menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Czy chodziło tylko o śledztwo w sprawie warszawskiej ośmiornicy? 10-02-2007
Trwają spekulacje na temat kulis dymisji Ludwika Dorna. Dzisiejsza Rzeczpospolita w tekście „Dymisja z podejrzeniami w tle” poruszyła temat konfliktu wokół CBŚ pomiędzy byłym szefem MSWiA a ministrem sprawiedliwości i prokuratorem krajowym . Warto do dzisiejszych doniesień Rzeczpospolitej dorzucić kamyczek.

O tym konflikcie dowiedziałem się w lipcu 2006 roku przy pracy nad programem „Konfrontacja” o ośmiornicy warszawskiej. Pod pojęciem ośmiornicy warszawskiej należy rozumieć łączące się ze sobą sprawy tzw. układu warszawskiego, samorządu i korupcji w ministerstwie finansów. Odcinek ten został wyemitowany 20 lipca ubiegłego roku. Rzeczywiście szefa warszawskiego CBŚ Jarosława Marca przed egzekucją miał uchronić Janusz Kaczmarek. Zdumiewające w świetle dzisiejszego artykułu w „Rzeczpospolitej” jest to, że od ośmiu miesięcy trwał stan zawieszenia w tej sprawie.

Przypomnę to, co w programie Konfrontacja i artykule zamieszczonym w lipcowej „Polityce” powiedzieliśmy wraz z Piotrem Pytlakowskim o sprawie Jarosława Marca:

„Do aresztu w którym przebywa Adam Ch. dochodzą niepokojące dla niego wieści. Zapewne wie już o fragmencie zeznań Tyszkiewicza, które dotyczą jego wizyty u Sekuły. Wie też, że od wiosny naczelnikiem warszawskiego zarządu CBŚ został Jarosław Marzec, poprzednio naczelnik zarządu gdańskiego. Adam Ch. ma powody, aby obawiać się Marca, który tropił jego przestępstwa jeszcze w Trójmieście. Do kilku stołecznych dziennikarzy trafiły niedawno materiały, które mają Marca skompromitować. Dotyczą jego przeszłości, konfliktu rodzinnego jeszcze z czasów, kiedy był szefem CBŚ w Gdańsku. Według naszych informacji Adam Ch. byłby skłonny sporo zapłacić za unieszkodliwienie szefa warszawskiego CBŚ. Jarosław Marzec: - Zdecydowanie odmawiam
komentarza.

Marzec ma groźną wiedzę nie tylko o powiązaniach Adama Ch. Do stolicy przyszedł niedawno, nie zna ludzi, nie wiążą go żadne zobowiązania z tzw. Warszawką, ani towarzyskie, ani polityczne. Po prostu gliniarz, który robi swoje. Powołał zespół złożony z 24 zaufanych oficerów CBŚ – niektórych specjalnie ściągnął z terenu. Najpierw przejrzeli stare sprawy, te którym grozi przedawnienie. Okazało się, że prowadzone osobno, rozczłonkowane, rozmywały się. Ale zblokowanie ich i poddanie gruntownej analizie ujawniło zadziwiające zbieżności. Podobne mechanizmy, powtarzające się nazwiska i miejsca. Analitycy policyjni rozrysowali siatkę kryminalnych powiązań. Idealnie wpisała się w plan warszawskich inwestycji, pokryła z decyzjami urzędników samorządowych, przenikła do ministerstw.”
Należy wprost powiedzieć, że z policji, Centralnego Biura Śledczego przeciekało o toczącym się śledztwie do osób żywo zainteresowanych jego wynikami. Ucieczka z kraju byłego senatora Henryka Stokłosy w świetle tych faktów nie powinna dziwić.

W czasie pracy nad programem Konfrontacja o wspomnianej już ośmiornicy warszawskiej dotarliśmy z Piotrem Pytlakowskim do listu, w którym policjanci skarżyli się, że ścigane przez nie osoby wiedziały o podejmowanych przez śledczych krokach. Podważało to sens ich działań. Sugerowano wprost, że za tymi przeciekami stoją ich szefowie. List podpisany imiennie przez policjantów trafił do prokuratury.

