menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Komentarz do „Kurestwa medialnego” Bogdana Chroboty 04-10-2006
Nerwy puściły Bogdanowi Chrobocie i napisał w swoim blogu „Kurestwo medialne. Casus Subotić”. Czytam komentarze i jestem zdziwiony krytyczną reakcją za tytuł, emocjonalność. Blog jest zawsze głosem bardziej wewnętrznym,prywatnym, intymnym, stąd i takie wpisy. To nie artykuł w gazecie. Właśnie dzięki temu możemy teraz przeczytać komentarze, które są poza oficjalną, dyktowaną przez media, rozmową o stanie mediów, środowiska dziennikarskiego.

Emocje jakie towarzyszą takiej rozmowie poznałem na własnej skórze, realizując „Układ medialny” w programie „Konfrontacja”. W komentarzach do wpisu Andrzeja Chraboty mamy nagą prawdę, którą zamiata się pod dywan. Press o tym nie napisze, przemilczy. Wyobrażacie sobie okładkę tego miesięcznika z tytułem „TVN cenzuruje, tak jak inni.”?

Maciej Gawlikowski w komentarzu pisze: „Czy Milan wstrzymał lub ocenzurował? Dowodów nie mam. Tobie nie muszę mówić, że o kulisach podejmowania decyzji przez szefostwa telewizji nie są informowani autorzy filmów. Fakty są takie, że gdybym nie sprzedał filmu "Zastraszyć księdza" do państwowej telewizji to nie ujrzałby światła dziennego. Proponowali mi, że zapłacą ale nie puszczą go w takiej formie. Miały zniknąć twarze ubeków i ich nazwiska a film zostałby przez nich "skrócony" o kilkanaście minut. Czy Milan był w gronie podejmującym te decyzje? Zgadnij kotku... :-)))
Jedynka film kupiła i wyemitowała bez ingerencji cenzury. Duża w tym zasługa Andrzeja Godlewskiego i Macieja Grzywaczewskiego.”

Tylko co, z tej dyskusji wyniknie? Czy to cokolwiek zmieni? Poza odkryciem politycznych podziałów. Nic. Choć musze uprzedzić Bogdana Chrabotę, że przyjdzie mu zapłacić cenę za ten wpis i przybędzie mu wrogów w środowisku, niektórych przyjaciół straci. Taka jest cena za mówienie wprost tego, co się myśli, czuje w naszym pluralistycznym, otwartym na poglądy środowisku medialnym.



(9) komentarzy / + dodaj komentarz
O nie Panie Sylwestrze !
Autor: Klinowski Krystyna
2006-10-05 00:07:32
Nie zgadzam sie ze Pana stwierdzeniem ze B.Chrabot po prostu powiedzial to co mysli. Nie. Nie wiem jakich manipulacji musialby dokonac na wlasnej psychice by faktycznie myslec to co napisal. Ten czlowiek uczestniczyl w rozmowie- z przyjaciolmi, kilka lat temu - w ktorej widzial i omawial razem z Nimi materialy dowodzace roli Subotica w czasie Stanu Wojennego i w latach pozniejszych.
W swietle tego poddawanie w swoim tekscie w watpliwosc agenturalnych powiazan Subotica jest nieuczciwoscia. Nie "mowieniem tego co mysli". Pana konkluzja zdumiewa. Panska fanka - Krystyna Klinowska

spadają maski?
Autor: warmiaczka
2006-10-05 01:47:33
dobrze byłoby, gdyby Chrabota cenę zapłacił, bo zapłacić powinien. Sam ustawił się w jednym szeregu z Subotićem. Nawet jeśli ten nie był wojskowym szpiclem, to jego zawodowe dokonania czynią go nikczemnikiem.
A to co wyprawiał w telewizji tajemnicą dla nikogo nie jest.
Chrabota stanął z własnej woli po stronie cynicznego manipulatora.
Nie wiem, czy miał upoważnienie, by w tym samym szeregu postawić Sekielskiego i Morozowskiego.

