menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Blokersi

"Blokersi" to film o polskiej kulturze hip hopowej. Opowiada o młodych ludziach z wielkomiejskich blokowisk, o tym jak żyją, jaka jest dzisiaj ulica w Polsce. Poza raperami są tu grafficiarze, break dance`owcy i ludzie związani z kulturą hip hopu. Prawdopodobnie po raz pierwszy wiele osób zobaczy, czym jest w naszym kraju kultura hip hopu, kto w niej żyje i kto ją tworzy.
"Akcja mojego filmu rozgrywa się w kręgu kultury hip hopu, ale nie jest to film o hip hopie. Blokersi będą w pewnym sensie kontynuacją mojego ostatniego filmu To my, rugbiści. Tym razem opowiadam o innej drodze wyjścia z bloków. Tam sposobem był sport, tu jest hip hop. Dla wielu osób hip hop jest subkulturą patologiczną. Chcę zaprzeczyć stereotypom i dlatego pokażę po prostu ludzi, którzy to robią. Dla mnie to otoczenie jest patologiczne, co widać w moim filmie, a nie oni" - mówi o swym filmie reżyser Sylwester Latkowski.
Tytuł filmu jest prowokacją. W subkulturze hip hopowej określenie "blokers" ma znaczenie pejoratywne. Według ludzi z tego kręgu, sposobu bycia nie można definiować poprzez miejsce zamieszkania.

Wokół "Blokersów" Sylwestra Latkowskiego

"Hip hop" to zaklęcie, które coraz częściej pojawia się w naszych mediach. Jest modne, atrakcyjne i piekielnie tajemnicze


Nic dziwnego, że po szumnych zapowiedziach w stylu "hip hop - cała prawda o współczesnej polskiej młodzieży" wielu rodziców oraz reszta postmłodzieży chce się czegoś o tym dowiedzieć. Z ciekawości, ale też ze względów praktycznych. Aby np. umieć odróżnić groźnego dresiarza bejsbolistę od spokojnego maturzysty z sąsiedztwa noszącego szerokie portki i sportowe buty. Aby wiedzieć, czy głośne słuchanie rytmicznej muzyki inkrustowanej nieznośną ilością bluzgów jest dowodem degeneracji, czy przeciwnie - wrażliwości i młodzieńczej niezgody na zastaną rzeczywistość. Aby orientować się, czy "stan wskazujący" ich pociechy oznacza, że pije ona piwo, czy też może już "wstrzykuje sobie marihuanę" i skończy u Kotańskiego?

Zaniepokojona postmłodzież sięga tedy do prasowych publikacji, po lekturze których rozumie jeszcze mniej. Bardziej zdeterminowani sięgają do źródeł, czyli puszczają sobie hiphopową płytę, po której nie rozumieją już kompletnie nic. Nic dziwnego - potraktowanie nieprzygotowanego mózgu tą muzyką jest jak próba czytania w sanskrycie. Nie chodzi nawet o słowa typu: "bit", "rym", "tehace", "Vestax", "emsis", "emce", "mąka", "lejbel", "kreska", "legale", ale całe sformułowania jak: "jedyny sens tego widzę w podniesionych rękach" albo "rozpieprzę cię w parę minut". I bądź tu mądry. Potrzebny jest tłumacz, który rozumie tę mowę oraz konteksty i potrafi wszystko wytłumaczyć "naszym" językiem. Po wielu tłumaczeniach, niepełnych i chybionych, pojawił się wreszcie ze swoim filmem "Blokersi" Sylwester Latkowski, który zna oba języki.

Latkowski nie jest hiphopowcem: w filmie ubrany w garnitur, w okularach i zaczesany na bok jest ich antytezą - przedstawicielem postmłodzieży, który usiłuje zrozumieć ich świat. Parafrazując słynne filozoficzne powiedzonko, nie jest ptaszkiem, ale ornitologiem. Jako taki "kupił" sobie zaufanie hiphopowców i to, że w ogóle chcieli z nim gadać - zwykle nie palą się do współpracy z mediami. Facet podszywający się pod jednego z nich byłby nie do zaakceptowania.

Jego kinowy dokument powinien mieć podtytuł "Polski hip hop - szybki kurs dla niewtajemniczonych", nie jest to bowiem film dla hiphopowców - oni to wszystko wiedzą. To film dla postmłodzieży. Dzięki temu jesteśmy w stanie cokolwiek zrozumieć, bo jest to świat w dużej mierze hermetyczny i zaszyfrowany. Nie twierdzę, że zrozumiemy wszystko, bo w 77 minut nie sposób powiedzieć i pokazać "wszystkiego". To wizja Latkowskiego - wątki, które on uznał za ważne z punktu widzenia odbiorcy i które nie muszą spodobać się samym hiphopowcom.