Zajęliśmy się też sprawą dziwnego zniknięcia ze stanowiska byłego zastępcy komendanta stołecznego policji.

„Stare sprawy odżywają. To sygnał ostrzegawczy dla osób, które mają coś na sumieniu. Na wysokich szczeblach w CBŚ, KSP i KGP trwają ożywione ruchy kadrowe. Jednych odwołują przełożeni, inni sami składają dymisje. Po cichu zniknął jeden z wicekomendantów stołecznej policji. – Został odwołany bez podania przyczyn – informuje rzecznik KSP Mariusz Sokołowski. Od dawna przebąkiwano o nieformalnych związkach tego wicekomendanta, a wcześniej szefa m. in. wolskiej komendy, z pewnym warszawskim centrum handlu meblami. Na terenie tego kompleksu ma siedzibę wiele firm. Niektóre z nich od lat są podejrzewane o udział w nielegalnym obrocie paliwami. Dotychczas policja omijała je szerokim łukiem. Według policjantów, centrum meblowe było pod ochroną nie tylko wspomnianego wicekomendanta stołecznego, ale i wysokich oficerów z warszawskiego CBŚ.”

Czy wątek udziału policjantów w ośmiornicy warszawskiej został wyjaśniony? Czy trwający układ w policji mógł pozwolić na to, by prokuratora poszła do przodu ze śledztwem? W lipcu stan śledztwa nie napawał optymizmem. Śledztwo straciło impet. Nie miało już dawnego tempa.

Nasze z Piotrem Pytlakowskim ustalenia zakończyliśmy słowami, które nadal wydają się być aktualne:

 „Dopóki zarzuty stawiano gangsterom i urzędnikom wszystko toczyło się sprawnie. Ale teraz, kiedy trzeba zapukać do drzwi polityków z wyższych półek, śledczy włączyli hamulce. Gdyby chodziło wyłącznie o działaczy SLD czy byłych członków PO, nie byłoby wahań, ale w warszawskiej ośmiornicy (rezerwujemy tę nazwę zarówno dla afery w MF, jak i dla samorządowego tzw. układu warszawskiego) podziały polityczne nie istniały. Liczyła się wyłącznie kasa, a wyciągały po nią dłonie i lewica, i centrum, i prawica. To niezły egzamin dla polityków PiS i prokuratury. Ujawniać całą prawdę, czy tylko tyle ile nam pasuje?”

PS. Nie wierzmy jednak, że tylko ta sprawa mogła doprowadzić do dymisji Ludwika Dorna.

(5) komentarzy / + dodaj komentarz
Sukces CBŚ - Stokłosa zatrzymany
Autor: kos
2007-02-10 20:31:00
CBŚ zatrzymała sobowtóra Stokłosy donoszą media. Śmiać się, czy płakać?

Czyżby Dorn nie miał odwagi na pewne sprawy ?
Autor: m
2007-02-11 09:40:08
Jesli tak, to posuniecie Kaczyńskiego jest słuszne i pełne pochwały, nic wiec dziwnego że media zaatakowały ze wszech stron rząd za to posunięcie a Donald Tusk znów probował wszystkim wmówić że koalicja rząd nie panuje nad sytuacją - no właśnie panuje i to tak niepokoi tych którzy są w opozycji ;-] GO GO Kaczor.

