menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Nakręceni

Czyli szołbiznes po polsku

Satyra dokumentalna. Po raz pierwszy kamera zagląda za kulisy szołbiznesu w Polsce. Obok znanych postaci ze sceny muzycznej jak Krzysztof Krawczyk, Marek Kościkiewicz, Robert Leszczyński, Maciej Maleńczuk, Myslovitz , Marek Sierocki, Piotr Metz, Hirek Wrona, Michał Wiśniewski, Negatyw, poznajemy nieznanych szerszej widowni decydentów, szare eminencje polskiego szołbiznesu. Film ukazuje przemilczaną dotąd stronę szołbiznesu w Polsce, w którym normą jest oszustwo, manipulacja. Ekipa filmowa Sylwestra Latkowskiego jest wyrzucana i szczuta ochroniarzami tak jak miało to miejsce np. w czasie eliminacji do programu IDOL. Nad całym procesem pracy nad filmem czuwała wynajęta kancelaria prawnicza. "W tym kraju jak chcesz o czymś powiedzieć nie z pozycji klęczącej, bo filmem nie chcesz stawiać pomników, musisz otoczyć się prawnikami, a już w ogóle nie zabieraj się za polski szołbiznes, tutaj jak w mafii regułą jest zmowa milczenia" - stwierdza Sylwester Latkowski - "Najlżejsza krytyka traktowana jest jak trzęsienie ziemi."
W czasie realizacji filmu "Nakręceni, czyli szołbiznes po polsku" tylko szefowie firmy Pomaton/EMI - Piotr Kabaj i Tomasz Kopeć otworzyli szeroko drzwi przed ekipą filmową Sylwestra Latkowskiego. Otwartość prezentował także Szef rozrywki TVP 1 Marek Sierocki, który pozwolił ekipie przyglądać się bez ograniczeń Festiwalowi Piosenki Polskiej w Opolu. Zazwyczaj decydenci polskiego szołbiznesu na dźwięk "zdjęcia do filmu" chowali się za sekretarki albo ochroniarzy. Nie mieli odwagi stanąć przed kamerą, woleli rozmawiać w cztery oczy. "Kruszyna, wyprowadź tych panów - usłyszał Sylwester Latkowski w czasie eliminacji do programu IDOL. Śladem Sylwestra Latkowskiego poszedł dziennikarz Robert Patoleta (jeden z bohaterów filmu), który postanowił napisać raport o szołbiznesie. Poniżej prezentujemy jego refleksje.

Robert Patoleta: O tym jak ciężką materią jest tzw. polski szołbiznes przekonałem się pracując wraz z koleżanką nad materiałem dla jednego z miesięczników. Naszym ambitnym zamierzeniem było stworzenie rankingu najważniejszych i najbardziej wpływowych osób w rodzimej fonografii. Takich, od których wiele zależy, które kształtują muzyczne gusta lub z sukcesem lansują muzyczne talenty.
Pytanie, kto jest najważniejszy w tej branży skierowaliśmy do ponad 100 osób: szefów i pracowników wytwórni, menadżerów, producentów, artystów i dziennikarzy muzycznych. Okazało się, że trafiliśmy na opór, którego się spodziewaliśmy. Większość kierownictwa wytwórni płytowych: BMG, Sony Music, Pomatonu EMI, Universalu i Warner Music ewidentnie nas zbywała. Choć próbowaliśmy dodzwonić się do nich wielokrotnie, za każdym razem powód odmowy był podobny - Katarzyna Kanclerz ma ważne spotkanie, Biljana Bakić jest na wyjeździe, Piotr Kabaj jest bardzo zajęty. Nasi ankietowani nabrali wody w usta. Dopiero po interwencji Sylwestra Latkowskiego niektórzy postanowili coś z tym fantem zrobić. Katarzyna Kanclerz przysłała wymijającą dyplomatyczną odpowiedź, w której napisała: "(szołbiznes) to dla mnie temat - rzeka. Nie potrafię określić tego w kilku słowach odpowiednich do ankiety, bo jest to coś czym i z czego żyję, i szukam odpowiedzi na te pytania niemal każdego dnia. Przepraszam, jeżeli rozczarowałam Państwa w tej materii. Deklaruję gotowość do podjęcia dyskusji na ten i inne tematy". Na gotowości do rozmowy dobre chęci się skończyły.
Na 16 dni przed premierą wycofano taśmę matkę z filmem z procesu tworzenia kopii. Po konsultacjach z prawnikami i dystrybutorem Sylwester Latkowski został zmuszony by skrócić film o 12 minut. "Nie chciałem by film "Nakręceni" zaznał takiego samego losu jak film Dederki o Amwey-u, który nie może ujrzeć światła dziennego. Pomimo tych cięć film jest ostrą krytyką stanu polskiego szołbiznesu muzycznego.

