menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Misja kulturalna w TVP Kultura 12-06-2007
 

(31) komentarzy / + dodaj komentarz
A moze tak wypowie się KRRiTV
Autor: basto
2007-06-12 22:16:34
Kur...a i za to płacę abonament

?
Autor: Venissa
2007-06-12 23:22:15
Basto, to jak w końcu jest: zadowolony jesteś, czy niezadowolony?
....

niesamowite
Autor: wamax
2007-06-13 01:23:00
niesamowite !!!
nareszcie coś a nie tylko gadające głowy
pseudointelektualista zadzwonił, żeby pokazać głupotę tego przedstawienia a zaprezentował się jako chamski kretyn :P

abonament
Autor: Geralt
2007-06-13 09:52:44
Ciekawe czy ogladalnośc wzrosla.

no zesz kurwa
Autor: b
2007-06-13 16:16:59
nie wierze, serio nie wierze, polska telewizja to sie boi golego cycka pokazac, a tu od razu i z ostrej rury perwersja!

w ogole skad TVP kultura bierze na takie cos pieniadze? z abonamentu? no to dlaczego nie jest ona dostepna publicznie?

Taka kultura jacy jej zarządzający
Autor: alex
2007-06-13 18:43:18
I wszystko to za świętoszkowatej władzy w TVP

chamy rządzą kulturą
Autor: salon42
2007-06-13 18:44:47
"Pani bredzi". "Pan już nieraz pokazał, że pan jest po prostu chamem". Te niekulturalne słowa nie padły w maglu. Tak mówili do siebie przewodnicząca KRRiT Elżbieta Kruk i poseł SLD Jerzy Wenderlich w Sejmie, podczas posiedzenia komisji... kultury

He he...
Autor: Zając Poziomka
2007-06-14 09:39:44
Ciekawe programy ma TVP Kultura... i widzów bez wyobraźni. "Zdjąć majteczki..." Ale żenada! Ale gdyby tak zadzwonił ktoś i kazał pozdrowić się salutem rzymskim...? Ha to by się działo! Byłyby komentarze na całym świecie i głębokie faszystowskie przesłanie. A tak? Jakies erotyczne komendy starych kartofli.

Sztuka przez duże S
Autor: Prawdziwy smakosz kultury
2007-06-14 14:47:57
Wreszcie telewizja publiczna odważyła się pokazać prawdziwą sztukę. Dość z tymi Michałami Aniołami, Chopinami i Dostojewskimi. To jest prawdziwa sztuka tamci przy tych paniach to dzieci z kredkami. Brawo dla telewizji publicznej. Oby więcej takich sztuk, sukces murowany..

misja kulturalna - jak najbardziej
Autor: mb
2007-06-14 15:22:16
Nie wiem, czy tytuł postu jest ironiczny, czy jest po prostu zwykłym stwierdzeniem... Chciałbym się mylić, ale na podstawie tego, co wiem o Panu Latkowskim, obstawiam raczej pierwszą opcję. Tymczasem ten performens jest dla mnie świetnym i radykalnym przykładem realizowania misji kulturalnej przez stację.

O artystkach i telewizji na jego podstawie można wypowiadać się tylko pozytywnie - z podziwem dla ich otwartości i odwagi. Jednak, niestety, więcej niż o artystkach i telewizji mówi on o publiczności, skłaniając do - mówiąc eufemistycznie - mało budujących wniosków. Przypuszczam, że gdyby taki performens został zrealizowany w telewizji Arte, byłyby spore szanse na rzeczywiście twórczy udział telewidzów i ciekawe interaktywne wydarzenie artystyczne. U nas, jak widać, publiczność do pewnych rzeczy jeszcze nie dorosła. Zamiast wspólnej zabawy artystów i publiczności w tworzenie sztuki na żywo dostaliśmy mocny kawałek sztuki krytycznej. Telewidzów dzwoniących do programu nie było stać na to, by stali sie faktycznie współtwórcami tego wydarzenia - swoim uczestnictwem - takim a nie innym - sami redukowali się do "przedmiotu", "tematu", o którym mowa.

Performens dostał Nagrodę TVP Kultura w kategorii sztuki wizualne i moim zdaniem było to w pełni zasłużone. Pozdrawiam

może koleś ma plazmę 50
Autor: januu
2007-06-14 17:47:55
może koleś ma plazmę 50" ;)

ciekawe
Autor: homopoliticus
2007-06-14 22:09:41
Na początku byłem zaciekawiony, następnie oburzony, ale oburzenie to było wywołanie przez widza, który chyba był i jest jakimś maniakiem erotycznym. To było żałosne z jego strony, że zmarnował okazje do stworzenia czegoś fajnego. Według mnie sam pomysł jest kapitalny. To jest coś ponad wszystko inne. Brawa i tyle. Brawa się należą dla twórców jak i tych Pań.

Prowokacja
Autor: hem...hem
2007-06-14 22:27:52
Super perfomence naprawde swietna prowokacja podoba mi sie ze to wszytko jest zainsenizowane a wywoluje to taki skandal hehehe super o to chodzi.......ja prosil bym zeby panie sie juz ubraly........za nasze pieniadze!!!!! heheheh naprawde ekstra ..............................ZA WASZE PIENIADZE!!!!

HITLER i STALIN
Autor: Venissa
2007-06-15 08:26:16
A co by było, gdyby w takim programie KULTURA w ramach eksperymentów kulturalnych ustawiali się w rządku strajkujący lekarze i zaczęli wykrzykiwać : TUSK JEST HITLEREM, A KWAŚNIEWSKI - STALINEM!" NIE CHCEMY BUKIELA, PRECZ Z BUKIELEM!