Dobrze, że są...
Autor: Ewa Porat
2007-02-11 13:29:08
jeszcze uczciwi prokuratorzy, bo w moim mieście - Świnoujściu, czyli tam, gdzie ojczyzna początek ma - prokuratura umarza SLD-owskim urzędasom wszystkich szczebli każdą, nawet najbardziej ewidentną sprawę. Jak w takiej sytuacji chce się pracować miejscowej policji - nietrudno chyba zgadnąć... Ale i u nas coś drgnęło! Miejscowy kacyk wybrany (w I turze!!!) na prezydenta spóźnił się ze złożeniem deklaracji majątkowej żony. Co z tego wyniknie, z pewnością usłyszycie, bo na pewno będzie o tym głośno (o:

A Ludwik Dorn swoje :)
Autor: Salon42
2007-02-12 17:25:01
Szanowny Panie Premierze,

24 stycznia br. skierowałem do Pana Premiera Pismo następującej treści:

W nawiązaniu do rozmowy z dnia 22.01 br. informuję Pana Premiera, że nieámogę zaakceptować proponowanych przez Pana Premiera treści i sposobu dochodzenia do rozstrzygnięć w dziedzinie mojej konstytucyjnej odpowiedzialności. Wobec tego - co oczywiste - oddaję się do dyspozycji Pana Premiera.

W związku z powyższym uprzejmie proszę o rozmowę w celu ustalenia terminu i okoliczności mojego odejścia z Rządu tak, by dokonało się to w sposób jak najmniej kłopotliwy dla Rządu, partii i Pana premiera. Zaakceptuję każdą Pana sugestię, z wyłączeniem takich rozstrzygnięć, które miałyby zły wpływ na moje dobre imię.

Chciałbym również uzyskać od Pana Premiera informację o zakresie i charakterze decyzji podejmowanych do czasu mojego odejścia z Rządu. Z jednej bowiem strony istnieje bardzo pilna potrzeba podjęcia kilku decyzji, w tym kadrowych; z drugiej w żadnym razie nie chciałbym stawiać Pana Premiera i mojego następcy wobec faktów dokonanych.

Po rozmowach i przedłożeniu przez Pana Premiera racji politycznych, pomimo głębokiej różnicy zdań, zgodziłem się na prośbę Pana Premiera nadal pełnić funkcję Wiceprezesa Rady Ministrów. Było dla mnie oczywiste, że warunek dotyczący mojego dobrego imienia pozostaje w mocy. Niestety nie został on dotrzymany, choć w moim głębokim przekonaniu stało się to bez wiedzy i zgody Pana Premiera. Nie zmienia to jednak mojej sytuacji i wymowy faktów.

W wydaniu dziennika "Rzeczpospolita" z dnia 10.02 br. ukazał się artykuł pod znamiennym tytułem "Dymisja z podejrzeniami w tle", w którym powołując się na dokonania szefa warszawskiego CBŚ mł. insp. Jarosława Marca zarzuca się Zastępcy Komendanta Głównego Policji gen. Waldemarowi Jarczewskiemu "niejasne powiązania", a
mnie ochronę funkcjonariusza, wobec którego podniesiono ciężkie zarzuty.

Wbrew stwierdzeniom autorów artykułu oświadczam, że gen. Jarczewski nigdy nie przychodził do mnie ze skargą ani na mł. insp. J. Marca, ani na Komendanta Głównego Policji Marka Bieńkowskiego. Oświadczam także, że nikt nigdy nie poinformował mnie o jakichkolwiek podejrzeniach wobec gen. Jarczewskiego.

Artykuł w "Rzeczpospolitej" jest zlepkiem pomówień i insynuacji tak pod adresem moich współpracowników, jak i moim. Mógłbym go pominąć milczeniem, gdyby nie to, że uwiarygodnił go - a poniekąd pośrednio autoryzował - mój następca Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji Janusz Kaczmarek, udzielając wypowiedzi odnoszącej
się do jego treści.

W przeszłości zarówno Pan Premier jak i ja wielokrotnie byliśmy ofiarami oczerniających kampanii w środkach masowego przekazu - przy czym Pan Premier z wielokrotnie większą częstotliwością i intensywnością, niż ja. Obaj dobrze znamy mechanizmy polityczne, które prowadzą do publikacji tego typu artykułów.