Nad całym procesem pracy nad filmem czuwały kancelarie prawnicze Jacka Bieniasa i dr Wojciecha Cieślaka. "W tym kraju jak chcesz o czymś powiedzieć nie z pozycji klęczącej, bo filmem nie chcesz stawiać pomników, musisz otoczyć się prawnikami, a już w ogóle nie zabieraj się za polski szołbiznes, tutaj jak w mafii regułą jest zmowa milczenia" - stwierdza Sylwester Latkowski - "Najlżejsza krytyka traktowana jest jak trzęsienie ziemi."

http://www.nakreceni.spinka.pl/

GALERIA ZDJĘĆ

ARTYKUŁY


Szołbiznes po polsku

Gazeta Wyborcz, Robert Sankowski 05-09-2003

Nieudolni pracownicy firm płytowych, przekupni dziennikarze i artyści pozbawieni talentu. Czy tak wygląda prawda o polskim show biznesie? Dokument Sylwestra Latkowskiego w piątek w Canal+

Sylwester Latkowski chce być enfant terrible rodzimego dokumentu. Wynajduje tematy, których nie odważyli się podjąć inni filmowcy. Kręci filmy ostre, bezkompromisowe, pełne czarno-białych podziałów i kategorycznych sądów. Nie przypadkiem to on właśnie zdecydował się jako pierwszy pokazać w "Blokersach" subkulturę hiphopowców, nie przypadkiem to on odważył się zrealizować dokument o postaci tak kontrowersyjnej i przez długi czas ignorowanej przez media i show biznes jak lider Ich Troje Michał Wiśniewski. Oba filmy gwarantowały zainteresowanie mediów, a Latkowski zainteresowanie mediów uwielbia. Potrafi zadbać, aby obok samych filmów zauważono także jego, ich autora. Czasami wręcz trudno oprzeć się wrażeniu, że, przynajmniej chwilami, najważniejszym bohaterem dokumentów Latkowskiego jest... sam Latkowski. Niby ukryty za kamerą, analizujący rzeczywistość, dociekający prawdy, ale tak naprawdę epatujący swoimi tezami, sprytnie manipulujący obrazem, w końcu wykorzystujący sam film tylko jako element większej machiny promocyjnej.

Czy "Nakręceni..." są pod tym względem inni? Raczej nie. Reżyser już podczas realizacji tego filmu starał się wytworzyć wokół niego atmosferę skandalu. Rozsyłał do mediów relacje o tym, jak postępują prace nad dokumentem. A raczej - jak nie postępują, bo nieustannie ktoś ze strachu przed nim, jego ekipą i jego demaskatorską kamerą odmówił spotkania, zatrzasnął drzwi przed nosem, nie wpuścił na teren swojej firmy, postraszył procesem sądowym lub najzwyczajniej w świecie uciekł.

Mimo tych licznych trudności i (mniej lub bardziej prawdziwych) kłód rzucanych realizatorom pod nogi film o rodzimym przemyśle rozrywkowym powstał. Latkowskiemu udało się zajrzeć za kulisy festiwalu w Opolu, pobuszować na korytarzach budynku Telewizji Polskiej na Woronicza, podejrzeć pracę szefów firmy płytowej Pomaton EMI, wejść na galę rozdania "Fryderyków", zobaczyć, jak powstaje nowa płyta grupy Myslovitz. A także, co chyba najważniejsze, porozmawiać z kilkoma ważnymi postaciami naszego show biznesu. Od odpowiadającego za rozrywkę w TVP1 Marka Sierockiego, przez szefów Pomatonu, organizatorów koncertów, takich dziennikarzy muzycznych, jak Grzegorz Brzozowicz, Robert Leszczyński czy Piotr Metz, a skończywszy na muzykach tej miary co Krzysztof Krawczyk czy Maciej Maleńczuk.