"kurestwo medialne"
Autor: pill
2006-10-05 07:16:00
W kazdym normalnym kraju konsekwencje prowokacji politycznej byly by "zabojcze" dla stacji medialnej (lacznie z cofnieciem licencji). W Polsce dziennikarze od "lewa do prawa" zawyli by w powszechnym "oburzeniu" na polityka, ktory by sie odwazyl na takie "swietokradztwo". "Kurestwo medialne" ma sie bardzo dobrze, tylko, ze ofiarami tego systemu jest demokracja w Polsce. Klika dziennikarska prostytujaca sie "szefom" stala sie I Wladza w Polsce (a nie IV-ta) i nie udawajmy, ze jest inaczej. Porazajaca jest postawa dziennikarzy z programu "Teraz My". To co pokazali M@S krzyczac na Kurskiego to upadek tego zawodu. Wstyd i zenada dla calego srodowiska dziennikarskiego. Wychodzi na to, ze "dziennikarzyna" moze byc kazdy: nawet zwykly prostak czy cham.

beszczelne publiczne urojenia
Autor: kasa cacy
2006-10-05 10:38:14
dziennikarz skamlał skamle i będzie skamlał o wynagrodzenie....a te bajki o wolności opowiadajcie we własnym sfrustrowanym gronie ...żałosna maskarada czy głupota??

Udział dziennikarzy w podgrzewaniu nastrojów i konfliktów
Autor: Veni_Venissa
2006-10-05 11:26:45
JAKŻE WCIĄŻ AKTUALNE SłOWA JANINY JANKOWSKIEJ
http://www.sdp.pl/eng/printer.php?page=020206_

"Hiena 2006 – pierwsza moja nominacja (2006-02-02)

Jeszcze w czasie trzech dni żałoby zazgrzytała polityka. Dzieje się to wtedy, gdy zaprasza się do programów radiowych lub telewizyjnych senatora Stefana Niesiołowskiego. To działa jak naciśnięcie guzika z automatem na kawę lub herbatę. Ten automat wylewa z siebie jad nienawiści do PiS-u. Zawsze te same słowa, te same obrazy. Niesiołowskim można nagrzać atmosferę.
Dlaczego dziennikarze idą na taką łatwiznę?
Dlaczego polska rzeczywistość polityczna przedstawiana jest w mediach jedynie w wymiarze gry bez uwzględnienia, że toczy się ona ogromnym kosztem, a udział dziennikarzy w podgrzewaniu nastrojów i konfliktów jest nader widoczny? Dlaczego odrzucany jest w komentarzach podstawowy punkt odniesienia – dobro wspólne? Dlaczego w polskim dziennikarstwie brak refleksji, co dany program, pomysł, ruch, zdarzenie dają krajowi? Czy obok demokracji, przyszłość Polski i jej mieszkańców nie są równie ważnymi wartościami? Czy Polacy zasługują na uwagę, tylko gdy giną w katastrofach?

Dlaczego wypowiedzi - sądy walczących ze sobą polityków w mediach podawane są jako źródło wiedzy zobiektywizowanej? ( jeśli współgrają z osobistymi poglądami dziennikarza). Dlaczego przypuszczenia, niesprawdzone pogłoski, nawet plotki dziennikarze niefrasobliwie traktują jako fakty polityczne, by na nich budować „tylko hipotezy”, ale napędzające strach i poczucie chaosu?

Dlaczego brak u dziennikarzy świadomości, że zapełniając program cytatami z polityków biorą udział w grze? Czy nie widzą, że gra, której ulegają zamyka ich w świecie elit, a tym samym oddala od zwykłych ludzi, którzy przestają im ufać?

Jacek Cieślak w „Rzeczpospolitej” z 28.0106 (Nr 24) w artykule p.t. „Cyrk pcheł wystawia dziś "Hamleta"”pisze:

„Dziennikarze, choć nie mają zaufania do podawanych przez siebie wiadomości, przekazują w eter fakty pomieszane z kłamstwami, nie zważając na to, czy politycy manipulują sobą, czy wyborcami. Tracą w ten sposób wiarygodność na równi z politykami.


Wiele myśli tego artykułu daje odpowiedź na postawione przeze mnie pytania:

