menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Wszystkie ręce umyte 16-08-2010

Mimo powołania sejmowej komisji śledczej trudno wyjaśnić okoliczności śmierci Barbary Blidy. Wydaje się, że służbom specjalnym, prokuratorom i wielu politykom najbardziej zależy na tym, by sprawę umorzyć.

Na 9.00 rano w środę, 28 lipca 2010 r., przed oblicze komisji śledczej do sprawy śmierci Barbary Blidy zaproszono Jarosława Kaczyńskiego. Dziesięć dni wcześniej tego samego oczekiwano od Zbigniewa Ziobry, byłego ministra sprawiedliwości w rządzie PiS. Nie stawił się, bo pojechał do sądu w Sosnowcu. Uzasadniał, że jako strona sosnowieckiego procesu (został pozwany przez Grzegorza Schetynę za słowa, jakie wypowiedział o byłym wicepremierze, dziś marszałku Sejmu: „ciemna postać tego rządu” i „człowiek od brudnych zadań”) chciał zadawać pytania świadkowi Bogdanowi Święczkowskiemu, byłemu szefowi ABW. Pytań nie zadał, bo świadek nie stawił się; już wcześniej poinformował sąd, że w tym czasie będzie przebywał na urlopie.

Jest mało prawdopodobne, aby Zbigniew Ziobro, przyjaciel Święczkowskiego, o tym nie wiedział. Wszystko wskazuje na to, że chciał uniknąć przesłuchania przez komisję do sprawy Blidy przed zeznaniami byłego premiera Jarosława Kaczyńskiego. Dlaczego? Ważne dla niego było, by wiedzieć, co jego szef opowie komisji o przebiegu narady w Kancelarii Premiera poprzedzającej zatrzymanie Barbary Blidy wiosną 2007 r. Musiał mieć świadomość, że różnica w ich wyjaśnieniach mogłaby stać się podstawą do postawienia mu zarzutu składania fałszywych zeznań.

Kruche dowody

Narada u premiera na temat tak zwanej mafii węglowej i kwestii postawienia zarzutów Barbarze Blidzie to jeden z kluczowych momentów w tej historii. Według jednego z jej uczestników, ówczesnego ministra spraw wewnętrznych Janusza Kaczmarka, odbyła się 3–4 tygodnie przed wejściem ABW do domu państwa Blidów (nikt nie pamięta dokładnej daty, ponieważ było to jedno z poufnych, niestenografowanych spotkań, które odbywały się nieregularnie). Minister Ziobro miał wówczas zreferować istnienie „układu lewicowego”, ujawnić związki lewicowych polityków z mafią węglową. Wymienił kilka nazwisk. Kaczmarek zapamiętał z tej listy byłego premiera Leszka Millera, byłego ministra Andrzeja Szarawarskiego i Barbarę Blidę. Te nazwiska pojawiły się w zeznaniach Barbary K., bizneswomen ze Śląska, i byłego posła SLD Ryszarda Z., na które powoływali się potem Ziobro i szef ABW Bogdan Święczkowski. – Premier Kaczyński zapytał mnie, jak to oceniam – mówi Janusz Kaczmarek. – Odpowiedziałem, że dowody są kruche, a zeznania świadków wątpliwe. Poparł mnie uczestnik narady prokurator Tomasz Szałek. Powiedział, że świadek Ryszard Z. jest niewiarygodny.

Zbigniew Ziobro w mediach zarzucił Kaczmarkowi, że kłamie. Narada dotyczyła innych spraw, twierdził, on nie referował sprawy Blidy, w ogóle nie miał na ten temat wiedzy. A Kaczmarek u premiera wcale głosu nie zabierał. Ziobro sugerował, że może odbyła jakaś inna narada, w której on nie brał udziału. Tymczasem Jarosław Kaczyński publicznie przyznał, że narada na ten temat się odbyła, brali w niej udział i Ziobro, i Kaczmarek, a premier poprosił, aby podczas zatrzymywania pani Blidy nie zakładać jej kajdanek.

