menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Gorące telefony ABW w domu Blidów 09-12-2010

Gorące telefony ABW w domu Blidów
Agnieszka Kublik, Wojciech Czuchnowski 2010-12-09,Gazeta Wyborcza

Niezwykłe zachowanie funkcjonariuszy ABW zaraz po śmierci Barbary Blidy. Przez kilka godzin bezustannie wydzwaniali. Rekordzista, oficer z Katowic - aż 225 razy. Co tak gorączkowo uzgadniali?

Oględziny miejsca śmierci Blidy zarządzono dopiero po trzech godzinach. Ale wcześniej oficerowie niemal bez przerwy dzwonili. Nie wiadomo, do kogo.

Tadeusz Sławecki, poseł PSL z komisji śledczej badającej okoliczności śmierci Blidy: - Rzeczywiście, tych rozmów było mnóstwo. Nie da się ich wytłumaczyć koniecznością powiadomienia przełożonych o śmierci Blidy. Tak można wytłumaczyć parę telefonów, ale nie kilkadziesiąt czy kilkaset! Moim zdaniem tyle dzwonili, bo szukali wyjścia z sytuacji.

Marek Wójcik (PO), członek komisji: - Co gorsza, ustalenie, kto do kogo dzwonił, jest szalenie trudne, jeśli w ogóle możliwe, bo funkcjonariusze zeznali, że wymieniali się telefonami, pożyczali je sobie, gdy się rozładowywały. Eksperci od służb specjalnych mówili mi, że takie zachowanie to kombinacja operacyjna w celu uniemożliwienia ustalenia, kto z kim i kiedy rozmawiał. Agenci ABW są szkoleni, by tak właśnie zacierać ślady swoich rozmów.

- Duża liczba połączeń to metoda zacierania śladów, by w ich natłoku ukryć te istotne - mówi b. oficer ABW.

Barbara Blida, była posłanka SLD, zginęła 25 kwietnia 2007 r. od strzału z własnego rewolweru Astra 680 chwilę po wejściu do jej domu ABW z nakazem rewizji i zatrzymania. Była wtedy w łazience, zapewne razem z porucznik Barbarą P.

Komisja śledcza dostała z ABW płachty z wydrukami billingów funkcjonariuszy, którzy byli tego dnia w domu Blidy. Można z nich wyczytać, że Barbara P. dzwoniła aż 50 razy. - I to nawet mniej więcej wtedy, gdy miała, jak zeznała, reanimować Blidę metodą usta-usta - mówi Danuta Pietraszewska (PO) z komisji śledczej.

Dalej: ¨ wiceszef ABW Grzegorz Ocieczek dzwonił 123 razy do 29 osób; ¨ porucznik K. - 59 razy do 33 osób; ¨ Tomasz F., kierowca ekipy (z wydziału operacyjnego ABW), miał cztery komórki, które - jak przyznał - pożyczał kolegom, a sam dzwonił ośmiokrotnie do ABW; ¨ Michał Cichy, naczelnik wydziału śledczego ABW w Katowicach - 225 połączeń do 73 osób!

ABW odpowiada: "Kombinowanie nie jest standardową procedurą w ABW". Rzeczniczka płk Katarzyna Koniecpolska-Wróblewska dodaje: "ABW nie dysponuje informacją, by na miejscu zdarzenia, po śmierci B. Blidy, funkcjonariusze wymieniali się telefonami".

Ale w łódzkim śledztwie na temat zdarzeń w domu Blidów wyodrębniono osobny wątek dotyczący "zachowania funkcjonariuszy ABW po śmierci Blidy".

Komisja śledcza spiera się z ABW o wartość informacji na temat połączeń funkcjonariuszy przekazanych przez Agencję.

ABW twierdzi, że były bardzo szczegółowe. I że odpowiedziała na 59 wniosków komisji.

Ale dla posłów to za mało. Mówią, że komisja dostała billingi, które sama musiała analizować - osobno wydruki z nazwiskami abonentów, a osobno z godzinami połączeń. Skojarzenie - kto, do kogo i o której - to mrówcza praca. I najważniejsze: ABW nie podała wszystkich abonentów, do których dzwonili agenci, bo niektóre telefony na kartę były już nieaktywne, a innych Agencja nie rozszyfrowała.

