menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

JESTEM NIEOBLICZALNY - Film, rok 2002

Od dawna jesteś fanem "Ich Troje"?
- Poprosiłem o wszystkie płyty zespołu kiedy zdecydowałem się robić film o Michale Wiśniewskim. Wcześniej nie słuchałem Ich Troje. Ale nie jest to moja wiodąca muzyka, której słucham. Nie widzę jednak różnicy pomiędzy Ich Troje, a dzisiejszą Budką Suflera, Bajm.
To dlaczego nakręciłeś teledysk do ich piosenki "Mam dość"?
- Bo chciałem pokazać, że oni nie muszą być tacy badziewni i kiczowaci. Zrobiłem teledysk po swojemu i pokazałem ludziom z wytwórni, że myślą stereotypowo.
Dlaczego zainteresowałeś się akurat Michałem Wiśniewskim?
- Poznałem go w trakcie realizacji dokumentu o indolencji ludzi show-biznesu - "Nakręconych". Wcześniej w ogóle nie znałem zespołu. Wiedziałem tylko, że Wiśniewski przez część środowisk opiniotwórczych jest opluwany, że prasa zachowuje się jak chorzy rasiści. Kiedy się z nim spotkałem, rozmawialiśmy do 4 nad ranem. Okazał się chłopakiem z pokorą. Kimś, kto nie sili się na wielkiego artystę, kto ma świadomość tego co robi, kto przyznaje się, że nie potrafi śpiewać poprawnie, kto ma świadomość swoich ograniczeń i w pełni zasługuje na szacunek. Był jak bohater moich poprzednich filmów, czyli z ulicy wchodzący na szczyt. To jest człowiek, któremu się coś udało. A ludziom trzeba dawać nadzieję, bo w Polsce jest źle.
Pomysł na film "Gwiazdor" o Michale Wiśniewskim wyszedł jednak od jego wytwórni Uniwersalu. Ty, niezależny do bólu wszedłeś w układ?
- Znali mnie, wiedzieli, że mam swoje zasady i potrafię powiedzieć "nie". Katarzyna Kanclerz z Uniwersalu powiedziała mi wprost, że wzięła mnie po to, żeby oprzeć promocje płyty o film zrobiony przeze mnie. Oczywiście nie jestem idiotą i postawiłem warunki - żadnej cenzury. Uważałem, że gra będzie uczciwa, ale np. we Wrocławiu przedstawiciel wytwórni zabronił Michałowi noszenia mikrofonu i nagrywania rozmów.
Poszło na noże?
- Był duży bój, bo wytwórnia chciała film cenzurować. Chcieli wyciąć fragmenty, z których wynika, że Wiśniewski jest sterowany. Ludzie kojarzą go tak, a nie inaczej, bo taki ma kontrakt. Ilekroć powie "nie", mówią mu, że gwiazduje. Jeśli na sesji fotograficznej nie da sobie zrobić idiotycznego zdjęcia, to mówią mu, że gwiazduje. I ja to pokazuję. W filmie jest scena, kiedy śpiewa piosenkę o ojcu. Ludzie z wytwórni powiedzieli, że piosenka jest za intymna i proszę zmienić tekst. Na filmie upijający się z frustracji Michał zaczyna ją śpiewać. Jak ktoś pamięta teledysk do tej piosenki, kicz do kwadratu, to się teraz zdziwi. Tam była intymność opakowana w karykaturalny sposób, w filmie zobaczy zupełnie inny utwór. Dopiero teraz można go zrozumieć. Może ten człowiek jest bardziej normalny niż ludzie myślą, a nienormalny się staje, bo go doprowadzają do szaleństwa.
W "Super Expresie" ukazał się wywiad z matką Wiśniewskiego, zabiedzoną kobietą, która narzeka, że syn się jej wyparł.
- To jest jazda! Odnalazłem tę panią i w "Gwiazdorze" widzowie zobaczą, że można ją kupić za sto złotych! Ona ma menadżera, sąsiada! To jest chore! Mam na taśmie zarejestrowane, kiedy pyta "Co mam mówić?". I powie wszystko, co chcesz usłyszeć! A czytelnik "Super Expressu" o tym nie wie i wierzy. W "Gwiazdorze" zobaczysz niezgodę na dziennikarskie hieny. Boję się, że media zaprowadzą Michała na skraj wytrzymałości psychicznej. Rejestruję, że on jest na tej granicy. W trakcie nagrań opowiadał mi o najbardziej intymnej sferze swojego życia. Potraktował ten film jako spowiedź, chciał zamknąć pewien okres. Mówił o rzeczach, na które polują dziennikarze. Kazałem wyłączyć kamerę. A przecież mogłem nagrywać i miałbym hit.
