menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Polska mafia. Rozdział "Strzały w Las Vegas" 22-04-2011

W połowie lat osiemdziesiątych, gdy zaczął się złoty czas dla złodziei samochodów, „Nikoś” przeniósł się do Niemiec. W 1986 roku uszedł z życiem ze strzelaniny, ranny trafi a do hamburskiego szpitala. Wkrótce został zatrzymany w kradzionym samochodzie w Berlinie Zachodnim. Trafi ł do więzienia, z którego uciekł. Podczas widzenia z bratem zamienił się z nim ubraniem i uciekł z więzienia.
Do Polski wrócił na początku lat dziewięćdziesiątych. Był ścigany listem gończym. Wymykał się zasadzkom policyjnym, zbiegł z konwoju policyjnego. W 1996 roku gdańska prokuratura zarzuciła mu zorganizowanie kradzieży i sprzedaży około trzydziestu samochodów. Proces nigdy się jednak nie rozpoczął.
Dzięki działaniom generała Adama Rapackiego niemiecka prokuratura przekazała materiały pięciu spraw karnych, tak by w Polsce można było wytoczyć Skotarczakowi sprawę karną. Tymczasem policja niemiecka zarzuciła stu pięciu współpracownikom Skotarczaka dokonanie stu czternastu przestępstw i odzyskała pięćdziesiąt dwa samochody. Hamburska prokuratura oskarżyła „Nikosia” o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, która w latach 1982–1988 ukradła w Niemczech dwadzieścia siedem luksusowych aut. Pięciu jego wspólników w 1996 roku trafi ło przed sąd. Według policji niemieckiej dla „Nikosia” pracowało ponad dwustu złodziei, kurierów samochodów i fałszerzy dokumentów. Jedna z list osób należących do siatki trafi ła już w latach siedemdziesiątych do MSW, o czym będzie mowa w dalszej części książki. Zlekceważono ją.
– Akta były przez półtora roku tłumaczone, a potem zaginęły w prokuraturze gdańskiej – wyjawia z goryczą Adam Rapacki i rzuca: – „Nikosia” chroniły służby.

