menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Plusy dodatnie, plusy ujemne 09-06-2006
Film dokumentalny "Plusy dodatnie, plusy ujemne" wrocławskiego reżysera Grzegorza Brauna znalazł się w internecie. Dokument zrealizowany dla wrocławskiego ośrodka Telewizji Polskiej opowiada o domniemanej agenturalnej przeszłości Lecha Wałęsy. Kilka miesięcy temu TVP nie zgodziła się na jego emisję.
Więcej oraz linki: Piąta Władza http://5wladza.blogspot.com/
Original Message. From: Artur Chodziński

(13) komentarzy / + dodaj komentarz
Może Pan?
Autor: Tamara
2006-06-09 18:36:52
Może go Pan pokaże w Konfrontacji?

Oglądałem
Autor: Matic
2006-06-10 23:25:07
Obejrzałem. Ten film po prostu poraża. I jest świetnie zrobiony. Może pokazać go w Konfrontacji?

Zakazany teledysk
Autor: kaczor
2006-06-11 15:49:25
Ale po Plusach i minusach koniecznie niech Latkowski puści to: http://www.youtube.com/p.swf?video_id=84KM--LyQL0&eurl=&iurl=http%3A//sjl-static15.sjl.youtube.com/vi/84KM--LyQL0/2.jpg&t=OEgsToPDskJl1HzB8i9XSRxIIhmOmoVx

link nie istnieje
Autor: Mr Ropoer
2006-06-11 16:51:31
Wyglada na to, ze link jest slepy. Przelgadarka wyrzuca mi blad 404

Link działa, tylko trza cierpliwości
Autor: Artur Chodziński
2006-06-11 17:50:02
Właśnie sprawdziłem. Link nr 2 (MegaUpload) działa, ale równocześnie film ściąga 2100 (dwa tysiące sto) osób - to maksimum i serwer się zatyka. Musisz czekać.

link do tego filmu
Autor: mir
2006-06-11 20:04:49
http://www.nitka.net.pl/~ubik/plusy_dodatnie_plusy_ujemne.avi

Plusy..
Autor: El.
2006-06-12 03:28:25
Film powinien byc pokazany!.Znam Pania Walentynowicz i ogromnie szanuje.
Jej zdanie mi wystarcza.Film jest dokumentem,prawdziwym.Pokazcie go.

Przystanek Woodstoooookkkkkkkkkkkkkkk
Autor: TV TRWAM
2006-06-13 00:56:31
Ale ten film tez i Owsiaka do studia. chcę widzieć jego reakcje: http://www.maxior.pl/?p=index&id=18058&2

dziala,
Autor: Mr Roper
2006-06-13 11:22:28
Sciagnalem film. To jest porazajace, od dluzszego czasu nie mam watpliwosci, co do wczesnych lat aktywnosci Walesy, ale pokazanie tego w ten sposob powala. Gratulacje dla autorow filmu, podziekowania dla osob, ktore film umiescily w sieci.

Gratulacje, bo bedzie proces z Walesa, a to bedzie swietna promocja dla filmu. Tego juz sie nie da zatrzymac.

pozdro

Roper

Żałosne!! Wałęsa zawsze był "za, a nawet przeciw".
Autor: kaczy_mozdzek
2006-06-13 14:41:08
Zawsze gadał rzeczy sprzeczne. Wtedy też nie był inny i za to bardzo go nie lubiłem i nie wierzyłem jego politycznum deklaracjom. Ale żeby na tej podstawie twierdzić, że był "Bolkiem"?
Dla jasności - uważam, że to prawdopodobne, że on nim jest. Ale TYLKO prawdopodobne.
W tym filmie cytuje się "Bolka", ale nie udowadnia on, że "Bolek" to Wałęsa.
Nie UDOWADNIA!!! - tylko mówi !!!

Na mnie kiedyś duże wrażenie zrobiło to, że jako prezydent wypożyczył swoją teczkę i zwrócil okładki. To mógłbym uznać za dowód, gdybym mógł znać więcej szczegółów, ale nawet i bez tych szczegółów jest to zastanawiające. Tego w filmie nie wyeksponowano dostatecznie mocno i nie złapano wątku, który mógłby być kluczowym. Jest pytanie: czy dlatego, że autorzy przeoczyli fakt? czy sprawa jest zbyt łatwa do obrony??
W przeoczenie tak gorliwych "śledczych" nie chce mi się wierzyć.

A poza tym - ten filmik??
Paru frustratów, zawistników, którzy z jakichś poszlak, półsłówek i luk w pamięci skwapliwie uzupełnianych wyobraźnią, budują sobie obraz super agenta??
To jest równie przekonujące, jak kiedyś flm o Kaczorach "Dramat w trzech aktach". Ten sam styl propagandy i złośliwości.
Arcydzieło dokumentu to to nie jest. Ani też obiektywizmu.

Ot paru małych ludzików wzięło sobie odwet.
Żałosne dziełko !!

Życie Warszawy pisze dzisiaj o reakcji Wałęsy:
Autor: conrad
2006-06-13 15:27:02
Lech Wałęsa będzie domagał się ścigania autora filmu opowiadającego o tajnym współpracowniku SB „Bolku”. Od kilku dni dokument, którego nie wyemitowała TVP, jest dostępny w internecie.

„Plusy dodatnie, plusy ujemne” – taki tytuł nosi film Grzegorza Brauna poświęcony domniemanej współpracy Lecha Wałęsy z komunistyczną Służbą Bezpieczeństwa. O dokumencie zrobiło się głośno, kiedy TVP nie wyraziła zgody na jego emisję. Nieoczekiwanie kilka dni temu zakazany film pojawił się internecie. Linki do niego można znaleźć m.in. na stronach eMule i MegaUp-load – popularnych miejscach ściągania pirackich filmów i gier. Dokument o TW „Bolku” wywołał bardzo duże zainteresowanie – do tej pory ściągnęło go już kilka tysięcy osób.

