menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Lista inwigilowanych ludzi mediów ( z 2008 r.). Nie sprowadzajmy tylko do PiS 08-10-2010

Inwigilacja to nie tylko podsłuchy, ale i obserwacja, robienie wywiadów, sprawdzanie kont, finansów, rozpoznanie środowiskowe. To znane mi nazwiska, które znalazły się w zainteresowaniu służb, władzy w ciągu minionych trzech-czterech  lat.  Czyli za obecnego rządu PiS i SLD. Na marginesie za PO takze trwa inwigilacja dziennikarzy.

Wielu nazwisk dziennikarzy nei poznamy bo zanaleziono sposób by ich legalnie podsłuchiwać.

Część nazwisk poznałem w czasie przygotowanie układu medialnego.  Dostarczczono mi materiały od obyczajowych po finansowych haków. Osoby dostarczające to ludzie związani ze służbami. Więc nie odpowiada za to tylko obecna władza. Myśląc o inwigilacji nie sprowadzam wszystkiego do ludzi władzy, ale do służb, które tak naprawdę okazują się być ponad politykami. To państwo w państwie. To także wynik mojego śledztwa, które się ciągnie od maja 2007 roku. Lista ta jest dłuższa, ale tylko o tych osobach mam prawo napisać, bo wynika to z mojej wiedzy, że były w ten lub inny sposób inwigilowani. O to pierwsza lista nazwisk.

Ponizej z archiwum mojego bloga. Jest tam tez lista dziennikarzy opublikowana w 2007 roku.

Archiwum bloga:

Dla ABW wszystko jasne, wiedzą kto spiskował przeciwko nim 22-10-2009 23:01

Po południu zadzwonił Łukasz Kurtz i przeczytał zapis stenogramu podsłuchu z mojej rozmowy z Wojtkiem Sumlińskim z godziny 23.44, z dnia 29 lipca 2008 roku, którą odtajniono na rzecz cywilnego procesu wiceszefa  ABW Jacka Mąki. Rozmowa odbywała się chwilę po otrzymaniu przeze mnie pożegnalnego listu Wojtka.

Prokuratura odpowiada 06-11-2009 21:55
Prokurator Robert Majewski, szef wydziału Przestępczości Zorganizowanej prokuratury okręgowej na Pradze, do którego trafiło moje pismo z dnia 17 października br:

„Ponieważ potwierdzono dzisiaj, że rozmowy telefoniczne Wojciecha Sumlińskiego były podsłuchiwane, dokonano też nagrań moich rozmów z Wojciechem Sumlińskim.
 
Zwracam sie z pytaniem, czy - tak jak wymaga tego prawo -zostały zniszczone ponieważ nie posiadały wartości dowodowej.
 
Nasze rozmowy miały tylko i wyłącznie charakter prywatny i zawodowy (dziennikarski).
 
Proszę też o informację, czy w przypadku zniszczenia takich materiałów osoba podsłuchiwana, a nie podejrzana, nie powinna być o takim fakcie powiadomiona? Jeżeli tak, to proszę o powiadomienie mnie co stało się z nagraniami i stenogramami moich rozmów z Wojciechem Sumlińskim.”

Odpowiedział:

Pan Sylwester Latkowski

W odpowiedzi na Pańską korespondencję mailową z dnia 17.10.09r. dot. Sprawy Ap V Ds. 17/09 uprzejmie informuję, że zgodnie z art. 238 kpk Sąd zarządza zniszczenie utrwalonych w trybie art. 237 kpk  zapisów w przypadku stwierdzenia, że nie mają znaczenia dla postępowania karnego.

Wniosek o zniszczenie takich materiałów  kieruje prokurator prowadzący postępowanie, który do czasu zakończenia postępowania  ocenia zasadność i przydatność wszystkich dowodów, w tym zapisów treści rozmów telefonicznych. W przypadku stwierdzenia w toku śledztwa o sygnaturze Ap V Ds. 17/09, że zapisy konkretnych rozmów  telefonicznych nie mają znaczenia dowodowego dla postępowania karnego stosowny wniosek zostanie skierowany do sądu.

Nadmieniam, że przy analizie przedmiotowych rozmów – istotne są treści wypowiadane przez  podejrzanego, a nie osoba rozmówcy.

Robert Majewski

Zrozumiałem, dlaczego prokuratura nie odpowiedziała na moje ostatnie pismo w tej sprawie i schowała głowę w piasek. Jakoś odważniejsza była odtajniając podsłuchy i wyrażając zgodę na wykorzystanie dla prywatnej sprawy wiceszefa ABW.

Kiedy wchodziłem do studia Polsat News natknąłem się na posłankę PiS Betę Kempę i posłankę PO Julię Piterę. Ta pierwsza chętnie rozmawiała, druga się tylko uśmiechnęła. 
– Chichot historii – powiedziałem do Beaty Kempy. -  Wszystko się wywróciło do góry nogami. Wcześniej za waszych czasów ABW stało pod moim domem a teraz…
- My przynajmniej podsłuch Wojtka Czuchnowskiego kazaliśmy natychmiast zniszczyć – odrzekła.