„Nie wygasającą koncesję na obecność w telewizji, radiu i gazetach otrzymało polityczne zamieszanie. (podkr.JJ) Króluje zasada: umarł news, niech żyje news! Po nas choćby potop! Inaczej nie nadążyliby za wydarzeniami. Nie będą mieli oglądalności, która jest dziś przecież najważniejsza. (…)
Polityka zawsze była grą uprawianą także w kategoriach i ramach sceny. Czasem narzekano, że to zły teatr, a w podtekście takiej oceny krył się zarzut, że w istocie jest to tylko gra pozorów. Kiedy jednak obserwacja politycznych zmagań była dostępna tylko dla wybranych, którzy mieli koncesje poprzedniego reżimu, łatwiej było - wbrew ograniczeniom cenzury - ocenić, co jest faktem, a co propagandą. W PRL sejmowe życie toczyło się w próżni, ale za to o okolicznościach decyzji zapadających w KC PZPR dowiadywaliśmy się z RWE, BBC czy prasy bezdebitowej.
Kiedy nastała demokracja, także w mediach, w Sejmie zainstalowano kamery, a korytarze parlamentu stały się garderobami i kulisami nadawców.
Przestrzeń sali plenarnej, jak w gigantycznym studiu telewizyjnym, prześwietla zimny blask jupiterów. Wzorem rockowych koncertów i sportowych widowisk to, co mają do powiedzenia polityczne gwiazdy, transmitowane jest na ekranie zamontowanym obok sceny. Częściej niż na widowni w teatrze marzy się tu, by wyjść z cienia. Pokazać się na scenie w krótkim choćby występie! A słowa wypowiadane do ludzi przed telewizorami i przy odbiornikach mają ogromną siłę rażenia.
Ostatnie kilkanaście dni pokazały, że dobiega stamtąd jedynie informacyjny szum. Być może, gdyby nie kamery i obecność dziennikarzy, nie byłoby owego gorszącego reality show. Widowisko nabrałoby wyrazu. Byłby to teatr ubogi, ale szlachetny, bo pozbawiony blichtru i gestów na pokaz.
Niestety, media nie są bez winy. Sejm, który uosabia świat polityki, odpowiedział na potrzeby publikatorów i wykorzystał je do swojej gry. Politycy przepychali się, obrzucali błotem i taplali w nim. Jakość widowiska, jego związek z rzeczywistym życiem kraju nie miały znaczenia. Dla nadawców najważniejsze było to, że otrzymali materiał na całodobową transmisję. Pokazywano więc polityków w roli wyrostków przerzucających się wyzwiskami jak pod budką z piwem. Ale w przeciwieństwie do bójki w piwnym ogródku, awantury w Sejmie zostawiają trwałe ślady w świadomości wyborców, a między politykami budują mury nie do pokonania (…)
Warto zobaczyć, jak wygląda Sejm od kulis. Wewnątrz głównego hallu na wprost wejścia wyczekuje grupa dziennikarzy najeżona kamerami, mikrofonami, magnetofonami. Wreszcie, koniec nudy! Jest! Wchodzi! Polityk z pierwszych stron gazet. Jeszcze przed chwilą skupiony w limuzynie, teraz prezentuje minę, jaką trzeba, w zależności od sytuacji. Przedziera się przed tłum, mile połechtany medialnym dworem. Uśmiecha się. Idzie szybciej. A za nim ruszają dziennikarze. Zbita masa, biegnąca jak wypasiona stonoga.
Przypomina to spektakle Tadeusza Kantora. Nieżyjący mistrz gonił swoich aktorów po scenie - śmieszną, ludzką masę, gotową zmienić kierunek w każdej chwili, gdy zapragnął tego inscenizator.
Wielu dziennikarzy zdaje sobie sprawę, że reżyserowany przez polityków spektakl medialny pod hasłem "to nie są fakty, to są wiadomości", jest kiepski. Ale dobrze czują się w centrum wydarzeń. Pochlebia im myślenie, że są gwiazdami. Niestety, narażają się na śmieszność. Byle tylko zapełnić ramówkę. Sztukę, w której biorą udział, można opisać słowami Tadeusza Różewicza: "Cyrk pcheł wystawia dziś Hamleta". Niech więc lepiej poczekają, kiedy Hamlet wyjdzie na scenę i powie już całkiem serio: "Być albo nie być". Bo to jest dziś pytanie dla politycznej klasy podstawowe. Dla mediów też. Nie warto podawać wiadomości, gdy są niesprawdzoną plotką, nie warto być bezmyślnym pasmem transmisyjnym świata polityki. To tak oczywiste, że aż banalne. Ale niektórzy o tym zapomnieli”.

A mnie ciągle nurtuje pytanie: kiedy dziennikarze – satelickie gwiazdy świata establishmentu przeżyją trwałe już odrodzenie, którego kierunek pozostawił nam wszystkim rodak, Karol Wojtyła, Jan Paweł II, papież."

A o publicznym (nawet w blogach, nawet na forach!) używaniu przez dziennikarzay, ZWłASZCZA przez dziennikarzy (!) słów "kurestwo" i innych im podobnych bluzgach oraz co o tym myślą PSYCHOLOGOWIE i inni HUMANIŚCI, w nieco późnieszym terminie...
c.d.n.

