menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Albo wszystko przegramy albo zwyciężymy 22-07-2006
Dwa upalne dni spędziłem w kuluarach sejmu. Pojawiam się tam rzadko, tym razem musiałem w związku z tematem, do którego od jakiegoś czasu się przygotowuję, a o którym niedługo już będę mógł powiedzieć publicznie. Właśnie dom poselski został wybrany jako najbezpieczniejszy, by spotkało się kilka osób z gwarancją braku podsłuchów, ogonów.

Trwała walka o ordynację samorządową. Walka sprowadzała się do ściągania posłów, którzy byli poza sejmem. Kiedy już zebrano potrzebne kworum uwidoczniło się poczucie siły posłów PIS. „Jest nas dość by pogrążyć platformę” – słyszę przy recepcji nowego domu poselskiego.

Euforia zwycięzcy nie udzielała się jednak wszystkim. Jeden z moich rozmówców zaniepokojony jest sytuacją, w której rozgrywający w partii są ludzie, bo mają dostęp do Kaczyńskiego lub jego najbliższego otoczenia, zamiast argumentów posługują się plotką, by kogoś zdyskredytować lub zmarginalizować. „Tak niszczy się lub zniechęca ludzi”. Poznałem swego rozmówcę tuż po wygranych wyborach i wówczas tryskał energią i poczuciem wiary. Dzisiaj bije od niego rezygnacja.

Tej energii i wiary nie brakuje jednak Jackowi Kurskiemu, jednemu z tych, na których czekano by zebrać kworum: - „Albo wszystko przegramy albo zwyciężymy” – rzuca, na co wicina się w rozmowę Zygmunt Wrzodak. Po krótkiej polemice z Kurskim wspólnie zgadzają się, że najbliższy rok zdecyduje. Jeśli nie będzie konkretnych działań nikt już potem nie będzie wierzył w zmiany, przyśpieszenie.

Na drugim biegunie Posłowie Platformy Obywatelskiej. Przygaszeni. Ale nie widać katastrofy na twarzach. Ta na chwile gości na wieść o tym, że mają  startować w wyborach samorządowych, wyłącznie pod szyldem PO, bez łączenia komitetów. – „To już je poza dużymi miastami przegraliśmy” – rzuca jeden z nich. Na co drugi dodaje ironicznie: -„Ale za to ze sztandarem PO.”

(6) komentarzy / + dodaj komentarz
No i?
Autor: Veni_Venissa
2006-07-23 13:25:51
No i co i co Panie Sylwestrze? Niech Pan mówi, a nie pozostawia niedopowiedzeń! Niech nam pan nie karze się domyślać! Ale! Wszystko jest możliwe, wszystko! takie klimaty przezywam u siebie na codzień w pracy, a i sama padałm ofiara tego rodzaju fali, mobbingu. Najgorszy okres przeżywałam w zeszłym roku za 'rządów" faceta, który startował w zeszłorocznych wyborach do senatu! Przeklinałam jak CHOLERA, gdu tylko sie o tym dowiedziałam, że startuje z ramienia PiS-u (!!!), bo:

1. po pierwsze primo: cały czas twierdziłam, że "ryba psuje się od głowy" i jego m.in. obciążałam za te klimaty, jakie panują ostatnio w mojej instytucji; w związku z tym po cichu sobie myslałam,że JAK DOJDZIE DO WŁADZY PiS, to da popalić jemu i jemu podobnym; może wreszcie atmosfera się poprawi, a stare SB-ctwo pójdzie w odstawkę

2. ten facet znany był dotąd z jego inklinacji w stronę LEWUSÓW; ja cały czas byłam święcie przekonana,że to facet CZERWONY; głowę miał cały czas zwróconą na WSCHÓD i ściągał stamtąd ludzi do współpracy; uznay był również z różnych przekrętów - w każdym razie wielokrotnie o to go posądzano, lecz po jakimś czasie wszystko cichło, a on pozostawał "czysty"!