Tych rozbieżności dotyczyły konfrontacje między Kaczmarkiem i Ziobrą oraz Kaczmarkiem i Jarosławem Kaczyńskim, jakie wiosną 2008 r. przeprowadziła łódzka prokuratura, badająca okoliczności śmierci Barbary Blidy. Prokuratura nadała zapisom z tych konfrontacji klauzulę tajności, po czym umorzyła śledztwo w wątku dotyczącym nacisków na prokuratorów. Z powodu gryfu tajności opinia publiczna nie wie, co w Łodzi zeznawali Kaczyński, Kaczmarek i Ziobro. Według naszych informacji, fakty podawane przez Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobrę znacznie się różniły, a to znaczy, że ktoś kłamał.

Okoliczności narady u premiera są istotne, bo wynikać z nich może, że sprawie Barbary Blidy nadano szczególne znaczenie z przyczyn politycznych. A to uzasadniałoby postawienie byłego ministra sprawiedliwości przed Trybunałem Stanu.

Nazwiska Blidy nigdy nie łączono z aferami aż do lutego 2007 r., kiedy w mediach zaczęły ukazywać się informacje (oparte, jak dziś już wiadomo, na sterowanych przeciekach ze śledztwa) o śląskiej Alexis, czyli Barbarze K., i o tym, że finansowała swoją przyjaciółkę Barbarę Blidę i innych polityków, aby zaskarbić sobie ich przychylność.

W wieczór poprzedzający akcję ABW w I Programie TVP wyemitowano program z cyklu „Misja specjalna” o mafii węglowej. Barbara Blida nie oglądała programu, ale musiała wiedzieć o emisji; materiał zapowiadano jako sensacyjny.

25 kwietnia 2007 r. parę minut po szóstej rano do domu państwa Blidów przy ul. Oświęcimskiej w Siemianowicach zastukali funkcjonariusze ABW. W trakcie wykonywanych przez nich czynności padł strzał, który stał się przyczyną śmierci Barbary Blidy.

Nie odbyła się zaplanowana konferencja prasowa, na której miano ujawnić związki Barbary Blidy z mafią węglową. Nie nakręcono filmu z wyprowadzania Blidy z jej domu (przed wejściem czekała funkcjonariuszka ABW z kamerą). Zgodnie z procedurą należało przeprowadzić postępowanie prokuratorskie w sprawie okoliczności śmierci byłej posłanki.

Pochopne umorzenie

W Ministerstwie Sprawiedliwości zdecydowano, że zajmie się tym prokuratura w Katowicach, ale po protestach, że to będzie śledztwo we własnej sprawie, postępowanie przeniesiono do Łodzi. Tam rozbito je na kilka wątków. Jeden dotyczył ewentualnych politycznych nacisków na prokuratorów z Katowic – został umorzony w lutym 2010 r. Drugi watek – błędów popełnionych przez funkcjonariuszy ABW na miejscu zdarzenia; wobec dwojga agentów ABW, kpt. Barbary P. i chorążego Mirosława K., postępowanie umorzono. Oskarżono jedynie Grzegorza S., dowódcę ekipy dokonującej zatrzymania, bo nie sprawdził, czy w domu Blidów jest broń.

Według prokuratora Tomasza Walczaka z Prokuratury Okręgowej w Łodzi, Barbara Blida podjęła „udaną próbę samobójczą”. Janusz Kaczmarek nazywa ten przypadek zabójstwem psychologicznym, kiedy odpowiednio stosowaną socjotechniką doprowadza się człowieka do targnięcia się na własne życie.

POLITYKA (jako pierwsza) dotarła do uzasadnienia umorzenia podpisanego przez prokuratora Walczaka. Według niego ofiara zastrzeliła się trzymając broń w prawej dłoni. Ale umorzenie wydaje się pochopne. Według autora ekspertyzy wykonanej na użytek komisji śledczej przez dr. Michała Gramatykę, kryminologa, nie można ustalić, czy ofiara trzymała rewolwer w lewej, czy w prawej ręce i którym palcem pociągnęła za spust. Nie wiadomo, gdzie w momencie strzału przebywała funkcjonariuszka, która miała pilnować Blidę, kiedy ta udała się do łazienki. Czy, jak zeznała, była na wyciągnięcie ręki od ofiary, czy – jak twierdzi Henryk Blida – na fotelu przed łazienką.

