menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Czarny worek Kurskiego 29-09-2006
Na lotnisku spotykam Jacka Kurskiego z czarnym foliowym workiem na śmieci. Wraca do Trójmiasta. Pytam, czy w związku z obecną sytuacją już się pakuje z Warszawy na stałe? Śmieje się. W worku ma gadżety wyborcze PIS. Koszulki, czapeczki. Trwają przygotowania do kampanii samorządowej. Kurski szefuje jej na Pomorzu. Zaprasza na lunch. W czasie naszej rozmowy, co chwila ktoś podchodzi i gratuluje Kurskiemu. Padają zapewnienia poparcia. „Jesteśmy z Wami.” Kurski rzuca mi: „Widać, co ludzie naprawdę czują. Nie jest tak źle, jak pokazują w mediach”. Twarz Kurskiego jest jednak zmęczona. Być może to tylko efekt wczorajszego maratonu po mediach.

(9) komentarzy / + dodaj komentarz
przy okazji "zmeczenia"
Autor: nurni
2006-09-29 21:09:40
Pamietam p Sylwestrze jak swego czasu ujawnil Pan historie pewnego niedysponowanego senatora ktory zarzekal sie ze skonczyl z alkoholem.
Pytanie z innej beczki:
Ogladal Pan konferencje PO i nastepna SLD - po polnocy juz po emisji programu Morozowskiego?

Czy tylko ja zauwazylem ze poslowie Rokita, Schetyna, Niesiolowski, Szmajdzinski i Borowski byli pijani? Polecam powtorki jesli gdzies dostepne.

Donal Tusk tym sie akurat roznil od ministra R - ze nie tylko obiecal ze jego przygoda z alkoholem to juz historia ale nawet slowa dotrzymal. Musial az w pewnym momencie przerwac belkot i szeleszczenie niedoszlego "premiera z Krakowa" by nie doszlo do kompromitacji...

dziobanie i wampiryzm energetyczny
Autor: Veni_Venissa
2006-09-30 01:08:01
maratonu, dziobania i wysysania krwi przez wielu dziennikarzy

Pułkownik Ubekistanu
Autor: gnijacy_pis
2006-09-30 14:58:32
Też byłem na lotnisku i żałuję, że was nie spotkałem. Naprawdę żałuję.
A tak nawiasem to nie zamarzł na tej Islandii? ... szkoda

ni stąd, ni zowąd
Autor: kiwi
2006-09-30 20:13:57
Nieznosze typa organicznie - takie semantyczne nadużycie..

Kurski na pełnych obrotach. Bo jest o co walczyć...
Autor: JW
2006-10-02 15:00:30
Polecam artykuł Plechickiego nt. obecnej sytuacji:
"KORUPCJA POLITYCZNA" A SZANTAŻ WEKSLOWY
- czyli... ostatnie podrygi niesławnych WSI
--------------------------------------------------------------------------------
Jaka jest różnica pomiędzy "korupcją polityczną" a "korupcją", najzwyklejszą korupcją, z jaką mamy częstokroć do czynienia w życiu społecznym, a więc dlatego "politycznym"?
Otóż taka różnica, jaka - parafrazując stary dowcip dysydentów sowieckich z lat 60. - "pomiędzy krzesłem a krzesłem elektrycznym". A wcześniej, w formie pytania, ten stary dowcip rosyjskich i nierosyjskich straceńców, obrońców demokracji w totalitarnych Sowietach - cytuję za bohaterskim ś.p. Andriejem Amalrikiem (za Jego wspomnieniami) - brzmiał tak:

"jaka jest różnica pomiędzy demokracją a demokracją socjalistyczną?"
Znaczy - jest demokracja albo jej nie ma... i nic tu mylące, kamuflujące przymiotniki nie zmienią! Podobnie: "jest ciąża albo jej nie ma", jak często mówią prawnicy, itp., itd. Albo - albo, tertium non datur. "Korupcja polityczna" Polski współczesnej, zamiast po prostu "korupcja", (do ścigania przez prokuraturę i sądy), to... "wirtualny" a właściwie medialny twór Układu, za którym stoją rozwiązywane właśnie w Polsce WSI. Rzekoma "korupcja" owa ma za wszelką cenę zapobiec lustracji i cofnąć rozwiązanie tejże, wywodzącej się w linii prostej ze stalinowskiej Informacji Wojskowej, złowieszczej WSI. Ten stan rzeczy, upartego za wszelką cenę dążenia do anarchii, znalazł zgodnych obrońców w Tusku, Olejniczaku, Lepperze i ich najbliższym otoczeniu i zapleczu. Chcą za wszelką cenę zdestabilizować ostatecznie Polskę, aby nie dopuścić do lustracji i pozbycia się przemożnego wpływu WSI na nasze życie publiczne. Chcą w tym celu natychmiast rozwiązać Parlament. Posługują się manekinami w rodzaju Begerowej aby tylko cofnąć czas.