Pomimo tego,ze wciąż jeszcze sympatyzuję z PiS-em, to mam tę świadomość,że poprzedostawali się tam także ludzie - chorągiewki! UWAŻAM,ZE I W PiS-sie posłowie i senatorowie powinni dokonać jakiegoś samooczyszczenia, bo inaczej trudno będzie Ziobrze i Kaczyńskim w ogóle realizować program wyborczy! Niech Pan coś tym swoim rozmówcom podszepnie Panie Sylwestrze, bo INACZEJ W POLSCE SIE NIC NIE ZMIENI, w tym także i w mojej pracy!

Już wiem
Autor: Veni_Venissa
2006-07-23 13:36:48
Już wiem...c.d. NASTĄPIŁ...
A PO, działa na mnie jak "płachta na byka";o tym towarzystwie nawet szkoda gadać. Gdyby to PO doszło do władzy, to już nawet cienia NADZIEI nie nosiłabym w sobie...

i jeszcze jedno...
Autor: Veni_Venissa
2006-07-23 13:49:02
Czy ktoś może mi podpowiedzieć, gdzie można zdobyć/natknąć się na "promoherowy" teledysk autorstwa Pana Sylwstra i innych teledysk?

o samorządowej ordynacji wyborczej
Autor: werbalkint
2006-07-23 20:54:26
Panie Sylwestrze, przepraszam że zawracam głowę, ale tutaj kilka słów o samorządowej ordynacji wyborczej z punktu widzenia Sopotu, miasta Donalda Tuska. Wiecej szczegolow na http://www.uklad3miasto.blox.pl

No i podniósł się krzyk

Chodzi oczywiście o ordynację wyborczą do samorządów. Widziałem przedwczoraj konferencję prasową Donalda Tuska, w czasie której z zatroskaniem odniósł się do zamiarów PiS, które doprowadzić mają do zmiany ordynacji wyborczej do rad gmin. Tusk w swojej płomiennej wypowiedzi wspomniał między jednym a drugim zdaniem o tym, że wprowadzenie tak zwanych bloków list wyborczych będzie zamachem na demokrację - chociażby w Sopocie.

Pomimo, że ordynacja wyborcza była dyżurnym tematem wszystkich dyskusji politycznych w mainstreamowych mediach - nikt ani słowem nie zająknął się na temat funkcjonowania obecnej ordynacji wyborczej.

Więc trzy zdania o tym jaki jest wpływ obecnie obowiązującej ordynacji na Radę Miasta w Sopocie. Z pobieżnej analizy wyników wyborów sprzed 4 lat wynika... wniosek dokładnie odwrotny, niż ten którego używa Donald Tusk i jego wszystkie medialne pokemony.

Tutaj znajduję się wyniki wyborów do rady miasta w Sopocie w roku 2002:

http://wybory2002.pkw.gov.pl/grada/gw1/w22/m2264/index.html

wynika z nich jasno, że wpisany do ordynacji próg wyborczy (5%) przekroczyły następujące ugrupowania:

1) Samorządność Sopot (czyli Platforma Obywatelska) 45,05%
2) Komitet Wyborców Lecha Kaczyńskiego (czyli PiS) 20,28%
3) SLD-UP 14,35%
4) Liga Polskich Rodzin 9,87%
5) Niezależne Forum Sopotu 6,28%

progu nie przekroczyła

1) Unia Wolności 4,17%

Zgodnie z tym, czym karmią nas media w Radzie Miasta Sopotu powinno znajdować się 5 klubów radnych, lub w najlepszym wypadku 5 różnych ugrupowań powinno mieć w radzie swoich przedstawicieli.

Jednak ze względu na specyfikę metody D'Honta, która daje premię ugrupowaniom, które uzyskały największy wynik okazuje się, że w Radzie Miasta reprezentowane są tylko 3 kluby, które uzyskały najwyższy wynik wyborczy, czyli:

1) SS Sopot (czyli Platforma Obywatelska) - 13 mandatów
2) KKW Lecha Kaczyńskiego (czyli PiS) - 5 mandatów
3) SLD-UP - 3 mandaty

Stąd w samorządowach funkcjonowanie pojęcia "efektywny próg wyborczy", który jest ruchomy i zależy od wyników najlepszych partii politycznych. W wielu samorządach, tak jak w Sopocie ten próg wyborczy wyznacza matematyka na poziomie dużo wyższym, niż wpisany do ordynacji wyborczej próg 5%. W Sopocie wynosi on około 15%.

