menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Największa wpadka dziennikarska ostatnich lat? 27-05-2005

Dzień przed publikacją „Gazety Wyborczej”  otrzymuję telefon bym koniecznie przeczytał piątkowe wydanie. „To zatrzęsie środowiskiem dziennikarskim”.  Czytam. Przestaję rozumieć szefów „Wyborczej”. Bez względu na to, z której strony się na to spojrzy, sprawa szkodzi dziennikarzom śledczym. Zdecydowali się ujawnić informatora, któremu wcześniej gwarantowali anonimowość,  żeby wytłumaczyć swoją wpadkę. Po wybuchu skandalu z "Newsweek", który napisał, że w amerykańskiej bazie w Guantanamo żołnierze profanowali Koran, m.in. wrzucając go do toalety, redakcja nie zdecydowała się na ujawnienie swego informatora.

Już z treści artykułu „Gang w Komendzie Głównej Policji” wynikało, że dziennikarze oparli się na jednym źródle informacji, wysoko postawionym funkcjonariuszu. I więcej nic nie robili. Tak zresztą się dzieje z wieloma tekstami śledczymi, powstają one z „kwitów” dostarczonych przez funkcjonariusza, których się już nie sprawdza. 

Nasuwają się pytania -  Czy "Gazeta Wyborcza" ma dowody na to, że padła ofiarą prowokacji? Dlaczego nie opublikowała ich, a żąda wyjaśnienia prowokacji przez policję?

Adam Michnik na komisji śledczej dotyczącej sprawy Rywina zarzekał się, że pewniej umrze niż ujawni informatora. Gdzie tu konsekwencja? Jakże to wybiórcze podejście szefów „Gazety Wyborczej”

Doszło do sytuacji, że wygwizdany przez swoich podwładnych b. wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Andrzej Brachmański (do niedawna nadzorujący policję), przybiera się w piórka skrzywdzonego niewiniątka i mówi słowa:  "Gazeta Wyborcza" sprzedała swoich informatorów i czyniąc to, zeszła poniżej wszelkiej krytyki. O czymś takim dotychczas nie słyszałem, stała się rzecz niewyobrażalna. Nie dopełnili podstawowych zasad rzetelności, wystarczyło by wysłali faks z pytaniami do Komendy Głównej Policji czy MSWiA. Nie zrobili tego. W podobnych sytuacjach dziennikarze, redaktorzy odchodzą z pracy, ale nie ujawniają nazwisk swoich informatorów. »Gazeta Wyborcza« straciła wszelkie prawo do dyktowania standardów etycznych "

Niesmak. To uczucie towarzyszy moim dzisiejszym rozmówcą, też dziennikarzom śledczym.  

Piotr Stasiński stwierdził, że ujawnili informatora za jego zgodą i na jego życzenie. Nie wierzę w to za grosz. Przycisnęli Tkaczka do muru, wywarli presję i facet nie miał już wyboru. W Internecie pojawił się na forum „Gazety” taki oto wpis: „Tak przypadkiem rozmawiałem w piatek z k. Tkaczykiem i jakoś nie cieszył się z ujawnienia swojego nazwiska. Jak dawał Wam Informacje, które się potwierdziły to dobrze. Jak się jedna nie sprawdziła to spalić go!!! Ciekawa Logika. Tylko wiedzcie jedno. teraz do żadnego dziennikarza nie przyjdzie informator, bo nie daj Boże dziennikarze zrobią z niego dezinformatora i szarlatana. Sprzedaliście waszych informatorów w zamian za wasze tyłki. Jak tej dwójce dziennikarzy chciało by się sprawdzić informacje, to na samym początku zastanowiła by ich sygnatura podanej sprawy. To nr sprawy w prokuraturze a nie policji. I wszystko na temat. Nie zrobili. Tyłki zmoczyli i sprzedali. Dzięki za takich dziennikarzy. "


(0) komentarzy / + dodaj komentarz
Zobacz również ...


menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Potężny mężczyzna powolnymi ruchami, nieco leniwie, goli głowę. Opowiada o swoim barwnym życiu, o więzieniu i drużynie rugby. Ale nie jest to kadr z amerykańskiego obrazu "Urodzeni mordercy", a jedna ze scen polskiego filmu dokumentalnego Sylwestra Latkowskiego o chuliganach Arki Gdynia, których teraz bardziej niż rozróby fascynuje męski, twardy sport.
(...) Kamera podąża za bohaterami niemal wszędzie. Jest na treningu, meczu, w szatni, w samochodzie i nawet w łazience.


Śledczak Kamilianie Gwiazdor Pedofile
Nakręceni Pub 700 Klatka To my, Rugbiści
powered by Admin.Starla v3 CMS