Nad Nikodemem ciążyło fatum

W piątek 24 kwietnia 1998 roku w południe, w agencji towarzyskiej Las Vegas w Gdyni Nikodem Skotarczak rozmawiał ze swym przyjacielem i wspólnikiem Wojciechem Kurowskim, pseudonim „Kura”, kilka lat wcześniej zatrzymanym przez niemiecką policję w kradzionym samochodzie przypisywanym siatce „Nikosia”, jednym z założycieli towarzystwa ubezpieczeniowego Hestia. Wojciech Kurowski dzień wcześniej obchodził imieniny. Do lokalu wpadło dwóch zabójców. Padły strzały. Nikodem Skotarczak zginął, Wojciech Kurowski został ranny. O godzinie 12.24 policja zarejestrowała zgłoszenie o strzelaninie w lokalu. Nikodem otrzymał sześć śmiertelnych strzałów z „tetetki”, jego wspólnik tylko postrzał w nogi.
– Nad Nikodemem ciążyło fatum – mówi Wojciech Kurowski. – Pierwsza żona powiesiła się w kuchni, jego brat i matka zginęli w wypadku samochodowym.
Wielokrotnie w ciągu dwóch lat odwiedzam Trójmiasto, szukając przyjaciół i znajomych Nikodema Skotarczaka. Docieram do policjantów, którzy go inwigilowali, a także do oficera służb, który prowadził Skotarczaka.
– Kim był Skotarczak?
– Był najlepszym paserem, jeśli chodzi o sprzedaż kradzionych samochodów, i gdyby dalej się tym zajmował, do dzisiejszego dnia by żył. Ale on wdał się w gangsterkę z „Zacharem”, „Lelkiem”, wojnę z „Caringtonem”, w porwanie syna kafelkarza z Opoczna. Dlatego stało się tak, jak się stało.
– „Masa” go jednak uprzedzał, że wydano zlecenie na niego?
– My także. Miał propozycję, którą mógł przyjąć, bo był cenny dla służb. Miało być tak, że się miał poddać. Schować w więzieniu. Odkładał to. Wcześniej miał propozycję zawodowej ochrony, też się nie zgodził.
– Dlaczego?
– Bo nie wierzył, że to jest możliwe. Zabić go miał Pasza, Ukrainiec. Ale już nie żyje. Wystawił go ktoś z najbliższego towarzystwa. „Glinka” (Ryszard Glinkowski, pseudonim „Tata” – od aut.) na kilka dni przed tym, jak go zabił Siergiej Sienkiw, opowiadał, że wkrótce powie, kto sprzątnął „Nikosia”. Nie zdążył.
– Komu mówił?
– Majamiemu (były policjant z Trójmiasta – od aut.).
Pytam o ustalenia śledczych, o zeznania Artura Zirajewskiego, pseudonim „Iwan” (w styczniu 2010 roku zmarł nagłą śmiercią w gdańskim areszcie). „Iwan” opowiedział, że na początku 1998 roku spotkał się z Nikodemem Skotarczakiem, który pytał go, czy zna kogoś, kto mógłby zabić „grubego psa z Warszawy”. Wykonawca miał dostać 40 tysięcy dolarów.
Wkrótce doszło do kolejnego spotkania w restauracji hotelu Marina, gdzie mieli być także „Słowik” (jeden z liderów gangu pruszkowskiego) i Edward Mazur. Wówczas to pokazano zdjęcie „psa”, który miał zginąć – była to fotografi a generała Marka Papały, wyrwana z jakiejś gazety.
– „Nikoś” nie dopuszczał „Iwana” do stołu. Zirajewski mógł widzieć, że takie spotkanie się odbyło, bo był w Maksie, w Marinie. Kręcił się w tym czasie koło „Zachara”. Ale to, co powiedział, to mógł sobie tylko dopowiedzieć. Coś może podsłuchał.
– Hedberga jednak znał. Spotykał się z nim.
– Spotkał się z „Kartoflem” na krótko przedtem, zanim go zabili. „Nikoś” ukradł mu kontener kradzionych dresów i nie chciał go oddać.
Nikodem Skotarczak współpracował ze służbami PRL-u, milicją, a potem z policją. Jednym z ofi cerów prowadzących go w okresie PRL-u i w latach dziewięćdziesiątych miał być Edward M . Spotykam się z nim.
– Nie mogę mówić o tych sprawach, niech mnie pan zrozumie – słyszę.
Z Nikodemem Skotarczakiem jako agentem miał się także spotykać generał Adam Rapacki. Ten jednak zaprzecza, że widywał się z nim jako współpracownikiem służb, wspomina tylko o kilku wizytach w areszcie, w którym Skotarczak siedział. Nie pamięta, czy było to w Sochaczewie, czy w Skarżysku.
Z uzyskanych informacji wynika, że Nikodem Skotarczak współpracował z policją, między innymi wskazał jednego ze sprawców morderstwa w Szczecinie.
– Gdyby doszło do takiej rozmowy w Marinie, to służby lub policja by o tym wiedziały – twierdzi rozmówca z trójmiejskiej policji. – „Zachar” doniósłby, gdyby rozmawiano o zabójstwie policjanta, tak jak donosił o innych sprawach. „Nikoś” także by powiedział, zwłaszcza że miał na karku wyrok od „Pruszkowa”.
Drugi policjant dodaje:
– „Nikoś” sprzedawał swoich kolegów. Wystawił „Pepsiego” (zwanego też „Pepsi-Cola), swojego byłego wspólnika, z przemytem szamponu Zielone Jabłuszko. Jak pruszkowscy przyjeżdżali do Trójmiasta, to go gonili od stołu, bo uważali za konfi denta. Jak „Nikoś” wiedział, że „Pruszków” jest w Trójmieście, to pomagał ich tropić. Była taka słynna akcja w Sopocie, zatrzymanie pruszkowskich, gdzie znaleźliśmy broń. To „Nikoś” nam pomagał. I miałby spotkać się z nimi i rozmawiać o zabójstwie komendanta policji?
A już na pewno doniósłby taki rasowy agent jak Hedberg. W pracy operacyjnej jest kontrola źródła. Zakłada się podsłuch, prowadzi operacje. Na pewno by coś wyszło. Nie sądzę, że agent pozyskany dla służb nie powiedziałby o planowanym zabójstwie policjanta.
– Chyba że to ktoś ze służb, jego dawni mocodawcy stali za tym zleceniem – wtrącam.
– Tak, wtedy może by milczeli. Ale wszyscy agenci by się zmówili? Oni prowadziliby wszystkich? Poza tym my zajmowaliśmy się sprawą „Nikosia”, on był inwigilowany. Miał obserwację, były werbowane pod nim źródła. Nikt z nas nie wyłapał informacji o jakimś spotkaniu w Marinie z Mazurem, Hedbergiem, Haronem. Coś byśmy wiedzieli.
W sierpniu 2009 roku spotykam się w Sopocie z jednym z prawników, którego znajomy towarzyszył przy sekcji zwłok Nikodema Skotarczaka.
Znał też obrażenia Wojciecha Kurowskiego.
– „Kury” nawet nie chciano zabić, strzał oddano tak, jakby miał go otrzymać, ale aby nic mu się nie stało – opowiada. – Po co ta maskarada?
Wszystko świadczy o tym, że Nikodema wystawiono na śmierć. „Nikoś” świętował imieniny „Kury” poprzedniego dnia w restauracji Marco Polo. Byli z żonami. Pozostawili je i i rano przyjechali do Las Vegas. W klubie było kilka prostytutek, „Cwejk”, sprzątaczka i barman. Do Vegas przyjechali ochroniarze „Nikosia”, ale zniknęli tuż przed egzekucją. Lokal opuścił
także barman.
– „Zachar” twierdził, że „Nikosia” zabito w zemście za porwanie syna „Caringtona”.
– Najbardziej wiarygodna wydaje się wersja „Krakowiaka”, który miałby zlecić zabójstwo. „Nikoś” w latach dziewięćdziesiątych wszedł mocno w narkotyki. Chciano się go pozbyć ze „Śląska”. Ale ostatnio on miał tak wielu wrogów, że wyrok mógł wydać ktoś nawet nietypowany. Niech pan pamięta, on był konfidentem, wysoko ulokowanym. To mogło go zgubić, a nie narkotyki. Ktoś mógł chcieć się pozbyć niewygodnego świadka, jakim był „Nikoś”. Wspomina się o jednym ze znanych gdyńskich biznesmenów, który, co daje do myślenia, zawsze nienaturalnie interesował się tym zabójstwem.
Jakby czegoś się obawiał.