Układ postkomunistyczno-łże-liberalny, uosabiany przez takie osoby mediów popularnych, jak Niesiołowski, Begerowa, czy Urban zawył z rozpaczy i sięgnął po broń ostateczną: wszelkiego rodzaju prowokacje, celem obrony postkomunistycznego status quo, przede wszystkim w bankach i w gospodarce, ale także w administracji, jak MSZ, czy Ministerstwo Finansów.

"Korupcja Polityczna", to po prostu gigantyczna hucpa; jest korupcja, albo jej nie ma. Są dowody albo tylko mity i wymysły. Działamy na gruncie prawa albo fantazjujemy, jak nauczył nas łże-demokrata wszechczasów, zbrodniarz Lenin. Za to szantaż wekslowy... o to już zupełnie co innego. Szantaż wekslowy, nie tak jak np. "demokracja socjalistyczna" - jest jak najbardziej z tego świata. Podobnie jak szantaż wypływający z karygodnego braku przeprowadzenia dotąd lustracji w Polsce, takiej jak w Niemczech, jak w Czechach... Arcybiskup Gocłowski, znany na gruncie gdańskim przyjaciel antylustratora Aleksandra Halla, niegdyś gwiazdy politycznej tzw."Prawicy z RMP", porównuje stojącego nad grobem ks. Henryka Jankowskiego, do... mordercy (w głównych dziennikach TV w dn. 25 września 2006 r.), tylko dlatego bo kapłan ten, skorzystał po rozterkach ze swego niezbywalnego prawa i upublicznił udostępnione Mu przez IPN nazwiska szpicli i donosicieli, którzy wyrządzili temuż Prałatowi krzywdę!

Świat stanął na głowie! I w tym momencie od kilku dni szaleje już w Polsce sprawa, jak najbardziej nie wymyślona, jak zwykłe dotąd hucpy PO, do których się już nieco przyzwyczailiśmy, ale jak najbardziej realna, sprawa obrzydliwego szantażu wekslowego nabierająca tempa za sprawą i poprzez wolę Andrzeja Leppera. Szantażu wekslowego w stosunku do swych ubezwłasnowowolnionych kolegów z "Samoobrony". Sprawa potencjalnego (a może już faktycznego) ograniczania ich w wykonywaniu mandatu poselskiego.

Właśnie szantaż wekslowy, jak szantaże inne w naszym życiu publicznym, są realnością z którą musi się zmierzyć Polska, aby - po prostu - przetrwać. Wbrew Niesiołowskiemu, Begerowej czy Urbanowi i ich mocodawcom. Nie może tak być, aby wybrany przez Naród poseł nie mógł wykonywać swego mandatu. Ale to właśnie Tuskom, Olejniczakom czy Lepperom zupełnie nie przeszkadza. Ubezwłasnowolnienie posłów, to żaden dla tych watażków problem. Dla nich bowiem realizacja programu rządu, któremu bezustannie rzucają kłody pod nogi jest arcyśmiertelnym zagrożeniem. Przykazanie "nie kraść" w Polszcze, "która nierządem stoi" - jakież wywołuje sprzeciwy wśród czołowych polityków kilku partii!
Jest to ich być albo nie być na polskiej scenie politycznej.

Program rządu, w pełni lub choćby po części zrealizowany, ale w istotnych punktach antymafijnych, antyoligarchicznych, anty-kryptokomunistycznych... jest to bowiem, ni mniej, ni więcej, tylko ich śmierć publiczna. I pogrążenie się w niebyt.
I oto toczy się medialna gra. Perfidna, robiąca maluczkim "wodę z mózgu", nie przebierająca w środkach, po prostu z pod znaku: "Polowanie na Kaczki", aby li tylko nic istotnego w Polsce się nie zmieniło.
Jaka gra? Walka z czym? Walka z nieistniejącą korupcją, choć wokół pełno korupcji, którą chce ukryć dotąd wszechmocny Układ i - z drugiej strony - przeciwstawiająca się piramidalnej hucpie także realna WALKA z jak najbardziej rzeczywistymi wekslami Leppera.

