menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Kompromitacja Wałęsy? 16-08-2006
Adam Michnik zabrał głos w sprawie Guntera Grassa. Zatytułował go: „Wałęsa w sforze naganiaczy”. Michnik pisze: "Guenter Grass, wielki pisarz niemiecki, laureat literackiej Nagrody Nobla, zdecydował się ujawnić, że jako 15-latek zgłosił się na ochotnika do armii hitlerowskiej i przez pewien czas służył w jednostkach Waffen SS. Napisał o tym książkę, gdyż - jak to wyjaśnił w wywiadzie - to „był mój wewnętrzny przymus”, tamtą „winę odczuwałem jako hańbę”.

Taka postawa pisarza zasługuje na podziw i szacunek. Gdy pisarz, znany z uczciwości i odwagi, przez nikogo nieprzymuszony publicznie wyznaje swój błąd sprzed 62 lat, można tylko pochylić czoło, bowiem jest to przypadek całkowicie unikalny. Gdy jednak odzywa się natychmiast sfora naganiaczy, która wykorzystuje ten akt pisarza do rozpętania przeciw niemu nienawistnej nagonki - można tylko ubolewać nad małością ludzkiej kondycji.

Niestety, w tej sforze naganiaczy znalazł się także Lech Wałęsa. Uznał on za właściwe dorzucić swoje pogardliwe trzy grosze na łamach brukowego Springerowskiego dziennika „Bild”, skądinąd znanego z wrogości do Grassa, który wielokrotnie krytykował „Bilda” za publikacje zatruwające publiczne debaty w Niemczech.

Nie wiem, czy to któryś z doradców Wałęsy zasugerował mu tę deklarację - niemądrą i niegodną. Jeśli tak było, to powinien on zrezygnować z usług tego doradcy. Jeśli natomiast był to rezultat jego bezmyślnego gadulstwa, to Wałęsa powinien w przyszłości chwilę pomyśleć, zanim dokona tak osobliwego bilansu życia wielkiego pisarza. Literaturoznawstwo nigdy nie było mocną stroną Lecha Wałęsy.

O czym bowiem mowa? Chodzi o czyn - niewątpliwie naganny i pożałowania godny - popełniony przez nastolatka przed 60 laty. Ten czyn Grass dogłębnie przemyślał i wielokrotnie przekreślił całym swoim życiem; wszystkimi swoimi książkami. W tych książkach pisarz stworzył wspaniały pomnik Gdańska; także w niezapomnianym „Blaszanym bębenku” oddał hołd bohaterskim polskim obrońcom Poczty Gdańskiej.

W swych powieściach i esejach, w publicznych wystąpieniach i wywiadach był Guenter Grass konsekwentnym krytykiem i demaskatorem nazizmu, także zbrodni nazistowskich przeciw Polsce. Przez długie lata nie miała Polska w Niemczech bardziej konsekwentnego i bezinteresownego przyjaciela.

Płacił za to wysoką cenę. Nacjonaliści niemieccy atakowali go bezpardonowo, gdy uparcie powtarzał, że Niemcy muszą uznać ostateczny kształt granicy na Odrze i Nysie. Natomiast komuniści atakowali go, gdy wspierał uparcie, od samego początku, polską opozycję demokratyczną, współpracował z polską prasą pod-ziemną, występował w obronie więźniów politycznych w Polsce. Zapominanie o tym wszystkim dzisiaj jest głupotą i niewdzięcznością; przekreślanie tego wszystkiego z powodu błędu życiowego kilkunastolatka w 1944 r. jest po prostu nieprzyzwoitością.

Kilkunastoletni młodzi ludzie popełniają różne błędy - Lech Wałęsa wie o tym doskonale, bowiem jako młody człowiek - pisał o tym w swojej książce wspomnieniowej - dopuścił się czynów, które potem sam uznał za błędne i pożałowania godne. Te błędy wszakże przekreślił swoim późniejszym życiem. A przecież i dzisiaj nie brakuje chętnych - dość nikczemnej konduity - którzy chcieliby, poprzez przywołanie tamtej pomyłki życiowej młodego Wałęsy, unieważnić dorobek całego jego życia.