Nie mogę też pominąć milczeniem stwierdzeń zawartych w wywiadach, jakie Pan Min. J. Kaczmarek udzielił tygodnikowi "Wprost" i "Gazecie Wyborczej". Wynika z nich, że w okresie kierowania Policją przez gen. Marka Bieńkowskiego i pełnienia przeze mnie funkcji ministra właściwego do spraw wewnętrznych, policjanci nie podejmowali oczekiwanych przez prokuraturę działań w walce z przestępczością aferalną (w tym - w szczególności - z ujawnianiem przestępstw popełnionych przez tzw. "układ warszawski").

Jak Pan Premier dobrze wie, znana mi liczba przypadków, w których dochodziło do pewnych trudności we współpracy Policji z prokuraturą wynosi 5, z czego 2 przypadki podnosiłem ja, a 3 Minister Z. Ziobro. Z wypowiedzi Pana Min. J. Kaczmarka wynika, że trudności we współpracy miały charakter masowy i systemowy, a odpowiedzialność leży po stronie Policji (a zwłaszcza CBŚ) oraz nadzorującego Policję ministra właściwego do spraw wewnętrznych.

Jak Pan Premier wie, wielokrotnie zwracałem się ustnie - w obecności Pana Premiera - do Min. Z. Ziobry, by przedstawił mi listę spraw wykraczających poza wspomniane 3 przypadki w których Policja źle współpracuje z prokuraturą. Zawsze odpowiedzią było milczenie.

Jeżeli chodzi o nieskuteczne wsparcie prokuratury przez Centralne Biuro Śledcze w rozpracowywaniu tzw. "układu warszawskiego", to sformułowane przez Pana Min. J. Kaczmarka zarzuty budzą moje szczególne zdziwienie. Zarządem warszawskim CBŚ kieruje mł. insp. Jarosław Marzec, pod którego adresem Panowie Kaczmarek i Ziobro kierowali nie raz słowa najwyższego uznania. W początkach września ubiegłego roku wydałem Komendantowi Głównemu Policji gen. Markowi Bieńkowskiemu polecenie, by cała policja - łącznie z Komendą Główną - udzieliła w prowadzonych postępowaniach mł. insp. Jarosławowi Marcowi i warszawskiemu zarządowi CBŚ najdalej idącego wsparcia. Wedle mojej wiedzy polecenie to zostało wykonane, a na jesieni ubiegłego roku mł. insp. Jarosław Marzec otrzymał od Komendanta Głównego Policji najwyższą bodaj nagrodę pieniężną w historii Policji polskiej.

Stwierdzenia Min. J. Kaczmarka oznaczają zatem, że na moje polecenie Komendant Główny wspierał i nagradzał funkcjonariusza i komórkę organizacyjną blokującą śledztwa o najwyższym priorytecie.

Mój szczególny sprzeciw budzi stwierdzenie Min. J. Kaczmarka, iż zlikwiduje on stan rzeczy, w którym CBŚ - dla wygody prokuratorów - zajmuje się drobnymi przestępstwami, zamiast tymi najpoważniejszymi. To przecież Min. J. Kaczmarek jako szef Prokuratury Krajowej nadzorował pion prokuratorski i co najmniej tolerował taki patologiczny stan rzeczy.

Co najmniej parokrotnie - w obecności Pana Premiera - zwracałem uwagę Ministrów Ziobry i Kaczmarka na szkodliwą praktykę mnożenia ponad potrzeby prokuratorsko - policyjnych grup operacyjno - śledczych i obciążania nadmiarem zadań funkcjonariuszy policji o najlepszych kwalifikacjach i największym doświadczeniu.

Wobec powyższego zwracam się do Pana Premiera o wszczęcie w stosunku do mnie i moich współpracowników co najmniej dwóch postępowań wyjaśniających. Pierwsze dotyczyć winno wiedzy o rzekomych powiązaniach gen. Waldemara Jarczewskiego z Henrykiem Stokłosą, a także roli mł. insp. J. Marca, gen. Marka Bieńkowskiego oraz Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji Ludwika Dorna w tej sprawie. W szczególności domagam się ustalenia, czy mł. insp. Jarosław Marzec - lub jakikolwiek inny funkcjonariusz policji - uzyskał w toku działań operacyjnych, lub dochodzeniowo - śledczych jakąkolwiek wiedzę o możliwości powiązań gen. W. Jarczewskiego z H. Stokłosą. Następnie ustalić należy, czy o stanie spraw zostali poinformowani Komendant Główny Policji gen.
Marek Bieńkowski, Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji Ludwik Dorn, prokurator krajowy Janusz Kaczmarek i Minister Sprawiedliwości - Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro.