A tak swoją drogą
Autor: Venissa
2007-06-15 08:30:26
Czy Wy ludzie, uzależniacie odbiór człowieka i tego,co robi od funkcji społecznej, od roli jaką pełni w danej społeczności w danej chwili? Jak ktoś odstawia kicz, a jednocześnie pisze o osobie, że już obronił pracę mgr, to znaczy,że mamy do czynienia ze zdolnym ARTYSTĄ?

No i co się stało?
Autor: Telewidz
2007-06-15 08:48:12
Gdyby świętoszkowaty realizator zapobiegł spełnieniu życzeń tego widza, który polecił paniom artystkom pokazać co nieco biustu (mało był wymagający, ja bym dopilnował rzetelnej realizacji życzenia!) i irokezikowato przycięte myszki - to podniósłby się wrzask, i słusznie, że w TVP Kultura rządzi cenzura.

Skoro nie zapobiegł - iluś snobów będzie się pieklić, że myszki poszły w eter.

I dobrze, że poszły! Naprawdę widok nagiego człowieka, a już zwłaszcza atrakcyjnej kobiety, jest najbardziej naturalnym widokiem na świecie i nie ma żadnego powodu, by się na niego oburzać. A że performance okazał się mało ambitny? Powtórzyć, może następni widzowie będą mieli lepsze pomysły...

Performance w internecie
Autor: Ireneusz S. Wierzejski
2007-06-15 21:29:18
Czy to jest na pewno sztuka?
Bo jeśli tak to strasznie wtórna: już kilka lat temu niektóre panie wyposażyły się w kamerki internetowe i szybkie łącze i za kilka dolarów gotowe są rozebrać przed internautami i wykonać dowolną pozycję ekwilibrystyczną solo, w duecie i w grupie. Działalność Aleksandry Kubiak i Karoliny Wiktor na tym tle wypada strasznie blado...

A tak na poważnie: to czy one to zrobiły za darmo czy wzięły jakieś pieniądze za występ w TVP Kultura?

Szkoda, że film zniknął z YouTube. Może warto byłoby go umieścić na jakimś serwerze nie stosującym tak restrykcyjnej polityki antypornograficznej, bo jak rozumiem za to został zdjęty.
Pozdrawiam: [url]http://blog.wierzejski.com[/url]

heheheh juz nie ma you tube
Autor: misiek
2007-06-15 23:28:38
zlikwidowali to video heheheh

"niedorośnięta" publiczność obnaża miałkość tej sztuki.
Autor: Grzegorz
2007-06-16 00:11:58
Wiesz być może i publiczność w Polsce do czegoś tam nie dorosła. Niezależnie jednak od motywów, którymi kierowała się niedorośnięta publiczność obnażona została płytkość, miałkość i bezdenna głupota owej "sztuki".

Bo czym niby ten "performance" miał być? Jaki przekaz, jaką estetykę czy w końcu jaki cel miał? Sprawdzenie/pokazanie jak zachowają się ludzie? Mogę ci to powiedzieć oszczędzając trudu "artystkom" i pieniędzy podatnikom (również w odniesieniu do innych kultur). Czym niby w przekazie/formie różni się to od nocnych wypełniaczy typu "zadzwoń na 0 7XX XXX XX XX i wciskając odpowiednie klawisze w telefonie przeprowadź ludka przez labirynt"? O wrażeniach estetycznych również trudno mówić.

Daleki jestem od definiowania sztuki w jakikolwiek sposób. Natomiast potwornie wku.... mnie, że moje pieniądze są przeznaczane na coś takiego. Skoro artystki i Ty to "czujecie" i uważacie za wartościowe to sfinansujcie to sobie i sprzedajcie komuś o podobnych gustach do k.... nędzy, zamiast sięgać do mojej kieszeni! Czuję się zwyczajnie okradziony - pojmujesz to?

Jeszcze kilka słów komentarza
Autor: mb
2007-06-16 22:24:03
Przyznam, że do pewnego stopnia dziwią mnie głosy oburzonych, że abonament jest wykorzystywany na coś, co im się nie podoba. To znaczy, oczywiście, do pewnego stopnia to rozumiem, ale moim zdaniem protestowanie przeciw takim "sytuacjom artystycznym" wynika po prostu z ich elementarnego niezrozumienia. Może raczej należałoby zaprotestować przeciwko temu, że TVP Kultura jest finansowana z abonamentu, ale żeby ją oglądać, trzeba wykupić sobie telewizję kablową?

Będę tu używał słowa "sztuka", ale proszę mnie za nie nie łapać. Nie znam żadnej definicji tego słowa, która byłaby zadowalająca i używam jej tu w rozumieniu instytucjonalnym, opisowym - a nie wartościującym.

Jest też moim zdaniem tak, że dzisiejsza sztuka w wielu wypadkach naprawdę wymaga pewnego przygotowania i określonego stopnia świadomości. W tym przypadku akurat tego przygotowania nie trzeba tak wiele, ale jak sądzę po niektórych komentarzach w tym i innych miejscach - dla niektórych nadal zbyt dużo. Czy ktoś z komentujących osób zadał sobie trud, żeby obejrzeć na youtubie cały ten program, a nie tylko ten wycinek? Żeby dowiedzieć się czegoś o grupie Sędzia Główny? Albo o tym, na czym w ogóle polega i z jakich założeń wywodzi się sztuka performance?

