menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

To my rugbiści

Potężny mężczyzna powolnymi ruchami, nieco leniwie, goli głowę. Opowiada o swoim barwnym życiu, o więzieniu i drużynie rugby. Ale nie jest to kadr z amerykańskiego obrazu "Urodzeni mordercy", a jedna ze scen polskiego filmu dokumentalnego Sylwestra Latkowskiego o chuliganach Arki Gdynia, których teraz bardziej niż rozróby fascynuje męski, twardy sport.
(...) Kamera podąża za bohaterami niemal wszędzie. Jest na treningu, meczu, w szatni, w samochodzie i nawet w łazience. Poznajemy świat rugby, taki jaki jest. Od kulis i bez cenzury. Przy specjalnie napisanej do filmu muzyce hiphopowej oglądamy zbliżenia potężnych mężczyzn. Ogolonych tuż przy skórze - którzy mają nie tylko mroczne twarze, ale także mroczne życiorysy. Robią wrażenie. Mówią do kamery tak, jak na co dzień rozmawia się z kolegą. O tym, że są z biednych rodzin, że czasem kogoś pobili, że działali w - jak sami mówią - "szarej strefie". Film nie mówi o tym z czego dzisiaj żyją albo skąd młodzi ludzie z blokowisk wzięli pieniądze na luksusowe samochody. Widzowi pozostaje jego własna wyobraźnia i krótkie burknięcie jednego z bohaterów: - O tym w ogóle nie będę mówił.
Ale i bez tych szczegółów mocnych momentów jest wystarczająco dużo. - Skakali mi po głowie. Wybijali się z obu nóg i spadali mi na czaszkę. Od tamtej pory, marzyłem tylko o tym, aby się zemścić - mówi Zbyszek Rybak o czasach, kiedy brał udział w chuligańskich zadymach.
Trener Jakub Szymański - to on w filmie goli głowę - opowiada o sobie. O tym jak błądził w Ameryce, Niemczech i w Polsce. Od klubów z robierającymi się panienkami, poprzez pracę ochroniarza, biznes, w którym został oszukany przez partnera. - Musiałem odbyć pokutę - mówi o swoich dwóch latach spędzonych w więzieniu. Teraz w filmie oglądamy jak szykuje paczkę z jedzeniem dla kogoś, kto został za murem. - Tam wiele zrozumiałem. Postawiłem na rozwój duchowy. Jestem innym człowiekiem. Kiedy zgłosił się do mnie Zbyszek Rybak, żebym im pomógł przy tworzeniu drużyny rugby, nie wiedziełem jeszcze, że to będzie dla mnie takie ważne. Wiele ich nauczyłem, ale oni mi dali jeszcze więcej - wyznaje szczerze do kamery, a głos mu sięłamie ze wzruszenia.
Na treningach i w czasie meczów nie może sobie jednak pozwolić na chwile słabości. Musi zapanować nad grupą młodych ludzi, którzy na co dzień nie dają sobie w kaszę dmuchać i nie uznają autorytetów. Szymański, zapytany przez ŻYCIE, czy musiał czasem używać siły dla zdyscyplinowania niepokornych, odpowiada: - Nie musiałem. Uzgodniliśmy wspólnie nasze własne zasady i oni to szanują. Dziś można by nawet powiedzieć, że jesteśmy czymś w rodzaju komuny.
Natomiast jeden z podopiecznych Szymańskiego mówi: - U nas nie ma miejsca dlażadnego wirażki, taki tu się nie uchowa.
W filmie "To my, rugbiści" zawodnicy podśmiewają się z młodych ludzi, którzy popisują się pozując na groźnych członków mafii. - Widzisz tego tu, to typowy leszcz - mówi jeden ze sportowców Jacek Wojaczek, pokazując na chłopaka w czarnym volkswagenie golfie. - Bogaty tatuś kupił mu samochód i chłopak zwariował. Mówi swojej dziewczynie, że jest w mafii. A to rura zwykła - cedzi z pogardą.
Mają swój niepisany kodeks honorowy. Kiedy zza kamery pada pytanie "kto jest ważniejszy: przyjaciel czy dziewczyna?" potężny grubas nie ma wątpliwości. Nie zastanawia się w ogóle. Zamyka drzwi od samochodu i - tak jak człowiek pytany o oczywistość - rzuca: "przyjaciel".
To jeden z inicjatorów stworzenia drużyny rugby z gdyńskich chuliganów. Jeździł po znajomych, zaczepiał chłopaków na dzielnicy, w lokalach i zachęcał do udziału w drużynie. - W awanturach byliśmy najlepsi w Polsce. Nalaliśmy już wszystkich chuliganów piłkarskich w kraju, więc żeby zachęcić chłopaków do treningów, powiedziałem im, że teraz pobijemy wszystkich... rugbistów - mówi Zbyszek Rybak i sam się śmieje ze swojej naiwności. - Myśleliśmy, że w rugby chodzi właśnie o bijatyki. Wtedy wyznawaliśmy zasadę, że wpierw bijemy, a potem rozmawiamy. Ale po chwili dodaje: - Dzięki rugby nie stoczyliśmy się."