W przypadku, gdyby zostało dowiedzione, że którykolwiek z funkcjonariuszy policji uzyskał wiedzę o nieformalnych
powiązaniach gen. W. Jarczewskiego z H.Stokłosą i tą wiedzą z którąkolwiek z wymienionych osób się podzielił, należy ustalić, jaki użytek został przez wspomniane osoby z tej wiedzy uczyniony.

Ponadto domagam się postępowania wyjaśniającego dotyczącego zaniechań Policji w walce z najpoważniejszymi przestępstwami, a w szczególności wyjaśnienia zarzutu odmowy przez warszawskie CBŚ wsparcia prokuratury w rozpracowywaniu tzw. "układu warszawskiego".

Szanowny Panie Premierze,

powstała sytuacja jest dla mnie pod względem moralnym i politycznym nie do zaakceptowania. Nie mogę w niej podjąć się zadań, które planował mi Pan Premier powierzyć. Nie mogę też - co oczywiste - uczestniczyć w obradach Rady Ministrów. Dlatego też zwracam się do Pana Premiera o udzielenie mi urlopu (zaległego za
rok 2006 oraz ewentualnie urlopu bezpłatnego) do czasu zakończenia postępowań wyjaśniających, bez których wszczęcia nie wyobrażam sobie funkcjonowania w ramach kierowanego przez Pana Rządu.

Jeżeli nie byłby Pan Premier skłonny spełnić powyżej prośby, uprzejmie proszę o udzielenie mi dymisji z funkcji Wiceprezesa Rady Ministrów.

Jednocześnie uprzejmie informuję Pana Premiera, że ze względu na publiczny charakter podniesionych przeciw mnie zarzutów, niniejsze pismo przekazane zostanie Polskiej Agencji Prasowej - po jego przesłaniu Panu Premierowi.

Z poważaniem
Ludwik Dorn

Korwin-Mikke o sprawie Dorna
Autor: Xman
2007-02-13 10:42:07
Ciekawą rzecz napisał na swoim blogu o całej tej sprawie Janusz Korwin-Mikke. Potwierdzam, że jakieś 2 miesiące temu już pisał, że im bliżej będzie ujawnienia raportu o likwidacji WSI, tym więcej będzie mącić agentura, tym bardziej będzie atakowany Macierewicz itp.:

"Wszystkim pytającym: "Co się dzieje? O co w tym wszystkim chodzi?" - odpowiadam zwykle słowami Stalina: "W miarę postępów w budowie socjalizmu walka klasowa zaostrza się". Jak pisałem pod datą 29-I: używam nawet po prostu skrótu: JP-SZ- NK - BJC oznaczającego: "Jak Pisałem, Sytuacja się Zaostrza - ale to Nie Koniec: Będzie Jeszcze Ciekawiej".

Więc: jest ciekawiej. Jeśli zawsze lojalny p.Ludwik Dorn swoje listy do JE Jarosława Kaczyńskiego umieszcza w PAP-ie - to znaczy, że jest już BARDZO ciekawie. I - jak piszę od prawie pół roku i w moim "Najwyższym CZAS!"-ie i gdzie indziej: nie mam wątpliwości, że jest to robota bezpieki. Lub byłej bezpieki.

Proszę sobie przypomnieć jedną z charakterystycznych wypowiedzi bohatera afery z "szafą Lesiaka": "Dzięki grze operacyjnej udało się doprowadzić do rozbicia Porozumienia Prawicy". Doskonale pamiętam ten dzień, gdy 10 partyj zebrało się, by podpisać to porozumienie - i wtedy jedna, z kompletnie niewyjaśnionych powodów, powiedziała:"NIE". Wtedy myśleliśmy, że to robota SB - pardon: UOP-u; teraz WIEMY, że to była robota UOP-u.

