menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Ekstradycja Janusza Lazarowicza

Ekstradycji nie będzie

Janusz Lazarowicz, znany finansista, którego Prokuratura Okręgowa z Warszawy ściga od października 2007 r. europejskim nakazem aresztowania za podżeganie do zabójstwa gracza giełdowego Piotra Głowali, nie zostanie wydany Polsce. Ukrywa się (a raczej przebywa) w RPA. Dwa lata temu reporterzy „Polityki” odnaleźli go w Kapsztadzie (więcej w artykule Sylwestra Latkowskiego i Piotra Pytlakowskiego „Ścigany” – „P” nr 51/08). Upoważnił ich do powiadomienia polskiej prokuratury o miejscu swojego pobytu. Twierdził, że jest niewinny, ale do Polski dobrowolnie nie przyjedzie, bo nie chce trafić do – jak to określił – aresztu wydobywczego. Dopiero po naszej publikacji prokuratura wystąpiła do władz RPA o ekstradycję Lazarowicza.

Został zatrzymany w Kapsztadzie, ale po kilku godzinach sąd go zwolnił. Termin rozprawy ekstradycyjnej wyznaczono na październik 2010 r. Prokuratura z RPA miała podczas tego posiedzenia przedstawić uzyskane od polskich oskarżycieli dowody świadczące o winie podejrzanego. I oto podczas odbytej niedawno rozprawy południowoafrykański prokurator zaskoczył zarówno sąd, jak i Janusza Lazarowicza, wycofując się z wniosku ekstradycyjnego (czytaj: z oskarżenia) z braku dowodów winy. Finansista tak skomentował tę decyzję: - Dowodów prokurator nie ma, bo ich mieć nie może, nie zrobiłem nic, co miałoby związek ze śmiercią Piotra Głowali. Wierzę, że zwycięży sprawiedliwość!

Lazarowicz, chociaż wolny, wciąż nie może opuścić terytorium RPA i wrócić do Europy (na stale jest zameldowany w Londynie, tam mieszka jego żona i dzieci), bo wciąż obowiązuje wydany trzy lata temu list gończy. Jego sprawa przypomina historię Edwarda Mazura, podejrzewanego przez polską prokuraturę o udział w spisku na życie gen. Marka Papały. Dowody przeciwko Mazurowi amerykański sędzia rozstrzygający w sprawie ekstradycyjnej określił mianem bezwartościowych i odrzucił polski wniosek.

S.L. i P.P.

Ekstradycja Janusza Lazarowicza
Od ponad dwu lat finansista Janusz Lazarowicz (b. prezes XIV NFI) ścigany jest dwoma listami gończym przez polski wymiar sprawiedliwości. Postawiono mu zarzut podżegania do zabójstwa Piotra Głowali (gracz giełdowy zamordowany w 2004 r.) oraz działania na szkodę spółki Raiffeisen, której był prezesem. Przez półtora roku prokuratura nie wiedziała (niektórzy uważają, że bardziej udawała iż nie wie) gdzie poszukiwany przebywa.
Realizując z Piotrem Pytlakowskim z „Polityki" film „Ścigany", odnaleźliśmy go w RPA (2008). Tam się z nim spotkaliśmy. Upoważnił nas do powiadomienia prokuratury, że mieszka w okolicy Kapsztadu.

Okazało się, że ujawnienie się Lazarowicza nie wywołało w prokuraturze entuzjazmu, a przynajmniej nie spowodowało żadnych działań. Dopiero po naszej rozmowie z ówczesnym prokuratorem krajowym Edwardem Zalewskim (czerwiec 2009) polskie organy ścigania wystąpiły z dwoma wnioskami do RPA o jego ekstradycję. We wrześniu 2009 roku trafiły one do Ambasady Polskiej w RPA. Minęło kolejnych osiem miesięcy i w sprawie nadal nic się nie dzieje. Janusz Lazarowicz wie o wnioskach ekstradycyjnych, wciąż mieszka pod Kapsztadem, nie ukrywa się i nikt go nie niepokoi. Ma obywatelstwo południowoafrykańskie.

- Prokuraturze tak naprawdę ta ekstradycja jest nie na rękę. Wystąpiła o nią bo musiała, ale materiał dowodowy nie uzasadnia wydania przez RPA swojego obywatela. To byłaby podobna klęska jak w sprawie ekstradycji z USA Edwarda Mazura – tłumaczy nam ociąganie się z podejmowaniem działań jeden z prokuratorów prokuratury generalnej.