Pracodawca Chraboty
Autor: Obserwator
2006-10-06 09:39:09
W czerwcu 1999 r. odbyła się we Wrocławiu gala bokserska, której patronował Polsat. - Solorz witał polityków. Uśmiechał się, obejmował ich, klepał po plecach - opowiada jeden z polityków. W pierwszym rzędzie przed VIP-ami siedział "Pershing", domniemany szef gangu z Pruszkowa, niedawno zamordowany.
Pamietacie jeszcze? A jeszcze niedawno...
Solorz, Zygmunt. Polsat
Reportaż Michała Matysa 31-12-1999.
Historia o Zygmuncie Solorzu, który stworzył Polsat, najpotężniejszą, prywatną telewizję w Europie Środkowej.

Dostał niespodziewanie, ku wściekłości prezydenta Wałęsy, koncesję na telewizję ogólnopolską. Popierali go politycy z obozu "Solidarności" - i z SLD. W ogóle cieszy się przyjaźnią mnóstwa ważnych figur. I dużo może. Dziś jak cerber pilnuje rynku telewizyjnego w Polsce. Broni go przed zagranicznym kapitałem. W dobrze pojętym własnym interesie.

Aby nadawać program, trzeba było zbudować studio telewizyjne. Zygmunt Solorz oszczędzał na wszystkim. Pytał: "Po co dwie kamery, nie wystarczy jedna?". Dziwił się: "Po co kupować oświetlenie? Kręćcie program w dzień!". Anegdotę tę do dziś opowiadają w Polsacie.

Siedem lat później telewizja Solorza miała więcej widzów niż Program I Telewizji Polskiej. Gazety nazwały Solorza "rozprowadzaczem", bo decyduje o najważniejszych wydarzeniach na rynku telewizyjnym. Nadaje ogólnopolski Polsat, satelitarny Polsat 2; jest z nim związana Nasza TV i siedem lokalnych stacji z zachodniej Polski.

Ogłosił, że stworzy własną platformę cyfrową; umożliwia ona nadawanie ogromnej liczby programów. Polsat zaczął nadawać kilka kanałów tematycznych; by je odbierać, trzeba kupić dekoder. Solorz twierdzi, że ma też koncesję na rozprowadzanie telewizji publicznej.

Dzięki nowej technologii chce oferować przez telewizor dostęp do rachunku w banku, Internet, telefon. - To przyszłość. Może nie za rok, ale za kilka lub kilkanaście lat - twierdzi Solorz. Kupił bank, firmę ubezpieczeniową, założył fundusz emerytalny.

W 1999 r. nabył udziały w stacjach telewizyjnych na Wschodzie - na Litwie i Łotwie. Jest o krok od przejęcia kolejnych - w Estonii i na Ukrainie.

Ale w gabinecie ma byle jaką meblościankę i nadgryzione zębem czasu fotele. Częstuje mnie filiżanką herbaty, sam pije z kubka z żółtym napisem "Polsat". Gdybym spotkał go na ulicy, nawet nie pomyślałbym, że to jeden z najbogatszych ludzi w Polsce. Przeciętny. W rozmowie nie błyszczy, powtarza w kółko: "i tak dalej".

Jedni mówią, że nie poradziłby sobie bez grupy doradców, którzy zbierają się co tydzień i podsuwają mu genialne pomysły. Inni twierdzą, że sam podejmuje wszystkie decyzje, ma zadziwiającą intuicję.

Pewne jest jedno: z samego dołu wydźwignął się na szczyty. Stał się magnatem telewizyjnym. Zna wszystkich, którzy podejmują najważniejsze decyzje w państwie. Po sejmowych kuluarach krąży plotka o ponadpartyjnej PPS: "Partii Prezesa Solorza", której członkowie zasiadają we wszystkich klubach.

Spółka pod cmentarzem

Między ulicami Dębową i Limanowskiego w Radomiu, w pobliżu cmentarza, leży "trójkąt bermudzki". Po zmierzchu nie każdy ma odwagę tamtędy chodzić. Mieszkańcy przywykli do włamań. Tam urodził się 4 sierpnia 1956 roku Zygmunt Józef Krok - tak brzmi rodowe nazwisko Solorza.

Rodzina Kroków mieszkała naprzeciwko Zakładów Tytoniowych, przy Limanowskiego 52. Zrządzeniem losu w tej samej kamienicy na parterze ćwierć wieku wcześniej przyszedł na świat Marian Orzechowski, w latach 80. minister spraw zagranicznych PRL.