Wyobraź sobie Drogi Czytelniku, że jesteś bohaterem czarnobiałego westernu w starym stylu: po której stronie zechcesz wziąć udział w tej walce? Czy łotry i złoczyńcy mają wciąż terroryzować Nasze Miasto? To trudne, ale jeśli nie wykażesz się teraz aktywnością - czeka Cię niewolnictwo. Wekslowe i wszelkie inne.
EWENTUALNYM DEMONSTRACJOM WŁAŚCICIELI PRL-u (choć oni raczej wolą jeździć na narty itp., jak ostatnią wiosną niesławny Tusk) ODPOWIEDZMY MASOWYM POPARCIEM DLA naszego RZĄDU! BROŃMY GO W POKOJOWYCH DEMONSTRACJACH przeciw NIEODPOWIEDZIALNYM właścicielom PRL-u i PRL-bis! Polska to nie żałośni, choć groźni oni, to także, albo przede wszystkim my. I możemy ich czapkami zasypać.

Krzysztof Plechicki


...a, ja tymczasem polecam cos innego.....
Autor: yarek
2006-10-02 15:16:52
Romuald Lazarowicz
Jojcząca koalicja


Od kilku dni w prywatnych stacjach TV i radiowych, w prasie odbywa się non stop pranie mózgów. Dzienniki, na przykład TVN, straciły zainteresowanie całym światem, nadając prawie wyłącznie propagandę, już nawet niezbyt starannie kamuflowaną. Zamiast przekazywania informacji poucza się nas, jak mamy myśleć i kogo potępiać. Od rana do wieczora emitowany jest szum, publiczności wbijane są do głów określone klisze. Skuteczność tych działań zdają się potwierdzać pierwsze sondaże, ale być może są one w rzeczywistości dopiero antycypacją pożądanych wyników, mają pomóc w ich wykreowaniu.

W poszukiwaniu "różnorodności tematycznej" posunięto się nawet do emisji – w dzienniku (!) TVN – prymitywnych żartów wziętych z Internetu (obecnych tam zawsze, ale teraz widocznie uznanych za szczególnie przydatne). Antyrządowy amok podtrzymywany jest i kształtowany z perfekcją znacznie większą niż w telewizji PRL zwalczającej "ekstremę". W rozmaitych tokszołach i debatach mających sprawiać wrażenie obiektywizmu brylują wszyscy polityczni nieudacznicy, nie mogący się pogodzić z własną niemocą, eksponujący swoje moralne zatroskanie. PO, Samoobrona i SLD stworzyły zgrany chór obrońców zagrożonych demokratycznych standardów. Triumfy święci metoda zwana "Łapać złodzieja!". Powstała wielka koalicja jojczących...

Interes polityków rozkręcających tę awanturę jest jasny. Zastanawia kluczowa w niej rola wielu dziennikarzy. Dopiero nie tak dawno profesja ta zaczęła odzyskiwać zaufanie, odbudowywać morale zniszczone w latach komunizmu. I oto grupa czołowych, przede wszystkim młodych, dziennikarzy wraca do haniebnej praktyki manipulowania odbiorcami i bierze aktywny udział w propagandowej rozgrywce.

Nie doszukuję się wszędzie spisków, zazwyczaj biorę pod uwagę wielką karierę głupoty w dziejach świata. Teraz też dopuszczam możliwość, że przynajmniej niektórzy redaktorzy TVN i Polsatu czy prasy codziennej nie grają idiotów z czyjegoś poduszczenia, a idiotami po prostu są. Trochę to dziwne, jak na ludzi wygadanych, mających się za inteligentnych i przenikliwych, ale możliwe. Trudno jednak przypuścić, by wszyscy żurnaliści rozgrywający tę aferę nie wiedzieli, co czynią.

