menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Dziennikarze – marionetki polityków? 11-10-2006
„To co się dzieje teraz w Polsce, w mediach… Przestaje chodzić o prawdę, a o politykę. Politycy wykorzystują nas, media. Dlaczego mamy być ich narzędziami?” Tego sms-a- napisałem do dziennikarza, którego szanuję. Napisałem, po tym jak dowiedziałem się o kolejnej sprawie, aferze, zadymie, która zostanie wzniecona dziennikarskimi rękoma. Sprawie, która trafi na czołówki i którą natychmiast zawłaszczą do swoich celów politycy. Szybko zwołają konferencje prasową, wydadzą oświadczenie. To oni tak naprawdę nadadzą jej swoimi komentarzami ostateczny kształt nagłośnionej przez media sprawie. Tak jakby to oni ostatnio przejęli w Polsce funkcje redaktorów naczelnych.

Nie bądźmy naiwni, że ostatnie wydarzenia medialne nie mają związku z wojną polityków, z brudną kampanią, która się obecnie dzieje. Sekielski i Morozowski, którzy na pewno nie byli na pasku WSI, także zostali w nią wciągnięci. Zapewne nie spodziewali się, że tak to wszystko się skończy. Ich program od momentu kiedy wkroczył w to Maksymiuk, wkroczyło szefostwo Samoobrony, a potem Platforma Obywatelska i SLD, przestał być już zwykłym dziennikarskim działaniem. Jeśli Sekielski z Morozowskim myśleli, że mają wszystko pod kontrolą, dzisiaj powinni zrozumieć, że tak nie było. Przeciek do Gazety Polskiej nie był przypadkowy. Nie miał nic wspólnego ze żmudnym wielomiesięcznym śledztwem dziennikarskim. Ktoś rzucił dziennikarzom świadomie newsa. Co mieli zrobić? Czekać? Czy opublikować, wiedząc, że tym samym wymanewrowują się w politykę? Kolejne upubliczniane taśmy, tym razem Gudzowatego, to także rozgrywka. Dlaczego dopiero teraz? Dlaczego PAP otrzymał wpierw te, a nie inne dokumenty z szafy Lesiaka?

Każdy z dziennikarzy w pewnym momencie zastanawia się, a przynajmniej powinien, kto tak naprawdę kreci ogonem? Czy my? Czy to nami kręcą? Patrząc z perspektywy czasu muszę stwierdzić, że wiele razy zostałem wykorzystany. Stałem się przekaźnikiem nie swoich poglądów, nie tego co czułem? Dzięki mnie ktoś załatwiał swoje porachunki. Ile to razy tak naprawdę stawałem się marionetką polityków? A byłem przecież autorem i reżyserem programu.

Czy można się przed tym ustrzec? Chyba w dzisiejszych rozpolitykowanych czasach,  w tej nikczemnej wojnie, podziale na tę i tamtą stronę jest to niemożliwe. Jak z tego wyjdą media? Czy ostatecznie dokona się podział w środowisku dziennikarskim? Ilu z nas straci wiarygodność?

Felieton ukazał się na łamach dziennika „Metropol”.

(9) komentarzy / + dodaj komentarz
Dziennikarze to prostytutki
Autor: Oswald
2006-10-11 15:38:53
Kazik śpiewał, że artyści to prostytutki. Dziennikarze nie są lepsi.

Poczucie wolności, to cecha ludzi ZDROWYCH
Autor: Veni_Venissa
2006-10-11 15:49:31
"Sekielski i Morozowski, którzy na pewno nie byli na pasku WSI, także zostali w nią wciągnięci.' - NIE ZOSTALI WCIĄGNIĘCI, TYLKO SAMI SIę WCIĄGNĘLI, NA WłASNE ŻYCZENIE;to nie są małe, bezwolne,pozbawione świadomości istoty, to są ludzie dorośli, LUDZIE WOLNI, kórzy SAMI KREUJĄ SWOJE ŻYCIE, dokonując takich, a nie innych wyborów

Tasmy Gudzowatego
Autor: kama
2006-10-11 19:43:14
O jakich taśmach Gudzowatego Pan pisze?

O dziennikazrach
Autor: Søren Aaby Kierkegaard
2006-10-11 20:51:32
Jeśli byłbym ojcem i miałbym córkę, która zostałaby uwiedziona, nie wyrzekałbym się jej; natomiast syna, który zostałby dziennikarzem, traktowałbym jako straconego.