Z tych rozmów, podejrzanych zdarzeń, opowiedzianych anegdot i wygłaszanych bądź to wprost do kamery, bądź "z offu" komentarzy wyłania się obraz polskiego show biznesu. Obraz ponury. Momentami wręcz przerażający. Nie przypadkiem film Latkowskiego zaczyna się jak dobry kryminał. Od wypowiedzi, której autor ma, dla uniemożliwienia jego identyfikacji, zniekształcony głos oraz całkowitej ciemności. Takich chwytów jest w tym dokumencie więcej. Zamazane, niczym u sądzonych przez sąd przestępców, twarze pracowników rozmaitych firm, postaci udzielające wywiadów w zaciemnionych pomieszczeniach, zdjęcia kręcone "z ręki", kamera zaglądająca przez uchylone drzwi do pokojów, w których toczą się rozmowy biznesowe, w końcu wypowiedzi i zdjęcia ocenzurowane przez jedną z rodzimych gwiazd, przez co zamiast niektórych ujęć oglądamy w "Nakręconych" planszę z napisem: "Tych zdjęć nie możemy pokazać". To nieomalże poetyka reportażu śledczego. Albo przynajmniej materiału interwencyjnego.

Te wszystkie chwyty mają swój sens. Latkowski stawia w "Nakręconych" bardzo mocne tezy. A potem zarówno obrazem, jak i słowem stara się te tezy obronić. W jego dokumencie polska branża muzyczna to świat postawiony na głowie. Praktycznie nic nie funkcjonuje tu tak, jak należy. Firmy płytowe zatrudniają pracowników pozbawieni jakichkolwiek kompetencji. Mimo to tak zwana Wielka Piątka, czyli polskie przedstawicielstwa zachodnich koncernów płytowych, rządzą polskim rynkiem, jak chcą. Wyniki z pozoru najpoważniejszych nawet list przebojów i plebiscytów publiczności można bez problemu zafałszować. Procedura przyznawania Złotych Płyt to czysta kpina. "Fryderyki", z pozoru najbardziej prestiżowa i poważna nagroda polskiej branży muzycznej, rozdawane są według klucza biznesowo-towarzyskiego. Dziennikarze, nawet, jeśli nie biorą łapówek, są uwikłani w rozmaite układy i zależności. No i w końcu sami artyści. Nie tylko zagubieni, bezradni, na każdym kroku wykorzystywani. Także nie mający zbyt wiele do powiedzenia, zaściankowi i nieudolnie powielający zachodnie mody.

Czy rzeczywiście jest aż tak źle? Nie do końca. Przynajmniej część z rzeczy, które Latkowski"obnaża w swoim filmie, to mechanizmy występujące na całym świecie. Ale tego w "Nakręconych" nie usłyszymy. Szkoda. Na szczęście Latkowskiemu udaje się jednak powiedzieć też parę ważnych rzeczy. Czasem brutalnych, czasem smutnych. Na przykład wtedy, gdy w "Nakręconych" mowa o cenach płyt w Polsce, gustach muzycznych rodzimych wokalistek, zasadach, na których na polski rynek wchodziły wielkie koncerny płytowe, albo kontraktach, jakie podpisują wytwórnie z młodymi wykonawcami. - Show biznes jest jak zegarek - mówi w pewnym momencie w "Nakręconych" Robert Leszczyński. - Przeciętny człowiek widzi tylko tarczę ze wskazówkami. Zasady działania ukrytego pod nią mechanizmu znają tylko nieliczni.

Jeśli przyjrzeć się uważnie, w "Nakręconych" ten mechanizm, mimo wszystko, też jest chwilami widoczny.


Steczkowska szoł

Tygodnik "Wprost", Nr 1051 (19 stycznia 2003)


Sylwester Latkowski obnaża miernotę estradowego towarzystwa wzajemnej adoracji

To świat marionetek, jedno wielkie oszustwo i manipulacja. Fałszowane jest wszystko: wyniki festiwali, Fryderyki, radiowe listy przebojów. Chciałem zrobić poważny film o polskim show-biznesie, ale zrozumiałem, że na ten temat możliwa jest tylko komedia - mówi Sylwester Latkowski, autor filmu "Nakręceni, czyli szołbiznes po polsku". Obraz nie wszedł jeszcze na ekrany, a już mamy skandal: Justynie Steczkowskiej nie udało się zmusić reżysera do usunięcia z filmu scen z jej udziałem, więc podała go do sądu. Domaga się zakazu wyświetlania "Nakręconych" w kinach oraz 100 000 zł odszkodowania.

