menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Pytają, kim jest Danuta Bodzek,a tymczasem... 11-10-2010

Z archiwum bloga:
Kto skontroluje NIK?
26-04-2006 12:16
W Polsce są instytucje, ich szefowie, którzy uważają, że nie podlegają krytyce, szermują wtedy takimi słowami, jak deprecjonowanie autorytetu, działanie na szkodę demokracji. Itp. Okazuje się, że szefostwo Najwyższej Izby Kontroli także wyznaje taki pogląd. Nie podlega krytyce, kontroli społecznej.

Kilka miesięcy temu poświęciłem jeden z programów Konfrontacja, m.in. Najwyższej Izbie Kontroli - Kto skontroluje NIK? Gośćmi w studio byli m.in. Julia Pitera, Przemysław Gosiewski, Wojciech Wierzejski. Właśnie dotarła do mnie wiadomość, że za zapowiedź tego programu została ukarana negatywną oceną kwalifikacyjną główna specjalistka kontroli państwowej NIK Danuta Bodzek. To kolejne reperkusje wywoływane samą zapowiedzią programu. Za zapowiedź programu „Układ medialny”, podała mnie do sądu firma King&King. Teraz szefostwo NIK-u kara swego urzędnika, ale co ciekawe za to, że przez kilkadziesiąt sekund inspektor Danuta Bodzek stała w milczeniu obok mnie. W programie już nie wzięła przecież udziału.

W uzasadnieniu negatywnej oceny czytam, że Danuta Boczek przekazała „wiele nieprawdziwych informacji przedstawicielom środków społecznego przekazu”. Dowodem na to jest notatka służbowa rzecznika prasowego NIK Małgorzaty Pomianowskiej. To nieprawdopodobne, ale z naszych rozmów, towarzyszyli mi współautorzy programu: Mariusz Gierszewski (Radio Zet), Wojciech Sumliński (Wprost), sporządzono notatkę, która była dowolną interpretacją naszych pytań, rzucanych luźno tez. Tym bardziej jest to zaskakujące, bo na prośbę pani rzecznik przyjęliśmy, że nasza półoficjalna rozmowa nie będzie przez nas wykorzystana w programie. Ale jak widać Małgorzata Pomianowska specyficznie pojmuje swoje kontakty z dziennikarzami.

A więc w NIK możesz być ukarany za to, że stoisz w milczeniu przy zapowiedzi programu oraz za notatkę służbową, będącą luźną, nie zweryfikowaną relacją rzecznika prasowego z naszych rozmów. Relacją, której prawdziwość nikt nie sprawdził. Nie wiadomo, czy pani rzecznik oddała w niej prawdziwy obraz naszej rozmowy. A może ta notatka stała się kolejnym elementem walki z niepokornym urzędnikiem? Na marginesie, w tej sytuacji warto od razu w kontaktach z panią rzecznik mieć przy sobie urządzenia rejestrujące i nagrywać, by pozostał autentyczny ślad z rozmów, a nie jej dowolna interpretacja, obarczona jeszcze takimi wadami jak właściwości pamięci pani rzecznik, które nie są powszechnie znane.

Rzecznik NIK, jak i rozmawiający z nami inni urzędnicy NIK doskonale wiedzieli, że opieramy się o dokumenty i to je weryfikowaliśmy. I to dokumenty, które nie dotyczyły sprawy wyłącznie Danuty Bodzek.

O co w tej sprawie właściwie chodzi? W pierwszym programie „Układu lekowego” natrafiliśmy na kontrolę szpitala przy ulicy Niekłańskiej. Na kontrolę, która zapoczątkowła całą serię zdarzeń, które pokazują, co tak naprawdę daje dziś siłę osobom łamiącym prawo. Wbrew pozorom nie jest to kij bejsbolowy, ani karabin maszynowy, ale bezsilność przedstawicieli rozmaitych agend rządowych i instytucji w walce z wszechobecnym układem i korupcją – jak wspomniał Wojtek Sumliński, w programie Konfrontacja.

Cała historia zaczęła się wiosną 2002 roku, gdy kontroler NIK, Danuta Bodzek, natrafiła na nieprawidłowości w fundacji działającej na bazie szpitala przy ulicy Niekłanskiej. Pojawiają się tam takie nazwiska jak były minister zdrowia Marek Balicki, obecny prezes holdingu farmacetycznego Andrzej Kleszczewski, Bogdan Skwarka, były szef Kancelarii Senatu, a dziś dyrektor departamentu prawnego Najwyższej Izby Kontroli, Jacek Ciszecki. Dziwne powiązania, których nikt do tej pory nie mógł przeciąć.