Nie wiem czego osoby komentujące oczekują od sztuki współczesnej, ja oczekuję od niej między innymi, a może przede wszystkim tego, żeby dawała do myślenia. Niestety, to myślenie jest pewną pracą, którą odbiorca musi wykonać samodzielnie, stąd być może rozczarowanie niektórych. Moim zdaniem ten performance jako pomysł był bardzo obiecujący i mógł ciekawie się rozwinąć w bardzo różnych kierunkach. Nie do końca przemawiają do mnie inne akcje tej grupy (choć "zawirusowanie" spektaklu w Teatrze Rozmaitości było ciekawym pomysłem), natomiast ta przemawia do mnie bardzo mocno. Nie rozumiem osób, które twierdzą, że artystkom chodziło o to, żeby się rozebrać czy o to, żeby prowokować. Nie mówiły przecież nic o rozbieraniu. Ani słowa. Według mnie ten performance mógłby być naprwdę ciekawy, gdyby zadzwonił tam artysta, człowiek z wyobraźnią, czy po prostu umiejący myśleć. Bo według mnie ramy stworzone przez autorki pozwalały naprawdę na zrobienie czegoś ciekawego i niestandardowego. Ale to tylko jeden ze sposobów widzenia tej sytuacji. Bo poza tym - w tej postaci, w jakiej się to odbyło - to jest performance o bardzo mocnej wymowie. Performance o władzy, w pewnym sensie też o kulturze, i niestety, o pozycji kobiety (nie przepadam za sztuką feministyczną ale tym razem chylę czoła). Czy wydaje się Państwu, ze gdyby program prowadziło dwóch mężczyzn, polecenia byłyby analogiczne? Śmiem w to wątpić...

Przypominam, że to nie była Różowa Landrynka, tylko program na TVP Kultura w paśmie "Noc artystów". Nie wiem, może to ja jestem dziwny, ale dla mnie myśl o tym, że w takim kontekście czymś normalnym i oczywistym jest polecenie "zdejmij majteczki" jest jakimś absurdem. Osobom, które sądzą, że Paniom chodziło o to, żeby się rozebrać, a nawet że czerpały z tego jakąś perwersyjną przyjemność, polecam obejrzeć ten film jeszcze raz, ale tym razem nie patrzeć na biusty, tylko na twarze.

Rozmowa na tym blogu jest jeszcze w miarę kulturalna, ale jeśli komuś chciałoby się zajrzeć np. do serwisu "Pardon", gdzie zamieszczono na ten temat materiał, i przeczytać komentarze, może zrozumiałby, że ten performance naprawdę jest trafny... Przyznam, że rozpisuję się na ten temat, bo jestem zaskoczony i zaszokowany izolacją intelektualną i niezrozumieniem, z jaką spotykają się tego rodzaju przedsięwzięcia. Dziwi mnie też łatwość, z jaką atakują twórców osoby, które po prostu zupełnie nie rozumieją tego, co komentują.

Czym się różni ten performance od telefonów 0-700 czy telegier w rodzaju "przeprowadź ludzika"? Tym, że to nie jest telefon 0-700 ani telegra, tylko akcja artystyczna w TVP Kultura. Tylko tyle i aż tyle. Moim zdaniem świadomość tej różnicy ze strony prowadzacych i osób dzwoniących wystarczy, żeby była to istotna różnica. Sztuka współczesna w dużej mierze opiera się właśnie na tym - na określonych ramach, które znajdują się w świadomości twórcy i odbiorcy. Artyści robią dziś często bardzo dziwne rzeczy, a równie często - rzeczy zupełnie zwyczajne. I jedne i drugie mogą być sztuką - i chodzi w nich często właśnie o to, żeby odbiorca zastanowił się, dlaczego artysta robi właśnie to, co robi (a nie po to, żeby zobaczył, powiedział sobie "o, jakie to ładne" i zaklaskał). To zastanowienie jest pierwszym krokiem do odbioru takiej sztuki.


Sztuka współczesna nie jest dla każdego, to jasne, nie każdy musi jej rozumieć, nie każdy musi ją komentować. Ale to przecież nie jest jedyna taka dziedzina. Jednych nie interesują programy kulinarne, innych - historyczne, jeszcze kogoś - motoryzacyjne. Niestety, te dziedziny są obecne w telewizji i idzie na nie abonament. W tym sensie okrzyki "Takie rzeczy za moje pieniądze?!!!" są jakoś tam zrozumiałe, ale wznoszącym je osobom chciałbym powiedzieć, że są uzasadnione na dokładnie takim samym poziomie jak np. okrzyk: "Żużel w telewizji publicznej??? Za mój abonament?? Ktoś chyba na głowę upadł".

Pozdrawiam wszystkich

mb, wybacz, będę ostra jak brzytwa, choć jestem kobieta kobieca:)
Autor: Venissa
2007-06-17 00:47:22
Nie byłam w stanie doczytać tego co napisałeś do końca ..Miałam wrażenie, że wypowiada się jakiś snob, który nie zna się, a przede wszystkim nie CZUJE autentycznej sztuki, a tylko tu się wymądrza, a nawet WYWYŻSZA nad tymi wszystkimi, którzy wyrażają swoje 'zdegustowanie' na widok tego 'kulturalnego' popisu.

Wiesz, że na podstawie ekspresji niewerbalnej, czyli np. ekspresji muzycznej, plastycznej, czy przy użyciu środków medialnych można ustalić nie tylko zdolności autora wytworu (celowo piszę wytworu, a nie dzieła), ale także iloraz inteligencji i osobowość? Np. , czy jest prawidłowo ukształtowana, czy zaburzona, a nawet chora? Jednym z wyznaczników zdrowia, bądź choroby 'twórcy', a zarazem konstruktywnego, bądź regersywnego działania jego wytworu jest obecność wyraźnie zarysowanych granic. Jeśli są pozacierane, to i jego granice psychologiczne są równie zatarte, co jest przejawem choroby psychicznej lub zaburzenia osobowości twórcy. Przypomnij sobie, jakie prace plastyczne wykonują jednostki prymitywne, jak np. niejaki Nikifor, albo schozofrenicy z szpitalach psychiatrycznych. Podobnie 'tworzą' tzw. jednostki z zaburzeniami osobowości. Obnażanie się publiczne jest zazwyczaj 'zarezerwowane' albo dla chorych psychicznie, albo dla kobiet lekkich obyczajów, a więc kobiet z zaburzeniami osobowości. Ktoś, kto próbuje ludziom głupim, bądź nie znającym się na sztuce, robić wodę z mózgu, tj. zaciera granice pomiędzy prawdziwą sztuką a pornografią, nie można inaczej powiedzieć, że sam ma niezbyt poukładane w psyche...Ktoś, kto wymyślił to przedstawienie MOLESTUJE odbiorcę i próbuje wciągać go dalej do swoich perwersji. Obnażanie przed obcymi swoich genitaliów jest wyrazem bardzo poważnych zaburzeń i GWARANTUJĘ ci, że za kilka, max za 10 lat osoby występujące w tym programie wylądują w psychiatryku. Jestem tego pewna w 100%!!!!!!!! Być może już teraz nadużywają alkoholu, bądź innych używek.