Wyniki wstępnej analizy billingów, którą zrobili posłowie, są dziwne. Np. z telefonu Barbary P. pierwsze połączenie wykonano do... gabinetu masażu, potem do agencji reklamowej i sklepu z obuwiem dziecięcym. Osiem razy dzwoniła do ABW.

Posłanka Pietraszewska podejrzewa, że w tych rozmowach mogło chodzić o mataczenie, m.in. o zamianę kurtki. Porucznik P. weszła do domu Blidów we własnej kurtce z czarnego dżinsu marki Levis. Była w nią ubrana, gdy padł strzał. Ale na kurtce, którą skierowano do badania, nie było już ani cząsteczek GSR (Gun Shot Results - po strzale rozchodzi się chmura z tymi cząsteczkami), ani śladów krwi Blidy, którą reanimowała metodą usta-usta. Krew była na kurtce agenta stojącego dalej.

Zamieniona kurtka? Zatarte ślady?
Agnieszka Kublik, Wojciech Czuchnowski 2010-12-09, Gazeta Wyborcza

SPRAWA BLIDY. Co ukrywają funkcjonariusze ABW, którzy byli w domu Barbary Blidy w dniu jej śmierci? Kolejne poszlaki wskazują, że w domu Blidów zacierano ślady, by ukryć prawdziwy przebieg zdarzeń.

Oficjalna wersja: Blida strzeliła do siebie z rewolweru, który ukrywała w łazience. Obecna przy tym porucznik ABW Barbara P. nie mogła nic zrobić.

Z taką wersją zdaje się zgadzać Henryk Blida, mąż Blidy obecny przy zatrzymaniu. Odrzuca hipotezę, że strzał mógł paść w momencie szamotaniny. Jednocześnie twierdzi, że por. P. w ogóle nie weszła do łazienki, w której zginęła jego żona. Według niego agentka cały czas siedziała na oparciu fotela przed łazienką.

Ale Barbara P. zeznaje, że w łazience była razem z Blidą. Podczas pierwszego przesłuchania twierdziła, że nie słyszała strzału. Dopiero po przeprowadzeniu eksperymentu procesowego, z którego wynikało, że nie mogła go nie słyszeć, przyznała, że słyszała, ale nie skojarzyła z wystrzałem z rewolweru. Zeznała też, że w momencie strzału stała na wyciągnięcie ręki od Blidy, odwrócona do niej tyłem. Ale nie ma na to dowodów poza jej słowami.

Po strzale z rewolweru Astra w łazience rozeszła się chmura pyłów z cząsteczkami GSR. Znaleziono je na ciele i ubraniu zmarłej. Ale nie na kurtce agentki.

Donat Paliszewski, b. prokurator, który napisał dla komisji śledczej badającej okoliczności śmierci Blidy analizę kryminalistyczną, twierdzi, że "jeżeli agentka znajdowała się w bliskiej odległości od ofiary, to musiała mieć kontakt z cząstkami GSR".

Tych cząstek nie było także na rękach agentki. To akurat nie dziwi - przed badaniem umyła ręce. Uniemożliwiło to analizę śladów.

Ale na dłoniach i kurtce agentki znaleziono cząsteczki ołowiu z innej broni. Z jakiej, skoro - jak sama zeznała - dawno nie strzelała, a ręce umyła?

Posłanka komisji Danuta Pietraszewska (PO) przypuszcza, że cząstki mogły pochodzić z kurtki innej funkcjonariuszki, która niedawno strzelała. - Zostały na dłoniach porucznik P., bo dotykała kurtki, ubierając ją - mówi Pietraszewska.

Dlaczego porucznik miałaby podłożyć do badania cudzą kurtkę? - Gdy zobaczyła w ręku Blidy broń, rzuciła się na nią, zaczęły się szamotać i padł strzał. Wpadła w panikę - stawia hipotezę Pietraszewska.