Skłócenie p.Ludwika Dorna z b-ćmi Kaczyńskimi musiało być znacznie trudniejsze - i chylę czoło przed jakimś generałem czy prostym kapitanem, który wymyślił tu właściwą "grę operacyjną". Sadzę raczej, że to ktoś z WSI - ale: mogę się mylić, oczywiście...

Chcę w tym miejscu przypomnieć pewien drobny epizod z niezbyt zamierzchłej przeszłości - konkretnie: z ostatniej jesieni rządów p.Aleksandra Kwaśniewskiego. Miałem wtedy spotkanie w Lublinie, na salę nabiło się ze 300 osób, a pytania zaczęły się kierować na teren służb specjalnych. Gdy ktoś wspomniał o "spiskowej teorii dziejów" zauważyłem, że dzisiejsza (dzięki temu moglibyśmy ustalić dokładną datę!) "Rzeczpospolita:" doniosła (na I stronie!) iż szef ABW wyznał, że w otoczeniu Prezydenta jest 30 [utajnionych] wyższych oficerów. WSI. Powiedziałem wtedy: "Zobaczycie Państwo, jaka będzie odpowiedź WSI!".

I rzeczywiście: już następnego dnia "Fakty" TVN doniosły, że jakiś oficer WSI ujawnił, że ABW w Szczecinie współpracuje z mafią paliwową.

Po czym służby schowały pazurki i zgodnie zatarły ślady obydwu afer... Dziennikarze będący na nich usługach: (w telewizjach - prawie wszyscy...) po dwóch dniach wsadzili oba końce sznura w wodę...

W tej całej aferze nie jest ważne, że cały obecny, tfu: "establishment" to agentury bezpiek tajnych, widnych i dwupłciowych - ile to, że żaden dziennikarz nie ośmiela się o tym pisać. Sam znam jednego, który wie o tym znacznie więcej, niż ja - i nie pisze. Nie dlatego, że się boi, lecz dlatego, że pewien jest, że to nic nie da - a ta amunicja może być użyta w sytuacji równowagi, gdzie będzie mogła przechylić szalę na rzecz Rycerzy Yedi...

A proszę wziąć pod uwagę jeszcze inny fakt: prasa doniosła (małymi literkami, co prawda...) że pewna Premierka "Rządu" III RP spędziła dwie doby w należącym de facto do masonerii pałacyku w Ciążeniu z Wielkim Mistrzem Wielkiego Wschodu Francji (taka pseudo-masoneria). I wyobraźcie sobie Państwo; nie jest to pierwszoplanowym tematem pytań na najbliższej konferencji prasowej p.Premierki, nie jest drugoplanowym: NIKT o to Jej nie spytał!

A jeśli spytał, to prasa zgodnie to przemilczała.

I znów: nie to jest ważne, że p.Premierka jest powiązana z GOdF (lub ze skoligaconą z Grand Orientem pseudo-masonerią "Droit Humain" - lecz to, że NIKT o to nie pyta. A przynajmniej: nie pisze.

Poza moim "Najwyższym CZAS!"-em, oczywiście. "

Zobacz również ...


menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Potężny mężczyzna powolnymi ruchami, nieco leniwie, goli głowę. Opowiada o swoim barwnym życiu, o więzieniu i drużynie rugby. Ale nie jest to kadr z amerykańskiego obrazu "Urodzeni mordercy", a jedna ze scen polskiego filmu dokumentalnego Sylwestra Latkowskiego o chuliganach Arki Gdynia, których teraz bardziej niż rozróby fascynuje męski, twardy sport.
(...) Kamera podąża za bohaterami niemal wszędzie. Jest na treningu, meczu, w szatni, w samochodzie i nawet w łazience.


Śledczak Kamilianie Gwiazdor Pedofile
Nakręceni Pub 700 Klatka To my, Rugbiści
powered by Admin.Starla v3 CMS