W miniony piątek o filmie Brauna krążącym w sieci dowiedział się sam Lech Wałęsa. I nie krył z tego powodu oburzenia. – Pan prezydent natychmiast zobowiązał mnie do podjęcia kroków prawnych w tej sprawie. Na pewno nie pozostaniemy bierni i będziemy walczyć o dobre imię Lecha Wałęsy i historyczną spuściznę Solidarności. Ten film to przecież paszkwil – mówi Piotr Gulczyński, prezes Instytutu Lecha Wałęsy.

Z telewizji lub pokazu

Jak się dowiedzieliśmy, ludzie Wałęsy ustalają okoliczności, w jakich film znalazł się w sieci. Potem zamierzają złożyć doniesienie do prokuratury lub oddać sprawę do sądu z oskarżenia prywatnego. Już wcześniej Lech Wałęsa publicznie ostrzegał, że z każdym, kto będzie pomawiał go o agenturalną przeszłość, spotka się w sądzie.

Grzegorz Braun, autor filmu „Plusy dodatnie, plusy ujemne”, pytany, w jaki sposób trafił on do sieci, odpowiada: – Nie wiem. Jeśli więc doszło do naruszenia prawa autorskiego, to na pewno nie z mojej strony. Ale przyznaje, że film cieszy się jeszcze większym zainteresowaniem, od kiedy TVP zakazała jego emisji.

Możliwe, że film trafił do sieci z TVP, gdzie znajduje się od lutego, albo wyciekł z jednego z zamkniętych pokazów, które z inicjatywy autora odbyły się m.in. we Wrocławiu i Krakowie.

Robert Maurer, prezes oddziału wrocławskiego Unii Polityki Realnej, która organizowała ostatnio pokaz filmu „Plusy dodatnie, plusy ujemne” powiedział: – Wiele osób pytało, czy mogą otrzymać kopię. My (UPR – red.) również chcieliśmy umieścić film na swojej stronie internetowej. Obiecaliśmy jednak autorowi, że nie będziemy w żaden sposób go rozpowszechniać.

Będzie ciąg dalszy

Grzegorz Braun w rozmowie z ŻW ujawnia: – W tej chwili zajmuje mnie praca nad projektem kontynuacji pod roboczym tytułem „Plusy dodatnie, plusy ujemne 2”, czyli ja jako Wałęsa i ja jako przekaźnik. Będzie to widowisko dokumentalne oparte na materiałach, którymi nie dysponowałem robiąc swój poprzedni reportaż – podkreśla reżyser.

Data: 2006-06-13

Wywiad z Braunem, rezyserem Olusy dodatnie, plusy ujemne"
Autor: http://5wladza.blogspot.com/
2006-06-20 01:20:15
Czy w 1982 r. Lech Wałęsa negocjował ze służbami specjalnymi PRL?
- Przyznaję, że jeśli miałem jeszcze jakieś złudzenia w sprawie Lecha Wałęsy, to dokument sprzed 25 lat rozwiewa je - przekonuje w wywiadzie dla "Piątej Władzy" Grzegorz Braun, reżyser zakazanego filmu o byłym prezydencie.
O głośnym reportażu Brauna "Plusy dodatnie, plusy ujemne" pisaliśmy kilkakrotnie. Ostatni raz 9 czerwca, gdy informowaliśmy, że dokument krąży w internecie, bo Telewizja Polska odmówiła jego emisji.
W tym czasie zmieniły się władze TVP. Prezesem Telewizji został Bronisław Wildstein, gorący zwolennik lustracji. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że właśnie zapadła wstępna decyzja o emisji "Plusów..." w TVP.
Ale i to nie jest pewne, zważywszy niedawną zapowiedź możliwej dymisji Wildsteina.
Poniżej publikujemy wywiad, jakiego udzielił nam Grzegorz Braun. To, co mówi jest ostre i kontrowersyjne. Czasem bolesne dla niektórych osób, o których wspomina. Momentami - zwłaszcza w pierwszej części - sensacyjne. Zdecydowaliśmy się na tę publikację, bo uważamy, że sprawa "Plusów..." to jeden z najdziwniejszych, ale i najciekawszych przypadków w polskich mediach w tym roku. Rozmowa jest autoryzowana.

"Piąta Władza": - Wciąż głośno o Pana reportażu „Plusy dodatnie, plusy ujemne”. Tymczasem Pan już przygotowuje widowisko dokumentalne „Plusy dodatnie, plusy ujemne – 2”. Co to będzie?
Grzegorz Braun: - Podtytuł roboczy: „Ja jako Wałęsa i ja jako przekaźnik” – scenariusz powstał w oparciu o zapis rozmowy, jaką 14 listopada 1982 r. przeprowadzili ze zwalnianym z internowania Lechem Wałęsą dwaj pułkownicy. Jeden z Naczelnej Prokuratury Wojskowej, drugi - z centrali MSW. Formalnie jest to rozmowa „uświadamiająca”, czy „ostrzegawcza” – funkcjonariusze mają zapoznać Wałęsę z prawami stanu wojennego i uzyskać podpis pod zobowiązaniem do przestrzegania tych praw. Wałęsa podpisu nie składa, bo, jak tłumaczy, „już od czterech lat” niczego nie podpisuje. Spotkanie przeradza się w coś w rodzaju zawoalowanych negocjacji politycznych. Wyłania się obraz radykalnie różny od naszych dotychczasowych wyobrażeń o walce Lecha Wałęsy z systemem komunistycznym. Przyznaję, że jeśli miałem jeszcze jakieś złudzenia w sprawie Lecha Wałęsy, to ten dialog sprzed 25 lat rozwiewa je.

Skąd pochodzi stenogram? To dokument dotąd nieznany.
- Odnalazł się bodaj w dwóch kopiach w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej. Ma zostać niebawem opublikowany w naukowym opracowaniu historyków IPN: Sławomira Cenckiewicza i Grzegorza Majchrzaka. Własną publikację przygotowuje też pismo „Głos” Antoniego Macierewicza. Ja dostrzegam w tym historycznym dokumencie walory literackie – w unikalnym, pełnym inwencji języku samego Wałęsy i w podszytej aluzyjnymi pogróżkami nowo-mowie funkcjonariuszy. Ale także walory dramaturgiczne, filmowe. To świetna sytuacja – i trzy pełnokrwiste postaci ekranowe. Dlatego chcę zrealizować na tej podstawie widowisko – „teatr faktu”. Zobaczymy, czy wstępne żywe zainteresowanie projektem jednej z redakcji Telewizji Polskiej przetrwa próbę czasu.