Latek...nie przeginaj
Autor: 1972.blox.pl
2006-10-11 21:12:33
Latek, kolego reżyserze!
po lekturze powyzszego wpis ZNÓW tracę szacunek, który odzyskałeś w 100% programami w TV, a którego nie dały Ci u mnie Twoje filmy.

Proszę CIę zaprzecz, napisz że to mi się pomyliło!

Z Twoejgo wpisu wynika, że wg. ciebie dziennikarze to pies, a politycy to ogon i to dziennikarze mogą sobie merdac politykami jak chcą. A jak jest odwrotnie, tzn. jakichs dwóch naiwniaków (wg. Ciebie - miły dla nich jesteś) robi ewidentnie polityczny (stawiając się po jednej ze stron sporu i gry) program, to Ty wpadasz w rozpacz i panikę.....

Proszę Cię, nie wierzę , że myślisz., że SiM nie wiedzieli w co się pchają..... Nie jesteś AŻ TAK NAIWNY.

Dziennikarze to ani ogon ani pies, dziennikarze powinni opisywać rzeczywistość a nie ją kreować.... Przecież to wiesz....

Taśmy Gudzowatego
Autor: kura
2006-10-11 22:40:00
Odkilku tygodni Warszawka wie kogo nagrał Gudzowaty i w trakcie jakiej propozycji. Obietnice dla tej debilki Beger przy tym to kaszka z mleczkiem. A nie myśli pan ,ze to pomoże rozwalić układ medialny, któremu poświęcał pan swoje programy?

Weź się w garść
Autor: ...
2006-10-12 20:18:03
Przestań pisać do Agory. Nie kompromituj się, tak jak z tym wpisem o marszu przeciw PISowi... Proszę!

łże-elity
Autor: P.K
2006-10-13 13:17:36
Dokumenty z szafy Lesiaka odtajnia sąd.Dziennikarze muszą się zgłosić do sądu żeby otrzymać te dokumenty.To smutne że ta prawda nie może się przebić w mediach.Rokita,Tusk czy niektórzy dziennikarze to tylko ignoranci czy świadomie kłamią.

Efekty bawienia sięjurnalistów w politykę
Autor: Koza_ta głupia
2006-10-18 23:29:32
Zaczyna Pospieszalski: Dziwię się, że historia która była znana wielu ludziom w środowisku mediów, w czasie procesu Aleksander Kwaśniewski kontra Życie, wychodzi dziś po raz pierwszy jako sensacja na moim blogu. Jacek Łęski i Rafał Kasprów zarówno wtedy jak i dziś potwierdzają że w czasie kiedy przygotowywali materiał, A. Morozowski poszedł do ówczesnego szefa służb specjalnych i rozmawiał o publikacji. Paweł Sienicki czuje się urażony bo jego wskazuje jako źródło. Straszy procesem itp. Nigdzie nie napisałem, że w zeznaniach Pawła Sienickiego pada nazwisko Andrzeja. Napisałem tylko że Paweł Sienicki zeznawał w tej sprawie. Pewno też nie powinienem używać słowa, że Andrzej „doniósł” Siemiątkowskiemu. Pewnie jak znam życie nie można też wykluczyć, że Siemiątkowski mógł wcześniej wiedzieć o tym co szykuje Życie, wiec użycie słowa „donos” nawet w medium z o.o jakim jest blog, to błąd. Natomiast kontakty dziennikarza z szefem służb (jeśli było to dziennikarskie śledztwo to gdzie są jego efekty?) w sprawie materiałów, które zbierają inni dziennikarze, i to jakoś tak przypadkiem przed publikacją (?)moim zdaniem to sprawa mocno podejrzana.
Gdybym robił o tym program, albo pisał tekst do gazety poszedł bym i sprawdził akta, okazuje się że teraz tak sie zadymiło że i tak powinienem... Trudno- trzeba się pofatygować. To i tak małe miki , w porównaniu z tym co trzeba przecierpieć studiując szafę Lesiaka. Jutro Dzienik chyba coś o tym nada...

Jan Pospieszalski
2006-10-17 23:59:54

kogos chyba pojebalo
kogo? chyba pospieszalskiego
burak
2006-10-18 11:55:30

Szanowni Panowie Redaktorzy,
Pewnie gdyby nie blogi to zapomnielibyśmy o własnym istnieniu ale tak przynajmniej „rozmawiamy” o sprawach, o których przez ponad 9 lat milczeliśmy (od 08.1997).