My, Polacy, domagamy się słusznie od niemieckiej opinii publicznej, by zrozumiała, że działania pani Eriki Steinbach i jej współpracowników obrażają pamięć zbiorową i zmysł moralny Polaków. Widzimy w tych działaniach - też słusznie - kłody rzucane na drodze polsko-niemieckiego pojednania.

Otóż Guenter Grass, który wysiedlenia Niemców z Gdańska opisał w „Blaszanym bębenku” z nieporównanym realizmem; którego siostra była podczas tego wysiedlania kilkakrotnie gwałcona przez wysiedlających, o czym pisarz publicznie opowiadał podczas debaty w Gdańsku, ten sam Guenter Grass przez lata konsekwentnie przypominał, że właściwymi winowajcami wszystkich niemieckich nieszczęść są niemieccy naziści, gdyż to oni rozpętali II wojnę światową, napadając na Polskę. Guenter Grass zawsze wykazywał olbrzymią wrażliwość na polską pamięć o tamtych dramatach.

Czyż nam, Polakom, tak trudno zrozumieć ówczesny dramat młodych Niemców ogłupionych totalitarną indoktrynacją propagandy nazistowskiej i Hitlerjugend, wciśniętych w koszmar wojny, strach przed bombami, w jeszcze większy strach przed bolszewizmem, który nadchodził ze wschodu? Czyż trudno zrozumieć, że wielu młodych Niemców pogubiło się wtedy i pobłądziło?

Taka przecież jest prawda o ówczesnym dramacie generacji młodych Niemców. Nie tylko Guenter Grass pobłądził. Inny Niemiec, rówieśnik Grassa, także spędził pod koniec wojny kilka miesięcy w mundurze armii hitlerowskiej. Ów Niemiec wspominał po latach, że choć pochodził z rodziny antynazistowskiej, to w 1940 r., podczas wielkich triumfów armii niemieckiej, odczuwał „pewien rodzaj patriotycznej satysfakcji”. Czy również na miejscu tego Niemca chciałby Lech Wałęsa z czegoś tam zrezygnować?

Na wszelki wypadek podaję dane personalne: ów Niemiec nazywał się Joseph Ratzinger, ostatnio bardziej znany jako papież Benedykt XVI.

PS Nie sporządziłem tych uwag, by zapewniać Guentera Grassa, że ma w Polsce wielu przyjaciół, którzy szanują go i podziwiają. Także nie po to, by go bronić - ten wielki pisarz i wspaniały człowiek nie potrzebuje mojej obrony. Napisałem to po to, by bronić Lecha Wałęsy. Przed nim samym.”

Dlaczego zamieściłem całą wypowiedź Adama Michnika? Bo się z nią całkowicie zgadam. Wczoraj w telefonicznej rozmowie z Jackiem Kurskim rozmawialiśmy na temat Grassa. Rozumiem go, ale też powiedziałem mu, że mam odmienne zdanie. Takie jakie wypowiedział Michnik. Od razu zaznaczę, że Jacek Kurski nie należy do ludzi, którzy nie uznają innej opinii niż jego własna. Piszę to dla ludzi, którzy go nienawidzą, często bez uzasadnienia.

(10) komentarzy / + dodaj komentarz
A na co liczył Grass?
Autor: Oko
2006-08-16 09:47:43
A na co liczył Grass?

przyjaciel Fidela
Autor: Marcin R
2006-08-16 10:39:42
Laureat literackiego Nobla, obrońca Fidela Castro, w młodości należał do Waffen SS, honorowy gdańszczanin. Niezła zbitka. Filipika Michnika mnie nie przekonuje. Błędy młodości? Czy wobec Farfala z zarządu TVP też był taki miłosierny? Co z tego, że rodzina Grassa doświadczyła okrucieństwa wojny? Współczuję, ale zgadzam się z dzisiejszym tekstem Ziemkiewicza w Rzepie, że to otwarcie na prawdę , to bardziej zabieg promocyjny wokół nowej książki Grassa. W ogóle tam jest niezłe bagno. Reich -Ranicki UBek i teraz jeszcze to. W dzisiejszym Dzienniku Rybiński tez podaje kilka ciekawych życiorysów.