Jaki jest obecny status dokumentu „Plusy dodatnie, plusy ujemne”? W marcu Telewizja Polska odmówiła jego emisji. Od niedawna film krąży w internecie.
- Nie tyle „odmówiła”, ile raczej: „zaniemówiła” – od Wielkanocy nie otrzymałem żadnej formalnej odpowiedzi TVP na pytanie o „Plusy”. A tymczasem z publikacji m.in. na Waszej stronie dowiaduję się, że internauci jak zwykle znaleźli szybki sposób, by dotrzeć do tego, co ich interesuje. Cóż, płyty z „Plusami…” leżą w TVP od lutego.

Z tego wniosek, że film jest niczyj. I krąży po internecie w pełni legalnie. Można go sobie kopiować.
- Jestem legalistą, więc nie przytakuję - ani „niczyj”, ani „legalnie”... Ale jestem przecież mile zaskoczony, zaszczycony zainteresowaniem internautów – i nie tylko internautów – moim skromnym reportażem. Choć najbardziej cieszyłbym się, gdyby „Plusy” wyemitowała telewizja o możliwie szerokim zasięgu „rażenia”. Po to, by fakty, o których mówię, mogły dotrzeć do możliwie najszerszego kręgu odbiorców. Bo to są fakty, które wpłynęły na życie wszystkich Polaków - nie tylko szczęśliwych posiadaczy stałego łącza.

Ma Pan jakieś sygnały na temat tego filmu z TVP? Zwłaszcza od czasu, gdy zmieniły się władze Telewizji?
- W tych dniach za pośrednictwem TVP we Wrocławiu przekazano nam ekspertyzę prawną sporządzoną na zamówienie TVP przez panią prof. Ewę Nowińską, która orzeka, iż „emisja filmu doprowadzi do naruszenia dóbr osobistych Lecha Wałęsy”. A to m.in. dlatego, zdaniem pani profesor, że w „Plusach” wypowiadają się „osoby skonfliktowane z Lechem Wałęsą”, a „jeśli nawet znalazła się w tym materiale wypowiedź Lecha Wałęsy, to wobec jego zdenerwowania nie jest ona wartościową wypowiedzią drugiej strony”. To są cytaty, przypomnę, z „ekspertyzy prawnej” – nie z „Misia 2”. Notabene pani Nowińska jest istotnie wykształconym w PRL prawnikiem i szefową instytutu dziennikarstwa w szacownym Uniwersytecie Jagiellońskim.

A może film dałoby się sprzedać komuś innemu? Choćby którejś ze stacji komercyjnych?
- Żeby to było możliwe, musiałby się wyjaśnić status prawny „Plusów”. TVP po prostu milczy i jak dotąd nie nabyła „Plusów…” od producenta – mojego przyjaciela, Piotra Szymy. My sami nie możemy rozpowszechniać „Plusów…”, bo nie mamy pełni praw producenckich i autorskich - choćby do wykorzystanych w filmie materiałów archiwalnych z zasobów TVP.

Zmieniłby Pan coś w swoim filmie?
- To nie jest film dokumentalny. „Plusy” są reportażem historycznym. Sprawa Lecha Wałęsy – tajnego współpracownika „Bolka” – jest tak ciekawa, że niewątpliwie zasługuje na duży, pełnowartościowy film dokumentalny. Żeby jednak taki film stworzyć, trzeba by dysponować środkami, które pozwoliłyby dotrzeć do dziesiątków, jeśli nie setek świadków historii. Także do materiałów archiwalnych, do których ja z moimi przyjaciółmi nie mogliśmy dotrzeć. Ja zaledwie dotknąłem tematu.

Czy były jakieś problemy z realizacją „Plusów…”?
- Można krótko powiedzieć: same problemy. Przezwyciężone tylko dzięki Piotrowi Szymie, który ponosi tego przedsięwzięcia konsekwencje najbardziej wymierne – finansowe. Muszę tu Także wspomnieć o Henryku Jureckim, który „Plusy” montował. Jego skupienie i zaangażowanie pomogły doprowadzić do końca całe przedsięwzięcie w momencie, kiedy ja straciłem pewność, że to się w ogóle złoży w całość.

Co się stało?
- To był moment, kiedy straciliśmy jednego ze świadków. W przeddzień umówionego wywiadu wycofał się i stanowczo poprosił, żebyśmy w żadnym wypadku nie przyjeżdżali i nie niepokoili go w miejscu, w którym mieszka.

Co to za świadek?
- Osoba, której nazwisko bodaj najczęściej pojawia się w donosach TW „Bolka”. Człowiek przez niego poszkodowany.

Przestraszył się?
- To człowiek, który był odważny wówczas, kiedy nie było łatwo – w roku 1970. Teraz po prostu nagle oznajmił, że pod żadnym pozorem nie może ze mną rozmawiać. Musieliśmy też wyeliminować – już ze wstępnie zmontowanego materiału –wypowiedzi historyka, który z przyczyn osobistych poprosił o niewykorzystywanie wywiadu, którego nam udzielił. Przytaczam te anegdoty, dlatego że one w wyrazisty sposób pokazują, jak żywa jest sprawa „Bolka”.

Czy TVP robiła problemy podczas tworzenia filmu?
- Odkąd istnieje Instytut Pamięci Narodowej proponowałem w różnych miejscach realizację cyklu dokumentalnego pod roboczym tytułem „Z archiwum IPN”. Wyobrażałem sobie, że mógłbym opowiedzieć wiele ciekawych historii, które wyjaśniają się dzięki dostępowi do akt zgromadzonych w Instytucie. Notabene podkreślałem, że to pomysł nie tylko dla mnie - cykl mogłoby realizować wielu innych kolegów reżyserów. Jednak przez kilka lat byłem zbywany. Bodaj w 2003 roku sympatyczny kolega „redaktor zamawiający” z TVP powiedział mi bardzo wyraźnie, otwartym tekstem: „To jest bardzo ciekawe, ale w telewizji nigdy nie będzie żadnych teczek”.