Afera Renaty "Maty Hari" (nie urażając autentycznej zmysłowej tancerki) ma dwie zasadnicze płaszczyzny. Najogólniejsza dotyczy ordynacji wyborczej. Konieczność żmudnego – i często nawet rozpaczliwego – poszukiwania większości w parlamencie jest wmontowana w system kształtowany obowiązującą u nas ordynacją. Tego nikt, niestety, nie podnosi w trwającej wrzawie. I jest to faktycznie wina mocno obciążająca całą klasę polityczną, w tym PiS. Partia ta woli bowiem kombinować z "premią" dla zwycięzców w wyborach czy koalicyjną kumulacją głosów, czyli chce uzyskać część efektów wpisanych w ordynację większościową, zachowując jednak nadal nieszczęsną ordynację proporcjonalną! PO udaje poparcie dla ordynacji większościowej, ale w istocie nie jest nią zainteresowane. A sprawa jest prosta: gra w przeciąganie posłów do obozu rządowego jest w systemie zbudowanym na bazie jednomandatowych okręgów wyborczych całkowicie niepotrzebna. Reklamowane tak szeroko "taśmy prawdy" osobiście mnie nie zbulwersowały. Rozmowy nagrane przez puszącą się Renatę Beger odsłoniły jedynie praktykę wbudowaną w przyjętą w Polsce formę demokracji. Nie inaczej zachowywaliby (i zachowują) się przedstawiciele każdej z partii (tylko po raz pierwszy zobaczyliśmy, jak to się odbywa). Bo nie mogą inaczej. Takie działania wymusza ten system. Przydaje również nieusprawiedliwionego znaczenia postaciom takim, jak Lepper, Beger i podobne indywidua. Wręcz promuje je. I to system jest zły, a nie ci, którzy siłą rzeczy go realizują.

Na marginesie drobna uwaga. Z wielkim oburzeniem zarzuca się braciom Kaczyńskim, że chcą pełni władzy. Na Boga! – a o co w końcu chodzi w polityce? Przecież właśnie o zdobycie i sprawowanie władzy. Czy przeciwnicy Kaczyńskich nie chcą jak największej władzy i o nią nie zabiegają?

Płaszczyzna druga to rozgrywka z PiS-em, który wygrał wybory programem naprawy Polski. Od samego początku, od powstania rządu Marcinkiewicz-Kaczyńskiego, a nie od ostatniej prowokacji dziennikarzy TVN posługujących się posłanką Samoobrony, trwa kampania o jego obalenie. Teraz mamy jedynie do czynienia z silnym i skoordynowanym uderzeniem w jej ramach. Trzeba przypomnieć, że aferalne, istotnie szkodliwe rządy SLD i prezydenta Kwaśniewskiego nie budziły takich reakcji, jak obecny rząd, który jako pierwszy od 1992 r. podjął poważną próbę wyczyszczenia Polski z pozostałości PRL, naprawienia jej, zerwania ze skutkami okrągłego stołu. Tu właśnie jest klucz sytuacji i główny motyw działań antyrządowych. I tak jak 14 lat temu jednoczą się siły zainteresowane zachowaniem status quo, z aktywnym udziałem rozmaitych byłych funkcjonariuszy i agentów. I nie jest w ogóle istotne, czy za prowokatorami TVN stali faktycznie funkcjonariusze, czy nie. Działali tak, jakby rzeczywiście tak było. Sprawa jest rozgrywana jako wielki skandal korupcyjny, a w istocie sprowadza się do pokazania w telewizji tego, co dotychczas było ukryte.

Przeciwko PiS-owi zastosowano całe instrumentarium środków: głupawe dowcipy, naciski propagandowe, również z wykorzystaniem zagranicy, odwracanie uwagi sprawami trzeciorzędnymi, pseudointelektualne wywody, zarzuty faszyzacji kraju... Zapowiadane są marsze i manifestacje, dzień po dniu podważa się powagę i prawomocność polskiego rządu. Przestrzegałbym zwolenników takich działań. Ocierają się one coraz bardziej o zdradę. Polskie państwo wymaga wspólnego wysiłku przy naprawie, nie zaś jego dalszego osłabiania i niszczenia.

Bardzo bym chciał, żeby ten rząd przetrwał. Choćby dlatego, że to, co pokazałby ewentualny rząd PO, widzieliśmy już w kilku kiepskich wydaniach. Lepiej nie byłoby i tym razem. PiS zapowiada i daje szanse na spore zmiany, idące w dobrym kierunku. Nie wszystko mi w jego działaniach odpowiada, ale po raz pierwszy od dawna mogę liczyć, że choć trochę zmieni się na lepsze.

30 września 2006 r.