Panie Latkowski czyś pan zgłupiał?
Autor: nowytor3
2006-08-16 10:48:54
"...pisarz, znany z uczciwości i odwagi..."
PRZYJĄŁ nagrodę Nobla - odważny i uczciwy?
PRZYJĄŁ honorowe obywatelstwo Gdańska - odważny i uczciwy?
przez tyle lat miał wiele sposobności pokazania swojej odwagi i uczciwości nieprzyjmując nagród, których przez swoje kłamstwo nigdy by nie dostał.
Nawet nie przyznając się do przynależności SS wystarczyło powiedzieć, "przepraszam, nie mogę tego przyjąć, nie zasłużyłem" .
I skąd ta pewność, że "nie był przymuszony"? Dla mnie to jeszcze jedna kanalia jak Czajkowski, który gdyby "nie był przymuszony" dalej za autorytet by robił.

Polityczna poprawność Roberta Pastolety
Autor: Blog Ciesiołkiewicza
2006-08-16 11:31:28
Robert Pastoleta formułuje ciekawą tezę. Według niego Jacek Kurski żądając zrzeczenia się przez G. Grassa honorowego obywatelstwa Gdańska za ukrywanie przez 60 lat swojej przynależności do Waffen SS robi to wyłącznie z chęci autopromocji. Porównuje w tym zakresie Kurskiego do Urbana. A ja przypomnę, że Kurski nie jest jedynym, który zgłosił taki postulat, ani – z tego co widziałem - pierwszym.

Mam świadomość, że Jacek Kurski jest politykiem niezwykle wyrazistym i kontrowersyjnym. I nie o politykę partyjną mi teraz chodzi, ale o zjawisko politycznej poprawności występujące, jak widać, również wśród ludzi mediów, bo takim człowiekiem jest redaktor Robert Pastoleta. Proponuję małą zagadkę. Oto cytat: „Po tym jak G. Grass ujawnił swoją przynależność w czasie wojny do Waffen SS, najlepiej by było, gdyby po prostu sam zrzekł się honorowego obywatelstwa miasta Gdańska […] Ja również jestem honorowym obywatelem Gdańska i dzisiaj w jego towarzystwie nie czułbym się dobrze […] Miałem to szczęście, że jako Nobliści z Gdańska nigdy się nie spotkaliśmy: to mnie uratowało przed podaniem mu ręki. Gdybym dzisiaj go spotkał, też bym tego nie zrobił. To przecież tak, jakbym podawał rękę członkowi SS […]” (Fakt, 16.08). Czyje to słowa ? Odpowiadam: byłego prezydenta Lecha Wałęsy. Zgodne zresztą z jego weekendową deklaracją.

Dlaczego więc Robert Pastoleta nie zwraca uwagi na Lecha Wałęsę? Może dlatego, że to nie tak wygodne jak znalezienie symbolicznego „czarnego charakteru” polskiej polityki – Jacka Kurskiego. Przecież Lech Wałęsa uznawany jest w mediach za autorytet, jest ojcem polskiej drogi do wolności i pierwszym prezydentem wolnej Polski. Postacią, bez wątpienia, bardziej symboliczną.

Ma rację Maciej Rybiński, kiedy pisze, że „ujawnienie wojennej sprawy przeszłości G. Grassa jest niezwykle kłopotliwe z punktu widzenia obowiązującej dziś zasady poprawności politycznej”. Problem, którym żyjemy w ostatnich dniach, rzeczywiście może być interesujący i stać się ważnym przyczynkiem do dużo szerszej debaty o politycznej poprawności polskich elit, salonów, naszego życia publicznego i niewygodnych dla nich tematów.

Ciekawa jest teza o promocyjnym celu deklaracji politycznej Jacka Kurskiego. Takie rozumowanie spłyca dyskusję o polityce i pozbawia świat polityki warstwy sporu o wartości fundamentalne. Może to doprowadzić do niebezpiecznych skutków. Obowiązkiem polityków jest uczestniczenie w sporze i zgłaszanie postulatów politycznych. Właśnie dlatego, że są politykami. Rozumiem, że Jacek Kurski jest dzisiaj łatwy do atakowania i szufladkowania. Tylko nie może nam to przysłaniać głębszego problemu. Spłycanie tej sprawy i porównywanie go do Urbana, to mieszanie porządków. Nie można porównywać sytuacji nieporównywalnych.