Zygmunt miał trójkę rodzeństwa. Ojciec był robotnikiem, potem bokserem. Nie mógł utrzymać rodziny, bo po chorobie był sparaliżowany. Sąsiedzi pamiętają, że Krokowie żyli w biedzie. Matka najmowała się do rozładunku węgla.

Podobno Solorz zarobił pierwsze pieniądze pod cmentarzem. Sprzedawał świeczki, znicze i dostarczał "darniny na mogiły formowane z ziemi".Taką wersję można znaleźć w książce "Utopić Solorza" z 1994 r. Autor, Jakub Kopeć, dziś dziennikarz "Trybuny", spisał relacje Solorza, który próbował poprawić swój publiczny wizerunek. Książkę dofinansował Universal, wówczas udziałowiec Polsatu.

"Nie był sam w interesie. Razem z Jędrkiem, Frankiem i Wojtkiem stanowili zgraną paczkę, rzetelnie dzielącą między siebie mikroskopijne wówczas dochody. Jeden za wszystkich - wszyscy za jednego; pierwszą zasadą umożliwiającą robienie interesów jest wszak do głębi serca sięgająca wzajemna lojalność" - pisze autor książki.

Ludzie z Radomia okazali się lojalnymi na lata współpracownikami Solorza. Nie wiemy, kiedy ich poznał. Czy pod cmentarzem?

Yellow bahama za lizaki

"Większość czasu spędzałem na podwórku z kolegami. Grałem w ping-ponga, w karty i rzucałem monetami (wygrywa ten, kto nakryje swoją monetą monetę przeciwnika). Książek nie czytałem wiele. Wolałem poznawać życie takie, jakim jest naprawdę" - mówił Solorz "Gazecie Wyborczej" w 1995 r.

Chodził do szkoły zasadniczej, a potem technikum wieczorowego przy Zakładach Mechanizacji Budownictwa "Zremb". Nauczyciele wspominają, że niczym się nie wyróżniał. Niektórzy zrezygnowali z pracy w tej szkole, bo bali się "trudnych wychowanków".

Solorz: "Jak w szkole miałem praktyki, zarabiałem miesięcznie 350 zł. Mama mówiła: >Kup sweterprania brudnych pieniędzySolidarności< Januszem Tomaszewskim i członkiem władz AWS Andrzejem Anuszem odbyliśmy pierwszą rozmowę z syndykiem. Pan Solorz przedstawił mu propozycję dokończenia rozpoczętej budowy statku, przejęcie kontraktów na budowę kolejnych pięciu o wartości 138 mln dolarów" ("Słowo Ludu" z 4.04.1997).

Skończyło się na tym, że Solorz zagwarantował kredyt na 13 mln dolarów. Wystarczyłoby na pół statku. Resztę jako zaliczkę wyłożył armator. Ale wszyscy byli zadowoleni. Nowa Polska - kanapowa partia - stała się w AWS wpływowym ugrupowaniem. Solorz zyskał wdzięczność "Solidarności". Lech Wałęsa stwierdził przed kamerami Polsatu, że "będzie musiał przeprosić pana Solorza". Stoczniowcy w podzięce wręczyli mu złoty pierścionek z Rosji.

Po jesiennych wyborach lider Nowej Polski Andrzej Anusz został sekretarzem Klubu parlamentarnego AWS (przestał nim być po przegranym procesie o plagiat pracy magisterskiej). Pozostali posłowie to: Tomasz Wełnicki, wiceprzewodniczący komisji środków przekazu, Marek Markiewicz, wiceprzewodniczący komisji sprawiedliwości, Piotr Wójcik, Joanna Fabisiak, Kazimierz Barczyk i Bernard Szweda.

Tadeusz Kowalczyk chciał kandydować z listy AWS w Radomiu. Świadkowie twierdzą, że na lokalnych naradach Akcji zastępował go potężnej postury bokser. Ale przeciwko kandydaturze Kowalczyka zaprotestowały wszystkie partie i postanowiono go skreślić. Wtedy zadzwonił Tomaszewski, ale nikogo nie przekonał. - Wykonywałem takie telefony. AWS polega na kompromisach. Prosiłem, aby nie wycinać kandydatów. Ale nigdy nie mówiłem, kto musi pozostać na liście - twierdzi były wicepremier.

- Czy Solorz obiecał pieniądze na kampanię w zamian za wystawienie do wyborów Kowalczyka? - pytam.