Dariusz Tuzimek "Uratowała ich Arka. Premiera mocnego filmu o rugbistach z blokowisk Gdyni". Życie z 15 grudnia 2000

Niezwykły, momentami szokujący, jest film Sylwestra Latkowskiego (...) Ten dokument jest wart upowszechnienia" Robert Małolepszy ?Alternatywa dla blokersów", Życie Warszawy z 13 grudnia 2000
"...bardzo spójny film, opowiedziany środkami oszczędnymi i bez epatowania olśniewającą techniką filmową. Powiedziałbym nawet, że środki są adekwatne do tematu: chybotliwe zdjęcia z ręki, prześwietlenia, jednym słowem lo-fi. Zwracają uwagę zdjęcia, z wyczuciem dokumentujące wypowiedzi bohaterów czy boiskowe sytuacje. Mi szczególnie przypadła do gustu seria ujęć, w których fragment rozmazanego ekranu zajmuje odbicie ust czy oczu opowiadającego w samochodowym lusterku. Środki pełnią w tym wypadku jednak zdecydowanie służebną rolę w stosunku do opowiadanej historii. A ta, wbrew powszechnym trendom w polskim dokumencie, utrwalającym głównie ciemne strony rzeczywistości, jest dość optymistyczna. Nuta, Maciej Sienkiewicz

Uff, doczekałem się. "To my, rugbyści" nie są, na szczęście ani kolejną ekranizacją literatury, ani wielkim przedsięwzięciem z (wciąż tą samą) czołówką naszych gwiazd. To skromny, uczciwy i szczery dokument zżycia polskich sportowców.(...)
Zaskakujące jest to, że po raz pierwszy film dokumentalny będzie promowany za pomocą... teledysku." Ahoj, Ronbert Pieńkowski

Źle stałoby się, gdyby film nie trafił do szerszej widowni. Zdecydowanie powinien być pokazany młodym ludziom- najlepiej w telewizji. Wartym rozważenia byłoby wciągnięcie go na listę "lektur obowiązkowych" dla studentów studiów pedagogicznych i resocjalizacji. Dokument niesie ze sobą bardzo pozytywne przesłanie, uczy, choć jednocześnie nie epatuje nachalną dydaktyką.(...)Nie zdziwiłabym się, gdyby film stał się dziełem kultowym."
Infofilm, Barbara Burda

GALERIA ZDJĘĆ

ARTYKUŁY


RUGBY

       W roku 1823, w hrabstwie Warwickshire, po raz pierwszy rozegrano mecz jajowatą piłką. Grano nogami, rękoma, głową... Później stworzono zasady. Anglicy postanowili, że walka o zwycięstwo ma się toczyć na placu o długości 100 metrów i szerokości 68,5 metra. Złapanie i odpowiednie rozegranie "jaja" jest i było celem rywalizacji. Punktuje się na polu przeciwnika, gdzie znajduje się bramka w kształcie litery "H". Słupy, między którymi zawieszona jest poprzeczka, ustawione są od siebie w odległości 5 metrów i 65 cm. Poprzeczkę dzieli od ziemi wysokość 3 m. Ważnym przepisem jest zakaz podawania piłki do przodu. Zespoły grają w 15 osobowych składach. Za każde przyłożenie jest pięć punktów, za podwyższenie drużyna inkasuje dwa "oczka", rzut karny to trzy punkty. Tyle samo można zdobyć punktów za celne kopy z gry.