Fragment ksiażki Sylwestra Latkowskiego "Polska mafia"


(3) komentarzy / + dodaj komentarz
Pruszków
Autor: czarnamamba
2011-04-25 18:21:14
Jestem pewien, że ktoś z takim doświadczeniem i wiedzą jak Pan, wie najlepiej, że gdyby \"pruszków\" mial \"gonić konfidentow od stołu\" przy tym stole zostało by niewielu z nich. Niewielu z pierwszej ligi...


Czarnamamba
Autor: Piotr Pytlakowski
2011-04-25 22:02:26
A ja jestem pewien, że Czarnamaba, którego przy tej okazji pozdrawiam, wie, co mówi.

Uzupełnienie
Autor: czarnamamba
2011-04-30 13:38:35
Z własnych doświadczeń wiem, że w zapewnianiu bezkarności wielu przestępcom w latach 90 - szczególnie liderom- dużą rolę odgrywała policja i jej ówczesny interes operacyjny.
Sytuacja (oraz operacyjne możliwości organów) diametralnie zmieniła się we wrześniu 98 roku po wprowadzeniu do polskiego prawa ustawy o świadku koronnym oraz art. 60 par. 3.
Ale to temat rzeka, choć dobry na następną książkę.;)
Również serdecznie pozdrawiam :)

Zobacz również ...


menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Film opowiada o aktualnej sytuacji panującej w polskich aresztach śledczych. Zdjecia rozpoczęto 1 września 2003 roku, ich zakończenie planowane jest w maju.
Śledczak Kamilianie Gwiazdor Pedofile
Nakręceni Pub 700 Klatka To my, Rugbiści
powered by Admin.Starla v3 CMS