Polski szołbiznes, czyli film grozy

Justyna Steczkowska twierdzi, że została oszukana. - To miała być opowieść o ludziach, dla których muzyka jest pasją. Ale pana Latkowskiego interesują tylko sztuczne skandale. Po pierwszych zdjęciach próbnych uznałam, że nie chcę mieć nic wspólnego z tym filmem - mówi Steczkowska. Nie podoba jej się, że w filmie widać, iż prowadzi zwyczajne życie: mieszka w bloku, a kiedy pojawia się na Dworcu Centralnym w Warszawie, nikt jej nie poznaje, mimo że jest ubrana w rzucające się w oczy różowe futro. Latkowski replikuje, że nie było próbnych zdjęć, tylko nakręcił właśnie to, co miało się znaleźć w filmie. W pozwie, obejmującym również producentów "Nakręconych", Steczkowska użala się, że podstępnie nagrano jej prywatną rozmowę, a do jej domu razem z ekipą Latkowskiego bezprawnie wtargnęła horda fotoreporterów.
- Dziwi mnie pozew osoby, która nawet nie oglądała filmu. Justyna sama wpuściła dziennikarzy do domu, udzielała wywiadów, pozowała do zdjęć - opowiada "Wprost" Latkowski. Przewidując, że niektóre z filmowanych przez niego postaci mogą sprawiać kłopoty, reżyser wynajął dwie kancelarie prawnicze. "Nakręceni" to właściwie nie komedia, lecz film grozy. Sfilmowane przez Latkowskiego gwiazdy oraz ich promotorzy to ignoranci, pieniacze, mitomani, którzy uśmiechają się do swoich kolegów, a kiedy ci tylko się odwrócą, wbijają im nóż w plecy. - Szołbiznes to po prostu jeden wielki bajzel - mówi Latkowski. Do rangi symbolu urasta w jego filmie scena z festiwalu opolskiego: Zbigniew Hołdys siedzi bezradnie na estradzie amfiteatru z gitarą ozdobioną wielkim napisem "Elvis". Nic nie działa, nie wiadomo, kto za co odpowiada, próba nie może się zacząć, panuje totalny bałagan.

Syndrom Steczkowskiej

W "Nakręconych" pojawiają się Krzysztof Krawczyk, Michał Wiśniewski, Maciej Maleńczuk, zespół Myslovitz, prezenterzy Marek Sierocki, Piotr Metz, Hirek Wrona, Robert Leszczyński oraz szefowie firmy Pomaton/EMI - Piotr Kabaj i Tomasz Kopeć. Żaden z nich nie przyłączył się do protestu Steczkowskiej, nie powołał się na kuriozalny wymóg autoryzacji filmowej wypowiedzi.
Justyna Steczkowska jest klasycznym przykładem gwiazdy na kredyt. Jej kariera weszła w fazę schyłkową następnego dnia po artystycznym rozwodzie z Grzegorzem Ciechowskim. To lider Republiki wymyślił image dziewczyny szamana, napisał piosenki na dwie pierwsze płyty, skomponował największe przeboje. Samodzielność nie wyszła Steczkowskiej na zdrowie. Nagrywała coraz gorsze albumy. Filmy, w których występowała ("Billboard" Łukasza Zadrzyńskiego i "Na koniec świata" Magdaleny Łazarkiewicz), pretendują do miana największych knotów polskiej kinematografii lat 90. Mimo artystycznego blamażu twarz piosenkarki coraz częściej pojawiała się na okładkach kolorowych pism, co świadczy o jej zmyśle przedsiębiorczości. Podtrzymywany w ten sposób status gwiazdy daje kontrakty reklamowe, występy w telewizji czy na imprezach biznesowych.
Nieszczęście Steczkowskiej polega na tym, że handlując swoim wizerunkiem, przekroczyła granice dobrego smaku. Publiczność jeszcze nie ochłonęła po zdjęciach z serii Justyna w ciąży, Justyna jako Matka Boska Karmiąca i fotoreportażu Justyna na Kubie, gdy w "Vivie" pojawił się wywiad z piosenkarką, w którym opowiadała o bólu po stracie ojca (zmarł dwa lata wcześniej!). Publikacja, okraszona serią pozowanych zdjęć na cmentarzu, wywołała niesmak. Sesję zaaranżowano na Powązkach, chociaż grób ojca znajduje się w Stalowej Woli. Pismu przyznano antynagrodę "Hiena roku" Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Steczkowska przepraszała, tłumaczyła, że nadużyto jej zaufania. Po tej wpadce nie mogła sobie pozwolić na następną, stąd zapewne jej nerwowa reakcja na film Latkowskiego. W ostatecznej wersji "Nakręconych" twarzy wokalistki nie widać, a głos zniekształcono elektronicznie. Na premierowym pokazie nikt z oglądających nie miał jednak wątpliwości, o kogo chodzi. - O, Justyna! - krzyczano z sali.