       Jakub Szymański: "Przez ponad rok grałem w RPA. Tam rugby jest traktowane jak religia. To, co najbardziej zapamiętałem, to podejście ludzi do meczu. Święto, wydarzenie! Kiedyś spieszyłem się po meczu i czym prędzej pobiegłem na parking. Jakie było moje zdziwienie, gdy jako jedyny odbierałem samochód. Wszyscy pozostali bowiem po meczu w okolicach stadionu. Na grillu i rozmowach. Po meczu kibice pozostają na miejscu do późnych godzin nocnych."

W tym sporcie nie ma miejsca na aktorstwo, jak w piłce nożnej. Rugby to sport dla "twardzieli".

       HISTORIA DRUŻYNY

       W roku 1994 roku grupa entuzjastów wystąpiła na turnieju organizowanym przez Ogniwo Sopot. Zajęli wtedy trzecie miejsce. Spodobało im się i postanowili nie poprzestać na tym.
- Mimoże niektórzy z nas na turnieju z piłką rugby zetknęli się pierwszy wspomina Dariusz Komisarczyk, wtedy zawodnik Ogniwa Sopot. Nie wszyscy znali zasady gry.
Na pomysł stworzenia sekcji rugby wpadł Zbyszek Rybak, przywódca kibiców drużyny piłkarskiej Arki, który w ten sposób chciał zintegrować rozpadającą się grupę "szalikowców". "Szalikowców", o których było bardzo głośno w Polsce. Byli postrachem polskich stadionów.

       Zbyszek Rybak: "Byliśmy kibice chuligani. My chuligani byliśmy z naszą drużyna na dobre i na złe. Chcieliśmy, aby nasi piłkarze zwyciężali i robiliśmy wszystko, aby im w tym pomóc.
Wpierw bijemy, a potem rozmawiamy " to jedna z zasad, którą wtedy wy-znawaliśmy.

       Zorganizował wypożyczenie do Arki Komisarczuka, aby trenował tutejszych zawodników (pół roku później trenowaniem drużyny zajął się Jakub Szymański). Ogniwo zgodziło się oddać go na trzy miesiące. Dlaczego na tak krótko? Nikt nie przewidywał,że drużyna przetrwa dłużej.
Na pierwszy trening przyszło trzydzieści osób. Zbyszek Rybak jeździł po znajomych, zaczepiał chłopaków na dzielnicy, w lokalach i zachęcał do udziału w drużynie.
Postanowił wystąpić o poparcie samorządu miasta, zebrał ponad tysiąc podpisów w swoim środowisku i poszedł do wiceprezydenta Zdzisława Urli, ten go zignorował. Kto poważnie będzie rozmawiał z łysymi gośćmi o posturze bawołu, za którymi co niedziela po meczu policja gania z pałką.
Poparcia udzielił prezes Arki Jacek Dziubiński, w jednym z wywiadów prasowych powiedział:
- Z "szalikowcami" zawsze były kłopoty, toteż gdy ogarnął ich prawdziwie sportowy zapał, należało się nimi zająć. Ale coś za coś. Udostępniamy im boisko, szatnię itp., a w zamian wymagamy, by stadion i ulice miasta po meczu były bezpieczne. Wszyscy już wiedzą, że sekcja rugby pilnuje porządku na stadionie i efekt jest już widoczny.
Od Polskiego Związku Rugby otrzymali dziesięć piłek.
Zbyszek Rybak wspomina, że na początku oni sami opłacali hale do treningów, kupowali sprzęt i martwili się, skąd wziąć pieniądze na wyjazdy. Do dnia dzisiejszego pozyskiwanie pieniędzy na finansowanie działalności klubu jest problemem.
Zawodnicy Bomi Biexpol prowadzą też szkółki dla młodych adeptów tego sportu. Organizują zajęcia w szkołach podstawowych na Witominie, Chyloni oraz Pustkach Cisowskich i w Rumi Janowie.
- Przez naszą sekcję przetoczyło się około 1.500 tysiąca chłopaków " stwierdza Zbyszek Rybak.
Średnia wielu w zespole wynosi 23 lata.
Obecnie są wicemistrzami Polski.

