menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Mafia pruszkowska 21-08-2011

– Chcę złożyć oświadczenie – powiedział w dniu 18 września 2002 roku Janusz P , ksywa „Parasol”, jeden z szefów „Pruszkowa”, na najgłośniejszej dotąd rozprawie świata przestępczego w Polsce. W przeciwieństwie do współoskarżonych, zabierających głos przed nim, zdecydował sięn na dłuższą wypowiedź:
Jeżeli chodzi o zarzut kierowania grupą przestępczą, to pragnę
oświadczyć, że nigdy nie kierowałem taką grupą, jest to kolejne
pomówienie mojej osoby przez pragnącego uniknąć odpowiedzialności
karnej znanego bandziora, bezwzględnego cwaniaka
Jarosława Sokołowskiego, potocznie zwanego „Masą”, a skrywanego
przez pracowników UOP-u i Prokuraturę za kurtyną, jaką jest
instytucja świadka koronnego. [...] Sokołowski został w fachowy
sposób wykorzystany do kampanii wyborczej byłej koalicji. Nie
jest to nawet tajemnicą, że wykreowanie w tym czasie mafii pruszkowskiej
miało służyć panu Krzaklewskiemu, Biernackiemu i innym
z tego zgrupowania do zwycięstwa w drodze o fotel prezydencki.
Większość ludzi interesujących się polityką wie, że wiele
porażek, takich jak zwiększenie bezrobocia, popycha ich do środków
nadzwyczajnych, takich jak zwiększanie przestępczości,
a w tym przypadku do wykrywania mafii pruszkowskiej, nagłaśniania
tego. Taki natarczywy, jednostronny atak mediów wręcz
każe ludziom myśleć i wierzyć, że całe to zło, ten pogłębiający się
kryzys, a zatem wielka bieda, to wina „Pruszkowiaków”. A powstrzymać
to może pan Krzaklewski ze swym człowiekiem od zadań
specjalnych, czyli panem Biernackim. [...]