Kilka godzin później na spokojnie przeczytałem stenogramy podsłuchów, pojąłem już jaką układankę ułożyło sobie ABW by wykazać, że Wojciech Sumliński zaaranżował spektakl medialny, w czasie którego miał upozorować próbę samobójczą, by w ten sposób uniknąć tymczasowego aresztu. Pomagać mu w tym mieli dziennikarze, a jak twierdzi jedna z osób bliska ABW,  brał w tym też udział ksiądz. Brakuje tylko analizy psychologicznej nagrań audio rozmów Wojtka, ale może one też się za chwile pojawią odtajnione na procesie wytoczonym przez Jacka Mąkę.  Smutne to wszystko.

Czy zniszczyliście moje podsłuchy (moje rozmowy z Sumlińskim)? 18-10-2009 09:49
Warszawa, 17 październik 2009

Pan Prokurator
Bogusław Michalski
Prokuratura Apelacyjna
w Warszawie
 
Ponieważ potwierdzono dzisiaj, że rozmowy telefoniczne Wojciecha Sumlińskiego były podsłuchiwane, dokonano też nagrań moich rozmów z Wojciechem Sumlińskim.
 
Zwracam sie z pytaniem, czy - tak jak wymaga tego prawo -zostały zniszczone ponieważ nie posiadały wartości dowodowej.
 
Nasze rozmowy miały tylko i wyłącznie charakter prywatny i zawodowy (dziennikarski).
 
Proszę też o informację, czy w przypadku zniszczenia takich materiałów osoba podsłuchiwana, a nie podejrzana, nie powinna być o takim fakcie powiadomiona? Jeżeli tak, to proszę o powiadomienie mnie co stało się z nagraniami i stenogramami moich rozmów z Wojciechem Sumlińskim.

Z poważaniem,
Sylwester Latkowski

Faktem jest, że od wielu lat służby specjalne i policyjne inwigilują media 17-10-2009 08:44


Spotkanie odbywało się w jednym z centrów handlowych, tuż po wyjściu Wojtka Sumlińskiego z izby zatrzymań, gdy sąd nie zgodził się na jego aresztowanie. Wojtek poprosił mnie bym towarzyszył jego spotkaniu z dziennikarką Anną Marszałek.  W blogu, pod datą 20-05-2008 22:31 widnieje wpis, opatrzony zdjęciem „smutnych panów”:

„Smutni panowie dwaj, w skórach, nie mający o czym ze sobą rozmawiać, którzy przykleili się do spotkania z jednym z bohaterów ostatniej akcji ABW.”

Obaj panowie zachowywali się bezczelnie, w ostentacyjny sposób przyglądali się nam.  Nie przyszli tu tylko by inwigilować Wojtka Sumlińskiego, ale pokazać jemu, nam, kto tu jest górą. Oddziaływali cały czas na niego. Poddawano go presji. Sporządzono jego portret psychologiczny, o czym pisałem wcześniej.  Dawno uznali, że Wojciech Sumliński to ich potencjalny „plastyczny świadek”, wystarczy go tylko złamać. Przy okazji pokazali jaki mają stosunek do mediów. Mamy się ich bać, mieć świadomość, że o wszystkim wiedzą. Kontrolują nas.

Kiedy Wojtek Sumliński przebywał w szpitalu doszło do incydentu przed moim domem. Znowu pojawili się "smutni panowie". Ale tu już muszę mieć upoważnienie dwójki dziennikarzy, którzy spotkali się wówczas ze mną w sprawie Wojtka Sumlińskiego, by opowiedziec więcej.

Czas może wreszcie na to by środowisko w kwestii inwigilacji mediów zajęło solidarne stanowisko, a nie zajmowało się sprawą inwigilacji incydentalnie. Faktem jest, że od wielu lat służby specjalne i policyjne inwigilują media. Pozornie tylko są to działania pod kontrolą prokuratorską i sądową.

Sprowadzanie inwigilacji do podsłuchów jest spłycaniem problemu 06-08-2009 12:52

Nie było nielegalnych podsłuchów…  To czego obawiali się minister Zbigniew Ziobro, niektórzy funkcjonariusze ministerstwa, prokurator krajowy Jerzy Engelking, inni prokuratorzy, którzy zaczęli używać nierejestrowanych kart telefonicznych, tzw. pre paidów?

Prokuratura w Zielonej Górze prowadziła śledztwo w taki sposób by nie narazić się nikomu, a nadzór temu przyklasnął. Więc sprowadzono śledztwo do kontroli papierów, jeśli było pokrycie w nich, to nie było sprawy. Prokuratorów nie interesowało to, że ktoś mógł manipulować przesłankami do zastosowania podsłuchu.  Na przykład występowano o podsłuch podając, że dana osoba jest podejrzewana o handel narkotykami, choć nigdy nie miała przedstawionych takich zarzutów.