Zbyszek Rybak: "Dla mnie rugby, to sposób nażycie

       DRUGA PUBLIKA W TRÓJMIEŚCIE, PO ŻUŻLU

Na mecze Bomi Biexpol Arka Gdynia przychodzi więcej kibiców niż na mecze miejscowych drużyn piłkarskich. Mają drugą publiczność w trójmieście, pożużlu. Przychodzi ponad 1,5 tysiąca osób.
Na mecze rugby przychodzą całe rodziny, panuje na nich i po ich zakończeniu atmosfera pikniku.
W Gdyni często można napotkać na naklejki, graffiti drużyny Bomi Biexpol Arka.
Co się tyczy naklejek, to krążą o nich legendy. Rugbyści znani są ze swojej postury, nie trudno rozpoznać ich na ulicy. Naklejka z wielkim i groźnie wyglądającym psem "maskotką drużyny" działa na samochodach jak alarm. Mało kto zadziera z rugbystami.

       BOHATERZY

Wiodącymi postaciami w filmie, oprowadzającymi nas po swoimświecie rugby, są:

Zbigniew Rybak: 27 lat; grający na pozycji filara; założyciel klubu; przez 6 lat pracował jako kelner, barman; obecnie stoi na bramce, myśli o założeni własnego lokalu; bardzo wyrazista osoba, wzbudzająca sympatię osoba; ekspresyjna; wulkan; potrafi opowiadać; równie dobrze to on sam może być osobą oprowadzającą po swoimświecie rugby; postura byka, którą wieńczy duża wygolona głowa.

Jakub Szymański: 33 lat; trener drużyny i jednocześnie gracz na III linii; przez kilka lat przebywał zagranicą " w Szwecji, Kanadzie, RPA " parając się tam różnymi profesjami, min. w Kanadzie ukończył kurs barmana, grał tam też w klubach rugby; jego trenerm był niezapomniany Edward Hodura, człowiek, którego imieniem nazwano turnieje amatorów rozgrywane w Sopocie; gra w polskiej reprezentacji rugby; człowiek z krwi i kości, historia jego życia jest materiałem na oddzielny film; w czasie gry zbiera najwięcej żółtych kartek, za boiskiem jest wyciszony; z lekkim uśmiechem na ustach, często ironicznym; wysoki; stara się usprawiedliwiać ludzi, szukać w nich lepszych cech charakteru; cieszy się autorytetem; takich gości się lubi; dobrze zbudowany i charakterystyczna gładko ogolona głowa.

Dariusz Komisarczyk: 25 lat; pierwszy trener drużyny; grający jakłącznik ataku; jest przedstawicielem handlowy Amwaya.

Rozważyć można możliwość oprowadzenia po "ichświecie rugby" przez moją osobę, która mogłaby udzielać dodatkowych informacji, mówiącą to, co nie wypada, a czasami co nie chcą powiedzieć nasi bohaterzy; dzielącą się obserwacjami i wrażeniami kogoś z zewnątrz, kogoś kto wraz z widzami wkraczałby w tenświat.
Wiele lat temu przyglądałem się z boku chłopakom z Gdyni" Pustek Cisowskich i Chylonii, chłopakom z "górki", którzy grali w klubie rugby "Ogniwo" w Sopocie, kibicującym temu klubowi i Arki Gdynia. Poznałem blisko kilku z nich.

Zbyszek Rybak: "To jest inny film! Po meczu siedzimy z przeciwną drużyną na grillu. Jest zabawa, tańce..."

"Dzięki rugby nie stoczyliśmy się."