Nie można też wykluczyć, że Barbara Blida wcale nie chciała się zastrzelić. Kpt. Barbara P. zeznała, że w łazience zapytała Blidę o broń, ta odrzekła, że jej nie ma. Istnieje hipoteza, że przebieg rozmowy był inny. Blida zapytana o broń, wyjęła ją. Agentka ABW rzuciła się, aby wyrwać jej z ręki rewolwer, doszło do szamotaniny, podczas której padł śmiertelny strzał. Kąt, pod jakim oddano strzał, świadczy, że ręka była nienaturalnie wygięta, tak jakby ktoś wykręcił jej ramię próbując obezwładnić.

Zastanawia późniejsze zachowanie ekipy ABW. Zanim pobrano od funkcjonariuszy ślady z ich rąk i odzieży, bardzo dokładnie umyli dłonie (w wyniku późniejszego badania na dłoniach kapitan P. nie wykryto śladów prochu). Funkcjonariusz każdej służby jest szkolony na wypadek podobnych zdarzeń i ma zakodowane, że do czasu zbadania śladów nie może myć rąk.

Bezpośrednio po zdarzeniu wszyscy oficerowie ABW będący w domu gorączkowo gdzieś telefonowali i nieustannie wymieniali się aparatami. Praktycznie uniemożliwiło to zbadanie, kto z kim rozmawiał przez telefon.

Prokurator Walczak za istotną okoliczność uznał fakt, że ani dowódca ekipy ABW, ani dwoje biorących udział w czynnościach agentów nie przeszło specjalistycznych szkoleń dotyczących zatrzymywania i konwojowania osób. Dowódca por. Grzegorz P. ukończył jedynie trwający dwa tygodnie kurs oficerski w Centralnym Ośrodku Szkolenia UOP w Emowie. Kapitan Barbara P. uczyła się na kursie trwającym trzy tygodnie. Towarzyszący im chorąży sztabowy Mirosław K. zaliczył w 1993 r. trwający 27 dni kurs chorążych. Takich fachowców zatrudnia ABW. W policji oficerowie przechodzą trwającą cztery lata naukę w Wyższej Szkole Policji w Szczytnie. W ABW wystarczy kilkanaście dni, aby zostać specjalistą.

Kar (raczej) nie będzie

Barbara K., w latach 90. wymieniana na listach najbogatszych Polaków, miała firmę budowlaną, potem zajęła się handlem węglem. Blidę poznała w latach 80., kiedy jej firma współpracowała z Fabudem, państwową fabryką domów, gdzie Barbara Blida była naczelnym inżynierem. Razem z Andrzejem Szarawarskim, działaczem SLD, założyła Polskie Towarzystwo Węglowe, organizację lobbującą na rzecz pośredników w handlu węglem. Chętnie zapraszano ją na salony. Finansowo wspomagała lewicę.

Za kratami umieszczono Barbarę K. w 2005 r. pod zarzutem próby wyłudzenia dotacji rządowych na usuwanie szkód górniczych. Nie przyznawała się do winy. Zmiękła, kiedy dowiedziała się, że w areszcie umieszczono także jej córkę. Kiedy odwiedził ją agent ABW, zgodziła się zeznawać. Postawiła warunek – muszą zwolnić z aresztu zarówno ją, jak i córkę.