Zresztą sprowadzanie inwigilacji do podsłuchów jest spłycaniem problemu.

Nielegalne działania operacyjne policji? 23-05-2009 20:14

- Małgorzata Wierchowicz zawsze miała nietypowe metody pracy śledczej, więc czemu nie miała się zgodzić na to by upić winem  Maciej Dudę. Bo upić go miała właśnie winem, Duda podobno jest miłośnikiem wina. Wierchowicz uważała, że Duda ze względu na swoją budowę i sposób wysławiania musi mieć problemy z nadużywaniem alkoholu.
- Bez żartów, tak stwierdziła?
- Tak.
- Z fizjonomii wyczytała? Barwy głosu? Zrobiła jego portret psychologiczny?
- Oczywiście Wierchowicz dzisiaj zaprzecza, że miała przeprowadzić działania operacyjne wobec Dudy przy pomocy wina.  Zaznaczyła jednak, że nie wyklucza, iż zasugerowano jej sprawdzenie bilingów dziennikarza. W czasie spotkań piła tylko kawę, herbatę, wodę mineralną. A Duda zamiast wina pił piwo i niestety nie upijał się, bo zaledwie kończył na dwóch szklankach.
- Czyli jednak nie nadużywa alkoholu.
- Wierchowicz nie raz spotykała się z Dudą, i nie tylko jak mówi teraz na protokół, by poznać jego źródła informacji. Wiadomo, że ekipa Papały dba o dobry pijar i z niektórymi dziennikarzami stara się dobrze żyć. Opisał pan sam sprawę pewnego przecieku w swojej książce („Zabić Papałę”). Wierchowicz prawie odniosła sukces, mówiła, że raz była bardzo blisko, bo Duda podał pewien szczegół ze śledztwa w sprawie Papały i wykonał przy niej telefon by potwierdzić tę informacje. Rozmowa trwała krótko i Duda ją potwierdził. Nie zakładał, że stanie się obiektem inwigilacji. Co jak co ale Wierchowicz nie miała przy nim zawsze zasznurowanych ust w sprawie śledztwa. Jednak po tym spotkaniu zażądała w trybie operacyjnym bilingów Dudy by ustalić z kim się kontaktował. Operacyjnym, czyli bez zgody prokuratury. Należy mieć świadomość, że ekipa „Generał” ma specjalny status i przymyka się oko na formalne sprawy. Doprowadziło to niektórych do demoralizacji, lekceważenia zasad pracy operacyjnej. Rozmówcą dziennikarza była nieznana kobieta z Trójmiasta. Raz ten telefon logował się w trzech przekaźnikach, w Popowni i w okolicach ministerstwa sprawiedliwości. Ostatecznie nie udało jej się ustalić czyj był to numer. Choć raczej w to wątpię.

- A co robiła Małgorzata Wierchowicz na spotkaniach u Ziobry?
- Polubili się, a minister wiedział, że szefowa grupy „Generał” czasami może wyświadczyć jakąś usługę, przy tym to skarbnica wiedzy o wielu osobach w Polsce. Wierchowicz oczywiście twierdzi, że na spotkania zapraszała ją prokuratura, a nie Ziobro.  Ma problem jednak z pamięcią Kowalskiej, która potwierdziła, że często się spotykali. Ziobro dzwonił do niej albo kazał żeby Wierchowicz zadzwoniła albo  przyjechała. Dlatego uważała, że prawdopodobna była sytuacja, w której Ziobro wydawał jakieś polecenie Wierchowicz. Obecnie się od niego dystansuje. Powiedziała, że jeżeli ktoś był podsłuchiwany to był ktoś nielubiany przez ówczesne kierownictwo resortu.
- Tak powiedziała?
- Tak
- Bardzo szczera wypowiedź.
- Czy był to jedyny dziennikarz wobec którego Małgorzata Wierchowicz podejmowała działania operacyjne?
- Wiem jeszcze o jednym przypadku, poza Dudą, sprawdzania operacyjnego dziennikarza.
- Na czyje zlecenie? W ramach jakiej tajnej policyjnej operacji? Kto je akceptował?
- Proszę nie żartować, większość rzeczy działo się na gębę. Wierchowicz powinna z każdego spotkania sporządzić notatkę, przedstawić ją przełożonym.
-  Czy chce pan powiedzieć, że dokonywano nielegalnych działań operacyjnych?
- Tak to wygląda.
- I co na to komendant główny policji, szef MSWiA?
- Proszę ich zapytać.