- Na pewno nie przez krajowy sztab wyborczy AWS. Może finansował pewnych kandydatów czy lokalne komitety. Nie mogę za to odpowiadać, bo nie byłem w stanie wszystkich skontrolować.

Solorz mówi: - Pan Kowalczyk, człowiek "Solidarności", mając duże poparcie w Radomiu, na sto procent byłby posłem. Wiem, jakie było jego zaangażowanie, aby pomóc temu miastu. Uważam, że miejsce na liście mu się należało.

W lipcu 1997 Kowalczyk ogłosił, że będzie startował z Radomia jako niezależny kandydat do Senatu. Kilka dni później zginął w wypadku samochodowym pod Puławami. Jego auto staranowała lancia z angielskim układem kierowniczym, prowadzona przez Polaka zamieszkałego w Hiszpanii, któremu nic poważniejszego się nie stało.

Rozmowa z Zygmuntem Solorzem

- Co jest potrzebne, aby stworzyć najpotężniejszą w kraju telewizję? - pytam Zygmunta Solorza.

- Trochę szczęścia, mnóstwo pracy i licencja.

- W programach Polsatu zarabiają bądź zarabiali posłowie: Ryszard Czarnecki, Marek Markiewicz z AWS, Bronisław Cieślak (z serialu "07 zgłoś się"), Andrzej Urbańczyk z SLD. To pomaga w interesach?

- Polsat poza "Informacjami" i publicystyką nie produkuje żadnych programów. Wszystkie zleca na zewnątrz i od producenta zależy, kogo zatrudnia.

- Przed głosowaniami w Sejmie nad Ustawą o radiofonii i telewizji mówi pan tym posłom, jakie woli rozwiązania? Na przykład gdy chodzi o zwiększenie obcego kapitału w prywatnych stacjach z 33 do 49 proc.?

- Będziemy rozmawiać nie tylko z posłami, ale z wszystkimi innymi. I przedstawiać zagrożenia ze strony kapitału zagranicznego.

- Czy słyszał pan o PPS? Po Sejmie krąży plotka o ponadpartyjnej "Partii Prezesa Solorza".

- Sam pan mówi, że to ludzie różnych opcji. A to, że mnie znają, cenią i chcieliby na pewne tematy porozmawiać? Z tego tylko można się cieszyć, że jest jakaś taka nitka zaufania. Jeżeli przychodzą do stacji, to czasami warto się przywitać i powiedzieć "dzień dobry". Jeśli znam kilkunastu czy kilkudziesięciu ludzi, to co? Nie działam politycznie i nie bardzo się orientuję, co jest partią, a co znajomością. Może wymyślili to dziennikarze przez zazdrość, że kogoś zobaczyłem i spotkałem się. Co znaczy "Partia Solorza"?

- Posłowie związani z panem interesami.

- Nie ma czegoś takiego.

- Czy finansował pan kampanię wyborczą AWS?

- Nie.

- Nie zwrócił się o to pański przyjaciel, poseł Tadeusz Kowalczyk?

- To są moje osobiste sprawy z panem Kowalczykiem. Był moim przyjacielem. Mogłem mu pomóc, jeżeli była taka potrzeba. Znałem go wiele lat i jeżeli przyszedłby do mnie, to moja sprawa, czy będę finansował.

Między Wizją a Cyfrą

Platforma cyfrowa oznacza nieograniczoną liczbę kanałów telewizyjnych, wysokiej jakości, dostępnych w całym kraju. Solorz wie, że to przyszłość.

W Polsce działają dwie konkurencyjne platformy: Cyfra+, której udziałowcem jest francuski Canal+, oraz Wizja TV, związana z euroamerykańskim koncernem UPC. Solorz od roku nie może zdecydować się na żadną z nich.

Rok temu przystąpił do Cyfry+, ale po kilku miesiącach zgodził się, aby program Polsatu był dostępny w Wizji TV. W październiku ogłosił, że Polsat będzie mieć własną platformę z sześcioma kanałami tematycznymi. Twierdzi, że w 1998 r. dostał koncesję na cyfrowe rozprowadzanie telewizji publicznej i będzie mógł zaoferować jej programy.

Cyfra+ i Wizja TV pobierają miesięczne opłaty za odbiór ich programów. U Solorza trzeba zapłacić tylko raz - za dekoder, czyli urządzenie dekodujące sygnał telewizyjny. Solorz przyznaje, że w Polsce nie utrzymają się trzy platformy cyfrowe. Nie znajdą tylu klientów. Czy własna platforma to próba licytacji, komu drożej się sprzedać - Wizji czy Cyfrze?