Nie można stawiać na równi czegoś takiego, co tu widzimy, z prawdziwymi dziełami sztuki wybitnych malarzy, rzeźbiarzy wcześniejszych epok, którzy ukazywali piękno ciała ludzkiego, pełne harmonii i subtelności. Tamte dzieła przedstawiały jego PIĘKNO i SUBTELNOŚĆ, coś co wyraźnie wyodrębniało je od świata zwierząt, coś co wznosiło człowieka na wyżyny. Odbiorca takiego dzieła odczuwał harmonię nie tylko z ciałem 'obiektu' ale i z własnym ciałem, a może i z samym Stwórcą.Bo harmonia sama w sobie, czy to dźwięków, czy linii, działała porządkująco zarówno na uczucia, jak i dusze ludzką, a co za tem idzie i somę. Romantyczni twórcy twierdzili,że sztuka jest mową DUSZY i objawia rzeczy nie z tego świata, a więc uwzniośla i dociera do najgłębszej istoty duchowej człowieka. Było tu widać jeszcze nawiązanie do filozofii i estetyki starożytnych Greków... Taka sztuka wspaniale harmonizowała wszystkie aspekty jego osobowości: ciało, psyche, intelekt i duszę, a więc działała zdrowotnie. Takie dzieła należałoby częściej eksponować bulimiczkom i anorektyczkom i w ogóle wszystkim ludziom, którzy z jakiegoś powodu nie akceptują własnego ciała. Takie dzieła godziły potrzeby seksualne z potrzebami intelektualnymi i duchowymi odbiorcy.

W tym drugim przypadku mamy do czynienia z regresją, ze zwierzęceniem, z uruchomieniem najbardziej prymitywnych instynktów 'twórcy', jak i odbiorcy. Nie dobre jest wszystko to, co regresuje i nie ma charakteru progresywnego. Wszelka regresja jest objawem choroby.

Nic w tej scence nie było twórczego, kompletnie NIC. To było zwykłe odzwierciedlenie fantazji erotycznych 'twórcy' i to tych najbardziej prymitywnych, bo podkorowych. Wiele osób ma różne fantazje, ale albo zachowuje je w swojej alkowie, albo w ogóle nie wcielają ich w życie, w każdym razie nie czyni tego na oczach MILIONÓW widzów!

A co by powiedział nt. temat niejaki Lew Starowicz?

Coraz częściej dochodzę do wniosku, że na ASP powinno się przyjmować jedynie tych, co pokończyli wcześniej Licea Plastyczne. Czym dłużej i od jak najwcześniejszych lat życia człowiek ma styczność z prawdziwymi dziełami sztuki, tym tworzy lepsze dzieła. Od pewnego czasu w Akademiach Sztuk Pięknych panuje pewien trend,żeby przede wszystkim przyjmowąc tych, co nie uczęszczali wcześniej do szkół plastycznych niższych szczebli, bo dzięki temu mają świeże i i b-j chłonne umysły. Błąd w myśleniu - jednostka jest tym b-j kreatywna i dojrzała w swej twórczości, im więcej ma różnych doświadczeń. Poza tym już zostało udowodnione, że ludzie czym dłużej obcują z prawdziwymi dziełami sztuki, tym są zdrowsi, inteligentniejsi, a więc i b-j kreatywni w życiu.

no wiesz...
Autor: mb
2007-06-17 02:12:00
Przyznam, że w dyskusji to dość niefrasobliwe zachowanie, odpowiadać na wypowiedź, której nie doczytało się do końca.

Z Twoimi argumentami w dziedzinie psychologii trudno mi dyskutować i nie zamierzam tego robić. Te argumenty moim zdaniem są obok tematu, nie dotyczą meritum. Meritum jest dla mnie takie: czy w tym, co się wydarzyło, jest jakaś wartość, czy też jej nie ma. Moim zdaniem jest, jaka - już napisałem. Ja mówię tylko o performance, ktore zobaczyłem, i o tym, co jako odbiorca mogę o nim powiedzieć. Refleksję nad psychiką artystek zostawmy specjalistom, do których być może trafią (lub nie) za 10 lat.

Nie sądzę, żeby publiczne obnażanie się sprawiało tym dziewczynom przyjemność, tak samo jak niewielu chyba osobom sprawia przyjemność oglądanie tego, jak się one obnażają. Moim zdaniem jednak sztuka nie jest wyłącznie od tego, żeby sprawiać odbiorcy przyjemność (choć, owszem bywa) ale też od tego, żeby nim wstrząsać (jeśli oczywiście ma to czemuś służyć, a tu, owszem, służy). Po obejrzeniu tego materiału jestem niemal pewien, że performerki wykonywały polecenie "z zaciśniętymi zębami" i wiele je to kosztowało. Wiem, że sam nigdy bym się na coś takiego nie zdobył, tym bardziej podziwiam je za konsekwencję, z jaką realizowały swoje przedsięwzięcie.