Ten brak zrozumienia działa oczywiście w drugą stronę - dla nich wszystkie opisy ich świata muszą się wydawać co najmniej powierzchowne. Trudno przecież, aby ptaszek zajmował się ornitologią. Jeżeli film "Blokersi" potraktować jak wykład, ścieżka dźwiękowa do tego filmu byłaby ćwiczeniami do wielokrotnego przerabiania. Jest skonstruowana podobnie jak film. Na płycie znalazły się utwory z różnych nurtów - od opisów "życia na ulicy" (np. "Pod blokiem" Killaz Group), poprzez teksty o rymowaniu (np. "Nie mogę przestać" Pezet), aż po psychologiczne wynurzenia Fisza (remiks utworu "Drewno"). Po raz pierwszy na jednej składance udało się zmieścić tak wiele utworów świetnych muzycznie - z "Każdy ma chwile" Leszka Możdżera & Grammatik & Fenomen, remiksem "Jestem Bogiem" Paktofoniki i "Jacy wtedy będziemy?" "Tymona" na czele. Są tu też utwory uboższe, surowsze i po prostu muzycznie słabsze, bo wymagał tego trzeci i najważniejszy klucz - komunikat. Prawie każdy utwór to opowieść, konkretny przykład jakiegoś nurtu albo ważnej cechy tej muzyki. Dobrze to widać dzięki "skitom", czyli pochodzącym z filmu fragmentom wypowiedzi muzyków i dziennikarzy. Wzbogacone muzycznym podkładem też stanowią rodzaj hip hopu i pasują do całości. Tyle że na płycie proporcje są odwrócone - wypowiedzi są we fragmentach, a utwory w całości. W ten sposób płyta uzupełnia film. Jedno i drugie składa się na pierwszą próbę opisu zjawiska, które istnieje w naszym najbliższym otoczeniu, a o którym tak mało wiemy. Warto się tym zainteresować, choćby po to, żeby się tego nie bać - jak rodzice DJ-a Volta, który zabawnie opowiada na wstępie płyty, że jego rodzice boją się słuchać jego muzyki.

Gazeta Wyborcza, 19 października 2001 Robert Leszczyński

Hiphopowy raport z osiedla (i nie tylko)

Film Sylwestra Latkowskiego ("To my, rugbyści") dystrybuowany i promowany jest jako fabularny. "Blokersi" to jednak klasyczny dokument. Dodać trzeba - bardzo udany dokument, który już "na starcie" uzyskał akceptację jego bohaterów, czyli twórców związanych z muzyką i kulturą hiphopową. Tak bowiem należy rozumieć żywe reakcje widzów i równocześnie "aktorów" uczestniczących w premierowym seansie filmu w Warszawie oraz oklaski dla reżysera tuż po zapaleniu się świateł na widowni.

O ile można czepiać się tytułu (Według Latkowskiego jest to prowokacja. Moim zdaniem chybiona. Bo cóż to za prowokacja, kiedy poza tzw. siedzącymi w temacie nikt inny jej nie zrozumie?) za resztę wypada reżyserowi jak i sportretowanym przez niego bohaterom tylko bić brawo. Zagłębiając się z kamerą w osiedla dużych miast, ale także zaglądając w bramy starych kamienic na warszawskim Bródnie czy Pradze, pokazuje Latkowski "od kuchni" codzienność tych, którzy tworzą hip hop, a więc przygotowują muzykę, rapują, nagrywają płyty, ale także uprawiają graffiti i tańczą breakdance. Dobrze zmontowany, mający swoją dramaturgię film oddaje stopniowe otwieranie się "aktorów" przed reżyserem. Te wyznania pewnie niektórych zszokują.

Głosami młodych ludzi reprezentujących najpoważniejszą chyba obecnie subkulturę udało się jednak Latkowskiemu osiągnąć to, co sobie zamierzył - zaprzeczył stereotypom. - Dla wielu ludzi hip hop jest kulturą patologiczną. Wynika to z niezrozumienia. Dla mnie to otoczenie jest patologiczne - mówi reżyser, który swoimi "Blokersami" zrobił dla hip hopu więcej, niż ktokolwiek do tej pory w naszym kraju. Nie dość bowiem, że mamy po raz pierwszy (nie licząc minireportaży i wywiadów w programach typu MTV i VIVA) okazję poznać twórców tej muzyki (Eldo i Grammatik, Fenomen, Fisz, DJ 600V, Red), to jeszcze doprowadził do bezprecedensowego spotkania połączonych sił Grammatika & Fenomenu z jazzmanem Leszkiem Możdżerem. Ich wspólne nagranie "Każdy ma chwile" promuje soundtrack do "Blokersów", który - tak jak i film- powinien być hitem tego sezonu...

ONET

POLITYKA KONTRA LATKOWSKI: Hip hop, jestem dobry chłop

12 listopada 2001
Autor: Mirosław Pęczak

Sylwester Latkowski - reżyser filmu "Blokersi" (fot. Grzegorz Lepiarz)

Nieczęsto zdarza się, by film powstał z powodu artykułu prasowego. Tak jednak jest, jeśli wierzyć wyznaniom reżysera, z dokumentem "Blokersi". Reżyser umyślił sobie stosowną sekwencją w filmie oraz publicznymi wypowiedziami zaatakować akurat mnie za opublikowany w "Polityce" pół roku temu tekst o młodzieżowych subkulturach. Poczułem się wywołany do tablicy, ale też zdaję sobie sprawę, że prywatne utarczki nie powinny przesłaniać wagi problemu, jakim jest sytuacja młodych ludzi w dzisiejszej Polsce.

W filmie Sylwestra Latkowskiego "Blokersi" mamy taką oto scenę: dwójka bohaterów, hiphopowców z zespołu Grammatik, zaśmiewa się do rozpuku cytując fragmenty artykułu niejakiego Mirosława Pęczaka, którego nazywają "magistrem socjologii". Powiedziano im zapewne, iż artykuł dotyczy jeśli nie ich osobiście, to na pewno takich jak oni. Młodzieńcy obruszają się, że ktoś pisze o piciu taniego wina i wąchaniu amfetaminy, gdy tymczasem oni, jak każdy wie, poprzestają na piwie i marihuanie. Wniosek prosty: facet, czyli autor inkryminowanego tekstu, to jakiś frajer, który nie wie, o czym pisze.

Sylwester Latkowski wypowiedział się w "Rzeczpospolitej" (29-30 września 2001 roku): "Zrobiłem ten film, bo jestem wkurzony na ludzką głupotę i ślepotę. Redaktor Mirosław Pęczak napisał w "Polityce", że hip hop to subkultura patologiczna, nie wiedząc nawet, o czym pisze zza swego biurka. Nazwał też hiphopowców blokersami". Otóż nie napisał i nie nazwał, ale po kolei.