Sprawa ciągnie się w prokuraturze od marca 2005 roku kiedy wszczęto śledztwo. Chodzi o dwa wątki, w tym jeden dotyczący - niedopełnienia obowiązków przez kontrolerów NIK, które miało polegać na tym, że nie została zawiadomiona ani prokuratura ani policja, o tym że zaistniało przestępstwo obietnicy udzielenia korzyści majątkowej głównemu specjaliście NIK.

Mariusz Gierszewski ustalił, że postępowanie istnieje, są przesłuchiwani pracownicy NIK którzy przeprowadzali kontrole, ale także ci pracownicy którzy mogą cos wiedzieć na temat notaki służbowej złożonej przez Panią Bodzek.

W programie miałem czelność zapytać: Jak to jest, że nawet NIK lekceważy doniesienia o korupcji? Czy potem należy się dziwić, że przodujemy w rankingu krajów skorumpowanych?

W sprawie kontroli „układu lekowego” widzimy przez cały czas dość dziwną postawę niektórych funkcjonariuszy NIK. NIK wniósł o wszczęcie postępowanie przygotowawczego przeciwko Andrzejowi Kleszczewskiemu o złamanie tzw. ustawy antykorupcyjnej dopiero 22 maja 2003, po interwencjach poselskich i nagłośnieniu tego przez media? Kto wstrzymywał w NIK te wnioski? Jak się to ma do wniosku prokuratora o warunkowym umorzeniu postępowania karnego, w którym uzasadnieniu czytamy, że „okoliczności popełnienie przez Andrzeja Kleszczewskiego zarzucanego mu czynu nie budzą wątpliwości”. NIK te wątpliwości posiadał. Tłumacząc je niepoważnym - ironicznym brzmieniem notatki sporządzonej przez swojego pracownika, który informował o próbie korupcji.

Wojciech Sumliński zadał w programie kolejne pytania:

W tej sprawie pojawiają się jednak pytania bez odpowiedzi. Jak to możliwe, że dyrektor NIK, pan Józef Kalisz, nie nada jej urzędowego biegu, schowa ją do akt i tym samym nie pozwolił, by oceną jej wiarygodności zajęła się prokuratura? Jak to możliwe, że O istnieniu takiej notatki departament prawny NIK dowiedział się dopiero od dziennikarzy? Jak to możliwe, że wiedział O tym wiceprezes NIK, Piotr Kownacki i nic z tym nie zrobił? Czy to tylko przypadek, że wieloletni współpracownik Piotra Kownackiego, Józef Mikosa były dyrektor generalny NIK, jest zarazem wieloletnim współpracownikiem Andrzeja Kleszczewskiego i pracuje dziś na stanowisku dyrektora generalnego w Holdingu Farmaceutycznym?


Po programie oprócz ukarania Danuty Bodzek, Najwyższa Izba Kontroli w swoim biuletynie zamieściła komunikat rzecznika prasowego Małgorzaty Pomianowskiej, w którym oskarżono nas – moją osobę, Mariusza Gierszewskiego (Radio Zet), Wojciecha Sumlińskiego (Wprost) o manipulację, naruszenie zasad etyki dziennikarskiej. Nie ważne, że zamieściliśmy wypowiedź pani rzecznik NIK, co więcej była przez cały czas na żywo w łączeniu telefonicznym, z czego korzystała i odnosiła się do dyskusji w studio. Z zaproszenia do studia przecież nikt z NIK nie przyjął.

Ponieważ pani rzecznik źle wypadła w programie, uznała, że może napluć na nas pod szyldem Najwyższej Izby Kontroli. Wiedziała, że szefostwo NIK ma za sobą. Szefostwo uznało, że trzeba także jeszcze bardziej przykręcić śrubę głównemu specjaliście kontroli państwowej Danucie Bodzek i wystawiono jej negatywną ocenę za pracę w 2005 roku, za co grozi jej wydalenie z Najwyższej Izby Kontroli.

Kto skontroluje Najwyższą Izbę Kontroli? Warto po raz kolejny o to zapytać.


(0) komentarzy / + dodaj komentarz
Zobacz również ...


menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Potężny mężczyzna powolnymi ruchami, nieco leniwie, goli głowę. Opowiada o swoim barwnym życiu, o więzieniu i drużynie rugby. Ale nie jest to kadr z amerykańskiego obrazu "Urodzeni mordercy", a jedna ze scen polskiego filmu dokumentalnego Sylwestra Latkowskiego o chuliganach Arki Gdynia, których teraz bardziej niż rozróby fascynuje męski, twardy sport.
(...) Kamera podąża za bohaterami niemal wszędzie. Jest na treningu, meczu, w szatni, w samochodzie i nawet w łazience.


Śledczak Kamilianie Gwiazdor Pedofile
Nakręceni Pub 700 Klatka To my, Rugbiści
powered by Admin.Starla v3 CMS