Lista inwigilowanych ludzi mediów za PIS ( Nie chodzi tylko o podsłuchy) 17-10-2008 23:07
Były minister Zbigniew Ziobro z uśmiechem na twarzy przekonuje, że inwigilacja za czasów, gdy rządził, zmalała. Na konferencji cytuje oficjalne dane o zakładanych podsłuchach. Za PIS według statystyki zmalała ich ilość. Tymczasem inwigilacja to nie tylko podsłuchy, ale i obserwacja, robienie wywiadów, sprawdzanie bankowych kont, finansów, kontrolowanie budowy domów, mieszkań, sprawy obyczajowe, rozpoznanie środowiskowe, grzebanie w życiorysie. Zbierano haki, tylko dlatego, że nie podobała się  ta czy inna osoba lub uznana została za przeciwnika politycznego. Jedną z grup podlegających inwigilacji (szeroko rozumianej, patrz wyżej) były media.

Poniżej lista osób, które według mojej wiedzy doświadczyły specyficznego zainteresowania niektórych decydentów PIS.To wiedza zgromadzona przez ostatnie lata. Część z nich padała już w publikacjach prasowych w Dzienniku, Gazecie Wyborczej, Newsweeku. Przypomnę tekst  mój  i Piotra Pytlakowskiego  „Wszyscy byli odwróceni” (Polityka), w którym opisaliśmy dlaczego niektórzy dziennikarze byli poddani inwigilacji.  Uważni czytelnicy bloga od lat  powinni pamiętać moje wpisy na ten temat. Proszę nie wymagać bym podawał swoje źródła informacji.

Jerzy Baczyński
Jan Wejchert
Mariusz Walter
Zygmunt Solorz
Nina Terentiew
Wojciech Czuchnowski
Romana Daszczyński
Maciej Duda
Piotr Pytlakowski
Bertold Kittel
Roman Osica
Andrzej Rozenek
Sylwester Latkowski
Tomasz Lis
Robert Zieliński
Krzysztof Wójcik
Monika Olejnik
Grzegorz Indulski
Tomasz Sekielski
Anna Marszałek
Janina Paradowska
Kuba Wojewódzki
Piotr Pacewicz
Łukasz Kurtz
Marek Kęskrawiec
Andrzej Stankiewicz
Piotr Śmiłowicz
Piotr Sieńko
Andrzej Morozowski
Jacek Żakowski
Marek Balawajder
Ewa Święcińska

Może już niektórzy zapomnieli, ale obowiązywała czarna lista dziennikarzy w ministerstwie sprawiedliwości. Do rozpracowywania dziennikarzy używano wysokich funkcjonariuszy policji i ABW.  Czasami wydawało się to wręcz śmieszne. Oto na jednej z narad powstał groteskowy plan rozpracowania Macieja Dudy. Zlecono to wysokiej randze funkcjonariuszce policji.  Dostała polecenie od Zbigniewa Ziobry i Janusza Kaczmarka,  by umówić  się z nim na wino (Duda jest podobno miłośnikiem wina), upić go i dowiedzieć się, kto jest jego informatorem. Załatwić także jego bilingi telefoniczne.

Zapytany o komentarz Maciej Duda (obecnie Newsweek), odpisał :

- Wiem o sprawie od swoich źródeł, które były świadkami tych ustaleń. Rok temu próbowałem na własną ręke ustalić, czy rzeczywiście powstał plan takiego niby operacyjnego rozpracowania mnie. Historia ta jest w sumie śmiechu warta, ale tak naprawdę czasami czuję ciarki ze strachu na plecach, gdyż wiem, że czy to politycy czy ludzie służb, czy wpływowi biznesmeni mogą sięgać po zupełnie nieformalne metody by zdobyć informacje o dziennikarzach lub by ich spróbować skompromitować. Każdej władzy zależy na kontrolowaniu mediów. Wielokrotnie padałem i padam ofiarą czarnego PR.  Wiem, że prokuratorzy w Zielonej Górze przesłuchują świadków, sprawdzają czy rzeczywiście próbowano mnie rozpracowywać. Wierzę, że to śledztwo zakończy się jednak sukcesem.

Śledczy z Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze sprawdzają przypadki inwilgilowania innych dziennikarzy. Chodzi tutaj o nielegalne, pięciodniowe podsłuchy zakładane w ramach operacji Centralnego Biura Śledczego gdy kierował nim Jarosław Marzec. Podsłuchiwani w ten sposób mieli być Wojciech Czuchnowski (GW), Bertold Kittel ( TVN i "Newsweek Polska"), Piotr Pytlakowski ("Polityka"), Sylwester Latkowski (niezależny dziennikarz, reżyser) oraz Łukasz Kurtz ("Polsat"). Oprócz nich media donosiły o podsłuchiwaniu Romana Osicy i Marka Balawajdera ( "RMF FM") oraz Roberta Zielińskiego ("Dziennik")

Wreszie Zbigniew Zioro powiedział prawdę 27-06-2008 19:21

Były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro wyjaśnił, dlaczego nie używano służbowych telefonów, a na karty pre-paid.  Tłumaczy Magdalenie Rubaj z "Dziennika": "Trzeba było zachować najwyższe standardy bezpieczeństwa, bo nasze państwo kontroluje podsłuchy w bardzo ograniczonym zakresie(...) Podkreślam, nasze państwo ma bardzo ograniczoną możliwość kontroli ewentualnych nielegalnych podsłuchów"