Pokazujesz w nim wrażliwego artystę. Dotychczas prasa pokazywała go niczym Marylina Mansona z Pabianic.
- Cały czas boję się, że Michał skończy ze sobą. Uważam, że grozi mu tragiczna śmierć i za to będą odpowiadać media i wytwórnia. Wytwórnia chrzani czy on ma taką psychikę czy taką, co z nim będzie jak minie jego 5 minut sławy. Tam nikt nie myśli, że to jest człowiek.
Ciebie urzekł.
- Ma nieprawdopodobną charyzmę. Widzowie zobaczą też, że ten piękny, uśmiechnięty Michał będąc na szczycie doświadcza dramatów. Że ma piękne samochody i tak dalej, ale wciąż jest czującym człowiekiem, którego boli, który musi się upić, ma dosyć, czasem jest agresywny albo pyta czy już jest nienormalny. On ma świadomość, że pieniądze to nie wszystko. Poza najbliższą osobą i dzieckiem jest sam. Nie rozumiem tej jazdy na niego. Stąd mój bunt i niezgoda. Stąd to przerysowane opowiedzenie się za nim. Ale żeby była jasność, to nie jest film robiony na kolanach. Wokół Michała wszyscy skaczą, bo on oznacza kasę, a ja jestem dla niego taki, jak nikt nie odważy się być. Poza żoną, Mandaryną.
Bezczelny?
- Kiedy trzeba. Jednak odkrywam w sobie, że jak zaczynasz mieć pozycję, zaczyna ci się wydawać, że masz większe prawa do wchodzenia w czyjąś intymność. Jak to ja nie mam prawa czegoś tam pokazać?! Staram się nad tym panować.
Naprawdę byłeś tak naiwny i wierzyłeś, że wytwórnia nie będzie chciała cię kontrolować?
- Wiedziałem, że część kampanii promującej płytę będzie oparta o ten film i moje nazwisko i o to nie mam pretensji. Mam tylko o to, że uznali, że można wpłynąć na mnie przez obniżenie mi budżetu. A to kilka tygodni przed zamknięciem filmu jest ciosem poniżej pasa. Zostałem potraktowany przez wytwórnię jak zużyta prezerwatywa. Tak im powiedziałem. Dzisiaj jestem po spotkaniu z Andrzejem Puczyńskim z Universal i Piotrem Reischem z SPI, który chce przejąć udziały Universal i wyłożyć pieniądze. Mam zaczynać dokrętki. Być może za chwile większym problemem będzie Polsat, który zacznie awanturę o sceny w programie „Bar”, gdzie Ich Troje było gościem, a których widz nie ujrzał. Właśnie od dziennikarzy dowiedziałem się, że już wydał oświadczenie w tej sprawie.,
Każdy twój film będzie się kończył procesem sądowym?
- Jeżeli ja nie mam prawa mieć swojej wizji i chce mi film pociąć, to co, mam zrobić, reklamówkę? Dla mnie dokument jest czymś innym niż film reklamowy. Mogli sobie kupić "Making of Ich Troje", ale kupili film dokumentalny zwracając się do konkretnej osoby. I wcale nie zapłacili jakichś kokosów. Krążą legendy o moich wysokich honorariach. Tymczasem za "Gwiazdora" to jest 40 tysięcy złotych plus wywalczone procenty od sprzedaży za ponad pół roku pracy.
Ale sam przyznajesz, że wykłócasz się o pieniądze.
- Mit artysty w podartych spodniach ma we mnie niezgodę. Nie ukrywam, że zaczynam żądać, bo jeśli mój film dokumentalny ma większą oglądalność niż jakaś fabuła, gdzie jakiś reżyser puścił pawia, to żądam. Wygląda na to, że widzowie bardziej chcą dokumentów niż idiotycznych fabuł, które polegają na tym, żeby wyrwać kasę. Te "Yyyrki..." czy "Gulczasy...", co to jest? To jest kino?! To jest skok na kasę, nic więcej. Poza nielicznymi filmami, kiedy ludzie pokazują coś ważnego wszystko inne to skok na kasę.