Proszę Sądu, ale gdzie dowody. Przecież Sokołowski w swych
zeznaniach twierdził, że o tej lub innej sprawie to słyszał w mieście
lub, co najbardziej śmieszne, to, że ja i inni oskarżeni wielcy
szefowie chodziliśmy do nic nieznaczącego „kapitana” „Masy”, co
miał pistolet ze spawaną lufą, prosiliśmy o audiencję jak u biskupa
i spowiadaliśmy się, co, gdzie i jak napsociliśmy. Tutaj chciałem
zwrócić uwagę na Sokołowskiego, na używane przez niego
słowa, takie jak: „zarzut”, „kapitan”, „porucznik”, „adiutant”, „ekskluzywny
ochroniarz” i tym podobne, te słowa są wsadzone przez
funkcjonariuszy CBŚ w jego usta. Takie słowa są tylko na filmie.
Chyba że agenci CBŚ zostali nauczeni przez FBI. Zostawiam to bez
komentarza. [...]
Proszę Sądu, ja wiem, że do 1988 roku Sokołowski donosił na
policję. Konkubent, który żył z matką Sokołowskiego, powiedział
mi, żebyśmy uważali na „Masę”, bo on kapuje na policję. Także ja
do tej pory nie podzieliłbym się z Sokołowskim najmniejszą tajemnicą.
Moja znajomość i jego to tylko to, że jesteśmy z jednego
miasta, i przypadkowe spotkania na jakimś przyjęciu, gdy byłem
proszony przez wspólnego znajomego. Przeważnie z takiego przyjęcia
Sokołowski, jak zobaczył mnie, to znikał. Obawiał się, że
będę mu dokuczał i ubliżał od kapusiów. Sam Sokołowski nie zaprzecza
w swych zeznaniach, że nienawidzimy się już od nastu
lat. Także te jego brednie o rzekomym opowiadaniu mu o różnych
sprawach to stek kłamstw, wymysł jego lub jego nauczycieli. [...]
Proszę Sądu, ten materiał złożony z różnych domysłów, plotek
i wybujałej fantazji, którą na komendzie potraktowano z przymrużeniem
oka, posłużył ludziom rządnym władzy do napisania scenariusza
pod tytułem mafia pruszkowska, którym mieli torować drogę
do władzy kraju. Ja i inni oskarżeni jesteśmy produktem ubocznym
tej żarliwej, bezpardonowej walki o władzę ludzi, dla których wątek
ten jest powiedzeniem „cel uświęca środki”. Proszę Sądu, areszto307
wany zostałem 25 sierpnia 2000 roku i do zakończenia śledztwa
w lutym 2002 roku nawet ani raz nie byłem przesłuchiwany w tej
sprawie. Za to chętnie byłem przesłuchiwany i wypytywany o rzekome
moje kontakty z politykami, takimi jak pan Falandysz, Wachowski,
pan prezydent Wałęsa, Gomółka, Kolasiński, gorliwie
mnie wypytywano o pana Kalisza, Millera oraz jego brata, który
mieszka w Żyrardowie. Na moje pytanie, co to ma wspólnego ze
sprawą, w której jestem zatrzymany, to przesłuchujący odpowiedział
mi, że jak mu opowiem o moim kontaktach z Millerem i jego
bratem, to te bzdury, co „Masa” opowiada, to żebym się nie martwił
o to, bo za dwa dni będę w domu. Biorąc to wszystko pod uwagę,
upewniłem się w przekonaniu, że całą tą sprawę „Pruszkowa” nakręcili
liderzy partii pana Krzaklewskiego, by przy pomocy tej sprawy
głosić wielki sukces, który miał torować im drogę do władzy
w rządzie, a zarazem skompromitowania przeciwników.
Takiej rozprawy dotąd w Polsce nie było. Podjęto szczególne środki bezpieczeństwa. Na potrzeby procesu, w budynku sądu przy ulicy Kocjana 3, na terenie dawnych koszar na Bemowie, powstała specjalnie zabezpieczona sala. Przedzielona została kuloodpornymi szybami, tak by oddzielić oskarżonych od reszty uczestników postępowania. Przed wejściem do sali, po gruntownym sprawdzeniu wchodzących, odbierane im były telefony i inne środki łączności. W czasie przesłuchań świadków koronnych okolicy strzegli antyterroryści i ubrani po cywilnemu funkcjonariusze z Wydziału
Ochrony Świadków CBŚ.
Przewodniczący VIII Wydziału Karnego Sądu Okręgowego w Warszawie, sędzia Marek Celej, stwierdził, że: „Jest to bardzo poważny proces i będzie on egzaminem dla instytucji świadka koronnego. Na przykładzie procesu gangu pruszkowskiego będzie się można przekonać, czy ustawa o świadku koronnym sprawdzi się w praktyce.
Proces „Pruszkowa” oparto głównie na zeznaniach świadków koronnych, to dzięki nim udało się oskarżyć szefów gangu pruszkowskiego o stworzenie i kierowanie zbrojną grupą przestępczą, produkcję i handel narkotykami, zabójstwa,
rozboje i wymuszenia.
W Polsce, tak jak i w innych krajach bez instytucji świadka koronnego, nie byłoby możliwe rozbicie zorganizowanej przestępczości. Zdawały sobie z tego sprawę wszystkie strony: przestępcy, prawnicy, wymiar sprawiedliwości. Dlatego był to tak ważny proces. Tak naprawdę gra szła o instytucję świadka koronnego, a nie o „Pruszków”.