W filmie pokazano, jaki to artykuł tak bardzo rozsierdził reżysera Latkowskiego, widać bowiem jego tytuł "Kostium buntownika". Warto zatem uświadomić wszystkim, którzy tego nie czytali, w tym również wielu widzom filmu Latkowskiego, a przy okazji i jemu samemu, iż w rzeczonym artykule ani razu nie pada nazwa hip hop, tym bardziej nigdzie nie ma tam stwierdzenia, iżby hip hop był subkulturą patologiczną. Tekst pisany na marginesie dyskusji toczonych w Zamku Ujazdowskim podczas konferencji o młodzieżowych subkulturach odnosił się do wybranych postaw, takich jak agresja i skłonność do ucieczkowej zabawy, zaś za ilustrację zachowań patologicznych posłużyła dziś już zmierzchająca, bo niemodna subkultura dresiarzy, których, wbrew temu, co rozgłasza Latkowski, potrafię odróżnić od hiphopowców. Nie wiem przeto, o co Latkowskiemu idzie, kiedy mnie obsmarowuje w filmie, wywiadach tudzież listach wysyłanych do gazet i czasopism. O prowokację?

Z enuncjacji Latkowskiego wynikałoby, że tytuł jego filmu ma ironiczne zabarwienie. Nie godzi się bowiem, sugeruje reżyser, nazywać hiphopowców blokersami. Ja również tak ich nie nazywam, aczkolwiek faktem pozostaje, że nazwa ta, parę lat temu wymyślona przez dziennikarza "Gazety Wyborczej", okazała się nadspodziewanie nośna. Do tego stopnia, że dziś nastoletni chłopcy przesiadujący na murkach pod sklepami na przykład na warszawskim Gocławiu sami siebie skłonni są nazywać blokersami. Przypomina to historię słowa "chuligan", które najpierw funkcjonowało w charakterze inwektywy kierowanej do młodocianych rozrabiaków, by potem stać się autodefinicją, słownym symbolem tożsamości różnych odmian młodzieżowego gangsterstwa.

Tak czy inaczej nazwa "blokers", choć dosłownie wiąże się co najwyżej ze specyfiką miejsca zamieszkania, kojarzona dziś jest powszechnie z agresywną wielkomiejską młodzieżą żyjącą z dnia na dzień. I nic nie pomoże argument, że w bloku mieszka moja ciotka, a także wybitny antropolog codzienności prof. Roch Sulima, tudzież wiele innych znanych mi zacnych osób, a przecież nie nazwałbym ich blokersami. Nadając taki a nie inny tytuł swojemu filmowi Latkowski sam, chcąc nie chcąc, stawia znak równości między blokersami a hiphopowcami. Sam wzmacnia i tak już mocno osadzoną w społecznej świadomości "mitologię blokowiska" jako anus mundi.

Lepiej już mówić o dobrych i złych dzielnicach, o zamożnych i niezamożnych mieszkańcach tych dzielnic, o dzieciach z rodzin lepiej lub gorzej prosperujących. I wiadomo, że tych gorszych jest dużo więcej niż lepszych, a sytuacja społecznego rozwarstwienia pogłębia się z dnia na dzień.

Film Latkowskiego ośmiela jednak do postawienia pytania, jak opisywać zjawisko subkultur młodzieżowych: czy na zasadzie swoistego folkloru, czy w formie przestrogi podnoszonej głosem zatroskanego moralisty? A może zdać się na czysty obiektywizm, takie cinema verite, w którym nagie fakty i surowy nieretuszowany potok życia mówią same za siebie? Myślę, że dobrym wzorem pokazywania młodocianej beznadziei może być głośny przed paru laty francuski obraz Methieu Kassowitza "Nienawiść", a ostatnio znakomity film Roberta Glińskiego "Cześć Tereska". Nie ma tam ani czczego moralizatorstwa, ani epatowania ulicznym folklorem. Są prawdziwe dramaty i prawdziwe dno rozpaczy.

Latkowski w różnych wywiadach obwieszcza, że w "Blokersach" pokazuje właśnie nagą prawdę, nie da się jednak ukryć, iż jest to de facto film z tezą. Teza natomiast okazuje się zaskakująco nieskomplikowana: młodzież, nawet ta z pozoru zła i agresywna, jest w istocie dobra. Złe jest tylko społeczne otoczenie i społeczne pochodzenie. Mamy w "Blokersach" scenę, kiedy to do wagonu pociągu ku przerażeniu podróżnych wpada komando grafficiarzy w kominiarkach, którzy zaczynają sprejować i dewastować, co się da. Nie wiem, z jakiego obszaru rzeczywistości wziął reżyser taki pomysł, w każdym razie wedle założonej idei ci w kominiarkach nie są może najlepsi, ale na pewno gorsi są SOK-iści, którzy podobno mają zwyczaj strzelać nawet do grafficiarzy spokojnie wykonujących swoje malunki. Nagabywani w filmie hiphopowcy opowiadają o ponurym życiu ulicy i swoim trudnym dzieciństwie. Mówią, że gdyby nie rymowali, to na pewno stoczyliby się do szczętu.

Rozumiem, że Latkowski chce dla młodzieży dobrze i pewnie dlatego mówi "Rzeczpospolitej": "O młodych trzeba się upomnieć, zająć się nimi, dać im jakieś perspektywy. Hirek Wrona powiedział mi, że pierwsze posiedzenie Sejmu powinno zacząć się od projekcji filmu "Blokersi", żeby rządzący naszym państwem zobaczyli, co się w nim tak naprawdę dzieje". Już widzę oczyma duszy, jak posłowie Samoobrony w ramach akcji promłodzieżowej dopingują samorządy do budowania klubokawiarni, gdzie hiphopowcy, grafficiarze i breakdancerzy znajdą swoje perspektywy.