Jakie są te pozytywne przykłady?
- "Cześć Tereska". A wiesz, że ten film nie był kręcony na taśmie? Tylko cyfrowo, jak moje dokumenty. W tym cholernym kraju nie dano Glińskiemu pieniędzy na to, żeby mógł właściwie zrobić ten film! I jeżeli książęta polskiej kinematografii mają takie dobre samopoczucie, to znaczy, że trzeba im to zepsuć. To znaczy, że oni się nie nadają i powinni pójść na emeryturę.
Masz kogoś konkretnego na myśli?
- Nie znam się na tych stowarzyszeniach, od kogo to wszystko zależy. No sorry, jeżeli oglądasz filmy wysokobudżetowe, to zastanawiasz się gdzie są te pieniądze? Na taśmie ich nie widać. Jak to nazwiesz jak nie skokiem na kasę? Dlaczego pewni panowie nagle dorobili się potężnych firm? Dlaczego polityków zaczęło się rozliczać, a tu jest takie przyzwolenie. Może następny film mój powinien być o polskiej kinematografii? Może trzeba pokazać tych dzielnych władców polskiego kina? Tych co mówią to jest kino, to nie jest, ty masz prawo zrobić film, ty nie w tym roku, w następnym. Co to jest?! A w tym czasie powstaje kolejny bzdecik, bo jest układ towarzyski.
Powiedziałeś przed rokiem, że nie chcesz należeć do branży. Coś się zmieniło?
- Nie spotykam się z nimi w klubokawiarniach, na bankietach. Kto nie jest z nimi, kto się tam nie ujara, nie upije tym piwskiem (żeby jeszcze pili whisky, to bym zrozumiał) jest przeciw nim. Zacząłem odczuwać zawiść. Nie jestem z nimi, a moje dwa filmy wchodzą do kin. A na dodatek jeszcze chcę zająć się produkcją. Po to założyłem firmę, żeby zarabiać kasę i inwestować w kolejne produkcje. Chcę komuś młodemu wyprodukować film. Tak całościowo, z promocją. Ciekawe czemu na przykład Andrzej Wajda nie produkuje polskich filmów. Byłby teraz lepszym producentem niż reżyserem. Chciałbym, żeby mi wyprodukował fabułę, bo bym się czegoś przy nim nauczył. Może wzbogaciłby mnie, okiełznał?
Ale bierzesz kasę, robisz filmy więc jednak też jesteś w branży.
- Ale na swoich prawach. I mam świadomość, że nie muszę w niej być. W odróżnieniu od wielu panów ja nie muszę być reżyserem. Nie muszę robić telenoweli. Nie mam nic do ludzi, którzy to robią. Tylko po co oni chodzą i puszą się, zakładają te śmieszne fioletowe okulary. Stylizują się na artystów, a wychodzą z "Na dobre i na złe". Pisma, między innymi wasze, zapominają czym oni tak naprawdę się zajmują. To jest hipokryzja. Nazwijmy, że są zwykłymi rzemieślnikami. A aktor, który jest doktorem w serialu, teraz wozi się jako artysta, bo udało mu się coś napisać. Czy ten człowiek ma poczucie śmieszności?
A może cała twoja walka o niezależność to forma reklamy?
- Jak mnie ktoś chce ocenzurować film, to podnoszę larum. Mówią, że to jest autopromocja. Gówno nie autopromocja, bo ja mam wroga wtedy. Co w tym autopromocyjnego, że wchodzę w konflikt z wytwórnią? Może na zewnątrz to tak wygląda. A to odcięcie się od źródła finansowania. I więcej nie dadzą mi robić. Będą inni. Ci, którzy nie krzyczą. Konformiści.
Ty też idziesz na kompromisy.
- Mimo wszystko trzeba mieć granice. Albo to, co zrobił Robert Leszczyński z "Wyborczej" występując w "Idolu". To są granice, których nie wolno przekraczać! Uważam, że Robert musi teraz przemyśleć siebie, skoro nie rozumie, że "Idol" jest komercyjnym bzdetem. Każde jego krytyczne słowo jest już teraz niepoważne. Później taki człowiek z "Idola", niszczy płytę "Myslowitz". To ja mam, kurwa, pytanie - czy on spojrzał na zestawienie sprzedaży płyt, przesłuchał ich i zobaczył czym się różni "Myslowitz" od "Budki Suflera" czy "Ich Troje"? Jak on tej różnicy nie widzi, słyszy, to "Idol" mu zatkał uszy.