Oznacza to, że w sumie 20,32% wyborców nie jest W OGÓLE reprezentowanych w sopockiej Radzie Miasta. Jest dla mnie niepojętym, jak Donald Tusk, znający przecież świetnie sytuacje samorządową w Sopocie może z uśmiechem na twarzy przekonywać wyborców, że propozycja posłów PiS, która ma za zadanie pozwolić ugrupowaniom, które nie przekroczą owego "efektywnego progu" (bo to jest problemem, a nie 5% próg z ordynacji) wprowadzić proporcjonalnie do swojego wyniku po jednym czy dwóch przedstawicieli ma być ograniczeniem wolności i samorządności. Na moje jest dokładnie odwrotnie.

Sugerowanie, że JOW (jednomandatowe okręgi wyborcze) spowodują zmianę tej sytuacji jest albo głupotą, albo bezczelnością. Idę o zakład, że Rada Miasta Sopotu, wybrana w JOWach miałaby mniej więcej 90% przedstawicieli SS Sopot. Wynika to choćby z prostego faktu, że samorządowcy grający główne role przez ostatnie 8 lat są jedynymi znanymi mieszkańom lokalnymi politykami. W jaki niby sposób mieliby wygrać z nimi w bezpośrednich wyborach o jeden mandat w okręgu przedstawiciele małych komitetów wyborczych? Myślę, że przy jednoczesnym wyborze prezydenta w bezpośrednich wyborach - jakakolwiek kontrola nad działaniami prezydenta byłaby fikcją absolutną.

O ile się orientuję - idea samorządu polegać ma na maksymalnym odpartyjnieniu wyborów na poziomie rady miasta. To co mamy w tej chwili, to hiperpartyjniactwo, propozycja PiS daje w mojej ocenie możliwość zwiększenia reprezentacji prawdziwie samorządowych komitetów, a nie ich partyjnych przybudówek. A już na pewno nie ma to nic wspólnego z ochroną samorządów, którą gębę wyciera sobie Donald Tusk.



18:24, werbalkint

Tajna wojna:Cicha, zajadła, podjazdowa
Autor: Trybuna zamieściła ciekawy artykuł
2006-07-24 01:10:53
Nominacja Antoniego Macierewicza na wiceministra obrony narodowej i uczynienie zeń koordynatora do spraw czystki w wojskowych służbach specjalnych i likwidacji WSI, to nie przejaw stabilizacji, porządku i planu, lecz przeciwnie – dowód chaosu i działań od Sasa do Lasa.

Przede wszystkim fakt, że nie minister-koordynator będzie koordynował działania związane z likwidacją WSI i tworzeniem nowych tajnych struktur w wojsku, stawia na porządku dziennym sprawę pozycji i roli Zbigniewa Wassermanna w służbach specjalnych i w układzie władzy w ogóle. Kim on teraz jest i co robi, skoro nie odpowiada za sztandarową dla PiS-u rewolucję w wojskowych służbach specjalnych, na których przecież przez ostatnie lata głównie skupiał swoją uwagę?

Antoni Macierewicz w MON, wyposażony w wielkie uprawnienia, to jednocześnie publiczny dowód braku zaufania tak do ministra Radka Sikorskiego, jak i do jego zastępcy, Aleksandra Szczygły. Wojskowe Służby Informacyjne są w kompetencji szefa MON. Mianując Macierewicza, Kaczyński im obu tę kompetencję zabrał. Że Sikorskiemu, to nawet rozumiem. Zwłaszcza po tym, jak otworzył swoją teczkę, wiadomo, że były podstawy, by interesował się nim kontrwywiad wojskowy. Jak by teraz Sikorski nie wykręcał faktów, to w każdym normalnym państwie kontrwywiad powinien go sprawdzić. Jest tylko pytanie, dlaczego Kaczyński nadal trzyma go na tym stanowisku. Czy naprawdę chce wyhodować konkurenta dla brata w przyszłych wyborach prezydenckich? Jeśli zaś liczy, że on sam odejdzie, to się przeliczy, bo nie po to przyszedł, żeby pochopnie z tak newralgicznej posady odchodzić.