Cykl nigdy nie powstał.
- Niezupełnie. Dwa lata temu zrealizowałem na zlecenie wrocławskiego ośrodka TVP reportaż, o którym rozmawialiśmy z redaktorem zamawiającym, że mógłby być pilotem cyklu. Opowiadał o sprawie kpt. Pawłowskiego, który w latach 50., z wyroku komunistycznego sądu został zastrzelony we wrocławskim więzieniu przy ul. Kleczkowskiej i pogrzebany w kwaterze 81a na Cmentarzu Osobowickim we Wrocławiu. We współpracy z Krzysztofem Szwagrzykiem z Biura Edukacji Publicznej w IPN we Wrocławiu powstał reportaż o tym, jak udaje się odnaleźć i zidentyfikować szczątki człowieka zastrzelonego przed pół wiekiem. Materiał ma tytuł „Z archiwum IPN. Tajemnica pola 81a” i również nie był do tej pory emitowany przez TVP. Do dzisiaj leży na półce w ośrodku wrocławskim.

Ale TVP kupiła ten film?
- Tak.

Przeszedł taką samą procedurę, jak „Plusy…”? Była komisja, która dopuściła go do emisji?
- Mieliśmy bardzo przyjemną kolaudację we wrocławskiej TVP. Koledzy powiedzieli mi wiele ciepłych słów i oznajmili, że będą starali się, by ten materiał został wyemitowany na antenie ogólnopolskiej jako pilot cyklu „Z archiwum IPN”. Ale tak się nie stało.

Mamy więc już nie jednego, a dwóch „półkowników”.
- Owszem. W telewizji słyszałem: „Teraz tego nie emitujemy, bo może gdy powstaną następne odcinki, to pokażemy cały cykl”. Tymczasem zmienił się redaktor zamawiający we wrocławskim ośrodku TVP. Nowy redaktor Piotr Załuski, reżyser, dokumentalista, z ogromną sympatią potraktował moją propozycję i po raz kolejny zabrał cały projekt cyklu „Z archiwum IPN” do Warszawy. Okazało się, że możliwa jest jego realizacja – w nader skromnych warunkach budżetowych - w regionalnej TVP 3. Zostałem poproszony o przedstawienie kilku pierwszych tematów do cyklu. Wśród tych pierwszych nie mogło zabraknąć TW „Bolka”. Tematy zostały przyjęte z pewną rezerwą – TVP3 zażyczyła sobie obszerniejszych scenariuszy. Napisałem je. Latem 2005 r. dostałem informację, że możemy przystąpić do realizacji cyklu.

Zaakceptowała go Warszawa?
- Tak. Redakcja publicystyki TVP 3. Wkrótce potem, jeszcze latem zeszłego roku, zrobiliśmy zdjęcia i wywiady do jednego z tematów związanych z Wrocławiem…

Czyli jest jeszcze jeden film? Trzeci?
- Nie, bo nie powstał.

Dlaczego?
- Bo wtedy z kolei zamknął się przed nami IPN. Pełniący obowiązki prezesa Instytutu prof. Leon Kieres rozesłał do terenowych oddziałów IPN okólnik, który de facto zamknął dostęp do akt badaczom postronnym, takim jak ja. Żeby zaś dokończyć nasz film, musielibyśmy mieć dokumenty na temat sprawy, o której chcieliśmy opowiedzieć. Nie dostaliśmy ich. Muszę tu zaznaczyć, że w IPN już dawniej składałem wnioski badawcze, prośby o udostępnienie akt na różne interesujące mnie tematy. I udostępniano mi takie akta – w ośrodkach IPN we Wrocławiu, w Krakowie i w Warszawie. Ale to się raptownie skończyło latem 2005 r. Nim złożyłem pierwsze wnioski badawcze, najpierw złożyłem wniosek o udostępnienie akt, które mogłyby dotyczyć mnie samego - i jak dotąd żadnych materiałów nie otrzymałem. Wspominam o tym dlatego, że ten i ów pyta, skąd się właściwie wziąłem. Kim jestem w tej historii. Dlaczego tym się zajmuję, kto mnie nasłał i kto za mną stoi.

No więc kto za Panem stoi?
- Daję słowo, że czasem przydało by się bardzo, żeby ktokolwiek za mną stanął – ale, poza rodziną i przyjaciółmi, jakoś się nikt nie kwapi.

Mówi Pan, że prof. Kieres zamknął dostęp do akt IPN. A jednak w „Plusach…” widzimy akta dotyczące TW „Bolka”.
- Uwierzytelnione kopie dokumentów „Bolka” otrzymałem dzięki pomocy dobrych ludzi – mimo szlabanu opuszczonego w IPN przez Leona Kieresa.

I pojechaliście z tymi papierami do Lecha Wałęsy.
- O wywiad z nim zabiegałem przez dłuższy czas korespondencyjnie. Poinformowałem biuro Lecha Wałęsy, że przygotowuję materiał dokumentalny pod roboczym tytułem „Plusy dodatnie, plusy ujemne” o sprawie TW „Bolka”. W październiku zaprosiła mnie na wywiad do Gdańska pani Maria Wałęsówna, która zdaje się przejęła akurat wówczas rolę sekretarza Pana Prezydenta. Potwierdzenie zaproszenia dostałem faksem na firmowym papierze Biura Lecha Wałęsy: „Mam nadzieję, że wspólnym wysiłkiem uda nam się stworzyć materiał, który rzeczowo rozjaśni kontrowersje wokół tzn. [tak w oryginale] sprawy „Bolka”. Z poważaniem Lech Wałęsa”. Nie wiem, dlaczego Pan Prezydent umówił się ze mną, a skoro już to zrobił, to dlaczego wywiad potoczył się tak, jak to widać, słychać i czuć w naszym materiale. Przypuszczam, że gdy się umawiał, nie wiedział jeszcze, że otrzyma status pokrzywdzonego od Leona Kieresa.

Podczas wywiadu już wiedział?
- Gdy 15 listopada przyjechaliśmy do Gdańska na umówiony wywiad, w biurze Lecha Wałęsy dowiedzieliśmy się, że nazajutrz Pan Prezydent otrzyma status pokrzywdzonego. I że w związku z tym będzie konferencja prasowa z udziałem Lecha Wałęsy i Leona Kieresa, na którą jesteśmy zaproszeni.