Na podstawie zeznań Barbary K. i jej dawnego współpracownika, byłego posła SLD Ryszarda Z. (składał je, kiedy Alexis siedziała w areszcie, obciążał wiele osób), rozpoczęto operację „Blida”. Następnym ruchem miała być akcja „Układ Lewicy”. Barbarze Blidzie chciano przedstawić zarzut, że w grudniu 1997 r. wzięła od Barbary K. 80 tys. zł, aby je przekazać Zbigniewowi B., prezesowi spółki węglowej. Miała to być łapówka za umorzenie Barbarze K. odsetek od niespłaconych należności za pobrany przez nią węgiel. Prowadząca tę sprawę asesor Prokuratury Rejonowej w Katowicach, delegowana do Prokuratury Okręgowej Małgorzata Kaczmarczyk-Suchan, 10 lipca 2007 r. umorzyła śledztwo z powodu śmierci podejrzanej (czyli Blidy). Powinna zrobić to znacznie wcześniej z powodu braku dowodów winy. Poza Barbarą K. nie było żadnych innych świadków, że Barbara Blida wzięła te pieniądze. A kluczowy w tej sprawie jest fakt, że Barbarze K. nie umorzono odsetek, musiała je spłacić, nie wiadomo więc, za co miała być ta łapówka.

Gdyby nie atmosfera tamtych dni, narady u premiera, gorączkowe szukanie haków na przeciwników politycznych, nie byłoby nacisków na prokuratorów, aby stawiali zarzuty na podstawie wątłych dowodów. Gdyby młoda prokurator-asesor potrafiła być samodzielna, Blida nie straciłaby życia, a Ziobro nie musiałby uciekać przed komisją śledczą.

Od śmierci Barbary Blidy minęły ponad trzy lata. Przez ten czas dowiedzieliśmy się, że nie było mafii węglowej (umorzono postępowania wobec podejrzanych o łapówkarstwo), że nie było nacisków politycznych (umorzenie śledztwa łódzkiego) oraz że ekipa ABW nie popełniła błędów (poza jej dowódcą). Niebawem zakończy swoje prace i ogłosi raport sejmowa komisja śledcza. Opisze błędy w śledztwie przeciwko Blidzie, wskaże osoby odpowiedzialne, ale nie ukarze winnych. Prokuratorzy, którzy naciągali prawo, dmuchali dowody, stosowali areszty wydobywcze, łamali charaktery asesorom prokuratorskim, dalej będą pracować w zawodzie. Nikt nie poniesie odpowiedzialności.

Sylwester Latkowski, Piotr Pytlakowski, Polityka, 12 sierpnia 2010


(4) komentarzy / + dodaj komentarz
\" W normalnym kraju...\"
Autor: biesio
2010-08-17 22:15:42
Skomentuję powyższe tymi oto słowami, \" W normalnym kraju, Rząd, który firmował tą sprawę nie tylko zostałby zmuszony do poddania się do dymisji, ale także osoby w nią zamieszane odpowiadałyby karnie\". Odbywanie u Premiera narad i podejmowanie decyzji procesowych w sprawach karnych nie mieści się nie tylko w głowie, ale również w żadnych procedurach. Podejmowanie decyzji w tym samym miejscu o tzw.procesowej realizacji i zakładaniu bądź nie - komukolwiek kajdanek jest bezdyskusyjnym przekroczeniem swoich uprawnień. Czym innym jest informowanie Premiera o istotnych sprawach karnych w kraju - do czego ma prawo, a czym innym jest podejmowanie przez Premiera jakichkolwiek decyzji w takich sprawach - do czego już prawa nie ma. Dodam- w normalnym kraju. A propos a co się dzieje z Prokuratorem, który wydał postanowienie o zatrzymaniu i przedstawieniu jak sie okazało bezzasadnych zarzutów B. Blidzie? Czy w normalnym kraju taki Prokurator nadal pełniłby swoją funkcję? Mimo wszystko jestem optymistą w dążeniu do ustalenia prawdy - polecam tylko kosekwencję i pewne inne przymioty, które mają osoby odpowiedzialne za tą sprawę. Naprawdę warto, pozdrawiam.