Koncentrowanie się na obnażeniu się przez performerki jest moim zdaniem jakąś pomyłką i nieporozumieniem. Powtarzam jeszcze raz (może jednak spróbuj doczytać mój poprzedni post do końca) - przecież w tym performance naprawdę nie chodziło o to, żeby obnażyć się przed widzami.


Tego "przedstawienia" nikt nie wymyślił w tym sensie, że jak sądzę, przed programem nikt nie wiedział, co się NAPRAWDĘ wydarzy, a był to program na żywo.

Nie mówię o stawianiu sztuki performance na równi z Michałem Aniołem czy sztuką romantyzmu, to jest jakies nieporozumienie. Nie można "stawiać na równi" rzeczy tak bardzo różnych. Jeśli gustujesz w sztuce romantyzmu, proszę bardzo, masz do tego prawo. Starożytna Grecja - świetnie. Ale to nie jest sztuka romantyzmu ani starożytnej Grecji. Od tamtego czasu to i owo wydarzyło się również w dziedzinie sztuki. Sztuki współczesnej nie mozna oceniać według tych samych kategorii, co sztukę romantyzmu, bo nie jest sztuką romantyzmu. Posłuchaj Chopina, a później Schonberga, to może zrozumiesz mniej więcej, co mam na myśli. Trudno słuchać muzyki współczesnej ot tak, "z marszu" - wtedy sprawia wrażenie zgiełku i jazgotu. Zaczyna to wyglądać inaczej, jeśli poznasz historię i teorię tej dziedziny sztuki. W tym samym stopniu, jak muzyki, dotyczy to sztuk wizualnych.
To właśnie mam na myśli, mówiąc o "przygotowaniu" - wypada cokolwiek wiedzieć o danej dziedzinie, żeby się na jej temat wypowiadać. Nie chcę przez to powiedzieć, że sam wiem o niej szczególnie dużo, ani nie chcę zamykać innym ust. Chodzi mi raczej o zmianę podejścia: jeśli czegoś nie rozumiesz, uczyń wysiłek intelektualny, żeby zmienić ten stan rzeczy, zamiast automatycznie krytykować.


Ja rzeczywiście chyba nie CZUJĘ prawdziwej sztuki. Bo nie wiem, co to jest "prawdziwa sztuka". Jeśli natomiast spotykam się z czymś, czego nie rozumiem, nie poprzestaję na czuciu. Używam rozumu. Czego i Tobie życzę.

Dopowiedzenie
Autor: Venissa
2007-06-17 08:37:29
I dodam, że są LEPSZYMI znawcami sztuki i mają większą wrażliwość na PIĘKNO. Są po prostu większymi koneserami, mają większy smak, b-j subtelne GUSTA. A tacy, co dopiero zaczynają systematyczny kontakt ze sztuką dopiero na studiach (dotyczy to także wielu aktorów) siłują się na kreatywnych, wybitnych artystów, wykazując przy tym wrażliwość prowincjusza, nierzadko kompensując jakieś własne kompleksy. Później na zarzuty krytyki wymyślają sobie kontrargument, że ci, co oburzają się na ich WYTWORY, to prowincjusze pokroju p. Dulskiej, że to zaściankowi i ograniczeni umysłowo katolicy. Kompensując dodatkowo swoje niedostatki intelektualne (bo przecież na uczelniach artystycznych mało jest przedmiotów ściśle naukowych, a więc intelekty przyszłych 'artystów' są NIEDOSTYMULOWANE), siłują się na jakieś pseudointerpretacje psychoanalityczne, mówiąc,że katolicy silnie protestując, ujawniają swojego 'cienia', ogromne pokłady nierozładowanej własnej seksualności. I tak są zapatrzeni w swoje NARCYSTYCZNE odbicie, że nie zauważają kontrargumentów tych, co rzeczywiście mają większą, bo usystematyzowaną na różnych szkoleniach wiedzę psychoanalityczną.

Z podobnymi zjawiskami mamy do czynienia z twórcami i obrońcami tzw. kontrowersyjnych reklam. Tak było w przypadku kampanii firmy Play:

'- billboardy z twarzą dziecka doklejoną do postaci dorosłych osób zabawiających się na imprezie;
- dłoń z pozornie odciętymi palcami zanurzonymi we krwi;
- olbrzymie usta z których wyłaniał się długi język zamieniający się palec'

i jeszcze inne wytwory - spoty.

Niejaka Patrycja Gowieńczyk, absolwentka kulturoznawstwa, pracownik akademicki i właściciel firmy reklamowej, tak pisała na portalu PARDONU i PIĄTEJ WŁADZY:

'Tego było już za wiele. Komisja Etyki Reklamy przyjęła skargi, rozpatrzyła je i wydała decyzję – 10 maja 2007 r.

Operator Play spodziewał się przegranej, bo fala protestów była tak duża, że firma nie mogła nie reagować. Uaktywniły się też bardzo konserwatywne środowiska prawicowe i katolickie, które wytoczyły przeciwko Play dwa bardzo mocne w Polsce zarzuty:
- lansowanie pedofilii (reklama z dziećmi udających imprezujących dorosłych);
- satanizm (negatywny, mroczny całokształt przekazu komunikacyjnego).

Nic dziwnego, że Play zaczął działać jeszcze przed ogłoszeniem decyzji Komisji Etyki Reklamy. Autor kampanii Jacek Hensler publicznie, na łamach ogólnopolskiego dziennika, przeprosił wszystkich za kampanię, mówiąc, że jest zła. Zapowiedział wprowadzenie nowych materiałów oraz zapewnił, że nie jest satanistą, tylko praktykującym katolikiem.

Po raz pierwszy w historii polskiej reklamy dyrektor kreatywny kampanii składał takie oświadczenie.