Towarzystwo wzajemnej adoracji

Prawnicy Steczkowskiej mogą się powoływać na precedens filmu "Witajcie w życiu" Henryka Dederki - sąd, ulegając argumentacji firmy Amway, zablokował jego wejście na ekrany. Ta decyzja przez dziennikarzy i wielu prawników została uznana za formę cenzury prewencyjnej. Sądowe orzeczenie tylko pomogło filmowi. Obejrzenie "zaaresztowanego" obrazu stało się dla wielu ludzi punktem honoru. Urządzano prywatne pokazy, po kraju krążyły setki kaset wideo, a "Gazeta Wyborcza" po prostu wydrukowała scenariusz "Witajcie w życiu".
Latkowski nie liczy na takie względy, jakimi cieszył się Dederko. Wystarcza mu atmosfera skandalu przed każdą premierą. Skandale te zresztą przeważnie sam aranżuje - w porozumieniu ze swoimi bohaterami. Tak było w wypadku "Blokersów" - filmu wbrew tytułowi nie opowiadającemu o dresiarzach, lecz o sympatycznych i niegłupich muzykach hiphopowych. Tak było też w wypadku "Gwiazdora" - filmowego portretu Michała Wiśniewskiego. Duet Latkowski - Wiśniewski celowo rozpuszczał plotki, że film przedstawia niekorzystny wizerunek lidera Ich Troje, by okpić środowisko, które Wiśniewskiego szczerze nienawidzi. Choć sprawa Steczkowskiej stanowi wyjątek, sądowy pozew jest jak najbardziej poważny. Zresztą na rozgłosie wokół "Nakręconych" to piosenkarka może zyskać więcej niż Latkowski.
Portretując polski show-biznes, Latkowski wbija szpilę towarzystwu wzajemnej adoracji, które miernotę wyniosło do rangi arcydzieła, które żyje w świecie wykreowanej przez siebie fikcji. Po przekłuciu gwiazdorskiego balona Justyny Steczkowskiej mógłby się on zabrać do równie nadętych wielkości w rodzaju Kasi Kowalskiej czy Edyty Bartosiewicz. Dla higieny.

Łukasz Radwan


"Dotarłem chyba za głęboko". Rozmowa z Sylwestrem Latkowskim.

