyna. Dziecko tej dziewczyny. Jakieś kontakty musiały być, że Zachar był zorientowany w jego życiu osobistym (…) Zirajewski mówił, że wszyscy się śmieją w Gdańsku z wersji polonijnego śladu. Jest możliwość… że może to być przełom w śledztwie, spowodować inne nastawienie do całej sprawy, że można na tym zarobić na zasadzie wydawniczej. Padła nawet sugestia, czy mógłby być wspólnikiem w inwestycjach wydawniczych, że jak by się książka dobrze sprzedała można by zarobić. Może w Polsce byłyby jakieś wydawnictwa zainteresowane. Zadałem mu pytanie, jak ja mogę zweryfikować, jak ja mogę porozmawiać z Zirajewskim. Na czym ja stoję. Okazało się, że nie ma żadnych gwarancji, że Zirajewski może złożyć jakieś zeznania, że Zachar może namówić go do złożenia prawdziwych zeznań. W jaki sposób nie wiem. Ale zrozumiałem, że się dobrze znają, że być może utrzymują bliskie kontakty. Powiedziałem, że zwrócę się z ustaleniami do wydawnictwa, ponieważ jest to poważna sprawa, że pewnie sami tego nie wydamy, ale byłby na pewno ktoś zainteresowany ze strony polskiej i amerykańskiej.
- W Polsce wydawnictwa nie płaca dużych pieniędzy.
- Wiem, znam realia w Polsce, ale gdyby był to przełom w sprawie generała Papały i ukazuje się wydawnictwo w nakładzie 50 tysięcy, to przy odpowiedniej cenie można by na tym coś zarobić. Być może w Stanach również.
- Dla Zachara nie mogły być to duże pieniądze.
- Nie, ale ja miałem jeszcze jedne wrażenie z rozmowy. On był zainteresowany by Zirajewski przyznał się, że kłamał w poprzednich zeznaniach. Zachar był zainteresowany nie tyle pieniędzmi, co zdyskredytowaniem Zirajewskiego. Mało tego, on powiedział, że byłby skłonny sam zeznawać, przyjeżdżając do Stanów. Później jak toczył się proces Mazura, Zachar powrócił do tej sprawy.(…) Wyraźnie zaznaczam, że to był kontakt z Polski.
- Jaki interes miała ta para z Niemiec, że proponowała to?
- Przypuszczam, że zostali wysłani na rekonesans. Czy istnieje możliwość przeprowadzenia takiej operacji. Okazało się, że pan Mazur nie jest zainteresowany, więc zwrócili się do mnie. Przypuszczam, że wyszło to od dziewczyny. Ona cały czas mówiła, że ona chciałaby wydać książkę o swoich przygodach w Niemczech, gdzie prowadziła agencję towarzyską. Ma rewelacyjne informacje. Żebym wydał książkę…
- Dlaczego Mazur się z nimi spotykał? Jak ktoś nie chce być powiązany ze światem przestępczym, z tą sprawą, to się nie spotyka.
- To nie leży w jego naturze. Jeżeli on otrzymał telefon.
- Ale on od lat nie odbiera telefonów. Tylko jego żona.
- Otrzymał telefon, że mają jakieś ważne informacje w sprawie i powołali się na jakąś osobę, którą Mazur zna z Polski. Co to za osoba, nie wiem.  Mazur od razu uciął dyskusję, nie jest niczym zainteresowany.
- A czemu nie był zainteresowany tymi zeznaniami, skoro wcześniej wykazywał zainteresowanie sprawą?
- W miarę upływu czasu stawał się coraz bardziej podejrzliwy, ostrożny. To ja się dałem nabrać, on nie uwierzył. On nie chciał by go powiązano ze światem przestępczym, z jakąś grupa trójmiejską…
- Ale mimo wszystkiego się spotkał.
- Ale on nie wiedział co to są za ludzie. On wiedział , że przyjeżdża tylko para osób. Ale przeczuwał coś i poprosił mnie o wspólne spotkanie. Tam nie padały żadne sumy. Tam było tylko, że w Polsce są ważne materiały i zainteresowani ludzie. Ale on uznał to za prowokację. Wiem, że prokuratura może przypuszczać, że ja jestem wysłannikiem. Mazur może być wściekły na mnie, że pojechałem. Ale to była moja samodzielna decyzja. Nie wkładałem peruki. Pojechałem na swoim paszporcie. Spotkałem się z tymi ludźmi. Zdawałem sobie sprawę, że za Zacharem jeździ policja, jego telefony są podsłuchiwane.
- W czasie procesu ekstradycyjnego Zachar sam zadzwonił?
    - Tak. To, o czym mówiłem zeznałem adwokatom Mazura, że jest świadek w Polsce, który jest gotów zeznawać (…) O tym fakcie adwokat Mazura poinformował również innych, w tym prokuratora Marsa (…) Wiem, że moja druga rozmowa z Zacharem została nagrana i on wkrótce został aresztowany.

(0) komentarzy / + dodaj komentarz
Zobacz również ...


menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Potężny mężczyzna powolnymi ruchami, nieco leniwie, goli głowę. Opowiada o swoim barwnym życiu, o więzieniu i drużynie rugby. Ale nie jest to kadr z amerykańskiego obrazu "Urodzeni mordercy", a jedna ze scen polskiego filmu dokumentalnego Sylwestra Latkowskiego o chuliganach Arki Gdynia, których teraz bardziej niż rozróby fascynuje męski, twardy sport.
(...) Kamera podąża za bohaterami niemal wszędzie. Jest na treningu, meczu, w szatni, w samochodzie i nawet w łazience.


Śledczak Kamilianie Gwiazdor Pedofile
Nakręceni Pub 700 Klatka To my, Rugbiści
powered by Admin.Starla v3 CMS