Komisja Etyki Reklamy uwzględniła część protestów: przeciw wykorzystaniu wizerunku dziecka w negatywnym kontekście oraz epatowaniu przemocą (odcięte palce u dłoni). Odrzuciła zaś całą resztę. W rezultacie Play - po zaledwie trzech miesiącach kampanii - musiał uporać się z kryzysową sytuacją. Do firmy przylgnął negatywny wizerunek i – co najważniejsze – poniosła ona olbrzymie straty finansowe, jakie spowodowała zmiana kampanii.

(...)

Przypomnę, że całe to zdarzenie nie miałoby miejsca, gdyby nie oddolne protesty społeczne.

Jest tylko jedno „ale” w całej tej historii. Miejsce bardzo konstruktywnej dyskusji o reklamie, wywołanej kampanią Play, zajęły histeryczne odwołania do moralności i wartości religijnych. Zdecydowanie było to nadużyciem. Dlaczego? Bo znaleźliśmy się w dobrym punkcie, aby zapytać: Co dalej z reklamą? Gdzie kończy się kreatywność, a zaczyna agresja i głupota? Niestety, zamiast zastanawiać się nad tymi kwestiami, musieliśmy słuchać dywagacji o satanizmie."

Ta agresywna pani, która zawzięcie broniła tych reklam z miesiąc temu na obu portalach, śmie używać zwrotów - typu 'HISTERYCZNE ODWOŁANIA DO MORALNOŚCI I WARTOŚCI RELIGIJNYCH" konserwatywnych, i prawicowych katolików. Że ktoś użył zwrotów "satanistyczny"? A miał prawo tak się wypowiedzieć, bo konwencja tych reklam niewiele różniła się od tzw. 'sztuki' prawdziwych satanistów; zresztą i ta pani zdradza wiele podobieństw w swych preferencjach do satanistów; wejdźcie na jej domowego bloga (wejście przez www.5WłADZA i zobaczcie jaka kolorystyka dominuje na jej stronie, jakiej głównie słucha muzyki. Nie nazywam jej oczywiście satanistką, bo pewnie nią nie jest, ale zdradza BARDZO WIELE wspólnych cech osobowościowych z prawdziwymi satanistami. Że nie wspomnę o jej niezwykle agresywnym języku w dyskusji, gdy ktoś przedstawia bardzo MOCNE, bo naukowe argumenty przeciwko temu, co ona wygłasza. Nie ma też co się dziwić,że i po przeciwnej stronie w końcu otwiera się scyzoryk, nawet u tych, którzy na co dzień są kobiecej delikatności i niekoniecznie są przykładnymi katoliczkami..., ale siedzą dość długo w zagadnieniach psychologii sztuki i psychoanalitycznych jej aspektach.

Nawet Jacek Santorski w jednym z ostatnich swoich blogowych wpisów uczynił aluzję do współczesnych reklam także odwołując się do struktury osobowości ich autorów:

'

„Moi przyjaciele mają swoje panie, wszyscy mają dzieci, ale ja chcę mieć trochę zabawy”
śpiewa George Michael. „Samo play. Żadnych zobowiązań” – obiecuje reklama jednego z operatorów telefonii komórkowej. A więc rację ma Francesco Cataluccio, który w swej książce „Niedojrzałość. Choroba naszych czasów” pisze, że pragnienie, by nie dorastać, rozlało się jak plama oleju na wodzie, zwłaszcza w społeczeństwach najbardziej rozwiniętych.

Zjawisko to domaga się od nas uwagi, bo dotarło także nad Wisłę. Psycholodzy i socjolodzy nazwali je syndromem Piotrusia Pana – czyli kogoś, kto nie chce dorosnąć. Dotknięta tą przypadłością osoba woli latać niż chodzić po ziemi. Żyje w swoim wirtualnym świecie – marzeń, fantazji, iluzji, fikcji. Rzadko dotrzymuje danego słowa, ciągle coś zaczyna, a nigdy niczego nie kończy. Całkowicie skoncentrowana na sobie, nie wie, co to miłość, odpowiedzialność, poświęcenie.

O dziwo, są ludzie, którzy w życiu osobistym wchodzą w rolę Piotrusia Pana, zaś na płaszczyźnie zawodowej potrafią postępować całkiem dojrzale. Sprawdzają się jako specjaliści IT, finansiści, PR-owcy, marketingowcy czy copywriterzy. Niektórzy z nich robią nawet zawrotne kariery, stają się autorytetami w swoim środowisku, trafiają na pierwsze strony biznesowych periodyków.

Jak wytłumaczyć ten paradoks? Bardzo prosto. Piotruś Pan za bardzo kocha przyjemności, rozrywki i modne gadżety, żeby mogło mu zabraknąć na nie pieniędzy. Zakasuje rękawy, wyrabia 150 proc. normy, żeby tylko móc sobie pozwolić na każdy luksus i fanaberię. Tak jak mój znajomy biznesmen, który za swoją najnowszą terenówkę, z napędem na cztery koła, zapłacił 300 tys. złotych. Wozi nim damę swojego serca (co tydzień inną!).

Obecność w zespole Piotrusia Pana czy Primadonny (bo zjawisko dotyczy także kobiet) stanowi dla menedżera nie lada wyzwanie. Z jednej strony atuty takiego pracownika z miejsca rzucają się w oczy – to on tryska energią, to on jest wizjonerem, to on kreuje rzeczywistość! Wszak oderwanie od ziemi sprzyja pomysłowości, innowacyjności, świeżemu spojrzeniu na problem. Z drugiej strony taki człowiek to ciągły znak zapytania. Nigdy nie wiadomo, jak się zachowa w sytuacji kryzysu – czy będzie można na nim polegać, czy też porzuci firmę lub projekt, gdy pojawi się byle przeciwność. '

http://santorski.blogbank.pl/

I niech Pan Panie Sylwestrze spojrzy b-j łaskawym okiem na Santorskiego, bo nie jest takim cynikiem, jak swego czasu Pan sugerował...