- Nie jesteśmy na sprzedaż. Chodzi o wypracowanie sobie pozycji - odpowiada Solorz.

Telewizyjna grupa finansowa?

W 1999 r. Solorz zainwestował w Invest Bank, towarzystwo ubezpieczeniowe Polisa-Życie i Powszechny Fundusz Emerytalny Polsat. Twierdzi: - Moje zainteresowanie finansami jest związane z nową technologią. Interesuje mnie platforma cyfrowa. Za jej pośrednictwem mogę świadczyć usługi bankowe.

Polsat sprzedaje dekodery, które umożliwiają dostęp do tych usług.

Invest Bank działa od 1991 r., jest znany z kredytów na zakup aut. Udziały mają po połowie Solorz i Piotr Bykowski, u schyłku PRL założyciel Drewbudu, firmy, która miała zbudować tanie domy dla Polaków. Większość tych, którzy wpłacili na nie pieniądze, zawiodła się. Domy nie powstały. Ale Bykowski nie splajtował, został doradcą premiera Pawlaka. Wymyślił piramidę spółek państwowych i prywatnych, które miały udzielać gwarancji w handlu ze Wschodem. NIK doszedł do wniosku, że groziło to utratą kontroli nad majątkiem państwowym. Pomysły Bykowskiego wcielali w życie ministrowie współpracy gospodarczej z zagranicą - Lesław Podkański i Jacek Buchacz (obaj z PSL).

Buchacz powinien znać Piotra Nurowskiego, bliskiego współpracownika Solorza, jeszcze z lat 80. Obaj pracowali w ambasadzie w Maroku. Buchacz był tam I sekretarzem. Jeszcze nie tak dawno zasiadał z Bykowskim w Radzie Nadzorczej Invest Banku.

Telewizja Solorza jest także głównym udziałowcem Powszechnego Funduszu Emerytalnego Polsat. Niewielkie udziały mają Invest Bank i Totalizator Sportowy. W listopadzie fundusz miał jedną z ostatnich pozycji pod względem liczby członków. - Trudno powiedzieć, czy to klapa. Jesteśmy w stanie zarządzać pieniążkami nie gorzej niż zachodnie instytucje. Ale zostaliśmy sami na polu bitwy. Wniosek miał z nami składać bank BGŻ, ale musiał się wycofać, bo był w trakcie sanacji. Może do końca roku będzie sto tysięcy członków - mówi Solorz.

Solorz bywa co roku na turnieju tenisowym Prokomu w Sopocie. Prowadzi interesy z Ryszardem Krauzem, właścicielem giełdowego Prokomu, największej polskiej firmy komputerowej, znanej z komputeryzacji ZUS. Pośrednio obaj mają udziały w lokalnej firmie telekomunikacyjnej Elterix z Gdyni. Jesienią 1998 r. Solorz dogadał się z Krauzem i Janem Kulczykiem - współwłaścicielem towarzystwa ubezpieczeniowego Warta i spółki Autostrady Wielkopolskie SA. We trójkę próbowali porozumieć się z PKP i Polskimi Sieciami Elektroenergetycznymi, aby wspólnie ubiegać się o koncesję na połączenia międzymiastowe. Ale przetarg odbywa się bez nich. Ta sama trójka biznesmenów od roku stara się o zakup fabryki leków Polpharma w Starogardzie Gdańskim.

Rządzi, bo musi

Od niedawna prawie wszystkie stacje emitują reklamy Fundacji Polsat. Od trzech lat zbiera pieniądze na leczenie dzieci. Prezesem jest żona Solorza Małgorzata Żak.

- Jednym z powodów powstania fundacji była chęć poprawienia wizerunku Polsatu. Został zszargany przez media - przyznaje Małgorzata Żak. Fundacja ma siedzibę w budynku biura reklamy Polsatu. Sponsorzy są reklamowani na antenie Polsatu. Fundacja wybudowała nowy gmach z blokiem pooperacyjnym w Centrum Zdrowia Dziecka. Dzięki niej kilka szpitali dostało sprzęt do przeszczepu szpiku kostnego.

Solorz kilka razy publicznie przyznał, że nie dorobiłby się fortuny, gdyby nie możliwości, jakie dała mu transformacja gospodarki. W 1995 r. w "Gazecie Wyborczej" stwierdził: "Jestem już na innym poziomie; znam odpowiednich ludzi i możliwości robienia pieniędzy".