górnicze patologie
Autor: oklauzlowany
2010-08-18 18:32:39
Panie Sylwestrze górnictwo jest tak skorumpowane i kryte, że nawet śmierć 20 górników kopalni Wujek-Śląsk jest tuszowane, mimo nagrań audio i video przed wybuchem, znam okoliczności których tutaj opisać nie mogę ze względu na klauzule tajności (ABW ) , prawda jest taka, że górnika który był autorem filmu pokazanego tylko w niewielkiej części w TVN24 ( metanomierze)już dawno się pozbyli, i nawet TVN o tym nie wspomniał a chłopak był pożądny i walczył z chorym systemem. Nikt nie mówi o nagranych kontrolach WUG, które były przeprowadzone na polecenie Policji po informacji przekazanej przez ABW, nikt nie pisze iż urzędnicy WUGu okłamywali Policję przynajmniej 2 krotnie doprowadzając do tragedi. Nikogo również nie interesuje, że ów górnik miał wiedzę o przekrętach przy przetargach na maszyny i urządzenia górnicze, o fałszowaniu dokumentacji, i wielu , wielu innych z dyrektorem Gajosem, Górą, Laskiem, Kurakiem, Majdą itd. w tle.
P.S. Niewiem , czy wie Pan jak spec służby umoczone są w przekręty górnicze.

Spadkobiercy katów SB i PZPR w roli sprawiedliwych
Autor: repr
2010-08-23 00:25:16
SLD, partia spadkobierców zbrodniczej PZPR, śmie dziś rozliczać innych i oskarżać PiS o wydumaną zbrodnię. Oto mordercy krzyczą łapać mordercę. SLD nie ma moralnego prawa do rozliczeń. Niech komuchy najpierw rozliczą się ze swoich grzechów.

Kto powinien siedzieć, a nie siedzi, wiadomo do dawna. To całe zastępy esbeków i ich mocodawców z PZPR, nad którymi parasol ochronny rozpostarł dawno temu Michnik, który nie może się w tej kwestii zasłaniać niewiedzą, bo zbrodnie, które miały miejsce w Polsce rządzonej przez Jaruzelskiego i Kiszczaka zostały jeszcze w Sejmie kontraktowym, stwierdzone i opisane w sposób niebudzący wątpliwości.

Dokonała tego tzw. komisja Rokity. Wszyscy, którzy interesowali się w latach osiemdziesiątych walką antykomunistycznego podziemia, wiedzieli o licznych wypadkach tajemniczych zgonów wśród działaczy opozycji i związanych z nią księży. Wiedziano o ofiarach tłumienia manifestacji, o zmarłych wskutek brutalnych przesłuchań, i o ofiarach napadów nieznanych sprawców. Los ofiar był częstym tematem pytań zadawanych przez zagranicznych dziennikarzy na cotygodniowych, transmitowanych w telewizji konferencjach prasowych Urbana, i ulubionym tematem kłamstw tego ostatniego. Kiedy na przykład \"nieznani sprawcy\" skatowali księdza Isakowicza-Zalewskiego, między innymi przypalając go ogniem, Urban oznajmił, że ksiądz sam po pijaku przewrócił się na świecznik. Inne sprawy zbywał podobnymi opowiastkami - upił się i wpadł do wody, wypadł z okna, popełnił samobójstwo. Na dowód pokazywał oficjalne ustalenia prokuratur.

Bo komuniści, prowadzili w takich wypadkach śledztwa, które zawsze wykazywały bądź przypadkowe, losowe przyczyny zgonu, bądź całkowitą niewinność organów. Niekiedy kończyło się wytoczeniem procesów świadkom, których zeznania wskazywały na winę milicji lub SB, albo i samym poszkodowanym. Jak choćby Zbigniewowi Simoniukowi z Białegostoku, który, dwukrotnie porywany i torturowany przez funkcjonariuszy, dwukrotnie miał czelność o tym ze szczegółami opowiedzieć. Pozwany o bezpodstawne oskarżenia wobec organów nie doczekał ostatecznie rozprawy - został wsadzony przez milicję siłą do psychuszki, i znaleziono go powieszonego. Oczywiście prokuratura po wnikliwym śledztwie stwierdziła samobójstwo.