Prokuratura ma czego się obawiać, bo na najważniejsze dowody składają się: zeznania zawodowego oszusta - jak sam o sobie nam powiedział - Adama J. (w sprawie na początku był świadkiem incognito, ale odebrano mu ten status), byłego świadka koronnego (stracił status za popełnione przestępstwa) Andrzeja L. ps. Rygus, który popełnił samobójstwo w areszcie, czy innego świadka koronnego Jarosława M. ps. Masa, którego śledczy często wyjmują jak królika z kapelusza, by wzmocnić wrażenie wagi oskarżeń (Masa wiedzę o zdarzeniu czerpie z plotek, które krążyły po mieście). Zeznania Grzegorza Wieczerzaka trudno uważać za obiektywne, skoro jest w sporze z Januszem Lazarowiczem. W liście do którego dotarliśmy (Wieczerzak przebywał wówczas w areszcie, były dostarczane przez jego ojca, pisane jego ręką i żony) czytamy: „Janusz wybaczam wam to co się stało i proszę o wybaczenie jeśli jest gdzieś w tym moja i mojej żony wina. Uczciwa wartość funduszy przy rozsądnym gospodarowaniu to jeszcze około 150 mln USD. Byłoby bez pośpiechu po 50 mln na głowę i nic nie trzeba robić tylko się pogodzić i nie oszukiwać się (…). Dlatego nalegam o zawarcie ugody i wprowadzenie ludzi do zarządów i rad wg klucza."

Wczoraj wieczorem (poniedziałek, 3 maja 2010 roku) połączyliśmy się telefonicznie z Januszem Lazarowiczem, by kontynuować rozmowę sprzed kilku dni:

- Gdzie pan teraz przebywa?
- W RPA, w swoim domu.

- Dlaczego się pan ukrywa?
- To, że nie przebywam na terenie Polski nie oznacza, iż się ukrywam. W Polsce przebywałem tylko czasowo. W czasie przesłuchań (2004 r.) legitymowałem się paszportem angielskim, jako adres do doręczeń podałem poza adresem w Wlk. Brytanii także polski. Pomimo tego żadna korespondencja nie wpłynęła. Prokuratura wbrew prawu nie wezwała mnie jako podejrzanego na przesłuchanie, które to przepisami procedury karnej jest przewidziane przed zastosowaniem tymczasowego aresztowania.

- A jednak pan opuścił Anglię i wylądował w RPA?
- Z prasy się dowiedziałem, że wydano list gończy. Co miałem robić? Nie będę Jurandem ze Spychowa, który pozwoli sobie wykolić oczy, obciąć język. Miałem pójść do polskiego aresztu i siedzieć bez wyroku przez wiele lat? (Potwierdza to długoletni areszt innych osób aresztowanych w tej sprawie, np. Janusza G. pseudonim Graf – od aut.) Dobrze wiedzieli, że mam także obywatelstwo RPA. Chwilami myślę, że komuś zależy, abym trwał w niebycie, jakby moja wiedza o NFI stanowiła dla kogoś zagrożenie. W tej sprawie nie chodzi, by złapać króliczka, ale by go gonić.

- Poza wnioskiem o ekstradycję w sprawie o podżegania do zabójstwa Piotra Głowali jest także drugi wniosek związany z działaniem nasz szkodę spółki Reiffeisen Investment Poland.
- Proszę spojrzeć na daty i na fakty, w czerwcu 2005 roku umarza się śledztwo w sprawie działania na niekorzyść spółki RIP a w połowie stycznia 2006 roku na polecenie prokuratury apelacyjnej sprawę się wznawia. Po czym bez mojej wiedzy, próby kontaktu ze mną, stawia się zarzut działania na szkodę spółki, uzyskuje się nakaz aresztowania i ENA. Jak to jest możliwe? W toku czynności śledztwa dokonano oględzin akt rejestrowych Raiffeisen Investment; przesłuchano członków Rady Nadzorczej w drodze pomocy prawnej w Austrii, zaprzeczyli jakoby RN miała jakiekolwiek roszczenia wobec mnie czy bym działał samowolnie. Prokuratura zrobiła to, by wzmocnić swoje działanie przeciw mnie w sprawie Głowali.

- Czyli spółka Reiffeisen niczego się od pana nie domaga?
- Tak, Reiffeisen nie czuje się poszkodowany, bo przyniosłem jako prezes w historii banku jeden z większych zysków. Na jednych transakcjach się zyskuje, na innych traci. Ręce opadają. Próbowano mnie także wrobić w aferę ministerstwa finansów, lewe finansowanie kampanii wyborczej. Zaczynam się czuć jak bohater Kafki.