Pozdrawiam

tytuł komentarza
Autor: Grzegorz
2007-06-17 14:25:46
MB - podobnie jak Venissa nie doczytałem wszystkiego (choć ja miałem trudniej, bo więcej - pierwszy post przeczytałem rzetelnie).

Daleki jestem - jak już napisałem od wartościowania sprawy jako sztuki. Natomiast bliski jestem poglądowi, że taka "sztuka" nie może być finansowana z kieszeni podatników. Bo jak odkryć dno sprawy to okazuje się, że podatnicy finansują "fun" garstce "znawców" (Ty powiesz "przygotowanych", ja powiem "z wypranymi mózgami"). Ba, bliski jestem poglądowi, że sztuka w ogóle nie powinna być finansowana z podatków, jak wiele innych rzeczy.

Problem w tym, że ja dosyć dobrze znam założenia i inne takie tam "sztuki współczesnej" - i uważam je za pustosłowie, którym karmić może się jedynie skrajny snob. Tyle mojego zdania.

"Czym się różni ten performance od telefonów 0-700 czy telegier w rodzaju "przeprowadź ludzika"? Tym, że to nie jest telefon 0-700 ani telegra, tylko akcja artystyczna w TVP Kultura. Tylko tyle i aż tyle."

Tylko? Super - to i tylko to jest argumentem za wystrzeleniem TVP Kultura wraz z obrosłym ją gronem pasożytów w kosmos.


...
Autor: mb
2007-06-17 20:22:53
Zgadzam się bez dwóch zdań, że sztuka tego rodzaju ma bardzo wąskie grono odbiorców. Ale nie do końca zgadzam się z tym, że to jest powód do usuwania jej z telewizji publicznej. Na czym ma w takim razie polegać ta osławiona "misja kulturalna" TVP Kultura? Na pokazywaniu tego, co podoba sie tzw. większości? Chyba nie. To jest właśnie różnica między telewizja komercyjną a niekomercyjną - w tej drugiej nie o wszystkim decydują gusta większości. Oczywiście zawsze pozostaje pytanie, kto ma decydować i według jakich kryteriów. Według mnie decydować powinni specjaliści (a więc zapewne osobnicy, o których powiedziałbyś, że mają "wyprane mózgi"), tak samo jak w każdej innej dziedzinie - np. historycy na TVP Historia itd. A gusta większości nie powinny tu być kryterium.

Jasne jest, że to nie matematyka - decyzje dotyczące programu stacji zawsze będą do pewnego stopnia subiektywne, i zawsze jest tu ryzyko błędu. Waszym zdaniem mamy tu do czynienia z takim błędem, moim - nie. I tyle.

Pozdrowienia


tytuł komentarza
Autor: Grzegorz
2007-06-18 10:10:00
Nadal nie rozumiesz - dla mnie finansowanie przez telewizję publiczną tego typu "dzieł" jest argumentem ostatecznym za bzdurnością idei "misyjnej roli telewizji publicznej" i idei telewizji publicznej jako takiej.

Z tej prostej przyczyny, że rażącą niesprawiedliwością jest okradanie obywateli ze środków, które następnie przeznaczane są na niepotrzebny obywatelom produkt. Ta część umowy społecznej jest bardziej "społeczna" niż "umówiona".

...
Autor: mb
2007-06-18 17:46:59
Ależ rozumiem, ale mam inne zdanie - dla mnie to nie jest argument za "bzdurnością..." itd. A różnica ta wynika chyba w dużej mierze tego, że różnimy się w odbiorze tego performance'u.

Moim zdaniem publiczny kanał kulturalny to sensowny pomysł i powinno znaleźć się w nim miejsce - między innymi - również dla takiej sztuki. Dla wielu osób to może być jedyna lub jedna z nielicznych możliwości kontaktu z kulturą czy sztuką - zwłaszcza z tymi jej dziedzinami, które są na tyle trudne w odbiorze, że nie można liczyć na to, by przebiły się przez komercyjny, medialny zgiełk. Dla niektórych taki kontakt może być pierwszym i ostatnim, ale dla innych może być początkiem jakiejś intelektualnej i estetycznej przygody, i dlatego moim zdaniem gra jest warta świeczki. Inna rzecz, że moim zdaniem należałoby w takiej sytuacji zadbać o wprowadzenie widza w temat - nie wiem na ile w TVP Kultura o to zadbano.

Według mnie nie na wszystko trzeba koniecznie patrzeć kategoriami produktu i ceny. Wciskanie kultury w taką perspektywę może jej tylko zaszkodzić. Czy państwo powinno zrezygnować z publicznego systemu edukacji dlatego, że dzieci wolą się bawić niż uczyć?


...
Autor: mb
2007-06-18 19:17:26
No dobra, przyznaję, argument z dziećmi jest trochę na wyrost :)

Poprzestańmy na tym, że rozumiem, ale nie podzielam Twojego zdania. Wyobrażam sobie, że ktoś, kto nie widzi w takich rzeczach jak ten performance nic wartościowego, wcale nie marzy o tym, żeby za jego pieniądze kogoś tymi produkcjami uszczęśliwiać. Wszystko zaczyna się chyba i kończy właśnie na pozytywnej lub negatywnej ocenie tego czy innego dzieła, czy jak chcą inni - wytworu.

Ja w każdym razie - być może naiwnie - wierzę, że z pokazywania ludziom od czasu do czasu również takich rzeczy może wyniknąć więcej dobrego niż złego.

Pozdrawiam

tytuł komentarza
Autor: Grzegorz
2007-06-19 18:45:18
Cieszę się, że rozumiesz.