Nie chcę dyskutować nad warsztatem filmowym Latkowskiego, bo się na tym nie znam. Jestem jednak w stu procentach pewny, że Latkowski chciał zrobić film atrakcyjny tematycznie. I to się chyba udało, bo hip hop jest dziś w Polsce na fali. Podczepiając się pod temat modny można liczyć na zainteresowanie. Nie wiem tylko, dlaczego Latkowski głosi wszem i wobec, że hip hop jest w mediach sekowany, a dziennikarze piszą o nim wyłącznie źle, więc "powinni bić się w piersi".

Część zdjęć do filmu zrobiono podczas hiphopowego koncertu w czasie festiwalu w Opolu. Koncert był później pokazywany w telewizyjnej Dwójce. Czyżby w ferworze pracy reżyserskiej Latkowski nie zauważył, że hip hop wyszedł już czas temu jakiś z pakamer i garaży, interesują się nim największe nasze wytwórnie płytowe, propaguje go nawet telewizja publiczna, a dziennikarze życzliwi hip hopowi (nie wyłączając niżej podpisanego) liczebnie biją na głowę tych nieżyczliwych?

Stopklatka

Jest młodym człowiekiem, którego życiorys mógłby posłużyć za scenariusz niezłej powieści przygodowej. Pisał książki, był biznesmenem, a jako filmowiec zasłynął dokumentem "To my, rugbiści". Jego najnowszy film "Blokersi" jest próbą penetracji kultury hip hopowej we wszystkich jej przejawach: muzyce, graffiti, break–dance i... ławkowo-blokowej łobuzerce.

Wojtek Wysocki - Nuta.pl: Kim według Ciebie jest "blokers"?

Sylwester Latkowski: Blokers to przede wszystkim określenie stereotypowe, które w gruncie rzeczy nic nie znaczy. Nadając taki tytuł chodziło mi właśnie o wyśmianie wszelkich socjologicznych prób określenia tego zjawiska, nazwania go i wpasowania w ramy podręcznikowych definicji. Właśnie w ramach tego wyśmiewania wypuszczamy na rynek T Shirty z napisem "magister blokers". Dla mnie ta kultura to po prostu kultura współczesnych blokowisk. Ona powstaje i żywi się blokowiskami, do tego stopnia, że ani na wsi, ani nawet w małych miasteczkach praktycznie nie występuje.

Na ile jest to kultura? Scenę, w której bohaterowie Twojego filmu nabijają się z artykułu Mirosława Pęczaka z "Polityki" można odebrać w dwojaki sposób. Albo przyjąć, że hip hop jest zjawiskiem na tyle nowym i osobliwym, że nie podlega analizom socjologów starszego pokolenia, albo zastanowić się czy hip hopowcy po prostu tych analiz nie rozumieją, w związku z czym wyśmiewają je?

Zapytano mnie ostatnio, czy ja pokazałem prawdę o polskim hip hopie. Odpowiedziałem, że nie ma możliwości pokazania całej prawdy. Ta kultura – bo jednak będę obstawał przy tym pojęciu – jest tak wieloznaczna, że nie poddaje się prostym, książkowym klasyfikacjom. Można tylko dotknąć pewnych elementów. W przypadku Pęczaka chodziło mi o udowodnienie, że całą swoją wiedzę o hip hopie zdobywa siedząc za biurkiem. W Polsce nikt nie używa takich określeń jak np. "kurtka pękawka". To jest wymysł amerykański. Pęczak obejrzał po prostu kilka teledysków amerykańskich raperów i napisał artykuł odnosząc swoje spostrzeżenia do realiów polskich. I wyszła z tego niekompetentna bzdura. Nie byłoby w tym może jeszcze nic strasznego, gdyby nie to, że Pęczak jest "naczelnym socjologiem III RP" i trzeba się liczyć z tym, że jego słowo dla wielu czytelników Polityki jest święte i nie podlegające dyskusji. W ten sposób wprowadza kolejne stereotypy, które są ewidentnie nieprawdziwe i krzywdzące. Pęczak wychował się w etosie hippisowskim, który przez socjologów tamtych czasów również określany był jako zjawisko patologiczne, a dziś postrzegane są jako głęboka kultura. Dzisiaj Pęczak popełnia więc ten sam błąd, przeciwko któremu zapewne buntował się jako młody człowiek. Hip hopowcy, których on określa jako patologię, mają w gruncie rzeczy znacznie więcej cech kulturotwórczych niż hippisi. Proszę, niech Pęczak opowie mi o malarstwie hippisów... Tymczasem graffiti jest ewidentnie nową i oryginalną jakością. Niech mi powie o muzyce hippisów, czy ona miała jakąś specyfikę? Jeżeli rozpisać w tabelce własne, oryginalne cechy dorobku hippisów i hip hopowców, to po stronie hip hopu lista była by znacznie dłuższa. Hip hop jest kulturotworczy.

Kulturotwórczy czy modotwórczy?

Modotwórczy to się robi teraz, kiedy media chcą się nim nasycić. Płyną pieniądze, robi się tu interesy, media chcąc zwiększyć oglądalność wprowadzają rubryki, audycje lub programy hip hopowe... Hip hop zaczyna być muzyką mainstreamową. Chociaż też jeszcze nie do końca. RMF FM, mimo, że ma patronat medialny, nie puszcza muzyki z filmu. Na MTV program hip hopowy emitowany jest w nocy...

To rzuca się w oczy. Choćby w scenach z koncertu w Opolu widać, że wykonawcy hip hopowi są w zasadzie traktowani tak samo jak idole muzyki popularnej: piszczące panienki, autografy... Na ile jest to jeszcze autentyczna kultura ulicy?