- Co dalej pan zamierza?
- Nic. Czekam. Mam nadzieje, że ten koszmar się wreszcie zakończy. Nie boję się ekstradycji. Jestem spokojny o wynik procesu sądowego.

Wprost, nr 19, 2 maja 2010

Świadek koronny uciekł, potem się powiesił
„Rano w areszcie (29 września 2009 r.) na
 warszawskim Mokotowie powiesił się Andrzej L.,który przebywał tam od 18 września - poinformowała rzeczniczka Służby Więziennej Luiza Sałapa.
Jak powiedziała, aresztant pozostawał do dyspozycji Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie m.in. w związku z porwaniem.
- Powiesił się dzisiaj w dwuosobowej celi. Oddziałowy znalazł go wiszącego o 6.30, chociaż po piątej, kontrolując celę, jeszcze go widział. Drugi osadzony w tym czasie spał - powiedziała rzeczniczka. Dodała, że samobójca wielokrotnie przebywał w zakładach karnych.”
Tyle PAP.
Andrzej L., ksywa Rygus to najważniejszy świadek w sprawie porwania i zabójstwa Piotra Głowali, nadano mu status świadka koronnego. Stracił go ostatnio. Jak wcześniej pisaliśmy z Piotrem Pytlakowskim w „Polityce”, będąc świadkiem koronnym Andrzej L, ps. Rygus, zniknął bez śladu. To on najpierw w 2007 r. przyznał się do udziału w porwaniu Piotra Głowali, a po jakimś czasie i po licznych przesłuchaniach przypomniał sobie, że stało się to na zlecenia Janusza G. i Janusza Lazarowicza. Wiarygodność tego świadka od początku była wątpliwa, o czym prokuraturę informowali m. in. policjanci. Sąd początkowo nie poparł wniosku prokuratury o nadanie mu statusu świadka koronnego, zgodę wyraził w drugim podejściu. Okazało się, że Rygus, któremu w zamian za zeznania zapewniono bezkarność, nie zaprzestał przestępczej działalności w zorganizowanej grupie zbrojnej. Kiedy jego czyny wyszły na jaw, uciekł.
Chociaż od ujawnienia przez „Politykę” miejsca (RPA) w którym ukrywa się ścigany europejskim nakazem aresztowania Janusz Lazarowicz, minęło już wiele miesięcy, prokuratura nadal nie wystąpiła o jego ekstradycję. Lazarowicz, były prezes XIV NFI i bankowiec związany z Reiffeisen Bank Polska, jest podejrzany o podżeganie do zabójstwa gracza giełdowego Piotra Głowali. Zarzut zlecenia zabójstwa postawiono Januszowi G., ps. Graf – znajomemu Lazarowicza. Głowala, według prokuratury, został zamordowany ponieważ w imieniu byłego prezesa PZU Życie Grzegorza Wieczerzaka domagał się od Lazarowicza spłaty rzekomego długu jaki ten miał mieć wobec Wieczerzaka. Lazarowicz podczas odbytej w RPA rozmowy z reporterami „Polityki” oświadczył, że jest niewinny, z zabójstwem Głowali nie ma nic wspólnego. Ukrywa się w RPA, bowiem chociaż jest pewien, że proces sądowy oczyścił by go całkowicie, obawia się aresztowania i długotrwałego pobytu za kratami bez wyroku. Jego zdaniem prokuratura w tej sprawie błądzi, bo przyjmuje za dobrą monetę zeznania niewiarygodnych świadków. Kilkakrotnie za pośrednictwem swoich adwokatów zwracał się do prokuratorów, aby przesłuchali go w RPA, ale odzewu nie było.
Co oznacza samobójstwo Andrzeja L. dla sprawy? Zeznania jakimi obciążył innych prokurator będzie mógł schować na dnie swojej szafy, bo mają małą wartość. Prawdopodobnie to właśnie kłopoty z Andrzejem L., ps. Rygus są powodem dla którego prokuratura zaprzestała starań o schwytanie poszukiwanego Janusza Lazarowicza. Cała ta sprawa pachnie kolejną kompromitacją polskich organów ścigania.


menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Film opowiada o aktualnej sytuacji panującej w polskich aresztach śledczych. Zdjecia rozpoczęto 1 września 2003 roku, ich zakończenie planowane jest w maju.
Śledczak Kamilianie Gwiazdor Pedofile
Nakręceni Pub 700 Klatka To my, Rugbiści
powered by Admin.Starla v3 CMS