Natomiast Szczygło to jest prawdziwe zaskoczenie. Uważano go przecież dotąd za komisarza politycznego PiS-u w MON. Uchodził za bliskiego współpracownika Jarosława Kaczyńskiego i jego głównego informatora. Dowodem braku zaufania do Sikorskiego i jednocześnie zaufania do Szczygły były spotkania raportujące, które – pod nieobecność Sikorskiego w kraju – Szczygło z Kaczyńskim odbywał (m.in. w podpruszkowskim Helenowie), kiedy Kaczyński był „zaledwie” prezesem jednej z partii politycznych. I nagle okazało się, że nie Szczygło będzie nadzorował likwidację WSI, nie on będzie tworzył kontrwywiad i wywiad, tylko Antoni Macierewicz i gen. Jan Żukowski, obecny szef WSI... Żukowski to kolejny przykład niespójności i w piętkę gonienia.

Wassermann i Kaczyński wielokrotnie zapewniali, że w nowych służbach wojskowych nie może być miejsca dla nikogo ze służb PRL. Tymczasem Żukowski jest oficerem wywodzącym się jeszcze z Wojskowej Służby Wewnętrznej. Podobnie jego totumfacki, Marek Kwasek, który też przeszedł „na drugą stronę” mimo służby w WSW. Otóż WSW to był wojskowy kontrwywiad – to tam powstawały teczki, które teraz tak podniecają ludzi PiS-u. Z jednej więc strony słyszymy, że to były czasy okropne, z drugiej PiS-owi aż łapy się trzęsą, żeby przejąć tamten dorobek. Żukowski z Kwaskiem, jak rozumiem, im to zapewniają. Podobno zapewniali już, gdy Wassermann był członkiem sejmowej Komisji do spraw Służb Specjalnych i sejmowej komisji śledczej, tzw. orlenowskiej. To wtedy, jak się mówi, zasłużyli na wdzięczność Wassermanna i dzisiejsze awanse.

Inne nominacje „okołoweryfikacyjne” są na razie tajne, ale sądząc po zadziwiającej karierze tych dwóch, mogą to być równie gorliwi usługodawcy z przeszłości. Na przykład Aleksander L. – dawniej szef oddziału stołecznego WSW, który swego czasu prowadził teczki wszystkich generałów Wojska Polskiego. Nie było żadnej nominacji generalskiej bez jego parafy.

W plątaninie pomieszanych kompetencji i tajemnych układów najlepiej czuje się największy cwaniak w tym towarzystwie, szef Agencji Wywiadu Zbigniew Nowek. Jak słyszę, Nowek prowadzi z Jarosławem Kaczyńskim swoisty wyścig o czas. Został przez mściwych bliźniaków przyjęty do drużyny, mimo że jako szef UOP był sprawcą spektakularnej dymisji Lecha Kaczyńskiego z funkcji ministra sprawiedliwości w rządzie Jerzego Buzka. Tej „zbrodni” nie zmazała na pewno jego pełna anty-SLD-owskiej pasji postawa jako sejmowego „eksperta” PiS-u.

Nowek musiał jeszcze coś obiecać, inaczej nie zostałby przywrócony do służby i godności. Został szefem wywiadu, a więc struktury z definicji i z mocy prawa niedziałającej w kraju. Wydaje się oczywiste, że jego mocodawców wiedza tego typu mniej interesuje niż to, co Nowek wie z czasów, gdy był szefem UOP. Ponieważ Kaczyńscy uważają SLD za zdechłego psa, więc logicznie biorąc, mogą być tylko zainteresowani wiedzą na temat ludzi PO. Nowek,
szczwany lis,