Zależy jak na to patrzeć. Myślę, że nabierając doświadczenia część wykonawców będzie odchodzić od hip hopu. To jest naturalne i mnie osobiście cieszy. Sam zresztą staram się kojarzyć sytuacje, które pozwalają rozszerzyć formułę tej muzyki. Przykładem jest choćby skojarzone przeze mnie spotkanie Grammatika, Fenomenu i Leszka Możdżera. Moim zdaniem bez sensu jest myślenie o hip hopie jako o jakimś getcie. To jest silnie zakorzenione i ci muzycy są bardzo silnie przywiązani do etosu ulicy i bloku, ale to powoli się łamie. Pieniądze to łamią – zespoły zaczynają po prostu zarabiać. Ale – co mnie martwi – oni się w dalszym ciągu tego wstydzą. Nie mogę zrozumieć, dlaczego nie chcą przedstawić tego, jako czegoś pozytywnego. Na przykład osławiona Molesta, która ciągle stylizuje się na gangsterów i chuliganów. A ja chcę powiedzieć wyraźnie, że w tej chwili jest to z ich strony fikcja i obłuda. Molesta dwa lata temu i dzisiaj to są dwa różne zespoły. Ja ich dzisiaj spotykam na każdej bohemiarskiej imprezie, możemy ich zobaczyć na zdjęciu w Gali... I nie mówię tego, żeby ich krytykować. Przeciwnie, nie widzę w tym nic złego i uważam, że nic złego nie widzieliby również ich słuchacze. Potraktowaliby to na zasadzie "naszym chłopakom się udało". Eldo i Grammatik mówią o tym otwarcie, Fisz już dawno odciął się od ulicznej pozy i zupełnie im to nie zaszkodziło. Są w dalszym ciągu słuchani, a może nawet bardziej cenieni za szczerość.

Ale to trochę jak obserwowanie rewolucji z loży? Z jednej strony facet opowiada jak to ciężko jest na ulicy, że nie ma pracy ani żadnych perspektyw, a z drugiej potrafi wysupłać z kieszeni 500 zł i kupić sobie buty. Co ten facet ma wspólnego z chłopakami, którzy w twoim filmie zbierają na piwo i okazuje się, że maja przy sobie tylko 70 groszy?

Mnie też zastanawiało dlaczego w tym pokoleniu jest taki materializm, skąd taka popęd do posiadania najdroższych ciuchów, najdroższych butów...etc. I szczerze mówiąc nie wiem. Ale z drugiej strony ja sam kiedyś tak żyłem...

Tak, ale równocześnie nikomu nie wmawiałeś, ze jesteś chłopakiem z ulicy...

Nie, byłem po prostu biznesmenem. Wiesz, to by trzeba zastanowić się szerzej, jacy w ogóle są ci dzisiejsi młodzi ludzie? Ja ich na przykład pytałem, co oni czytają i okazało się, że np. Dostojewskiego przeczytała jedna czy dwie osoby, a i to najcieńsza książkę. Oni otwarcie przyznają się, że oglądają "Big Brothera" i telenowele i autentycznie przeżywają jeśli nie obejrzą jakiegoś odcinka! Dla mnie to był szok. I nie wiem dlaczego tak się dzieje, ale dla nich jest to czymś zupełnie naturalnym. A z drugiej strony jacy oni mają być skoro takie a nie inne jest otoczenie. "Big Brothera" i telenowele oglądają pewnie ich rodzice?

Wspominałeś kiedyś, że podczas kręcenia filmu pojawiały się jakieś problemy. Podobno Twoja ekipa chciała rezygnować z pracy...

Bo to jest trudne środowisko, a w dodatku bardzo skłócone. Nie ma zespołu, który nie najeżdżałby na drugi zespół, ani dzielnicy, która nie klęłaby na inną dzielnicę. I dla nas było to odczuwalne, kiedy chodziliśmy z kamerą od osiedla do osiedla i w końcu nie wiedzieliśmy już komu wierzyć. Pomijam już takie sytuacje jak w Poznaniu, kiedy chcieli nas szczuć psami. Ale jeśli o nas chodzi, to pewne ryzyko jest zawsze wliczone w pracę nad filmem dokumentalnym. Natomiast tę scenę z psami, albo opowieść o tym jak kolejarze znęcali się nad chłopakiem malującym pociągi zostawiłem w filmie po to, że pokazać, że cała agresja, ton tekstów hip hopowych nie bierze się znikąd. Tych ludzi kształtuje otoczenie. Jeżeli są oni agresywni, to nie z natury, ale pod wpływem agresji całego otoczenia.

W jednym z wywiadów mówiłeś, że zarówno Twój poprzedni film "To my, rugbyści", jak też "Blokersi" opisują sposoby wyjścia z "marazmu ulicy". Oglądając "Blokersów" można odnieść wrażenie, że tylko niewielu twoich bohaterów chce wyjść poza swoje środowisko?

Niezależnie od wszystkiego, czas i energia poświęcone na przygotowanie utworu czy graffiti, nie pozwolą im rozrabiać. Ktoś kto tworzy, ma już inną wrażliwość niż przeciętny łobuz. Nawet chłopaki z Molesty, którzy mimo wszystko pozostali hardcore’owi, trochę się już ucywilizowali. Teraz można się z nimi spotkać, pogadać i najwyżej za drugim albo trzecim razem dostać od nich w twarz. Ale nie od razu i to już jest jakieś osiągnięcie.

Wojtek Wysocki (Nuta.pl) 3 października 2001

FilmWeb

"W swoim filmie starałem się pokazać, jacy naprawde są hip-hopowcy"

FilmWeb: Dlaczego postanowiłeś zrobić film o kulturze hip-hopu? Czy Twoim zdaniem poprzez pokazanie tej kultury i tego środowiska można powiedzieć coś istotnego o młodych ludziach w Polsce?