Moim zdaniem Andrzej Mrozowski i Tomek Sekielski zrobili kawał dobrej roboty ujawniając polityczną kuchnię Samo-Pisowską. Andrzej i Tomek muszą wszystkim tłumaczyć, że nie są politykami tylko wykonywali dziennikarska robotę. 9 lat temu, Jacek i ja byliśmy w podobnej sytuacji.

Janek w swoim ostatnim wpisie wycofał się ze stwierdzenia „doniósł” w stosunku do Andrzeja. Słusznie, wszyscy mamy prawo do opinii, jednak w tym wypadku nie sądzę aby obrażanie Andrzeja takim sformułowaniem było właściwe.

Rozumiem też oburzenie Pawła. Nie dziwi mnie też jego silnie emocjonalny ton. Paweł nigdy przed sądem nie potwierdził, że chodzi o Andrzeja. Ani Jacek ani ja tego również nie zrobiliśmy mimo twego, że mogła bardzo pomóc w sprawie. Zeznania Pawła były jego dobrym gestem w naszą stronę i miały pomóc wówczas w ustaleniu czy otoczenie Prezydenta i służby specjalne wiedziały o sprawie. Paweł zachował w tajemnicy nazwisko osoby, która przed publikacją „Wakacji z agentem” rozmawiała ze Zbigniewem Siemiątkowskim. Miał do tego prawo. Umawialiśmy się, że tej informacji nie wykorzystamy w procesie sądowym. I słowa dotrzymaliśmy mimo tego, że mogło nam to pomóc. Minęło jednak prawie 10 lat, to nie sąd a blog internetowy, a szanowne grono już na tyle dojrzało, że mam nadzieję iż jest skłonne do poważniejszej refleksji.

Spotkanie, czy tez „prywatna rozmowa”, Andrzeja z ówczesnym szefem służb specjalnych wskazuje jedynie na dobre relacje Andrzeja z szefem służb. Dla jednych to świadczy o dobrych kontaktach dziennikarza, do których ma nie tylko prawo ale stanowi to ważny element zawodu, dla innych jest to nadużycie wskazujące na powiązania polityczne. Andrzej powiedział mi o tym choć nie musiał, co sobie cenię do dziś. Paweł miał odwagę zeznać przed sądem o samym fakcie takiego zajścia co było nam pomocne. Jednak Janek Pospieszalski miał też prawo do wyciągnięcia tej historii z przed lat bo jego zdaniem świadczy o czymś ważnym. I ma rację. Choć jego pierwsza interpretacja całej sytuacji była, zapewne w związku ze sprawą Begerowej, zbyt daleko idąca to relacja Andrzeja z byłym szefem służb ma prawo zastanawiać.

Jak więc tłumacze sobie zachowanie Andrzeja i Pawła w tamtym czasie? Andrzej mógł nie mówić Pawłowi o swojej rozmowie z Siemiątkowskim, mógł mi się nie przyznać osobiście do tego podczas prywatnej rozmowy jakiś czas później. Zrobił to jednak i w tym sensie nam pomógł, dostarczył bowiem cennej wiedzy o całym zajściu. Miał również prawo do nie ujawniania swojej informacji. Sam mi tłumaczył, że jako dziennikarz nie chce ujawniać swoich kontaktów. Było to dla mnie przykre, bo wtedy wyobrażałem sobie dziennikarstwo bardziej idealistycznie, ale Andrzej miał do tego prawo. W sumie postawa Andrzeja a szczególnie Pawła utwierdziła nas w przekonaniu, że odmowa rozmowy ze strony Prezydenta, błyskawiczne przygotowanie rachunków i oświadczeń wynikało z doskonałego rozeznania służb w tym co robiliśmy i świadomej decyzji o konfrontacji.

Dla mnie w sprawie relacji Andrzeja z Siemiątkowskim nie mniej istotny jest również inny wątek a mianowicie nieprawdziwych oskarżeń pod adresem Jacka Żakowskiego generowanych przez Andrzeja („Polityka”, 13.11.2004 s 106, „Śledztwo we własnej sprawie”). Relacje Twoje, Andrzeju z Siemiątkowskim są czasami zaskakujące ale to Twoja sprawa i Twojej zawodowej uczciwości. Jeśli uważasz, że nie przekraczasz żadnej granicy a jest ci to potrzebne do zdobywania informacji to w porządku. Ale Twoje relacje z byłym szefem służb specjalnych mają prawo zastanawiać innych i to nie tylko Jana Pospieszalskiego ale też ludzi z „innej bajki” niż Janek. Pozwolisz, że przytoczę fragment artykułu Jacka Żakowskiego, którego chyba o spisek z Jankiem Pospieszalskim nie podejrzewasz:

„Zadzwoniłem więc do byłego szefa wywiadu. Obruszył się na moje pytanie.
– To była prywatna rozmowa.
– Panie ministrze, ktoś szyje mi buty. Próbuję dojść kto i dlaczego to robi?
– Nie mogę panu powiedzieć.
– A może mi pan powtórzyć, jakie były zarzuty?
– Pytano, czy wiem coś o pana związkach z J&S. Podobno pracował pan w „Zwierciadle” i dostał pan jakieś nagrody.
– Ktoś rozsiewa te kłamstwa na mój temat. Niech mi pan pomoże dojść źródła.
– Mogę tylko powiedzieć, że to jest osoba z grupy byłych dziennikarzy radiowych, którzy o coś mają do pana pretensję.
Zadzwoniłem do podpisanej pod listem byłej dziennikarki radiowej – dziś gwiazdy programów informacyjnych prywatnej telewizji.
– Próbuję dojść, skąd się wzięła plotka na temat moich związków z J&S.
– Nie mam pojęcia, skąd się wzięła ta plotka. Ja wzięłam ją za informację, bo tak zredagowany list przedstawili mi koledzy do podpisu, którzy sprawdzali informacje. Najwyraźniej sprawdzili niedokładnie.
– A którzy koledzy?
Powiedziała, że blisko źródła był Andrzej Morozowski – kiedyś jej kolega ze stacji radiowej, a dziś czołowy dziennikarz informacyjny tej samej telewizji. To był jakiś krok naprzód.
Dodzwoniłem się do Andrzeja Morozowskiego.
– Szukam autora listu i źródła informacji o moich związkach z J&S.
– To ja pisałem list i tę informację sprawdzałem.
– Skąd wziąłeś informację, że kilkakrotnie dostałem nagrodę „Zwierciadła”?
– Z Internetu. Szukałem przez hasła Zwierciadło – Żakowski w wyszukiwarce Yahooo. Wyskoczyło mi, że kilka razy dostałeś.
– Dlaczego tam szukałeś?
– Bo słyszałem plotki, że pracowałeś w „Zwierciadle”. To się nie potwierdziło.
– A gdzie je słyszałeś?
– Od dziennikarzy.
– Pamiętasz od kogo?
– Nie mogę ci tego powiedzieć.
– Chciałbym pójść po tej nitce do prawdy.
– To ja ci nie pomogę.
Zrozumiałem, że sprawa jest raczej beznadziejna.” (całość cytatu za „Polityką”).

To też była tylko Twoja „prywatna rozmowa” z szefem służb specjalnych mającym, tak jak w naszym wypadku, bezpośredni interes w prowadzeniu takich dziennikarskich rozgrywek. Mam nadzieję, że na tych dwóch prywatnych rozmowach sprawa się kończy.

Życzę dalszych sukcesów dziennikarskich.

Rafał Kasprów
Rafał Kasprów
2006-10-18 12:10:47

A jednak swiństwo...
Rafale,
podziwiam Twoją wyrozumiałośc. Fakty są takie: dziennikarz dowiaduje się o tym co robia koledzy po fachu. Dzieli sie ta wiedzą z szefem słuzb specjalnych zainteresowanym zatuszowaniem ewentualnego skandalu.
Nazwij to jak chcesz, ale ja uważam, że AM zachował się lojalnie wobec Siemiątkowskiego, a po świńsku w stosunku do nas. I tyle. Wnioski nasuwają się same.
Pozdrawiam serdecznie.
jacek łęski
2006-10-18 13:39:19

Zobacz również ...


menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Sylwester Latkowski znów zaskakuje - tym razem pozytywnie. "Kamilianie" to oszczędny, ale poruszający dokument. Byli już rugbyści, blokersi. Był polski show-biznes. Tym razem enfante terrible polskiego dokumentu zrobił film o zakonnikach. Ale tak naprawdę to film o życiu, a raczej śmierci. Kamilianie - bohaterowie filmu to ludzie, którzy swoje życie ofiarowują chorym. Niby to nic wielkiego. Kilka tysięcy polskich pielęgniarek codziennie robi to samo. Jednak Kamilianie to nie pielęgniarze, nie lekarze - to bracia w śmierci.
Śledczak Kamilianie Gwiazdor Pedofile
Nakręceni Pub 700 Klatka To my, Rugbiści
powered by Admin.Starla v3 CMS