menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Warszawska middle class 06-11-2005

Stanisław Rosiek, wydawca Słowo obraz/terytoria dał mi kilka dni, bym przesłał ostatnie zapiski z mojego bloga. Przyznam, że nie potrafię napisać ostatniego puentującego wpisu. Być może dlatego, że nie zamierzam, z chwilą wysłania książki do drukarni przerwwać jego pisania. Popijam Cuba Libre i przeglądam blogi, na które od czasu do czasu wchodzę. Któryś z linków to Blog Skacowanej(www.skacowana.blog.pl). Prawniczki w średnim wieku.

Dwa miesięce temu opisała swoją dekadę, która doskonale portretuje losy kariery warszawskiej middle class. „Dokładnie dziesięć lat temu przyjechałam do Warszawy. Kompletnie w ciemno. Wiedząc gdzie jest Pałac Kultury i Chmielna. Z trzystoma funtami – zarobionymi na ten cel w wakacje. To był taki pomysł na życie. W home town mogłam pracować w pracy załatwionej przez ojca. Ale ŚP już nic nie mógł. Pomyśleliśmy, że skoro ludzie za chlebem jadą do Australii, to Warszawa jakby nie było bliżej. Rodzice nie odzywali się do mnie przez pół roku.

Na Centralnym kupiliśmy Wyborczą i z budki telefonicznej dzwoniliśmy po ogłoszeniach dotyczących wynajęcia mieszkania. Jakiś agent wsadził nas w samochód i woził po różnych kawalerkach. Przy trzeciej krzyknęliśmy chórem – „ta!”. Bo miała fajną podłogę. Z sosnowych desek. Nawet nie przyszło nam do głowy zapytać gdzie jesteśmy. I tak by nam to nic nie powiedziało. Potem okazało się, że to zielony i pieprzony był. Do dzisiaj mam sentyment do tej dzielnicy. Mieszkaliśmy tam trzy lata.

Pierwszą pracę zorganizował mi gość poznany na ulicy. Jak widać NK nie był pierwszym facetem w moim życiu, którego poznałam na ulicy. Tego zapytałam o drogę. Podprowadził. Potem zaprosił na kawę. Gdy w trakcie rozmowy wyszło, że szukam roboty wziął ode mnie CV. Za trzy dni zadzwonili z hamerykańskiej korporacji. Idąc na rozmowę kwalifikacyjną, a także w trakcie tej rozmowy nie miałam pojęcia o jaką pracę się staram. I dobrze – bo prawdopodobnie bym tam nie poszła. A tak dostałam robotę. Za pieniądze, jakich wcześniej na oczy nie widziałam. Całe 1500 zł. Na stanowisku zastępcy kierownika sieciowej pizzerni. Matko święta – jaki to był strzał w ambicję. Świeżo upieczona mgr prawa liczy placki na pizzę i sprawdza stan czystości sanitariatów. Ale na przeżycie było. I gdy po trzech miesiącach podziękowaliśmy sobie za współpracę to do CV wpisałam „asystentka menedżera” u Hamerykańców. Dzięki temu po tygodniu zostałam już prawdziwą asystentką skośnookiego prezesa. Nazywał się dżang dżeng li. I autentycznie na moim punkcie zwariował. Zapraszał na kolacje gdzie płynęło wino – sześć stów flaszka. Uczył jeść pałeczkami. I zdejmować buty w koreańskim mieszkaniu. Ale nie było nie-kulturalnie. Strasznie zakochana wtedy byłam. A dżang był żółty i sięgał mi pod pachę.

Idąc do tej roboty – na prawdziwą asystentkę – niekoniecznie wiedziałam jak wygląda komputer. Przed dniem pierwszym poszłam do sąsiada. „Pokaż mi jak to się włącza.” Tu guzik. Tu wpiszesz „win” – a potem się zorientujesz po obrazkach. Faktycznie. Małpa by się zorientowała. Za to mój szef nigdy się nie zorientował, że zatrudnił pannę, co wcześniej nie widziała klawiatury. A może zaafektowany tylko udawał ?