Sylwester Latkowski: To właściwie dwa pytania (śmiech). Zacząłem interesować się tym zjawiskiem, kiedy robiłem swój poprzedni film - "To my, rugbyści". Dostrzegłem wtedy, że młodzi ludzie, których opisuję, mają swoją muzykę i związaną z nią kulturę - hip-hop. Podczas realizacji tamtego dokumentu poznałem wiele składów zespołów hip-hopowych, niektóre z nich stworzyły ścieżkę dźwiękową do filmu. Uświadomiłem sobie wówczas, że mówiąc dziś o młodych ludziach nie można zapominać o tej kulturze. Ona jest głosem pewnego pokolenia, pewnej grupy. Po zakończeniu realizacji "Rugbystów", postanowiłem pójść krok dalej i zająć się zjawiskiem hip-hopu. Uważam, że jest ono znamienne dla naszych czasów i tego, co dzieje się z młodymi ludźmi w Polsce z wielkich skupisk miejskich. Twórcy hip-hopu przemawiają do swojego pokolenia głosem, który jest dla tego pokolenia zrozumiały i w bezkompromisowy sposób mówią rzeczy ważne i prawdziwe o tym, co dzieje się wokół.

FilmWeb: Dlaczego nazwałeś swój film "Blokersi"?

Sylwester Latkowski: Ten tytuł jest trochę prowokacyjny, nawiązuje do sposobu, w jaki media i oficjalna kultura wypowiadają się o ludziach z kręgu kultury hip-hopu. Dla nich "blokers" to określenie pogardliwe, które oznacza człowieka wychowanego na osiedlach z wielkiej płyty, przesiadującego całe dnie na ławce, słuchającego dziwnej muzyki, ubierającego się w spodnie z krokiem w okolicy kolan, używającego wulgaryzmów i wiecznie naćpanego. Pojęcie "blokers" utożsamiane jest z pojęciem hip-hopowiec. Świadczy to o żenującej ignorancji środowisk, które wydają takie sądy. W swoim filmie staram się pokazać, jacy naprawdę są hip-hopowcy.

FilmWeb: Rozumiem, że w swoim filmie przedstawisz odmienne spojrzenie na subkulturę hip-hopu?

Sylwester Latkowski: Tak, staram się pokazać rzeczywistość, prawdziwy obraz środowiska twórców i odbiorców hip-hopu. Przy czym, zaznaczam, nie jest to film o scenie muzycznej, to dokument o szerszym zjawisku, o tysiącach młodych osób, dla których muzyka hip-hopowa i kultura z nią związana jest po prostu sposobem na życie. A także - wbrew temu, co wciskają nam media - sposobem wyjścia z blokowisk, oderwania się od szarzyzny i braku perspektyw towarzyszących egzystencji młodzieży z wielkich osiedli polskich miast. Absurdalne i krzywdzące jest przedstawianie kultury hiphopowej jako zwyrodniałej, zdegenerowanej i bezwartościowej. A tak właśnie mówi się o niej w telewizji, prasie. Niedawno opublikowany został artykuł, w którym pada wprost sformułowanie, że hip-hop to kultura patologiczna. Autor tego artykułu, Mirosław Pęczak wykazał się tym samym skandalicznym brakiem orientacji w opisywanej dziedzinie. Niestety, socjologowie wypowiadający się na te tematy w oficjalnych mediach prezentują takie właśnie spojrzenie - wzgardliwe, wrogie i jednostronne.
Przypomina mi to grę do jednej bramki - udziela się prawa do wypowiedzi tylko jednej stronie i to bynajmniej nie tej najbardziej zainteresowanej. Atmosfera zaszczucia nie sprzyja dialogowi. W świadomości wielu osób utrwala się wizerunek hip-hopowca jako zaćpanego wandala. To jest chore. Między innymi dlatego postanowiłem zrobić ten dokument - żeby dać szansę wypowiedzenia się drugiej stronie, która do tej pory nie mogła się przebić, dojść do głosu w mediach obsadzanych wyłącznie przez wrogo nastawionych i uprzedzonych redaktorów.

FilmWeb: W filmie zaprezentujesz stosunek mediów do hip-hopu?

Sylwester Latkowski: Pokażę stosunek ludzi z kręgu kultury hip-hopu do mediów. Jest w "Blokersach" scena, w której Grammatik komentuje artykuł Pęczaka opublikowany w "Polityce", a zawierający określenie "hip-hop - subkultura patologiczna". Warto zobaczyć tę scenę - mówi ona dużo o rozbieżnościach pomiędzy tym, czym jest hip-hop naprawdę i jak traktują go ludzie z nim związani, a tym, jak postrzegają go mass media i socjologowie, oglądający świat zza swego biurka. Media nadal przedstawiają jednostronny i krzywdzący obraz tej kultury. Naturalnie stan rzeczy się zmienia, dziś, kiedy o tym rozmawiamy, sytuacja jest już dużo inna niż w czasie, kiedy robiłem swój dokument. Pewnie za kolejne pół roku, to w tej chwili mówię, przestanie być aktualne. Już teraz nieco przychylniej traktuje się kulturę hip-hopu, ale w czasie, kiedy powstawał mój dokument, w stosunku do tej muzyki, jej twórców i odbiorców było dużo agresji. Usilnie marginalizowało się tę kulturę, mówiło się, że ludzie z nią związani to degeneraci. Ja natomiast jestem przekonany, że, że wielu młodych hip-hopowców, których teraz media i socjologowie z góry skazują na przegraną, którym nie wróżą żadnej przyszłości, właśnie dzięki hip-hopowi wyjdzie z blokowisk, skończy uniwersytety, będzie wydawać płyty i zajmować ważne stanowiska w mediach. Za parę lat to oni będą kształtować opinię publiczną.