Zbieg okoliczności?
- Z naszej strony – na pewno tak. Nie byłoby nas zwyczajnie stać na to, by pojechać jeszcze raz do Gdańska na konferencję prasową. Dla nas to była gratka, że jednego dnia mamy wywiad, a nazajutrz konferencję.

Z której zostaliście wyrzuceni.
- Na raty. Najpierw ja zostałem wyproszony - przez panią Ewelinę Wolańską, szefową Biura LW, która reprezentowała Lecha Wałęsę m.in. w procesie lustracyjnym. Następnie zostali wyrzuceni moi koledzy - przez funkcjonariuszy BOR. Wśród licznie zgromadzonych wówczas dziennikarzy nie znalazł się nikt, kogo zająłby fakt eliminowania jednej ekipy z „otwartej konferencji prasowej”.

Taki był efekt przeprowadzonego dzień wcześniej wywiadu z Wałęsą. To chyba najmocniejsza scena „Plusów…”. Pan daje Wałęsie dokumenty, a on drze je na strzępy. Widział je wcześniej?
- Nie. To jest, moich kopii wcześniej nie oglądał. Ale przecież w swoim czasie miał do czynienia z oryginałami, których część „zgubiła się” po tym, jak zażyczył sobie ich dostarczenia Pałac Prezydencki w pierwszej połowie l. 90.. Na szczęście zostały kopie.

Wałęsa drze je nie zaglądając do środka?
- Nie zaglądając. Jakoś nie był ciekaw. Ja jeszcze w rozmowach telefonicznych z panią Marią Wałęsówną podkreślałem, jak bardzo zależy mi na tym, by moja ekipa miała czas niezbędny na przygotowanie się do zdjęć. Wyjaśniałem, że zależy mi, by zdjęcia miały charakter filmowy, dokumentalny, a nie „niusowy”. Tak, by nie uchybić panu prezydentowi formą ujęć, gdyby realizacja była zbyt pospieszna. I choć obiecano mi cały kwadrans na ustawienie planu, już minutę po wejściu do biura moja ekipa stała się obiektem napastowania – inaczej nie da się tego określić – ze strony samego Pana Prezydenta.

W jaki sposób?
- Pan Prezydent w charakterystyczny dla siebie, gburowaty sposób dawał do zrozumienia, że zaraz będzie musiał wyjść, jeśli „ci ludzie” będą się dalej „tak grzebać”. Moi koledzy – operator Tomasz Ciesielski i Paweł Marcinów, dźwiękowiec – w ciągu trzech minut byli gotowi ze światłem, kamerami i mikrofonami. Ale wiedziałem już, że mój rozmówca nie poświęci mi wiele czasu. Że z jakiegoś powodu dąży do zerwania wywiadu. To było jeszcze przed włączeniem kamer.

No i stało się. Wywiad został zerwany.
- Dość szybko skonstatowałem, że nie będę mógł zadać wszystkich pytań, które sobie przygotowałem. Kiedy Lech Wałęsa z właściwą sobie uprzejmością spytał: „Czy pan ma jeszcze jakieś mądre pytania?” – zrozumiałem, że on mi po prostu za moment wstanie z fotela. Wówczas przeszedłem do sedna sprawy i poprosiłem prezydenta o skomentowanie kompromitujących go materiałów...

A Wałęsa je podarł… Jak dalej potoczyły się losy „Plusów…”?
- Zmontowaliśmy je i w lutym złożyliśmy w ośrodku TVP we Wrocławiu, który z kolei przesłał je do redakcji zamawiającej w Warszawie. W marcu była kolaudacja. W kwietniu, tuż przed Wielkanocą otrzymaliśmy „protokół posiedzenia komisji kolaudacyjnej” i natychmiast formalnie odpowiedzieliśmy nań.

Co Pan napisał w swojej odpowiedzi?
- Że wraz z moim producentem Piotrem Szymą nie mogę podpisać protokołu, ponieważ w sposób fałszywy i pokrętny prezentuje on przebieg kolaudacji.

Ale ośrodek wrocławski kolaudował wcześniej „Plusy…”?
- Formalnie – nie. Piotr Załuski obejrzał film i bardzo pochlebnie wyraził się na jego temat.

Ma Pan żal do TVP?
- Żal? Nie mam żalu do nikogo. Raczej politowanie. Wydaje mi się, że to jest pewien drobny fakt, który jakoś ogniskuje rzeczywistość artystyczno-polityczną, w jakiej żyjemy. Na przykładzie tej historii można lepiej zorientować się, jak to właściwie w Polsce jest.

Traktuje Pan swój reportaż jako początek jakiejś większej kwerendy historycznej…?
- Nie chcę się „specjalizować” w sprawie od Lecha Wałęsy. Nie chcę, żeby ta sprawa zdominowała moje życie twórcze. Ale scenariusz „Plusów 2” (widowiska pod roboczym tytułem: „Ja jako Wałęsa i ja jako przekaźnik”) już napisałem i złożyłem w TVP – więc nie chcę, żeby się zmarnował. Aktorzy czytają role.

Czy będzie Pan kontynuował cykl „Z archiwum IPN”?
- Proponowałem go rozmaitym „redaktorom zamawiającym” bodaj przez pięć lat. Dziś szczęśliwie zrobiło się więcej chętnych do zajmowania się takimi historiami. Więc nie mam wybujałego „poczucia wyjątkowości misji” ani „obowiązku”. Ale mam parę historii napoczętych, więc postaram się je dopowiedzieć. Jak będzie za co.

Jest Pan zwolennikiem lustracji?
- Jestem ogromnym zwolennikiem faktów. Mają dla mnie nieodparty urok. Uważam, że pisanie historii z pominięciem tak istotnych źródeł, jak np. te wytworzone przez tajne służby komunistyczne, byłoby warsztatowym błędem. Ale przede wszystkim jestem zwolennikiem wolności – np. wolności badań historycznych, twórczości artystycznej i wolności dostępu do informacji. Więc, ma się rozumieć, jestem zwolennikiem jawności życia publicznego i jawności biografii osób publicznych.