Jarosław Sokołowski, pseudonim „Masa”, główny świadek koronny, który miał pogrążyć „Pruszków”, stał się ikoną tej instytucji i zarazem jej największym problemem – twierdzi rozmawiający ze mną prokurator. Być może to nie on powinien uzyskać ten status. Stało się jednak. I teraz za wszelką cenę będzie się bronić jego wiarygodności. Patrzono przez palce na jego wcześniejszą działalność. Nie wyjaśnił także wszystkiego ze swojej przeszłości.
Pojawienie się na sali rozpraw „Masy” w roli świadka koronnego wywołało emocje u oskarżonych. Zza kuloodpornej szyby z nienawiścią patrzyli na niego uważani przez prokuratora Jerzego Mierzewskiego za szefów mafi i pruszkowskiej: Robert B , Leszek Danielak, pseudonim „Wańka”, Mirosław Danielak, pseudonim „Malizna”, Ryszard Szwarc, pseudonim
„Szwarc” (dawniej „Kajtek”), Sławomir F , pseudonim „Fabian”, Jacek G , Artur Hyla, Kazimierz K , Zygmunt L , pseudonim „Sandokan”, Marek O , Wojciech Paradowski, Dariusz P , Janusz P , pseudonim
„Parasol” i Zygmunt Raźniak, pseudonim „Bolo”.
Jarosław Sokołowski zaczął przed sądem opowiadać:
Grupa pruszkowska składała się z kilku odłamów. Ta grupa się
przeorganizowała w trakcie lat dziewięćdziesiątych. Część tej grupy
wywodzi się z recydywistów, którzy w latach osiemdziesiątych
okradali fabryki ze srebra, natomiast odłam pruszkowski wywodzi
się ze starej grupy „Barabasza”, on nazywał się Ireneusz Piszczałkowski.
Ja wywodzę się z pruszkowskiego odłamu, byłem ochroniarzem
Wojtka Kiełbińskiego, który współpracował z gangsterami
i w Pruszkowie, i w Warszawie. Na początku lat dziewięćdziesiątych
odłam pruszkowski i warszawski połączyły się i stworzyły jedną
grupę pod tytułem mafia pruszkowska. W połowie 1996 roku
powstał zarząd „Pruszkowa”, to jest obecny zarząd. Zarząd to są
ludzie, którzy rządzą i dokonują różnych przestępstw. W skład zarządu
wchodzą Janusz P , Ryszard Szwarc, Zygmunt Raźniak,
panowie Danielakowie i pan Zieliński, pseudonim „Słowik”.
Zygmunta Raźniaka86 poznałem w latach osiemdziesiątych, kiedy
byłem ochroniarzem Kiełbińskiego; był on zapraszany na różne
imprezy i Wojciech Kiełbiński znał wcześniej Zygmunta Raźniaka.
Kiełbińskiego wprowadził do grupy człowiek o pseudonimie „Ali” –
nazywa się on Zbigniew K . W tym samym okresie co
pana Raźniaka poznałem pana Szwarca i panów Danielaków. Natomiast
„Parasol”87 była to legenda i sława „Pruszkowa”. Każdy
pruszkowianin znał pana „Parasola”. Każdy mówił, że to jest niesamowity
twardziel, człowiek, z którym nie warto zaczynać. Mówiono,
że w areszcie, w którym przesiedział łącznie pięć lat, nic
nie jadł, przypalali go papierosami, dotykali członkiem po twarzy,
ale nie robiło to na nim żadnego wrażenia i jak nic nie mówił, tak
nie mówił.
W tym momencie na ławie oskarżonych zawrzało. W stenogramie z rozprawy czytamy:
Na miejscach wydzielonych dla oskarżonych słychać nieartykułowane
krzyki, których z uwagi na dzielącą szybę nie można rozpoznać.
Przewodniczący poucza, że taka sytuacja nie może być tolerowana,
i jednocześnie informuje, że można podejść do mównicy.
– „Parasol” wtedy wybuchł – wspomina jeden z obrońców oskarżonych. – „Masa” wiedział, co chce uzyskać. Jak pognębić „Parasola”. Dla grypsującego, a takim był „Parasol”, kontakt z męskim członkiem to śmierć w więzieniu. Jak to oni mówią – oznacza to „wrzucenie do wora”. Gorzej niż frajer, czyli zwykły więzień.
Do mównicy podszedł „Parasol” i zdenerwowany zaczął mówić:
– Wczoraj mi zwrócił sąd uwagę, że powiedziałem „bandzior” na Sokołowskiego,
a on mnie obraża i sąd nie zwraca uwagi. Ja powiem: to Sokołowski
był największym pedałem i on wszystkim obciągał.
Sędzia Marek Walczak uspokoił nastroje, zwrócił uwagę obu stronom, by na sali sądowej wyrażać się stosownie. Po chwili Jarosław Sokołowski kontynuował swoje zeznanie, opisując narodziny mafi i pruszkowskiej.

Fragmenty Rozdziału 33 „Mafia pruszkowska" z książki Sylwestra Latkowskiego „Polska mafia”.


(0) komentarzy / + dodaj komentarz
Zobacz również ...


menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Sylwester Latkowski znów zaskakuje - tym razem pozytywnie. "Kamilianie" to oszczędny, ale poruszający dokument. Byli już rugbyści, blokersi. Był polski show-biznes. Tym razem enfante terrible polskiego dokumentu zrobił film o zakonnikach. Ale tak naprawdę to film o życiu, a raczej śmierci. Kamilianie - bohaterowie filmu to ludzie, którzy swoje życie ofiarowują chorym. Niby to nic wielkiego. Kilka tysięcy polskich pielęgniarek codziennie robi to samo. Jednak Kamilianie to nie pielęgniarze, nie lekarze - to bracia w śmierci.
Śledczak Kamilianie Gwiazdor Pedofile
Nakręceni Pub 700 Klatka To my, Rugbiści
powered by Admin.Starla v3 CMS