FilmWeb: Nie obawiasz się, że teraz Ty przedstawiłeś to zjawisko jednostronnie, popadłeś w drugą skrajność, zachwycając się tą subkulturą? Twój stosunek do hip-hopu nie przesłonił Ci takich zachowań hip-hopowców, jak izolowanie się od "wrogów", swego rodzaju ksenofobii?

Sylwester Latkowski: Nie, starałem się zrobić rzetelny dokument, pokazać jasne i ciemne strony środowiska i kultury hip-hopu. Mój specyficzny styl pracy sprawia, że niczego nie idealizuję, dogłębnie analizuję opisywane zjawiska. Dokument jest zresztą taką formą wypowiedzi filmowej, która nakłada na reżysera obowiązek wiernego oddania rzeczywistości i wczucia się w materię opisywanego zjawiska. Nie unikałem więc pokazywania spraw, o których mówisz. Ale też nie umieściłem w filmie żadnego komentarza socjologa, czy osoby, która miałaby krytyczny stosunek do hip-hopu. Ci ludzie są ciągle obecni w mediach, to oni mają do swojej dyspozycji środki przekazu, do których bronią dostępu hip-hopowcom. Uznałem więc, że teraz oddam glos wyłącznie ludziom związanym z hip-hopem.

FilmWeb: Powiedziałeś, że masz specyficzny styl pracy. Mógłbyś opowiedzieć na czym polega ta specyfika?

Sylwester Latkowski: Po pierwsze nigdy nie zakładam z góry jaki film zrobię. Nie mam gotowego scenariusza (w przypadku filmu dokumentalnego mówienie o jakimkolwiek scenariuszu uważam w ogóle za absurdalne). Zawsze staram się jak najdokładniej poznać opisywane środowisko, dlatego nagrywam masę materiału, z którego dopiero po dłuższym czasie wybieram fragmenty nadające się do wykorzystania. Postępowanie wielu dokumentalistów, którzy robią filmy na zamówienie, wiedząc jaką ostateczną wymowę będzie miał film, wydaje mi się żenujące. Sam przystępuję do montowania materiału, dopiero, kiedy mam pewność, że zobaczyłem i dowiedziałem się już wystarczająco dużo.
Dlatego moje filmy powstają tak długo - rok, czasem dwa lata. "Blokersów" zrobiłem w pół roku, ale tylko dlatego, że taką miałem umowę z producentem. Moje filmy mają w założeniu dawać prawdziwy, niezakłamany i nieupiększony obraz rzeczywistości, dlatego od bohaterów swoich dokumentów oczekuję maksymalnej szczerości. Stąd mój nietypowy styl pracy z nimi - wydobywam z opisywanych postaci najszczersze zwierzenia, autentyzm, jaki rzadko spotyka się w dokumentach. Zmuszam do pozbycia się masek i póz, ale nigdy nie przekraczam granicy intymności, która mogłaby kogoś skrzywdzić. Moi bohaterowie wiedzą, że mogą na mnie polegać, że nie wykorzystam przeciwko nim tego, co usłyszałem i zobaczyłem, dlatego ufają mi i otwierają się przede mną. Jeżeli ktoś nie zgodzi się na umieszczenie w filmie konkretnych scen, uszanuję to. Realizowanie filmu w tak specyficznym, zamkniętym środowisku jak hip-hopowcy nie było łatwe. Wyobraź sobie, że do kolesi, którzy żyją w tak hermetycznej subkulturze, sprzeciwiającej się oficjalnym, systemowym normom, przychodzi nagle z kamerą facet ubrany w garnitur. Czasem wzbudzało to ich nieufność, szybko jednak przekonywali się, że nie jestem ich przeciwnikiem, że ich rozumiem. Rzeczą, która jeszcze bardziej skłaniała ich do spontanicznych, szczerych zachowań i wypowiedzi był fakt, że jestem autorem filmu "To my, rugbyści" - obrazu, który wieloma z nich wstrząsnął, który uznali za swój. Tym łatwiej było mi się porozumieć z bohaterami "Blokersów", że mam za sobą takie doświadczenia, jak pobyt w więzieniu, co dla wielu z nich było szokiem i co sprawiło, że zaczęli mnie traktować jak osobę, która potrafi pojąć ich własne problemy, czy nieufność wobec wymiaru sprawiedliwości.

FilmWeb: Podobno w trakcie realizacji zdjęć do filmu mieliście problemy wewnątrz ekipy,. Część osób chciała się nawet podobno wycofać z dalszej pracy. Dlaczego?

Sylwester Latkowski: Ze względu na warunki pracy. Część osób nie wytrzymywała psychicznie. Przebywaliśmy bowiem w miejscach, które stanowiły mało komfortowe otoczenie. Uwierz mi, że niełatwo jest patrzeć i przebywać w kręgach, gdzie ludzie często wywodzą się z tzw. rodzin patologicznych, mają kłopoty, o jakich nieczęsto mówi się otwarcie w mediach. Pracowaliśmy niekiedy w ogromnym napięciu i stresie. Niektórzy obawiali się o własne bezpieczeństwo. Wszyscy dotrwali jednak do końca, bo naprawdę było warto zrobić ten film.

FilmWeb: Mówiłeś, że "Blokersi" są o wychodzeniu z blokowisk, na co sposobem jest twórczość, w tym przypadku muzyka. Nasuwają się tu skojarzenia z "Że życie ma sens..." Sky Piastowskich. Czy takie porównania, przy wszelkich różnicach (tamten film był fabularny i w dodatku amatorski) są w ogóle dopuszczalne?