Z Grzegorzem Braunem rozmawiali Łukasz Medeksza i Artur Chodziński.

Grzegorz Braun urodził się w 1967 r. Reżyser i scenarzysta. Autor m.in. kilkunastu filmów dokumentalnych. Wśród nich: „Droga do skrzyżowania” (o udziale Ludowego Wojska Polskiego w inwazji na Czechosłowację w 1968 r.), „Śmierć człowieka utalentowanego” (o sprawie Teodora Bujnickiego – poety, zastrzelonego w Wilnie w 1944 r. z wyroku sądu podziemnego za kolaborację z sowietami), „Wielka ucieczka cenzora” (o Tomaszu Strzyżewskim, który potajemnie skopiował i w 1977 r. ujawnił zbiór dokumentów znanych jako „Czarna księga cenzury PRL”).

Delegat - tajemniczy donos
Autor: prawica.net
2006-08-15 11:31:41
Wyszkowski na prawica.net: 5 sierpnia br.,w sobotę od samego rana, w mieszkaniach gdańskich działaczy "Solidarności", rozdzwoniły się telefony. Z całej Polski pytano, kim jest, opisany w sobotniej "Rzeczypospolitej", agent "Delegat". Wielu rozmówców chciało tylko upewnić się, że mają rację w domyślaniu się, że chodzi o księdza Henryka Jankowskiego.

Ja również odebrałem kilkanaście takich telefonów. Jest oczywistością, że redakcja "Rzeczypospolitej", formalnie nie podając nazwiska "Delegata", zrobiła wiele, żeby wskazać czytelnikowi, kogo podejrzewa, jak napisano: "na 90%". Podała, że chodzi o księdza z Gdańska (prowadził go Wydział IV gdańskiej SB); szczegółowo omówiła sprawę bursztynowego krzyża (a wszyscy wiedzą, który z gdańskich księży bardzo ceni bursztyn) oraz sprawę zachowania Bożeny Rybickiej (Piotr Adamowicz, jako gdańszczanin, musi wiedzieć o znanym konflikcie pomiędzy nią, a ks. Janowskim); na pierwszej stronie umieściła zdjęcie z ks. Jankowskim, jako pierwszym z lewej; z wypowiedzi Tadeusza Mazowieckiego wyłuskała precyzyjne wskazanie, że chodzi o "proboszcza" i z wielkim wyczuciem zauważyła, że ks. Jankowski potępił "macki bezpieki" dopiero "po chwili".

Wszyscy wiedzą, że w najbliższym otoczeniu Lecha Wałęsy był tylko jeden proboszcz, który miał dostęp do prymasów, uczestniczył w spotkaniu z papieżem w styczniu 1981 roku i był aktywny na zjeździe "Solidarności". Należy więc uznać, że "Rzeczpospolita" w pełni świadomie i z premedytacją opisała ks. Jankowskiego, jako groźnego konfidenta Służby Bezpieczeństwa, a tylko obłudnie udaje, że go nie wskazuje palcem.

Nie jestem w stanie takiemu oskarżeniu ani zaprzeczyć, ani go potwierdzić. Jednak pojawienie się tak niezwykłego artykułu właśnie w tym czasie i właśnie w "Rzeczypospolitej" zmusza do postawienia kilku pytań.

Pierwsze pytanie dotyczy daty publikacji. Nad artykułem redaktorzy pracowali od kilku miesięcy, ale uznali, że najlepszym momentem na rozpoczęcie druku serialu o agentach wśród ludzi Kościoła jest właśnie sierpień. Dotychczas na łamach "Rzeczpospolitej" zamieszczano raczej teksty, w których oskarżano innych, że wypowiadając się o agentach donoszących na ludzi "Solidarności" szkodzi się nie tylko dobru narodowemu, jakim jest legenda ruchu, ale również samym uroczystościom rocznicowym. I nagle, w przededniu kolejnych obchodów, gdy za chwilę prezydent RP będzie działaczy "Solidarności" dekorował orderami, "Rzeczpospolita" rzuca w to środowisko agenturalny granat, tworząc atmosferę podejrzeń i pomówień.

Pisząc w nadtytule: "Agenci Służby Bezpieczeństwa między prymasami Polski a "Solidarnością. SB otrzymywała informacje od ludzi, którzy mieli bezpośredni dostęp do najwyższych hierarchów Kościoła, Lecha Wałęsy oraz najważniejszych spraw opozycji w latach 80." gazeta stwierdza, że wie o całej grupie agentów obracających się w najwyższych kręgach wtajemniczenia. Czy jednocześnie uprzedziła prezydenta komu ma medalu odmówić?

Następna wątpliwość wynika z faktu, że oto redakcja, dotychczas wielce zasłużona w walce przeciwko ujawnianiu komunistycznej agentury, publikuje pojedynczy donos z archiwum IPN i taki, jak to zwykł określać znany antylustracyjny publicysta "Rzeczpospolitej" arcybp Józef Życiński, "esbecki świstek" traktuje jako w pełni wiarygodny dokument. Dlaczego meldunek k.o. "Delegat" jest prawdziwy, a meldunki np. t.w. "Beata" uznawane są za fikcyjne?
Sprawy "Delegata" i "Beaty" są w dużym stopniu analogiczne.

Przed sądem lustracyjnym twierdzenie o agenturalności ks. Jankowskiego musiałoby upaść, ponieważ nie ma dokumentów werbunkowych i rejestracyjnych, a w dodatku ksiądz otrzymał z IPN status osoby pokrzywdzonej. Dlaczego "Rzeczpospolita" uznaje "Delegata" za agenta, skoro spisany przez funkcjonariusza SB meldunek, zgodnie z twierdzeniami przeciwników lustracji, mógł być przecież kompilacją informacji pochodzących z rozmowy towarzyskiej, podsłuchu i innych źródeł?

I dlaczego gazeta broni Zyty Gilowskiej, zarejestrowanej jako tajny współpracownik, czyli najwyższa kategoria agenta, a oskarża odnotowanego jako zaledwie "kontakt operacyjny" księdza Jankowskiego? Czy nie ma tu podwójnej miary, którą "Rzeczpospolita" stosuje w zależności od swych sympatii i interesów?