Romuald Lazarowicz

Wojskowi w TVN
Autor: enemikombatant
2006-10-03 10:23:51
Sekretarz programowy telewizji TVN Milan Subotić był współpracownikiem WSI, a
wcześniej wojskowych służb PRL - twierdzi "Gazeta Polska". Tygodnik powołując
się na ustalenia komisji weryfikacyjnej Wojskowych Służb Informacyjnych
podaje, że oficerem prowadzącym Suboticia był Konstanty Malejczyk, późniejszy
szef WSI, a następnie współpracownik Andrzeja Leppera.
Tygodnik ustalił, że Konstanty Malejczyk na kilka dni przed emisją
programu "Teraz My" spotkał się z posłem Samoobrony Januszem Maksymiukiem,
który przyznał się później do zorganizowania prowokacji. W programie
wyemitowane zostały nagrania z negocjacji przedstawicieli PiS-u z posłanką
Samoobrony Renatą Beger.
Gazeta zwraca uwagę, że Milan Subotić jako sekretarz programowy TVN doradza
przy przygotowywaniu programów publicystycznych stacji, w tym właśnie
programu "Teraz My" Morozowskiego i Sekielskiego. Tygodnik opisuje też
obszernie przeszłość Subocia i szefów TVN Mariusza Waltera i Jana Wejcherta.
Zaznacza, że wszyscy porobili błyskotliwe kariery za PRL-u i podkreśla ich
powiązania z ówczesnymi elitami.

www.polskieradio.pl/iar/news.aspx?iID=2542013

Cała prawda o Gazecie Polskiej Sakowicza
Autor: Major Waldemar
2006-10-03 12:42:57
Późne popołudnie jednego z ostatnich dni kwietnia tego roku. Redakcja "Gazety Polskiej". Pokój zastępczyni redaktora naczelnego. Oglądamy z Elżbietą Isakiewicz jakiś telewizyjny program informacyjny.

Wchodzi Tomasz Sakiewicz, dziennikarz i zarazem członek zarządu Niezależnego Wydawnictwa Polskiego które jest wydawcą "Gazety Polskiej". Sakiewicz rozsiada się na krześle i składa nam następującą propozycję: Jest pewna firma telekomunikacyjna, która byłaby gotowa z nami współpracować - chodzi o duże pieniądze - ale stawia warunki: mamy pisać dobrze o jej produktach.

- Świetnie - odpowiadamy - od tego są przecież strony gazetowe oznaczone napisem "kolumna sponsorowana" bądź "reklama".

- Tylko że - informuje nas Sakiewicz - ich żądanie jest takie, żebyśmy pisali o nich dobrze nie na kolumnach oznaczonych napisem "reklama", ale w zwykłych tekstach naszych dziennikarzy. Robimy wielkie oczy. Nie możemy wykrztusić słowa.

- Pan nam, jeśli dobrze rozumiemy - odzywam się wreszcie - proponuje ni mniej ni więcej tylko coś takiego, żebyśmy wprowadzili w błąd naszych własnych czytelników; oni czytając teksty napisane na zlecenie, za pieniądze, będą myśleć, że zawarte tam pochwały płyną z przekonania autorów, że są bezinteresowne, p r a w d z i w e. Przecież to zwykłe oszustwo. Nie ma mowy.

- Jak ty w ogóle śmiałeś - podnosi głos wzburzona Elżbieta Isakiewicz - przyjść do nas z taką propozycją? Jak ty w ogóle śmiałeś pomyśleć, że my się możemy zgodzić na takie szalbierstwo, sprzedać się i zniszczyć cały nasz prestiż?

Sakiewicz spuszcza głowę i wychodzi.

Byliśmy w szoku. Wiemy, co to znaczy wychwalać cudze produkty za cudze pieniądze bez zaznaczenia, że to jest tekst sponsorowany, że to jest reklama. Wiemy, że tutaj każde odstępstwo od powszechnie obowiązujących zasad oznacza sprzedanie się, utratę wiarygodności, wyrzeczenie się niezależności, że każda przekupna publikacja jest to gotowość kłamstwa na zlecenie. Wiemy również, że gdy się traci niezależność w jednym punkcie, traci się ją we wszystkich, że jeden fałszywy krok to krok w przepaść. Rozumieją to wszyscy uczciwi dziennikarze we wszystkich mediach.

Byliśmy w szoku. Zdarzało nam się w "Gazecie Polskiej" popełniać błędy. Zdarzało nam się kibicować ludziom, którzy później - w ten czy w inny sposób - zawodzili. Zdarzała nam się pochopność i nieprzenikliwość w sądach. Ale nikt nami nigdy nie komenderował. Ale niezależność była dla nas zawsze największą świętością. Ale nigdy nie posunęliśmy się do tego, by z premedytacją oszukiwać czytelników. Ale nigdy nie uczynimy tego z a ż a d n e p i e n i ą d z e.