wykorzystuje jednak okazję do umacniania własnej pozycji. Podsuwa swoich ludzi Mariuszowi Kamińskiemu i stopniowo plasuje ich w Centralnym Biurze Antykorupcyjnym. Umacnia się też w nowych służbach wojskowych. Umie to robić.
Z punktu widzenia państwa prawa, w którym obowiązuje cywilna kontrola nad służbami specjalnymi, jedną z najważniejszych instytucji tej kontroli jest działające przy premierze Kolegium do spraw Służb Specjalnych. To ono właśnie opiniowało kandydaturę Macierewicza i zakres obowiązków, jakie premier zamierzał mu powierzyć. Dyrektorem sekretariatu tego Kolegium jest Grzegorz Małecki, a jego zastępcą Robert Ziemkiewicz. Co prawda Grzegorz Małecki bardzo współpracuje z ministrem-koordynatorem Zbigniewem Wassermannem, wręcz otacza go czułą opieką, ale przede wszystkim jest człowiekiem Nowka, podobnie zresztą jak jego zastępca. Małecki z Ziemkiewiczem są czynnymi oficerami, co sprawia, że organ, który ma kontrolować tajne służby, sam jest pod ich ścisłą kontrolą.

To teatr absurdu, a nie państwo prawa. Tak samo jak oni uplasowany jest szef ochrony informacji niejawnych w Kancelarii Premiera, czy na przykład zastępca szefa ABW Marek Wachnik. Przy Wachniku szef Agencji z nadania Kaczyńskich jest doprawdy „cieniasem”. Nowek nie zapomina jednak, z jakiego powodu został przywrócony do łask. Systematycznie marginalizuje więc wpływy PO w służbach, a to głównie poprzez pacyfikowanie tzw. grupy krakowskiej, czyli oficerów związanych służbą w krakowskiej delegaturze UOP.

Pierwszy, niemal od ręki, poleciał Paweł Białek, podobno bardzo zdolny szef w Departamencie Przeciwdziałania Korupcji, Terroryzmowi i Przestępczości zorganizowanej ABW. Wyrzucono go jednak tyle pokazowo, co bezprawnie. Odwołał się i w sądzie wygrał. Dlatego pozostali są teraz spławiani ostrożniej. Wykładają w szkole tajniaków w podwarszawskich lasach, nudzą się, piją.

Jak długo Nowek będzie kręcił tym interesem? Nie wiadomo. Mówi się, że sprawdzianem będzie 11 listopada, Święto Niepodległości. To dla oficerów dzień awansowy. Jeśli Nowek nie dostanie wymarzonego generała, będzie to oznaczało, że jego rola przy panach braciach wygasa i odejście jest tylko kwestią czasu. Być może jednak tym tekstem zapewniamy mu inne rozwiązanie – dostanie generała, że niby wszystko jest OK, ale też odejdzie.

Przenoszona ciąża
Autor: Z MIchalkiewicza
2006-07-24 01:23:54
Stanisław Michalkiewicz:Jeśli za początek IV Rzeczypospolitej przyjąć ubiegłoroczne wybory, to właśnie mija 10 miesiąc, a dziecko jeszcze się nie narodziło. Nie można tedy wykluczyć, że ta ciąża okaże się przenoszona ze wszystkimi tego konsekwencjami i IV Rzeczpospolita urodzi się martwa.

Zobacz również ...


menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Potężny mężczyzna powolnymi ruchami, nieco leniwie, goli głowę. Opowiada o swoim barwnym życiu, o więzieniu i drużynie rugby. Ale nie jest to kadr z amerykańskiego obrazu "Urodzeni mordercy", a jedna ze scen polskiego filmu dokumentalnego Sylwestra Latkowskiego o chuliganach Arki Gdynia, których teraz bardziej niż rozróby fascynuje męski, twardy sport.
(...) Kamera podąża za bohaterami niemal wszędzie. Jest na treningu, meczu, w szatni, w samochodzie i nawet w łazience.


Śledczak Kamilianie Gwiazdor Pedofile
Nakręceni Pub 700 Klatka To my, Rugbiści
powered by Admin.Starla v3 CMS