Te pytania prowadzą do następnej kwestii. "Rzeczpospolita" dysponuje pełnym dostępem do zgromadzonych przez IPN akt Lecha Wałęsy. Mimo, że Wałęsa publicznie deklarował wolę ujawnienia tych dokumentów, do dzisiaj ani on, ani Piotr Adamowicz - współautor artykułu o "Delegacie" oraz pełnomocnik Wałęsy i redakcji do eksploracji tych akt - nie ujawnili żadnych dokumentów na temat np. bardzo interesującej opinię publiczną sprawy t.w. "Bolek"? Czy dokument "Delegata" ma tu coś rozjaśnić czy raczej zaciemnić?

Jest faktem, że "Rzeczpospolita" zawsze pryncypialnie przeciwstawiała się temu co nazywała "dziką lustracją". Przykładem niech będzie np. wyrzucenie z pracy Bronisława Wildsteina. A tu nagle gazeta daje wzór pełnej samowoli w traktowaniu materiałów, procedur i osoby oskarżonej. Cynizm? Owszem, ale czy tylko?
Trudno nie zauważyć, że ten gwałtowny lustracyjny ruch "Rzeczpospolitej" zrobiony został nie w stronę działaczy "Solidarności", ale w stronę duchownego, a właściwie duchownych, włącznie z prztyczkiem w kierunku prymasa Wyszyńskiego.

Trudno też uznać to za wydarzenie przypadkowe, bo przecież, choćby dzięki dostępowi do teczek Lecha Wałęsy, redakcja posiada tyle materiałów, że starczyłoby ich na kilka sierpniowych rocznic.
Wydaje się więc, że "Rzeczpospolita" spośród ludzi podejrzanych o agenturalność na rzecz SB wyróżnia właśnie duchownych. Ten domysł potwierdza zapowiedź, że w następnym numerze gazeta ujawni kolejnego agenta, t.w. "Michalskiego, którym, jak wieść niesie, miał być A.M. To dobrze, że "Rzeczpospolita" przekonała się do konieczności ujawniania prawdy, ale należy zapytać dlaczego interesuje się prawdą w sposób tak wybiórczy?

Skąd bierze się takie szczególne zainteresowanie agenturą "kościelną", że publikuje się artykuł, który w innym przypadku zostałby zdyskwalifikowany, jako bezpodstawny donos, przy jednoczesnym milczeniu choćby o własnym środowisku dziennikarskim? Odpowiedź jest znana, przynajmniej "na 90%".

Pytania o intencje "Rzeczpospolitej" mnożą się wraz z ich zadawaniem, ale tu postawię jeszcze tylko jedno. Redaktorzy Piotr Adamowicz i Andrzej Kaczyński, za wiedzą z-cy redaktora naczelnego Jana Skórzyńskiego spotykali się z byłymi funkcjonariuszami SB. Od nich mieli uzyskać potwierdzenie autentycznej agenturalności "Delegata" oraz poznać okoliczności jego werbunku.

Wygląda na to, że cwani hipokryci liczą na to, że ksiądz Jankowski nie poda ich do sądu, bo będzie się obawiał, że wówczas powołają się na informacje np. od byłego funkcjonariusza SB Władysława Kucy (który sprawował "nadzór operacyjny" i nad "Delegatem" i nad Lechem Wałęsą), albo Ryszarda Berdysa, co do którego ksiądz Jankowski przyznawał publicznie, że wielokrotnie z nim rozmawiał (o swoich rozmowach z Berdysem mówił nawet arcybp Gocłowski). Pytanie brzmi: czy gra "Rzeczpospolitej" jest moralna? Ze swej strony odpowiadam, że przynajmniej na tyle, żeby trzem w/w redaktorom przyznać nagrodę imienia Dariusza Fikusa.

I jeszcze jedno. Determinacja z jaką autorzy udają, że nie wiedzą, iż ujawniają agenturalność księdza Jankowskiego, jest równa tylko temu z jaką udają, że nie wiedzą, iż sprawę agenta "Libella" (tylko przejściowo występującego pod pseudonimem "Delegat") dawno temu opisywały dwa tygodniki całkiem otwarcie specjalizujące się w walce z Kościołem - "NIE" oraz "Fakty i Mity". I tak to uczniowie Fikusa cichcem podążają śladami Urbana. Zaiste, niedaleko pada "Rzeczpospolita" od "Polityki".


Krzysztof Wyszkowski
inne teksty autora...

O autorze: Krzysztof Wyszkowski działacz opozycji antykomunistycznej, współzałożyciel Wolnych Związków Zawodowych na Wybrzeżu, redaktor Tygodnika Solidarność. Krytyk porozumienia Okrągłego Stołu. W ostatnich latach Wyszkowski zasłynął głównie zarzutami wobec Lecha Wałęsy. Byłego prezydenta oskarża o współpracę z komunistyczną Służbą Bezpieczeństwa w latach 70., a także o przywłaszczenie pieniędzy, otrzymanych we Francji na początku lat 80. przez przedstawicieli „Solidarności” od francuskich związkowców. Za to ostatnie stwierdzenie Wałęsa wytoczył Wyszkowskiemu proces o naruszenie dóbr osobistych.
» zaloguj się lub zarejestruj, aby móc dyskutować | czytano 330
"Rzeczwulgarna"
Autor: Rafal Poniecki data: wt, 15/08/2006 - 04:15

Moze by w koncu Rzeczpospolita przemianowala sie na Rzeczwulgarna?
Formalnie to to samo, a o ile lepiej oddawal by ten tytul i tresc i intencje red-aktorow.

Rafal Poniecki
» zaloguj się lub zarejestruj, aby móc dyskutować
LzePOspolita
Autor: tadeusz stanislawski data: wt, 15/08/2006 - 05:02

cytuję Rafal Poniecki:
Moze by w koncu Rzeczpospolita przemianowala sie na Rzeczwulgarna?
Formalnie to to samo, a o ile lepiej oddawal by ten tytul i tresc i intencje red-aktorow.