Jaki pretekst użyto by nadal inwigilować realizację filmu o sprawie zabójstwa generała Marka Papały? Podobno miało się coś zmienić w kwestii inwigilacji mediów? Dla kogo tak naprawdę zagrożeniem jest ten film? 19-12-2007 23:49

Godzina 14. Chińska restauracja na rogu Grójeckiej i Bitwy Warszawy. Miejsce spotkań policjantów i ludzi WSI oraz SKW. Spotykam się tam z jednym z dziesięciu członków nieistniejącej policyjnej grupy „Desperado”, powołanej przez generała Marka Papałę. Byli ludźmi z zewnątrz, z komend rejonowych. Oddani wyłącznie Papale. Wzbudzali niechęć u  funkcjonariuszy pracujących w Komendzie Głównej Policji. Jak mówi mój rozmówca, chodząc korytarzami komendy powinni używać lusterek, by widzieć co dzieje się za ich plecami.

W czasie naszej rozmowy do stolika obok, przysiada się mężczyzna. Nie wybrał innego, oddalonego od nas miejsca, pomimo, że było wolne.  Jakby zależało mu by być najbliżej nas, by dokładnie słyszeć naszą rozmowę. Zamawia piwo i zaczyna czytać gazetę od tyłu. Czyta ją na siłę, raczej błądzi po stronach oczami. Widać, że go nie interesuje albo jego uwaga jest skupiona na innej czynności niż lektura „Super Expresu”.

Spoglądamy na siebie porozumiewawczo z moim rozmówcą.
– Pani stolik dalej kilkukrotnie ustawiała na nas swoją torebkę - oznajmia. – Robi zdjęcia.

Jako były przykrywkowiec jest wyczulony na nienaturalne zachowania ludzi. Po jakieś chwili stwierdzam, że nie ma sensu dalej tu rozmawiać. Moje pytania zaczną coś im mówić, proszę byśmy wyszli na zewnątrz.

Kiedy mój rozmówca wraca beze mnie do lokalu, gdzie ma się odbyć imieninowa impreza jego znajomego, nasz sąsiad zabiera gazetę, bierze torbę i opuszcza lokal.

Później dowiaduję się, że pani ma na imię Anna, a sąsiad to Zbyszek. Byli to ludzie z "B-etki", policyjnej obserwacji

Czemu służyła ta inwigilacja?

Zmowa milczenia nad inwigilacją mediów 24-11-2007 16:40
Mijają kolejne miesiące i nadal trwa cisza w związku z inwigilacją mediów. W prasie (m.in. Gazeta Wyborcza, Polityka, Newsweek, NIE) pojawiły się konkretne nazwiska osób (Marek Balawajder, Wojciech Czuchnowski, Romana Daszczyński, Maciej Duda, Bertold Kittel, Sylwester Latkowski, Anna Marszałek, Roman Osica, Piotr Pytlakowski, Igor Ryciak, Andrzej Rozenek, Krzysztof Wójcik) i nikt z polityków nie chce tego wyjaśnić. Co jest prawdą, a co fikcją? Jak wyglądała? Czemu służyła? Były podstawy, czy nie?

Przy tym niektórzy dziennikarze także nie są tym zainteresowani. Stowarzyszenia dziennikarskie milczą. Wyznanie Janusza Kaczmarka, że odsłuchiwanie przez Zbigniewa Ziobro i Bogdana Święczkowskiego w gabinecie ministra sprawiedliwości nagrań z podsłuchów dziennikarzy było z jego strony „ściemą” uogólniono do stwierdzenia, że Kaczmarek zaprzeczył inwigilacji dziennikarzy. A to nieprawda. Nie zaprzeczał inwigilacji, a tylko odsłuchiwaniu podsłuchów przez ministra sprawiedliwości i szefa ABW.


O prokuraturze i służbach wolę nie mówić, bo tym zawsze na rękę jest to, aby trwała cisza nad tą sprawą. Wolą nadal wykorzystywać posiadane narzędzia, dzięki którym tak łatwo przypodobać się rządzącym i ukryć swoje błędy lub popełniane przestępstwa. Pragną mieć wgląd w to, co robią media i jeśli to możliwe, by móc je pacyfikować.

Nadal ciągnę własne dziennikarskie śledztwo. Pojawia się w nim kolejne nazwisko osoby, którą można dopisać do listy inwigilowanych dziennikarzy. Na celownik miał trafić także Robert Zieliński z „Dziennika”.  Zajmowanie się funkcjonariuszami wymiaru sprawiedliwości i jego bezpośredniość w kontaktach z nimi musiała się tak zakończyć. 