A czym ty się różnisz od niego? Jemu płaci Polsat, tobie Uniwersal!
- [Sylwester, to pytanie postawił naczelny i chce, żebyś odpowiedzial na nie trzema krótkimi zdaniami]

Bzdura. Większość pieniędzy wykłada dystrybutor SPI i Telewizja Polska. Przy tym ja nie zrealizowałem filmu promocyjnego, to szczery dokument, który u wielu wywoła szok. A od miesiąca czasu mam awanturę z Universalem, wiec porównanie jest śmieszne. Leszczyński nie ma awantury z Polsatem za gnojenie młodych ludzi. Nie ujawnia kulis tego programu.

Będziesz stał sam po drugiej stronie barykady?
- Myślę, że jest więcej takich Latkowskich, ale może nie mają w sobie tyle siły przebicia. A oni jeszcze nie umieją mnie zabić. Na pewno uda im się przyciąć mi skrzydła. Muszę oberwać. Bo zaczynam występować przeciw establishmentowi, elitom. Ostatnio usłyszałem, że może coś zmienię w myśleniu tej branży. Może będę tym, który spowoduje, że słowo kolaudacja nie będzie znaczyło dla reżyserów śmierci. Dla mnie to jest cenzura. Nawet Andrzej Wajda miał kolaudację! Oczywiście oni powiedzą, że kolaudacja to jest dyskusja. Ale nad czym, kto ma dyskutować? Sabat czarownic się robi. Przychodzą te panie i panowie i tak naprawdę z góry przychodzą po to, żeby zjechać. Co to za nastawienie, kurwa, jest? Film cię rozlicza. Od tego jest widz i dyrektor anteny.
Zrobiłbyś dokument o mediach?
- Tu są dwie strony medalu. Z jednej strony mam świadomość, że tylko dzięki mediom i dziennikarzom jestem niezależny, istnieję i mogę robić to, co robię. Bez nich nie byłbym Latkowskim. Bez nich przy "Gwiazdorze" by mnie utopiono. Jednak z drugiej strony trzeba pokazać kim są ludzie mediów, kto nimi zarządza. Pokazać zło, które wytwarzają. I teraz gdybym robił film o mediach, to przeciw komu? Tym, którzy są ze mną? Wiem już, że nie można wojować z całym światem. Nie chcę być Don Kichotem. Jest granica śmieszności Don Kichota.
Czyli jednak kompromis?
- Ja też się muszę sprzedać. Nie bądźmy naiwni. Niezależność dzieła czy twórcy dokumentu to mit. Zawsze w jakimś stopniu jesteśmy zależni. Muszę rozmawiać z dziennikarzami, których nie lubię, nie szanuje. Nie jestem hipokrytą, który powie, że rozmawia tylko z tymi, z którymi chce. To cena za tak zwaną moją niezależność. Trzeba zacisnąć zęby. Ale nigdy nie zrobisz ze mną wywiadu o tym co mam w szafie. Musze pogodzić się z tym, że jestem już elementem popkultury. To jest śmieszne i niezdrowe. Nie do końca daję sobie z tym radę. Czasem zaciskam zęby a czasem śmieszy mnie jak widzę w "Bravo" moją przerobioną wypowiedź, czy jak wchodzę do "Kawy i herbaty" po jakiejś pani z zoo... To jest cena.
Rozmawiała Monika Zakrzewska



menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Potężny mężczyzna powolnymi ruchami, nieco leniwie, goli głowę. Opowiada o swoim barwnym życiu, o więzieniu i drużynie rugby. Ale nie jest to kadr z amerykańskiego obrazu "Urodzeni mordercy", a jedna ze scen polskiego filmu dokumentalnego Sylwestra Latkowskiego o chuliganach Arki Gdynia, których teraz bardziej niż rozróby fascynuje męski, twardy sport.
(...) Kamera podąża za bohaterami niemal wszędzie. Jest na treningu, meczu, w szatni, w samochodzie i nawet w łazience.


Śledczak Kamilianie Gwiazdor Pedofile
Nakręceni Pub 700 Klatka To my, Rugbiści
powered by Admin.Starla v3 CMS