W takim razie jednak ja nie rozumiem jak to sobie wykoncypowałeś/łaś, że ta - i to Tobie gwarantuje - negatywnie oceniana przez zdecydowaną większość społeczeństwa "sztuka" ma być finansowana z kieszeni tegoż społeczeństwa? (czyteż w ogóle - telewizja publiczna). Predestynowana do tego elita podejmuje taką decyzję dla dobra motłochu? Toż to totalitaryzm w czystej postaci.

Tak naprawdę sięgamy tutaj do dyskusji ustrojowej. Ja totalitarnego socjalizmu nie akceptuję. I przeraża mnie, że ludzie formalnie od takowego się odżegnujący - gdy popatrzeć na głoszone przez nich postulaty - są gorliwymi jego zwolennikami.

Pozdrawiam również.

Gdzie ten totalitaryzm?
Autor: mb
2007-06-20 00:20:56
Według mnie do totalitaryzmu - czy, jak napisałeś, totalitarnego socjalizmu - jeszcze stąd daleko.

Po pierwsze zauważ, że nie oczekuję wcale, żeby "sztuka negatywnie oceniana przez większość społeczeństwa" czy inne negatywnie oceniane przez większość społeczeństwa treści były jakimś rdzeniem, główną częścią przekazu telewizji publicznej. Ja opowiadam się tylko za tym, żeby były w tej telewizji obecne. Tego rodzaju programy - i tu z kolei ja nie mam żadnych wątpliwości - stanowią bardzo niewielką część całej oferty telewizji publicznej. Pojawiają się rzadko i najczęściej o niezbyt dogodnych porach. Nie tylko większa część społeczeństwa płaci abonament, ta mniejsza również. I nie wiem tego na pewno, ale wydaje mi się, że nie pomylę się, jeśli tak założę - gdyby policzyć, jaka część środków z abonamentu jest przeznaczana na dziedziny, o których mowa, to nie wyglądałoby to już pewnie tak "niesprawiedliwie".

Dla mnie nie jest totalitaryzmem przyznanie, że są takie dziedziny, w których większość nie powinna decydować, bo brakuje jej do tego kompetencji. Czy nazwiesz totalitaryzmem fakt, że o budżecie państwa i wydawaniu podatków zebranych od obywateli nie decydują ci obywatele, tylko powołani do tego specjaliści? Ja bym tak tego nie nazwał. Oczywiście, ludzi tych wybieramy w wyborach - ale te wybory też w dużej mierze opierają się na zasadzie zaufania. Bo głosujemy na ugrupowanie i program, a nie na to, jaka konkretnie osoba usiądzie na konkretnym stołku (z wyjątkiem kilku najważniejszych oczywiście) i jakie konkretnie decyzje będzie danego dnia podejmować. Wszystko opiera się na pewnym idealnym wyobrażeniu - ze wszyscy uczestnicy tego układu działają w dobrej wierze. I chyba, niestety, lepszego rozwiązania nie ma.

Nie wiem czemu akurat w dziedzinie kultury to większość miałaby decydować. Według mnie nie ma wiele wspólnego z totalitaryzmem przyznanie, że są pewne wartości, które państwo powinno chronić i pielęgnować, bo nikt inny za nie tego nie zrobi, a na pewno nie tzw. większość społeczeństwa - bo większość społeczeństwa zajęta jest zabieganiem o własne dobro, a nie o jakieś tam wartości. Kultura do tej sfery moim zdaniem należy. Gdyby iść za Twoim sposobem myślenia, należałoby zlikwidować takie instytucje jak np. galeria Zachęta - która podlega Ministerstwu Kultury i jest dotowana z budżetu państwa, a więc "z naszych pieniędzy" - a tzw. większości nie jest do niczego potrzebna (choć obiektywnie rzecz biorąc jest jedną z najważinejszych instytucji w tym kraju zajmujących się sztuką współczesną). I w ogóle należałoby ukrócić wszelkie finansowanie z budżetu państwa tego, czego przeciętny Kowalski nie rozumie, w związku z czym ma do tego negatywny stosunek (a już na pewno wszelkie stypendia i dotacje dla pseudoartystów i wariatów z wypranymi mózgami, którzy zamiast namalować coś ładnego robią dziwne performance i inne konceptualizmy). Myślę, że to na pewno wyszłoby wszystkim na dobre. Podobnie jak usunięcie z listy lektur szkolnych Gombrowicza, bo jest dla przeciętnego ucznia "za trudny" itp., itd.

Pozdrowienia

Bez granic
Autor: Krzysztof M
2007-06-20 07:49:29
Żeby były granice, to coś te granice winno określać. O tym czymś nie mówimy. Ci, którzy mówią, są uznawani za oszołomów, ciemnogród itd. I mamy sytuację, gdy nieodpowiedzialni za słowo, za obraz biorą się za rzeczy tak ważne, jak media. Przypomina to trochę pijaną małpę z brzytwą w łapie w zadymionym, pełnym ludzi autobusie. To się nie może skończyć dobrze... I jeszcze pytanie do ludzi mediów: "Jeżeli nie dążycie do prawdy, to dokąd dążycie?"

Zobacz również ...


menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

 „Nigdy nie oczekiwałem, by Latkowski nakręcił mi laurkę. Mam świadomość  jego ostrego spojrzenia na rzeczywistość. Świadomie zgodziłem się, by to właśnie Sylwester pomógł mi zamknąć bolesne przeżycia, przeszłość.  Jestem ciekawy lustra Sylwestra Latkowskiego, rozumiem, że nie zawsze może oddawać to samo, co widzę ja i inne osoby, które pojawiają się w filmie” – Michał Wiśniewski.
Śledczak Kamilianie Gwiazdor Pedofile
Nakręceni Pub 700 Klatka To my, Rugbiści
powered by Admin.Starla v3 CMS