- "Nakręceni" to film o branży fonograficznej. Kiedy kończyłeś zdjęcia powiedziałeś, że: "ci, którzy są najbardziej wtajemniczeni w ten projekt twierdzą, że tym razem to już na pewno będę musiał opuścić Warszawę, a być może nawet i Polskę...". Brzmi złowieszczo...
- To oczywiście żart, jakkolwiek rzeczywiście był taki moment, kiedy po dwóch miesiącach przerwałem zdjęcia bo poczułem się zmęczony. Ba! Zastanawiałem się czy w ogóle nie zarzucić całego projektu. Środowisko, które trochę znałem teraz, poznawane od tej innej strony, zaczęło mnie przerażać.
- Jak to, przecież show biznes to dla Ciebie nie pierwszyzna, kręciłeś teledyski, wydawałeś płyty...
- Ale kiedy ludzie dowiedzieli się, że powstaje ten film zaczęli do mnie wydzwaniać i nadawać jeden na drugiego. Stałem się spluwaczką showbiznesu. Tak, tym razem jednak dotarłem chyba za głęboko. Poczułem się zniesmaczony....
- Ale się nie poddałeś i film jednak się ukaże.
- Zmobilizował mnie "Gwiazdor", bo dzięki niemu poznałem gruntownie mechanizm działania jednej z największych firm fonograficznych i powiedziałem sobie nie, tego odpuścić nie mogę. Poznałem tez od podszewki bodaj największą kampanię reklamową jaka towarzyszyła promocji płyty "Ich troje". Zobaczyłem na co stać tzw profesjonalistów a co mnie rozśmieszyło do łez. Żenada...... wyobraź sobie taką sytuacje: impreza we Wrocławiu, tłum napiera na zespół, a opiekunowie muzyków z wytwórni za własne pieniądze muszą kupować sobie słuchawki do telefonów. Widziałeś jak to wygląda na Zachodzie? Walkie talkie, bajery, pełna organizacja i kontrola sytuacji. Oto polska skala...skarlała. Inny przykład....na presstour przyjeżdża do Warszawy młody jeszcze zespół promujący swoją debiutancką płytę. Po kilku godzinach zmęczeni muzycy proszą tzw. promotora z ramienia firmy o banany. A że promotorka też biedna więc telefonuje do szefa wytwórni czy można wziąć owoce na rachunek. Wielki boss odmawia..... To jest właśnie show biznes po polsku.
- Mówisz o sprawach wydawać by się mogło błahych, marginalnych, jednak to tylko wierzchołek góry lodowej....
- Chciałem pokazać nieznaną stronę show biznesu. Wytwornie fonograficzne w Polsce powstawały mniej więcej w tym samym czasie: EMI, BMG, Warner, Sony czy Universal. Tworzyli je ludzie z tej samej grupy towarzyskiej prezentujący ten sam poziom zawodowej niewiedzy i braku umiejętności. We właściwym momencie napisali podanie o przedstawicielstwo, we właściwym języku i do właściwej osoby. Takie były czasy i weryfikacji do tej pory nie było, mimo że straty na polskim rynku fonograficznym są coraz większe, idące już w miliony dolarów.
- Hmm, rzeczywiście mówi się o kryzysie w fonografii, czyżby jednak było aż tak źle? A z drugiej strony w końcu istnieje taka forma poprawiania rzeczywistości jak zwolnienia czy choćby bankructwo.
- Do tej pory odszedł tylko jeden z szefów (nadal jednak pozostaje członkiem zarządu). Dwóch z nich bez powodzenia chce odsprzedać swoje udziały, ale jakoś nie ma chętnych. Ten film odziera z mitu firmy płytowe i ludzi nimi zarządzających. Zwróć uwagę na pewne zjawisko: ostatnio coraz więcej kompaktów zamiast być sprzedawana, rozdawana jest z gazetami, Bo firmy nie umieją sprzedawać płyt!!!!! Początkowo tylko szkodzili, teraz zabrali się za wykańczanie fonografii

Rozmawiał: Krzysztof Hipsz


lista płac
Scenariusz i reżyseria: Sylwester Latkowski
Zdjęcia: Tomasz Michałowski, Piotr Goncerz, Tomasz Malinowski, Tomasz Tupalski, Andrzej Olichwier
Dźwięk: Tomasz Skoneczny, Tadeusz Szynkiewicz
Montaż: Krzysztof Szpetmański
Opracowanie muzyczne: Krzysztof Szpetmański, Sylwester Latkowski
Konsultacja prawna: dr Wojciech Cieślak, Jacek Bienias
Producent: OPUSNET, SPI International Polska, PAY studio TV
Dystrybucja: SPI International Polska
Premiera filmu: 10 stycznia 2003
Czas trwania: 78 min


menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Film opowiada o aktualnej sytuacji panującej w polskich aresztach śledczych. Zdjecia rozpoczęto 1 września 2003 roku, ich zakończenie planowane jest w maju.
Śledczak Kamilianie Gwiazdor Pedofile
Nakręceni Pub 700 Klatka To my, Rugbiści
powered by Admin.Starla v3 CMS