Sylwester Latkowski: "Blokersi" to dokument i w dodatku zrealizowany profesjonalnie. Nie widziałem "Że życie ma sens..." dlatego trudno mi się wypowiadać na ten temat. Sądzę jednak, że są zupełnie różne filmy - tamten zawierał ewidentne formy kreacji, czego w moim filmie nie ma.

FilmWeb: Zdjęcia do "Blokersów" odpowiadają w jakiś sposób estetyce teledysków hip-hopowych, czy też może zdecydowaliście się na wybór innego sposobu widzenia i filmowania?

Sylwester Latkowski: Sposób filmowania jest inny, naturalnie w "Blokersach" są fragmenty teledysków hip-hopowych, ale zastosowaliśmy odmienny rodzaj ustawienia kamery. Chcieliśmy, żeby obraz oddawał atmosferę i treść filmu. Tomek Tupalski, autor zdjęć, starał się znaleźć nietypowe punkty widzenia kamery. Zastosował też obiektyw szerokokątny, którym filmował ujęcia z dołu. "Blokersi" mają ogromny dynamizm i żeby zrozumieć jak obraz współgra z treścią, trzeba po prostu zobaczyć film.

FilmWeb: Na ścieżce dźwiękowej do filmu znajdują się znakomici wykonawcy, m.in. DJ Volt, Eldo, Fisz, Grammatik, Paktofonika. W utworze napisanym specjalnie do filmu, "Każdy ma chwile" Grammatika, zagrał gościnnie znany pianista jazzowy, Leszek Możdżer. Ciekawi mnie jak udało Ci się namówić ich do współpracy?

Sylwester Latkowski: Na pomysł, żeby Grammatik nagrał utwór razem z Leszkiem Możdżerem wpadł producent filmu, szef Solopanu, Jacek Szumlas. To on namówił muzyków na spotkanie, które odbyło się u mnie w domu. Grammatik i Leszek Możdżer siedzieli na tej kanapie, na której my siedzimy teraz i nie odzywali się do siebie słowem. Grammatik wysłuchał tego, co nagrał Możdżer i rozeszli się w milczeniu. Było to jednak o tyle inspirujące przeżycie dla obu stron, że powstał utwór "Każdy ma chwile". Choć ci muzycy są z zupełnie różnych światów, na tyle spodobało im się to, co robi druga strona, że chętnie zgodzili się wspólnie coś stworzyć. Jak widać, w sztuce czasem lepsze jest milczenie, niż zbędna gadanina (śmiech).

FilmWeb: Gdzie realizowane były zdjęcia?

Sylwester Latkowski: W Warszawie, Poznaniu, Krakowie, Gdańsku, Gdyni, Koninie, Gnieżnie i Opolu (podczas festiwalu).

FilmWeb: Twój film jest dość intensywnie promowany - będzie rozpowszechniany w kinach, nagrany został soundtrack. Czy planujecie także pokazy na festiwalach filmowych?

Sylwester Latkowski: Tak, poza seansami kinowymi i telewizyjnym, "Blokersów" można będzie zobaczyć na kasetach VHS i płytach DVD, a także prawdopodobnie na różnych przeglądach i festiwalach filmowych. Żałuję, że mójh poprzedni dokument, "To my, rugbyści" nie miał takiej promocji, niewiele osób miało szansę go obejrzeć.

FilmWeb: W tej chwili realizujesz swój kolejny dokument. Zechciałbyś pokrótce o nim opowiedzieć?

Sylwester Latkowski: Robię film o realizacji musicalu do muzyki Leszka Możdżera wg. Dramatu Szekspira, "Sen nocy letniej". Pokażę fascynujący, niezwykły świat. Opiszę teatr, scenę i ludzi zajmujących się komponowaniem muzyki w sposób, jakiego mało kto spodziewa się po tego rodzaju realizacjach. Nie mogę oczywiście wszystkiego teraz powiedzieć,. Ale mam nadzieję, że już wkrótce widzowie sami będą mogli to ocenić. Zakończenie zdjęć planujemy na październik.

FilmWeb: Dzięki za rozmowę. Marta Olszewska


lista płac
Scenariusz i reżyseria: Sylwester Latkowski
Kierownik produkcji: Zbigniew Dąbrowski
Zdjęcia: Tomasz Tupalski i Igor Grątkowski
Montaż: Marek Andrychowski
Dźwięk: Tomasz Skoneczny, Igor Grątkowski, Mariusz Szabuniewicz
Muzyka: DJ Volt, Lasscah, Magiera
Wykonawcy na ścieżce dźwiękowej: Ascetoholix, Aśka, DJ Volt, Decks, Echo, Eldo, Elemer, Fenomen, Fisz, Grammatik, Killaz Group, Lasscah, Magiera, O.S.T.R., Paktofonika, Peja, Pezet, Prezes, RapaFun, Red, Slums Attack, Tymon oraz gościnnie Leszek Możdżer
Mastering: Rafał Paczkowski
Czas trwania: 76 min.
Kraj produkcji: Polska 2001
Premiera: 25 września 2001


menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

"Blokersi" to film o polskiej kulturze hip hopowej. Opowiada o młodych ludziach z wielkomiejskich blokowisk, o tym jak żyją, jaka jest dzisiaj ulica w Polsce. Poza raperami są tu grafficiarze, break dance`owcy i ludzie związani z kulturą hip hopu. Prawdopodobnie po raz pierwszy wiele osób zobaczy, czym jest w naszym kraju kultura hip hopu, kto w niej żyje i kto ją tworzy.


Śledczak Kamilianie Gwiazdor Pedofile
Nakręceni Pub 700 Klatka To my, Rugbiści
powered by Admin.Starla v3 CMS