Wymiękłam gdy awansował mnie na administracyjną i okazało się, że mam ewidencjonować krzesła. Poszłam do sejmu. Żeby się tam dostać trzeba było zdać jakieś egzaminy. No to zdałam. Myślałam, że zarobię mniej – ale za to zbawię ludzkość. Nie zbawiłam. Nigdy więcej pracy w urzędzie. Gdy odchodziłam pan dyrektor powiedział, że nie na tego konia postawił. Do dzisiaj nie wiem, o co mu chodziło. W sejmie było dużo czasu. Wyszłam za mąż.

Ponieważ już wiedziałam, że pracą to się świata nie zbawia – postanowiłam z powrotem zarabiać pieniądze. Amerykański koncern tytoniowy spełnił mi tą zachciankę. Zarabiałam. Na delegacjach sypiałam w Hiltonie. Jeździłam służbową vectrą. Lobbowałam wśród osób znanych z telewizora. Strasznie głupie te osoby były. Od tamtego czasu muszę się zmuszać do czynnego uczestniczenia w wyborach. Bo one nadal czynne „zawodowo”. Los jednak chciał, że zaszłam w ciążę. Zaczęły się jazdy z hasłem „nielojalność” w roli głównej. Pokazałam środkowy palec i poszłam na zwolnienie. Oczywiście tam nie wróciłam. W międzyczasie postanowiłam zdać na aplikację.

Zdałam. Jedyna firma, która zechciała mnie zatrudnić z niemowlęciem i aplikacją w posagu - okazała się pewnym wydawnictwem. To była pierwsza praca, która przynosiła mi radość i satysfakcję. Tam zaczęłam chodzić do sądu. Niestety była to też pierwsza praca, z której nie odeszłam z własnej woli. Zwolnili mnie grupowo po fuzji z innym dużym wydawnictwem. Niech ich szlag. Za pół roku egzaminy końcowe, więc jak tu szukać czegoś nowego. Po miesięcznym wydawaniu odprawy na Jaworzynie, w ramach zaleczania doła - uznałam, że czas na własny biznes. A Młody nauczył się jeździć na nartach. Miał dwa i pół roku i był maskotką na stoku. Ja oczywiście jeździłam za nim na sankach – bo na nartach nie umiem – więc też nie pozostawałam niezauważona. Wdzięczny duecik z nas był. Narciarze kładli się ze śmiechu.

Własny biznes mam do tej pory. W momencie właściwym, czyli po zdobyciu uprawnień przekształcił się w kancelarię. Mam już trzecie z kolei biuro. Każde kilometr bliżej do centrum. Mam też Wspólniczkę i dwójkę pracowników. Bardzo zdolne dzieciaki. Jak również powszechnie wiadomo zdążyłam się w międzyczasie rozwieść, zacząć pisać bloga i przekłuć pępek.

No i dziesięć lat minęło jak z bicza strzelił.”

 



(1) komentarzy / + dodaj komentarz
:)
Autor: konrad
2008-07-01 17:51:26
bardzo fajnie napisane

Zobacz również ...


menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

 „Nigdy nie oczekiwałem, by Latkowski nakręcił mi laurkę. Mam świadomość  jego ostrego spojrzenia na rzeczywistość. Świadomie zgodziłem się, by to właśnie Sylwester pomógł mi zamknąć bolesne przeżycia, przeszłość.  Jestem ciekawy lustra Sylwestra Latkowskiego, rozumiem, że nie zawsze może oddawać to samo, co widzę ja i inne osoby, które pojawiają się w filmie” – Michał Wiśniewski.
Śledczak Kamilianie Gwiazdor Pedofile
Nakręceni Pub 700 Klatka To my, Rugbiści
powered by Admin.Starla v3 CMS