Niezawodny Michnik
Autor: P.K
2006-08-16 13:10:54
Mały Ratzinger "pewien rodzaj satysfakcji" odczuwał w wieku 13-stu lat.Do hitlerjugend byli wcielani wszyscy, również Ratzinger ale do Waffen SS tylko ochotnicy.Przyszły papież został wcielony do obrony przeciwlotniczej jak większość młodych chłopców z hitlerjugend poza tymi którzy poszli na ochotnika do wojska.G. Grass wierzył w narodowy socjalizm.Stawianie na jednej płaszczyżnie tych dwóch życiorysów wojennych młodych ludzi, jest kolejną manipulacją Michnika

Michnik taki?
Autor: Geralt
2006-08-16 15:42:11
A dopiero mu sie Piotr Farfał nie podobal bo za mlodu gazetke redagowal. To od czego zalezy ocena? Nazwiska? Sily razenia? Przynaleznosci do pewnych kregow? Relatywizm...

Problem z GG
Autor: Olgierd
2006-08-17 11:44:41
1) Farfał sympatyzował z naziolami 60 lat po wojnie, kiedy najgłupsze dziecko nawet wie, że hitlerowcy to zbrodniarze. GG mógł być w 1945 najgłupszym 15-latkiem i pchać się na U-boota w porywie młodzieńczego narwania.

2) Do Waffen SS wcielano także na siłę, nie były to jednostki złożone wyłącznie z ochotników. Na pewno nie zimą 1945 r.

3) Moim zdaniem problem GG nie polega na tym, że był w SS, lecz na tym, że przez pół wieku z hakiem w sumie to ukrywał. Owszem, "przyznał się" - władzom okupacyjnym - a następnie w swoim CV punkt ten skwapliwie przemilczał.

4) Żołnierze oddziałów niszczących polskie miasta i mordujących Polaków nie powinni być specjalnie honorowani przez Polskie miasta. Bez znaczenia jest czy kogoś zabili czy się migali od strzelania jak mogli.

5) Kilka lat temu wyszło, że honorowe obywatelstwo Wrocławia mają Hitler i Bierut. Była mała konsternacja - jedni mówili, żeby odebrać, inni, że to zakłamywanie historii (otrzymali je, rzecz jasna, w swoich czasach, za "swoje zasługi".
I co z takim fantem zrobić?

promocja
Autor: sus
2006-08-17 13:20:57
szkoda tylko ze tyle zwlekal z ujawnieniem tego faktu. lecz dopiero teraz wydaje swoja autobiografie- swietnie ja wypromowal. zalosne.

http://andrzejwegrzyn.mojweblog.pl/
Autor: A.W.
2006-08-17 20:01:18
Adaś. - „oblicze morale narodu” dało swój głos. Czy są jeszcze ludzie którzy go słuchają /czytają?

Młody i głupi
Autor: Mirek
2006-08-20 19:00:12
Czynem nagannym nie jest to, że służył w SS, był Niemcem, była wojna i jego prawem a może obowiazkiem było służyć ojczyźnie, tym bardziej że Hitler reprezentował politykę narodowo-socjalistyczną a więc bliską do końca (chyba już ) życia grassowi. To ukrywanie tego faktu w przedstawianej jako autobiograficznej twórczości jest naganne. Pan Latkowski nie dostrzega tego niuansu.

Zobacz również ...


menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Sylwester Latkowski znów zaskakuje - tym razem pozytywnie. "Kamilianie" to oszczędny, ale poruszający dokument. Byli już rugbyści, blokersi. Był polski show-biznes. Tym razem enfante terrible polskiego dokumentu zrobił film o zakonnikach. Ale tak naprawdę to film o życiu, a raczej śmierci. Kamilianie - bohaterowie filmu to ludzie, którzy swoje życie ofiarowują chorym. Niby to nic wielkiego. Kilka tysięcy polskich pielęgniarek codziennie robi to samo. Jednak Kamilianie to nie pielęgniarze, nie lekarze - to bracia w śmierci.
Śledczak Kamilianie Gwiazdor Pedofile
Nakręceni Pub 700 Klatka To my, Rugbiści
powered by Admin.Starla v3 CMS