Simoniuk był tylko jednym z 93 nazwisk na liście ofiar, przedstawionej przez Kowalczyka - liście zaczerpniętej z publikacji podziemnych. Później, w toku prac komisji, ta lista nazwisk wydłuży się do 102. Dziś w prowadzonym przez IPN śledztwie przeciwko esbeckim szwadronom śmierci pojawiają się już 122 przypadki niewyjaśnionych zgonów.

Opozycję tworzyli też tacy ludzie, których na zachodnich salonach nie znano i o których nikt się nie upominał. Jak Jan Samsonowicz z Gdańska, którego znaleziono powieszonego na płocie Stoczni Gdańskiej. Wcześniej zdążył powiedzieć, że szykuje się wraz z przyjaciółmi z podziemia do dużej akcji, a żonę uprzedził, by nigdy nie wierzyła, jeśli będą mówić, że zginął w nieszczęśliwym wypadku albo popełnił samobójstwo.

Jak ludzie, którzy zakatowani zostali na śmierć przez milicjantów i ubeków. Ryszard Ślusarski z Legnicy, Stanisław Kot z Rzeszowa, Tadeusz Wądołowski, który zmarł na komisariacie kolejowym MO w Gdyni, i któremu w akcie zgonu wpisano śmierć z przyczyn chorobowych, nie wspominając ani słowa o widocznych na ciele obrażeniach. Jak Bronisław Grzywna, w wypadku którego prokuratura przyznała nawet, że zmarł wskutek pobicia, ale śledztwo umorzyła. Jak Wacław Kulimowski, który przed zgonem sam zdążył opowiedzieć, co robiono z nim na komendzie. Jak Kazimierz Łazarski z Oleśnicy, Grzegorz Luks z Goleniowa i inni.

Więcej tu:
sites.google.com/site/michnikowszczyzna

Blida chciała się TYLKO okaleczyć
Autor: mig
2010-08-28 23:42:39
Zapomniał Pan dodać, że Barbara B. strzeliła do siebie z broni pneumatycznej(na śrut), co jak wiadomo może spowodowac śmierć tylko w przypadku strzału w głowę (przyłożenie lufy do głowy). Strzał w inne miejsce może tylko zranić, chyba, że mamy do czynienia z przypadkiem i taki strzał zakończy się śmiercią tak jak w sprawie p. Blidy, która uszkodziła sobie tętnicę płucną. Proszę także zauważyć, że płuca są chronione przez żebra, o czym wie nawet dziecko. Trudno więc logicznie wytłumaczyć tzw. \"próbę samobójczą\" tej kobiety, jeśli mając świadomość \"mocy\" swojej broni strzela sobie w klatkę piersiową, a nie w głowę. Jej zachowanie można nazwać jedynie próbą samookaleczenia, które niestety skończyło się przypadkową śmiercią, chyba, że zakłada Pan, że p. Blida celowała dokładnie w swoją tętnicę płucną, przy czym musiała dość precyzyjnie celować, by nie trafić przypadkiem w żebro lub mostek.....
Niestety, logika wskazuje, że przyczyna jej śmierci była prosta i oczywista - ta kobieta chciała się okaleczyć, by nie siedzieć w areszcie, ale tym razem los był od niej sprytniejszy.....

Zobacz również ...


menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Potężny mężczyzna powolnymi ruchami, nieco leniwie, goli głowę. Opowiada o swoim barwnym życiu, o więzieniu i drużynie rugby. Ale nie jest to kadr z amerykańskiego obrazu "Urodzeni mordercy", a jedna ze scen polskiego filmu dokumentalnego Sylwestra Latkowskiego o chuliganach Arki Gdynia, których teraz bardziej niż rozróby fascynuje męski, twardy sport.
(...) Kamera podąża za bohaterami niemal wszędzie. Jest na treningu, meczu, w szatni, w samochodzie i nawet w łazience.


Śledczak Kamilianie Gwiazdor Pedofile
Nakręceni Pub 700 Klatka To my, Rugbiści
powered by Admin.Starla v3 CMS