Warto pamiętać, że Inwigilacja to nie tylko podsłuchy, ale i obserwacja, robienie wywiadów, sprawdzanie kont bankowych, finansów, rozpoznanie środowiskowe, zaglądanie do łóżek. Krótko mówiąc także szukanie haków.

Jeden z funkcjonariuszy od tzw. techniki CBŚ wyjaśnił mi, że coraz częściej u tzw. wrażliwych figurantów (polityków, dziennikarzy, osób publicznych) stosuje się podsłuch w samochodzie, lokalu, wtedy to już nie ma problemu z legalizacją, pozostawianiem śladów u prowaiderów telekomunikacyjnych. Wykorzystywani są także do tego prywatni detektywi, którzy często okazują się być po prostu agentami służb. Następuje pomiędzy nimi i służbami wymiana usług.

- Śladów tej inwigilacji nigdy nie znajdziecie – stwierdził. – Nawet jak znajdziecie pluskwę, nikt do niej się nie przyzna.

Inwigilacja to problem występujący od lat i nie sprowadzajmy jej tylko do ostatniego okresu. Od lat pojawia się ten sam problem, tylko zawsze jest wyciszany. Zapomniany.

Paweł Biedziak, który dobrze wie, jak wyglądają kulisy nadużyć służb, w Gazecie Wyborczej zaproponował wprowadzenie uregulowań prawnych, by ten stan rzeczy wreszcie przerwać. Przynajmniej utrudnić nadużywanie środków inwigilacji.

„Pora zakończyć kontrole operacyjne (m.in. podsłuchy, podglądy) uruchamiane przez policję i służby specjalne bez zgody sądu – pisze Paweł Biedziak. -  Dzisiaj funkcjonariusze za zgodą prokuratora mogą bez aprobaty sędziego w sytuacjach niecierpiących zwłoki podsłuchiwać wybrane osoby. Muszą tylko skierować do sądu prośbę o wyrażenie zgody w przyszłości. Jeśli przez pięć dni sąd nie zgodzi się na zastosowanie podsłuchu, funkcjonariusze powinni zniszczyć nagrania. Ale jak mówią złośliwi, "co się nasłuchali, to wiedzą". Zorganizowanie i opłacenie grupy specjalnie przygotowanych sędziów, którzy dyżurując przez 24 godziny w sądach okręgowych, wydawaliby zgody na wszystkie kontrole operacyjne, nie powinno być większym problemem.”

Jeszcze niedawno podobny pogląd wyrażał w rozmowie ze mną poseł Marek Biernacki. Jako były szef MSWiA, długoletni członek komisji do spraw służb specjalnych musi jeszcze więcej wiedzieć o patologiach związanych ze stosowaniem inwigilacji niż Paweł Biedziak.  Może tym razem, jako szef sejmowej komisji  spraw wewnętrznych i administracji, członek komisji służb specjalnych, wymusi na rządzących projekt ustawy zmieniający obecny stan rzeczy?  Może jemu uda się nie poddać presji służb?

PS. Tygodnik "Newsweek" w artykule Macieja Dudy wraca do sprawy inwigilacji mediów (ZOBACZ TUTAJ). Należy mieć nadzieję, że środowisko dziennikarskie w tej kwestii przestanie się dzielić na prawicowe i lewicowe, rządowe i antyrządowe. Nie będą też miały znaczenia ambicje poszczególnych dziennikarzy.

Powinna nas łączyć sprawa wyjaśnienia kulis inwigilacji mediów, zmiany prawa tak, by uniemożliwiać takie działanie.

Tak jak i razem powinniśmy stać w obronie Katarzyny Hejke i Tomasza Sakiewicza - dziennikarzy "Gazety Polskiej, których warszawski sąd kazał zamknąć na 48 godzin.

Winniśmy wreszcie twardo żądać usunięcia z kodeksu karnego przepisów karzących za nadużycie wolności słowa (artykuł 212 kk).

Ściema Kaczmarka 01-09-2007 15:29
W czasie naszej (z Piotrem Pytlakowskim) rozmowy z Januszem Kaczmarkiem, kiedy poruszaliśmy sprawę inwigilacji mediów Kaczmarek przyznał się do kłamstwa. Janusz Kaczmarek był wówczas prokuratorem krajowym. W autorytecie prokuratora krajowego konfidencjonalnie poinformował o tym, że minister sprawiedliwości z szefem ABW odsłuchiwał nagrań z podsłuchów dziennikarzy.

Zapytany: - Czy to jest prawda,  że Ziobro i Świeczkowski słuchali w gabinecie Ziobry nagrań  dziennikarzy?
Odparł: – To jest nieprawda. Ja nie kojarzę takiej sytuacji, żebyśmy coś we trójkę słuchali. To jest moja ściema.