Byliśmy w szoku. Zapewne jednak natłok rutynowych zajęć przy redagowaniu gazety kazałby nam przejść do porządku dziennego nad tamtym zdarzeniem i potraktować złożenie nam propozycji korupcyjnej w ten sposób, że był to głupi wyskok.

Stało się jednak inaczej. Okazało się, że to nie był wyskok. W czasie kilku kolejnych dni następuje seria alarmujących wydarzeń. W liście rozsyłanym do udziałowców gazety oskarża się nas o nienowoczesne zarządzanie firmą. Wychodzi na jaw, że już od wielu tygodni, jeśli nie miesięcy, nie próżnuje również p. Sakiewicz. Odbywa na mieście narady, jak by tu wyrzucić Piotra Wierzbickiego i Elżbietę Isakiewicz z "Gazety Polskiej", jako członek zarządu odpowiedzialny za sprawy finansowe posuwa się do sabotażu (nie poleca księgowości, aby przygotowała istotne dokumenty na doroczne zgromadzenie udziałowców), w końcu w piśmie rozesłanym niektórym udziałowcom atakuje linię programową "Gazety". Wydarzeniom tym towarzyszą dwa kolejne napady "nieznanych sprawców" na lokal naszej redakcji.

Istniejemy już od dwunastu lat. Różnimy się od innych gazet. Często idziemy pod prąd. Nie poszliśmy pod komendę żadnej partii. Lubimy zaskakiwać. Potrafimy rewidować swe poglądy. Potrafimy reagować na rzeczywistość. Nie pasujemy do schematów. Śmieszą nas szaleństwa politycznej poprawności, ale jesteśmy liberałami gospodarczymi. Nie zostawiamy suchej nitki na wynaturzeniach i draństwach III RP, ale doceniamy nasz wielki historyczny sukces: jesteśmy państwem niepodległym, ważnym składnikiem Zachodu. Popieramy lustrację, ale przypominamy uparcie, że ważniejsza jest dekomunizacja. Nie lubimy postkomunistów, ale nasze obrzydzenie wywołują również ludzie, którzy teraz odgrywają rolę wielkich patriotów i antykomunistów, a w PRL siedzieli jak mysz pod miotłą. Mamy powód, by bronić swojej gazety.

To, że p. Sakiewicz ma chrapkę na "Gazetę Polską", może wydawać się śmieszne. To, że te działania wpisują się we wrogą akcję wymierzoną w niezależność "Gazety Polskiej", nie jest zabawne. Przeżyliśmy już w naszej historii dwie takie próby: raz w roku 1993, gdy napaści "nieznanych sprawców" towarzyszyła agresja prokuratury, drugi raz, gdy "Gazetę" próbowali rozbić miłośnicy "Naszego Dziennika". Dzięki postawie naszych czytelników, dziennikarzy i udziałowców przetrwaliśmy. Wolno sądzić, że tym razem idzie i o linię polityczną "Gazety", i o pieniądze, że amatorom "przejęcia" "Gazety" idzie i o to, abyśmy w przeddzień wyborów skapitulowali wobec promoskiewskich, antyamerykańskich i antyeuropejskich narodowych katolików, i o to, byśmy pisali pod dyktando potężnych spółek.

Pragnę zapewnić Czytelników, że nic takiego nie nastąpi, że nie ukaże się w "Gazecie Polskiej" już ani jeden tekst p. Sakiewicza, że odebrałem mu prawo reprezentowania "Gazety Polskiej" w innych mediach i że każdy przyszły domorosły "Rywin", który by się ośmielił przyjść do nas z propozycją "pochwały za pieniądze", odejdzie z kwitkiem.

Piotr Wierzbicki

przejąć GP
Autor: moh
2006-10-03 13:12:26
http://www.gazetapolska.pl/?module=content&article_id=411

Zobacz również ...


menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Film dokumentalny, Produkcja Program II TVP & TPS Studio Filmowe, czas 64 minut; produkcja 2002 rok.
Nagroda: Najlepszy Polski film dokumentalny Festiwalu Filmowego w Kazimierzu nad Wisłą 2002.


Śledczak Kamilianie Gwiazdor Pedofile
Nakręceni Pub 700 Klatka To my, Rugbiści
powered by Admin.Starla v3 CMS