Poszlaką, że tak mogło być, jest wlot po kuli. Z analizy toru pocisku wynika, że Blida oddała strzał w dół pod kątem ok. 20 stopni i w prawo pod kątem ok. 30 stopni. Naturalnie nie da się tak wygiąć ręki, a w trakcie szamotaniny - tak.

Dowodem, że po strzale ekipa ABW wpadła w panikę, jest np. wytarty rewolwer Blidy. Nie ma na nim ani odcisków palców Blidy, ani jej męża. A powinny być i jedne, i drugie - Blidy, bo miała go w ręce, i męża, bo na polecenie funkcjonariusza ABW przełożył rewolwer z podłogi do umywalki. Na rewolwerze znaleziono za to dwie nitki - białą wełnianą i zieloną syntetyczną. Czy pochodziły ze szmatki, którą broń przetarto? Prokuratura nie, wie skąd się tam wzięły.

Odzież z miejsca dramatu została zapakowana do siedmiu worków. Kierowca ABW Tomasz F. zeznał, że sprawdzał, czy worki są dobrze zapakowane. - Czy mógł wtedy podmienić kurtkę Barbary P.? - pyta Pietraszewska. - Nie wiem, bo prokuratura tego nie sprawdziła. Co gorsza, jak zauważył ekspert komisji dr Michał Gramatyka, odzież funkcjonariuszy "została opisana w sposób umożliwiający jedynie grupową identyfikację".

Ale skąd agentka mogłaby wziąć inną kurtkę? Posłanka PO uważa, że mogła ją przywieźć jej koleżanka Bogusława P. (filmowała zatrzymanie). - Nie wiadomo, na czyje polecenie Tomasz F. kazał Bogusławie P. razem z kamerą jechać do ABW w Katowicach. Pojechała sama, a wróciła służbowym autem z kierowcą, by oddać kamerę naczelnikowi, który - uwaga! - cały czas był w domu Blidów. - Po co więc w ogóle gdzieś jechała? - pyta Pietraszewska. - Dostała specjalne zadanie? Gdy na kurtce Barbary P. nie odkryto śladów cząsteczek GSR z broni Blidy, prokuratorzy powinni sprawdzić, czy to kurtka agentki. Nie sprawdzili.

Zapytaliśmy o to prok. Rafała Sławnikowskiego z łódzkiej prokuratury okręgowej, który badał okoliczności śmierci Blidy. Odpowiedział: - Bo nie miałem wątpliwości. Badałem, czy w tej kurtce była wtedy w domu Blidów. Ustaliłem, że tak. "Gazeta": A brak cząstek GSR na tej kurtce?

- To był strzał z przyłożenia, wtedy chmura cząsteczek GSR jest niewielka. Tak samo mało było ich na innych przedmiotach w łazience. Ale Paliszewski zauważa tu sprzeczność: jeśli strzał został oddany z przyłożenia, nie mogło być chmury, bo wtedy cząsteczki zostają wtłoczone w ranę. Tymczasem chmura była niemal na całym ciele Blidy, czyli to nie był strzał z przyłożenia, a więc chmura winna opaść i na agentkę.

http://wyborcza.pl/Polityka/1,103835,8790368,Gorace_telefony_ABW_w_domu_Blidow.html


(0) komentarzy / + dodaj komentarz
Zobacz również ...


menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Sylwester Latkowski znów zaskakuje - tym razem pozytywnie. "Kamilianie" to oszczędny, ale poruszający dokument. Byli już rugbyści, blokersi. Był polski show-biznes. Tym razem enfante terrible polskiego dokumentu zrobił film o zakonnikach. Ale tak naprawdę to film o życiu, a raczej śmierci. Kamilianie - bohaterowie filmu to ludzie, którzy swoje życie ofiarowują chorym. Niby to nic wielkiego. Kilka tysięcy polskich pielęgniarek codziennie robi to samo. Jednak Kamilianie to nie pielęgniarze, nie lekarze - to bracia w śmierci.
Śledczak Kamilianie Gwiazdor Pedofile
Nakręceni Pub 700 Klatka To my, Rugbiści
powered by Admin.Starla v3 CMS