W czerwcu 1999 r. odbyła się we Wrocławiu gala bokserska, której patronował Polsat. - Solorz witał polityków. Uśmiechał się, obejmował ich, klepał po plecach - opowiada jeden z polityków. W pierwszym rzędzie przed VIP-ami siedział "Pershing", domniemany szef gangu z Pruszkowa, niedawno zamordowany.

- Wszędzie na świecie wielki biznes zabiega o dobre kontakty - mówi Andrzej Zarębski. - To świat polityki powienien wiedzieć, gdzie są granice.

Janusz Zaorski, w 1994 r. doradca prezydenta Wałęsy ds. mediów, a potem szef KRRiTV, mówi: - Gdy Solorz dostał koncesję, byłem przekonany, że to błąd. To jak porównanie wyścigów na Służewcu z podrzędnym świętem konia, które wygrywa jakaś chabeta. Myślę, że KRRiTV wybrała Solorza, bo chciała nim rządzić. Politycy bali się potężnego kapitału z zagranicy. A Solorz? Polak, słaby, da się nim sterować. Stało się na odwrót. Teraz Solorz wszystkimi rządzi.

ja to sie zryczałem jak czytałem ten tekst o Solorzu
Autor: super bizon
2006-10-06 17:26:34
naprawde

Nie tylko Chrabocie puściły nerwy
Autor: Alina
2006-10-06 20:16:37
Nerwy puściły całemu środowisku, świetnie to pokazuje poniższy artykuł:

http://www.polskieradio.pl/media/artykul.aspx?id=51

Zgadzam się w pełni z autorem tekstu, że to baaaardzo zaszkodzi "towarzystwu" dziennikarskiemu.

List poparcia dla Tomasza Sakiewicza
Autor: Generał
2006-10-10 19:46:41
Wolność słowa przysługuje każdemu dziennikarzowi - czynienie z niej przywileju dla wybranych jest zaprzeczaniem demokracji. Gazeta Polska ma prawo i obowiązek wobec swoich czytelników ujawniać prawdę o naszej rzeczywistości- czytamy w liście poparcia dla Tomasza Sakiewicza, redaktora naczelnego Gazety Polskiej.

W dalszej części listu czytamy:

Protestujemy przeciwko odbieraniu jej prawa do wolnej wypowiedzi oraz podważaniu rzetelności autorów i redaktora naczelnego Gazety Polskiej

Oczernianie tygodnika, odmawianie jego przedstawicielom prawa do występowania w mediach publicznych i sugerowanie, że GP publikuje artykuły na zamówienie uznajemy za drastyczne naruszenie etyki dziennikarskiej

Pod listem podpisali się:

Joanna Gwiazda-Duda
Andrzej Gwiazda
Krzysztof Wyszkowski
Jacek Sobala
Joanna Lichocka
Maciej Rybiński
Krystyna Grzybowska
Tomasz Sommer
Waldemar Łysiak
Antoni Wręga
Ewa Kubasiewicz-Houe'e
Kinga Hałacińska
Tomasz Potkaj
Jan Pospieszalski
Rafał Geremek
Tadeusz Płużański
Jacek Łęski
Jadwiga Chmielowska
Tomasz Mazur
Krystyna Misiak
Konrad Turzyński
Maciej Parowski
Wojciech Reszczyński
Maciej Gawlikowski
Maria Przełomiec
Marek Jan Chodakiewicz
Maria Lerman
Mirosław Winiarczyk

Zobacz również ...


menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Klatka – film dokumentalny. Praca nad filmem trwała od 24.10.2002 roku, zakończono ją  22 października 2003. Planowana premiera filmu - listopad 2003.
Scenariusz i reżyseria: Sylwester Latkowski; zdjęcia: Tomasz Michałowski, Karina Kleszczewska; montaż: Krzysztof Szpetmański; dźwięk: Igor Grątkowski; redakcja Jerzy Kapuściński, Grażyna Bryżuk; postprodukcja PAY studio TV; grafika: Studio Rogala: sprzęt do realizacji Mega TV; technika realizacji Sony IMX 16:9; producent wykonawczy Opusnet; Produkcja: Agencja Filmowa TVP dla Programu 2, Opusnet, T1-teraz, Sylwester Latkowski


Śledczak Kamilianie Gwiazdor Pedofile
Nakręceni Pub 700 Klatka To my, Rugbiści
powered by Admin.Starla v3 CMS