Pytam Zbyszka Rybaka, ilu, z trenujących teraz na tym boisku chłopaków, miało problemy z prawem. Postura, twarz, gładko golone głowy, tak dla przeciętnego człowieka wygląda bandyta.
Zbyszek liczy. Po chwili stwierdza:
- Kłopoty z prawem miało wielu, ale najważniejsze to to, że dzięki rugby nie stoczyliśmy się. Dzisiaj przy kolejowym dworcu spotykam swego starego dowódcę (przywódcę grupy kibiców Arka Gdynia), który teraz jest "szczurem". Nie wylądowałem na marginesie, tak jak on.
Dla starej kadry to już przeszłość. Kłopoty mogą być z młodym graczami.
- Większość nowych chłopaków, zasilających drużynę, pochodzi z dołów, to tak zwana trudna młodzież " wyjaśnia Zbyszek Rybak.
Jakub Szymański wskazuje na socjologiczny aspekt. Otóż młodzi ludzie przychodząc na treningi mają co zrobić z wolnym czasem, zamiast marnować go pod budką z piwem, czy na popełnianiu rozmaitych przestępstw.
- Każdy z nas swą agresję wyładowuje w rugby. "Nie wierzę w to, że jeśli człowiek jest z naturyświrem, może się z dnia na dzień zmienić i wstąpić do oazy dodaje Zbyszek Rybak.

"Jeden drugiego ciągnie za sobą, wkręca na bramkę".

- Jesteśmy rodziną. Jeden drugiego ciągnie za sobą, wkręca na bramkę. Nikogo nie pozostawiamy samego sobie " oświadcza Zbyszek Rybak.
Przy mnie Jakub odbiera telefon komórkowy. Dzwoni Karolina, żona jednego z chłopaków. Rafała nie ma od dwóch dni w domu. Uspokaja ją. Zapewnia, że zjedzie do Sopotu i poszuka go.
Po treningu jedziemy do Sopotu. Jakub zachodzi do jednego z miejsc, w którym Rafał może przebywać. Znajduje go.
Dzwoni do Karoliny i po raz kolejny uspokaja ją. Staje się mediatorem między nimi.
Kiedy wracamy z treningu Jakub podwozi jednego z chłopaków do restauracji, w której ten pracuje jako kelner.

"Warto dokładać do tego, aby żyć w rodzinie"

-Warto dokładać do tego, abyżyć w rodzinie " stwierdza Zbyszek Rybak.
Zbyszek Rybak za pół roku gry w drużynie otrzymał tysiąc złotych. "Nie pokrywa to nawet kosztów paliwa na dojazdy na mecze" .
- Prawie każdy z nas ma dwie prace "dodaje Zbyszek Rybak. " Pracujemy w firmach u sponsorów i stoimy na bramkach w lokalach.
Obecnie wspiera ich trener koszykarek. Pracuje społecznie.
Trenują 6 razy w tygodniu.
- Trenowaliśmy nawet w drugi dzień świąt i w Nowy Rok. Nikt nikogo nie ciągnie na siłę " mówi Zbyszek Rybak.


lista płac

Czas. 47 minut
Scenariusz i reżyseria: Sylwester Latkowski; Montaż Marek Andrychowski; Zdjęcia Tomasz Tupalski, Wojciech Rawecki, Sylwester Latkowski, Mikołaj Malinowski; Muzyka Magiera, Noon, Dźwięk Igor Grątkowski, Światło Tomasz Tupalski; Oprawa Muzyczna Marek Andrychowski; Kierownik produkcji Zbigniew Dąbrowski; soundtrack T1-teraz; w filmie wykorzystano utwory: Gram matik, Fenomen, Paktofonika, Slums Attack, Echo, Analogia; Koproducent Piotr Radzymiński; Producent Tomasz Pijanowski, Janusz Dorosiewicz: Produkcja Studio Filmowe TPS, Janusz Dorosiewicz 2000



menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Sylwester Latkowski znów zaskakuje - tym razem pozytywnie. "Kamilianie" to oszczędny, ale poruszający dokument. Byli już rugbyści, blokersi. Był polski show-biznes. Tym razem enfante terrible polskiego dokumentu zrobił film o zakonnikach. Ale tak naprawdę to film o życiu, a raczej śmierci. Kamilianie - bohaterowie filmu to ludzie, którzy swoje życie ofiarowują chorym. Niby to nic wielkiego. Kilka tysięcy polskich pielęgniarek codziennie robi to samo. Jednak Kamilianie to nie pielęgniarze, nie lekarze - to bracia w śmierci.
Śledczak Kamilianie Gwiazdor Pedofile
Nakręceni Pub 700 Klatka To my, Rugbiści
powered by Admin.Starla v3 CMS