Pozostaje do wyjaśnienia kwestia, o której pisał Piotr Pytlakowski w „Polityce”, wspomniałem o tym we wpisie w blogu „Nie obwiniajmy za wszystko tylko Zbigniewa Ziobro”, roli CBŚ i ABW w sprawie wykorzystywania podsłuchów i innych działań operacyjnych związanych z detektywem, byłym policjantem, Rafałem R.  Dużo o tym może powiedzieć były szef CBŚ Jarosław Marzec i były szef delegatury trójmiejskiej ABW. Kaczmarek zaprzecza, że miał coś z tym wspólnego.  Nie można odpuścić sprawy inwigilacji mediów, wpływu służb na nie. Opowieści, że służby są czyste w tej kwestii można włożyć między bajki.

Nie obwiniajmy za wszystko tylko Zbigniewa Ziobro 27-08-2007 23:52

Ktaryna pyta: „Dlaczego dziennikarze przez tyle czasu nie pisnęli ani słowem, że byli podsłuchiwani i udawali, że dowiedzieli się o tym dopiero od Kaczmarka? Wiedzieli co najmniej od 29 lipca. Skąd ta zmowa milczenia? Dlaczego naciskali na usunięcie wpisu? Tylko proszę nie mówić, że prowadzili jakieś dziennikarskie śledztwo i dlatego Pana ocenzurowali.”

Odpowiadam:Prośba o wykasowanie wpisu była motywowana potrzebą prowadzenia dalszego śledztwa dziennikarskiego. To jest sprawa wymagająca niezbitych dowodów, potwierdzenia przez wiele źródeł informacji. Obiecałem, że nie będę dalej o tym pisał w blogu. Daliśmy sobie czas do początku września. Kto mógł wiedzieć co siewkrótce wydarzy? Dymisja Kaczmarka i ciąg dalszych wydarzeń?Czy warto było? Chyba nie. Bo dzisiaj sprawę inwigilacji, szczucia, szukania haków przykrywa się ”rewelacjami Kaczmarka”, sprowadzając wszystko do jego zeznań na komisji. A sprawa zaczęła się na początku roku 2007, a niektóre działania wobec mojej osoby miały miejsce już w 2006 roku.

Dopiero w ostatnim czasie, po wykasowanym wpisie w blogu, Piotr Pytlakowski uzyskał wgląd w „Rejestr wniosków i zarządzeń dotyczących kontroli operacyjnych” Komendy Głównej Policji. O tym napisze w najbliższej „Polityce”. Więc jednak prowadzono w tym czasie jak widać skuteczne śledztwo dziennikarskie. Co uzyskali Maciej Duda i Bertold Kittel powinniśmy zgodnie z ich zapewnieniami poznać na początku września na łamach „Newsweeka”.

Od razu zaznaczę, że w przypadku mojej osoby, jak i Piotra Pytlakowskiego, Bertolda Kittla, Wojciech Czuchnowskiego pojawia się także CBŚ. A to oznacza, że musiał o tym wiedzieć Jarosław Marzec i Janusz Kaczmarek (ówczesny prokurator krajowy). Zastanawiające dla mnie jest to, że Janusz Kaczmarek nie wspomniał ani słowem na komisji ds. służb specjalnych o sprawie detektywa Rafała R., która posłużyła do inwigilacji kilku dziennikarzy. Czy jest to sprawa, o której nie mógł mówić bez zwolnienia go z tajemnicy służbowej? Czy też dlatego przemilczał, bo nie był bez winy w tej sprawie? Prawdy nie znam. Mam nadzieję, że wkrótce to się wyjaśni.

Użycie sprawy Rafała R. w stosunku do mojej osoby skutkowało konkretnymi oddziaływaniami na pracę nad moim filmem i książką „Zabić Papałę”.

Wszyscy, którzy dzisiaj chcą sprowadzić sprawę podsłuchów, inwigilacji, szukania haków w sferze mediów do sprawy ostatnich zeznań Janusza Kaczmarka dokonują manipulacji. Świadomie chcą przykryć prawdziwy  problem, który wystąpił także w IV RP. Bo to, że w III RP służby także robiły to samo w stosunku do mediów jest oczywiste. Przykładem może być choćby Maria Wiernikowska i jej praca nad filmem „Zwariowałam”. Ale miało być podobno inaczej.

Kiedy słyszę, że dziennikarze byli podsłuchiwani bo istniała ku temu podstawa, to wyjawię, że moja działalność przestępcza w ciągu minionych lat miała odbicie w programach „Konfrontacja”, po których część osób uznała mnie za PIS-owca, a ostatnie półtorej roku będzie widoczne w filmie i książce „Zabić Papałę”. Życzę dobrego samopoczucia po premierze filmu i książki tym, którzy będę uzasadniali, czemu inwigilowali, knuli, uprawiali czarny PR wobec mojej osoby. W tym mojej rodziny.  Ludzie dawnych służb występujący w sprawie zabójstwa gen. Marka Papały nie doznali takiego zainteresowania służb, ludzi wymiaru prawa, co moja osoba, w czasie realizacji filmu.