Rafal Poniecki

Panie Rafale, sama to ona nie zechce sie przemianowac, nalezaloby im w tym pomoc.
» zaloguj się lub zarejestruj, aby móc dyskutować
Czas na lustracje mediow.
Autor: tadeusz stanislawski data: wt, 15/08/2006 - 04:42

Nalezy zaczac od "Rzeczpospolitej", tam jest prawdziwa wylegarnia"DELEGATOW".
» zaloguj się lub zarejestruj, aby móc dyskutować
Czyżby kolejny donos z inkubatora?
Autor: samograf data: wt, 15/08/2006 - 07:45

PLUS MINUS Agent MSW w otoczeniu prymasów Polski

"Michalski" vel "Historyk"

Prymas Stefan Wyszyński obdarzał go sympatią, a prymas Józef Glemp mianował swoim doradcą. Nie wiedzieli, że Andrzej Micewski był przez wiele lat współpracownikiem SB

(c) FORUM
Dokumenty, do których dotarliśmy, mówią w sposób niezbity, że autor głośnych książek o najnowszej historii Polski udzielał pod pseudonimami "Michalski" i "Historyk" informacji Służbie Bezpieczeństwa od połowy lat 70. aż do połowy lat 80. Andrzej Micewski to znany działacz katolicki, historyk i publicysta. Napisał m. in. biografię prymasa Wyszyńskiego. Pod koniec 1980 roku nieomal został redaktorem naczelnym "Tygodnika Solidarność". W 1984 roku prymas Józef Glemp uczynił go swoim doradcą społecznym. W tym samym czasie jego stałym partnerem w SB był osławiony generał Zenon Płatek, szef IV Departamentu MSW. "Żeby oni przed konferencją episkopatu rozmawiali z Glempem, a nie z Dąbrowskim - radził generałowi Płatkowi. - Najlepiej, żeby zrobił to Barcikowski, bo jest najlepiej lubiany. Obecnie Glemp przebywa w Gnieźnie, w miejscu, w którym bardzo dobrze się czuje i można to wykorzystać".

Z generałami z MSW rozmawiał o najważniejszych sprawach Kościoła i kraju, ale historycy nie mają złudzeń. - Był współpracownikiem SB, ale czasami urywał się MSW. To przykład działacza katolickiego o ogromnych ambicjach politycznych, ale gdy nie było pola do ich realizacji, świadomie wchodził w układ z SB - ocenia doradca prezesa IPN, historyk Antoni Dudek.

- Agent ? ! Nic nie wiedziałem... ! - nie ukrywa zaskoczenia Lech Wałęsa. - Jakim sposobem go dorwali? Ważne, jakich informacji udzielał. Jeśli poszedł na walkę z Kościołem, to paskudztwo - dodaje Wałęsa.

Piotr Adamowicz, Andrzej Kaczyński
(Rzeczpospolita, 12 sierpnia 2006)

http://rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_060812/plus_minus_a_1.html
» zaloguj się lub zarejestruj, aby móc dyskutować
"Rzeczywulgarnej" należy odebrać tytuł "Rzeczpospolitej"!
Autor: LidiaR. data: wt, 15/08/2006 - 08:27

A czy to pierwsza prowokacja uczniów spod sztandaru Fikusa, którego twarz niespodziewanie zamieniła się w "twarzyczkę" Urbana? I pomyśleć, że za wszystkie sznurki w RZ pociąga "Lolek" brat "Bolka". "Rzeczpospolitawulgarna" jak widać ma do spełnienia misję, polegającą na wystawianiu agenturze "certyfikatów" pod tytułem "CZYSTY JAK AGENT". Pozdrawiam Pana Redaktora.
LR
» zaloguj się lub zarejestruj, aby móc dyskutować
Tak oto wygląda Lesław
Pani Lidio, czy ks. Jankowski
Autor: Lesław data: wt, 15/08/2006 - 09:21

Pani Lidio, czy ks. Jankowski i Andrzej Micewski współpracowali z SB czy nie? Czy Rzeczpospolita napisała prawdę, czy skłamała?

Już kilka lat temu w książce Sławomira Cenckiewicza ,,Oczami bezpieki" można było przeczytać jak Delegat ustawiał zjad Solidarności, tak by uzyskać poparcie dla Wałęsy a wyeliminować niewygodnych dla władzy prawdziwych bohaterów takich jak Andrzej Gwiazda. W najnowszym Newsweeku Tomasz Terlikowski pisze o roli ks. Jankowskiego w trakcie tego zjazdu - ksiądz prałat w zasadzie zastępował tam w myśleniu Wałęse. Sam to zresztą ks. Henryk przyznał. Ks. Jankowski udzielił w 1991r. poręczenia za głównego podejrzanego w aferze FOZZ, byłego prezesa NBP Grzegorza Wójtowicza. Obracał się też w towarzystwie oficerów WSI i marynarki wojennej. Pośredniczył w kontaktach między gen. Papałą a Edwardem Mazurem.

Z kolei o Micewskim pisał już dawno Tygodnik Solidarność. Też jest "wylęgarnią agentów"?
» zaloguj się lub zarejestruj, aby móc dyskutować
Tak oto wygląda socjobiolog
Sygnatura 00 - dokumenty scisle tajne
Autor: socjobiolog data: wt, 15/08/2006 - 10:37

MKF - materiały zachowały się w formie mikrofilmowej
jedynki - chodzi o materiały (teczkę) tajnego współpracownika lub kandydata na tajnego współpracownik

http://www.tomex.kom.pl/index.php?page=lw&nazwisko=Korwin

KORWIN MIKKE JANUSZ RYSZARD
IPN BU 001043/1949 MSW MIKROFILMY JEDYNKI MKF

----
Szerokie masy ludu łatwiej ulegają wielkiemu kłamstwu niż małemu. (Adolf Hitler)
» zaloguj się lub zarejestruj, aby móc dyskutować

Zobacz również ...


menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Film opowiada o aktualnej sytuacji panującej w polskich aresztach śledczych. Zdjecia rozpoczęto 1 września 2003 roku, ich zakończenie planowane jest w maju.
Śledczak Kamilianie Gwiazdor Pedofile
Nakręceni Pub 700 Klatka To my, Rugbiści
powered by Admin.Starla v3 CMS