Zapewniam, że są materialne dowody w tej sprawie. O tym na razie tyle. Dzisiaj, a także jutro i w środę odbywam kolejne spotkania w tej sprawie.  Od Rafała R. po Janusza Kaczmarka. Czy też to ma być podstawą do dalszej inwigilacji mojej osoby?

Biuro numerów 27-08-2007 00:31
L., znajomy dziennikarz, opowiedział o swojej ostatniej wizycie w prokuraturze okręgowej. Pani prokurator skarżyła się, że długo nie mogli uzyskać jego aktualnego numeru telefonu. Dopiero jak się zwrócili do ABW otrzymali od nich dwa obecnie używane przez niego numery. W tym znali numer nie zarejestrowany na jego osobę. Należy do redakcji jednego z prawicowych tytułów.

Przedsionek piekła? 25-08-2007 09:26
Tak jak pisałem wcześniej, to kwestia czasu. Powoli wychodzą pewne zdarzenia na powierzchnię. Poniżej zamieszczam wpis (datowany przed dymisją Janusza Kaczmarka), który po kilku godzinach publikacji w moim blogu, na prośbę dziennikarzy zdjąłem.  W tym czasie mieli zbierać kolejne informacje w sprawie inwigilacji mediów. Dzisiaj ukazał się tekst Wojciecha Czuchnowskiego. W najbliższej Polityce ma się ukazać artykuł  Piotra Pytlakowskiego. Nie wiem, co ostatecznie napisze Maciej Duda i Bertold Kittel, czy ich tekst kiedykolwiek się ukaże? Z czasem poznamy kolejne puzzle układanki, która nie jest taka prosta jakby się to komuś mogło wydawać – tylko Zbigniew Ziobro chciał inwigilować media. Nie tylko on. Zapewniam. Kto tak naprawdę był zainteresowany sprawą Rafała R?  Do czego naprawdę wykorzystano tę sprawę, a i być może samego Rafała R.?

Dla niektórych Polska to jednak kraj na podsłuchu
29-07-2007 22:59

Przejechałem ostatnio w ciągu kilku dni kilka tysięcy kilometrów polskimi drogami. Konieczność, a nie przyjemność. Odkąd na podsłuchach znaleźli się  Kittel, Pytlakowski, Ryciak i moja osoba, pretekstem miał być niejaki RR (Rafał R), doświadczając wątpliwej przyjemności wścibstwa  Z, Ś i K, należy zakładać, że jednak żyjemy w kraju na  podsłuchu.

Na marginesie, panowie, zazwyczaj ludzie kiedyś wyrastają z podglądania przez dziurkę od klucza. Czyżbyście zatrzymali się na etapie krótkich spodenek? Poczucie wszechwładzy, bycia Bogiem też przy tym będzie krótkotrwałe. Wiecznie na stołkach nie będziecie. Małość panowie pokazali, nic więcej. A  Bertold, Piotr, Igor i Maciej skoro nie chce  tekstu o tym wydrukować niezależna i wolna gazeta, wrzućcie to w Internet.

PS. Kolegów dziennikarzy pracujących zbyt często dla Z, Ś i K. prosiłbym by tym razem zrobili sobie wakacje, a nie posłusznie wykonali "brudną robotę".

Na koniec zacytuję Roberta Zielińskiego, który napisał na zamkniętym forum "Newsroom":  "A to co wiemy, to dopiero przedsionek piekła."

Oczywiście, że urojenia 03-08-2007 16:34
Kolejne wchodzenie w Sopot roku 1998. I dwa zdarzenia. Wieczór na Sopockim Monciaku. Rozmawiam z M. Dwukrotnie błyska flesz. Młody mężczyzna robi nam zdjęcie. Oczywiście, że jest to paparazzi lub mój fan. Następnego dnia. Biały Opel Omega przykleja się do mnie tak nieznośnie, że kilka moich nieprzepisowych manewrów demaskuje jego kierowcę. Zrobił sobie ze mnie przewodnika po Trójmieście. Tym razem to ja robię zdjęcia.


(0) komentarzy / + dodaj komentarz
Zobacz również ...


menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Satyra dokumentalna. Po raz pierwszy kamera zagląda za kulisy szołbiznesu w Polsce. Obok znanych postaci ze sceny muzycznej jak Krzysztof Krawczyk, Marek Kościkiewicz, Robert Leszczyński, Maciej Maleńczuk, Myslovitz , Marek Sierocki, Piotr Metz, Hirek Wrona, Michał Wiśniewski, Negatyw, poznajemy nieznanych szerszej widowni decydentów, szare eminencje polskiego szołbiznesu. Film ukazuje przemilczaną dotąd stronę szołbiznesu w Polsce, w którym normą jest oszustwo, manipulacja.


Śledczak Kamilianie Gwiazdor Pedofile
Nakręceni Pub 700 Klatka To my, Rugbiści
powered by Admin.Starla v3 CMS